Dodaj do ulubionych

Główne pokolenie PRL-u - opinie i oceny

19.07.19, 21:10
Chodzi mi o ludzi w ogóle nie pamiętających II wojny światowej, urodzonych pod jej koniec lub w pierwszych latach powojennych. Czyli tak powiedzmy, 1943-1950 , z lekkim marginesem w obie strony.

Chodzi mi o ludzi, których całe zasadnicze życie przypadło na okres PRL-u, nie przeżyli ani czasów przedwojennych, ani - świadomie- samych działań wojennych, a gdy komuna upadała ich główny szlak życiowy był już przebyty (40 lat i powyżej).

Na Zachodzie ludzi tych określano mianem "pokolenia 1968 roku", bo wtedy wszczęli oni bunt przeciwko wartościom oraz stylowi życia generacji swoich rodziców, czyli osób które przeżyły i pamiętały wojnę.

U nas sytuacja była zupełnie inna, tym niemniej ciekawe wydają mi się dzieje tych osób, bo z racji określonego Peselu zostały one najbardziej dotknięte PRL-em.

To pokolenie obecnie zaczęło wymierać , wokół mnie akurat w dość szybkim tempie (naliczyłem około 10 osób z grona rodziny, bliższych i dalszych znajomych w ciągu ostatniego roku).

Zastanowiłem się nad ich życiem - wbrew pozorom wiele z tych osób miało je niezwykle barwne i ciekawe, dużo ciekawsze niż u wielu ludzi dzisiaj. Praca w PRL-u (pomijam huty, górników przodowych itp.) bywała bardzo lekka, a balangowanie (również w miejscach pracy i w godzinach pracy) dość powszechne. Do tego wszystkiego, krótki wyjazd zagraniczny z pracą na czarno w którymś z krajów za żelazną kurtyną (dostępny dość łatwo od czasów Gierka) mógł ustawić finansowo na dłuuuugo. W gronie znanych mi osób był też Pan handlujący walutą - no ten to miał wręcz raj , zwłaszcza gdy tuż po 89' zalegalizował swoją działalność. Mimo to, zwykło się uważać, że ogólnie było to stracone i przegrane pokolenie. Też tak uważacie?
Edytor zaawansowany
  • alpepe 19.07.19, 21:17
    Brzmisz jak stary nostalgiczny dziad.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • tifa_lockhart 19.07.19, 21:18
    Akurat zapodał całkiem sensowny temat do dyskusji.
  • alpepe 19.07.19, 21:23
    Ocena życia w tamtych czasach "barwne", raczej wskazuje, jak on to widzi, dla mnie, jak stary dziad.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • tifa_lockhart 19.07.19, 21:31
    Byłam dzieckiem w latach 80. Moi rodzice prowadzili interes w pewnej wakacyjnej miejscowości.
    Pamiętam ten okres jako dość barwny. Taki dekadencki "koniec historii".
  • alpepe 19.07.19, 21:39
    Ja też byłam dzieckiem w latach 80. Pamiętam banany, bo mieszkaliśmy w Zagłębiu, i gumy Donald. Wynosiłam je i siadałyśmy z moją ówczesną przyjaciółką w wartburgu mojego ojca, i byłyśmy królewnymi świata.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • flegma_tyczka 19.07.19, 21:40
    Raczej, że obracał się w wyższych sferach.
    U mnie było jedno wielkie dziadostwo. Fizyczna praca na zmianę, brud, syf i ubóstwo. Stało się godzinami po mięso i papier. O "zagranicy" można było zapomnieć.
    Znękani bliscy popełniali samobójstwo lub toczyli się w otchłań nałogu by uciec od szarzyzny i syfu.


    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • tifa_lockhart 19.07.19, 21:21
    Trudno jednoznacznie to ocenić.
    Czas PRL uważam za stracony, ale nie odważę się w ten sposób oceniać życia ludzi.
    Innej Polski wtedy nie było. Jeśli miałabym wybierać żyć w IIRP a żyć w PRL. Wybrałabym PRL.
  • default 19.07.19, 21:34
    Wybrałabyś PRL ??? Dlaczego ?
    To były okropne czasy. Za nic nie chciałabym znowu w nich zyć. Dawało się w nich jakoś urządzić, ale co z tego.
  • iwoniaw 19.07.19, 21:37
    A wiesz, jakie czasy były za II RP? Myślisz, że wszyscy balowali u księżnej w Łańcucie czy jak?


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • tifa_lockhart 19.07.19, 21:38
    Nie wiem czy zauważyłas że napisałam pomiędzy IIRP a PRL.
    IIRP była panstwem pełnym biedy, przestepczosci, wrogim dla kobieta, quazifaszystowskim rządzonym przez debili w mundurach w sojuszu debilami w sutannach.
  • alpepe 19.07.19, 21:40
    Zgadza się.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • default 19.07.19, 21:59
    A, sorry. Chyba czas okulary włożyć, przeczytałam III RP big_grin
    Nie, no oczywiście, przed wojną też bym nie chciała. Chociażby dlatego ze tamto pokolenie czekała wojna.
  • makurokurosek 19.07.19, 22:50
    Dokonałabym tego samego wyboru. Jeżeli ktoś nie miał okazji wysłuchać opowieści swoich dziadków jak wyglądało życie w IIRP, to pozostają jeszcze książki. Na salonach bawiło się kilka procent społeczeństwa, a większość klepała biedę
  • arwena_11 20.07.19, 09:06
    A ja bym wybrała II RP. PRL był koszmarny.
  • triss_merigold6 20.07.19, 09:25
    II RP była upiornie biednym, cywilizacyjnie (poza enklawami) zapuszczonym krajem, żywą pamięcią o panszczyznie, z głodem na przednowku i 1/3 dorosłych obywateli analfabetów, a i to dopiero pod koniec lat 30-tych. Wystarczająco wiele opowieści od dziadków i ich rodzin słyszałam jako dziecko, żeby nie mieć cienia sentymentu do kraju, z autorytarnym systemem władzy i militarnym nadęciem.
  • riki_i 20.07.19, 11:07
    triss_merigold6 napisała:

    > II RP była upiornie biednym, cywilizacyjnie (poza enklawami) zapuszczonym kraje
    > m, żywą pamięcią o panszczyznie, z głodem na przednowku i 1/3 dorosłych obywate
    > li analfabetów, a i to dopiero pod koniec lat 30-tych. Wystarczająco wiele opow
    > ieści od dziadków i ich rodzin słyszałam jako dziecko, żeby nie mieć cienia sen
    > tymentu do kraju, z autorytarnym systemem władzy i militarnym nadęciem.

    100% prawdy. Z drugiej strony istniały enklawy luksusu. Dla mojej rodziny ze strony ojca, II wojna światowa zniszczyła wszystko. Co prawda był też jeden wuj, który przebalowal i przetracil cały majątek ziemski, później go podziwiano za przezorność 😜
  • aandzia43 20.07.19, 14:35
    arwena_11 napisała:

    > A ja bym wybrała II RP. PRL był koszmarny.

    Zabawne wzdychania pańci do epoki balów i romansów która zakłada, że na pewno wylądowałaby w niej jako hrabianka czy inna społecznie uprzywilejowana. Tak tak, chciałabym żyć w starożytności bo byłabym Kleopatrą wink


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • arwena_11 20.07.19, 15:12
    Na Kleopatrę nie mam szansy, ale na te bale itd, jak najbardziej tongue_out
  • katja.katja 20.07.19, 15:41
    Ja nie miałam nikogo "czerwonego", ale PRL to był syf droga Pani.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • iwoniaw 19.07.19, 21:31
    Zastanowiłem się nad ich życiem - wbrew pozorom wiele z tych osób miało je niez
    > wykle barwne i ciekawe, dużo ciekawsze niż u wielu ludzi dzisiaj. Praca w PRL-u
    > (pomijam huty, górników przodowych itp.) bywała bardzo lekka, a balangowanie (
    > również w miejscach pracy i w godzinach pracy) dość powszechne. Do tego wszystk
    > iego, krótki wyjazd zagraniczny z pracą na czarno w którymś z krajów za żelazną
    > kurtyną (dostępny dość łatwo od czasów Gierka) mógł ustawić finansowo na dłuuu
    > ugo.


    Tzn. ciekawsze "niż dzisiaj" życie polegało na tym, że (przynajmniej niektórzy) nie musieli harować, mogli balować, a poza tym istniała możliwość finansowego dorobienia się? Radzę otworzyć oczy, bo jednak współcześnie istnieją zdecydowanie większe możliwości tak w kwestii balowania, jak i zdobywania dużych pieniędzy. Dziś taki standard życia, jaki osiągali pracą "na czarno" za granicą ludzie w PRL-u jest powszechnie dostępny i nie trzeba na nielegalu kombinować. Uważam, że pokolenie powojenne miało ciężko, ewidentnie polepszyło się tym, którzy zaliczyli klasyczny "awans społeczny" tamtej epoki, czyli wyrwanie się do miast i wejście na inny poziom cywilizacyjny, czyli właśnie pracownicy tych pomijanych przez ciebie "hut i kopalń", ale też nie dostali tego za darmo. Nie uważam ich jednak za "straconych i przegranych" - żyli jak mogli w rzeczywistości zastanej, podobnie jak moje pokolenie dzisiaj reprezentując zupełnie różne typy ludzkie, zachowania, aspiracje itd. Nie można generalizować. Nie zazdroszczę im niczego w sumie, ale i nie uważam, żeby zasługiwali na specjalne współczucie - mieli lżej niż ich rodzice, którzy przeżyli wojnę albo i dwie, to na pewno.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • alaveda 19.07.19, 21:37
    W opowieściach moich rodziców (bynajmniej nie prosystemowych) było fajnie. Może dlatego że byli młodzi. Dużo znajomych, znacznie większa integracja towarzyska niż dziś. Było biednie, więc cieszono się z tych wystanych bananów albo "załatwionych" płytek do łazienki. A już wyjazd do Bułgarii to było coś. na wakacje Lepiej było z zagospodarowaniem dzieci - tanie obozy/kolonie, kółka zainteresowań itp. Ale też pamiętają biedę, upokorzenia, księżycowy system....
  • flegma_tyczka 19.07.19, 21:42
    Ciekawe w jaki sposób "załatwionych", pewnie kradzione albo spod lady czyli kosztem innych klientów, nie mających znajomości.


    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • alaveda 19.07.19, 22:21
    Na pewno zabili big_grin
  • riki_i 19.07.19, 21:45
    iwoniaw napisała:

    > Tzn. ciekawsze "niż dzisiaj" życie polegało na tym, że (przynajmniej niektórzy)
    > nie musieli harować, mogli balować, a poza tym istniała możliwość finansowego
    > dorobienia się? Radzę otworzyć oczy, bo jednak współcześnie istnieją zdecydowan
    > ie większe możliwości tak w kwestii balowania, jak i zdobywania dużych pieniędz
    > y. Dziś taki standard życia, jaki osiągali pracą "na czarno" za granicą ludzie
    > w PRL-u jest powszechnie dostępny i nie trzeba na nielegalu kombinować.

    Absolutnie nie masz racji. Jeszcze w pierwszej połowie lat 80-tych kwota 10.000 USD pozwalała na życie rentiera. Krótka praca w takiej Norwegii czy nawet Libii (na oficjalnym kontrakcie polserwisu) pozwalała ludziom stawiać domy w dobrych dzielnicach Warszawy. Widziałaś gdzieś dzisiaj balowanie z alkoholem i tańcami w godzinach pracy? Ja jeszcze pamiętam picie wódki oficjalnie w robocie razem z szefostwem. Pomijam już domówki , gdzie przychodziło dwa-trzy razy tyle osób niż było zaproszonych, a działo się wieeeele. Standard życia podniósł się także z racji przemian cywilizacyjnych, "wypasione" domy z lat 80-tych w RFN dzisiaj również budzą uśmiech na twarzy wieloma elementami swego wyposażenia.

    Uważam,
    > że pokolenie powojenne miało ciężko, ewidentnie polepszyło się tym, którzy zal
    > iczyli klasyczny "awans społeczny" tamtej epoki, czyli wyrwanie się do miast i
    > wejście na inny poziom cywilizacyjny, czyli właśnie pracownicy tych pomijanych
    > przez ciebie "hut i kopalń", ale też nie dostali tego za darmo.

    No tak. Biedocie wiejskiej i miejskiej polepszyło się znacznie, to fakt. Ale nie znam takich ludzi, więc trudno mi się bliżej wypowiadać.

  • iwoniaw 19.07.19, 21:51
    Absolutnie nie masz racji. Jeszcze w pierwszej połowie lat 80-tych kwota 10.000
    > USD pozwalała na życie rentiera.


    Czyli ktoś urodzony w podanym przez Ciebie okresie miał wówczas jakieś 30+ i mógł sobie to "życie rentiera" prowadzić przez max kilka lat (pod warunkiem, że coś wcześniej miał, bo jeśli dorobił się takiej kwoty startując od zera, to część od razu wydał na podstawowe "wyposażenie"), bo potem przelicznik się dość nagle zmienił. Dziś znam zdecydowanie więcej osób w wieku 30-40 lat, które stać by było na kilka lat "życia rentiera", szczególnie w PRL-owskim standardzie.

    No tak. Biedocie wiejskiej i miejskiej polepszyło się znacznie, to fakt. Ale nie znam takich ludzi, więc trudno mi się bliżej wypowiadać.

    Dlatego też Twoje "opinie i oceny" na temat tamtego POKOLENIA są kompletnie bezwartościowe. To tylko wspominki i osobiste impresje na temat b. wąskiego wycinka rzeczywistości.
    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • riki_i 19.07.19, 22:12
    iwoniaw napisała:

    > Czyli ktoś urodzony w podanym przez Ciebie okresie miał wówczas jakieś 30+ i mó
    > gł sobie to "życie rentiera" prowadzić przez max kilka lat (pod warunkiem, że c
    > oś wcześniej miał, bo jeśli dorobił się takiej kwoty startując od zera, to częś
    > ć od razu wydał na podstawowe "wyposażenie"), bo potem przelicznik się dość nag
    > le zmienił.

    No trudno, żeby ktokolwiek antycypował nagły upadek PRL-u! Przecież nikt się tego nie spodziewał, ludzie trwali w zastygłej beznadziei po stanie wojennym. A Balcerowicz, owszem, stlenił życiowe oszczędności wielu ludzi np. artysty Andrzeja Dąbrowskiego (śpiewaniem na statkach zgromadził kapitalik na życie rentiera, a potem okazało się, że z ledwością wystarczyło mu to na średniej klasy samochód).

    Dziś znam zdecydowanie więcej osób w wieku 30-40 lat, które stać by
    > było na kilka lat "życia rentiera", szczególnie w PRL-owskim standardzie.

    Ale jakoś tego nie robią, co nie? Już 'gap year' wśród młodzieży uchodzi za ekstrawagancję.

    >
    > No tak. Biedocie wiejskiej i miejskiej polepszyło się znacznie, to fakt. Ale
    > nie znam takich ludzi, więc trudno mi się bliżej wypowiadać.

    >
    > Dlatego też Twoje "opinie i oceny" na temat tamtego POKOLENIA są kompletnie bez
    > wartościowe.

    Wiesz, tylko w literaturze pięknej ktoś jednocześnie wiedzie życie jako książę i żebrak. Trudno abym obracał się we wszystkich środowiskach społecznych.

    > To tylko wspominki i osobiste impresje na temat b. wąskiego wycinka rzeczywistości.

    Owszem. Sam trochę opowiedziałem i proszę o opowieści innych. O to tutaj chodzi.
  • snakelilith 19.07.19, 21:58
    riki_i napisał:

    > Absolutnie nie masz racji. Jeszcze w pierwszej połowie lat 80-tych kwota 10.000
    > USD pozwalała na życie rentiera. Krótka praca w takiej Norwegii czy nawet Libi
    > i (na oficjalnym kontrakcie polserwisu) pozwalała ludziom stawiać domy w dobryc
    > h dzielnicach Warszawy. Widziałaś gdzieś dzisiaj balowanie z alkoholem i tańcam
    > i w godzinach pracy?

    Kombinatorzy, oszuści, złodzieje i inne szuje odnajdą się w każdym systemie, a zwłaszcza takim, który sra na ludzką godność, więc nie wątpię, że komuś tam się super działo. Ja osobiście takich ludzi nie znam. Choć znam takich, którzy dzięki rodzinie w Reichu mieli stały dopływ do dewiz i lepszy standard życia. Mimo wszystko, szczęściem tego nie można było nazwać, bo wyjazd dla takich ludzi był poza możliwościami, władza szykanowała wielu Ślązaków nie tylko zakazem nauki języka niemieckiego w szkołach, ale także odmową paszportu na odwiedziny u rodziny.


    --
    "Hehe, niezłe, czyli niby cięta osa ale jak dostanie klapsa to złość mija i przechodzi w ochotę smile" - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 22:13
    snakelilith napisała:

    > Kombinatorzy, oszuści, złodzieje i inne szuje odnajdą się w każdym systemie, a
    > zwłaszcza takim, który sra na ludzką godność, więc nie wątpię, że komuś tam się
    > super działo.

    No ale tacy to chyba głównie szli do przewodniej siły narodu oraz resortów siłowych?
  • snakelilith 19.07.19, 22:38
    riki_i napisał:

    > No ale tacy to chyba głównie szli do przewodniej siły narodu oraz resortów siło
    > wych?


    Do tego trzeba było mieć też jaja, bo outowali się otwarcie jako moralny odpad, ale wielu było takich, o których ty piszesz, latać zawsze pod radarem, korzystać ze systemu, kombinować i żerować na ludzkiej biedzie. Brzydzę się takimi ludźmi.


    --
    "Założyć, większość facetów bedzie się przyglądać czy widać cycki" - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 22:46
    No ale czy żerował na ludzkiej biedzie ktoś , kto trafił po studiach, z obowiązkowego przydziału , do pracy w jakimś centralnym państwowym resorcie, gdzie głównie chlano i balangowano? Moja matka pracowała dwa lata po studiach, w czasach rozkwitu Gierka, w takim właśnie miejscu. W godzinach pracy chodziła do kina , kawiarni oraz oficjalnie robiła prawo jazdy.
  • snakelilith 19.07.19, 23:01
    Naprawdę nie wiem, czym tu się cieszyć riki. Przecież to smutne jak diabli. Marnotrawstwo ludzkiego potencjału, przegrane życie, przegrane społeczeństwo, a ty wynosisz to jako cnotę. Między nami są lata świetlne. Ja przez cały PRL-bo urodziłam się w drugiej połowie lat 60-tych i pamiętam trochę ten cud, marzyłam tylko by z tego uciec. Dla mnie to nie była balanga, a pijacka śmierdząca melina pełna obleśnych typów zalewających wódą swój marny żywot.

    --
    "Hehe, niezłe, czyli niby cięta osa ale jak dostanie klapsa to złość mija i przechodzi w ochotę smile" - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 23:14
    Nie wynoszę jako cnotę. Nienawidziłem komuny. Mimo wszystko, każdy ustrój ma jakieś swoje cechy, które mogą być interesujące, zwłaszcza po latach. To co się działo w warszawskich elitarnych knajpach (Spatif, Kameralna) za PRL-u, jest dziś przedmiotem studiów z epoki. I ma odzwierciedlenie w wielu dziełach literackich.
  • snakelilith 19.07.19, 23:38
    Nie mam ciągot do elitarności, szczególnie tej menelskiej, dlatego mój podziw trzyma się w granicach. Kilku takich studenckich bardów tamtych smętnych czasów też znam. Dzisiaj są obrzydliwymi brzuchaczami płaczącymi, że młode kobiety nie podziwiają ich bohaterstwa.

    --
    "Założyć, większość facetów bedzie się przyglądać czy widać cycki" - bywalec.hoteli
  • makurokurosek 20.07.19, 00:47
    To co działo się w amerykańskich knajpach z tamtych lat też jest dziś przedmiotem studiów epoki, ale nawet gdyby takie kluby jak 54 były otwarte pod moim nosem to jakoś nie miałabym ochoty do niego wejść. To że coś się nazywa elitą nie oznacza, że nią jest. Bzykanie z byle kim, chlanie i ćpanie nie wszystkich pociąga
    Wystarczy zapoznać się z biografią naszej elity kulturalnej, by mieć odruch wymiotny.
  • flegma_tyczka 20.07.19, 09:21
    Zgadza się.
    Przypomina mi się historia jak ktoś (inna sprawa, że i tak by się to nie udało, bo problemy z nałogiem proste nie są) wysłał żonę początkującą alkoholiczkę do pracy, bo myślał, że mając obowiązki "poza domowe" jej się polepszy.
    Tyle, że w pracy tak naprawdę rozpiła się do reszty (miała "wesołą" ekipę).

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • riki_i 20.07.19, 10:48
    flegma_tyczka napisała:

    > Przypomina mi się historia jak ktoś (inna sprawa, że i tak by się to nie udało,
    > bo problemy z nałogiem proste nie są) wysłał żonę początkującą alkoholiczkę do
    > pracy, bo myślał, że mając obowiązki "poza domowe" jej się polepszy.
    > Tyle, że w pracy tak naprawdę rozpiła się do reszty (miała "wesołą" ekipę).

    Znam mnóstwo osób, które wpadły wtedy w alkoholizm właśnie w pracy. W jednym zakładzie pracowników przywozil i odwozil pod główne biuro autobus (była filia pod miastem). Z tego autobusu ludzie często nie byli w stanie wyjść o własnych siłach. Jak organizowano zakładowe wycieczki na grzyby, to głównym problemem były osoby, które usnęły gdzieś w lesie z przepicia i przed powrotem nie można było ich znaleźć (raz po prostu ich zostawiono - gdzieś na zadupiu 150 km od Warszawy! ).
  • arwena_11 20.07.19, 09:13
    Moja mama pracowała kilka miesięcy i jeździło ją dalej to łajdaczące się towarzystwo. Na szczęście zaszła w ciążę i cały czas czytała, więc poszła na zwolnienie i nigdy już tam nie wróciła.
  • arwena_11 20.07.19, 09:14
    Słownik telefonu jest beznadziejny. Miało być brzydziło A nie jeździło
  • flegma_tyczka 20.07.19, 09:17
    Muszę się z Tobą zgodzić, choćby przykład wyżej z "załatwionymi" płytkami. Jak w tych czasach płytki mogły być "załatwione"? Wyjścia są dwa: albo wykradane z zakładu pracy (zatem zwykła kradzież) albo kupno "spod stołu" czyli uczciwy człowiek nie mający znajomości nie miał szans na normalny zakup ich w sklepie.
    I jeszcze forumka nie widzi w tym nic niemoralnego tylko miłe wspominki rodzinne.
    I tak właśnie PRL wypaczał charaktery.

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • triss_merigold6 20.07.19, 09:26
    Można było kupić w Baltonie i w przyzakładowych sklepach.
  • katja.katja 20.07.19, 10:59
    Ale widać te były niedostępne dla rodziców forumowiczki skoro pisze, że musieli "skombinować".

    --
    Nie dam się wygasić!
  • makurokurosek 19.07.19, 22:04
    "Widziałaś gdzieś dzisiaj balowanie z alkoholem i tańcami w godzinach pracy?"

    Takie balowanie niejednokrotnie kończyło się wypadkiem w pracy lub śmiercią. Moi rodzice pracowali w zakładach chemicznych, po jednym takim balowaniu dwójka robotników zasnęła w zbiorniku, który na następniej zmianie został zalany kwasem zapewne przez kolejnych balowników ,którym nie wpadło do głowy by sprawdzić zbiornik przed zalaniem. Raczej wątpię aby śmierć przez rozpuszczenie była miła.
  • evee1 20.07.19, 14:08
    > Absolutnie nie masz racji. Jeszcze w pierwszej połowie lat 80-tych kwota 10.000 USD pozwalała na życie rentiera. Krótka
    > praca w takiej Norwegii czy nawet Libii (na oficjalnym kontrakcie polserwisu) pozwalała ludziom stawiać domy w dobrych > dzielnicach Warszawy.
    Tia, tylko ile ludzi moglo pojechac na oficjalny kontrakt do Libii?
    Bo i zalezy o jakiej "krotkiej" pracy piszesz. Ja w drugiej polowie lat osiemdziesiatych (bylam wtedy na studiach) jezdzilam w czasie wakacji do Anglii do pracy na czarno. Londyn (praca w restauracji lub sprzatanie, opieka na dziecmi), lub Kent (zbieralam owoce) i kokosy to nie byly. Owszem po 3 miesiacach pracy moglam sobie kupic komputer (porzadnym IBM) i tyle. Sadzac po stanie zycia moich kolegow, ktorzy pracowali na budowach albo w przyoczonej przez Ciebie Norwegii, to jednak oni tez kokosow nie zarabiali. Zeby dorobic sie domu, to trzeba bylo pojechac na wiele miesiecy na nawet lat.

    --
    Internet... You start reading about sequoias and two hours later you know everything about Russian Revolution
  • riki_i 20.07.19, 21:54
    evee1 napisała:

    > Tia, tylko ile ludzi moglo pojechac na oficjalny kontrakt do Libii?

    Wśród lekarzy prawie każdy kto chciał. Mój wujek kardiolog pojechał, potem ściągnął żonę, też lekarkę (nie był z tego powodu zbytnio zadowolony, bo można tam było bzykać do woli bułgarskie pielęgniarki). Libia nie była najlepszym wyborem, bo jechało się tam oficjalnie, a państwowy pośrednik (polserwis) zgarniał prawie połowę pensji w ramach prowizji. Ludzi szlag trafiał jak podpisywali listę płac na kwotę x, a realnie dostawali 1/2 z x. W każdym razie wujek jak wrócił po kilku latach bez problemu walnął sobie willę na Żoliborzu.

    > Bo i zalezy o jakiej "krotkiej" pracy piszesz. Ja w drugiej polowie lat osiemdz
    > iesiatych (bylam wtedy na studiach) jezdzilam w czasie wakacji do Anglii do pra
    > cy na czarno. Londyn (praca w restauracji lub sprzatanie, opieka na dziecmi), l
    > ub Kent (zbieralam owoce) i kokosy to nie byly. Owszem po 3 miesiacach pracy mo
    > glam sobie kupic komputer (porzadnym IBM) i tyle.

    W latach 70-tych jeszcze były (ojciec ostatni raz był w 1980r.). Ja jeździłem od 1987r. , wtedy może już nie były to kokosy, ale spokojnie mogłem się obkupić w dekatyzowane dżinsy , boom-boxa i inne przedmioty pożądania ówczesnej młodzieży.

    > Sadzac po stanie zycia moich kolegow, ktorzy pracowali na budowach albo w przyoczonej >przez Ciebie Norwegii, to jednak oni tez kokosow nie zarabiali. Zeby dorobic sie domu, to
    > trzeba bylo pojechac na wiele miesiecy na nawet lat.

    W 1985 roku wybudowanie 250 metrowego domu (z zaniżoną wysokością poddasza, bo oficjalnie można było wybudować tylko 149 m kw) kosztowało 9 tys dolarów - 8 miesięcy fizycznej pracy w Norwegii. Później - nie wiem. Materiały budowlane były dość drogie ale koszty robocizny wychodziły dużo taniej niż dzisiaj.
    Ustawić się na całe życie , do połowy lat 80-tych, można było po ok. 2 latach pobytu na Zachodzie , o ile ktoś mądrze zainwestował.
  • szafireczek 19.07.19, 21:47
    Dokładnie. Urzadzali się w czasach, w których przyszło im żyć, ale szału nie było, przecież to nawet nie była "złota klatka " tylko beznadziejny PRL z fasadą kłamstw i pseudosocjalizmem.
  • szafireczek 19.07.19, 21:51
    To @ iwoniaw

    Dodam, że splycanie życia do balang, obijania się w robocie, picia wódki i saksow, jak najbardziej świadczy o mizerii tego okresu.
  • riki_i 19.07.19, 22:02
    No, nie wiem. IMO wielu ludzi dałoby się dziś posiekać za możliwość obijania się w robocie, balangowania, picia wódki i okresowego kosmicznego podbijania stanu portfela krótkimi saksami.
  • snakelilith 19.07.19, 22:13
    riki_i napisał:

    > No, nie wiem. IMO wielu ludzi dałoby się dziś posiekać za możliwość obijania si
    > ę w robocie, balangowania, picia wódki i okresowego kosmicznego podbijania stan
    > u portfela krótkimi saksami.

    Poważnie? Co tacy ludzie mają w głowie? Sieczkę? Zdecydowana większość ludzi, których ja znam, chce wykonywać pożyteczną, porządną, przydatną komuś pracę, bo to dobrze robi na samoocenę. I nie ma skłonności do alkoholizmu. Z jakiego patologicznego środowiska ty się wywodzisz?


    --
    "Założyć, większość facetów bedzie się przyglądać czy widać cycki" - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 22:15
    Praca męczy. Większość ludzi jakich znam, pracuje (bądź pracowała) wyłącznie z konieczności.
  • arwena_11 20.07.19, 09:17
    Meczy nie praca.a odwalanie dupogodzin. W PRL był przerost zatrudnienia, dlatego mieli tyle czasu w pracy.
  • kokosowy15 20.07.19, 19:45
    Praca biurowy czy urzedasa to może było odwalanie dupogodzin, ale większość ludzi pracowała jednak budując miliony mieszkań, fabryki, produkując tkaniny i buty, brukujac ulice. Jednak jakość ich pracy była może nie najwyższą, ale kilka razy ukladania kostki brukowej nie poprawiano, jak teraz (Jaracza, ŁÓDŹ). Bloki z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych są do tej pory zamieszkałe, elektrociepłownie ogrzewaja miasto, szpitale pracują. I to wszystko zrobili ci zapijaczeni, balangujacy ludzie. W mojej firmie ciągle byli potrzebni pracownicy, ale za nietrzeźwośc w pracy zwalniano natychmiast.
  • riki_i 20.07.19, 21:56
    kokosowy15 napisał(a):

    > W mojej firmie ciągle byli potrzebni pracownicy, ale za nietrzeźwośc w pracy zwalniano
    > natychmiast.

    W dużym przedsiębiorstwie gdzie pracowała moja matka , w godzinach pracy upijał się nawet przewodniczący społecznej komisji antyalkoholowej. W końcu wyrzucili go za próbę gwałtu na sprzątaczce.
  • iwoniaw 19.07.19, 22:17
    Zdecydowana większość ludzi, których ja znam, chce wykonywać pożyteczną, porządną, przydatną komuś pracę, bo to dobrze robi na samoocenę. I nie ma skłonności do alkoholizmu.

    No właśnie. Różne ludzie w moim otoczeniu mają aspiracje, ale żeby wzdychać do możliwości picia w pracy i obijania się? Nie spotkałam się z czymś takim nigdzie.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • riki_i 19.07.19, 22:24
    iwoniaw napisała:

    > No właśnie. Różne ludzie w moim otoczeniu mają aspiracje, ale żeby wzdychać do
    > możliwości picia w pracy i obijania się? Nie spotkałam się z czymś takim nigdzi
    > e.

    Naprawdę???? Musisz być sporo młodszym ode mnie pokoleniem. W pierwszej połowie lat 90-tych pracowałem w firmie typu "polski kapitał" (z szemranymi powiązaniami). Robotę odwalało się zasadniczo do południa, potem główny boss stawiał wódkę, a w weekendy zapraszał pracowników do ośrodka wypoczynkowego który dzierżawił (jako osobną działalność). Tam było piwo z beczek bez limitu i po-peerelowskie domki za darmo do dyspozycji. Jeszcze po latach, gdy gdzieś w branży spotykałem kogoś z tamtej firmy od razu rozpływał się w zachwytach cóż to była za wspaniała praca. BTW pokłosiem tej "wspaniałości" była również choroba alkoholowa i zjazd życiowy kilku osób, to uczciwie muszę zaznaczyć.
  • snakelilith 19.07.19, 22:43
    iwoniaw napisała:

    > No właśnie. Różne ludzie w moim otoczeniu mają aspiracje, ale żeby wzdychać do
    > możliwości picia w pracy i obijania się? Nie spotkałam się z czymś takim nigdzi
    > e.


    Też się nie spotkałam. Za co dziękuję Bogu, bo widzę teraz, że komunizm może stoczyć ludzi na moralne dno na różne sposoby. Homo sovieticus nie jest legendą.


  • szafireczek 19.07.19, 22:14
    W zamian za co? Bo koszty takiego życia też były. Spolegliwosc wobec władzy, przymykanie oczu na socjalistyczne odchyly? Udawanie normalnego życia, bez SB,MO, ORMO, czy co tam wtedy było...aha cenzura na Mysiej...itd.
  • fragile_f 19.07.19, 23:38
    Chyba zartujesz. Większość moich znajomych (ze mna na czele) po miesiącu czegoś takiego zaczelaby rozgladac sie za kamieniem i rzeką. Zwlaszcza dziewczyny - moja teściowa (mimo ze w wieku prawie-emerytalnym) zapierdziela jak mrowka, bo nie znosi bezczynnego siedzenia, do tego zaczela nowa ścieżkę kariery w wieku 55+. Brak stymulacji jest zabójczy dla mozgu, ludzie zmieniają sie w drony, nie bez powodu w literaturze sf praca jest dobrem uprzywilejowanych.

    Wolne dni sa świetne, jesli znajdują sie miedzy dniami pracującymi. Ludzie na bezrobociu nie bez powodu popadaja w depresje (nawet jesli finansowo jest do przezycia).

    Ale to co piszesz doskonale potwierdza to, co juz czesto padalo na forum - pochodzisz z patologicznego srodowiska.

    --
    Fragile
  • snakelilith 19.07.19, 22:07
    I dużo mówi o rikim i skąd się wywodzi. Moi rodzcie nie balangowali, a pracowali, a popołudnia spędzali na działce, bo posiadania własnych warzyw i jajek znacznie poprawiało standard życiowy. Przypominam sobie też, że żyli praktyczynie od pożyczki do pożyczki, moje kieszonkowe było bardzo marne, a ciasnota małego mieszkania też nie była sielanką.

    --
    "Założyć, większość facetów bedzie się przyglądać czy widać cycki" - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 22:17
    Dlaczego mówi o mnie? O NRD chyba słyszałaś? Wiesz doskonale jak tam się żyło, to był taki ekskluzywny PRL dla mas. I całej masie Ossis to się niezwykle podobało (czego dowodem była późniejsza enerdowska nostalgia i sukcesy PDS-u).
  • bywalec.hoteli 19.07.19, 23:27
    Fajny wątek. Ale w NRD to chyba był dużo większy zamordyzm niż u nas?

    --
    Lato smile
  • riki_i 19.07.19, 23:44
    No, na 10 mln ludzi ze starcami i dziećmi, 2 mln należały do partii, a bodajże 1 mln donosił do STASI. Ale w robocie się nie przemęczałeś, piwo było za grosze, ogródki działkowe, baseny, FKK, zaopatrzone sklepy, trabant prawie dla każdego, dla zasłużonych wartburg. Wielu potem tęskniło do tego "raju", jak przyszło im naprawdę pracować
  • bywalec.hoteli 19.07.19, 23:28
    Tak się doskonale, żyło, że w murze między NRD a RFN wschodnie służby musiały zrobić 7 stref buforowych żeby było trudniej uciekać z tej eksluzywności?

    --
    Lato smile
  • riki_i 19.07.19, 23:46
    Dzisiaj też część młodych ucieka jak najszybciej z dawnego enerdówka. Ale są tacy, co zostają i im się podoba. Teraz głosują na AfD.
  • szafireczek 19.07.19, 22:18

    To właśnie jest jeden z przejawów smuty tego okresu - brak perspektyw, więc jedynie doraźne substytuty.
  • makurokurosek 19.07.19, 22:44
    "Przypominam sobie też, że żyli praktyczynie od pożyczki do pożyczki, moje kieszonkowe było bardzo marne, a ciasnota małego mieszkania też nie była sielanką. "

    To jest twój obraz tego okresu, pytanie czy rozmawiałaś z rodzicami o ich dzieciństwie , bo ja owszem. Oczywiście kwesta kto z jakiej klasy społecznej się wywodził, ale większość społeczeństwa w latach powojennych klepała biedę i nie miała co do gara włożyć, często mieszkali w jednej izbie całą rodziną bo działania wojenne zniszczyły większość domów i zwyczajnie nie było gdzie mieszkać. Tak więc po tak cudownym dzieciństwie nawet małe mieszkanie to było łał, zwłaszcza, że z powodu dostępu do legalnej aborcji zmienił się model rodziny na 2+2,2+3. Dla tego pokolenia nasze oczekiwania lokalowe są wymysłem świadczącym o tym ze z dobrobytu poprzestawiało nam się w głowie.
  • riki_i 19.07.19, 22:51
    makurokurosek napisała:

    > nawet małe mieszkanie to było łał, zwłaszcza,
    > że z powodu dostępu do legalnej aborcji zmienił się model rodziny na 2+2,2+3. D
    > la tego pokolenia nasze oczekiwania lokalowe są wymysłem świadczącym o tym ze z
    > dobrobytu poprzestawiało nam się w głowie.

    Z moją żoną w głębokich latach 90tych nocowaliśmy w jej pokoju w bloku. Szału metrażowego nie było, ale wydawało nam się wówczas, że wszystko jest normalnie. Po 20 latach trafiliśmy na chwilę do tego samego mieszkania. Ów pokój okazał się tak monstrualnie mały, że nie byłem w stanie spać tam nawet sam, a próbując zrobić z niego gabinet do pracy miałem wrażenie, że siedzę w kabinie prysznicowej. Wszystko się zmienia,nawet dla tego samego pokolenia.
  • makurokurosek 19.07.19, 23:03
    Jak przyjeżdżam do mamy nie raz się śmiejemy z mojego pokoiku (6m2) i mojego oporu do przeprowadzki do większego pokoju (12m) w chwili gdy moja siostra wyjeżdżała na studia . Tak ,teraz jest to dla mnie klitka ale nadal czuje się tam jak u siebie, nadal czuję tą atmosferę .
    Moi rodzice nie pochodzą z wyższych sfer, nie mieli słodkiego dzieciństwa dla nich małe, ciasne ale własne całkowicie do szczęścia im wystarczyło. Nikt wtedy nie myślał o pokoju gościnnym, osobnej sypialni i gabinecie wtedy wszyscy byli przyzwyczajeni do życia razem, a nie izolowania każdy w swoimi koncie.
  • snakelilith 19.07.19, 23:11
    makurokurosek napisała:

    Nikt wtedy
    > nie myślał o pokoju gościnnym, osobnej sypialni i gabinecie wtedy wszyscy byli
    > przyzwyczajeni do życia razem, a nie izolowania każdy w swoimi koncie.

    Albo idealizujesz, albo racjonalizuejsz, bo ja w tym w nie widzę niczego dobrego, oprócz stresu wywołanego tym, że nie ma szans na wycofanie się. W dużym mieszkaniu, też można być razem, wtedy gdy ma się taką potrzebę, a nie z przymusu. Równie dobrze, można by było teraz napisać, że jedzenie z jednej miski i spanie "w mituś" jest jeszcze lepsze dla ludzkich kontaktów.


    --
    "Pewnie ze mogą być lepsze gdyż faceta bolą jajka od jazdy na koniu a kobita ma z tego przyjemność bo ja klepie po kopytku."
    - bywalec.hoteli
  • makurokurosek 19.07.19, 23:30
    Ani nie idealizuje, ani nie racjonalizuje. Ze względu na trójkę dzieci moi rodzice 3 lata czekali na zamianę M3 na m6, tak więc odkąd miałam 4 lata każde z nas miało osobny pokój, pokój rodziców służył jednocześnie za salon. Każdy z nas jak najbardziej miał możliwość wycofania się , oprócz oczywiście rodziców ale bądźmy szczerzy niezależnie od metrażu rola rodzica mocno utrudnia wycofanie się, a gdy dzieci są małe to można mieć i 300m2 to bez niani i tak o wycofaniu się nie ma mowy.
  • snakelilith 19.07.19, 23:43
    No to piszemy o innych rzeczach, bo ja nigdy nie miałam swojego pokoju i odczuwałam to jako męczące. Tak żyło większość naszych znajomych, czegoś takiego jak M6 na naszym gierkowskim osiedlu w ogóle nie było. I nie wymagam też 300m2, może nie wpadajmy w absurd.

    --
    "Hehe, niezłe, czyli niby cięta osa ale jak dostanie klapsa to złość mija i przechodzi w ochotę smile" - bywalec.hoteli
  • makurokurosek 20.07.19, 00:40
    Moi rodzice mieli mieszkanie zakładowe, więc przydział wyglądał inaczej a niżeli w przypadku mieszkań spółdzielczych gdzie wielkość mieszkania uzależniona była od wkładu własnego.
    M5 i M6 to nic innego jak czteropokojowe mieszkania z oddzielną kuchnią różniące się tylko tym, że w M5 był jeden większy pokój i trzy małe, a w M6 dwa większe pokoje i dwa małe. Mimo dużej liczby pokoi mieszkania przez większość ematek uznane by były za nieakceptowalne bo miały 59 czy 64m2.
  • sylwik7 20.07.19, 17:35
    makurokurosek napisała:

    > Moi rodzice mieli mieszkanie zakładowe, więc przydział wyglądał inaczej a niżel
    > i w przypadku mieszkań spółdzielczych gdzie wielkość mieszkania uzależniona był
    > a od wkładu własnego.
    > M5 i M6 to nic innego jak czteropokojowe mieszkania z oddzielną kuchnią różniąc
    > e się tylko tym, że w M5 był jeden większy pokój i trzy małe, a w M6 dwa większ
    > e pokoje i dwa małe. Mimo dużej liczby pokoi mieszkania przez większość ematek
    > uznane by były za nieakceptowalne bo miały 59 czy 64m2.

    Na osiedlu z przełomu 70/80 tych lat, na którym mieszkałam najpierw z rodzicami, a teraz od 20 lat ze swoją rodziną, M-5 to było mieszkanie trzypokojowe 72 m lub nieco mniejsze 64 m czyli dwa większe i jeden mały ok. 12 m pokój, osobna kuchnia. łazienka i wc. 4 pokojowe. to były M-6. Moja omolica była mocno uprzemysłowiona kopalnie, huty, gumownia, rafineria itp więc budowano sporo osiedli. Mama była nauczycielką a tata od początky lat 80 miał działalnosć gospodarczą. Kilka lat czekaliśmy na mieszkanie. Ze dwa razy wskakiwał na listę przed nas a to górnik a to milicjant. W końcu w 80 tym roku wprowadziliśmy się. Właśnie sobie uświadomiłam, że w przyszłym roku minie 40 lat odkąd tu mieszkam😄. Mama zarabiała grosze ale miała czas dla rodziny. Tata zarabiał na rodzinę.
  • flegma_tyczka 20.07.19, 09:26
    Zgadza się. Piekło dla dzieciaka w jakimkolwiek stopniu nieneuroytypowego, choćby wysoko wrażliwego (szacunki wskazują na 20% takich osobników w każdym społeczeństwie).
    Każdy człowiek potrzebuje swojego kawałka dziupli.

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • makurokurosek 20.07.19, 13:46
    Przypomnę, że przed PRL, była IIRP gdzie całe rodziny, a to był zazwyczaj model 2+(6+), mieszkały w jednej izbie, pokój z kuchnią to już było coś, po kilka osób w jednym łóżku . Tak więc w porównaniu do czasów przedwojennych mieszkania z PRLu to był luksus.
    Ja wiem, że nie każdy mógł wysłuchać wspomnień dziadków z czasów przedwojennych, warto jednak poczytać książki ( póki jeszcze są) o tym jak wyglądała sytuacja gospodarcza w Polsce i na świecie na początku XXw.
    Myśl eugeniczna nie wzięła się z nieba , a zyskała tylu zwolenników właśnie ze względu na otaczającą ludzi nędzę, masę bezdomnych oraz ogromną ilość sierot. Każdy rozwijający się kraj rozważał jak ograniczyć rozród biedaków i wprowadzał swoje prawa eugeniczne w tym przymusową sterylizację, właśnie ze względu na ogrom nędzy
  • katja.katja 20.07.19, 15:38
    Moim zdaniem i teraz by to nie zaszkodziło.
    Zapewne e-matki mnie zabiją, ale uważam, że powinny się rozmnażać wyłącznie najlepsze geny.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • makurokurosek 20.07.19, 16:33
    Według mnie wystarczyłoby całkowicie zrezygnować z pomocy socjalnej zarówno materialnej jak i niematerialnej, wprowadzić prawa do natychmiastowej eksmisji dłużników, jak również wprowadzenie darmowej antykoncepcja oraz dostęp do sterylizacji.
    Nawet patologia lubi mieć jakie takie warunki bytowe.
  • triss_merigold6 20.07.19, 07:32
    Konopielka?
  • wapaha 11.08.19, 09:20
    " Nikt wtedy nie myślał o pokoju gościnnym, osobnej sypialni i gabinecie wtedy wszyscy byli przyzwyczajeni do życia razem, a nie izolowania każdy w swoimi koncie. "

    To wynika z "centralnego planowania". To okres , również w architekturze, podporządkowany unifikacji, jak wszystko inne. Wszystko z założenia miało być takie samo. Słynne , stojące do dzisiaj i działające szkoły wybudowane na 1000lecie państwa polskiego ( Gomułka 1958), takie same budynki przedszkoli, blokowiska. Mieszkania miały być wszystkie takie same, zmuszające ludzi własnie do siedzenia razem. Poza tym - w grę wchodziły założenia "oszczędnościowe"- jak najwiecej ludzi miało miec swoje mieszkania. Ergo- głupie rozwiązania w postaci małych, ciemnych kuchni, ciasnych pomieszczen, były pomysły wspólnych wc podłączonych do szamba ( !) Po Gomułce nadszedł Gierek i wielka płyta.
  • kokosowy15 11.08.19, 15:34
    Ludzie potrzebowali mieszkań. Po czasach II RP, gdzie w jednej izbie czasem mieszkało 6 - 8 osob, każdy wolał mieszkać w lokalu samodzielnym, mimo niewielkiego metrażu.
  • grrrru 19.07.19, 21:38
    Bardzo duży rozrzut. Moja prawie teściowa dokładnie tak jak piszesz - balangi, lekka praca, luzik finansowy, zagranica, brak stresów itp. Moja babcia - odrobinę starsza, ale to akurat nie gra roli, bo kluczowe jest środowisko - ciężki zasuw w pracy i dodatkowa robota po pracy, żeby utrzymać dzieci, bo alimenty praktycznie zerowe, łatanie braków, żadnej zagranicy, raczej mocno szare życie. Czyli dokładnie tak jak teraz - jeden może balangować inny nie bardzo. Co ciekawe pokazuje to, że w tym kraju teoretycznie dla robotników robotnicy mieli znacznie gorzej niż inteligencja.
  • chatgris01 19.07.19, 21:45
    O, Grrru, miło Cię widzieć! smile


    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • riki_i 19.07.19, 21:49
    grrrru napisała:

    > Co ciekawe
    > pokazuje to, że w tym kraju teoretycznie dla robotników robotnicy mieli znaczni
    > e gorzej niż inteligencja.

    Tak jest. A najlepiej mieli artyści. Uważam, że dla tej grupy to była wręcz złota epoka jeśli chodzi o status społeczny, balangowanie, a także klimat do samego tworzenia (pomijam kwestie finansowe, bo tu byli rąbani na kasie przez pagarty , oficjalne stawki estradowe i państwowe monopole wydawnicze)
  • grrrru 19.07.19, 22:09
    Teraz też środowisko artystyczne warszawki ma się dobrze, prekariat ale w ostrogach wink Balangi też są. Tak na marginesie - zdarzało mi się pić alkohol w pracy, zarówno oficjalnie jak i nieoficjalnie.
  • snakelilith 19.07.19, 21:48
    Piszesz o moich rodzicach. Nie, nie mieli barwnego życia w PRL-u, co najwyżej sobie racjonalizowali. Te czasy były szare, bure i nędzne. Zmiana ustroju i transformacja były klęską i jednocześnie szansą dla moich rodziców, bo mój ojciec był za stary by znaleźć w Polsce pracę i musiał wyjechać za granicę. Popracował kilka lat, dorobił sporo do polskiej emerytury i dziś szlajają się z mamą po Europie. Na szczęście zdrowie im jeszcze dopisuje, więc przynajmniej końcówkę życia mają fajną. Wielu trafiło gorzej. I nie wiem, co ty za brednie wypisujesz o urlopach w krajach za żelazną kurtyną za czasów Gierka. W mojej rodzinie paszport na wyjazd na kapitalistyczny zachód dostała tylko 70- letnia babcia, reszta mogła się tylko oblizać. Nie mieliśmy układów z władzą.

    --
    "Jeśli to dziury na dupie, to nie mam nic przeciwko..." - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 21:54
    snakelilith napisała:

    > I nie wiem, co ty za brednie wypisujesz o
    > urlopach w krajach za żelazną kurtyną za czasów Gierka. W mojej rodzinie paszpo
    > rt na wyjazd na kapitalistyczny zachód dostała tylko 70- letnia babcia, reszta
    > mogła się tylko oblizać. Nie mieliśmy układów z władzą.

    Moi rodzice układów z władzą nie mieli. Za Gierka kilkakrotnie jeździli do Londynu do pracy na czarno, podobnie ich znajomi. Władza paszport dawała. Dopiero wraz ze stanem wojennym nastał szlaban.

    To, że jako autochtoni (mniejszość niemiecka) nie mogliście wyjeżdżać -chyba że na stałe i bez powrotu- było oczywiste. Przecież to były czasy straszenia społeczeństwa Czają i Hupką.
  • flegma_tyczka 19.07.19, 21:57
    Obawiam się, że jest coś o czym Twoi rodzice Ci nie wspomnieli (w kwestii paszportów).

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • riki_i 19.07.19, 22:00
    Nie bój się, na liście Wildsteina nie figurowali (jako etatowcy wiadomego resortu również nie).
  • snakelilith 19.07.19, 22:01
    Też tak myślę. W tamtych czasach wiele rzeczy głośno nie mówiono, a już tym bardziej o lizaniu doopy partyjnych członków. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś normalny dostawał stale paszport na wyjazdy do Londynu.

    --
    "Pewnie ze mogą być lepsze gdyż faceta bolą jajka od jazdy na koniu a kobita ma z tego przyjemność bo ja klepie po kopytku."
    - bywalec.hoteli
  • riki_i 19.07.19, 22:04
    Nie stale. Ojciec dostał trzy razy, a potem dostał odmowę 4ever z powodu "innych ważnych względów bezpieczeństwa państwa". Nieoficjalnie ubek powiedział mu, że za dużo zarobił. A jak chce dalej jeździć, to proszę bardzo, ale jako TW.
  • szafireczek 19.07.19, 22:26
    Czyli jednak kontakty byly...no chyba, że to wujek...
    Jeszcze dodaj, że w Londynie w wolnej chwili chodził na występy Hemara...
  • riki_i 19.07.19, 22:29
    Jakie niby kontakty? Wiesz o czym w ogóle mówisz? Ojciec dostał odmowę z ww. lakonicznego powodu, no to się wqrwił i napisał odwołanie.

    Wtedy zaproszono go na rozmowę i pojawił się pan ubek (esbek). Treść rozmowy przytoczyłem.
  • szafireczek 19.07.19, 22:36
    Trochę fantazjujesz, z tego co ludzie wspominają z tego okresu, to nie było miejsca na chojrakowanie typu wk... za odmowę paszportu, nawet w filmach tego nie grano więc wyluzuj z opowieściami...
  • riki_i 19.07.19, 22:42
    Ty w ogóle nie rozumiesz o co kaman. Wqrwił się prywatnie, w rozmowach z rodziną. Podanie napisał grzecznie. Zamiast odpowiedzi zaprosili go na rozmowę.

  • szafireczek 19.07.19, 23:29
    Bo nie zylam w tamtych czasachsmile za to Ty dawkujesz opowieść, jak mięso na kartki w PRL...skoro mnie tam nie było, to nie wiem: oficjalnie czy prywatnie. Niezależnie, takiego luzu wyjazdowego w celach zarobkowych na zachód w l.70? to raczej nie było. No a co z dewizami? Nawet 40-latek szukał bonów za dewizowego dzika...nie wiem z czego się tu cieszyć ...dzisiaj zaradnosc na szczęście nie musi być synonimem kombinatorstwa.
  • riki_i 19.07.19, 23:49
    Troskliwa władza pozwalała obywatelowi kupić 5 dolarów po oficjalnym kursie (wyjaśniam - zaniżonym i korzystnym). Resztę kupowało się od cinkciarza na ulicy. A potem szłaś do roboty na czarno, byłaś za białego Murzyna, za to po powrocie wielkie panisko. Mój ojciec kupił sobie od razu malucha (można było za dewizy bez kolejki).
  • szafireczek 19.07.19, 23:57
    Czy to przypadkiem za tamtych czasów nie ukuto tezy, że byt określa świadomość?smile
  • triss_merigold6 20.07.19, 07:28
    Nie, cherie, to jedna z teorii Karola Marksa, facet zmarł w latach 80-tych XIX w. Na użytek oficjalnej propagandy ta fraza była używana w innym kontekście.
  • al_sahra 20.07.19, 01:06
    riki_i napisał:

    > A potem szłaś do roboty na czarno, byłaś za białego Murzyna, za to po powrocie
    > wielkie panisko.

    Jest takie opowiadanie Głowackiego ”Volvo dla mouse-killera”.
  • kokosowy15 20.07.19, 19:53
    Pan Krzaklewski, pani Suchocka wielokrotnie wspominali, że często wakacje spędzali we Włoszech, zakochał się w tym kraju a przecież do współpracowników władzy zaliczyć ich nie można. Nie mam w sprawach paszportowych osobistych doswiadczen, ale czy możliwość nieskrepowanych wyjazdów może zastąpić 2 mln ludzi skrajnie biednych codzienne jedzenie obiadu?
  • al_sahra 20.07.19, 00:16
    szafireczek napisała:

    > Trochę fantazjujesz, z tego co ludzie wspominają z tego okresu, to nie było mie
    > jsca na chojrakowanie typu wk... za odmowę paszportu,

    Odwołanie jak najbardziej można było składać, niestety jeśli się poszło na rozmowę, to mogła paść propozycja nie do odrzucenia. Więc łatwo nie było, ale te rafy dawało się omijać. Moja rodzina przez prawie dekadę tak żyła od paszportu do paszportu.
  • snakelilith 20.07.19, 00:31
    To co opisujesz, to dla mnie jakiś kosmos. Normalnie równoległa rzeczywistość. Twoja rodzina miała przez prawie dekadę możliwość wyjazdów do krajów zachodnich? Nie chcą osądzać cię o kłamstwo, ale może powinnaś przyjąć do wiadomości, że to nie była reguła.

    --
    "Pewnie ze mogą być lepsze gdyż faceta bolą jajka od jazdy na koniu a kobita ma z tego przyjemność bo ja klepie po kopytku."
    - bywalec.hoteli
  • al_sahra 20.07.19, 01:03
    snakelilith napisała:

    > Twoja rodzina miała przez prawie dekadę możliwość wyjazdów do krajów zachodnic
    > h?

    Tak, na zaproszenie od bliskiej rodziny (nie z Niemiec). Ja też kilka razy jeździłam z mamą. Ojciec rzadko podróżował, ale raz wystąpił o paszport i dostał. Nigdy nie byliśmy na Zachodzie całą rodziną, zawsze jakiś zakładnik zostawał smile.

    Mało tego, wśród znajomych rodziców było sporo podróżujących, niekoniecznie na Zachód (np. himalaiści na wyprawy). Jeździli też służbowo naukowcy, wcale nie partyjni. Było też trochę przypadków odmów paszportu i zawsze chodziło o represje polityczne: ktoś był działaczem studenckim w 68 r. I potem prawie przez dekadę nie mógł wyjechać, ktoś inny napisał książkę, której nie chcieli mu wydać i wydał ją za granicą - szlaban itd. Zresztą odmowy nie były najgorsze. Najgorsze były propozycje współpracy, wtedy naprawdę można się było bać.
  • al_sahra 20.07.19, 01:22
    Znalazłam dla Ciebie artykuł, który opisuje wyjazdy z PRL na Zachód (chociaż głównie pod kątem handlu, o czym na szczęście nic nie wiem). Mówią m. in. o tym, jaka była różnica w wyjazdach za Gomułki i za Gierka. Podają, że przez całe lata 70. 4.2 mln Polaków odwiedziło Zachód.

    www.forbes.pl/przywodztwo/jak-zarabiano-na-wakacjach-w-prl/5r8v7dp

    Weź jeszcze pod uwagę, że ta liczba nie była równomiernie rozłożona w społeczeństwie - były środowiska, gdzie jeździło się sporo i takie, gdzie nie jeździło się wcale (np. biedne okolice wiejskie - wyjątek stanowiło Podhale z wyjazdami do USA).
  • sasanka4321 20.07.19, 20:15
    >Twoja rodzina miała przez prawie dekadę możliwość wyjazdów do krajów zachodnich? Nie chcą osądzać cię o kłamstwo<

    Ja nie wiem, jak bylo na Slasku, ale w reszcie kraju miejszym problemem (chociaz upierdlywym) bylo dostanie paszportu od polskich wladz. Duzo trudniejsze bylo dostanie wizy zagranicznej. Na granicy latwiej bylo przejsc przez polskich pogranicznikow niz przejsc przez tych zagranicznych i przekonac ich, ze jest sie bogatym czlowiekiem, ktory nie zamierza u nich ani zostac na stale, ani pracowac, i tak tylko pozwiedzac jedzie, albo rodzine odwiedzic, za ktora sie stesknil. To nie paszport i wydostanie sie z kraju bylo najwiekszym problemem. Problemem bylo glownie to, ze nikt nas tam zagranica nie chcial.
  • al_sahra 19.07.19, 23:22
    snakelilith napisała:

    > Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że
    > ktoś normalny dostawał stale paszport na wyjazdy do Londynu.

    Spokojnie. Można było jeździć za granicę nie należąc do partii, jeśli miało się zaproszenie od rodziny. Oczywiście za każdym razem trzeba było prosić o paszport i jakby co, to władza miała wtedy na delikwenta bat, ale nie wymagało to żadnych specjalnych ”chodów”. Był zdaje się też taki okres, że nie potrzeba było zaproszenia, wystarczyło udowodnić legalne posiadanie zachodniej waluty (chociaż to pewnie mogło prowadzić do niewygodnych pytań).

    Dobrze pamiętam te kilometrowe kolejki przed urzędem paszportowym i ambasadami.
  • snakelilith 19.07.19, 23:48
    To co opisujesz to było dopiero w późnych latach 80-tych. I w tym czasie ludzie wyjeżdżali i nie wracali już na potęgę. Ale jeszcze w pierwszej połowie lat 80-tych kiedy mój wujek dostał paszport na zaproszenie od rodziny do Niemiec i nie wrócił, to jego żona dostała paszport na wyjazd dopiero po 4 latach. Więc pisząc "spokojnie" nie masz pojęcia o czym się wypowiadasz.

    --
    "Pewnie ze mogą być lepsze gdyż faceta bolą jajka od jazdy na koniu a kobita ma z tego przyjemność bo ja klepie po kopytku."
    - bywalec.hoteli
  • al_sahra 20.07.19, 00:07
    snakelilith napisała:

    > To co opisujesz to było dopiero w późnych latach 80-tych. I w tym czasie ludzie
    > wyjeżdżali i nie wracali już na potęgę. Ale jeszcze w pierwszej połowie lat 80
    > -tych kiedy mój wujek dostał paszport na zaproszenie od rodziny do Niemiec i ni
    > e wrócił, to jego żona dostała paszport na wyjazd dopiero po 4 latach. Więc pis
    > ząc "spokojnie" nie masz pojęcia o czym się wypowiadasz.


    Mam bardzo dobre pojęcie - moja matka jeździła za granicę co roku przez całe lata 70-te, a z PZPR miała tle wspólnego, co ja z mafią boliwijską. I nie pisałam o ludziach, którzy wyjeżdżali niby na wakacje na i zostawali na Zachodzie - jest powszechnie wiadome, że to mogło się udać tylko raz i groziło represjami dla rodziny (4 lata bez paszportu to i tak stosunkowo lekka kara). Pisałam o ludziach na stałe mieszkających w Polsce, którzy dopóki nie podpadli władzy, to na ogół mogli wielokrotnie dostawać paszport na wyjazdy zagraniczne. Ograniczeniem były pieniądze (jedna kawa w Paryżu to była równowartość tygodniowych polskich zarobków) i kontakty za granicą.
    >
  • snakelilith 20.07.19, 00:27
    al_sahra napisał(a):

    > Mam bardzo dobre pojęcie - moja matka jeździła za granicę co roku przez całe la
    > ta 70-te, a z PZPR miała tle wspólnego, co ja z mafią boliwijską.

    Więc to jeszcze jeden dowód na to, że PRL był systemem stosującym prawo łysego karku na bramce dyskoteki - ty wejdziesz, a twoja krzywa gęba mi się nie podoba, więc nie wejdziesz. Bo jak napisałam, z mojej rodziny paszport pomimo starań od lat 60-tych, dostała tylko 70-letnia babcia. Niczym władzy nie podpadliśmy, mieliśmy tylko pecha mieć niemieckie korzenie. Na stałe jednak też nie chciano nas wypuścić. Desperacja mojego wujka wynikała też tylko z tego, że nie było wiadomo, czy następnym razem paszport dostanie. Więc nie pisz w tak arogancki sposób, bo najwyraźniej wszystkiego o PRL-u nie wiesz. Z mojej rodziny nikt nie miał szans w latach 70-tych wyjechać na Zachód, a tym bardziej jeszcze co roku. I prawdę mówiąc nie znam nikogo, kto sobie wtedy podróżował po świecie, oprócz męża koleżanki, który był marynarzem. I córki dyrektora jednej ze śląkich kopalni, która był dziewczyną jednego z moich znajomych. Dla niej wakacje na żaglach w Hiszpanii i zakupy we Francji, to była normalka, podczas gdy ja przerabiałam i farbowałam stare ciuchy po mamie, by choć trochę mieć na sobie coś modnego.


    --
    "Jeśli to dziury na dupie, to nie mam nic przeciwko..." - bywalec.hoteli
  • riki_i 20.07.19, 00:32
    Ale Ty się dziwisz? Byliście w PRL-u uznani za wroga, V kolumnę itp. i stąd te szykany. Ale u mnie w Warszawie życie wyglądało inaczej, przynajmniej w rozkwicie Gierka. Można było w miarę swobodnie jeździć na Zachód.
  • snakelilith 20.07.19, 00:53
    Super, teraz rozumiem twoją tęsknotę. PRL jako wieczna balanga, raj dla kreatywnych i swobodny dostęp do paszportów. Trzeba się tylko dziwić, że ludziom się znudziło. big_grin

    --
    "A juz starożytni starzy Rzymianie dla zdrowia stosowali okłady z młodych piersi smile" - bywalec.hoteli
  • al_sahra 20.07.19, 00:52

    > Niczym władzy nie podpadliśmy,
    > mieliśmy tylko pecha mieć niemieckie korzenie. Na stałe jednak też nie chciano
    > nas wypuścić.

    Tym właśnie podpadliście. O ile pamiętam, prawo w RFN dość łatwo dawało niemieckie obywatelstwo na podstawie pochodzenia. Więc każdy obywatel PRL z udowodnionymi niemieckimi korzeniami był kandydatem na ”ucieczkę” z kraju, jak wtedy władza nazywała próbę emigracji.

    >Więc nie pisz w tak arogancki s
    > posób, bo najwyraźniej wszystkiego o PRL-u nie wiesz.

    Nie piszę w sposób arogancki (???), tylko stwierdzam fakty. Ty sobie chyba dopowiedziałaś, że ja pochwalam PRL. Tymczasem moja rodzina miała tego życia serdecznie dość, matka niedługo po rozwodzie z ojcem wyszła za Amerykanina i zwiewała aż się kurzyło, ja też doczekałam tylko końca szkoły i już mnie nie było, chociaż wtedy już było praktycznie wiadomo, że to koniec komunizmu. Życie w tamtym ustroju miało masę przygnębiających stron i oczywiście sam fakt, że trzeba było pokornie prosić o pozwolenie wyjechania na wakacje był upokarzający. Co nie zmienia faktu, że w latach 70. znakomita większość obywateli miała szanse na paszport na wyjazd zagraniczny. Tyle, że znakomitej większości nie zależało akurat na paszporcie, to była zabawa dla inteligencji i ew. ciekawej świata młodzieży. Powtarzam, ograniczeniem były pieniądze, plus sama chęć bawienia się w podania, formularze, stanie w kolejkach i rozmowy z ubekami.


  • al_sahra 20.07.19, 00:11
    I jeszcze: w późnych latach 80. mojej matki już w Polsce nie było, a zaraz potem ja też wyjechałam na studia, więc nie wiem, jak było wtedy. Podejrzewam, że dużo więcej ludzi wyjeżdżało, bo inaczej się podróżuje mając paszport w szufladzie, a inaczej, kiedy go trzeba za każdym razem wystać w kolejce, nie mówiąc już o legalnej wymianie waluty i in. okolicznościach.
  • makurokurosek 19.07.19, 21:52
    "Mimo to, zwykło się uważać, że ogólnie było to stracone i przegrane pokolenie. "
    Na podstawie rozmów z moją mamą , nie uważam aby było to pokolenie stracone. Na pewno było to pokolenie bardzo mocno doświadczone przez życie, urodzone w latach gdy z powodów zniszczeń wojennych była bieda i głód, natomiast lata przemian masowe zwolnienia jak również, o czym się głośno nie mówi, złodziejskie żyrowanie pożyczek wielu z nich opłaciło własnym życiem . Swoją drogą bardzo ciekawe czemu nikt nie pociągnął do odpowiedzialności tych skur.... którzy brali pożyczki spłacane następnie przez żyrantów . Ale cóż walka o interesy rodzin samobójców pokrzywdzonych przez takich pożyczkobiorców jest zbyt lepka by ktoś się tym zajął, wszak wiele fortun powstała na plecach tych samobójców.
  • riki_i 19.07.19, 21:58
    No właśnie - samobójstwa z powodów ekonomicznych po 89'. To też jest temat dotyczący tego pokolenia.

    Ostatnio wysłuchałem z przerażeniem opowieści dziewczyny z dalekiej rodziny mojej żony. Drugi mąż jej matki stracił pracę z powodu reform Balcerowicza. Działo się to w mieście Łodzi i wszyscy wiemy jak totalnie upadło wtedy to miasto. Po paru miesiącach bezskutecznego poszukiwania jakiegokolwiek zatrudnienia facet się powiesił.
  • kalina_lin 19.07.19, 22:22
    Tak wtedy wygladala rzeczywistość w Łodzi. Dlatego jak czytam wątki o łatwości zrobienia kariery w latach 90, to mnie szlag trafia. Owszem, garstka ludzi robiła kariery, młodzi, ze znajomością angielskiego. Reszta magistrów i inżynierów dawała uruchamiała wszelkie znajomości, żeby dostać pracę sprzrdawcy w mięsnym. Reszta załatwiała lewe renty.
  • makurokurosek 19.07.19, 22:33
    W mieście z którego pochodzę takich samobójstw było naprawdę dużo, bo wiele zakładów w których były zatrudnione całe rodziny poupadały, z dnia na dzień obydwoje żywicie rodziny lądowali na bruku. Ze względu jednak na to, że zakład w którym pracowali moi rodzice oparł się upadkowi tak więc u nas w domu więcej się mówiło o samobójstwach wynikających właśnie z żyrowania pożyczek kierownikowi, dyrektorowi i innym zakładowym szychom.
  • al_sahra 19.07.19, 23:16
    W tamtych czasach były trzy sposoby na dobre materialnie i nieszare życie:

    1. Przynależność do wyższych eszelonów partyjnych
    2. Prywatna działalność gospodarcza na większą skalę, legalna bądź półlegalna (prywatni ginekolodzy, właściciele warsztatów, ”badylarze”, cinkciarze etc)
    3. Związki z Zachodem (hojni krewni, możliwość pracy tymczasowej)

    Jeszcze dochodziły do tego wyjątki w postaci wybitnych artystów i naukowców, ale najczęściej ich powodzenie materialne było uzależnione od p. 1 lub 3.

    Reszta społeczeństwa miała życie skromne, szare i niełatwe, co nie znaczy, że nie cieszyli się życiem i uznawali się za stracone pokolenie. Zwłaszcza, że mieli przed oczami przykład swoich rodziców, którzy przeżyli przynajmniej jedną wojnę światową, jeśli nie dwie.
  • szafireczek 19.07.19, 23:32
    Czyli, wszystko zależy od punktu odniesienia? Wartości uniwersalnych brak?
  • al_sahra 19.07.19, 23:58
    szafireczek napisała:

    > Czyli, wszystko zależy od punktu odniesienia? Wartości uniwersalnych brak?

    O jakich wartościach mówisz? Bo ja pisałam o dobrobycie materialnym. Chyba to oczywiste, że nie istnieją uniwersalne kryteria dobrego materialnie życia. Jeśliby zacząć przykładać te same kryteria do wszystkich pokoleń, to wyjdzie na to, że tylko mała garstka w historii ludzkości miała wygodniejsze życie niż obywatele PRL-u

    A wartości duchowe czy kulturalne można kultywować wszędzie. Książek w PRL nie brakowało, także z tzw. drugiego obiegu, filmy grali różne, teatr był znakomity, a nocne Polaków rozmowy prowadziło się w najskromniejszych domach.

  • makurokurosek 19.07.19, 23:32
    "Reszta społeczeństwa miała życie skromne, szare i niełatwe, co nie znaczy, że nie cieszyli się życiem i uznawali się za stracone pokolenie."

    Które było bardziej kolorowe od życia ich rodziców.
  • szafireczek 19.07.19, 23:53
    Niektórzy nawet w obozach nie tracili ducha.
    Poza tym, raczej trudno uznać za normę masowe głoszenie o straconym życiu, instynkt każe projektować rzeczywistość, inaczej by się zwariowało w obliczu braku większych perspektyw.
  • snakelilith 19.07.19, 23:56
    Dokładnie tak.

    --
    "Jestem przekonany o własnej atrakcyjności i widzę, iż kobiety nie posiadają bardzo wysokich wymagań wobec partnerów" - bywalec.hoteli
  • fragile_f 20.07.19, 03:28
    Ja patrze na to pokolenie pod kątem nauki i sztuki. Za późnego PRLu mieliśmy naprawdę znakomitych inżynierów i naukowców - głównie dlatego, że nie mieliśmy dostępu do zachodniej technologii. Wystarczy obejrzeć kilkanaście odcinków Sondy, zeby zobaczyc jak wiele się wtedy w Polsce inwestowało chociażby w inzynierię materiałową czy rozwój elektroniki (produkowaliśmy SAMI mikroprocesory!). Mieliśmy znakomitych artystów - filmowców, pisarzy, poetów, muzyków, dramaturgów.

    Ale czy była to zasługa PRLu? W jakiś pokrętny sposób tak - jeśli po prostu nie ma np. komputerów sterujących a jednocześnie chce się taśmowo produkować samochody, to trzeba je wynaleźć "od nowa". Jeśli panuje cenzura i nie można wprost krytykować władzy - trzeba się naprawdę nakombinować, żeby pokazać bezsens systemu w sposób zawoalowany (tutaj przykładem chociażby filmy Machulskiego czy Barei), więc studia na filmówce kończyli faktycznie tylko ci najlepsi (lub najsprytniejsi).

    Czy ludzie z tzw. klasą i kapitałem kulturowym wspominają te czasy z rozrzewnieniem? Zdecydowanie nie. W pracy spotkałam wielu znakomitych artystów z tamtej epoki i zdecydowana większość historii, które opowiadali, była tak straszna albo absurdalna, że aż smieszna. Gigantyczne marnotrawstwo, przekręty, cwaniactwo, łapówkarstwo - czyli to, co riki_i nazywasz "zaradnością". Rzygać mi się chciało jak słuchałam o "załatwianiu" sprzętu, ludzi czy dóbr, o ludziach którzy musieli po prostu uciekać z kraju, bo podpadli władzy (Żuławski pierwszy z brzegu) i tak dalej.

    I jeszcze to wszechobecne chlanie i palenie, wszystko śmierdziało popielniczką i było jakieś takie zamarynowane w tym dymie, błe.

    Ale tak, dla cinkciarza czy przekręciarza to był wspaniały czas. Kosztem mniej zaradnych albo po prostu uczciwych.

    --
    Fragile
  • pani-nick 20.07.19, 07:30
    Moi rodzice mieli życie nudne do wyrzygu.
    Siostra ojca i siostra matki miały mężów prywaciarzy i oni faktycznie wg twoich wyobrażeń wiedli kolorowe życie, czyli chodzili na dzi.ki i koks, żyli na high life jakiś czas, aż wszystko padło, bo woleli balować, niż skupić się na interesach.
    Moi nie balowali, rodzina i tylko rodzina, zero znajomych. Zero. Z którymi by się spotykali. W porównaniu do nich - moje życie to wieczna impreza (mówię to z pewnym przekąsem) i karuzela towarzyska.
    Wiem o czym piszesz mniej więcej, bo spotykałam się z takim okazem i in snuł wiele takich opowieści. Coś jak ty.
    Generalnie oboje z mezem uważamy, ze najpiękniejszym okresem był okres transformacji i bardzo żałujemy, ze urodziliśmy się o 10 lat za późno, bo znacznie łatwiej było się wtedy dorobić w błyskawicznym tępie, mając głowę na karku i odwagę.
  • kokosowy15 20.07.19, 20:23
    Jedna z Was pisze, że tzw załatwianie to nie uczciwość, druga, że żałuję czasów w których nieuczciwosc i cwaniactwo było cenne. Nawet emamy są różne, a co dopiero reszta populacji.
  • makurokurosek 20.07.19, 20:57
    "ze najpiękniejszym okresem był okres transformacji i bardzo żałujemy, ze urodziliśmy się o 10 lat za późno, bo znacznie łatwiej było się wtedy dorobić w błyskawicznym tępie,"

    Najprawdopodobniej nie masz pojęcia jak wyglądał okres transformacji.
    Dorabianie się w błyskawicznym tempie polegało na braniu gigantycznej pożyczki, którą żyrował twój podwładny lub znajomy, a następnie nie spłacanie jej, bank kierował się więc do żyranta ty opływałaś w luksusach, a ten bardzo często szedł pod pierwszy lepszy pociąg, lub zwisał na jednym z drzew w pobliskim lesie.
    Dorobić się mogli również ludzie którzy byli bardzo blisko władzy, pracownicy SB i UB czyli ci którzy dokładnie byli poinformowani o tym co się będzie działo i gdzie inwestować.
    Większość ludzi w okresie przemian żyła w pełnym napięciu czy w kolejnym miesiącu nadal będą mieli pracę, czy wylądują na bruku. Bezrobocie w okresie przemian sięgało ponad 50%.
    Tak więc o świetnych interesach i dorobieniu się w okresie przemian może mówić tylko osoba która nie ma pojęcia o rzeczywistości tamtych lat, albo pozbawiona kręgosłupa moralnego która dla wzbogacenia się była w stanie zamordować sąsiada lub podwładnego , bo właśnie tym było nie spłacanie pożyczek i bogacenie się na krzywdzie żyrantów.
    Pytanie czy jesteś tak nieobyta z historią współczesną Polski czy twoi rodzice to jedni z tych złodziej i morderców , za których pożyczkę spłacał ktoś inny.
  • kokosowy15 20.07.19, 21:04
    Na tym właśnie polega błyskawiczne "dorabianie się". Jedni mówią, że pierwszy milion trzeba ukraść, inni, normalni, na kradzież nigdy się nie zdecydują. I dlatego zostają "nieudacznikami"
  • tanebo2.0 20.07.19, 08:54
    Po pierwsze - 10000$ wystarczało na życie rentiera z prostego powodu - ceny były sztucznie zaniżone. Pamiętaj że wszystkie ceny były urzędowe. Czyli urzędnik mówił co ile ma kosztować. A władza starała się przypodobać proletariatowi więc zaniżała ceny. Sęk w tym że importowała towary po cenach rynkowych więc zawsze były braki bo nie starczało kasy na wszystko. Skoro były braki to pojawili się tacy którzy postanowili je wykorzystać. Nawet jeśli groziło to karą śmierci (słynny wyrok). Oczywiście sprzedawano towar spod lady za ułamek jego wartości bo sprzedawca miał towar za darmo. Sytuacja podobna dziś jak w Wenezueli - możesz kupić tankowiec ropy za dolara po oficjalnym kursie ale nigdzie go nie ma. Ale za dwa dolary kupisz pół tankowca na czarnym rynku.
    Po drugie - sytuacja którą zaznała twoja matka chodząc do kina w czasie pracy - w czasie niedoborów ma to sens. Jak ci pokazałem gospodarka regulowana rodzi niedobory. To powoduje że część ludzi traci pracę. To znaczy fabryka nadal stoi ale nie pracuje się w nim bo nie ma surowca. Podobnie może być w urzędach. Taka sytuacja występuje również w Wenezueli - na kanale znanego polskiego yotubera który nadaje z Wenezueli wspominają o elektrowni w której pracownicy siedzą na fotelach i nic nie robią bo nie ma paliwa...

    --
    Lubię to! Właśnie w tym kierunku bym chciała iść. Że też facet potrafi doradzić z sensem, a baby nie.
  • pani-nick 20.07.19, 09:50
    Jezu na ch... były te wieczorki zapoznawcze? Jakby mi dzisiaj ktoś kazał zapoznawać się z reszta gości hotelowych, albo siedzieć z obcymi przy stoliku (tak było na wczasach), to bym go śmiechem zabiła.
  • triss_merigold6 20.07.19, 09:53
    Tak było na wczasach pracowniczych i zawsze był kaowiec. Dla młodzieży były na wczasach dyskoteki.
  • pani-nick 20.07.19, 10:08
    Pamietam smile zupełnie jak w Dirty Dancing smile
    Wczasy w Lipczynku, Boszkowie, Mrzeżynie i takich tam innych dziurach.
  • riki_i 20.07.19, 11:00
    pani-nick napisała:

    > Jezu na ch... były te wieczorki zapoznawcze? Jakby mi dzisiaj ktoś kazał zapozn
    > awać się z reszta gości hotelowych, albo siedzieć z obcymi przy stoliku (tak by
    > ło na wczasach), to bym go śmiechem zabiła.

    No dzisiaj niektórym szalenie przeszkadzają nawet wagony z przedziałami w pociągach, bo rzekomo wymuszają integrację z obcymi ludźmi (wtf?). Czytałem już wiele zażartych dyskusji, gdzie jest pełno fanatyków wagonów bezprzedzialowych i pojazdów zespolonych typu pendolino, a głównym argumentem "za" jest rzekome zapewnianie przez nie anonimowości.

    Wieczorki zapoznawcze i kaowcy to było coś, na co ludzie wręcz czekali.
  • katja.katja 20.07.19, 15:40
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • riki_i 20.07.19, 22:03
    Nie mam nic przeciwko braniu pod uwagę potrzeb 30% ludzkości, ale jeśli chodzi o temat przedziałów w wagonach kolejowych, to druga strona uprawia nieuczciwą ideologiczną krucjatę. Zwolennicy wagonów bezprzedziałowych i pojazdów zespolonych to fanatycy, którzy usiłują zakrzyczeć każdego, kto woli podróżować w tradycyjnym przedziale.

    Ja wybitnie nie lubię 'autobusu w pociągu' i zawsze staram się kupić miejsce w przedziale. 6-osobowe przedziały w 2 klasie to jest komfort i wygoda.
  • kokosowy15 20.07.19, 19:58
    Teraz macie dobrowolno - obowiązkowe spedy integracyjne dla korporacyjnej elity. Raz w życiu uczestniczyłem w takiej imprezie, gdy firma została kupiona przez Francuzów. Takiego pijaństwa więcej na własne oczy nie widziałem.
  • 21mada 20.07.19, 09:10
    Kiedyś było lepiej. Ciagle imieniny, zabawy, dancingi, bale z wodzirejem, śledziki itp. Na wczasach wieczorki zspoznawcze i codzienne dancingi. Gdzie dzisiaj tak jest?
    Ktoś napisał ze dzisiaj jest więcej możliwości. Owszem, ale to tylko możliwości. Ludzie jednak wolą zrezygnować z tych możliwości i siedzieć w domu na netfliksie czy z tabletem.
  • 21mada 20.07.19, 09:12
    Zaraz ematki napiszą ze nie cierpią spędów i jak by miały iść na dancing to po ich trupie. Skąd dzisiaj tyle nietowarzyskich osób?
  • flegma_tyczka 20.07.19, 09:32
    Zawsze były. Teraz dzięki internetowi nie są spychane do kąta i mogą wprost powiedzieć.
    Introwertyków jest około 30% społeczeństwa.

    --
    Wolność wypowiedzi - dla każdego.
  • 21mada 20.07.19, 09:37
    To czy ktoś jest introwertykiem czy nie nie ma nic wspólnego z tym czy lubi dancingi. Sama jestem introwertyczką a lubię.
  • makurokurosek 20.07.19, 16:37
    Dziś też masz dancingi, bale, śledziki ot po prostu kiedyś często były współfinansowane lub w całości finansowane przez zakłady pracy, teraz gdy każdy musi płacić 100% to i chętnych na takie atrakcje jest niewielu, co nie oznacza, że takich imprez nie ma.

  • szarsz 20.07.19, 09:41
    Tak tak, to romantyczne i bajkowe chlanie w pracy, przez które wiele dzieci, w tym ja, miało dokumentnie spieprzone dzieciństwo, bo nigdy nie było wiadomo, w jakim stanie tatuś wróci z pracy. Czy będzie szukał czy pójdzie spać. W każdym bądź razie ojcem nie będzie. A do kompletu zmęczona żona - matka usilujaca sprawić, żeby dom jakoś funkcjonowal.

    Tęskno ci za chlaniem w robocie? Jedź do rusow, tam średnia wieku mężczyzn to 56 lat i jest znacząco zawyżona przez niepijace nacje muzułmańskie.
  • triss_merigold6 20.07.19, 09:48
    Ja pamiętam z lat 80-tych tabuny spitych lub podciętych mężczyzn na osiedlach, a jak była wypłata czy popularne imieniny to już w ogóle. Faceci byli obrzydliwi, agresywni, zapyziali, niestabilni. Dużo dzieci miało pijących ojców..
  • iimpala 20.07.19, 22:03
    >ja pamiętam z lat 80-tych tabuny spitych lub podciętych mężczyzn na osiedlach,

    teraz pije się więcej, wszystkie statystyki to potwierdzają, he he..
    Może żony już nie wypier...ja tatusiow na ulicę? albo chleją z nimi w domu?
    W każdym razie ja nie pamietam tabunów ochlejusów, poza dniami wyplaty. A mieszkałam wtedy na osiedlu (głównie) robotniczym
  • riki_i 11.08.19, 00:19
    iimpala napisała:

    > W każdym razie ja nie pamietam tabunów ochlejusów, poza dniami wyplaty. A miesz
    > kałam wtedy na osiedlu (głównie) robotniczym

    To może rodzajowy obrazek z epoki z samej Warszawy. Urywek z "Dziennika Telewizyjnego" (dla niekumatych - to był odpowiednik dzisiejszych "Wiadomości" w TVP1).
    Data emisji 14.11.1984r. Polecam obejrzeć fragment od 2'15'' do końca
    www.youtube.com/watch?v=5XIdfSy8vzE
    Warty przytoczenia komentarz lektora

    Samochodem służbowym,
    W godzinach pracy
    Po butelkę wódki
    Praca zaczeka
    /.../
    Większość z tych butelek zostanie opróżniona przed zakończeniem godzin pracy
    W pierwszym półroczu tego roku straż przemysłowa zatrzymała ponad 30 tysięcy pijanych pracowników wchodzących lub wychodzących z zakładu pracy


  • kokosowy15 11.08.19, 13:27
    W Polsce obecnie sprzedaje się trzy miliony "malpek" dziennie. Sądzisz, że kupują je sami bezrobotni, emeryci i dzieci? Spożycie alkoholu statystycznie jest większe niż kiedyś. Tylko urzędników w korporacjach i nie tylko nikt alkometrem nie sprawdza.
  • riki_i 20.07.19, 10:54
    Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie powiedziałem. Wszystko ma dwie strony medalu. Jedni się świetnie bawili, a inni spieprzyli sobie życie. Znany reżyser Krystian Lupa, który był prowodyrem chlania w teatrze pisze dziś, że żałuje, bo parę osób wpadło przez niego w alkoholizm i się stoczyło. Ja też mam w rodzinie przypadki osób, którym wóda w pracy schrzanila rodzinę i sprowadziła do parteru.
  • szarsz 20.07.19, 11:46
    Nie sobie spieprzyli a niewinnym dzieciom. Taka różnica. I nie niektórzy, a wszyscy chlejacy, co dzieci mieli.
  • riki_i 20.07.19, 12:22
    Spieprzyli sobie i dzieciom.
  • alin9 20.07.19, 14:15
    Tylko sobie z głupoty a dzieciom za co?
  • jan.kran 20.07.19, 11:06

    ——————> Wiem że nie piszesz na serio i że to prowokacja ale lekko się zirytowałam.Ja mam braci z pokolenia około 1950 sama zbliżam się do sześciesiątki i wiem jak wyglądało codzienne życie w PRL.Jakby niedokładnie tak jak opisujesz.
  • chatgris01 20.07.19, 11:31
    Hyhy
    www.youtube.com/watch?v=SpbgC9tvkig

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • andaba 20.07.19, 12:02
    Moja mama, tużpowojenna komunę wspomina z nostalgią. Niby sie cieszyła w 1989, popłakała się ze wzruszenia, jak Glempa w Wigilie pokazali (w 88?), współorganizowała Solidarność w swojej pracy, ale szybko stwierdziła, że to nie to.

    A ja się nie dziwie, komuna dała jej dużo, przemiany - nic dobrego.

    Doskonale rozumiem niechęć do komuny ludzi, którzy coś stracili. Ale tez doskonale rozumiem tych, którzy tylko zyskali, bo do stracenia nie mieli nic.
  • snakelilith 20.07.19, 12:39
    Tak, bo komuna coś jednak ludziom dała. Iluzję normalności, spokoju po niepewnych i burzliwch latach pierwszej połowy XX wieku. Nie demokrację i równe szanse dla wszystkich, ale taką trochę urawniłowkę w dół, wszyscy byli w jakiś sposób biedni i mało kto mógł się uczciwą pracą wzbogacić, ale nie było głodu, za to dostęp do opieki medycznej i jako takiej edukacji. To jest jak dla zwierzęcia jak życie w klatce, trochę ciasne, ale bezpieczne, przyzwyczaja do regularnie rzucanych mu ochłapów i zabija wszelką naturalną inicjatywę, podcina skrzydła, więc wyrzucenie po latach tego zwierzaka do dżungli dzikiego kapitalizmu musiało być traumą.

    --
    "Jestem przekonany o własnej atrakcyjności i widzę, iż kobiety nie posiadają bardzo wysokich wymagań wobec partnerów" - bywalec.hoteli
  • kokosowy15 20.07.19, 20:31
    Bardzo dobre porównanie. Większość ludzi poczuła się tak, jak bazanty wypuszczone z klatek żeby Szyszko miał do czego strzelać. Tego zeru było jednak wielokrotnie więcej niż wilków lub myśliwych.
  • iimpala 20.07.19, 21:56
    jestem jednak nieco mlodsza niz "pokolenie 68" ale, generalnie, to prawda, że to pokolenie poniekąd stracone.
    Ja sama mam do tyłu 2 poważne związki, które miały skonczyć się ślubem a z powodów PRLowskich, przepadły. Pierwszy - z powodu braku samodzielnego mieszkania i żadnych perspektyw na takie. Próbowaliśmy u mnie, u niego (oczywiście, z rodzinami na karku) no i nie dało się. Zwiazek sie rozpadł.
    Drugi - ponieważ nie dostałam paszportu, w odwecie za ucieczke brata na zachód. Miałam juz wizę do UK (o co nie było łatwo) a te sku...ny odmówiły mi paszportu. No i związek też nie wypalił.
    Owszem, z dnia na dzień żyło się łatwo, szczególnie, jak miało sie te 20 lat. Praca (jakaś tam) zawsze była, życie towarzyskie kwitło...ehhh...te noce spędzone na dyskusjach...ale żeby tak sie usadzić si.e w czymś, zakotwiczyc, to raczej niekoniecznie...No chyba, że było sie resortowym dzieckiem. Moja koleżanka z pracy, córeczka dyrektora biura paszportów (a i tak mi nie pomogła w zdobyciu paszportu) została wpieprzona do nas, do pracy (prestizowej wówczas), a w dniu ślubu tatuś "dał" jej w prezencie mieszkanie społdzielcze- czyli wypierdzielono kogos z kolejki po to, żeby pannica dostała mieszkanko.
    Ustawieni to byli ci, którzy w odpowiednim momencie zwiali na zachód - tak, jak mój brat (niestety, nie pomagał pozostawionej rodzinie) albo panna biscotti, która teraz rżnie "kombatantkę".
  • szpil1 11.08.19, 09:35
    iimpala napisała:


    > Ustawieni to byli ci, którzy w odpowiednim momencie zwiali na zachód - tak, jak
    > mój brat (niestety, nie pomagał pozostawionej rodzinie)

    Dlaczego uważasz, że brat miał obowiązek pomagać? Tam na zachodzie miał wszystko podane na tacy, pieniądze (bo podejrzewam, ze o to chodzi) z drzewa zrywał?
  • milamala 21.07.19, 02:50
    Zalezy jak kto sie ustawil. Dla moich rodzicow to bylo zycie raczej stracone. Mam porownanie z moimi tesciami Holendrami w podobnym wieku co rodzice. Tesciowie generalnie slabiej wyksztalceni, a o ile lepiej im sie wiodlo niz moim rodzicom. Tylko dlatego, ze mieszkali w Holandii a moi w Polsce. Kolosalna roznica.
    Generalnie uwazam, ze dzieci (tak jak ja) przelomu, ktore uczyly sie w komunizmie ale na rynek pracy weszly w dobie przemian to tez pokolenie stracone.
  • bergamotka77 11.08.19, 01:06
    Zgadzam się, to wyjątkowe pokolenie moich rodziców. Potrafią cieszyć sie życiem, są twardzi, nie cackaja się ze sobą, ale kochają jak nikt.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • wapaha 11.08.19, 09:08
    Nie wiem na ile zwodzi mnie pamieć- ach , piękne dzieciństwo, ale muszę się zgodzić z Twoimi obserwacjami. Mimo, że wychowana zostałam w małym mieście, to jednak nawet tu ( choć skala pewnie inna niż w stolicy) było barwnie. Pamiętam - lekkość bytu, nie myślenie o przyszłości ( do dzisiaj sie zastanawiam jak to możliwe że rodzice nie mieli oszczędnosci)- oboje pracowali, zarabiali, mieszkanie "dostali", mieli jedno dziecko- dobre jedzenie, wyjazdy, podróże ( bez dziecka), imprezki -przez cały rok imieniny -i tak łazili tylko od jednych do drugich - w zasadzie raz w miesiącu przynajmniej dwa przebalowane weekendy - siedzenie do rana, morze alkoholu, muzyka, zabawa, śmiech. Na porządku dziennym było też obchodzenie imienin w zakładach pracy .Moja Mama chodziła na spotkania z koleżankami- tata nazywał je "Sabat Czarownic" - też kilka razy w roku . Odbierał ją z nich bo wiadomo, przy suchym pysku laski nie siedziały.
    Mam wrażenie, że ludzie żyli z dnia na dzień.
    Znam sporo -tzw.prywaciarzy- który wtedy wstrzelili się w rynek zaczynajac działalność , dzięki czemu dzisiaj mają prężnie działające firmy i firemki, dające zatrudnienie nie tylko swoim dzieciom
  • wapaha 11.08.19, 09:24
    Po przemysleniu- zahaczyłam wspomnieniami też o lata 90-te- aczkolwiek wcześniej opisywane sytuacje też miały miejsce

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka