Dodaj do ulubionych

Projekt wychowanie

24.06.19, 14:15
zwierciadlo.pl/psychologia/projekt-wychowanie-czy-wspolczesne-dzieci-sa-szczesliwe
Niestety nie mogę się nie zgodzić z wymową artykułu. A wręcz czytając go, miałam wrażenie, że autor bywa na ematcebig_grin
Przyznam też, że kilka lat temu dopadł mnie trend "moje dziecko musi chodzić na zajęcia dodatkowe", ale po dwóch latach odpuściłam. No i czasem wyręczamy córkę, mąż bardziejsmile
Ale ogólnie zmierzamy w kierunku kształtowania samodzielności przy jednoczesnym wsparciu i zaufaniu. A jak u Was?

--
"> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
> nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
Edytor zaawansowany
  • boo-boo 24.06.19, 15:15
    "Dwie trzecie brytyjskich dzieci w wieku od ośmiu do dziesięciu lat nigdy nie poszło samo do sklepu czy do parku, a jedna trzecia nigdy nie bawiła się na dworze bez nadzoru dorosłych” – pisze Carl Honoré w książce „Pod presją…”.

    Jak maja iść sami do sklepu czy do parku ?
    Dzieci w tym wieku same do szkoły i ze szkoły do domu nie chodzą.
    W mojej okolicy jest dużo szkół- w żadnej z nich dzieciaka w tym wieku do domu samego nie puszczą ani żadne samo do szkoły nie chodzi samo.
    Do parku jak by poszli to mniemam, że na plac zabaw- na każdym z nich jest w regulaminie, że dziecko ma na nim przebywać pod opieką dorosłego.

    Po tym fragmencie reszty już nie czytałam.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • zabka141 24.06.19, 15:24
    Jak to? 8 czy 10 latki nie chodza same na dwor czy do szkoly? Dla mnie to jest dziwne. 3 latki musza byc na placu zabaw nadzorowane, ale 8 latki?!?
  • ichi51e 24.06.19, 17:16
    Nie znam 3 latka ktory wpadlby na pomysl wspiecia sie na dach placowej drabinki i wykonania z niego skoku smierci za to znam mase 8latkow ktore by skoczyly z przyjemnoscia. Niektore robiac salto.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • boo-boo 24.06.19, 22:10
    Nie każdy mieszka w PL w pierdziszewie górnym.
    U mnie dzieci do szkoły same zaczynają chodzić dopiero od gimnazjum- 11 lat.
    To czy wychodzą na dwór same zależy od tego gdzie mieszkają i czy są rozgarnięte.
    Tak to.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • slonko1335 25.06.19, 09:22
    ale to forum jednak jest na polskim portalu i tu w pierdziszewie górnym jednak są dziwne 10 latki nie chodzące samodzielnie do szkoły czy nie ogarniające placu zabaw bez nadzoru rodzica...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • triss_merigold6 25.06.19, 09:24
    Jeśli rodzic zapisał dziecko do szkoły na Powiślu, gdzie pracuje zamiast do zapchanej na 3 zmiany podstawówki na Białolece, gdzie mieszka, to trudno żeby dziecko jeździło samo.
  • slonko1335 25.06.19, 09:32
    no ale na plac zabaw pod domem już może wyjść albo na loda do sklepu na osiedlu?

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • boo-boo 25.06.19, 12:49
    "ale to forum jednak jest na polskim portalu"
    To nie forum "Matki Polki w PL".
    Jest tu trochę dziewczyn nie z PL- nie moja wina, że o tym nie wiesz.

    --
    "All I ever wanted _ All I ever needed _ Is here in my arms _ Words are very unnecessary _ They can only do harm "
  • slonko1335 25.06.19, 13:08
    w Polsce dziecko zgodnie z prawem może poruszać się po ulicy jak ma skończone lat 7 a nie 12 autorka wątku z tego co mi wiadomo wychowuje dziecko w Polsce podobnie jak zdecydowana większość ematek- nie moja wina, ze tego nie rozumiesz...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • amast 24.06.19, 15:26
    > Dzieci w tym wieku same do szkoły i ze szkoły do domu nie chodzą.

    W wieku 10 lat? Ja w tym wieku sama do szkoły muzycznej na drugim końcu miasta jeździłam dwoma autobusami. O chodzeniu do osiedlowego sklepu po drobne zakupy nie wspominając. Do szkoły zostałam zaprowadzona raz: na rozpoczęcie roku szkolnego w pierwszej klasie. A i to przez babcię, bo rodzice w pracy byli.
  • pade 24.06.19, 16:40
    To nie jest normalne, żeby 10 latek nigdzie nie mógł wyjść sam.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bialeem 24.06.19, 19:45
    Matka zaprowadziła mnie do szkoły dnia pierwszego. Tyle. Po drobne, niewymagające przechodzenia przez ulicę, zakupy chodziłam mając 5 lat. Sama bawiłam się od kiedy pamiętam więc będzie to ok 3-4 rż. Rodziców tylko wołało się przez balkon. Osiedle było nowe, ale nie grodzone (wtedy nie było takich wynalazków). To była osiedlowa norma. Ja jeszcze mieszkałam bardzo blisko szkoły (ok 500 metrów), ale dzieciaki chodziły z drugiego końca osiedla zgarniając po drodze te, które były bliżej.
    Nie róbcie z dzieci kaleków.
  • kalina_lin 24.06.19, 21:19
    Ja tak nie miałam i nie pamiętam takiej osiedlowej normy. Do szkoły byłam w pierwszej klasie zaprowadzana, po szkole spedzałam czas na świetlicy, a nie szwędając się z chodzącymi samopas trzylatkami.
    Gdzieś od 4 klasy podstawowki zaczęłam dostawać klucze do mieszkania i czekać po szkole na powrót rodziców w domu.
  • aamarzena 24.06.19, 21:36
    U mnie podobnie. W trzeciej klasie wracałam sama. W pierwszej klasie był jeden chłopiec wracający do domu sam. Reszta albo chodziła na świetlicę, albo (mniejszość ) była odbierana przez dziadków.
  • zuleyka.z.talgaru 24.06.19, 15:32
    Podobnie jak u Ciebie. Przeraża mnie to co moje pokolenie robi ze swoimi dziećmi.
  • majenkir 24.06.19, 15:35
    Samodzielne chodzenie do sklepu w wieku 8 lat nie jest wykladnikiem czegokolwiek. Moje dzieci nigdzie same nie chodzily. NIGDZIE. Teraz oboje sa ogarnietymi mlodymi ludzmi, ucza sie, pracuja, generalnie sa 100x bardziej ogarnieci niz ja w ich wieku (a do sklepu chodzilam sama wink)

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • katja.katja 25.06.19, 08:49
    Bo Ty mieszkasz w kraju w którym wysyłając dziecko po chleb możesz wysłać je po śmierć, bo jakiemuś szaleńcowi wpadnie do głowy postrzelać do przypadkowych ludzi w markecie.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • raczek-nieboraczek 24.06.19, 15:57
    tekst na miare; az bola zeby

    to typowa gazeta do wykladania u dentysty

    dzieci normalnie do szkoly chodza, na plac zabaw, na rower, na lody
    rodzice pracuja, wiec musza sobie zrobic cos do jedzenia
    czekaja na swieta, gwiazdke, weekand, wakacje, urodziny

  • pade 24.06.19, 16:39
    A ja właśnie obserwuję w otoczeniu trend opisany w artykule. Różne dzieci z różnych rodzin i w różnym wieku.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bi_scotti 24.06.19, 16:55
    Jak swiat swiatem starsze pokolenia martwily sie, ze te nowe to juz do niczego, nie poradza sobie, the world goes to hell in a handbasket etc. etc. No a jednak sie kreci ... wink Nie obawialabym sie az tak, ze the next generation(s) nie da rady, nie przesadzajmy! Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pade 24.06.19, 17:05
    Nie przesadzamy. Nikt twierdzi, że nowe pokolenie nie da rady, mowa bardziej o kosztach dzieciocentryzmu.
    Z tego co pisałaś o swoich metodach wychowawczych wynika, że Ty na pewno nie wpisujesz się w ten trend, stąd pewnie Twoje bagatelizowanie problemu.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • ichi51e 24.06.19, 17:38
    No jakie te koszty? Bo pokolen ktore sie wychowaly przed tv od lat 80tych juz sie kilka przewinelo...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • pade 24.06.19, 17:56
    Hehe, lata osiemdziesiąte i tvbig_grin Co Ty porównujesz? I co ma dzieciocentryzm do telewizji?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bialeem 24.06.19, 19:48
    Proste koszty. Brak dzieci. Naprawdę mało kogo stać na bycie 24h niańką do 16 r życia. Gdyby przede mną ktoś postawił takie wymagania, to w życiu bym się nie zdecydowała na dzieci.
  • bi_scotti 24.06.19, 17:56
    Pokolenie, ktore rosnie obecnie bedzie placilo na moja pension wiec zalezy mi na tym by bylo wyksztalcone, pracowite i odpowiedzialne - it's in my best interest! Poki co, nie widze powodow do obaw, ze nie spelnia (jako generation) moich jak najbardziej selfish oczekiwan big_grin A ze przy okazji sami beda miec jakies sukcesy, osiagniecia, powody do dumy to bonus! Life.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pade 24.06.19, 18:02
    I zdrowe psychicznie, zapomniałaś dodać.
    Czytałaś w ogóle ten artykuł? Naprawdę sądzisz, że teraz w mediach jest moda na wypalone dzieci? Że to wyssane z palca bzdury?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • triss_merigold6 24.06.19, 18:11
    Wypalone są dzieci przebodźcowane, z rodzicielskim ciśnieniem na wyniki od przedszkola i pod presją równie ambitnego środowiska.
  • pade 24.06.19, 18:20
    Mam dwoje dzieci. Jedno ma za sobą trzy szkoły, drugie dwie. W każdej z klas moich dzieci połowa była delikatnie mówiąc przebodźcowana. To mało?
    Twoje dziecko też jest pod stałą kontrolą i ma czas wypełniony co do minuty. To jest normalne Twoim zdaniem? Przed czym ma chronić i co zapewnić to ja wiem, już o tym między wierszami i wprost wspominałaś. Ale to nie jest zdrowe moim zdaniem.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • katja.katja 25.06.19, 08:52
    Teraz tyle zabawek wydaje dzikie ryki, że się nie dziwię. Byłam u młodej matki na weekend, strach usiąść gdzieś lub nastąpić stopą bo zaraz włącza się jakiś dziki "samograjek", którego w dodatku nie można wyłączyć.
    Kiedyś był patyki i klocki, dla dziewczynek lalka.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • bi_scotti 24.06.19, 18:14
    Tak, mysle, ze to jest significant nadinterpretacja. Uogolnianie pojedynczych przypadkow, wyciaganie daleko-idacych wnioskow z jednostkowych historii. Papier jest cierpliwy (Internet zreszta tez), z czegos trzeba zyc - dziennikarz tez czlowiek. Wiec gdy uslyszy opowiesc o jakiejs jednej crazy, rozhisteryzowanej mamusi, no to pisze text o ... calym pokoleniu helicopter parents. A zycie sobie ... Normalna sprawa. Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pade 24.06.19, 18:18
    Gdyby to była nadinterpretacja to nie słyszałabym podobnych wniosków od kilku spotkanych ostatnio osób, które pracują z młodzieżą i z dziećmi.
    Ale ok, Bi się nie spotkała, to znaczy, że zjawisko nie istnieje.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bi_scotti 24.06.19, 18:25
    pade napisała:

    > Ale ok, Bi się nie spotkała, to znaczy, że zjawisko nie istnieje.

    Well, look into the mirror: Pade spotkala kilka osob, z ktorymi porozmawiala na ten temat, ergo mamy do czynienia ze ZJAWSKIEKM, zapewne POWSZECHNYM wink C'mon, przesadzasz, podobnie jak autor linked text. Zawsze byli i zapewne beda nadopiekunczy rodzice, rodzice nadto ambitni etc. Chcesz anegdoty z mojej zgrzebnej mlodosci? Tez byli tacy, ktorzy corusi badz synusia nigdzie nie puszczali samopas, zapisywali i prowadzali na wszelkie pianina, tenisy i francuski, zakladali czapeczki i obierali pomidory ze skorki zeby sie dzieciatko nie zakrztusilo. No byli i tacy. Podobnie jak byli i ci, ktorzy kompletnie sie swoimi dziecmi nie interesowali, dzieci wychowaly im sie "same". To sa skrajnosci. W kazdym pokoleniu, rowniez obecnym. Chcesz rozmawiac o marginesie, sure - we can do that. Ale nie zakladaj, ze margines obecny jest jakos znacznie wiekszy niz byl kiedys tam. Margines to margines. A tzw. zdrowa przecietna jak byla tak jest - troche bardziej w jedna, troche bardziej w druga ale ogolnie steady as she goes. Life.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pade 24.06.19, 18:31
    Kiedyś to były pojedyncze przypadki, teraz to się powoli staje normą.
    Co powiesz na to, że byłam w klasie córki jedyną osobą, która stwierdziła, że prezenty na dzień chłopaka czy dzień kobiet, dzieci mogą same kupić, a nie rodzice za nich? JEDYNĄ. Rzecz dotyczyła 12-latków! Zostałam oczywiście zakrzyczana, że jak to, dziubdziusie same do sklepu? ehh, takich historyjek do opowiadania mam milionpięćset.
    I tak, skoro obserwuję zjawisko na co dzień, a potem czytam o nim w gazecie, to uważam, ze ono istnieje. Wyciągam wnioski na podstawie faktów i obserwacji. To chyba nie jest dziwne?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bi_scotti 24.06.19, 18:42
    Robisz zalozenie, ze skoro Ty w wieku 12 lat robilas cos (np. kupowalas present na Dzien Kobiet), to nastepne pokolenie powinno tak samo, bo jesli nie to sky will fall smile A to tak nie dziala. Kazde pokolenie ma SWOJE wyzwania, SWOJE ograniczenia i SWOJE przywileje. Z faktu, ze rowiesnicy Twojej corki nie chadzaja sami do sklepow wyciagasz bardzo daleko-idace wnioski na temat ogolnie ich wychowania, rozwoju, przyszlosci ... A to jest de facto nie do przewidzenia. Pracuje z ludzmi w roznym wieku, ktorzy do czasow uniwersyteckich nigdy nie robili sami zakupow, bo mieszkali w suburbs i kazda wyprawa do jakiegokolwiek sklepu laczyla sie z jazda samochodem. No i co? No i nico - maja sie swietnie jesli chodzi o samodzielnosc i wszystko, co sie z tym laczy smile To tylko przyklad. Podobnie rowniesnicy Twojej corki - oni znaja sie, umieja wiele innych rzeczy, ktorych ani Ty, ani ja w ich wieku nie znalysmy, nie umialysmy a jednak zyjemy wink Kto wie czy gdy Twoja corka i jej peers beda dorosli umiejetnosc kupowania w sklepie bedzie im w ogole do czegokolwiek potrzebna? Maybe not ... Naprawde mysle, ze przesadzasz. Humans are flexible & adaptable smile Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pade 24.06.19, 18:53
    Nie mieszkam na przedmieściach, ani w Kanadzie tylko w Polsce, w dużym mieście, gdzie sklepy są na każdym rogu i doprawdy umiejętność robienia zakupów nie jest jakimś wyzwaniem, przed którym trzeba dzieci chronić.
    Bo i po co?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bi_scotti 24.06.19, 19:17
    OK, masz teze i bedziesz jej bronic ogniem i mieczem, I get that. Hic haeret aqua smile Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pade 24.06.19, 19:34
    Ty też masz tezę: oh, nic się nie dzieje. I też jej bronisz. Life czy cheers, czy jak to tam było.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • ichi51e 24.06.19, 19:56
    Za to moje ma 7 lat i potrafi wyklikac na tydzien zarcia dla 3 osobowej rodziny. I zalatwiec zeby mu pan w dogodnym terminie dostarczyl.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • kurt.wallander 24.06.19, 21:45
    pade napisała:


    > Co powiesz na to, że byłam w klasie córki jedyną osobą, która stwierdziła, że p
    > rezenty na dzień chłopaka czy dzień kobiet, dzieci mogą same kupić, a nie rodzi
    > ce za nich? JEDYNĄ. Rzecz dotyczyła 12-latków! Zostałam oczywiście zakrzyczana,
    > że jak to, dziubdziusie same do sklepu? ehh, takich historyjek do opowiadania
    > mam milionpięćset.

    A czy nie chodziło przypadkiem o to, zeby prezenty były jednakowe, bo gdy dzieciom da się swobodny wybór, to jeden sie postara, a drugi kupi byle co na odwal?


    > I tak, skoro obserwuję zjawisko na co dzień, a potem czytam o nim w gazecie, to
    > uważam, ze ono istnieje. Wyciągam wnioski na podstawie faktów i obserwacji. To
    > chyba nie jest dziwne?

    Na podstawie tych samych faktów, dwie różne osoby mogą wyciągnąc zupełnie różne wnioski.

    Troche jestem może adwokatem diabła, bo sama znam takich rodziców i takie dzieci, ale jednak musze przyznać, ze nie jest to większość, są tylko może bardziej widoczni.
    >
  • pade 24.06.19, 22:32
    Nie zrozumiałaś. To miały być jednakowe prezenty kupowane przez wybrane osoby, delegację, wsio rawno. Czyli np.dziewczyny uzgadniają co kupują chłopcom a następnie kilka z nich albo wszystkie idą do sklepu i kupują. No i wyszło, że nie, absolutnie, po co dzieci mają chodzić, trzy matki od razu ustaliły, że one wybiorą, one kupią i nawet do szkoły przyniosą.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kurt.wallander 24.06.19, 23:43
    pade napisała:

    > Nie zrozumiałaś. To miały być jednakowe prezenty kupowane przez wybrane osoby,
    > delegację, wsio rawno. Czyli np.dziewczyny uzgadniają co kupują chłopcom a nas
    > tępnie kilka z nich albo wszystkie idą do sklepu i kupują. No i wyszło, że nie,
    > absolutnie, po co dzieci mają chodzić, trzy matki od razu ustaliły, że one wyb
    > iorą, one kupią i nawet do szkoły przyniosą.

    To chyba siłą rozpędu. Zresztą powiem ci, ze zaskoczył mnie rodzic z trójki w LO najstarszego dziecka. Zaproponował składkę rodziców i zakup w imieniu dziubdziusiów prezentów/kwiatów dla wychowawców. Ludzie chyba nie wiedzą kiedy przestać. W tym roku byłam zaabsorbowana rekrutacja drugiego dziecka i juz nic nie mówiłam, ale zasugeruje w przyszłym roku, że może dorosłi lub niemal dorośli młodzi ludzie mogą tę kwestię ogarnąć sami.
  • pade 25.06.19, 09:46
    "Ludzie nie wiedzą kiedy przestać"
    Właśnie o to mi chodzi. Chyba lepiej, żeby dziecko uczyło się samodzielności, rozwiązywania problemów, albo zwyczajnego ich przetrwania stopniowo, w miarę wzrastania, niż żeby nagle, w wieku 17-18 lat zostało wrzucone na głęboką wodę bo "teraz jesteś już dorosły/dorosła".
    Wyręczane i mocno zaopiekowane dzieciaki nie doświadczają poczucia sprawczości. A to ma duży wpływ na poczucie własnej wartości czy zwykłą pewność siebie.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • zabka141 25.06.19, 11:16
    Jest nowa ksiazka na ten temat i takie wychowanie do samodzielnosco nazywa sie teraz panda parenting:

    www.google.com/amp/s/www.dailymail.co.uk/femail/article-7172855/amp/Tiger-Mums-says-ESTHER-WOJCICKI-daughters-worth-900m.html
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 14:57
    zabka141 napisał(a):

    > Jest nowa ksiazka na ten temat i takie wychowanie do samodzielnosco nazywa sie
    > teraz panda parenting:

    O, dzięki za link, chętnie przeczytam. Lubię takie różne nowinki. Co nie znaczy, że traktuję je śmiertelnie poważnie.
  • ichi51e 25.06.19, 15:04
    www.blogojciec.pl/dzieci/czy-naprawde-wyroslismy-na-porzadnych-ludzi/

    W temacie tego ze nas tak super wychowywano

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • yennefer.00 25.06.19, 14:23
    I na poczucie bycia ważnym, niestety nadopiekunczosc uniewaznia, tak jak i zaniedbanie
  • yennefer.00 25.06.19, 14:17
    Masz rację, Pade. To co robią ci rodzice to patologia, a dzieciaki nawet pierdolki na prezent nie mogą same wybrać, bo co się stanie? Źle wybiorą? big_grin ociera się to o absurd
  • ichi51e 24.06.19, 18:35
    Moja tesciowa byla takim rodzicem. Do 16 rz za wnusia nosila plecak. I co? I nic dzieciak wyrosl normalny ogarniety sam mieszka od studiow, licencjat broni od dwoch lat zarabia.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ganesza 24.06.19, 19:23
    Bi jak Cię kocham, tak z lekka bredzisz o tych marginesach.
    halo, tu Polska, nie Kanada. to co było marginesem rozrosło się do niebotycznych rozmiarów, to co dominowało stało się wewnętrznym marginesem. po jednej stronie masz brak dostępu do aborcji i 500+ i nie ma tygodnia byś nie słyszała o skatowanym/zakatowanym dziecku (kilkumiesięcznym - kilkuletnim), po drugiej jakiś nadopiekuńczy amok rodziców i zaburzenia psychiczne wśród dzieci i młodzieży narastające jak lawina.

    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • bi_scotti 24.06.19, 19:28
    I co, wedlug Ciebie, sie wydarzy za 15-20 lat? Te obecne dzieci nie podejma pracy? Nie pozakladaja rodzin? Beda stadami mieszkac w basements domow swoich rodzicow oczekujac wiktu i opierunku? Wow ... Apocalypse now, eh ... Don't despair, please smile Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • ganesza 24.06.19, 19:44
    bi_scotti napisała:

    > I co, wedlug Ciebie, sie wydarzy za 15-20 lat? >


    a zechcesz mi łaskawie wytłumaczyć skąd i dlaczego taki tekst do mnie w odpowiedzi na mój post? odniosłam się do Twojej bardzo konkretnej wypowiedzi, dość konkretnie jak mniemam. w odpowiedzi jest zero nawiązania do tego, co napisałam (tak. to ja tu mieszkam. to ja przez lata byłam belfrem i naocznie i namacalnie obserwowałam te zmiany. i to moi znajomi pracujący w szkołach obserwują te zmiany).
    nie potrafisz/nie masz ochoty odnieść się do tego, co napisałam? no i git. ale bądź łaskawa darować sobie ten ton wyższości i pouczanie mnie w temacie, do którego się w ogóle nie odniosłam.


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • bi_scotti 24.06.19, 20:23
    Alez dokladnie odnosze sie do tego, co napisalas - nie wychowujemy na tu i teraz, wychowujemy for the future. Wiec to, co dzis widzisz jako problem, jako powod desperacji to tylko fragment wiekszej calosci, kroczek w kierunku owej (nieznanej wszak) przyszlosci. Moje pytanie jest czego sie w zwiazku z tym obawiasz? Bo ja sie nie obawiam smile Mam dziwna pewnosc, ze, jak i past generations, tak i ta, o ktorej tu dyskutujemy, w jakims momencie dorastania "sie ogarnie" i jako i my ruszy do roboty, do wychowywania swoich dzieci, do tego wszystkiego, co tak sie ladnie kreci jako circle of life. Nie wiem czym az tak Cie zdenerwowalam? Zdecydowanie nie bylo to moim zamierzeniem. Jesli w jakimkolwiek sposob Cie urazilam, to serdecznie przepraszam. Cheers.


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • nangaparbat3 24.06.19, 20:10
    A ja Ci powiem, co się wydarzy: te nadmiernie kontrolowane dzieci pójdą do urn. Nie będą miały problemu z głosowaniem na partię, która w zamian za ograniczenie wolności osobistej obywateli obieca im bezpieczeństwo. Możemy się założyć, wybory za jakieś 12 lat obstawiam, ale być może dużo wcześniej.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • bi_scotti 24.06.19, 20:16
    A kto wybral PiS? Przeciez to, miedzy innymi, nasze pokolenie - to wychowane na podworkach, z kluczami na szyjach, niby rebellious, niby independent ... Bo ja wiem, czy to byl taki super wybor ... hmmm ... We'll see smile

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:20
    No właśnie na PiS głosowali akurat także młodzi naiwni... Moje pokolenie to chyba najmniej. Raczej te starsze i młodsze.
  • wapaha 24.06.19, 20:22
    Mylisz się i pokolenia Ci się powaliły
    Nie nasze pokolenie
    Ale obecne pokolenie 60-65 +
    Chyba że to już faktycznie Twoje..
  • bi_scotti 24.06.19, 20:27
    Eeee tam, moze stats tak mowia ale wsrod znanych my glosujacych na PiS jest i chlopie lat 19, i kilka wyksztalconych malzenstw w przedziale 32-52, i babcie po 80tce ... geograficznie tez sie wszyscy ladnie "porozkladali" po calej PL uncertain No generation, no region remained innocent, eh suspicious Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • wapaha 24.06.19, 21:38
    Czekaj czekaj- czy dobrze zrozumiałam że statystyki ogólnopolskie robione przez profesjonalne obiektywne firmy się mylą, bo Twoi znajomi głosowali inaczej ??
  • bi_scotti 25.06.19, 00:19
    Doskonale wiesz, ze zle zrozumialas, you don't need to be so cute wink BTW, stats, jak wszystkie numery dopiero wtedy nabieraja wagi i znaczenia gdy sie ich uzywa wraz z jakas interepretacja a te kazdy uzywajacy ma wedlug wlasnych standards. Dlatego tak naprawde stats pozostaja wylacznie stats a zycie idzie wlasna droga. No surprises, eh ...

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • fornita111 25.06.19, 09:02
    Bi ale sie juz zamotalas i brniesz big_grin Nie idz ta droga...
  • bi_scotti 25.06.19, 13:28
    Yeah, wyrostki i staruszki ... nihil novi sub sole. Ja sie moge motac, my risk, ale to dokladnie takie myslenie jakie sugeruja zapatrzeni w stats powoduje, ze PiS znow wygra ... a zal, bo tak nie musialo/nie musi byc. Przeciwnika, zwlaszcza politycznego (!) nalezy szanowac, no matter what. Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • bi_scotti 25.06.19, 13:32
    Ah i dodam jeszcze, ze ocenzurowanie zdjecia, ktore bylo na czolowkach wszystkich gazet cywilizowanego (!!!) swiata i wciaz jest pokazywane przy wiekszosci dyskusji dotyczacych pomocy migrants uwazam za ruch w stylu Chinese dictatorship, ktory nie zabrania pokazywania zdjecia z "tank man" - WSTYD, Gazeto! Truly, SHAME! PiS jednak faktycznie rzadzi, eh sad

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • fornita111 25.06.19, 14:13
    Nie o to chodzi zupelnie. Rzucilas: to nasze pokolenie wybralo pis. Procentowo to wyglada inaczej, po prostu palnelas glupote i nie ma co teraz sie wiklac w jakies "stats it's stats, lalalalala" ani w zmiane tematu na "szanujmy przeciwnikow politycznych". Nie o tym mowa, przelknij, ze palnelas glupio i tyle tongue_out Swoja droga, to nie ma czegos takiego jak "nasze pokolenie" na ematce- ja jestem rocznik 87, Zuleyka i Edel chyba podobnie, Ty i Andaba moglybyscie byc naszymi matkami spokojnie?
  • wapaha 25.06.19, 15:30
    Nie, nie wmawiaj mi nic dobrze ?
    Totalnie nie masz racji- statystyki sobie a interpretacja własna sobie ?
    Co za bzdura
  • nangaparbat3 24.06.19, 21:19
    Ależ PiS jest w starym stylu.
    U nas teraz publicyści wciąż się domagają "świeżej krwi" w polityce, odmiany, nowych trendów. Moim zdaniem będą to trendy przypominajace najbardziej dzisiejsze Chiny. Jakaś nowoczesna wersja totalitaryzmu.
    W międzyczasie jakiś głęboki kryzys gospodarczy, a la grecki - i po nim radosne głosowanie na partię, która "zrobi wreszcie porządek".
    Niczego bym bardziej nie chciala niż się mylić.
    Jest szansa, bo trendy społeczne nie są w pełni przewidywalne.
    Być może eż te podporządkowane dzieci zbuntują się jako dorośli - kto wie.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • triss_merigold6 24.06.19, 21:23
    To moje pokolenie miało wolność tj. wolną amerykankę dzikich lat 90-tych. I moje pokolenie ma teraz dzieci, często już pełnoletnie lub późnonastoletnie, które były/są zaopiekowane, wożone, dopilnowane, zadbane etc.
  • katriel 24.06.19, 21:37
    > Te obecne dzieci nie podejma pracy?

    Większość z nich faktycznie nie podejmie, bo pracy dla nich nie będzie. Zastąpi nas sztuczna inteligencja.
    Czeka ich pensja obywatelska. Ze specjalną eko-premią za ograniczanie śladu węglowego przez niewychodzenie z domu i spędzanie życia w wirtualnej rzeczywistości.
    Z wyjątkiem tych nielicznych, którzy wyrosną na ludzi z ambicją zmieniania świata za wszelką cenę. A to już może trochę zależy od wychowania.



    --
    Chrzęskrzyboczek pacionkociewiczarokrzysztofoniczny.
  • yennefer.00 25.06.19, 14:25
    Ale podjęcie pracy i założenie rodziny to nie wszystko. Pytanie, jak np. w tej pracy i rodzinie będą funkcjonowac
  • ichi51e 24.06.19, 18:33
    Ale o swoim dziecku piszesz? Bo mozna zalozyc ze raczej jestes doskonale przecietnym rodzicem

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • katja.katja 25.06.19, 08:58
    Jednak moje proroctwa się spełniają.
    Pamiętam jeszcze jak z 10 lat wszystkie (poza nielicznymi wyjątkami) mało nie zjadłyście mnie za pisanie, że pajdokracja nie służy niczemu dobremu w dłuższej perspektywie, że dziecko powinno znać swoje miejsc.
    Teraz te same matki przyznają mi rację i piszą o kosztach dzieciocentryzmu.
    No i po co było mnie wyzywać od trolli?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • ichi51e 24.06.19, 17:14
    Moje chodzi na zajecia dodatkowe chce czy nie chce jak znajde cos fajnego. Wydaje sie zadowolone (choc pewnie gdyby mogl lezec caly dzien w lozku tlukac wita i belle bylby bardziej zadowolony.
    Ambicji typu „pojde sam do sklepu” nie przejawia

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 17:25
    pade napisała:

    ogólnie zmierzamy w kierunku kształtowania samodzielności przy jednoczesnym
    > wsparciu i zaufaniu. A jak u Was?
    >
    My też tak właśnie podchodzimy.

    Osobiście jestem trochę zdziwiona i w sumie nie wiem, czy aby pisanie podobnych artykułów to nie jest jakiś trend. Bo tak naprawdę to nie znam takich nadgorliwych rodziców, natomiast ciągle się czyta podobne teksty o nadopiekuńczych rodzicach, przerzucaniu dzieci z zajęć na zajęcia, pozbawianiu samodzielności, ambicjach rodziców itp. itd. W realu tego nie widzę.
  • pade 24.06.19, 17:57
    Jak to nie znasz? Przecież niektóre zdania w tym artykule to prawie cytaty z ematkismile Oczywiście nie z jednego wątku i nie dotyczy to tylko zajęć dodatkowych. Raczej ogólnej postawy "chucham, kontroluję, wymagam i wyręczam".

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 18:01
    Miałam na myśli znajomości z reala.
    Ale, kurczę, nawet tu nie widzę tego jakoś strasznie dużo. Tu to można znaleźć cytaty na poparcie właściwie każdej tezy jaką człowiek postawi smile Równie wiele wpisów, jak nie więcej, o wyluzowaniu i niebywałej samodzielności dzieciątek by się znalazło.
  • pade 24.06.19, 18:04
    Ja to wszystko widzę również w realu.
    Ale ok, spodziewałam się zaprzeczeń i nie jestem wcale zaskoczona.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • zlota.ptaszyna 24.06.19, 17:27
    tak, dziecko to projekt,ktory sie realizuje pod waunkiem ze urodzone dobrze po 30 u dojrzalej matki. Ty juz w tym wieku mialas wnuki raczej.
  • pade 24.06.19, 17:58
    Do mnie piszesz? Rozczaruję cię, nie mam wnuków.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • asfiksja 24.06.19, 17:29
    trend "moje dziecko musi chodzić na
    > zajęcia dodatkowe", ale po dwóch latach odpuściłam.
    Czyli co, zapowiedziałaś dziecku "no niestety, moja droga, nie będzie już karate, bo mamusia wyczuła nowy trend, że dziecko musi się ponudzić, a w ogóle tak naprawdę nie potrzebujesz tego karate tylko tak ci się wydaje?"
    Dla mnie, przyznam szczerze, normalna jest sytuacja odwrotna - dziecko chce chodzić na milion pińcet zajęć i wybór jest obopólnym kompromisem (gdzieś jest zbyt drogo, gdzieś jest beznadziejny dojazd, coś nie pasuje do planu lekcji itp.)
  • pade 24.06.19, 17:59
    Odpuściłam w sensie przestałam szukać nowych, ciekawszych, bardziej dopasowanych. A jak dziecko po 3 latach stwierdziło, że na aikido chodzić już nie chce to nie naciskałam.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 24.06.19, 18:00
    W ogóle nie rozumiem po co ta złośliwość.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • triss_merigold6 24.06.19, 18:09
    Po co zmieniać coś, co pasuje? To raz.
    Dwa, zakładam, że dzieci powinny chodzić na jakieś zorganizowane zajęcia sportowe, żeby przynajmniej te 2x w tygodniu mieć regularny trening. To procentuje na przyszłość, wolę nie wysłuchiwac kiedyś jęków krzywych grubasków, że zazdroszczą rówieśnikom sylwetek i sprawności.
  • triss_merigold6 24.06.19, 18:06
    Dokładnie.
    Moje chodzą na zajęcia dodatkowe, zgrane z zainteresowaniami i naszymi możliwościami czasowymi.
    Btw, w Polsce wciąż jest o wiele więcej dzieci zaniedbanych i puszczonych samopas niż monitorowanych nadopiekunczo.
    Realia UK nijak się mają do polskich.
  • pade 24.06.19, 18:22
    A podwórka są pełne dzieci, zwłaszcza w wakacje...

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • triss_merigold6 24.06.19, 18:29
    Może ludzie w końcu uznali, że siedmio czy dziesięciolatek mógłby wyjechać na kolonie czy półkolonie zamiast spędzać wakacje między wytartym trawnikiem, a śmietnikiem.
  • pade 24.06.19, 18:33
    Właśnie potwierdzasz tezy z artykułusmile

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • ichi51e 24.06.19, 18:37
    Ale jaka jest przewaga tego smietnika nad koloniami? Dzieciaki na koloniach przeciez wbrew pozorom przez wiekszosc czasu samopas chodza i to jest wlasnie ten najwiekszy plus kolonii

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • pade 24.06.19, 18:44
    Mają wytyczone godziny pobudek, mycia się, jedzenia, kładzenia się spać, a czas wolny wtedy, gdy kadra zdecyduje. To ma niewiele wspólnego z wypoczynkiem, podczas którego można wreszcie robić, co się chce, a nie co się musi.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 24.06.19, 18:45
    Ponadto na trawniku można się socjalizować wedle własnej woli, a nie z konieczności. Tylko teraz nie ma z kim, bo podwórka są puste, więc nie ma o czym dyskutować.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • katja.katja 24.06.19, 19:48
    Podwórka puste? Dopiero co e-matki napadły mnie broniąc własnymi piersiami prawa do hałasowania pod cudzymi oknami kochanych dzieciaczków. Wiele twierdziło, że im dziecięce ryki dochodzące z podwórka nie przeszkadzają i temu służy podwórko.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • wapaha 24.06.19, 20:24
    To prawda, nawet nauczycielki proszą by dzieciom dac wakacje, odpoczynek, przyzwolić na nudę, długie spanie i beztroskę- czyli to czego nie ma na koloniach, półkoloniach, dyżurach przedszkolnych i etc. a jest właśnie na "śmietniku"
  • triss_merigold6 24.06.19, 21:08
    Cudowny pomysł. W wypadku 12-13-latków spoko, ale czy nauczycielki wezmą odpowiedzialność za puszczonego samopas na 9 godzin ośmiolatka czy dziewięciolatka?
  • wapaha 24.06.19, 21:39
    Ale nie trzeba być nauczycielką by wiedzieć, że KAŻDY potrzebuje mieć urlop. Na swoją własną miarę-i dostosowaną do wieku- zapiernicza przez cały rok tak samo 3 latek jak i Ty tongue_out
  • triss_merigold6 24.06.19, 21:46
    Pełna zgoda - do tego służy wyjazd z rodzicami, którzy biorą w wakacje urlopy.
  • pade 24.06.19, 22:24
    Aha, czyli dziecko jak dorosły ma mieć 14 dni wolnego włącznie z weekendami?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • triss_merigold6 24.06.19, 22:30
    Ludzie mają 26 dni urlopu, nie ma przeszkód, żeby wyjeżdżać na dłużej niż 14 dni.
    Nie wiem, co Ci się nie klei, ale chyba rozumiesz, że dziecko 8 czy 10-letnie nie może przez połowę wakacji siedzieć samo w domu po 9 godzin. Ludzie pracują, nie wszyscy mają w domu nauczycielkę czy dyspozycyjnych dziadków. Stąd korzystanie z przedszkoli zastępczych, Lata w mieście, kolonii, obozów etc. Dziecko ma być bezpieczne.
  • wapaha 25.06.19, 15:33
    Ale nie poruszamy tu kwesti czy może czy nie może- tylko kwestię, że dziecko potrzebuje urlopu bo pracuje tak jak wszyscy inni. Ty masz w ciągu roku 26 dni urlopu a dzieciak ma mieć dużo mniej ?
    Rodziców jest dwoje- dni urlopu 52...można zorganizować wolne dla dziecka ( jeżeli sie chce)
  • nenia1 24.06.19, 18:59
    ichi51e napisała:

    > Ale jaka jest przewaga tego smietnika nad koloniami?

    Własna znana banda z podwórka. Nie bawiłaś się w dzieciństwie na podwórku (placu, dworze smile)?
    Kto tam patrzył na wytarty trawnik, najważniejsze były dziecięce relacje w grupie. Czasem jak czytam te narzekanie na burą rzeczywistość PRL-u to widzę, że niektórych ominęło to co najważniejsze - ludzkie bliskie relacje i poczucie swobody.
  • pade 24.06.19, 19:04
    Ja akurat pamiętamsmile
    Koce pod orzechem, obok trzepak, na kocach z piętnaścioro dzieci w różnym wieku, picie, kanapki i rajdanie godzinami.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 24.06.19, 19:04
    o zabawach w chowanego, widoczki, klasy, skakaniu w gumę nie wspomnę

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 19:13
    A w czym to jest gorsze od np. urządzania namiotu na trampolinie z koleżankami?
    Poza tym, że rodzice muszą się zgadać, zamiast tylko z oddechem ulgi zamknąć drzwi za dziećmi wychodzącymi z domu?
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 19:14
    lepsze znaczy
  • nenia1 24.06.19, 19:22
    Bo cóż, dopiero co wczoraj spacerowałam przez park, w którym są ogrodzone, zamykane place zabaw, jak klatki, gdzie asystujących dorosłych chyba więcej niż dzieci. Przed placem płakało dziecko wołając do mamy: "mamo, nuda, ja chcę do domu". Powiedziałam do partnera, kiedyś to mama krzyczała przez okno "do domu" a dzieci z jękiem "już?". Już nie mówiąc o tym, że placem zabaw nie były dla nas klatki, tylko wszystko wokół. I nie chodzi o idealizację, bo nigdy nie ma czasów gdy wszystko jest różowe. Ale właśnie w twoich słowach kryje się częściowo to o czym pisze pade. Przekonanie, że DOBRY RODZIC, jest wyłącznie wtedy gdy ciągle coś organizuje dziecku. Bo jak tak można wypuścić zwyczajnie na dwór. Toż to oznaka, że na dziecku ci nie zależy...
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 19:41
    Czyli jak dziecko dzwoni do koleżanek i je zaprasza, a te uzgadniają ze swoimi rodzicami, czy mogą przyjechać, ewentualnie kiedy w innym terminie, to jest organizowanie życia dziecku?
    My też się widywaliśmy za zgodą rodziców, nie było tak, że jak dziecko chce się bawić na podwórku, to cała rodzina zmienia plany, by mu tę zabawę w dowolnie przez nie wybranym terminie umożliwić.
  • nangaparbat3 24.06.19, 20:27
    Dziwne. Nikt mi nie "umożliwiał" zabawy na podwórku, miałam być w domu na obiedzie, na kolacji, i przed zmrokiem. Chyba że rodzice do czegoś mnie potrzebowali - jakieś zakupy, wizyta u cioci, kino. Ale poza tym sama dysponowałam czasem, i były okresy, ze większość czasu po szkole spędzałam na podwórku właśnie - piłka, rower, wrotki, guma, skakanka, widoki, oczywiście trzepak no i moja ukochana, o której już pisałam wielokrotnie, gra w noża w piaskownicy pełnej dzieci.
    To zupełnie coś innego niż zajęcia prowadzone przez trenera dwa razy w tygodniu.


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:35
    No ale widać nie wszędzie było tak, jak piszesz. Osobiście się z tym w latach 80-tych nie spotkałam. Rodziny miały swoje plany, wyjazdy na weekendy, spotkania rodzinne, na które brały dzieci, a same dzieci też miały zajęcia - kółka w szkole, dom kultury, basen, gimnastykę korekcyjną... Podwórko było w międzyczasie i fajnie jak ten międzyczas smile między koleżankami udawało się zgrać. Domów, gdzie dzieci miały się meldować tylko na posiłki nie kojarzę.
  • pade 24.06.19, 22:23
    A w wakacje? Bo rozumiem, że piszesz o roku szkolnym.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 23:31
    W wakacje ludzie też wyjeżdżali. Jak koleżanka jedna czy druga była w tym samym czasie, to była wielka radość. No i jak się spotykaliśmy w domach to jakieś choćby minimalne uzgodnienie z rodzicami, kto do kogo i kiedy też było praktykowane.
  • kurt.wallander 24.06.19, 23:45
    kosmos_pierzasty napisała:

    > W wakacje ludzie też wyjeżdżali. Jak koleżanka jedna czy druga była w tym samym
    > czasie, to była wielka radość. No i jak się spotykaliśmy w domach to jakieś ch
    > oćby minimalne uzgodnienie z rodzicami, kto do kogo i kiedy też było praktykowa
    > ne.

    To chyba w jakichś innych latach 80" się wychowywałyśmy, bo u mnie była pełna swoboda i raczej zawsze ktos ze znajomych był, a dowiadywaliśmy sie o tym, wychodząc na podwórko i znajdując tam koleżanki i kolegów. Uzgadniania między rodzicami nie było, zresztą telefony mieliśmy chyba gdzies od połowy lat 80" dopiero.
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 01:30
    U nas telefon był jakoś od 78-79. U dziadków jeszcze dużo wcześniej, taki śmieszny czarny aparat smile
  • pade 25.06.19, 10:38
    kosmos_pierzasty napisała:

    > W wakacje ludzie też wyjeżdżali. Jak koleżanka jedna czy druga była w tym samym
    > czasie, to była wielka radość. No i jak się spotykaliśmy w domach to jakieś ch
    > oćby minimalne uzgodnienie z rodzicami, kto do kogo i kiedy też było praktykowa
    > ne.

    Zawsze mieszkałaś na peryferiach?


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 14:50
    pade napisała:


    > Zawsze mieszkałaś na peryferiach?
    >
    >
    Tak było w centrum miasta.
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 14:55
    To co piszą inne dziewczyny - zabawa na podwórku kamienicy, brak telefonów... Nie znałam takiej rzeczywistości w latach 80-tych. W zasadzie to powiedziałabym, że to wtedy wcale znów tak bardzo inaczej nie było, tyle, że dzieci mieszkały w blokach, a nie w domach rozsianych po całym mieście i przedmieściach i był mniejszy wybór zajęć dodatkowych - w zasadzie prywatnie to tylko angielski, a tak to domy kultury i kluby sportowe.
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 14:59
    I kółka w szkole.
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 15:01
    A w dzielnicy takiej zielonej, z domami wolnostojącymi, to mieszkali moi dziadkowie, u których regularnie bywałam, w wakacje też i tam to dzieci nie było w ogóle, albo też zajmowały się sobą, biegania samopas. Na placu zabaw w pobliskim parku zawsze z rodzicami (ja z dziadkiem).
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 15:02
    Jeżu, zero biegania samopas miało być. Przepraszam. Komputer mi nawala.
  • kanga_roo 25.06.19, 15:17
    u nas też "podwórko" to był dodatek. spotkania z koleżankami, nawet dłuższe wspólne wyjazdy, pobyty u dziadków (oprócz obozów/kolonii/wyjazdów z rodzicami)- owszem, ale takiego biegania samopas nie było. więc co do zasady moje dzieci nie spędzają czasu inaczej niż ja. a jeśli, to raczej mają swobody więcej, a nie mniej, bo jest ich dwoje i kiedy są razem jestem spokojniejsza.
  • an.16 25.06.19, 09:34
    My też się widywaliśmy za zgodą rodziców, nie było tak, że jak dziecko chce się bawić na podwórku, to cała rodzina zmienia plany, by mu tę zabawę w dowolnie przez nie wybranym terminie umożliwić.

    Zawsze swobodna zabawa z innymi dziećmi była dla nas priorytetem. I tak, zmienialiśmy plany żeby to dziecku umożliwić. I przez lata całe jeździliśmy w miejsca "pod dzieci", tzn. takie, w których będą miały swobodę i towarzystwo innych. To całe telefonowanie, umawianie dostrajanie planów niszczy spontaniczność i samodzielność. Może dlatego moja córka(12 lat) ma świetne relacje w klasie, bo od jakiś 2 lat dziewczynki same umawiają się na spotkania i wyjścia. Jeżeli któraś nie może to albo zmieniają plany albo nie. Nie ma żadnych nocowanek czy przyjęć na trampolinie z asystą dorosłych.
  • pade 25.06.19, 10:39
    "Czyli jak dziecko dzwoni do koleżanek i je zaprasza, a te uzgadniają ze swoimi rodzicami, czy mogą przyjechać, ewentualnie kiedy w innym terminie, to jest organizowanie życia dziecku?"

    Tak. Zero miejsca na spontan. Zabawa tylko u kogoś w domu. Pod czujnym okiem rodziców. W wyznaczonym czasie.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 14:52
    Mamy najwyraźniej inne rozumienie słowa spontaniczność...
    Mam dzieci wyrzucić na ulicę, aby tylko rodzice ich przypadkiem nie zobaczyli? Nie wiem, czy ktokolwiek by na to poszedł. Łącznie z samymi dziećmi.
    A trampolinę mamy akurat poza zasięgiem wzroku, jeśli już chodzi o szczegóły.
  • bo_ob 25.06.19, 15:06
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Mamy najwyraźniej inne rozumienie słowa spontaniczność...

    W tym kontekście "spontanicznie" znaczy, że dzieci same organizują sobie zabawę - bez wiedzy i zgody rodziców.
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 15:13
    bo_ob napisała:


    > W tym kontekście "spontanicznie" znaczy, że dzieci same organizują sobie zabawę
    > - bez wiedzy i zgody rodziców.

    Moim zdaniem, jeśli dzieci się zdzwaniają i uzgadniają, że tego i tego dnia się spotkają, podjadą rowerem lub rodzic przywiezie i odbierze, spełnia warunek, że jest to spontaniczne spotkanie z inicjatywy dzieci.
    Czemu ten brak wiedzy rodzica i zgody miałby być aż tak istotny? Dlaczego niby jest rozwojowy?
  • bo_ob 25.06.19, 15:30
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Moim zdaniem, jeśli dzieci się zdzwaniają i uzgadniają, że tego i tego dnia się
    > spotkają, podjadą rowerem lub rodzic przywiezie i odbierze, spełnia warunek, ż
    > e jest to spontaniczne spotkanie z inicjatywy dzieci.

    Bo słowo "spontanicznie" wyklucza planowanie, umawianie i podwożenie.
    Spontanicznie, czyli Ania spotyka na ulicy Elę i obie idą do parku karmić kaczki.
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 16:13
    A jak spontanicznie nie spotka, to nigdy tych kaczek nie nakarmią. Dla mnie absurdalnie brzmi liczyć wyłącznie na przypadkowe spotkania w kontaktach towarzyskich.
  • bo_ob 25.06.19, 16:52
    kosmos_pierzasty napisała:

    > A jak spontanicznie nie spotka, to nigdy tych kaczek nie nakarmią.

    Pytałaś co znaczy spontanicznie, to wyjaśniłam smile
  • slonko1335 25.06.19, 18:18
    Ja tam zwykle wiem gdzie jest mój młodociany ale sam z kumplami sobie po prostu czas organizuje bez angażowania nas w to i uzależnienia się od naszych planów. Jak chce iść po szkole do kumpla/grac w piłkę / na lody to po prostu dzwoni i mówi, ze będzie u kumpla/na boisku/w lodziarni będzie, niczego nie trzeba z tego powodu organizować ani przekładać po prostu idą do kumpla czy na boisko, czy do parku czy na lody.... Jak potrzebuje książki z biblioteki która nie jest mi po drodze z pracy to musi pojechać po nią autobusem i tyle.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • pade 25.06.19, 17:53
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Mamy najwyraźniej inne rozumienie słowa spontaniczność...
    > Mam dzieci wyrzucić na ulicę, aby tylko rodzice ich przypadkiem nie zobaczyli?
    > Nie wiem, czy ktokolwiek by na to poszedł. Łącznie z samymi dziećmi.
    > A trampolinę mamy akurat poza zasięgiem wzroku, jeśli już chodzi o szczegóły.

    Przecież Ty nie masz możliwości zapewnienia córce spontanicznych spotkań, więc o czym my mówimy?
    Tylko zrozum, że nie wszyscy mieszkają w tak dużych odległościach od innych ludzi jak Ty, jest dużo dzieci, które mają podwórka, place zabaw i mogą się swobodnie spotykać bez wcześniejszego zaglądania rodziców w kalendarze.


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 24.06.19, 19:29
    A co jest złego w uldze? Co jest złego w tym, że rodzic spocznie na kanapie i poczyta książkę a dziecko pobiega z rówieśnikami? Skąd ten wymóg wiecznego animowania dzieci, kontrolowania ich, choćby "mienia na oku", zaprowadzania, przyprowadzania, sprawdzania, notorycznego angażowania się?
    Nie ma nic złego w zabawie na trampolinie. Tak jak nie ma nic złego w ganianiu po podwórku.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • nenia1 24.06.19, 19:40
    Poczucie winy. Ludzie żyją stale w poczuciu winy, bombardowani zewsząd informacjami jak być idealnym rodzicem. Oglądają facebookowe idealne zdjęcia z idealnego życia znajomych albo kolejną relację z sielankowego życia celebrytów ogarnia ich frustracja, że sami nie są idealni.
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 19:45
    Nenia, zwykle fajnie piszesz, ale tu to jakbyś cytowała jakiś artykuł niewprawnego dziennikarza.
    Tego typu teksty były może odkrywcze kilka lat temu, ale jak teraz wyskakują z każdej strony papierowej czy www, to już są wtórne i nudne.

    Widać jest jakaś grupa nadopiekuńczych rodziców - jak napisała Bi i akurat w tym wątku podzielam jej stanowisko, bo wydaje mi się wyważone - ale ileż można się nimi ekscytować i ich naprostowywać.
  • nenia1 24.06.19, 19:55
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Nenia, zwykle fajnie piszesz, ale tu to jakbyś cytowała jakiś artykuł niewprawn
    > ego dziennikarza.

    a to pewnie dlatego, że mam inne zdanie niż ty smile

  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:13
    Nie wiem smile W każdym razie wg mnie już występuje przesyt takich właśnie artykułów jak ten z posta startowego.
    Jak czytałam te kilka lat temu Honoré, to było świeże i facet zwrócił na coś uwagę, ciekawie, inaczej spojrzał. Aż sprawdziłam, książka ukazała się w Polsce w 2011. Potem przez jakiś czas nawiązania, polemiki, ok. Fajnie się czytało. Ale teraz imo jest przesyt i już nic nowego w tej materii nie powstaje. Jest powtarzanie tego samego, czyli to już raczej frazesy z których nic nowego nie wynika.
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:25
    On jeszcze pisał przecież w opozycji do słynnej chińskiej matki-tygrysicy, która zawojowała świat kilka lat przed nim.

  • pade 24.06.19, 22:17
    Skoro czujesz przesyt to po co weszłaś w ten wątek? Naprawdę sądzisz, że trendy w wychowaniu zmieniają się co 8 lat?big_grin

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 23:33
    Myślisz, że z tytułu i samego linka byłam w stanie odczytać treść? Przeceniasz mnie smile
  • nangaparbat3 24.06.19, 20:38
    To nie jest jedynie kwestia nawiedzonych rodziców tworzących jakiś margines, tylko zmiany cywilizacyjne spowodowane rozwojem technologii, informacji, organizowania przestrzeni i korzystania z niej, etc.
    Mój ulubiony temat to dziennik elektroniczny. Daje rodzicom dostęp do mnóstwa informacji o dziecku i szkole, a sam zainteresowany, nie ma żadnego wpływu na udostępnianie rodzicom informacji o sobie.
    Inna sprawa - wypasione place zabaw zamiast małych placyków na każdym podwórku. Dziecko cztro, pięcioletnie mogłoby samo wychodzić na dwór, a matka czy ojciec mogliby od czasu do czasu rzucić okiem na to, co się dzieje na dworze. Bawiłyby się razem dzieci mieszkające blisko siebie, rodzice młodszych, pilnujący ich , znaliby też te starsze, w razie czego mogliby interweniować. Teraz pójście na plac to wyprawa, nawet siedmio, ośmiolatki chodzą z rodzicami, którzy potem ich nadzorują - absurd.
    I tak można by długo.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:47
    Jeśli faktycznie to są zmiany cywilizacyjne, to narzekanie na nie nie ma większego sensu, bo są nieuniknione - no może to narzekanie stanowi dowód na to, że jesteśmy stare smile Jak świat światem starsze pokolenia uważały, że ich koncepcja czy to dotycząca wychowania, czy innych kwestii, jest lepsza, a młodsi tylko psują to co dobre i sprawdzone.

    Różne utopijne pomysły byłyby fajne - jak te kameralne, bezpieczne place zabaw. Brak własności, społeczeństwo bez pieniędzy... tyle że teoretyzowanie ma średni sens, gdy nie ma możliwości tych pięknych idei wcielić w życie na szeroką skalę.
  • asfiksja 25.06.19, 08:53
    wypasione place zabaw zamiast małych placyków na każdym podwórku.
    > Dziecko cztro, pięcioletnie mogłoby samo wychodzić na dwór
    Akurat place zabaw kiedyś były bardzo niebezpieczne. Chyba każdy widział mniej lub bardziej groźny wypadek, jak dziecko wpada pod te sztywne metalowe huśtawki. A karuzele (też metalowe) to był dramat, te wystające elementy. I jeszcze te bujaczki-zgniataczki dziecięcych stópek. Plus wysokie drabinki i ubity grunt albo asfalt pod spodem. Nie rozumiem idei narzekania na dzisiejsze place zabaw - chyba że ktoś generalnie ma nastrój "kiedyś to było lepiej, o tempora, o mores".
    Absolutnie 4-5-latki nie wychodziły same na plac przy blokach.
  • chatgris01 25.06.19, 09:00
    asfiksja napisał:

    > Absolutnie 4-5-latki nie wychodziły same na plac przy blokach.

    Ależ wychodziły jak najbardziej. Jeszcze te urodzone do połowy lat 70 (później to nie wiem, bo sama przestałam wychodzić na place zabaw, wyrosłam).


    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • triss_merigold6 25.06.19, 09:15
    Nie wychodziłam jako cztero czy pięciolatka sama na osiedlowy plac zabaw, miałam normalnych rodziców.
  • chatgris01 25.06.19, 09:26
    To na moim osiedlu najwyraźniej wszyscy mieli nienormalnych... (a nie, z wyjątkiem jednej jedynej dziewczynki, która do piaskownicy musiała chodzić z nianią i wszystkie dzieci jej współczuły nieustannego nadzoru).
    A serio, to myślę, że to pewnie zależało od wielkości tego miasta i osiedla (u mnie oba malutkie, w wielkich miastach mogło być inaczej).

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • boogiecat 25.06.19, 12:33
    W wielkich miastach dzieci sie bawily na podworkach kamienic, wiec chyba az tak inaczej nie bylo,
    mam normalnych i kochajacych rodzicow ( ale moge im zrobic zaraz awanture, ze jednak nie😀) i w wieku 5 lat bawilam sie ze starszym bratem i dzieciarnia z calej kamienicy na podworku i chodzilismy tez do «  dziadkow » na dzialki za kamienica

    To bylo w latach 80’

    Aha kiedys starsza, chyba 10- letnia kolezanka z podworka mi zaproponowala przejazdzke tramwajem na co sie oczywiscie zgodzilam, poszlysmy a brat polecial zakablowac rodzicom😁, rodzice jednak o malo na zawal nie zeszli jak sie dowiedzieli a w miedzyczasie my sobie szczesliwe wrocilysmy- to nasza rodzinna historyjka
    Aha aha rodzice porozmawiali z rodzicami tej dziewczynki, ale nikt mi nie zakazal sie z nia potem bawic ani nic z tych rzeczy
    Przysiegam na ematke ze nie bylismy patologia

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • bo_ob 25.06.19, 12:42
    boogiecat napisała:

    > W wielkich miastach dzieci sie bawily na podworkach kamienic, wiec chyba az tak
    > inaczej nie bylo,
    > mam normalnych i kochajacych rodzicow ( ale moge im zrobic zaraz awanture, ze j
    > ednak nie😀) i w wieku 5 lat bawilam sie ze starszym bratem i dzieciarnia z cal
    > ej kamienicy na podworku i chodzilismy tez do «  dziadkow » na dzialki za kamie
    > nica

    To tak, jak ja smile
    Podwórka kamienic, starszy brat i cała dzieciarnia.

    W wieku 6 - 7 lat postanowiłyśmy z koleżanką uciec z domu. Wzięłyśmy jedzenie, picie, sweterki i poszłyśmy przed siebie jakieś 2, 3 kim. Zjadłyśmy wałówkę i wróciłyśmy do domu uznając, że już nam się znudziło. Rodzice dowiedzieli się po latach smile

    Ale ja najbardziej na świecie lubię przygody!
  • chatgris01 25.06.19, 12:57
    Ja uciekłam z domu w wieku lat 4 tongue_out
    Strzeliłam focha i oznajmiłam rodzicom, że idę w świat. Tato poszedł za mną ukradkiem i zatrzymał mnie dopiero przy końcu osiedla, okazało się, że szłam do babci (na sąsiednie osiedle, 400 m dalej).

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • boogiecat 25.06.19, 13:06
    Oessu, emigrantka od najmlodszych lat😀

    Moi rodzice tak cwiczyli ze mna samodzielne chodzenie do sklepu, ukradkiem za mna, alez im mialam za zle jak sie skapowalam, a i tak zrobilam to samo z wlasnym dzieckiem (pierwsza samodzielna wyprawa z moneta w reku na zakup ciastka w cukierni po drugiej stronie nieruchliwej ulicy w wieku 6 lat)

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • bo_ob 25.06.19, 13:23
    chatgris01 napisała:

    > Ja uciekłam z domu w wieku lat 4 tongue_out
    > Strzeliłam focha i oznajmiłam rodzicom, że idę w świat. Tato poszedł za mną ukr
    > adkiem i zatrzymał mnie dopiero przy końcu osiedla, okazało się, że szłam do ba
    > bci (na sąsiednie osiedle, 400 m dalej).
    >

    Bo to się nic nie mówi tylko wychodzi smile


  • boogiecat 25.06.19, 13:08
    Cudowne, zazwyczaj sie ten zew wolnosci konczy wraz z walowka😀

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • bo_ob 25.06.19, 13:21
    boogiecat napisała:

    > Cudowne, zazwyczaj sie ten zew wolnosci konczy wraz z walowka😀
    >


    Takie życie smile))
  • boogiecat 25.06.19, 13:44
    to jest naprawde bardzo zyciowe, moja babcia zawsze mowila mamie schizujacej ze nie zjedlismy obiadu w porze obiadowej, ze jak zglodnieja to przyjdawink

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 19:41
    Ale dlaczego w uldze ma być coś złego?
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 19:42
    Skąd wymóg angażowania się? Hmmm... Stąd że prawo jazdy dają dopiero 18-latkom? A te mają już jakby inne rozrywki niż ganianie po podwórku?
  • pade 24.06.19, 19:56
    Czyli do 18-stki będziesz się angażować?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:16
    Nie, każę wracać pieszo szosą przez las 10 km wieczorem, żeby przypadkiem mi nikt niefajnej łatki nie nalepił na forum tongue_out

    Tak, będę.
    Wydaje mi się, że to są jednak indywidualne decyzje. Nie da się arbitralnie dla wszystkich dzieci wyznaczyć terminu, gdy rodzic ma się zdecydowanie odciąć. W naszym przypadku całkowitą samodzielność dziecko może mieć dopiero, mając prawo jazdy.
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:17
    Zresztą u przyjaciół podobnie, tyle że ich dziecko starsze i właśnie to prawo jazdy robi. Deficytów u dziewczyny żadnych nie zaobserwowałam. W tej chwili już na wakacje jeździ ze znajomymi, na własną rękę i normalnie sobie radzi.
  • ichi51e 24.06.19, 20:03
    Bawilam sie na podworku sama chodzilam do szkoly od pierwszego dnia jezdzilam na kolonie z tpd i obozy harcerskie. Tak samo jak mozesz bawic sie z Marta z 5ego i Paulina z sutereny (o ile nie przyuwazy cie matka bo z Paulina sie nie zadajemy) tak samo mozesz sie bawic z nowopoznana Zuzia z Czestochowy. Niecierpialam kolonii wlasnie dlatego ze nuda i samowola (oraz ptologia z ktora nic nikt nie robil) i moja grupa musiala np szorowac kajaki zeby starszaki mogly w nich poplywac (w ramach arcyciekawych zajec) rozne zielone noce spiewy przy ognisku az mi sie slabo robi jak sobie przypominam. Ale akurat wolnosci to bylo w opor.
    Za to moj bratanek (obecnie latek 15) co roku na ten sam oboz jezdzi od lat pewnie 7. Dzieciaki te same od lat maja kontakt przez fb ustawiaja sie kto bedzie juz od stycznia. Czyli to nie jest tak ze na koloniach nie mozesz miec swojej bandy

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • nangaparbat3 24.06.19, 20:21
    ichi51e napisała:

    > Ale jaka jest przewaga tego smietnika nad koloniami? Dzieciaki na koloniach prz
    > eciez wbrew pozorom przez wiekszosc czasu samopas chodza

    Samopas?
    Pierwsze słyszę.





    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • nangaparbat3 24.06.19, 20:19
    Jakie kolonie, Triss? Tygodniowe czy dziesięciodniowe, za dużą kasę.
    Proponowałam półkolonie koleżance, przeczytalam o nich u mnie na basenie i pomyślałam, że pasują do zainteresowań jej syna. Stwierdziła, ze ich nie stać. Ona pracuje w szkole, fakt, ale mąż ma normalną pracę w biznesie, to nie są biedacy.
    Nawet gdyby wyłali syna na te półkolonie, razem wyjazd na dwa tygodnie, zostaje jeszcze ponad miesiąc wakacji.


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • triss_merigold6 24.06.19, 21:12
    Nie bądź śmieszna. Lato w mieście kosztuje tyle, co wyżywienie, dwuipółtygodniowe obozy zuchowe są tanie, obóz sportowy 10-12-dniowy to 1600-1700 zł. Pani kłamała po prostu, z funduszu socjalnego w szkole, jak w każdej budżetówce, ma dofinansowanie wypoczynku.
  • asfiksja 24.06.19, 21:29
    Pani kła
    > mała po prostu, z funduszu socjalnego w szkole, jak w każdej budżetówce, ma dof
    > inansowanie wypoczynku.
    Niekoniecznie, u mnie na przykład dofinansowanie wypoczynku dzieci jest od 7 dni pod rząd wzwyż, czyli półkolonie się nie łapią.
  • triss_merigold6 24.06.19, 21:44
    Słusznie, wtedy wysyła się na kolonie.
  • pade 24.06.19, 22:21
    Na ile turnusów?

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • triss_merigold6 24.06.19, 22:32
    Na tyle, żeby nauczyciele z dwoma miesiącami wolnego zdążyli odpocząć.
  • katja.katja 25.06.19, 08:47
    He he smile
    Jak zwykle w punkt.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • pade 25.06.19, 10:34
    Od sfrustrowanych niuniusiów.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kropkacom 24.06.19, 18:38
    Nie łapię się w ramy tego artykułu. Moje dzieci nie mają wszystkiego i raczej chyba nie jestem ambitnym rodzicem big_grin Za o na pewno jestem nadopiekuńcza. Chociaż może po prostu wygodna? Ogólnie dzieci są zawsze zakładnikami swoich rodziców a ci zawsze popełnią jakieś błędy. Ważne aby w którymś momencie było nas stać na refleksję.
  • fornita111 24.06.19, 19:43
    Samodzielnoscia mlodego pokolenia bym sie nie martwila. Pamietam moich obecnych lokatorow, jak sie wprowadzali do mieszkania- za raczke z mamusiami, nic nie wiedzieli, nic nie umieli kolo wlasnego tylka zrobic... Kilka lat minelo i sa normalnymi ogarnietymi mlodymi ludzmi- ucza sie, pracuja, z codziennoscia sobie radza. Kurcze, chyba wtedy tak mnie zirytowali, ze zalozylam nawet watek na forum w stylu "co z tych dzieciakow wyrosnie" big_grin
  • katja.katja 24.06.19, 19:44
    Nie czytujemy "Zwierciadła". "Pani Domu" oraz "Vivy" też nie smile

    --
    Nie dam się wygasić!
  • slonko1335 24.06.19, 19:45
    Stoję gdzieś pośrodku. Mamy fantastyczne podwórko a ja z tych leniwych z ulgą zamykająca za dziećmi drzwi ale nie wyobrażam sobie żeby mój dziesięciolatek latał bez nadzoru przez miesiąc wakacji gdzieś i robił coś tam całymi dniami...nie wyobrażam też sobie żeby nie zrobił zakupów, nie załatwił drobnych sprawunków, nie przygotował sobie posiłku, nie poszedł sam do szkoły czy nie dojechał autobusem do babci albo skateparku.

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • oqoq74 24.06.19, 20:12
    Może i autorka się oparła na postach z ematki albo i innego forum. Ale czy ematka jest reprezentatywna, nie sądzę. Być może w mniejszych miastach parcie na zajęcia jest niezbyt widoczne, albo mam już za duże dzieckosmile Nigdy nie naciskałam na zajęcia dodatkowe, bo inni chodzą. Pytałam, proponowałam, jak syn mówił nie, nie chcę, nie było tematu. Syn ma różne obowiązki.
    Rozmawiamy na różne tematy, śmierci, chorób, rozwodów itd. Syn wie, że z wszystkim może przyjść, ale też ma sporo samodzielności. Czasami zaskakuje mnie dojrzałościąsmile
  • kosmos_pierzasty 24.06.19, 20:23
    W moim otoczeniu inicjatywa co do zajęć dodatkowych wychodzi najczęściej od dzieci. Serio nie widzę, aby to rodzice naciskali i wybierali.
  • eliksir_czarodziejski 24.06.19, 20:40
    Moje dzieci niedługo skończą dopiero 4 lata więc wiadomo że wszędzie z nimi chodzę😉 Jak będzie później, nie wiem, myślę że podobnie jak u Ciebie.

    Czasami zdarza mi się przejść późnym popołudniem w tygodniu lub w sobotę po nowym osiedlu z aspiracjami. Bloków jest naprawdę sporo i kompletnie brak tam dzieci... Aż dreszcz przechodzi mnie zawsze jak tamtędy przechodzę. Dosłownie martwa strefa🙁
  • katja.katja 24.06.19, 20:43
    Och, straszne. Ludzie po pracy mogą spokojnie odpocząć w domowych pieleszach, nie wysłuchując ryków pod swoim oknami. Z dyżuru, pracy na zmiany czy po podróży spokojnie przespać się w dzień.
    I nikt ich nie wygania "do domów na pustkowiu jeśli chcą mieć ciszę". Naprawdę straszne. Ludzie w blokach mieszkalnych śmieją mieć ciszę zamiast pokornie wyprowadzać się "na pustynię" bo bachorstwo musi wybawić się pod cudzymi oknami,

    --
    Nie dam się wygasić!
  • afro.ninja 24.06.19, 21:10
    Jako dziecko strasznie sie nudzilam. Mialam mnóstwo wolności, nic mi to nie dało na przyszłość. Wokol mnie rodzice posylaja dzieci na zajecia dodatkowe, ale tak średnio na jeza im sie chce, mnie tez do szewskiej pasji doprowadza wozenie, czekanie, przywozenie.
  • inguszetia_2006 24.06.19, 21:27
    Witam
    Po części się zgadzam, ale wieszczę (już to widzę zresztą) odwrót od dzieciocentryzmu, bo przyszli rodzice będą uczyć się na naszych pokoleniowych błędach. Moja córka akurat jest bardzo samodzielna, raz, że ja mam mało czasu, dwa - mam swoje hobby i nigdy z nich nie rezygnowałam, trzy - sama chciała być samodzielna, bo czuła pismo nosem, że jak się nie postawi to mamusia zagłaszcze kota na śmierć. Mnie ostatnio ubawiło, jak przewodnicząca klasy córki, w LO, powtarzam - w LO!, była oburzona, że rodzice nie zbierają pieniędzy na wielki, piękny bukiet dla wychowawczyni, który ona mogłaby wręczyćbig_grin Człowiek uczy się całe życie i wciąż go coś zadziwia.
    Pzdr.
    Ing
  • pani-nick 24.06.19, 22:31
    U nas jest bardzo podobnie. Mąż ma mocne ciśnienie na dodatkowe zajęcia i całkowite wypełnienie wolnego czasu. Ja go stopuje. I stawiamy na samodzielność. Ostatnio najstarszy (13 lat w tym roku) pojechał pierwszy raz do kina pociągiem. W jedna stronę z kolegami. Z powrotem sam, bo wyjeżdżaliśmy i musiał wrócić wcześniej. Stresa miałam, ale ja w jego wieku dojeżdżałam autobusem do podstawówki w innej dzielnicy i dawałam radę.
    Córka robi mi często kawę z ekspresu, syn smaży jajecznicę, umieją odgrzać coś w garnku, przygotować te wszystkie kaszotta z mrożonek, sami szykują sobie kanapki do szkoły.
    Wysyłam ich po drobne zakupy, ogólnie wymagam samodzielności i ogarnięcia. Często się stresuje w środku, ale kiedy widzę ich „ogarnięcie”, to strach zmienia się w dumę.
  • pani-nick 24.06.19, 22:32
    Podobnie jak u Ciebie *
  • zuleyka.z.talgaru 25.06.19, 06:17
    A jak mój 11latek z kolega pojechal jeden przystanek tramwajowy do kina to sasiadka sie za glowe złapała..
  • katja.katja 25.06.19, 08:44
    Jajecznicę (z moim upośledzeniem) smażyłam w wieku 9 lat. W tym też wieku zaczęłam wychodzić po drobne zakupy. Kanapki również robiłam.
    Pamiętam, że gdyby miała 7 lat i wylądowałam u psychologa bo było coś ze mną "nie halo" jak psycholog (chcąc pewnie sprawdzić czy nie jestem opóźniona) pytała moją matkę czy robię sobie sama herbatę, kanapkę.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • pani-nick 25.06.19, 10:35
    Jesteś upośledzona?
  • boogiecat 25.06.19, 01:12
    Artykul jest wg mnie dosc sztuczny, przerysowany, czarno- bialy, nie wydaje mi sie zeby byl reprezentatywny dla calych dzisiejszych spoleczenstw;
    z tego co obserwuje wokol siebie, ludzie nie funkcjonuja na zasadzie albo albo- samodzielnosc/ wolnosc/ szczescie kontra zajecia dodatkowe/ kierat/ depresja

    Wiekszosc ludzi, ktorych znam, rzeczywiscie zapisuje na zajecia dodatkowe, czesto jedynie zgodnie z upodobaniami dziecka, czasami z przesada w stylu agenda ministra, ale jak najbardziej ucza dzieci wysilku, samodzielnosci, akceptowania porazek w zyciu codziennym, a przynajmniej zdaja sobie sprawe ze to wazne

    Jak tylko jest okazja, to pozwalaja na wspolne zabawy z sasiadami bez zadnej organizacji itp. ja czasami corki nie widuje caly likend bo sie «  gdzies » bawi z mala sasiadka- i gdzies te dzieci zjadly obiad- nie mamy zadnego cisnienia na ucinanie im zabawy celem uskuteczniania jakiejs rozrywki wyzszej, wrecz przeciwnie, matka tej malej jest takim zajeciowym rodzicem ale bardzo sie cieszy ze jej corka sie w likendy pobawi jak prawdziwe dziecko i nauczy budowac naturalnie relacje z innymi dziecmi
    A czasami jakies fajne wyjscie dzieciece zaplanujemy i wtedy tez razem, a dzieci sie ciesza glownie z tego ze moga isc razem

    Mysle, ze ludzie z mojego pokolenia pamietaja wlasne dziecinstwo i chca mimo wszystko, zeby ich wlasne dzieci tez zaznaly takiej zwyklej dzieciecej beztroski, generalnie mysle ze ludzie nie sa az tak glupi jak sie wydaje i wiele spraw, jak i wychowanie wedle takiego czy innego modelu, reguluje sie naturalnie

    Ps z artykulu ten przyklad o dziecku proponujacym umyc naczynia mydlem nie jest smutny lecz smieszny, takie doszukiwanie sie problemow w kazdym gescie jest moim zdaniem niezdrowe

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • evee1 25.06.19, 07:14
    Moje dzieci do sklepu same nie chodziły, bo było do tegoż sklepu 40 minut szybkim krokiem. Więc zakupy ogarnialiśmy w weekend, lub wracając z pracy i często bez dzieci. Ale to im wcale teraz nie przekszadza, jak już umieją jeździć samochodem, żeby to tego sklepu pojechać i zrobić zakupy, jak potrzeba tongue_out.
    Co do artykułu, to podzielam zdanie, że jest on dość przerysowany i jednostronny. Moim zdaniem skupia się wyłącznie na negatywnych aspektach większego zainteresowania rodziców tym co ich pociechy robią i dbania o to, żeby były bezpieczne i miały możliwości rozwoju. Strasznie denerwuje mnie to przytaczanie jak to poprzednie pokolenia miały dobrze, bo miały wolne i mogły "doświadczać" życia. Pokolenie mojej mamy tak go doświadczało, że dwójka znanych jej dzieci wyleciała w powietrze trafiając na niewypały. Całe szczęście moje pokolenie miało już nieco lepiej, ale wypadki też się zdarzały. Ja ciągle chodziłam z pooranymi kolanami, spadałam z huśtawek i trzepaków, w wyniku czego kilkakrotnie ładowałam na pogotowiu dziecięcym i byłam szyta. Chyba opatrzność nade mną czuwała, że nic sobie nie złamałam, ale wstrząśnienie mózgu już udało mi się zaliczyć. Mój mąż często bawił się na torach kolejowych, albo na dachu dziesięciopiętrowego budynku. On też wspomina liczne wizytę na pogotowiu, a to z rozdartym siatką z ogrodzenia kolanem, albo z wbitym z ramię jakimś prętem (pobliska budowa oferowała duże możliwości).
    Oboje byliśmy dziećmi z kluczami na szyi, więc po szkole mieliśmy sporo czasu na takie beztroskie snucie się po osiedlu. Jak sobie czasem wspominamy co wyrabialiśmy z koleżankami i kolegami, to włosy nam dęba na głowie stają jak sobie pomyślimy, co mogłoby się stać naszym dzieciom, gdyby miały podobne "możliwości" jak my. Jako rodzic zdecydowanie wolę NIE i moje dzieci nie snuły sie nie wiadomo gdzie godzinami. I nie, nie wyrosły z nich bynajmniej kaleki, za to żadne z nich nie musiało być szczepione przeciwko wściekliźnie na przykład (jak ja) smile.
    A, ja miałam sporo czasu na zabawy z koleżankami i na podwórkowe życie, mimo, że jak na tamte czasy miałam bardzo dużo zajęć dodatkowych (każdego dnia w tygodniu) i jeszcze musiałam ćwiczyć codzinnie grę na pianinie. Zestresowana wcale się nie czułam, za to nauczyło mnie, to organizacji czasu, co procentowało bardzo później. Wiele dzieci, które trenują sport wiele razy w tygodniu też ma podobnie, bo muzi godzić wiele zajęć na raz i wcale nie jest to całkowicie negatywne doświadczenie.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 08:03
    Przypomniałaś mi, że u nas też budowa pełniła rolę placu zabaw. I faktycznie ponoć działy się tam różne rzeczy, z wypadkami włącznie. Mnie rodzice zabraniali tam chodzić i raczej słuchałam.
    Niektóre dzieci miały treningi sportowe, jak piszesz - codziennie. To też mogę potwierdzić. I te dzieci praktycznie w ogóle nie miały czasu na podwórko. A i byli rodzice, którzy bardzo pilnowali dobrych ocen. Dokładanie tak samo, jak ci na których się teraz tak narzeka.
  • triss_merigold6 25.06.19, 08:14
    Moje osiedle było wciąż rozbudowywane, trudno było budowy omijać. Aczkolwiek dziewczyny uczyły się bardzo szybko, bo w PRL nachlani z ludu pracującego zaczepiali w niewybredny sposób.
    Dzieci, które chodziły na SKS miały treningi często.
  • evee1 25.06.19, 08:27
    No, ja mimo bycia diablem wcielonym mialam bardzo dobre oceny, wiec to niekoniecznie bylo albo, albo. W szkole sredniej czasem trzeba bylo troche przysiasc faldow, ale wtedy juz raczej nie bylam krolowa trzepaka, tylko w glowie byly mi inne atrakcje - chlopaki, dzierganie i szycie ciuchow (w sklepach bida z nedza), Moravia i pomaranczowa alternatywa. Ale czlowiek byl juz bardziej ulozony i mniej sklonny do wypadkow wink.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • boogiecat 25.06.19, 08:17
    evee1 napisała:

    > Ja ciągle chodziłam z pooranymi kolanami, spadałam z huśtawek i trzepaków, w wyniku czego kilkakrotnie ładowałam na pogotowiu dziecięcym i byłam szyta.

    Mnie cos takiego specjalnie nie szokuje (sama wyladowalam na pogotowiu dwa razy po upadku z hustawki, a hustal mnie tatus😁)
    Francuska federacja kardiologow jak zwykle dobrze to zobrazowala:



    > Jako rodzic zdecydowanie wolę NIE i moje dzieci nie snuły sie nie wiado
    > mo gdzie godzinami.

    Ale chyba tez nie o to chodzilo, ze zwolennicy wolnosci dzieci im pozwalaja na snucie sie nie wiadomo gdzie, bardziej chodzi o zloty srodek moim zdaniem😉




    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • evee1 25.06.19, 08:38
    > bardziej chodzi o zloty srodek moim zdaniem
    Masz racje. Inna sprawa, ze ja troche zjechalam z tematu piszac swoj post, bo artykul traktyje raczej o psychiczna i emocjonalnej stronie wychowania dzieci.
    Natomiast co do Twojego postu, to dzieci nadal moga miec szanse bezepiecznie sie wyszalec, to przeciez zalezy od rodzicow i ich checi. I nie da sie tez zaprzeczyc faktom, ze obecne spoleczenstwa sa mniej sprawne, nie tylko dzieci, ale i dorosli. Lepiej wiec nie sadzac dziecka przed komputerem, zeby samemu spokojnie przed nim zasiasc, tylko pojsc razem z nim na rower, albo nad rzeke, albo do parku linowego, albo gdzie oczy i nogi poniosa.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • evee1 25.06.19, 08:38
    To mialo byc tez do neni, tylko mi sie zle podpielo smile

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • bo_ob 25.06.19, 08:49
    evee1 napisała:

    > Lepiej wiec nie sadzac dziecka przed komputerem, zeby samemu spokojnie
    > przed nim zasiasc, tylko pojsc razem z nim na rower, albo nad rzeke, albo do p
    > arku linowego, albo gdzie oczy i nogi poniosa.
    >

    Gdy miałam naście lat miałam przyjaciółkę. Przyjaciółka miała dziadków w Kazimierzu Dolnym i jeździłyśmy do nich co rok na miesiąc wakacji. Po śniadaniu wychodziłyśmy z domu i wracałyśmy na 16 na obiad. Czas spędzałyśmy poza ich wzrokiem, z tubylczymi dziećmi, które co rok na nas czekały z początkiem lipca. Robiliśmy wszystko na co mieliśmy ochotę.

    Wszystkim dzisiejszym dzieciom życzyłabym takich wakacji.

  • boogiecat 25.06.19, 09:24
    ja tez bym wlasnemu zyczyla, niestety dziadkow na wsi brak, jak to mowi biscotti Life

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • nenia1 25.06.19, 09:00
    No oczywiście, że lepiej się ruszać niż nie ruszać. Problem w tym, że w masie jednak tak się nie dzieje. Mało tego, naprawdę często obserwuję neurotyczny poziom lęku (z mojego punktu widzenia)w podejściu do wychowywania dzieci. Dzieci jeżdżą na rowerze, albo biegną i tylko słyszę "nie tak szybko", "przewrócisz się", "a mówiłam, żebyś tak nie pędził" itd. już nie mówiąc o lęku wszczepianym dzieciom przed zwierzętami. Owszem, trzeba uczyć ostrożnych zachowań, pytanie jednak czy uczymy rozsądnego podejścia do świata, czy widzenia go jako nieustanne źródło zagrożeń i lęków.
  • triss_merigold6 25.06.19, 09:09
    Biorąc pod uwagę liczby pogryzien przez wsiowe burki kiedyś, wcale się nie dziwię.
    Nie mam sklerozy, w PRL chodziłam regularnie do kina i pamiętam Polską Kronikę Filmową, w której zawsze latem informowano o utonieciach dzieci w rzekach i gliniankach i wypadkach też dzieci przy okazji prac rolniczych. To mit, że było ich mało, było makabrycznie dużo.
  • nenia1 25.06.19, 09:42
    Ale ja nigdzie nie twierdzę, że nie było wypadków. Teraz przecież też są wypadki, zwłaszcza patrząc na przyrost ilość wypadków komunikacyjnych. Szczerze mówiąc nie spotkałam się ze statystykami na ten temat na przekroju lat, mam wrażenie, że jednak mówimy bardziej o odczuciach niż faktach. Żyjemy w świecie bombardowani negatywnymi informacjami, media głównie tym żyją, bo to wzbudza największe emocje, komunikujemy się też głównie narzekając i snując czarne wizje, wszczepianie lęku przed psami to wcale nie jest najlepsze rozwiązanie.
  • katja.katja 25.06.19, 10:10
    W miastach nie widzę tego wszczepiania. Bardzo często przechodzę przez park popularny wśród dzieci i psów.
    Matki raczej zachęcają by nie bać się psów (jedna dziewczynka np. podskoczyła ze strachu na sam widok psa, matka zaczęła odwracać uwagę, żeby nie bać się "jamniczka bo to jamniczek się Ciebie boi" i zaczęła śpiewać jakąś piosenkę "o jamniczku", dziewczynka podchwyciła). Niektóre po zapytaniu lub zachęcie przez właściciela pozwalają pogłaskać, inne mają same psy. Często słyszę "Patrz jaki ładny piesek".

    --
    Nie dam się wygasić!
  • katja.katja 25.06.19, 09:27
    Teraz każdy ma jedynaka, rzadziej nieco - dwoje dzieci, jeszcze więcej - rzadkość.
    A zwykle dba się bardziej o pojedynczy egzemplarz, zwłaszcza urodzony w starszym wieku.
    Są badania z których wynika, że o dziwo - dzieci starych pierwiastek (czyli tych przewrażliwionych na punkcie dziubdziusiów) statystycznie rzadziej ulegają wypadkom niż młodszych.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • boogiecat 25.06.19, 09:28
    evee1 napisała:

    > I nie da sie tez zaprzeczyc faktom, ze obecne spoleczenstwa sa mniej sprawne, nie tylko dzieci, ale i dorosli. Lepiej wiec nie sadzac dziecka przed komputerem, zeby samemu spokojnie
    > przed nim zasiasc, tylko pojsc razem z nim na rower, albo nad rzeke, albo do parku linowego, albo gdzie oczy i nogi poniosa.
    >

    calkowita zgoda, jak mowi nenia lepiej sie ruszac niz nie ruszac, a ze dzisiejsze masy maja tendencje do nie ruszania, a na to rozne sposoby- FFC jak zwykle na wysokosci zadania:






    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • ichi51e 25.06.19, 10:02
    Ten artykul w ogole nie jest o tym ze dzieci zagonione tylko ze dzieci zagonione, zaupiekowane a milosci i faktycznej uwagi rodzica nie doswiadczaja. I w tym jest problem nie w zajeciach

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • pade 25.06.19, 10:32
    Tak, o tym jest ten artykuł.
    Ale zajęcia mogą być też po to, by dziecko nie kręciło się pod nogami i nie domagało uwagi. Jest zaopiekowane? Jest. Rozwija się? Rozwija. Samo dobro.
    A zajęcia jak to zajęcia, pod dyktando prowadzącego lub trenera.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 15:07
    boogiecat napisała:
    bardziej chodzi o zloty srodek
    >
    >
    Jak zawsze.
    I jak zawsze jest tu jakieś dopatrywanie się skrajności, które łatwo da się wykorzystać, żeby napawać się swoją fajnością w porównaniu właśnie do tych skrajności. Nonsens. Myślę, że zdecydowana większość rodziców wychowuje swoje dzieci sensownie, przynajmniej z takich przeciętnych rodzin.
  • nenia1 25.06.19, 08:25
    evee1 napisała:

    > I nie, nie wyrosły z nich bynajmniej kaleki, za to żadne z
    > nich nie musiało być szczepione przeciwko wściekliźnie na przykład (jak ja) smile
    > .
    Z twoich może nie wyrosły, ale twarde dane wynikające nie z "moje dzieci i znajomej" tylko z prowadzonych stale badań jasno pokazują, że dzieci i młodzież od lat 90 mają coraz gorszą sprawność fizyczną. Niby tyle zajęć, takie zaopiekowanie, nie to co kiedyś włóczenie się bez celu (no bo jak można nie mieć celu) z kluczem na szyi, a w rzeczywistości rośnie nam pokolenie przyszłych cukrzyków, zawałowców, nadciśnieniowców i ludzi otyłych, którzy nie lubią, nie chcą i nie będą się ruszać.
    Owszem, można wszystko zrzucać na rytualne narzekania starszych "ach ta dzisiejsza młodzież" tylko jak w takim razie wytłumaczyć wyniki badań naukowych, które są wręcz alarmujące. Jak do tego dodamy inne dane statystyczne czyli lawiny przyrost samobójstw wśród młodzieży i wzrost samookaleczeń no to chyba widać, że nie jest to tylko narzekanie tetryków, ale coś jest jednak nie halo.

    naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C32850%2Ceksperci-sprawnosc-fizyczna-dzieci-w-polsce-drastycznie-spada.html
    Dla przykładu w 1979 r. – kiedy w Polsce mieliśmy szczyt kryzysu gospodarczego - chłopcy w wieku 10,5 lat byli w stanie utrzymać się w zwisie na drążku na ugiętych ramionach ponad 24 sekundy. W kolejnych latach czas ten ulegał skróceniu - w 1999 r. było to 15,5 sekundy, a w 2009 r. 12 sekund. Co więcej w badaniu sprawności fizycznej przeprowadzonym w 2018 r. wśród uczniów szkół podstawowych, które weszły do programu Aktywne Szkoły MultiSport, czas ten był jeszcze krótszy i wynosił 8 sekund. Podobnie jest z innymi próbami fizycznymi, jak np. skok w dal, które stosuje się do oceny sprawności.
  • triss_merigold6 25.06.19, 08:31
    Przytaczasz najgłupsze badanie, które sprawdza nie sprawność, a siłę. To dziecko, które utrzymywało się na drążku Bóg wie jak długo, prawdopodobnie nie umiało pływać, nie widziało nart z bliska, nie mówiąc o bardziej atrakcyjnych sportach jak tenis, jazda konna, sporty walki czy żeglarstwo (nawet w przasnej wersji PRL).
  • nenia1 25.06.19, 08:36
    Tak sobie to tłumacz. Akurat w moim otoczeniu sporty walki (szczególnie po filmach z Brucem Lee) tenis czy żeglarstwo to nie było nic dziwnego. Prócz tego większość dzieci stale była w ruchu, a jeśli ktoś miał lekką nadwagę, to może jedno, dwoje dzieci w klasie.
  • katja.katja 25.06.19, 08:40
    U mnie w prawie 30 osobowej klasie tylko jedna dziewczynka była gruba (jadła bardzo dużo).
    Jeden chłopak miał co prawda ksywkę "Gruby", ale był raczej mocniej zbudowany.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • triss_merigold6 25.06.19, 08:51
    Pod tym pojęciem rozumiesz treningi czy machanie rękami i podwórkowe karate? Żeglarstwo ktoś uprawiał jak rodzice wysłali na odpowiedni obóz, żeby dzieciak patent zrobił - tylko zamozniejsze kręgi w dużych miastach. Tenis był zdecydowanie bardziej elitarny.
    Nadwaga to co innego, to jest problem, bo idiotki zamiast gotować pozwalają na śmieciowe jedzenie i zaopatrywanie się przez dzieci w szkolnych sklepikach.
  • katja.katja 25.06.19, 08:55
    Pomimo tych trudności dzieciska były sporo szczuplejsze niż dzisiejsze grubasy.
    Właściwie muszę zgodzić się z Oleną w temacie "Polskie grube dzieci'.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • ichi51e 25.06.19, 09:59
    Ja akurat bylam grubasem...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • katja.katja 25.06.19, 10:06
    To chyba nie był Twój jedyny problem.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • nenia1 25.06.19, 09:07
    Treningi, no nie mów, że nie kojarzysz treningów karate, sama nie korzystałam, ale sporo moich kolegów chodziło, ja trenowałam lekkoatletykę, mieliśmy również bardzo sprawnie działające harcerstwo, z naciskiem na musztrę i gry terenowe, wyjeżdżaliśmy również z naszą wuefistką pływać na omegach, wcale nie byliśmy jakimiś zamożnymi kręgami, zresztą mało kto wtedy był. Tenis pewnie był mniej dostępny niż teraz, ale korty tenisowe były i grywało się, bardzo popularny był również badminton, grało się dosłownie wszędzie, jak nie było siatki, rysowało się kredą na asfalcie, albo na ogródkach przez ogrodzenie, no i oczywiście tenis stołowy, to były ogólnodostępne sporty.
  • bo_ob 25.06.19, 09:10
    No i chłopaki kopali piłkę.
  • triss_merigold6 25.06.19, 09:12
    Badminton tak i tenis stołowy. Nigdy w życiu nie wyjechałam nigdzie z wf-istami ze szkół, w szkole był sks - siatkówka, koszykówka, biegi, nic atrakcyjnego dla mnie osobiście.
  • pade 25.06.19, 09:35
    Te idiotki pracują bo muszą zarobić na tenisa i żeglarstwo, a nie mają gastronomicznych teściowych.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • 35wcieniu 25.06.19, 14:22
    "Akurat w moim otoczeniu sporty walki (szczególnie po filmach z Brucem Lee) tenis czy żeglarstwo to nie było nic dziwnego."
    A w moim nikt nie uprawiał wymienionych sportów, bo nikogo nie było stać, skakało się w gumę i ganiało z piłką i tyle.

    I czego to niby dowodzi?

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • kosmos_pierzasty 25.06.19, 15:04


    Akurat w moim otoczeniu sporty walki (szczególnie po filmach z Brucem Lee) ten
    > is czy żeglarstwo to nie było nic dziwnego.

    Oczywiście, że tak. Moda na sporty walki była bardzo powszechna - dżudo, karate. Żeglarstwo się uprawiało w klubach lub harcerstwie, zależy od szkoły.
  • 35wcieniu 25.06.19, 17:22
    No czyli w jednym miejscu było to popularne, tak jak tenis i żeglarstwo, w innym nie.
    Niczego to nie dowodzi ani nie świadczy o niczym.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • nenia1 25.06.19, 18:13
    35wcieniu napisał(a):

    > No czyli w jednym miejscu było to popularne, tak jak tenis i żeglarstwo, w inny
    > m nie.

    Teraz też nie w każdym miejscy jest możliwość żeglowania i też nie każdego stać na prywatne lekcje tenisa. Natomiast nie jest prawdę, że w PRL-u nie było innych zajęć dla dzieci niż tylko zabawy na trzepaku. Temu to dowodzi.
  • katja.katja 25.06.19, 08:38
    Może przykład nietrafiony, ale widać gołym okiem sprawność naszej młodzieży.
    Młodzież odpada po 3 dniach fizycznej pracy "na sklepie", niekiedy i po jednym dniu.
    Tak, są jednostki jak słusznie napisałaś sprawne na nartach, pływające.
    Ale w masie młodzież kondycję ma gorszą i nie ma co się kłócić.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • bo_ob 25.06.19, 08:27
    "– Ważne są też relacje z rówieśnikami – dodaje Małgorzata Rymaszewska. – A także możliwość robienia tego, co dzieci lubią, czas na zabawę. Myślę, że to, co systemowo nie pozwala dzieciom w Polsce czuć się szczęśliwymi, to przeciążenie nauką, nieciekawy sposób nauczania, wymuszanie, żeby poświęcały czas na to, do czego i tak nie mają talentu, a zaniedbywanie tego, co jest ich mocną stroną. Mój synek krótko po rozpoczęciu nauki w szkole skonstatował: „Moje dzieciństwo się skończyło”."

    Co za mądre dziecko - wie, że teraz już do końca życia tylko harówka, żadnej przygody smile

  • katja.katja 25.06.19, 08:34
    Synek ma rację. Ewentualnie odpocznie (jak zdrowie dopisze jako tako) na emeryturze dopiero, gorzkie, ale prawdziwe.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • bo_ob 25.06.19, 08:40
    Właśnie. Chłopiec już wie, że już zawsze będzie musiał robić to, czego chcą inni.
  • boogiecat 25.06.19, 08:39
    Wogole to zdanie z artykulu, ktore przytaczasz, jest malo spojne z reszta artykulu, bo wychodzi z niego ze teraz to juz nawet nie jakies multi zajecia dodatkowe pozbawiaja dzieci dziecinstwa, tylko zwykla szkola ze slabymi nauczycielami i stosem zadan domowych (co samo w sobie nie jest oczywiscie glupia teza)

    A taki komentarz dziecka szescioletniego uznalabym za czarny humor😀

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • bo_ob 25.06.19, 08:43
    Przecież chłopiec ma rację.
    Polska szkoła jest beznadziejna, rodzice nadopiekuńczy, nawet na zwykłe podwórko nie można wyjść bez mamy. Wszyscy tylko kontrolują i mówią co dziecko ma robić - co to za życie? smile
  • boogiecat 25.06.19, 09:20
    ale ja nie mowie, ze nie ma racji- czarny humor polega na tym, ze duzo w nim racjiwink

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • boogiecat 25.06.19, 09:21
    ucielo mi... ale jednak bez przesady!smile

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • an.16 25.06.19, 09:44
    Nienawidziłam przedszkola. Jedzenia na komendę, spania, chodzenia w parach. Doceniania za "ładnie" zjedzony obiadek, uczesane włoski i okrągła buzię. Nigdy taka nie byłam. Byłam zahukaną dzikuską, która odżyła dopiero w szkole. Podobnie moja młodsza o 44lata córka. Z ulga pożegnała się z przedszkolnym drylem i dniem wypełnionym głupawymi zajęciami typu zabawy stolikowe, kucyki czy balet. W szkole nie posiadała się z radości że "wszystko kończy się tak szybko" i praktycznie od 12.00 jest czas na nicnierobieniewink
  • thank_you 25.06.19, 09:37
    Żeby nie mieć tego problemu, zapisałam moje dziecko do szkoły, w której w-f jest 5 x tydz., w tym obowiązkowy basen i sztuki walki; po lekcjach dzieci odrabiają i się uczą i są wypuszczane na zajęcia dodatkowe. Mogę odebrać młodego np. o 15/16/17, który jest po 3 posiłkach, z odrobionymi lekcjami i po ekstra zajęciach, na które - tg - nie trzeba go wozić.
    Dzięki temu może bujać się po osiedlu z kolegami. smile)) Czy robić co tam uważa. Chce na ściankę? Jedziemy na ściankę. Chce na basen? Jedziemy na basen.
  • an.16 25.06.19, 10:22
    Czy robić co tam uważa. Chce na ściankę? Jedziemy na ściankę. Chce na basen? Jedziemy na basen.

    A ty czego chcesz? No chyba, że robiłaś to czego chcesz podczas gdy dzieciak uczył się, trenował i odhaczał te wszystkie zaplanowane zajęcia. Nie wyobrażam sobie pędzenia na ściankę czy na basen bo "dziecko chce". Na szczęście zazwyczaj chcą mieć święty spokój i samodzielnie zapełniać swój czas.
  • triss_merigold6 25.06.19, 10:30
    Ja też nie, może dlatego, że oboje pracujemy w tygodniu. Natomiast w weekend owszem, ale nie tak, że rzucam wszystko, bo dzieci czegoś chcą, zachowajmy proporcje.
  • thank_you 25.06.19, 12:47
    Tez pracuje, ale prace mam taka, ze właściwie w dowolny sposób moge żonglować spotkaniami - przeciez nie mowie, ze moj styl zycia jest jedyny słuszny.
    Z drugiej strony to dziwne, bo jesli dziecko chce tego ruchu, czyli wyjscia na rower/basen to nie wiem czy 5 razy w życiu mu tego odmówiłam. Nie chce mi sie, bo np. pogoda nie jest zachęcająca, ale zmuszam sie.
  • an.16 25.06.19, 13:35
    Pewno jestem sporo starsza i doszłam do etapu, w którym zmuszam się do coraz mniejszej ilości rzeczy. A i dziecko starsze pewno i samo idzie na rower, do koleżanek czy na spacer z psem. Basenu nie lubi i nie zmuszam. Pływała przez 5 lat w szkole. Ja też nie lubię ale się zmuszam, tym bardziej, że basen bez plączącego się obok dziecka jest nawet fajny.
  • thank_you 25.06.19, 12:40
    Dlaczego? Przeciez to jest ruch i rozwój. Na basen wchodzę razem z nim i pływam, na ściankę tylko go wprowadzam. W tym roku zapisze go na sekcje pływacka i w czasie gdy on bedzie ćwiczył, to ja tez bede trenować.
    Oprócz tego przychodzą do nas dwie panie od języków i ucza sie razem z moim facetem lub podwoze go do muzeum i on idzie z jedna swoja ścieżka a ja swoja.
  • asfiksja 25.06.19, 12:37
    > smile)) Czy robić co tam uważa.
    "Co tam uważa" u większości dzieci i młodzieży sprowadza się do wgapiania się w komórkę. Kiedyś urządzałam imprezę dziecięcą syna dla jego kolegów. Jeden wyjął telefon i prawie wszyscy koledzy otoczyli go wianuszkiem i razem sobie oglądali. Mój syn z jeszcze innym chłopcem robili to, co, jak mi się wydawało, zwykle robią chłopcy (skakali przez ognisko, gonili się z kijami itd.). Trochę się zdziwiłam. Ale potem mnie ktoś uświadomił, że to i tak oznaka socjalizacji. Bo każdy mógł wyjąć swój telefon i oglądać swój filmik.
  • thank_you 25.06.19, 12:44
    No nie wiem, moj syn ma komórkę bez internetu, wozi ja w plecaku - oprócz tego ma zegarek z gps.
    Czasami pogra w forze horizon na konsoli, ale zdecydowanie woli wyjsć na rower lub po prostu do dzieci, których jest duzo na podwórku ale biorac pod uwagę proporcje (duze osiedle pełne młodych rodzin) - mało.
    Ale gdy czasami wychodze do niego i gadam z jakimiś rodzicami, to dzieci maja Dzien wypełniony zajęciami i te matki je przewożą z miejsca na miejsce i wola, gdy dzieci przychodzą do domu niż wypuscic swojego na dwór do kolegów.
  • pade 25.06.19, 12:47
    "Ale potem mnie ktoś uświadomił, że to i tak oznaka socjalizacji. Bo każdy mógł wyjąć swój telefon i oglądać swój filmik."
    big_grin

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.