Dodaj do ulubionych

rak piersi - pozytywne historie poproszę

20.06.19, 12:24
W innym wątku pisałam, że walczę z rakiem piersi bez przerzutów. Potrzebuję na odgonienie złych myśli historii kobiet, które wygrały. W historii najbliższej rodziny nie miałam kobiet chorujących na tę chorobę, a wśród znajomych (kilka przypadków, doliczyłam się 11 - sąsiadki, koleżanka z pracy i panie o których wiedziałam, że chore nie ma ANI JEDNEGO pozytywnego zakończeniasad(( W zeszłym tygodniu dowiedziałam się, że ta, o której myślałam, że z tego wyszła znów walczy i jest bardzo źlesad((

Byłam w tym tygodniu u psychologa onkologicznego, ale wyszłam w jeszcze gorszym stanie. Cała rozmowa w tonie "nie wiemy tak naprawdę ile czasu nam zostało"sad Ja to wiem, może mnie kierowca zabić na najbliższych pasach, ale potrzebowałam, jakiś historii pozytywnych.

I pytanie dodatkowe dla tych, które wiedzą... Bo ja mam wrażenie, że coś podczas tej rozmowy z psychologiem "ze skierowania" a nie z mojego wyboru poszło nie taksad Niby, że trzeba mieć "nadzieję na najlepsze", ale w takiej chorobie trzeba przygotować się na to, że możliwe, że będzie "najgorsze", bo rak jest nieprzewidywalny. I dodatkowo, że nie ma (wiem, czytałam wcześniej) bezpośredniego przełożenia naszych myśli/nastawienia na wyleczenie... Chyba bezpodstawnie oczekiwałam jakiegoś ...wsparcia w postaci pocieszeniauncertain
Edytor zaawansowany
  • verdana 20.06.19, 12:29
    Ciotka mojego męża - zmarła mając ok 90-tki. Miała wiele lat wcześniej raka piersi. Siostra cioteczna mojej mamy. 88 lat, ok. 30 lat po raku piersi. Moja znajoma - 20 lat temu rak piersi, potem wznowa. Zdrowa jak koń. Moja przyjaciółka - 5 lat po (a to był drugi nowotwór), jest OK. Tak naprawdę, to wszystkie znajome, które miały raka piersi wyzdrowiały.
  • valla-maldoran 20.06.19, 12:31
    Mojej koleżanki mama zachorowała 30 lat temu. Jest po mastektomii. Czuje się dobrze. smile
  • bi_scotti 20.06.19, 12:41
    Matka mojej sekretarki: pierwszy raz diagnosed przed 40tka, leczona chemo & lumpectomy, po 10 latach znow malignant tumor, tym razem chemo & mastectomy zaatakowanej piersi, po kolejnych 10 latach non-malignant tumor w pozostalej piersi ale decyzja usuniecia jej profilaktycznie. Dzis owa pani ma ponad 75 lat, przez wszystkie lata zyje pelnia zycia, ma sie swietnie i pozostaje pelna joie de vivre smile Jedyny negatywny ciag dalszy to ten, ze wszystkie jej 4 corki i corki tych corek maja juz "family history" wiec sa uwazniej obserwowane/testowane pod katem ewentualnych zmian w piersiach. Good luck!

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pani_tau 20.06.19, 12:35
    Mnóstwo kobiet z tego wyszło. Na szybko z pamięci: żona kuzyna, 15 lat po leczeniu, koleżanka znajomej 8 lat, żona kolegi 9 lat.
    Ze znanych to Kylie Minogue i Irena Santor.
    A już rak bez przerzutów, co tu może pójść źle?
  • mari.sol 20.06.19, 12:37
    Sąsiadka, minęło jakieś 30 lat od choroby. Żyje i ma się dobrze.
  • yva-na 20.06.19, 12:39
    Znajoma rak piersi w wieku 49l, 14 lat po mastektomii, czuje się świetnie.
  • snakelilith 20.06.19, 12:40
    Dziewczyna kuzyna. Raka dostała bardzo wcześnie, bo niedługo po 20-tce. Mastektomia (drugą pierść sobie zmniejszyła, bo miała duży biust i kontrast był spory), od tego czasu minęły już dobre 20 lat. Albo nawet 25. Jak ten czas leci. smile

    --
    "Pewnie ze mogą być lepsze gdyż faceta bolą jajka od jazdy na koniu a kobita ma z tego przyjemność bo ja klepie po kopytku." - bywalec.hoteli
  • monique76 20.06.19, 12:44
    Moja siostra - mija wlasnie 5 lat jak odkryla przerzut pod pachą (w koncowce ciazy). Operacje miała 3 tyg po porodzie. Na ten moment wszystko ok.

    --
    Pozdr. Monika
    "I niech sie mysli kolataja. Z kolatania rodza sie marzenia.
    A potem plany. Bo plany to marzenia z odkreslona data realizacji.." /by Marzena hlm
  • obrus_w_paski 20.06.19, 12:49
    Koleżanka z pracy- miała raka piersi, leczenie trwało 1-2 lata, potem bardzo szybko zaszła w pierwsza ciąże i urodziła zdrowego syna. Minęło już Ok 10 lat, jest zdrowa, bez przerzutów.

    Moja sekretarka, zachorowała Ok 40, teraz ma 62, zdrowa, bez przerzutów. Jej córka (lat 30) niestety Również zachorowała kilka lat temu, podobno już z tego wyszła, ale wciąż chodzi na kontrole
  • bambzgrozja 20.06.19, 12:51
    Koleżanka 5 lat temu w wieku 40 lat zachorowała. Po amputacji połączonej z rekonstrukcją była wznowa w bliźnie. Znowu operacja, ale od tamtego czasu spokój.
    Matka kolegi z pracy, teraz 60 lat, cztery lata temu zachorowała. Najpier chemia potem operacja. Miała do wyboru albo usunąć cał pierś albo tylko guza. Zdecydowała się na operację radykalną. Ma się dobrze.
    Teściowa, miała małego guza wykrytego i usuniętego 6 lat temu, bez chemii, tylko naświetlanie, wszystko ok.
  • vodyanoi 20.06.19, 12:53
    Znajdź najbliższe stowarzyszenie Amazonek.
    Tam są różne kobiety, ale zawsze znajdzie się ktoś pomocny. Moja ciotka miała sporego guza w piersi 25 lat temu. Usunięta pierś, przerzuty, chemia - było fatalnie. Czuje się nadal dobrze, a ma już prawie 70 lat.
    Prężnie działa w Amazonkach i zawsze mówi, że każda osoba, która się do nich zgłosi, dostaje 100 razy lepszą pomoc od tej, jakiej moze udzielić psycholog.
  • sirella 20.06.19, 12:53
    Akurat ten rak ma dużą wyleczalność, moja przyjaciółka ma go za sobą, miała 5 lat temu, zabieg, chemia itd, po roku już się czuła całkiem dobrze, teraz jest wszystko ok. Miała ładną perukę identyczną jak własne włosy, a bez włosów w chusteczce było jej ślicznie, starała się żyć normalnie, no chyba że akurat po leku miała torsje i osłabienie. U niej nastawienie chyba zadziałało, to osoba z wyważonym charakterem, nie rozczulała się nad sobą, nie histeryzowała, bała się ale podeszła do tego zadaniowo, że trzeba zrobić to i to i się zobaczy. Miała wsparcie codzienne partnera który robił jej soki z buraków, pokrzywy, woził ją na chemię, bo człowiek jednak bardzo osłabiony po medykamentach i nie zawsze kontaktuje, opowiadała żarty z sali kroplówkowej typu że jedna z dziewczyn przyszła w trampku i sandale i dopiero na sali to zobaczyła, wiec się tam chichrały leżąc na kroplówce .. generalnie miała ciężkie ok pół roku a potem już tylko lepiej. Dużo medykamentów, wiec trzeba dbać o odżywianie, żeby organizm miał siłę , i unikać w tym czasie innych infekcji.
    Zorganizuj sobie otoczenie, partner, rodzina lub znajomi. Jeśli przypadkiem jesteś sama, to poproś choćby sąsiadów o zakupy, zaglądnięcie czasem, czy drobną pomoc albo podwiezienie.
    Wiadomo, ze w takim czasie człowiek się różnych motywacji trzyma, szukaj takich które Ci zniwelują nakręcający się stres. Znajomi np chodzili na msze o uzdrowienie "do św Rity" jako patronki tych spraw. Można i tak szukać otuchy dla siebie, a resztę zrobi organizm. Niby nastawienie nieważne, ale stres zwyczajnie wykańcza, wiec warto wyluzować i starać się żyć w zgodzie z sobą.
  • czarnaryba78 20.06.19, 13:09
    W moim otoczeniu jeśli chodzi o raka piersi - same pozytywne zakończenia.
    Kobiety żyją już 5, 10, 20 lat po diagnozie i leczeniu. Co ciekawe - wszystkie leczyły się tylko i wyłącznie na NFZ, bez żadnych dodatkowych wizyt prywatnych, konsultacji u dietetyków (odżywianie w chorobach onkologicznych)? fizjoterapetów? i innych. Nie mówię, że to dobrze, mówię po prostu jak było.
  • damartyn 20.06.19, 13:19
    moja siostra, moja fryzjerka, koleżanka z pracy i wiele innych, które znam pobieżnie.
  • sylwiastka 20.06.19, 13:16
    Nie znam historii osobiscie, ale zajmuje sie badaniami raka piersi. Medycyna ma caly arsenal lekow oraz nowoczesnych terapii celowanych. W ostatnich latach zarejestrowano nowe leki. Nowotwory piersi maja ciraz lepsze prognozy i wiekszosc chorych zyje dlugo po diagnozie. Nie masz przerzutow i to daje dobra prognoze oraz nadzieje. Najwazniejsze to sie leczyc, diagnoziwac i obserwowac. Glowa go gory, na szczescie praca nad tym nowotworem posuwa sie do przodu.
  • profes79 20.06.19, 14:43
    Pozytyw? U ciotki wykryto raka piersi w wieku nie wiem ilu lat (w stosunkowo młodym wieku), ale lekarz zapowiedział, że po operacji i tak powinna się pospieszyć z załatwianiem wszystkich spraw bo i tak może nie zdążyć (pamiętajmy, że to były czasy głębokiej komuny i medycyna stałą na nieco innym poziomie niż dzisiaj).

    Nie wiem czy przeżyła lekarza, ale ponieważ dożyła dziewięćdziesiątki to prawdopodobnie tak smile I cieszyła się świetnym zdrowiem pomijając oczywiście stan po mastektomii.


    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • ivanova 20.06.19, 15:19
    Kolezanka ze starej pracy. Zachorowala 7 lat temu. Zyje, ma sie świetnie.
  • astrologia333 20.06.19, 16:15
    Byłam robić rezonans głowy, była pani, która miała nowotwór piersi. Wykryty samodzielnie. Usunęli jej guz i węzeł chłonny. Robi kolejny rezonans kontrolny. Miała tylko radioterapię i naświetlanie miejsca po guzie.
    Leczenie zakończyła.
  • lot_w_kosmos 20.06.19, 16:16
    Moja bratowa. Wyluskanie guzka, 1 cm.
    Chemia i radioterapia.
    10 lat był spokój. Rak piersi nie wrócił.
  • bo1 20.06.19, 18:10
    Matka mojej koleżanki zachorowała ok. pięćdziesiątki. Duży, kilkucentymetrowy guz. Mastektomia + wycięcie węzłów chłonnych, chemia. Teraz ma 82 lata.
    Ponad rok temu zachorowała moja znajoma. Guz 2,5 cm bez zajęcia węzłów chłonnych. Chemia, operacja oszczędzająca, chemia. Czuje się świetnie, wyniki ma b. dobre.
  • nastjaa 20.06.19, 18:38
    Moja kuzynka zachorowała jak miala.ok 35 lat, nie miala sobrych rokowań, mimi to choroba nigdy wróciła, Obecnie kuzynka ma 50lat, 2 lata temu zrobila rekonstrukcje piersi.
  • aerra 20.06.19, 18:38
    Moja babcia - 5 lat temu miała operacje (bo nie jedną, tylko 4 w sumie, na początku próbowali wyciąć częściowo, ale okazało się, że nie wystarczy i tak cięli po kawałku). Jak na razie wszystko ok, a w tym roku będzie mieć 88 urodziny wink
  • molik28 20.06.19, 19:00
    Moja koleżanka z pracy 5 rok po operacji. Rak złośliwy. Na razie cholera cicho siedzi. I dobrze. Co roku przeżywa stres związany z badaniami kontrolnymi. Żartujemy, że znów ma kartę gwarancyjną na rok.
  • nangaparbat3 20.06.19, 19:07
    Znam:
    ciotkę, rak w latach 80., żyje.
    znajomą rodziców, rak w latach 80, żyje, pracuje
    dwie koleżanki z pracy, kilkanaście lat już są po mastektomii - mają się świetnie
    dwie panie, które chorowały niedawno, jedna operowana ostatni raz dwa lata temu, druga chyba trzy, oba przypadki bardzo zaawansowane, jeden to bardzo młoda osoba, wiec jeszcze gorzej - mają się dobrze.
    Jeśli chodzi o rozmowę z psychologiem, to może chodzi o to, żeby zaakceptować możliwość najgorszego rozwiązania - bo dopóki nie zaakceptujemy, zżera nas okropny stres. Pamiętam jak w ciąży żzerała mnie obawa, że urodzę niepełnosprawne dziekco - wreszcie wyobraziłam sobie, że tak się dzieje i zadałam sobie pytanie: i co wtedy? Kiedy sobie odpowiedziałam, przestałam się bać, przestało zżerać.
    Też czytałam o badaniach, z których wynikało, że nastawienie psychiczne pacjenta nie jest istotne.
    Ale, jak wyliczyłam, znam szereg pań, które wyleczono z raka piersi, w dodatku dwie chorowały wiele lat temu, kiedy medycyna nie sięgała do pięt dzisiejszej. Teraz rak to naprawdę nie jest żaden wyrok. Życzę Ci zdrowia i dłuuuugieeeeego życia, ściskam z całych sił - n.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • malanieszczesliwa 20.06.19, 19:10
    Moja ciocia, rak piersi w wieku 35 lat podczas wykryty podczas jedynej ciąży, dziś córka ma 27 lat, ciocia żyje, ma się dobrze, pracuje zawodowo ponad siły mając ok 60 lat.
  • helena31 20.06.19, 19:22
    Nie masz przerzutów i to jest mega pozytywny aspekt Twojej choroby. To bardzo ważne . Sama jestem po leczeniu onkologicznym , ciężkiej operacji i chemoterapii ( miałam ogromnego guza i to był cud , że nie miałam przerzutów). Jeszcze w czasie chemii odwiedziłam paru znanych profesorów onkologów. Jeden z nich powiedział mi, żeby do nikogo się nie porównywać. Koleżanka czy sąsiadka zmarła, czy też inna trzyma się w zdrowiu od wielu lat .To nie ma znaczenia dla Ciebie. To jest Twoja choroba i nie ma takiej drugiej . Na wyzdrowienie czy tez nie, składa się wiele różnych czynników . Ja największy spadek formy, płacz i czarne myśli przezyłam, kiedy wydaje się, że wyszłam na prostą . Byłam po chemii , wyniki były dobre. Myślałam, że jestem słaba i użalam się nad sobą. Poczytaj sobie na stronie fundacji rak'n'roll o programie Iporaku i syndromie stresu pourazowego.
    Trzeba po prostu żyć. Tylko głupi się nie boi i takie myśli nachodzą nie raz . Ja miałam słabe rokowania. Żyję parę lat od diagnozy. Trzymaj się smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.