Dodaj do ulubionych

A zaprzeczenie macierzyństwa?

12.07.19, 09:33
E-matka ma poród z powikłaniami i dopiero po pewnym czasie widzi świeżo upieczonego dziubdziusia. Wypisują ich ze szpitala.
Mija pół roku. W tym czasie e-mamusia karmi piersią, opiekuje się, wstaje w nocy, nawiązuje więź.
Dostaje anonim z którego wynika, że dziecko nie jest jej, dla postanawia sprawdzić i faktycznie. Wyniki pokazują, że biologicznie to nie jest jej dziecko. Udaje jej się dowiedzieć tylko tyle, że jej dziecko trafiło do zwykłej, niepatologicznej rodziny.
To tylko od niej zależy czy chce tykać tą sprawę i odkręcić dostając wtedy własne niemowlę "na wymiankę" czy chować podrzucone jak do tej pory - czyli jak własne.
Co robi e-mamusia, zwłaszcza ta która uważała, że nie biolo ojciec powinien nadal interesować się dzieckiem jak własnym synem.
Dziękuję.

--
Nie dam się wygasić!
Edytor zaawansowany
  • daniela34 12.07.19, 09:45
    Jeżeli druga matka "współpracuje" to można stopniowo (nie z dnia na dzień) "wymienić się" dziećmi, 6-miesięczniak przyzwyczai się do nowego opiekuna i po pewnym czasie nie będzie pamiętał. Nagłą zmianę pewnie źle by zniósł.
    Jest różnica którą sprytnie pomijasz: wiek dziecka, a tym samym stopień jego świadomości po pierwsze, a po drugie - od tamtego nie-ojca nikt nie wymagał stałej opieki nad nie-synem, a jedynie tego, by nie zerwał kontaktu z dnia na dzień i jakaś formę spotkań utrzymał.
  • daniela34 12.07.19, 09:47
    Zapytaj raczej - ematka rodzi dziecko, wychowuje przez 7 lat i nagle okazuje się, że doszło do zamiany w szpitalu i to nie jej dziecko. Co robi?
  • katja.katja 12.07.19, 10:05
    Jeżeli chcesz nawiązać do wątku to raczej 4 lata, nieprawdaż?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • daniela34 12.07.19, 10:31
    Ok, dowiedział się po 4 latach, a porzucił dziecko jak miało 7, więc wychowywał je przez 7 lat. Toteż pytam co zrobiłby ematka, która nie-swoje dziecko wychowywala przez 7 lat
    Ale ok, można spytać, co zrobiłby ematka w przypadku 4-letniego dziecka?
  • katja.katja 12.07.19, 10:40
    Mieszkanie pod jednym dachem nie oznacza z automatu wychowywania.
    Niania, która mieszka "przy rodzinie" też wychowuje dziecko, jednak gdy idzie do następnej rodziny bo jej kontrakt się skończył nikt nie nazywa tego porzuceniem dziecka.
    Tego oszukanego Pana można tak potraktować. Mieszkał pod jednym dachem z obcym dzieckiem (podobnie jak niania) potem się wyprowadził bo chciał założyć własną rodzinę.
    No dramat.
    Powinien już nigdy nie wiązać się z żadną kobietą, a już tym bardziej mieć własne dzieci, no tak się nie godzi.
    Skoro został raz wrobiony to powinien do końca życia nieść Ten krzyż.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • daniela34 12.07.19, 11:02
    Bzdury piszesz- nikt tak nie twierdził w tamtym wątku. Nikt panu ani małżeństwa ani dzieci nie odmawiał- to nie wyklucza utrzymania kontaktu z nie-synem.
  • katja.katja 12.07.19, 11:06
    Nie odmawiał, ale utrudniał.
    Jaką radę dostanie tutaj kobieta, która spotyka się z żonatym, a chce realnego związku? Albo żeby go olała albo żeby zaczekała do końca sprawy rozwodowej ze związkiem.
    Tak to wygląda w realu. Poważne kobiety nie wiążą się z żonatymi, a utrudniany rozwód może ciągnąć się latami.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • daniela34 12.07.19, 11:21
    Teraz rozmawiamy o byłej żonie, która mogłaby utrudniać rozwód czy o wątku na forum, w którym rzekomo ktoś nakazywał panu nieść swój krzyż i zabraniał założyć nowej rodziny? Bo ja wyraźnie o wątku pisałam.
    A jeśli już o byłej żonie mowimy, to zdaje się ona nie robi dramatu z wyprowadzki Pana tylko z tego, że drastycznie odciął się od nie-syna. Przy czym mnie tu nie dramaty robione przez byłą żonę ruszają, a realne cierpienie dziecka.
  • katja.katja 12.07.19, 15:45
    Odcięcie się to odcięcie. Nie ma czegoś takiego jak "niedrastyczne"odcięcie. Samo to słowo definiuje coś nagłego i nieodwracalnego.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • daniela34 12.07.19, 15:53
    Przyjmuję uwagę. Odciął się. Nie-drastycznie. Co nic nie zmienia jeśli chodzi o meritum.
  • arwena_11 12.07.19, 13:54
    Dla wielu jak najbardziej wyklucza - bo odbiera czas dla dzieci bio
  • daniela34 12.07.19, 14:16
    A nie może tego czasu spędzać i z dziećmi biologicznymi i z nie- synem? To się wyklucza? Tak, tak, wiem, to rywalizacja o te legendarne na ematce "zasoby"- czasu, pieniędzy... Dla mnie facet, który w tej sytuacji utrzymałby kontakty z nie-synem jest o wiele lepszym kandydatem na ojca moich dzieci niż taki, który olał kochające go dziecko. Wiem, zaraz padnie argument, że biologicznych nie oleje, bo geny, bo DNA, bo pokrewieństwo. Tylko, że z nową żoną DNA go łączyć nie będzie. Może się okazać, że pewnego dnia, jak przestanie spełniać założenia Pana to oleje i ją.
  • iwles 12.07.19, 14:42
    arwena_11 napisała:

    > Dla wielu jak najbardziej wyklucza - bo odbiera czas dla dzieci bio


    A jeżeli pan wszedł w nowy związek z kobietą, która ma swoje dzieci, mieszkają razem. Uważasz, że olewanie tych dzieci i niespędzanie z nimi w ogóle czasu, a nawet więcej - unikanie tych dzieci, byłoby dla ciebie ok ?
    Mogą wyjechać na wspólne wakacje ? czy raczej pan ma prawo żądać od kobiety, że nie życzy sobie żadnych kontaktów ? On może spędzać czas TYLKO z dziećmi, noszącymi jego geny ?




  • katja.katja 12.07.19, 15:47
    Ten Pan z góry wie, że decyduje się na związek z kobietą, która posiada dzieci, które ze względów oczywistych nie są jego.
    Wiele Panów (moja koleżanka tak miała) rezygnuje na starcie ze związku z kobietą mającą dzieci.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • iwles 12.07.19, 09:56

    Było już tyle przypadków z zamienionymi dziećmi w szpitalach, tyle reportaży, tyle książek, tyle filmów, że, jako kobieta powinnaś już wiedzieć.

    Jako ematka - najchętniej chciałabym mieć przy sobie oboje dzieci, pewnie ta druga matka też. I dlatego jest to bardzo trudne.


    katja.katja napisała:

    > Co robi e-mamusia, zwłaszcza ta która uważała, że nie biolo ojciec powinien nad
    > al interesować się dzieckiem jak własnym synem.
    > Dziękuję.


    kolejny dowód, że nie możesz być kobietą.
  • katja.katja 12.07.19, 10:04
    No właśnie w tą stronę niewiele przypadków.
    Z Polski kojarzę wyłącznie sprawę ze słynnymi bliźniaczkami, ale tam wszyscy dowiedzieli się gdy dzieci były już pełnoletnie.
    I jeszcze japoński film o podmienionych dzieciach, rodzina dowiaduje się po około 5 latach.
    Na tym filmie pięknie było widać siłę genów.
    Dzieciak spokojnych, wyważonych rodziców, interesujących się muzyką, graniem na fortepianie itp, trafia do wrzaskliwej, ubogiej rodziny. Jest jedynym spokojnym (para ma inne dzieci) człowiekiem w tej rodzinie.
    Dzieciak tej wrzaskliwej rodziny daje czadu "spokojnym rodzicom", nie umie skupić się na niczym,w tym także na owej grze na fortepianie.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • annajustyna 12.07.19, 10:04
    Ja slyszalam o jednej, co zrezygnowala z macierzynstwa w stosunku do wlasnego dziecka biologicznego. Stwierdzila, ze go nie lubi i ze sie nie rozumieja. Dziecko ma aktualnie 4 lata, jest pod opieka ojca (rodzice w miedzyczasie po rozwodzie). Kolejne, mlodsze dziecko pani na dzien dzisiejszy jeszcze lubi, wiec ono jest po polowie z nia, po polowie z ojcem. Masakra.
  • katja.katja 12.07.19, 10:41
    Skoro biologiczna matka (gdzie jednak w przypadku kobiet pomagają zwykle hormony) nie lubi swojego dziecka to tym bardziej oszukany Pan ma prawo "nie lubić" cudzego suma summarum dziecka.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • mebloscianka_dziadka_franka 12.07.19, 10:43
    A to chyba nie jest jakaś super rzadkość. Tylko, że najczęściej matki nie chwalą się, że nie lubią swojego dziecka, ani nie rezygnują z jego wychowania. A może powinny, zamiast niszczyć mu psychikę i tworzyć toksyczną relację, która będzie się ciągnąć za dzieckiem do dorosłości.
  • annajustyna 12.07.19, 10:46
    Myslisz, ze nie ta pani z przykladu powyzej nie zniszczyla dziecku psychiki?
  • annajustyna 12.07.19, 10:47
    I niechby juz konsekwetnie obojga nie lubila... A nie tego troche, a tego wcale sad.
  • katja.katja 12.07.19, 10:59
    Sama jesteś po rozwodzie więc wiesz na własnym przykładzie, że uczucia nie są konsekwentne inaczej być do końca życia nie miała już żadnego związku bo jakże to tak - jednego męża nienawidzić, a drugiego kochać?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • annajustyna 12.07.19, 11:09
    Oboje sa po jednym ojcu...
  • katja.katja 12.07.19, 11:12
    I co z tego? Rodzeństwo z tych samych rodziców bywa diametralnie różne.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • annajustyna 12.07.19, 11:15
    Dobre smile. Tutaj akurat dochodzi fakt, ze pani dlugo byla pewna, ze mlodszy syn jest dzieckiem kochanka, a nie meza (w miedzyczasie eksmeza). Oczywiscie po porzuceniu przez kochanka wciaz miala zamiar pozostac z mezem...
  • mebloscianka_dziadka_franka 12.07.19, 11:06
    Można teraz się zastanawiać co jest gorsze. Czy matka która przez całe życie cię gnębi, manipuluje, itd. czy taka która cię porzuca. Myślę, że jednak pierwszy przypadek gorszy, zwłaszcza, jeśli w drugim wychowuje cię kochający ojciec.
  • annajustyna 12.07.19, 11:10
    Ale tu nie ma konsekwencji... Bo jedno calkowicie bez matki, a drugie pol na pol.
  • uomo_dos 12.07.19, 14:21
    Fenomenalny przykład annajustyna, ponieważ dotyczy kobiety, która odchodzi od dziecka. To mnie fascynuje, ponieważ mam silny instykt macierzyński i za swoje dałabym się pokroić byle tylko z nimi być, ale doprawdy nie mam zielonego pojęcia, jakie myśli bym miała, gdyby nie wiem jakim cudem okazało sie, że nie wychowuję swojego biologicznego, bo ktoś mnie oszukał/doszło do pomyłki - cokolwiek.

    Ja znam taki przykład: dwoje dzieci w bardzo zbliżonym wieku, kobieta wpada w alkoholizm albo już przed ślubem była alkoholiczką, tyle że mąż dowiaduje się dopiero po ślubie, gdy dzieci są już na świecie. Jakiś czas trwa szarpanina czyli próba ułożenia się w tym małżeństwie "dla dobra dzieci". Ale koniec końców jest rozwód, obydwoje walczą o dzieci, ale sąd zostawia je przy matce. Nie mogą się dogadać co do wychowania, on w pewnym momencie traci pracę, popada w tarapaty finansowe, przestaje płacić alimenty, stacza się, dług alimentacyjny rośnie, ale z dziećmi się spotyka, nie urywa kontaktu. Matka ściga go o te alimenty, standard życia dzieci spada na łeb na szyję, bo choroba alkoholowa uniemożliwia jej pracę. Jakimś cudem on znajduje partnerkę, z którą zakłada rodzinę, mieszka u niej, u niej pracuje. Na świat przychodzi ich wspólne dziecko. Wtedy ona ze zdwojoną siłą nalega na spłatę długu alimentacyjnego, który do tego czasu urósł do kwoty sześciocyfrowej. On twierdzi, że nie jest w stanie spłacić długu z nędznej pensyjki, którą ma będąc zatrudnionym u matki swojego dziecka, ale w związku z ustabilizowaniem swojej sytuacji życiowej, wnosi o przyznanie mu praw rodzicielskich do dzieci z pierwszego związku. Nie udaje się. W końcu matka-alkoholiczka zmuszona sprzedać mieszkanie, wyjeżdża, ale oddaje mu jedno z dzieci "na wychowanie". Dziecko jest wtedy nastolatkiem o sile rażenia rozjuszonego byka. Nie może się dogadać ani z matką, ani z ojcem, wcześniej inteligentne i dobrze radzące sobie w szkole dziecko, jako nastolatek zaczyna się staczać.

    Przez pryzmat tego przykładu jestem w stanie pokusić się o hipotezę, że być może psychikę temu 7-latkowi z wątku o matce-oszustce pięknie ryje mamusia i będzie ryła dalej niezależnie od tego, czy nie-biologiczny ojciec zniknie z życia dziecka w dniu uzyskania rozwodu czy będzie utrzymywał z nim kontakty. Czarno na białym widać, że kobieta działa na zasadzie cel uświęca środki i być może do osiągnięcia swoich celów używa również dziecka. Jeśli moja hipoteza jest prawdziwa, to działanie ojca polegające na zniknięciu z życia dziecka spowoduje tyle, że w zaburzonych relacjach pozostanie matka z dzieckiem a nie-ojciec za cenę być może wyrzutów sumienia usunie się z pola rażenia toksycznej manipulatorki. Czasami nie ma wyboru: to jest dobre a to złe. Czasami wybiera się pomiędzy złym rozwiązaniem i jeszcze gorszym.
  • alicia033 12.07.19, 14:47
    uomo_dos napisał:

    > nalega na spłatę długu alimentacyjnego, który do tego czasu urósł do kwoty sześciocyfrowej.

    big_grinDDDDD
  • ichi51e 12.07.19, 11:08
    W wypadku noworodka chyba staram sie odkrecic i dostac swoje. W wypadku starszego dziecka tylko staram sie nawiazac kontakt z rodzina

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • larix_decidua77 12.07.19, 11:22
    Nad niemowlęciem bym się zastanowiła, może stopniowo udałoby się dzieci wymienić. Tylko to nie działa na zasadzie: "o, to nie moje, weźcie je sobie", po prostu człowiek nie może znieść myśli, że gdzieś jest jego dziecko i jedyny sposób żeby je odzyskać, to oddać to wykarmione. Na pewno jest to megatrudne i normalny człowiek będzie chciał zatrzymać oboje, co jest niemożliwe. Wymiana dziecka kumatego, które kocha i chce być ze swoją mamą jest dla mnie wykluczona. Z biologicznym pozostałaby tylko możliwość kontaktu. I oddanie większego dziecka jest koszmarem i zabranie takiego od matki jest bandziorstwem. Czułabym się jak porywaczka, mimo że dziecko byłoby biologicznie moje. Czasem dla dobra własnego dziecka, trzeba z niego zrezygnować.
  • beataj1 12.07.19, 11:28
    W przypadku dziecka tak do roku jestem jakoś w stanie sobie wyobrazić zamianę. Nie twierdzę, że dałabym radę, ale jest taka możliwość.
    Powyżej tego roku to już opcja po moim trupie.
    W takiej sytuacji kocham konkretne dziecko/człowieka a nie zestaw genów. Nie ma opcji oddania dziecka z którym mam tyle wspomnień i które tak mocno pokochałam.

    --
    Szkoda, że nazwiska zasłonięte.
    Uważam, że dane kretynów, podobnie jak pedofilów, należy ujawniać, dla dobra ogółu. by cauliflowerpl
  • katja.katja 12.07.19, 11:37
    A biologiczne?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • ichi51e 12.07.19, 11:45
    Najgorzej jak bilogiczne trafi slabo i tamta rodzina np przemocowa uncertain

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • beataj1 12.07.19, 11:53
    Na pewno chciałabym je poznać. Ale nie bardzo sobie wyobrażam sytuacje, że wyrywam dziecko z jedynej rodziny jaką zna tylko po to by taki tęskniący za rodzicami (których zna i kocha) nośnik moich genów był przy mnie.
    Ideałem byłoby zamieszkać gdzieś blisko siebie. Choć pewnie i tak takie rodziny stanęłyby przed problemami i emocjami których nie jestem sobie nawet wyobrazić.

    --
    Szkoda, że nazwiska zasłonięte.
    Uważam, że dane kretynów, podobnie jak pedofilów, należy ujawniać, dla dobra ogółu. by cauliflowerpl
  • arwena_11 12.07.19, 14:01
    A nie miałabyś tak, że jak twoje nie bio dziecko narobi głupot i problemów - to byś miała w głowie, że to nie twoje dziecko i to wszystko wina jego rodziców?

    Bo ja bardzo wiele jestem w stanie wybaczyć własnym dzieciom i doskonale wiem, że tego samego obcym genetycznie bym nie wybaczyła.
  • beataj1 12.07.19, 14:39
    Myślę że jak pokocham dziecko to już na zawsze. Chyba nie umiałabym pokochać adoptowanego, ale w tym przypadku dziecko przez lata byłoby "moje". I tak by już zostało.

    --
    To nie cellulit. To moje ciało mówi, że jest atrakcyjne. Brajlem.
  • ga-ti 12.07.19, 13:52
    Katja, ale tu jest sytuacja jednak inna. Bo nie tylko matka dowiaduje się, że to nie jej dziecko, ale dowiaduje się, że jej dziecko wychowuje ktoś inny, doszło do zamiany dzieci. W wątku, do którego nawiązujesz, dziecko było jedno.
    Gdyby było tylko jedno dziecko, które okazałoby się nie moim to nie porzuciłabym ot tak. Oddanie rodzicom biologicznym też stanowiłoby duży problem, najlepiej kierować się dobrem dziecka, zrezygnować z własnego komfortu.
    Ale sytuacja adekwatna to wychowujemy z mężem dziecko, które okazuje sie być męża i innej pani (nie wiem, jak by miało do tego dojść, ale ok), rozstaję się z panem, ale uczucia do dziecka pozostają, mimo że to nie moje genetycznie, to jednak wychowywane kilka lat. Pewnie, że buzują różne emocje, zwłaszcza do ojca dziecka, ale całkowicie zerwać kontaktu bym nie umiała. Zresztą w tamtym wątku przytoczyłam znane mi przykłady dwóch nie-ojców, którzy kontakt z dzieckiem mieli po rozwodzie, których pochwalam.
  • katja.katja 12.07.19, 15:56
    A taka sytuacja, z reala, moja szkolna koleżanka.

    Kobieta wiąże się z wdowcem z dwojgiem dzieci. Matka zmarła gdy dzieci były malutkie, w tym jedno nawet było jeszcze niemowlakiem.
    Kobieta opiekuje się tymi dziećmi od małego, mówią do niej "Mamo" i właściwie tylko ją pamiętają, matki biologicznej nie bo były malutkie.
    Po około 5 latach macocha wyjeżdża na parę miesięcy do pracy za granicę by dorobić, jak wielu Polaków w Tych czasach (skrajna komuna). Tam poznaje Pana i zachodzi w ciążę, przeprowadza rozwód. Do Polski zjeżdża tylko w celach rozwodowych i organizacyjnych, ale jeszcze "rzutem na taśmę" załapuje się na Dzień Matki w szkole na który zaproszeni są rodzice. Potem wraca za granicę, czasem przesyła paczki, ale z tego co pamiętam paczki szybko się "urywają".
    Kobieta rodzi syna, koleżanka "chwali" się, że urodził jej się "brat" (pewnie go nawet nie widziała na żywo). Z czasem jej ojciec poznaje kolejna kobietę, tamtej już od dawna nie ma w życiu rodziny (wiek odejścia macochy - gdy pasierbowie mają około 8 lat).
    Czy wobec tego, że kobieta porzuciła pasierbów, znanych jej od malutkiego dziecka i przez 5 lat wychowywanych oznacza, że odrzuciła też biologicznego syna "bo nie jest w stanie naprawdę pokochać" (jak w tamtym wątku twierdziły niektóre Panie)? Czy jednak (niepoprawnie politycznie) koszula bliższa ciału i była dobrą matką dla własnoręcznie (choć nie ręka brała w Tym udział) urodzonego dziecka, która na żadnym etapie jego dzieciństwa go nie porzuciła?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • kropkacom 12.07.19, 13:59
    Kocham jak swoje.
  • 21mada 12.07.19, 14:06
    U ssaków chodzi o to żeby samiec alfa zapłodnił, a samiec beta wychował. Taki lajf.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka