Dodaj do ulubionych

Posiłki na wyjeździe

14.07.19, 09:12
Jak lubicie: mieć podstawione pod nos, czy robić same?

Bo mnie wszystko jedno, co nieodmiennie budzi zdziwienie, jednej bądź drugiej frakcji big_grin
A widzę to tak:

Podstawią pod nos, fajnie, jest zwykle większy wybór, nie trzeba nic robić. No ale trzeba dzień organizować pod posiłki.

Mam sama przygotować, też ok. Wybieram apartament z kuchnią, podaję proste rzeczy, mąż też przygotowuje, czasem kupimy jakiegoś w miarę strawnego gotowca, czy wyjdziemy do knajpki. Nie widzę problemu. Przynajmniej nigdzie nie muszę być na wyznaczoną godzinę. Owszem, zwykle to jakiś zakres, ale jednak "od do" obowiązuje, a to "do" bywa średnio wygodne, szczególnie przy śniadaniach, albo jak powrót z wycieczki trzeba zaplanować.

Niby jeszcze jest opcja całkowitego żywienia się w knajpach, co łączy zalety obu opcji, ale tu raz że trzeba mieć upatrzone dobre, bo w miejscowościach turystycznych różnie to bywa, dwa, że wychodzi b. drogo.
Edytor zaawansowany
  • milva24 14.07.19, 09:16
    Mam tak jak Ty i też budzę zdziwienie wśród fanów podstawiania.
  • kotejka 14.07.19, 09:23
    Albo wykupione posiłki w opcji inkluzif, co oczywiście pociąga koszty
    Albo aneks kuchenny
    Żywienie się w knajpach tylko i wyłącznie na mieście , zwłaszcza w miejscowości turystycznej to nie komfort a udręka
  • bywalec.hoteli 14.07.19, 09:25
    Ale można mieć jeszcze śniadanie w hotelu podstawione a obiadokolacje na mieście.

    --
    Lato smile
  • wydramarlenka 14.07.19, 10:46
    Dawno temu też wpadliśmy na taki pomysł.
    Niestety pomysł miał jedną podstawową wadę (oprócz oczywiście ceny i niepowalającej jakości posiłków) jakości Na jedzenie w restauracjach w miejscowościach wczasowych trzeba zwykle poczekać. Długo.
    PO 3 dniach żywienia się na mieście zainwestowaliśmy w najtańszego grila. Niedaleko mieliśmy sklep ze świeżymi rybami. Znacząco podniosło nam to jakość wypoczynku. big_grin
  • aguar 14.07.19, 09:24
    To ja ostatnio najbardziej lubię mieć apartament z dobrze wyposażoną kuchnią i koniecznie kuchenką mikrofalową. Śniadania i kolację oraz kawusię możemy sobie sami robić. A obiady najlepiej zamówione z knajpy z dowozem - tak jest idealnie, albo kupione na wynos przez męża, w ostateczności w drogim kraju część obiadów przygotowujemy sami. Jak byłam sprawna to lubiłam all inclusive ze szwedzkim stołem, ale teraz to nie dla mnie.
  • jak_matrioszka 14.07.19, 09:24
    Dla mnie podstawione pod nos to właśnie knajpa i zdecydowanie wole podstawione. Tu gdzie jesteśmy teraz znaleźliśmy grecka czynna do 23 i dla nas to nie problem, bo po 23 i tak nie jadamy, ale rozumiem że dla Ciebie to może być krepujace wolność takie "do". Za to przyłacze sie do grona zdziwionych, że gotowanie w cudzej kuchni, czesto z wybrakowanym wyposażeniem w stosunku do twojego własnego, jest dla Ciebie równie dobra opcja jak pójść do knajpy, wybrać z karty dowolne danie inne dla każdego i mieć to podane pod nos.
  • wapaha 14.07.19, 09:25
    Z racji braku zaufania wobec innych- i faktu, że całkiem nieźle gotuję - i że szkoda mi kasy na wydawanie kasy na coś co mogę sama- wolę robić sama.
    Na wyjeździe -owszem raz na jakiś czas, jakaś knajpka- ale żeby ciągle ? Nie, nie mój styl
  • kasia_piet 14.07.19, 09:29
    Podstawione pod nossmile Jest ot dla mnie jeden z elementów odpoczynku - ze nie muszę robić żarcia, podadzą, naczynia zabiorą, umyją. Przy dłuższych wycieczkach rezygnujemy z jednego posiłku, jemy coś w miejscu docelowym lub po drodze.
    Sniadania na miejscu są najwygodniejsze, bo i tak coś zjeść rano trzebasmile a że my skowronki, to po wczesnym śniadaniu mamy przed sobą mnóstwo czasu na wszytko
  • iwoniaw 14.07.19, 13:35
    Mam tak samo - istotnym elementem wypoczynku jest fakt, że nie obchodzi mnie gotowanie, zakupy spożywcze, sprzątanie po itd.
    Przychodzę na gotowe, resztę dnia mam dla siebie, a nie na ogarnianie całej logistyki okołojedzeniowej.
    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • zazou1980 14.07.19, 09:30
    Roznie, przerabialismy juz wszystkie opcje. Z tego roku na wyjazd majowkowy wzielismy opcje na Mazurach z pelnym wyzywieniem, na wakacje jedziemy do Grecji i bierzemy aprtament z aneksem kuchennym, ale bez posilkow. Snadania i kolacje planuje na miejscu, obiady w knajpkach, ktorych w okolicy jest sporo, przekaski beda na miescie...
  • kalina_lin 14.07.19, 09:36
    Sniadanie samodzielnie, kolację też. Obiady w knajpach. Jak pada i nie wychodzimy na dłużej-jakiś gotowiec typu pierogi z mrożonki albo paluszki rybne. Wracania na określoną godzinę na posiłek nie uznaję.
  • nenia1 14.07.19, 09:37
    Jestem plastyczna, unikam przywiązywania się do jednej opcji, bo wyjazdy są różne i różne okoliczności im towarzyszą. Generalnie bardziej składam się do jedzenia w restauracjach, zwłaszcza, że nie wybieram opcji AI, tylko sami wyszukujemy lokalne perełki, zwłaszcza odkąd istnieje tripadvisor, bądź korzystamy z rekomendacji lokalnych mieszkańców, oczywiście wpadki też się zdarzają, ale to margines i jak to się mówi, jakieś przygody muszą być. Sami również czasem gotujemy, jak są warunki, typu apartament z kuchnią, kiedyś miałam wręcz stworzony do tego, kuchnia w zacienionym miejscu częściowo z odkrytym dachem z widokiem na ocean, bajka, czasem człowiek chce odpocząć od chodzenia, pływania, czy słońca, pochodzić trochę po lokalnych targach, ugotować coś prostego, albo jak nie ma dostępu do gotowego jedzenia, co też nam się zdarza, na pustkowiach, w górach, wtedy zdarzało się gotowanie w menażkach na palnikach gazowych, co wygodne nie jest, ale dajemy radę i też ma to swój klimat.
  • ira_08 14.07.19, 09:50
    Nie cierpię gotować, wakacje to wakacje, więc obiady czy kolacje jadamy tylko w knajpach - dla mnie dobre jedzenie to ważny element wakacji, a upatrywanie knajp w dobie blogów kulinarnych i tripadvisora nie jest takie trudne.

    Nie rozumiem, o co Ci chodzi z organizowaniem dnia pod posiłki. Jesteśmy głodni, to idziemy jeść. To raczej gotowanie oznacza organizowanie dnia pod posiłki, musisz znaleźć sklep/targ, żeby były czynne, żeby zdążyć kupić (np. targi rybne zamykają się dość szybko), musisz zaplanować powrót do apartamentu o odpowiedniej godzinie. Chyba, że masz na myśli jedzenie hotelowe, typu obiad 14-16 - to nie.
  • kosmos_pierzasty 14.07.19, 10:00
    Chodzi mi o wyjazdy z wyżywieniem. Wtedy masz godziny posiłków. Np. śniadanie od 8 do 10.
  • ira_08 14.07.19, 11:15
    No to tak jak napisałam - nie.
  • jak_matrioszka 14.07.19, 11:13
    14-16 to lunch, a obiady to np. tu gdzie jesteśmy teraz sa 18-20:30, w poprzednim hotelu do 21 chyba były. Może komuś być za wcześnie, nam by nie przeszkadzało (za późno zobaczyliśmy że jest opcja pobytu z obiadem i wykupiliśmy pobyt bez, teraz jemy na mieście). Śniadania sa w dość dużym rozrzucie (6:30-11:00) i chyba tylko tym planowo wstajacym w południe nie pasuja takie godziny, ewentualnie komuś kto o 6 rano wybywa z hotelu i chce zjeść o 4-5, a nie dostać kanapki i sok na droge.
  • ira_08 14.07.19, 11:17
    >14-16 to lunch

    Jezu, podałam tylko przykład, żeby się upewnić o co chodzi autorce, lunch, obiad, brunch, co za różnica... Chodziło mi o posiłek o konkretnej porze.
  • jak_matrioszka 14.07.19, 11:33
    Dla mnie jest różnica i to duża, pomiedzy obiadem o 14 a obiadem o 19. Na taki o 14 bym sie nie zgodziła, o 18-19 może być.
  • mary_lu 14.07.19, 09:58
    Wszystko lubię, w zależności od okoliczności. Żarcie hotelowe miewa nieodparty urok, czasem mimo średniej jakości tongue_out knajpy na mieście w bogatym kulinarnie rejonie - mniam, ale i siedzenie w domku nad jeziorem z fajnie wyposażoną kuchnią, pichcenie obiadów a nawet wekowanie upraw kiedyś bardzo mi się podobało. Teraz najbardziej lubię kempingi na Helu, a tam wiadomo - grill z tego, co oferuje lokalna biedronka, makaron z sosem który ktoś z czegokolwiek zabełta, mielonka turystyczna na ciepło, jakieś słoiki z domu, w barach wątpliwej jakości ryba i pizza za miliony... i też jest git.
  • dyzurny_troll_forum 14.07.19, 14:53
    mary_lu napisała:

    > mielonka turystyczna na ciepło,

    przecież to się je wyłącznie na zimno, inaczej cała zawartość wypłynie....
    no nie mogę sobie turystycznej na ciepło wyobrazić...

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • bigzaganiacz 14.07.19, 15:00
    Podgrzewasz w puszcze na podgrzewaczu (taka mini plaska swieczka ) i masz bal
  • dyzurny_troll_forum 14.07.19, 16:30
    bigzaganiacz napisał(a):

    > Podgrzewasz w puszcze na podgrzewaczu (taka mini plaska swieczka ) i masz bal

    Ale otwartej czy zamkniętej puszce?

    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • bigzaganiacz 14.07.19, 17:17
    Otwartej

    Na yutubie jest koles crazy russian haker testuje MRE i zdaje sie ze tuszonke podgrzewal
  • dyzurny_troll_forum 14.07.19, 17:47
    bigzaganiacz napisał(a):

    > Otwartej
    >
    > Na yutubie jest koles crazy russian haker testuje MRE i zdaje sie ze tuszonke p
    > odgrzewal

    Znalazłem, niezłe. Ale ja jako konserwę turystyczną to traktuję to, a nie karkówkę w sosie z warzywami.

    BTW, wszedłem w posiadanie konserw turystycznych, mięsnych, produkcji rosyjskiej - dwa rodzaje mam- z kurczaka i z krowy. Chyba zrobię taki materiał na youtuba....

    https://www.atat.pl/115189-large_default/konserwa-turystyczna-lux-krakus-300-g.jpg



    --
    Nic nie zostało wybaczone!
  • bigzaganiacz 14.07.19, 19:02
    Tuszonka byla w ruskiej racji
    To co pokazujesz to jakis luksus ,mnie sie zawsze kojazyla konserwa turystyczna z jakas bardzo podejzana mielonka
  • frey.a86 14.07.19, 10:01
    Ja lubię gotować na wyjeździe za granicą, zwłaszcza w krajach śródziemnomorskich. Wtedy apartament z kuchnią i grillem to jest mus. Jedna moja znajoma nie mogła wyjść ze zdumienia, że nie jedliśmy codziennie w restauracjach w Chorwacji. No ale ja lubiłam pochodzić sobie po lokalnych straganach, kupować świeże ryby, owoce morza, warzywa i owoce i potem wieczorem wrzucić np. stek z tuńczyka na grilla albo poddusić krewetki w winie. Do tego świeża bagietka i butelka wina, stolik na tarasie i jest to urlop idealny. smile Restauracje oczywiście też lubię, byle nie codziennie, na dłuższą metę męczy mnie szukanie tych z dobrym jedzeniem i nierzadko czekanie na stolik jak to sezon turystyczny.

    Natomiast odpada jakiekolwiek gotowanie w Polsce, tu musi być hotel z dobrym śniadaniem, a reszta posiłków w restauracjach. Kiedyś z braku lepszej alternatywy zarezerwowaliśmy apartament z kuchnią nad Bałtykiem w jakiejś wsi z beznadziejnie zaopatrzonym sklepem spożywczym i skończyło się jedzeniem na obiady makaronów z sosem ze słoika i tym podobnych rarytasów.

    A czego zdecydowanie nie lubię, to wyżywienie w hotelach AI, czuję się jakbym była w jakiejś stołówce. Zresztą ja w ogóle nie przepadam za hotelowym jedzeniem, śniadania są dobre w mniej więcej co drugim, w którym nocujemy.
  • betty_bum 14.07.19, 10:03
    Bardzo rzadko jeździmy do miejsc, gdzie jest kuchnia, bo jednak wolimy hotele, wyjątkiem jest coroczny wyjazd do ośrodka w którym mieszkamy w domku w lesie.
    Jak już ta kuchnia się zdarzy to nawet chętnie coś gotuję od czasu do czasu, ale to dość kłopotliwe, bo oprócz głównych rzeczy trzeba kupić sporo drobiazgów typu oliwa, ocet, przyprawy i zawsze o czymś się zapomni.
    Inaczej jest w tym domku, tam lubię gotować, choćby dla zabicia czasu, w dodatku jedziemy samochodem, czasem nawet na 2-3 tygodnie, więc można zabrać trochę przydatnych rzeczy z domu. Jedzenie w hotelowej restauracji mi średnio smakuje, a do najbliższej innej jest 20 km, idealne warunki do posiedzenia w kuchni.





  • zwyczajnamatka 14.07.19, 10:07
    Tylko podstawione. Jednak nie lubię opcji AI, zwykle na wakacjach wybieramy HB. Jemy mało, ostatni załapałam się na tym, ze chyba wolalabym same śniadania w hotelu, a obiadokolacje na mieście. Lubimy szukac nowych smaków w klimatycznych knajpkach. Opcja z gotowaniem - po moim trupie, w takiej sytuacj wcale bym nie pojechała. Natomiast bardzo lubię mieć na wakacjach apartament z aneksem, mimo niegotowania.
  • aqua48 14.07.19, 10:10
    Najbardziej lubię mieć podstawione pod nos śniadania. Rano interesuje mnie tylko by wstać i zrobić toaletę poranną, schodzę, mam fajny wybór, mogę pocelebrować jedzenie jeśli mam ochotę. A potem to już organizuję sama, wtedy kiedy jestem głodna i to na co mam ochotę. Raz zjem obiad, raz jakąś przegryzkę i dopiero kolację. Tak lubię najbardziej.
  • attiya 14.07.19, 10:18
    nie jadę na wakacje, żeby łazić po sklepach, szukać odpowiednich produktów a potem stać jeszcze w kuchni i gotować
    wakacje to luz, jedzenie raz tu, raz tam, szczególnie gdy mogę coś wybrać z regionalnej kuchni, gotuję w domu przez cały rok, na wyjeździe poznaję różne smaki, kuchnie, poza tym jest taki wybór - także godzinowy, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się dostosowywać do danej godziny

    --
    Wolimy słyszeć krzyk mrożonych zarodków niż krzyk bitego dziecka za ścianą
    Dr Anita Kucharska-Dziedzic, Stowarzyszenie BABA
  • lot_w_kosmos 14.07.19, 10:23
    To nie jest wszystko jedno.
    Tylko pod nos.
  • leanne_paul_piper 14.07.19, 10:28
    Wybieramy apartamenty z kuchnią, bez zapewnionego wyżywienia (chociaż jeżeli się zapłaci, to na pewno coś ugotują), bo fajnie jest zacząć dzień od niespiesznego śniadania na tarasie. Zresztą ja się długo rozkręcam, więc najpierw kawa z obowiązkowym pogapieniem się w przestrzeń i porozmyślaniem nad życiem.
    W tym czasie moja druga połówka zwykle już zdąży zrobić jajka i skoczyć do wioski po mandazi.
    A wieczorem albo coś gotujemy, jeżeli rybacy mieli dobre połowy, albo idziemy do knajpy na plaży.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/sf/he/nft5/BGqEANIUgnc4Q3SddA.jpg
  • ichi51e 14.07.19, 10:28
    Lubie najbardziej miejscowe jedzenie. Sama swoje to w domu.
    Ale jest tez cos milego w wymyslaniu sniadania z produktow ktorych normalnie nie jestes w stanie tak latwo dostac w domu...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • fantomowy_bol_mozgu 14.07.19, 10:28
    Jestem z frakcji knajpianej smile ostatnio podczas długiego weekendu po raz pierwszy miałam wykupione posiłki w hotelu i stwierdziłam, że to nie dla mnie - obiadokolacje były serwowane przez 2 h, przy czym w drugiej godzinie jedzenie było już przebrane. Ograniczony wybór (2-3 dania ciepłe + zupy) sprawiał, że jakoś ani razu nie trafiłam w coś, na co faktycznie miałabym ochotę, raczej jadłam, bo zapłacone i coś zjeść trzeba wink smaczne nawet było, ale ten ograniczony wybór i konieczność stawiania się w restauracji na określoną godzinę sprawiają, że, NIGDY więcej.
    Zdarzało mi się teże gotować na wyjeździe, zwłaszcza w krajach, gdzie restauracje są drogie i byłby problem z dopięciem budżetu. Nie jest to opcja preferowana, ale mogę się raz na jakiś czas przemęczyć wink
  • kryzys_wieku_sredniego 14.07.19, 11:14
    Pod nos, nie przejmuję się że ominie mnie obiad bo przecież będzie kolacja, a na mieście można coś przekąsić.
    Jedynie śniadanie mnie wygania z łóżka przed 10h.
  • slonko1335 14.07.19, 11:18
    To zależy gdzie jesteśmy. Jeżeli lenistwo nad morzem zdecydowanie posiłki postawione pod nos. Jeżeli gdzieś gdzie wychodzi się ma cały dzień to przynajmniej śniadanie i najlepiej jak knajpa z dobrym żarciem jest ma miejscu i można zamówić o dowolnej porze . Robienia posiłków na wyjeździe unikam zdecydowanie .

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • stara-a-naiwna 14.07.19, 11:25
    wolę sama (szybkie rzeczy, często na 2 dni)
    nie wożę gotowców (słoików) na wakacje (chociaż słyszałam, ze gołąbki z międzychodu są smaczne a nie tylko "jadalne w sytuacji kryzysowej" więc jeśli potwierdzi się ta teoria to będzie jedyna rzecz którą się będę posiłkować - szczególnie w niedziele pod namiotem gdzie nie ma lodówki i jak przechowywać mięsa a temperatura ponad 25')
    zdarza nam się zjeść w knajpie

    mam dosć małe dzieci - bywa tak, że nie dojadają w knajpie a za 10 minut jęczą, ze głodne (więc mocno bez sensu w naszym wypadku)

    nie wyobrażam sobie pojechać na wyjazd zorganizowany i na sztywno pilnować godzin posiłków i dostosowywać do tego cały plan dnia
  • bigzaganiacz 14.07.19, 12:34

    nie wyobrażam sobie pojechać na wyjazd zorganizowany i na sztywno pilnować godzin posiłków i dostosowywać do tego cały plan dnia


    Pobudka 9:30
    Pojscie na sniadanie
    Basen zjezdzalnie lezenie jakas kawa lody do 13
    Powrot do pokijy prysznic polezenie lunch o 14
    Powrit do pokoju drzemka o16 plaza poskajanie w morzu jakies gry
    18 posiedzenie na plazy drink snak lody
    20 powrot do pokoju prysznic 21 kolacja
    Pojscie poblakac sie po miescie


    No naprawde koszmar trudny do zniesienia
  • kosmos_pierzasty 14.07.19, 14:30
    bigzaganiacz napisał(a):


    >
    > Pobudka 9:30
    > Pojscie na sniadanie
    > Basen zjezdzalnie lezenie jakas kawa lody do 13
    > Powrot do pokijy prysznic polezenie lunch o 14
    > Powrit do pokoju drzemka o16 plaza poskajanie w morzu jakies gry
    > 18 posiedzenie na plazy drink snak lody
    > 20 powrot do pokoju prysznic 21 kolacja
    > Pojscie poblakac sie po miescie
    >
    >
    > No naprawde koszmar trudny do zniesienia

    Żebyś wiedział big_grin
  • bigzaganiacz 14.07.19, 14:58
    Nie jestem fanem pangi za 200 zeta podanej na papierze nad baltykiem gdzie jest 15 stopni albo jakich umemlanych puloetow ze sloika ale jak ty to lubisz no to przecierz kolo zaganiacza mi to lata baw sie dobrze
  • kalina_lin 14.07.19, 18:02
    W opcji hotel to ma sens.
    U nas jest tak. Wstajemy, śniadanie w domku. Wsiadamy w auto, jedziemy 30 km, spacer po wiosce, wsiadamy na wyciąg i wjeżdżamy na najbliższy szczyt. Na górze w schronisku herbata i lody dla dzieci. Schodzimy pieszo na dół. Na dole zjadamy w najbliższej knajpie obiad. Starszy nieśmiertelne nugetsy z kurczaka i frytki. Na szczęście w każdej knajpie to mają. Później w auto, powrót do miejsca gdzie śpimy, po drodze zakupy w lokalnym markecie. W domu jesteśmy około 18-19. Trochę lenistwa, mała kolacja i młodzi idą spać.
    Przy takiej organizacji dnia wracanie na obiady jest absurdalne.
  • betty_bum 14.07.19, 14:50
    Wyjazd z którego kilka dni temu wróciłam.
    Śniadanie 7.00-11.00 (od dziesiątej bez dan przygotowywanych przez kucharzy), 10 do wieczora ciastka i kanapki w cukierni, 12.30-14.30 lunch, 12.00-16.00 lunch na plaży, 18.30-21.30 kolacja, 23.00-1.00 kolacja nocna, dania ciepłe i zimne (raz się przydała jak wróciliśmy z wycieczki).
    I super sprawa, lunchboxy. Nie zgłaszało się w recepcji, zamiast tego kelner przynosił pudełko i można było komponować swój, widziałam, że ludzie zabierali nawet na plażę.

    Szliśmy na śniadanie jak się wyspaliśmy, tak przed 10.00, potem kawka w kawiarni, między 11-12 docieraliśmy na basen/plażę, 14-15 zbieraliśmy się coś zjeść, po obiedzie kawka/drink, potem znów szliśmy gdzieś się pomoczyć, pogrzać, jakiś spacer, kolacja jak się zebraliśmy, wieczorem posiedzieliśmy gdzieś przy drinku. Taki ramowy plan dnia, który nam pasuje.
    I to był przeciętny ofertą gastronomiczną hotel, bez pań piekących placki, popołudniowych pizzy, hot dogów, naleśników czy innych cudów.
    Prawdziwe życie z zegarkiem w rękuwink
  • juuuu7 14.07.19, 11:52
    Chcialam zauwazyc ze jesli jadasz na miescie to ni jestes niczym uwiazany-jesz kiedy chcesz.
  • jak_matrioszka 14.07.19, 12:09
    No nie zupełnie. Jak ktoś chce obiad o 12 w południe to może mieć problem, a i nie wszedzie można zjeść po 23. Jest sie wiec nie tyle uwiazanym, co ograniczonym godzinami otwarcia restauracji (całodobowych nie znam). W wynajetym apartapencie gotuje kiedy chce, tego autorce nie można odmówić.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka