Dodaj do ulubionych

O zachowaniach ludzkich

12.07.19, 15:24
Zakładam pierwszy swój wątek i na wstępie zaznaczam, że podczutuję forum od kilkunastu lat, ale nigdy (!naprawdę!) niczego tu nie napisałam.

Pracuję w gastronomii kilkanaście lat. Na różnych stanowiskach, bo to branża, w której trzeba być bardzo elastycznym wink lubię tę pracę, uwielbiam kontakt z ludźmi i mam kilka spostrzeżeń, którymi chcę się z Wami podzielić. Tak, będę narzekać, tak, piszę żeby zwrócić uwagę na także Wasze zachowanie.

1. Olewka- gość wchodzi do restauracji i nic nie mówi, nie odpowiada na powitanie, pytania, nic. Zamawia jednym słowem, nie patrząc na jadłopodawacza. Kończy jeść, wyburkuje: rachunek, kartą. Wychodzi, nie mówi do widzenia, ale to raczej oczywiste. Czy ja mam coś z głową, że wydaje mi się to słabe, czy po prostu jestem juz stara i nie rozumiem nowych zachowań?
2.JA WIEM LEPIEJ - akurat pracuję w knajpie dość wyspecjalizowanej i z mnóstwem szkoleń na temat tego co robimy. Naprawdę wszyscy mamy wiedzę, ale nie!!! Są tacy, którzy WIEDZĄ LEPIEJ. Zawsze protekcjonalny ton i pobłażliwy uśmieszek. No i nie wytłumaczysz, że gugiel kłamie czasami i nie wszystko co ludzie piszą w internetach jest prawdą (obiektywną)
3. Telefony, torebki, płaszcze, apaszki i okulary- czyli tzw. majdan rozwalony na całym stoliku. Nie ma gdzie postawić dań, pomijam już stres związany z przypadkowym zalaniem np. tel za kilka tysi. Nie przetłumaczysz. Tel na stoliku musi być wink
4. Wózki dziecięce - najlepsze miejsce na wózek dziecięcy jest na środku knajpy. Nieważne, że obsługa przestawia stoliki i specjalnie szuka miejsca na wózek. Nie. Na środku, koniecznie!
5. Jak to nie ma wolnych stolików? Ale na pewno? A może jak ja pójdę to coś znajdę? Ale jak to jest kolejka do stolików? Ja chcę zjeść!
6. Udawacze - nie mam problemu z tym, że ktoś skorzysta z naszej toalety albo wpadnie zapytać o drogę dokądś itp. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Z niewiadomych przyczyn niektórzy muszą przy tym udawać, że zaraz coś zamówią itp. W sumie jest to zabawne, ale czasami przeszkadza w zaplanowaniu pracy
7. I mój ulubiony typ: nie czyta menu, ale przy tym nie słucha podpowiedzi obsługi. Po wyrecytowaniu całego menu wraz z opisami dań (nam się przecież nie spieszy), zaczyna zadawać TE SAME pytania od początku. Czasem rozgrywany w ten sposób 3 rundy gry w menu zanim padnie zamówienie, zwykle danie proponowane od początku.

Mogłabym tak jeszcze dłuugoooo. Czekam na urlop i trochę się zaczynam rozdrażniać wszystkim powyższym, zwłaszcza, że większości tych zachowań można by uniknąć, gdyby ludzie byli dla siebie nawzajem trochę milsi albo gdyby czasami (!) włączyli myślenie.

A czego Wy najbardziej nie lubicie w ludziach? W restauracjach? Dawajcie wink
Edytor zaawansowany
  • hellen 12.07.19, 15:34
    Ale to długie wyszło! Przepraszam smile
  • mildenhurst 12.07.19, 15:36
    Czego nie lubię w restauracjach: porcji i jakości nieadekwatnych do ceny, brudnych stołw- kelner zaprasza do stolika i dopiero potem sprząta po poprzednich gościach, braku elastyczności w menu- lubię carbonare ale bez parmezanu, tak mam- nie da się nie posypać, wymuszania napiwków. Brak ciepłej wody w toaleta h, w ogóle stan toalet. Długie czekanie na rachunek, bywa i 15 minut. Ale ogólnie jest ok.
  • hellen 12.07.19, 15:44
    Milden, też nie lubię takich "restauracji " o których piszesz.
    A z drugiej strony nic nie wpienia mnie bardziej niż ludzie siadający przy brudnym stole, bo nie mogą poczekać 5 minut aż obsługa ogarnie.
  • hellen 12.07.19, 15:53
    Jak wygląda wymuszanie napiwków? Bo serio nie wiem, a może jest to patent, który warto zastosować wink
  • mildenhurst 12.07.19, 17:54
    A no tak, że kelner przyjął rachunek. Wraca z nim i kładzie na stół. Ja ju zbieram się do wyjścia, a Pan chrumka, i chrumka i tak aż do drzwi.
  • hellen 12.07.19, 18:55
    😀😀😀😀 ciężko mi w to uwierzyć, ale cóż, ludzie zaskakują mnie cały czas!
  • pani-nick 12.07.19, 21:20
    Yyyy... ale carbonara to generalnie parmezan i jaja...
  • hellen 12.07.19, 22:40
    pani-nick napisała:

    > Yyyy... ale carbonara to generalnie parmezan i jaja...

    Patrz punkt 2 posta startowego 😀
  • magia 15.07.19, 18:32
    No właśnie zaczęłam si zastanawiać czym jest carbonara bez parmezanu bo nie carbonara - jajecznica z makaronem?
  • eat.clitoristwood 12.07.19, 15:41
    Może wylądujesz na łamach. I to nie pod postacią nekrologu.
  • hellen 12.07.19, 15:45
    Myślisz, że dostąpię tego zaszczytu pierwszym swoim wątkiem tutaj? Wątpię smile
  • bo_ob 12.07.19, 15:54
    W ludziach: arogancji, chamstwa, cynizmu i pogardy dla innych.
    W restauracjach: niesmacznego jedzenia, cen wyssanych z palca i długiego czasu oczekiwania na potrawy. No i minimum higieny być musi smile

    Gdybyś spytała co lubię, lista byłaby dłuższa smile

  • lucky80 12.07.19, 15:57
    Nie znoszę gdy kelner mnie nie zauważa. Mogę spokojnie poczekać, jeśli powie mi, że zaraz do mnie podejdzie bo jest chwilowo zajęty, ale 15-min obchodzenia szerokim łukiem nie dzierżę. tak - chodzi o podanie menusmile
  • hellen 12.07.19, 16:01
    Dla mnie to jest sytuacja, która w ogóle nie ma prawa się wydarzyć. No, ale w branży bywają "kelnerzy"
  • hellen 12.07.19, 16:00
    No właśnie: mam wrażenie, że jeśli chodzi o te zachowania, które wymieniłaś to jakoś tak gorzej jest ostatnio. Przez tę pracę naprawdę mam dużo obserwacji i wydaje mi się, że z roku na rok jest gorzej. Ale może to starość wink
  • bo_ob 12.07.19, 16:17
    Bo z roku na rok jest gorzej. Po prostu.
  • hellen 12.07.19, 18:56
    A właśnie! Co lubisz? Może być lista skrócona.
  • bo_ob 12.07.19, 22:11
    Lubię:
    - proste nazwy dań
    - małe porcje
    - gdy kelner umie opowiedzieć co jem, umie doradzić wino i deser
    - gdy kelner jest w zasięgu wzroku
    - no i bardzo lubię dobre wnętrza smile

  • majaa 13.07.19, 12:18
    bo_ob napisała:

    > Lubię:
    > - proste nazwy dań
    > - małe porcje
    > - gdy kelner umie opowiedzieć co jem, umie doradzić wino i deser
    > - gdy kelner jest w zasięgu wzroku
    > - no i bardzo lubię dobre wnętrza smile
    >

    Mogłabym się podpisać, ale z jednym zastrzeżeniem. Niepokoją mnie te "małe porcje". Mimo że jadam raczej niewiele, to wolałabym jednak, żeby nie były to porcje mikroskopijne, zwłaszcza w towarzystwie kosmicznej ceny (a bez dodatków trufli czy kawioru z bieługi) wink
  • bo_ob 13.07.19, 19:00
    majaa napisała:

    > Niepokoją mnie te "małe porc
    > je".

    A bo to zależy.
    Jeśli idę w określone miejsce, gdzie dają najlepsze na świecie kopytka z sosem i kapustą, to porcja ma być duża.
    Ale jak idę DO RESTAURACJI, to chcę zjeść przystawkę, zupę, danie i deser - więc porcje muszą być małe, żebym dała radę zjeść smile

  • mokka39 12.07.19, 21:14
    dlaczego?

    --
    www.perfumanka.pl
  • z_lasu 12.07.19, 16:01
    2.JA WIEM LEPIEJ - w wykonaniu obsługi. Obsługa wie lepiej, że wegetarianie jedzą ryby. Jedzą i kropka. I nie przetłumaczysz, że definicja wegetarianizmu widnieje w słowniku i każdy może sprawdzić. Jedzą i koniec, a kiełbasa to nie mięso.
    2a. JA NIE WIEM - co jest w składzie potrawy. Muszę dopiero pytać kucharza. Czasami 3x (w sprawie jednej potrawy).
  • z_lasu 12.07.19, 16:02
    A i jeszcze nienawidzę ogromnych porcji i konieczności płacenia za ilość jedzenia, której w żaden sposób nie jestem w stanie zjeść na jeden posiłek. Pół biedy jeśli mogę resztę wziąć na wynos, ale nie zawsze mam ochotę i możliwość.
  • daniela34 12.07.19, 16:11
    z_lasu napisała:

    > A i jeszcze nienawidzę ogromnych porcji i konieczności płacenia za ilość jedzen
    > ia, której w żaden sposób nie jestem w stanie zjeść na jeden posiłek. Pół biedy
    > jeśli mogę resztę wziąć na wynos, ale nie zawsze mam ochotę i możliwość.

    Też tego nie znoszę, bo nie znoszę marnowanie jedzenia.
  • hellen 12.07.19, 16:04
    Też tego nie znoszę, piszcie piszcie, będę mieć materiał na szkolenia obsługi smile
  • kyrelime 12.07.19, 16:08
    2a - potwierdzam. Przez krótki czas byłam na diecie bezmlecznej i bezjajecznej. W 80% restauracji czy knajp kelnerzy nie wiedzieli, czy dane danie zawiera te produkty, zdarzyło się również, że np.zamówiona sałatka była polana jogurtem naturalnym i kelner sie dziwili o co mi chodzi, przeciez nie ma tam majonezu ani śmietany (mówiłam o nabiale i że sałatka nie może być z majonezem czy śmietaną, lecz np.z oliwą). W końcu dałam sobie spokój z jedzeniem na mieście, bo takie wypady kończyły się często wysypką karmionego dziecka.
  • barbibarbi 12.07.19, 16:04
    Ale to jest normalne w pracy z ludźmi, czasami trafisz na chama, czasami na świra, czasami na nieogara, czasami jesteś mile zaskoczona zachowaniem, taka ruletka. Tam gdzie jest przemiał ludzi naprawdę można się napatrzeć na indywidua, ja w takich sytuacjach zawsze sobie gratuluję w duchu, że nie mam wśród najbliższych takich problemowych ludzi, zje, wyjdzie i masz spokój, i pomyśl, że taka żona chama albo jego dzieci mają go w domu na co dzień.
  • hellen 12.07.19, 16:06
    O żesz, w sumie nie pomyślałam o tym! Fakt, żyć z kimś takim to prze.yebane po całości. Ja mam serio olbrzymi dystans do tego wszystkiego, inaczej dawno porzuciłabym tę robotę. Ot, czasami się ulewa.
  • akmaral-100 12.07.19, 20:53
    "Bądź wdzięczny za wszystkich trudnych ludzi w Twoim życiu. Oni sprawili, że wiesz, kim nie powinieneś być."
  • mona-taran 12.07.19, 16:11
    Jeśli chodzi o obsługę w restauracjach, to chyba naj bardziej nie lubię takiego hmm sztucznego, nachalnego wdudęwchodzenia. Już wolę profesjonalny chłód niż takie "nieba ci uchylę, o pani" :p źle się czuję w takiej sztuczno-usłużnej atmosferze .
  • hellen 12.07.19, 16:23
    Ciekawe spostrzeżenie. Profesjonalne podejście wymaga tzw. wyczucia gościa, ale nie zawsze się udaje. Plus jest masa gości, którzy właśnie chcą tego wdudęwłażenia za wszelką cenę, a jak nie ma tego to od razu recenzja, że obsługa niemiła.
  • verdana 12.07.19, 16:27
    Nienawidzę zostawiania rachunku i oddalenia się obsługi na dłuższy czas. Jak proszę o rachunek, to znaczy, że chcę wyjść
  • madame_edith 12.07.19, 16:31
    taaaaak, też tego nienawidzę szczerze
  • esme83 12.07.19, 16:27
    Też źle się z tym czuje. Wiem, że to w dużej mierze wynika ze szkoleń, że w wielu miejscach obsługa jest z tego sposobu zachowania rozliczana itp., ale jednak mi to przeszkadza.
  • hellen 12.07.19, 16:29
    A jak odróżniasz sztuczność od prawdziwej serdeczności człowieka?
  • mona-taran 12.07.19, 16:33
    To się czuje, raczej ciężko opisać. To jest taka nadmierna, bardzo wyeksponowana i teatralna serdeczność.
  • hellen 12.07.19, 16:39
    Ale wiesz, że bywają ludzie, którzy po prostu nie umieją inaczej? Np. introwertycy zwykle jeśli chcą być, to sprawiają wrażenie "sztucznych". O ile jest to łatwo zauważyć u znajomych to u obcych osób, widzianych pierwszy raz? Ciężko by mi było ocenić czy to teatralna poza czy coś innego
  • jolie 12.07.19, 18:26
    Popieram Monę. To bardzo łatwo wyczuć - nienawidzę tego. Ja lubię być pozostawiona sama sobie, gdy już coś zamówię. I nie lubię zagadywania do dzieci, gdy z nimi jestem w restauracji.
  • katja.katja 13.07.19, 17:48
    To siedź w domu ze swoją czeredą.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • bo_ob 12.07.19, 16:35
    To jest trochę tak, jak z niegdyś z lokajami. Dopóki klient nie szuka wzrokiem obsługi, lepiej zostawić go w spokoju. I uważać z uśmiechem - nie za dużo, ale i nie za mało smile

  • hellen 12.07.19, 16:43
    Widzisz problem polega na tym, że goście nam wybitnie nie ułatwiają pracy 😂 brak podstawowych zasad sv u gości powoduje, że nawet najlepszy kelner musi się zastanawiać o co biega. Kiedyś uczyłam swoich o ułożeniu sztućców na talerzu, ale teraz to bez sensu, bo może 10% gości zna tę zasadę. Często też są zarzuty od gości, że kelner sam nie podchodzi, tylko trzeba na niego spojrzeć albo zawołać smile serio, serio.
  • bo_ob 12.07.19, 16:51
    Aha. Trzeba na niego spojrzeć. No to bardzo wam współczuję, naprawdę.
  • hellen 12.07.19, 17:38
    Albo nie wyraziłam się jasno, albo nie zrozumiałaś: odniosłam się do Twojego (slusznego) stwierdzenia, że kelner ma podejść na znak dany wzrokiem. Otóż często goście oczekują tego, co Wy nazywacie nadskakiwaniem, chociaż dobry kelner nie powinien się narzucać, a właśnie poczekać na sygnał wzrokowy.
  • bo_ob 12.07.19, 17:44
    To ja wyraziłam się niejasno, bo mnie zamurowało, niestety dla mnie - rozumiałam.

  • hellen 12.07.19, 18:44
    Teraz ja nie rozumiem 😀 a bardzo bym chciała! Ja nie utyskuję, że muszę spojrzeć na gościa, bo cały czas ich obserwuję i uczulam na to obsługę, tylko na to, że niektórzy goście nie życzą sobie nadskakiwania, a inni z kolei uważają, że powinniśmy im czytać w myślach, bo jak mają dać sygnał wzrokiem to już oznacza, że obsługa jest opieszała
  • piekna_remedios4 12.07.19, 19:36
    ja ci wyjaśnię: jeśli kelner widzi, że 15 minut temu zjedliśmy już przystawki, to uważasz, że jego nadejście zapytanie czy może zabrać naczynia i faktyczne ich zabranie jest nadskakiwaniem i klient powinien szukać go wzrokiem po całej sali i SPOJRZEĆ, aby dać znak, że kelner już może?
    Byłam kelnerką w dobrej restauracji, akurat nas uczono, aby zawsze, ale to zawsze obserwować stolik i wiedzieć, kiedy goście skończyli jeść, aby w odpowiednim momencie podejść. Nikt nie musiał mnie szukać wzrokiem, bo zawsze byłam przy stole w odpowiednim momencie. To nie jest nadskakiwanie tylko wykonywanie swojej pracy.
    Nagminnie, właściwie wszędzie, muszę czekać długie minuty, aby kelner zorientował się, że przystawki już dawno zjedzone, i nie to, że mają tyle roboty, bo widzę jak bez ładu i składu błąkają się po sali albo stoją w grupce urządzając śmichy chichy.
    Ogromną rzadkością jest profesjonalna obsługa w knajpach.
  • hellen 12.07.19, 19:47
    Rozmawiamy o różnych sytuacjach! Ja też zawsze obserwuję salę i uczulam na to obsługę, co napisałam wyżej, ale podkreślę raz jeszcze, żeby była jasność. Mnie chodzi o taką sytuację:
    Goście zjedli i sobie spokojnie siedzą rozmawiając. Czujny jaj ważka jadłopodowca obserwuje dyskretnie stolik, państwo zajęci rozmową. I teraz 2 opcje, jak się okazuje z tego wątku, obie złe 😀:
    1. Kelner podchodzi zapytać czy może coś jeszcze do picia albo deser albo gwiazdkę z nieba - tu część osób stwierdzi, że kelner jest nachalny/nadskakuje/przeszkadza, część podziękuje
    2. Kelner nie uzyskawszy sygnału wzrokowego zachowuje się jak wspomniany lokaj- nie narzuca się, czeka aż państwo spojrzą /skiną itp- tu część osób stwierdzi, że obsługa jest leniwa i opieszała, a część będzie się cieszyć, że nie są nękani.
    Serio. Na podstawie własnych obserwacji.
    Poczytaj wszystkie odpowiedzi w tym wątku (arcyciekawe! )
  • piekna_remedios4 12.07.19, 20:11
    zadaniem kelnera jest doprowadzenie obsługi do końca, czyli po skończonym posiłku pyta czy może zabrać naczynia, może zapytać czy jeszcze coś państwu potrzeba, ostatecznie przedstawia rachunek. Nie musi czekać na sygnał wzrokowy, ale też nie musi podchodzić co 3 minuty z różnymi pytaniami. Państwo zjedli? To albo chcą zamówić coś jeszcze albo dostać rachunek i pogadać przez kolejną godzinę (no cóż) / wyjść.
    Ale widzisz, jeśli ktoś nie rozumie na czym polega praca kelnera to nie dogodzisz.
    Odnośnie profesjonalizmu: ta dzisiejsza młodzież... wink
  • hellen 12.07.19, 20:23
    Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś, naprawdę. Ten wątek też fajnie pokazuje, że ile osób tyle oczekiwań i w dudę można sobie wsadzić niektóre próby ustandaryzowania obsługo 😀 no nie do godzisz wszystkim, co nie znaczy, że nie należy się starać
  • piekna_remedios4 12.07.19, 21:18
    Ja wychodzę z złożenia, że każdy w wieku licealno-uczelnianym powinien obowiązkowo odbywać pracę jako kelner i sprzedawca w sklepie. Po pierwsze, że uczy pokory i wyrabia dobre nawyki, a po drugie - dopiero wtedy można czegokolwiek wymagać
  • hellen 12.07.19, 21:54
    Doskonały pomysł.
  • hellen 12.07.19, 19:51
    Zgadzam się też co do tego, że z profesjonalną obsługą jest ogromny problem. Co do przyczyn tego zjawiska: chyba nie chce mi się rozpisywać, ale z moich doświadczeń wynika, że jest coraz gorzej.
  • summerland 12.07.19, 16:44
    Ja mam to samo ale ja nie mieszkam w Polsce. Tutaj kelnerki sa takie pewne siebie, niby mile (sztucznie) ale takie jakby aroganckie, glosne, zagaduja i wdaja sie w taka prywatna gadke niepotrzebnie. Co chwila tez pytaja czy smakuje albo czy cos przyniesc. Nie ma spokoju i takiej intymnej atmosfery. Ogolnie jest glosno, a w niektorych restauracjach to juz w ogole, jak jest otwarta kuchnia to jest straszny halas, rozmowy pracownikow plus walenie garnkami, naczyniami i do tego glosna muzyka. Nie mozna nawet porozmawiac w takich restauracjach, no nie da sie, bo nie przekrzyczysz tego halasu. Nie lubie tez czarnych wnetrz, mebli w restauracjach, no i brak odgornego swiatla-oszczednosci na pradzie. Aha jeszcze te kelberki tutaj sa bardzo odpicowane, wymalowane, takie sztuczne lale, i tak jakby one graja pierwsse skrzypce a nie goscie. Oczywiscie wchodzenie w ty.ek tez jest aby tylko doatac napiwek. U nas jest to 15% wiec nie malo, oczywiscie zadnej wdziecznosci czy podziekowania juz nie ma.
  • katja.katja 13.07.19, 18:00
    Hiszpania, Włochy czy jaki dziki kraj?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • summerland 13.07.19, 21:54
    Jeszcze dalej ale nie dziki
  • klaramara33 12.07.19, 16:28
    Nie lubię przede wszystkim niesmacznego jedzenia, dłuższego czekania niż zostało powiedziane
    Lubię gdy kelner uprzedzi, że na coś trzeba dłużej poczekać. Ja chodzę w dobre wybrane miejsca więc powodów do narzekania mam mało
    Jestem wybredna, mam swoje upatrzone restauracje i tam nie marudzę, doceniam ciężka pracę. Nie wracam do słabych lokali.
  • astomi25 12.07.19, 16:42
    Wkurza mnie niewiedza kelnerow czy kucharzy nt nietolerancji pokarmowych.
    Corka ma celiakie i naprawde o ignoracji pracownikow gatronomii moglabym ksiazke napisac uncertain


    --
    Der Ossi ist schlau und stellt sich dumm, der Wessi macht es andersrum.
    smile
  • hellen 12.07.19, 19:00
    Współczuję choroby, chociaż wiele się poprawia w ostatnim czasie jeśli chodzi o dostępność dań b/g w sklepach i restauracjach, mam też wrażenie, że poprawia się świadomość ludzi.
  • valla-maldoran 12.07.19, 19:12
    astomi25 napisała:

    > Wkurza mnie niewiedza kelnerow czy kucharzy nt nietolerancji pokarmowych.
    > Corka ma celiakie i naprawde o ignoracji pracownikow gatronomii moglabym ksiaz
    > ke napisac uncertain
    >
    >
    Serio oczekujesz, że w każdej restauracji, knajpie, barze itp. każdy kucharz i kelner powinien mieć pełną wiedzę na temat wszystkich nietolerancji pokarmowych?
  • hellen 12.07.19, 19:22
    Pisząc z pozycji obslugi: tak, powinniśmy mieć taką wiedzę, bo nie zależy nam na otruwaniu ludzi. Do tego aktualnie wszystkie punkty sprzedające jedzenie zobowiązane są do posiadania listy alergenów w daniach - kilkanaście najpopularniejszych grup i udostępnianie jej na życzenie każdego klienta. Za niedotrzymanie tego obowiązku grożą kary od inspekcji sanitarnych. Serio, serio.
  • valla-maldoran 12.07.19, 19:35
    hellen napisała:

    > Pisząc z pozycji obslugi: tak, powinniśmy mieć taką wiedzę, bo nie zależy nam n
    > a otruwaniu ludzi. Do tego aktualnie wszystkie punkty sprzedające jedzenie zobo
    > wiązane są do posiadania listy alergenów w daniach - kilkanaście najpopularniej
    > szych grup i udostępnianie jej na życzenie każdego klienta. Za niedotrzymanie t
    > ego obowiązku grożą kary od inspekcji sanitarnych. Serio, serio.

    Do głowy by mi to nie przyszło.
    Dzięki za wyjaśnienie.
  • black.emma 12.07.19, 22:24
    Przecież to jest w każdym menu.
  • z_lasu 12.07.19, 19:55
    Nie na temat nietolerancji, tylko na temat składu potraw. Pełnego składu. Dzięki temu klient będzie w stanie sam ocenić czy dana potrawa jest dla niego bezpieczna.
  • madzioreck 12.07.19, 21:56
    valla-maldoran napisała:

    > Serio oczekujesz, że w każdej restauracji, knajpie, barze itp. każdy kucharz i
    > kelner powinien mieć pełną wiedzę na temat wszystkich nietolerancji pokarmowych
    > ?

    Nie sądzę, aby chodziło o wiedzę o samych nietolerancjach, ale skład serwowanych potraw chyba dobrze by było znać, nie? Jak kucharz nie wie, co znaczy "bez glutenu", to słabo.
  • astomi25 13.07.19, 12:29
    Moze nie wszystkich, ale zeby nie wiedziec co to jest celiakia?
    Bo pytaja: nie wiem, a co to jest? Wiec odpowiadam; ze dziecko nie moze jesc glutenu.
    Kolejne pytanie: a w czym jest gluten?
    uncertain

    Tak uwazam to za ignoracja. Wystarczyloby 2 dniowe szkolenie na temat nietolerancji wiesz?
    Sytuacja z przed paru dni, w lodziarni. Pan wsadzil 2 kulki loda do kubeczka, jak prosilismy. A w tego loda wbil wafelka. Corka mowi po raz drugi, ze nie moze jesc glutenu, dlatego przeciez poprosila loda w kubeczku.
    Pan obrazony wyjmuje tego wafla i podaje loda. Na informacje, ze corka juz tego loda zjesc nie moze, obraza sie i mowi ze i tak musi nam policzyc.
    Konczy sie interwencja szefa.
    A mogloby byc normalnie, gdyby obsluga byla przeszkolona w takich prostych sprawach.


    --
    Der Ossi ist schlau und stellt sich dumm, der Wessi macht es andersrum.
    smile
  • hellen 13.07.19, 12:43
    Astomi25 zgadzam się z Tobą i nie uważam, że wymaganie wiedzy n.t. jedzenia, od osób, które nas karmią to "wydziwianie".
    Rada ode mnie dla Ciebie, żebyś mogła uniknąć takich sytuacji: proś zawsze w restauracji o listę alergenów w daniach, posiadanie takiej jest obowiązkiem każdego punktu, który sprzedaje jedzenie! Jeżeli takiej nie ma- zgłaszaj do sanepidu! Lodziarni też to dotyczy. Wtedy możesz sama zdecydować co zjeść i nie musisz polegać na niekompetentnej obsłudze.
    Dodatkowo: możesz poprosić o przygotowanie dania na oddzielnym stanowisku, gdzie nie będzie miało styczności z glutenem. Nie zawsze jest to możliwe, ale czasami się da.
  • katja.katja 13.07.19, 17:53
    Mnie dziwią do tego stopnia schorowani ludzie, że zabije je lód przełożony z wafelka do kubeczka, którzy wymagają w każdym lokalu znajomości swojej choroby i jedzenia które im na 100% nie zaszkodzi.
    Niech idą stołować do szpitala, a nie publicznej lodziarni czy innej gar-kuchni.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • astomi25 13.07.19, 18:56
    Katja idz poczytac o celiakii a potem sie wymadrzaj.

    --
    Der Ossi ist schlau und stellt sich dumm, der Wessi macht es andersrum.
    smile
  • katja.katja 13.07.19, 20:14
    To ciężka choroba z mocno restrykcyjną dietą. Tym bardziej trudno wymagać by każda jadłodajnia miała osobne stanowisko dla jak dobrze pamiętam 1% społeczeństwa.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • hellen 12.07.19, 19:09
    Ja staram się dać drugą szansę, pod warunkiem, że widzę w danym miejscu potencjał (czasem każdy może mieć gorszy dzień, kucharz też). Natomiast jeśli ktoś ewidentnie próbuje mnie oszukać, czyli podaje coś co udaje dobre danie i idzie w zaparte to jestem bezlitosna.
  • madame_edith 12.07.19, 16:37
    Ja często jadam w restauracjach w towarzystwie jedynie mojej dwójki dzieci i do szału mnie to doprowadza, że dla kelnerów bywamy niewidoczni. Wiadomo, że nie zjemy, ani nie wypijemy tyle co cały stół ludzi, więc zarobek mniejszy, ale kurła też jesteśmy klientami.
    Tymczasem zdarza się, że się nie możemy doczekać obsługi czy rachunku. Nawet się nam zdarzało wyjść po bezskutecznym dłuuugim czekaniu. Szczęśliwie zdarza się to najczęściej na wakacjach i nie w Polsce (w knjapach, w których jada się raz i nigdy więcej).
  • gaskama 12.07.19, 16:43
    Fajnie piszesz. Jesteśmy rodziną często jadajaca w restauracjach. Mamy kilkanaście ukochanych w W-wie. Lubię, jak kelnerzy mnie rozpoznają i się uśmiechają. Lubię małe porcje. Fajnie po daniu glownym miec miejsce na deser. Nie lubię knajp w stylu "domowe jedzie". Kocham restauracje z profesjonalną obsługę, taka, które coś wie o serwowanych daniach. Takich restauracji jest mało. Wśród kelnerów jest chyba duża rotacja. Zawsze daje duże napiwki, jak wiem, że do restauracji wrócę i obsługa byla dobra to nie oszczędzam na nich.

    --
    "Przy pewnej dozie kretynizmu hipokryzja to po prostu wyraz poczucia przyzwoitości." by asia_i_p
  • hellen 12.07.19, 21:01
    /Nie chodzi mi o napiwki/
    Fajnie, że wciąż są tacy goście jak Ty! Mnie też jest miło jak ludzie do nas wracają, bo to jest najlepsze potwierdzenie, że robimy to dobrze. Życzę Ci tylko miłych wizyt w rest smile
    /wciąż nie chodzi mi o napiwki- wolę napisać to 2 razy zanim zacznie się hejt na pazerność kelnerów /
  • ichi51e 12.07.19, 16:45
    Nie lubie bardzo kiedy obsluga stara sie byc uprzejma wobec dziecka. Mowie „mysza usiadz przeszkadzasz pani zaraz cie obleje rosolem i bedziesz mial za swoje” na co kelnerka „alez on mi wcale nie przeszkadza!” Nosz kurna... wystarczy sie usmiechnac i pomoc matce...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • katja.katja 13.07.19, 17:55
    To siedź z nim w domu. W miejscu publicznym takiej dziwaczce jak Ty wszystko przeszkadza, uśmiech też byłby nie taki.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • gaskama 12.07.19, 16:50
    A i nie lubię zbytnio restauracji typu fine dining. Ubieram się dość nonszalancko i źle się wtedy czuje nad białym obrusem.

    --
    "Przy pewnej dozie kretynizmu hipokryzja to po prostu wyraz poczucia przyzwoitości." by asia_i_p
  • snakelilith 12.07.19, 16:54
    OJP. Większość z tego znam, bo na studiach dorabiałam sobie pracując w gastronomii. I powiem ci jedno, zmień zawód kobieto, bo za wiele rozkminiasz. W każdym zawodzie są jakieś specjalności, które akceptuje się z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jak chcesz by ludzie zachowywali się jak dobrze wychowane roboty, to załóż sobie własną restaurację i wydrukuj wielki regulamin na drzwiach, będziesz mogła niezdyscyplinownych bezpardonowo wyrzucać. big_grin Uśmiechaj się więc po prostu jak trafisz na grubiańskiego, czy głupiego klienta, w tym zawodzie w dużej części żyje się przecież z napiwków, więc warto przymknąć oko na to, czy na tamto. A tych wyjątko upierdliwych traktuje się jako challenge, nawet podrzucałyśmy sobie takich po koleżeńsku pomiędzy współpracownikami, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni i można się potem wspólnie pośmiać w kuchni. big_grin W sumie, dla mnie to była wielka szkoła życia, milion punktów do asertywności.

    --
    "Mam gdzie indziej włosy smile " - bywalec.hoteli
  • 3-mamuska 12.07.19, 17:25
    Ja strasznie nie lubię jak jem a kelner podchodzi pytać czy wszystko ok? Kurna mam pełna gębę jedzenia, wzięłam 1-2 kęs a on już chce wiedzieć czy dobre i czy chyba nie będzie zwrotu.
    Krążenia w około ,przyglądania się, nie można spokojnie porozmawiać ,między jednym kęsem a drugim bo osoba postronna słucha. Ostatnio podeszła i zanim zdarzyłam przełknąć dolała mi wody bez czekania na moja odpowiedz. W ogóle jak stoi dzbanek na stole to po cholerę ma i kelner dolewać sama mam ręce.
    Zostawienia rachunku i pójścia sobie na dłuższa chwile.
    Ale podchodzenia w trakcie rozmowy przerywania żeby o cos spytać.
    Jak co chce to szukam kelnera wzrokiem odczekam i poproszę o podejście ,skinieniem głowy.

    Nachalności wymuszenia rozmowy.
    Ok przywitanie pytanie zamawianie ale pogawędki mnie nie interesują zwłaszcza jeśli jestem z kimś.
    Albo coś czytam a ktoś wpada mi przerwa. Lubię personalia przestrzeń.

    Nie lubię knajp gdzie stoliki na na kupię , ciasno.
    Albo np. Gdzie napije kupię przy barze a zamawiam przy stoliku. Lub gdzie osoba np.
    Robiąca kawę równocześnie nabija na kasę , nosi jedzenie i robi 1000 rzeczy jednocześnie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • hellen 12.07.19, 17:48
    😀 eee nieeee, Snejk, to jest 1/1000 moich rozkminek smile ale mimo wszystko kocham tę robotę, również za heheszki "na" kuchni! (13 lat w zawodzie, zaczęłam na studiach i zostałam)
    Po prostu serio, czekam na urlop, a ludzie drażnią wtedy najbardziej na świecie.
  • hellen 12.07.19, 17:50
    I uwierz: mam w opór dystansu do siebie, inaczej juz dawno bym zwariowała
  • swinki_trzy 12.07.19, 18:21
    Zmień pracę.
  • hellen 12.07.19, 18:53
    Nie zawiodłam się! Mogę milion razy zaznaczyć, że kocham moją robotę, a ematka i tak wie lepiej. Nie mam problemu ze swoją pracą, miewam za to problem z chamstwem i ignorancją ludzi. Wątek jest też po to, żeby zyskać subiektywne spojrzenie z drugiej strony barykady. Jeżeli z całego mojego postu i wątku wysnułaś tylko ten wniosek, to możliwe, że masz na koncie opisane zachowania 😁
  • al_sahra 12.07.19, 19:15
    hellen napisała:

    > Nie zawiodłam się! Mogę milion razy zaznaczyć, że kocham moją robotę, a emat
    > ka i tak wie lepiej. Nie mam problemu ze swoją pracą, miewam za to problem z c
    > hamstwem i ignorancją ludzi.

    Coś jednak w tym jest - z Twojego pierwszego postu bije jakiś ogólny brak życzliwości do ludzi, poza tym większość opisanych zachowań to drobiazgi, śmiesznostki, a nie "chamstwo i ignorancja". Trzeba się pogodzić z tym, że ludzie to nie automaty i mają swoje dziwne zachowania. Jeśli masz taki z tym problem, powinnaś zająć się czymś, co nie wymaga codziennego kontaktu z klientami. Będzie lepiej i dla Ciebie i dla nich, bo nie wierzę, że tego rodzaju nastawienie nie przebija w Twoim zachowaniu.
  • hellen 12.07.19, 19:31
    Jeżeli dla Ciebie nie odezwanie się słowem na powitanie i uprzejme pytanie nie jest chamstwem, to widocznie mamy inne definicje smile dodam jeszcze, że każda drobnostka popełniana wielokrotnie w ciągu tego samego dnia potrafi skutecznie utrudnić pracę i spowodować, że jest bardziej męcząca. Wyobraź sobie np., że w Twojej pracy na kilka minut w ciągu godziny rwie się łącze internetowe. Drobnostka, nie? W skali 8h w pracy robi się z tego pół godziny, które mogłaś lepiej wykorzystać smile
  • al_sahra 12.07.19, 21:55
    hellen napisała:

    > Jeżeli dla Ciebie nie odezwanie się słowem na powitanie i uprzejme pytanie nie
    > jest chamstwem, to widocznie mamy inne definicje smile

    Napisałam ”większość opisanych zachowań”.

    Zresztą samo niedopowiedzenie na powitanie, a potem mruczenie pod nosem w trakcie zamawiania może być chamskie, ale nie musi, zależy od sytuacji. Klient może być zamyślony/chorobliwie roztargniony/chorobliwie nieśmiały/niedosłyszący - niepotrzebne skreślić. Wszystko to może sprawić, że jest pierdołą, ale niekoniecznie chamem.

    dodam jeszcze, że każda dr
    > obnostka popełniana wielokrotnie w ciągu tego samego dnia potrafi skutecznie ut
    > rudnić pracę i spowodować, że jest bardziej męcząca. Wyobraź sobie np., że w
    > Twojej pracy na kilka minut w ciągu godziny rwie się łącze internetowe. Drobnos
    > tka, nie? W skali 8h w pracy robi się z tego pół godziny, które mogłaś lepiej
    > wykorzystać smile

    Nie takie nieszczęścia trafiały mi się w pracy. A gdybym doszła do wniosku, że to mnie zbytnio męczy, to zmieniłabym rodzaj zajęcia. Ty wybrałaś pracę z ludźmi i bardzo ją lubisz, tylko ludzie Cię denerwują. Może spróbuj czegoś na osobności, nie wiem, wyplatania koszyków?
  • hellen 12.07.19, 22:38
    Nie denerwują mnie ludzie. Denerwują mnie niektóre zachowania.
    Gdyby mnie tak okrutnie wszyscy denerwowali to wyplatalabym koszyki, ale tak nie jest. Dlatego od 13 tu lat pracuję z ludźmi 😀 i nie zamierzam tego zmieniać. Obiecuję, że jak zaczną mnie wnerwiać wszyscy bez wyjątku i bez względu na zachowanie to wyjadę w góry paść owce
  • al_sahra 12.07.19, 22:42
    hellen napisała:

    > Obiecuję, że jak zaczną mnie wnerwiać wszyscy bez wyjątku i bez względu na za
    > chowanie to wyjadę w góry paść owce

    Wiesz, jak owce potrafią zdenerwować?
  • bo_ob 12.07.19, 22:50
    al_sahra napisał(a):

    > Wiesz, jak owce potrafią zdenerwować?

    Mniej, niż niektórzy ludzie.
  • madzioreck 13.07.19, 00:03
    al_sahra napisał(a):

    A gdybym doszła do wniosku, że
    > to mnie zbytnio męczy, to zmieniłabym rodzaj zajęcia. Ty wybrałaś pracę z ludźm
    > i i bardzo ją lubisz, tylko ludzie Cię denerwują. Może spróbuj czegoś na osobno
    > ści, nie wiem, wyplatania koszyków?

    Jak wszyscy z obsługi ludzi, których to i owo czasem irytuje pójdą wyplatać koszyki, to ciekawe, gdzie jematka będzie się stołować suspicious
    A tak serio - nie przesadzacie odrobinę z tą zmianą pracy? Skąd zarzuty braku życzliwości? Czy tylko ten nadaje się do pracy z ludźmi, którego nic nigdy nie denerwuje? Cóż, takich osób nie ma. Ludzie bywają nieżyczliwi, nieuprzejmi, roszczeniowi i nie wydaje mi się, aby istnieli ludzie, których nic nigdy nie rusza.
  • pade 13.07.19, 11:17
    Dokładnie.
    W ogóle nie widzę u autorki rozkminiania, braku życzliwości, wręcz przeciwnie. Wydaje się być sympatyczną osobą.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • al_sahra 13.07.19, 12:20
    pade napisała:

    > Dokładnie.
    > W ogóle nie widzę u autorki rozkminiania, braku życzliwości, wręcz przeciwnie.
    > Wydaje się być sympatyczną osobą.

    To prawda, że w kolejnych postach autorka jawi się jako osoba raczej sympatyczna. Ale pierwszy post nie robi dobrego wrażenia. Rozumiem, że ”ulało się”, ale podane przykłady naprawdę nie usprawiedliwiają ”ulewania”. Telefon czy okulary położone na stoliku denerwują kelnerkę? Albo że ktoś nie zapamiętał wyrecytowanego menu i zadaje dwa razy te same pytania na temat potraw?
  • hellen 13.07.19, 12:34
    Al_sahra - nie chodzi o to, że to są przypadki incydentalne, a ja jestem damą, której wszystko przeszkadza, serio! Ale wyobraź sobie, że kelner przypadkowo zalewa zupą Twój tel, który właśnie kupiłaś za kilka tysi. Do kogo masz pretensje? (Kto się nigdy nie potknął, niech pierwszy rzuci kamieniem).
    A teraz wyobraź sobie, że masz nowego pracownika w firmie i tłumaczysz mu nieskomplikowaną procedurę 3 razy, a na koniec on zadaje Ci pytanie, na które już mu 2 razy udzieliłaś odpowiedzi, a robi to dlatego, że w czasie Twojej przemowy przeglądał fb na telefonie 😂 żeby wzmocnić przekaz, przyjmijmy, że masz takich pracowników 13 s ciągu dnia 😉
    Wiem, że można różnie odebrać mój post startowy, dlatego cierpliwie tłumaczę o co mi chodzi
  • al_sahra 13.07.19, 15:07
    hellen napisała:

    > Ale wyobraź sobie, że kelner przypadkowo z
    > alewa zupą Twój tel, który właśnie kupiłaś za kilka tysi. Do kogo masz pretensje

    Bardzo trudno mi się do tego ustosunkować. Jadamy w restauracjach bardzo często, bywa że kilka razy w tygodniu, od wielu lat. Bardzo często kładę telefon na stole i jakoś nikt mi go zupą nie zalał (ani innym płynem). W ogóle nigdy nie widziałam, żeby kelner coś rozlał na stolik. Wnioskuję z tego, że umiejętność niepolewania telefonu gościa gorącą zupą jest jakby wpisana w wymagania tego zawodu.

    > A teraz wyobraź sobie, że masz nowego pracownika w firmie i tłumaczysz mu niesk
    > omplikowaną procedurę 3 razy, a na koniec on zadaje Ci pytanie, na które już mu
    > 2 razy udzieliłaś odpowiedzi, a robi to dlatego, że w czasie Twojej przemowy
    > przeglądał fb na telefonie 😂

    Ale teraz narzekasz na swoich pracowników czy na klientów? Bo wiesz, jest zasadnicza różnica - pracownik jest opłacany m. in. za to, żeby w czasie pracy uważnie słuchał, nie przeglądając fb na telefonie. Gość w restauracji nie jest opłacany - to on płaci Tobie, m. in. za to, że będziesz mu cierpliwie tłumaczyć menu po kilka razy (oczywiście przeglądanie fb, kiedy ktoś do Ciebie mówi, jest zawsze niegrzeczne, ale w sumie to nieistotne - równie dobrze gość może się zagapić albo być głupawy, a też musisz go obsłużyć).
  • hellen 13.07.19, 17:34
    Wiesz, chodziło mi o zobrazowanie takiej sytuacji, kiedy ktoś cię olewa intencjonalnie smile to widać czy gość jest rozkojarzony czy po prostu uważa, że cokolwiek powiem i tak nie jest ważne. Wciąż mam na myśli sytuacje, kiedy wychodzi z człowieka buractwo - uważam, że gdyby ludzie szanował siebie nawzajem byłoby łatwiej żyć.
    Co do telefonów: tak, kelnerzy z zasady niczego nie rozlewają, ale nawet w najlepszychuj knajpach zdarzają się takie wypadki. Lepiej zapobiegać niż leczyć 😀 a naprawdę 2-3 tel na stoliku to już jest coś, co mocno trigeruje obsługę
  • eat.clitoristwood 13.07.19, 17:51
    al_sahra napisał(a):
    > (...) Gość w restauracji nie jest opłacany - to on płaci Tobie, m. in. za to, że będziesz
    > mu cierpliwie tłumaczyć menu po kilka razy (oczywiście przeglądanie fb, kiedy ktoś
    > do Ciebie mówi, jest zawsze niegrzeczne, ale w sumie to nieistotne - równie dobrze
    > gość może się zagapić albo być głupawy, a też musisz go obsłużyć).

    Otóż kelner jest równoprawnym partnerem biznesowym ( w relacji usługodawca - usługobiorca) klineta restauracji, nie lokajem mającym znosić jego wszelkie fanaberie.
    Moim zdaniem są dwa główne rodzaje aroganckich gości; osobniki leczące swoje kompleksy, odreagowujący lekceważenie otoczenia, niedowartościowani frustraci oraz pospolite dupki z natury (w językach obcych nazywani asshole albo Arschloch). smile
  • al_sahra 14.07.19, 12:15
    eat.clitoristwood napisał:

    >
    > Otóż kelner jest równoprawnym partnerem biznesowym ( w relacji usługodawca - us
    > ługobiorca)

    Nie musisz mi tłumaczyć, cały czas pracuję z klientami. Są moimi partnerami biznesowymi, ale nasze role nie są identyczne. Klient wywiązuje się z umowy płacąc (i ma prawo mieć określone wymagania). Usługodawca dostarcza usługę. Nie mył tego z szacunkiem, który należy się każdemu i oczywiście obowiązuje obie strony, ani ze stylem interakcji międzyludzkich, który może być przyjacielski, mimo, że role są różne.

    Kiedy idę do knajpy, moim obowiązkiem jest zachowywać się przyzwoicie i zapłacić. Do obowiązków obsługi należy znalezienie mi stolika, podanie menu, opisanie potraw, dostarczenie ich, odpowiadanie na pytania i inne czynności, które sprawią, że mój posiłek będzie przyjemnością - im lepszy lokal, tym większy nacisk na moje dobre samopoczucie. Nie ma tu symetrii, która do pewnego stopnia występuje w kontaktach biurowych zleceniodawca-klient, gdzie obie strony są w pracy. W restauracji to kelner jest w pracy, a ja mam się zrelaksować. Oczywiście staram się nie dodawać kelnerom niepotrzebnych zajęć, nie robię wokół siebie zamętu, nie utrudniam. Lubię zagadać do kelnera (jeśli nie jest zbyt zajęty) i dać mu do zrozumienia, że doceniam jego pracę. Sumiennie zostawiam napiwek 20%, bo taki jest u nas obyczaj i kelnerzy utrzymują się tu w dużej części z napiwków. I o dziwo to wszystko odbywa się bez cienia tego feudalnego stosunku czy arogancji, jakie chcesz mi wmówić. Mieszkałam zresztą w kilku miastach uniwersyteckich, gdzie nigdy nie wiadomo, czy dorabiający sobie kelner albo barman to nie przyszły noblista albo senator.
  • hellen 14.07.19, 12:37
    Fajne podsumowanie tej gałęzi dyskusji smile po wysokości napiwków obstawiam, że mieszkasz w USA 😀 wiedziałam, że w gruncie rzeczy się zgadzamy, tylko mamy trochę inne wyobrażenia o opisywanych sytuacjach.
    Feudaluzm to dobre określenie: mega często wciąż zdarzają się goście z podejściem "służcie mi" i te zachowania, które ja opisałam są tego wynikiem (oraz czasami zwykłej głupoty).
    Zdarzało mi się, że klient rozmawiając ze mną odbierał tel i gestem kazał mi zostać, bo to tylko chwila. Po czym np. czekałam 5-10 min aż łaskawca skończy rozmawiać 😀 serio.
    Możliwe, że Ty nie rozumiesz mojego zdenerwowania, bo jesteś po prostu normalną osobą, która podchodzi do każdego z szacunkiem. Mój partner tak ma, że nie rozumie co może mnie wkurza. rwiać w pracy, bo w jego skali nie mieszczą się takie zachowania jak opisuję. Po kilku opowieściach zaczął mi współczuć 😀
  • al_sahra 14.07.19, 13:24

    Tak, mieszkam w USA (przez całe moje dorosłe życie) i piszę z tutejszej perspektywy.

    Na tym forum można przeczytać straszne rzeczy o Amerykanach (ostatnio jedna forumowiczka napisała, że to ”dzicz” i nawet nie było sensu klikać na ”Zgłoś post”, bo autorka to jedna z adminek). A mnie z kolei przy czytaniu opisów polskiej rzeczywistości uderza brak życzliwości, a nawet chamstwo i grubiaństwo, które tutaj praktycznie nie ma miejsca, nawet w New York City, który w oczach reszty kraju ma fatalną reputację.

    W USA w restauracjach panuje zwykle bardzo swobodna atmosfera pomiędzy obsługą a gośćmi, właśnie na podstawie milczącego zrozumienia, że wszyscy pracujemy w biznesie i nie wiadomo, kto w następnej rundzie będzie czyim klientem. Ale jednocześnie poziom profesjonalizmu obsługi jest na ogół bardzo wysoki, co jest uderzające w kontekście tego, co pisałam powyżej - w wielu miastach dla sporej części pracowników gastronomii to nie jest permanentne zajęcie. Więc kiedy jest dobra wola z obu stron, to jakoś się samo dogrywa i opisywane przez Ciebie sytuacje nie mają miejsca. Nikt raczej nie będzie stawiał wózka na środku przejścia, a jeśli już postawi, to obsługa z życzliwym uśmiechem doradzi przesunięcie, a gość przeprosi za kłopot.

    P.S. W kwestii kładzenia telefonu na stoliku i zadawania licznych pytań obsłudze (nawet po kilka razy) jestem nieugięta smile.
  • bywalec.hoteli 14.07.19, 13:34
    Myśle, ze Iwoni chodziło z ta dziczą o, to ze mimo rozwoju finansowo/przenyslowego to USA to w wielu sprawach jest to wciąż dziki Zachód, gdzie ludzie nie rozumieją tego, co w cywilizowanej Europie jest norma, choćby długie urlopy czy bezpłatna ochrona zdrowia czy edukacja czy nawet przelewy.

    --
    Lato smile
  • al_sahra 14.07.19, 14:00
    bywalec.hoteli napisał:

    > Myśle, ze Iwoni chodziło z ta dziczą o, to ze mimo rozwoju finansowo/przenyslow
    > ego to USA to w wielu sprawach jest to wciąż dziki Zachód, gdzie ludzie nie roz
    > umieją tego, co w cywilizowanej Europie jest norma, choćby długie urlopy czy be
    > zpłatna ochrona zdrowia czy edukacja czy nawet przelewy.

    Polacy nie rozumieją tak podstawowych elementów demokracji jak rozdział religii od państwa. Czy to jest powód, żeby na forum pisać o Polakach ”dzicz”, ”bydło”, ”debile”?
  • bywalec.hoteli 14.07.19, 14:31
    Mimo tego w USA jest większe zdziczenie niż w Polsce, a jeszcze wczoraj panowało niewolnictwo. Oczywiście nie powinno się mówić „amerykańska dzicz”, wystarczy „barbarzyńcy” smile

    --
    Lato smile
  • al_sahra 14.07.19, 14:43
    bywalec.hoteli napisał:

    > Mimo tego w USA jest większe zdziczenie niż w Polsce

    Kolejna rzecz, która mnie na forum fascynuje, to że na temat USA na ogół kategorycznie wypowiadają się osoby, które bardzo mało wiedzą o tym kraju i najczęściej z drugiej ręki.
  • bywalec.hoteli 14.07.19, 15:25
    Ja się interesuję Ameryką. Fakt, nie byłem tam jeszcze. Ale np. czytałem parę książek o Stanach, np. „Walkowanie Ameryki”, „Hartland” czy „Kolej podziemna”. Ja rozumiem, ze jestescie bardzo rozwiniętym i bogatym krajem. Mimo to fascynuje mnie to, ze wielu dobrych rzeczy z Europy u Was nie ma. Ale chętnie posłucham tambylca:
    No to może nam opowiedz, np jak odpoczywa Amerykanin mający 10 dni urlopu w roku a rodzine rozsiana po różnych stanach tego ogromnego kraju?

    --
    Lato smile
  • al_sahra 14.07.19, 16:14
    Nie będę się wciągać w dyskusję o urlopach w USA, bo to nie ten wątek i nie o tym była moja uwaga. Tak, Amerykanie mają średnio mniej urlopu niż Europejczycy, ale żaden sposób to nie przekłada się na ”zdziczenie”. W ogóle pisanie w ten sposób o jakimkolwiek narodzie jest bez sensu. Jeśli tego nie rozumiesz, to trudno.

    (Ja sama mam 5 tygodni urlopu + floating holidays + święta federalne i stanowe czyli kolejne 8 dni. Mój mąż ma więcej. Ale nie to Cię przecież interesuje, tylko jak dowalić Amerykanom).
  • bywalec.hoteli 15.07.19, 09:57
    al_sahra napisał(a):

    > (Ja sama mam 5 tygodni urlopu + floating holidays + święta federalne i stanowe
    > czyli kolejne 8 dni. Mój mąż ma więcej. Ale nie to Cię przecież interesuje, tyl
    > ko jak dowalić Amerykanom).

    Gratulacje, że tyle urlopu! Pracujesz na uczelni?
    Szkoda, że tak to oceniasz. Czemu tak mało wiary w ludzi masz?

    Otóż, wcale nie interesuje mnie tylko to. Stany mnie bardzo interesują. Myślę, że wiem o nich znacznie więcej niż przeciętny Polak i orientuję się co gdzie jest znacznie lepiej. Moje marzenie to 3 miesięczna podróż kamperem po Stanach. To co mi się np. podoba to poziom akademickiego sportu - np. wasza liga akademicka potrafi wykreować drużynę siatkówki grającą na światowym poziomie.

    To co też jest bardzo bardzo fajne, to niewątpliwie Dolina Krzemowa i szanse tam.

    Interesujące zaś, szokujące i paradoksalne jest, że tak bogaty kraj jak USA, który wydaje biliony na wojsko, wojny, działania służb wywiadowczych za granicą, szpiegowanie wszystkich i wyścig zbrojeń nie stać na bezpłatną służbę zdrowia, edukację i normalne długie urlopy czy urlopy macierzyńskie.
    Oraz, że nie rozumie, że zmniejszając powszechny dostęp do broni, zwiększy się bezpieczeństwo.

    --
    Lato smile
  • al_sahra 16.07.19, 04:11
    bywalec.hoteli napisał:

    > Gratulacje, że tyle urlopu! Pracujesz na uczelni?

    Już kilka razy Ci odpowiadałam, że pracuję w dużej korporacji. Nie udawaj, że nie pamiętasz.

    Na uczelniach (prywatnych) naukowcy mają w ogóle nienormowany czas pracy, praktycznie nikt ich nie kontroluje i w czasie, kiedy nie ma zajęć, mogliby wyjeżdżać na wielotygodniowe urlopy. Inna rzecz, że nikt tego nie robi, bo jest duża konkurencja, walka o granty itd., więc wygrywają pracoholicy.

    > Szkoda, że tak to oceniasz. Czemu tak mało wiary w ludzi masz?

    To nie jest kwestia wiary w ludzi czy jej braku, a tylko obserwacji tego forum.

    A jeśli naprawdę interesuje Cię USA, to mam jedną sugestię - kiedy czytasz jakieś tutejsze wiadomości, to zawsze pamiętaj, że to kraj federalny, w którym prawo jest inne w każdym stanie. Poza tym są ogromne różnice w poziomie wykształcenia, zamożności, stylu życia i mentalności pomiędzy różnymi regionami. Wrzucanie do jednego worka Connecticut i Alabamy ma mniej więcej tyle sensu, co ignorowanie różnic między Luksemburgiem i Albanią.
  • bywalec.hoteli 16.07.19, 08:11
    Dziękuję za interesującą sugestię. Zdaję sobie, ze USA to właściwie 50 państw. Ale są tez elementy wspólne, np. ze opieka zdrowotna jest płatna, nieprawdaż?

    --
    Lato smile
  • al_sahra 16.07.19, 12:46
    bywalec.hoteli napisał:

    > Dziękuję za interesującą sugestię. Zdaję sobie, ze USA to właściwie 50 państw.
    > Ale są tez elementy wspólne, np. ze opieka zdrowotna jest płatna, nieprawdaż?

    Problem z opieką zdrowotną nie polega na tym, że jest ”płatna”, bo w żadnym kraju nie ma nic za darmo, tylko na strukturze ubezpieczeń, które dla osób w wieku produkcyjnym są zapewniane przez pracodawców, a nie przez państwo. Ten system skutkuje dużym procentem nieubezpieczonych: ludzi pracujący dla małych firm, samozatrudnionych, którzy chcą oszczędzić na składkach, albo chwilowo bezrobotnych. Z kolei jeśli masz dobre ubezpieczenie, to bez dodatkowych opłat dostajesz najdroższe operacje i leki (ceny zresztą są umowne, bo w tym systemie nie wiadomo, ile co kosztuje). Poza tym emeryci (ponad 50 mln osób) są objęci państwowym ubezpieczeniem, które wprawdzie nie zapewnia wszystkiego, ale działa b. sprawnie.
  • bywalec.hoteli 16.07.19, 15:22
    I przez firmy ubezpieczeniowe...które mają jak najwięcej zarobić a jak najmniej zapłacić.

    --
    Lato smile
  • bywalec.hoteli 17.07.19, 12:52
    Fajnie opisuje temat ochrony zdrowia i braku urlopów Lidia z bloga "Ameryka i ja":
    amerykaija.pl/dziekuj-bogu-ze-masz-nfz-czyli-ubezpieczenie-zdrowotne-w-us/
    amerykaija.pl/wyobrazasz-sobie-nie-brac-patnego-urlopu/

    --
    Lato smile
  • eat.clitoristwood 14.07.19, 14:35
    al_sahra napisał(a):

    > Polacy nie rozumieją tak podstawowych elementów demokracji jak rozdział religii
    > od państwa. Czy to jest powód, żeby na forum pisać o Polakach ”dzicz”, ”bydło”
    > , ”debile”?

    W ogóle powinno się współcześnie odchodzić od anachronicznej klasyfikacji jednostek z perspektywy przynależności stadnej.
  • al_sahra 14.07.19, 14:40
    eat.clitoristwood napisał:

    >
    > W ogóle powinno się współcześnie odchodzić od anachronicznej klasyfikacji jedno
    > stek z perspektywy przynależności stadnej.

    A to inna sprawa, ale jeśli już robi się uogólnienia na poziomie narodowości, to lepiej żeby miały sens i nie były chamskie.
  • eat.clitoristwood 14.07.19, 14:52
    al_sahra napisał(a):

    > A to inna sprawa, ale jeśli już robi się uogólnienia na poziomie narodowości, t
    > o lepiej żeby miały sens i nie były chamskie.

    Uogólnienia miały jakiś sens w czasach, kiedy zbiorowości na jakimś terenie były z przyczyn oczywistych stosunkowo odizolowane. W czasach globalizacji, permanentnej komunikacji na wszystkich poziomach, coraz mniej sensu ma dzielenie ludzi na zbiory. Dzisiaj nie ma już, poza nielicznymi wyjątkami, typowych wsiunów, prowincjuszy, rusów, miemców, czy rzyduff. I bardzo dobrze.
  • bo_ob 14.07.19, 13:35
    Ale przecież chodzi właśnie o tę dobrą wolę lub jej brak.
  • zbyfauch 14.07.19, 13:39
    można mieszkać w Stanach i wysławiać się poprawną polszczyzną, bez angielskich wtrętów. No, po polsku to Nowy Jork ale niech tam ... ujdzie jako licentia poetica. smile

    --
    Pustelnia
  • al_sahra 14.07.19, 14:01
    zbyfauch napisał:

    > można mieszkać w Stanach i wysławiać się poprawną polszczyzną, bez angielskich
    > wtrętów. No, po polsku to Nowy Jork ale niech tam ... ujdzie jako licentia poet
    > ica. smile

    Chodziło mi o miasto w odróżnieniu od całego stanu, bo tylko miasto ma taką reputację.
  • angazetka 13.07.19, 21:33
    al_sahra napisał(a):
    > Bardzo trudno mi się do tego ustosunkować. Jadamy w restauracjach bardzo często
    > , bywa że kilka razy w tygodniu, od wielu lat. Bardzo często kładę telefon na s
    > tole i jakoś nikt mi go zupą nie zalał (ani innym płynem). W ogóle nigdy nie wi
    > działam, żeby kelner coś rozlał na stolik. Wnioskuję z tego, że umiejętność nie
    > polewania telefonu gościa gorącą zupą jest jakby wpisana w wymagania tego zawodu.

    W środę kelner wylał na nas (mnie i koleżanki, na stół też) drinka. No zdarza się. Był zresztą bardzo miły i spanikowany.
  • al_sahra 14.07.19, 12:17
    angazetka napisała:

    > W środę kelner wylał na nas (mnie i koleżanki, na stół też) drinka. No zdarza s
    > ię. Był zresztą bardzo miły i spanikowany.

    Oczywiście wszystko może się zdarzyć. Wypadki na drogach też się zdarzają, ale to nie powód, żeby nigdy nie wsiadać do samochodu.

    P.S. Mam nadzieję, że nie oblał Ci telefonu smile.
  • hellen 12.07.19, 19:56
    Napisałam to już 2 razy co najmniej, ale powtórzę, bo może nie czytałaś wszystkich wypowiedzi: lubię swoją pracę i robię to z przyjemnością, nie z przymusu. To, że czasem sobie narzekam na ludzi nie oznacza, że jestem niezyczliwa, niegościnna i przewracam oczami na widok każdego człowieka!
  • tak_to_nowy_nick 12.07.19, 20:27
    hellen napisała:

    > Napisałam to już 2 razy co najmniej, ale powtórzę, bo może nie czytałaś wszys
    > tkich wypowiedzi: lubię swoją pracę i robię to z przyjemnością, nie z przymusu

    Napisz po raz trzeci, to może sama w to uwierzysz.

    > To, że czasem sobie narzekam na ludzi nie oznacza, że jestem niezyczliwa, ni
    > egościnna i przewracam oczami na widok każdego człowieka!

    "Fajna ta praca, tylko ci cholerni ludzie co chwilę przyłażą i coś chcą" big_grin
  • al_sahra 12.07.19, 21:59
    tak_to_nowy_nick napisał(a):

    >
    > "Fajna ta praca, tylko ci cholerni ludzie co chwilę przyłażą i coś chcą" big_grin

    Przypomina mi się Tuwima ”O kelnerach”:

    Obowiązkiem gościa jest zdecydowany, nieugięty stosunek do zamiarów swego apetytu. Gość powinien najpierw pomyśleć a potem mówić, wyraźnie i bez wahania: "Proszę o całą czarną i podwójny cukier". Otrzymaną lemoniadę powinien wypić i nie mieć pretensji.
  • tak_to_nowy_nick 12.07.19, 19:19
    hellen napisała:

    > Jeżeli z całego mojego postu i wątku wysnułaś
    > tylko ten wniosek, to możliwe, że masz na koncie opisane zachowania 😁

    Dodaj jeszcze, że na pewno zazdrości.
  • swinki_trzy 12.07.19, 19:33
    No, zazdroszczę 😅
    Ten hiperprofesjonalizm wątkodajki kojarzy mi się z wyjątkowo natrętną muchą. Jeśli w swojej „restauracji” odnosi się do klientów w taki sam sposób jak pisze, to niech się nie dziwi że zdarzają się zachowania jakie opisuje.
  • hellen 12.07.19, 20:18
    Po prostu staram się być grzeczna smile ale ok, przyjmuję, że jestem natrętną mucha, bo zamiast obrażać rozmówcę rozmawiam. Przepraszam?
  • nangaparbat3 12.07.19, 19:53
    E tam.
    Mogłabym pewnie bez końca, ale po co?
    W najbardziej dramatycznych momentach przypominam sobie radę jeden ze szkolących mnie kiedyś: wyobraź sobie, że to upośledzone dziecko.
    Działa.

    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • hellen 12.07.19, 20:04
    Zna komora rada, dziękuję, wdrożę jak już będę mieć kompletnie dość.
    Teżmi się zdarzają chwile zaćmienia umysłowego albo zwykłego roztargnienia i możliwe, że ktoś z obsługujących mnie może się poczuć dotknięty /zlece ważony. Po to tez ten wątek: żeby pokazać jak wygląda takie zac owanie ze strony usługodawcy. Bo może dzięki temu ktoś się zastanowi zanim się tak zachowa? Jestem chyba idealistką, ale zobaczcie jak bardzo świat by był lepszy, gdybyśmy TYLKO byli dla siebie trochę milsi i bardziej uważni.
  • hellen 12.07.19, 20:06
    *znakomita oczywiście, nie wiem co tel miał na myśli
  • nangaparbat3 12.07.19, 20:20
    Telefon -poeta smile


    --
    "Koło Wiedeńskie najchętniej z Heideggera czerpało przykłady dla swej tezy, że twierdzenia filozoficzne pozbawione są sensu."
  • iimpala 12.07.19, 20:09
    i dlatego wolę wpaść do MacDonalda.
    To znaczy, generalnie w ogole nie lubie knajp, szczególnie po obejrzeniu iluś tam odcinkow gesslerowej, odechciało mi sie definitywnie.
    Ale jeśli jestem w drodze i muszę coś zjeść to wole wspomnianego donalda. Tam przynajmniej jest duzy przerób, w domysle - towar raczej świeży.
    Podobnie na wakacjach, w miejscowościach wypoczynkowych - przerób duży, towar (prawdopodobnie) świeży.
    ps. nie lubię pogaduszek z obsługą, to nie są moi kumple. Tym bardziej, że często są to durnowate panienki i często "sepleniące" pt. "cos podac? przyniesc?"" mam ochote taką zabić więc wolę się nie odzywać (żeby tamta jak najmniej mówiła)
  • bywalec.hoteli 12.07.19, 20:27
    Myślę, że raczej nie popełniam wyżej wymienionych i jestem bardzo miły dla kelnerów, jak również daję napiwki. Ciekawie dowiedzieć się jak to wygląda z punktu widzenia obsługi.
    Osobiście to mam obserwację, że do gastronomii trafiają coraz mniej ogarnięci i rozgarnięci ludzie, z uwagi na brak bezrobocia lokale biorą ludzi chyba z łapanki. Więc nie lubię jak np. kelnerzy się mylą, przynoszą co innego niż zamówione, zapominają o podaniu sztućców czy piwa albo jak czeka się w nieskończoność.

    --
    Lato smile
  • hellen 12.07.19, 20:50
    Tak, bierzemy teraz ludzi z łapanki, ale też prawdą jest, że upadek szkolnictwa zawodowego zrobił swoje. Absolwenci wszelkich gastro szkół są wyłapywani przez knajpy jeszcze na praktykach i dobrze się im płaci smile
    Poza tym praca w restauracji nie jest jakimś wow dla ludzi. W zamierzchłych czasach bycie kelnerem to był fach, którego wielu się chciało uczyć (polecam np. film "zaklęte rewiry"). Teraz to zawód traktowany z lekką pogardą przez tzw. ogół. Cóż, życie wink
  • iimpala 12.07.19, 22:12
    >W zamierzchłych czasach bycie kelnerem to był fach, którego wielu się chciało uczyć (polecam np. film "zaklęte rewiry").

    he he he....chyba niezbyt dokladnie obejrzałaś, helena, czy jak ci tam...akurat film, ktory wspominasz, dokladnie odwrotnie przedstawia zawód kelnera. I zresztą dotyczy okresu międzywojennego.
    Że zacytuję tylko fragment recenzji z tegoż
    " być kelnerem „pełną gębą” to „dać się bić po gębie” przez przełożonych i gości oraz samemu „dawać w gębę” swoim podwładnym."
    Rzeczywiscie...doskonały wzór.
    Zawód kelnera NIGDY nie był traktowany dobrze. W podstawówce miałam koleżanke w klasie, której matka była kelnerką. Nawet nie pamiętam, jak ta matka wyglądała, nigdy nie było jej w domu, w godzinach aktywnosci podstawówkowych dzieciaków.
  • majenkir 12.07.19, 22:47
    iimpala napisała:
    > Że zacytuję tylko fragment recenzji z tegoż
    > " być kelnerem „pełną gębą” to „dać się bić po gębie” przez przełożonych i gośc
    > i oraz samemu „dawać w gębę” swoim podwładnym."


    Ale to chyba nie tylko kelnerow sie tyczy? wink



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • hellen 12.07.19, 22:52
    Polecam obejrzenie filmu jeszcze raz, ale postaraj się dogrzebać tam do drugiego dna 😉
    Mnie nie rusza opinia innych o mojej pracy, stwierdzam tylko fakty, które można znaleźć w książkach, filmach i relacjach z dawniejszych czasów.
    Btw książka "zaklęte rewiry " jest znacznie lepsza niż film
  • iimpala 12.07.19, 23:21
    tiaaaa....
    Miałam mozliwosc obejrzenia tego filmu, i tym poodobnych, nie raz. Jako, ze jestem z "tego okresu" (koniec PRL).
    I wtedy takie filmy były dla nas ważne. I dyskutowane.
    Wiec nie dorabiaj naprędce ideoologii do swoich kiepskich tez.
    Ale winszuje sobie, że postarałaś się i już wiesz! że była także książka.
    ps. też mam w doopie twoją pracę i opinię o niej
  • hellen 12.07.19, 23:45
    Ja nie napisałam, że mam w doopie cokolwiek, wiec nie wiem skąd w Twojej wypowiedzi "też" 😂
    Nie masz sobie czego winszować - książkę przeczytałam na długo zanim obejrzałam film. Przepraszam?
  • bo_jestem_jedna 13.07.19, 14:11
    Jestes zenujaca. Brrrr
  • eat.clitoristwood 12.07.19, 20:35
    A dokładniej nie znoszę arogancji, traktowania obsługi w knajpie z góry, jak służby.
    Piszę z pozycji obserwatora. Nigdy nie pracowałem jako kelner.

    Mam tu na myśli też stosunek do sprzedawców, stewardess (czy tam stewardów), generalnie do ludzi świadczących ten rodzaj usług. (Nie chce mi się główkować i formułować definicji.)
  • eat.clitoristwood 12.07.19, 20:39
    Z obserwacji dokonywanych na insułach południowych wynoszę, że takim feudalnym stosunkiem do kelnerskiego stanu szczególnie (znaczy w takim nieomal rytualnym wydaniu) charakteryzują się Azjaci. Niemniej wydaje mi się, że jest to mniej uwarunkowane wrednością osobniczą, co spuścizną obyczajowo kulturową.
  • eat.clitoristwood 12.07.19, 21:00
    Aczkolwiek nigdy nie zapomnę występu pewnego dziada, który darł ryja na przerażoną, wietnamską kelnerkę "wo ist Speisesoße! Speisesoße! Speisesoooooooße!!!!" Dziewczyna oczywiście nie znała niemieckiego. To była plażowa jadłodajnia na Phu Quoc. A wietnamska towarzyszka bydlaka (mogąca robić za bardzo późną córkę) zapewne zakopałaby się najchętiej w piasku pod stolikiem, ze wstydu.
  • snakelilith 12.07.19, 21:12
    A co to jest "Speisesoße"? Bo nawet ze znajomością niemieckiego, też bym nie wiedziała, o co biega. Może stąd to zamieszanie? big_grin

    --
    "Jeśli to dziury na dupie, to nie mam nic przeciwko..." - bywalec.hoteli
  • eat.clitoristwood 12.07.19, 21:29
    snakelilith napisała:

    > A co to jest "Speisesoße"? Bo nawet ze znajomością niemieckiego, też bym nie w
    > iedziała, o co biega. Może stąd to zamieszanie? big_grin

    W dosłownym tłumaczeniu "sos jadalny". Dziad dostał jakiś tam ryż, czy kluski z mięsem i żądał kategorycznie sosu. W mnie znanej częścu Azji nie podaje się żadnych ekstra sosów, zaklepywanych mąką, czy tam innym zagęszczaczem. na stoliku masz przyprawy, sos chilli, chilli w kwaśnej zalewie, sos sojowy itp. O sól często trzeba prosić. Często bezskutecznie. smile
  • eat.clitoristwood 12.07.19, 21:53
    posiada jeszcze inny wymiar.
    Chodzi o to, że niektórym językowym debilom wydaje się, że jeśli coś powiedzą głośno, wolno i wyraźnie, to każdy jest to w stanie zrozumieć, wystarczy rzekomo jedynie odrobina dobrej woli i minimum inteligencji.
  • ichi51e 12.07.19, 23:28
    Stawialabym ze sos sojowy albo maggi chce

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • potworia116 12.07.19, 21:13
    Nie tyle o obsłudze, co o karcie: irytują mnie zarówno rozbuchane, poetyckie opisy, jak i niepozwalające stwierdzić, czy dana potrawa jest wege. W połączeniu z ignorancją kelnera/ kelnerki w kwestii składników potrafi to naprawdę poirytować.
    Obsługa jest często lekko zagubiona, ale wybaczam niedociągnięcia złatwością, o ile są mili, życzliwi i jakoś tam zaangażowani. Zresztą z moją ruchliwą dwulatką-niejadką nie stanowimy najłatwiejszych klientek i często zdarza mi prosić oi niestandardowe przysługi. Tipuję z zasady hojnie, bywałam wszak po drugiej stronie ( nie szło mi za dobrze).
    Ach, nie znoszę pytania „Smakowało państwu?”, nie mam pojęcia kto je wymyślił i po co narzucił obsłudze.
  • hellen 12.07.19, 21:22
    "Filet z dorsza na łożu z pieczarek" 😀😀😀 uwielbiam się z tego nabijać.
    Pytanie "czy smakowało" ma 2 zastosowania:
    1. Bo zależy nam na robocie i chcemy wiedzieć czy ludzie do nas zechcą wrócić i czy robimy to dobrze.
    2. Jeśli jadłopodawacz pyta w trakcie posiłku to jest to dupochron przed bezzasadną reklamacją. Uwierz, są ludzie, którzy po zjedzeniu całego dania mówią, że za nie nie zapłacą, bo było niedobre i zjedli, bo byli głodni.

    Samej zdarzyło mi się odmówić zapłaty, bo restauracja naprawdę przegięła z próbą zrobienia mnie w jajo.
  • potworia116 12.07.19, 21:38
    Ale to nie kelner przygotowuje posiłki i byłabym baaardzo zdziwiona, gdyby informacja zwrotna rzeczywiście trafiała do kucharza i ostatecznie do restauratora. Fraza wydaje mi się pustą zagrywką i pozoranctwem. Jeśli się mylę, to bardzo dobra wiadomośćsmile
    Tak, też ze dwa razy w życiu odesłałam potrawę do kuchni (kocham dobre jedzenie, ale przecierpię przeciętne) ale do głowy by mi nie przyszło, żeby wszamać i odmówić płacenia. Naprawdę przechodzą takie manewry?
    Z serii irytacje: wymieniony w karcie składnik obecny w śladowej ilości, np. reprezentacja szparagów w tagliatelle ze szparagami ograniczona do do trzech półtoracentymetrowych kawałków łodyżek.
  • hellen 12.07.19, 22:09
    To czy informacja zwrotna trafia tam gdzie powinna zależy oczywiście od miejsca. Z moich doświadczeń: większość dobrych kucharzy sama pyta kelnerów o odczucia gości, bo człowiek jest tylko człowiekiem i każdemu może się ręka omsknąć.
    Podstawą jest zaufanie: w obecnej pracy cały zespół solidarnie przyznaje się, jeśli coś się zyebało i donosi sam na siebie, w ten sposób dając zarządzającym knajpą szansę na wyprostowanie sytuacji np. po niefajnej recenzji. Ale tu się kłania podejście właścicieli: unikamy pomyłek, ale jak już się wydarzy to nie róbmy dramy z tego powodu.
    Co do śladowych ilości składników: właściciele takich miejsc oczekują po prostu, że szef kuchni wymyśli wykwintne i jak najtańsze danie 😀 a potem człowiek szuka z lupą...
  • bukietlisci 12.07.19, 21:30
    knajpa nad morzem, " u X" . że żarcie domowe i zdrowe. oczekując na stolik można było pobawić się z kociętami tudzież pohuśtać w hamaku. do stolika prowadził kelner pod muszką/krawatem. no po prostu Paryż. ale jak już usiedliśmy, wysłuchaliśmy litanii polecanych dań - podstępnie zadaliśmy pytanie> które danie jest bez sztucznych dodatków? co jest ugorowane bez dodawania kostek rosołowych/weget/ulepszaczy itp. a otóż - wszystko! to się ucieszyliśmy że się najemy i mimochodem wspominamy, że jedno z nas jest alergikiem jak sto diabłów i jak zje coś z jakąś kostką albo wegetą to będzie niedobrze. wtedy kelner znikł a po chwili zaobserwowaliśmy natężony ruch obsługi. po pięciu minutach kelner wrócił i stwierdził że nasze wymagania spełnia,,,, zupa pomidorowa. tylko. i może być za 30 minut.
    także tego.... nie dziwią mnie klienci dopytujący się o skład oraz wiedzący lepiej:C
  • hellen 12.07.19, 22:12
    😂 nie pamiętam kiedy widziałam w kuchni wegetę, ale od paru lat staram się pracować tylko w dobrych miejscach. Nienawidzę takich ściemniaczy jak opisałaś
  • bywalec.hoteli 12.07.19, 22:37
    Mam nadzieję, ze te koty to w ogródku a nie w środku knajpy. Nie mam ochoty jeść ze zwierzętami.

    --
    Lato smile
  • majenkir 12.07.19, 22:57
    bywalec.hoteli napisał:
    > Nie mam ochoty jeść ze zwierzętami.


    A ja bym chetnie jadala z kotkami, pod warunkiem, ze to jakies rescue kotki do adopcji, a nie tylko zywe zabawki.



    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • hellen 12.07.19, 23:08
    W Krakowie i Warszawie były kocie knajpy, ale nie wiem czy nadal istnieją. Sprawdź, może będziesz mieć szansę na kolację z koteckami
  • katja.katja 13.07.19, 17:58
    Nie polecam, ciemno i serwują tylko ciastka średniej jakości i kawę.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • bukietlisci 13.07.19, 22:47
    kocięta w ogrodzie. tam gdzie i tłum oczekujacych klientów. pewnie miały czarować i zmiękczać serca. my, z racji posiadania stada zwierząt łatwo zmiękczyć się dajemy i przerysowanie widzimy wyraźnie.
    aczkolwiek w domu jadamy w towarzystwie zwierząt. obiady w ogrodzie są ściśle powiązane z tulącymi się do naszych nóg kotami. i tu już musimy uważać, bo jeden gryzie jak się go szybko ( według niego) nie pogłaska. taki szczur.
  • mrs.solis 12.07.19, 23:00
    Chyba mi sie nie zdarzylo, zebym byla jakos wyjatkowo wkurzona na obsluge . Jedni kelnerzy sa lepsi inni troche gorsi, ale ogolnie tak dlugo jak mnie nakarmia mi to nie przeszkadza. Jedyna restauracja , ktora skreslilam ze swojej listy to ta, gdzie po zjedzeniu obiadu skonczylam siedzac na kiblu z miska na kolanach plus wysoka goraczka. Nigdy wiecej takich atrakcji. Wybacze kiepska obsluge pod warunkiem, ze jedzenie jest dobre , ale miejsca gdzie zafunduja mi takie zatrucie pokarmowe , ze myslalam, ze umre, nigdy.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • miedzymorze 12.07.19, 23:09
    W restauracjach najbardziej nie lubię jak wybieram sobie danie i przy zamawianiu dowiaduję się że 'NIE MA' ;/
    Drugie miejsce to podanie kart i zniknięcie - nawet nie ma komu kiwnąć głową czy też nawiązać kontaktu wink Pewnie za mała obsada, ale w takich przypadkach zwijamy się i idziemy gdzie indziej - nie chca nas karmić -trudno wink
    Trzecie miejsce - goście którzy przyszli, wypatrzyli że kończymy jeść i STOJĄ nad nami, że zająć stolikwink
    pozdr,
    mi
  • piataziuta 12.07.19, 23:24
    Nie masz aż tak dużo powodów do narzekań! big_grin
    Pracowałam w restauracji przez 8 lat, ale nie trzydzieści lat temu - jak Snejk, tylko niedawno.

    Nie masz klientów, którzy wylizawszy deser lodowy do zera, wrzucają pierwszy lepszy śmieć spod ręki (u mnie metalowa część od podgrzewacza - podgrzewacze były tylko w ogródku) mówiąc, że znaleźli to na dnie deseru i żądają kolejnej porcji?? suspicious
    Albo paniusi, które sadzają swoje psy na drogich, nowych kanapach w kolorze ecru?
    Albo rodziców, którzy puszczają swoje ścigające się dzieci wokół restauracyjnych stolików (a ty pilnuj, żeby nie wylać biegającemu między nogami bachorowi wrzątku na łeb)?
    Sepleniących 3-5 latków, składających zamówienie w oddaleniu od stolika rodziców, gdzie myślisz, że to tylko taka zabawa, dopóki ich wkurwiona matka nie przyjdzie ci robić afery, że dlaczego jeszcze nie podałaś soczku zamówionego przez dziubdziusia?
    Albo wykrzykujących na całą salę "wysoko postawionych panów", którzy krzyczą, że jak mogłaś podać im CIEPŁĄ WIŚNIÓWKĘ?
    Albo cioci, które wylizawszy talerz na błysk, podchodzą do ciebie i wręczając ci ten talerz, mówią: "w domu mam lepsze!"?
    Albo pań, które otrzymawszy deser składający się z 7 gałek lodów, obrzydliwej ilości bitej śmietany i owoców, mówią, że oszukałam je, że to duża porcja, bo to jest MAŁO?

    😂


    A tak w ogóle, to współczuję. Praca w restauracji jest jedną z najbardziej wyczerpujących fizycznie, psychicznie, a do tego o najgorszym wymiarze godzin.
  • hellen 12.07.19, 23:56
    Pitaziuta, klnę się na bogów, że ostatnio mnie takie hardkory omijają, ale były przypadki, były 😀
    Jeśli chodzi o rodziny z dziećmi - z pół roku temu odwiedziła nas taka familia, że moja kelnerka (notabene studentka ostatniego roku pedagogiki wczesnoszkolnej) przyszła do mnie z oświadczeniem, że idzie się popłakać na zmywak, bo inaczej zamorduje bachora 😀 ja w tym czasię robiłam wszystko, żeby nie znaleźć się w zasięgu diablątka, ale musiałam ich przejąć, bo po co mi kelnerka w pierdlu 😀
  • rzeniha 13.07.19, 06:26
    Jeśli napisałaś to szczerze i to są faktycznie typy klientów, których najbardziej nie lubisz, to ja się do żadnego z nich nie zaliczam. Niemniej jednak i tak mnie obsługa nie lubi, bo:

    1. Praktycznie nigdy nie zostawiam napiwków (nie, nie boję się zemsty kelnerów, w tej samej knajpie bywam rzadziej niż raz na pół roku, przy ogromnej rotacji personelu szansa, że ktoś mnie zapamięta jest minimalna).
    2. Jeśli nie udaje mi się zwrócić uwagi kelnera w ciągu 5 minut od wejścia, wychodzę.
    3. Jeśli jest głośno (dzieci, muzyka), brudno, śmierdzi, wychodzę.
    4. Sprawdzam uważnie rachunek, jeśli się coś nie zgadza, wyjaśniam (grzecznie, ale stanowczo).
    5. Jeśli coś z potrawą jest nie tak, zgłaszam na bieżąco.
    6. Jeśli ogólnie pobyt w restauracji był nie w porządku, a nie mogłam z jakiegoś powodu wcześniej wyjść i zrezygnować, piszę skargę - najpierw do menedżera, a jeśli to nie pomoże do władz spółki zarządzającej danym lokalem, wtedy zazwyczaj pomaga. W ten sposób zjadłam już wiele posiłków na koszt różnych restauracji. Pretensje zawsze są uzasadnione a nie grażyńskie, co krótko i treściwie opisuję, załączając niekiedy materiał fotograficzny.

    Co mi przeszkadza:
    1. Hałas, z dowolnego powodu.
    2. Brud i smród, oczywiste.
    3. Brak informacji na początku jeśli na dane danie trzeba długo poczekać.
    4. Głupota obsługi, pod każdym względem.
    5. Długie czekanie na obsługę.

    Co mi NIE przeszkadza:
    1. Wysokie ceny. Idę do restauracji, patrzę na ceny i albo mnie stać, albo nie. Głupie i grażyńskie jest oburzanie się na wysokie ceny w knajpach. Są knajpy tanie, średnie i drogie, to chyba jasne.
    2. Małe porcje. Prawie zawsze zaznaczona jest gramatura dań, w razie czego można dopytać kelnera.
    3. Duże porcje. JW.
    4. Mina kelnera. Nie zwracam uwagi na tych, co mnie obsługują, o ile robią to sprawnie. A czy mają szczęśliwy czy udręczony wyraz twarzy, wisi mi to.
    5. Wliczanie napiwków (10% serwis) w cenę posiłku, O ILE JEST TO WYRAŹNIE ZAZNACZONE W MENU.
    6. Półnagie kelnerki, półnadzy kelnerzy - w tego typu lokalach (np. Rooster), gołe zdjęcia na ścianach lokalu. Jeśli mi coś nie pasuje, po prostu nie wchodzę lub nie zostaję, jeśli wiem, jakiego to typu knajpa, to świadomie godzę się na jej zasady.

    I co, jestem problemowa? Polubiłaś mnie jako klientkę?
  • hellen 13.07.19, 11:01
    Nie o lubienie tu chodzi 😊 nie muszę lubić swoich gości, chociaż tak ogólnie lubię ludzi (każdemu daję szansę, poza skrajnym głupcami).
    Napiwki nie są obowiązkowe i pamiętam mnóstwo osób, które fajnie się obsługiwało pomimo braku napiwków.
    Już pisałam, że zdarzyło mi się nie zapłacić za danie, bo knajpa robiła mnie w konia. Uważam, że kucharze nie są świętymi krowami i tzw. "roszczeniowość" klientów robi gastronomii dobrze, bo wymusza podnoszenie jakości. Wiesz, pracuję w knajpie, ale sama też chodzę zjeść na miasto i cieszę się, że dobrych albo chociaż przyzwoitych knajp jest coraz więcej.
    W sumie podobnie się zachowuję w takich sytuacjach jak opisałaś, z wyjątkiem pisania skarg, staram się załatwiać sporne kwestie od razu, a jeśli idzie to opornie to raczej odpuszczam, bo wiem, że w niektórych przypadkach skargi i tak nic nie pomogą. Dlaczego? Bo jeśli knajpa jest wyjątkowo tragiczna, to zwykle za wiedzą właściciela- to on każe ciąć koszty produktu i personelu. Darmowe danie w takiej sytuacji jest malowaniem trawy na zielono: Ty będziesz chwilowo ugłaskana, ale raczej nie zmieni to trwale podejścia. Ja po prostu unikam miejsc, w którychuj mogę się rozczarować, bo kocham dobrze zjeść i nienawidzę jak ktoś mnie nie szanuje.
    Podsumowując: zgadzam się z Tobą co do zasądy, różnimy się w szczegółach smile
  • bywalec.hoteli 15.07.19, 14:29
    A czemu nie zostawiasz napiwków? Ze skąpstwa czy lekceważenia innych?

    --
    Lato smile
  • rzeniha 16.07.19, 14:49
    A Ty jesteś głupi genetycznie, czy przez wpływ otoczenia?
    Doczytaj sobie o kulturze napiwków, o różnych jej przejawach, np. o krajach, gdzie napiwek jest uznawany przez kelnera za uchybienie w szacunku (np. Japonia), a także o krajach, w których napiwki są czymś oczywistym (np. USA). A następnie wysil swój móżdżek i pomyśl o krajach, jak Polska, które nie należą do żadnej z powyższych kategorii, a zatem kultura napiwkowa jest całkowicie dowolna (obie postawy są równoprawne: dawanie i nie dawanie napiwków). Czegoś się może dowiesz o świecie incelu dzięki takiemu researchowi.
  • bywalec.hoteli 16.07.19, 15:18
    A ty jesteś głupia genetycznie czy przez wpływ otoczenia? Myślę, że masz Aspergera jak to określiła Ziuta.
    Otóż w Polsce napiwki są czymś oczywistym. Dla mnie zasada jest prosta: stać mnie na restaurację, to stać mnie na napiwki. Jeśli wszystko w porządku, to około 10%. Kelnerzy bardzo ciężko pracują i ich dochód w dużej mierze opiera sie na napiwkach. Napiwki daję również taksówkarzom, czasem także innym osobom, np. roznosicielom pizzy, wymieniaczom opon, kurierom, którzy wnoszą ciężkie rzeczy itp. Osiągnąłem pewien status życiowy, w dużej mierze dzięki ciężkiej pracy i stać mnie na to by dać napiwek ciężko pracującym a słabo opłacanym osobom.

    --
    Lato smile
  • rzeniha 16.07.19, 15:30
    Osiągnąłeś jakiś status i siedzisz na kobiecym forum, gdzie większość użytkowniczek Cię olewa. Ciekawe smile
    Twoje twierdzenie, że w Polsce napiwki są czymś oczywistym jest nieprawdziwe i w dodatku głupie. W Polsce zdarzył się, w latach 1944-1989, brak wolnego rynku, który mocno wpłynął na wzorce kulturowe, poprzez (między innymi) praktycznie całkowitą eliminację prywatnego sektora usług, w tym gastronomicznych. Nie było prywatnych knajp, zniknęły napiwki. Po 89 roku nie wykształcił się (póki co) nowy wzorzec. Ja wiem, że jesteś zbyt durny, aby zrozumieć tzw. kontekst historyczno-społeczno-ekonomiczny, tak że wątpię, żebyś to zrozumiał, ale cóż... Może coś w tym łebku zatrybi.
  • bywalec.hoteli 16.07.19, 15:59
    Nie wiem czy zauważyłaś, że od roku 1989 minęło już 30 lat i nawet aroganccy ludzie komunizmu twojego gatunku mieli czas by nauczyć się zachowywać w restauracjach kulturalnie i zacząć dawać napiwki. To samo tyczy się mówienia "dzień dobry", "dziękuję", "przepraszam", "proszę", tego, że wchodząc do windy czy poczekalni czy sklepu mówi się "dzień dobry". Ale ty jesteś pewnie z tych aspergeremadek, które :1. nie podchodzą do drzwi jak ktoś puka, 2. dzień dobry uważają za niepotrzebne testowanie kanału komunikacyjnego, 3. wchodzą do lokalu jak do obory - "ani be ani me ani kukuryku".

    --
    Lato smile
  • piataziuta 17.07.19, 20:01
    >Nie wiem czy zauważyłaś, że od roku 1989 minęło już 30 lat i nawet aroganccy ludzie komunizmu twojego gatunku >mieli czas by nauczyć się zachowywać w restauracjach kulturalnie i zacząć dawać napiwki. To samo tyczy się >mówienia "dzień dobry", "dziękuję", "przepraszam", "proszę", tego, że wchodząc do windy czy poczekalni czy >sklepu mówi się "dzień dobry"

    😂
    Jeździć to się jeszcze musisz troszkę poduczyć, ale posty ci się czasami udają.
  • bywalec.hoteli 17.07.19, 22:11
    Dziękuję, to samo myślę o Tobie smile

    --
    Lato smile
  • madzioreck 16.07.19, 21:34
    bywalec.hoteli napisał:

    >Osiągnąłem pewien status życiowy, w dużej mierze dzięki ciężkiej pracy i sta
    > ć mnie na to by dać napiwek ciężko pracującym a słabo opłacanym osobom.

    Aha, rozumiem, że słabo opłacanym sprzedawcom w sklepach też zostawiasz napiwki. Bo jeśli nie, to wpadłeś w prawa wybiórczych obyczajów, a nie w prawa wspierania słabo zarabiających, i czujesz się lepszy niż ci, którzy nie zostawiają napiwków, co jest zupełnie nieuzasadnione. Ale 100 do zajebistości jest, prawda?
  • rzeniha 17.07.19, 13:49
    To jest pajac, któremu się wydaje, że coś wie i coś znaczy, chociaż jest dokładnie odwrotnie smile Sam fakt, często przeze mnie podkreślany, że siedzi na forum typowo kobiecym, jest tego dobitnym powodem. Mentalny i (prawdopodobnie) życiowy incel. Szkoda czasu na takich.
  • bywalec.hoteli 17.07.19, 15:34
    Jeśli sprzedawca poprzynosi mi towary z listy z całego sklepu albo zapakuje je ładnie to toreb, to jest to powód, żeby można było dać mu napiwek. Mylisz poczucie zajebistości z przyzwoitością.

    --
    Lato smile
  • madzioreck 17.07.19, 21:10
    Nie pytałam o to, czy jest powód, tylko dajesz napiwki sprzedawcom. Skoro jest powód dawać napiwki kelnerom, taksówkarzom, fryzjerom czy kurierom, to nie ma powodu aby nie dawać ich ludziom wykonującym pozostałe zawody związane jakkolwiek z obsługą klienta. A może i pacjenta? Na przykład napiwek dla pielęgniarki, bo czemu nie? Tyle, że jakoś nie słyszałam, aby ktoś się ciskał o nieprzyzwoitość z powodu odmawiania napiwku kasjerce w Biedrze, nie słyszałam też, aby ktokolwiek ten napiwek dawał. Swoją drogą ciekawe, że sprzedawca musiałby zrobić coś ekstra, żebyś uznał, że zasłużył na napiwek, a kelnerowi należy się z automatu.
    Pierdzielenie o przyzwoitości jest nie ma miejscu, bo nie obsługuje klienta niewolnik, żyjący wyłącznie z napiwków, tylko pracownik z pensją, więc podpinanie przyzwoitości do czegoś, co jest tylko zwyczajem, jest zupełnie bez sensu.
  • piataziuta 15.07.19, 15:53
    Jesteś roszczeniowym wrzodem na dupie i po prostu niefajnym człowiekiem, czego oczywiście żaden szanujący się kelner, menadżer czy restaurator nie da ci do zrozumienia.

    Masz aspergera?

    Można mieć wysokie wymagania, ale na litość, jest coś takiego jak CZYNNIK LUDZKI, czego najwyraźniej nie pojmujesz. W najlepszej restauracji, najbardziej profesjonalny kelner może się czasem pomylić. A człowiekowi, który cię obsługuje i w okół ciebie skacze, należy się przynajmniej uśmiech i sympatyczny ton, nie wspominając, że również NAPIWEK.
  • rzeniha 16.07.19, 14:51
    Ja wiem, że dla Ciebie i większości Polaków roszczeniowość to oczekiwanie tego, za co się zapłaciło. Uwierz mi, w krajach bardziej rozwiniętych to, co Ty nazywasz roszczeniowością, to po prostu standard. Przez 10 lat mieszkałam w Kanadzie i przyzwyczaiłam się do nieco innego poziomu usług, o jakim zapewne nie masz pojęcia. Jesteś zapewne typową przedstawicielką pańszczyznianej mentalności, z główką niziutko przy ziemi, nie wychylającej się i udającej, że to deszcz pada niż na Ciebie plują. Cóż, każdemu jego porno - jak to mawiają na tym forum.
  • piataziuta 17.07.19, 16:54
    Ulala, cóż za wylew guana spowodowałam.
    Przynajmniej wiadomo z kim mamy tu do czynienia i skąd się wziął ten brak postrzegania obsługującego jako człowieka.

    Może i opuściłaś na jakiś czas polską wieś, ale to co najgorsze w polskiej wsi nie opuściło ciebie. Jest jeszcze gorzej. Z zakompleksionej polki z głową nisko, stałaś się plującym jadem, roszczeniowym kripem z manią wielkości i ogromnym kompleksem pochodzenia.
    Obrzydliwy obrazek.

    Pozdrawiam, życząc więcej szacunku do siebie samej - jak go uzyskasz, będzie ci łatwiej wykrzesać go w stosunku do drugiego człowieka.
    Bez odbioru.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka