Dodaj do ulubionych

Praca - tlumaczenie ksiazek

29.06.19, 17:52
Wiem, ze są to emamy, ktore sie tym zajmują.

Znam płynnie angielski i mam podobno talent literacki i wyczucie językowe. Mam doświadczenie w tłumaczeniach pisemnych i ustnych, ale nie literatury pięknej. Chciałabym tłumaczyć książki, nie musi być to moje podstawowe i jedyne źródło dochodu. Byloby to dla mnie bardziej wyzwanie zawodowe i przyjemność. Jak zacząć, gdzie się zglosic?
Edytor zaawansowany
  • ira_08 29.06.19, 18:24
    Raczej nie masz szans bez doświadczenia. Tłumaczy angielskiego jest jak mrówek. Ale próbować można - pisz do wydawnictw, a najlepiej zapisz się do odpowiednich grup na facebooku.
  • agonyaunt 29.06.19, 18:33
    A masz jakiekolwiek doświadczenie w tłumaczeniu?
  • rozalia_olaboga 29.06.19, 21:01
    Mam. Umowy, prezentacje, procedury, itd. Plus tłumaczenia ustne. Nie tłumaczyłam nigdy literatury pięknej, a właśnie to bym chciała robić.
  • agonyaunt 29.06.19, 21:57
    Wprawdzie literatura to zupełnie inna bajka, ale skoro nie jesteś zupełnie zielona, to może się udać. Tylko to faktycznie jest ciasny rynek, początki na ogół są bardzo trudne. Ćwicz warsztat (może jakieś podyplomówka dla literackich?), zgłaszaj się do wydawnictw, szukaj konkursów na tłumaczenia literackie. Jak już złapiesz pierwsze zlecenie to potem jakoś idziesmile Tylko nie bierz byle czego od byle kogo za byle jakie pieniądze, bo nie warto i szkoda sobie nazwisko spaprać.
  • rozalia_olaboga 29.06.19, 22:36
    Na podyplomowke na pewno się nie zdecyduję, przynajmniej na razie. Może później, jeśli by się okazało, że dobrze mi idzie i chciałabym iść w tym kierunku. Pomysł z konkursami bardzo mi się podoba, dziękuję za podpowiedź!
  • potworia116 29.06.19, 23:59
    I miej w zanadrzu jakiś numer popisowy, coś ultratrudnego z klasyki: monolog z Szekspira, fragment Finnegans Wake albo Ziemi Jałowej, wiersz Emily Dickinson - żeby w razie potrzeby pokazać wydawnictwu i wywołać wśród fachurów efekt wowsmile
  • chococaffe 30.06.19, 12:39
    Który wydawca jest w stanie ocenić tłumaczenie "fragementu Finnegans Wake"? wink
  • potworia116 30.06.19, 18:06
    Hm, ambitny? wink
  • chococaffe 30.06.19, 18:17
    Sorry, ale proponowanie komuś kto nigdy nie robił tłumaczeń literackich i o kim nie wiemy jakie ma zaplecze wiedzy literacko-historycznej, aby zaczął od "fragmentu Finnegans Wake" jest trochę...hmmmm... ryzykowne.wink

    I nie chodzi o ambicje, ale o kompetencje. Nie widzę nikogo poza Bazarnik albo Jarniewiczem, który by ocenił w miarę kompetentnie (o ile w ogole by zechciał)
  • 21mada 30.06.19, 18:30
    >proponowanie komuś kto nigdy nie robił tłumaczeń literackich i o kim nie wiemy jakie ma zaplecze wiedzy
    To że my o czymś nie wiemy, nic nie znaczy. Tak właśnie działa to forum - jeśli o czymś nie piszesz, to znaczy że tego nie ma. 😏 Z góry zakłada się też że pytająca nie ma żadnej wiedzy, wykształcenia ani talentu. Co do braku doświadczenia autorki w tłumaczeniach literackich - każdy kiedyś od czegoś zaczynał i każdy tłumacz literacki zrobił kiedyś pierwsze takie tłumaczenie. Nie święci garnki lepią.
  • chococaffe 30.06.19, 18:36
    Mówimy o Finnegans Wake wink
  • chococaffe 30.06.19, 18:37
    p.s. zaryzykuję twierdzenie, że ktoś kto wie jak to tłumaczyć/ma na to pomysł, nie szuka porad na forum o rynku tłumaczeń wink
  • rozalia_olaboga 30.06.19, 21:32
    Ja nie pytam, jak tlumaczyc. Pytam, jak zostać tlumaczem za pieniądze, czyli jak znaleźć wydawnictwo, które za hobby mi zapłaci - to tak w skrócie.
    Jest sporo utalentowanych osób, które swoje wiersze /rękodzieło tworzą "do szuflady" i w pewnym momencie rodzi sie w nich pragnienie, żeby te twórczość pokazać światu. To, że nie orientują sie na rynku, nie znaczy, że nie są dobrzy w tym, co robią.
    Ale fajnie, że napisałaś, bardzo pomogłas 😂
  • potworia116 30.06.19, 21:38
    Mówimy o ambicjach wydawcy, nie tłumaczawink To po pierwsze. Po drugie, wymieniam FW jako przykład czegoś ekstremalnie trudnego, imponującego, pozwalającego zabłysnąć. Po trzecie autorka chce tłumavzyć literayurę nie tyle powodowana chciwością, ile miłością do tejże. Co pozwala mniemać, że jakieś próby przekładu literackiego ma za sobą. A po czwarte: why so serious?
  • chococaffe 30.06.19, 21:51
    Też pisałam o ambicjach i kompetencjach wydawcy. I tłumacza. Byłabym ostrożna z tą możliwością 'zabłyśnięcia" przy okazji FW.

    Polski przekład zabrał KB ponad 8 lat (i nie robił w tym czasie nic innego). Dla niewtajemniczonych próbka:

    "Dla czego ma unieść erwieki, wstać z ziemi, O wołający ty czy tamty: prochy wieków spogodowały że ohorzał? Hora jego zamknięcia już lada; tyksony będą klanksonizować miejsce jego pozytu. Gdyby kto pamiętał o webraniach i tealoftach miał spytać jakiegoś kołokarza dla kogo bociany opuszczają gniazdo Aquilerii, toczarz nie wiedziałby; gdyby inny kto pojednał się z wiarą gdy jego bomba głębinowa zrobiła przelew w naszej kadzi miał –"

    Oczywiście można uznać, że autorka jest wielbicielką Ulissesa, Portretu.. i Hotelu Finna, rozumie wszystkie aluzje i odniesienia między tymi utworami, wyłapie je w FW i voila ..tlumaczenie gotowe. W sumie wszystko możliwe smile.

    Zabronione to nie jest, ale ja bym nigdy nikomu nie radziła, żeby jako pierwsze wprawki przynosił pierwszemu lepszego wydawcy akurat FW. Łatwiej się skompromitować niż zabłysnąć.
  • rozalia_olaboga 30.06.19, 22:15
    Aaaa, jeśli to taka luźna dyskusja, nie personalnie do mnie, to luz wink
    Otóż nie jestem głupia ani naiwna. Pracowałam lata w korporacji, bez namiętności z mojej strony, mam na koncie setki stron tłumaczeń. Mam magistra w dziedzinie humanistycznej i jestem oczytana, ale jednak (a może właśnie dlatego) mierzę siły na zamiary. Nie będę się porywac z motyką na słońce. Wszelkie rady przyjmuję z wdzięcznością i będę je dostosowywać do swoich warunków smile
  • katriel 01.07.19, 12:11
    > Mam magistra w dziedzinie humanistycznej i jestem oczytana, ale jednak (a może właśnie dlatego) mierzę siły na zamiary.

    Ja nie mam magistra w dziedzinie humanistycznej, ale jednak (a może właśnie dlatego) zdaję sobie sprawę, że "mierzyć siły na zamiary" oznacza "stawiać sobie ambitne cele, a siły i środki do ich realizacji jakoś się znajdą". Potępianą w "Pieśni filaretów" alternatywą jest przecież "mierzenie zamiarów podług sił", czyli właśnie dostosowywanie planów i ambicji do posiadanych możliwości. Gdybyś naprawdę mierzyła siły na zamiary, to rzuciłabyś się na to nieszczęsne "Finnegans wake" bez namysłu.


    --
    Ach, jaki pyszny jest szpinaczek!
    Ach, jaki pyszny jest buraczek!
    Ach, jaki brudny mam śliniaczek!
    Ach, jaki cudny niemowlaczek!
  • potworia116 01.07.19, 00:13
    Bierzesz bardzo dosłownie coś, co miało być garścią inspiracji, żadną dosłowną „radą”.Oczywiście autorka powinna wybierać z puli autorów, których kocha i czuje. Nie musi być FW. Chyba, że akurat trafiłamwink
  • valla-maldoran 29.06.19, 18:51
    Nie chcę cię zniechęcać, ale bez kogoś znajomego w wydawnictwie raczej nie masz szans. To bardzo ciężki i hermetyczny rynek. Lepiej znajdź sobie inną pracę.
  • rozalia_olaboga 29.06.19, 21:01
    Mam inną pracę, ale chciałabym spróbować tłumaczeń wink
  • stephanie.plum 29.06.19, 19:43
    zgłoś się do Harper-Collins (o ile zaczęcie od tłumaczenia romansideł nie jest poniżej twej godności)

    dadzą Ci próbkę. zrobisz, odeślesz.

    będą zadowoleni, to dostaniesz powieścidło do tłumaczenia na umowę o dzieło.

    tylko uwaga - honoraria nie powalają. duppy nie urywają.


    --
    idę tam, gdzie idę
  • stephanie.plum 29.06.19, 19:46
    i nie, ten rynek wcale nie jest hermetyczny, nie trzeba zaklęć "sezamie, otwórz się".

    po prostu honoraria są słabe, a zlecenia dostają ci, którzy mimo to tłumaczą dobrze.

    --
    idę tam, gdzie idę
  • rozalia_olaboga 29.06.19, 21:00
    Dziękuję baaardzo smile
  • chersona 30.06.19, 10:41
    zgadzam się z doświadczoną przedmówczynią, choć dodałabym, że zlecenia dostają też tłumacze, którzy niekoniecznie tłumaczą dobrze, ale potrzebują na gwałt pieniędzy i godzą się zrobić coś bardzo szybko, za marne pieniądze. nie przetłumaczyłam żadnej książki, ale mam wokół siebie tłumaczy. bywały sytuacje, kiedy znajoma tłumaczka już pod 70-tkę - odmawiała tłumaczenia, bo uznała,  że czasu ma za mało a język książki jest dla niej dość trudny. potem widziała, że książkę przetłumaczył młody człowiek, który np. francuski idiom 'przymierać głodem' (manger de la vache enragee) przetłumaczył jako choroba szalonych krów. Było w tym tłumaczeniu mnóstwo innych baboli, które redakcja przepuściła.
    Inna moja znajoma, gdy potrzebowała na gwałt gotówki uderzała do wydawnictwa amber (tak jak mówi Stephanie.plum można poprosić tam o próbkę tekstu - sama tak zrobiłam, ale mnie nie wzięli) i przez dwa miesiące wakacji tłumaczyła książkę - romansidło za co dostała psie pieniądze wypłacane w ratach i wręcz wyżebrane, bo tak wydawnictwa postępują. Płacą mało i nie zawsze w terminie.
    Te lepiej płacące wydawnictwa mają swoich tłumaczy - a przynajmniej jedno takie znam.
  • daniela34 30.06.19, 18:29
    Co do tej jakości tłumaczenia to zgadzam się- od dawna staram się książki anglojęzyczne czytać w oryginale, bo tłumaczenia są coraz gorsze- błędy wynikające z nieznajomości realiów i tragiczne tłumaczenia związków frazeologicznych są na porządku dziennym. Jedną książką wydaną przez Zwierciadło zdarzyło mi się jakiś czas temu rzucić o ścianę po znalezieniu piętnastego błedu polegającego na dosłownym przetłumaczeniu związku frazeologicznego
  • gryfna-frelka 30.06.19, 20:27
    Niestety, mam tak samo - wole czytac w jezyku oryginalnym bo choc po polsku czyta mi sie jednak latwiej to dostrzegam i bledy w tlumaczeniach i zupelnie inne oddanie mysli (a wlasciwie oddanie innej mysli). Mam kilka-kilkanascie ksiazek w dwoch wersjach (PL i oryginal) i w niemal wszystkich przypadkach wersja polska odbiega jednak od oryginalu. Niestety.
  • stephanie.plum 30.06.19, 23:05
    "Kubusia Puchatka" Ireny Tuwim, miałaś, i tłumaczenia Żeleńskiego?
    odbiegają od oryginału i to jak, ale czy można powiedzieć, że "niestety"?

    chyba nie w każdym przypadku...

    (nie mówię o partaczeniu, ale o czymś, co nazwałabym marginesem inicjatywy tłumacza)

    --
    idę tam, gdzie idę
  • daniela34 30.06.19, 23:12
    Myślę, że i Frelka i ja mówimy raczej właśnie o partaczeniu, Kubuś Puchatek (a z nowszych Harry Potter) i tłumaczenia Żeleńskiego to jednak inna para kaloszy.
  • stephanie.plum 30.06.19, 23:27
    oczywiście, ja tylko tak próbuję się pocieszyć, że nie każdy "niewierny" jest partaczem...

    --
    idę tam, gdzie idę
  • gryfna-frelka 01.07.19, 12:25
    Nie napisalam tego wyzej : czytam ksiazki popularnonaukowe i to do nich sie odnosilam. W ich przypadku poprawne tlumaczenie jest bardzo wazne.
  • daniela34 03.07.19, 13:10
    Uzupełniając moją wypowiedź, czytam teraz książkę walijskiej pisarki, tłumacz przetłumaczył był sobie tak oto: "Nie nosiła broszek ani kółek na nadgarstkach jak pozostałe dziewczęta." I tu pojawia się moje pytanie, czym są kółka na nadgarstki? Owszem, to jest akurat drobny błąd, ale zdarzają się książki, w których każde zdanie najeżone jest takimi niezrecznymi zwrotami.
  • chococaffe 03.07.19, 18:31
    Z ciekawości - z jakiego języka tłumaczył?

    P.S. Trzeba też wziąć uwagę, że sam pisarz mógł tak to określić - trudno mi podejrzewać, że jakikolwiek tłumacz przetłumaczył angielskie (jeżeli tłumaczenie z angielskiego) bracelet na kółka na nadgarstkach.
  • profes79 03.07.19, 18:36
    o ile to było słowo bracelets a nie circles na przykład jako określenie obręczy noszonych na nadgarstkach (przyznam szczerze że nawet nie wiem jak to dokładnie po angielsku może się nazywać).
    Możesz podać jaka to książka i całe zdanie albo dwa oraz rozdział? Sam chętnie spróbuję to znaleźć jeżeli uda się namierzyć oryginał.

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • chococaffe 03.07.19, 18:37
    p.s. 2 - sprawdziłam - walijskie 'breichled " też nie wydaje się być zlepkiem nadgarstaka i kółka. Podejrzewam, że jednak autor użył takiego zabiegu, a tłumacz musiał się do tego odnieść. Czyli skoro autor świadomie zrezygnował z bransoletki to czy tłumacz jest uprawniony do wciskania mu tej bransoletki czy nie.
  • daniela34 03.07.19, 19:40
    Autorka pisała po angielsku. Obstawiam jednak użycie "wrist bangles" - czyli po polsku jak najbardziej bransoleta/bransoletka. Nie sądzę, żeby autorka użyła "wrist circles"- bo po angielsku nie używa się tego w rozumieniu bransoletki. Uważam też, że tłumacz powinien po prostu użyć określenia które funkcjonuje w język polskim i tyle, a nie "kółka na nadgarstki" ktore nie funkcjonuje. A książka to "Moje lato w Tenby" Tracy Rees. Podam później numer strony.
  • chococaffe 03.07.19, 19:49
    Problem polega na tym, że autor literatury pięknej może użyć nawet słowa/słow, których się "nie używa" i trudno ocenić tłumaczenie nie znając oryginału. Oczywiście, że może to być nieprawdopodobny błąd przeoczony nawet przez korektora, ale dopóki nie widać oryginału, trudno ocenić.
  • lumeria 03.07.19, 20:09
    Czasami można ocenić. Jeśli tłumaczenie jest toporne, to naprawdę to czuć. Po prostu źle się czyta.

    Pamiętam jak trafiłam kiedyś na książkę Olgi Tokarczuk w tłumaczeniu ang. - zanim poznałam ja w originale. Czytanie tego czegoś to była tortura....
  • chococaffe 03.07.19, 20:12
    Ale wtedy to zwykle całokształt. (czy tłumaczka Tokarczuk na angielski nie dostała przypadkiem jakiejś nagrody za te tłumaczenia/)
  • lumeria 03.07.19, 20:19
    Nie pamiętam kto to był, ale nie jakieś znane nazwisko.
  • daniela34 03.07.19, 20:14
    No więc ta książka to jest lekki (dość bzdury) romans, zdanie które cytuję powyżej to opis obrazu, na którym są dwie młode dziewczyny, te kółka na nadgarstki pasują tam jak wół do karety...
  • lumeria 03.07.19, 20:22
    Dla mnie coś takiego (ten wol do karety) rozwala cala przyjemność czytania...

    Kiedy tłumaczenie jest świetne, to nie ma się wcale poczucia, ze książka była tłumaczona.
  • chococaffe 03.07.19, 20:26
    Shaw powiedział (seksistowsko) , że tłumaczenie (przekład) jest jak kobieta - albo piękne albo wierne. I tłumacze muszą mieć czas na nieustanne podejmowanie decyzji gdzie się w tej przestrzeni się zmieścić.
  • lumeria 03.07.19, 20:31
    Pelna zgoda smile Zazwyczaj wychodzi 'ładna i trochę puszczalska' smile

  • chococaffe 03.07.19, 20:31
    Romansidła często tłumaczy się "trudniej" wink Kiedyś próbowałam dla wspomnianego tu wydawnictwa Amber - poddałam się po paru stronach - to było tak przeraźliwie głupie, że witki opadały (nie chodzi o sama historię, ale język)
  • lumeria 03.07.19, 20:37
    Aaaa... no i zazwyczaj romansidła są usiane idiomami, aluzjami i podwójnymi znaczeniami - bardzo trudne do przełożenia.

  • chococaffe 03.07.19, 21:02
    To chyba dotyczy całej literatury. IMHO najłatwiej się tłumaczy to co się samemu czyta na co dzień, i.e. jest się osadzonym w stylu, języku, czuje się utwór na poziomie komórkowym.
  • lumeria 03.07.19, 21:34
    Niekoniecznie. Np. kryminały zazwyczaj są pisane dosyć przejrzystym językiem - bo to fabula a nie zwroty językowe maja prowadzić czytelnika do odkrywania tego co się dzieje.

    Zgadzam się, ze najlepiej tłumaczyć to co się lubi i po prostu zna. Podoba mi się co napisałaś - "czuje się utwór na poziomie komórkowym".


  • lumeria 03.07.19, 19:47
    Czy w originale było "bracelets" czy "bangles"?

    Bo 'bracelet to raczej bransoletka, która przylega do ciała, a 'bangle' to właśnie takie kolko na nadgarstku. Jest jeszcze 'cuff' czyli szeroka metalowa bransoletka w kształcie litery C...

    W tłumaczeniu właśnie chodzi o wyczucie takich niuansów, i oddanie ich, jeśli są kluczowe, lub uproszczenie jeśli nadmierna pedantyczność rozwala płynność przekazu.

    To, ze ktoś świetnie tłumaczy korespondencję biznesową czy nawet specjalistyczną (to tez wyższa szkoła jazdy) to nie znaczy, ze nadaje się do tłumaczenia beletrystyki.

    Np. Baranski i Cavanagh oboje byli pisarzami i poetami - zanim podjęli się kluczowych tłumaczeń.


    Wiec ja doradzałabym wątkodajce pracę nad swoim 'warsztatem autorskim' - publikowanie artykułów, opowiadań, felietonów, etc - w druku/prasie i w internecie. Moze założenie swojego literackiego blogu zawierającego jej prace oraz tłumaczenia - czyli budowanie swojego portfolio i rozwijanie swojej marki jako pisarka i tłumaczka.

    Serdecznie życzę powodzenia smile
  • valla-maldoran 30.06.19, 21:01
    chersona napisała:

    Gdy potrzebowała na gwałt gotówki uderzała do wydawnictwa am
    > ber (tak jak mówi Stephanie.plum można poprosić tam o próbkę tekstu - sama tak
    > zrobiłam, ale mnie nie wzięli)

    To wydawnictwo akurat jest znane z tego, że nie płaci.
  • stephanie.plum 30.06.19, 23:08
    ba, nawet z tego, że rozdaje próbki (dzieląc na fragmenty jakieś powieścidło), "nie przyjmuje" tych próbek od kandydatów na tłumaczy, by potem skleić z przetłumaczonych fragmentów całość, lekko wygładzić i voila! książka gotowa.

    --
    idę tam, gdzie idę
  • valla-maldoran 01.07.19, 09:44
    stephanie.plum napisała:

    > ba, nawet z tego, że rozdaje próbki (dzieląc na fragmenty jakieś powieścidło),
    > "nie przyjmuje" tych próbek od kandydatów na tłumaczy, by potem skleić z przetł
    > umaczonych fragmentów całość, lekko wygładzić i voila! książka gotowa.
    >
    O to to.
  • stephanie.plum 30.06.19, 22:57
    racja, oczywiście. żeby tłumaczowi "się opłacało", musi lecieć jak maszyna, strona za stroną.
    jeśli ma doświadczenie, warsztat i wyczucie języka - to jakoś idzie.
    jeśli nie, i w dodatku nie ma czasu, żeby swój tekst dopracować, dostajemy rzeczy, których czytać się nie da.
    jeśli wydawnictwu nie zależy na jakości, tylko żeby było szybko i tanio, to takie tłumaczenia bierze.

    a robią je ludzie, którzy mówią sobie: "póki co nie mam widoków na lepszą pracę, język jako tako znam, to zajmę się tłumaczeniami". no wesołych świąt.

    osobiście kiedyś pracowałam pół roku w pocie czoła nad książką, za której tłumaczenie dostałam cztery tysie.
    ale to było coś wspaniałego, miałam wrażenie, że całe życie czekałam na tego autora.

    ja, zresztą, jestem najwolniej pracującą tłumaczką, jaką znam. prawdziwy ewenement. ale szybko nie umiem, no i już.

    --
    idę tam, gdzie idę
  • valla-maldoran 01.07.19, 09:45
    stephanie.plum napisała:

    >
    > ja, zresztą, jestem najwolniej pracującą tłumaczką, jaką znam. prawdziwy ewenem
    > ent. ale szybko nie umiem, no i już.
    >
    Ja też. smile
  • mama-ola 30.06.19, 19:06
    Wydaje mi się, że musisz zdać egzamin.
  • mama-ola 30.06.19, 19:10
    Sprawdź Stowarzyszenie Tłumaczy Literatury.
  • mae224 30.06.19, 19:36
    ???
  • chococaffe 30.06.19, 19:29
    Nie ma egzaminu na tłumacza literatury.
  • mama-ola 30.06.19, 21:17
    Hmm, polecono mi kiedyś tłumaczkę i jestem prawie pewna, że szło to tak: "jest świeżo po egzaminie, bardzo zdolna". Musiałabym stare maile przejrzeć, żeby się upewnić.
  • daniela34 30.06.19, 21:21
    Może robiła specjalizację translatorską albo egzamin na tłumacza przysięgłego. Tłumaczem literatury może być każdy- znajomy po historii tłumaczył francuskie książki dla pewnego wydawnictwa (kiepskie pieniądze, kiepskue tłumaczenie)- nie mając żadnych formalnych uprawnień
  • mama-ola 30.06.19, 23:15
    Ona się specjalizowała w fantasy.
  • mae224 01.07.19, 06:53
    I twierdzisz, że jest taki egzamin?
  • mama-ola 01.07.19, 08:37
    > I twierdzisz, że jest taki egzamin?
    Już nie twierdzę smile Pamięć mnie zawiodła. Owszem, ta tłumaczka była po egzaminie, ale magisterskim. Nie wiem, czemu zapamiętałam najbardziej, że była po egzaminie, bo to było napisane dodatkowo. Zasadnicza rekomendacja brzmiała tak, cytuję konkretny fragment (były też pochwały): "Dwa lata temu została jedną z laureatek konkursu na przekład literacki z języka niemieckiego i przez dwa lata [...] uczestniczyła w programie mentorskim, zorganizowanym przez Instytuty Goethego w Krakowie i Warszawie oraz Austriackie Forum Kultury, a polegającym na uczestniczeniu w tym czasie w stacjonarnych oraz "sieciowych" warsztatach przekładu literackiego".
  • mama-ola 01.07.19, 08:40
    Piszę to bardziej do autorki wątku smile Może rozejrzy się za konkursami i programami dla translatorów, to się wydaje dobra ścieżka, a nie po prostu "uwierzcie mi, że jestem dobra, i dajcie zlecenie". Mówię to bez złośliwości i życzę powodzenia. Myślę, że to bardzo ciekawa praca.
  • rozalia_olaboga 03.07.19, 21:19
    Dziękuję za sugestie, już ktoś wyżej to podpowiedzial i ja też mysle, ze to dobry trop. Dzięki smile
  • profes79 01.07.19, 08:44
    Nie ma czegoś takiego; sam zajmowałem się tłumaczeniami dla wydawnictwa nie mając kompletnie żadnego przygotowania stricte językowego za to mając podstawę merytoryczną bo chodziło o książki historyczne.

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • valla-maldoran 01.07.19, 09:51
    wirtualnywydawca.pl/job/wydawnictwo-amber-206-tlumacz-2/

    Amber znowu szuka tłumaczy.
    Jeśli chcesz się pobawić, ale z perspektywą, że nie dostaniesz pieniędzy, twoja próbka zostanie wykorzystana do wydania książki i nic z tego nie będziesz miała, to się zgłoś. Na tym portalu tylko to jedno wydawnictwo regularnie daje ogłoszenia, że szukają tłumaczy. Żadne inne.
    Ale może coś innego cię zainteresuje.
    Generalnie jedyna rada to zrobić sobie listę wydawnictw, wysłać do wszystkich maila i czekać.
  • profes79 01.07.19, 10:18
    Napoleon V - wydawnictwo książek historycznych - nie wiem czy szukają akurat teraz ale ew. można napisać maila do wydawcy z zapytaniem. Płaci terminowo natomiast są to na tyle nieduże pieniądze, że sam traktowałem to jako dochód dodatkowy a czas tłumaczenia miałem liczony w długich miesiącach.

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • babcia.stefa 01.07.19, 10:36
    Ale po co? Jesteś nudzącą się gospodynią domową i chcesz coś robić w wolnym czasie? To się zgłoś na wolontariusza do schroniska dla bezdomnych zwierząt, będzie z tego więcej pożytku niż z generowania tłumaczeń dzieł takich, że w większości szkoda na nie drzew, w dodatku za grosze (stawka 700 PLN za arkusz uchodzi za wypas).

    --
    "Dobrze ze dzieki PiS zostałaś zmuszona zeby zacząć szanować bliskich"
    asmarabis
  • rozalia_olaboga 02.07.19, 00:55
    Schronisko bym chciała bardzo, niestety (a może stety), tu gdzie mieszkam nie ma zapotrzebowania... A tłumaczenia robi się w domu i to mi bardzo pasuje.
  • double-facepalm 03.07.19, 18:58
    Polska Akcja Humanitarna potrzebuje wolontariuszy, m in do zdalnych tłumaczeń.
  • rozalia_olaboga 03.07.19, 21:21
    Ale ja chcę tłumaczyć książki, beletrystykę, nie inne rzeczy, czy to jest takie trudne do zrozumienia?
    Inne tłumaczenia już robiłam, nie chcę wiecej.
  • lumeria 03.07.19, 21:44
    To jest całkowicie zrozumiale, ze chcesz tłumaczyć literaturę.

    Problem w tym, ze jeśli nie masz doświadczenia, to taki start od zera do tłumaczenia bestsellerow jest raczej nierealny.

    Znam tłumaczy którzy przebili się tak (napisałam to już powyżej, przepraszam za powtórkę):

    Wiec ja doradzałabym wątkodajce pracę nad swoim 'warsztatem autorskim' - publikowanie artykułów, opowiadań, felietonów, etc - w druku/prasie i w internecie. Moze założenie swojego literackiego blogu zawierającego jej prace oraz tłumaczenia - czyli budowanie swojego portfolio i rozwijanie swojej marki jako pisarka i tłumaczka.

  • lumeria 03.07.19, 21:59
    Następny sposób to kontakt osobisty z autorami.

    Ci autorzy, którzy współpracują z małymi / niszowymi wydawnictwami, lub sami publikują e-książki, są często otwarci na współprace z tłumaczami, ponieważ ich dzieło w tłumaczeniu podnosi ich prestiż.

    E-wydawnictwo bardzo prężną platformą i są autorzy którzy poprzez nie zarabiają i wybijają się do poziomu bestsellerow (np. Pięćdziesiąt twarzy Greya). Tłumacze tez.







  • agonyaunt 03.07.19, 22:16
    Można i tak, ale tłumaczenie do szuflady nie ma sensu - trzeba sobie zorganizować feedback, inaczej człowiek nigdy się nie dowie co robi dobrze, a co źle. Dlatego sugerowałam podyplomówkę z literackich. Dlatego sugerowałabym najpierw spróbować z tłumaczeniem czegoś z własnej działki (może jakiś poradnik?), ale dla wydawnictwa, żeby zobaczyć jak wygląda cały proces.

    A z tłumaczeniem do internetu sugeruję daleko posuniętą ostrożność, bo prawa autorskie.
  • lumeria 03.07.19, 22:34
    Absolutnie nie sugeruje tłumaczenia 'na dziko' naruszając prawa autorskie innych osób. Dlatego doradzałam kontakt z autorami lub ich wydawnictwami.

    Także można na przykład napisać własny artykuł, opowiadanie czy cokolwiek, potem je przetłumaczyć. I opublikować elektronicznie (jako e-książkę albo blog post), gdzie będzie ten feedback. Po to właśnie by przedstawić te prace jako własny, opublikowany dorobek literacki, kiedy autorka/tłumaczka poczuje się gotowa do pracy z dużymi wydawnictwami.

    Podyplomowki, kluby tłumaczy, konferencje i workshopy tez są świetnymi miejscami by obeznać się w temacie, podpytać tych którzy aktywnie działają w zawodzie.


  • agonyaunt 03.07.19, 23:41
    lumeria napisała:

    > Także można na przykład napisać własny artykuł, opowiadanie czy cokolwiek, pote
    > m je przetłumaczyć. I opublikować elektronicznie (jako e-książkę albo blog pos
    > t), gdzie będzie ten feedback.

    Tylko czy ten feedback będzie wartościowy? Ja bym jednak wolała dostać go od specjalisty, a nie od domorosłego krytyka, który myśli, że się zna, a tak naprawdę gada bzdury.
  • rozalia_olaboga 04.07.19, 05:20
    Powiem wprost - nie mam ochoty na blogi, opowiadania, felietony, etc. Nie chcę pisać, tylko tłumaczyć. Nie muszę też tłumaczyć bestsellerów. Nie ma być to dla mnie główne źródło zarobków, a raczej przyjemność, odskocznia. Więc spróbuję bezpośrednio w wydawnictwach, plus konkursy, a jeśli tak się nie uda, to...trudno. Dzięki za porady!
  • chococaffe 04.07.19, 06:52
    Z ciekawości_ a próbowałas już coś tłumaczyć? Niekniecznie całą wielka powieśc, ale kilkanaście-kilkadziesiąt stron?
  • rozalia_olaboga 04.07.19, 07:32
    Probowalam, kilka lat temu, do szuflady. A tak naprawdę cały czas tłumacze w głowie, czytając cokolwiek, na wszystkie znane mi języki smile po prostu lubię zabawę słowami, stąd ten pomysł.
  • chococaffe 04.07.19, 07:44
    W głowie to nie to samo , bo zwykle to przyjemność i zabawa. Na "papierze" to często żmudna praca i nie każdemu (temperamentowi) to odpowiada.
  • rozalia_olaboga 05.07.19, 19:43
    O matko. Przetlunaczylam setki, jeśli nie tysiące, stron, tyle że nie była to literatura piękna. Mam duszę dlubka, lubię siedzieć, dumac i zmieniać, żeby pasowało, więc na pewno się odnajde I w literaturze, przynajmniej w tym aspekcie.
    Naprawdę, wdzięczna jestem wszystkim za porady praktyczne, ale zwróćcie uwagę że pytałam JAK znaleźć taką pracę, a nie czy chce i czy mi się spodoba, i czy będę pierwszym tlumaczem RP. To wyjdzie w praniu wink
  • chococaffe 04.07.19, 07:50
    A z tłumaczeniem do internetu sugeruję daleko posuniętą ostrożność, bo prawa autorskie.

    Można ćwiczyc na tych, które już sa w domenie publicznej.

    Poza tym, chyba wydawnictwo Sic! ma serię wielkich pisarzy w nowych przekładach - nie wiem czy można się dostać "z ulicy" (wątpię), ale jeżeli ma się w miarę udokumentowane zainteresowanie danym pisarzem, utworem (np praca magisterska, jakas publikacja, inny projekt), to może warto się zainteresować nawet bez doświadczenia tłumaczeniowego?
  • rozalia_olaboga 08.07.19, 20:31
    Mały update.
    Napisałam do kilku wydawnictw, i dostałam do tłumaczenia próbki z jednego - tego na A, które podobno nie płaci. Poczytałam, recenzje ma straszne, ani jednej dobrej sad ryzykować stracony czas i poczucie bycia....hm, zrobioną w bambuko? Czy jest może ktoś, kto z nimi współpracował i płacili?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka