Dodaj do ulubionych

Pakowanie kasy w cudzy dom

06.08.19, 13:37
Na fali wątku rozliczając
Edytor zaawansowany
  • larix_decidua77 06.08.19, 13:50
    Za szybko się wysłało.
    Jeszcze razsmile
    Na fali wątku rozliczającego się partnera. Byłyście zgodnie oburzone (ja też) panem, który kazał sobie płacić za remonty i wyposażenie domu, który był tylko jego. Ale w sytuacji, gdy para bierze ślub i jedno z małżonków ma swój dom, odziedziczony po dziadkach uważacie, że to jest ok. A tu jest para małżeńska, nie konkubinat, najczęściej ze wspólnymi dziećmi. Często takie pary, biorą ślub, gdy są młodzi, żadne z nich nie zdążyło się dorobić majątku w celu zakupu własnego lokum. Zamieszkują w domu po babci i się zaczyna, nowe meble, remont dachu, kredyt na termomodernizację, nowe okna, schody, rynny i tak przez całe życie. Wszystko spalacają wspólnie, kobieta dodatkowo, rodzi dzieci i nic nie ma. Teraz rozwodzą się znajomi, dzieci ok 20 tki. Pan ma wszystko, pani pół samochodu. Pan nigdy nie był zainteresowany przepisem ani zakupem mieszkania dla pani. Pani sama nie mogła, bo wspólnota majątkowa. Z resztą zawsze były pilniejsze wydatki niż zabezpieczenie pani, remonty, samochody, wczasy, potrzeby dzieci. Dla mnie to jest bardzo niesprawiedliwe, bo taka niedziedzicząca, po ślubie w zasadzie nie ma szans żeby się zabezpieczyć. Wszystko jest wspólne. I teraz pani ma prawie 60 lat w perspektywie emerytura za którą nie ma szans niczego wynająć. Osobiście nie urodziłabym nawet pół dziecka mężowi, który ma dom i w nosie zabezpieczenie mnie. W praktyce, to ja przepisałam połowę pierwszego mieszkania na męża, domu dorobiliśmy się już sami. Dla mnie jest bardzo niesprawiedliwe oczekiwać, że ktoś będzie całe życie pracował na naszą własność.
  • aerra 06.08.19, 14:46
    Nie mam tego problemu - wszystkiego, począwszy od mieszkania i samochodu, poprzez dziecko i koty, dorobiliśmy się wspólnie w czasie małżeństwa.

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • larix_decidua77 06.08.19, 15:52
    Mówimy o przypadku w którym jedno z małżonków wchodzi w związek z odziedziczoną nieruchomością.
  • araceli 06.08.19, 14:52
    larix_decidua77 napisał(a):
    > Dla mnie
    > to jest bardzo niesprawiedliwe, bo taka niedziedzicząca, po ślubie w zasadzie
    > nie ma szans żeby się zabezpieczyć.

    Jedyne co może to zbierać rachunki i domagać się zwrotu nakładów na majątek pana. Ale tego trzeba być świadomym od początku.




    --
    - What if people try to corroborate all this information?
    - Don't worry. They won't.
  • sofia_87 06.08.19, 17:51
    To teraz sobie wyobraz, że maz kilka miesięcy po tym jak mu przepisalas te pół mieszkania , oświadcza Ci, że z Tobą to był błąd, odchodzi i zada spłaty swojej połowy Twojego mieszkania. A takie przypadki się często zdarzają.
    A dla mnie jest bardzo niesprawiedliwe, że ktoś oczekuje za nic prezentu w postaci połowy mieszkania czy domu
    Nie bardzo też widze to "pracowanie przez całe życie na naszą własność" w przypadku w miarę nowej nieruchomości. Partycypowanie w remoncie kuchni czy łazienki raz na 10-15 lat to jeszcze nie powód aby ktoś dostawał połowę nieruchomości.
  • larix_decidua77 06.08.19, 14:36
    A w dodatku pan brał pożyczki głównie z pracowniczej kasy pożyczkowej, więc nawet żona nie mogła się na nie niezgodzić.
  • jdylag75 06.08.19, 15:08
    Jak się zastanawiam nad kwestiami rozliczeniowymi w małżeństwie, to widzę, że posiadanie majątku własnego przez jednego małżonka jest obciążeniem I potencjalną kością niezgody. Na szczęście dorabialiśmy się wszystkiego sami, śpię spokojniej.
  • larix_decidua77 06.08.19, 17:55
    Zgadzam się, to tylko utrudnienie.
  • kosmos_pierzasty 06.08.19, 16:48
    Ton jest zawsze ryzyko. Też znam panią, która na tym źle wyszła, czyli wyszła z dwójką dzieci i walizką...
  • koronka2012 06.08.19, 17:02
    Dom/mieszkanie po dziadkach postrzegane jest jako duża ulga dla młodej rodziny. Tylko to ale.. bo gdyby nie ten bonus - para siłą rzeczy dorabiałaby się wspólnie, i do czegoś by doszła, a tak - najczęściej nie ma nic/ma niewiele poza tym co mieli na starcie.

    Z drugiej strony - nie widzę powodu, żeby ktoś miał się pozbywać rodzinnego majątku, żeby zabezpieczyć współmałżonka. Bo i niby czemu? można pomyśleć o inwestycji w dodatkowe mieszkanie - z myślą o przyszłości dzieci i w razie rozwodu mieć gdzie się podziać, poniekąd tak jak sama zrobiłaś, tyle że bez przepisywania przedślubnego lokum - bo i z jakiej racji?

    Nawiasem mówiąc - moja koleżanka, która uwspólniła dom po dziadkach musiała się z niego wyprowadzić, mieszka tam eks z kochanką, a ona pluje sobie w brodę, bo nie stać ją na spłatę połowy, którą mu podarowała...
  • larix_decidua77 06.08.19, 17:58
    Być może nie ma tu dobrego rozwiązania. Może decyzję powienien podjąć obdarowany małżonek. Albo przepisuje ryzykując albo dar idzie do wynajęcia i dorabiają się wspólnego majątku razem.
  • koronka2012 06.08.19, 21:18
    larix_decidua77 napisał(a):

    > Albo przepisuje ryzykując albo dar idzie do wynajęcia i dorabiają s
    > ię wspólnego majątku razem.

    I to jest najsensowniejsze rozwiązanie, bo kasa z wynajmu jest już prawnie wspólna. Tyle, że jest to mało ekonomiczne - rzadko da się spłacić z wynajmu ratę kredytu za nowe.

    Natomiast przepisywanie jest zbyt dużym ryzykiem - nawet drogi remont rzadko kiedy wynosi połowę wartości nieruchomości.
  • cruella_demon 06.08.19, 21:33
    To jest kwestia bardzo skomplikowana. My jesteśmy w podobnej sytuacji.
    Mieszkanie jest moje, grubo przedślubne, musiałoby mnie ostro popizgać, żeby rozszerzyć współwłasność.
    Ale.. my jesteśmy w sytuacji "bez przeszłości" i jest to "posag" dla naszych wspólnych dzieci.
    Budżet mamy wspólny, płacimy razem rachunki i jakieś remonty, teraz chcemy kupić dom (wspólnie) i jeżeli się uda, w przyszłości drugie mieszkanie dla drugiego dziecka.
    gdybyśmy z jakichś powodów się rozstali to do tego mieszkania wracam ja z dziećmi, a resztę majątku dzielimy, z tym, że wiadomo, że mieszkanie tak czy siak dostaną nasi wspólni synowie więc to jednak inna sytuacja. Mąż ( i ja ) traktuje to jako inwestycję w przyszłość dzieci.
    Obcy pan czy pani nic nie uszczkną.
    Żeby osłodzić pigułkę ematkom, mamy wspólnotę i to ja zarabiam więcej. Na tyle, ze mąż we wspólnym rozliczeniu wyciągnął mnie z drugiego progu tongue_out
    Za to on więcej zajmuje się domem i czasem dziećmi big_grin

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka