Dodaj do ulubionych

(Nie) pomaganie niepełnosprawnym

05.08.19, 18:28
Koleżanka ma taka sytuacje: Pracuje w dużej firmie, praca ogólno-biurowa, z aspektami obsługi klienta, odbierania przesyłek, drukowania poświadczeń, etc. Firma jest progresywna, zatrudnia kilka osób niepełnosprawnych, plus osobę wspomagającą, która pomaga im wedle potrzeb – np. przy przebieraniu się, korzystaniu z toalety, czytaniu, noszeniu paczek, dostarczaniu przekazów, i inne.

Parę miesięcy temu odeszła osoba, z którą koleżanka dzieliła 2-osobowy pokój, i zatrudniono na jej miejsce niepełnosprawnego pana. Stanowisko/biurko dostosowano do potrzeb osoby na wózku.

Wszystko dobrze, kontakty sympatyczne, lecz wyłoniło się „ale”…. Co jakiś czas, czasami kilka razy dziennie, kolega prosi koleżankę o pomoc – a to proszę załaduj papier do drukarki, a to proszę podaj coś z górnej polki, a to podnieś długopis, który upadł, a to dźwignij paczkę na ladę.

Na początku koleżanka była rada pomagać, czuła się, wiadomo, fajnie pomagając osobie niepełnosprawnej. Ale zaczęło jej to doskwierać, bo zaczyna czuć się jak posługaczka. Tym bardziej, że w jednym z zebrań ich grupy, szef zapytał czy niepełnosprawny pracownik potrzebuje pomocy (osoby wspomagającej), na co ten odpowiedział, że nie dziękuje, ale on radzi sobie sam. To dotknęło koleżankę, bo de facto to ona faceta obsługuje, a mogłaby to robić osoba do tego zatrudniona.

Wiec teraz koleżanka czuje się wykorzystywana, i bez uznania, że to ona go wspiera. Z drugiej strony koleżanka czuje, że nie może powiedzieć, nie, nie podniosę ołówka, nie podam paczki papieru, bo będzie się czuła jak jędza i wrednota, a przecież taka nie jest. Boi się, że dozna ostracyzmu i dezaprobaty innych pracowników, jeśli zacznie odmawiać pomocy koledze. (Inni pracują z niepełnosprawnymi w większych grupach, więc pomoc im rozkłada się na więcej osób, i tam wkład osoby wspomagającej jest większy, więc oni nie rozumieją sytuacji koleżanki, bo u nich inaczej to wygląda).

Jakbyście się czuły na miejscu koleżanki? Czy ona przesadza, czy ma słuszne poczucie wykorzystania?

Jak mogłaby by rozwiązać ten dylemat? Co doradzić koleżance w tej sytuacji?
Edytor zaawansowany
  • agrypina6 05.08.19, 18:41
    Serio koleżanka jak podniesie długopis i włoży papier do drukarki to uważa że jest wykorzystywana? A skoro boi się ostracyzmu, to chyba sama czuje, że coś jest nie tak. Z nią.
  • arwena_11 05.08.19, 18:51
    Zależy pewnie ile razy ten długopis trzeba podnieść, załadować papier itd. No i na ile to przeszkadza w wypełnianiu obowiązków przez koleżankę.
  • memphis90 05.08.19, 19:53
    "co jakiś czas, czasami kilka razy dziennie".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • arwena_11 05.08.19, 19:56
    Tylko kilka razy dziennie podnieś długopis, kilka razy podaj coś, kilka doładuj drukarkę i tak się robi już kilkanaście czy więcej razy
  • cruella_demon 05.08.19, 20:12
    Dokładnie, a przecież ma swoją robotę do zrobienia plus nie jest pana służącą.
  • memphis90 05.08.19, 20:34
    "co jakiś czas" nie znaczy kilka razy dziennie podaj długopis, kilka razy dziennie doładuj drukarkę i kilka razy dziennie cośtam innego.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • lumeria 05.08.19, 20:36
    Wydaje mi się, ze to po prostu wypada rożnie - w jeden dzień wcale, a w inny często. Tak to koleżanka określiła, przecież nie liczy dokładnie.
  • wiosenna117 07.08.19, 20:26
    Naprawdę myślisz, że facetowi upada długopis kilka razy dziennie, że drukarkę doładowuje się kilka razy dziennie. Autorka najwyraźniej napisała, że te przysługi są "co jakiś czas, czasem kilka razy dziennie". Skąd wzięłaś kilkanaście?
  • kryzys_wieku_sredniego 05.08.19, 18:44
    Organizacja biura do dupy, rzeczy z których korzystają niepełnosprawni powinny być ułożone w zasięgu ich możliwości. Ja sobie w biurze trzymam segregatory na półkach tak abym mając 162 cm mogłam do nich dosięgnąć.
    A siedzę w pokoju z bucem który nigdy nie przyniesie papieru do drukarki a o kopertach zapomnij i jeszcze na bezczelnego podbiera moje, a po opierdolu przyniesie raz i do następnego razu.
  • tt-tka 05.08.19, 18:51
    kryzys_wieku_sredniego napisał(a):

    > Organizacja biura do dupy, rzeczy z których korzystają niepełnosprawni powinny
    > być ułożone w zasięgu ich możliwości.

    Dokladnie to chcialam napisac big_grin
    Niech kolezanka zglosi sie do osoby wspomagajacej z prosba, by ta pomogla urzadzic stanowisko pracy niepelnosprawnego kolegi tak, zeby on mogl sam sobie wziac, polozyc etc, a dlugopis niech nosi na sznurku.





    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 05.08.19, 19:25
    To jest dobra rada, koleżanka powiedziała, ze to zostało zrobione, ale możliwe, ze jednak nie, albo ten układ nie spełnia potrzeb tej właśnie osoby.
  • aguar 05.08.19, 18:55
    Uważam, że powinna porozmawiać z szefem w cztery oczy i powiedzieć mu, że współpracownik sobie sam nie radzi. I w zależności od tego, co jej bardziej dokucza: sama pomoc czy bycie wykorzystywaną, poprosić o podwyżkę (w związku z dodatkowymi obowiązkami i tym, że szef oszczędzi na osobie pomagającej) albo o zatrudnienie tej dodatkowej osoby. A niepełnosprawnemu powiedzieć, że tak szef zdecydował i musi być.
  • lumeria 05.08.19, 19:31
    Acha, koleżanka poszła porozmawiać z szefem, który jej pogratulował świetnych relacji z kolega, i jej dedykacji w wspieraniu firmy w jej misji (bez podziękowania jej za to co robi dla współpracownika) wiec nie czuła, ze może 'poskarżyć się' na sytuacje.
  • cruella_demon 05.08.19, 20:14
    Koleżanka jest, pardon, głupia. Powinna powiedzieć szefowi wprost, że facet sobie nie radzi, a ona musi zaniedbywać swoje obowiązki, żeby odwalać robotę za pana i niech zatrudnią dla niego tego asystenta, skro to możliwe.
  • lumeria 05.08.19, 20:42
    Nie wiem czy głupia, może w tej sytuacji za mało asertywna?
  • katja.katja 05.08.19, 20:50
    A nie można pozostawić raz dziennie w zasięgu rąk Pana zapasu długopisów i ryzy papieru? Naprawdę tak często upada Panu długopis na podłogę?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • lumeria 05.08.19, 21:00
    To był przykład - jestem pełnosprawna, ale mnie samej raz spadnie długopis, innym razem kartka papieru, czasem sweter z oparcia krzesła się zesunie, coś zahaczę noga. To nie jest dużo, ale gdybym musiała prosić, by ktoś mi przy tym pomagał, to by się uzbierało. O to właśnie chodzi.

  • katja.katja 05.08.19, 21:18
    Przyszło mi coś innego na myśl.
    Niech koleżanka zacznie ubierać koszule z zapięciem po samą szyję i luźne spodnie, następnie zobaczymy czy nie odnotuje dziwnie zmniejszonej liczny próśb o podanie długopisu z podłogi.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • double-facepalm 06.08.19, 09:06
    Raczej to nie to, prośby będą bo drugi pracownik ma ograniczenia fizyczne. I nie masz gazet pojęcia w co teraz się ubiera ta koleżanka.
  • wiosenna117 07.08.19, 20:38
    Myślisz, że poświęcenie komuś 10 minut dziennie, podniesienie mu długopisu czy załadowanie drukarki jest odwalaniem roboty za pana? I chcesz kogoś przekonać, że przez to zaniedbuje swoje obowiązki? Nie mogę pojąć, że można się czuć służącą udzielając komuś pomocy, której potrzebuje. Jak można być takim nieużytkiem?
  • emka_bovary 08.08.19, 01:10
    Zatrudnić asystenta, żeby kilka razy dziennie podał panu długopis czy załadował ksero? big_grin
  • tt-tka 08.08.19, 01:19
    emka_bovary napisała:

    > Zatrudnić asystenta, żeby kilka razy dziennie podał panu długopis czy załadował
    > ksero? big_grin

    Nie. Zwrocic sie z tym do juz zatrudnionej osoby wspomagajacej, ktora pomaga/wyrecza w razie potrzeby kilku niepelnopsrawnych pracujacych w firmie. Do zadan tej osoby nalezy zadbac o dostarczenie materialow z magazynku, do ktorego osoba na wozku nie wjedzie, doradzic smycz do dlugopisow itp.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • wiosenna117 07.08.19, 20:43
    Szef wyraził jej uznanie, nie wystarcza jej to?
  • turzyca 05.08.19, 18:55
    Że koleżeństwo działa w obydwie strony i że też może Pana prosić o drobne przysługi. To nie musi być coś, czego ona sama nie jest w stanie zrobić czy w czym on jest ewidentnie lepszy, może leżeć w granicach jej możliwości czy umiejętności, ale może jej być wygodniej jeśli nie musi tego zrobić sama. Przykładowo żeby wyszukał np. jakiś druczek i wydrukował, gdy jej się spieszy, a druczków zabrakło.
    I oczywiście na początku będzie jej głupio, ale niech potraktuje to jako naukę sztuki delegowania w komfortowych warunkach. Bo on ma wobec niej dług wdzięczności, akurat idealne warunki, żeby ćwiczyć zrzucanie pracy na kogoś innego.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • lumeria 05.08.19, 19:35
    To jest rzeczywiście sposób na wyrównanie tzw. obligacji jednego pracownika wobec drugiego. Wiadomo, ze koleżance krzywda się nie dzieje, ale są zaburzone bilansy tego co i ile kto komu daje, i to jej uwiera.

    Interesujące rozwiązanie. Dziękuję za sugestie!

  • taki-sobie-nick 06.08.19, 01:12
    Wiadomo, ze koleżance krzywda się nie dzieje, ale są zaburzone bilansy tego co i ile kto komu daje, i to jej uwiera.

    Aha, ale na początku nie było mowy o bilansach, bo było "fajnie"?

    Urocze jest to podejście do pomocy niepełnosprawnym w kategorii "fajności".

    ps. Też jestem za rozwiązaniem sprawy i uważam, że szef źle postąpił.

    Tylko mnie uwiera to pomaganie niepełnosprawnym w kategoriach "fajności".


    La la la, pobawimy się w pomoc, a jak już się pobawiliśmy, to nie chcemy więcej.
  • tt-tka 06.08.19, 01:33
    taki-sobie-nick napisała:

    > Wiadomo, ze koleżance krzywda się nie dzieje, ale są zaburzone bilansy tego co
    > i ile kto komu daje, i to jej uwiera.
    >
    > Aha, ale na początku nie było mowy o bilansach, bo było "fajnie"?
    >
    > Urocze jest to podejście do pomocy niepełnosprawnym w kategorii "fajności".
    >
    > ps. Też jestem za rozwiązaniem sprawy i uważam, że szef źle postąpił.
    >
    > Tylko mnie uwiera to pomaganie niepełnosprawnym w kategoriach "fajności".
    >
    >
    > La la la, pobawimy się w pomoc, a jak już się pobawiliśmy, to nie chcemy więcej
    > .


    Ale kolezanka nie chciala bawic sie w pomoc, ona tam pracuje. Ta sytuacja zostala jej narzucona. I to, podejrzewam, bez przeszkolenia, m.in. bez wiedzy o tym, w jakim zakresie mozna pomoc, a w jakim absolutnie nie.
    Nie powinna pomagac w tym, co kolega jest w stanie sam zrobic (czyli, podstawa, powinna wiedziec, co on moze), nie powinna pomagac w tym, co jest obowiazkiem osoby wspomagajacej.
    Uczynnosc wobec kolegi niepelnosprawnego w miejscu pracy nie powinna miec zakresu wiekszego niz wobec kazdego innego kolegi. Pozycze ci dlugopis, jesli twoj sie wypisal, moge wziac dla ciebie paczka, bo ide do bufetu. Nie wiecej.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • misterni 05.08.19, 18:58
    Jednak to biuro nie jest najlepiej dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych, skoro aż tyle czynności wymaga pomocy innych?
    Ludzie często mają skłonność do wyręczania się innymi, niepełnosprawni nie są wyjątkami, a czasem wręcz przeciwnie, wykorzystują swoje ograniczenia, żeby osiągnąć swoje cele. Wiedzą doskonale, że nikt im nic nie powie, właśnie w obawie przed krytyką innych.
    W sumie, ja chyba też bym nic nie powiedziała, tylko podnosiła, podawała i wyręczała. 😉

    --
    Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
    Misterni
  • lumeria 05.08.19, 19:40
    Nie jestem pewna jakie dokładnie są dostosowania, i ile osób niepełnosprawnych tam pracuje, itp. Wiec w tym zakresie nie mogę się wypowiedzieć.

    O tym wyręczaniu... no właśnie. Ile jest w porządku, a ile przekracza jakąś granice?

    Ale czy czułabyś się z tym dobrze? Czy narastało by w Tobie poczucie niezadowolenia?

  • double-facepalm 05.08.19, 19:49
    Jeżeli zatrudniają osobę asystującą, powinna być do dyspozycji wszystkich pracowników niepełnosprawnych. Panu nowemu nie wytlumaczono najwidoczniej. Bo jeśli wymaga żeby koleżanka z biurka obok gimnastykowala się z noszeniem paczek, wspinaczką po dokumenty etc etc co 10-15 min to już przegięcie.
  • memphis90 05.08.19, 19:58
    "czasami" to teraz co 10 minut, czyli c.a. 50x dziennie...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • double-facepalm 05.08.19, 20:06
    Arwena wylicza ze kilka razy na godzinę.
  • arwena_11 05.08.19, 20:20
    Nie wyliczam tylko się pytam ile tych różnych przysług dziennie jest
  • lumeria 05.08.19, 20:44
    Wydaje mi się, ze to po prostu wypada rożnie - w jeden dzień wcale, a w inny często. Tak to koleżanka określiła, przecież nie liczy dokładnie. Na pewno na tyle, ze przekroczyło to jakiś jej 'wewnętrzny licznik', stad pytanie...
  • tt-tka 05.08.19, 20:52
    To ja bym jeszcze zapytala - kolega nie moze podjechac wozkiem do drukarki czy mu sie nie chce ? Bo moze kolezanke zdenerwowal nie sam wymiar pomoc, tylko jej niekoniecznosc ?

    Powtarzam, sorki - rzecza dyrekcji, pod wskazowki osoby wspomagajacej, jest urzadzic stanowisko pracy pana tak, by pan mogl sie obyc bez pomocy. A jezeli raz czy dwa dziennie jest cos, z czym rzeczywiscie nie da sie poradzic, to od tego jest osoba wspomagajaca wlasnie.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 05.08.19, 21:02
    Chyba o to chodzi, ze w niektórych drukarkach szuflady na papier są na poziomie podłogi.
  • taki-sobie-nick 06.08.19, 01:12
    O, Arwena, ty byś sobie liczyła nawet przysunięcie ołówka o 5 cm, jestem pewna.
  • double-facepalm 06.08.19, 09:24
    Zafajdanym obowiązkiem pracodawcy i asystenta jest takie zorganizowanie stanowiska pracy, żeby pracownik niepełnosprawny mial przybory biurowe i dokumenty w zasięgu swoich rąk. Pracodawca dostaje konkretne pieniądze na dopłaty do kosztów pracy takiego pracownika, na nomen omen przystosowanie stanowiska i na pokrycie kosztow pracy asystenta.
  • katja.katja 07.08.19, 07:30
    Ty też nie pomogłabyś niepełnosprawnemu w pracy bo wolisz pierdzieć w stołek w domu, niż pójść do jakiejkolwiek pracy, choćby polegającej na podnoszenia ołówka niepełnosprawnemu.
    Przypomnij mi, który już lekarz (z którego nie jesteś zadowolona) Cię rozczarował bo nie uznał Twojej choroby i zalecił robotę?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • double-facepalm 05.08.19, 20:28
    memphis90 napisała:

    > "czasami" to teraz co 10 minut, czyli c.a. 50x dziennie...?
    >
    Jakie 50, pan niepełnosprawny pracuje max 7h na pelen etat.
  • memphis90 05.08.19, 20:35
    No to 36 x.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • tt-tka 05.08.19, 19:51
    lumeria napisała:


    > O tym wyręczaniu... no właśnie. Ile jest w porządku, a ile przekracza jakąś gr
    > anice?

    Generalnie jest zasada - nie wyreczac w tym, co niepelnosprawny moze (i powinien) zrobic sam. Jesli jest w stanie wyciagnac reke, a papiery leza za wysoko, powinno sie dostosowac do niego wysokosc polki, a nie kolezanke.

    Osobniczo - to indywidualna sprawa. Mozna przyjac, ze granica jest tam, gdzie zniecierpliwilyby nas prosby osoby zdrowej. Dla jednego to bedzie trzecia prosba, dla innego osma lub dwunasta.
    Oraz - po to zatrudnia sie osobe wspomagajaca, zeby kolezanka nie musiala co i rusz odrywac sie od wlasnej pracy.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • taki-sobie-nick 06.08.19, 22:32
    Wiedzą doskonale, że nikt im nic nie powie, właśnie w obawie przed krytyką innych.

    Pewnie, bo niepełnosprawność to jest takie fajne zjawisko, które pozwala wykorzystywać ludzi, mieć więcej urlopu i w ogóle mieć lepiej niż reszta społeczeństwa.

    Załóżmy, że od jutra miałabyś zostać niepełnosprawna na resztę życia, co wybierasz?

    upośledzenie umysłowe




    choroby psychiczne

    zaburzenia głosu, mowy i choroby słuchu

    choroby narządu wzroku

    upośledzenie narządu ruchu

    epilepsja

    choroby układu oddechowego i krążenia

    choroby układu pokarmowego

    choroby układu moczowo-płciowego

    choroby neurologiczne

    inne, w tym schorzenia endokrynologiczne, metaboliczne, zaburzenia enzymatyczne it

    całościowe zaburzenia rozwojowe, np. autyzm
  • cruella_demon 06.08.19, 22:38
    A ty co wybrałaś?
    Oprócz wiszenia na matce emerytce?
  • double-facepalm 06.08.19, 23:06
    Ona ma drugie z tej listy tylko się nie przyzna co dokładnie.
  • katja.katja 07.08.19, 07:25
    A Ty wiesz co?

    --
    Nie dam się wygasić!
  • silenta 05.08.19, 19:31
    Koleżanka niech powie, że jej wypadł dysk na wysokości L5S1 i niestety nie jest w stanie się schylać, sięgać wysoko, itp., (przy wstawaniu z krzesła niech jęczy: o jak boli, ooooo), natomiast chętnie zadzwoni i poprosi o przyjście osobę wspomagającą.
  • stara.mostowiakowa 05.08.19, 19:37
    Albo niech zaproponuje aby to pan sam zadzwoni po tę osobę.
  • double-facepalm 05.08.19, 19:43
    W punkt.
  • taki-sobie-nick 06.08.19, 22:26
    Bo niepełnosprawni to, jak powszechnie wiadomo, udają.
  • double-facepalm 06.08.19, 23:05
    Pracodawca jak powszechnie wiadomo też bierze gruba kasę na ułatwienie niepełnosprawnym pracy a zwala wszystko na osobę, która nie ma z tego nic.
  • cruella_demon 05.08.19, 20:17
    Ja bym pewnie na początku pomagała, aż by mnie trafił szlag i bym pewnie niezbyt miły sposób odmówiła, po czym poszła do szefa i powiedziała, ze facet sobie nie radzi, a mi za 2 etaty, w tym drugi służącej,. nie płacą.
  • wiosenna117 07.08.19, 20:57
    Twój nick bardzo do ciebie pasuje
  • cruella_demon 08.08.19, 16:57
    A myślisz, że dlaczego go wybrałam? big_grin
  • ichi51e 05.08.19, 21:13
    W zakresie „oczywiscie ze sam tego nie zrobi” podniesienie dlugopisu/podanie z polki np to oczywiscie ze bym pomagala. Gdyby chcial kawy albo zeby mu skoczyc po ciacho to nie

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • amast 05.08.19, 21:21
    Niech pójdzie na tydzień na zwolnienie. Wtedy się okaże, czy pan sobie bez niej poradzi, czy będzie potrzebował pomocy asystenta. Jak sobie poradzi to znaczy, że wykorzystuje sytuację. Jak nie, to zapotrzebowanie na osobę asystującą stanie się sprawą publiczną.
  • taki-sobie-nick 05.08.19, 23:53
    Na początku koleżanka była rada pomagać, czuła się, wiadomo, fajnie pomagając osobie niepełnosprawnej. Ale zaczęło jej to doskwierać, bo zaczyna czuć się jak posługaczka

    No właśnie, jaka jest granica fajności?


    Niepełnosprawnemu trzeba zazwyczaj pomagać całe życie, a koleżanka popomagała miesiąc i dalsze pomaganie jej nie bawiło.


    A myślała, że jak to wygląda? tongue_out Że on tylko wtedy potrzebuje pomocy, kiedy ona chce poczuć się fajnie? tongue_out

    ps. należało powiedzieć, że ona pomaga.
  • tt-tka 06.08.19, 00:39
    taki-sobie-nick napisała:

    > Na początku koleżanka była rada pomagać, czuła się, wiadomo, fajnie pomagając o
    > sobie niepełnosprawnej. Ale zaczęło jej to doskwierać, bo zaczyna czuć się jak
    > posługaczka
    >
    > No właśnie, jaka jest granica fajności?

    Kazdy ma swoja. Tyle ze dzialajac jako np wolontariusz sama okreslasz zakres swojej pomocy (raz na miesiac, raz na tydzien) i mozesz czuc sie fajnie bez obciazen.

    Tu dziewczyna jest pracownica z wlasnym zakresem obowiazkow i w tym zakresie nie ma bycia asystentka osoby niepelnosprawnej. Uczynna mozna byc tylko tyle, ile sie chce, nie wiecej. Od stalej pomocy jest zatrudniona przez firme osoba wspomagajaca.

    -
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • double-facepalm 06.08.19, 09:30
    taki-sobie-nick napisała:

    > Na początku koleżanka była rada pomagać, czuła się, wiadomo, fajnie pomagając o
    > sobie niepełnosprawnej. Ale zaczęło jej to doskwierać, bo zaczyna czuć się jak
    > posługaczka
    >
    > No właśnie, jaka jest granica fajności?
    >
    >
    > Niepełnosprawnemu trzeba zazwyczaj pomagać całe życie, a koleżanka popomagała m
    > iesiąc i dalsze pomaganie jej nie bawiło.
    >
    >
    Jeszcze raz powtorze: pracodawcy pomaga państwo a konkretnie pfron, zapewniajac kasę na koszty pracy pana na wózku(70%), na dostosowanie stanowisk pracy osób niepełnosprawnych oraz na pełne koszty pracy asystenta.

    Koleżanka ma prawo czuć się wykorzystywana jeśli jest odrywana od swoich obowiazkow. Nie umie postawić granic. Od podawania papierów itp jest asystent (ta-AK, można pi niego zadzwonic i przyjdzie) od ergonomicznego układu stanowiska - pracodawca,który wziął za to grubą kasę. Nadal nie pojmujesz?
  • tol8 06.08.19, 10:05
    Powiedzieć osobie wspomagającej, by się nim zajęła

    --
    W weekendy ematka staje się matką.
  • maly_fiolek 06.08.19, 10:21
    Wykonując zadania za niepełnosprawną traci czas na swoje zadania.
    Rozwiązania są dwa:
    1) dogaduje się z szefostwem i dostaje zgodę na wpisanie pomocy osobie niepełnosprawnej do swoich zadań dajmy na to 3h na tydzień.
    2) Jeśli jej czas jest cenny mówi szefostwu że sporo czasu traci na wspomaganie osoby niepełnosprawnej i że trzeba aby osoba wspomagająca roztoczyła opiekę równeiż nad współpracownikiem.
  • hanusinamama 06.08.19, 10:31
    Zaladowanie papieru czy podniesienie długopisu to jest obsługiwanie Pana....
  • piesfafik 06.08.19, 22:39
    Rozumiem ze ten niepelnosprawny kolega jest niepelnosprawny fizycznie. Wiec jezelj to ze mu podnosi dlugopis czy laduje papier przeszkadza jej w pracy moze moze z nim jakos ustalic jak to lepiej zorganizowac.
  • taki-sobie-nick 06.08.19, 23:06
    piesfafik napisała:

    > Rozumiem ze ten niepelnosprawny kolega jest niepelnosprawny fizycznie.

    Na wózku jest.
  • double-facepalm 06.08.19, 23:10
    Ustalić również z przwłożony asystenta wszystkich pracowników niepelnosprawnych i z właścicielem firmy który zgarnął kasę za "przystosowanie stanowisk pracy". To nie powinien być wyłączny obowiązek koleżanki.
  • kocynder 06.08.19, 23:06
    Wiesz, myślę, że tu nie chodzi tylko o ten długopis czy papier... Kiedyś miałam taką sytuację, ze pracowałam w jednym pokoju z panem w wieku mojego Taty. Nasze stanowiska były niejako równoległe, w niektórych obowiązkach się "zazębialiśmy". No i współpraca układała się fajnie - do czasu. Któregoś razy pan spieszył się po pracy do domu i zapomniał umyć swoją szklankę po kawie. No, nic się przecież nie stało, myłam swoje "statki" to i tak jego szklanka mi ręki nie urwała... Ponieważ przychodziłam około kwadrans wcześniej niż on (tak mi pasował autobus) - utarło się, ze ja robię poranną kawę - bo jestem wcześniej. Coś mi się stało, że mu tę kawę przyrządziłam? No, nic. Ale... Czas sobie płynął, a pan coraz częściej "zapominał" umyć swoje szklanki, coraz częściej zamiast "O, fajnie, że zrobiłaś kawę!" było po jakichś dwóch godzinach pracy "Kocynder, weź zrób kawę!". No i pytanie: czy mi ubyło że mu tę kawę jednak zrobiłam? A otóż zaczęło mnie drażnić. Do tego stopnia, że się znarowiłam. I koniec! Przestałam po nim zmywać, parzyć kawusię na poranek. Szklanki sobie spokojnie stały, aż pokryły się grubym kożuchem pleśni (serio!) ponieważ pan poszedł na urlop "wykorzystawszy" ostatnią czysta z sześciu... Tak, brzydziło mnie to. I nie, nie umyłam! Afera była niezapomniana... Długo trwało nim pan się nauczył, że fakt, iż jestem kobieta nie jest jednoznaczny z tym, że jestem służącą.
    Podobnie w tym przypadku - to nie koleżanka - to PAN niepełnosprawny powinien powiedzieć szefowi, że drukarka stoi tak, że nie może on dołożyć papieru, że segregatory z dokumentacją są na regale do którego nie sięgnie... Poza tym nie wierze, że długopis na podłodze to problem nie do pokonania! A jak mu w domu widelec spadnie na podłogę to obiadu nie zje? A jeśli rzeczywiście to JEST problem - to niech sobie załatwi smycz - taką jak miliony reklamówek rozdają dowolne firmy i na niej długopis zawiesi - będzie gwarancja, że mu nie spadnie. tongue_out

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • taki-sobie-nick 06.08.19, 23:17
    Poza tym nie wierzę, że długopis na podłodze to problem nie do pokonania!

    Nikt się tak nie zna na niepełnosprawności jak obcy, sprawni, niekompetentni ludzie.

    A jak mu w domu widelec spadnie na podłogę to obiadu nie zje?

    Owszem, możliwe, że ktoś musi mu podnieść. Albo podjedzie po inny. A ten, niestety, zostanie na podłodze do powrotu współmieszkańca.

    Smycz jest niezłym rozwiązaniem. Nie wiem tylko, skąd te kpiny i zakładanie, że facet NA PEWNO MOŻE.

    A twój szanowny współpracownik był jedynie bucem, ale cieszył się całkowitą sprawnością.
  • tt-tka 06.08.19, 23:35
    taki-sobie-nick napisała:


    > Nikt się tak nie zna na niepełnosprawności jak obcy, sprawni, niekompetentni lu
    > dzie.

    Ja sie znam i jestem kompetentna. Choc obca. Wyjasniam zatem
    - pan niepelnosprawny podjal prace. Nie w zakladzie pracy chronionej, gdzie rzadza troche inne zasady i przepisy, tylko w normalnej firmie
    - firma pobrala kase na przystosowanie stanowiska pracy do potrzeb i mozliwosci osoby niepelnosprawnej. Firma ma obowiazek to zrobic, a nie zastepowac za wysoka szafke czy za niska drukarke kolezanka pana
    - jezeli na danym stanowisku pracy pojawiaja sie czynnosci dla pana niewykonalne, to od wyreki jest osoba wspomagajaca
    oraz
    UWAGA AUTORKO
    - osoby niepelnosprawne, aktywizujace sie w zyciu, np poprzez prace, od niedawna/od nowa czesto po prostu nie zdaja sobie sprawy, co im sie nalezy i/lub nie umieja sie o to upomniec. Prosza osobe stojaca najblizej i o uprzejmosc wlasnie, a nie o naleznosc. Kolega moze nie wiedziec lub miec psychiczny problem z przywolaniem wspomagajacej, z powiedzeniem dyrekcji, ze cos jest niedostepne.
    Kolezance poradzilabym spisanie tego wszystkiego, co koledze utrudnia/uniemozliwia prace (a jeszcze lepiej byloby jego do tego sklonic) i przedstawienie listy dyrekcji i osobie wspomagajacej lub jej zwierzchnikowi.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 07.08.19, 21:53
    Dziękuje Tt-tko, ten pomysł ze spisaniem dokładnie co i jak często koleżanka robi dla kolegi jest świetny. To tez się wylania w wypowiedziach innych osób. Na pozór to tylko podniesienie ołówka, ale w praktyce jest tego wiecej. Wiec warto udokumentować co i jak często.

    Także dostosowanie dodatkowych miejsc może być konieczne - koleżanka wspomniała o kuchence, składziku materiałów.

    Oraz rozmowa o tym co powinna wykonywać osoba wspomagająca, a co koleżanka, i w jakim zakresie. To tez wydaje mi się konieczne.
  • kocynder 06.08.19, 23:41
    Dopuszczam, że facet NIE MOŻE. Ale wówczas jest tępym chamidłem - skoro ZNAJĄC swoje ograniczenia nie poruszył tej sprawy z szefem i nie zadbał w żaden sposób, by jego kalectwo nie było uciążliwe dla współpracownicy. Tak, to on, ów niepełnosprawny powinien był się do szefa pofatygować i powiedzieć jasno które elementy biurowego wyposażenia i w jaki sposób należałoby dostosować, ewentualnie do których czynności potrzebuje pomoc i jakiej. On. Nie jego współpracownica. I absolutnie nie powinien odrywać jej od jej pracy i jej obowiązków, bo a to papier w drukarce, a to segregator podaj, a to coś jeszcze. Skoro to robi - to postępuje DOKŁADNIE jak ów opisany przeze mnie pan - który w pewnym momencie uznał (i usiłował mnie przekonać!) że owo parzenie kawusi i mycie garów jest moim obowiązkiem. Pan niepełnosprawny, wykorzystując swoje kalectwo wymusza na współpracownicy różne drobne gesty. Drobne, ale w efekcie i ogólnym rachunku - wcale nie takie nieznaczne. Jak napisałam - czy korona mi z głowy spadła, że ta kawę zrobiłam? No, nie przecież! Przyszłam wcześniej, robiłam sobie, to jakiż problem? Czy korona mi spadła, że umyłam ta szklankę dodatkowo? No, nie przecież! Myłam swój talerzyk, swój kubek, swoją łyżeczkę, widelec i co tam jeszcze, co za różnica, jedno szkło więcej? A jednak różnica... I myślę, że podobnie jest tutaj - gdyby pan w jakiś sposób SAM spróbował rzecz załatwić, by nie musieć korzystać z pomocy koleżanki - to i ją by to mniej drażniło. Zapewne nie wkurzałoby ją, że np poprosi o otwarcie okna - do którego nie dosięgnie, a którego NIE DA SIĘ przenieść na poziom dostępny dla pana. Ale zapewne większość tych drobnych przysług, których pan oczekuje - swobodnie można by wyeliminować - albo angażując trochę szefa (przestawienie drukarki itp), albo asystenta, ewentualnie własnym pana pomyślunkiem (pomysł długopisu na smyczy, żeby nie spadał). I myślę, że głównie TO drażni tak koleżankę.
    A dla jasności - z przyczyn niezależnym miałam i mam spory kontakt z osobami niepełnosprawnymi w różnym stopniu, w tym i niepełnosprawnymi ruchowo. Na prawdę - żeby pan na wózku od lekarza medycyny pracy dostał zgodę na prace w biurze (a MUSIAŁ takową dostać!!!) nie może być dla niego problemem ponad życie pochylenie się i podjęcie czegoś z podłogi. Takie są po prostu przepisy. Gdyby nie to - mógłby np pracować zdalnie, z domu, ale jeśli spędza "etatowy" czas pracy w firmie - musi mieć zaświadczenie od lekarza i nie ma innej opcji.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • taki-sobie-nick 06.08.19, 23:55
    Ale wówczas jest tępym chamidłem

    Hmmmm... albo jedynie tępym, albo mu to do łba nie przyszło. Albo wszystko trwa dość krótko (tobie też ta kawa zaczęła przeszkadzać dopiero po jakimś czasie).

    Rozumiesz, że nie może?! Bo przed chwilą nie wierzyłaś.

    Rozumiem sytuację i też uważam, że powinna zostać rozwiązana.

    Niemniej wkurzają mnie niemożliwie wpisy typu "ojej, trochę popomagała, a potem jej się znudziło".


    Pomoc niepełnosprawnym to nie jest uszlachetniająca rozrywka, oni jej potrzebują na co dzień i stale.

    Wkurzają mnie też wpisy "bo niepełnosprawni wykorzystują swoją niepełnosprawność".

    Pewnie, bo niepełnosprawność to jest takie fajne zjawisko, które się wykorzystuje do wyłudzania przywilejów.

    Możliwe, że wykorzystują, ale niech się zdrowi cieszą, że sami są zdrowi! A jak się nie chcą dać wykorzystywać, to niech będą asertywni. tongue_out
  • kocynder 07.08.19, 00:13
    Nie wierzę, że pan, dla którego podniesienie z podłogi długopisu jest niewykonalne dostał od lekarza medycyny pracy zgodę na pracę w biurze. Ergo - TEN pan z niepełnosprawnością - swoje kalectwo wykorzystuje! Przykład: mam koleżankę - porusza się na wózku. Kiedy do niej przyjeżdżam to ja robię kawę, kroję ciasto itd. Jest mi łatwiej. Ale to nie znaczy, że ona nie jest w stanie tego zrobić! Mieszka sama i na codzień świetnie sobie radzi. Pewnie, gorzej, niż gdyby była zdrowa. Ale NORMALNIE funkcjonuje. Jak jej widelec upadnie - to go podniesie, choć to wymaga od niej więcej wysiłku niż ode mnie. I tu leży clou sprawy tego pana - on się NIE CHCE wysilić, bo mu łatwiej wysłużyć się współpracownicą.
    Pomoc niepełnosprawnym to nie uszlachetniająca rozrywka. Fakt. Ale i nie obowiązek służbowy pracownicy biurowej. Jeśli pan z niepełnosprawnością chce i może pracować - to ON powinien załatwić z szefem przystosowanie pomieszczenia, stanowiska itd do swojego kalectwa, a nie jędolić koleżance "podaj mi segregator", "pomóż w tym", "ułatw tamto". Marudząc - odrywa ją od jej pracy i jej obowiązków służbowych - proste?
    Koleżanka zaś zapewne nijak panu nie zazdrości kalectwa, ale i nie ma ochoty zostawać po godzinach, bo raport sam się nie napisze, a zamiast go sporządzić w czasie do tego przeznaczonym a to latała z papierem do ksero, a to z segregatorami itp...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • taki-sobie-nick 07.08.19, 00:21
    Pomoc niepełnosprawnym to nie uszlachetniająca rozrywka. Fakt. Ale i nie obowiązek służbowy pracownicy biurowej.

    Zdaje się, że dotąd wspomniałam o tym już kilka razy?



    Koleżanka zaś zapewne nijak panu nie zazdrości kalectwa

    Ależ ja niczego takiego nie zarzucam koleżance.


    To był argument pod adresem forumowiczek oburzonych wykorzystywaniem zdrowych plus pod adresem różnych osób oburzonych, że niepełnosprawni krócej pracują (niektórzy 7 godzin dziennie), mają dodatkowe urlopy etc.

    Dziękuję za uznanie mojego argumentu.
  • double-facepalm 07.08.19, 13:29
    Mój argument grubej kasy dla firmy (koszty pracy asystenta plus dostosowanie stanowiska) jakoś specjalnie ignorujesz, ciekawe dlaczego 😂. W firmie pewnie mnóstwo rzeczy nawala, od komunikacji wewnętrznej począwszy (pan pewnie gucio wie o platnym asystencie tylko od takiej codziennej pomocy) a na nieumiejetnosci stawiania granic przez współpracownicę skonczywszy. Zapienilas się i zafiksowalas na 2 słowach "niepelnosprawni" i "pomaganie" - czy na tym polega twoja niepełnosprawność?
  • memphis90 07.08.19, 16:13
    > I tu leży clou sprawy tego pana - on się NIE >CHCE wysilić, bo mu łatwiej wysłużyć się >współpracownicą.
    Ale Ty pracujesz z tym panem, że wiesz na 100% na co pozwala mu jego niepełnosprawność?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • kocynder 07.08.19, 19:01
    Gdyby jego niepełnosprawność była z tych, które wymagają STAŁEJ pomocy asystenta - nie dostałby od lekarza medycyny pracy zgody na pracę w takich warunkach, jak dostosowanie biurka i otoczenia oraz jeden asystent na kilkoro osób z niepełnosprawnością. Z tego wnioskuję, że to jednak nie "niemożność" a "brak chęci".
    Wspominałam powyżej o koleżance - kiedy do niej przyjeżdżam - to ja się krzątam po jej domu robiąc herbatę itp (zażyłość na to pozwala). Ale już gdy pojechałyśmy np na dziesięciodniowy turnus - kompletnie nie widziałam powodów dla których miałabym ją w pełni obsługiwać. Po0móc tam, gdzie nie może - owszem, ale w innych kwestiach? I jej by nie przyszło do głowy oczekiwać, że to ja mam dla niej parzyć herbatę, przynosić posiłki itp. Czy nie byłoby jej łatwiej? Ano, pewnie by było. I CZASEM poproszona - chętnie te czynności wykonywałam. Ale CZASEM i POPROSZONA. A nie jako "norma".
    Plus - był to czas wolny, kiedy to mogłam swoją osobą dowolnie dysponować. Tymczasem tutaj mamy sytuację - pani liczy faktury. Nagle:
    - Aniu, długopis mi spadł, podasz? - Ania odrywa się od faktur, wstaje przechodzi te kilka kroków, podnosi długopis, podaje, wraca na swoje miejsce i zaczyna liczyć od początku, bo w międzyczasie wszystko jej się pomieszało. Po pół godzinie:
    - Aniu, podasz mi segregator X? Bo stoi za wysoko? - Ania ponownie odrywa się od faktur, tym razem przezornie zapisuje wynik na karteczce, zakłada miejsce do którego doliczyła, wstaje podchodzi do regału, zanosi segregator na biurko kolegi.
    - Czy to wszystko, Krzysiu? Bo jednak te faktury to dość ważne są...
    - Tak, Aniu, oczywiście! Nie przeszkadzaj sobie! - Po pół godzinie:
    - Aniu, dołożysz papier do drukarki, bo ja nie mogę...
    - Aniu, podasz mi ta paczkę?
    - Aniu, przesunęłabyś to pudło?
    W efekcie Ania miała podliczyć faktury do 14:00, potem sporządzić raport, sprawdzić wszystko i o 16:00 iść odebrać swoje dziecko z przedszkola. O 14:00 Ania jest w połowie liczenia, bo x razy się odrywała od tego co jest jej obowiązkiem i latała a to z paczkami a to z segregatorami, o 16:00 raport jest "w lesie" i Ania ma wybór - albo zostać po godzinach, z które nikt jej nie zapłaci i skończyć pracę (zawalając obowiązki wobec SWOJEGO dziecka!), albo zostawić na jutro i narazić się na wymówki, że jest powolna, to ludzkie pojęcie przechodzi, wszyscy się jakoś wyrabiają a ona jedna ślamazara nie daje rady...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • memphis90 07.08.19, 16:10
    >tępym chamidłem - skoro ZNAJĄC swoje ^
    >ograniczenia nie poruszył tej sprawy z szefem"
    Albo po prostu boi się stracić pracę, bo przeciez pracodawcy jakoś nie zabijają się o niepełnosprawnych.


    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • kocynder 07.08.19, 18:42
    Firma zatrudnia kilkoro niepełnosprawnych plus asystenta do pomocy dla nich. Więc raczej szef by nie zwolnił go, za info, że potrzebuje,. by asystent codziennie z rana przyszedł do ich pokoju i załadował drukarkę. Tak na logikę?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • lumeria 07.08.19, 22:06
    Dzieki kocynder - mam wrażenie, ze dotknęłaś ważnej kwestii. (Moja opinia). Czyli docenienia wysiłku koleżanki i (miast minimalizowania go), podziękowania jej - czy przez niepełnosprawnego pana, czy przez szefa, za jej pomoc. To znaczy, pan mówi dziękuje za każdym razem. Jednak nie chce publicznie i do szefa docenić jej wsparcia. Szef tez mówi "super współpracujecie, gratulacje" nie znając dokładnie wkładu koleżanki w ta 'kooperacje'.

    Wiadomo, koleżanka nie pomaga by jej dziękowano, ale tez tu coś zgrzyta, nie?

    Jak doradziłabyś by to delikatnie uzmysłowić panu i szefowi?














  • tt-tka 07.08.19, 22:20
    Delikatnie bedzie trudno sad
    Dla kolegi jest to pierwsza praca ? to on to moze uznac za norme. A szef nie jest odrywany od swoich zajec i nie wnika, albo i naprawde nie wie, ze to na dluzsza mete kiepsko sie sprawdza.
    Doradzilabym, by kolezanka pomowila wprost, bez zbednej delikatnosci (grzecznie, nie napastliwie, ale bez bagatelizowania swoich odczuc) z osoba wspomagajaca. Niech ona to zalatwia lub powie, jak zalatwic.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • lumeria 08.08.19, 16:24
    To jest świetny pomysł, dziękuję. Na pewno osoba wspomagająca ma więcej doświadczenia jak zachowywać się w takich sytuacjach, i jej zadaniem jest rozwiązywać je. Super.
  • qs.ibidem 06.08.19, 23:32
    Powiedzieć do kolegi sympatycznym i troskliwym głosem; "słuchaj, musimy przeorganizować biuro, TOBIE jest niewygodnie pracować, no nie za dobrze Ci to szef ustawił wszystko. Zadzwoń może do niego, jest otwarty na zmiany!"
  • megwhite25 07.08.19, 07:40
    Zrobiłabym tygodniowy raport z pomocy - jakie czynności zrobiłam i ile mi czasu zajęło gdy nie wykonywałam swoich obowiązków a pomagałam panu . Z tą wiedzą poszłabym do przełożonego. Powiedziałabym że patrząc na raport pracownik wymaga asystenta tylko z jakiś powodów nie chce się do tego przyznać . A skoro jest asystent w firmie ta opieke powinien i panu zapewnić. Może pracownik chce być samowystarczalny mimo swojej niepełnosprawności ale niestety jeżeli jest tego dużo to robi to kosztem koleżanki. Jest to sytuacja delikatna. Szef może powiedzieć że koleżanka ma problem z kręgosłupem żeby zawsze wzywał asystenta w firmie bo nie chce żeby koleżanka poszła na długą rehabilitację. Zawsze można coś dyplomatycznie i delikatnie załatwić.
  • piesfafik 07.08.19, 16:52
    Zupelnie nie rozumiem dlaczego ta kolezanka nie moze po prostu porozmawiac ze swoim niepelnosprawny kolega I ustalic co by I'm usprawnilo prace. To ze on jezdzic na wozku nie oznacza ze jest z ksiezyca. Asystent jest asystentem nie opiekunem I to osoba niepelnosprawna mowi mu czego potrzebuje, np byc moze zaladowania papieru do drukarki rano, albo przygotowania materialow do pracy rano. Takie rzeczy mozna normalnie ustalic
  • agrypina6 07.08.19, 18:47
    No proszę, w obecnych czasach jak ematka podniesie długopis i włoży papier do drukarki to jest wykorzystywana. Świat się kończy.
  • tt-tka 07.08.19, 18:57
    Nie jak podniesie i wlozy, tylko jak podnosi i wklada. Stale. Wyreczajac kogos innego.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • agrypina6 07.08.19, 19:03
    Kurczę, ile razy dziennie podnosi ten ołówek i wkłada papier do ksero? No ludzie.
  • lumeria 07.08.19, 22:24
    Wiesz, od czasu rozmowy z koleżanką patrze u mnie w pracy, co trzeba by dostosować dla osoby na wózku inwalidzkim. I jest tego sporo.

    Np u nas wiele osób ma na przykład takie biurka - osobie na wózku trudno byłoby po coś na tym biurku sięgnąć czy zobaczyć czy dokument tam leży (w razie nieobecności właściciela)
    https://standingdesktopper.com/wp-content/uploads/2018/07/Standing-desk-.png

    Takich przykładów jest mnóstwo....
  • lumeria 07.08.19, 22:25
    Wiec nie, to nie chodzi o jednorazowe poniesienie ołówka, tylko o całokształt sytuacji.
  • wiosenna117 07.08.19, 20:19
    Myślę, że jej poczucie bycia wykorzystywaną posługaczką jest co najmniej dziwne i niestety, wygląda na to, że jest jędzą i wrednotą. Jest proszona o pomoc tam, gdzie ten pan sam by sobie nie poradził, a to nie jest wykorzystywaniem kogoś. Ile czasu dziennie zajmuje jej ta pomoc - 10 minut? Taki to ciężar i dyshonor?
  • kasiamat00 07.08.19, 20:29
    Cel glowny: kolega ma miec dostosowane miejsce pracy lub asystenta.
    Cel poboczny: mamy nie wyjsc na jedze.
    Wniosek: kolega ma sam poprosic o asystenta, ew. menedzment ma sie domyslic.

    Do zapamietania: asystent NIE pomoze, jesli uzyskanie pomocy od niego bedzie bardziej skomplikowane i zajmie wiecej czasu niz uzyskanie pomocy od kolezanki. Wniosek 2: nalezy utrudnic koledze korzystanie z naszej pomocy.

    Jak to zrobic, czyli krotka instrukcja biurowych zachowan pasywno-agresywnych. Jesli kolega faktycznie nie zauwaza, ze jego prosby o pomoc przeszkadzaja, to najdalej po punkcie nr 4 powinien sie zorientowac i sam sie ogarnac.

    1. Niczego sie nie domyslamy. Nigdy. Pomagamy dopiero wyraznie poproszeni o pomoc -- przypominam, ze prosba jest zdanie zawierajace slowo "prosze". "Cholera, znowu upadl mi olowek" prosba nie jest.

    2. Sluchawki na uszach. Moga byc bez muzyki, ale tak, zeby czlowiek albo musial do ciebie podejsc, albo napisac na komunikatorze (tym lepiej, dokumentacja "ilez razy dziennie sie to zdarza?!" sama sie zbiera).

    3. Jesli nie umiemy sie skupic na tyle, zeby od czasu do czasu nie zauwazyc, ze ktos czegos od nas chce, to nalezy pocwiczyc udawanie. "Och, mowiles cos do mnie? Przepraszam, bylam tak skupiona nad tymi papierami, ze nie slyszalam".

    4. Pomagamy, ale na wlasnych warunkach. "Dobra, zaladuje papier do drukarki jak bede sobie szla zrobic kawe za 15 minut" -- "Ale ja to potrzebuje na juz!" -- "Przykro mi, musze cos pilnie skonczyc, moze Robert ma chwile, zeby ci pomoc?". (Koniecznie sugerujemy kolege, nie kolezanke!)

    5. Jesli nie dociera -- co jakis czas gdy widzimy, ze kolega zaraz bedzie cos chcial, wychodzimy z pokoju symulujac pilny telefon/cokolwiek. Oczywiscie strugamy glupa, ze wcale nie zauwazylismy problemu (patrz punkt 3 -- zarobieni bylismy).

    6. Mail do szefa, z cc do kolegi, "Moze powinnismy Krzysiowi zamontowac takie dlugopisy na lancuszku jak w prl-owskich urzedach, zeby mu nie spadaly i nie musial czekac na mnie jak akurat wyszlam na poczte?" + oczywiscie wszystkie inne pomysly racjonalizatorskie, z podkreslaniem ze biedny Krzys niepotrzebnie traci czas gdy nas chwilowo nie ma. Na pismie, milo i grzecznie i z nadmiarem troski o dobrostan kolegi. I zdecydowanie nie za plecami zainteresowanego.

    7. Oczywiscie wykorzystywanie absolutnie wszystkich szans na przysluge, szczegolnie w przypadku rzeczy, ktore beda dla kolegi lekko upierdliwe, ale nie poza zasiegiem. "Och, idziesz do Roberta? Podrzuc prosze przy okazji te papiery Zdzisiowi (drugi koniec tego samego pietra)".

    8. Przy odmowie z pkt 7 -- przy nastepnej prosbie po powrocie "przypadkiem" patrzymy na zegarek, lapiemy sie za glowe, "O cholera, juz tak pozno? Musze natychmiast zaniesc te papiery Zdzisiowi..." i wychodzimy pospiesznie z pokoju. Wracamy po najdluzszym rozsadnie wygladajacym czasie (pol godziny?).
  • pani_libusza 07.08.19, 22:26
    Niezłesmile lata w korpo czy urzędzie?
  • waleria30 08.08.19, 06:58
    Odnosnie pkt.4. Kiedy swojego czasu w pracy pewna osoba probowala "zlecac" mi rozne pierdoly, ktore nie wchodzily w sklad moich obowiazkow, dostalam podobnie rade, zeby powiedziec: Bardzo chetnie ci POMOGE (wazne zeby podkreslic te pomoc), ale teraz jestem zajeta, mam mnostwo pracy itd. Bede mogla wtedy i wtedy (w moim przypadku za pare dni np😀 ) i z checia wtedy ci pomoge. Milym i troskliwym tonem, i tak za kazdym razem. I to nie jest pasywno-agresywne, tylko pilnowanie swoich granic i pracy tez. Pasywno-agresywne jest np obiecywanie "Juz zaraz" a potem odwlekanie w nieskonczonosc.
  • 3-mamuska 07.08.19, 21:07
    Powinna iść zgłosić ze pan potrzebuje osoby wspierającej. I tyle.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • lumeria 07.08.19, 21:38
    Odpisze zbiorowo:

    Dziękuje za wiele dobrych pomysłów, szczególnie namowy koleżanki do rozmowy z szefem o przystosowaniu dodatkowych miejsc.

    Koleżanka parę rzeczy uściśliła:

    Pan jest młodym człowiekiem, który jest dumny z swojej (relatywnej) niezależności, i sytuacja jest delikatna, koleżanka nie chce go deprymować czy publicznie negować, kiedy on mówi, że pomocy nie potrzebuje - choć codzienne korzysta z jej wsparcia, i fakt, może stara się to ukryć.

    Nie jest chamidlem, jest po prostu młody, może tez niedoświadczony w egzekwowaniu tego, co mu się należy. Może tez ma obawy, ze jeśli za dużo wsparcia będzie wymagał, to jednak jego pozycja zostanie usunięta? Koleżanka nie czuje, że powinna z nim o tym rozmawiać, to nie jej rola, nie jest jego psychoterapeutą.

    Nie mogę opisywać dokładnie niepełnosprawności pana, tu nie możemy zgadywać co on może, a co nie. Dla jednej osoby na wózku podniesienie ołówka jest błahostka, dla innych nie. Wiec nie można wyciągać pochopnych wniosków.

    Koleżanka powiedziała, że wiele miejsc / stanowisk zostało dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych, lecz nie wszystkie. Np. kuchenka nie została, więc trudno jest panu np. sięgnąć do szuflad, mikrofalówka stoi głęboko na blacie (by ktoś jej niechcący nie ściągnął – czyli to tez kwestia ogólnego bhp) i tym podobne. Do składziku, gdzie stoi papier i inne materiały pan może wjechać, ale już nie obróci, więc to jest utrudnieniem. Gdy cięższe pudelka są ustawione za nisko lub za wysoko, tez nie jest w stanie ich ruszyć. Jeśli ktoś postawi coś w tym przejściu (drabinę, krzesło) to pan już nie może nawigować.

    Koleżanka też bierze pod uwagę, ze pomagając panu ‘za dużo’ również w pewnym sensie odbiera pewne zadania osobie wspomagającej. Robiąc to również w pewnym sensie przyczynia się do stwarzania obrazu, ze niektórzy niepełnosprawni nie potrzebują pomocy – co może źle wpłynąć na traktowanie innych niepełnosprawnych, którzy będą egzekwować swoje prawa do wsparcia.

    Trudna sytuacja.

  • piesfafik 07.08.19, 23:32
    Juz to raz.napisalam ale powtorze. Niech kolezanka przede wszystkim rozmawia z kolega. To on ma powiedziec asystentowi czego potrzebuje. Asystent pracuje dla niego a nie jest jego opiekunem. Kolezanka moze powiedziec sluchaj, przydalo by sie to czy tamto.zebysmy mogli sprawniej pracowac. Nic tak nie wkurza ludzi niepelnosprawnych jak rozmawianie o ich potrzebach bez ich udzialu. To jest normalny dorosly czlowiek .
  • tt-tka 07.08.19, 23:35
    piesfafik napisała:

    > Juz to raz.napisalam ale powtorze. Niech kolezanka przede wszystkim rozmawia z
    > kolega. To on ma powiedziec asystentowi czego potrzebuje. Asystent pracuje dla
    > niego a nie jest jego opiekunem. Kolezanka moze powiedziec sluchaj, przydalo by
    > sie to czy tamto.zebysmy mogli sprawniej pracowac. Nic tak nie wkurza ludzi ni
    > epelnosprawnych jak rozmawianie o ich potrzebach bez ich udzialu.

    Sek w tym, ze kolega moze uwazac swoje potrzeby za calkowicie zaspokojone. Przez kolezanke. To, ze ja to denerwuje, to jest jej problem, a nie jego, tak jak nam to przedstawiono.




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • piesfafik 07.08.19, 23:58
    No to niech mu powie ze powinni cos zmienic. Jak mu ze slodkim usmiechem podaje tem dlugopis to skad on ma wiedziec ze jej to przeszkadza .
  • katja.katja 08.08.19, 07:48
    A wystarczyłoby na jego biurko położyć kubek z kilkoma długopisami.
    I w zasięgu jego rąk położyć zapas ryzy papieru by mógł samodzielnie ją załadować. Nie sądzę by sama drukarka była tak wysoko by nie sięgnął.

    --
    Nie dam się wygasić!
  • lumeria 08.08.19, 16:05
    Dziękuje za przykład, jak reagują na koleżanki dylemat współpracownicy i inni rozmówcy.

    Nie ma sposobu, by im wytłumaczyć, ze nie chodzi o długopis i paczkę papieru do drukarki.

    Zaczynam rozumieć, dlaczego koleżanka - i może niepełnosprawny pan tez - są tak sfrustrowani sytuacja, i w ogole nie chcą jej poruszać.
  • lumeria 08.08.19, 16:11
    To jest dorosły mężczyzna, którego koleżanka nie ma prawa pouczać i wychowywać.

    Powinni rozmawiać, zgadzam się, ale czasami ludzie maja sprzeczne cele, i wtedy jest trudno dojsc do porozumienia.

    Podoba mi sie sugestia, by koleżanka porozmawiała z osoba wspomagająca, i żeby od tej osoby wyżla inicjatywa większego udziału, pomocy, lepszego zorganizowania miejsca pracy, dodatkowych dostosowań w miejscach ogolono-uzytkowych jak kuchenka. To wydaje mi się bardzo wykonalne, i nie ingerujące w potrzeby zainteresowanych, wręcz odwrotnie - wspierające je.

    Ogromnie dziękuje, to może być kluczem do rozwiązania sytuacji.
  • piesfafik 08.08.19, 21:44
    A co zrobila by twoja kolezanka gdyby nie bylo zadnego asystenta? Dlaczego uwazasz ze traktowanie niepelnosprawnego pracownika jak dziecka ktore nie wie co jest dla niego dobre jest lepsze niz zwyczajna szczera rozmowa? Jezeli kolezanka boi sie normalnie rozmawiac z facetem bo on jezdzi na wozku to moze w niej tez tkwi czesc.problemu.
  • lumeria 08.08.19, 22:07
    Ja osobiście mam bardziej prostolinijne podejście i dosyć szybko coś bym wprost do faceta powiedziała (w sensie to-i-to się dzieje, co z tym zrobimy?), wiec niecałkowicie rozumiem uprzedzenia koleżanki. Ale sa takie osoby, które nic nigdy by nie powiedziały, no bo maja do czynienia z osoba niepełnosprawną, nie?

    Jak radziłabyś przeprowadzić taka rozmowę, pamiętając, ze jest to młody, ceniący niezależność mężczyzna?
  • piesfafik 08.08.19, 22:47
    Moze jakos tak: wiesz jak nagle odrywam sie od tego co robie to mi potem trudno sie skupic. Moze moglibysmy cos zmienic zebysmy oboje efektywniej pracowali ? Moze by mozna cos inaczej ustawic zeby ci bylo wygodniej?
    I zauwazylam ze nie wszystkie pomieszczenia w firmie sa dostosowane . Jak masz pomysl co i jak zmnienic to cie poprzemy w rozmawie z szefem
  • lumeria 09.08.19, 15:16
    To jest świetna sugestia, dziękuje, i przekaże koleżance. Moze zechce spróbować wprost z facetem porozmawiać pierw, i zobaczy co z tego wyjdzie.
  • taki-sobie-nick 08.08.19, 21:51
    wyżla

    Przepraszam, ale nie wytrzymam i odpowiem NIE ad meritum. Wyszła. "Wyżła" to dopełniacz od słowa "wyżeł".
  • lumeria 08.08.19, 22:02
    Przepraszam, oczywiście, ze wyszła, lecz poprawiaczka zrobiła swoje, a ja nie dopatrzyłam... oj!
  • taki-sobie-nick 08.08.19, 22:13
    Uff. Bardzo mnie cieszy zatem, że to nie Twój błąd. tongue_out

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka