Dodaj do ulubionych

A taka matka, jak sobie radzić?

03.08.19, 17:29
"Mamo dostałam awans, będę robić nowe, fajne rzeczy."
"Ojej, a będziesz umiała?"

Wpada mama z wizytą i gadka szmatka, mówię że mąż wczoraj cały dzień mył okna. Mama ze szczerą troską patrzy na smugi (naprawdę szczerą, to nie aluzja): "o, a w kuchni nie zdążył?"

I tak całe życie, z wiekiem coraz gorzej. Moja matka ma talent do spojrzenia z najczarniejszej możliwej strony. W dodatku ma zerowe poczucie własnej wartości które rozciąga się na najbliższych, w tym mnie.
Jest samotna i bardzo chce być potrzebna, więc oferuje non stop pomoc. Niestety robi to w takiej formie że czuję się jak ostatnia oferma. Np. wchodzi do domu, omiata wzrokiem chałupę i mówi "daj to ci wypiorę te firanki".

Doszło do tego że nie mówię jej już prawie nic ani pozytywnego ani negatywnego, bo się boję podcięcia skrzydeł albo litowania się ojojoj jaka ty biedna jesteś.

Z wyszukiwaniem wad w chałupie sobie radzę humorem zresztą po prostu odmawiam pomocy (czym ją strasznie zasmucam, bo ona by chciała żebym ją sobą zajęła). Niestety wewnętrznego krytyka mam w głowie i tego nie umiem się pozbyć. A najbardziej się boję tego że będę kiedyś taka sama, bo tym nasiąkam od zawsze.
Jak żyć?
Edytor zaawansowany
  • pade 03.08.19, 17:42
    Mówiłaś kiedyś mamie, jak te uwagi na Ciebie wpływają? Że nie kojarzą Ci się z miłością, dbaniem, wspieraniem tylko z dołowaniem?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • pani_tau 03.08.19, 17:47
    To matka uderzy w płacz, że ona wszystko dla córki a ta się odwdzięcza podłymi oskarżeniami o chęć dołowania.
  • malgo21 03.08.19, 17:57
    Tak by było prawdopodobnie, ale to mnie nie usprawiedliwia oczywiście.
    Ostatnia poważna, szczera rozmowa jaką pamiętam to ta o mojej wyprowadzce z domu rodzinnego. Płacz był uncertain
  • pade 03.08.19, 18:10
    No i cóż z tego?
    Mamo, rozumiem, że nie chcesz mnie dołować, że to nie jest celowe, ale ja się tak właśnie po twoich uwagach czuję.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • malgo21 03.08.19, 17:54
    Nie zebrałam się, komunikacja z moją mamą oparta jest o domysły. Tak było zawsze, że jak dzwoniła co tam porabiam i mówiłam że np. Idę z dzieckiem na spacer to ona robiła dla mnie obiad. Potem było jej przykro że nie weszłam do niej (mieszkam w zasięgu spaceru) i ona musi teraz sama jeść i się zepsuje,itd.. Oczywiście ta przykrość też nie była wyrażona wprost. Nie muszę dodawać że w trakcie rozmowy żadne zaproszenie na obiad nie padło (chociaż ja wytresowana wiedziałam że oczekuje ode mnie odwiedzin).

    Ja to u siebie wyłączyłam i reaguję tylko na to co usłyszę wprost.
  • umi 03.08.19, 18:03
    Nie da sie jej nauczyc normalniejszej komunikacji? Plus jesli tak lubi czuc sie potrzebna, to w zakresie ktory Ci nie przeszkadza, ja bym sobie pokorzystala, póki ja masz. Bycie zaopiekowanym przez rodzine to mile uczucie. No i tylko dla rodzicow jestes dzieckiem, tylko dla dziadkow wnuczka itd. Potem ten czas juz nie wroci (oczywiscie nie nalezy przeginac i sie nie odpękowiniac, bo to juz szkodliwe).
  • pade 03.08.19, 18:08
    Rozumiem, ale mnie chodziło właśnie o komunikację wprost. Czyli na "oj, a będziesz umiała?" odpowiedź: "mamo, wolałabym usłyszeć, super córcia bardzo się cieszę".
    Nie twierdzę, że zawsze i z każdym da się w ten sposób. Ale może warto spróbować?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • tryggia 03.08.19, 17:55
    Moja mama na taką matkę, ja babcię. Mieszanka narcyzmu z malkontenctwem. Nic nie jest dość dobre, ładne, akurat, porządne, miłe itd. Oprócz niej. Ale najczęściej pada zwykła krytyka i narzekanie. Mogłabym księgę grubości starych książek telefonicznych z opisem jej krytyk i narzekań.
    Mi łatwiej było się wysupłac z jej wpływu na samoocenę, gorzej z mamą. Ale nauczyła się już częściowo olewać i nie oczekiwać, żeby była inna.

    --
    Hope
  • malgo21 03.08.19, 18:01
    U mnie to trochę inaczej, bo ona sama o sobie chyba jeszcze gorzej myśli niż o tych moich firankach. Ale efekt oczywiście podobny.

    A Twoja mama nie powtórzyła schematu? Bo u mnie to sztafeta rodzinna (babcia to dopiero był toskyk) i się zastanawiam czy można z tym zerwać
  • kosmos_pierzasty 03.08.19, 21:39
    malgo21 napisała:

    > i się zastanawiam czy można z tym zerwać
    Można, ale trzeba temat rozpracować.
    I doprowadzić się do takiego stanu, żeby nie reagować na te teksty.
  • heca7 03.08.19, 17:56
    Moja jest mistrzynią. 9 lat temu pojechałam z rodziną do Chorwacji. Wróciłam opalona. Nie jakaś tam spalona bo cały czas z dziećmi w wodzie albo w cieniu ale kolor był. Popatrzyła, zmarszczyla się (tego nie umie ukryć) i powiedziała mi, że muszę się zacząć leczyć bo mam okropna "siatkę żylakowa " na nogach big_grin albo zatrzymuje mnie na parkingu pod sklepem i mówi- zmieniłaś krem? Bo lepiej wyglądasz, masz gladsza twarz. Dziś wzięła wnuczke za włosy i mówi- jakie cienkie ci się zrobiły. A takie grube i gęste miałaś, przerzedzily się... itd itp dużo by opowiadać.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • ajrisz.ka 03.08.19, 18:07
    Nie wiem jak żyć - może wstrzymać się z rozmnożeniemwink tak profilaktycznie, aby nie powielać toksycznych schematów?
    Istnieją takie domy, w których zawsze będziemy sprowadzani "do parteru": do roli nieporadnego, wymagającego specjalnej troski dziecka.
    A do tego to czarnowidztwo...niczym samospełniająca się przepowiedniawink
    Może jest ma sali psychoterapeuta? I wypowie się na temat.

  • lacunalegis 03.08.19, 21:19
    Gdyby nie niektóre szczegóły opowieści, byłabym pewna, że opisujesz moją ciotkę, rodzoną siostrę mojej babci. Samorodny talent do podcinania skrzydeł. Na przykład. Miałam siedem lat, coś tam sobie śpiewałam. "O, śpiewasz sobie? Lubisz, prawda? Szkoda, że nie masz głosu...". I najgorsze jest to, że ona naprawdę wtedy szczerze żałowała, że nie mam głosu. O nic więcej jej nie chodziło. Po prostu jakby nie miała tej części mózgu, która pozwalałby jej sobie wyobrazić, jak podobne komunikaty są odbierana przez innych. Albo jakby uważała, że komplementy bez łyżki dziegciu są jakoś nie na miejscu, nie wiem, przynoszą pecha, psują odbiorcę, niewiarygodnie brzmią.

    Bo ciotka wcale nie chce dołować, ona po prostu uważa, że tak się rozmawia. Co ciekawe, tak poza tym, to jest osoba całkiem empatyczna. Choremu pomoże, biednemu pożyczy, potrzebującemu załatwi, nie trzeba jej prosić, sama się rwie.

    Jeżeli Cię to pocieszy, to żadne z dzieci ciotki nie poszło w jej ślady. Wszystkie są w jakiś sposób przeciwieństwem. Żartują z legendarnych komplementów swojej matki, z tych wszystkich "w tym kolorze wyglądasz, jakbyś miała dobrą cerę", "ładna koszula, inni mężczyźni noszą węższe, ale masz rację, to nie przy twojej tuszy...", "kto mi to naprawi? ty? przecież masz gumowe ręce, pamiętasz jak byłeś taki mały i potłukłeś cztery kubki jednego dnia?". Jeżeli masz świadomość, jak podobne komunikaty brzmią, pewnie nie będziesz ich powtarzać. Wewnętrzny cenzor będzie je blokował.
  • stephanie.plum 03.08.19, 22:06
    :~D

    --
    idę tam, gdzie idę
  • taki-sobie-nick 03.08.19, 22:20
    Bo ciotka wcale nie chce dołować, ona po prostu uważa, że tak się rozmawia.

    A jak ciotka reaguje na podobne uwagi pod własnym adresem?
  • lacunalegis 04.08.19, 10:09
    taki-sobie-nick napisała:

    > A jak ciotka reaguje na podobne uwagi pod własnym adresem?

    Jeżeli wyczuwa kpinę lub złośliwość to źle. Zwłaszcza, że dosyć często ją to spotyka, te jej komplementy trafiają przecież nie tylko do już przyzwyczajonej rodziny, ale także do obcych. A łatwo sobie wyobrazić, że sąsiadka słysząc coś podobnego raczej się odgryzie.

    Natomiast ciotka często sama zaczyna rozmowę na ten temat, że utyła, że zakalec jej wyszedł albo że coś chciała naprawić, a zepsuła do reszty. Nie oczekuje wtedy pocieszania, że "nie, nie, wcale nie", raczej jakiegoś "a to tak jak ja, też jestem gruba i nic mi nie wychodzi". Jakoś bezpieczniej czuje się w rozmowie o porażkach.

    Wiem, dziwna osoba, ale znam ją od dziecka i w sumie jej współczuję. Ona chciałaby mieć grono przyjaciół, żeby wnuki lubiły u niej bywać i tak dalej. Teraz z żyjącego rodzeństwa jest najstarsza i chciałaby być nestorką, do której każdy przychodzi po radę. A nie ma tego wszystkiego przez tę swoją jakąś ułomność.
  • czarniejszaalineczka 03.08.19, 22:24
    "w tym kolorze wyglądasz, jakbyś miała dobrą cerę", "ładna koszula, inni mężczyźni noszą węższe, ale masz rację, to nie przy twojej tuszy...", "kto mi to naprawi? ty? przecież masz gumowe ręce, pamiętasz jak byłeś taki mały i potłukłeś cztery kubki jednego dnia?"



    big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin

    --
    "Emocje, ciepło, tęsknota... wtf? Facet to nie kot, nie trzeba miziac. "
  • sasanka4321 03.08.19, 22:37
    >"w tym kolorze wyglądasz, jakbyś miała dobrą cerę"

    big_grin Boskie! Kradne, i bede uzywac!!! big_grin
  • lacunalegis 04.08.19, 10:11
    sasanka4321 napisała:

    > >"w tym kolorze wyglądasz, jakbyś miała dobrą cerę"
    >
    > big_grin Boskie! Kradne, i bede uzywac!!! big_grin

    A proszę, ale w okolicach Gliwic mieszka pierwsza adresatka tego komplementu, więc jeżeli usłyszy go ponownie, to się może zdziwić big_grin
  • chococaffe 03.08.19, 22:42
    "w tym kolorze wyglądasz, jakbyś miała dobrą cerę",

    big_grin Mistrzostwo big_grin
  • malgo21 04.08.19, 02:04
    Oo, dokładnie ten typ! Niektóre teksty jakby z jej ust wyjęte smile
  • umi 05.08.19, 01:46
    Ta ciotka nie ma czegos ze spektrum autyzmu?
  • lacunalegis 05.08.19, 18:50
    umi napisała:

    > Ta ciotka nie ma czegos ze spektrum autyzmu?

    Podejrzewam, że akurat u niej przyczyna jest inna. Przy czym to tylko taka nasza rodzinna intuicja, nie mamy żadnego dowodu.

    Ciotka, oczywiście, żadnej diagnozy nie ma. Dobiega osiemdziesiątki, dzieckiem i młodą osobą była w zupełnie innych czasach. Do lekarza "od głowy" wysyłano tylko skrajne przypadki. Nikt nie pomyślał, żeby pomóc dziewczynie, która trochę za często strzelała gafy.
  • ortolann 03.08.19, 21:50
    Jesteśmy siostrami? Ja na moją warczę jak tak mówi, strasznie mnie to złości. I ona już się pilnuje, ale nie dlatego wcale, że dotarło to do niej tylko dlatego, że wie, że będę się wściekać.
    Najbardziej boję się tego, że sama tak będę się zachowywać.

    --
    http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
  • em_em71 03.08.19, 22:03
    Moja też miała odpały. Nie zliczę, ile razy wyszłam trzaskając drzwiami. Robiłam uniki, bywałam wtedna.
    Nie żyje od 7 lat. Śni mi się czasami. I bardzo za nią tęsknię sad
  • stephanie.plum 03.08.19, 22:04
    u mnie było tak:
    wychodzisz? włóż czapkę. bo jak nie włożysz, to się przeziębisz.
    a jak się przeziębisz, to osłabiony organizm nie obroni się przed poważniejszą chorobą. złapiesz grypę.
    a jak złapiesz grypę, to powikłania gotowe.
    a jak przyplączą się powikłania, to będziesz chorować miesiącami.
    a jak będziesz chorować miesiącami, to zawalisz studia.
    a jak zawalisz studia, to ciężko będzie potem o dobrą pracę.
    a jak nie będziesz miała dobrej pracy, to nic nie zarobisz.
    a jak nic nie zarobisz, to...

    w jej wizjach zawsze lądowałam jako bezdomna na dworcu.

    no niektórzy ludzie tak mają, i co im zrobisz.
    jesteśmy dorosłe, nie musimy takich rzeczy brać do siebie.

    mamę kochaj i rozpieszczaj, dobrze jej to zrobi!

    --
    idę tam, gdzie idę
  • lumeria 03.08.19, 22:19
    Czyli jak nie włożysz czapki to skończysz bezdomna pod mostem? Oczywiste, nie? tongue_out

  • stephanie.plum 03.08.19, 22:23
    no jak nie, jak tak?

    :~)

    --
    idę tam, gdzie idę
  • chatgris01 03.08.19, 22:27
    Wstyd pomyśleć, że do tej pory byłam święcie przekonana, iż to moja Mam ma zawsze apokaliptyczne wizje! big_grin

    Nie wiem, czy nie powinnam jej przeprosić...

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • paskap 03.08.19, 22:47
    Niby tak powinnam robić, rozpieszczac, ale nie potrafię pozbyć się ogromnego żalu do niej, trz tego że czuję się od zawsze że to ja nią się muszę opiekować, że to jej trzeba ustępować, że moje zdanie się nie liczy, że nie przeprosiła mnie za coś ważnego... Mam jakąś blokadę i nie umiem się jej pozbyć...
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 00:22
    A po licho rozpieszczać? Dorosła jest. Niech o siebie dba. Dzieci kochaj i rozpieszczaj (w granicach rozsądku).
    Twoje odczucia mają podstawy - to matka zwykle opiekuje się dzieckiem, jak jest odwrotnie, dziecko zwykle czuje uzasadniony żal. Jeśli Twoje zdanie się dla niej nie liczy, to znaczy, że Cię nie szanuje. Generalnie kontakty z osobami, które nas nie szanują należy co najmniej ograniczać, a nie "pozbywać się blokad" i te osoby "rozpieszczać". Dobrze się zastanów zamiast przekonywać siebie, że Twoje odczucia są bez sensu. A blokada w relacjach z takimi osobami jest raczej wskazana, bez niej byś została zjedzona, przekształć ją tak, by Ci dała ochronę, a nie pozbywaj się.
    Wiem, o czym piszę wink
  • princesswhitewolf 04.08.19, 00:30
    > , że moje zdanie się nie liczy, że nie przeprosiła mnie za coś ważnego...

    Jesteś dorosla..miejze w d... I spraw by ona sie martwila.bys ty liczyla jej zdanie. Podnozek jestes czy co? Nie trwon czasu na zale wobec matki i dasy.
  • lumeria 03.08.19, 22:18
    Czyli mama typu "szklanka pusta, i nie będziesz miała z czego nalać" 😋

    To nieuleczalne... trzeba uważać, by się nie zarazić....
  • paskap 03.08.19, 22:44
    A ja już myślałam, że tylko moja rodzicielka taka jest. Te jej wizje, wszystko jest źle, człowiek jest zdolowany od tego słuchania,. Mnie normalnie wnętrzności się wykrecaja w środku. Albo chce żebym z dziećmi do niej przyjechała na kilka dni (a czemu, nie ze tęskni, ale tak to nudno). A mnie szlag trafia, bo dziećmi się nie zajmie sama od siebie, jest mistrzem unikow. A ja mam nerwy, jak tylko słyszę mamo pobaw się że mna. Ech, wczoraj od niej wróciłam, z wyrzutami, że jestem dla niej taka oschla, ale ja serio mam doła jak jestem u rodziców. Wszystko mnie tam drażni....
  • afro.ninja 03.08.19, 22:54
    Takie potrafia byc cale rodziny...
  • princesswhitewolf 04.08.19, 00:27
    Mowi sie im" zjedz ciastko bo ci cukier spadl i zrzedzisz" i zmienia aie temat.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 00:26
    W jaki sposób próbowałaś się dotąd pozbyć wewnętrznego krytyka? Imo to temat, którym naprawdę warto się zająć na poważnie, bo taki głos niemożliwie uprzykrza życie.
  • malgo21 04.08.19, 02:14
    Po prostu identyfikuję tego krytyka. Jak np. przy obieraniu ziemniaków (banalny przykład, choć oczywiście krytyk włącza się też przy poważnych sprawach) słyszę "jakieś takie brzydkie kupiłam, lepsze są w sklepie koło mojej mamy, mogłam ją poprosić żeby mi przywiozła" to to zauważam, tzn wiem skąd to się wzięło, wiem że to absurdalne i mam wrażenie że odbieram w ten sposób moc krytykowi.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 09:58
    To już coś. Ale może jakbyś bardziej zgłębiła temat, to szybciej by Cię opuścił?
  • ewiedzma 04.08.19, 10:14
    Czyli krytykujesz się za to, że się krytykujesz? A może właśnie kluczem jest zaakceptowanie również tej części siebie? Może wtedy przestanie się tak pchać na pierwszy plan?
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 10:18
    U mnie to tak nie zadziałało. U mnie taki krytyk, dopóki go skutecznie nie wykopałam z głowy raz na zawsze, czuł się jak u siebie - akceptacja to nie była metoda, bo on przecież sądził, że ma prawo siedzieć w mojej głowie i gderać, bo to jego miejsce smile
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 10:19
    A w ogóle to wczoraj polecałam książkę, która porusza także tę kwestię. "Dorosłe dzieci niedojrzałych emocjonalnie rodziców".
  • ewiedzma 04.08.19, 10:55
    Parę tygodni temu wpisałam ten tytuł na listę książek do przeczytania po tym jak zajrzałam przez ramię sąsiadowi w Bibliotece Narodowej. Sam tytuł wystarczył, żeby wzbudzić moje zainteresowanie. Cieszę się, że zawartość nie rozczarowuje. Dzięki za polecenie smile Swoją drogą, intrygujący timing.

    W sprawie krytyka nie będę się póki co dalej wymadrzac, bo mój wciąż bywa narowisty. Ale jest zdecydowanie lepiej niż wcześniej.
  • malgo21 04.08.19, 12:51
    Dzięki, a napiszesz jak Ty wykopałaś tego krytyka?
  • pade 04.08.19, 14:22
    Nie wiem czy całkowite wykopanie jest możliwe. Prędzej wyciszenie, osłabienie jego głosu. Ja ze swoim dyskutuję i udowadniam mu, że nie ma racjismile Coraz rzadziej się odzywa.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ewiedzma 04.08.19, 14:52
    A właśnie- są ludzie, którzy w ogóle nie mają wewnętrznego krytyka? Albo mają skopanego do nieprzytomności? Mnie jego milczenie niezależnie od okoliczności kojarzy się z żenującym samozadowoleniem i ogólną dupkowatoscia tudzież "przebojowoscia". Ale może mam błędne przekonania i jednak powinnam go energiczniej strofowac?
  • kyrelime 04.08.19, 15:17
    Ja myślę, że przydatny może być wewnętrzny analityk, autoreflektyk. Krytyk w rozumieniu takim jak tutaj sie zastanawiamy jest imo szkodliwy (subiektywnie dewaluujacy itd)
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 16:04
    ewiedzma napisała:
    Mnie jego milczenie niezależnie od okoliczności ko
    > jarzy się z żenującym samozadowoleniem i ogólną dupkowatoscia tudzież "przebojo
    > woscia".

    Imo skojarzenie nie na miejscu. Z psychopatą bez empatii i sumienia chyba mylisz.

    Człowiek szczęśliwy, zadowolony, nie jest dupkowaty. Przebojowy może być przy okazji, może nie musi.

    Takie krytykowanie zadowolenia z siebie to imo przejaw skrzywionej mentalności, nie wiem czy nie mamy do tego skłonności - narzekania, krytykowania siebie i innych... Ale to jest coś, co należy zmieniać, a nie uważać za normę i się podporządkowywać.

    Krytyk jest bezwzględnie szkodliwy. Dobra jest rozwaga i autorefleksja, żal w niektórych sytuacjach jest normalny. Co innego jak krytyk mówi np. 'ty kretynko, jak mogłaś coś takiego zrobić?!', a co innego, gdy dojrzała ty myślisz sobie 'rzeczywiście mogłam lepiej wybrnąć z tej sytuacji; co zrobiłam nie tak? co mogę następnym razem zrobić lepiej?' I po rozważeniu tych kwestii zapominasz o temacie zamiast się biczować, tydzień, miesiąc... a może latami...?

    >Ale może mam błędne przekonania
    Myślę, że niekoniecznie dobre dla Ciebie samej.

    > i jednak powinnam go energiczniej stro
    > fowac?
    Samo strofowanie to chyba niewiele daje.
  • ewiedzma 04.08.19, 17:22
    Pisząc o samozadowoleniu nie miałam na myśli zdrowego i sympatycznego zadowolenia z siebie, lecz psychiczną masturbacje własną zajefajnoscia w niestosownych momentach. Taki skrót myślowy, przepraszam. Chyba po prostu ubralam swoje zmagania z wewnętrznym krytykiem w inną narrację: ewoluował z wewnętrznego wroga w krytyka konstruktywnego. Tzn. jeżeli się odzywa to już najczęściej bez złości, pogardy, umniejszania.
  • pade 04.08.19, 17:25
    Może to nie jest krytyk w takim razie, tylko Dorosły?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ewiedzma 04.08.19, 17:41
    Jeśli tak to wcześniej go nie było wink
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 19:08
    Grunt, że teraz jest 😊
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 16:10
    malgo21 napisała:

    > Dzięki, a napiszesz jak Ty wykopałaś tego krytyka?

    Wg mnie ten krytyk to nie jest odrębne zjawisko. To jest element większej całości i skutek takich a nie innych życiowych doświadczeń. Imo, metodą na pobycie się go jest ogólne uporządkowanie swoich spraw, rozrachunek z przeszłością.

    Jak było u mnie? Najpierw usłyszałam o 'wewnętrznym dziecku' (była taka moda) i dość intensywnie zgłębiłam temat. Potem byłam na terapii. W międzyczasie miałam różne zajęcia na uczelni związane z psychologią, prowadziłam różne rozmowy. No i krytyk się w końcu zmył - nie że z dnia na dzień, ale po iluś tam latach. Może uznał, że go nie słucham i się obraził? wink Nieważne, ważne, że go nie ma.
  • abecadlowa1 04.08.19, 13:38
    Ja się dopiszę z pewnym pomysłem. Wewnętrznego krytyka trzeba zwolnić. Od razu, bez wypowiedzenia. Na jego miejsce zatrudnić kogoś o kompetencjach potrzebnych w firmie "Moje życie" sp. z o.o. Może to być charyzmatyczny SEO, mistrz Yoda, odważny kapitan, wg potrzeb. Kiedy krytyk znów się pojawi trzeba mu przypomnieć, że został zwolniony 😉 Dobrej zabawy
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 16:12
    Fajne smile
  • princesswhitewolf 04.08.19, 00:26
    A co ty taka ambitna? Ja to bym chciala miec matke oferujaca wypranie firanek. Jakby o smugach zaczela to ja do niej bym rzekla" a poprawisz?" I wreczyla szmate.
    Koffam ludzi chetnych do roboty. A jak niechetna a zrzedzi to zrugam ostro i juz sie nie odwazy.

    A juz tym baniem sie podciecia skrzydel itd tekstami to cos nie tak z asertywnoscia. Obetnij pepowine. Lojboziu gdybym ja miala sie przejmowac moja matka jeszcze ...lol...
  • malgo21 04.08.19, 02:19
    O, byłabyś idealną córką dla mojej mamy. Mogłaby wziąć ten twój zapuszczony dom w swoje ręce i wreszcie pomóc. Ja niestety nie lubię jak mi goście mówią na dzień dobry że mam brudne firanki.

    A, ona nie powiedziała "masz smugi", ona zapytała z troską dlaczego nie zdążył umyć w kuchni. Taki niuans wink
  • kyrelime 04.08.19, 10:50
    To dobry sposób na taką osobę, ale ciężko mieć takie podejście, jak wychowywała Cię taka matka.
    Autorko trzymam kciuki, żeby udało Ci się wygrać z wewnętrznym krytykiem. Może poczytaj o sposobach radzenia sobie wykorzystywanych w terapii behawioralnej? Wtedy i matka będzie Ci nie straszna- można jej gadkę potraktować ze śmiechem lub wykorzystać przeciw niej (dać szmatę i niech poprawia), ale tylko wtedy jest to możliwe, gdy będziesz umiała tych komentarzy nie brać do siebie, potraktować jako wadę bliskiej Ci osoby, której nie zmienisz. Mam też taką osobę w rodzinie i jej komentarze wywołują u mnie raczej wewnętrzny chichot, czasem z mężem się prześcigamy w domyslach do czego ona może się tym razem przyczepić. Ale nieprzejmowanie się nie jest możliwe, gdy są emocje, a z matką one zazwyczaj jednak są.
    Może wtedy, gdy dopada Cię myślenie typu matki mów sobie w myślach: Alarm! To nie szklanka mojej matki- moja jest do połowy pełna?😊
  • kalina_lin 04.08.19, 10:40
    Tak mi się przypomniało. Pierwszy w życiu spacer mojego kilkudniowego syna. Moi rodzice przyjechali trochę potowarzyszyć, trochę pomóc, bo byłam po CC.
    Wychodzimy przed blok, piękna pogoda, moja matka nachyla się nad wózkiem i mówi do noworodka: "świat jest paskudny". Kurtyna.
  • dwa_plus_jeden 04.08.19, 10:57
    Mow mi siostro!
    Oczywiscie, zdaniem mamy, ja w domu w ogole nie sprzatam i nie gotuje.Tak uwaza i juz.
    Kiedys skajpujemy w Tlusty Czwartek. Powiedzialam, ze zaraz po rozmowie biore sie za faworki. Olaboga! Ty w ciazy jestes, oblejesz sie goracym olejem, dom spalisz! Kiedy sie usmiechnelam i powiedzialam, ze i tak zrobie faworki..."To sie lepiej juz rozlaczymy, zebys wczesniej zaczela, bo jak Ci sie nie udadza to zdazysz wyrzucic zanim J. wroci z pracy."
    Tata tez czasem dorzuci 3 grosze. Mieszkam w tym samym miescie od ponad 5 lat. Kiedys opowiadalam co robilam na weekendzie (w dzien), tata pyta: "Ty to sie nie boisz tak po <miescie> jezdzic?"
  • hanusinamama 04.08.19, 13:01
    Pociesze, nie masz najgorzej. Jesteś jedynie niedoceniana....ja mam sytuacje taka: mnie mozna zjechać, ja robie źle lub nie byłam chwalona (najlepsza uczennnica w podstawówce, olipiady, LO tez super, studia, praca w czasie studiów....ale ok robiłam to dla siebie. Równolegle moj brat byle pierdnie a mama wychwala go pod niebiosa. Jest w nim zwyczajnie zakochana. Juz dawno do mnie dotarło, ze mama zwyczajnie mnie nie kocha. No trudno. Natomiast smiesznie jest czasami jak jest impreza rodzinna, ja narobie dań na nią, mój brat kupi wino i moja mama to wino chwali przez 4 godziny....mimo ze ejst to stała trakcja imprezy, zawsze naszą rodzinę to zadziwia. Kiedys mi nawet ciotka powiedziała "jakbys nie była tak do mamy podobna byłabym pewna ze ciebie adoptowali a on jest syn biologiczny". Niestety przekłada się to na nasze dzici. Moje nie sa chwalone za nic (jak moja 6latka umiała dobrze czytać to sie doowiedziałam ze kazdy 6latek czyta płynnie), natomiast dzieci brata za wszystko dostają ochy i achy....takie kutwa zycie.
  • ortolann 04.08.19, 14:35
    Myślę sobie czasem, że żyłoby się nam wszystkim o wiele łatwiej, gdybyśmy przyznali, że nie każda matka musi kochać swoje dzieci. Co innego instynkt, co innego miłość. Myślę też, że moja matka mnie nie kochała kiedy byłam mała. I nie dziwię się temu nawet: ciężki poród, potem wiadomo: uwiązanie do dziecka 24/7 a tu jeszcze wszysycy gadają, że dziecko to skarb. No kutwa nie. Przekonała się do mnie chyba dopiero jak zdałam na studia. Ale na torturach by tego w życiu nie wyznała. Miłość dla niej pewnie była rownoznaczna z chorą troską, okazywaniem, że się o mnie martwi (okazywaniem, a nie faktycznym martwieniem się). Poświęcała się dla mnie, to niezaprzeczalny fakt. Ale szczerego uczucia tu nie było. I myślę teraz, że mitologizujemy matki, mówimy, że to nadludzie. Ale tak nie jest kurna, no nie jest. Stają w różnych momentach życia przed strasznie trudnym zadaniem, obolałe i świat ciągle mówi im co robią źle. Całkiem uzasadnione jest, że odbija im palma.

    --
    http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 16:16
    ortolann napisała:

    > Myślę sobie czasem, że żyłoby się nam wszystkim o wiele łatwiej, gdybyśmy przyz
    > nali, że nie każda matka musi kochać swoje dzieci.

    Oraz że nie każde dziecko musi kochać matkę...
    Moim zdaniem ta relacja nadal jest tabu. Tyle tych tabu upadło, a to się nadal trzyma, ale chyba zaczyna się kruszyć.
  • hanusinamama 04.08.19, 22:08
    Wiesz ja o tym myślałam. Rodzice sie nami opiekowali. Nie byłam dzieckiem zaniedbanym...natoomiast to jak dzielili uwagę, zainteresowanie a teraz pomoc dla dzieci czy wnuków jest tak nierówne ze myśle sobie ze nie mam zamaru wykazywać sie na starośc jako opiekunka dla nich. Wszystko co mają pompują w brata. Jemu pomoga zawsze. Ja naprawde nie wołałam pomocy nigdy. Zawsze sobie musiałam poradzić. Jak chciałam z mezem raz na ruski rok isc do kina płaciłam niani. Ale kilka razy byłam w sytuacji podbramkowej, pomoc ze strony moich rodzic nie wymagała ani wydatków ani poświęceń- dostałam kopa w de, bo akurat musieli pomoc mojemu bratu. Tak sie zawiodłam....ze na starość niech brat sie opiekuje....trudno bedę wyrodną córką.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:11
    Cholernie niefajnie sad Żebyś tylko wytrwała w swoim postanowieniu.
  • hanusinamama 04.08.19, 22:19
    No też mam nadziej, szczególnie ze wiek ze brat został wychowany na egoistę wiec raczej bedzie chciał zrzucić na mnie. Ja całe zycie traktowana byłam jakbym wydła sroce spod ogona...uważam, ze jako taka nie mam obowiązku potem biegać przy rodzicach. Są tak zafiksowani na brata....ze to bedzie jego obowiązek.
  • justyna-anna 05.08.19, 12:36
    Nie, nie będziesz wyrodną córką. Tak się kończy faworyzowanie jednego z dzieci. Młodszy brat mojego męża miał wszystko to, co dziecko powinno mieć zapewnione, on jako najstarszy nic (tylko obowiązki). Poza tym matka nabuntowala młodszego na starszego i teraz bracia nie mają że sobą kontaktu. Na stare lata faworyzowany brat zajmie się rodzicami, bo mój mąż nie zamierza.
  • hanusinamama 04.08.19, 22:04
    Ja to zrozumiałam kilka lat temu. Jakos do mnie dotarło ze matka traktuje nas mega nierówno bo jego kocha miłością bezgraniczną....a mnie ...hmmm "uwaza ze kochać powinna". I w sumie od tego moementu mi lepiej bo zwyczajnie leje na to. Tyle ze u mnie było inaczej: ja byłam kochana do czasu az sie brat nie urodził. Widać nie wszyscy umieją kochać wszystkie swoje dzieci....Natomiast jest to przykre ze swoją wielką miłość przelewa na dzieci brata. MOja córka jak była jedyna wnuczką była kochana....po czym nagle sie ucieło jak sie u brata dziecko pojawiło. Ona to czuje i widzę ze jej z tym źle. NO juz tego tak łatwo nie można przełknąć.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:13
    O kurczę... strasznie przykre. Takie rzeczy rozwalają rodziny. U nas kiedyś dawno też było chyba coś podobnego. Efekt jest taki, że kontakty dawno się pourywały. Chodzi o rodzeństwo moich rodziców, nie moje.
  • hanusinamama 04.08.19, 22:22
    Ja kontaktów nie urywam ale one sie od czasu pojawienia u brata dzieci ograniczyły bardz\o. Rodzice pomagaja tam do granic mozliwosci wiec praktycznie sie nie widujemy....bo u brata trzeba pomóc. Ok. Natomiast po ostatniej Wielkanocy planuje wyjazd na kolejną gdzieś daleko bo zwyczajnie nie pozwole na takie trakotwanie moich dzieci.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:32
    U nas też nie było ostentacyjnego zerwania. Po prostu się rozeszło z czasem. Tyle, że to moi rodzice i ja byli tymi "uprzywilejowanymi" - ale finalnie chyba wszyscy na tym stracili.
    Z dorosłej perspektywy nie mogę pojąć, jak jednemu wnukowi można dać wielkie zabawki z Pewexu ( poł. l. 80.) a drugiemu majtki z bazaru...
  • hanusinamama 04.08.19, 22:47
    Jak mozna córce nie pomoć jak w domu Rota na maxa panuje ( na stanie 7 i 2latka też chore, a rodzice chodzą trzymajac sie ściany). Dzwonie i proszę zeby mi chociaz białe bułki na sniadanie dla dzieci przywiozła (w domu tylko ciemne pieczywo), dzieci nie maja co na sniadanie zjeść...."Ale ja moge po 16 jak od X wyjde". I nie zeby u X ybyła potrzebna nie wiem jaka pomoc. Zwykła sobota, brat z zoną w domu no ale moja mama niezbędna zeby moglisniadanie zjeśc spokojnie we dwoje bez kwękania dzieci....Ja jestem twarda sztuka to wyłam w kuchni, a łzy mi jak grochy leciały..
  • hanusinamama 04.08.19, 22:49
    Dla równowagi sąsiadka, mająca 2 dzieci jak sie dowiedziała, to męża wysłąął na zakupy a sama u mnie cały dzien siedziała. Mowie jej ze sie zarazi, ze dzieciom zaniesie. To mi powiedziała ze juz nie takie małe a jakby co to ona ma mamę zawsze do pomocy wiec da rade. Obca osoba mi dziecku tyłek myła, jak okupowałam drugą łazienkę...
  • justyna-anna 05.08.19, 12:29
    Obce osoby wiedzą więcej o moim mężu i synu niż teściowa. Nigdy nam nie pomogła, nie odwiedziła. Dla niej do nas jest za daleko ( 2 godziny drogi samochodem) , a do drugiego syna na drugi koniec Europy poleciała bez mrugnięcia okiem. Jest egoistką, która myśli tylko o sobie. Jest takie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Coś w tym jest.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:51
    Okropne sad
  • hanusinamama 04.08.19, 22:59
    NO wtedy mi sie przelało. Nie umiem i nie zamierzam jej tego zapomnieć.
  • umi 05.08.19, 01:38
    Twoja matke skrzywdzili jej rodzice, a ona po prostu przekazuje to nieswiadomie dalej. Tak jak dziecko bite w domu, bije potem dzieci w szkole - odreagowujac to, czego same doznalo. Nie wszyscy ludzie sa rownie madrzy, zeby sie odciac od bledow wlasnych rodzicow. Plus jest taki, ze na Tobie zakonczy sie lancuszek, a Ty bedziesz duzo lepsza matka, bo wiesz o co chodzi (i oby rozpieszczony brat nie podłapał nieswiadomie i nie wprowadzil u siebie).
  • umi 04.08.19, 22:21
    Twoja matka nie powtarza czasem rodzinnego schematu? Moze u niej w rodzinie byly takie akcje i ona jest tak "zaprogramowana". Dziala w dosc idiotyczny i bardzo przewidywalny sposob, wiec moze to nie wycieczka do Ciebie jako dziecka, tylko ma to wyuczone.
    Bez terapii i jej checi i tak sie z tym nic nie da zrobic, ale moze poczujesz sie lepiej ze swiadomoscia, ze to po prostu człowiek z problemem i ze na szczescie na Ciebie nie przeszedł ten sam schemat.
  • hanusinamama 04.08.19, 22:27
    Tak. Ona była tym odrzuconym dzieckiem. Zawsze mowiła, ze ma o to żal do mamy...i sama robi to samo. Ja mam paniczny strach zeby tego nie zrobić swojemu dziecku starszemu. Ja nie mam nadziei na jakąkolwiek zmianę. Kilka razy jak mowiłam jak to czuje z mojej strony to zostałam zwyzywana ze jestem niewdzięczna i "czemu ty tego brata tak nienawidzisz". Przy czym ja słowa na brata nie powiedziałam tylko na róznice w traktowaniu nas. Odpuściłam. Teraz porozmawiałam z mamą o sytuacji z wnukami ( bo uwazam ze powinnam chociaz spóbować jej to zakomunikować, moze nie widzi)...znowu jestem zła i niewdzięczna córka. Bo ona by moim dzieciom serce swoje oddała i inne takie pierdoły...ja oddawać serca nie chcę tylko trakotowania równego. Ale widzę ze wnuki od brata kocha poprostu a moje ....no są.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:36
    sad

    W moich oczach powtarzanie schematu to nie jest usprawiedliwienie. Od tego mamy mózgi, by ich używać, więc jak wiemy, że nam coś dało w kość, to trzeba się postarać problem rozwiązać, a nie przekazywać dzieciom. Owszem to trudne, ale jak najbardziej możliwe. Mam czasem wrażenie, że ten schemat wygląda, jak wynika z niektórych wpisów, jak wielki smok smile którego pokonanie nie zależy od nas, a od zrządzenia Losu co najwyżej. Przyznam, że widzę to inaczej. To trudne zadanie, zmienić ten schemat, nawet bardzo trudne, ale jak najbardziej wykonalne. Ideałem nikt z nas nie będzie, ale pewnych błędów można uniknąć.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:41
    Znasz to?
    lubimyczytac.pl/ksiazka/4714841/nie-zaczelo-sie-od-ciebie-jak-dziedziczona-trauma-wplywa-na-to-kim-jestesmy-i-jak-zakonczyc-ten-pr
  • hanusinamama 04.08.19, 22:54
    Ty chyba w moich myślach czytasz. Szukałam wałsnie czegoś na temat. Nawet sie zastanawiam czy nie powinnam isc do psychologa, jakoś to tak bardziej profesjonalnie przepracować. Ja to zwyczajnie przyjełam, wyszłam z założenia ze "co mnie nie zabije to mnie wzmocni"...ale moze za mało.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:57
    Jestem z frakcji, że terapeuta pomaga rozwiązywać takie problemy. Spróbowałabym.
  • hanusinamama 04.08.19, 23:01
    Chyba tak zrobie. Zaszkodzić nie zaszkodzi a może pomoże. Ale ksiażke sobie kupie też. Panicznie sie boję ze bedę nierówno dzieci traktować.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 23:05
    Mam jedno, więc tego problemu w ogóle nie czuję.
    A terapeuty szukaj pod siebie, bo to musi zagrać jeden na jednego, trzeba się dopasować smile Ja najpierw poszłam do profesora takiego och i ach, masa dyplomów, itd... trochę pochodziłam, ale nie zagrało. Potem trafiłam do dziewczyny, która w zasadzie, była na początku kariery, może nie tak zupełnie, ale jednak doświadczenia miała kilka lat, a nie kilkadziesiąt i ona bardzo mi pomogła.
  • umi 05.08.19, 01:32
    Takich rzeczy sie nie widzi, kiedy chodzi o nas samych. Plus ludzie nie lubia wytykania im błędów i odruchowo odrzucaja "wytykacza". Kazdy woli widziec siebie w lepszym swietle, wiec wielu na zwrocenie uwagi reaguje wyparciem. Mysle, ze kosmos ma racje - sprobuj z terapeutą. I tak jestes madrzejsza od matki, bo chociaz widzisz problem. Jej sie "wdrukowało" i jedzie na autopilocie. To jest teoretycznie do zmiany, nawet u osoby wypierajacej istnienie u niej schematu, ale trzeba duzo pracy, cierpliwosci (dorosli sie wolno ucza i jesli np. myslisz, ze dzieciak jest denerwujacy, bo trzeba powtarzac po trzy razy, to dorosly jest z dziesiec razy mniej bystry) i kogos, kto Cie pokieruje i nauczy jak rozmawiac (chodzi o rozmowe tak, zeby człowiek nie czul sie atakowany i zeby oddzielic problem od niego samego). Plus nie z kazdym wychodzi. Natomiast czasem wystarczy terapia siebie. Poprawiajac to, co chcesz poprawic u siebie i uczac sie przy okazji nowych rzeczy, masz wiecej narzedzi, zeby potem poprawic jakosc relacji, ktore tworzysz. Wiec i do pewnego stopnia z rodzicami rowniez mozna cos zmienic (do pewnego, bo starych drzew sie nie przesadza, a jak ktos przez x lat lecial schematem, to to jest schemat dobrze ugruntowany i pewnie w duzej mierze juz nieswiadomy).
  • caponata75 04.08.19, 18:41
    Moja mama taka była. Gdy kupiliśmy spore mieszkanie, to pierwszy komentarz mamy brzmiał 'A kto to teraz będzie sprzątal'.
    Teraz jej już nie ma, a ja bym chciała usłyszeć cokolwiek.
  • kaszub-ska 04.08.19, 22:44
    Moja mama taka jest, tylko że jej porobiło się tak z wiekiem. We wszystkim widzi problem, wszystkim się martwi, wszystko stanowi dramat życiowy. Trzeba jej wszystko tłumaczyć i uspokajać.
    Pracuję za marne grosze - boże, jak można tak ludzi wykorzystywać
    Idę do nowej pracy - ale po co ci to, od nowa musisz się uczyć, więcej będą wymagać, będziesz bardziej zmęczona
    Idę na kurs - ale po ci to, zmęczona będziesz
    Pracuję tylko na etat - boże, jak wy się utrzymacie, skąd wy macie pieniądze na wszystko
    Pracuję w trzech miejscach - boże, jak ty dasz sobie radę
    Mieszkamy w małym mieszkaniu - boże, jak wy się tu mieścicie
    Kupujemy większe mieszkanie - boże, jak wy to utrzymacie
    Dziecko idzie do 8 klasy - boże, jak ona da sobie radę
    Dziecko jedzie na obóz - boże, tak daleko, utopi się, zgubi, pochoruje
    Jesteśmy na wakacjach, pada deszcz - boże, pochorujecie się, wracajcie do domu
    Jesteśmy na wakacjach, są upały - boże, jak wy wytrzymujecie
    Idziemy na rowery - boże, uważajcie, tyle wypadków jest, żebyście połamani nie wrócili

  • szmytka1 05.08.19, 20:50
    Zeby nie mnozyć wątkow. Opowiadam, że dzis moje dziecko: uderzyło kolegę, przewróciło się, skaleczyło, obojetnie co się stało, to słyszę z wyrzutem - TO JAK TY PILNOWAŁAŚ?! Tak mam tego dość, tak mnie to irytuje, że w rozmowie z nią specjalnie unikam opowieści, jakie to 'nieszczescia' się przytrafiły moim dzieciom. Ja swoje wychowuje bez niczyjej poomocy, sporadcznie jak absolutnie jest to konieczne, to młodsze podrzucam sąsiadce albo proszę kuzynkę. Moja matka miała do pomocy dziadkow, wychowalisy się w domu wielopokoleniowym. I my też, jak inne dzieci mielismy porozbijane kolana, a ja raz nawet wyszłam z domu jako 2latka i obcy ludzie mnie znalezli itd. Ciekawe czy babka jej wtedy mowiła: to jak ty pilnowałas? Dziś mnie tak podkurzyłą, że jej wygarnęłam co o tym myslę i się rozłączyłam.
  • zamyslona_ona02 05.08.19, 22:19
    Mam to samo! "Jak ty sobie poradzisz". Wszystkim na około opowiada, że nie może tego czy tamtego, bo musi mi pomagać, chociaż wcale tej pomocy nie potrzebuję. Za to jak odmawiam, to jest obraza, bo ona przecież chce mnie odciążyć. We wszystkim jest problem - za ciepło, za zimno, za daleko, zbyt męczące, za tanie.. ale to wszystko przykryte realną troską.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka