Dodaj do ulubionych

Dzieci- tsunami bezradności

05.07.19, 09:38
Naprawdę dobry tekst, który pokazuje, jak (nieświadomie często) rodzice "wypracowują" bezradność, niesamodzielność wielu dzieciaków.
Moja koleżanka jest nauczycielką, mówi, że w swojej klasie licealnej po raz pierwszy miała aż 7 uczniów, które były pod opieką psychologa/psychiatry.
Tekst linka
Edytor zaawansowany
  • triss_merigold6 05.07.19, 09:47
    Aha. I to zaj... samodzielne, między obozem w puszczy, a brzegiem dzikiego kąpieliska i bijatykami na podwórku etc. pokolenie, wychowało te bezradne, nieoswojone z przyrodą i wysiłkiem dzieci. Ciekawe dlaczego.
  • pani07 05.07.19, 09:51
    Wrzucam temat. Za to częsty błąd, jaki zdarza mi się widzieć: "zrealizuję dziecię przez ciebie swoje marzenie".
  • triss_merigold6 05.07.19, 09:54
    Aha. Czyli ludzie wychowani w sposób opisany przez pana z tekstu, marzyli o zupełnie innym modelu dla siebie - kiedyś i później dla swoich dzieci?
  • iwoniaw 05.07.19, 10:01
    No właśnie, też mi się ta refleksja pojawia przy różnych okazjach, gdy znów ktoś wznosi pienia pochwalne dla modelu "rzucano nas z gołymi rękami w dżunglę i raz na tydzień sprawdzano, czy żyjemy i było bosko, mnie się nic nie stało" - jak to się dzieje, że to pokolenie latające samopas z kluczem na szyi, bawiące się patykiem i topiące w gliniankach jakoś nie chce powtórzyć tego modelu i dać tego "wspaniałego" dzieciństwa własnym pociechom? Czyżby jednak nie było ono aż tak wspaniałe?
    Ja już wielokrotnie pisałam - byłam dzieckiem raczej ponadprzeciętnie zaopiekowanym "na tle", a i tak uważam, że w wielu sytuacjach moi rodzice mieli więcej szczęścia niż rozumu. Ci mniej od nich przejęci - tym bardziej.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • vodyanoi 05.07.19, 10:09
    Ja proponuję zmienic w koncu ten tekst o dzieciach i napisać taki o starych ludziach.
    Starych, czyli juz koło 60. Bo kiedys to tacy jak złamali nogę czy biodro, to nie bawiono sie w skomplikowane operacje. Nie leczono 80-latkow na to i na owo. Nie bawiono sie w Uniwersytety Trzeciego Wieku (po cholere wydawac kase na bezproduktywne osoby). Dziadkowie byli od tego, zeby zajmowac sie wnukami cale wakacje, a nie bylo, ze nie mają siły czy czasu.
    Starszy czlowiek, jak chcial isc do lekarza, to bral rower lub szedl piechotą, a nie jak teraz, kiedy strach na ulice wyjsc, bo 90-letni dziadkowie i babcie ledwo widzacy i chodzący muszą samochód prowadzic.
    I tak dalej. Pisze z telefonu, wiec nie chce mi sie wymieniac. Gazeta jest w tym dobry, moze podejmie temat?
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:14
    Amen. Starszy człowiek po udarze, z demencją czy po złamaniu kości udowej, leżał sobie spokojnie i umierał w ciągu roku- dwóch na zapalenie płuc i niewydolność oddechowo - krążeniową, zamiast obciążać system i rodzinę przez 20 lat.
  • heca7 05.07.19, 12:21
    Czasem leczono smile Moja prababcia się połamała. Na pewno biodro, chyba miednica. Była blisko 70. Zapakowano ją w szpitalu w Kielcach w taką dziwną łuskę, w której leżała wiele tygodni. Po czym... przetransportowano helikopterem do Warszawy surprised Ani prababcia, babcia, dziadek, nikt, absolutnie nikt z rodziny nie miał żadnych znajomości ani kontaktów. Po prostu zdecydowano, że tylko w taki sposób można ją przewieźć do domu. To był jedyny lot prababci z życiu wink Leciała trzymając swoją córkę za rękę bo strasznie się bała. I pierwsza połowa lat 60 smile

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • summerland 17.07.19, 01:20
    To wspaniale. Kiedys jednak bylo inaczej. Chyba wiecej jest tez starszych ludzi, pokolenie boomu sie starzeje.
  • rosapulchra-0 05.07.19, 13:18
    OJP. Kiedyś też będziesz miała 60 i więcej lat.

    --
    Na forum najrozsadniej jest ze wszystkim sie ukrywać, bo nigdy nie wiadomo co Ci wypomna wink by jak_matrioszka
  • kk345 06.07.19, 15:53
    Niewiele zrozumiałaś z jej wypowiedzi, co?
  • katja.katja 05.07.19, 18:47
    Całkiem nieźle wymyśliłaś, prawie jak ja.
    Mogę dodać o dzieciach jeszcze.
    Kiedyś nie było tylu jedynaków co teraz. Umarł Grześ, który utopił się na gliniance - zwykle zostało jeszcze 1-3 rodzeństwa na chacie.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • hanusinamama 05.07.19, 10:18
    Tak smao beda uwazac twoje dzieci o tobie. Zazwyczaj ja jestem lepszą matką niz była moja matka, ja wychowuje lepiej...Kiedys nie było komputerów, komórek i innych gadzetów ktorym zajeło sie dziecko i rodzic miał wolne. Niedaleko mnie jest super plac zabaw, w srodku sporego osiedla....nigdy nie ma tam wiecej niz 3-4 dzieci...
  • ichi51e 05.07.19, 10:23
    No dobra a jest jakis przykaz siedzenia na placu? Przeciez dzieci w rym czasie moga robic doslownie wszystko zamiast grzebac sie w piachu czy stac do kolejki do hustawki... do tego te place sa dla malych dzieci starszemu trudno cos znalezc interesujacego, pomijajac niedawny watek o 12 ktora mamusie maluszkow przegonily z hustawki bo to przeciez dla dzieci.
    Nie jest tak ze na prawo plac natura i wieczna szczesliwosc a na lewo telewizor komputer i wieczne potepienie.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • iwoniaw 05.07.19, 13:49
    hanusinamama napisała:

    > Tak smao beda uwazac twoje dzieci o tobie.


    No mam nadzieję - moja Babcia (osoba o bystrym umyśle i świadomości, na jakim świecie żyje) zawsze powtarzała, że postęp powinien być i należy dokładać starań, żeby kiedyś nasze dzieci miały lepiej niż my i dokładały starań w kwestii swoich dzieci. Oraz że starzy ludzie to często nie ogarniają wielu spraw i ci, którzy poumierali, to gdyby wstali z grobów, w większości chyżo by do nich wracali w poczuciu, że świat oszalał - ale to nie znaczy, że mają rację, tylko że nie nadążają. I ja się z Nią generalnie rzecz biorąc zgadzam.


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • mondovi 05.07.19, 17:05
    Bardzo fajna wypowiedź. Moja Babcia też się zachwycała postępem i światem. Lubiła nowości i kazała sobie tłumaczyć, jak działa wifi i telefony komórkowe. Potem już przestała pamiętać i raz w tygodniu mówiła: kup mi pepsi, bo nie piłam. Raz jej smakowała, raz nie, ale po kilku dniach: kup mi tą pepsi i pizzę, bo ludzie tak lubią, a ja jeszcze nie próbowałam.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • cruella_demon 05.07.19, 17:12
    Moja babcia też smile
  • ck2 16.07.19, 22:39
    Nadmierne koncentrowanie sie na dzieciach współcześnie nie wyklucza sentymentu do własnego dzieciństwa.
  • princy-mincy 05.07.19, 13:28
    Ale ten artykuł jest bzdurny. Zestawia faktyczny problem nadopiekuńczości, ale przykłady są bezsensowne.
    Co złego jest w kasku na narty czy ochraniaczach na rolki? Naprawdę nie muszę patrzeć na moje dziecko- roślinę po upadku a ono w takim stanie i tak nie będzie już mogło wiedzy przyswoić. Rok temu walnęłam głową o stok i dzwoniło mi w uszach mimo kasku. Gdybym kasku nie miała, pewnie straciłabym przytomność.
    Co do skoków na główkę w niesprawdzonym miejscu- o tym ostrzegano już w latach 80 i 90 a i tak mój kolega z podstawówki zabił się właśnie w ten sposób. Miał 18 lat, dziś dobiegałby 40.
  • katja.katja 06.07.19, 08:53
    18-latka też będziesz wypuszczać tylko na strzeżone plaże? Niedawno współczesny nastolatek utopił się po takim skoku u mnie w mieście. Słyszałam o kolejnej ofierze (już w innej okolicy) -22 latku. Wszyscy chowani współcześnie.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • ichi51e 06.07.19, 09:41
    mam 39 lat i moze raz wlazlam do wody na niestrzezonej plazy. Spokojnie da sie. Brzydze sie.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • potworia116 06.07.19, 16:02
    Taaaa, bo woda się samoczynnie oczyszcza w obecności ratownikasmile
  • vodyanoi 05.07.19, 09:56
    Tak, świetny tekst. Rewelacyjny.
    Gdyby moje dzieci miały takiego dziadka, jak ten tu opisany, to nawet na spacer do sklepu bym ich z nim nie puscila.
  • ichi51e 05.07.19, 10:38
    Pn w wieku ojcowskim raczej nie dziadkowym

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • grey_delphinum 05.07.19, 09:56
    Świetny tekst!

    Tylko z tymi kaskami się nie zgadzam - ich brak to głupota, bo można zrobić sobie coś znacznie gorszego niż małe kuku, które nauczy ostrożności.
  • grey_delphinum 05.07.19, 10:08
    W dzieciństwie miałam duzo swobody, jeździłam na obozy harcerskie i moje dzieci też tak wychowuję - zarówno syn, jak i córka są w harcerstwie (córka już jest dorosła, ale kilka lat opiekowała się zuchami i z nimi też wyjeżdżała, a były wśród nich 6-letnie dzieci).

    Syn w zeszłym roku był na obozie harcerskim i wypasionym obozie z Quatronum. Na pytanie, na który chce jechać w tym roku (terminy się pokrywały) zdecydowanie wybrał harcerski, bo Quatronum i spanie w zamkowych komnatach to nuuuudy panie - lepsze są las, namiot, podchody, własnoręcznie rozpalane ogniska wink

  • ga-ti 05.07.19, 11:22
    Moje dzieci też są w harcerstwie i też jeżdżą na obozy do lasu pod namioty. Ale gdybym nie ufała kadrze to bym na obóz nie puściła. Wiem, że ludzie, którzy jadą są odpowiedzialni, że teren obozu dawno sprawdzony, pod względem bezpieczeństwa wszystko, co jest w gestii ludzi zostało wykonane. Wiem, że dzieci będą używać piły (ręcznej), młotka, toporka, noża, zapałek...i nie mam nic przeciwko, ale jednocześnie gdyby się okazało, że dziecku dzieje się krzywda (jest możliwość kontaktu telefonicznego) to bym zabrała i wyciągnęła konsekwencje.
    Więc swoboda tak, ale nie jest to różnoznaczne z zaniedbaniem i puszczeniem samopas.
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:08
    Tekst jest niewiarygodnym bełkotem, ponieważ:
    - miesza realia polskie i amerykańskie z różnych okresów,
    - nie uwzględnia wpływu czynników ekonomicznych np. na decyzje o mieszkaniu z rodzicami,
    - nie uwzględnia reform oświaty i zmian strukturalnych, które praktycznie zabiły szkolnictwo zawodowe i techniczne w Polsce,
    - rzuca ad hoc różnymi teoriami poppsychologicznymi,
    - nie uwzględnia zmian PRAWNYCH, które wymuszają inne standardy opieki i organizacji usług turystyczno- wypoczynkowych niż 40 lat temu
    Etc.
  • ichi51e 05.07.19, 10:15
    Dodajmy jeszcze ze przez wiekszosc historii ludzie mieszkali wszyscy na kupie tylko teraz sie to panu nie podoba

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • vodyanoi 05.07.19, 10:20
    Dodajmy jeszcze, ze dawniej rzadko kto jadal mięso częściej niz raz w tygodniu. A dobrze, jak w ogole jadał. Jakos magicznie amatorzy kielbasek na biwaku zdają sie o tym zapominać. Dawniej to rowniez nie leczono zębow, a wyrywano. A teraz starzy ludzie (tacy kolo 60) to sobie implanty robią! Co za czasy...
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:22
    Z tym mięsem, pisząc dawniej, masz na myśli, jaki okres, bo chyba nie PRL?
  • ichi51e 05.07.19, 10:26
    Tak triss w latach 80tych jeszcze mieso bylo na kartki, moze nie pamietasz bo mieszkalas wtedy w USA?
    Co oczywiscie nie znaczy ze wszyscy pili wylacznie ocet. Moj ojciec byl pochodzenia wiejskiego i mieska nigdy nam nie braklo. Cale dziecinstwo jadlam cielecinke uszami wychodzila...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:31
    Było na kartki, niemniej w ilości większej niż na 1 obiad w tygodniu. Poza tym były bazary, delikatesy i instytucja baby z cielęciną.
  • ichi51e 05.07.19, 10:41
    Zeby cos kupic na ta kartke to trzeba bylo jeszcze trafic na to miesko. “Stalam po szampon kupilam szampan” wink

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:45
    Weź nie żartuj. Na wszelkie hucznie obchodzone święta, imieniny każdego członka rodziny, urodziny etc. stoły uginały się od żarcia, a prawie każdy miał kogoś na wsi i schab z nielegalnego uboju.
  • bo_ob 05.07.19, 10:47
    triss_merigold6 napisała:

    > Na wszelkie hucznie obchodzone święta, imieniny każdego członka
    > rodziny, urodziny etc. stoły uginały się od żarcia, a prawie każdy miał kogoś
    > na wsi i schab z nielegalnego uboju.

    To u ciebie. U innych nie. Jednak nie każdy miał rodzinę na wsi i schab z nielegalnego uboju.
  • 35wcieniu 05.07.19, 10:50
    Nie napisała że każdy miał.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • ichi51e 05.07.19, 11:01
    Coz resortowcy pewnie mieli

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:50
    No, na przykład myśmy nie mieli nikogo na wsi w odległości, pozwalającej na regularne zaopatrywanie się, żadnych dziadków, nul.
  • bo_ob 05.07.19, 10:55
    My w ogóle nie mamy rodziny na wsi. Ale nie pamiętam też u nikogo suto zastawionych stołów.
  • rosapulchra-0 05.07.19, 13:27
    Jej rodzice to byli aktywni komuniści, więc co ona tam wie o tym, jak sobie radziły normalne rodziny.

    --
    Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
  • katja.katja 05.07.19, 19:08
    A to też racja. Mi pasuje na Jaruzelską. Podobny wiek, też syn, też rozsądna i myśląca i blondynka.
    Może to ona? Trochę zmienia by pozostać anonimowa. Romanse z członkami ochrony na romanse z motocyklistami. Dwóch konkubentów na dwóch byłych mężów.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • triss_merigold6 05.07.19, 19:22
    Łkam 😂
  • ck2 16.07.19, 22:38
    Nie no, Jaruzelska sprawia wrazenie osoby stabilnej. I pewnie ma ciekawsze zajęcia, niż przesiadywanie od lat godzinami na forum.
  • babcia.stefa 17.07.19, 10:12
    Rany, ale bredzenie.

    Moim rodzice nie byli żadnymi komunistami, nigdy nie należeli do partii, skromna księgowa i inżynier.

    Mięso jadaliśmy zdecydowanie częściej niż raz w tygodniu. Co najmniej 3 x, bo w niedziele był schabowy, w sobotę pieczony kurczak, jeszcze w tygodniu się przewinął jakiś mielony.

    Na święta zawsze mieliśmy szynkę i kiełbasę, a na imprezach rodzinnych nie siedzieliśmy przy pustym stole. Pewnie, były to proste rzeczy, typu nieśmiertelna sałatka w majonezie, wędliny i marynowane grzybki. Ale wszyscy wychodzili najedzeni.

    Jasne, odbywało się to kosztem czasu dziadków polujących na żarcie.

    Mieliśmy rodzinę na wsi, ale raczej nie korzystaliśmy, ojciec raz pojechał do nich po ziemniaki, jak nawet chwilowo tego brakło. Natomiast funkcjonował podziemny rynek obiegu mięsa i wędlin, mieszkaliśmy zresztą blisko lokalnego zagłębia prywatnych masarzy i rzeźników.

    --
    "Dobrze ze dzieki PiS zostałaś zmuszona zeby zacząć szanować bliskich"
    asmarabis
  • katja.katja 17.07.19, 10:19
    "Skromna" księgowa i inżynier to nawet wtedy byli zamożnymi ludźmi, nawet jeżeli nie byli w partii.
    Zatem taki wystawny (jak na PRL) styl życia akurat mnie nie dziwi. Wykształconych wtedy było kilka procent społeczeństwa, cała reszta (chyba że wykonywali specyficzne wtedy zawody typu taksówkarz) klepała biedą droga Pańciu i o mięsku kilka razy w tygodniu mogła pomarzyć czy marynowanych grzybkach.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • babcia.stefa 17.07.19, 10:37
    Aż spytałam mojego męża, którego ojciec był robotnikiem niewykwalifikowanym w Hucie Lenina, a matka krawcową, i nie zauważyliśmy dużych różnic w poziomie życia. W święta na stołach było dokładnie to samo, jedzenie takie samo, małżonek zdecydowanie w dzieciństwie nie był wegetarianinem. Różnice były z grubsza takie, że moi rodzice wybudowali dom, a oni mieszkali w bloku, i wcześniej kupili pierwszy samochód (ale to różnica paru lat). PRL był dość egalitarny.

    --
    "Dobrze ze dzieki PiS zostałaś zmuszona zeby zacząć szanować bliskich"
    asmarabis
  • iwoniaw 17.07.19, 11:22
    Nie opowiadaj głupot, w latach 70/80 pensja robotnika była wyższa niż pracowników biurowych, to raz. Dwa, ocet był powszechnie dostępny nawet w okresach totalnych niedoborów wszystkiego, więc marynowane grzybki to był standard przetworów. Które też generalnie ludzie dbający o rodzinę w tamtej epoce robili - tyle że np. do soków czy dżemów to już trzeba było mieć cukier, ale marynowane grzybki? Weź się ogarnij i troluj na jakimś minimalnym poziomie chociaż.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • mikams75 05.07.19, 14:26
    ja tez nie mialam rodziny na wsi, ale spokojnie znajomi znajomych znali kogos, kto chetnie sprzedal a miastowy chetnie kupil i jeszcze sie podzieli z sasiadami, bo przeciez pol swiniaka wcale nie tak latwo bylo przejesc.
  • ingryd 05.07.19, 16:54
    ale mieliscie, zdaje mnie sie obywatelko triss, sklepy resortowe, zamkniete dla ogolu populacji. wiec niczego nie brakowalo, ani mieska, ani mebli, ani mleka w proszku dla niemowlat, ani bezyny, ani wodki, ani kawy, ani papierosow, ani fruktow i owocow egzotycznych. taki byl klimat w owczesnych czasach, szczegolnie w resorcie twojego szanownygo papy, wiec nie wiesz o czym mowisz obywatelko
  • triss_merigold6 05.07.19, 17:00
    O ile dobrze pamiętam, to stałam w kolejkach na osiedlu i moja matka stała w kolejkach, a ojciec nic spożywczego nie przynosił z pracy więc nie, raczej nie. Na jakieś parszywe juniorki do szkoły czy spodenki na wf w wydumanym przez wf-iste kolorze, moja matka polowala jak wszyscy. Z całego serca nienawidziłam ojczyzny lat 80-tych.
  • riki_i 05.07.19, 17:14
    triss_merigold6 napisała:

    > Z całego serca nienawidziłam ojczyzny lat 80-tych.

    Młodsze roczniki nie zdają sobie sprawy z ogromu syfu tamtych lat oraz z tego jaka przepaść dzieliła nas wówczas od cywilizowanego świata.

  • triss_merigold6 05.07.19, 17:28
    Ja, na nieszczęście, poznałam kontrast między tym syfem, a cywilizowanym światem pełnych półek, czystych basenów i szkoły bez fartuchow, co mnie uleczyło z patriotycznych uczuć.
  • riki_i 05.07.19, 19:17
    triss_merigold6 napisała:

    > Ja, na nieszczęście, poznałam kontrast między tym syfem, a cywilizowanym świate
    > m pełnych półek, czystych basenów i szkoły bez fartuchow, co mnie uleczyło z pa
    > triotycznych uczuć.

    No ja też, bo mnie tatuś wkręcil w środowisko artystyczne i mogłem jeździć z nim na Zachód. Już NRD to był lekki szok, a co dopiero po przekroczeniu żelaznej kurtyny.
  • vodyanoi 05.07.19, 10:49
    Moi dziadkowie mieszkali na wsi i tak - schab z nielegalnego uboju byl. Jednoczesnie stoły nie uginaly sie nam od zarcia i mięso jako sztuka mięsa (a nie kluski odsmazane na smalcu czy skwarki do makaronu z serem) absolutnie nie bywalo u nich codziennie na stole. U mojej warszawskiej rodziny rowniez.
    W stolowce szkolnej tak samo (do dzisiaj mnie rzuca na wspomnienie jakze częstego ryzu ze smietaną i cukrem)
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:52
    Bo na stołówkach szkolnych, szpitalnych, kolonijnych etc. przepotwornie kradziono. Personel kradł. Praca na stołówce oznaczała żywienie całej rodziny za darmo, z ówczesnego punktu widzenia, to była rewelacyjna fucha.
  • vodyanoi 05.07.19, 10:27
    A dlaczego cofac sie tylko do PRLu?
    I tak, mam tez na mysli PRL. Jakby mieso bylo tak dostepne bez problemu, to po cholere ludzie robiliby nielegalne swiniobicia? (Bylam, widzialam).
  • pade 05.07.19, 10:34
    triss_merigold6 napisała:

    > Z tym mięsem, pisząc dawniej, masz na myśli, jaki okres, bo chyba nie PRL?

    Ekhm. Za PRL-u mięso było na kartki i trzeba było po nie stać w dłuuugich kolejkach, po kilka godzin. Jeśli ktoś nie miał znajomości to dostawał tyle dkg mięsa, ile było na karteczkach.
    Moja mama wymieniała kartki na alkohol i papierosy na mięso i słodycze dla nas, ale to i tak było za mało, by można było jadać mięso co drugi-trzeci dzień.


    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • amast 05.07.19, 10:53
    > Za PRL-u mięso było na kartki i trzeba było po nie stać w dłuuugich kolejkach, po kilka godzin. Jeśli ktoś nie miał znajomości to dostawał tyle dkg mięsa, ile było na karteczkach.

    Zależy za jakiego PRL-u. Za Gierka było inaczej i za Jaruzelskiego było inaczej. Ale nawet za Jaruzelskiego, na kartki, dziecku przypadało 4 kg mięsa (jakie by ono nie było i jakim wysiłkiem zdobyte), co daje kotleta dziennie wink
  • ichi51e 05.07.19, 11:00
    Pamietajmy ze kartki byly tez na alkohol slodycze i papierosy. Moi rodzice miesnych mieli sporo bo nie pili. Za to byli ludzie ktorzy brali od nich te kartki na wodke i pety w zamian dajac im miesne...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • amast 05.07.19, 11:34
    Ale tego, że rodzice woleli pić i palić zamiast dać dziecku kotleta, nie można zwalać na czasy. Teraz też takich pełno wink
  • pade 05.07.19, 12:37
    Kartki były też na cukier. A jeśli robiło się przetwory (moja mama robiła mnóstwo) to potrzebowało się tego cukru i trzeba było się wymieniać.
    Mnie samą nie tyle kartki co kolejki dobijały, wielogodzinne oczekiwanie a i tak nie dało się kupić wszystkiego, co było potrzebne.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • amast 05.07.19, 12:53
    Jeżeli Twoja mama wolała karmić Cię dżemami zamiast kotletem, to to był jej wybór. Tak jak pisałam - kartka dla dziecka opiewała na 4 kg mięsa w miesiącu. Nie było to może dużo, ale na kotleta codziennie wystarczało. Oczywiście nikt codziennie kotleta nie jadł, problemy z zaopatrzeniem sklepów były, ocet jako jedyny produkt w sprzedaży ciągłej pamiętam, czasy były ciężkie niewątpliwie, ale użalać się, że mięso jadło się 1-2 razy w tygodniu albo tylko w niedzielę "bo PRL" nie uchodzi.
  • triss_merigold6 05.07.19, 12:57
    Amen. O ile dobrze pamiętam, z powodu braków w zaopatrzeniu i kolejek, nie kupowało po 15 dkg wędliny tylko sporo więcej na raz, tak samo z mięsem.
  • iwoniaw 05.07.19, 13:54
    Owszem, stąd popularność zamrażarek (jak ktoś "trafił", to kupował i użytkował). Wielu ludzi potem zresztą z tego powodu latami nie potrafiła się przestawić na kupowanie np. po 10 deka wędliny codziennie, zamiast raz pół kilo.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • massinga 05.07.19, 11:53
    Moje dziecinswo to lata 80-te i mieso bylo na niedzielny obiad.
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:20
    Przez cały okres PRL, zagęszczenie ludzi na izbę było znacznie większe niż obecnie.
    Jest b. prawdopodobne, że te dzieci od jagód, lasów i glinianek, mieszkały w pokoju z rodzeństwem, rodzice spali w tzw. salonie, a w kuchni na leżance koczowała babcia.
  • 35wcieniu 05.07.19, 10:24
    "rodzice spali w tzw. salonie"

    Dużym pokoju. big_grin

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:28
    Dużym pokoju. Dzieci miały szczęście, jeśli nie były upchnięte w jednym pokoju z dziadkami. Były badania w PRL, bardzo rzetelne, ale nienaglasniane, jak śmierć starszego członka rodziny wielopokoleniowej wpływała na relacje w rodzinie i poziom stresu po kilku tygodniach, miesiącach, roku etc. No qrde, wyszło, że już po pół roku poziom stresu znacząco spadał, bo rodzina miała więcej miejsca.
  • iwoniaw 05.07.19, 13:59
    Sama to pamiętam - wiele koleżanek mieszkało nie tylko z rodzicami i rodzeństwem (wspólny pokój z siostrą czy bratem to była norma, bo mieszkanie 3-pokojowe uważane było w budownictwie lat 60/70 za duże i "ustawne"), ale i babciami czy dziadkami (babciami częściej, dziadkowie statystycznie umierali wcześniej i często wówczas taka babcia już sobie nie dawała sama rady np. na wsi). No bardzo ciekawa jestem, ilu z tych sławiących "stare dobre czasy" ludzi 60+ dziś by się zgodziło mieszkać kątem u dorosłych dzieci z dorastającymi wnukami w pokoju i robić de facto za pomoc domową...


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • katja.katja 06.07.19, 08:35
    Dalej aktualne, choć nie o perspektywie "pełnej chaty" mówię sad

    --
    Nie dam się wygasić!
  • katriel 05.07.19, 14:11
    > nie uwzględnia zmian PRAWNYCH,

    Prawda, tyle że - zauważ - zmiany prawne są pochodną zmian w mentalnosci, które to zmiany tekst właśnie krytykuje. Gdyby autor pisał składniej, to może by to napisał.

    --
    Chrzęskrzyboczek pacionkociewiczarokrzysztofoniczny.
  • hanusinamama 05.07.19, 10:11
    Tez zgadzam sie ze wszystkim tylko nie z kaskami. Ostatnio byłam na grilu u znajomych. Ich syn poszedł na rowery z kolegami ( w tym dzieciakiem jednej zaproszonej rodziny). Syn gospodarzy kask zakłada, drugi dzieciak bez kasku. Mowimy ze tam sa takie pagórki zeby kask załozył, na co ojciec tego chłopaka "całe zycie bez kasku jezdziłem nic mi nie jest"....i poszli. Po godzinie wrócili dzieciak z kasmiem miał...pękniety kask. Tak upadł....jak "tatus mądrala" zobaczył jak wygląda kask (bez kasku tak by wygladała głowa...) to zabronił dzieciakowi swojemu isc na rower, na drugi dzien jechali kupić kask.
  • vodyanoi 05.07.19, 10:13
    No tak, wiadomo, kask.
    Szkoda, ze nie mogli pojezdzic, bo kask. Ale pewnie w ramach rekompensaty pusciliscie ich samych, zeby sie pokąpali w jakiejs gliniance, bez plazy i ratownika? Bo przeciez zgadzasz sie ze wszystkim poza kaskiem...
  • memphis90 05.07.19, 10:25
    No przeciez! Kiedyś to nikt kręgosłupa nie lamal i się nie topil! Czytałaś w internecie, żeby ktoś napisał, że umarł, bo wlazl do rzeki...!? Ano właśnie!

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:24
    A co, konkretnie, w nim takiego świetnego?
  • wydramarlenka 05.07.19, 10:07
    Coś mi się tu nie zgadza.
    W roku pańskim 1988 sanepid nakazał na obozie harcerskim urządzić oddzielne stanowisko do obróbki jaj. Nie jest to więc nowy wymysł.
    Moje dziecko jadąc na obóz harcerski 3 lata temu musiało samo zbić i upleść sobie łóżko. I w lesie mieli latrynę a nie toi-toja. I ogniska też palili. Chyba to zależy od kadry obozowej.
    Problemem jest rzeczywiście sprawność fizyczna i manualna współczesnych dzieci. Ale tego nie rozwiążą 4 godziny wf tygodniowo, jeśli ten wf nie zachęca do ruchu. Znam dzieciaki, które omijają szkolny wf jak mogą, a wyciskają z siebie siódme poty na treningach ulubionej dyscypliny.
    Pominę już wielokrotnie omawiany temat kasków i innych zabezpieczeń. Jeśli są to dlaczego ich nie używać?
    To, czy dziecko umie przyszyć guzik zależy tylko od rodziców. Za to szkoła uczy na technice produkowania mostków dla chomika. i to chyba nie wina nauczycieli. Przejrzyjcie sobie podręczniki tongue_out
  • pade 05.07.19, 10:30
    No właśnie.
    Ja miałam przedmiot "Praca technika" przez kilka lat i owszem, zbijaliśmy karmniki, robiliśmy latawce, cięliśmy deski, wbijaliśmy gwoździe, ale również uczyliśmy się : przyszywania guzików, cerowania skarpet, robienia na drutach, na szydełku, gotowania i pieczenia.
    A w domu jak mi magnetofon przestał działać, to nie miałam problemu z rozebraniem go i poszukaniem usterki. To samo z naprawieniem lampki nocnej, włącznie z lutowaniem kabelków. Ba, w liceum uczyłam się na technice budowy pojazdów a potem nie miałam problemu z pomaganiem tacie przy naprawie samochodu. Teraz auta są tak skonstruowane, że żeby wymienić żarówkę trzeba jechać do serwisuuncertain

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • hanusinamama 05.07.19, 10:31
    U mnie w szkole jest zorganizowany dodatkowy wf dla dzieciaków. I jest fajny i zachęcający....ale jest dodatkowy. Wiec chodzi kto? Dzieci sprawne, te ktorym tak naprawde bardziej by sie przydał są zwalniane. ...
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:32
    Bo przy 4 godzinach wf obowiązkowego, kolejny w szkole jest stratą czasu.
  • hanusinamama 05.07.19, 13:08
    Ja pisze po podstawówce nie ma tam 4 godzin wfu. Poza tym częśc dzieci chodzi- te ktore z ruchem nie maja problemu. I sobie bardzo cenia. Są np biegi na orientacje w lesie. Natomiast sama słyszałam jak mama jednego chłopca powiedziała, ze on chodził nie bedzie bo...sie spoci. Dzieciak ma 9 lat nie umie jezdzic na rowerze bo uwaga: jeszcze sie połamie.
  • iwoniaw 05.07.19, 14:01
    Ja pisze po podstawówce nie ma tam 4 godzin wfu.

    A ile niby?


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • hanusinamama 05.07.19, 14:14
    W 2 klasie?!!!!
  • iwoniaw 05.07.19, 14:34
    W 4-8. W 1-3 w ogóle nie ma podziału na przedmioty, bo jest "edukacja wczesnoszkolna", ale zajęć ruchowych w czasie tych 20 h tygodniowo też jest co najmniej 4 h lekcyjne, na pewno nie mniej.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • memphis90 05.07.19, 18:59
    Moje dzieci twierdzą, że wf miały 1x tyg (klasa 0-3). W planie wf nie ma w ogóle.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • andaba 06.07.19, 14:34
    Moje miały 4 godziny, sprawdziłam plany lekcji w szkole - teraz są 3 godziny.
    W 1 godzinę trudno uwierzyć, chyba, że oprócz tego jest basen/lodowisko.
  • anka_z_zielonymi 06.07.19, 14:40
    Mój jest właśnie w 1-3 i ma 2 godziny WF, 1 godzinę korektywy i 2 godziny basenu co daje 5 godzin zajęć sportowych w tygodniu. Ale moj w prywatnej.
  • cruella_demon 05.07.19, 11:52
    Tak, bo "za naszych czasów" to wszyscy na wfie karnie ćwiczyli i nikt się nie migał. Nie było też wfistów z kategorii "macie piłkę i sobie pograjcie". Nie rozśmieszajcie mnie.
  • edelstein 05.07.19, 12:13
    Unikalam WF jak moglam"za naszych czasow"😂

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • cruella_demon 05.07.19, 12:38
    Wstyd się przyznać, bo poza szkołą trenowałam intensywnie, ale chyba nie przećwiczyłam uczciwie ani jednego wfu w życiu big_grin Poza basenem, bo to akurat lubiłam.
  • cruella_demon 05.07.19, 12:40
    Aha oczywiście zawsze miałam 5, szóstkę mieli ci co ĆWICZYLI big_grin
  • cruella_demon 05.07.19, 12:42
    A jeszcze z czasów studenckich, tu już nieco bardziej współcześnie.
    Przed wykładem wchodzi do sali pani z dziekanatu z ogłoszeniem duszpasterskim:
    "wpisy do indeksów z wfu odbędą się wtedy i wtedy w sali takiej a takiej"
    Kumpel zszokowany:
    "TO MY MAMY WF?!!"
    big_grin
  • hanusinamama 05.07.19, 13:09
    A to ciekawe bo u mnie bez zaliczenia wfu nie miało sie zaliczenia semestru...i raczej wszystcy chdozili. Ja chodziłam na basen, dziewczyny na pilates itd...
  • 35wcieniu 05.07.19, 13:11
    No i u cruelli, jak u większości ludzi, było tak samo, dlatego mieli podany termin wpisów.


    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • szeptucha.z.malucha 06.07.19, 14:15
    U mnie na studiach nie było w ogóle wf. Zainwestowali tylko w AZS.
  • cruella_demon 06.07.19, 17:24
    No to zaliczenie przecież było big_grin
    Serio, nie znam ani jednej osoby z całego przekroju uczelni i kierunków, która chodziła na Wf smile
  • triss_merigold6 06.07.19, 17:25
    O, ja chodziłam.
  • eliszka25 05.07.19, 12:36
    O, właśnie takiego nauczyciela miałam w podstawówce. Lekkoatletycznych dyscyplin nie znaliśmy właściwie w ogóle. Raz czy dwa razy w roku mieliśmy jakieś biegi na ocenę, skok przez kozła czy skrzynię, a na reszcie lekcji graliśmy w piłkę nożną (gdy pozwalała pogoda) lub w tenisa stołowego. Nienawidziłam wuefu całym sercem, a w liceum było mi wstyd, bo nie miałam pojęcia, jak się gra np. w piłkę ręczną czy siatkówkę.
  • hanusinamama 05.07.19, 13:11
    Ale czemu zakłądacie ze tak jest w kazdej szkole? Tu wf jest ciekawy i chodzą na niego dzieci...te ktore i tak po szkole jezdzą na rowerze, rolkach czy chodzą na basen. Te "mniej sprawne" sa wypisane z ddatkowego wfu bo sie spocą np. Albo "jeszcze sie w lesie zgbia" (bieg na orientacje).
    Jak jeden z wfów organizowało okoliczne osp (takie zawody drużynowe) to jedna matka wypisała "bo ma padać", nie padało...
  • memphis90 05.07.19, 19:02
    Hanusina, Ty w ogóle masz jakieś dziwne środowisko i dodatku podejrzanie dokładnie wiesz, co kto komu napisal w zwolnieniu, co kto komu powiedział na obozie czy biwaku, kto miał jakie pretensje na wycieczce...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • mikams75 05.07.19, 19:30
    wychodzi na to, ze mialam szczescie - fantastycznych wuefisow, ktorzy tez chetnie prowdzili rozne kolka sks.
  • nenia1 05.07.19, 20:24
    cruella_demon napisała:

    > Tak, bo "za naszych czasów" to wszyscy na wfie karnie ćwiczyli i nikt się nie m
    > igał.

    Może i nie wszyscy karnie ćwiczyli, ale ogólnie dzieci miały o wiele więcej ruchu. Nie było komputerów, w telewizji były 3 programy na krzyż, więc dzieciaki na dworze skakały w gumę, w sznura, grały w piłkę na podwórku i robiły fikołki na trzepaku. Mało kto miał samochód i telefon więc chodziło się wszędzie pieszo, nikt nie zawoził dzieci do szkoły, a chcąc pogadać z koleżanką trzeba było do niej dojść.
    Co byśmy nie mówili wyniki badań pokazują jedno, dzieci są coraz mniej sprawne fizycznie i coraz bardziej otyłe. Nie tylko w Polsce, taka tendencja jest w całej Europie.
  • katja.katja 05.07.19, 20:32
    Przede wszystkim też nie było takiego dostępu do podłego i taniego żarcia jak teraz. Żelki i batony po parę złotych w każdym sklepie, fast foody, chipsy, gotowa pasza, pchana już niemal od niemowlaka.
    Do dziś pamiętam jak z nudów stojąc w kolejce sięgnęłam do półki niedaleko mnie po ... jak się okazało CIASTKA, tak CIASTKA! dla.... niemowlaków powyżej bodaj 8 miesiąca.



    --
    Nie dam się wygasić!
  • cruella_demon 05.07.19, 21:04
    To prawda. Przymierzam się do rozszerzania diety, a że nie chce mi się gotować łyżeczki marchewki wzięłam się za przegląd dostępnych słoiczków. Wiadomo, zaczynamy monoskładnikowo, warzywnie. Czytam etykietkę pierwszej firmy - zupka warzywna, marchew, ziemniak domieszka kalafiora, ok obleci. Firma nr 2 - marchewka z ryżem, marchew-ok, drugie tyle ziemniaka-hmm ale ok, seler, kleik ryżowy-ok, WTF!? SOK Z BIAŁYCH WINOGRON- zdecydowanie nie ok.
  • wapaha 07.07.19, 11:44
    dlaczego sok z białych winogron nie jest ok ?
  • cruella_demon 07.07.19, 11:48
    Bo słoiczek warzywny, ma być z definicji warzywny, a nie dosładzany. Naprawdę takie rzeczy trzeba tłumaczyć?
  • katriel 05.07.19, 14:13
    > To, czy dziecko umie przyszyć guzik zależy tylko od rodziców.

    Moje dziecko nauczyło się przyszywać guziki w przedszkolu, zanim ja się w ogóle zorientowałam, że jest już wystarczająco sprawne manualnie. Rola rodziców zerowa.


    --
    Ach, jaki pyszny jest szpinaczek!
    Ach, jaki pyszny jest buraczek!
    Ach, jaki brudny mam śliniaczek!
    Ach, jaki cudny niemowlaczek!
  • morekac 05.07.19, 14:21
    Wielu starszych panów też nie umie przyszywać guzików.Szyć, gotować i prać.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • ck2 16.07.19, 22:44
    > Wielu starszych panów też nie umie przyszywać guzików.Szyć, gotować i prać.

    Ano właśnie, a i trochę takich panów w wieku średnim by się znalazło.
  • ichi51e 05.07.19, 10:13
    Autor jak ma to w zwyczaju wymyslil sobie teze potem pozbieral argument za bez ladu i skladu. Wyszlo takie tam pitu pitu jak zwykle (www.salon24.pl/u/stefangaudi/583429,rafal-drzewiecki-oszust-z-dziennika-gazety-prawnej)
    Co do opieki psychologa/psychiatry to chyba dobrze. Duzo znam dzieci z wsparciem specjalisty (rodzice sie rozwodza agresja zaburzenia rozwojowe)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • grey_delphinum 05.07.19, 10:40
    W tekście być może wiele sytuacji jest przerysowanych, ale - przynajmniej wg mnie - chodzi o pewne schematy, a te jak najbardziej widzę w swoim otoczeniu np. mój 40-letni brat ciągle, choć zdecydowanie stać go na wyprowadzkę, mieszka z rodzicami (którzy notabene oddali mu swoją firmę, by nie musiał martwić się o pracę, dają na co dzien wikt i opierunek, a dodatkowo ojciec serwisuje mu auto).
    Naprawdę widzę u niego wyuczoną bezradność i , choć często miewa bliskie "koleżanki", żaden z niego kandydat na męża i ojca wink

    W 100% zgadzam się również z tym, że niektórzy rodzice każde "pierdnięcie" dziecka od razu wychwalają pod niebiosa, a dziecko powinno też poznać smak porażki - trzeba tylko umieć zachować balans. Inaczej dziecko wzrasta w przekonaniu, ze jest geniuszem, na którym nie poznał się świat (jak mój brat właśnie) i to dopiero rodzi poczucie frustracji...
  • ichi51e 05.07.19, 10:43
    Ale twoj brat to chyba wychowany w tym wychwalanym prlu?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • triss_merigold6 05.07.19, 10:46
    Skoro ma 40 lat, to tak.
  • memphis90 05.07.19, 13:37
    Ojejciu, cóż, ach cóż, poszło nie tak???

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 35wcieniu 05.07.19, 10:47
    Akurat to że ktoś kto się nie nadaje na męża i ojca, nie zakłada rodziny, to uważam za super sprawę i ogromną zaletę "naszych czasów". Kiedyś też była masa takich ludzi, wielu z nich rozmnożyło się "bo presja" i teraz są ujowymi rodzicami.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • memphis90 05.07.19, 10:22
    Tja, to pierdololo krąży po internetach uncertain Jak na takich herosów wychowanych na spirytusie z cytryną, to ci opiekunowie to straszne marudne pierdoly. Nie da się czytać tych jekow "ojeeeeeeej, a dzieci mają spreeeeeej na komary, za moich czasów to tak nie było", "filtr UV? Po co, czerniak jest taki męski i świadczy o życiowym oganieciu", "buuuu, rodzice do mnie dzwonią z pretencjami, ja się tak nie bawię!". Natomiast mundrosci w stylu "my to skalalismy na główkę gdzie popadnie i NIKT NIGDY nie złamal kręgosłupa" świadczą o tym, że kaski rowerowe jednak robią dobrą robotę - szkoda, że pan autor takiego nie nosil w swoim czasie... Co do strachu przed pajakiem, to pan autor obnaża głęboką ignorancję, bo ponad pół wieku temu (!!!) Gościnny w przygodach Mikołajka opisywal dzieci bojce się kolonii, lasu, wody itd.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • pani07 05.07.19, 10:34
    To jak już przywołujesz Mikołajka, to zauważasz, ze do takiego bezradnego dziecka pasuje tam Ananiasz, chłopczyk w okularach pod nadmierną opieką ze strony mamy- fakt- pozostali szaleli na całego.
  • ichi51e 05.07.19, 10:37
    Gdybsie czyta Mikolajka po latach czlowiek zauwaza ze Mikolaj jest taka sama placzliwa beksa jak Ananiasz. I inni chlopcy tez. Nawet Ananiasz kiedys tam kogos pobil z tego co pamietam. Do tego rodzice Mikolaja skrajnie dysfunkcyjni

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • memphis90 05.07.19, 13:44
    Nie tylko Ananiasz, opowiastki wakacyjne miały swoich bohaterów, choćby chłopczyka, który nie chciał kanapki z tłuszczem (bo ohydna) , chłopczyka, którego mamusia bała się, że się zadlawi kiełbaską czy oscią, chłopca, który bal się wejść do wody, a potem bal się wyjść, jeden panicznie bal się zlowionej ryby... I mieli opiekunow obozowych, którzy pekali po jednym dniu...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • kiddy 05.07.19, 10:32
    Ten tekst jest tak głupi, że nie warto go komentować.
    Czy było tak wspaniale i cudownie "za naszych czasów"? Jakoś ówczesne dzieciaki, dzisiaj dorosłe, nie bardzo chcą wychowywać swoje pociechy w taki sam sposób.
    Jako nastolatka ewidentnie miałam depresję. Po śmierci mojego taty zostałam sama z nieprzepracowaną żałobą i problemami dorastania, bo moja mama sama miała ciężką depresję. Pies z kulawą nogą się nie zainteresował ani w szkole, ani w szpitalu, w którym wylądowałam po ciężkim ataku astmy, moim stanem psychicznym. Rodzina dalsza i bliższa skupiła się na mojej matce, bo ona przecież straciła męża. Ja naprawdę wolę "bieganie po psychologach" niż w dudziemanie problemów dzieci.
    Dodam jeszcze, że uważam, iż jako pokolenie mamy potworne deficyty poczucia bezpieczeństwa i zdrowia psychicznego ogólnie. Wystarczy popatrzeć na rosnącą liczbę chorych na depresję i kilometrowe kolejki do gabinetów psychiatrów i psychologów.
  • vodyanoi 05.07.19, 10:39
    Oj tak, depresja. Kiedys to czlowiek bral sie w garsc i nie narzekal. Nie to co teraz, ze z kazda pierdołą to do psychologa, a kazdy wiekszy smuteczek to depresja. To są święte slowa przyjaciolki mojej matki, ktorą potem z dnia na dzien dopadla depresja taka, ze wylądowala na leczeniu w szpitalu, w wieku 70 lat. A kiedys to sie po prostu albo bralo w garsc, albo przestawalo jesc i umierało. A teraz rozwydrzeni ci starzy ludzie! I tacy delikatni nagle!
  • pade 05.07.19, 10:53
    Kiedyś to człowiek miał określone role i zadania w rodzinie, w społeczeństwie. A teraz można być każdym i mieć wszystko. Wystarczy się postarać.
    To ostatnie zdanie często czytam na ematce.
    Kiedyś ludzie się spotykali bez okazji i przy każdej możliwej okazji, rozładowywali stresy u sąsiadki wpadając po sól, budowali sieć wsparcia wymieniając się dobrami, a dzieci miały stawiane granice przez wszystkich dorosłych, nie tylko rodziców.
    Co nie zmienia faktu, że moim zdaniem, wychowywano dzieci dość surowo i bezdusznie, tak jakby dziecko nie było człowiekiem tylko jakimś tworem, które kiedyś tym człowiekiem się stanie. I pewnie stąd obecna volta i nadmiarowe zajmowanie się emocjami dzieci, oszczędzanie im tego, czego się samemu doświadczyło. Kiedyś pewnie nastąpi równowaga...oby.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • milamala 16.07.19, 23:47
    pade napisała:

    cyt. I pewnie stąd obecna volta i nadmiarowe zajmowanie s
    > ię emocjami dzieci, oszczędzanie im tego, czego się samemu doświadczyło. Kiedyś
    > pewnie nastąpi równowaga...oby.

    Dokladnie, mysle, ze jestesmy na takim rozdrozu. Juz wiemy czego nie chcemy (tego co robili nasi rodzice z nami) ale jeszcze nie wiemy jak to robic zeby bylo dobrze, troche po omacku po prostu robimy odwrotnie.
  • livia.kalina 05.07.19, 10:52
    Zgadzam się z każdym słowem. Całą swoją postawę rodzicielską wypracowałam na krytycznym stosunku do metod wychowawczych moich rodziców. Co ciekawe, mój tata (mama już nie żyje), który całe życie twierdził, że ich rodzicielskie wybory były najlepsze z możliwych, teraz, po latach, obserwując męża i mnie, zgadza się, że kiedyś popełnił mnóstwo błędów i teraz zrobił by zupełnie inaczej. Dotyczy to przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa jak i takiej zwykłej codziennej bliskości.

    --
    super_hetero_dyna:
    "Stalin, choć ludobójca, był jednak człowiekiem dużego formatu."
  • kiddy 05.07.19, 10:57
    Moja mama jest o wiele lepszą babcią niż była matką. W dodatku o mnie i o moją siostrę nie trzęsła się aż tak, jak o wnuki, szczególnie gdy chodzi o kwestie związane z psychologią dziecka. Mój mąż to samo mówi o swojej matce.
  • kurt.wallander 05.07.19, 12:35
    kiddy napisała:

    > Moja mama jest o wiele lepszą babcią niż była matką. W dodatku o mnie i o moją
    > siostrę nie trzęsła się aż tak, jak o wnuki,

    A to akurat typowe.
  • bo_ob 05.07.19, 10:32
    Rzeczywiście bardzo dobry tekst.

    To prawda, że dzisiejsza dzieci są mniej zaradne i mniej sprawne od tych dawniejszych. Ale to dlatego, że dziś mają podstawiane pod nos wszystko gotowe, dawniej gotowego nie było.

    "Młodzi napompowani fantazjami, że są mądrzy, zdolni, wyjątkowi, karmią swoje ego pochwałami – ze strony rodziny, nauczycieli i głównie świata wirtualnego – oraz zarozumialstwem, uznając to za siłę, a skromność za słabość. Potem lądują na kasie w supermarkecie i trudno im to zaakceptować." - święte słowa.




  • kiddy 05.07.19, 10:50
    Przede wszystkim to dzisiejsze dzieci żyją w czasach tak odmiennych od naszych czasów dzieciństwa, że trudno porównywać jedno z drugim. To nie jest nawet zmiana pokoleniowa, to ogromny skok do innej rzeczywistości. Bardzo bym była ostrożna w sugerowaniu, że teraz dzieci mają łatwiej, oj bardzo. P
  • bo_ob 05.07.19, 10:58
    Mnie też się wydaje, że dziś dzieci mają trudniej.
  • feliz_madre 05.07.19, 10:47
    A ja bardzo lubię to powiedzenie:
    Ciekawe, że z pokolenia na pokolenie dzieci są coraz gorsze natomiast rodzice coraz lepsi. A więc z coraz gorszych dzieci wyrastają coraz lepsi rodzice...
  • simply_z 05.07.19, 10:52
    Po prostu spoleczenstwo glupieje..ale to taki cykl. Kiedys wszystko znow pieprznie.
  • hanusinamama 05.07.19, 10:48
    Mnie zastanawia po co wysyłac na obóz harcerski skoro są potem pretensje o ognisko, o komary i o mysie sie w jeziorze??? Jest takiw ybór ze mozna dziecko wysłać na kolonie all incl. Sąsiadki córka była na 2 dniowym biwaku...matki dzowniły zeby nie robić ogniska bo komary, ze bedzie zimno ( wieczorem 15 stopni), jedna zabrała bo dziecko zadzowniło ze spia na rozkładanych łozkach (kanadyjki). Inna dziewczynka popłakała sie bo trzeba było iść na jakas wycieczke ( w sumie 6 km). Dla jasnosci wszystkie info były przekazane wczesniej na spotkaniu z rodzicami, rodzice dostali tez kartkę: ze spanie w takich a takich salach, ze kanadyjki, ze trzeba dać spiwor, ze bedzie wycieczka ze bedzie ognisko. Co spkaować....Połowa dzieci bawiła sie dobrze, połowa rozżalona ze nie ma TV!! ze nogi bolały na wycieczce a ogniska nie było bo jedna matka straszyła kuratorium przez tv....po co wysyłać na taki wyjazd dzieci?? Czy dzisiejsi rodzice nie wiedzą z czym sie wiąze zapisanie dziecka do harcerstwa, czym jest biwak??
  • simply_z 05.07.19, 10:52
    Ludzie nie czytaja po prostu.
  • 35wcieniu 05.07.19, 10:52
    " straszyła kuratorium przez tv...."

    big_grin big_grin big_grin

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • hanusinamama 05.07.19, 11:36
    tel miało być.
  • bo_ob 05.07.19, 10:52
    To przez te telefony. Jakby dzieci na obozie nie miały telefonów, to by nie dzwoniły i prędko przywykły do kanadyjek smile

    Po co dzieciom na obozie telefon?

  • simply_z 05.07.19, 10:59
    Najlglosniej protestowaliby zaraz rodzicesmile. Jak tooo bombelek nie odbiera?
    rosnie nam pokolenie idiotow od najmlodszych lat stawiane na piedestale. Zreszta to juz widac w pracy.
  • bo_ob 05.07.19, 11:07
    Coś w tym jest. Miewam od czasu do czasu zajęcia plastyczne z licealistami, dla chętnych. Prawie wszyscy - chętni! - to kompletne niedojdy życiowe.
  • kropkacom 05.07.19, 11:10
    > Prawie wszyscy - chętni! - to kompletne niedojdy życiowe.

    Słodkie...
  • bo_ob 05.07.19, 11:17
    No nie wiem. Brak podstawowych umiejętności radzenia sobie nie jest słodki, tylko wkurzający.
  • kropkacom 05.07.19, 11:20
    Ja nie oceniam licealistów ale to co napisałaś. I to sarkazm jest.
  • bo_ob 05.07.19, 11:55
    kropkacom napisała:

    > Ja nie oceniam licealistów ale to co napisałaś. I to sarkazm jest.

    Że niedojdę nazwałam niedojdą? No faktycznie straszne smile
  • vodyanoi 05.07.19, 12:09
    Heh
    Lata temu, gdy mój brat był w technikum, jego nauczycielka języka polskiego obrzucała go rozmaitymi epitetami - niedojda, nieuk, debil itp. Brak mial dysleksję, bardzo ciężki przypadek. I jednocześnie był świetny z przedmiotów ścisłych. W wieku 18 lat założył pierwszą firmę, dostarczał pożądany wowczas bardzo internet. Nauczycielka gnębiła go jeszcze bardziej, bo zaczął opuszczac jej zajecia. Az pewnego dnia zadzwoniła pod numer znajdujący się na ulotce znalezionej w skrzynce, bo chciała tez „dołączyć do sieci”. I zjawił się u niej mój brat. A ta idiotka, nieuk, debil i niedojda nie potrafiła nawet z własnego komputera dobrze skorzystać!
    I jak normalnie mój brat był bardzo pomocny przy zakladaniu internetu, wyjasnial, tlumaczył, to tym razem bez slowa podłączył i wyszedł.

    Nigdy nie wiesz, czy kiedys nie trafisz gdzieś na te niesamodzielne niedojdy. Moze w szpitalu, moze w zakladzie samochodowym, moze będą ci drzwi w mieszkaniu montować...
  • bo_ob 05.07.19, 12:20
    To zupełnie nieadekwatny przykład.

    Tu były zajęcia artystyczne dla osób, które zapisały się na nie świadomie. Trzeba było budować duże formy przestrzenne przy pomocy narzędzi, siły i wytrwałości. Mało kto umiał posługiwać się młotkiem, piłą, wiertarką czy śrubokrętem. Dzieciaki opadły z sił po godzinie. Były bardzo zdziwione, że muszą po sobie posprzątać bez pomocy odkurzacza.
    Niedojda to inaczej ciamajda, fajtłapa i niezdara.
  • kurt.wallander 05.07.19, 12:39
    bo_ob napisała:

    > To zupełnie nieadekwatny przykład.
    >
    > Tu były zajęcia artystyczne dla osób, które zapisały się na nie świadomie. Trze
    > ba było budować duże formy przestrzenne przy pomocy narzędzi, siły i wytrwałośc
    > i. Mało kto umiał posługiwać się młotkiem, piłą, wiertarką czy śrubokrętem. Dzi
    > eciaki opadły z sił po godzinie.

    To raczej jakieś zajęcia budowlane, a nie artystyczne. Przypiuszczam, ze moja 12-latka, zainteresowana zajęciami ARTYSTYCZNYMI, równiez wymiękłaby kondycyjnie przy takich zajęciach wink
  • bo_ob 05.07.19, 12:42
    Artystyczne, artystyczne jak najbardziej smile

    Zajęcia były dla 18-latków, którzy planowali studia na ASP.
  • kropkacom 05.07.19, 12:41
    Może nie powinnaś prowadzić tych zajęć albo przystosować je jednak dla młodzieży.
  • bo_ob 05.07.19, 12:42
    kropkacom napisała:

    > Może nie powinnaś prowadzić tych zajęć albo przystosować je jednak dla młodzież
    > y.

    Może jednak, ale nie ty o tym decydujesz smile
  • kropkacom 05.07.19, 12:55
    Zapewniam cię, że gdyby chętni poczytali co piszesz nie uczestniczyli by w tych zajedziach. Nie jestem fanką tego okresu w życiu, ale nie poleciłabym zajęć prowadzonych przez kogoś kto programowo nie lubi młodzieży.
  • bo_ob 05.07.19, 12:59
    co za brednie.
  • kropkacom 05.07.19, 13:12
    Jak chcesz.
  • hanusinamama 05.07.19, 13:01
    Nie lubi bo widzi i mowi ze dzieci niedojdy???hmmm....kocha młodzież ten kto udaje ze nie widzi?? Czy moze widzi ale nie mówi. Bo przeciez dziubdziuś zawsze i wszedzie musi być wychwalony.
  • bo_ob 05.07.19, 13:03
    hanusinamama napisała:

    > Nie lubi bo widzi i mowi ze dzieci niedojdy???

    Bez obaw, ja im mówiłam w oczy, że są niedojdy i nawet się ze mną zgodzili wink
  • kropkacom 05.07.19, 13:11
    > Nie lubi bo widzi i mowi ze dzieci niedojdy?

    Tak. Oczywiście nie tylko.

    > Bo przeciez dziubdziuś zawsze i wszedzie musi być wychwalony.

    Tylko nasz osobisty a inny niewiecznie. Z tej opcji jesteś?
  • hanusinamama 05.07.19, 13:15
    NIe. MOje dziecko nie musi i nie bedzie najlepsze ze wszystkiego. Nie musi odniesc sukcesu. Jak cos robi zle to ma sie dowiedziec ze robi źle. I nie ejstem z opcji ze dzieci zawsze i wszedzie muszą miec zagwarantowane super-hiper-mega-ciekawe rzeczy....bo potem ida w dorosłość i okazuje sie ze jest szara i nijaka.
  • kropkacom 05.07.19, 13:22
    Nie chodzi o najlepsze. Bo niby czemu ma o to chodzić? Uważam, że jeśli ktoś pisze prawie wszyscy, to albo źle prowadzi zajęcia, albo młodzieży nie lubi.
  • bo_ob 05.07.19, 13:34
    kropkacom napisała:

    > Nie chodzi o najlepsze. Bo niby czemu ma o to chodzić? Uważam, że jeśli ktoś pi
    > sze prawie wszyscy, to albo źle prowadzi zajęcia, albo młodzieży nie lubi.

    Złotko, jeśli na 5 osiemnastolatków jeden nie umie użyć wiertarki, drugi śrubokręta, trzeci młotka a czwarty szczotki na kiju to nie znaczy, że instruktor ma im iść na rękę i rozdać kredki i papier, żeby dostosować się do ich możliwości
  • amast 05.07.19, 13:39
    Ja mam więcej niż 18 lat i też wiertarki używać nie umiem (nie, że nie wiem jak działa, tylko nigdy nie używałam). Ratuje mnie trochę to, że pozostałych narzędzi owszem umiem i zdarza mi się używać? Aha, papier i kredki mam własne, jakby coś.
  • bo_ob 05.07.19, 13:42
    amast napisała:

    > Ja mam więcej niż 18 lat i też wiertarki używać nie umiem

    Toteż nie zapisujesz się na zajęcia, na których wiadomo, że ta umiejętność będzie potrzebna.
  • amast 05.07.19, 13:47
    To fakt, nie zapisuję się tylko męża wink
  • memphis90 05.07.19, 19:10
    Wiesz co - mój m. zapisywal się ostatnio na warsztaty produkcji mebli. Niby umie obsłużyć narzędzia, ale pewnie nie wszystkie (tokarki na pewno nie mamy w domu!) , nigdy też nie robil stolu. Gdyby wszystko umiał, to nie szedłby na warsztat, to chyba oczywiste. Ja chciałam iść na warsztat barwienia ceramiki tuszem alkoholowym - nie znam się, w życiu nie robiłam, nawet nie mam żadnego talentu plastycznego. Warsztat jest właśnie po to, żeby mi pokazać, nauczyć. W połowie zajęć mogłabym dojść do wniosku, że w d... mam ceramikę, a od koła garncarskiego dostaję mdłości i że to nie dla mnie. Ale nadal - po to jest warsztat, kurs, zajęcia, żeby spróbować, nauczyć się, pokochać lub wręcz przeciwnie.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • hanusinamama 05.07.19, 14:03
    A koniecznie trzeba lubic?? Serio??? Za chwile trafia na studia gdzie nie wszyscy kochają młodzież..i bedzie rozpacz i zgrzytanie żebami?? To juz są dorosli ludzie...
  • bo_ob 05.07.19, 15:09
    kropkacom napisała:

    > Nie chodzi o najlepsze. Bo niby czemu ma o to chodzić? Uważam, że jeśli ktoś pi
    > sze prawie wszyscy, to albo źle prowadzi zajęcia, albo młodzieży nie lubi.

    Jakie znowu "lubi"? Lubię to ja własne dzieci, kursanci sa mi obojętni.
    Ja tam nie jestem po to, aby ich lubić, tylko po to, aby przygotować ich do studiów: do egzaminu wstępnego i aby nie wylecieli po 1. roku. Studia sa ciężkie, wymagają dużych zdolności manualnych, odporności na krytykę, pokory, cierpliwości i wytrwałości. To czy ich lubię nikogo nie obchodzi. Nie stawiam stopni, nie spotykam się, na szczęście, z ich mamusiami. Wiedzą, że jestem po ich stronie, ale mają wykonywać moje polecenia, tyle.

    Tego, który nie chciał zamiatać szczotką wyrzuciłam z kursu.

  • triss_merigold6 05.07.19, 15:24
    Jak rozumiem, organizator kursu zwrócił pieniądze rodzicom ucznia?
  • bo_ob 05.07.19, 15:27
    Nie pytałam.
  • kropkacom 05.07.19, 16:08
    Nie, nie sugerowałam lubienia. No skądże? To zupełnie inna kwestia. Jeszcze napisz, że sugerują, że masz kochać te "dzieci". big_grin Dalsza część opisu utwierdza mnie w przekopaniu, że traktujesz te zajęcia co najmniej dziwnie. Może szkolisz rekrutów, którzy mają być wysłani na poligon, bo tak mi to wygląda. Bez urazy...
  • memphis90 05.07.19, 13:51
    Niedojdy, bo nie umieją używac wiertarki? No to chyba po to zrobiła zajęcia, żeby młodzież czegoś NAUCZYĆ. Jako 18latka też nie używalam piły, młotka, wiertarki, bo nie było okazji, ba - nawet nie było takich sprzętów w domu. Byłam debilem czy niedojdą w takim razie...? A może moi rodzice to debile i niedojdy, bo nie zapewnili mi udaru i gumowki do zabawy? Trzeba było, to się nauczyłam i tyle...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • hanusinamama 05.07.19, 14:05
    NO ale masz podejscie: trzeba to sie naucze. A nie "ja tego nie umiem, nie bede robic"....
  • kropkacom 05.07.19, 14:06
    Masz szklaną kulę? Czy dyskutujesz sama ze sobą?
  • mgla_jedwabna 05.07.19, 17:26
    Jeśli instruktor zamiast nauczyć oczekuje, że masz umieć, to rozsądkiem jest odmówić niż zrobić sobie lub komuś krzywdę.
  • memphis90 05.07.19, 19:14
    No a po co ta młodzież tam przyszła...? Czy nie po to, żeby się nauczyć...? A to, że operowanie młotkiem czy ręczne wkręcanie srub jest męczące? No jest. I znów - młodzież przyszła na kurs, a nie skręcac na akord meble z Ikei, więc nie widzę powodu, żeby nie pracowała w swoim tempie. Na lanie w d. pę zasługują jedynie co, którzy nie chcą po sobie sprzątnac mimo polecenia.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • hanusinamama 05.07.19, 12:59
    Czyli co??? Za nich wbijać gwoździe i przykręcać srubki??? Albo wiem zrobic takie w aplikacji na telefon...Ja sie nie dziwie ze dzieci niedojdy skoro rodzicom bycie niedojdą własnego dziecka nie przeszkadza...
  • triss_merigold6 05.07.19, 13:03
    Wiesz, że istnieje coś takiego jak drukarki 3D? To a propos aplikacji na telefon.
  • bo_ob 05.07.19, 13:07
    Ale na razie aplikacji jak skręcić z sobą za pomocą śrub dwa drewniane elementy nie ma.
  • hanusinamama 05.07.19, 13:17
    Ale po co to?? Dziubdziuś bedzie na pewno mega projektantem i za niego "ludzie" będą to robic. Potem dzieciak trafia do pierwszej pracy i jest oburzony ze ma po sobie kubek po kawie umyć oraz ze musi sobie sam papiery skserować...on miał od tego miec ludzi!!!
  • hanusinamama 05.07.19, 13:13
    I wszystko musi byc dzisiaj 3d, w aplikacji i online??? Bo inaczej jest nudne??
  • hanusinamama 05.07.19, 12:58
    MOja 7latka z sasiadką chodziły na zajecia artystyczne. Po pierwszych wyzła dziewczynka z płączem!!!! bo pani kazała po sobie posprzatać. Mamusia zabrała dziecko z tekstem "wiecej ttuaj nie przyjdziesz...nie za to płace!!!". Pytam córki. Tak po wszystkim Pani kazała odłożyć stęple i pędzle do zlewu do przygotowanej miski, zakrecic i odłożyc na miejsce farbki i uporządkować miejsce pracy...Dzieci to zrobiły bez zdziwienia, jedna powiedziała ze nie bedzie sprzatać bo jej mamusia załąciła wiec niech po niej posprzatają...
  • bo_ob 05.07.19, 13:02
    Wcale mnie to nie dziwi.

    Ci moi nie chcieli zamiatać szczotką na kiju smile
  • hanusinamama 05.07.19, 13:05
    Pani z zjaec tez nie była zdziwiona czyli nie jest to przypadek 1/1000.
  • 35wcieniu 05.07.19, 11:22
    Weź raz jeden w życiu zrozum post, na który odpowiadasz...

    Wszystko Ci trzeba tłumaczyć a sarkazm pokazywać palcem.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • hanusinamama 05.07.19, 11:37
    U mnie na zebraniu w czerwcu nowoprzyjetych dzieci do klasy pierwszej najwiekszym problemem było ze w szkole nie mozna uzywać telefonów...one w przedszkolu mogły.
  • pade 05.07.19, 10:59
    Nie przez telefony, tylko przez rodziców, którzy panikują, jakby ich nigdy komary nie pogryzły. Imaginują sobie krzywdy jakich doznają dzieci nie zdając sobie sprawy, że odrobina frustracji w kontrolowanych warunkach podnosi poziom sprawczości i wartości własnej. A także pozwala na docenienie własnego pokoju, wygodnego łóżka a nawet ciepłej wody w kraniesmile
    Rodzicom musiałoby się po prostu chcieć łagodnie wytłumaczyć dziecku, że nic mu się nie stanie, że warto potraktować takie doświadczenie jako przygodę, że na pewno da sobie radę. No i umieć rozróżnić, kiedy dziecko faktycznie nie daje rady, kiedy się boi (i wtedy trzeba pomóc oswoić się z lękiem, udzielić wsparcia, albo wręcz zabrać dziecko z obozu czy biwaku) a kiedy tylko wyraża swoje niezadowolenie albo obawy, ale jest w stanie przy odpowiednim wsparciu sobie z nimi poradzić.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bo_ob 05.07.19, 11:05
    pade napisała:

    > Nie przez telefony, tylko przez rodziców, którzy panikują, jakby ich nigdy koma
    > ry nie pogryzły.

    Gdyby dzieci nie miały telefonów, rodzice nie wiedzieliby, że komary je gryzą smile
  • simply_z 05.07.19, 11:10
    Chociaz moja znajoma aktywnie dzialajaca w harcerstwie wyjezdza z podopiecznymi najczesciej w Bieszczady i w takie miejsca gdzie faktycznie tego zasiegu nie ma.
  • pade 05.07.19, 11:12
    Telefon to narzędzie a nie bóstwo. Leży tam, gdzie się go położy, sam się nie przemieszcza i w łapkę nie wciska.
    Poza tym, na wielu koloniach i obozach telefony są rekwirowane i oddawane tylko w określonych godzinach.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bo_ob 05.07.19, 11:18
    pade napisała:

    > Telefon to narzędzie a nie bóstwo.

    Obawiam się, że - niestety - bardzo często bóstwo. Wystarczy się rozejrzeć wokół.
  • kropkacom 05.07.19, 11:20
    Dla nas nie jest bóstwo?
  • 35wcieniu 05.07.19, 11:36
    Jak świat światem, odkąd zaistniała możliwość kontaktu, ludzie z tego korzystali. Dzieci od zawsze z kolonii pisały listy i dostawały je od rodziców, kiedy pojawiła się możliwość dzwonienia budki telefoniczne w miasteczkach turystycznych zaczęły być okupowane przez kolonistów, nic nowego, tylko teraz mają telefon ze sobą.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bo_ob 05.07.19, 11:37
    kropkacom napisała:

    > Dla nas nie jest bóstwo?

    Jakich "nas"? Dla ciebie i mnie?
  • kropkacom 05.07.19, 11:41
    Dla dorosłych.
  • bo_ob 05.07.19, 11:41
    Dzieci nie rozgrzewa? Dziwne smile
  • bo_ob 05.07.19, 11:42
    kropkacom napisała:

    > Dla dorosłych.

    Dla niektórych tak, dla innych nie.
  • kropkacom 05.07.19, 12:42
    To tak jak z młodzieżą. Chociaż generalnie dla wszystkich. I nie tyle telefon, ile internet.
  • hanusinamama 05.07.19, 13:03
    Kropka pisz za siebie. Telefon jest moim narzedziem pracy...jak koncze dyskusje z niezdecydowanym klientem albo kosmiczne rozmowy z panią z urzędu...to telefon idzie w kąt. Wiele razy nie wiem gdzie jest albo jest wyciszony...
  • kropkacom 05.07.19, 13:13
    Teraz jesteś w pracy?
  • hanusinamama 05.07.19, 14:05
    Taaaaaak smile I nie pisze z komórki. Z kompa smile Pracowego...
  • kropkacom 05.07.19, 14:38
    To robi różnicę. Tylko komu?
  • simply_z 05.07.19, 13:45
    bostwem* -odmienia sie
  • ichi51e 05.07.19, 10:58
    Wiesz ja tez jadac do Kazimierza wiedzialam ze beda komary... tyle ze nie myslalam ze az tyle ich bedzie. Kto nie przezyl nie jest w stanie sobie tego wyobrazic. A tu jeszcze dzieci ktorych rodzice truc deetem nie chca wiec daja im bransoletki nasaczone jakims olejkiem cytrynowym...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • hanusinamama 05.07.19, 11:39
    Ale to było ro temu w kwietniu jak tych komarów nie było tyle co teraz!!!
  • loganberry 05.07.19, 11:00
    Tekst delikatnie mówiąc przegiety w druga stronę. Fragmenty o dawaniu dziecku spirytusu, bezpiecznych skokach na główkę i strasznych filtrach uv mnie lekko zdziwiły, przy rzewnym wspomnieniu jak kogoś tatuś spadł za błędy ortograficzne przestałam czytać.
  • loganberry 05.07.19, 11:01
    *sprał
  • 35wcieniu 05.07.19, 11:08
    Niedawne wątki o bieganiu w upale w południe, w pełnym słońcu dowodzą że jednak nadal jest pokaźna liczba rodziców, którzy uważają że dobrze jest jak czasami dziecior dostanie w d... od życia, a jeden czy dwa udary im nie zaszkodzą. PS. Oczywiście udary hipotetyczne, nie można ich w rzeczywistości dostać, bo "oni nie mieli".



    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • simply_z 05.07.19, 11:14
    chodzilo o watek studentow WAT? ehm a co z komandosami biegajacymi w pelnym ekwipunku w sloncu? a jak przygotowuja sie zolnierze w US czy wyjezdzajacy na misje? moze po prostu dzisiejsze pokolenia sa slabsze fizycznie,.
  • 35wcieniu 05.07.19, 11:15
    Nie, chodzi o wątek o szkolnym wfie odbywanym w południe w upale na betonie.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • simply_z 05.07.19, 11:16
    ok
  • cruella_demon 05.07.19, 13:10
    Ja miałam udar i właśnie dlatego w życiu bym nie pozwoliła biegać dziecku w pełnym słońcu.
  • bo_ob 05.07.19, 11:09
    loganberry napisał(a):

    > Fragmenty o dawaniu dziecku spirytusu

    E tak. Jeździłam osobiście z moimi małymi dziećmi w góry pod namiot i zdarzało się, że gdy bardzo przemokły i przemarzły dostawały przed snem gorącą herbatę z wódka dla zdrowotności.
  • triss_merigold6 05.07.19, 11:13
    Nie miałaś nurofenu czy ibupromu?
  • bo_ob 05.07.19, 11:19
    Na pewno miałam aspirynę. Ale wolałam dać wzmocniona herbatę, niż ryzykować zapalenie płuc.
  • triss_merigold6 05.07.19, 11:25
    Aha. Bo rozumiesz, normalni ludzi z dostępem do leków po prostu dają ibuprom lub nurofen, działające przeciwzapalnie i przeciwgoraczkowo.
  • bo_ob 05.07.19, 11:27
    Widocznie nie jestem normalna, czyli - jak wczoraj ustaliłyśmy - przeciętna smile
  • 35wcieniu 05.07.19, 11:37
    No nie wiem, normalny i przeciętny człowiek mając leki nie poi dzieci alkoholem.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • triss_merigold6 05.07.19, 11:43
    Toż właśnie napisałam - normalny człowiek podałby dziecku aspirynę, a nie wódkę.
  • bo_ob 05.07.19, 11:48
    triss_merigold6 napisała:

    > Toż właśnie napisałam - normalny człowiek podałby dziecku aspirynę, a nie wódkę
    > .

    No i dobrze. A ja podałam aspirynę i kubek gorącej herbaty wzmocnionej wódką. Sama też zażyłam.
    Chyba nie wiesz co znaczy zmoknąć i przemarznąć wysoko w górach.
  • pade 05.07.19, 12:16
    Wódkę i leki??

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bo_ob 05.07.19, 12:22
    Tak, całe pół litra.
  • triss_merigold6 05.07.19, 12:23
    Leki ZAMIAST wódki.
  • 35wcieniu 05.07.19, 12:25
    Ale przedmówczyni podała aspirynę i herbatę z wódką.

    Podała to podała, ale żeby się głupotą chwalić?

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • triss_merigold6 05.07.19, 12:30
    Taka oryginalna jest.
  • bo_ob 05.07.19, 12:32
    triss_merigold6 napisała:

    > Leki ZAMIAST wódki.

    Ty chyba rzeczywiście nigdy nie spędzałaś wakacji pod namiotem wysoko w górach, gdzie do najbliższej osady jest godzina drogi a jak pada to ubrania suszy sie nad ogniem a potem wykrusza z nich błoto wink
  • 35wcieniu 05.07.19, 12:36
    No pewnie, Ty jako jedyna bylaś w gorach.

    Serio. J E D Y N A.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • wapaha 07.07.19, 10:31
    Ja spędzałam i spędzam. I kąpię się zimą w przereblu. I pływam dużo i długo w morzu. Raz tylko po takim pływaniu wypiłam łyk herbaty z rumem. Ale jakoś wódki na rozgrzewkę nie pijam. Zreszta-to głupota tak naprawdę-bo alkohol najpierw rozszerza naczynia krwionośne dając uczucie rozgrzania ale potem te rozszerzone naczynia sprawiają , że ciało traci więcej ciepła. Poza tym połączenie aspiryny i alkoholu jest jednym z najgorszych- bo kwas acetylosalicylowy zmniejsza wchłanianie etanolu. Ergo- jego stężenie utrzymuje sie dłużej. Zmniejsza się krzepliwość krwi.

    To nie oryginalność i nieprzeciętność ale GŁUPOTA
  • pade 05.07.19, 12:39
    Przecież napisała, że podała aspirynę i herbatę z wódką.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • pade 05.07.19, 12:41
    Już pominę fakt, że nie podaje się aspiryny dzieciom przed 16 rokiem życia, to łączenie leków z alkoholem w życiu by mi do głowy nie przyszło.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • bo_ob 05.07.19, 12:45
    pade napisała:

    > Już pominę fakt, że nie podaje się aspiryny dzieciom przed 16 rokiem życia.
    >

    Obecnie uważa się, że aspiryny nie powinno się stosować u dzieci poniżej 12 roku życia. Obecnie, a tu mówimy o latach 80. XX wieku.
  • triss_merigold6 05.07.19, 12:49
    Ale rozumiesz, że od tego czasu nastąpiły różne zmiany?
  • bo_ob 05.07.19, 12:53
    Dlaczego mam nie rozumieć?

    Czy ja piszę, że teraz podaję dzieciom w aspirynę?
    Nie. W tamtych czasach podawano 10-latkom aspirynę, po prostu.
  • kurt.wallander 05.07.19, 13:00
    bo_ob napisała:

    > Dlaczego mam nie rozumieć?
    >
    > Czy ja piszę, że teraz podaję dzieciom w aspirynę?
    > Nie. W tamtych czasach podawano 10-latkom aspirynę, po prostu.

    Jakie to były czasy? Bo pamiętam z własnego dzieciństwa, że nie podawano mi aspiryny. Moje lata dzieciństwa i nastoletnie to lata 70' i 80'.
  • kurt.wallander 05.07.19, 12:43
    Ciekawe, w jakim wieku te dzieci były, bo aspiryny, o ile dobrze pamiętam nie podaje się do 12. roku zycia.
  • morekac 05.07.19, 13:20
    Ale kiedyś się podawało.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • kurt.wallander 05.07.19, 13:33
    morekac napisała:

    > Ale kiedyś się podawało.

    Nie mogę się dowiedzieć, kiedy było to kiedyś, bo mnie w latach 70' - 80' nie podawano, własnie dlatego, że do 12. roku zycia było to zabronione.
    >
  • amast 05.07.19, 13:36
    A w ogóle wtedy była aspiryna? Bo ja pamiętam, że była nasza swojska polopiryna (tez nie dla dzieci) a jak gdzieś w dalszej rodzinie ktoś z zagranicy przywiózł aspirynę (popatrz! bayerowska!) to było wielkie wow.
  • bo_ob 05.07.19, 13:49
    amast napisała:

    > A w ogóle wtedy była aspiryna? Bo ja pamiętam, że była nasza swojska polopiryna
    > (tez nie dla dzieci) a jak gdzieś w dalszej rodzinie ktoś z zagranicy przywióz
    > ł aspirynę (popatrz! bayerowska!) to było wielkie wow.

    No dobra, nie dam głowy czy to była aspiryna czy ibuprom, to było w końcu 30 lat temu smile
  • bo_ob 05.07.19, 13:51
    No tak.

    Ale gdy kiedyś nauczyłam się pracować szlifierką do drewna to tak mi się spodobało, ze trudno mi było przestać szlifować wszystko dookoła smile
  • morekac 05.07.19, 13:51
    > bo mnie w latach 70' - 80' nie podawano, własnie dlatego, że do 12. roku zycia było to zabronione.

    Niezmiernie ciekawe, bo pierwsze pomysły, że aspiryna jest szkodliwa dla dzieci pojawiły się w końcówce lat 70tych , a zanim przebiło się do świadomości ogółu w PL, były już lata 90te.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • kurt.wallander 05.07.19, 13:57
    morekac napisała:

    > > bo mnie w latach 70' - 80' nie podawano, własnie dlatego, że do 12. roku
    > zycia było to zabronione.
    >
    > Niezmiernie ciekawe, bo pierwsze pomysły, że aspiryna jest szkodliwa dla dzieci
    > pojawiły się w końcówce lat 70tych , a zanim przebiło się do świadomości ogółu
    > w PL, były już lata 90te.

    Może akurat do głów moich rodziców i mojej przebiło się szybciej? A, i prawdopodobnie chodziło faktycznie o polski odpowiednik apiryny, czyli polopirynę. Ta oryginalna bayerowska rzeczywiście pojawiła się po roku 1989.
    >
  • ichi51e 05.07.19, 15:09
    Nie no aspiryna bayerowska byla w pl wczesniej. Razem z kremem nivea www.google.pl/amp/s/finanse.wp.pl/aspiryna-bayera-zdrowie-czleka-wspiera-tak-wygladaly-reklamy-w-prasie-z-lat-30-6334564420171393a%3famp=1 moja babcia zawsze mowila aspiryna

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • cosmetic.wipes 07.07.19, 09:49
    Kilkulatkom aspiryne? I do tego wódkę?

    Qwa, jesteś matką roku.

    --
    Przychodzi Ziobro do apteki:
    - Poproszę czopek.
    - Jaki?
    - Może być.
  • katja.katja 07.07.19, 10:10
    No właśnie. Nie łączy się aspirynę z wódką, albo - albo.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • memphis90 05.07.19, 13:55
    Gdyby wódka chronila przed zapaleniem płuc, to żule/bezdomni/alkoholicy nie umieraliby na... zapalenie płuc.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 35wcieniu 05.07.19, 11:14
    I co miałoby z tego faktu wynikać?

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bo_ob 05.07.19, 11:19
    35wcieniu napisał(a):

    > I co miałoby z tego faktu wynikać?
    >
    Dla ciebie? Nic.
  • ichi51e 05.07.19, 11:29
    Ale po co? Wodka nie rozgrzewa co zostalo udowpdnione dawno

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • bo_ob 05.07.19, 11:36
    ichi51e napisała:

    > Ale po co? Wodka nie rozgrzewa co zostalo udowpdnione dawno
    >

    Mylisz się. Gorąca herbata z alkoholem to najlepszy sposób na szybkie rozgrzanie.
  • ichi51e 05.07.19, 11:38
    Bynajmniej. Doucz sie

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • bo_ob 05.07.19, 11:49
    smile
  • wapaha 07.07.19, 11:45
    To doskonały sposób na szybkie odczucie rozgrzania.
    ale..

    potem jest potem..
  • pade 05.07.19, 11:15
    To prawda, dużo w tym tekście skrajności. Co w stylu " a mnie ojciec prał i na przyzwoitego człowieka wyrosłem".
    Bardziej podobał mi się artykuł, który sama niedawno linkowałam o projekcie dziecko. Przynajmniej zachowywał równowagę.

    --
    "> Mogłabyś używać dużych liter Minnie? Ciężko się Ciebie czyta.
    > nie. poradzilas sobie z czytaniem , to poradzisz se znowu. a jak ci sie nie podoba mój styl to mnie nie czytaj. i nie zawracaj głowy. to watek o finansach. uprzejmie spłyń proszę trolować gdzie indziej. Minnie z forum Savoir Vivre"
  • andaba 05.07.19, 11:00
    A bierzecie pod uwagę, że to prawo i presja społeczna wiele robi?
    Kto dawniej gonił z siedmiolatkiem do szkoły? Gdy ja poszłam nie było ani jednego dziecka, którego choć przez tydzień przyprowadzaliby rodzice, a dzieci dojeżdżały i to nawet niekoniecznie autobusem szkolnym.
    Gdy moje starsze dzieci szły odprowadzanie chyba najdłużej trwało do końca września. Teraz dzieci przyprowadzają jeszcze w 3 klasie.
    Czy tak bardzo zmieniło się bezpieczeństwo?
    No dobra, aut jest więcej, ale gdy jest po drodze przejście ze światłami to jak idiota na czerwonym przejedzie to tak samo walnie w matkę z dzieckiem, jak i w samo dziecko (nie wiem, czy zauważyłyście, że same dzieci bardzo rzadko na czerwonym przechodzą, a z rodzicami - dużo częściej "chodź, nic nie jedzie").
    Podejrzewam, ze przy dzisiejszym nacisku na wystrzeganie się pedofilów, monitoringach, kamerach i telefonach jest dużo bezpieczniej niż kiedyś. A jednak.
    Nawet nie mozna powiedzieć, że rodzice mają za dużo czasu - bo z pracy wyrwać się gorzej, bo babcia często też w pracy, a jednak dzieci są niańczone.

    Ja sama staram się przykładać do moich dzieci własną miarę - robiłam to i tamto w tym wieku - oni też mogą. To samo dotyczyło najmłodszej córki - ją z kolei porównywałam z rodzeństwem - oni chodzili do szkoły sami - czemu ona nie może, jak chce? Bo inne dzieci nie chodzą? A co inne dzieci mają do jej gotowości? Ale ja należę do osób, którzy mają wywalone na to, co kto sobie o nich pomyśli, ja wolę być w porządku wobec siebie - a uczenie dzieci samodzielności uważam za jedno z ważniejszych zadań stojących przed matką, wiecznie żyć nie będę (mam nadzieję).
  • simply_z 05.07.19, 11:15
    A to prawda...a pozniej idiotyczne artykuly i gownoburza w komentarzach..
  • martishia7 05.07.19, 11:17
    > A bierzecie pod uwagę, że to prawo i presja społeczna wiele robi?

    Tak. Ciekawa jestem, czy ktoś się zebrał, a jeśli nie, to mam nadzieję, że się zbierze, żeby przeanalizować orzecznictwo sądowe w sprawach rodziców za śmierci/wypadki niedopilnowanych dzieci. Bo stawiam dolary przeciw orzechom, że surowość wzrosła.
  • kurt.wallander 05.07.19, 12:51
    andaba napisała:

    Gdy moje starsze dzieci szły odprowadzanie chyba najdłużej trwało do końca wrze
    > śnia. Teraz dzieci przyprowadzają jeszcze w 3 klasie.

    Ja też chodziłam sama od pierwszej klasy do szkoły, tylko ja miałam do przejścia 200 metrów osiedlowymi uliczkami, a moje dzieci 1 km m.in. po ulicy, gdzie miejscami nie ma praktycznie pobocza, nie mówiąc o chodniku.

    > Czy tak bardzo zmieniło się bezpieczeństwo?

    Na moje oko, ja miałam dużo bezpieczniejsza drogę do szkoły niż moje dzieci. I dlatego były dłużej odprowadzane i odbierane (do końca 2. klasy).


    > Ja sama staram się przykładać do moich dzieci własną miarę - robiłam to i tamto
    > w tym wieku - oni też mogą.

    U mnie ciężko, bo mieszkamy w zupełnie innego rodzaju miejscu niż ja mieszkałam.

    Ale
    > ja należę do osób, którzy mają wywalone na to, co kto sobie o nich pomyśli, ja
    > wolę być w porządku wobec siebie

    A to oczywiste.

    - a uczenie dzieci samodzielności uważam za j
    > edno z ważniejszych zadań stojących przed matką, wiecznie żyć nie będę (mam nad
    > zieję).

    ja też, ale mimo wszystko jestem bardziej opiekuńcza niż moi rodzice byli wobec mnie.
  • bei 16.07.19, 23:09
    Andabo, jestem od Ciebie dużo starsza, w pierwszej klasie tata odprowadzał mnie do szkoły przez tydzień ( dokładnie 6 dni, bo w soboty tez były lekcje)
    W kolejnym tygodniu dzieciaki były wożone pojazdem nazywanym „ dyliżansem” lub „ bonanzą”.
    Była to obudowana przyczepa, z dużymi oknami jak w autobusie i siedzeniami z autobusu. Przyczepę ciągnął ciągnik. Pojazd ten kursował co godzinę- przejeżdżał przez kilka wsi, dojeżdżał do szkoły i zawracał. W pojeździe pilnowała dzieciakow „ stewardessa” 😊, czyli pani na etacie z pobliskiego kombinatu rolniczego. Ów kombinat sponsorował dojazd dzieci do szkoły.
  • quilte 17.07.19, 05:44
    "Kto dawniej gonił z siedmiolatkiem do szkoły? Gdy ja poszłam nie było ani jednego dziecka, którego choć przez tydzień przyprowadzaliby rodzice, a dzieci dojeżdżały i to nawet niekoniecznie autobusem szkolnym."

    Serio? Ty i ja jesteśmy chyba w podobnym wieku (urodziłam się pod koniec lat 70) i gros dzieciaków z mojej podstawówki odprowadzali i odbierali rodzice, do końca trzeciej klasy. Ja zaczęłam chodzić i wracać sama w połowie czwartej klasy, miałam do szkoły 10 minut pieszo, po drodze jedna ulica bez świateł, z bardzo małym ruchem.
  • raczek-nieboraczek 05.07.19, 11:07
    to stary tekst, dyskutowany już był
  • smillla 05.07.19, 11:25
    Refleksje autora tekstu są pochwałą życiowego survivalu ujętego w przekonaniu "Co nas nie zabije, to wzmocni". Dużo ludzi hołduje takiej tezie, odnosząc ją a to do trudnego dzieciństwa, a to wielości nieszczęść spadających na człowieka. Podobno im więcej nieprzyjemnego ktoś przetrwa, tym większa przyjdzie nagroda w postaci bezproblemowego radzenie sobie ze wszystkim w przyszłości, siły życiowej, satysfakcji.
    Nie zgadzam się z taką tezą. Bardzo często życie survivalowe podcina skrzydła, bo ogniskuje wysiłki na przetrwaniu i ogranicza ambicje do przetrwania. Uważa się, że się zasługuje na mało i powinno się być wdzięcznym za samo przetrwanie. Nie jest się nauczonym uczestnictwa w pięknie, przyjemności, delikatności i dowartościowaniu. Życie survivalowe doprowadza więc często do zaniku emocjonalności (lepiej nie czuć za dużo, gdy za dużo problemów dookoła), do anhedonii, czasem do załamań i nałogów, gdy coś w nas woła o piękno i bycie rozpieszczanym, a ma się obskurność i brutalność.
    Osobiście w dzieciństwie byłam poczytywana za "nadwrażliwą" i byłam zmuszana do uczestnictwa w obskurnych koloniach, obozach leśnych, itd. Straciłam w takim dziadostwie z rok życia. Dałam radę, ale wcale nie widzę w tym sensu, bo nic mi to pozytywnego nie dało, nie jestem dumna z tego, że jak Zenek czy Zośka korzystałam z latryny. Takie rzeczy nie są dla mnie dowodem jakiejś mojej wspaniałości. Natomiast zawsze byłam bardzo dumna z wykształcenia, osiągnięć intelektualnych, wytworzenia czegoś ładnego i interesującego. Zmarnowałam czas na tych głupich survivalach i kiedy tylko mogę sama decydować, za nic nie biorę udziału w tak przykrych dla mnie akcjach. Wcale mnie te obozy nie zachęciły do dożywotniego biwakowania, przeciwnie - z wielką satysfakcją pieprznęłam takie opcje na rzecz wellness & spa. smile
    Swojego dziecka nie pcham w rzeczy, do których go nie ciągnie. Chce - może jechać na obóz. Chce - może jechać do hotelu z basenem. Różni są ludzie, różne dzieci. Autor artykułu zdaje się hołubić obskurantyzm, jakiego zaznał w dzieciństwie, czerpać z tego nawet poczucie wyższości nad "pierdołami", a ja żałuję każdej chwili obskurantyzmu w moim dzieciństwie i mam poczucie straty, że nie dane mi było czuć się zaopiekowaną, bezpieczną, rozpieszczaną. Co kto lubi.
  • simply_z 05.07.19, 11:37
    welness i spa to taki sam biwak, tylko w luksusowych (?) warunkach.
  • triss_merigold6 05.07.19, 11:47
    Nie, zupełnie nie. Bylam w spa i byłam na biwakach, różnica jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym.
  • simply_z 05.07.19, 12:02
    umarlabym w spa ale co kto lubi.
  • milamala 16.07.19, 23:56
    triss_merigold6 napisała:

    > Nie, zupełnie nie. Bylam w spa i byłam na biwakach, różnica jak między krzesłem
    > , a krzesłem elektrycznym.

    ha ha ha ha dobre, dobre
  • szalona-matematyczka 05.07.19, 11:25
    Kiedys to byly wspaniale czasy a dzieci zahartowane, nie to co teraz. Jak przyszla dzuma czy inna epidemia to nikt sie nie przejmowal, ze dzieciak chory. Pomodlilo sie do Bozi, a jak nie przezyl, to no coz! widocznie byl za slaby. Jak umarl, to bralo sie babe i produkowalo nastepny egzemplarz. I tak do oporu: z 7 dzieci 1 dozywalo do 18-tki ale to byl mocarz: i w pysk umial przywalic, i wioske spalic a ich mieszkancow pomordowac i pogwalcic. Jak baba byla zbyt slaba i umarla przy porodzie, to bralo sie nastepna. Porody tylko naturalne, bez znieczenia, by babom nie bylo zbyt wygodnie. Zadna slaba baba nie przezyla. Zeby zepsute sie wyrywalo, na zywca, po co jakies znieczulenia dla wrazliwcow? Depresji sie nie mialo, bo trzeba bylo od 5-22 pracowac na polu dla obszarnika, na plebanii dla ksiedza, lub w fabryce, oczywiscie bez urlopow, wolnych weekendow. A czasami to i w nocy oka nie mozna bylo zmruzyc, jesli pan wlasciciel lub panicz przyszli w odwiedziny. Dzieciaki nie baly sie niczego, sluchaly zawsze, nie mialy ADHD czy innych glupstw i glupio nie dyskutowaly ze starszymi(=madrzejszymi), bo juz od dnia urodzin wbilismy im to (pasem, czy co tam bylo los reka) do glowy. Wszyscy byli wysportowani, niczego sie nie bali, inteligentni tez byli i zdrowi psychicznie. Wystarczy porownac: obecne slabe mlode pokolenie a krzepka i zdrowa (zwlaszcza psychicznie) starszyzna ze swiata polityki (Kaczynski, Korwin-Mikke itp.).
  • whitney85 05.07.19, 12:47
    Właśnie tak ☺️
  • eliksir_czarodziejski 05.07.19, 19:20
    Amen😁
  • mokka39 05.07.19, 11:33
    tekst mi się nie podoba, za dużo w nim skrajności i subiektywnych opinii, za mało empirycznych danych. I bzdury typu że kiedyś nikt się nie przejmował czy jagody umyte czy nie. Może i się nie przejmowano, za to zarażeń bąblowicą pewnie było więcej w związku z tą niewiedzą. Za to przychyliłabym się do opinii, że samoocena młodzieży jest często nieadekwatnie zawyżona. Z moich obserwacji wynika, że zarówno przez rodziców jak i samą młodzież za słabe wyniki w nauce winione są zawsze czynniki zewnętrzne - głupi test, niesprawiedliwy nauczyciel itd. Refleksje typu "nie nauczyłem się", nie wspominając o wnioskach, że być może liceum czy studia nie są dla mnie/syna/córki, prawie nigdy nie padają, nawet w bardzo oczywistych przypadkach. Nie wspominając o koszmarnej patologii rozdawania dyplomów za pieniądze w wielu szkołach "wyższych", która te iluzje potęguje. No bo przecież studia mam, to mi się należy. A znam "uczelnię", gdzie jeżeli nawet nie stawisz się na zaliczenie, czy nie oddasz pracy i nie było cię ani razu na zajęciach to i tak ocena pozytywna (zupełnie z kosmosu) zostanie wpisana.

    --
    www.perfumanka.pl
  • rb_111222333 05.07.19, 13:53
    Bąblownica w Polsce została wykryta w 94 roku, została przywleczona przez dzikie zwierzęta. Wcześniej po prostu jej nie było
  • vodyanoi 05.07.19, 11:40
    Jest taki skecz Monty Pythona „Four Yorkshiremen”. To jest zawsze dobre podsumowanie tego typu wątków smile
  • cruella_demon 05.07.19, 11:45
    Co za beznadziejny tekst.

    Gdy z kumplami poszli nad jezioro, nie było ratowników, społecznych kampanii ostrzegających przez skakaniem na główkę i jakoś ani on, ani żaden z jego znajomych karku nie skręcił. A skakali do wody z wysokiego brzegu aż miło.

    Po tym debilizmie przestałam czytać.
    Autor jest po prostu idiotą i tyle w temacie.
  • edelstein 05.07.19, 12:01
    Belkot,a nie dobry tekst.Pomieszanie z poplataniem.Nigdynie bylam na obozie harcerskim i nie zaluje,nie znosze biwakow z calego serca.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • kurt.wallander 05.07.19, 12:55
    edelstein napisała:

    > Belkot,a nie dobry tekst.Pomieszanie z poplataniem.Nigdynie bylam na obozie har
    > cerskim i nie zaluje,nie znosze biwakow z calego serca.
    >
    Ja byłam i żałuję, wolałabym, by mnie to doświadczenie ominęło wink
  • heca7 05.07.19, 15:58
    A mój syn się właśnie pakuje wink Aż nóżkami przebiera. Siedzi otoczony menażkami, niezbędnikami, kompasem, śpiewnikiem! , mundurem, finką, latarką i drugą czołówką, karimatą i 100metrami sznurka do uplecenia łóżka i szafki wink Spędzi na obozie 3 tygodnie. Był w zeszłym roku i go to nie zniechęciło. Ulubiony sklep- składnica harcerska big_grin

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • kurt.wallander 05.07.19, 17:08
    heca7 napisała:

    > A mój syn się właśnie pakuje wink Aż nóżkami przebiera. Siedzi otoczony menażkami
    > , niezbędnikami, kompasem, śpiewnikiem! , mundurem, finką, latarką i drugą czoł
    > ówką, karimatą i 100metrami sznurka do uplecenia łóżka i szafki wink Spędzi na ob
    > ozie 3 tygodnie. Był w zeszłym roku i go to nie zniechęciło. Ulubiony sklep- sk
    > ładnica harcerska big_grin

    Co kto lubi. Moje dzieci tez nie złapały bakcyja harcerstwa, ale one tez nie lubią takiego specyficznego kolektywizmu, jaki tam panuje. Co nie przeszkadza im byc aktualnie na wędrówce z plecakami po górach.
    >
  • mama_kotula 05.07.19, 17:08
    Moja córka właśnie mi doniosła, że zarabia furę wirtualnej waluty obozowej na obozie harcerskim na przyszywaniu plakietek do mundurów. Bo ludzie nie umieją, a za nieobszyty mundur zastęp traci punkty tongue_out.
    Na obóz pojechała tydzień wcześniej na tzw. kwaterkę - budowali obóz od zera. Wzięła spray na komary i krem z filtrem, jakby co wink.

    Artykuł bełkotliwy i przerysowany, ale problem, owszem, istnieje. Ze dwa lata wcześniej na biwaku dziecięta 13-14-letnie płci dowolnej nie umiały sobie ugotować np. sosu do spaghetti czy innego żarcia w tym rodzaju, mięso niektóre kroiły po raz pierwszy w życiu.
  • katja.katja 05.07.19, 19:23
    Ja też w tym wieku nie kroiłam surowego mięsa ani nie umiałabym zrobić sosu do spaghetti, a teraz gotuję jak stara (choć nie lubię tego).

    --
    Nie dam się wygasić!
  • edelstein 05.07.19, 20:03
    Jak mialam 13-14lat to tez nie potrafilam.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • kiddy 06.07.19, 12:39
    Ja też.
  • mama_kotula 06.07.19, 18:08
    No ale mówimy o harcerzach, to jest trochę inne, specyficzne środowisko - oni potrafią nieco więcej niż przeciętne dzieciaki. A przynajmniej powinni.
    Sos do makaronu w tym przypadku uściślę: pokroić mięso, usmażyć, dorzucić gotowy sos typu knorr z torebki.
  • katja.katja 07.07.19, 11:28
    To już lepiej odczekać 2-3 lata i uczyć dzieciaka ugotowania naprawdę wartościowego posiłku niż uczyć syfu.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • mia_mia 05.07.19, 15:30
    Tekst nie jest dobry, ale poruszone problemy są realne. Ostatnio wywołałam szok tym że siedmioletnie dziecko zostaje samo w domu na czas zakupów spożywczych, czyli poniżej godziny.
    Siedmiolatki nie jeżdżą na rowerze, nie potrafią pływać, pójść do sklepu pod domem po drobne zakupy. Młodzi ludzie wolą mieszkać z rodzicami niż rówieśnikami.
    Kask w przypadku dzieci z masą i rozwijających duże prędkości to akurat rozsądek, maluszek na rowerku biegowym zabezpieczony jak rycerz na turnieju to przesada.
    Wychowywanie dziecka w przeświadczeniu, że jest idealne, wyjątkowe, lepsze to głupota.





  • cruella_demon 05.07.19, 15:44
    A to taki trzylatek ma inną głowę? Pancerną znaczy?
    Bo wiesz, na rowerku biegowym, zwłaszcza jak dziecko się uczy dopiero trzymać równowagę, też się można przewrócić.
    Mój syn wywalił się na rowerku z bocznymi kółkami jak uczył się pedałować. Jechał z prędkością ślimaka, ale spadł tak niefartownie, ze uderzył głową w krawężnik, nic mu się nie stało bo miał kask.
  • mama_kotula 05.07.19, 17:11
    > Bo wiesz, na rowerku biegowym, zwłaszcza jak dziecko się uczy dopiero trzymać równowagę, też się można przewrócić.

    Tylko że te dopiero uczące się trzymać równowagę, nie poruszają się z prędkościami niebezpiecznymi, a głowę mają na tej samej wysokości jak podczas chodzenia. Więc równie dobrze można w ten krawężnik przywalić, jak człowiek się potknie i niefortunnie upadnie.
    Kask na biegówce, kiedy dziecko z nia głównie spaceruje i podjeżdża parę metrów to raczej wg mnie kwestia przyzwyczajania do "na rowerze zawsze w kasku".
  • cruella_demon 05.07.19, 17:15
    Chyba nie widziałyście dzieci na biegówkach. Popier**ją jak motorynki big_grin
  • mama_kotula 05.07.19, 17:17
    Widziałyście, ale ty pisałaś o dzieciach, które "dopiero łapią równowagę". I do tego sie odniosłam.
  • mikams75 05.07.19, 17:29
    wbrew pozorom lapanie rownowagi na rowerku to nie to samo, co przy chodzeniu. Dziecko jak sie potknie to ma odruch podpierania sie rekoma a jak trzyma rowerek, to trzyma go nadal i nie amortyzuje upadku wcale.
  • mia_mia 05.07.19, 17:25
    Jeśli nie wiedzą jak boli rozbite kolano czy rozwalona głowa to popie**ją.
  • iwoniaw 05.07.19, 15:59
    Siedmiolatki nie jeżdżą na rowerze, nie potrafią pływać

    To raczej "za naszych czasów" tak było, teraz to są zajęcia w wodzie od niemowlęcia, dzieci pływają zanim pójdą do szkoły, moje miały nawet basen w przedszkolu (państwowym, gmina płaciła za zajęcia dla chętnych). W wieku 10 lat zdają obowiązkowo w ramach szkolnych zajęć z techniki egzamin na kartę rowerową, jeździć oczywiście umieją dużo wcześniej, nie spotkałam się z tym, żeby ktoś się uczył dopiero wtedy.

    Młodzi ludzie wolą mieszkać z rodzicami niż rówieśnikami.

    Wychowywałam się w PRL-u i też wolałam mieszkać z rodzicami niż z rówieśnikami. Życie w komunie z obcymi ludźmi to dla mnie synonim koszmaru. Rozumiem, że ktoś się szybko z domu rodzinnego wyprowadza, gdy zaczyna studia czy pracę poza miejscem zamieszkania albo ma wybitnie toksycznych rodziców, ale skoro uczy się/pracuje na miejscu, ma normalną rodzinę i warunki bytowe, to dlaczego miałby się wyprowadzać gdziekolwiek indziej niż "na swoje", gdy już takowe będzie w stanie ogarnąć?

    Wychowywanie dziecka w przeświadczeniu, że jest idealne, wyjątkowe, lepsze to głupota.

    A jeszcze większą głupotą i krzywdą jest wychowywanie go w poczuciu, że jest beznadziejne, gorsze, do niczego się nie nadaje, powinno siedzieć w kącie i nie sięgać po nic, bo za wysokie progi. Nie znam nikogo wychowanego w poczuciu bycia lepszym bez powodu. Znam za to ludzi, którym rodzice dali pewność siebie i wiarę we własne możliwości, oraz stłamszonych i przekonanych, że nie są nikim szczególnym i nic wyjątkowego sobą nie reprezentują - no jakoś tym ostatnim nie jest, nie wiedzieć czemu, lepiej w życiu...

    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • triss_merigold6 05.07.19, 16:08
    Podobnie. Wizja mieszkania z obcymi rówieśnikami, w jakiejś komunie na kupie czy w akademiku to koszmar.
  • mia_mia 05.07.19, 17:28
    Oczywiście, że koszmar dla kogoś kto w wieku studenckim ma rano śniadanko, wymaglowaną pościel, kanapki do szkoły czekają na stole, a toaleta myje się samawink
  • triss_merigold6 05.07.19, 17:31
    Koszmarem jest kolektyw i obcy ludzie.
  • mia_mia 05.07.19, 17:36
    Jeśli nie stać Cię na samodzielne mieszkanie masz wybór, kolektyw albo życie na studiach z rodzicami.
  • iwoniaw 05.07.19, 17:44
    No i ja wolałam z rodzicami - nie, nie dlatego, że byli darmowym serwisem sprzątającym i szykującym kanapki, bo nie byli.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • kurt.wallander 05.07.19, 17:53
    iwoniaw napisała:

    > No i ja wolałam z rodzicami - nie, nie dlatego, że byli darmowym serwisem sprzą
    > tającym i szykującym kanapki, bo nie byli.
    >
    Ja też. To jakiś absurd na siłę wyprowadzać się, gdy studiuje się w rodzinnym mieście, a na tę wyprowadzkę nie bardzo stać.
  • triss_merigold6 05.07.19, 17:51
    To chyba oczywiste, że wolałam z rodzicami. Na szczęście byli uprzejmi wyjechać za granicę zanim zaczęłam II rok i potem miałam pełen komfort. Btw, nikt normalny nie wynajmowal mieszkania w kolektywie, jeśli studiował w mieście, w którym mieszkał.
  • cruella_demon 05.07.19, 17:56
    No ja miałam ten luksus mieszkania samodzielnie, ale gdybym musiała wybierać, to oczywiste, że wybrałabym mieszkanie z rodzicami, w swoim własnym pokoju.
    Nienawidzę atmosfery kołchozu.
  • triss_merigold6 05.07.19, 18:02
    To coś upiornego, jak przedłużona kolonia z obcymi ludźmi, których nie możesz wyrzucić, bo też tam mieszkają.
  • wapaha 07.07.19, 10:46
    I taką upiorną rzeczywistość chcesz zafundowac swojemu synusiowi ? wink Zginie w armii wink
  • triss_merigold6 07.07.19, 10:53
    On jest harcerzem od 7. roku życia, ma za sobą biwaki, obozy etc., teraz też siedzi na obozie. Lubi kwaterkę, budowanie rzeczy z drewna, wyplatanie pryczy etc.
    On lubi, ja nie znosiłam wyjazdów pod namiot czy innych biwaków. Rozumiesz, rodzice nie muszą lubić tego samego co dzieci, zwłaszcza odmiennej płci.
  • wapaha 07.07.19, 10:56
    W Dęblinie nie będzie budowanie rzeczy z drewna ani wyplatania pryczy. Będzie "komuna" z różnymi ludźmi i to w miejscu, gdzie życie zamiera , Dębiln to trójkąt bermudzki

    Rozumiem, że dzieci nie musża lubić tego co rodzice aczkolwiek zupełnie nie gra mi to z prezentowaną przez ciebie postawa- w której wyrażasz SWOJE mocne przekonania, postawy, wybory i projektujesz je na dzieci. Vide stary wątek z aborcją u córki nastolatki, w którym mocno optowałaś za swoim jedynym słusznym zdaniem nie zostawiającym nawet cienia własnego zdania u córki
  • mikams75 05.07.19, 17:32
    z tym basenem to racja - wsrod ludzi w wieku 40-50 lat i wiecej mnostwo nie potrafi plywac wcale, baseny byly syfiaste i nie zawsze latwo dostepne, nauka plywania w szkole, jesli byla, to byla beznadziejna. To teraz jest mnostwo kursow dla dzieci w kazdym wieku, latwo dostepne, rodzice mobilni, zeby dowozic.

  • katja.katja 06.07.19, 08:49
    I po co im pływanie? Więcej topi się ludzi umiejących pływać bo właśnie wchodzą gdzie głęboko i pływają, aż stanie się nieszczęście. Nie umiejący pływać nie wchodzą do wody lub przy samym płytkim brzegu i się nie topią.
    Gdyby zrobić porządne statystyki wśród dorosłych założę się, że wśród topielców zdecydowaną większość stanowiłyby osoby, które wypłynęły (czyli umiały pływać) za daleko, zbyt głęboko, w niebezpieczne rejony typu wiry lub pod wpływem alkoholu niż nie umiejące w ogóle.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • mikams75 07.07.19, 13:42
    jak ktos lubi szarzowac ponad wlasne mozliwosci, to nie ma znaczenia czy umie plywac, czy nie.
  • memphis90 05.07.19, 19:21
    Tak, tak, 3 latek na biegówce w ogole nie potrzebuje kasku, w końcu ma nieuwapnione kości i mu czaszka sprężynuje... Cos jak brzuch Po w KungFu Pandzie...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • zuleyka.z.talgaru 05.07.19, 16:01
    E spoko, teraz panie i panowie w okolicy 60tki będą mieć nastolatki wczesne jeszcze...także tego...dziadkowanie im nie grozi
  • cruella_demon 05.07.19, 18:04
    I co wy macie z tym szyciem. Miałam w szkole technikę, miałam babcię krawcową i szyjącą matkę i sama szyć nie umiem. Te różne popierdółki na technice typu uszyj kaczkę, wydziergaj szalik na szydełku, czy wystrugaj karmnik z patyka były idiotyczne i nikomu niepotrzebne. Na szczęście od 5 klasy ten idiotyczny przedmiot został zastąpiony informatyką.
  • triss_merigold6 05.07.19, 18:09
    Dokładnie. Umiem przyszyc guzik i trochę haftować, i to by było na tyle. ZPT uważałam zajęcia doskonale zbędne, elementy ówczesnego programu nie przydały mi się nigdy w życiu.
  • mama_kotula 05.07.19, 18:32
    > Umiem przyszyc guzik i trochę haftować

    To i tak sporo. Serio.
  • wapaha 07.07.19, 10:44
    Paniusia z delikatnymi rączkami ? wink

    Ja potrafię i przyszyć guzik, i skrócić spodnie, i uszyć plecak, i zacerować dziurę i uszyć ubranka dla lalek - przydała mi sie również umiejętność szlifowania, wycinania, polerowania, wbijania gwoździ i wkręcania śrubek i korzystam z tych umiejetności na codzień- głównie w ten sposób, że nie boję się żadnej awarii- nie muszę się nikogo prosić i nie boję się nabywania nowych "brudnych" umiejętności- gruntuję, szpachluję, maluję
  • triss_merigold6 07.07.19, 10:46
    Brak okazji i potrzeby. Od umiejętności typu szlifowanie, wbijanie gwoździ, szpachlowanie etc. zawsze miałam facetów.
  • wapaha 07.07.19, 10:47
    Można i tak
    Ja zawsze ceniłam sobie niezależność
  • mama_kotula 07.07.19, 13:29
    Ja też mam od tego facetów, bez problemu stać mnie na fachowców, ale zwyczajnie LUBIĘ umieć robić rózne rzeczy, jest jakaś niesamowita satysfakcja, kiedy spod własnych rąk wychodzi coś ładnego/fajnego/użytkowego i potem miło patrzeć, jak ludzie tego używają.
    <