Dodaj do ulubionych

Fatalne uczucie, gdy znajoma usługuje

18.06.19, 15:26
W niedzielę byłam z mężem u teściów na przyjęciu ogrodowym, okazja to trochę spóźniona rocznica ich ślubu. Było, jak zawsze, doskonale. Pyszne jedzenie, dobry alkohol, miłe towarzystwo - w sumie prawie 30 osób. Tym razem teść jednak zaskoczył bardziej niż zwykle i zorganizował obsługę kelnerską, dwóch facetów, jedna kobieta. I to by też fajnie, gdyby nie to, że moja koleżanka z pracy była jedną z kelnerek. Firma, która organizuje takie usługi ma bazę ludzi zainteresowanych taką pracą - możliwością dorobienia, szczególnie właśnie w weekendy i jak się okazało, ona tak dorabia. I czułam się słabo, bo nie znoszę takich sytuacji. I tak było urokliwie, ale jednak trochę się jej krępowałam, gdy nalewała mi wina, zmieniała talerze, donosiła potrawy. A wy? Miałybyście gorsze samopoczucie w takiej sytuacji, czy was by to nie ruszyło? Sama w sumie nie wiem, co mnie zirytowało. Czuję się z tym jednak średnio,
Edytor zaawansowany
  • snakelilith 18.06.19, 15:35
    Dziwne jest to co piszesz, ona tam przecież pracuje, a nie jest służącą/niewolnicą. Po prostu dziękujesz jej za każdy doniesiony talerzyk, może nawet serdeczniej, bo to przecież twoja znajoma i koniec rozkiminiania. Z jakiego feudalnego domu pochodzisz, że masz takie problemy?

    --
    "Założyć, większość facetów bedzie się przyglądać czy widać cycki" - bywalec.hoteli
  • konstancja16 18.06.19, 15:45
    Nie widze problemu. Jesli kolezanka sprzedaje w sklepie to ten sklep omijasz wielkim lukiem, zeby jej nie spotkac w takiej sytuacji?

    Opiekunka moich dzieciakow z autobusu szkolnego zatrudnia się dodatkowo przy roznych imprezach. Często do sprzątania. Widuje ja wtedy w granatowym fartuchu i z mopem. Jak się spotkamy w takiej sytuacji to normalnie zagadamy chwile, a potem ona oddala się do swoich zajec, a ja do imprezowania. Jest prawdziwa kobieta pracujaca i mam do niej wiele szacunku.


    --
    Enjoy yourself. It's later than you think.
  • barattolina 18.06.19, 15:48
    Właściwie miałam napisać to samo.
    To tak jakby autorka czuła się lepsza bo jej znajoma ją obsługuje i ona musi mieć wyrzuty sumienia z tego powodu.
    Poczucie winy nieadekwatne do sytuacji.



  • ganesza 18.06.19, 17:43
    barattolina napisała:

    .
    > To tak jakby autorka czuła się lepsza bo jej znajoma ją obsługuje i ona musi mi
    > eć wyrzuty sumienia z tego powodu.

    ale ona NIE ma wyrzutów sumienia z tego powodu. bo ona czuje się LEPSZA i BOI SIĘ, że ktoś je zrówna, bo razem pracują. tak trudno to zauważyć?

    >




    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • esme83 18.06.19, 17:05
    Masz rację, ale może autorce chodzi o mniejsze poczucie prywatności?
  • ganesza 18.06.19, 17:41
    esme83 napisała:

    > , ale może autorce chodzi o mniejsze poczucie prywatności?

    nie, autorce chodzi o usługiwanie. JEJ koleżanka z pracy usługuje i w tym momencie jej świat się wali w drobne, bo skoro koleżanka (równorzędna), to ktoś JĄ zrówna, nie daj borze szumiący, z koleżanką. a przecież ONA jest klasą wyższą. to jej usługują, a nie ona. a skoro koleżanka z pracy... to i o niej ktoś tak może pomyśleć. o to chodzi. w świetle wypowiedzi na forum nie dziwi.
    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • gaga-sie 18.06.19, 22:29
    W życiu bym tego tak nie odebrała, bardziej, że jest skrępowana tym, że koleżanka ją obsługuje, a na co dzień są w równorzędnych relacjach służbowych.
  • ganesza 18.06.19, 23:36
    gaga-sie napisała:

    > W życiu bym tego tak nie odebrała, bardziej, że jest skrępowana tym, że koleżan
    > ka ją obsługuje, a na co dzień są w równorzędnych relacjach służbowych.

    a przeczytałaś tylko pierwszy post czy może jednak całokształt. mogę zrozumieć reakcję po pierwszej wypowiedzi, ale po następnych?
    przy jednym, 'przetrawionym' przez własne doświadczenia


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • mikams75 18.06.19, 15:44
    alez jakie usluguje? Bo cos podala czy nalala do kieliszka? Jakbys byla u niej gosciem, to tez by ci tak "uslugiwala". Jedyne co mozesz zrobic, to nie rozpeplac w pracy, ze sobie tak dorabia, bo moze tego nie chciec.
  • bigzaganiacz 18.06.19, 15:48
    jak baba nie ma problemu to go sobie znajdzie
  • mona-taran 18.06.19, 15:51
    Nie usługuje a obsługuje.
    Zdarzało mi się jadać w restauracjach, w których pracował ktoś znajomy czy to jako kelner czy w innym charakterze i nie było mi dziwnie że obsługuje mnie koleżanka. Ot, praca jak każda.
  • mona-taran 18.06.19, 15:54
    Zdarzało mi się nawet jadać w restauracji w której sama pracowałam i wtedy obsługiwały mnie koleżanki z pracy :p
  • ienerta 18.06.19, 16:00
    No w restauracji też byłoby niezręcznie, ale tu jeszcze bardziej. Bo w restauracji to w sumie tak bardziej publicznie, a tu wydaje się taka przepaść między ludźmi: jakby dwa zupełnie różne światy. Oczywiście, że to praca i fajna możliwość dorobienia, ale ja się z tym źle czuję i wolałabym tam jej nie spotkać.
  • mona-taran 18.06.19, 16:09
    Rozumiem, zaskoczył cię jej widok i nie czułaś się swobodnie. Też bym pewnie była zaskoczona wink ona za pewne też była i też wolałaby żeby cię tam nie było :p
  • pani-nick 18.06.19, 16:27
    Oh, bo twoi teściowie to taka przepaść... przypomnij... między nią, a teściami? Czy między nia, a Tobą? ...
    zatem uprzejmie poprawie Ci humor. Na codzień pracujecie w tym samym miejscu. I jedynie fakt, ze masz szczęście ? Mieć bogatych teściów, a ona nieszczęście nie mieć spowodował te niezręczna sytuacje.
  • valla-maldoran 18.06.19, 16:49
    ienerta napisała:

    > No w restauracji też byłoby niezręcznie, ale tu jeszcze bardziej. Bo w restaura
    > cji to w sumie tak bardziej publicznie, a tu wydaje się taka przepaść między lu
    > dźmi: jakby dwa zupełnie różne światy.

    Rozumiem, że czujesz się lepsza, jesteś z wyższych sfer, które stać na obsługę kelnerską przyjęcia. Rozczaruję cię, to nie jest usługa dla bogaczy, nie kosztuje nie wiadomo ile, więc nie masz powodu czuć się wyjątkowo. Przy okazji słoma z butów wylazła.
  • rozalia_olaboga 18.06.19, 16:50
    Dwa różne światy? Kelnerka i bibliotekarka?
    A w restauracji, kelner i np fryzjerka, która wyszła na kolację z mężem hydrulikiem, to też różne światy?
    Dziiiiwne podejście zaiste.
    Różne swiaty to dla mnie np nastoletni raper i standardowa emerytka (a i to nie zawsze oczywiście). Ale bibliotekarka i bibliotekarka dorabiajaca sobie jako kelnerka? Nie pojmuję.
  • angazetka 18.06.19, 17:13
    Różne światy, bo na co dzień znajome, a teraz jedna obsługuje drugą.
  • bo_ob 18.06.19, 17:18
    Tak jest. Nie daj Bóg jakaś znajoma okaże się fryzjerką, druga lekarką, trzecia nauczycielką i trzeba pilnować aby żadna z nich mnie nie strzygła, leczyła czy uczyła moje dzieci.
  • angazetka 18.06.19, 18:10
    Inaczej się wymaga od obcej osoby, inaczej od znajomej. Inaczej jest w sytuacji konfliktu. To takie dziwne?
  • bo_ob 18.06.19, 18:19
    Dla mnie dziwne. Może dlatego, że nie wymagam inaczej od obcej a inaczej od znajomej. Strzygę się u koleżanki z klasy i nie mam z tym żadnego problemu.
  • reinadelafiesta 18.06.19, 20:06
    @Bo_ob
    A napiwek koleżance z klasy zostawiasz?

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • bo_ob 18.06.19, 23:15
    Nie praktykuję feudalnych zwyczajów i u fryzjera płacę przy kasie tyle, ile kosztuje usługa.
  • reinadelafiesta 20.06.19, 15:34
    Oczywiście😁

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • ganesza 18.06.19, 17:32
    ienerta napisała:

    > a tu wydaje się taka przepaść między lu
    > dźmi: jakby dwa zupełnie różne światy.

    ale to przecież świadczy tylko o tobie i to chyba nie najlepiej. to ty dzielisz świat na lepszych (ty) i tych, którzy ci usługują. nie, koleżanka ci nie usługiwała. skąd w ogóle to słowo 'usługiwanie'. fryzjerka, kelner w restauracji, taksówkarz też ci USŁUGUJĄ?
    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • ganesza 18.06.19, 17:48
    ienerta napisała:

    > a tu wydaje się taka przepaść między lu
    > dźmi: jakby dwa zupełnie różne światy

    dwa różne światy, prawda? a w innej sytuacji równorzędne. i jeśli ktoś uzna, że ty nie z tego wyższego (ach, te dwa światy. ty w tym lepszym a tu taki zonk. szczerze współczuję) tylko tam gdzie koleżanka. pochlastać się można ze wstydu.
    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • aandzia43 18.06.19, 15:56
    Trolujesz czy masz poważny problem z szacunkiem dla zawodów nie z górnej półki? Przeszkadza ci ze ktoś z twoich znajomych wykonuje taki zawód?

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • ienerta 18.06.19, 15:59
    Głupoty piszesz. Ja dużo nie zarabiam, jestem zwykłą bibliotekarką. To też nie jest zawód z górnej półki. Jakoś tak nienaturalnie się czuję, gdy mnie obsługują znające mnie osoby. Anonimowi obcy mi nie przeszkadzają.
  • bo_ob 18.06.19, 16:04
    ienerta napisała:

    > Jakoś tak nienaturalnie się czuję, gdy mnie obsługuj
    > ą znające mnie osoby.

    Trzeba było wyjść i iść do domu.
  • madzioreck 18.06.19, 17:56
    ienerta napisała:

    > Głupoty piszesz. Ja dużo nie zarabiam, jestem zwykłą bibliotekarką. To też nie
    > jest zawód z górnej półki. Jakoś tak nienaturalnie się czuję, gdy mnie obsługuj
    > ą znające mnie osoby. Anonimowi obcy mi nie przeszkadzają.

    A jak Cię obsługuje teściowa czy teść, to Ci nie głupio? A jakby ta koleżanka Cię zaprosiła do siebie i podawała posiłek/wino/kawę, to też byłoby Ci głupio? suspicious
  • aga_mon_ber 18.06.19, 16:00
    Ale o co chodzi? Czy według ciebie, ta praca w jakiś sposób jej uwłacza?
  • ienerta 18.06.19, 16:02
    O matko, kolejna... NIE! To jest normalna praca, jak każda inna, jak sprzątacz, śmieciarz czy czyściciel toalet, ale nie piszemy o niej tylko O MNIE. Widzisz różnice? Ja się z tym poczułam niefajnie, ona mnie tu jakby mniej interesuje, skupiam się w tej chwili na swoich odczuciach, które pozytywne nie są. Na razie wszystkie użytkowniczki forum piszą, że nie miałyby problemy w takiej sytuacji. Nie wiem, może jestem zbyt wrażliwa. I sama nie rozumiem czemu taka naturalna sytuacja mnie tak ruszyła.
  • katja.katja 18.06.19, 16:14
    Nie przejmuj się. Ja też miałabym z tym problem, źle bym się czuła w tej sytuacji.
    Tak samo jak kiedyś spotkałam dawną koleżankę z klasy "na kasie".
    Tak już mam, należę do osób wysoko wrażliwych.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • beneficia 18.06.19, 16:24
    Ha ha, gdyby tak było, to byś z tego forum dawno odszedł
  • aandzia43 18.06.19, 16:50
    ienerta napisała:

    > O matko, kolejna... NIE! To jest normalna praca, jak każda inna, jak sprzątacz,
    > śmieciarz czy czyściciel toalet, ale nie piszemy o niej tylko O MNIE. Widzisz
    > różnice? Ja się z tym poczułam niefajnie, ona mnie tu jakby mniej interesuje, s
    > kupiam się w tej chwili na swoich odczuciach, które pozytywne nie są. Na razie
    > wszystkie użytkowniczki forum piszą, że nie miałyby problemy w takiej sytuacji.
    > Nie wiem, może jestem zbyt wrażliwa. I sama nie rozumiem czemu taka naturalna
    > sytuacja mnie tak ruszyła.

    big_grin Czyli troll.


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • valla-maldoran 18.06.19, 16:51
    ienerta napisała:

    > Nie wiem, może jestem zbyt wrażliwa.

    Ja bym to nazwała głupotą, nie wrażliwością.
    Jak sama piszesz, masz problem ze sobą.
  • rozalia_olaboga 18.06.19, 16:52
    Tak, mów sobie, ze jesteś zbyt wrażliwa smile
  • aga_mon_ber 18.06.19, 19:12
    enerta napisała:

    > O matko, kolejna... NIE! To jest normalna praca, jak każda inna, jak sprzątacz,
    > śmieciarz czy czyściciel toalet, ale nie piszemy o niej tylko O MNIE.\

    I tym samym dajesz do zrozumienia, że jednak nie jest to normalna praca.
    Problem tkwi w tobie i zapewne, chcesz to tutaj przepracować.
  • ganesza 18.06.19, 20:21
    ienerta napisała:

    > O matko, kolejna... NIE! To jest normalna praca, jak każda inna, jak sprzątacz,
    > śmieciarz czy czyściciel toalet,

    cóż za znamienny dobór wykonywanych prac. pani podająca kawę na przyjęciu to jak czyściciel toalet. a tu wielka pani bibliotekarka. no jak to tak. jeszcze i ją ktoś zrówna ze śmieciarzem.
    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • memphis90 19.06.19, 07:30
    > nie piszemy o niej tylko O MNIE. Widzisz różnice? >JA się poczułam niefajnie, ona mnie tu jakby mniej >interesuje, skupiam się w tej chwili na swoich >odczuciach. Nie wiem, może jestem zbyt wrażliwa.

    Wrażliwa😂😂😂 Oj, biedny, wyjątkowy plateczek śniegu! Może by tak ukierunkowac tę wyjątkową wrażliwość na kogoś innego niż Ty sama...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • heca7 18.06.19, 16:01
    A ja troszkę rozumiem autorkę. Znajdowała się w rodzinnym gronie gdzie zapewne zachowywała się swobodnie i być może rozmawiała o sprawach rodzinnych nieomawianych w pracy. Koleżanka z pracy obejrzała sobie jej teściów, męża, dzieci, kuzynów, szwagra, bratową i kogo tam popadło. Nie każdy ma na to ochotę. Pewnie też czułabym się mniej swobodnie, nie byłby to problem ale nooo mniej...

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • ienerta 18.06.19, 16:04
    No nareszcie ktoś, coś pojął. Chce być swobodna, jeść i pić jak i ile chcę, obsługa niech nas dopieszcza, ale niech to będą anonimowi ludzie. Wśród znajomych nie czuję się tak swobodnie i to mi właśnie zepsuło trochę całą uroczystość.
  • summerland 18.06.19, 16:12
    To moze raczej chodzi ci o to, ze nie czulas sie swobodnie bo kolezanka mogla zobaczyc to i owo i pozniej to rozpowiadac w pracy?
  • bo_ob 18.06.19, 16:17
    ienerta napisała:

    > Chce być swobodna, jeść i pić jak i ile chcę

    Aha, to wszystko wyjaśnia. Gdybyś była swobodna, jadła i piła tyle ile chcesz to koleżanka dowiedziałaby sie jaka jesteś naprawdę?
  • eliksir_czarodziejski 18.06.19, 16:43
    Kolejny troll?
  • ganesza 18.06.19, 17:55
    ienerta napisała:

    > . Chce być swobodna, jeść i pić jak i ile chcę, obs
    > ługa niech nas dopieszcza, ale niech to będą anonimowi ludzie. Wśród znajomych
    > nie czuję się tak swobodnie i to mi właśnie zepsuło trochę całą uroczystość.

    ojej, ktoś rzucił koło ratunkowe? jaki nagły zwrot akcji. już nie problem w usługiwaniu tylko w braku prywatności. żałosne takie krycie własnej dudy, gdy odpowiedzi nie pomyśli.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • danaide 18.06.19, 18:31
    Tu problem leży gdzie indziej. Ona mówi o przepaści między dwoma światami - a tej przepaści nie ma, jest cienka linia. Ona chce czuć, że odniosła sukces, drogą małżeństwa trafiła do dobrej, dzianej rodziny - a to zapewne jakieś pieniądze zrobione w pierwszym/drugim pokoleniu, frak uwiera, perły cisną, a do tego obsługa nie dość dopieszczająca - bo nie dość profesjonalna czytaj nie dość drogo opłacona. Dlatego napatoczyła się na koleżankę. Miało być elegancko, a tu zonk.
  • madzioreck 18.06.19, 18:26
    ienerta napisała:

    > No nareszcie ktoś, coś pojął. Chce być swobodna, jeść i pić jak i ile chcę, obs
    > ługa niech nas dopieszcza, ale niech to będą anonimowi ludzie.

    Już nie czaruj. Gdyby chodziło Ci o prywatność, nie pisałabyś o usługiwaniu, a od tego zaczął się wątek.
  • verdana 18.06.19, 16:08
    Ja bardzo rozumiem. Osoba podająca potrawy nie jest gorsza od tej, która te potrawy je - ale sytuacja jest taka, że to my jesteśmy klientem, który ma prawo mieć pewne życzenia. Co innego posłać do kuchni kelnerkę po czysty talerzyk, a co innego posłać kolezankę - w tej sytuacji nalezałoby się ruszyć samemu. Nie wiaomo też, czy zamienić parę prywatnych uwag, czy nie, nie wiadomo, jak się zachować, gdy ktoś np przy nas zwróci kelnerce -koleżance uwagę. Ja przestałam bywać w kawiarni, w której pracowała moja magistrantka. To była bardzo niezreczna sytuacja.
  • eliksir_czarodziejski 18.06.19, 16:43
    Dokładnie tak samo to widzę.
  • valla-maldoran 18.06.19, 16:53
    verdana napisała:

    > Ja bardzo rozumiem. Osoba podająca potrawy nie jest gorsza od tej, która te pot
    > rawy je - ale sytuacja jest taka, że to my jesteśmy klientem, który ma prawo mi
    > eć pewne życzenia. Co innego posłać do kuchni kelnerkę po czysty talerzyk, a co
    > innego posłać kolezankę - w tej sytuacji nalezałoby się ruszyć samemu. Nie wia
    > omo też, czy zamienić parę prywatnych uwag, czy nie, nie wiadomo, jak się zacho
    > wać, gdy ktoś np przy nas zwróci kelnerce -koleżance uwagę. Ja przestałam bywać
    > w kawiarni, w której pracowała moja magistrantka. To była bardzo niezreczna sy
    > tuacja.

    Nie rozumiem.
  • bo_ob 18.06.19, 16:57
    valla-maldoran napisała:

    > Nie rozumiem.

    Ani ja.
  • verdana 18.06.19, 17:01
    Po prostu. Moja znajoma nie powinna podawać mi jedzenia i spełniać moich wymagań, sama nie jedzac i nie będąc dopusczana do towarzystwa. Jest moją znajomą, więc trudno, abym traktowała ją jako kelnerkę. A znajoma nie sprzata po mnie brudnych kieliszków, nie donosi i jedzenia i nie jest kimś, od kogo mogę czegokolwiek wymagać, a jednocześnie nie traktować jak znajomej, z którą tak samo jak z resztą towarzystwa wypadałoby pogadać.
  • danaide 18.06.19, 17:22
    Dla mnie to jednak trochę wydumany problem. Jakby usługiwała Ci Twoja własna pani profesor, to może rzeczywiście coś byłoby nie tak, ale ludzie na różnym etapie życia potrzebują różnych prac, potrzebują czasem dorobić, zatem w fakcie, że magistrantka - studentka czy świeża absolwentka? - pracuje w kawiarni nie ma nic strasznego. Przecież nie jest tam ani z Twojej winy, że źle ją uczyłaś (bo jeśli tak, to zaczynam rozumieć obawybig_grin), ani ze swojej, że źle się uczyła. Ot, taki etap w życiu.
  • berdebul 18.06.19, 19:44
    Mój magistrant, pracował w firmie, która serwisowała nasz sprzęt. Sprzęt się schrzanił, serwis nie był na czas i próbował go zwalić na magistranta. Koszmar. Miałam bardzo poważna rozmowę z szefem szefów w firmie.
  • valla-maldoran 18.06.19, 17:28
    No to masz problem. Współczuję.
  • tairo 18.06.19, 17:08
    > Co innego posłać do kuchni kelnerkę po czysty talerzyk, a co innego posłać kolezankę - w tej sytuacji
    > nalezałoby się ruszyć samemu.

    Jakie znowu co innego? Koleżanka jest tu służbowo, ty jesteś gościem.

    > Nie wiaomo też, czy zamienić parę prywatnych uwag, czy nie,

    Ależ wiadomo. Można zamienić w wolnej chwili, nie zawracając głowy, kiedy jest zajęta pracą.

    > nie wiadomo, jak się zachować, gdy ktoś np przy nas zwróci kelnerce -koleżance uwagę.

    Dokładnie tak samo, jak zareagowałabyś, gdyby kelnerka nie była koleżanką.

    > Ja przestałam bywać w kawiarni, w której pracowała moja magistrantka. To była bardzo niezreczna sytuacja.

    Może to i lepiej, skoro nie umiesz się kulturalnie zachować w zwykłej sytuacji.
  • verdana 18.06.19, 18:10
    Nie. Koleżanka to koleżanka. Nie staje się kimś innym, gdy nagle spotykam ją jako kelnerkę. Podając mi jedzenie nadal jest koleżanką z pracy, a koleżance należy pomóc, nie wymagać usługi. Nie da się zawiesić znajomośći na czas przyjęcia. Jeśli ktoś zwróci uwagę, ze za wolno pracuje, to mam stanąć w obronie znajomej, tak jakbym stanęła w stytuacji prywatnej, czy nie? Kulturalne zachowanie to właśnie nie zapominanie, że człowiek i nasze kontakty z nim w takiej sytuacji nie zmieniają się na czysto służbowe - klient- usługa, ale są nadal takie jak były czyli - znajoma-znajoma. A te dwie sytuacje są ze sobą sprzeczne.
    Promotor, który pozwala się obsługiwać magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
  • bardzo-dobry-kochanek 18.06.19, 18:16
    verdana napisała:
    > Jeśli ktoś zwróci uwagę, ze za wolno pracuje, to mam stanąć w obronie znajome
    > j, tak jakbym stanęła w stytuacji prywatnej, czy nie?

    Nie.
  • tairo 18.06.19, 18:34
    > Nie. Koleżanka to koleżanka. Nie staje się kimś innym, gdy nagle spotykam ją jako kelnerkę.

    Owszem, nie staje się kimś innym. Jest tą samą osobą, tylko, uwaga, przebywa w tym miejscu z innego powodu, bo ona tu pracuje, a ty nie.

    Odwracając sytuację: znaną ci kelnerkę z kawiarni któregoś dnia spotykasz w teatrze jako partnerkę jednego ze znajomych z twojej grupy. I co teraz, będziesz ją teraz do końca życia traktować jak kelnerkę, bo poznałaś ją jako kelnerkę i "nie staje się kimś innym", gdy nagle spotykasz ją jako koleżankę?

    > Podając mi jedzenie nadal jest koleżanką z pracy, a koleżance należy pomóc, nie wymagać usługi.

    Podając ci jedzenie jest kelnerką, a nie koleżanką z pracy.

    > A te dwie sytuacje są ze sobą sprzeczne.

    Są ze sobą sprzeczne tylko wtedy, kiedy nie umiesz oddzielić człowieka od jego pracy.

    > Promotor, który pozwala się obsługiwać magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.

    Promotor, który pozwala podawać kawę magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
    Promotor, który pozwala kasować swoje zakupy magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
    Promotor, który pozwala malować paznokcie magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
    Promotor, który pozwala naprawiać komputer magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
    Promotor, który pozwala obcinać włosy magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
    Promotor, który pozwala pilnować dziecka magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
    Promotor, który pozwala zmieniać telefon magistrantce jest szczerze mówiąć nie do końca moralnym promotorem.
  • ganesza 18.06.19, 20:17
    verdana napisała:

    > Nie. Koleżanka to koleżanka. Nie staje się kimś innym, gdy nagle spotykam ją ja
    > ko kelnerkę. Podając mi jedzenie nadal jest koleżanką z pracy, a koleżance nal
    > eży pomóc, nie wymagać usługi. Nie da się zawiesić znajomośći na czas przyjęcia
    > . Jeśli ktoś zwróci uwagę, ze za wolno pracuje, to mam stanąć w obronie znajome
    > j, tak jakbym stanęła w stytuacji prywatnej, czy nie? Kulturalne zachowanie to
    > właśnie nie zapominanie, że człowiek i nasze kontakty z nim w takiej sytuacji n
    > ie zmieniają się na czysto służbowe - klient- usługa, ale są nadal takie jak by
    > ły czyli - znajoma-znajoma. A te dwie sytuacje są ze sobą sprzeczne.
    > Promotor, który pozwala się obsługiwać magistrantce jest szczerze mówiąć nie do
    > końca moralnym promotorem.

    z całym szacunkiem Verdano, bo ty z dziada pradziada z profesorskiej rodziny, tzn. tej lepszej. nie zapytam, czy kiedykolwiek w swoim życiu wykonywałaś jakakolwiek prace zdecydowanie poniżej profesorskich standardów, bo po reakcji widać, że nie. i chociaż w swoim własnym odczuciu nie dzielisz ludzi na 'klasy', to jednak, być może nieświadomie, dzielisz ludzi/wykonywane przez nich prace na te na Twoim poziomie i te poniżej.
    rozumiem, że układ promotor - magistrantka stoi znacznie wyżej niż belfer i uczeń (maturzysta), ale ja się w tym drugim układzie znalazłam kilka razy (bo dzieciaki dorabiały).
    i nie, nie czułam się źle, oni chyba też nie skoro potrafili widząc jak więdnę na przystanku (bo autobus raz na godzinę i do tego nie przyjechał) a za chwile mecz potrafili mnie z tego przystanku zgarnąć (bo mecz! a wiadomo, że oglądam namiętnie), usadzić w ogródku piwnym wypełnionym kibicami po brzegi w wygodnym miejscu, obsłużyć. tylko, ze dla mnie to byli ludzie a nie 'tylko' uczniowie. zarówno w szkole, jak i poza nią. plus pracując kiedyś na ŚLAMie i robiąc studia podyplomowe dorabiałam myjąc wagony. i nie dziele ludzi według wykonywanej pracy.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • sta-fraszka 18.06.19, 22:32
    Jako pracownik naukowy w pierwszym pokoleniu (wiec pewnie mnie tez toga uwiera) w ogole nie rozumiem problemu.
    Jako magistrantka dorabialam sobie korepetycjami i sprzataniem domow. Zdarzalo sie, ze u tych samych ludzi. Zdarzalo sie, ze u znajomych moich wykladowcow. Bywalo, ze tychze tam spotykalam. Krepowalo mnie (jak zawsze) spotykanie profesorow na miescie, ale do glowy mi nie przyszlo wstydzic sie tego, co robie.
    Tekstow o prywatnosci w ogole nie rozumiem, bo do pracy podchodze profesjonalnie.

    Jako doktorantka pracowalam jako kierownik akademika (cos pomiedzy dozorca a opiekunem domu z Harry'ego Pottera). Widywalam swoich studentow z akademika na cwiczeniach (i wykladach), sprawdzalam ich egzaminy i kolokwia. W druga strone przeprowadzalam pogadanki na temat niezdrowego trybu zycia czy darcia sie pod cudzymi oknami o polnocy.
    Nigdy mi sie obie funkcje nie przemieszaly.

    Teraz jako wykladowca widze swoich studentow - obsluguja mnie w kafejce, pracuja w zoo, w moim osiedlowym sklepie, jako kelnerzy w kateringu. Doceniam, ze ciezko pracuja. Podziwiam, ze potrafia sobie wszystko zorganizowac.

    Praca to praca. Zadna nie hanbi. Ja bym kolezanke podziwiala, ze ma sile i motywacje dodatkowo pracowac. I tyle.


    --
    A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu
    ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji. — Andrzej Sapkowski
  • amsterdama 18.06.19, 18:52
    Brakuje Ci wyczucia.
  • ganesza 18.06.19, 18:17
    verdana napisała:

    > Ja bardzo rozumiem.

    ale co rozumiesz? sytuacje, czy problem wątkodajki?

    Osoba podająca potrawy nie jest gorsza od tej, która te pot
    > rawy je - ale sytuacja jest taka, że to my jesteśmy klientem, który ma prawo mi
    > eć pewne życzenia. Co innego posłać do kuchni kelnerkę po czysty talerzyk, a co
    > innego posłać kolezankę - w tej sytuacji nalezałoby się ruszyć samemu.

    a jak ktoś Cię gości, to tez tak rozkminiasz? jak jesteś u kogoś prywatnie, to jak potrzebujesz nowego talerzyka, to w zależności od sytuacji (i stopnia zażyłości) prosisz o talerzyk, sama po niego idziesz, pomagasz gospodyni/gospodarzowi w ogarnięciu sytuacji, gdy chcących nowych talerzyków jest więcej.

    Nie wia
    > omo też, czy zamienić parę prywatnych uwag, czy nie,

    ale to już zależy od reakcji drugiej strony na takie prywatne uwagi

    >nie wiadomo, jak się zacho
    > wać, gdy ktoś np przy nas zwróci kelnerce -koleżance uwagę.

    ale z czym masz problem? zwrócił uwagę słusznie - nie reagujesz. czepia się (nie daj bóg), bo tak reagujesz. jak zawsze w takiej sytuacji.



    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:10
    Kurczę, dla mnie też to byłaby taka zaskakująca sytuacja, niekoniecznie niezręczna ale blisko.
    I tak, pewnie bym omijała sklep, gdzie pracuje znajoma, o ile by nie była właścicielką bądź nie umówiłabym się z nią wcześniej z jakiejś przyczyny, typu powiedziałaby np "Mam fajne to i to pewnie cię zainteresuje, przyjdź, zobaczysz" i faktycznie byłabym zaciekawiona.

    I to nie znaczy, że pogardzam sprzedawczyniami, czy kelnerkami. Dziwny wniosek swoją drogą.
  • aandzia43 18.06.19, 16:56
    Omijałabyś sklep z pracujcą tam znajomą? surprised Dlaczego? O ile mogę jeszcze zrozumieć niechęć do zdradzania przed koleżanką z pracy szczegów życia rodzinnego na imprezie, to teraz żuchwa mi opadła ze zdziwienia.

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • bo_ob 18.06.19, 16:59
    kosmos_pierzasty napisała:

    > I tak, pewnie bym omijała sklep, gdzie pracuje znajoma

    Wstydziłabyś że ktoś zobaczy że masz znajomą, która pracuje w sklepie?
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:10
    Żart. Już mnie wypytałaś poniżej. Z tej samej przyczyny.
  • bo_ob 18.06.19, 17:13
    Aha. Niby że praca ciężka i gorzej płatna.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:18
    Nie, lekka i świetnie opłacana tongue_out
    Przeczytaj sobie jakiś reportaż o pracy ekspedientek i ich doświadczeniach z klientami.
  • bo_ob 18.06.19, 17:19
    Ale ja juz rozumiem smile
    Odwiedzasz tylko te miejsca, gdzie pracują twoje znajome wykonujące lekką i dobrze opłacaną pracę.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:21
    Szczerze mówiąc to unikam usług w wykonaniu znajomych, za to chętnie korzystam w poleceń tychże znajomych, znających środowisko - że np. na tym to najlepiej się będzie znała ta osoba, a na tamtym inna. Oni zresztą też tak wolą, bo jak powstaje zależność finansowa, to często nie wychodzi na dobre znajomości prywatnej.
  • solejrolia 18.06.19, 17:21
    Omijałabyś sklep, w którym pracuje znajoma?
    Nie rozumiem !!!

    U nas wszystkie dziewczyny w Biedronce są miejscowe- kierowniczkę znam ze szkoły średniej, zresztą to żona znajomego, jedną kasjerkę znam z podstawówki, inna babka to mama chłopca, z którym moja córka chodziła do gimnazjum, kolejna to....itd itd...
    Czy dlatego mam unikać TEJ biedronki, bo tam pracują kobity, które mniej lub bardziej są moimi znajomymi?
    Mam jeździć do Bydgoszczy?!
    Bez sensu.

    Apropos, tak mi się przypomniało:
    Kiedyś pracowałam w hurtowni, normalnie nie miałam styczności z klientem detalicznym, i nie siedziałam za ladą, akurat wtedy wytypowano mnie i dyrektora handlowego na dyżur (o ile pamietam to był jakiś dziwny dzień, długi wekend, czy inna sobota, stąd mój dyżur, no i dyrektora wink)
    I przyszedł chłopak, którego znałam z czasów studenckich, żeby kupić jakiś bzdet, i jak mnie za ladą zobaczył był MEGA ZASKOCZONY, do tego stopnia że po przywitaniu zapytał całkowicie poważnie:
    A ty tutaj pracujesz, czy to jest twoje?
    Ja się zaśmiałam tylko, ale mina mojego dyrektora- bezcenna big_grin Lata minęły, a ja wciąż się uśmiecham na wspomnienie tej miny wink

    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:23
    Pewnie w mniejszej miejscowości jest inaczej. Uczyłam się w dużym mieście i nie natrafiłam nigdy na nikogo z liceum w obsłudze klienta.
  • danaide 18.06.19, 17:24
    Nie, no, przyjedź do Biedry do Wawy. Tu masz szansę na anonimowość... wink
  • bardzo-dobry-kochanek 18.06.19, 16:09
    ienerta napisała:
    ona tak dorabia.

    Pewnie niezbyt dobrze obie zarabiacie, tylko że ona musi dorabiać a ty nie. I tym się ciesz.
  • pani-nick 18.06.19, 16:29
    Otóż to. Bo ani to jej wina, ani twoja zasługa, ze jedna ma, a druga nie męża z bogatego domu.
  • jowita771 18.06.19, 16:11
    Nie, nie czułabym się źle, przywitałabym się z koleżanką normalnie i zamieniła parę słów i tyle.

    --
    pieczywo zeby nie obsychalo trzymaj w wiadrze z woda
    a dluga rura z wrotka na kazdym koncu bedzie wspanialym samochodem dla węża /moofka/
  • angazetka 18.06.19, 16:12
    Rozumiem pewne skrępowanie tą sytuacją. Pewnie twoja koleżanka też była zakłopotana.
  • bo_ob 18.06.19, 16:15
    Ale czym zakłopotana?
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:42
    bo_ob napisała:

    > Ale czym zakłopotana?

    Musiałam się chwilę zastanowić, ale np. ja tym, że oznaczałoby to, że ta osoba wpadła w jakieś tarapaty, skoro zdecydowała się na tę pracę. Nie wypada dopytywać, ale coś za tym ewidentnie stoi. Bo praca raczej z gorzej opłacanych i raczej nie często wykonywana z powołania, jak, nie wiem... opiekunka, nauczycielka, pielęgniarka chociażby. Raczej nie zdarza się, że ktoś rzuca np. swoją firmę, choćby małą, jakieś stanowisko menedżerskie, czy media, żeby zatrudnić się jako kelner albo kasjerka.
    A jak się spotyka znajomą osobę, której ewidentnie coś poszło nie tak, to ja np. nie do końca umiem się zachować. Dopytywać? Proponować pomoc? Raczej nie. Udawać, że nic się nie stało? No na tym się kończy, ale wiadomo, że to przecież nie tak.
  • bo_ob 18.06.19, 16:46
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Udawać, że nic się nie stało?

    Przecież nic sie nie stało. Ktoś znajomy dorabia sobie po godzinach i tyle. Trzeba się przywitać, ucieszyć ze spotkania i bawić sie dalej.
    Dlaczego sobie dorabia to kompletnie nie nasza sprawa.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:48
    Jak młodzież sobie tak dorabia to jest normalna sprawa, ale z dorosłych nikt bez jakiegoś dramatycznego przymusu nie dorabiałby w ten sposób.
  • bo_ob 18.06.19, 16:50
    "w ten sposób"? a cóż takiego dziwnego jest w tym, że dorosła osoba dorabia kelnerowaniem?
    Taka sama praca jak inne.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:51
    Ciężka i gorzej płatna. A poza tym nic w niej złego nie ma.
  • bo_ob 18.06.19, 16:54
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Ciężka i gorzej płatna.

    Ale co ci do tego, w jaki sposób ktoś sobie dorabia w weekend? Gdyby wachlowała pana domu byłoby ok?
  • bo_ob 18.06.19, 16:52
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Jak młodzież sobie tak dorabia to jest normalna sprawa, ale z dorosłych nikt be
    > z jakiegoś dramatycznego przymusu nie dorabiałby w ten sposób.

    Trochę mnie zmroziło to, co napisałaś.
    "W ten sposób" - co za pogarda.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:57
    Przesadzasz. Mogłam powtórzyć "jako kelnerka", a chciałam tego uniknąć. To jest neutralna fraza. Pogarda mogła się pojawić najwyżej w Twojej głowie podczas czytania.
  • bo_ob 18.06.19, 17:02
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Przesadzasz.

    Tak?
    "ale z dorosłych nikt bez jakiegoś dramatycznego przymusu nie dorabiałby w ten sposób" napisałaś.
    Czyli bardzo nisko cenisz pracę kelnerki, dlatego myślisz, że tylko ktoś w dramatycznej sytuacji może tak pracować.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:09
    Co Ty mi wkręcasz... Tak napisałam. Nie jest to nacechowane emocjonalnie, nie oceniam, stwierdzam.
    Czemu mi wmawiasz, ze nisko cenię taką tongue_out pracę? Sama cenisz ją nisko, czy o co Ci chodzi. Jest jeszcze różnica między cenieniem, a wyceną. A jako hobby to średnio atrakcyjna opcja.
  • valla-maldoran 18.06.19, 17:30
    Potwierdzam, też odebrałam to jako pogardę.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 19:39
    Nie wiem, dlaczego. Tzn. domyślam się - pogardliwy ton głosu sobie do tego dopowiedziałyście.
  • ganesza 18.06.19, 20:47
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Nie wiem, dlaczego. Tzn. domyślam się - pogardliwy ton głosu sobie do tego dopo
    > wiedziałyście.

    nic nie trzeba było dopowiadać. pogarda biła po oczach, ale czego się spodziewać po pani, która ma aspiracje powyżej tego na co ja stać. a to akurat zauważono i wyartykułowano na forum wcześniej.

    ps. idę o zakład, że owo kilkugodzinne kelnerowanie kobieta zarobiła zdecydowanie więcej niż za porównywalny czas pracy w bibliotece.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 22:28
    Następna przyszła się powyżywać. Twoje wcześniejsze wpisy także zapadły w pamięć, bez obaw. Ale ja akurat nie czuję potrzeby sobie poprawiać humoru Twoim kosztem, ani niczyim innym.

    Dziewczyna zapytała, odpowiedziałam. Zupełnie normalnie. Bez podtekstów. Na co zleciały się osoby ze zbyt bujną wyobraźnią i szukające okazji do dowalanki.

    Cóż... forum... a nie, może wyrocznia... smile
    Dobrej nocy i poprawy humoru życzę oraz ogólnie mniej powodów do frustracji.
  • ganesza 18.06.19, 22:49
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Dobrej nocy i poprawy humoru życzę oraz ogólnie mniej powodów do frustracji.

    również dobrej nocy. powodów do frustracji i poprawy humoru u siebie nie stwierdziłam. u ciebie frustracja (bo jak tak drogie mogą być święta, a tu versace jeno może zaspokoić aspiracje) nieustająco widać na forum. ale dziękuję za troskę. zawsze to miło jak obcy ludzie się troszczą o ciebie, choć nie potrzebujesz.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • katja.katja 18.06.19, 16:54
    Zgadzam się z Tobą, choć boję się, że zostaniemy zadziobane.
    O ile jeszcze tzw. młoda dorosła (powiedzmy do 28 roku życia) to jeszcze "ujdzie" to jednak w starszym wieku to niestety najczęściej jest to smutny przymus ekonomiczny wywołany trudną sytuacją życiową, przewlekłą lub nagłą.
    Ja bym się źle czuła, po każdej stronie stołu.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:59
    Bo to jest takie zaklinanie rzeczywistości, że w takiej sytuacji to wolny wybór tej pracującej...
  • ganesza 18.06.19, 21:05
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Bo to jest takie zaklinanie rzeczywistości, że w takiej sytuacji to wolny wybór
    > tej pracującej...

    no jasne. rewolwer jej do głowy przystawili. nic nie wiesz o jej wyborach. mogła wybrać słabo płatną pracę w bibliotece (bo to kocha) i dorabianie od czasu do czasu.
    mycie wagonów było moim wyborem, tak samo jak moim wyborem była praca tylko na pół etatu na ŚLAM. bo za taki sam czas pracy miałam 4-5 razy tyle pieniędzy. zrezygnowałam z wagonów, gdy porównywalne pieniądze zaczęłam mieć z tłumaczenia tekstów medycznych a przy nich nie musiałam na 7.00 dojeżdżać do Katowic.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • aandzia43 18.06.19, 17:00
    Skąd wiesz ile ma lat koleżanka autorki wątku?

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • katja.katja 18.06.19, 19:08
    Fakt, nie wiem, założyłam być może na wyrost, że są plus/minus rówieśnicami.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • malia 18.06.19, 19:28
    A tylko bycie dorosłą kelnerką to przymus ekonomiczny? Praca w biurze z 2 tys to powołanie?
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 19:43
    Chyba łatwiej mi sobie wyobrazić taką sytuację. Zależy pewnie, co to za biuro. Myślę, że jest całkiem sporo biur, w których pracują ludzie nie z powodu pieniędzy, a właśnie dlatego, że taką pracę sobie wymyślili - np. wszelkie sprawy socjalne, niektóre firmy np. zagraniczne, z wyjazdami, gdy ktoś jest miłośnikiem kultury danego kraju, przy organizacji różnych imprez...
  • malia 18.06.19, 22:17
    Piszesz jakbyś była w 6 klasie albo zupełnie oderwana od życia - tak ludzie pracują bo zalezy im na pieniądzach, są one priorytetem, gdyby nie kasa ich noga w fabryce by nie postała i to nie jest kilka procent ludzi. Nie są miłośnikami kultury USA pracujący w macu, a kurierzy robią do nocy nie z chęci niesienia dobra światu, tylko dlatego, że ktoś im płaci. Oni zasługują by się do nich odezwać i nie czuć się niezrecznie w ich towarzystwie?
    I Zeby była jasność nie pisze do założycielki wątku, z trolami się nie pisze
  • malia 18.06.19, 19:26
    dorosłych nikt bez jakiegoś dramatycznego przymusu nie dorabiałby w ten sposób." Jak to, nikt dorosły nie pracuje, czy też nie dorabia, jako kelner, sprzedawca czy sprzątaczka? Nie wszystkie prace są z powołania, więszośc nie jest, coż znowu ci przyszło do głowy, powołaniem jest być magazynierem, układać towary na pólkach, pracować przy taśmie czy miliard innych? To tylko praca, oceniasz ludzi po pracy????
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 19:41
    Ale czytasz kontekst tej dyskusji, czy szukasz tylko do kogo by się przyczepić?
    Pytanie brzmiało, jak byś się poczuła, spotykając znajomą, gdy pracuje jako kelnerka. Nie, jak się czujesz, spotykając jakąkolwiek kelnerkę.
  • malia 18.06.19, 22:23
    Nijak bym się nie czuła, spotykam takie osoby, znajoma jest fryzjerka, chodze do zakładu w którym pracuje, niekoniecznie do niej, matka koleżanki córki, też ją znam, pracuje w warzywniaku i nie jest to jej własny sklep.
    I nie odwracaj kota ogonem pisząc że to znajoma, lub nie, z twojego postu wyżej bije wyraźna pogarda dla WSZYSTKICH dorosłych pracujących w w takich zawodach - z dorosłych nikt bez jakiegoś dramatycznego przymusu nie dorabiałby w ten sposób
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 22:31
    Kpina... Nie odwracam kota ogonem. Prędzej Ty to robisz. Nawet jeśli mnie nie zrozumiałaś (co się na forum zdarza), to nie dam sobie wmówić, że gardzę kelnerkami, czy sprzedawczyniami. Bo tak nie jest. Ale kopać się z koniem już nie zamierzam. Ani udowadniać, że nie jestem wielbłądem. EOT
  • mildenhurst 18.06.19, 16:48
    O matko bosko. W Twoim świecie są sami ludzie bagaci właściciele korpo czy biznesmeni? Cała reszta to ci, którym coś poszło nie tak?
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:51
    Nie, ludzie są różni i nie są ani gorsi ani lepsi. Ale inaczej gdy od zawsze chciałaś być kelnerką (nie znam), a inaczej gdy żyłaś inaczej, a sytuacja zmusza cie by łapać każdą pracę, jaka pierwsza wpadnie w ręce (właściwie też nie znam smile i oby tak zostało, bo nie życzę).
    A bogatych znam mało i nie są to moi przyjaciele. Tak na marginesie.
  • katja.katja 18.06.19, 17:00
    Lily, to Ty?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:02
    Nie big_grin
  • kokosowy15 18.06.19, 18:24
    Dziwne, ale są w Polsce szkoły średnie, kształcące kelnerow. Pewnie dla tych, którzy są w ciężkiej ekonomicznej potrzebie bo im się w życiu nie udało.
  • malia 18.06.19, 19:29
    Te szkoły pewnie kształca kelnerów do 28 roku życia, potem tracą prawa do wykonywania zawodu
  • kokosowy15 18.06.19, 20:16
    Pewnie, dorosłemu nie wypada.
  • katja.katja 19.06.19, 08:10
    Rozejrzyjcie się po restauracjach, przecież często stołujecie.
    Jaki procent stanowią młodzi, a jaki powiedzmy 40-latki?
    Z knajp np. na Kazimierzu kojarzę jednego starszego Pana - kelnera. Cała reszta to młodzi, zwykle (na oko) do 24 lata, a ogólnie większość przed 30 rokiem życia.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kokosowy15 20.06.19, 16:20
    Co robią zatem absolwenci technikum gastronomicznego w specjalności kelnerskiej gdy dorosna?
  • tt-tka 20.06.19, 16:34
    Moze przechodza na samozatrudnienie we wlasnym lokalu, emigruja lub awansuja na szefa sali... albo podejmuja prace w takich (dobrych) lokalach, w ktorych dyskutantka nie bywa, wiec nie ma okazji zaobserwowac tongue_out

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • katja.katja 20.06.19, 16:49
    Atelier Amaro (w tle kelnerzy, jak widać młodzi ludzie):

    innpoland.pl/148861,wojciech-amaro-przenosi-swoja-restauracje-blizej-wladzy-i-pieniedzy

    Wierzynek (młodzieniec lat około 25):

    www.google.pl/search?q=wierzynek&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwitjZLJpvjiAhWIo4sKHYGgABMQ_AUIECgB&biw=1600&bih=757#imgrc=uRdFqtSOqOyB3M:



    --
    Nie dam się wygasić!
  • kropkaa 18.06.19, 16:53
    Nie musiała wpaść w tarapaty. Jest zdrowa, chce dorobić, zgłosiła się do agencji i od czasu do czasu pracuje jako kelnerka. Nie musi w być tragedii życiowej w tle.
  • katja.katja 18.06.19, 16:57
    Po co dojrzała osoba chce dorobić do swojej podstawowej pracy? Najczęściej jednak coś smutnego jest na rzeczy. Jakieś długi, poważne problemy z finansami itp.
    Nie wierzę, że dojrzała osoba (mająca stałą podstawową pracę) z nudów lub ciekawości zamiast odpocząć w weekend z rodziną lub po prostu w domu para się fizyczną pracą.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • mildenhurst 18.06.19, 17:03
    Może nie ma rodziny. Może ma pracę nudną i banalną, np. gdzieś w powiatowej bibliotece do której nikt nie zagląda i zamiast brać kredyt na coś to woli dorobić niż siedzieć na forum.
  • kropkaa 18.06.19, 17:59
    Bo mało zarabia? Jest bibliotekarką.
    Praca kelnerki ma takie plusy, że nie trzeba pracować w każdy weekend. Często jest jedzenie wliczone, czyli odchodzą zakupy i gotowanie.
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 16:58
    Dużo znasz osób, które zamiast spędzić wolny weekend z rodziną, albo na hobby, albo choćby patrząc w sufit, poszłyby dorobić parę groszy?
  • kokosowy15 18.06.19, 18:28
    Trochę takich nam. Jak się zarabia w okolicach mediany lub jest się pracownikiem sądowym, każdy sposób dorabiania jest pożądany. Z czegoś w końcu ten bidet trzeba kupić.
  • bardzo-dobry-kochanek 18.06.19, 18:34
    kokosowy15 napisał(a):
    Z czegoś w końcu ten bidet trzeba kupić.

    Bidet można kupić poniżej 200 złotych.
  • bo_ob 18.06.19, 18:36
    bardzo-dobry-kochanek napisał(a):

    > Bidet można kupić poniżej 200 złotych.

    Ale taki to tylko dla motłochu.
  • bardzo-dobry-kochanek 18.06.19, 20:10
    bo_ob napisała:
    > Ale taki to tylko dla motłochu.

    Można pociągnąć złotym sprajem i będzie eksljuziw. Nawet podłączać nie trzeba.
    Jest złoty bidet? Jest big_grin
  • malia 18.06.19, 19:31
    Ja znam taką osobę, dorabia w soboty i w niedzielę jaki kelnerka na weselach, komuniach i innych imprezach. Bez wstydu i skrępowania. Jest zupełnie dorosła
  • madzioreck 18.06.19, 21:17
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Dużo znasz osób, które zamiast spędzić wolny weekend z rodziną, albo na hobby,
    > albo choćby patrząc w sufit, poszłyby dorobić parę groszy?

    Ty już nie raz pokazałaś, że żyjesz w alternatywnej rzeczywistości. Tak, znam takie osoby, i nikt nie robi tego halo ani żadne dramaty się za tym nie kryją.
    A, kiedy mówimy o wyborze - cóż, luksus wyboru jest wtedy, kiedy z wyboru pracujesz, bo nie musisz dla pieniędzy. Cała reszta robaczków bogatszych i biedniejszych musi niestety zasuwać, i tym biedniejszym czasem parę stówek w tą czy w tamtą robi różnicę. Ale nie sądzę, żebyś zrozumiała.
  • kosmos_pierzasty 19.06.19, 00:29
    Ok, przyjmuję do wiadomości.

    Rzecz w tym, że Wy mnie to naprostowujecie łaskawie smile A pytanie było o znajomych... czyli jednak nieco inna sprawa.
    Bo ja dopuszczam np. że ktoś nagle ma dość odpowiedzialności, swoich stałych obowiązków, itd. I nawet o tym kiedyś rozmawiałam ze znajomymi kiedyś, nawet sama rozważałam, czy nie zatrudnić się w księgarni smile i mieć święty spokój, stałą pensję w stałym terminie itd. I jakoś doszliśmy do wniosku, że to fajne i pociągające i ma swój urok, ale jak dowiadujesz się, ile dostajesz, za pracę jednak 8h dziennie jakby nie było, to ten czar swobody, czy wizja realizowania dziecięcych marzeń, jednak pryska...

    Więc czemu nie można zrozumieć, że ja bym w takim spotkaniu doszukiwała się jednak (w myślach, bynajmniej bym nie robiła śledztwa) jakiejś przykrej sytuacji w tle? A skoro bym o tym nie wiedziała, to w pierwszej chwili poczułabym się niezręcznie i nie wiedziała, co powiedzieć?
    I że nijak te rozważania nie mają się do pracy kelnerów w ogóle?

    Może mi po prostu przykleiłyście łatkę oderwanej od rzeczywistości i czytając pobieżnie, udzielacie zawsze podobnych odpowiedzi, co? Nie jest tak? Chyba trochę jest.
  • rozalia_olaboga 18.06.19, 16:55
    Moja mama nauczycielka kiedyś sobie dorabiala pracując w wakacje w sklepie - splacali wtedy mieszkanie. Faktycznie, zaskakująca sytuacja, na pewno ma wielkie kłopoty i trzeba ją ratować. Nauczyciela, który udziela korków po godzinach też tak podsumujesz? Ludzie sobie dorabiaja różnie, moze chce być kelnerka bo wybiera sobie zlecenia i dopasowuje godziny?
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 17:01
    Było pytanie o znajomych, więc odniosłam się do moich znajomych, bo do czyich miałabym się odnieść?
    Tak, niejedna ekspedientka pewnie ma fajną, bogatą osobowość i wiele wie, ale mało która wcześniej wykorzystywała tę wiedzę w dobrze płatnej pracy zawodowej, ale z tego zrezygnowała, bo jej się znudziło i postanowiła dla zabawy zostać sprzedawczynią.
  • malia 18.06.19, 19:32
    A jak nie ma bogatej osobowości i mało wie, to już trzeba jej unikać i nie wchodzić do sklepu gdzie pracuje?
  • kosmos_pierzasty 18.06.19, 19:45
    O co Ci chodzi? Pojęcia nie mam o osobowości obsługi w sklepach. Zastanawiasz się w ogóle, co piszesz?
    Nie fatyguj się odpowiadaniem.
  • tairo 18.06.19, 23:37
    Wylewa ci się uszami pogarda dla osób pracujących w usługach.
    A co do rezygnacji z dobrze płatnej pracy zawodowej - żebyś się nie zdziwiła, jak można się wypalić po latach i owszem, praca w sklepie może wtedy zacząć brzmieć interesująco.
  • kosmos_pierzasty 19.06.19, 00:30
    Następna z bujną wyobraźnią. Zapraszam do klubu. Koleżanki już są, czuj się swobodnie smile
  • tairo 19.06.19, 01:19
    Aha. Idź zbierać na siodło tongue_out
  • kosmos_pierzasty 19.06.19, 07:58
    Dzień dobry smile
    Masz widać jeszcze bujniejszą fantazję niż sądziłam big_grin Bywa to zaletą, bywa wadą. Cest' la vie - wszystko ma swoją cenę.
    Trochę zazdroszczę, trochę współczuję tongue_out
  • katja.katja 19.06.19, 08:04
    Ciekawe ile "na kasie" jest Pań, które rzuciły dobrą posadę bo ich stresowała by zmienić ją na również stresującą (chamscy klienci, złodzieje, Paniusie, pijani) i tańszą 10 razy pracę na kasie.
    Ludzie, Wy naprawdę nie macie realnej styczności z osobami "na kasie" (jako rodzina czy bliscy znajomi).
    Ja mam.
    Uprzedzam - nie spotkałam się z sytuacją by "na kasę" przerzuciła się osoba mająca wcześniej dobrze płatną posadę biurową bo wypaliła się w korporacji big_grin Nawet jeżeli tak jest to najczęściej takie osoby szukają pracy również biurowej, ale gdzie indziej np. w mniejszych firmach.
    Zresztą Paniusie Korpusie po 3 dniach w supermarkecie rzuciłyby robotą bo by ich przerosła. Większość (także młodych, więc w pełni sił 20-latków) rzuca robotą po 3 dniach bo za ciężko (really, info z pierwszej ręki).


    --
    Nie dam się wygasić!
  • bo_ob 18.06.19, 16:14
    Bardzo lubię chodzić do restauracji, której właścicielką jest moja bratowa i gdzie znam osobiście cała obsługę. Nie zachowuję sie inaczej niż tam, gdzie nikt mnie nie zna. Nie mam problemu aby powiedzieć znajomemu kelnerowi albo bratowej, że coś mi nie smakowało.
    Czasem role się odwracają i znajomy kelner korzysta z moich usług. Jest to normalna sprawa.

    Za Tuwimem:
    Wszyscy dla wszystkich

    Murarz domy buduje,
    Krawiec szyje ubrania,
    Ale gdzieżby co uszył,
    Gdyby nie miał mieszkania?

    A i murarz by przecie
    Na robotę nie ruszył,
    Gdyby krawiec mu spodni
    I fartucha nie uszył.

    Piekarz musi mieć buty,
    Więc do szewca iść trzeba,
    No, a gdyby nie piekarz,
    Toby szewc nie miał chleba.

    Tak dla wspólnej korzyści
    I dla dobra wspólnego
    Wszyscy muszą pracować,
    Mój maleńki kolego.
  • amsterdama 18.06.19, 16:27
    Też bym się czuła skrępowana.
  • szmytka1 18.06.19, 16:39
    Ja tez. Bylaby to dla mnie niezreczna sytuacj i czulabym sie spieta. Nie, nie pogardzam ludzmi z racji ich zawodow. Verdana opisala wyzej bdb wiec nie bede sie silic na wyjasnienia bardziej szczegolowe.
  • aandzia43 18.06.19, 17:34
    Wiem o co chodzi Verdanie i rozumiem ten punkt widzenia. Ja wyobraziłam sobie luźno znaną, nie bliską koleżankę z pracy, z w miarę równorzędnego stanowiska, dość obojętną emocjonalnie, nie skonfliktowaną. Taka nie przeszkadzałaby mi jako członek personelu na imprezie, na której ja się bawię. Ale jakaś menda co jej nie lubię psułaby mi humor samym swoim widokiem, ktoś z kolei bardzo bliski emocjonalnie działaby tak, że mogłabym mieć odruchowo potrzebę włączyć go do bawiących się gości i byłoby chwilami dziwnie. Ale ja w pracy takich bardzo bliskich nie mam, więc spoko, może mnie taka luźna koleżanka obsługiwać.

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • verdana 18.06.19, 18:13
    Tak, osoba nana z widzenia OK. Ale bliższa znajoma - nie. Przy czym nie dotyczy to sytuacji, gdy np idziemy do restauracji, w której pracuje nasza znajoma, co wiemy od zawsze. Bo wtedy sytuacja jest inna - żadna ze stron nie jest zaskoczona, widzimy koleżankę w jej codziennej roli, wiemy, jak się zachować. Nie mamy wspólnej pracy, nie mamy kontaktów służbowych. To inna sytuacja.
  • bo_ob 18.06.19, 18:28
    verdana napisała:

    > Bo wtedy sytuacja jest inna - żadna ze stron nie jest zaskocz
    > ona, widzimy koleżankę w jej codziennej roli, wiemy, jak się zachować.

    Gdy nie spodziewamy się koleżanki a ja widzimy tez wiemy jak się zachować. Witamy się, cieszymy ze spotkania, mówimy coś w rodzaju "co za przypadek", a potem zachowujemy sie normalnie: jemy i pijemy.
  • danaide 18.06.19, 18:58
    Względnie: witamy się, bo nie mamy wyboru, nie cieszymy się ze spotkania, ale tego nie okazujemy, mówimy coś w rodzaju "co za przypadek", myślimy "o kurłaaaa", a potem zachowujemy się nienormalnie czyli jemy i pijemy jak wróbelek.
    Koleżanka z pracy koleżance z pracy nierówna.
  • bo_ob 18.06.19, 23:16
    No tak. Przyjęłam wariant optymistyczny wink
  • aandzia43 19.06.19, 10:47
    bo_ob napisała:

    > verdana napisała:
    >
    > > Bo wtedy sytuacja jest inna - żadna ze stron nie jest zaskocz
    > > ona, widzimy koleżankę w jej codziennej roli, wiemy, jak się zachować.
    >
    > Gdy nie spodziewamy się koleżanki a ja widzimy tez wiemy jak się zachować. Wita
    > my się, cieszymy ze spotkania, mówimy coś w rodzaju "co za przypadek", a potem
    > zachowujemy sie normalnie: jemy i pijemy.

    To prawda. W knajpie w roli kelnera nikt (poza kimś bardzo nielubianym) nie wybiłby mnie z rytmu zabawy. To przecież u licha nie przypadkowe spotkanie z szefowączy ojcem koleżanki w klubie swingersów, to tylko knajpa w której nie zwykłam robić rzeczy wstydliwych wink


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • lot_w_kosmos 18.06.19, 16:34
    Nie mam z tym problemu, czasem kogoś znajomego spotykam na różnych weselach, bez przesady.
  • szafireczek 18.06.19, 16:38
    Bo front office i back office tylko na diagramie i w idealnych opowieściach o relacjach partnerskich dobrze wyglądają, w praktyce jest inaczej i nie ma co zaklinać rzeczywistości...
  • kryzys_wieku_sredniego 18.06.19, 16:38
    U nas na festynie stałam i nakładałam lody gałkowane, cieszyłam się, że mają wzięcie, znajomym mówiłam dzień dobry albo cześć.
    Na co dzień pracuje na kierowniczym stanowisku u urzędzie, nie mam kija w dupie.
  • szmytka1 18.06.19, 16:42
    Ale niech zgadne, raczej urzad byl wspolorganizatorem festynu, a nie ze dorabialas dodatkowo w weekend. Nie zeby to mialo wielkie zbaczenie ale pewna roznica jednak jest. No i ten festym to impreza otwarta i gdyby ktorys z twoich znajomych sienkrepowal, mogl nie podchodzic. U autorki bylo inaczej.
  • kryzys_wieku_sredniego 18.06.19, 17:17
    Jednak na ten festyn zgłosiło się do obsługi tylko kilka osób, bo inni nie mieli ochoty usługiwać.
    Zostałam kiedyś poproszona do obsługi wesela koleżanki taty, też poszłam. Moja koleżanka ma firmę kateringową gdzie moja siostra sobie dorabiała weekendami, a moja przełożona czasem pracuje w restauracji u siostry ... no ale zawsze można znaleźć wytłumaczenie, bo tobie jest łatwiej, to inna sytuacja. A moja koleżanka z pracy pracuje jako ogrodnik w weekendy.
    No ale to też nie to samo.
    Siedzę też na wyborach w komisjach, no ale to też nie to samo.
    Ehhhh
  • zawsze-w-drodze 18.06.19, 16:44
    Nie widzisz różnicy? Nie tylko kija w d.pie nie masz.
  • kryzys_wieku_sredniego 18.06.19, 17:18
    No ale są osoby które nigdy, nie zgłoszą się do niczego co nie będzie godne prezesa i wstydzą się za innych ... to ich problem nie świata.
  • zawsze-w-drodze 18.06.19, 17:53
    Książę William tez hambuksy na charytatywnych eventach rozdaje. A prezes niejednej firmy na pracowniczych eventach smaży karkówkę, niejeden korpolud wydaje posiłki bezdomnych. A ciocia Beatka malowała klasy szkolne zdaje sie. I CO Z TEGO????
    Handlowałaś tymi lodami żeby dodobić? Czy dla szczytnego celu/PR/wolontaryjnie?
    No właśnie.
  • danaide 18.06.19, 18:54
    A Jezus to stopy mył... Jak ci ludzie musieli się wtedy straaasznie czuć. A co dopiero potem?!
  • katja.katja 18.06.19, 19:02
    Jezus był stopy jako wolontariusz i dobrowolnie, a nie dlatego, że dobity sytuacją finansową był do tego niejako zmuszony.
    Był niebieskim ptakiem, bez stałego miejsca zamieszkania, bez rodziny na utrzymaniu, mógł na luzie robić różne rzeczy za darmo.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • danaide 18.06.19, 20:03
    Był zmuszony sytuacją rodzinną. Rodziny na utrzymaniu nie miał, tylko, bagatela, ludzkość do odkupienia. Nie dziwota, że był jeśli nie dobity to chwilami (Ogrójec m.in.) przybity.
  • snakelilith 18.06.19, 22:42
    big_grin

    --
    "Hehe, niezłe, czyli niby cięta osa ale jak dostanie klapsa to złość mija i przechodzi w ochotę smile" - bywalec.hoteli
  • tryggia 18.06.19, 16:38
    W jej wolnej chwili serdecznie bym się z nią przywitała, dokładnie tak, jakby się okazało, że akurat pracuje w moim banku, przychodni czy w szkole. Masz dziwne podejście do pracy zawodowej.

    --
    Hope
  • wapaha 18.06.19, 16:39
    serio ? jakas dziwna jestes ? masz tak samo w sklepie spożywczym, z ubraniami, na stacji benzynowej itp ? I ona nue uslugiwała - to nie służąca a z ciebie zadna hrabina..
  • szmytka1 18.06.19, 16:44
    Verdany wpis przecYtaj. Rownie niezrecznie byloby gdyby obie byly na codzien sprzataczkami czy sprzedawczyniami.
  • alicia033 18.06.19, 18:04
    szmytka1 napisała:

    > Verdany wpis przecYtaj.

    a bo to pierwszy raz verdanie zdarzyło się zaprezentować rozterki z ... wzięte?


  • wapaha 18.06.19, 21:52
    "Ja bardzo rozumiem. Osoba podająca potrawy nie jest gorsza od tej, która te potrawy je - ale sytuacja jest taka, że to my jesteśmy klientem, który ma prawo mieć pewne życzenia. Co innego posłać do kuchni kelnerkę po czysty talerzyk, a co innego posłać kolezankę - w tej sytuacji nalezałoby się ruszyć samemu. Nie wiaomo też, czy zamienić parę prywatnych uwag, czy nie, nie wiadomo, jak się zachować, gdy ktoś np przy nas zwróci kelnerce -koleżance uwagę. Ja przestałam bywać w kawiarni, w której pracowała moja magistrantka. To była bardzo niezreczna sytuacja."

    o to chodzi ?
    Jeśli tak, to powtórże się- nie rozumiem. Dorosły wolny człowiek , w dzisiejszym świecie otwartym na ludzie/miejsca/prace/kontakty ma z tym problem. ? W takim razie dziwny to człowiek ( dla mnie, ja taka nie jestem)
  • volta2 18.06.19, 16:50
    pamiętam że jako 20 latka byłam nagabywana przez moją dobrą kumpelę pytaniem, czy idę na jakieś tam wesele - rodzice młodej i moi się kumplowali więc na 100% byli proszeni a ona dopytywała o mnie. potem wyszło, że dostała propozycję dorobienia w obsłudze sali na tym weselu i po prostu chciała wiedzieć, czy będę to widzieć z bliska.

    to łatwo wyjaśnić o co chodzi, chodzi o to, że paniusia której się uwidziło skończyć studia, być ę i ą jematkąą, nie wypadało dorabiać "fizycznie" i "za grosze" i pozwalać na siebie patrzeć tym, które tak dorabiać nie muszą.
    ogólnie ma to związek z pogardą dla zawodów wykonywanych własnymi rękami a nie główką i nie są to zawody artystyczne typu rzeźbiarz.
    na tym forum widać też to doskonale - polewka z tych niepracujących że tylko do sprzątania się nadają, a to sprzątanie to właśnie synonim tej pogardy w pełni (pomijam, że połowy z tych polewających na te sprzątaczki nie stać)
    kelnerka jak widać też na dnie - i pani bibliotekarka ma probem(rozumiem, że bardziej ze sobą niż z koleżanką, ale jednak)
  • solejrolia 18.06.19, 17:01
    Ależ masz problem smile

    Zdarzało nam się iść do lokalu, w którym obsługiwali moi przyjaciele. Przywitaliśmy się serdecznie, po czym my poszliśmy do reszty gości, a ci znajomi do swojej pracy. Później, w luźniejszym dla nich momencie, dosiedli się do naszego stoliczka na 5 czy 10minut, i mogliśmy poplotkować wink

    Ba zdarzyło mi się raz, że poszliśmy rodzinnie do restauracją ĄĘ, i obsługiwał nas sam właściciel (tak po włosku) i byliśmy jego specjalnymi gośćmi. A lokal wybraliśmy specjalnie ten, bo prowadził go nasz klient, u którego w tym czasie robiliśmy zlecenie. Także rano my u niego pracowaliśmy, a wieczorem na kolacji on nas obsługiwał. Świetne to było i w mega sympatycznej atmosferze smile

    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • bo_ob 18.06.19, 17:11
    Wydawałoby się, że tak właśnie funkcjonuje społeczeństwo, w którym ludzie świadczą sobie wzajemnie różne usługi. Czasem są to znajomi smile
  • solejrolia 18.06.19, 17:37
    Prawda? Mnie też się tak wydawało!


    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • katja.katja 18.06.19, 18:58
    Właściciel interesu to jednak całkiem inna sytuacja.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • danaide 18.06.19, 17:13
    To z Tobą nie chciała się kolegować sąsiadka-katoliczka i tak niemiło spojrzała.
    No, to przynajmniej koleżanka z roboty wpadła, nie do Ciebie a do teściów, ale przynajmniej ktoś wpadł. Było ją zaprosić do stołu i posadzić na jakiś czas z Wami (po obgadaniu tego z kierownikiem, że nic jej nie ucina), poczułabyś się lepiej. A jeśli macie tyle do ukrycia w rodzinie to róbcie grilla w ścisłym gronie rodziny.
  • anika772 18.06.19, 18:39
    Niestety, jak się jest elitą, to trzeba znosić te drobne dyskomforciki. Może zanieś koleżance jakieś pozostałości po bankiecie, żeby jej wynagrodzić upokorzenie.
    Uhhh, trollica.
  • swinki_trzy 18.06.19, 21:54
    W pracy, przed koleżanką, roztaczała hajlajfy, ą ę bułka przez bibułkę, wyższe sfery których dostąpiła, a tu się okazało że mąż pierdzi przy stole, a teść beka. I szlag bajkę trafił. Też czułabym dyskomfort w takiej sytuacji.
  • bardzo-dobry-kochanek 18.06.19, 22:06
    swinki_trzy napisała:
    > W pracy, przed koleżanką, roztaczała hajlajfy, ą ę bułka przez bibułkę, wyższe
    > sfery których dostąpiła, a tu się okazało że mąż pierdzi przy stole, a teść bek
    > a.

    A ona nie może się swobodnie upić i womitować przy koleżance big_grin
  • wapaha 18.06.19, 22:20
    dobrze napisane anika !
  • ongoing 18.06.19, 18:40
    ona ci nie usługiwała, tylko cię obsługiwała. W tym co napisałaś wychodzi po prostu twój stosunek do ludzi - jeśli ktoś robi coś dla ciebie, uważasz go za niższy, usługujący gatunek
  • klaramara33 18.06.19, 18:45
    Pewnie obojętne nie byłoby ale to żaden problem przecież, jest w pracy, tak wybrała i za dawno tego nie robi.
  • klaramara33 18.06.19, 18:47
    Za darmo tego nie robi miało być.
  • mikk25 18.06.19, 21:04
    Autorka wątku to może ta sama, która bułkę i kefir chciała sprzątaczce w markecie kupić?
  • pyza-wedrowniczka 18.06.19, 21:01
    O kurczę, no praca jak każda inna. Jaki problem?
    Moja kuzynka ma przyjaciółkę, która pracuje w cateringu, znamy ja wszyscy że wspólnych imprez. I jak moja kuzynka robiła chrzciny (impreza tylko rodzinna) to poprosiła tamta o ogarnięcie imprezy (oczywiście za normalne pieniądze). Przyjaciółka ugotowała, podawała do stołu, żaden problem. Czasami coś tam zagadala do nas, chociaż średnio miała czas.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.