Dodaj do ulubionych

prawidłowy stosunek do pieniędzy

04.08.19, 14:43
Jaki jest?
Nie dusigrosz, ale rozrzutny też niedobrze.
Gdzie leży złoty środek i jak go sobie wyliczacie?
Jakaś część wypłaty na życie i opłaty, jakaś na oszczędności- macie to skonkretyzowane? Procentowo, kwotowo? Czy jeszcze inaczej?
Jak się traci pracę czy inne źródło dochodów, nie ma siły, trzeba dostosować do tego wydatki. A jak się zyskuje?

Ja nie rozkminiam teraz zakupu rzeczy na które mnie dawniej nie było stać, potrzebuję to kupuję. Ale też nie widzę sensu w wydawaniu pieniędzy na zbytki z mojego punktu widzenia a oczywistości z punktu widzenia innych. Z mężem jest gorzej pod tym względem- pochodzi z biedniejszej rodziny niż moja i stąd to nastawienie, u mnie powoli się zmienia, jego bywa, że muszę namawiać i przekonywać żeby coś kupił dla siebie.
Edytor zaawansowany
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 17:03
    Znam kwoty w budżecie, jakie idą na poszczególne pozycje i tyle.
    Przy podwyższaniu zarobków najpierw uzupełniałam brak wcześniejszych lat, a potem dopiero odkładałam. Może to nierozsądne, ale inaczej nie chciało wyjść. Bo ile się można wstrzymywać np. z porządnym dentystą?

    Imo złoty środek to zaspokajanie potrzeb na dobrym poziomie, przyjemności również, ale z rozsądkiem, od czasu do czasu, a nie wydawanie na prawo i lewo zupełnie bezrefleksyjnie.

    Wąż w kieszeni niekoniecznie bierze się z biedy. Mój mąż też miewa, a rodzina biedna nie była, choć bardzo oszczędna, imo za bardzo. Tzn. z nim jest jeszcze inaczej - on ma bardzo małe potrzeby, jest naturalnym minimalistą i próbował innych wciskać w ten schemat. To nie działało. Z czasem się nieco rozluźnił, ale i tak on sobie nie kupuje praktycznie nic. Postęp polega na tym, że nie ma nic przeciwko zakupom dla niego w porządniejszych sklepach, wycieczkom, itp.

    A wracając do biedy - znałam też osoby, które tak sobie rekompensowały biedę z domu rodzinnego, że bardzo płynęły z wydatkami. Nie wiem, od czego to zależy, ale bywa różnie.
  • tiszantul 04.08.19, 17:20
    Próbował innych wciskać w schemat, ale w końcu to Ty wcisnęłaś go w swój schemat i nawet nie protestuje, potulnie kupuje to, czego wcześniej wcale nie chciał. I nawet nie protestuje przeciwko wycieczkom! Kiedyś protestował przeciwko wycieczkom, ale się poddał i jeździ. Jest to doprawdy postęp. Ludzie są tacy ograniczeni, nie mają pojęcia, ile rzeczy można sobie kupić. Potrzeby konsumpcyjne mają tak upośledzone, jakby w życiu nie oglądali reklam, a przecież tyle jest cudownych produktów, a życie jest takie piękne jeśli masz możliwość kupowania
  • tiszantul 04.08.19, 17:24
    To jest w ogóle okropne, ze są ludzie, którzy nie chcą jeździć na wycieczki. Najbardziej współczuję Hindusom i biedniejszym Chińczykom, ale mam nadzieję, ze się wkrótce wzbogaca i że całe Indie razem z Chinami przyjadą do nas na wycieczkę
  • umi 04.08.19, 21:10
    Oskarzyli Cie o bycie trollem politycznym, to sie zaczales wpisywac w tematy rodzinne??? Czemu jestes zjadliwy (chyba, ze źle odebralam wpisy). Kosmos nic głupiego nie napisala, wrecz przeciwnie. O co tu sie wsciekac? Jest duzo watkow, w ktorych mozna wytknac ludziom bledy, po co sie czepiac kogos, kogo nie trzeba?
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 21:56
    smile
  • rosapulchra-0 04.08.19, 23:43
    Dla niego już nie jest ważne, w którym wątku trolluje.

    --
    A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
  • kokosowy15 04.08.19, 21:45
    Tiszantul to prowokator, ale czytam go, bo trzeba wiedzieć co się dzieje w obozie przeciwnika. Mam nadzieję, że nie "wcisnelas męża w swój schemat", tylko doszliscie do porozumienia w sprawie wydawania pieniędzy. Bardzo łatwo jest o poczucie tryumfalizmu "oto postawiłam na swoim", nie biorąc pod uwagę uczuć drugiej strony.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 21:56
    Nie ma mowy o żadnym triumfalizmie. Jest normalnie. Po prostu inaczej postrzegamy te kwestie i jakoś musieliśmy to poukładać. Bo ja też się nie dam stłamsić i nie zrezygnuję z pewnych rzeczy tylko dlatego, że partner ma inną wizję.
    A trolla mam wygaszonego.
  • tiszantul 04.08.19, 22:34
    Kokosowy, ja bardzo cenię Twoje wpisy, a Ty mnie nazywasz prowokatorem? Nieładnie. Przecież tylko zauważyłem, ze wg internautki "mąż próbował wcisnąć ja w schemat", a skończyło się tak, ze sam robi co chciała żona. Oczywiście inni "próbują wciskać nas w schemat", a my "dochodzimy z innymi do porozumienia", jest to dość naiwne złudzenie perspektywy, bynajmniej nikogo nie wciskamy w schemat, ale i tak stawiamy na swoim, bardzo eleganckie
  • tiszantul 04.08.19, 22:37
    Mąż nie chciał kupować sobie różnych rzeczy, żona chciała, żeby kupował, więc "doszli do porozumienia" i już kupuje. Nie chciał jeździć na wycieczki, ale "doszli do porozumienia" i już jeździ. Bądźmy poważni smile
  • beneficia 04.08.19, 22:52
    >A wracając do biedy - znałam też osoby, które tak sobie rekompensowały biedę z domu rodzinnego, że bardzo płynęły z wydatkami<

    Moja znajoma (teraz 50+) pochodzi z bardzo biednego domu. W liceum zaczęła dorabiać, potem na studiach i całe życie dużo pracuje, żeby mieć pieniądze. Teraz ma ich pełno i od rana chodzi obwieszona złotem, robi sobie operacje plastyczne itd. bo cieszy ją, że na to ma. Tak sobie rekompensuje dzieciństwo.

  • mikams75 04.08.19, 23:39
    ja zaczelam dorabiac jeszcze wczesniej i przez cale liceum, studia, sytuacja mnie zmusila, ale niczego sobie nie rekompensuje.
  • nunia01 04.08.19, 17:13
    Pewnie jak się nie wyniesie z domu, to się trzeba nauczyćsmile
    Dla mnie jedna ważna zasada jest taka, że sprawa pieniędzy w związku podlega ewolucjom. Inaczej było u nas na poczatku związku, kiedy mało zarabialiśmy. Inaczej było kiedy zarabialiśmy podobnie, Inaczej kiedy jedno z nas (a zdarzyło się w obie strony) zarabiało dużo mniej. Inaczej rządziliśmy kasą kiedy oboje byliśmy na etacie. Inaczej rządzimy kiedy pracujemy w innej formule.
    Jedyne czego nie rozumiem, to wzrostu wydatków wraz z wzrostem zarobków. To znaczy rozumiem, jeśli wcześniej żyło się bardzo oszczędnie i wzrost zarobków umożliwia po porostu życie na normalnym poziomie. Ale kiedy zarobki wzrastają bardziej nigdy nie widziałam potrzeby wydawać więcej na codzienne wydatki, no bo one są takie jakie nasze potrzeby, a wzrost zarobków nie powoduje (u nas) wzrostu potrzeb. Mamy wtedy większe oszczędności, większy luz w wydawaniu na remonty czy wyjazdy.
  • mikams75 04.08.19, 17:24
    nie wyliczam jakos specjalnie, bywa, ze mimo posiadanej kasy mentalnie nie stac mnie na przeplacanie np. nie kupuje bardzo drogich torebek czy ciuchow. Nie rozrzucam kasy na pierdoly ale nie rozkminiam tez jak czasem kupie jakos drobiazg dla przyjemnosci. Nie raz zastanawiam sie, czy dana rzecz, ktora mi sie wlasnie podoba, faktycznie jest mi potrzebna, ale nawet nie ze wzgledu na kase a generowanie smieci i zagracanie przestrzeni.
    Na pewne rzeczy jestem w stanie wydac duzo (np. podroze) a sa rzeczy, ktore wybieram tanie, kwestia priorytetow.
    I jak trzeba, to potrafie zacisnac pasa. Uwazam, ze mam prawidlowy stosunek do pieniedzy.


  • tiszantul 04.08.19, 18:16
    A co z ekologią? Podróże po świecie dla przyjemności to ekologiczny absurd i zanieczyszczanie środowiska w imię zrobienia sobie foty w miejscu, gdzie 300 milionów ludzi też sobie zrobiło fotkę. Serio jest taki nacisk społeczny, ze trzeba jeździć? Moim zdaniem to nowoczesna obsesja, można rozważyć terapię
  • mikams75 04.08.19, 20:52
    Nie zawsze podrozuje dla przyjemnosci, choc owszem, czesto tak bywa.
    Jaki nacisk spoleczny? Jakie foty? Terapia?? O czym ty piszesz? Wyjechales gdzies kiedys ze mna?
  • hanusinamama 04.08.19, 21:58
    Mam podobnie. Oboje zarabiamy sporo, mamy zabezpieczenie tez finansowe...ale na ciuchy nigdy duzo nie wydawaliśmy. Wydajemy sporo mniej niż znajomi zarabiający znacznie mniej niż my. Nie przeszkadza mi ze jezdze na snowboardzie w ciuchach z lidla. Sporo u nas idzie na wyjazdy, wycieczki własnie jakieś narty. Ale juz sprzęt nie musi być być mega markowy. Wszyscy jezdzimy na rolkach , łyżwach z decatholnu, ciuchy narciarskie mamy z lidla. Spokojnie stać by nas było na te z górnej półki tylko jakoś nie widzimy sensu.
  • mikams75 04.08.19, 22:10
    akurat sprzet sportowy i ciuchy zimowe to celuje w srednio-wyzsza polke, to sa rzeczy na lata (nie musze miec najnowszego modelu, moje buty narciarskie sa juz pelnoletnie), wiec poluje na wyprzedazach a dzieciece sie super sprzedaja.
    Ale torebka czy inne niefunkcjonalne rzeczy czy nawet meble - kupuje tanio.
  • kosmos_pierzasty 04.08.19, 22:16
    Ja nie potrafię wydawać na ciuchy, kosmetyki, na elektronikę. I samochód mi obojętny - byle jeździł. Oraz gotuję od podstaw, w domu, bo wydaje mi się to i zdrowsze i oszczędniejsze.
  • mikams75 04.08.19, 23:40
    o tak, elektronika, kosmetyki, auta - nie ruszaja mnie zupelnie!
  • marianna1960 04.08.19, 18:01
    Nie lubię jakichkolwiek zakupów poza spożywczymi, jestem minimalistką. Zaśmiecanie świata, własnego mieszkania to jest chore. Konsumcjonizm rządzi światem i niszczy naszą planetę. Tacy dusigrosze dają oddech naszej planecie.
  • jehanette 04.08.19, 20:56
    Zelazna zasada, jak przychodzi pensja to przelewam pewna kwote na konto oszczędnościowe.

    --
    Error 404

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka