Dodaj do ulubionych

Która z Was będąc gościem

07.08.19, 12:27
mówi do gospodyni/gospodarza:
-jestem głodna
-nie lubię tego, zrób mi coś innego
-masz coś słodkiego/owoce/ciasto
??
Oczywiście nie mam na myśli zaprzyjaźnionego domu, w którym czujemy się jak u siebie i samodzielnie korzystamy z lodówki, gotujemy, grzebiemy w szafkach.
Tak, to a propos wątku Hanusinejmamy, w którym sugerowano matce (delikatnie mówiąc), że powinna nauczyć córkę mówić wprost, że jest głodna i co chce zjeść.
Jestem z pokolenia, w którym nie wypadało dopominać się jedzenia od gospodarzy, może dlatego mnie te sugestie dziwią. Ba, gościłam dzieci, które bez skrępowania zaglądały mi do lodówki, szafek i pytały co mam dobrego do jedzenia i czułam się lekko zażenowana na początku, potem się przyzwyczaiłamsmile

--
"Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
Edytor zaawansowany
  • jak_matrioszka 07.08.19, 12:32
    Ja też sie nad tym zastanawiam, jak te forumki to w praktyce robia 🤔
  • mauricella 08.08.19, 01:08
    jestem u kolezanki (nie za bliskiej) na kawie pada pomysl ,zeby pojsc do pewnego sklepu i poogladac co nas interesuje wspolnie, mowie
    -ale wiesz co... to na glodnego nie dam rady. Masz moze kromke , zebym wciagnela?
    -moze obiadu chcesz troche mam troche pomidorowej zapiekanke z kurczakiem.
    -Dzieki , za pomidorowa nie przepadam ale kurczaka chetnie; dzieki wielkie

    Co jest nietypowego w tej rozmowie?
  • bo_ob 07.08.19, 12:36
    pade napisała:

    > Tak, to a propos wątku Hanusinejmamy

    W niezaprzyjaźnionych domach nie siedzę 6 godzin, więc nie zdążę zgłodnieć i nie muszę prosić o jedzenie.
    W domach zaprzyjaźnionych nie mam problemu z poproszeniem o herbatę czy kanapkę.

  • aqua48 07.08.19, 12:40
    bo_ob napisała:

    > W domach zaprzyjaźnionych nie mam problemu z poproszeniem o herbatę czy kanapkę

    Ja mam problem, jeśli gospodarz nie proponuje, to po prostu skracam wizytę, bo dla mnie oznacza to, że gospodarz nie ma ochoty ciągnąć spotkania w nieskończoność.
    Do głowy mi nie przyszło upominać się o poczęstunek.
  • bo_ob 07.08.19, 12:48
    Do zaprzyjaźnionych domów nie chodzę z wizytą, tylko wpadam, bo się stęskniłam za gospodarzami. A dlatego są one zaprzyjaźnione, bo gospodarz ma prawo powiedzieć mi, że chciałby już zostać sam a ja mam prawo poprosić o kawałek chleba, gdy zgłodniałam.

    Gdy idę z wizytą do ledwo znajomego domu, to tak, gdy robię się głodna, wychodzę.

  • madami 07.08.19, 12:51
    Ja też, dłużej siedzę tylko o zaprzyjaźnionych, jak jestem głodna to mówią i coś proponuję albo gospodarze proponują - zawsze jakoś się dogadujemy.
    W nie zaprzyjaźnionych skracam wizytę do minimum, wolę takie wizyty po posiłku bo wiem że dom nie zaprzyjaźniony wink
  • bergamotka77 07.08.19, 13:53
    Moj gosci kolegow i bywa w ich domach po kilka godzin bo koledzy go zapraszaja a ja nie jestem z ich matka zaprzyjazniona, lacza nas tylko synowie, ktorzy sie lubia. No i co wtedy? Syn jest zaprzyjazniony ja nie. Przyjaznisz sie z kazda matka dziecka, ktore lubi sie z twoim bawic? big_grin

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • bo_ob 07.08.19, 14:16
    Przypominam, że Pade spytała: "Która z Was będąc gościem...", nie pytała o nasze dzieci, tylko o nas.
  • malia 07.08.19, 14:58
    To jeśli chodzi o mnie, to czasem proszę o coś do picia, np wodę, nic do jedzenia, chyba, że to dom matki, siostry czy kogoś naprawdę bliskiego i dłuuugo znanego. Ale najczęściej o nic nie proszę, przychodzę jeść do domu.
  • jak_matrioszka 07.08.19, 16:02
    Pade pyta o nas, bo w tamtym watku takie domaganie sie innego lub wrecz konkretnego jedzenia bedac w gościach jest świadectwem kompetencji społecznych. I ponoć dzieci trzeba tego nauczyć, a przecież dzieci uczymy tego, co sami robimy lub uważamy za właściwe.
  • bo_ob 07.08.19, 16:14
    Słusznie piszesz. Dlatego moje doświadczenie mówi: nie posyłam mojego dziecka do ledwo znanego domu na dłużej, niż 2 godziny (bo dbamy o komfort gospodarzy) oraz: gdy jesteś głodna, powiedz o tym (bo trzeba umieć komunikować swoje potrzeby). A przez 2 godziny dziecko raczej nie zgłodnieje, więc prosić o kromkę chleba nie będzie musiało smile
  • 3-mamuska 07.08.19, 21:17
    bo_ob napisała:

    > Słusznie piszesz. Dlatego moje doświadczenie mówi: nie posyłam mojego dziecka d
    > o ledwo znanego domu na dłużej, niż 2 godziny (bo dbamy o komfort gospodarzy) o
    > raz: gdy jesteś głodna, powiedz o tym (bo trzeba umieć komunikować swoje potrze
    > by). A przez 2 godziny dziecko raczej nie zgłodnieje, więc prosić o kromkę chle
    > ba nie będzie musiało smile


    A przeczytałaś ze ona przez 3/4 godziny była poza domem i nie dało się wizyt skrócić?
    Dlatego dziecko musiało być 6.
    Niektórzy uważają ze dziecko powinno umieć mówić co chce, a same nie potrafią odpowiedzieć na zadanie pytanie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 07.08.19, 21:13
    bo_ob napisała:

    > pade napisała:
    >
    > > Tak, to a propos wątku Hanusinejmamy
    >
    > W niezaprzyjaźnionych domach nie siedzę 6 godzin, więc nie zdążę zgłodnieć i ni
    > e muszę prosić o jedzenie.
    > W domach zaprzyjaźnionych nie mam problemu z poproszeniem o herbatę czy kanapkę
    > .
    >
    DZIECKO NIE MIAŁO MOŻLIWOŚCI SKRÓCIĆ WIZYTY



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • aaa-aaa-pl 07.08.19, 12:37
    Ja nigdy tak się nie zachowuję.
    Daaawno temu( w czasach studenckich), babcia mojego chłopaka, poczęstowała mnie ciastem( musiało długo leżeć, było ewidentnie bardzo nieświeże).Coś paskudnego. Udawałam, że zjadam ze smakiem( jak babcia wyszła do kuchni, to wyplułam).
  • aqua48 07.08.19, 12:37
    Za czasów mojego dzieciństwa gdy jakieś dziecko zgłodniało podczas zabawy, to mówiło - idę do domu coś zjeść(na obiad), przyjdę za pół godziny. Nie podejmowało się obiadami dzieci przychodzących się bawić, proponowane były owoce lub ciasto jeśli było na stanie smile, można było zaproponować np drugie danie, ale w przypadku odmowy żadna matka nie dopytywała a co by w zamian zjadł dziecięcy towarzysz zabawy. Nie chce, nie lubi, to trudno. Absolutnie nikt by nie wysmażał mięsa tak jak dziecko lubi ani tym bardziej nie odławiał krewetek z makaronu dla jego kaprysu. Nie wspominając, że o mięso było trudno, a krewetki mało kto na oczy widział smile
  • bo_ob 07.08.19, 12:41
    Jeszcze zdarzało się wpaść do domu po kanapki, zwinąć placek i z nimi wrócić na podwórko, wtedy inne dzieci się pożywiły smile
  • piekna_remedios4 07.08.19, 12:43
    ja, mimo, że jestem z dekadę młodsza, także pamiętam z dzieciństwa takie zwyczaje. Nie gościło się obcych dzieci jak królewiątek, bywało, że się coś tam zjadło u znajomych ale bez przesady. Na obiad wracało się do domu. Bywałam u koleżanek czasem od świtu do wieczora, wychodziłam coś zjeść, wracałam, szłyśmy na dwór lub do mnie i nikomu korona z głowy nie spadła.

    --
    Cien años de soledad
  • pade 07.08.19, 12:55
    Ja też to pamiętam. Ale teraz są już inne czasy, dzieci, które spotykają się na podwórku, wracają do domu na obiad (każdy do swojego), ale są też dzieci, które do najbliższej koleżanki, kolegi, muszą być dowożone i rodzice umawiają się, że przywożą dziecko na x godzin. Są też nocowanki, albo pobyty na weekend.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • cruella_demon 07.08.19, 16:52
    No to ja mam inne wspomnienia. Moje dzieciństwo przypada na początek lat 90, biegało się stadnie, bywało, że szło się do własnego domu na obiad, a bywało, że stadnie wpadało do czyjegoś. nie przypominam sobie domu, w którym nie częstowano niczym dzieci. W porze obiadowej zawsze jakiś talerz zupy się znalazł dla każdego.
  • tylko.bez.hipokryzji 07.08.19, 22:01
    o - ja też mam takie wspomnienia. Talerz zupy znalazł się zawsze dla gościa/gości. Najwyżej matka "cudownie rozmnażała zupę" (nie, nie kończyło się na dolewaniu wody....)
    Ale u mnie dom był raczej "otwarty" goście byli chętnie witani. Co więcej -ku zgrozie co niektórych forumowiczek - nocowanie gości też się odbywało. big_grin
  • tt-tka 07.08.19, 23:07
    tylko.bez.hipokryzji napisał(a):

    > o - ja też mam takie wspomnienia. Talerz zupy znalazł się zawsze dla gościa/goś
    > ci. Najwyżej matka "cudownie rozmnażała zupę" (nie, nie kończyło się na dolewan
    > iu wody....)

    No nie, to "doleje sie wody do zupy" to takie umowne bylo smile
    Wiadomo bylo, ze w naglych sytuacjach - dziecko zgubilo klucze, matke zatrzymano dluzej w pracy, cos z tych rzeczy - gosc, nawet nie zapraszany i nie planowany byl karmiony. Cudowne rozmnozenie jadla poprzez dogotowanie czegos szybkiego, dosmazenie jajek do kotletow przekrojonych na polowki, mniejsze porcje, za to nadprogramowy budyn itp

    Natomiast nie wchodzilo w gre, gdy matka zrobila gar golabkow (a pyszne byly i wszyscy moi koledzy o tym wiedzieli !) na dwa dni dla calej rodziny - rozczestowanie tych golabkow, bo kolezanka albo trzy glodne lub maja ochote. Kolezanki odprawialo sie do ich wlasnych domow (Ania tez juz pewnie musi isc na obiad), a w sytuacji awaryjnej robilo sie dla Ani grzybek czy inne szybkie nagle zastepstwo. Tt-tka mogla, zeby kolezanka nie czula sie wyobcowana, tez zjesc grzybek, a swoje golabki zostawic sobie na kolacje.


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tylko.bez.hipokryzji 08.08.19, 00:02
    no właśnie.... jak była reszta kotletów z porzedniego dnia, tak, że 1 wypadał na członka rodziny - to dostawaliśmy do ziemniaków/kalafiora jajko sadzone, a koltlety były na kolację big_grin (taki przykład...)
    Ale fakt, obiad jedliśmy raczej w swoim towarzystwie, bo byliśmy po szkole, a rodzice jedli w pracy (ewentualnie jak matka była w domu z młodszym bratem - jadali wcześniej, bo brat by umarł z głodu, gdyby miał czekać na powrót siostry ze szkoły. Żarte dziecko było.....). Wspólne były kolacje oraz posiłki w weekendy.
  • bergamotka77 07.08.19, 13:58
    Kiedys jedzenie bylo na kartki, wystane w kolejkach, wiec nic dziwnego ze sie oszczedzalo te dobra dla swaich. Teraz sa inne czasy ale brak wrazliwosci na potrzeby dzieci nadal podobny u niektorych forumek.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • pyza-wedrowniczka 07.08.19, 15:21
    To ja w połowie lat 90. pamiętam, że było inaczej. Bardzo często szło się do kogoś od razu po szkole i jak rodzice byli, to koleżanki też się załapywały na obiad (1-2 dodatkowe osoby, więc najwyżej się więcej makaronu/ziemniaków zrobiło). Albo mama przychodziła po jakimś czasie, robiła obiad i karmiła gości. No bo co zrobić, jak koleżanka córki siedzi, a akurat domownicy mają obiad? Wyprosić? Zjeść bez niej?
  • memphis90 07.08.19, 16:19
    No, ale nie proponowała 5 potraw do wyboru (nie mięsko? To może jajko? Pierogi? Grzanki? Speghetti?) tylko podawała to, co było przewidziane dla całej rodziny.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • pyza-wedrowniczka 07.08.19, 18:00
    No tak. Nie pamiętam żeby które pytał. Ale mogę też nie pamiętać szczegółów. Tylko na pewno było to normalne, że obiad wyjeżdżał na stół kiedy była pora i wszyscy siadali, goście też.
    Teraz chyba nie chodzę do takich znajomych, gdzie pytanie "Jemy jakąś kolację ?" będzie nie na miejscu.
  • ira_08 07.08.19, 18:17
    Ale jednak inna sytuacja, kiedy rodzina je obiad, a do dziecka akurat wpadła koleżanka, więc albo je, albo nie. W wątku Hanusinej jej córka została ZAPROSZONA. Na kilka godzin. Jak kogoś ZAPRASZAM na pół dnia, to biorę pod uwagę fakt, że wypada go nakarmić. I nie proponuję X dań do wyboru, tylko podaję coś neutralnego (kurczaka, a nie kaszankę). Nie mam dzieci, ale goszcząc małą dziewczynkę, domyśliłabym się, że może jest głodna i skoro nie lubi krewetek, może zje sam makaron z masłem/serem/pomidorem. Domyśliłabym się też, że może wstydzi się poprosić.
  • yuka12 08.08.19, 00:18
    Zgadzam się.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • mikams75 08.08.19, 00:26
    Tak, tez pamietam - jakas mama wolala przez okno - Kasiaaaa, do domu, obiad i Kasia szla jesc i pozniej wracala na podworko, inne dzieci podobnie byly wolane do domu na posilki. Nikt na doczepke nie chadzal.
  • betty842 07.08.19, 13:37
    No to ja własnie jestem starej daty. Za czasów mojego dzieciństwa było dokładnie tak jak piszesz,nie było w tym nic dziwnego więc u mnie nadal się to praktykuje a raczej nie praktykuje podawania obiadu kolegom synów.Co innego jeśli któreś dziecko zostało przez nas zaproszone,rodzic specjalnie musiał je do nas przywieźć bo mieszka dalej i zwyczajnie nie może pobiec do domu aby zjeść obiad.
    Swego czasu stałym bywalcem u nas był chłopiec mieszkający kilka domów dalej. Nie miałam nic przeciwko temu,ze najchętniej przesiadywał u nas od rana do wieczora ale nie czułam się w obowiązku aby podać mu obiad. Raz nawet postąpiłam bardzo niegrzecznie (w oczach większości) bo kiedy my mieliśmy obiad powiedziałam mu,żeby poszedł do domu bo na pewno u nich już też obiad jest i jak zje to może wrócić. I tak też zrobił. No sorry ale on u nas był codziennie,więc jakoś nie uśmiechało mi się codziennie częstować go obiadem.
    Poza tym czasem zdarza się że na podwórku mam 8 nieswoich dzieci-wiec jakiś nie wyobrażam sobie,że mam robić obiad dla tej małej armii...
  • malia 07.08.19, 14:03
    Też tak robiłam, teraz już nie, ale jak dziecko ma 7-8 lat to bywało , że kolegów i kolezanek bywało np 5. Nie mam zamiaru robić takiej ilości zapasowego jedzenia. Dziecko było głodne, to szło do domu, jadło i przychodziło. Jak było jedno, a miałam obiad, to proponowałam, jak odmawiało, nie robiłam nic dodatkowego.
  • yuka12 08.08.19, 00:26
    Cóż, ja robiłam obiady dla 5 czy 6 małych gości, a bywali swego czasu u nas codziennie. Mnie nic nie ubyło, a dzieci nie chodziły głodne.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • baba67 08.08.19, 09:16
    Cieszy że sa ludzie relatywnie zamożni(codzienne obiady dla dodatkowych 5-6 osób wylatanych z podwórka-miałabym problemy z budżetem) , którzy są hojni i chętnie się dzielą. jeszcze bardziej podziwiam tych którzy zamozni nie są i tez się dzielą. Nie jest to jednak żaden wzorzec zachowania typu jeśli tak nie robisz nie jesteś OK. Ok jest poczestować owocem, herbatnikami, czymś do picia ale na obiad odesłać do domu. Gdzie rodziny powinny obiad zapewnić, bo taki jest ich ustawowy obowiążek z nie" psa wypuścić na lewiznę".

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • yuka12 08.08.19, 09:45
    Nie jestem zamożna. Ale jak smażyłam kotleth zrobiłam je mniejsze, żeby dla wszystkich starczyło. Ugotowałam więcej makatonu, bo sos nie każdy lubi, za to niemal wszyscy zjedzą makaron. Chleb kroiłam w cienkie kromki. Tak zostałam wychowana. Czasy liceum spędziłam w "kartkowym" okresie PRL-u- nikt nigdy z żadnego odwiedzanego domu nie wychodził głodny, jak nie było chleba czy obiadu, podawało się kisiel torebkowy z kompotem. Chęć goszczenia to stan umysłu, nabyte zwyczaje, a nie kwestia zamożności.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • baba67 08.08.19, 10:30
    Tym bardziej podziwiam,Bo jednak co innego czymś poczęstować(kanapką, kiślem, ciastem-u mnie w domu tez to funkcjonowało) a czym innym jest mieć dzień w dzień kilka dodatkowych osób na obiedzie.Tu nie jest sytuacja zero-jedynkowa suchy pysk versus obiad czyli kutwa versus dom otwarty.Jest to bardziej kwestia zlotego środka. Skrajności nie powinno się brać za normę.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • betty842 08.08.19, 11:42
    "Cóż, ja robiłam obiady dla 5 czy 6 małych gości, a bywali swego czasu u nas codziennie. Mnie nic nie ubyło, a dzieci nie chodziły głodne."

    Sorry ale jak może nic nie ubyć jak ma się codziennie 4-5 osób więcej na obiedzie? O ile mogę zrozumieć że np kotlety można pokroić na mniejsze kawałki, chleb na cieniutkie kromeczki to jednak są rzeczy których zwyczajnie pójdzie więcej i to sporo więcej.
    Wczoraj był u syna kolega. Na kolację przygotowałam jajka przepiórcze gotowane na twardo. Syn spytał kolegę czy ma ochotę na gotowane jajko na co odparł że tak. Ale kiedy zobaczył,że to przepiórcze spytał czy są zwykłe (kurze). No były więc ugotowałam dla niego specjalnie dwa kurze jaja. No ale był problem z chlebem bo codziennie kupujemy pół chleba krojonego, zawsze mam stacza a czasem nawet zostaje. A tu patrzę zostało kilka kromek, tak na styk dla nas. A tu jeszcze kolega. Ale stwierdziłam że trudno najwyżej ja zjem jakieś płatki na kolację. Na szczęście kolega zjadł same jajka bez chleba więc załapałam się na chleb 😅. Strasznie nie lubię marnować jedzenia i zazwyczaj kupujemy tyle żeby zjeść i nie wyrzucać więc o ile dla 1-2 dodatkowych osób by starczyło to jakby mi tak 5 kolegów syna przyszło to musiałabym albo pizzę zamówić albo specjalnie do sklepu po chleb jechać 😆.
  • dziennik-niecodziennik 07.08.19, 14:03
    No w sumie ja tez z tej grupy co Ty smile

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • dziennik-niecodziennik 07.08.19, 14:05
    Tzn obiadem poczestuje, ale jak nie chce jesc, to niech nie je.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • thaures 07.08.19, 16:19
    aqua48 napisała:

    > . Nie podejmował
    > o się obiadami dzieci przychodzących się bawić, proponowane były owoce lub cias
    > to jeśli było na stanie smile

    Zbliżam się do półwiecza, ale moja mama zawsze przygotowywała coś do zjedzenia, gdy byli u mnie znajomi. Kanapki, w porze obiadu częstowała tym obiadem. Nigdy nie wychodziłam do pokoju obok, by coś zjeść, gdy kolega czy koleżanka zostawała w moim.
    Nieraz do tej pory ktoś spotkany z młodości wspomina, że moja mama go karmiła. Mile to jest. Mam to samo po niej. Gdy do synów, ktoś przychodził zawsze proponowałam coś do jedzenia, bądź zanosiłam talerz kanapek do ich pokoju.
  • tylko.bez.hipokryzji 07.08.19, 22:04
    Też tak pamiętam, choć młodsza jestem.
    To nie od czasów zależy, ale od domu (czyli ludzi).
  • lidek0 07.08.19, 17:37
    Dziecko szło do domu na obiad gdy zabawa była na podwórku, jeśli w domu rodzić proponował gościowi jedzenie, za czasów mojego dzieciństwa tak było.

    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • 3-mamuska 07.08.19, 21:18
    aqua48 napisała:

    > Za czasów mojego dzieciństwa gdy jakieś dziecko zgłodniało podczas zabawy, to m
    > ówiło - idę do domu coś zjeść(na obiad), przyjdę za pół godziny. Nie podejmował
    > o się obiadami dzieci przychodzących się bawić, proponowane były owoce lub cias
    > to jeśli było na stanie smile, można było zaproponować np drugie danie, ale w prz
    > ypadku odmowy żadna matka nie dopytywała a co by w zamian zjadł dziecięcy towar
    > zysz zabawy. Nie chce, nie lubi, to trudno. Absolutnie nikt by nie wysmażał mię
    > sa tak jak dziecko lubi ani tym bardziej nie odławiał krewetek z makaronu dla j
    > ego kaprysu. Nie wspominając, że o mięso było trudno, a krewetki mało kto na oc
    > zy widział smile

    Kolejna nie umie odpowiedzieć na zadane pytanie a wymaga od dziecka asertywności.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • yuka12 08.08.19, 00:16
    U nas zawsze częstowano gości tym, co akurat jadła rodzina, a czasami ciś na szybko się robiło np. kanapki. W czasach liceum miałam mnóstwo znajomych, bliższych i dalszych, mam też bardzo dużą dalszą rodzinę i normą zawsze było, że gości, a szczególnie dzieci, żywiło się na zasadzie "czym chata bogata". Nieważne czy to koledzy dzieci, sąsiedzi czy pociotki. Opisane przez aqua zwyczaje znam ze stolicy Wielkopolski- tam po raz pierwszy w życiu nigdy mnie niczym nie częstowano podczas np. badań terenowych w trakcie praktyk studenckich (na szczęście nie wszyscy badani).

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • aqua48 08.08.19, 06:11
    yuka12 napisała:

    > U nas zawsze częstowano gości tym, co akurat jadła rodzina, a czasami ciś na sz
    > ybko się robiło np. kanapki. normą zawsze było, że gości
    > , a szczególnie dzieci, żywiło się na zasadzie "czym chata bogata".

    U mnie chata nigdy nie była bogata, mama pracowała zawodowo, często dużo więcej niż 8 godzin dziennie, nigdy nie lubiła gotować, już zakupy i samo wymyślanie co zrobić na obiad były dla niej ogromnie uciążliwe, więc żywienie kogoś więcej niż rodzina byłoby katorgą. W rodzinach moich koleżanek było podobnie. Matki zapracowane, zakupy w pośpiechu, nigdy nie dopinający się portfel, w lodówce tylko coś ciężko zdobyte czy wystane z przeznaczeniem dla rodziny. Ja też, ponieważ nie lubię wyrzucać jedzenia gotuję, tylko tyle ile sami możemy zjeść, nie robię garów na zapas bo ktoś może wpaść i zwyczajnie jeśli ktoś się nie zapowie na obiad to nie mam dodatkowych porcji.
    Natomiast taki dom szeroko otwarty z którego nikt nie wychodził głodny, z żywieniem masy małych gości prowadziła moja babcia.
  • yuka12 08.08.19, 10:00
    Aqua, ja rozumiem. Opisuję tylko środowisko, z którego sama pochodzę (najczęściej robot.-chłopskie, żadne krezusy). I, jak wyżej napisałam, jak nie było nic do jedzenia, robiło się kisiel z torebki z jakimś kompotem czy nawet sam. Czy jakąś galaretkę. Czy kawałek chleba z serkiem topionym, jak w lodówce witały pustki. Cała moja wczesna młodość do studiów przypadała na okres niedoborów, bo wychowałam się w rejonie rolniczo-przemysłowym i aż do 1989 r. w moim całkiem sporym mieście szwankowało zaopatrzenie (np. ubrania, buty czy owoce poza sezonem, czasem tez mięso i wędliny czy chleb przed weekendem). A mimo wszystko panowało przeświadczenie, że "gość w dom, Bóg w dom" i stawiano zawartość lodówki i kredensów na stół. Co nie zawsze kończyło się dobrze dla gospodarzy 😉.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • aqua48 08.08.19, 10:28
    yuka12 napisała:

    >panowało
    > przeświadczenie, że "gość w dom, Bóg w dom" i stawiano zawartość lodówki i kre
    > densów na stół. Co nie zawsze kończyło się dobrze dla gospodarzy 😉.

    Rozumiem. Ja wychowałam się w nieco innym otoczeniu. Tak jak u Ciebie było u mojej babci. Mamie nigdy na jedzeniu specjalnie nie zależało, a karmienia innych nie uważała za swój obowiązek, poza oczywiście wydawanymi okazjonalnie przyjęciami. Miała inne priorytety. Dla wpadających bez uprzedzenia w domu była herbata, kawa, czasami jakieś domowe ciasto czy ciasteczka, lub chleb ze smalcem i tyle. Nie było dodatkowych porcji obiadowych ani zapasów jedzenia.

  • qs.ibidem 07.08.19, 12:38
    Mnie też zdziwiło, że gospodyni i matce nie zaświeciła się czerwona lampka; zaproszone dziecko przez 6 godzin zabawy dostało surówkę i jabłko. To chyba gorzej jak na turnusie odchudzającym wink
    Gość to gość, a im mniejszy tym ważniejszy do zaopiekowania tongue_out
  • alpepe 07.08.19, 12:38
    Może bym spytała, ale nie zdarza mi się gościć u ludzi całkiem obcych.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • chatgris01 07.08.19, 12:39
    Też jestem z tego pokolenia.
    Przypomniało mi się, jak jako dwulatka dopominałam się od (uwielbiającej mnie) sąsiadki chleba z masłem i galaretką (porzeczkową), gdy moja Mam się zorientowała, lekko zażenowana wytłumaczyła mi, że nie wypada dopominać się o jedzenie u kogoś i gdy jestem głodna, mam przyjść do domu i poprosić rodziców, dalej to wyglądało tak:
    -"A czy jak mnie ktoś poczęstuje, to można?"
    -"Jak poczęstuje, to tak"

    -"Pani Bisiowa, czy mogłaby mnie pani POCZĘSTOWAĆ chlebem z masłem i galaretką?"

    big_grin

    Niemniej w wieku starszym niż 2 lata nauczyłam się już, że nie wypada.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • pade 07.08.19, 12:56
    big_grin
    Słodziaksmile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • chatgris01 08.08.19, 06:57
    smile

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • kropka_kom 08.08.19, 09:32
    ja byłam lepsza bo jako 4 latka bywałam sama na dworze i jak zgłodniałam to szlam do sąsiadów na parterze (starsze małżeństwo) lub na piętrze też znajomi mamy i brałam sobie coś z lodówki...np.trudno dostępną kiełbaskę smile...Ale w latach 80 jak szłam do koleżanki na 2 może 3 godziny to raczej u niej nie jadłam...
  • tt-tka 07.08.19, 12:57
    chatgris01 napisała:

    > jako dwulatka dopominałam się od (uwielbiającej mnie)
    > sąsiadki chleba z masłem i galaretką (porzeczkową), gdy moja Mam się zorientowa
    > ła, lekko zażenowana wytłumaczyła mi, że nie wypada dopominać się o jedzenie u
    > kogoś i gdy jestem głodna, mam przyjść do domu i poprosić rodziców, dalej to wy
    > glądało tak:
    > -"A czy jak mnie ktoś poczęstuje, to można?"
    > -"Jak poczęstuje, to tak"
    >
    > -"Pani Bisiowa, czy mogłaby mnie pani POCZĘSTOWAĆ chlebem z masłem i galaretką?
    > "


    big_grin bystrzacha bylas od malego !



    > Niemniej w wieku starszym niż 2 lata nauczyłam się już, że nie wypada.


    I nie przeszlo ci z wiekiem smile



    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • chatgris01 08.08.19, 06:59
    Dzięki Tt-tka smile

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • mauricella 07.08.19, 23:59
    Przypomniało mi się, jak jako dwulatka dopominałam się od (uwielbiającej mnie) sąsiadki chleba z masłem i galaretką (porzeczkową), gdy moja Mam się zorientowała, lekko zażenowana wytłumaczyła mi, że nie wypada dopominać się o jedzenie u kogoś i gdy jestem głodna, mam przyjść do domu i poprosić rodziców, dalej to wyglądało tak:
    -"A czy jak mnie ktoś poczęstuje, to można?"
    -"Jak poczęstuje, to tak"

    -"Pani Bisiowa, czy mogłaby mnie pani POCZĘSTOWAĆ chlebem z masłem i galaretką?"

    to ty jako mala dziewczynka mialas 100% racji, a nie twoja mama.
    Tak z reszta uczyla mnie babcia
    Zawsze pros grzecznie:
    Czy bedzie pan taki uprzejmy i wniesie mi rower na 2 pietro?
    czy moge sie poczestowac kawalkiem czekolady?

    to jest normalne.
  • mauricella 08.08.19, 00:00
    i szkoda , ze sie oduczylas, tego co dobre, madre i zdrowe.
  • chatgris01 08.08.19, 06:56
    Nie było potrzeby sępienia u sąsiadki, skoro w drugiej połowie domu była moja mama, i jedzenia nam nie brakowało... (też był chleb, masło i galaretka z czerwonej porzeczki).

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • konsta-is-me 08.08.19, 02:13
    Galaretki w sensie wody z zelatyna czy spolszczylas "jelly" a chodzilo ci o marmolade/dżem?
  • chatgris01 08.08.19, 06:53
    Przecier z czerwonej porzeczki (robiony na gorąco z cukrem i wlewany do słoików)-po wystudzeniu zastyga i jest galaretkowaty, stąd nazwa cuisine.journaldesfemmes.fr/recette/344135-gelee-de-groseilles

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • lauren6 07.08.19, 12:42
    Tamten wątek to popisy chamstwa w wykonaniu niektórych ematek.
  • cruella_demon 07.08.19, 17:02
    10/10
  • puella_174 07.08.19, 21:19
    Dokladnie tak. Najlepsza byla ta, ktora wyrazala zadowolenie z siebie, ze tak wykombinowala z niepodaniem dziewieciolatce pierogow (ktore dziewczynka lubila), ze mala sie poplakala.
  • cruella_demon 07.08.19, 21:39
    No ta od pierogów wygrała.
    Dorównała tej, co kiedyś zostawiła kilkulatkę po ciemku na parkingu, daleko od domu, bo nie będzie wozić cudzych dzieci i nie ma drugiego poddupnika i odjechała.
  • potworia116 07.08.19, 21:53
    E?
  • mauricella 07.08.19, 22:07
    Najwyrazniej niezwykle cie dotknelo, ze sa na swiecie ludzie, ktorzy nie wchodza innym do d… i nie maja sie ochoty domyslac.
    Do tego stopnia sie tego boisz, ze przeinaczasz fakty byleby tylko nie przyjac do wiadomosci, ze ludzi, ktorzy nie maja ochoty sie “domyslac i zabiegac” jest coraz wiecej.
    A ci, ktorzy tego domyslania sie oczekuja, bo nie chca mowic jak ludzie, normalnymi zdaniami, zostaja na koniec sami – bywa, ze glodni, bez pierogow 😊
  • hanusinamama 07.08.19, 22:32
    Pomiędzy "wchodzić w dude" a "miec satysfakcje ze dziecko popłakało sie ze nie dostało pierogów"...jest oceaaaaaaaaaaaan możliwości.
  • mauricella 07.08.19, 22:37
    nie, ja mialam satysfakcje za poniesienie konsekwencji z klamstwa a nie nie dania pierogow.
    Byl taki watek , czy e-matki stosuja kary. Gromadnie wszystkie odpowiadaly, ze nie, tylko dzieci ponosza konsekwencje. Dokladnie jak w tym przypadku. Moja "nadprogramowa" satysfakcja wynikala z tego, ze znalam to dziecko jak i matke od lat i wielokrotnie klamaly obydwie, wyslizgujac sie zawsze , ze "przeciez inni wiedzieli". Teraz sie nie udalo i to zupelnie mimochodem.
  • thank_you 08.08.19, 07:11
    Kurtuazja - cos ci to mowi?

  • mauricella 07.08.19, 22:33
    To moze jeszcze raz wyraznie napisze:
    Wolalam przez okno na obiad 5 dzieci : “OOOObiaaad”
    4 przyszlo, 1 nie - bo powiedziala, ze nie jest glodna.
    Reszta przyszla i zjadla co bylo (pierogi)
    Po jakims czasie przyszla ta jedna i powiedziala ( a raczej wyplakala) , ze ona myslala, ze na obiad byla ryba a nie pierogi i dlatego powiedziala, ze nie jest glodna, bo ryby nie lubi, a pierogi lubi to by zjadla.
    Juz nie bylo, bo dzieci zjadly.
    Postapilam zupelnie OK.
    Moja satysfakcja wynika z tego, ze zupelnie uczciwie bylam przkonana, ze mowi prawde i dlatego rozdalam wszystkie pierogi i dlatego ze za klamstwo ( bo to bylo klamstwo, ze nie jest glodna) zostaly zupelnie naturalnie poniesione konsekwencje.
    Jak juz masz do czegos uwagi, to odnos sie do tego co pisalam, a nie do wymyslow.

  • iwles 08.08.19, 01:23
    Nie nie. Przez ciebie przemawia zlosliwosc.
    Dziecko w "dobrej wierze", zeby cie nie urazic, iz nie lubi/ nie bedzie jej smakowac potrawa, ktora myslala, ze przygotowalas na obiad, powiedzialo, ze nie jest glodne.
    Naprawde nie da sie inaczej odczytac twojego postu, niz tak, ze ty tego dziecka i jego matki nie lubisz.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • iwles 08.08.19, 01:25
    A swoja droga, to chyba za malo bylo tych pierogow, ze zostaly zjedzone wszystkie, mimo ze przy stole bylo o jedna osobe mniej. Gdyby przyszla i jadla pierogi, to nikt by sie nie najadl 😋


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • mauricella 08.08.19, 01:33
    ja bym wolala, zeby dziecko 9 letnie nie kombinowalo za mnie co mnie moze urazic...
    Niech sie skupi na mowieniu prawdy
    ty bardziej ze zna mnie przez prawie cale 9 letnie zycie i wie, ze po pierwsze oczekuje prawdy.
    i powtorze, niezwykle nie lubie osob, ktore zamiast mowic jak jest kombinuja ..
    dodam, ze w rodzinie zostalo to przeze mnie jasno wiele razy powiedziane. nie ma mowy o niedomowieniach

    moje piergi zawsze znikaja wszystkie smile, a na nadmiarowe okazuje sie, ze zawsze miejsce sie w brzuszkach znajdzie ...
  • iwles 08.08.19, 09:23
    A ty przez 9 lat nie poznalas zachowan tego dziecka? Ani tego, ze ryb nie lubi, a roznoszacy sie zapach sugerowal, ze ryby beda na obiad, ale za to lubi pierogi?

    Zlosliwie to zrobilas i tyle. Chcialas ukarac dzieciaka i jeszcze jestes z tego dumna.
    Brawo ty.



    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • tt-tka 08.08.19, 01:37
    iwles napisała:

    > A swoja droga, to chyba za malo bylo tych pierogow, ze zostaly zjedzone wszystk
    > ie, mimo ze przy stole bylo o jedna osobe mniej. Gdyby przyszla i jadla pierogi
    > , to nikt by sie nie najadl 😋

    Teraz to ty jestes zlosliwa. Przewidziano, zalozmy, po piec pierogow na twarz, dosc, zeby dzieci nie byly glodne. Dzieci nie sa glodne, ale pierogi im smakuja, wiec prosza o dokladke i gospodyni rozdziela miedzy nie porcje niejedzacej. Co w tym dziwnego ? Nigdy nie spotkalas lakomych dzieci ?




    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • iwles 08.08.19, 09:39
    tt-tka napisała:
    >
    > Teraz to ty jestes zlosliwa


    Taki mialam zamiar ☺



    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • hanusinamama 08.08.19, 10:02
    Ja juz pisałam ze we wpisie widać ze autorka nie lubi ani dziecka ani jego mamy (szwagierka)...i dała upust swoim niechęciom.
  • piekna_remedios4 07.08.19, 12:51
    idąc w gości nie oczekuję jedzenia. Miło, jak ktoś postawi kawę i ciasto, ale jak nie ma to sama woda wystarczy. Zwykle zresztą sama przynoszę coś do przekąszenia. Ale po pierwsze - nie lubię jadać u obcych, wyjątkiem jedna przyjaciółka, która wiem że jest czysta, jak jadę do niej to umawiamy się wcześniej czy jemy razem obiad, zamawiamy coś czy piejmy tylko kawę. Po drugie - jadę do znajomych nie po to by jeść, tylko po to aby pogadać, toteż jeżdżę najedzona.
    Ale z dziećmi to jednak inna bajka.

    --
    Cien años de soledad
  • kk345 07.08.19, 15:05
    >nie lubię jadać u obcych, wyjątkiem jedna przyjaciółka, która wiem że jest czysta
    A jak sobie radzisz w restauracjach, nie widząc zaplecza?
  • piekna_remedios4 07.08.19, 19:54
    Wypieram ze świadomości big_grin

    --
    Cien años de soledad
  • tt-tka 07.08.19, 12:53
    pade napisała:


    > Tak, to a propos wątku Hanusinejmamy, w którym sugerowano matce (delikatnie mów
    > iąc), że powinna nauczyć córkę mówić wprost, że jest głodna i co chce zjeść.

    Nie czytalam watku, ale gdy chodzi o dziecko, owszem, powinno mowic, ze jest glodne, tak uwazam. Tylko niekoniecznie gospodarzom (akcja miala miejsce, jak sie domyslam, w gosciach, nie u rodziny z gatunku kochajaca i podkarmiajaca babcia), a wlasnej matce. Zwlaszcza jesli pobyt gdzies trwa dluzej niz godzina-dwie, matka powinna byc kulinarnie przygotowana. A jesli juz zdarzy sie dziecku nietakt w postaci niewlasciwie zaadresowanej prosby, do matki, osoby doroslej, nalezy go naprawic.


    > Jestem z pokolenia, w którym nie wypadało dopominać się jedzenia od gospodarzy,
    > może dlatego mnie te sugestie dziwią.

    Jestem z pokolenia, w ktorym bez proszenia sadzalo sie gosci przy stole. Nawet gdy gosc wpadl tylko na ploty przy kawie, zawsze cos do tej kawy bylo. A juz po kilkugodzinnej nasiadowie obowiazkowo padalo "nie zglodnialas ? przegryziesz cos?" big_grin

    Natomiast grzebanie w szafkach czy lodowce lub zagladanie w garnki uwazam za niedopuszczalne, mysmy tego nie praktykowali nawet w zaprzyjaznionych domach. Chyba ze na prosbe/polecenie gospodarzy "zrob sobie kanapke, w lodowce jest to i to". I jezeli padla prosba "tylko twarozku nie ruszaj, to dla Zdzisia na sniadanie" twarozku sie nie ruszalo, nawet gdyby byl najbardziej upragniony.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • pade 07.08.19, 12:59
    Ale tam matki nie było, a dziecko było "w gościach" pół dnia.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • tt-tka 07.08.19, 13:10
    pade napisała:

    > Ale tam matki nie było, a dziecko było "w gościach" pół dnia.
    >

    Nie rozumiem. Naprawde.
    Jesli to bylo gdzies po sasiedzku, to dziecko deklarujace, ze jest glodne, odprowadza sie pod jego wlasne drzwi. Jezeli matka podrzucila komus dziecko na pol dnia, powinna byla zostawic prowiant/zapytac, czy dziecko, jesli zglodnieje, moze cos dostac.
    W awaryjnej sytuacji dolewamy wody do zupy i dziecko je to, co my - o ile nie ma zastrzezen zdrowotnych - natomiast "nie lubie" kwitujemy "to nie jedz", "chce cos innego" kwitujemy "nie ma". Jedyne, czego dopilnowalabym, to zeby dziecko cos wypilo, to obowiazkowo.
    Ktory to watek ? chyba zajrze...


    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • tt-tka 07.08.19, 13:26
    Ok, juz znalazlam, przeczytalam starter, dalej mi sie nie chce.
    Posylajac gdzies dziecko na 6 godzin dalabym suchy prowiant, chyba ze wyraznie bylo zaproszone na posilek takze - w starterze mowa o wspolnej zabawie, ogladaniu tv... Dziecko juz w tym wieku, ze moglo sobie te nielubiane krewetki samo wydlubac z makaronu smile, ewentualnie poprosic o makaron bez sosu (to nie jest dodatkowy klopot dla gospodarzy), ale dziewczynka zachowala sie ok, zjadla surowke, poproszenie o jablko to nie zbrodnia.

    Gotowanie pod smak zaproszonego goscia, jesli lubimy gotowac, to nasz wybor, tez sensacji nie widze. Obowiazku nie ma.

    Natomiast jesli dalej w watku bylo o przyzwoleniach na wyrazanie zyczen w gosciach, grymaszenie czy postulaty ("ja nie chce orzechow laskowych, chce te brazylijskie, wiem, ze macie"), to absolutnie nie. Uwzglednie chorobe czy uczulenie, zamiast ogorka dam dzem lub odwrotnie, skombinuje deser inny niz ciastko dla dziecka bezglutenowego (dla doroslego tez), ale nikt mi nie bedzie wyciagal i wyzeral ozorkow zachomikowanych na nasza kolacje.

    --
    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
  • default 07.08.19, 14:14
    >>>>ja nie chce orzechow laskowych, chce te brazylijskie, wiem, ze macie

    Moja mama miała sąsiadke z takim żartym dzieckiem. Dziewczynka przychodziła gdy była moja córka, pobawić się z nią. Ale dziewczynkę (4-latke) bardziej interesowało co można zjeść. Mama dawała im jakieś owoce czy herbatniki, ale ona i tak zakradała się do kuchni i myszkowała. To były jeszcze czasy niedoborow, mama kiedyś w panice wyciagała kiełbasę z lodówki i chowała do górnej szafki - ale ten mały głodomor zauważył, stanęła przed mamą i stanowczo zażądała: "Adwigo (słyszała jak jej mama zwraca się - pani Jadwigo do mojej mamy) - DAJ kiełbasę. Adwigo widziałam ze masz kiełbasę !" smile
    Od tamtej pory "Adwigo, daj kiełbasę" weszło do repertuaru naszych rodzinnych powiedzonek smile
  • bo_ob 07.08.19, 14:18
    default napisała:

    > Od tamtej pory "Adwigo, daj kiełbasę" weszło do repertuaru naszych rodzinnych p
    > owiedzonek smile

    Wspaniała historia smile

    Adwigo.
  • sumire 07.08.19, 13:09
    Nie bywam raczej u znajomych w domach, a jeśli już, to biorę, co dają (u najlepszego przyjaciela to maksymalnie paluszki, bo on nie umie gotować; przyjaciółka dla odmiany serwuje trzydaniowe posiłki nawet, gdy ją proszę, by nie gotowała specjalnie). Nie, nie mówię, że czegoś nie lubię ani nie mam specjalnych życzeń. Nie przyszłoby mi to do głowy, chyba że miałabym ostrą alergię na coś.
  • umi 07.08.19, 13:15
    Ale na ile do tego nie zaprzyjaźnionego domu? Kurtuazyjna wizyta na kawie u mało bliskich znajomych to nie jest 6 godzin. A jesli sie uprzesz np. siedziec po godzinach pracy u znajomej nad jakims projektem i ten projekt zajmie 6 godzin, to to jest chyba normalne, ze po jakichs czterech zamawia sie wspolnie cos z dowozem i pracuje dalej?
    Ja uznaje grzebanie po szafkach tylko wlasnym rodzicom i tym bliskim osobom, ktore nie widza klopotu w grzbaniu (czyli doslownie mowia - weź sobie cos z lodowki). Nie latam po meblach i kuchni nawet zaprzyjaźnionym osobom, o ile tego wczesniej same nie zaproponuja. I jak sa zaprzyjaźnione i siedze tam godzinami, to tak, trzeba mnie karmic.
  • czekoladazkremem 07.08.19, 13:38
    Ja tam chodzę wyłącznie w miejsca zaprzyjaźnione, gdzie do woli mogłabym grzebać w szafkach, ale jestem na to zbyt taktowna wink Zresztą, ze mną nie ma kłopotów - zjem wszystko ( no może poza owocami morza i sushi, tego nie tknę nawet kijem) a jak żarcia nie ma zadowolę się kawą labo czymkolwiek, posiedzę głodna. Przychodzę pogadać albo pośmiać się, czasem popłakać i pomilczeć, obejdę się bez żarcia. Poza tym jestem dorosłym człowiekiem, potrafię panować nad głodem. Z dziećmi jest może nieco inaczej.
  • bi_scotti 07.08.19, 13:53
    Ja nie bywalam zapraszana w gosci bawic sie z dziecmi, bo dzieci mnie nie lubily wiec nie mam wlasnych doswiadczen. Z zabaw na podworku pamietam albo skoki do domu glownie po cos do picia, albo sie wysiusiac, lub wychodzenie na dwor z kanapka/jablkiem, ewentualnie kawalkiem ciasta "do skonczenia".
    Wlasne dzieci wychowalam w swiecie alergikow i ethnic cuisines/religious customs/restrictions dietetycznych. Tak wiec nawet gdy dzieci odwiedzajace moje dzieci wpadaly doslownie na chwilke, na wszelki wypadek, zawsze pytalam rodzicow/opiekunow o te ewentualne restrictions dietetyczne. A skoro juz wiedzialam, no to cos jednak dawalam jako przekaske wink Zadne dzieci do lodowki sie u nas nie dobieraly, nie wyobrazam sobie takiej sytuacji. Gdy juz byli wszyscy teens, to wtedy te najbardziej zaprzyjaznione jednostki same cos tam szykowaly ale to zawsze bylo dla wszystkich poprzedzone pytaniem czy to bedzie okay i czy ja/my mamy ochote na cos tam. Moje dzieci byly nauczone, ze o wode do picia i skorzystanie z WC zawsze (!) mozna a wrecz nalezy poprosic gdy jest taka potrzeba. Poprosic grzecznie, grzecznie podziekowac, nie nabrudzic, zawsze po sobie szklanke oplukac smile
    BTW, ja jestem z frakcji "wszystkie dzieci sa nasze", co odnosi sie nie tylko do karmienia/opieki/zabawy etc. ale rowniez do smrodku dydaktycznego gdy potrzebny. Dzieciom (rowniez cudzym) trzeba czasem przypomniec o magic words typu "poprosze", "dziekuje", "przepraszam" etc. Podobnie z jedzeniem, zagladaniem do lodowki i innymi tego typu dzialaniami. Wiem, wiem, Bi_scotti is a mean witch big_grin Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • daisy 07.08.19, 14:10
    No, Bi_Scottki is a dear <3

    --
    Fajna książka dla dzieciaka
  • aandzia43 07.08.19, 16:10
    > BTW, ja jestem z frakcji "wszystkie dzieci sa nasze", co odnosi sie nie tylko d
    > o karmienia/opieki/zabawy etc. ale rowniez do smrodku dydaktycznego gdy
    > potrzebny. Dzieciom (rowniez cudzym) trzeba czasem przypomniec o magic words ty
    > pu "poprosze", "dziekuje", "przepraszam" etc. Podobnie z jedzeniem, zagladaniem
    > do lodowki i innymi tego typu dzialaniami.

    Tez tak miałam, karmiłam cudze jeśli przebywały u mnie dłużej niż dwie godziny i nie miałam problemu ze zwracaniem uwagi jak któreś przekraczało granice w moim domu obowiązujące. Moje dziecko też nie raz najadało się w domach koleżanek i kolegów i po powrocie oznajmiało jakie to pyszne pierogi właśnie pożarło wink


    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • bergamotka77 07.08.19, 13:54
    Ja nie grzebie nawet najblizszym kolezankom w lodowce czy bratu i bratowej a jestesmy bardzo blisko. Grzebie wylacznie u moich rodzicow ale to dom w ktorym sie wychowalam i mieszkalam 24 lata wiec mam prawo big_grin

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • wapaha 07.08.19, 13:39
    Jestem z pokolenia, w którym nie wypadało dopominać się jedzenia od gospodarzy, może dlatego mnie te sugestie dziwią


    Na pewno dlatego. To nie jest zdrowe podejście- a już zwłaszcza w przypadku dziecka
    W moim domu- moja mama, której mam całą masę rzeczy do zarzucenia miała jedną świetną zasadę : lodówka jest otwarta, w naszym domu nikt głodny nie będzie. I nawet moi znajomi wiedzieli że jak są głodni, zawsze dostaną jedzenie, bez skrępowania o nim mówili. Często też robiłam w domu spotkania znajomych i przyjaciół, piekłam ciasta, robiłam desery, robiłam duże obiady dla dużej liczby osób

    Dziecko nie powinno odczuwac głodu. Jesli jest głodne, powinno umieć to zakomunikowac- bo to nic złego- i nie powinno byc za takie uważane- a każdy któremu dziecko to zakomunikuje powinien to dziecko nakarmić
  • boogiecat 07.08.19, 21:17
    Mnie wrecz stresuje, ze jakies goszczace u mnie dziecko mialoby byc glodne- jak tylko sie cos ktores zajaknie, ze glodne to otwieram przed osobnikiem szafki i lodowke i ma mi mowic co mam mu zrobic/ wyjac

    Sama sie nie dopominam u nikogo jedzenia, nie zdarzylo mi sie moze siedziec glodna albo nie pamietam takiej sytuacji

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • wapaha 08.08.19, 09:28
    Ja mam podobnie
    Natomiast jeśli u kogos jestem - to zazwyczaj jest to na tyle bliska osoba, że poproszenie o coś do jedzenia ( nie zdarzyło się) nie byłoby problemem. Byłam ostatnio u kochanej cioci gastronomicznej ( co jak co ale to określenie Triss wybitnie się udało) - zjadłam najwięcej ze wszystkich, ciocia przeszczęśliwa donosiła talerze i jeszcze na wynos dwie torby dała...
    wink
  • boogiecat 08.08.19, 11:03
    Nasza mala sasiadka nauczyla mnie, ze jest ciagle glodna- jej matka to potwierdza zreszta- mala przychodzi bardzo czesto i matka stara sie ja posylac juz najedzona, ale ja zawsze pytam, - kotku zjadlas juz? - zjadlam - a nie jestes glodna? - jestem😁

    Potem rozmawiam z sasiadka i wychodzi, ze jej mala przychodzi na kolacje do domu i czasami juz nie chce jesc mowiac, ze my jej KAZALISMY jesc pelno rzeczy😀 sasiadka wiec dziecku mowi, wiesz kochanie zawsze mozesz odmowic, a mala z asertywnoscia problemu nie ma zadnego😉

    Natomiast moja corka typowa niejadka u tej gastronomicznej sasiadki ( gotuje jak bogini) wrecz POZERA wszystko w potrojnych porcjach, potem tez dlubie w talerzu na kolacji a ja sie dowiaduje po fakcie, ze zjadla np cztery nalesniki z szynka i serem tuz przed

    U dzieci to tez na pewno czesto frajda jedzenia u obcych, innych dan w innym otoczeniu- fajne gastronomiczne wspomnienia sie z tego robia

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • wapaha 08.08.19, 11:52
    U dzieci to tez na pewno czesto frajda jedzenia u obcych, innych dan w innym otoczeniu- fajne gastronomiczne wspomnienia sie z tego robia


    Chyba tak. Ja i moi znajomi do dzisiaj dobrze wspominamy imprezy i nasiadówki u mnie- z makaronem, ciastem , lodami czy też imprezka u mnie, imprezka u rodziców w pokoju i spotkania gości w wc lub...w kuchni właśnie. Dla mnie jedzenie ma ogromne znaczenie- nie podchodzę do niego zadaniowo, lubię jeść, lubię gotowąc, lubię sie delektowac. A już czestym jest, że jak ktos do mnie przychodzi to siada w kuchni. Kiedyś, jakieś 20 lat temu wpadł do mnie wujek i też do kuchni, kawa ciastka itepe i mówię- wujek a może do pokoju choć.- a wujek na to- w kuchni najlepsze rozmowy są wink
  • boogiecat 08.08.19, 12:04
    wapaha napisała:

    > w kuchni najlepsze rozmowy są wink

    I to jest zasada miedzynarodowa😉


    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • bo_ob 08.08.19, 12:13
    boogiecat napisała:

    > I to jest zasada miedzynarodowa😉


    Ponadpokoleniowa i ponadczasowa smile


  • boogiecat 08.08.19, 12:26
    O tak; a na drugim miejscu plasuja sie rozmowy w przedpokoju/ progu🙂

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • boogiecat 08.08.19, 12:30
    Bo-ob- off top, jestem w polowie Ucha igielnego, degustuje sobie; zlamalam sie i zamowilam z wysylka w cenie ksiazki, ale nie zaluje

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • bo_ob 08.08.19, 12:36
    boogiecat napisała:

    > Bo-ob- off top, jestem w polowie Ucha igielnego, degustuje sobie; zlamalam sie
    > i zamowilam z wysylka w cenie ksiazki, ale nie zaluje
    >

    Och! Mnie ciężko szedł początek, ale potem, gdy załapałam o co chodzi, zaczarowałam się. Czas to jest wielki oszust i manipulant smile


  • cruella_demon 07.08.19, 13:50
    W domu zaprzyjaźnionym, nie mam z tym problemu.
    U obcych ludzi oczywiście tego nie robię smile
    Nie czytałam tamtego wątku tylko post startowy i IMO bardzo słabe jest podanie obcemu dziecku krewetek. wielu dorosłych ich nie lubi, a to dziecko było zaproszone już wcześniej na obiad. Sama zresztą nie lubię, bo dla mnie zwyczajnie śmierdzą.
    Zresztą jak goszczę u siebie ludzi, których preferencji do końca nie znam, staram się podawać potrawy "bezpieczne", czyli dosyć popularne, nie bardzo wonne, bez dużej ilości przypraw, czosnku, czy cebuli. Wystarczyło zrobić zwykłe kotlety z piersi, 99% dziecko by to zjadło. nie na darmo to stały punkt wszystkich menu dziecięcych.
  • rexona_sport 07.08.19, 19:51
    Zgadzam się ze słabe jest podawanie dziecku krewetek ale tez jak się z koleżanka gości przez 6 godzin to chyba nie jest sztywna znajomość i nie trudno powiedzieć Kasia masz może coś do jedzenia bo głodna jestem. Nie „poproszę kaczkę z jabłkami pieczona na wolnym ogniu w otulinie z migdałów” tylko właśnie „ej masz coś do jedzenia?” big_grin

    Nawet w moim pokoleniu tak robiłyśmy z koleżankami z którymi się spędzało całe dnie, to chyba nic dziwnego. A, moja babcia by mi pewnie dała naganę za takie rządzenie się, tak samo jak myła mi głowę o to że mam bałagan w pokoju (żeby DZIEWCZYNKA miała bałagan, kto to widział?!)
  • umi 07.08.19, 20:43
    Siedmiolatka moze sie wstydzic, jesli jest bardzoniesmiala plus ma maly kontakt z obcymi doroslymi. Jesli przebywa głownie z mniejszymi dziecmi i rodzina, moze sie krepowac w obecnosci innych doroslych. Plus to, ze dobrze zna swoja siedmioletnia kolezake a jej mama zna dobrze mame tej kolezanki, nie znaczy automatycznie, ze mama kolezanki bedzie miala dobre relacje z sama siedmiolatka a ta sie jej nie bedzie krepowala. Sa ludzie, ktorzy zwyczajnie nie maja podjescia do nie swoich dzieci i sa na dystans (niekoniecznie zamierzenie). Przy takich osobach małe, niesmiale dziecko moze sie czuc niepewnie.
  • potworia116 07.08.19, 20:56
    Ja nie winię siedmiolatki, dla mnie problematyczny jest sposób przedstawienia sytuacji i reagowania na nią. Może i sąsiedzi są gburami, niewykluczone że tak, ale z relacji wynika mi przede wszystkim jakaś niedojrzałość autorki tamtego wątku. Niegościnności nie biorę tu za pewnik, a sytuacja ze stekiem w ogóle brzmi średnio wiarygodnie. (Dziecko - zapytane!- mówi, że bardzo lubi wysmażone mięso, po czym nie dostaje nic, siedzi i patrzy jak wszyscy jedzą. Wtf?)
  • cruella_demon 07.08.19, 21:10
    Widać przeoczyłaś wątki, a było ich naprawdę wiele, w których ematki licytowały się jak to nie mają nic, ale to nic w domu, nawet chleba z masłem i jak koledzy ich dzieci, którzy z jakiegoś powodu zaplątali się w porze posiłku, siedzą i patrzą jak rodzina je.
    Także ja akurat z góry założyłam niegościnność.
  • cruella_demon 07.08.19, 21:24
    I serio, warto odszukać i poczytać, to ci klapki z oczu spadną jak chytrzy i chamscy potrafią być ludzie.
  • potworia116 07.08.19, 21:25
    Przeoczyłam. A czy była tam sytuacja następująca:
    Ematka: Lubisz półpłynną jajecznicę?
    Gość: Nie, uwielbiam ściętą.
    Rodzina bez słowa wsuwa kolację, gość siedzi nad pustym talerzem, kurtyna.

    Bo to już nie niegościnność, tylko jakaś psychopatia.
  • cruella_demon 07.08.19, 21:36
    Sporo tego było. Ale pamiętam, że była sytuacja gdy matka z małym dzieckiem zaprosiła znajomą matkę też z małym dzieckiem, jakoś 2- 3 lata z tego co kojarzę. Godziny jakoś wczesno wieczorne i gospodyni zrobiła swojemu dziecku kanapki na kolację, tamto jak to zobaczyło zaczęło płakać, że jest głodne i też chce, a ta temu dzieciakowi odmówiła i nie dała.
    I oburzone ematki zaczęły bronić gospodyni, jak to one mają tylko jeden plasterek wędliny dla swojego dziecka i nie jak się podzielić.
  • yuka12 08.08.19, 00:48
    Przeżyłam na własnej skórze sytuację, że rodzina jadła w jednym pokoju obiad, a ja siedziałam o suchym pysku, bo nawet herbaty mi nie zaproponowano, w drugiim pokoju. Koleżanka ze studiów. Wtedy dla mnie był to szok, dzisiaj bym po prostu wyszła.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • potworia116 08.08.19, 15:03
    Koszmarne te sytuacje, ale od omawianej jednak się różni. Tutaj gospodyni najpierw pyta o upodobania, a potem nic nie daje. A mały gość i jego matka przyjmują to bez reakcji.
    Nie wierzę w tę historię i tyle.
  • cruella_demon 08.08.19, 19:30
    Nie różni.
    W wersjach ze stekiem ja wierze w pierwszą.
    Czyli dziecko zapytane czemu nie je, odpowiedziało tylko, że nie lubi z krwią.
    O tym, że niby powiedziała, ze lubi wysmażony, napisała hanusia później, pewnie pod wpływem nagonki jaka poszła na tą siedmiolatkę (że jest niekumata, aspołeczna, to jej wina itp)
    No więc pozostańmy przy tej krwi.
    Każdy nieupośledzony człowiek by się kapnął, że dziecko nie lubi krwistego i albo dosmażył albo zaproponiował kanapkę.
    Dziecko ma prawo zachować się jak dziecko, być nieśmiałe, nieogarnięte, czy nie mieć jeszcze wyuczonych kompetencji społecznych, bo się dopiero uczy.

    tamtej baby NIC nie obroni.
    Dziecko siedzi głodne obok, a oni żrą. Po 6 godzinach wiadomo, że jest głodne, nie ma tu nic do domyślania się.

    jedyne z czym się zgadzam, to z tym, że ja bym do takich buców dziecka więcej nie puściła. Jeżeli dziewczynki bardzo się lubią niech koleżanka przychodzi albo ostatecznie moja idzie z wizyta na góra 2-3 godziny.
  • potworia116 08.08.19, 20:55
    Jeśli ktoś mi przedstawia cztery wersje tej samej historii, nie wierzę w żadną z nich. Dla mnie to kolejny wątek z cyklu „wspaniała ematka i źli inni”.
    A przy okazji: gospodarzy było zdaje się dwoje, dlaczego pod ostrzałem jest tylko „tamta baba”?
  • cruella_demon 08.08.19, 21:41
    Bo to ona pytała o steka? Chyba, że sobie dopowiedziałam, to przepraszam. Ale tak czy siak, to matki ustalały wizytę, "tamta baba" wyraźnie zapraszała, więc to ona jest odpowiedzialna za gościa.
    Wersje późniejsze pojawiły się po ataku na dziecko. Nie zawsze się zgadzam z hanusią, a nawet całkiem rzadko, ale ją rozumiem, bo każda matka by się zbiesiła po takim zmasowanym i niesprawiedliwym ataku na jej dziecko.
    Tak czy siak, tamtych rodziców nie da się usprawiedliwić, bo nawet jeżeli dziecko (tylko dziecko, naprawdę nie ma obowiązku mieć kompetencji dorosłego) tylko powiedziało, "nie lubię z krwią" "nie lubię krewetek". to obowiązkiem gospodarzy, którzy przyjęli zaproszonego małego gościa na cały dzień, było zaproponować coś innego, a nie oni żrą, a dziecko patrzy.
  • potworia116 07.08.19, 14:01
    Dziesiątki razy, zwłaszcza w ubiegłych dekadach, byłam w sytuacji, kiedy podawano mi niewegetariańskie jedzenie. Zjadałam ziemniaki z surówką i byłam zadowolona. Jeśli wizyta się przeciągała, prosiłam o chleb z oliwą.
  • princy-mincy 07.08.19, 14:05
    Jeśli umawiam się z czyjąś mamą, że moje dziecko i jej dziecko będą razem spedzały kilka godzin to wtedy uzgadniam z mamą gdzie i co dzieci jedzą.

    Sama w gościach nie dopraszam się jedzenia, ale nie przesiaduję tak długo, by zgłodnieć.
  • mondovi 07.08.19, 18:24
    Najprostsze wyjście.

    --
    nie lubię pustych głów, pustych słów i pustych butelek
  • aguar 07.08.19, 14:10
    Unikam zapraszania gości w porze głównych posiłków. Zapraszam pomiędzy. Częstuję kawą, słodkim, proponuję owoce. W przypadku kolegów syna też mają do dyspozycji przekąski, słodycze, owoce, napoje, zawsze jest jakiś wybór. Jak czasem się wizyta przeciąga i sami jesteśmy głodni, to proponuję zamówienie czegoś z pobliskiej, sprawdzonej knajpki - wtedy już "bierzemy to na klatę" i zamawiamy też dla gościa. No może w przypadku kolacji, to dla pojedynczego kolegi syna czasem też robiłam.
    Nie akceptuję zaglądania do lodówki, szafek (nawet nie lubię zaglądania do kuchni, dlatego wnęka kuchenna to dla mnie opcja "never"). Ale jeśli dziecko powie, że jest głodne, to dla mnie ok. Dorosły w takiej sytuacji może sobie po prostu pójść. A jeśli dziecko ma być odebrane przez rodziców, dopiero za dłuższy czas, to nie powinno być głodne.
  • wapaha 08.08.19, 09:37
    Unikam zapraszania gości w porze głównych posiłków.



    A w zasadzie dlaczego tak jest ? Pytanie nie tylko dla Ciebie- raczej ogólne-w sumie ciekawy byłby temat na osobny wątek
    Skąd ten trend ?
    Celebrowanie posiłków ?
    Posiłki tylko w gronie innych ?
    Niechęć do zasiadania z innymi przy stole ?
    Kwestie finansowe i konieczność dzielenia się jedzeniem ?
    Skrepowanie bo zjada się posiłek w obecności innych ?

    Z czego to wynika ?
  • cruella_demon 08.08.19, 10:43
    Nie wiem, pewnie z niechęci do podzielenia się.

    Pamiętny wątek z kiełbasą

    forum.gazeta.pl/forum/w,567,138646102,138646102,Kolega_w_domu_a_jedzenie_posilku_.html#p138648100
  • wapaha 08.08.19, 11:53
    Aguar i Cruella to jedna osoba ?
  • cruella_demon 08.08.19, 12:17
    Zwariowałaś?
    Zadałaś pytanie, jak sama zaznaczyłaś ogólne, to ci odpowiedziałam.
    Ja nie mam problemu z nakarmieniem gości, nawet tych nadprogramowych.
  • chatgris01 08.08.19, 12:20
    wapaha napisała:

    > Aguar i Cruella to jedna osoba ?

    Nie.




    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • wapaha 08.08.19, 15:24
    oki wink
  • boogiecat 08.08.19, 11:15
    Zalezy u kogo, pewnie tez w gre wchodzi niechec do gotowania dla wiekszej ilosci osob, wygoda wyjscia do restauracji, moze z dalszymi znajomymi zbytni formalizm wspolnego posilku itp
    Ja bliskich znajomych/ przyjaciol lubie zapraszac do siebie na posilek wlasnie i wzajemnie, a z dalszymi to roznie- czasami tak wychodzi ze przychodza po poludniu sie czegos napic i jak jest fajnie to zostaja na kolacje i przechodza do grupy blizszych znajomych😉

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • kryzys_wieku_sredniego 07.08.19, 15:02
    Ja jem co mi podają i doceniam że ktoś mi podał ;P
  • cruella_demon 07.08.19, 15:49
    Brnę przez tamten wątek i własnym oczom nie wierzę, jak ogromne jest przyzwolenie na zwykłe chamstwo.
    I jeszcze zwalanie winy na siedmiolatkę, bo nie była dość bezczelna, LOL.
  • mauricella 07.08.19, 16:37
    nie, dziecko , ktore prosi o jedzenie nie jest bezczelne, jest normalne. Jak mu niechcesz dac jesc to po prostu odmawiasz.
    Bezczelni sa dorosli, ktorzy uwazaja, ze dziecku nie wolno prosic.

  • cruella_demon 07.08.19, 17:02
    Ok niech będzie. Ale dziecko może się wstydzić, być nieśmiałe i ma do tego prawo.
    Buractwem jest zaprosić kogoś na obiad i bez skrupułów pozwolić mu siedzieć o suchym pysku.
    Normalny na umyśle człowiek, a nie cham albo skąpiec, z czystej życzliwości i troski o małego gościa zapytałby się czy jednak nie jest głodny i może miałby ochotę na coś innego.
  • bo_ob 07.08.19, 17:10
    cruella_demon napisała:


    > Buractwem jest zaprosić kogoś na obiad

    Tamto dziecko nie zostało zaproszone na obiad. Przyszło bawić się z koleżanką i gdy przyszła pora obiadu został, jak wszyscy inni, zaproszone do stołu. Z podanych potraw lubiło i zjadło tylko surówkę.

    Nie piszmy bajek.



  • chatgris01 07.08.19, 17:22
    Zostało zaproszone na pół dnia (obiad był w tym pobycie przewidziany). Po obiedzie było jeszcze przez parę godzin i gospodyni nawet nie zaświtało, że po samej surówce dziecko może być głodne.
    Dla mnie słabe.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • bo_ob 07.08.19, 17:28
    Ja bym spytała dziewczynek, czy nie głodne. Ale zakładam, że tamci rodzice mają inne podejście: obiad był? Był. Nie zjadła? Trudno, jej sprawa, mnie mówi że głodna. Nie każdy przywiązuje wielką wagę do jedzenia. Może rodzice dali obiad i poszli czytać książki.

  • cruella_demon 07.08.19, 17:42
    Dziecko zostało zaproszone od 11 przed południem do 18 wieczorem, nie opcji, żeby nie zgłodniało. Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, ze by się "nie domyślić".
    Gospodarze to chamy i tyle.
  • wapaha 07.08.19, 17:26
    Bardzo dobrze napisane
  • puella_174 07.08.19, 21:26
    Mnie tez sie w glowie nie miesci usprawiedliwianie gospodyni, ktora po tym, jak mala dziewczynka nie chciala zjesc krwistego steku, nie zaproponowala, ze go dosmazy. No ludzie kochani, to jest 3 minuty roboty, nawet nie trzeba dodatkowych naczyn brudzic... Za to winna byla siedmiolatka. Ze powiedziala, ze nie zje polsurowego miesa, ale usmazone juz by zjadla. Co bylo malo precyzyjne, bo nie wyrazila wprost prosby do gospodyni, by dosmazyc, a jedynie sugestie. Przeciez gospodyni nie bedzie czytac w myslach.
  • potworia116 07.08.19, 21:37
    Zakładam raczej, że coś szwankuje w tej relacji (wyciśniętej z dziecka po paru tygodniach). Zbyt to wszystko abstrakcyjne. Po co by w takim razie pytała?
  • puella_174 08.08.19, 00:15
    Moze i cos szwankuje w relacji. Ale nie wiemy czy na pewno i co. Ale w opisanym stanie rzeczy czesc ematek zaczelo najazd na dziewczynke, ze jest zbyt niesmiala, niedostosowana spolecznie i matka popelnila bledy wychowawcze majac tak niezaradne dziecko. A na pania, ktora nie dala dziewczynce nic do jedzenia (to juz fakt, raczej bez miejsca na spekulacje) wiadra pomyj nie wylaly.
  • potworia116 08.08.19, 00:56
    Ty widzisz panią, która nie dała dziecku nic do jedzenia, ja - panią, która poczęstowała dziecko obiadem (z którego zjadło surówkę) i jabłkiem. Mało to jest, ale więcej niż nic. Poza tym - wylewanie pomyj uważam za średnio adekwatną reakcję w jakiejkolwiek sytuacji, co dopiero takiej, znanej z trzeciej ręki. Poza tym - niewiarygodność pierwszej sytuacji rzuca pewien cień ma wiarygodność drugiej. Moją pierwszą reakcją na post założycielski była nieufność, coś za bardzo było to wszystko „ja dobrze, oni źle, ja zawsze, oni nigdy).
    Nie zauważyłam żadnego najazdu na dziewczynkę, tylko wytknięcie przekonanej o własnych zasługach matce, że nieśmiałość i niekomunikatywność dziecka jest poniekąd jej zaniedbaniem (uważasz inaczej?) Wreszcie - najazd na sąsiadów, z którego „mają coś z dyńką”, było najłagodniejszą z inwektyw, powinien zaspokoić najbardziej krwiożerczych krytyków. Mnie osobiście zniesmaczył.
    W moim świecie się rozmawia i ustala, zamiast zakładać i wymagać. Ach i jeszcze całkowite pominięcie całej reszty - że dziewczynki się najwyraźniej dobrze bawiły, że córka autorki nie czuła się pokrzywdzona, że ponawiane zaproszenia świadczą o życzliwości i sympatii, że sąsiadka, gdyby dane jej było prawo głosu, z pewnością dorzuciłaby do historii kilka szczegółów, naświetlających ją w inny sposób.
    Ale z jakiegoś powodu Hanusinamama rozmawiać nie zamierza.
  • iwles 08.08.19, 01:10
    A co powiesz o komunikatywnosci tamtej matki?
    W twoim swiecie sie rozmawia.
    W moim, no wlasnie tez.
    Mysle, ze to do tamtej matki nalezalo zapytanie goscia, czy lubi przygotowywana potrawe. TAK wlasnie wyglada komunikatywnosc!
    I to nalezalo do obowiazkow gospodarza, a nie goscia.
    Spytac! Po prostu spytac wczesniej.

