Dodaj do ulubionych

Nie pożyczanie zabawek.

28.07.19, 10:00
Taka sytuacja:

Piaskownica (hi hi, kto by pomyślał, że takie wątki będę zakładać), jest tam kilka zabawek "wspólnych", można coś wybrać i się bawić plus część dzieci ma swoje własne.
Dziecko bawi się swoją zabawką, ale potem idzie chwilowo w inny kąt, więc jego własna zabawka (nic wypasionego, ale fajne kolory) zostaje "porzucona", zabawkę bierze inne dziecko, po pewnej chwili właściciel zabawki wraca i wydziera z ręki tamtemu dziecku swoją zabawkę (jeszcze nie umie za bardzo mówić), dziecko w ryk, pytam się czy pożyczy zabawkę płaksie, ale twarde "nie".
Płaksa się rozkręca i płacze naprawdę dobrą chwilę, aż matka reaguje (próbuje odciągnąć uwagę, bezskutecznie, tylko jeszcze większy ryk), pytam więc znowu czy może by pożyczył na chwilkę zabawkę tu ma inne (znowu "nie").
Płaksa - znowu ryk i taki konkretny, jeszcze większy, nic tylko "ta zabawka, ta zabawka". Matka próbuje tłumaczyć, że nie jest to ich zabawka, dalej nic, znowu ryk.
Co w takiej sytuacji? Kolejna próba zapytania o wypożyczenie mrocznego (choć kolorowego i taniego, wiem bo kupowałam big_grin) przedmiotu pożądania kończy się czy tam pali na panewce.
Jaka reakcja byłaby najlepsza?

--
Nie dam się wygasić!
Edytor zaawansowany
  • grrrru 28.07.19, 10:08
    Zabranie płaksy i przytulenie, a potem wyjaśnienie, że ktoś może pożyczyć, ale nie musi. Niestety, taki etap, pozostaje przeczekać. I uzbroić się w cierpliwość, bo po piaskownicowych dramatach zaczną się inne.
  • katja.katja 28.07.19, 10:47
    Nie, ja pytam od strony opiekuna "nie płaksy" tylko właściciela zabawki wink, który nie chce się dzielić.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • grrrru 28.07.19, 11:29
    Jak nie przemawia propozycja wymiany czy wspólnej zabawy to nic. Wyjaśnić tylko, że ma prawo nie pożyczać zabawek, ale musi się liczyć z tym, że inni też mu nie pożyczą i też mają prawo.
  • katja.katja 28.07.19, 11:51
    Tu raczej nie ma problemu (jeszcze).
    Niestety "płaksa" naprawdę się mocno rozkręciła (i długo), nie dawała uspokoić matce (która chyba robiła wszystko co można, odwracanie uwagi, propozycja innych zabawek lub przejścia na huśtawki), niestety skończyło się to (choć nie wiem czy to był główny powód, nie znam się specjalnie), że się posikała uncertain i mimo tego nadal był ryk o zabawkę.


    --
    Nie dam się wygasić!
  • grrrru 28.07.19, 11:59
    No ale co tu do roboty od strony właściciela zabawki czy jego rodziców? A z płaksą jak z płaksą - taki wiek, takich dramatów będzie jeszcze dużo.
  • katja.katja 28.07.19, 12:21
    Po prostu tak jakoś głupio.
    Sądząc po wyglądzie i wymowie płaksa starsza, jak ma to jakieś znaczenie.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • potworia116 28.07.19, 12:34
    Chodzenie na płace zabaw i publiczne plaże kompletnie mi z tego powodu obrzydło. Jak się sfokusuje na cudzej piłeczce to awantura z tarzaniem się po ziemi i sinieniem z płaczu zawisa w powietrzu. Trudny wiekuncertain
  • danaide 28.07.19, 13:22
    Polecam godziny obiadowe, 13-15. Place zabaw magicznie się wyludniają...
  • ichi51e 28.07.19, 13:35
    To jeszcze malo. Moje dziecko bylo takie ze swoje oddawalo a potem w ogole nie umial tego odebrac. W ogole. Najbardziej zaawansowane co wykoncypowal to lazenie za zaborca az ten sie znudzil i rzucil i wtedy sobie swoja wlasnosc odbieral. I raz wzielismy pilke... jakis maluch mu zabral. Zlapal trzyma. Ten czeka. A dzieciak zacial sie i widac ze po prostu puscic nie umie jak to z maluchami. Ale w koncu rzucil. No to moje zadowolone sobie szybko pobieglo za pilka i zabralo nim maluch sie zorientowal. Problem ze w koncu sie zorientowal i ryczy. No i moje stoi pilke trzyma nie wie co robic. Na co z krzakow wyskoczyl tatus tego dziecka i wyrwal mojemu pilke... dorosly czlowiek rozumiecie...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • shumari 28.07.19, 10:49
    Właśnie taka sytuacja przytrafiła się mi kilka dni temu. Moja trzylatka była płaksą.
    Scena na basenie- w wodzie bawiła się mniej więcej równolatka ze swoimi laleczkami. Moja podeszła i zaczęła się przyłączać do zabawy. Miała swoje zabawki, ale raczej typowo basenowe. Sytuacja zbiegła się z chwilą, kiedy koleżanka wychodziła z wody na jedzenie. Moja płaksa nie zaakceptowała sytuacji, ze wraz z właścicielka z wody wychodzą również jej lalki.
    Wyciągnęłam z wody i odeszłam dosyć daleko bo pisk mógł wyprowadzić z równowagi odpoczywających. Zaproponowałam dostarczenie z pokoju własnych zestawów maluch lalek, które z nami przyjechały. Nie chciała. Mąż jednak poszedł i przyniósł. W między czasie mama drugiej dziewczynki namówiła ja żeby się podzieliła. Zbiegło się to w chwili, kiedy mąż przyniósł zabawki naszej beksy. Dziewczyny się wymieniły i po wszystkim fajnie bawiły.
    Dużo zależy od tego jak zareaguje opiekun właściciela zabawek. Może zaproponować podzielenie się
    , ale nie musi. Wówczas zadaniem opiekuna płaksy jest odwrócenie uwagi od zabawki (zazwyczaj płaksy to maluchy, wiec tłumaczenie może okazać się nieskuteczne)
  • katja.katja 28.07.19, 10:53
    Zaproponowanie małemu właścicielowi zabawki by się nią podzielił (prosił opiekun) spotkało się ze zdecydowanym "nie", także w sytuacji gdy podsuwano mu inne.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • shumari 28.07.19, 11:09
    W takim razie nie przejmowałabym się płaksą i pozwoliła opiekunowi rozwiązać problem po swojemu.
    A już napewno nue zmuszałabym właściciela zabawki do podzielenia się.
  • ichi51e 28.07.19, 11:03
    Jak nie chcialo pozyczac to nie zmuszalam. Za to jako rodzic bardzo pilniwalam zeby cudzych nie bral a jak bral zeby zawsze oddwal (mnie w najgorszym wypadku zebym mogla oddac wlascicielowi). Najgorsze sa dzieciaki co pozyczaja a potem rzuca gdzies w kacie i laz po placu i szukaj.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 28.07.19, 11:05
    Dziecko nie ma zadnego obowiazku sie dzielic swoimi zabawkami (placowe wiadomo sa wszystkich). Wszystkie dzieci na placu jakie spotkalam rozumialy “to nie jest placowe to jest nasze”

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • katja.katja 28.07.19, 11:53
    A wyrwanie swojej zabawki (nie użyczonej, po prostu została wzięta gdy chwilowo bawił się czym innym w innym kącie) z ręki?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • grrrru 28.07.19, 12:00
    Normalne w wieku, kiedy nie potrafi się powiedzieć; proszę zwrócić moją własność smile
  • katja.katja 28.07.19, 12:16
    A to ok, nie znam za bardzo piaskownicowych zwyczajów, do tej pory było bezkonfliktowo.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • danaide 28.07.19, 13:20
    E tam, moja matka kiedyś z głowy jednej kobicie czapkę zabrała. Swoją. Ręcznie robioną. Zgubiła się w pracy, tamta kobieta chyba też tam pracowała.
  • kandyzowana3x 28.07.19, 13:01
    Zalezy od lokalnych zwyczajow. U nas bylo przyjete, ze jesli dziecko wynosilo zabawki miedzy inne dzieci to raczej pozwalalo sie innym tez pobawic. Zdecydpwanie przestrzegano tego w przedszkolach I szkole. Jesli chcialo cos zachowac tylko dla siebie to raczej do zabawy w domu bez "kuszenia" innych dzieci.
  • potworia116 29.07.19, 09:06
    Marzę o takim formalnym przepisie: zabawki, którymi nie chcesz się dzieluć, zostaw za bramką placu zabaw.
  • marisol25 28.07.19, 11:43
    katja.katja napisała:

    > Taka sytuacja:
    >
    > Piaskownica (hi hi, kto by pomyślał, że takie wątki będę zakładać), jest tam ki
    > lka zabawek "wspólnych", można coś wybrać i się bawić plus część dzieci ma swoj
    > e własne.
    > Dziecko bawi się swoją zabawką, ale potem idzie chwilowo w inny kąt, więc jego
    > własna zabawka (nic wypasionego, ale fajne kolory) zostaje "porzucona", zabawkę
    > bierze inne dziecko, po pewnej chwili właściciel zabawki wraca i wydziera z rę
    > ki tamtemu dziecku swoją zabawkę (jeszcze nie umie za bardzo mówić), dziecko w
    > ryk, pytam się czy pożyczy zabawkę płaksie, ale twarde "nie".
    > Płaksa się rozkręca i płacze naprawdę dobrą chwilę, aż matka reaguje (próbuje o
    > dciągnąć uwagę, bezskutecznie, tylko jeszcze większy ryk), pytam więc znowu czy
    > może by pożyczył na chwilkę zabawkę tu ma inne (znowu "nie").
    > Płaksa - znowu ryk i taki konkretny, jeszcze większy, nic tylko "ta zabawka, ta
    > zabawka". Matka próbuje tłumaczyć, że nie jest to ich zabawka, dalej nic, znow
    > u ryk.
    > Co w takiej sytuacji? Kolejna próba zapytania o wypożyczenie mrocznego (choć ko
    > lorowego i taniego, wiem bo kupowałam big_grin) przedmiotu pożądania kończy się czy t
    > am pali na panewce.
    > Jaka reakcja byłaby najlepsza?

    Setki razy to przechodziłam.jesli moja córka wzięła cudzą zabawkę a właściciel nie chciał się podzielić, trudno, ma takie prawo skoro jego.
    Jeśli zabawki są wspólne to nie ma wyrywania sobie i monopolizowania godzinami tylko ustalana jest kolejność, trochę ty, trochę inne dziecko.
    Jeśli zabawki należą do mojej młodej a ona nie chce się podzielić to bez krepacji mówię, że niestety ale to jej własnośc i należy rzecz zwrócić.
    Jakoś ten mix się sprawdza, od 6 lat xdd
    >
  • 1papryczka.chili 28.07.19, 11:44
    Zawsze nienawidzilam takich sytuacji. Moje dziecko nigdy płaksą nie było. Nie chciał czyichś zabawek i swoich też nie chciał pożyczać. Wtedy płaksy w ryk a mamusie do mojego dziecka że no ale dlaczego nie chce pożyczyć. Rozumiecie? Do dwulatka żeby wyjaśnił im dlaczego. Zawsze spotykałam takie kretynki. I to nie jest tak że nie mówiłam mojemu dziecku: podziel się. Mówiłam wielokrotnie. Ale on nie chciał. Bardziej nie rozumiały tego matki niż ich dziubdziusie. Dlatego odetchnęłam z wielką ulgą jak moje dziecko przestało chodzić na place zabaw.
  • kruszysia 28.07.19, 11:50
    Ciekawe, czy te mamusie pożyczyłyby obcej kobiecie swój samochód...
  • 1papryczka.chili 28.07.19, 13:07
    Otóż to. Ale to trzeba użyć mózgu żeby zrozumieć tą prostą zależność. Niektórzy nie potrafią. Nic nie poradzisz.
  • noemi29 28.07.19, 14:03
    kruszysia napisała:

    > Ciekawe, czy te mamusie pożyczyłyby obcej kobiecie swój samochód...

    Kiedyś zapytałam taką mamusię, czy pożyczy mi swoją torebkę. Spojrzała na mnie i na początku nie zrozumiała w ogóle o co mi chodzi. Widziałam, że jest zszokowana absurdem mojej prośby i "trawi" pytanie.
    Potem jej wyjaśniłam, że ona czuje opór i niepokój, a przed chwilą mocno skrytykowała moje dziecko, że jest złym kolegą, bo nie chciał dać jej dziecku swojej zabawki. Wyniosła się z piaskownicy obrażona.
    Mój syn dostał nową koparkę, wyszedł z nią pierwszy raz i mimo moich zachęt nie chciał się podzielić. Tamten dostał furii no i zrobiło się średnio fajnie.
  • potworia116 29.07.19, 14:57
    Uważam, że nie powinno się zabierać cennych zabawek w miejsca, gdzie bawią się maluchy, nie do końca ogarniające koncepcję cudzej własności. Porównanie do torebki demagogiczne i nietrafione.
  • katja.katja 28.07.19, 11:54
    Ta matka była w porządku, zajęła się swoim dzieckiem i starała odwrócić uwagę/tłumaczyć, bez skutku.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • 1papryczka.chili 28.07.19, 13:08
    To jak tak to nic wiecej nie da się zrobić. Wszyscy dorośli zareagowali prawidłowo.
  • danaide 28.07.19, 13:14
    No cóż, w tym wieku nieosiągalność plastikowego badziewia w piaskownicy to przedsionek piekła jaki szykuje Ci życie, a w nim cały szereg nieosiągalności. Takie jest życie.

    Swoją płaksę bym przytuliła. Bo takie jest życie. Na pewno nie szykowałabym petycji do innych matek z wnioskiem o podzielenie się. W sumie przez lata czekałam, aż jakaś matka mi z taką petycją wyjedzie, abym wtedy mogła perfidnie spytać: "A pani pożyczy mi swojego męża? Oddam na pewno!" - ale jakoś się nie doczekałam.

    Moje dziecko nauczone było, że ma swoje prawa. Nie, nie musi dawać gryza drożdżówki przypadkowej pani na ulicy, nie wyglądającej bynajmniej na konającą z głodu (autentyk!!!). Nie musi dawać ulubionych zabawek, skoro są ulubione. Mniej ulubione - jak woli, generalnie ma wybór: albo się bawi z innymi dziećmi dzieląc swoimi zabawkami, albo się bawi sama nie dzieląc. Ale wybór jest jej. I koło 4-6 roku życia ten wybór zaczyna dziecko rozumieć. Wcześniej liczy się tylko mama i plastik.

    A największym zainteresowaniem dzieci bawiących się w piasku cieszyły się miarki do mleka MM, których miałyśmy pod dostatkiem oraz łopatka z długą rączką, klasyk z IKEI i najlepiej chyba wydane w moim życiu 2 zł (polecam zakup, bo akurat nie było mowy o pożyczeniu akurat tej łopatki!)
  • aniani7 28.07.19, 13:15
    Raczej niepozyczanie.
  • jeszcze_blizniaki 29.07.19, 09:12
    "Niepożyczanie " pisze się razem.
  • kafana 29.07.19, 09:24
    Niepisany kodeks naszej piaskownicy:Niczyje zabawki- kto pierwszy ten lepszy. Zabawki majace właściciela- to właściciel decyduje kto się teraz bawi. W Twojej sytuacji próbowałabym tłumaczyć, zająć uwagę czym innym żeby do pożyczenia doszło ale jeśli trafiłbym na opór totalny-olalabym. To nie Twoj problem w tym momencie.
    Ja ostatnio byłam w miejscu gdzie byla trampolina(młody ma 2 lata) i strasznie chciał poskakać. Jednak trampolinę okupowała 5 letnia dziewczynka, która na wszystkie moje prośby - zejdź proszę na minutę mówiła NIE i śmiała mi się w twarz. Skubana wytrwała była. Obok stała chyba jej babcia i miała sytuacje kompletnie w tyle. Również to ze już całkiem niemiło jej dogadywałam ( nie jestem dumna zeźliłam sięsmile) i w sumie co? Nic nie mogłam zrobić a ryk był potężny.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka