Dodaj do ulubionych

Grupy społeczne zagrożone biedą w PL - 2019 rok

10.07.19, 13:25
Tak się zastanawiam nad polityką socjalną i płacową w Polsce po 2015 roku. IMO mamy nowe grupy społeczne zagrożone biedą i wykluczeniem - nauczycieli, część pracowników budżetówki (personel administracyjny sądów, urzędów wojewódzkich etc.). Z kolei grupy tradycyjnie lokujące się na dole drabiny społecznej zaliczają spektakularny awans - rodziny wielodzietne, pracownicy Lidlów i Biedronek, robotnicy wykwalifikowani. IMO nie zmieniła się kiepska sytuacja emerytów, przy czym jak za PRL-u wraca temat "starego portfela" (czyli 'im dawniej przeszedłes na emeryturę, tym masz niższe świadczenie' - w chwili przejścia emerytura jest znośna, potem jej wartość maleje z powodu niskich waloryzacji nie nadążających za wzrostem cen i kosztów utrzymania).

Generalnie, polityka rządu kreuje nowe nierówności w społeczeństwie, bo zasypując stare linie podziału zarazem wytwarza nowe. Też tak uważacie?

PS. Do wątku natchnela mnie dyskusja poboczna w paru tematach forumowych oraz jęki mojego kolegi dr hab na UW, który jest 50+ i zarabia grosze (kiedyś wiodło mu się w tym zawodzie znacznie lepiej).
Edytor zaawansowany
  • iwoniaw 10.07.19, 14:50
    W zasadzie to za nienormalną uważam sytuację, w której ktoś pracuje na pełen etat (nieważne, czy w urzędzie wojewódzkim czy w Lidlu) i nie może się za to utrzymać (w sensie: opłata za zwykłe mieszkanie, jedzenie, leki, ubranie, urlop choć raz w roku), o utrzymaniu rodziny nie wspominając. Natomiast nie wrzucałabym do jednego wora wszystkich z kategorii "rodziny wielodzietne" oraz nie przywiązywałabym wagi do pojękiwań pana z uniwersytetu, któremu się marzą utrzymanki z wysokiej półki przy jego wkładzie w układ poniżej robotnika wykwalifikowanego.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • riki_i 10.07.19, 15:02
    No ale 'pracujący biedni' to przecież zmora całego świata, w USA to zjawisko też występuje.

    Mojego kolegę oceniasz dość fałszywie. Bzykał studentki jak wszyscy, ale generalnie to stateczny czlowiek z żoną i dwójką dzieci. Poziom finansowy mieliśmy niegdyś dość podobny, ba, on sporo wcześniej nabył sobie mieszkanie, a potem dodatkowo dom. Problem leży w tym, że w czasach wieloetatowosci na uczelniach (czy nawet później, w czasach dwuetatowosci), on był w stanie bez problemu wyciągnąć te kilkanaście tysięcy na rękę, a teraz jest zblokowany jednym govnianym etatem na UW (4500 zł netto) i zakazem pracy gdzie indziej w zawodzie (uchwała Senatu UW).
  • iwoniaw 10.07.19, 15:13
    No ale 'pracujący biedni' to przecież zmora całego świata, w USA to zjawisko też występuje.

    Zgadza się, tyle że cywilizowane kraje starają się prowadzić politykę, która te zjawiska eliminuje, a dzicz jak USA nie. Szkoda, że idziemy w tym drugim kierunku.

    Mojego kolegę oceniasz dość fałszywie

    O twoim koledze wiem tylko tyle, ile sam o nim na forum napisałeś, więc nie do mnie pretensje, bo to nie ja nakreśliłam postać dziwkarza, który zamiast ożenić się z jakąś miłą empatyczną dziewczyną chętną do grania w jednej drużynie i wspólnego budowania standardu, jaki sobie WSPÓLNIE na starość wymarzyli, wziął sobie żonę-trofeum i teraz pojękuje, że taka oczekuje kasy i ma wymagania, by doskoczył do tego, co jej naobiecywał w fazie stroszenia piórek.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • katja.katja 10.07.19, 15:31
    Tu muszę przyznać Ci rację Mężczyźni wybierający towar z górnej półki powinni mieć świadomość kosztów.
    Jak ktoś kupuje najnowsze ferrari niech nie wymaga ceny poczciwej skody.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • riki_i 10.07.19, 16:50
    Przestań z tą żoną trofeum! Nie wszyscy moi kumple są ciosani z jednej belki. Ten o ile wiem zadowalał się przez lata koleżankami swojej kilkanaście lat młodszej siostry, a potem bzykał co mu wpadło w łapy. Zawód jest taki, że albo jesteś incelem-prawiczkiem for ever, albo pokusy czyhają każdego dnia (pisałem wielokrotnie, że są studentki, które bzykniecie się z wykładowcą poczytują sobie za coś na kształt sprawności harcerskich). Żonę ten kolo ma taką jaka powinna być żona, zresztą ona też mu rogi doprawiala (nie dam głowy czy jedno dziecko jest jego, b. podobne do "przyjaciela domu" buhahaha! ☺ ).

    Chodzi mi o to, że facet doświadcza realnej pauperyzacji, bo jego grupa zawodowa zarobkowo leci w dół (podobnie jak nauczyciele w szkołach). To jest problem, a nie jakaś wyimaginowana żona trofeum. Jak się dorabiasz domu z ogródkiem, trzech samochodów, a potem zaczynasz po pięćdziesiątce zarabiać 4500 zł netto to JEST problem.
  • chicarica 10.07.19, 18:32
    Biorąc pod uwagę poziom polskiego szkolnictwa wyższego, jestem zdziwiona że tym obibokom w ogóle cokolwiek się płaci.

    --
    ---
    Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
  • riki_i 10.07.19, 19:12
    Ach jaka piękna i typowo polska miłość bliźniego! ☺

    BTW w Polsce każdy uważa, że ten drugi się obija. Chłop na wsi śpi, a zboże mu samo rośnie, nauczyciele mają trzy miesiące wakacji, a urzędnicy piją kawkę. Jedynie górnik przodowy jakoś tam pracuje, ale dziwnym trafem polski zawistny narodek tyż na niego pomstuje, bo w wieku 40 lat idzie na wypasioną emeryturkę.
  • chicarica 10.07.19, 19:49
    Ale to nie chodzi o to, że ja uważam że ten drugi się obija. Jakość polskiego szkolnictwa wyższego potwierdzają różnorakie rankingi. Doskonale wiadomo, że dużą częścią problemu jest zabetonowana na stanowiskach uczelnianych zbijająca bąki miernota intelektualna, która osiągnięcia naukowe ma po prostu żadne. Cała ta miernota liże się wzajemnie po tyłkach, tworząc jakieś barokowe rytuały w żaden sposób niewspółmierne do tego, co ten cały uczelniany światek sobą reprezentuje.
    Zamknąć, zaorać, zbudować na nowo - oto moje zdanie.

    --
    ---
    Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
  • a23a23 10.07.19, 20:01
    Podlozenie bomby i zrownanie do zera tez nie jest najlepszym pomyslem. Zmiany od kilku lat (reformy Kudryckiej) szly w dobrym kierunku - rzeczywiscie zaczeto promowac jakosc, takim knurom jak z opowiesci rikiego przestawalo sie oplacac "robic nauke", zaczynalonto wszystko jakos wygladac. Ale przyszedl Gowin i znowu wracamy do starego (grupy trzymajace wladze, rektor wszechmodzacy i tego typu klimaty). Z tym ze ewidentnie obecny rzad zrobil reforme na korzysc miernym prywatnym uczelniom (zniesienie minimow kadrowych, wprowadzenie limitow przyjec na publicznych uczelniach przy rzeczywistym braku takich limitow na prywatnych etc) i nawet sie z tym za bardzo nie kryli.
  • tanebo2.0 10.07.19, 20:05
    Z pustego i Salomon nie naleje. Dziś każdy rodzic uważa że uczelnia powinna nie tylko uczyć ale i wychować leniwego dziubdziusia. I dyplom ma gwarantować dwa miliony na miesiąc. nawet jeśli dziubdziusia interesuje wyłącznie jego iphon.

    --
    Lubię to! Właśnie w tym kierunku bym chciała iść. Że też facet potrafi doradzić z sensem, a baby nie.
  • turzyca 11.07.19, 08:58
    >Cała ta miernota liże się wzajemnie po tyłkach, tworząc jakieś barokowe rytuały w żaden sposób niewspółmierne do tego, co ten cały uczelniany światek sobą reprezentuje.

    Jeden z problemów leży w tym, że oni nie mają szans na międzynarodową współpracę. Konkretne przykłady:
    1) właśnie skończył się największy interdyscyplinarny zlot mediewistów w Europie. Podstawowe miejsce nawiązywania kontaktów. Koszt z wpisowym, zakwaterowaniem, wyżywieniem i podróżą zamyka się w 4 tysiącach złotych. Z punktu widzenia zachodnich uczelni to grosze. Polskie uczelnie takiej kasy nie wyłożą, bo są drogo. No to ludzie jeżdżą na kongresy do Rzeszowa.
    2) cały budżet w Narodowych Centrum Nauki na współpracę polsko-austriacką, dla wszystkich dyscyplin, to koszt takiego niezbyt dużego projektu biologicznego.
    3) chodzą słuchy, że kasy w NCN nie ma, bo kasa na współpracę międzynarodową jest w nowym programie pt NAWA. Z tej kasy nie można ufundować miejsc w ośrodkach poza Polską czyli ewentualni partnerzy miejsca do współpracy muszą ufundować sami. Szalenie atrakcyjne. Wisienką na torcie jest fakt, że wnioski akceptowane są wyłącznie po polsku. I oczywiście staramy się wesprzeć fajnych kolegów z Polski. Tylko serio oni są stawiani w pozycji żebraków bez podstawowych narzędzi na badania.

    Garbage in, garbage out.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • bo_ob 10.07.19, 17:15
    riki_i napisał:

    > Problem leży w tym, że w czasach wieloetatowosci na uczelniach (czy
    > nawet później, w czasach dwuetatowosci), on był w stanie bez problemu wyciągnąć
    > te kilkanaście tysięcy na rękę, a teraz jest zblokowany jednym govnianym etate
    > m na UW (4500 zł netto) i zakazem pracy gdzie indziej w zawodzie (uchwała Senat
    > u UW).

    Bardzo dobrze, że nastał koniec wieloetatowości.


    Koledze jak mało, niech dorabia na boku.

  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 17:22
    bo_ob napisała:

    > Koledze jak mało, niech dorabia na boku.

    Przede wszystkim niech zrobi coś wartościowego, a nie pierdzi w stołek na etacie.

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • riki_i 10.07.19, 17:27
    Dyskusja z Tobą jest bezcelowa i bezsensowna, ale przyjmij do wiadomości, że w nauce zarabia się na etacie.
  • bo_ob 10.07.19, 17:30
    No ale na boku może przecież robić coś w popularyzowaniu nauki, nie?
    Albo korepetycje dawać.
    Albo starać sie o jakieś zagraniczne granty.

    Albo cieszyć się tym, co ma: majątkiem i zoną.


  • riki_i 10.07.19, 17:36
    Niby co ma robić w popularyzowaniu nauki? Pisać książki, które w dobie twórczości pisarskiej gwiazd pudelka mogą liczyć na poczytnosc typu 100 egz.?

    Korepetycje to grosze, zagraniczne granty są w w Polsce jak yeti, w naszym grajdole zarabia się na uczeniu studentów, co obecnie odbywa się na etacie, który można mieć jeden.

    Majątku z aktualnej pensji nie utrzyma, a żona z racji niskich zarobków grozi mu rozwodem.
  • bo_ob 10.07.19, 17:45
    Bardzo dobrze, że można mieć jeden etat.

    Ale cóż, jeśli ktoś uważa, że za mało zarabia, musi szukać lepiej płatnej pracy.



  • riki_i 10.07.19, 17:52
    bo_ob napisała:

    > Bardzo dobrze, że można mieć jeden etat.
    >
    > Ale cóż, jeśli ktoś uważa, że za mało zarabia, musi szukać lepiej płatnej pracy

    Ciekawe czy wygadywałabyś takie opinie, gdyby to tobie z powodu jednoetatowosci zarobki netto spadły z kilkunastu tysięcy do 4500 zł. Ja go rozumiem, jest parę lat starszy ode mnie, 50+, w tym wieku to nie jest takie hop siup przekwalifikowac się na inny zawód.
  • bo_ob 10.07.19, 17:57
    Zasada jest jedna dla wszystkich: jeśli w obecnej pracy nie da się więcej zarobić a potrzebujesz zarobić więcej - zmień prace na lepiej płatną.
    Jeśli potrafią to robić ludzie zwykli magistrzy, na pewno dr hab, też da radę. No chyba, że to jakiś nieudacznik.

  • riki_i 10.07.19, 18:12
    Jak to szło? Zmień pracę, weź kredyt? No niestety, w realu to tak nie idzie, zwłaszcza jak jesteś pięćdziesiąt plus i pesel cię kasuje na wstępie przy większości rekrutacji.
  • bo_ob 10.07.19, 19:06
    Tak, panom po 50. nie jest łatwo. Wypada być mężczyzna i sie nie mazgaić smile
  • riki_i 10.07.19, 19:08
    bo_ob napisała:

    > Tak, panom po 50. nie jest łatwo. Wypada być mężczyzna i sie nie mazgaić smile

    Cóż za głupi tekst. Pogadamy jak będziesz żoną takiego Pana.
  • bo_ob 10.07.19, 23:41
    riki_i napisał:


    > Cóż za głupi tekst. Pogadamy jak będziesz żoną takiego Pana.

    Ale dlaczego miałabym zostać żoną jakiegoś nieudacznika? Mam męża i nie zamierzam go zmieniać.
  • riki_i 11.07.19, 00:07
    Czy ty w ogóle rozumiesz, o czym ja piszę? Jakiego nieudacznika, do q... nędzy? Przez lata było dobrze, zarabiał kasę, szedł do przodu zawodowo (zrobił habilitację) , a potem mu yebło. Z przyczyn od niego niezależnych, bo skąd chłopina mógł wiedzieć, że mu dowalą zakaz dorabiania w zawodzie.

  • iwoniaw 11.07.19, 00:14
    W jakim znowu zawodzie, zawodzie nauczania rzeczy kompletnie niepotrzebnych, którymi - jak pan ponoć twierdzi - nikt na całym świecie nie jest zainteresowany? Pan jest nieudacznikiem, ponieważ w wieku 50+ niczego nie umie i nie ma żadnych kwalifikacji pozwalających mu zarabiać na godne życie. Ma i tak niewiarygodnego fuksa, że mu aż tyle płacą za piastowanie fikcyjnego etatu i pozorowanie pracy doskonale zbędnej.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • bo_ob 11.07.19, 00:16
    iwoniaw napisała:

    > Pan jest nieudacznikiem, ponieważ w wieku 50+ niczego nie umie i nie ma żadnyc
    > h kwalifikacji pozwalających mu zarabiać na godne życie.

    Bardzo celnie.
  • riki_i 11.07.19, 00:24
    W czym niby celne? Przecież zjazd zarobkowy zaliczył dopiero teraz! Wybudował dom, a wcześniej kupił mieszkanie na starym Żoliborzu!
  • bo_ob 11.07.19, 00:27
    riki_i napisał:

    > W czym niby celne?

    W tym, że nic nie umie.

    Niech postara się o profesurę, wtedy zarobi więcej.
  • riki_i 11.07.19, 01:08
    bo_ob napisała:

    > Niech postara się o profesurę, wtedy zarobi więcej.

    Hahahahahaha! Jako prof uczelniany (to jest kolejny szczeblek kariery po doktorze habilitowanym), zarobi w porywach pięć stów więcej.
  • riki_i 11.07.19, 00:23
    iwoniaw napisała:

    > W jakim znowu zawodzie, zawodzie nauczania rzeczy kompletnie niepotrzebnych, kt
    > órymi - jak pan ponoć twierdzi - nikt na całym świecie nie jest zainteresowany?

    Skoro są studenci, którzy chcą to studiować, to znaczy, że działalność Pana jakoś tam jest potrzebna.

    > Pan jest nieudacznikiem, ponieważ w wieku 50+ niczego nie umie i nie ma żadnyc
    > h kwalifikacji pozwalających mu zarabiać na godne życie.

    Ma kwalifikacje dydaktyczne i jakieś tam analityczne (nie znam jego habilitacji, ale chyba na piękne oczy mu jej nie dali).

    > Ma i tak niewiarygodne
    > go fuksa, że mu aż tyle płacą za piastowanie fikcyjnego etatu i pozorowanie pra
    > cy doskonale zbędnej.

    A to już twoja radosna subiektywna ocena.
  • bo_ob 11.07.19, 00:25
    riki_i napisał:


    > Skoro są studenci, którzy chcą to studiować, to znaczy, że działalność Pana jak
    > oś tam jest potrzebna.

    Tak, jakoś tam wyceniona na 4500.
  • riki_i 11.07.19, 01:09
    Słabo jak na gościa co zarabiał 2,5 raza tyle. Za to samo.
  • bo_ob 11.07.19, 00:14
    Facet, który płacze, że za mało zarabia jednocześnie nic nie robiąc w kierunku aby to zmienić jest nieudacznikiem.

    Więc albo niech nie płacze, albo niech coś z tym zrobi.

  • riki_i 11.07.19, 01:11
    Pewnie coś zrobi jak go znam. Wierzę w niego, bo "dobry był z niego herbatnik" wink
  • bo_ob 11.07.19, 15:53
    riki_i napisał:

    > Pewnie coś zrobi jak go znam. Wierzę w niego, bo "dobry był z niego herbatnik"
    > wink

    Żeby tylko zdążył przed emeryturą.
  • arwena_11 10.07.19, 19:20
    Wiesz co, maż koleżanki jest wykładowcą na Polibudzie - non stop ma jakieś granty.

    Co do korepetycji - ciekawe czy pan filozof czy inny humanista? Korepetycje z przedmiotów ścisłych są w cenie, języki też.
  • riki_i 10.07.19, 19:28
    Nie mieszajmy dwóch systemów walutowych, politechnika to nie uniwerek. Aha, kolega miał jakieś polskie granty i mówił że to o kant d.. y potłuc, bo wynagrodzenie było z góry określone na poziomie groszowym, a uczelnia za nieistniejącą ' obsługę grantu' kasowała haracz.
  • a23a23 10.07.19, 19:40
    Obsluga grantu nie jest "nieistniejaca". Po pierwsze, z projektami zwiazana jest cala administracyjna papierologia, ktora ktos musi zrobic. Ksiegowosc, ktora ktos musi rozliczyc. I w koncu - przewaznie tez sprzet, ktory jest wlasnoscia uczelni, a ktory sie wykorzystuje. Uczelnia bierze tez na siebie ryzyko zwrotu srodkow jesli beda nieprawodlowosci i generalnie daje przestrzen, gdzie taki grant sie realizuje. Wynagrodzenie jest rzeczywoscie z gory ustalone, ale wcale nie jest groszowe (nakwyzsze tez nie, zeby nie bylo - ot, srednie). Wiec kolega rzeczywiscie widocznie zna sie najlepiej na bzykaniu studentek, a to nie jest zdaje sie oplacalny interes.
  • riki_i 10.07.19, 19:47
    Nie wiem, nie będę się wymadrzal, tak głęboko w rozmowy z kolegą nie wchodziłem. On twierdził, że uczelnia przy tym grancie była jak wrzód na dupie, nic mu nie pomagali w niczym.

    Odnośnie bzykania studentek, to znam takiego gościa co wielokrotnie twierdził, że wyłącznie z tego powodu podjął dodatkową pracę na uczelni (zajmuje się na codzień grubymi biznesami i jest ultra bogaty).
  • turzyca 11.07.19, 09:06
    >Obsluga grantu nie jest "nieistniejaca.

    Na uczelniach? Realnie nieistniejąca. Sensowna obsługa grantów w Polsce jest tylko w jednostkach badawczych, na uczelniach leży i kwiczy. Między innymi dlatego że jest za mało administracji, która jest w związku z tym przeciążona i zwala co się da na naukowców.

    >Po pierwsze, z projektami zwiazana jest cala administracyjna papierologia, ktora ktos musi zrobic.

    Nie zliczę, ile razy znajomi naukowcy musieli przygotować np. dane do przetargów. Przy czym nie mówimy o osprzęcie specjalistycznym tylko o krzesłach.

    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • ck2 11.07.19, 09:20
    W normalnych firmach jest tak, że opis przedmiotu, stanowiący cząstkę przetargu, robi lub chociażby precyzuje osoba merytorycznie zainteresowana. Osoba od zamówień publicznych odpowiada za procedurę, co wcale nie jest jakimś małym miki. No ale wielcy panowie naukowcy lubią, kiedy robi się wszystko co nienaukowe za nich, bo oni są od wyższych celów. W związku z czym często nie mają pojęcia o kwestiach podstawowych i spoza swojej dziedziny.
  • riki_i 11.07.19, 09:27
    Ck2 piszesz bzdury. Tak, wszystko co nienaukowe powinna robić administracja, tak jest w normalnym świecie.

    Bardzo dziękuję Turzycy za kilka dobrych, merytorycznych postów.
  • ck2 11.07.19, 09:48
    Tak, w tym usuwać pyłek spod nóg panom naukowcom. A później pretensje, że np. sprzęt nie taki, bo pan naukowiec czy nawet ktoś techniczny nie umie wyartykułować czego chce i generalnie z pisaniem i czytaniem u niego średnio. A w normalnym świecie są regulaminy prac komisji, gdzie jest określony podział obowiązków i odpowiedzialności. Ale nie nazywajmy polskich uczelni normalnym światem.
  • turzyca 11.07.19, 10:16
    >później pretensje, że np. sprzęt nie taki, bo pan naukowiec czy nawet ktoś techniczny nie umie wyartykułować czego chce

    Wiesz, na moich niepolskich uczelniach wygląda to tak, że przychodzi np. informatyk i omawia ze mną do czego potrzebny mi sprzęt. Jakich programów będę używać, jakich na pewno nie. On ma specyfikację wszystkich komputerów z całej jednostki, ma uwagi użytkowników (np. że jakość dźwięku na stanowisku nr 153 jest gorsza niż na stanowisku 154 i nie da się prowadzić badań typowych dla katedry X, choć katedrze Y to wystarcza), ma wiedzę techniczną i lepiej niż ja wie, że jeśli chcę robić badania tego typu, to potrzebuję określonego procesora, karty graficznej, dźwiękowej itd. On umie przełożyć zamiary na potrzeby techniczne, dobrać sprzęt, wie, co będzie dobrze z czym współpracować, a co się będzie gryźć. Przeprowadza też racjonalizację, bo może wyjąć podzespoły z komputera nr 158 i włożyć do komputera 160, apgrejdując 158 do potrzeb użytkownika. Ja koledze karty graficznej nie mogę zabrać.
    To są cenieni specjaliści, bo mamy świadomość, że dzięki tej godzinnej rozmowie oszczędzamy sobie tygodnia zmagania się z czymś na czym mu się nie znamy. Ja po Oluś takich rozmowach wiem, że na kilka rzeczy sama bym nie wpadła. Każdy ma swoją działkę i w niej jest specjalistą i stara się najlepiej jak potrafi. I może dlatego nie mamy do siebie nawzajem pretensji?


    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • ck2 11.07.19, 11:40
    I tutaj się zgodzę- administracja omawia z jaśnienaukowcem krzesła , informatyk omawia z nim komputery, itp. Później przekazują ustalenia, najlepiej w formie opisu, do osoby odpowiedzialnej formalnie za przetarg. Czyli jednak jaśnienaukowiec powinien się wysilić i coś konkretnego z siebie wyartykułować, a nie "ja chcę krzesła" i finito. A tak czasami to wygląda.
  • a23a23 11.07.19, 12:18
    ck2 napisała:

    > I tutaj się zgodzę- administracja omawia z jaśnienaukowcem krzesła , informatyk
    > omawia z nim komputery, itp.

    Już samo Twoje słownictwo wskazuje z czego może wynikać problem - jak pogardliwie kogoś traktujesz ("jaśnienaukowiec") to on tak samo będzie traktował Ciebie ("biurwa z administracji"). I wzajemnie będziecie się podgryzali, przerzucając między sobą papierki o zakresie obowiązków.

    > Później przekazują ustalenia, najlepiej w formie
    > opisu, do osoby odpowiedzialnej formalnie za przetarg.

    Zależy co rozumiesz jako ustalenia. Bo jeżeli "potrzebuję odczynnika X i Y", to jest ok. A jeżeli - potrzebuję odczynnika X, który najtańszy jest w firmie ABC, ale zrobiłam też rozeznanie rynku i przyniosłam wam ofertę firmy BCD i CXZ, bo cena będzie powyżej tego i tego poziomu więc jeszcze nie wejdziemy w próg przetargowy, więc rozeznanie rynku wystarczy (bo nikt tego jeszcze nie kupił w tym roku na całej uczelni, więc zbiorcxzego progu od jednego zamawiającego też nie przekroczę) a oprócz tego potrzebuję Y, ale tutaj już trzeba przetarg, więc przygotowałam Wam całą procedurę, tylko proszę łaskawie ją umieśćcie na stronie - to jednak nie tak to powinno wyglądać.

    > Czyli jednak jaśnienauko
    > wiec powinien się wysilić i coś konkretnego z siebie wyartykułować, a nie "ja c
    > hcę krzesła" i finito. A tak czasami to wygląda.
  • ck2 11.07.19, 13:11
    To "pogardliwrle" nastawienie z mojej strony nie wzięło się z sufitu, chociaż oczywiście można gdybać co było pierwsze, kura czy jajko. Drugi akapit dowodzi, że masz niewielkie rozeznanie w temacie zamówień publicznych. Gwoli sprawiedliwości - jak każdy kto się tym nie zajmuje, nie ma w tym nic dziwnego. Stąd utożsamianie przygotowania lub chociaż określenia opisu przedmiotu z przygotowaniem "całej procedury", którą wystarczy już "tylko" umieścić na stronie.
  • a23a23 11.07.19, 13:41
    ck2 napisała:

    > To "pogardliwrle" nastawienie z mojej strony nie wzięło się z sufitu, chociaż o
    > czywiście można gdybać co było pierwsze, kura czy jajko.

    Pewnie obie strony mają swoje za uszami, ale to działa w obie strony. W każdym razie, w instytucjach które znam całość (z OBU stron) idzie w dobrym kierunku smile

    > Drugi akapit dowodzi,
    > że masz niewielkie rozeznanie w temacie zamówień publicznych. Gwoli sprawiedliw
    > ości - jak każdy kto się tym nie zajmuje, nie ma w tym nic dziwnego.

    Powiem więcej - nie powinnam się na tym wcale znać smile Nic a nic, więc i tak wiem za dużo (chociaż oczywiście to promil w porównaniu z tym co wiedzą specjaliści w tej dziedzinie, przed którymi (serio!) chylę czoła i chciałabym ich mieć w swoim otoczeniu na codzień).

    > Stąd utożs
    > amianie przygotowania lub chociaż określenia opisu przedmiotu z przygotowaniem
    > "całej procedury", którą wystarczy już "tylko" umieścić na stronie.

    Opis był celowo przejaskrawiony i mocno uproszczony, ale głównie chodziło mi o różnicę między "potrzebuję X", a "potrzebuję X, więc spędziłam tydzień przed komputerem na kompletowaniu ofert i robieniu rozeznania rynku". Bo że poza tym jest mnóstwo procedur które ktoś opracował, wdrożył i dba żeby cała uczelnia działała zgodnie z literą prawa to doskonale wiem - i między innymi za to uczelnia bierze "haracz" wg rikiego, narzuty wg mnie.
  • a23a23 11.07.19, 12:22
    turzyca napisała:

    > >później pretensje, że np. sprzęt nie taki, bo pan naukowiec czy nawet ktoś
    > techniczny nie umie wyartykułować czego chce
    >
    > Wiesz, na moich niepolskich uczelniach wygląda to tak, że przychodzi np. inform
    > atyk i omawia ze mną do czego potrzebny mi sprzęt. Jakich programów będę używać
    > , jakich na pewno nie.
    > To są cenieni specjaliści, bo mamy świadomość, że dzięki tej godzinnej rozmowie
    > oszczędzamy sobie tygodnia zmagania się z czymś na czym mu się nie znamy. Ja p
    > o Oluś takich rozmowach wiem, że na kilka rzeczy sama bym nie wpadła. Każdy ma
    > swoją działkę i w niej jest specjalistą i stara się najlepiej jak potrafi. I mo
    > że dlatego nie mamy do siebie nawzajem pretensji?

    Dokładnie, to jest właśnie coś, czego mi brakuje w polskich istytucjach. Nie tylko braku wsparcia administracyjnego, ale właśnie takiej obudowy "technicznych" specjalistów. I to jest wg mnie jeden z problemów polskiej nauki, a nie to, że pan dr hab bzykacz niepospolity nie może skleić artykułu na poziomie IF.
  • turzyca 11.07.19, 10:02
    >W normalnych firmach jest tak, że opis przedmiotu, stanowiący cząstkę przetargu, robi lub chociażby precyzuje osoba merytorycznie zainteresowana.

    Mówimy o krzesłach, biurkach itp? To ja nie znam normalnych firm, bo we wszystkich które znam, zgłasza się zapotrzebowanie i administracja załatwia. Uwzględniając także przypadki szczególne typu facet 205 cm wzrostu, 130 wagi potrzebujący mebli niestandardowych.
    Bo fachowcom płaci się za bycie fachowcami. Administracja robi swoje, kadry robią swoje, specjaliści robią swoje.

    >No ale wielcy panowie naukowcy lubią, kiedy robi się wszystko co nienaukowe za nich, bo oni są od wyższych celów.

    Nie znam prawników, informatyków, brokerów, księgowych, menedżerów, kadrowych i w ogóle specjalistów wszelakiej maści, którzy w ramach etatu mają sobie wyszukiwać krzesło. Oni są zatrudniani do robienia innych rzeczy i za to im płacą.
    Dlaczego nie uznajesz naukowców za specjalistów?


    --
    Pani Grzyb tlumaczy
  • a23a23 11.07.19, 12:13
    turzyca napisała:

    > >Obsluga grantu nie jest "nieistniejaca.
    >
    > Na uczelniach? Realnie nieistniejąca. Sensowna obsługa grantów w Polsce jest ty
    > lko w jednostkach badawczych, na uczelniach leży i kwiczy. Między innymi dlateg
    > o że jest za mało administracji, która jest w związku z tym przeciążona i zwala
    > co się da na naukowców.

    Wiesz, ja nie mówię, że jest dobrze wink Napisałam tylko, że nie można mówić, że nie istnieje zupełnie, a uczelnia pobiera haracz. Bo jednak cała księgowość, konta, administracja etc. jest załatwiana przez uczelnię. A przede wszystkim - doceniam postęp, w stosunku do tego co było jeszcze chociażby 10 lat temu.

    >
    > >Po pierwsze, z projektami zwiazana jest cala administracyjna papierologia,
    > ktora ktos musi zrobic.
    >
    > Nie zliczę, ile razy znajomi naukowcy musieli przygotować np. dane do przetargó
    > w. Przy czym nie mówimy o osprzęcie specjalistycznym tylko o krzesłach.

    Wiem, nie jest dobrze wink Ale i nie tragicznie, a wiele z głupich uwarunkowań wynika po prostu z głupich przepisów, a nikt nie chce się narażać (więc mamy potójne dupochrony). Ukochana chociażby przez wszystkich ustawa o zamówieniach publicznych, stworzona dla zupełnie innych warunków i innego poziomu inwestycji, a stosować ją trzeba (więc różne mniej lub bardziej udane procedury z tego wychodzą).
    Ale rzeczywiście, jak powinna działać obsługa projektów naukowych przekonałam się w niemieckich instytucjach - i prawdę mówiąc, nie wiem czy w Niemczech też jest coś takiego jak ustawa o zamówieniach publicznych, bo po prostu nie musiałam tego wiedzieć. Wiedziałam co potrzebuję do badań i to rolą instytutu było mi to dostarczyć na biurko.
  • turzyca 11.07.19, 09:10
    >Albo starać sie o jakieś zagraniczne granty.

    Żeby dostać zagraniczny grant trzeba zainwestować. Zagraniczne uczelnie bez mrugnięcia okiem płacą kilkanaście tysięcy za usługi firm wyspecjalizowanych w przygotowywaniu grantów ERC albo tworzą równie wyspecjalizowane komórki. Polskie nie dadzą kasy nawet na profesjonalną korektę językową. No to z czym do ludzi?

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • babcia.stefa 11.07.19, 14:26
    Albo robić na swetry na drutach.
    Albo wozić żarcie w UberEats.

    Jak rany, naukę się właśnie robi tak, że ludzie se dłubią na tych etatach i nie muszą dorabiać na prawo i lewo.

    --
    "Dobrze ze dzieki PiS zostałaś zmuszona zeby zacząć szanować bliskich"
    asmarabis
  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 19:05
    riki_i napisał:

    > Dyskusja z Tobą jest bezcelowa i bezsensowna, ale przyjmij do wiadomości, że w
    > nauce zarabia się na etacie.

    Tak, w bezwartościowej nauce zarabia się na etacie czyli pierdząc w stołek. Chłopaki z PW nie mają czasu ani ochoty mieć więcej niż minimum etatu na uczelni.

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • riki_i 10.07.19, 19:14
    No to może chłopaki z PW dorabiają sobie w przemyśle. Ten gość zajmuje się humanistycznymi bzdetami, tutaj możliwości dorobienia na boku poza szkolnictwem wyższym nie ma.
  • reinadelafiesta 11.07.19, 12:41
    Riki_i
    Ale o jakiej " nauce" możemy mówić, jeśli facet pracuje na kilka etatów? On co najwyżej może być wykładowcą i to też pewnie nie rewelacyjnym. Na pracę naukową to trzeba mieć czas, a nie jak chomik w kołowrotku latać między uczelniami.

    --
    Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
  • riki_i 11.07.19, 13:28
    Nauki w PL to nie ma i nie było, pominąwszy jakieś nieliczne rezerwaty, głównie z nauk ścisłych.

    Stan "latania jak chomik w kołowrotku między uczelniami" był oczywistą patologią, ale pozwalał żyć na normalnym poziomie.

    Potem wymyślono wielką naukę bez pieniędzy i ten chory stan trwa do dzisiaj.
  • riki_i 10.07.19, 17:31
    Napisałaś dwa krótkie zdania, w których sobie samej zaprzeczyłas. Duży sukces! ☺

    Koniec wieloetatowosci ma to do siebie, że nie można dorobić w zawodzie. Bo masz zakaz.

    Rozumiem, że chcesz wysłać tego dr habilitowanego na kasę do biedry, tak?!
  • iwoniaw 10.07.19, 20:12
    Rozumiem, że chcesz wysłać tego dr habilitowanego na kasę do biedry, tak?!

    No, tak szczerze mówiąc, jeśli gość niczego nie potrafi i do innej pracy się nie nadaje, a w swojej branży, w której ponoć jest specjalistą, nie jest w stanie - jak twierdzi(sz) - dorobić ani na grantach, ani na publikacjach, ani na uczeniu ludzi, to niby co jest w tej propozycji niewłaściwego? Czym się pan różni od dowolnego 50-latka bez kwalifikacji? Ma chociaż prawko na jakieś pojazdy inne niż osobówka? Zna na poziomie C-2 jakiś język obcy (albo kilka)? Innowatorem ratującym świat nie jest, prochu nie wymyślił i się nie zanosi, życia ludzkiego nie ratuje, do żadnych prac fizycznych nie ma smykałki ani uprawnień do takich, gdzie uprawnienia są potrzebne - kto i dlaczego miałby twoim zdaniem chcieć mu za coś (i za co przede wszystkim) płacić? Z jego brakiem jakichkolwiek zalet na rynku pracy to on powinien się z tego 4,5 tys. cieszyć, bo go stanowczo przepłacają na tym etacie, biorąc pod uwagę, co właściwie robi...


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • riki_i 10.07.19, 20:29
    Zawsze śmieszy mnie, gdy do polskiego grajdołka ktoś usiłuje przykładać światową miarę. Chcesz mieć za 4500 zł netto naukowca publikującego na liście filadelfijskiej? Dodaj mu do pensji jedno zero, to będziesz mogła wymagać. Za publikacje to dziś naukowcy płacą, a nie im się płaci. Granty polskie (NCN? to się chyba tak nazywało) to żart typu tysiąc zł do pensji. Sensem istnienia ludzi na uczelniach jest nauczanie studentów i tyle. Wszystko. Wtedy, gdy mogli chalturzyc na kilku uczelniach, to jakoś zarabiali. Gdy w imię rzekomego "poziomu" zabroniono nawet drugiego etatu, a ten pierwszy pozostawiono na głodowym poziomie, zrobiła się kicha.
  • a23a23 10.07.19, 20:38
    Mój Drogi, zrozum wreszcie, że wbrew temu co opowiada Ci kolega o wątpliwych zdolnościach, publikowanie w czasopismach z IF (bo rozumiem, że o tym piszesz) to żaden wyczyn - pierwsze publikacje na takim poziomie miałam już w trakcie studiów, a po pierwsze żaden ze mnie geniusz, a po drugie - nikt mi wtedy za to w ogóle nie płacił, nie mówiąc o 4500 PLN na rękę. Za publikację w open access owszem się płaci, ale nie samemu, a właśnie płacą za to te yeti, o których rozmawialiśmy wcześniej.
    Zabroniono pracy na wielu etatach właśnie przez takich knurów, którzy nie robili nic, poza jeżdżeniem od jednej prywatnej szkółki do drugiej. I bardzo dobrze, że zabroniono jednocześnie dając realne szanse na dobre stypendia dla ludzi którzy na uczelni robili coś poza "bzykaniem studentek" (ale niestety zaczyna się jeden wielki burdel przez reformę Gowina). Ta habilitacja kolegi btw to czasem nie słowacka z Rużomberka?
  • riki_i 10.07.19, 20:50
    To Ty jesteś Armia Zbawienia, że za darmo pisałaś naukowe teksty? To jakaś paranoja, robić za darmo coś, co pochłania olbrzymie zasoby czasu i intelektu. Kto cię wtedy utrzymywał? Mamusia z tatusiem?

    Z tego co mi wiadomo, za Kudryckiej wprowadzono dwa etaty i wtenczas ten kolega to chwalił, bo to mu się jakoś spinało razem z nadgodzinami. Bzykanie studentek to po prostu nierozerwalny aspekt tego zawodu, więc nie wyciągaj tego w każdym poście, bo sensu nie widzę. Tłumaczę ci, że w działce tego człowieka szkolnictwo wyższe opiera się de facto na szkółce (kształceniu studentów), a badania to ściema. No kurcze, skoro tak jest, to dyskutujemy o tym jak jest, a nie o tym, jak być powinno, względnie o tym, co się komu wydaje.
  • a23a23 10.07.19, 21:04
    riki_i napisał:

    > To Ty jesteś Armia Zbawienia, że za darmo pisałaś naukowe teksty? To jakaś para
    > noja, robić za darmo coś, co pochłania olbrzymie zasoby czasu i intelektu. Kto
    > cię wtedy utrzymywał? Mamusia z tatusiem?

    Utrzymywało mnie stypendium naukowe, korepetycje i jakieś inne dorywcze fuchy. Czytać ze zrozumieniem nie potrafisz - pisałam o czasach studenckich. I tylko po to, żeby Ci pokazać, że publikowanie na poziomie IF to żaden wyczyn, wbrew temu co ktoś Ci próbuje wmówić.
    I w normalnym świecie tak jest, że najpierw się sieje, a potem zbiera plony - więc jako student czasami robi się coś "za darmo" tylko po to żeby zdobyć doświadczenie i potem już tylko zbierać.

    > Bzykanie studente
    > k to po prostu nierozerwalny aspekt tego zawodu, więc nie wyciągaj tego w każdy
    > m poście, bo sensu nie widzę.

    A właśnie, że będę - bo to idealnie obrazuje po pierwsze absurd wszystkich Twoich twierdzeń na temat uczelni (teraz jeszcze dołożyłeś o nierozerwalności tegoż z zawodem), po drugie pokazuje poziom kolegi, a po trzecie - poziom środowiska, w którym się obracasz albo które sobie imaginujesz. A poza tym wszystkim - niezmiernie mnie bawi smile

    > Tłumaczę ci, że w działce tego człowieka szkolnic
    > two wyższe opiera się de facto na szkółce (kształceniu studentów), a badania to
    > ściema. No kurcze, skoro tak jest, to dyskutujemy o tym jak jest, a nie o tym,
    > jak być powinno, względnie o tym, co się komu wydaje.

    A ja Ci tłumaczę, że ktoś Ci ściemę wali i tłumaczy własną nieudolność. Nie odpowiedziałeś na pytanie - habilitacja słowacka?
  • riki_i 10.07.19, 21:57
    1. Nigdy w życiu nie zrobiłem żadnej pracy stricte zawodowej ZA DARMO. Trzeba być skończonym głupkiem, aby gratisowo robić w miejscu pracy coś, co wymaga specjalistycznej unikalnej wiedzy. Nie dość , że jest to skrajnie głupie, to jeszcze psuje rynek, bo powoduje oczekiwania, że pojawią inni jelenie, którzy będą robić podobne rzeczy za Bóg zapłać. I nie, nie jestem bezdusznym materialistą. W ramach powiedzmy, że hobby, robię również rzeczy non profit, ale w miejscach do tego przeznaczonych. Na przykład podesłałem pewnemu dość znanemu blogerowi ekonomicznemu analizę, którą chętnie opublikował (oczywiście zaznaczając, że to ja jestem jej autorem - btw był to inny nick, jeśli to kogoś ciekawi ).

    2. Nie jest tajemnicą , że parę lat sam pracowałem na uczelni (pisałem o tym wielokrotnie). Wybzykałem tabuny studentek i same się pchały. No tak już jest w przyrodzie, chyba, że jest się incelem (takich na uczelniach nie brakuje).

    3. Nie, habilitację zrobił na UW.
  • a23a23 10.07.19, 22:19
    riki_i napisał:

    > 1. Nigdy w życiu nie zrobiłem żadnej pracy stricte zawodowej ZA DARMO. Trzeba b
    > yć skończonym głupkiem, aby gratisowo robić w miejscu pracy coś, co wymaga spec
    > jalistycznej unikalnej wiedzy.

    Ale Ty w ogóle rozumiesz na co odpowiadasz? To nie było moje MIEJSCE PRACY, tylko miejsce, gdzie studiowałam - uczyłam się. I w trakcie tych studiów miałam publikacje na poziomie IF - ergo to nie jest takie trudne, skoro studentka może, to wielki pan dr habilitowany bzykacz niepospolity też.

    > Nie dość , że jest to skrajnie głupie, to jeszcz
    > e psuje rynek, bo powoduje oczekiwania, że pojawią inni jelenie, którzy będą ro
    > bić podobne rzeczy za Bóg zapłać.

    Publikowanie swojej pracy jest w świecie nauki chlebem powszednim - to rodzaj raportu z tego, czym się zajmujesz za podatników lub sponsora/inwestora pieniądze. Trudno, żeby płacił mi ktoś za redagowanie tekstu - w końcu nie jestem pisarzem tworzącym beletrystykę.

    > I nie, nie jestem bezdusznym materialistą. W
    > ramach powiedzmy, że hobby, robię również rzeczy non profit, ale w miejscach do
    > tego przeznaczonych. Na przykład podesłałem pewnemu dość znanemu blogerowi eko
    > nomicznemu analizę, którą chętnie opublikował (oczywiście zaznaczając, że to ja
    > jestem jej autorem - btw był to inny nick, jeśli to kogoś ciekawi ).

    To trochę tłumaczy poziom tekstów ekonomicznych w polskiej blogosferze (większość puka w dno od spodu...), więc na Twoim miejscu bym się raczej tym nie chwaliła.
    >
    > 2. Nie jest tajemnicą , że parę lat sam pracowałem na uczelni (pisałem o tym wi
    > elokrotnie).

    Jako szatniarz czy wykładowca chemii?

    > Wybzykałem tabuny studentek i same się pchały. No tak już jest w p
    > rzyrodzie, chyba, że jest się incelem (takich na uczelniach nie brakuje).

    Chyba już wiem - Ty uniwersytet z agencją towarzyską pomyliłeś i dlatego dziwisz się, że wyszedłeś stamtąd z pustym portfelem.
    >
    > 3. Nie, habilitację zrobił na UW.

    Czyli (zakładając, że tak było rzeczywiście, bo naprawdę czuję tutaj słowacki zapaszek...) świadomie podpisał się pod nieprawdą - wszak habilitacja ma stanowić "znaczący wkład w rozwój nauki".
  • riki_i 10.07.19, 23:45
    a23a23 napisał(a):

    > Ale Ty w ogóle rozumiesz na co odpowiadasz? To nie było moje MIEJSCE PRACY, tyl
    > ko miejsce, gdzie studiowałam - uczyłam się. I w trakcie tych studiów miałam pu
    > blikacje na poziomie IF - ergo to nie jest takie trudne, skoro studentka może,
    > to wielki pan dr habilitowany bzykacz niepospolity też.

    Nie chrzań głupot, bo porządny artykuł naukowy wymaga przeprowadzenia badań, które kosztują i żaden student nie ma budżetu na takie fanaberie. A IF mają również rozmaite "Przeglądy Ziemniaka Polskiego", które cwane kliki i sitwy wpychają do obiegu (pseudo)naukowego. Więc może pochwal nam się, cóż to było za wiekopomne osiągnięcie naukowe? Bo na razie radośnie faflunisz.

    > Publikowanie swojej pracy jest w świecie nauki chlebem powszednim - to rodzaj r
    > aportu z tego, czym się zajmujesz za podatników lub sponsora/inwestora pieniądz
    > e. Trudno, żeby płacił mi ktoś za redagowanie tekstu - w końcu nie jestem pisar
    > zem tworzącym beletrystykę.

    O czym jest ta wypowiedź? No ok, to wszystko prawda, tylko po chusteczkę o tym piszesz?

    > To trochę tłumaczy poziom tekstów ekonomicznych w polskiej blogosferze (większo
    > ść puka w dno od spodu...), więc na Twoim miejscu bym się raczej tym nie chwali
    > ła.

    Nie bój się, akurat na kwestiach które opisałem prawie nikt się nie zna. I akurat tobie nie muszę niczego udowadniać, koniec tematu. Jeszcze tego brakowało, żebym się tłumaczył z życia zawodowego przed zawistną netową frustratką .

    > > 2. Nie jest tajemnicą , że parę lat sam pracowałem na uczelni (pisałem o
    > tym wi
    > > elokrotnie).
    >
    > Jako szatniarz czy wykładowca chemii?

    Jako szambonurek. Toalety na wydziale ciągle się zapychały, góvno wybijało, no i najęli gościa, żeby nurkował w fekaliach i przepychał odpływ. Mam nadzieję, że zaspokoiłem twą ciekawość...

    > Chyba już wiem - Ty uniwersytet z agencją towarzyską pomyliłeś i dlatego dziwi
    > sz się, że wyszedłeś stamtąd z pustym portfelem.

    Z jakim niby pustym portfelem? Owszem, na państwowej uczelni zarabiałem grosze, ale w czasie rozkwitu szkół gotowania na gazie chałturzyłem i miałem z tego dobrą kasę. Właśnie w takich okolicznościach (na wyjazdowym ochlaju w szkółce tego i owego) poznałem wspomnianego kolegę.

    > > 3. Nie, habilitację zrobił na UW.
    >
    > Czyli (zakładając, że tak było rzeczywiście, bo naprawdę czuję tutaj słowacki z
    > apaszek...) świadomie podpisał się pod nieprawdą - wszak habilitacja ma stanowi
    > ć "znaczący wkład w rozwój nauki".

    Teraz to ja zachodzę w głowę, czy ty faktycznie masz jakikolwiek związek z nauką? Od kiedy polska habilitacja ma cokolwiek wspólnego ze "znaczącym wkładem w rozwój nauki"??? Jako świeży magister i asystent zostałem przymusowo oddelegowany na radę wydziału, gdzie kazano mi protokołować kolokwia habilitacyjne. Na wołowej skórze nie sposób opisać , co tam się działo! Przechodziły rzeczy wprost niesłychane, niektóre były gorsze od pracy magisterskiej. Wszystko zależało od tego, kto pod kogo był podczepiony, z kim chlał wódkę, ewentualnie kto kogo bzykał.

    A paru autentycznych mózgowców było tępionych i rzucano im kłody pod nogi. Jednego załatwili totalnie po chamsku, napisał świetną pracę z pogranicza dyscyplin, to mu wzięli recenzenta z tej działki obok, który napisał, że dzieło nie trzyma metodologii. I to był pretekst, żeby uwalić. De facto praca była bez zarzutu, ale nikogo to nie obchodziło. Profesor X dał sygnał żeby uwalić, no to stadnie zagłosowano 'na nie'. Temu facetowi ponoć złamali życie (ktoś mi potem po latach mówił, że nieciekawie mu się potoczyło)..
  • a23a23 11.07.19, 00:19
    riki_i napisał:

    > a23a23 napisał(a):
    >
    > > Ale Ty w ogóle rozumiesz na co odpowiadasz? To nie było moje MIEJSCE PRAC
    > Y, tyl
    > > ko miejsce, gdzie studiowałam - uczyłam się. I w trakcie tych studiów mia
    > łam pu
    > > blikacje na poziomie IF - ergo to nie jest takie trudne, skoro studentka
    > może,
    > > to wielki pan dr habilitowany bzykacz niepospolity też.
    >
    > Nie chrzań głupot, bo porządny artykuł naukowy wymaga przeprowadzenia badań, kt
    > óre kosztują i żaden student nie ma budżetu na takie fanaberie.

    Nigdzie nie napisalam, ze nie bylo badan ani ze nie bylo na nie funduszy. Bylo i jedno i drugie. Plus uczelnia, ktora dala przestrzen, infrastrukture i afiliacje. I nie sa to prace na miare Nobla oczywiscie, ale zupelnie przyzwoite publikacje, ktorych do tej pory nie musze sie wstydzic.


    > A IF mają równi
    > eż rozmaite "Przeglądy Ziemniaka Polskiego", które cwane kliki i sitwy wpychają
    > do obiegu (pseudo)naukowego. Więc może pochwal nam się, cóż to było za wiekopo
    > mne osiągnięcie naukowe? Bo na razie radośnie faflunisz.

    Moj drogi, przeczysz sam sobie. Napisalam o moich studenckich pracach tylko dlatego, ze probowales udowodnic, ze w naszym grajdolku nie da sie publikowac w czasopismach bedacych w obiegu miedzynarodowych, wiec nie powinno sie tego wymagac od twego kolegi dr hab bzykacza niepospolitego. Wiec napisalam, ze to bzdura, bo mnie, ktorej jest bardzo daleko do geniuszu dr hab bzykacza niepospolitego bylam to w stanie zrobic juz jako studentka. Na co zmieniasz front i mowisz, ze IF to nic. Wiec jesli to nic takiego, to dlaczego dr hab bzykacz niepospolity nie moze tego robic?

    >
    > > Publikowanie swojej pracy jest w świecie nauki chlebem powszednim - to ro
    > dzaj r
    > > aportu z tego, czym się zajmujesz za podatników lub sponsora/inwestora pi
    > eniądz
    > > e. Trudno, żeby płacił mi ktoś za redagowanie tekstu - w końcu nie jestem
    > pisar
    > > zem tworzącym beletrystykę.
    >
    > O czym jest ta wypowiedź? No ok, to wszystko prawda, tylko po chusteczkę o tym
    > piszesz?

    Bo mi zarzucasz, ze pracuje za darmo. Wiec w mojej dobroci tlumacze Ci jak ten swiat dziala.


    >
    > > To trochę tłumaczy poziom tekstów ekonomicznych w polskiej blogosferze (w
    > iększo
    > > ść puka w dno od spodu...), więc na Twoim miejscu bym się raczej tym nie
    > chwali
    > > ła.
    >
    > Nie bój się, akurat na kwestiach które opisałem prawie nikt się nie zna.

    I dlatego wolno na ten temat pisac dowolne bzdury? Tak, wiem wybitnie dr hab niepospolici czasem maja taka taktyke, ale raczej sie nia nie chwala. W sumie mozna Twoja odwage podziwiac...

    > I akur
    > at tobie nie muszę niczego udowadniać, koniec tematu. Jeszcze tego brakowało, ż
    > ebym się tłumaczył z życia zawodowego przed zawistną netową frustratką .

    Powiedzial facet siedzacy na babskim forum i szukajacy tutaj atencji big_grin

    >
    > > > 2. Nie jest tajemnicą , że parę lat sam pracowałem na uczelni (pisa
    > łem o
    > > tym wi
    > > > elokrotnie).
    > >
    > > Jako szatniarz czy wykładowca chemii?
    >
    > Jako szambonurek. Toalety na wydziale ciągle się zapychały, góvno wybijało, no
    > i najęli gościa, żeby nurkował w fekaliach i przepychał odpływ. Mam nadzieję, ż
    > e zaspokoiłem twą ciekawość...

    Coming out to dobra sprawa, popieram. A to pewnie bylaby najbardziej pozyteczna rzecz jaka w zyciu zrobiles.

    >
    > > Chyba już wiem - Ty uniwersytet z agencją towarzyską pomyliłeś i dlatego
    > dziwi
    > > sz się, że wyszedłeś stamtąd z pustym portfelem.
    >
    > Z jakim niby pustym portfelem? Owszem, na państwowej uczelni zarabiałem grosze,
    > ale w czasie rozkwitu szkół gotowania na gazie chałturzyłem i miałem z tego do
    > brą kasę. Właśnie w takich okolicznościach (na wyjazdowym ochlaju w szkółce teg
    > o i owego) poznałem wspomnianego kolegę.

    Dobrze, nie bedzie ze on istnieje.
    >
    > > > 3. Nie, habilitację zrobił na UW.
    > >
    > > Czyli (zakładając, że tak było rzeczywiście, bo naprawdę czuję tutaj słow
    > acki z
    > > apaszek...) świadomie podpisał się pod nieprawdą - wszak habilitacja ma s
    > tanowi
    > > ć "znaczący wkład w rozwój nauki".
    >
    > Teraz to ja zachodzę w głowę, czy ty faktycznie masz jakikolwiek związek z nauk
    > ą? Od kiedy polska habilitacja ma cokolwiek wspólnego ze "znaczącym wkładem w r
    > ozwój nauki"???

    Przeciez ja tylko cytuje ustawe big_grin

    > Jako świeży magister i asystent zostałem przymusowo oddelegowan
    > y na radę wydziału, gdzie kazano mi protokołować kolokwia habilitacyjne. Na woł
    > owej skórze nie sposób opisać , co tam się działo! Przechodziły rzeczy wprost n
    > iesłychane, niektóre były gorsze od pracy magisterskiej. Wszystko zależało od t
    > ego, kto pod kogo był podczepiony, z kim chlał wódkę, ewentualnie kto kogo bzyk
    > ał.

    A tutaj widzimy jak riki wyobraza sobie swiat. Jeszcze napisz ze byles na habilitacji, na ktorej meska czesc komisji po kolei przeleciala habilitantke na katedrze.

    >
    > A paru autentycznych mózgowców było tępionych i rzucano im kłody pod nogi. Jedn
    > ego załatwili totalnie po chamsku, napisał świetną pracę z pogranicza dyscyplin
    > , to mu wzięli recenzenta z tej działki obok, który napisał, że dzieło nie trzy
    > ma metodologii. I to był pretekst, żeby uwalić. De facto praca była bez zarzutu
    > , ale nikogo to nie obchodziło. Profesor X dał sygnał żeby uwalić, no to stadni
    > e zagłosowano 'na nie'. Temu facetowi ponoć złamali życie (ktoś mi potem po lat
    > ach mówił, że nieciekawie mu się potoczyło)..

    Takich historii slyszalam mnostwo. Tyle tylko, ze jak glebiej pogrzebac albo jak sie wiedzialo o kogo chodzi, to okazywalo sie, ze to tylko miejskie legendy albo biadolenia 'nielusznie sktrzywdzonych genialnych umyslow'. Podobnie jak Twoja historia o dr hab bzykaczu niepospolitym, ktory nie dostanie grantu, bo uniego ich nie daja.

    Podsumowujac, bo zaczyna mnie to nudzic. Kolego drogi, raczysz nas na forum coraz ciekawszymi dykteryjkami z zycia. I o ile dotycza mafii i ciemnych interesow, to raczej nikt ze wspolforumowiczek nie jest w stanie ich zweryfikowac, bo raczej tutaj nikt sie w takim gronie nie obraca. Ale jak probujesz mowic o 'normalniejszym' swiecie, to wychodzs takie bzdury jak tutaj. Ot, swiat wg rikiego.
  • riki_i 11.07.19, 00:30
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • a23a23 11.07.19, 00:39
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • riki_i 11.07.19, 00:54
    Witam panią Snejkową, teraz już doskonale poznaję ten jedyny w swoim rodzaju styl dochrzaniania się. Całuski!
  • a23a23 11.07.19, 01:53
    riki_i napisał:

    > Witam panią Snejkową, teraz już doskonale poznaję ten jedyny w swoim rodzaju st
    > yl dochrzaniania się. Całuski!

    Jeśli to do mnie to pochlebiasz mi, ale pudło smile

    Ale oczywiście tłumasz to sobie tak - ktoś Cię nie lubi i dlatego nie wierzy w Twoje bzdety. A nie dlatego, że to bzdety.
  • snakelilith 11.07.19, 12:40
    riki_i napisał:

    > Witam panią Snejkową, teraz już doskonale poznaję ten jedyny w swoim rodzaju st
    > yl dochrzaniania się. Całuski!

    Kocurku, cały internte wie, że ja studiowałam za zachodnią granicą, więc nic z tą forumką i doświadczeniami na polskich uczelniach nie mam wspólnego, oprócz chyba tylko pogardy dla ciebie. A ponieważ pisanie pod dwoma nickami w jednym wątku jest zabronione i moderacja takie wpisy usuwa udowadniam ci wię, że nie rozmawiasz ze "Snejkową". Ale pogadaj z bywalcem i załóżcie sobie mój funclub.


    --
    "Jeśli to dziury na dupie, to nie mam nic przeciwko..." - bywalec.hoteli
  • riki_i 11.07.19, 13:32
    No fakt, jesteś przede wszystkim za stara, żeby się mieścić we wzorcu osobowym mojej hejterki z tego wątku. Ale tę jej argumentację skądś znam, to jest jakaś tam thank_you czy inna cholera.

    Co do Ciebie, to ja bynajmniej tobą nie gardzę. Jesteś śmieszna w tej swojej nienawiści do facetów.
  • a23a23 11.07.19, 13:57
    riki_i napisał:

    > Co do Ciebie, to ja bynajmniej tobą nie gardzę. Jesteś śmieszna w tej swojej ni
    > enawiści do facetów.

    Kochanie Ty moje, nie wiem skąd wziąłeś nienawiść do facetów - ja Was wszystkich niezmiernie kocham smile
    A nienawidzę - nie, to zbyt ostre słowa - ludźmi (obojga płci) którzy dymali system na potęgę, śmiali się innym w twarz, a teraz są wielce poszkodowani, bo systemu dymać się więcej nie da.
  • riki_i 11.07.19, 15:46
    Ludźmi, którzy dymali system? To nimi dymano tworząc fortuny właścicieli wyższych szkół gotowania na gazie.

    PS. Chyba jednak zapomniałaś się przelogowac.
  • szeera 11.07.19, 14:15
    "Jesteś śmieszna w tej swojej nienawiści do facetów."

    Ale to już chyba wcześniej ustaliliśmy, kto na forum najbardziej nienawidzi facetów - ci którzy opisują ich cały czas jako ograniczonych intelektualnie knurów, niezdolnych do stworzenia związku.
  • snakelilith 11.07.19, 14:54
    riki_i napisał:

    > Co do Ciebie, to ja bynajmniej tobą nie gardzę. Jesteś śmieszna w tej swojej ni
    > enawiści do facetów.

    Kolejny pogięty samiec na tym forum, który uważa się za reprezentację całego męskiego świata. Już pisałam bywalcowi i napiszę tobie, z prawdziwymi facetami, to wy macie wspólnego tylko dyndadło pomiędzy nogami, a nawet tego nie potraficie odpowiednio użyć.


    --
    "Mam gdzie indziej włosy smile " - bywalec.hoteli
  • riki_i 11.07.19, 00:52
    A teraz, po wstępie który pewnie zostanie skasowany, odpowiadam merytorycznie.

    a23a23 napisał(a):

    > Nigdzie nie napisalam, ze nie bylo badan ani ze nie bylo na nie funduszy. Bylo
    > i jedno i drugie. Plus uczelnia, ktora dala przestrzen, infrastrukture i afilia
    > cje. I nie sa to prace na miare Nobla oczywiscie, ale zupelnie przyzwoite publi
    > kacje, ktorych do tej pory nie musze sie wstydzic.

    No to dawaj szczegóły diamenciku nauki polskiej! Czego się boisz? Żadnych bliższych szczegółów, choćby takich jaka to dyscyplina? Cienka jesteś jak barszczyk Knorra, tylko obryzgiwać góvnem zza węgła umiesz wyśmienicie.

    > Moj drogi, przeczysz sam sobie. Napisalam o moich studenckich pracach tylko dla
    > tego, ze probowales udowodnic, ze w naszym grajdolku nie da sie publikowac w cz
    > asopismach bedacych w obiegu miedzynarodowych, wiec nie powinno sie tego wymaga
    > c od twego kolegi dr hab bzykacza niepospolitego. Wiec napisalam, ze to bzdura,
    > bo mnie, ktorej jest bardzo daleko do geniuszu dr hab bzykacza niepospolitego
    > bylam to w stanie zrobic juz jako studentka. Na co zmieniasz front i mowisz, ze
    > IF to nic. Wiec jesli to nic takiego, to dlaczego dr hab bzykacz niepospolity
    > nie moze tego robic?

    Zapętlone logicznie bzdury. Napisałem, że punktację i IF mają także rozmaite polskie góvna o znikomej wartości z listy ministerstwa i zasugerowałem, że Twoje rzekome sukcesy naukowe mogły być takiej właśnie proweniencji. Tyle.

    > Bo mi zarzucasz, ze pracuje za darmo. Wiec w mojej dobroci tlumacze Ci jak ten
    > swiat dziala.

    Świat działa tak, że za pracę dostaje się pieniądze. Ale owszem, są szkodnicy którzy robią za darmo z tak kretyńskich pobudek, że wmawiają sobie, że "sieją" (!) . I potem przychodzą pracodawcy z bezpłatnymi stażami dla jelonków-idiotów. I niestety znajdują chętnych.

    > I dlatego wolno na ten temat pisac dowolne bzdury? Tak, wiem wybitnie dr hab ni
    > epospolici czasem maja taka taktyke, ale raczej sie nia nie chwala. W sumie moz
    > na Twoja odwage podziwiac...

    A skąd wiesz, czy ja jestem dr hab ? Skąd wiesz, czy ja napisałem bzdury? Co to w ogóle za rzeźbienie insynuacji w góvnie?

    > Powiedzial facet siedzacy na babskim forum i szukajacy tutaj atencji big_grin

    Jakiej atencji? Nie sądź po sobie. Ja szukam forum wymiany myśli. Tylko niektóre zaburzone psychicznie kobiety muszą sobie nieustannie podnosić samoocenę. Na przykład czepiając się w stylu psychofanki gościa, którego -słusznie, bądź nie- uznały w swym móżdżku za samca alfa, którego z powodu własnej frustracji trzeba koniecznie zniszczyć.

    > Coming out to dobra sprawa, popieram. A to pewnie bylaby najbardziej pozyteczna
    > rzecz jaka w zyciu zrobiles.

    Jadzik główkę uciska.... Kto ci w życiu zrobił krzywdę? Bardzo brzydka jesteś?

    > Przeciez ja tylko cytuje ustawe big_grin

    Śmieszne, że ho ho....

    > A tutaj widzimy jak riki wyobraza sobie swiat. Jeszcze napisz ze byles na habil
    > itacji, na ktorej meska czesc komisji po kolei przeleciala habilitantke na kate
    > drze.

    Kiedyś opiszę szczegółowo w czym uczestniczyłem, póki co ci ludzie żyją i są aktywni zawodowo, nawet gdybym zmienił personalia, dość łatwo byłoby wywnioskować o kogo chodzi. Ja piszę prawdę na forum, w co jednak różne wieśniary i zawistne żmijki nie chcą wierzyć.

    > Takich historii slyszalam mnostwo. Tyle tylko, ze jak glebiej pogrzebac albo ja
    > k sie wiedzialo o kogo chodzi, to okazywalo sie, ze to tylko miejskie legendy a
    > lbo biadolenia 'nielusznie sktrzywdzonych genialnych umyslow'. Podobnie jak Two
    > ja historia o dr hab bzykaczu niepospolitym, ktory nie dostanie grantu, bo unie
    > go ich nie daja.

    A gadaj se , co chcesz.

    > Podsumowujac, bo zaczyna mnie to nudzic. Kolego drogi, raczysz nas na forum cor
    > az ciekawszymi dykteryjkami z zycia. I o ile dotycza mafii i ciemnych interesow
    > , to raczej nikt ze wspolforumowiczek nie jest w stanie ich zweryfikowac, bo ra
    > czej tutaj nikt sie w takim gronie nie obraca. Ale jak probujesz mowic o 'norma
    > lniejszym' swiecie, to wychodzs takie bzdury jak tutaj. Ot, swiat wg rikiego.

    Tak, lepszy jest świat forumowych cnotek-niewydymek, co to nigdy nawet nie przeszły przez przejście dla pieszych na czerwonym świetle. I pałają świętym oburzeniem cioci Kornackiej jak ktoś napisze o realnym życiu , realnym załatwianiu spraw, realnych stosunkach międzyludzkich itp. itd.
  • a23a23 11.07.19, 01:42
    riki_i napisał:

    > A teraz, po wstępie który pewnie zostanie skasowany, odpowiadam merytorycznie.
    >
    > a23a23 napisał(a):
    >
    > > Nigdzie nie napisalam, ze nie bylo badan ani ze nie bylo na nie funduszy.
    > Bylo
    > > i jedno i drugie. Plus uczelnia, ktora dala przestrzen, infrastrukture i
    > afilia
    > > cje. I nie sa to prace na miare Nobla oczywiscie, ale zupelnie przyzwoite
    > publi
    > > kacje, ktorych do tej pory nie musze sie wstydzic.
    >
    > No to dawaj szczegóły diamenciku nauki polskiej! Czego się boisz? Żadnych bliżs
    > zych szczegółów, choćby takich jaka to dyscyplina? Cienka jesteś jak barszczyk
    > Knorra, tylko obryzgiwać góvnem zza węgła umiesz wyśmienicie.
    >

    Ależ przecież cały czas Ci powtarzam, że żadna ze mnie wybitna osoba. A MIMO to udała mi się (i to za studenckich czasów!) taka niebywała sztuka, jak stworzenie porządnych publikacji, obecnych w obiegu międzynarodowym - czego jak mniemam nie jest w stanie osiągnąć wybitny dr habilitowany niepospolity bzykacz.

    > > Moj drogi, przeczysz sam sobie. Napisalam o moich studenckich pracach tyl
    > ko dla
    > > tego, ze probowales udowodnic, ze w naszym grajdolku nie da sie publikowa
    > c w cz
    > > asopismach bedacych w obiegu miedzynarodowych, wiec nie powinno sie tego
    > wymaga
    > > c od twego kolegi dr hab bzykacza niepospolitego. Wiec napisalam, ze to b
    > zdura,
    > > bo mnie, ktorej jest bardzo daleko do geniuszu dr hab bzykacza niepospol
    > itego
    > > bylam to w stanie zrobic juz jako studentka. Na co zmieniasz front i mowi
    > sz, ze
    > > IF to nic. Wiec jesli to nic takiego, to dlaczego dr hab bzykacz nieposp
    > olity
    > > nie moze tego robic?
    >
    > Zapętlone logicznie bzdury. Napisałem, że punktację i IF mają także rozmaite po
    > lskie góvna o znikomej wartości z listy ministerstwa i zasugerowałem, że Twoje
    > rzekome sukcesy naukowe mogły być takiej właśnie proweniencji. Tyle.

    Pisałeś, że nie da się w polskim grajdołku publikować na liście filadelfijskiej, a przynajmniej że ten kolega dr habilitowany niepospolity tego nie potrafi i nie powinno się tego od niego wymagać za 4500PLN. Sprostowałam Twój błąd, przeszłam na czasopisma z IF (bo rozumiem, że po prostu miałeś na myśli punktowane i nie wypominam Ci dobrodusznie tegoż błędu) i piszę, że to nieprawda, że się nie da skoro takiej głupiej studencinie się udało. Wtedy piszesz, że punktowane czasopisma są nic niewarte.
    Wybacz, liczby IF Ci nie podam, ale - studenckie prace były w drugim kwartylu IF dla dyscypliny. Obecne są w pierwszym. I tyle Ci musi wystarczyć.

    >
    > > Bo mi zarzucasz, ze pracuje za darmo. Wiec w mojej dobroci tlumacze Ci ja
    > k ten
    > > swiat dziala.
    >
    > Świat działa tak, że za pracę dostaje się pieniądze. Ale owszem, są szkodnicy k
    > tórzy robią za darmo z tak kretyńskich pobudek, że wmawiają sobie, że "sieją" (
    > !) . I potem przychodzą pracodawcy z bezpłatnymi stażami dla jelonków-idiotów.
    > I niestety znajdują chętnych.

    Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby wymagać od uczelni żeby mi płaciła za to, że na niej studiuję (bo stypenidum naukowe to jednak coś innego niż pensja). Ale dzięki temu, że kiedyś byłam tak głupia, że "siałam" dzisiaj całkiem sprawnie oswajam yeti. I może dlatego właśnie denerwują mnie opowieści frustratów, których jedynym sensownym zajęciem było bzykanie studentek, a teraz tragedia panie bo frukty odjechały.

    >
    > > I dlatego wolno na ten temat pisac dowolne bzdury? Tak, wiem wybitnie dr
    > hab ni
    > > epospolici czasem maja taka taktyke, ale raczej sie nia nie chwala. W sum
    > ie moz
    > > na Twoja odwage podziwiac...
    >
    > A skąd wiesz, czy ja jestem dr hab ?

    Z pewnością jesteś - słowackim najwyżej.

    > Skąd wiesz, czy ja napisałem bzdury?

    Bo piszesz ekonomiczne bzdury na forum i wygląda na to, że nie potrafisz inaczej. Ot, taka mała ekstrapolacja.

    > Co to
    > w ogóle za rzeźbienie insynuacji w góvnie?
    >

    Jak wyżej.

    > > Powiedzial facet siedzacy na babskim forum i szukajacy tutaj atencji big_grin
    >
    > Jakiej atencji? Nie sądź po sobie. Ja szukam forum wymiany myśli.

    Spoko, i to dlatego raczysz nas przezabawnymi dykteryjkami rzekomo z życia wziętego.
    A co do atencji - wybacz mój drogi, ale to nie ja próbuję postawić się na piedestale i każę się podziwiać.

    > Tylko niektór
    > e zaburzone psychicznie kobiety muszą sobie nieustannie podnosić samoocenę. Na
    > przykład czepiając się w stylu psychofanki gościa, którego -słusznie, bądź nie-
    > uznały w swym móżdżku za samca alfa, którego z powodu własnej frustracji trzeb
    > a koniecznie zniszczyć.

    Dobrze, dobrze - psycholog ze mnie żaden więc wymądrzać się nie będę cóż to za dziwne zjawisko każe Ci myśleć o sobie jako o samcu alfa. Ale zapewniam Cię - nawet przez moment, taki malutki momencik nawet nie przyszłoby mi do głowy postawić Cię w tej pozycji tongue_out
    W zasadzie, jeśli sam się tak określasz to tylko pokazuje jak bardzo daleko od tej pozycji jesteś.
    No i skoro jesteś takim samcem alfa, to idź sobie podyskutuj z innymi samcami alfa. Czego do diabła szukasz na babskim forum?

    >
    > > Coming out to dobra sprawa, popieram. A to pewnie bylaby najbardziej pozy
    > teczna
    > > rzecz jaka w zyciu zrobiles.
    >
    > Jadzik główkę uciska.... Kto ci w życiu zrobił krzywdę? Bardzo brzydka jesteś?

    Chciałbyś tongue_out

    >
    > > Przeciez ja tylko cytuje ustawe big_grin
    >
    > Śmieszne, że ho ho....

    Byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdziwe.
    >
    > > A tutaj widzimy jak riki wyobraza sobie swiat. Jeszcze napisz ze byles na
    > habil
    > > itacji, na ktorej meska czesc komisji po kolei przeleciala habilitantke n
    > a kate
    > > drze.
    >
    > Kiedyś opiszę szczegółowo w czym uczestniczyłem, póki co ci ludzie żyją i są a
    > ktywni zawodowo, nawet gdybym zmienił personalia, dość łatwo byłoby wywnioskowa
    > ć o kogo chodzi. Ja piszę prawdę na forum, w co jednak różne wieśniary i zawist
    > ne żmijki nie chcą wierzyć.

    Oczywiście, że tak. Jako jedyny masz monopol na prawdę i prawdziwe życie, a wszyscy inni w jakiejś dziwnej bańce żyją.

    >
    > > Takich historii slyszalam mnostwo. Tyle tylko, ze jak glebiej pogrzebac a
    > lbo ja
    > > k sie wiedzialo o kogo chodzi, to okazywalo sie, ze to tylko miejskie leg
    > endy a
    > > lbo biadolenia 'nielusznie sktrzywdzonych genialnych umyslow'. Podobnie j
    > ak Two
    > > ja historia o dr hab bzykaczu niepospolitym, ktory nie dostanie grantu, b
    > o unie
    > > go ich nie daja.
    >
    > A gadaj se , co chcesz.

    Czegokolwiek byś nie napisał, tak właśnie się do tej pory okazywało. Wybitny skrzywdzony okazywał się po prostu niepokornym kretynem, przekonanym o swojej zajebistości. Co niektórzy nawet z tym do gazet szli. Nie znam historii w której rzeczywiście kogoś wybitnego skrzywdzono (nie wykluczam, że takich nie było - ale wszystkie o rzekomej krzywdzie po dokładniejszym sprawdzeniu okazywały się jw).

    >
    > > Podsumowujac, bo zaczyna mnie to nudzic. Kolego drogi, raczysz nas na for
    > um cor
    > > az ciekawszymi dykteryjkami z zycia. I o ile dotycza mafii i ciemnych int
    > eresow
    > > , to raczej nikt ze wspolforumowiczek nie jest w stanie ich zweryfikowac,
    > bo ra
    > > czej tutaj nikt sie w takim gronie nie obraca. Ale jak probujesz mowic o
    > 'norma
    > > lniejszym' swiecie, to wychodzs takie bzdury jak tutaj. Ot, swiat wg riki
    > ego.
    >
    > Tak, lepszy jest świat forumowych cnotek-niewydymek, co to nigdy nawet nie prze
    > szły przez przejście dla pieszych na cz
  • riki_i 11.07.19, 09:19
    Rozwalilas mi nieźle zapowiadający się wątek swoim głupim dosrywaniem. Ale dobra, pojedziemy jeszcze chwilę dalej.

    a23a23 napisał(a):

    > Ależ przecież cały czas Ci powtarzam, że żadna ze mnie wybitna osoba. A MIMO to
    > udała mi się (i to za studenckich czasów!) taka niebywała sztuka, jak stworzen
    > ie porządnych publikacji, obecnych w obiegu międzynarodowym - czego jak mniemam
    > nie jest w stanie osiągnąć wybitny dr habilitowany niepospolity bzykacz.

    Kurczę, to jak to jest, że nauka polska leży i kwiczy na samym dole światowych rankingów, skoro mamy takie nieoszlifowane diamenty, co to charytatywnie i za darmo, już podczas studiów trafiają z publikacjami na listę filadelfijską?

    Pierniczysz smuty, że głowa boli.

    > Pisałeś, że nie da się w polskim grajdołku publikować na liście filadelfijskiej
    > , a przynajmniej że ten kolega dr habilitowany niepospolity tego nie potrafi i
    > nie powinno się tego od niego wymagać za 4500PLN. Sprostowałam Twój błąd, przes
    > złam na czasopisma z IF (bo rozumiem, że po prostu miałeś na myśli punktowane i
    > nie wypominam Ci dobrodusznie tegoż błędu) i piszę, że to nieprawda, że się ni
    > e da skoro takiej głupiej studencinie się udało. Wtedy piszesz, że punktowane c
    > zasopisma są nic niewarte.
    > Wybacz, liczby IF Ci nie podam, ale - studenckie prace były w drugim kwartylu I
    > F dla dyscypliny. Obecne są w pierwszym. I tyle Ci musi wystarczyć.

    Tak, w pierwszym kwartylu dla "Dziejów Ziemniaka Polskiego".

    Uwłacza mi, że w ogóle dyskutuję z takimi bzdetami. To gdzie pracujesz i ile zarabiasz, skoro jesteś w peletonie dla swojej dyscypliny? Czemu cie jeszcze nie wzięli na Harvarda?

    > Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby wymagać od uczelni żeby mi płaciła za to, że
    > na niej studiuję (bo stypenidum naukowe to jednak coś innego niż pensja).

    Takiej gwieździe przecież owo "światowe" czasopismo z kosmicznym IF powinno zapłacić krocie za ten wspaniały artykuł z cytowaniami w pierwszym kwartylu big_grin

    > Ale
    > dzięki temu, że kiedyś byłam tak głupia, że "siałam" dzisiaj całkiem sprawnie o
    > swajam yeti. I może dlatego właśnie denerwują mnie opowieści frustratów, któryc
    > h jedynym sensownym zajęciem było bzykanie studentek, a teraz tragedia panie bo
    > frukty odjechały.

    Studentki to akurat nie odjechały, bo bzykać je zawsze można, jak się pracuje na uczelni, również w wieku dość zaawansowanym.

    Takie zawistne, tępe myślenie jakie prezentujesz w tym wątku, w sumie ma jednak pewną wartość poznawczą i dobrze obrazuje głupotę ludzi zarządzających polską nauką. Tam też jest pełno idiotów, którzy myślą, że za 4500 zł ludzie będą publikowali na liście filadelfijskiej. To doprowadzi do spalonej ziemi, bo dr hab bzykacz niepospolity, jak już napisałem wcześniej, pewnie sobie jakoś poradzi, natomiast pytanie, kto przyjdzie w jego miejsce? Wyobraź sobie, że od lat chetnych nie ma, a luka pokoleniowa u tego kumpla mierzy circa 20 lat (tzn. nie ma pracowników poniżej czterdziestki). Dziwnym trafem, nie ma wybitnych person takich jak ty... 😂

    > > A skąd wiesz, czy ja jestem dr hab ?
    >
    > Z pewnością jesteś - słowackim najwyżej.

    A może jestem leśnym dziadem, profesorem belwederem z kolesiowego nadania? Hahaha

    > Bo piszesz ekonomiczne bzdury na forum i wygląda na to, że nie potrafisz inacze
    > j. Ot, taka mała ekstrapolacja.

    Przecież ja niezwykle rzadko na tym forum poruszam tematy ekonomiczne, jeśli w ogóle, to na poziomie piaskownicy gdy kłóce się z kucem Korwina, niejakim dyżurny trollem.

    > A co do atencji - wybacz mój drogi, ale to nie ja próbuję postawić się na piede
    > stale i każę się podziwiać.

    Masz chyba problemy z rozumieniem tekstu pisanego, jak na wybitną 'przedstawicielkę świata nauki' przystało.

    > No i skoro jesteś takim samcem alfa, to idź sobie podyskutuj z innymi samcami a
    > lfa. Czego do diabła szukasz na babskim forum?

    Ziew. Skoro jesteś taką psychofanką mojej osoby, to powinnaś dawno zauważyć, że wyjaśniałem to wielokrotnie.

    > > > Przeciez ja tylko cytuje ustawe big_grin
    > >
    > > Śmieszne, że ho ho....
    >
    > Byłoby śmieszne, gdyby nie było prawdziwe.

    Malo to kompletnych głupot zapisanych w ustawach? Habilitacje w Polsce nie wnoszą nic, to są gnioty. Dawno powinno się je znieść.

    > Jako jedyny masz monopol na prawdę i prawdziwe życie, a wsz
    > yscy inni w jakiejś dziwnej bańce żyją.

    Większość żyje w smutnym nudnym życiu, gdzie niewiele się dzieje. Ale to nie moja wina.

    > Czegokolwiek byś nie napisał, tak właśnie się do tej pory okazywało. Wybitny sk
    > rzywdzony okazywał się po prostu niepo

    Tak, tak, Ty wiesz lepiej. No więc jeden którego u mnie niegdyś uwalili (co prawda nie na habilitacji, tylko pozniej na awansach ) został wzięty na UJ i zrobili go szybko ważną osobą, a potem został rektorem jeszcze gdzie indziej za b. dużą kasę.
  • a23a23 11.07.19, 12:45
    riki_i napisał:

    > Rozwalilas mi nieźle zapowiadający się wątek swoim głupim dosrywaniem.

    Cała przyjemność po mojej stronie wink ale ja tylko sprostowałam kilka drobniutkich faktów...

    > Ale dobr
    > a, pojedziemy jeszcze chwilę dalej.
    >

    Zgodnie z życzeniem.

    > a23a23 napisał(a):
    >
    > > Ależ przecież cały czas Ci powtarzam, że żadna ze mnie wybitna osoba. A M
    > IMO to
    > > udała mi się (i to za studenckich czasów!) taka niebywała sztuka, jak st
    > worzen
    > > ie porządnych publikacji, obecnych w obiegu międzynarodowym - czego jak m
    > niemam
    > > nie jest w stanie osiągnąć wybitny dr habilitowany niepospolity bzykacz.
    >
    >
    > Kurczę, to jak to jest, że nauka polska leży i kwiczy na samym dole światowych
    > rankingów,

    Nie mój drogi, nauka jako nauka ma się całkiem dobrze. W odniesieniu do nakładów, polscy naukowcy mają jeden z wyższych współczynników artykułów, cytowań etc na świecie. Trudno, żeby porównywać nas na przykład z uczelniami amerykańskimi 1:1 jeśli budżet tylko dwóch z nich (Princeton i Harvard) – przekraczał budżet wszystkich polskich uczelni razem wziętych. Za to ludzie z Polski bez większych problemów znajdują postdoc'i, bez większych problemów (jeśli tylko chcą robić coś więcej niż bzykać studentki) znajdują kolaboracje na całym świecie.
    A uczelnie jako uczelnie są w rankingach nisko też przez to, co te rankingi oceniają. Bierze się na przykład pod uwagę liczbę Noblistów - no tutaj nie da się, nie powalczymy z takim budżetem jaki mamy wink

    > skoro mamy takie nieoszlifowane diamenty, co to charytatywnie i za d
    > armo, już podczas studiów trafiają z publikacjami na listę filadelfijską?
    >

    No właśnie przez cały czas Ci mówię, że żadne nieoszlifowane diamenty, a po prostu zwykła studencina, której się coś chciało w porzeciwieństwie do dra hab bzykacza niepospolitego, którego głównym zajęciem było bzykanie studentek.

    > Pierniczysz smuty, że głowa boli.
    >

    Rozumiem, że zderzenie z rzeczywistością boli. Jakbyś był bliżej, dałabym Ci tabletkę na tą migrenę. Albo sam idź do apteki, może chociaż paracetamol dostaniesz wink

    > > Pisałeś, że nie da się w polskim grajdołku publikować na liście filadelfi
    > jskiej
    > > , a przynajmniej że ten kolega dr habilitowany niepospolity tego nie potr
    > afi i
    > > nie powinno się tego od niego wymagać za 4500PLN. Sprostowałam Twój błąd,
    > przes
    > > złam na czasopisma z IF (bo rozumiem, że po prostu miałeś na myśli punkto
    > wane i
    > > nie wypominam Ci dobrodusznie tegoż błędu) i piszę, że to nieprawda, że
    > się ni
    > > e da skoro takiej głupiej studencinie się udało. Wtedy piszesz, że punkto
    > wane c
    > > zasopisma są nic niewarte.
    > > Wybacz, liczby IF Ci nie podam, ale - studenckie prace były w drugim kwar
    > tylu I
    > > F dla dyscypliny. Obecne są w pierwszym. I tyle Ci musi wystarczyć.
    >
    > Tak, w pierwszym kwartylu dla "Dziejów Ziemniaka Polskiego".

    Fajnie, że nie rozumiesz co napisałam wink
    >
    > Uwłacza mi, że w ogóle dyskutuję z takimi bzdetami. To gdzie pracujesz i ile za
    > rabiasz, skoro jesteś w peletonie dla swojej dyscypliny? Czemu cie jeszcze nie
    > wzięli na Harvarda?
    >
    Imię, nazwisko, numer konta i wielkość stanika. Jasne, już się rozpędzam.

    > > Jeszcze nie upadłam na głowę, żeby wymagać od uczelni żeby mi płaciła za
    > to, że
    > > na niej studiuję (bo stypenidum naukowe to jednak coś innego niż pensja)
    > .
    >
    > Takiej gwieździe przecież owo "światowe" czasopismo z kosmicznym IF powinno zap
    > łacić krocie za ten wspaniały artykuł z cytowaniami w pierwszym kwartylu big_grin
    >

    Żadne czasopismo nie płaci i powinieneś to wiedzieć. I po raz kolejny, żadna ze mnie gwiazda, po prostu zajmuję się tym co powinnam a nie bzykaniem studentek. Dalszej części nie komentuję, bo ponieważ nie rozumiesz co piszesz, wyszedł Ci bełkot.

    > > Ale
    > > dzięki temu, że kiedyś byłam tak głupia, że "siałam" dzisiaj całkiem spra
    > wnie o
    > > swajam yeti. I może dlatego właśnie denerwują mnie opowieści frustratów,
    > któryc
    > > h jedynym sensownym zajęciem było bzykanie studentek, a teraz tragedia pa
    > nie bo
    > > frukty odjechały.
    >
    > Studentki to akurat nie odjechały, bo bzykać je zawsze można, jak się pracuje n
    > a uczelni, również w wieku dość zaawansowanym.

    Posiłkując się GHB i Viagrą. Ale uważajcie, to jest nie do końca legalne.

    > Takie zawistne, tępe myślenie jakie prezentujesz w tym wątku, w sumie ma jednak
    > pewną wartość poznawczą i dobrze obrazuje głupotę ludzi zarządzających polską
    > nauką.

    Nie wiem, gdzie jestem zawistna. Bo nie żałuję dra hab bzykacza niepospolitego? No wybacz, nie żałuję. I oczywiście nie wierzę w ani ułamek historii o jego seksualnych podbojach, ale już w nieudolność, brak realnej pracy naukowej i chałturzenie w różnych szkółkach jak najbardziej - i właśnie tacy ludzie są zakałą polskiej nauki i bardzo dobrze, że zaczynają być w wieku emerytalnym (swoją drogą, bardzo dziwne jest to, że mimo że na uczelni tak bardzo źle, to się trzymają etaciku rękami i nogami).

    > Tam też jest pełno idiotów, którzy myślą, że za 4500 zł ludzie będą publ
    > ikowali na liście filadelfijskiej.

    Bo to żaden wyczyn, naprawdę riki. Nie wierz we wszystko co Ci mówią. Jakby od każdego wymagano indywidualnego grantu ERC, to rzeczywiście można by powiedzieć "nie da się". Ale nie przy wymaganiu tylko publikacji, które po prostu da się czytać.

    > To doprowadzi do spalonej ziemi, bo dr hab b
    > zykacz niepospolity, jak już napisałem wcześniej, pewnie sobie jakoś poradzi, n
    > atomiast pytanie, kto przyjdzie w jego miejsce? Wyobraź sobie, że od lat chetny
    > ch nie ma, a luka pokoleniowa u tego kumpla mierzy circa 20 lat (tzn. nie ma pr
    > acowników poniżej czterdziestki). Dziwnym trafem, nie ma wybitnych person takic
    > h jak ty... 😂
    >

    Mam zupełnie inne doświadczenie - od pewnego czasu jest całkiem sporo sensownych młodych ludzi (po luce, która rzeczywiście była przy poprzednim zabetonowanym układzie), ale to dlatego że warunki się też mocno "uelastyczniły" i nikt nie zajmuje się wyłącznie uczeniem studentów (poprzestając na minimalnym pensum, a nawet dbając o jego zmniejszenie).

    > > > A skąd wiesz, czy ja jestem dr hab ?
    > >
    > > Z pewnością jesteś - słowackim najwyżej.
    >
    > A może jestem leśnym dziadem, profesorem belwederem z kolesiowego nadania? Haha
    > ha
    >

    Ma docenta marcowego się mogę zgodzić.

    > Tak, tak, Ty wiesz lepiej. No więc jeden którego u mnie niegdyś uwalili (co pra
    > wda nie na habilitacji, tylko pozniej na awansach ) został wzięty na UJ i zrobi
    > li go szybko ważną osobą, a potem został rektorem jeszcze gdzie indziej za b. d
    > użą kasę.

    Nie wiem lepiej, tylko piszę, że żadna z takich historii nie wytrzymała weryfikacji. Z resztą sam piszesz o tym, że komuś zablokowali awans, więc awansował gdzieś indziej - nie że pokazał, że jest naukowo dobry, tylko że awansował. Co w sumie potwierdza to, co pisałam.

    Dobra, tyle rikus, chyba wyczerpały się pokłady mojej cierpliwości i dobroci dla świata. Idę się bawić z moimi yeti, a Ty może przenieś się na jakieś forum dla podlotków, które z wypiekami na twarzy będą słuchały Twoich "opowieści o prawdziwym życiu". Starych bab tutaj nie zachwycisz wink
  • riki_i 11.07.19, 13:22
    Dobrze, to powoli kończymy w takim razie. Mnie również bardzo zmęczyla nawalanka z twoją osobą.

    1. Nauka polska ma się dobrze? Ufff, nawet nie chce mi się tego komentować. To, że osoby polskiego pochodzenia są obecne na świecie to jedno, sytuacja a uczelniach w PL to drugie. I jeszcze milion innych istotnych niuansów, których nie raczysz dostrzegac.

    2. Persony twego pokroju wielokrotnie usiłowały mnie nakłonić abym podał tu "Imię, nazwisko, numer konta i wielkość fiuta". Więc uważam, że to działa w dwie strony.

    3.
    > Żadne czasopismo nie płaci i powinieneś to wiedzieć.

    Pamietam jeszcze czasy, kiedy płacili. Niezbyt wiele, ale płacili. Jak przestali płacić, a potem w wielu miejscach kazali dopłacać za publikacje, uznałem, że w wariatkowie przebywać nie będę. Nawet zwykły przyczynkarski artykuł (bez badań), jeśli miał być na przyzwoitym poziomie (a ja akurat póki tam pracowałem to maniany nie odwalalem), wymagał dwóch tygodni ciężkiej roboty. Z czytaniem mnóstwa obcej literatury oraz tworzeniem sobie w głowie jakiejś sensownej linii wywodu z hipotezą badawczą. Robienie czegoś takiego za darmo uznałem za cymbalstwo do sześcianu (zwłaszcza, że wydawnictwo za darmo nie pracowało, korekta i skład też nie) ,no i serdecznie im podziękowalem, czego nigdy w życiu nie pozalowalem nawet przez sekundę.

    4. Oswajasz yeti? Napisz wreszcie ile zarabiasz i gdzie, to sobie porozmawiamy, co jest w życiu dobrym wyborem, a co nie.

    4.
    > Posiłkując się GHB i Viagrą. Ale uważajcie, to jest nie do końca legalne.

    Na razie jeszcze jest. Oczywiście, jeśli ktoś nie robi głupot tak jak profesor Żuk z Wrocławia.

    5.
    > No wybacz, nie żałuję. I oczywiście nie wierzę w ani ułamek historii o jego se
    > ksualnych podbojach, ale już w nieudolność, brak realnej pracy naukowej i chałt
    > urzenie w różnych szkółkach jak najbardziej - i właśnie tacy ludzie są zakałą p
    > olskiej nauki i bardzo dobrze, że zaczynają być w wieku emerytalnym (swoją drog
    > ą, bardzo dziwne jest to, że mimo że na uczelni tak bardzo źle, to się trzymają
    > etaciku rękami i nogami).

    Trzymają się ci, co wpadli w pesel i zbytnio przejmowali się pracą na uczelni. Ja na szczęście zawsze miałem kilka zawodów. I wybacz, ale empatii w tobie nie ma za grosz. Opisałem sytuację człowieka, który obiektywnie ma pod górkę, a ty skupiłas się wyłącznie na tym aby jeszcze mu dowalic. Takie chrześcijańskie miłosierdzie w polskim stylu (jak w tasiemcowym wątku o strajku nauczycieli, gdzie mnóstwo osób wpisywalo się tylko po to, aby wylać na tę grupę zawodową hektolitry jadu i pomyj).

    6.
    > Mam zupełnie inne doświadczenie - od pewnego czasu jest całkiem sporo sensownyc
    > h młodych ludzi

    Tiaaa, w krainie białych słoni. Ile im placicie? 2250 brutto na zleceniu?

    7.
    > Ma docenta marcowego się mogę zgodzić.

    Docent Zenobiusz Furman, miło mi. big_grin

  • a23a23 11.07.19, 13:55
    riki_i napisał:

    > 1. Nauka polska ma się dobrze? Ufff, nawet nie chce mi się tego komentować. To,
    > że osoby polskiego pochodzenia są obecne na świecie to jedno, sytuacja a uczel
    > niach w PL to drugie. I jeszcze milion innych istotnych niuansów, których nie r
    > aczysz dostrzegac.
    >

    Tak, w stosunku do nakładów jakie są na naukę w Polsce nauka ma się zdecydowanie dobrze. I nie, absolutnie nie uważam że powinno się dosypać do ogólnego worka pieniędzy, bo zostałaby ona skonsumowana przez dr hab bzykaczy niepospolitych. Może zwiększanie budżetu instytucji grantowych miałoby sens, ale z pewnością nie dosypywanie wszystkim po równo.

    > 3.
    > > Żadne czasopismo nie płaci i powinieneś to wiedzieć.
    >
    > Pamietam jeszcze czasy, kiedy płacili. Niezbyt wiele, ale płacili.

    Płacili w miejscach, w których publikować i tak się nie powinno. Z resztą, pisałam już - publikacja to raport z tego co zrobiłam i za co mi JUŻ zapłacili. Za redagowanie raportu pieniędzy wymagać nie będę.

    Gdybym tworzyła beletrystykę albo książki popularnonaukowe czy nawet artykuły do Wiedzy i Życia - tak, za to powinno się płacić.

    > Nawet zwykły przyczynkarski artykuł (bez bada
    > ń), jeśli miał być na przyzwoitym poziomie (a ja akurat póki tam pracowałem to
    > maniany nie odwalalem), wymagał dwóch tygodni ciężkiej roboty. Z czytaniem mnós
    > twa obcej literatury oraz tworzeniem sobie w głowie jakiejś sensownej linii wyw
    > odu z hipotezą badawczą.

    To żadna jeszcze żadna praca naukowa (tak, wiem - niejedna praca tak powstała). Nie masz nowych wyników, nie wnosisz żadnej konkretnej syntezy - więc co niby chcesz publikować?

    > Robienie czegoś takiego za darmo uznałem za cymbalstwo
    > do sześcianu (zwłaszcza, że wydawnictwo za darmo nie pracowało, korekta i skła
    > d też nie) ,no i serdecznie im podziękowalem, czego nigdy w życiu nie pozalowal
    > em nawet przez sekundę.

    Nie za darmo, tylko w ramach swojego etatu na uczelni. Uczelnia płaci Ci za prowadzenie badań (i ich raportowanie) oraz za uczenie studentów. To że z jakiegoś dziwnego powodu uznałeś, że za część Twoich obowiązków powinni Ci płacić dodatkowo, bo jeśli nie to tak jak kolega powiniens je olać i zająć się bzykaniem studentek to już nie moja wina.
    >
    > 4. Oswajasz yeti? Napisz wreszcie ile zarabiasz i gdzie, to sobie porozmawiamy,
    > co jest w życiu dobrym wyborem, a co nie.

    Z pewnością nie tyle co geniusz ekonomii i rekin finansjery riki, ale spokojnie, nie narzekam. A poza tym lubię moje yeti wink


    > Opisałem sytuację człowieka, który obiektywnie ma pod górkę, a ty
    > skupiłas się wyłącznie na tym aby jeszcze mu dowalic.

    Na swoje własne życzenie. Przez lata skupiał się na dymaniu systemu przy olewaniu swoich podstawowych obowiązków i teraz ma pretensje, że zabronili mu dalej ten system dymać. Naprawdę, tak jakbyś żałował kogoś, komu zabrali wyłudzany zasiłek dla bezrobotnych, bo odkryli, że dorabia na czarno.


    > 6.
    > > Mam zupełnie inne doświadczenie - od pewnego czasu jest całkiem sporo sen
    > sownyc
    > > h młodych ludzi
    >
    > Tiaaa, w krainie białych słoni. Ile im placicie? 2250 brutto na zleceniu?

    Wystarczająco, bo wydają się zadowoleni. Ale wyjaśnijmy sobie - nie mówimy o etaciku na którym głównie uczysz studentów (i bzykasz studentki), a o rzeczywistej pracy naukowej.
  • riki_i 11.07.19, 16:15
    a23a23 napisał(a):

    > Tak, w stosunku do nakładów jakie są na naukę w Polsce nauka ma się zdecydowani
    > e dobrze.

    No to się nie zrozumiemy. Przyjmując, że naukowiec to nie jest kompletny życiowy przegryw, ma wysokie kompetencje i specjalistyczną wiedzę, jak można uważać, że nauka w PL ma się świetnie? Bez pieniędzy pewnych rzeczy, które w nauce są niezbędne, po prostu nie da się zrobić. Pisała ci turzyca, że opłata konferencyjna na zjeździe mediewistów, na którym obecność jest niezbędna dla każdego kto chce cokolwiek znaczyć w tym światku, to 4000 zł. Uczelnia tego nie zapłaci. Czyli co? Twój bohater wspaniały polski naukowiec sam płaci, żeby nie wypaść z obiegu? A z czego płaci? Z pensji która mniej więcej tyle wynosi za cały miesiąc?

    > Może zwiększanie budżetu instytucji grantowych miałoby sens, ale z pewnością n
    > ie dosypywanie wszystkim po równo.

    Tak, zwłaszcza grantów z NCN-u, gdzie wynagrodzenie wystarcza na colę i orzeszki.

    > Płacili w miejscach, w których publikować i tak się nie powinno. Z resztą, pisa
    > łam już - publikacja to raport z tego co zrobiłam i za co mi JUŻ zapłacili. Za
    > redagowanie raportu pieniędzy wymagać nie będę.

    Nie wszystkie publikacje robi się jako raport z grantu, za pieniądze z tegoż grantu.

    > To żadna jeszcze żadna praca naukowa (tak, wiem - niejedna praca tak powstała).

    Tam gdzie pracowałem, powstawały tak wszystkie. Żadnych pieniędzy na badania nie było, a ludziki publikowali przyczynkarskie, spekulatywne dywagacje (typu przeczytałem 10 książek, no to robię z nich skrót i publikuje jedenastą na ten sam temat).

    > Nie masz nowych wyników, nie wnosisz żadnej konkretnej syntezy - więc co niby
    > chcesz publikować?

    Opis, moja droga, opis jakiejś rzeczywistości. 99% publikacji to byla chamska, ordynarna opisówa.

    Ale wyobraź sobie, że w tej hoojowej rzeczywistości można było wznieść się - w miarę swych skromnych możliwości - na jakiś tam poziom. Taki, że publikacja nie była kompletną stratą czasu i coś tam wnosiła. Takowe pisałem, wyróżniając się na tle ogólnego badziewia. Co najciekawsze, w latach 90-tych w ogóle nie było ciśnienia na publikowanie. Mój dziekan bez żadnej żenady wygłaszal publicznie tekst "Mamy bardzo dobrych pracowników. Niektórzy nawet publikują" (!!!)

    > Nie za darmo, tylko w ramach swojego etatu na uczelni. Uczelnia płaci Ci za pro
    > wadzenie badań (i ich raportowanie) oraz za uczenie studentów. To że z jakiegoś
    > dziwnego powodu uznałeś, że za część Twoich obowiązków powinni Ci płacić dodat
    > kowo, bo jeśli nie to tak jak kolega powiniens je olać i zająć się bzykaniem st
    > udentek to już nie moja wina.

    Etat to była zawsze kasa na orzeszki, wiadomo, że za jakąkolwiek aktywność należały się dodatkowe pieniądze. Za nadgodziny, za każdą publikację, za referat na konferencji itp. Wtedy nikt nie udawał, tak jak teraz, że za kasę z etatu można wyżyć, wszyscy łącznie z kierownictwem chalturzyli na potęgę, co przynajmniej nie było lukrowaniem rzeczywistości.

    > Z pewnością nie tyle co geniusz ekonomii i rekin finansjery riki, ale spokojnie
    > , nie narzekam. A poza tym lubię moje yeti wink

    Czyli za twoje hobby płaci mąż. Znalem takie panie.

    > Na swoje własne życzenie. Przez lata skupiał się na dymaniu systemu przy olewan
    > iu swoich podstawowych obowiązków i teraz ma pretensje, że zabronili mu dalej t
    > en system dymać. Naprawdę, tak jakbyś żałował kogoś, komu zabrali wyłudzany zas
    > iłek dla bezrobotnych, bo odkryli, że dorabia na czarno.

    Boshe, kiedyś żył normalnie, teraz spadł prawie że do working class. Tak trudno zrozumieć sens mojej wypowiedzi?

    > Wystarczająco, bo wydają się zadowoleni. Ale wyjaśnijmy sobie - nie mówimy o et
    > aciku na którym głównie uczysz studentów (i bzykasz studentki), a o rzeczywiste
    > j pracy naukowej.

    Pierdu, pierdu
  • profes79 11.07.19, 16:26
    "Boshe, kiedyś żył normalnie, teraz spadł prawie że do working class. Tak trudno zrozumieć sens mojej wypowiedzi?"

    Kiedyś żył kombinując jak koń pod górkę, trzymając etacik jako dupochron. A teraz mu się to ucięło i kazało robić to, za co na tym etacie płacą a nie rozglądać się za kolejnymi konferencyjkami na których za cięzkie pieniądze można wygłosić miałki referacik i popisać się, że to takie światowe wydarzenie, że dr hab. się na nim wypowiada.

    Cały ten temat o grupie społecznej zagrożonej biedą to tylko jojczenie w imieniu faceta któremu kazali się wreszcie wziąć za robotę i przestać obijać na etacie.
    A jak mu sie nie podoba to wolna droga - jak jest takim świetnym fachowcem to rzuca etacik na uczelni i idzie w świat płatnych prelekcji i wykładów - jak jest takim świetnym fachowcem to sobie poradzi.
    Skoro sobie chałturzył i zarabiał na chałturkach tyle, że miał jak twierdzisz 2,5 razy tyle pieniędzy to może będzie kontynuował tą chałturkę już bez etatu? Czy może było to możliwe tylko dlatego, że w materiałach z chałturek dało się wpisać "dr hab. z uczelni X" a jak nie będzie etaciku to pies z kulawa nogą się tym "naukowcem" nie zainteresuje?

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • iwoniaw 11.07.19, 16:50
    Cały ten temat o grupie społecznej zagrożonej biedą to tylko jojczenie w imieni
    > u faceta któremu kazali się wreszcie wziąć za robotę i przestać obijać na etaci
    > e.
    > A jak mu sie nie podoba to wolna droga - jak jest takim świetnym fachowcem to r
    > zuca etacik na uczelni i idzie w świat płatnych prelekcji i wykładów - jak jest
    > takim świetnym fachowcem to sobie poradzi.
    > Skoro sobie chałturzył i zarabiał na chałturkach tyle, że miał jak twierdzisz 2
    > ,5 razy tyle pieniędzy to może będzie kontynuował tą chałturkę już bez etatu? C
    > zy może było to możliwe tylko dlatego, że w materiałach z chałturek dało się wp
    > isać "dr hab. z uczelni X" a jak nie będzie etaciku to pies z kulawa nogą się t
    > ym "naukowcem" nie zainteresuje?


    W punkt.




    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • riki_i 11.07.19, 19:21
    @profes79

    Było to możliwe, ponieważ był wyż demograficzny, który ówczesne rządy chciały w swoisty sposób uchronić przed bezrobociem, oferując masową scholaryzację na poziomie studiów wyższych. Sprzedawano tym ludziom Niderlandy w wyższych szkołach gotowania na gazie, jednocześnie ratując GUS-owskie statystyki. Skończyło się tym, że cały ten nawis pokolenia stanu wojennego wyeksportowalismy na brytyjski zmywak.

    Olbrzymia liczba studentów skutkowała tym, że można było zarobić na ich "nauczaniu".

    Potem Kudrycka unormowala nieco sytuację wprowadzając dwa etaty i rygorystycznie przestrzegane minima kadrowe. Objazdowi chalturnicy musieli się przypisać tylko do dwóch miejsc pracy, ale za to dostali dwa przyzwoite etaty.

    No a potem uczelnie takie jak UW, pod naciskiem senatów zdominowanych przez ścisłowcow, którzy nigdy w ten świat chaltur nie weszli (kto chciałby prywatnie studiować fizykę? kto miałby dać na to pieniądze?) uchwaliły jeden etat i szlus. Ale pensji nie podnieśli nawet o złotówkę. I tacy dziobacze jak ten mój zostali na lodzie. Mimo, że oprócz chaltur zrobił w terminie habilitację.
  • szeera 11.07.19, 16:26
    "Takowe pisałem, wyróżniając się na tle ogólnego badziewia. Co najciekawsze, w latach 90-tych w ogóle nie było ciśnienia na publikowanie. Mój dziekan bez żadnej żenady wygłaszal publicznie tekst "Mamy bardzo dobrych pracowników. Niektórzy nawet publikują""

    Od początku lat 90-tych minęło prawie 30 lat, o czym Ty opowiadasz?
  • snakelilith 11.07.19, 16:39
    szeera napisała:

    > Od początku lat 90-tych minęło prawie 30 lat, o czym Ty opowiadasz?

    I ten piernik do mnie pisze, że ja jestem za stara, by orientować się w temacie dyskutowanym tu z a23a23. big_grin
  • riki_i 11.07.19, 19:37
    Oczywiście, że jesteś za stara, skoro z Polski wyjechałaś 'na pochodzenie' jeszcze w latach 80 - tych.
  • snakelilith 11.07.19, 19:44
    riki_i napisał:

    > Oczywiście, że jesteś za stara, skoro z Polski wyjechałaś 'na pochodzenie' jesz
    > cze w latach 80 - tych.

    Tyle tylko, że ty światowy pierniku nie jesteś wiele młodszy, a mentalnie przypomniasz nawet obleśnego starucha wzdychającego do zmurszałych czasów kiedy bzykałeś studentki. Każdy tam kiedyś swobodnie bzykał, ale potem z tego wyrósł i się do głupot nie przyznaje. Ty robisz z tego jednak cnotę i do tego charakterystykę typowego faceta, z którym ty masz tyle wspólnego, co ja z orzechem kokosowym.


    --
    "A juz starożytni starzy Rzymianie dla zdrowia stosowali okłady z młodych piersi smile" - bywalec.hoteli
  • riki_i 11.07.19, 19:24
    szeera napisała:

    > Od początku lat 90-tych minęło prawie 30 lat, o czym Ty opowiadasz?

    O życiu, które nie rozpoczęło się 5 lat temu, kiedy dali Ci dowód osobisty.

    Na tym forum są ludzie którzy pamiętają jeszcze Gierka, więc mam z kim i o czym rozmawiać.
  • ganesza 11.07.19, 20:06
    szeera napisała:

    > "Takowe pisałem, wyróżniając się na tle ogólnego badziewia. Co najciekawsze, w
    > latach 90-tych w ogóle nie było ciśnienia na publikowanie. Mój dziekan bez żadn
    > ej żenady wygłaszal publicznie tekst "Mamy bardzo dobrych pracowników. Niektórz
    > y nawet publikują""
    >
    > Od początku lat 90-tych minęło prawie 30 lat, o czym Ty opowiadasz?

    jak to o czym? że jest 40+


    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • szeera 11.07.19, 20:53
    "jak to o czym? że jest 40+"

    To to wiemy, większość podejrzewa nawet, że to jest 65+. Ale nie wiem, co opowieści sprzed 20 czy 30 lat mają nam powiedzieć o stanie polskiej nauki dzisiaj.
  • ganesza 11.07.19, 21:24
    szeera napisała:

    > "jak to o czym? że jest 40+"
    >
    > To to wiemy, większość podejrzewa nawet, że to jest 65+.

    no właśnie o to chodzi. genialny samiec alfa 40+ te 25-30 lat temu przez kilka lat pracował na uczelni wyższej (oczywiście jako pracownik naukowo-dydaktyczny)

    >Ale nie wiem, co opowi
    > eści sprzed 20 czy 30 lat mają nam powiedzieć o stanie polskiej nauki dzisiaj.

    przecież jemu nie chodzi o rozmowę o stanie polskiej nauki tylko niezmienną możliwość bzykania studentek




    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • a23a23 11.07.19, 16:56
    riki_i napisał:

    > a23a23 napisał(a):
    >
    > > Tak, w stosunku do nakładów jakie są na naukę w Polsce nauka ma się zdecy
    > dowani
    > > e dobrze.
    >
    > No to się nie zrozumiemy. Przyjmując, że naukowiec to nie jest kompletny życiow
    > y przegryw, ma wysokie kompetencje i specjalistyczną wiedzę, jak można uważać,
    > że nauka w PL ma się świetnie? Bez pieniędzy pewnych rzeczy, które w nauce są n
    > iezbędne, po prostu nie da się zrobić.

    Ależ oczywiście że tak, w zupełności się z Tobą zgadzam - bez pieniędzy się prawdziwej nauki już robić nie da. I w porównaniu z innymi krajami, pieniądze, które mamy wydajemy dosyć efektywnie - i mam na myśli raczej granty w otwartych postępowaniach konkursowych, a nie dotacje statutowe za które kierownicy zakładów uprawiali turystykę konferencyjną.

    > Pisała ci turzyca, że opłata konferencyj
    > na na zjeździe mediewistów, na którym obecność jest niezbędna dla każdego kto c
    > hce cokolwiek znaczyć w tym światku, to 4000 zł. Uczelnia tego nie zapłaci. Czy
    > li co? Twój bohater wspaniały polski naukowiec sam płaci, żeby nie wypaść z obi
    > egu? A z czego płaci? Z pensji która mniej więcej tyle wynosi za cały miesiąc?
    >

    Za mnie moje yeti płacą wink więc jak już się oswoi przynajmniej jedno yeti, to i środki na wyjazdy się znajdą. A poza tym, w znanych mi środowiskach, jeśli nie mówimy o turystyce konferencyjnej i niezwykle ważnej konferencji w Tokio czy Kanadzie, na którą ktoś chce jechać bez referatu, to jednak w rozsądnej ilości środki się znajdują.


    > > Może zwiększanie budżetu instytucji grantowych miałoby sens, ale z pewno
    > ścią n
    > > ie dosypywanie wszystkim po równo.
    >
    > Tak, zwłaszcza grantów z NCN-u, gdzie wynagrodzenie wystarcza na colę i orzeszk
    > i.

    Drogą colę pijesz i drogie orzeszki jadasz. Wynagrodzenie etatowe kierownika projektu na poziomie opus to 160tys rocznie. Bardzo dużo to nie jest, fakt - ale w sumie źle też nie.

    >
    > > Płacili w miejscach, w których publikować i tak się nie powinno. Z resztą
    > , pisa
    > > łam już - publikacja to raport z tego co zrobiłam i za co mi JUŻ zapłacil
    > i. Za
    > > redagowanie raportu pieniędzy wymagać nie będę.
    >
    > Nie wszystkie publikacje robi się jako raport z grantu, za pieniądze z tegoż gr
    > antu.
    >

    Ale wszystkie publikacje robi się (a przynajmniej powinno się robić) jako raport z przeprowadzonych badań za które już wcześniej ktoś Ci zapłacił (uczelnia/instytucja grantowa/prywatny inwestor).

    > > To żadna jeszcze żadna praca naukowa (tak, wiem - niejedna praca tak pows
    > tała).
    >
    > Tam gdzie pracowałem, powstawały tak wszystkie. Żadnych pieniędzy na badania ni
    > e było, a ludziki publikowali przyczynkarskie, spekulatywne dywagacje (typu prz
    > eczytałem 10 książek, no to robię z nich skrót i publikuje jedenastą na ten sam
    > temat).

    To akurat jest się czym chwalić. Udawanie zabawy w naukowca i jeszcze dziwisz się, że słabo płacili.

    >
    > > Nie masz nowych wyników, nie wnosisz żadnej konkretnej syntezy - więc co
    > niby
    > > chcesz publikować?
    >
    > Opis, moja droga, opis jakiejś rzeczywistości. 99% publikacji to byla chamska,
    > ordynarna opisówa.

    Znowu, średni powód do chwalenia się.

    >
    > Ale wyobraź sobie, że w tej hoojowej rzeczywistości można było wznieść się - w
    > miarę swych skromnych możliwości - na jakiś tam poziom. Taki, że publikacja nie
    > była kompletną stratą czasu i coś tam wnosiła. Takowe pisałem, wyróżniając się
    > na tle ogólnego badziewia. Co najciekawsze, w latach 90-tych w ogóle nie było
    > ciśnienia na publikowanie. Mój dziekan bez żadnej żenady wygłaszal publicznie t
    > ekst "Mamy bardzo dobrych pracowników. Niektórzy nawet publikują" (!!!)

    Świetnie, a w średniowieczu cieszyli się, jak ktoś umiał w ogóle czytać i pisać. Tylko co to wnosi do dyskusji?

    >
    > > Nie za darmo, tylko w ramach swojego etatu na uczelni. Uczelnia płaci Ci
    > za pro
    > > wadzenie badań (i ich raportowanie) oraz za uczenie studentów. To że z ja
    > kiegoś
    > > dziwnego powodu uznałeś, że za część Twoich obowiązków powinni Ci płacić
    > dodat
    > > kowo, bo jeśli nie to tak jak kolega powiniens je olać i zająć się bzykan
    > iem st
    > > udentek to już nie moja wina.
    >
    > Etat to była zawsze kasa na orzeszki, wiadomo, że za jakąkolwiek aktywność nal
    > eżały się dodatkowe pieniądze. Za nadgodziny, za każdą publikację, za referat n
    > a konferencji itp. Wtedy nikt nie udawał, tak jak teraz, że za kasę z etatu moż
    > na wyżyć, wszyscy łącznie z kierownictwem chalturzyli na potęgę, co przynajmnie
    > j nie było lukrowaniem rzeczywistości.

    W ramach etatu masz określone obowiązki, które podpisując umowę zgadzasz się wypełniać.
    I nie bardzo wiem, czego tutaj nie rozumiesz. Dało się dymać system, teraz już się nie da - więc się knury poobrażały. Spoko.

    >
    > > Z pewnością nie tyle co geniusz ekonomii i rekin finansjery riki, ale spo
    > kojnie
    > > , nie narzekam. A poza tym lubię moje yeti wink
    >
    > Czyli za twoje hobby płaci mąż. Znalem takie panie.

    Znasz tylko jeden obraz świata wink Nie mój drogi, nic z tych rzeczy - oswojone stadko yeti pozwala mi być bardzo zadowoloną. A hobby to mam zupełnie gdzie indziej.

    >
    > > Na swoje własne życzenie. Przez lata skupiał się na dymaniu systemu przy
    > olewan
    > > iu swoich podstawowych obowiązków i teraz ma pretensje, że zabronili mu d
    > alej t
    > > en system dymać. Naprawdę, tak jakbyś żałował kogoś, komu zabrali wyłudza
    > ny zas
    > > iłek dla bezrobotnych, bo odkryli, że dorabia na czarno.
    >
    > Boshe, kiedyś żył normalnie, teraz spadł prawie że do working class. Tak trudno
    > zrozumieć sens mojej wypowiedzi?

    Żył normalnie dymając system. Systemu dymać się nie da, więc jest ból d. Dokładnie rozumiem to co napisałeś.

    >
    > > Wystarczająco, bo wydają się zadowoleni. Ale wyjaśnijmy sobie - nie mówim
    > y o et
    > > aciku na którym głównie uczysz studentów (i bzykasz studentki), a o rzecz
    > ywiste
    > > j pracy naukowej.
    >
    > Pierdu, pierdu

    Spoko, rozumiem - w świecie gdzie publikowanie polega na opisywaniu prac innych takie zjawisko nie występuje.
  • riki_i 11.07.19, 20:17
    Publikacje ograniczające się do raportów końcowych z badań, to też jest pewne horrendum. Potrzebne są także monografie, podręczniki czy swobodna publicystyka (w humanach). Na sporą część swojego genialnego dorobku Karol Modzelewski nie otrzymałby żadnego grantu, bo to zdecydowanie wykraczało poza ramy, które mógł wymyślić tępy biurokrata z ministerstwa.

    Kto ci płaci za twoje yeti? Wpisujesz odbycie/udział w konferencji w grant, czy też uczelnia sponsoruje? Konkrety, konkrety...

    Turystyka konferencyjna występuje od niepamiętnych czasów na całym świecie, Niemcy XX lat temu opowiadali mi o swoich profesorach c1 planujących w okresie Bożonarodzeniowo-Sylwestrowym niezmiernie ważne konferencje w Australii, Nowej Zelandii i Oceanii.

    Nie wiem ile teraz płacą na opusie i mało mnie to obchodzi, ja pamiętam czasy gdy wpisanie kwoty 5000 zł miesięcznie powodowało wściekłe reakcje w ocenie wniosku.

    Ostatni mój znajomy z dawnych czasów zrobił habilitację bodajże 5 lat temu. Nie był to bohater z tego wątku. Owo dzieło dokładnie tak samo jak 25 lat wcześniej było opasłą kompilacją zachodniej literatury, z zerową odkrywczoscią. A autor był tak bezczelnym bzykaczem, że tłumaczyły/pisały to głównie dwie jego kochanki (jedna na statusie doktorantki). Oczywiście, płacił im za to. Habilitację dostał, co prawda z odwołania, ale dali. Więc nie opowiadaj mi tu mundrości, że tak wiele się w PL zmieniło.

    Poza tym, nadal rządzą profesorowie z czasów głębokiego PRL-u i to oni nadają ton. Toż nawet gomułkowiec Pomykało w pedagogice jest jeszcze czynny!!!

    Nie rozumiem tekstu o dymaniu systemu. Ci wszyscy ludzie ciężko pracowali, harowali w tej dydaktyce jak dzikie osły w świątek, piątek i niedzielę. Wypowiadasz się jak Kazik w swej słynnej piosence o hutniku, co to robił w hucie, do której dokładali, więc całe jego ciężkie życie było hooja warte, a gdyby leżał na plecach, to mniejszą wyrządził by szkodę.

    Etat musi być godny, jeśli ma się w jego ramach robić te wszystkie rzeczy, które wymieniasz. Obecne etaty w nauce to żarty. Więc - wbrew temu co wypisujesz--jeleni na takie życie NIE MA. Jest nadal luka pokoleniowa jak cholera, łatana u w prywatnych szkołach emerytami profesorami z demencją. Wyzywasz ludzi od knurów, pięknie, przypomina mi się ten wątek o nauczycielach w szkołach - taki sam festiwal pogardy i lekceważenia. Ohydne.
  • szeera 11.07.19, 13:58
    "I oczywiście nie wierzę w ani ułamek historii o jego seksualnych podbojach, ale już w nieudolność, brak realnej pracy naukowej i chałturzenie w różnych szkółkach jak najbardziej - i właśnie tacy ludzie są zakałą polskiej nauki i bardzo dobrze, że zaczynają być w wieku emerytalnym"

    Dokładnie. A nawet pomijając fantazje seksualne, nie rozumiem dlaczego mamy współczuć temu panu który udaje naukowca. We wszystkich dziedzinach polskiej nauki jest wielu zwykłych, wcale nie specjalnie wybitnych naukowców, którzy normalnie publikują, otrzymują granty, mają współpracę międzynarodową. Pan wydaje się być dużo pniżej (polskiej) przeciętnej.
  • a23a23 11.07.19, 01:46
    riki_i napisał:

    > Zapętlone logicznie bzdury. Napisałem, że punktację i IF mają także rozmaite po
    > lskie góvna o znikomej wartości z listy ministerstwa i zasugerowałem, że Twoje
    > rzekome sukcesy naukowe mogły być takiej właśnie proweniencji. Tyle.

    Ominęłam najlepsze - ten właśnie cytowany fragment pokazuje, że nie masz pojęcia o czym piszesz big_grin Nie masz pojęcia jak robiona jest lista ministerialna i na jakiej podstawie, co oznacza IF i w zasadzie o co w tym wszystkim chodzi.
  • riki_i 11.07.19, 09:37
    Ty zatem napisz, o co w tym wszystkim chodzi. Bo smiesznosc tego biurokratycznego shitu z listą ministerialną czasopism punktowanych od ziemniaka polskiego jest sprawą powszechnie znaną.
  • turzyca 11.07.19, 10:25
    >biurokratycznego shitu z listą ministerialną czasopism punktowanych

    Chwilowo listy nie ma. Mamy połowę roku 2019, ewaluacja będzie przeprowadzana za okres 2017-2020 czyli upłynęło już 62,5% okresu ewaluacyjnego a nadal nie wiadomo, co będzie punktowane i jak.
    A sądząc po liście wydawnictw nie ma się co spodziewać logiki.
    Przy czym przyjęcie do dobrego czasopisma trwa, więc w zasadzie trzeba dokonywać wyboru w ciemno i modlić się o szczęście.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • iwoniaw 11.07.19, 16:53
    Tylko niektór
    > e zaburzone psychicznie kobiety muszą sobie nieustannie podnosić samoocenę. Na
    > przykład czepiając się w stylu psychofanki gościa, którego -słusznie, bądź nie-
    > uznały w swym móżdżku za samca alfa, którego z powodu własnej frustracji trzeb
    > a koniecznie zniszczyć.


    No proszę, mówcie mi "prorok" big_grin
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,168374689,168374689,Grupy_spoleczne_zagrozone_bieda_w_PL_2019_rok.html?p=168377248
    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • ganesza 11.07.19, 20:29
    riki_i napisał:


    czepiając się w stylu psychofanki gościa, którego -słusznie, bądź nie-
    > uznały w swym móżdżku za samca alfa, którego z powodu własnej frustracji trzeb
    > a koniecznie zniszczyć.
    >

    trzeba by mieć galaretę z nóżek zamiast mózgu by uznać cię za samca alfa.
    --
    Nie jestem profanacją, nie jestem satysfakcją. Nie jestem może
    kompetentna ani majętna, ale jestem.
  • iwoniaw 10.07.19, 20:39
    Rysiek, weź mnie nie uświadamiaj, jak jest na polskich uczelniach, bo mam wrażenie, że wiesz o tym mniej niż ja. Faktem jest, że w znanym mi środowisku uniwersyteckim nawet - olaboga - humaniści nie narzekają, że nie mają na chleb, ale prawda jest skądinąd taka, że ich zajęcia codzienne i życie zawodowe nie polega na seksie ze zdesperowanymi studentkami marzącymi o karcie stałego pobytu. Już ci tu wielokrotnie pisano: obracasz się naprawdę w dziwnych kręgach, toż to jakaś patologia jest. Tak, można się nawet jako humanista skutecznie starać o granty - i zdradzę ci tajemnicę: nie, nie muszą one być "polskie" (w sumie to w większości przypadków te bardziej zyskowne i prestiżowe są zagraniczne).

    No i nie odpowiedziałeś na pytanie - potrafi cokolwiek ten twój znajomy? Zna chociaż języki obce na tyle, żeby sobie samodzielnie na zagraniczną konferencję artykuł własny zredagować?


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • riki_i 10.07.19, 21:59
    Po jaką chusteczkę komu konferencja zagraniczna? Przecież z tego nie ma dziś ani pieniędzy, ani punktów nawet.
  • iwoniaw 10.07.19, 22:03
    Tak ci powiedział ten kolega, co nie potrafi dwóch zdań konspektu sklecić na żaden sensowny temat? big_grin


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • riki_i 10.07.19, 22:07
    Tak.
  • iwoniaw 10.07.19, 22:14
    To faktycznie najlepiej posłuchaj, co ci a23a23 pisze wyżej - nie wierz temu koledze, on ci ściemnia. Ordynarnie ściemnia. Chyba nie ma za wysokiego mniemania o twoich zdolnościach kognitywnych, sądząc po rodzaju kitów, jakie ci wciska.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • a23a23 10.07.19, 22:08
    riki_i napisał:

    > Po jaką chusteczkę komu konferencja zagraniczna? Przecież z tego nie ma dziś an
    > i pieniędzy, ani punktów nawet.

    Na przykład po to, żeby znaleźć partnerów, z którymi wspólnie będziecie polować na yeti.
  • riki_i 10.07.19, 22:13
    Być może. Nie znam się. Długo już nie pracuję w tym zawodzie. W każdym razie , w działce tego kumpla nie ma żadnych projektów międzynarodowych, a wszystko opiera się na dydaktyce. Co powtórzyłem po raz 1001 w tym wątku.
  • iwoniaw 10.07.19, 22:17
    w działce tego kumpla nie ma żadnych projektów międzynarodowych

    Kumpel albo żalośnie łże, żebyś się nad nim litował, albo jest kompletnym idiotą, który molestując studentki już całkiem stracił z pola widzenia, co się w jego branży dzieje. Gdyby to faktycznie była prawda, to cały ten wydział nadawałby się li i jedynie do likwidacji, bo i po cóż miałby istnieć, skoro nikt na świecie całym nie jest zainteresowany żadnym aspektem jego działalności?


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • riki_i 10.07.19, 23:17
    Ależ ja mu to od dawna mówię, że "cały ten jego wydział nadaje się li tylko do likwidacji" ! To są moje słowa! wink
  • iwoniaw 10.07.19, 23:29
    No to skąd oburzenie wysokością jego pensji? 4,5 tys. za siedzenie i bezsensowne tracenie czasu bez żadnego pożytku to naprawdę nie jest mała kasa. Toż ludzie, którzy tam zamiatają są bardziej użyteczni, a na bank zarabiają mniej. Od początku ci piszę, że gość jest ewidentnie przepłacany (i to pieniędzmi podatników, o zgrozo). Powinien się przyuczyć do jakiegoś zawodu i zacząć zarabiać uczciwie, a nie wyłudzać pieniądze za nic. Przecież to, co on sobą prezentuje, to jak siedzenie na zasiłku, szara strefa bezrobocia normalnie big_grin


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • riki_i 11.07.19, 00:17
    Naucza studentów w ramach jakichś tam przedmiotów i zakładam, że robi to dobrze. Na całym świecie uniwersytety to nie jest tylko nauka przez duże N, ale i kształcenie ludzi. Przyjmijmy zatem, że gość wykonuje obowiązki nauczyciela akademickiego. To jest działalność społecznie użyteczna, a nie żadne wyłudzanie pieniędzy. Ponadto nie każdy może to dobrze robić. Habilitacja, o ile mi wiadomo, to też parę lat ciężkiej pracy, więc nie chrzań, że tylko siedzi i bezsensownie traci czas. 4500 zł w Warszawie dla faceta po 50-tce , który teoretycznie powinien być na szczycie swojej zawodowej kariery, dupy nie urywa, a wręcz przeciwnie.

    BTW.... Chcesz się wyzłośliwić? , dowalić ? - nie wiem komu? całej kaście mężczyzn którą rzekomo ja reprezentuję?! Ulewasz tyle jadu, że zatracasz kompletnie sens swoich wypowiedzi.
  • a23a23 11.07.19, 00:27
    riki_i napisał:

    > Naucza studentów w ramach jakichś tam przedmiotów i zakładam, że robi to dobrze
    > . Na całym świecie uniwersytety to nie jest tylko nauka przez duże N, ale i ksz
    > tałcenie ludzi. Przyjmijmy zatem, że gość wykonuje obowiązki nauczyciela akadem
    > ickiego.

    Jesli jest zatrudniony jako pracownik naukowo-dydaktyczny, to ma obowiazki dydaktyczne, naukowe i organizacyjne. Jesli nie wywiazuje sie ze swoich obowiazkow naukowych (nie prowadzi badan naukowych), to nie mozna powiedziec, ze wywiazuje sie ze swoich obowiazkow pracowniczych. Gdyby w prwyatnej firmie wykonywac tylko obowiazki ktore Ci sie podobaja, to jak myslisz, szef bylby zadowolony? Nie wiemy nic o wykonywaniu prac organizacyjnych, ale jak rozumiem pewnie chetnie wlaczylbys w to bzykanie studentek, bo to nieodlaczny element zawodu.

    Jesli chce tylko uczyc, to sa posady dydaktyczne - wykladowca i starszy wykladowca. Ale duzo gorzej platne i wiazace sie z wyzszym pensum. No ale wtedy pewnie tez prestiz nie ten i nie mozna juz tak latwo bzykac stuedentek.
  • riki_i 11.07.19, 01:03
    Starszy wykładowca, o ile mi wiadomo, to najlepsza możliwa fucha. 360 h pensum zawsze pozostaje w teorii, bo nie ma tyle zajęć, żeby takiego gościa pod korek dociążyć (wtedy inni byliby niedopensowani), a poza odwalaniem zajęć obowiązków nie ma żadnych. Kasa wcale nie jest niższa.

    Reszty wywodu nie chce mi się komentować. szkoda klawiatury.
  • a23a23 11.07.19, 01:51
    riki_i napisał:

    > Starszy wykładowca, o ile mi wiadomo, to najlepsza możliwa fucha. 360 h pensum
    > zawsze pozostaje w teorii, bo nie ma tyle zajęć, żeby takiego gościa pod korek
    > dociążyć (wtedy inni byliby niedopensowani), a poza odwalaniem zajęć obowiązkó
    > w nie ma żadnych. Kasa wcale nie jest niższa.

    Znowu - pokazujesz jak bardzo nie masz o tym wszystkim pojęcia. Nie wiesz jak rozdzielane są godziny, kiedy i kto ma możliwość przejścia na etat dydaktyczny i z czego są oceniani. O tym, co się dzieje jak pensum przez dydaktycznych nie jest wypełnione też nie chce mi się pisać.

    >
    > Reszty wywodu nie chce mi się komentować. szkoda klawiatury.

    Nie masz argumentów, to i klawiatury szkoda. Jeśli nie wywiązuje się z badań naukowych, to i jak można go nazwać dobrym pracownikiem? I rzeczywiście powinien się cieszyć, że jeszcze go nikt nie wywalił z uczelni (nie ma mimimum kadrowego już, przypominał - teraz taki bezproduktywny hab dla uczelni to żaden rarytas. ale pewnie ze starego nadania, więc jest nie do ruszenia i może sobie opowiadać te bajania o minionej chwale i bzykaniu studentek).
  • riki_i 11.07.19, 09:34
    No, co się niby dzieje? Zwalniają tych dydaktycznych, bo pensum nie mają? Weź mnie nie rozsmieszaj, bo mi się zrobią zajady.

    Z obowiązkami pracownika naukowo-dydaktycznego na polskiej uczelni jest jak z życiem wedle katechizmu KK. Gdyby ktoś realnie to wszystko wypełnił, to od razu ma zadatki na świętego. Wiadomo, że real wygląda inaczej niż bajania z formalnych wymogów.
  • a23a23 10.07.19, 22:28
    riki_i napisał:

    > Być może. Nie znam się. Długo już nie pracuję w tym zawodzie.

    Jeśli nie wiesz, po co są konferencje, to znaczy, że nigdy z uczelnią związku bliższego nie miałeś, a już z pewnością "w zawodzie" nie pracowałeś (btw nikt tak nie mówi, slang zupełnie z innej bajki). Po co tak brzydko kłamać?

    > W każdym razie ,
    > w działce tego kumpla nie ma żadnych projektów międzynarodowych, a wszystko opi
    > era się na dydaktyce.

    To posłuchaj uważnie, zdradzę Ci sekret. Nie istnieje działka, w której nie ma projektów międzynarodowych.
    A jeśli nawet w Polsce by nikt się nimi nie zajmował, to tym lepiej dla niego! W końcu nie musiałby z nikim konkurować, byłby pierwszy i w krótkim czasie stałby się naukowym bogiem (ale wiesz, wtedy musiałby robić coś więcej niż bzykać studentki, co jak już wiemy jest nierozerwalnie związane z tym zawodem).
    No bo wiesz, tacy fizycy na przykład to wszyscy się starają o granty i w zasadzie nic innego nie robią, więc wiesz jak jest trudno? Jaka konkurencja ogromna (kuro17 wybacz, musiałam wink ?
    A tutaj skoro nikt tak nie robi, to znaczy, że może by nikt nie zaważył, że kolega jest intelektualnie tak sobie i jednak jakiegoś yeti by się udało upolować?

    > Co powtórzyłem po raz 1001 w tym wątku.

    Nie powtarzaj wszystkiego, co usłyszysz bez weryfikacji - bo możesz głupoty powtarzać wink ktoś Ci niezłą ściemę wali, a Ty jak takie malutkie dziecko - we wszystko uwierzysz
  • ck2 11.07.19, 08:19
    A23, dzięki za rzeczową dyskusję, fajnie się czytało, ale chyba trochę zdenerwowałaś kolegę. wink
  • dyzurny_troll_forum 11.07.19, 10:45
    a23a23 napisał(a):

    > ktoś Ci niezłą ściemę wali, a Ty jak takie malutkie dziecko - we wszy
    > stko uwierzysz

    Jak ktoś wierzy w zabezpieczenie emerytalne w ZUSie to oczywistym jest, że uwierzy już we wszystko...

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • riki_i 11.07.19, 11:36
    dyzurny_troll_forum napisała:

    > Jak ktoś wierzy w zabezpieczenie emerytalne w ZUSie to oczywistym jest, że uwie
    > rzy już we wszystko...

    Oczywiście, że wierzę w ZUS i wyjdę na tym sto razy lepiej niż mundrale opowiadający banialuki o jego rzekomym bankructwie.

    Tacy ciemni ludzie jak Ty zawsze działają tak samo. Wpierw pitolą jak najęci te swoje głupoty, a potem znikają, ewentualnie - jeśli mówimy o realu i np. kimś z rodziny - gdy wychodzi na to, że ktoś miał jednak rację zamieniają się w nieprawdopodobnych zawistników.

    Jeśli dożyjesz mojej emerytury i udowodnię ci, że ZUS wypłaca mi 10k od zarachowanych dwóch dużych baniek z hakiem, to będziesz słał donosy, że sfalszowałem okresy składkowe albo przekupiłem urzędniczkę. Typowy Polaczek-Cebulaczek
  • dyzurny_troll_forum 11.07.19, 12:52
    riki_i napisał:

    > Jeśli dożyjesz mojej emerytury i udowodnię ci, że ZUS wypłaca mi 10k

    Ostatnio miało być 16k....

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • chicarica 10.07.19, 22:14
    Raczej chyba na początek należy wymagać od gościa jakichś osiągnięć. Ja znam takich, którym 4500 wypada z kieszeni jak wyciągają portfel, ale oni nie zajmowali się pukaniem studentek przez całą swoją karierę naukową, dlatego teraz zarabiają przyzwoicie pracując na KTH w Sztokholmie. Jakoś mnie nie wzrusza że ten Twój przymiera głodem obecnie, bo z opisu to jakiś patol.

    --
    ---
    Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
  • riki_i 10.07.19, 23:14
    Jaki patol? Jakie KTH w Sztokholmie? Co ma piernik do wiatraka? Co ma ktoś pracujący w Szwecji do pracownika UW?
  • bergamotka77 10.07.19, 21:15
    No ale 50+ to chyba dzieci już pełnoletnie? wink Skoro nabył dom i mieszkanie to biedy nie ma. Po prostu kiedyś wykładowcy biegali po 5 etatach w szkolach gotowania na gazie i w macierzystej uczelni nie mieli czasu się rozwijać więc to ukrocono. Inna sprawa to śmieszne pensje na uczelniach choć znajomy adiunkt na dobrej uczelni wyższej ma ok.6 tys. I dopiero niedawno zaczął pracować naukowo plus pracuje gdzie indziej więc to pensja na dzien dobry.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • riki_i 10.07.19, 22:04
    6000 na rękę czy brutto? Jak na rękę, to ok - pytanie, czego w zamian od niego oczekują. Jeśli tylko dydaktyki, no to fajnie, jeśli badań na światowym poziomie, no to gorzej.

    Ten kolega ma dwójkę dzieci, jedno to faktycznie chyba się zbliża do pełnoletności, ale drugie to nastolatek (nie mam pojęcia ile lat ma dokładnie). Wiadomo, że może częściowo spieniężyć to, czego się wcześniej dorobił i jakoś przeżyje. Ale w jego przypadku ja naprawdę widzę wielki spadek poziomu życia. Dodajmy, że kilkanaście tys. zł 10 lat temu i więcej też miało inną siłę nabywczą niż dziś. A dzisiaj on ma, przypomnijmy, 4500 zł netto i zakaz dorabiania w zawodzie.
  • bergamotka77 10.07.19, 23:08
    No to fakt kiepsko się ustawił. Chodzi o 6 na reke oczywiście ale on z branży męża czyli IT poza tym pracuje w jakiejs firmie. Przez pierwszy nie ma pracy dydaktycznej. Mówił nam, że jak nie da rady pogodzić to zrezygnuje z uczelni bo gdzie indziej ma wyższe dochody. Z tym ze on pracowal już na zagranicznych uczelniach na czasowych kontraktach.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • riki_i 10.07.19, 23:15
    No, IT to jednak jest inna planeta w porównaniu do większości zawodów.
  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 14:58
    riki_i napisał:

    > Generalnie, polityka rządu kreuje nowe nierówności w społeczeństwie, bo zasypuj
    > ąc stare linie podziału zarazem wytwarza nowe. Też tak uważacie?

    “W miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się”

    Jest to typowy wynik wdrażania socjalizmu, a że mamy najbardziej socjalistyczną ekipę od 30 lat to jest jak jest...


    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • princesswhitewolf 10.07.19, 15:01
    mowa o biedzie bo jezdza 10 letnim samochodem czy biedzie bo nie maja co jesc i zaplacic za czynsz i leki? Duza roznica.
  • frey.a86 10.07.19, 15:24
    Ja już kiedyś pisałam, że w ciągu kilku lat wieszczę ogromny paraliż budżetówki, bo nie będzie ludzi do pracy w urzędach i szkołach za wynagrodzenie niższe, niż oferowane przez supermarkety i niższe niż komplet zasiłków na kilkoro dzieci. Już teraz są problemy np. z wyrobieniem paszportu w urzędzie wojewódzkim, trzeba wziąć urlop i nastawić się na pół dnia czekania na złożenie wniosku. Podejrzewam, że niedługo będzie tak z każdym dokumentem plus wydłużony czas oczekiwania na załatwienie sprawy. Czyli w praktyce np. kupuję samochód i muszę czekać pół roku lub dłużej na wydanie dowodu rejestracyjnego. Będzie wesoło.
  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 15:26
    frey.a86 napisała:

    > Ja już kiedyś pisałam, że w ciągu kilku lat wieszczę ogromny paraliż budżetówki
    > , bo nie będzie ludzi do pracy w urzędach i szkołach za wynagrodzenie niższe, n
    > iż oferowane przez supermarkety i niższe niż komplet zasiłków na kilkoro dzieci
    > . Już teraz są problemy np. z wyrobieniem paszportu w urzędzie wojewódzkim, trz
    > eba wziąć urlop i nastawić się na pół dnia czekania na złożenie wniosku. Podejr
    > zewam, że niedługo będzie tak z każdym dokumentem plus wydłużony czas oczekiwan
    > ia na załatwienie sprawy. Czyli w praktyce np. kupuję samochód i muszę czekać p
    > ół roku lub dłużej na wydanie dowodu rejestracyjnego. Będzie wesoło.

    Tak, ale tylko od czasu aż wprowadza się obowiązkową płacę minimalną. Po wprowadzeniu obowiązkowej płacy minimalnej wszystko wróci do porządku.

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • betty_bum 10.07.19, 18:18
    Tak nie będzie, urzędników zastąpią komputery.
  • kryzys_wieku_sredniego 10.07.19, 21:24
    To dobrze, bo w naszym i okolicznych urzędach nikt się nie zgłasza na nabory, a ktoś musi wydawać decyzje lokalizacyjne - szeroko rozumiane. Czekam z niecierpliwością i wnioskodawcy również.
  • martishia7 11.07.19, 12:34
    Żeby urzędników w jakimś zakresie "zastąpiły" komputery, to wpierw trzeba zbudować i wdrożyć rozwiązania informatyczne. Na to potrzeba wpierw pieniędzy na inwestycje (w szczególności praca specjalistów - kosztuje). Po drugie trzeba umieć to wymyślić, zamówić i wdrożyć. Do tego też trzeba ludzi, a jak wspomniałam - praca specjalistów kosztuje. Nie zrozum mnie źle, uważam, że jak na to jak jest dokonywana cyfryzacja w naszym pięknym kraju (fragmentarycznie, prowizoryczne protezy, które potem działają latami i stają się rozwiązaniem głównym i rozwojowym, etc.), to poziom tego ile już da się załatwić bez wychodzenia z domu - uważam za oszołamiający.
  • katja.katja 10.07.19, 15:29
    Mali przedsiębiorcy.
    Osoby bezdzietne nie będące "wąskimi specjalistkami" ani przebojowe z natury rzeczy.
    I oczywiście emeryty.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • sirella 10.07.19, 17:03
    Patole przejmują Polskę. Pięćsetplusy sebikso karynowe, niepracujące żonki z 3 dzieci plus mężuś zatrudniony oficjalnie na najniższej krajowej w budowlance-a wrealu 4 tys do łapy plus fuchy z drugie tyle. I zasiłki doją skąd się da i mieszkanie z socjalu też przytulą. Pijany Seba się awanturuje w sklepie, a jak go policja zleje to Seba z Karyną biegną z pozwami do prokuratury, bo jak to policja śmie pijanego Sebę siłą uspakajać, gdzie prawa obywatelskie?!
    I na to wszystko haruje klasa kiedyś prawieśrednia, dzień w dzień na etacie, wykształcona po studiach, doszkalająca się, płacąca kredyty, za bogata o pięć stówek na zasiłki ale łupiona z każdej strony na podatkach żeby Sebę z Karyną na poziomie utrzymać, by mogli na fejsie wklejać wielkie odezwy jak to Pis wyzwolił kraj od pełowego złodziejstwa....

    Blech....

    Wybaczcie, otarłam się o "prawdziwy naród" i mam mdłości.
  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 17:06
    sirella napisała:

    > Blech....
    >
    > Wybaczcie, otarłam się o "prawdziwy naród" i mam mdłości.

    Ciesz się, że dopiero teraz....

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • betty_bum 10.07.19, 18:21
    A czego naucza kolega, że jest skazany na tkwienie na uczelni?
  • riki_i 10.07.19, 18:45
    Jakieś humanistyczne bzdury.
  • jeziorowa 10.07.19, 18:28
    riki_i napisał:

    > grupy tradycyjnie lokujące się na dole drabiny społecznej zaliczają
    > spektakularny awans - rodziny wielodzietne
    Tak jest chyba w twojej wsi🤣🤣🤣🤣🤣. W dużych miastach rodziny wielodzietne to w większości rodziny zamożne. Już ponad 20 lat temu było to świetnie widoczne np w korporacjach: prezesi i ważniejsi dyrektorzy (np finansowy) zazwyczaj mieli rodziny 2+3, 2+4 lub 2+ jeszcze więcej, magazynierzy, fakturzystki itd miały rodziny 2+1, czasami 2+2. Tak jest nadal.
  • riki_i 10.07.19, 19:06
    A tutaj prawisz bzdury. Ja biedny nie jestem, a mam jedno dziecko i to późno. Wolałem latać na Malediwy niż zmieniać pieluchy. Znani mi osobiście bogacze, owszem często mają gromadkę dzieci, ale z różnymi paniami. W PL niestety tak jest, i 20 lat temu było tym bardziej, że każda młoda zdzira, która dopadnie forsiastego faceta usiłuje jak najszybciej z nim zaciężyć, bo to w jej mniemaniu gwarancja dobrego życia. Więc jak chłop naiwny, to się szybko budzi z domowym przedszkolem. Ba, znam wiele przypadków, gdy po tekście "chcę się z Tobą rozwieść" natychmiast pojawiała się u Pani ciąża (naiwnym paniom dwudziestolatkom wyjaśniam, że w stałym związku seks jest często czymś podobnym do mycia zębów, można się ciężko kłócić i chodzić że sobą do łóżka).
  • jeziorowa 10.07.19, 19:34
    Twój równoległy świat jest inny i dlatego prawisz bzdury. Nie znam ani jednej młodej zdziry łowiącej na ciążę bogatych staruchów. Znam natomiast mnóstwo wykształconych kobiet, które na studiach lub niedługo po studiach poznawały przyszłego męża rówieśnika o podobnym statusie majątkowym do swojego. Razem dorabiali się pieniędzy i dzieci. Obecnie są zamożni, mają kilkoro dzieci (wspólnych) i żyją zgodnie. Wierzę jednak, że ty takich ludzi nie znasz.
  • riki_i 10.07.19, 19:52
    jeziorowa napisała:

    > Twój równoległy świat jest inny i dlatego prawisz bzdury. Nie znam ani jednej m
    > łodej zdziry łowiącej na ciążę bogatych staruchów.

    Hmmm. 🤔 Uwierz mi, że to jest życie.

    Znam natomiast mnóstwo wyksz
    > tałconych kobiet, które na studiach lub niedługo po studiach poznawały przyszłe
    > go męża rówieśnika o podobnym statusie majątkowym do swojego. Razem dorabiali s
    > ię pieniędzy i dzieci. Obecnie są zamożni, mają kilkoro dzieci (wspólnych) i ży
    > ją zgodnie. Wierzę jednak, że ty takich ludzi nie znasz.

    Mąż rówieśnik???? Do tego taki, który się dorobił dużych pieniędzy? Toż to gotowy przepis na katastrofę w kryzysie wieku średniego.
  • jeziorowa 10.07.19, 20:48
    Nie mąż się dorobił tylko małżeństwo dorobiło się, czyli u jednych zarabiał więcej mężczyzna, u drugich kobieta, u trzecich obydwoje podobnie. Są w średnim wieku (40-55 lat) i ani myślą rozstawać się. Uwierz mi, że to jest życie, takie normalne życie, a nie ten światek, który przedstawiasz.
  • iwoniaw 10.07.19, 21:11
    Nie uwierzy ci, już tyle razy mu to tyle osób pisało (ze mną włącznie), zawsze kończy się na stwierdzeniu, że to nieprawda wymyślana przez ematki, żeby hejtować Ryśka, który jako jedyny Zna Prawdziwe Życie I Nie Ściemnia big_grin Teraz do dotychczasowych wywodów z dudy dodał jeszcze frazę, że "bzykanie studentek jest nierozerwalnie związane z zawodem [wykładowcy akademickiego]", więc szykuje się kolejna Prawda O Świecie na miarę kocurkowania big_grin big_grin big_grin


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • a23a23 10.07.19, 21:17
    Wiem smile po prostu bawi mnie to i w sumie ciekawa jestem dokąd te absurdy dociągnie wink

    A poważniej, serio nie wiem co ma w głowie ktoś, kto wymyśla "bzykanie studentek jak każdy na uczelni" (już pomijając czy to riki czy być może niewyimaginowany kolega).
  • a23a23 10.07.19, 21:18
    Przepraszam, myślałam, że do mnie pisałaś - drzewko mi się na telefonie kiepsko wyświetliło.
  • iwoniaw 10.07.19, 21:21
    Nie szkodzi, ja się w pełni zgadzam też i z tym, co napisałaś wyżej w innej gałęzi nt. grantów, publikacji i życia zawodowego w tzw. nauce od czasów studenckich poczynając. W sumie Rysiek to taki lokalny koloryt, czasem się zastanawiam, czy bardziej mnie brzydzi to, co pisze, czy jednak śmieszy.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • konsta-is-me 11.07.19, 02:46
    Riki jak zwykle zaswiecil intelektem XD
    Znow jakies wypociny na temat wspolczesnego swiata.
    Ktory to juz raz...?
    Kiedy dotrze , ze ty zyjesz w jakims dziwaczny, autystyczny mikroswiatku?
  • arwena_11 11.07.19, 08:30
    Riki ja cię bardzo proszę, ale nie rób ze swoich znajomych większych idiotów niż są. "Chcę się rozwieść" i dalej bzykam żonę? I jeszcze bez zabezpieczenia? Ci panowie nie wiedzą skąd się biorą dzieci?
  • triss_merigold6 11.07.19, 08:41
    Pewnie wiedzą, ale nie internalizują.
  • riki_i 11.07.19, 09:25
    arwena_11 napisała:

    > Riki ja cię bardzo proszę, ale nie rób ze swoich znajomych większych idiotów ni
    > ż są. "Chcę się rozwieść" i dalej bzykam żonę?

    Był na ten temat kiedyś długi, ciekawy wątek. Tak, często właśnie tak się dzieje. Poszukaj tamtej dyskusji przez wyszukiwarkę.
  • ck2 11.07.19, 08:17
    Korelacja wielodzietnosci z biedą jest oczywista i dowodzą tego liczne badania, no ale można kłócić się z faktami.
  • rzeniha 10.07.19, 19:08
    riki_i napisał:

    > Generalnie, polityka rządu kreuje nowe nierówności w społeczeństwie, bo
    > zasypując stare linie podziału zarazem wytwarza nowe. Też tak uważacie?

    Zawsze ktoś jest z czegoś niezadowolony - znasz to powiedzenie? To jeśli chodzi o politykę socjalną tego i każdego innego rządu, w tym i w każdym innym kraju.

    A co do grup społecznych zagrożonych biedą, to faktycznie wypadałoby najpierw zdefiniować, co rozumiemy przez biedę. Ja jej nie widzę. Jakikolwiek dach nad głową i pełny brzuch to dla mnie podstawa, od tego momentu o biedzie mowy nie ma. Wszystko inne to dodatkowe luksusy.

    A co do tego 500+... Już na samym starcie, momentalnie, gdy ktoś odważy się podnieść rękę na 500+, natychmiast straci władzę (lub w ogóle jej nie zyska, jeśli zaproponuje takie rozwiązanie). Łatwiej już by było rozpędzić całą budżetówkę, niż odebrać 500+ smile
  • riki_i 10.07.19, 19:19
    rzeniha napisała:

    > A co do grup społecznych zagrożonych biedą, to faktycznie wypadałoby najpierw z
    > definiować, co rozumiemy przez biedę.

    Poniżej 3000 zł na rękę w Warszawie to jest bieda. Np powiedzmy, jeśli chodzi o emerytów, to dwa razy po dwa tysiące z kawałkiem, jeszcze da się przeżyć. Ale jedno umiera i robi się dramat

    Ja jej nie widzę. Jakikolwiek dach nad gł
    > ową i pełny brzuch to dla mnie podstawa, od tego momentu o biedzie mowy nie ma.
    > Wszystko inne to dodatkowe luksusy.

    O nie, nie, nie - ja takiej afrykańskiej perspektywy nie kupuję. Równać zawsze należy w górę, a nie do dołu.
  • riki_i 10.07.19, 19:19
    *No powiedzmy
  • rzeniha 10.07.19, 19:39
    riki_i napisał:

    > Poniżej 3000 zł na rękę w Warszawie to jest bieda. Np powiedzmy, jeśli chodzi o
    > emerytów, to dwa razy po dwa tysiące z kawałkiem, jeszcze da się przeżyć. Ale
    > jedno umiera i robi się dramat

    Poniżej 9000 zł na rękę w Warszawie to jest bieda. Np powiedzmy, jeśli chodzi o
    emerytów, to dwa razy po cztery tysiące z kawałkiem, jeszcze da się przeżyć. Ale
    jedno umiera i robi się dramat


    Powyższe bzdury napisałam, żeby Ci pokazać jak arbitralne i zwyczajnie głupia jest Twoja opinia na temat biedy.

    Wikipedia proponuje taką definicję:

    Bieda, ubóstwo – pojęcie ekonomiczne i socjologiczne opisujące stały brak dostatecznych środków materialnych dla zaspokojenia potrzeb jednostki, w szczególności w zakresie jedzenia, schronienia, ubrania, transportu oraz podstawowych potrzeb kulturalnych i społecznych. Ubóstwo stanowi zagrożenie dla realizacji celów lub zadań życiowych.

    Przyjmując za dobrą monetę powyższą definicję nie da się stwierdzić czy 3000 zł to dużo czy mało w Warszawie. Dla jednego będzie to dużo, dla innego mało. Słowem kluczowym są *potrzeby jednostki*, a różni ludzie mają je różne. Jedzenie i schronienie, ubranie i transport to podstawa, to można policzyć. Natomiast potrzeby kulturalne i społeczne to pojęcia mgliste i nie da się sensownie tego oszacować. Zakładając, że posiada się jakieś lokum (np. mieszkanie socjalne, tani pokój, mieszkanie po babci), spokojnie za 2000 zł pozostałe potrzeby zrealizować można, a nawet taniej. Co oczywiście jest również arbitralną liczbą.

    Dlatego zamiast przerzucać się tymi liczbami zaproponowałam uproszczoną definicję biedy: pojawia się wtedy, gdy brakuje nam dachu nad głową i jesteśmy głodni. Można do tego dodać jeszcze: nie mamy w co się ubrać i jak się przemieszczać. Przy czym wszystkie te elementy z założenia są najtańsze i najniższej jakości (mieszkanie, jedzenie, transport i ubranie). Jeśli kogoś na to nie stać, to niezależnie od miejsca w kraju czy na świecie, jest biedny.

    Oczywiście biednymi można nazwać także ludzi, którzy to wszystko mają, ale to już inny rodzaj ubóstwa. Dlatego nie od rzeczy jest mówić o pewnym minimum egzystencji w danym państwie, niż o biedzie jako takiej, bo tej po prostu nie da się uchwycić i zdefiniować. A wszystko, czego nie da się w miarę dobrze uchwycić i zdefiniować to, używają Twoich słów, humanistyczny bełkot wink

    > O nie, nie, nie - ja takiej afrykańskiej perspektywy nie kupuję. Równać zawsze
    > należy w górę, a nie do dołu.

    Możesz nie kupować i równać do poziomu Norwegii czy Brunei, nie ma to żadnego praktycznego znaczenia. Myślę zresztą, że dlatego diagnoz takich ludzi, jak Ty nie bierze się w debacie publicznej na poważnie, że przy całkiem sensownej argumentacji jaką macie, odpalacie nagle bzdurę typu 3000 zł netto i wtedy nikt rozsądny nie ma ochoty na dalszą dyskusję.

    A na przyszłość: równany nie do góry, tylko uwzględniamy realia i możliwości.
  • riki_i 10.07.19, 20:06
    Dobrze, przejdźmy na język konkretów. Czynsz za mieszkanie w Warszawie - przyjmijmy, że chodzi o pokolenie starych pierdzieli, który dostali je w prezencie jako spadek po komunie i dysponują własnym- ok. 650-850 zł. Prąd płaci się co 2 miesiące, ale przyjmijmy że jest to ok 120 zł m-c. Kablówka razem z netem i telefonem stacjonarnym (rzecz ważna dla starych pierdzieli) - jakieś 110 zł. Gaz w bloku - 20 zł. Jakieś dopłaty do zużycia wody, ogrzewania - przyjmijmy lightowo że 20 zł /m-c. Leki - minimum 100 zł /m-c (bardziej realnie byłoby pomnożyć to co najmniej razy trzy). Zdarzenia prywatnej opieki lekarskiej typu leczenie ząbka - średnio 100 zl/ m-c. Jedzenie, chemia gospodarcza - no chyba 500 zł /m-c to nie jest zawyzona kwota? Już wychodzi spokojnie powyżej 1600 zł, a jesteśmy na poziomie potrzeb dość podstawowych, nie sądzisz? W przypadku mieszkania wynajmowanego, przy cenach najmu w Warszawie, od razu leżymy na łopatkach.

    Więc nie zarzucaj mi, że piszę bzdury. Wielu emerytów w stolicy naprawdę jest finansowo pod wodą i cierpi skrajną biedę (zwłaszcza przy b. niskich emeryturach kobiet w Polsce).
  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 20:21
    riki_i napisał:

    > Zdarzenia prywatnej opieki lekarskiej typu leczenie ząbka - średnio 100 zl/ m-c.

    Stare pierdziele zwykle nie mają już ząbków....

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • riki_i 10.07.19, 20:31
    No to płacą za mosty, koronki i kastaniety (bogacze - za implanty).
  • rzeniha 10.07.19, 20:36
    Czynsz w Warszawie (rodzina ma 2 mieszkania, wiem) to jakieś 550 zł. Jeśli ktoś płaci 600 i więcej, to a) ma ogromne mieszkanie, b) ma spore mieszkanie w drogiej dzielnicy. Wtedy takie mieszkanie się sprzedaje, kupuje tańsze, płaci mniej i ma jeszcze pieniądze na dokładanie do emerytury. Wybacz, ale to są właśnie realia! Nie rozumiem po co 2 dziadkom mieszkanie 80 metrów w centrum i narzekanie, że są biedni. Niech sobie kupią 40 metrów na parterze na Białołęce a za resztę pożyją jak królowie. Ludzie, szczególnie starsi (chociaż oczywiście nie tylko), są w Polsce nieracjonalnie ekonomicznie i gospodarka rynkowa daje im właśnie solidną lekcje życia...
    Poza tym czynszem zawyżonym o 100 zł, zgadzam się ze wszystkim poza ząbkiem. To samo, co wyżej. Sorry, nie ma tego w opiece państwowej, to ząbka sobie dziadek nie zrobi. Nie stać go, to nie robi. Prosty temat. Kolejne 100 zł odpada. I tak 1600, a nawet 1500 zł spokojnie takim ludziom wystarczy na życie. Najwyżej kupią mniej tej chemii gospodarczej, mniej zużyją wody, oszczędzą prąd i gorzej zjedzą. Kablówka i net to również nie są rzeczy pierwszej potrzeby. Także wybacz, nie zgodzę się z Twoją definicją biedy! Ty piszesz o całkiem dobrych warunkach egzystencji (jak na Polskę), a to z biedą nie ma nic wspólnego, chociaż też można o tym porozmawiać.

    A poza tym, jak już Ci napisałam, wypowiadając się w dobrej wierze, wyrządzasz ogromną krzywdę ludziom naprawdę biednym. Po przeczytaniu iluś-set komentarzy w takim absurdalnym tonie ("poniżej 3000 zł to bieda"), rozsądnym ludziom stępia się wrażliwość i na każdą wzmiankę o biedzie zaczynają reagować alergicznie, jak na wszelkiego rodzaju populizm, zwłaszcza ekonomiczny. Tak że przemyśl to proszę na spokojnie i nie wprowadzaj zamętu. Bo gdybyś zamiast o "biedzie" napisał o "godnych warunkach życia", to nawet bym się z Tobą zgodziła i pod tymi trzema tysiącami podpisała. Także mnie populizmu, więcej odpowiedzialności za słowo.
  • riki_i 10.07.19, 20:37
    Dobra, ok, zgadzam się.

    Zamieniam "biedę" na "godne warunki życia".
  • dyzurny_troll_forum 10.07.19, 20:43
    rzeniha napisała:

    > Czynsz w Warszawie (rodzina ma 2 mieszkania, wiem) to jakieś 550 zł. Jeśli ktoś
    > płaci 600 i więcej, to a) ma ogromne mieszkanie, b) ma spore mieszkanie w drog
    > iej dzielnicy.

    62 metry z '82 roku na Targówku, akurat dla pierdzieli koło 70, którzy w PRL mieli trochę szczęścia.

    777PLN

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • arwena_11 11.07.19, 08:42
    Czynsz w Warszawie - to zależy często od miejsca i czy spółdzielnia czy wspólnota. Mam dwa mieszkania - w spółdzielni płacę większy czynsz za mniejsze mieszkanie ( o ok 1/4 ) niż we wspólnocie. Nawet media mam tańsze we wspólnocie niż w spółdzielni. W spółdzielni opłaty stałe ok 650 zł we wspólnocie max 300. I tak to są spore mieszkania. Ale moja teściowa ma dużo mniejsze w tej samej spółdzielni i płaci czynsz podobny jak nie większy - bo starszy blok. To że spółdzielnia jest złodziejska - to już inna bajka.

    Co do miejsca zamieszkania - jak ktoś mieszkał całe życie w centrum - to nie przeprowadzi się na wieś na Białołękę. W Centrum ma wszystko pod ręką. Przychodnie, sklep, znajomych.
  • a23a23 10.07.19, 19:18
    Problemem jest to, ze pensje budzetowki (czy to w urzedach, czy na uczelniach wyzszych) nie sa powiazane z pensja minimalna. Powinno byc tak, ze np. pensja specjalisty stanowi x% pensji minimalnej (nie sredniej, tylko minimalnej) - wtedy rzad nie bylby tak skory do podnoszenia minimalnej, bo to znaczyloby tez wieksze obciazenie budzetu, a nie tylko wieksze wplywy z racji wyzszego obciazenia przeciebiorcow, a to z kolei zastopowaloby inflacje.
    Co do zagranicznych grantow - hmm, codziennie mam doczynienia z trzema udomiowonymi yeti. Moze powinnam zoo otworzyc, to w koncu sie dorobie wink Ale zeby miec wlasne yeti to jednak trzeba robic cos wiecej niz bzykac studentki.
  • riki_i 10.07.19, 19:24
    Kolega jest prezesem spółki skarbu państwa i tam mają system mnożnika średniej płacy w sektorze przedsiębiorstw w umowach o pracę (z wszystkimi pracownikami). Ciągle z tego powodu są awantury z jednostką nadzorująco-kontrolną, która domaga się aby w umowach były kwoty.

    Zagraniczne granty np. w fizyce są czymś nieodzownym do funkcjonowania. Ale w humanistyce to działa inaczej, niektóre działki nikogo poza PL nie interesują, albo interesują śladowo.
  • fawiarina 10.07.19, 20:12
    Ciekawe jak im liczą płace...
  • riki_i 10.07.19, 20:35
    No w stosunku do tej ogłaszanej co kwartał średniej w sektorze przedsiębiorstw. Więc pensje ludziom fluktuują o parę stówek (bo ta średnia czasem spada, a rośnie zwykle w ostatnim kwartale). Z tego co kolega mówi, ludzie u niego w centrali (pomijam staff typu sprzątaczki) zarabiają tak od dwóch do trzech i pół owej średniej.
  • profes79 10.07.19, 22:35
    W budżetówce obowiązywała bodajże do 2009 roku zasada waloryzacji mnożnika kwoty bazowej o wskaźnik inflacji - co roku. W 2009 roku to zlikwidowano i łaskawie podwyższono kwotę bazową dopiero w 2019 roku. Jednokrotnie. To samo było ze stypendium w Krajowej Szkole Administracji Publicznej. Kiedyś były to trzy minimalne pensje (o ile dobrze pamiętam) po czym zamieniono to na 2400 PLN brutto (w 2006 roku!). Stan taki utrzymał się aż do ubiegłego roku kiedy ktoś w końcu zauważył, że (dosyć paradoksalnie) za te pieniądze może utrzyma się ktoś, kto jest przyjezdnym i mieszka w hotelu (akademiku) KSAP za psie pieniądze - Warszawiak, nie daj Bóg obdarzony jeszcze rodziną, miał na waciki akurat - i zmieniono kwotę na 3300 brutto co dalej dudy nie urywa ale ma już nieco więcej sensu.

    --
    Witoldzbazin i Big_news - mała (na szczęście) wesoła gromadka trolli FŁ
  • a23a23 10.07.19, 22:50
    profes79 napisał:

    > W budżetówce obowiązywała bodajże do 2009 roku zasada waloryzacji mnożnika kwot
    > y bazowej o wskaźnik inflacji - co roku. W 2009 roku to zlikwidowano i łaskawie
    > podwyższono kwotę bazową dopiero w 2019 roku. Jednokrotnie.

    Kwota bazowa i mnożnik też nie do końca wg mnie rozwiązuje ten problem. Tzn lepiej oczywiście niż to co jest teraz, ale w dużo mniejszym stopniu niż powiązane z płacą minimalną hamowałaby zakusy rządzących na wkupywanie się w łaski nieświadomych ekonomicznie obywateli przez podnoszenie płacy minimalnej.
  • szafireczek 10.07.19, 22:53
    To zależy, jak się pojmuje rolę państwa w gospodarce...pytanie jest z teza, bo zakłada bierność jednostki. Państwo ma dzielić i rządzić? Już było z wiadomym skutkiem, ale przywiązanie narodu do socjału jest wielkie. I chyba marksistowska teza o równych żołądkach.
  • ck2 11.07.19, 08:24
    W obecnych czasach to bardziej samorządy stracą niż pracownicy urzędów wojewódzkich, w których rozsiadł się pis. Jeśli już o uczelniach, to pracownicy administracyjni (księgowość, obsługa projektów wielkich panów naukowców, zamówienia publiczne, itp.) zarabia tam żałośnie. Ponadto pracownicy szeroko pojętej kultury - biblioteki, teatry, ośrodki kultury. Pensje porównywalne lub niższe niż ma kasjerka w dyskoncie.
  • bywalec.hoteli 11.07.19, 10:51
    Generalnie wątek zdominował wątek bzykacza niepospolitego smile

    --
    Lato smile
  • dyzurny_troll_forum 11.07.19, 10:54
    bywalec.hoteli napisał:

    > Generalnie wątek zdominował wątek bzykacza niepospolitego smile

    Jak komuś już nie staje to sobie zastępuje opowiastkami. Nazywamy ten typ erotomanem gawędziarzem....

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • bywalec.hoteli 11.07.19, 11:27
    Jeśli już ktoś jest takim bzykaczem, to raczej nie opowiada o tym smile

    --
    Lato smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka