Dodaj do ulubionych

o samotnym macierzyństwie

17.06.19, 21:07
O samotnym macierzyństwie chciałam porozmawiać.
Samotnym, w sytuacji kiedy ojciec dzieci zniknął całkowicie lub uczestniczy w życiu dzieci w stopniu minimalnym.
O tym jak sobie radzicie: logistycznie, czasowo, fizycznie, psychicznie. Jak zorganizowałyście się na nowo? Co było najtrudniejsze? Co było pomocne? Jak w gonitwie życia mieć dobry jakościowo czas dla dzieci, ale i dla siebie aby nie obciążać ich sytuacją „że mama się poświęciła”? U mnie rozwód w trakcie a ojciec stopniowo znika z ich życia – ostatnio wcale się nie pojawia. Organizacyjne jakoś wszystko działa: placówki, lekarze, zajęcia dodatkowe.
Dzieci na tyle małe, że wszędzie ze mną: do sklepu, na pocztę więc lekko nie jest. Staram się optymalizować każdy ruch, robić kilka rzeczy na raz, łączyć zajęcia dodatkowe. Multitasking poziom master ale czasu wciąż mało a pracować też trzeba.
Korzystałyście ze wsparcia kogoś? Rodziny? Opiekunki?
Jak poukładałyście sobie i dzieciom życie?
Jak dbałyście o siebie aby mieć siłę – i fizyczną i psychiczną?
Edytor zaawansowany
  • juuuu7 17.06.19, 22:26
    A dlaczego ojciec znika i czemu nie chcesz go zaangazowac bardziej?
  • potworia116 17.06.19, 23:37
    Pokrótce, bo padamwink
    Na razie (pracuję w niepełnym wymiarze) opiekunki, od września żłobek. Dziadkowie chętni i życzliwi, ale daleko. Chociaż odkrywam w sobie coraz głębsze pokłady cierpliwości, czasem jej nie starcza, mam ochotę położyć się obok niej na chodniku i ryczeć unisono. Choć na ogół cieszę się każdą chwilą - zachwyt, że jest, a mogłoby jej nie być, nie zużywa się od prawie dwóch lat. Mam jakieś rezerwy finansowe, nie ruszam ich, świadomość, że w razie czego są, bardzo pomaga. Przestałam walczyć z bałaganem, trudno, lepiej nie będzie. Pogodziłam się, że moja kariera będzie raczej zwalniać niż się rozpędzać, trudno, praca nie jest już taka ważna, czas na intensywne życie intelektualne jeszcze kiedyś wróci (jak pójdzie na studiasmile.
    Choć codzienność może przypominać jazdę bez trzymanki, życie ma więcej wymiarów i smaków niż kiedykolwiek. To nie obowiązki przygnębiają, tylko poczucie odpowiedzialności, której nikt ze mną nigdy nie podzieli. I jeszcze myśl, z którą wciąż boję się skonfrontować, jak bardzo byłby szczęśliwy jej Tata, gdyby żył.
  • danaide 18.06.19, 09:48
    Trzymaj się potworia, masz fantastyczne zasoby interpersonalnewink
    Nie bój się myśli. No, byłby. Wszyscy bylibyście. Albo i nie. Byłam kiedyś na wykładzie prof. Kołakowskiego i każdą myśl kończył tak: "Może. Może tak. Może nie" (a może w odwrotnej kolejności?). Tak czy siak, to cobybyłogdybanie. Jest tu i teraz.
  • danaide 18.06.19, 09:40
    Najtrudniejsze, dla mnie, to słuchać, od ludzi, którzy nigdy nie byli w mojej sytuacji, że robię coś źle albo czegoś nie robię.
    Chyba nawet trudniejsze niż samotne ponoszenie odpowiedzialności za wszystko.

    Zrezygnowałam z tzw. kariery. Zresztą zawsze mi szło jak po grudzie, jednych predyspozycji miałam aż nadto, innych spory niedostatek. Z pracy jeszcze nie zrezygnowałam, prędzej ona ze mnie, strasznie się opierawink

    Pomocne są zasoby. Mieszkaniowe, zawodowe, finansowe, osobowe, psychiczne, fizyczne. Zrób listę, bo możesz w stresie o nich zapomnieć (ja np. kiedyś znalazłam prywatne przedszkole na godziny i nie wiedzieć czemu, wyleciało mi to z głowy; gdy ponownie na nie trafiłam było juz praktycznie po ptokach).

    Jakościowy czas z dziećmi to czasem czas spędzony na prostych rzeczach w domu. Nawet kosztem zajęć dodatkowych. Trudno, olimpijki i skrzypaczki nie będzie, ale to nie koniec świata.
    Poczta - też zżerała mi czas. Polecam poranne godziny po odstawieniu dziecka dla placówki i ograniczenie liczby wizyt. Poczta nie paczkomat, poczekawink

    Organizacyjnie to jest tak, że do pewnego czasu jakoś idzie, potem zaległości się spiętrzają.
    W pewnym momencie trzeba ustalić priorytety, dokonać wyboru.

    Mnie pomaga struktura (tygodniowa/roczna), dzięki temu zapamiętuję co jest do zrobienia mimo czarnej dziury w głowie, którą mam często, terytorialny podział zadań, nie przejmowanie się pierdołami, wydeptane ścieżki zakupowe, przewróciło się niech leży i wiele innych patentów. Ale to są moje patenty, może komuś lepiej robi multitasking i robienie paznokci od 4tej rano po mocnej kawie, wiśta wio i do przodu, byle się nie zatrzymać - bo zatrzymanie się może być groźne w skutkach. To jak z wakacjami - dlaczego na wakacjach ludzie czują się źle i się kłócą? Bo są przyzwyczajeni do innego rytmu.

    Siła fizyczna? Wolniej się ruszam+przewróciło się, niech leży. Chciałabym powiedzieć, że sport, ale spędziłam lata na sali fizycznej i maks tego co zniesie mój organizm to joga, ewentualnie pływanie. Siła psychiczna - sprawiam sobie małe przyjemności. Dużych bym nie udźwignęławink
  • awanturyna 18.06.19, 21:23
    Dzięki. Dobre rady - będę po kolei wdrażać.
    Mam wrażenie, że odcięłam obowiązki, które jeszcze chwilę temu wydawały mi się mega ważne, dziś już nie są. Mam etap oszczędzania energii tam gdzie się da... ale i tak mam wrażenie, że dobra za krótka. A czasem wieczorem to już padam i tylko poduszka mi w głowie. A staram się też znaleźć czas na odpoczynek bo inaczej czuję, że cierpliwości brakuje. Im bardziej jestem wypoczęta - tym więcej jestem w stanie ogarnąć.
    Bardzo podoba mi się pomysł ze strukturą. Spróbuję zrobić taki plan choć zdarza się, że wpada choroba, inne coś i już po planie - improwizować trzeba.
    Tak się w duchu pocieszam, że z każdym rokiem dzieci będą starsze, będzie trochę lżej - fizycznie, choć na pewno inne obciążenia wieku nastoletniego dojdą.


  • potworia116 18.06.19, 22:52
    Do mnie też bardzo trafia ta „strukturalna” metoda. Chyba nawet stosowałam ją nieświadomie, takie bloki operacyjne, zamiast niekończącego się szeregu rzeczy do zrobienia, nigdy dość nie zrobionych.
    Pomaga też jeden wiersz dziennie, może być haiku, może być coś znanego na pamięć, powtórzonego w głowie.
    I harmonijka ustna na placu zabaw (lubię się bawić z córką nie cierpię tego pokutniczego wiszenia nad nią) - trenuję sobie swoje pasaże nie spuszczając jej z oczu.
  • zabka141 18.06.19, 22:16
    Sciskam cie mocno i przesylam pozytywna energie. Nie jestem samotna mama, mam jednk dziecko, ale i tak czasami czuje sie wykonczona. Mnie pomagaja kontakty z innymi mamami - mozna na zmiane odbierac dzieci, opiekowac sie nimi, isc razem na plac zabaw, itd. Moze warto by bylo z kims takim sie skumac.
  • anatewka11 18.06.19, 23:56
    Jestem samotną mamą od 3 lat ale dzieci już duże (prawie 13 i 16) więc zostają regularnie na noc same raz w tygodniu, obiady ugotują jak trzeba itp.
    Po śmierci męża najtrudniejsze jest dla mnie podejmowanie samodzielne poważnych decyzji (finansowych, organizacyjnych) i pamiętanie o rachunkach itp. Mąż był prawnikiem i nawet nie próbowałam wynikać w różne umowy itp które się w życiu pojawiają.

    --
    www.szukajacboga.pl
  • anatewka11 19.06.19, 00:03
    Jeszcze dodam, że nie przejmuję się sprawami typu porządki, kosmetyczka, fryzjer, obiad, ogród itp. Star się, żeby nie zarosło brudem ale poza tym, jak to mawia młodzież, mam wywalone. Powiedziałam sobie, że spotkało mnie w życiu na tyle dużo tragedii, że jak mi się nie chce malować (z reguły) to chodzę saute, a jak mi się nie chce robić obiadu (nader często) to idziemy do fajnego lokalnego baru. To ostatnie tylko muszę ukrywać przed teściową 😉

    --
    www.szukajacboga.pl
  • chocolatemonster 19.06.19, 00:15
    Dziewczyny podziwiam Was wszystkie i zycze Wam wszystkiego, co najlepsze. Bylam samotna matka (a wlasciwie siostra wychowujaca rodzenstwo) po smierci naszych rodzicow i wiem jak bywa ciezko. Trzymajcie sie!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.