    A hanusinamama nie ma problemow z komunikatywniscia, zeby DOWIEDZIEC sie, co lubi/moze jesc tamta dziewczynka, gdy jest gosciem u jej corki. Mozna? Mozna.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • mauricella 08.08.19, 01:14
    mozna, ale najwyrazniej niedopasowanie kulinarne nie jest problemem tamtej matki tylko hanusinej mamy i jej corki...
    stwierdzenie "to koltun i cham ostatni" moze pomoze ulzyc w gniewie ale brzucha nie napelni.
    natomias komunikatywnosc ze strony siedmiolatki stanowi spora szanse na pozbycie sie uczucia glodu, ktory jest JEJ problemem
  • iwles 08.08.19, 01:33
    Uwazasz, ze, na wejsciu, corka hanusinejmamy powinna byla podac tamtej matce liste potraw/produktow, ktorych nie lubi?
    Czy moze od progu spytac, co bedzie na obiad, no ona chce wiedziec, czy bedzie cos, co lubi?
    Kurcze, nie pomylily wam sie strony?
    To, ze moj gosc u mnie jest glodny to jak najbardziej MOJA sprawa. I to do mnie, gospodarza, nalezy zadbanie o dobre samopoczucie goscia, o jego komfort.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • mauricella 08.08.19, 01:45
    no, twoja tak, ale najwyrazniej tamtej mamy nie... no i?

    "Uwazasz, ze, na wejsciu, corka hanusinejmamy powinna byla podac tamtej matce liste potraw/produktow, ktorych nie lubi?
    Czy moze od progu spytac, co bedzie na obiad, no ona chce wiedziec, czy bedzie cos, co lubi?"

    Celowo przerysowujesz, to tani zabieg erystyczny – juz wychodzi z mody

    krewetki podobnie jak ryba smierdza w polowie domu, stad tez przybiegniecie do kuchni:
    prosze pani...a krewetki a to beda na obiad? Bo ja to bym wolala bez krewetek
    zabezpiecza nas przed a/ niekumata matka ( co sie moze zdarzyc )
    b/ glodowaniem
    mozna dodac skill++ :
    fajnie pani ten makaron ugotowala…

    dialog powyzej to wyzsza szkola zarzadzania ludzmi, ale nie niemozliwa do ogarniecia, nawet w wieku 7 lat
    mozna juz po fakcie nalozenia na talerz powiedziec ojej, jaka szkoda, na taki fajny makaron krewetki a ja tak nie lubie.. zostalo cos pani makaronu samego? z surowka bym zjadla

    a JAKAKOLWIEK komunikacja jest lepsza od cierpienia w milczeniu
  • potworia116 08.08.19, 10:12
    Chętnie ci odpowiem, co myślę, kiedy usłyszę wersję zdarzeń tamtej matki. Z postów Hanusinej bije uprzedzenie z jednej i samozadowolenie z drugiej strony i jej relacja wydaje mi się mało wiarygodna.
    I jeśli dobrze zrozumiałam to rodzice drugiej dziewczynki poinformowali Hanusiną o ograniczeniach żywieniowych córki. Można?
  • yuka12 08.08.19, 01:04
    Bo wg. tych osób gości się nie karmi i- generalnie- nie gości. Dogadza się przyjaciołom i najbliższej rodzinie, o ile spotkanie było wcześniej ustalone i obgadane. Po prostu jeden z wielu poglądów dot. goszczenia.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • sko.wrona 08.08.19, 06:38
    Nie nie nie, na gospodarzy wylewa się wiadro pomyj. „Nie dali nic do jedzenia”, nie jest prawdą.
    Ematki jeżdżą po gospodarzach, że jakim prawem podali krewetki małemu dziecku. Bo przecież jak się gości małe dzieci to się powinno to i tamto.
    Prowadzę otwarty dom, z którego nikt głodny jeszcze nie wyszedł, ale skóra mi cierpnie od tego jakie niektóre z was mają podejście do gospodarzy.

    A co do nieśmiałości dziecka, to ja tak właśnie uważam. Mam takie na stanie i jeśli nie poradzi sobie w jakiejś sytuacji to umiem wziąć na klatę, że to przeze mnie bo: nie nauczyłam, nie przećwiczyłam, albo, uwaga, nie powinnam była go postawić w takiej sytuacji.
  • iwles 08.08.19, 09:06
    Nieprawda, ze krytykowano matke kolezanki za podanie krewetek. Poszlo o to, ze kiedy okazalo sie, ze krewetek dziecko nie lubi, NIE zaoroponowala NIC w zamian. Juz pomijam fakt, ze najzwyczajniej w swiecie mogla przed wymieszaniem krewetek z makaronem zapytac, czy lubi.
    I tyle. Tylko tyle.


    --
    Paweł

    Moje dziecko powiedziałosmile
  • potworia116 08.08.19, 09:20
    Czytałaś wybiórczo, albo manipulujesz. Poczytaj tamten wątek jeszcze raz. Padały tam różne sformułowania, do „małomiasteczkowych korposzczurów aspirujących do światowości” włącznie.
  • chatgris01 08.08.19, 12:22
    Ale przecież nie od autorki wątku (a Ty piszesz, jakbyś była do niej uprzedzona).
    Mnie też Hanusinamama nieraz irytuje swoim stylem pisania, ale w tamtym wątku zarzuca się jej rzeczy, których nie napisała.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • potworia116 08.08.19, 15:09
    Odpowiadam na post Iwles, nie było tam wzmianki o Hanusinej, którą swoją drogą nigdy nie kojarzyłam z niczym, poza specyficznym nickiem. Jeśli wyczuwasz jakieś uprzedzenie, nie ma ono źródła w niczym poza inkryminowanym wątkiem, słowo honoru.
  • chatgris01 08.08.19, 19:11
    Ale to właśnie miałam na myśli-tzn. nie że jesteś do niej ogólnie (i od jakiegoś czasu) uprzedzona, tylko że się uprzedziłaś w tamtym wątku. Kompletnie nie widzę w jej wypowiedziach tego, o co ją tam oskarżasz.
    Powodów do nie wierzenia jej też nie widzę, przecież do tej pory nigdy nic nie ściemniała.
    Mam za to wrażenie (i to nie pierwszy raz), że ona ma raczej jakieś problemy z komunikacją, tzn. nie umie czegoś precyzyjnie opisać czy wyrazić swoich odczuć i myśli.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • marisol25 08.08.19, 21:25
    potworia116 napisała:

    > Czytałaś wybiórczo, albo manipulujesz. Poczytaj tamten wątek jeszcze raz. Padał
    > y tam różne sformułowania, do „małomiasteczkowych korposzczurów aspirujących do
    > światowości” włącznie.

    Kobieto, zaprawdę powiadam ci, że każdy kto zechce ci dokopac, ma twoje kompleksy podane na widelcu.

    Ja cię na szczęście w realu nie znam, natomiast bez pudła po paru zdaniach wiem co cię boli. Tak cię te korposzczurki i krewetki malomiasteczkowe uderzyły, że właściwie nie trzeba więcej dodawać..

    A prawda jest, że gospodarze w tamtym wątku dali ciała bo to nie małe dziecko ma się dopominac i być lokalna gwiazda asertywności tylko dorosły nieogar ma pojąć, że dzieciaka nie zostawia się o suchym pysku na cały dzień
  • cruella_demon 08.08.19, 21:42
    > A prawda jest, że gospodarze w tamtym wątku dali ciała bo to nie małe dziecko m
    > a się dopominac i być lokalna gwiazda asertywności tylko dorosły nieogar ma poj
    > ąć, że dzieciaka nie zostawia się o suchym pysku na cały dzień

    MILION NA MILION!!
  • potworia116 08.08.19, 21:59
    marisol25 napisała:

    > potworia116 napisała:
    >
    > > Czytałaś wybiórczo, albo manipulujesz. Poczytaj tamten wątek jeszcze raz.
    > Padał
    > > y tam różne sformułowania, do „małomiasteczkowych korposzczurów aspirując
    > ych do
    > > światowości” włącznie.
    >
    > Kobieto, zaprawdę powiadam ci, że każdy kto zechce ci dokopac, ma twoje komplek
    > sy podane na widelcu
    > Ja cię na szczęście w realu nie znam, natomiast bez pudła po paru zdaniach wiem
    > co cię boli. Tak cię te korposzczurki i krewetki malomiasteczkowe uderzyły, że
    > właściwie nie trzeba więcej dodawać..

    O, nawet autorka się objawiła, jak miło, Marisol, że postanowiłaś się osobiście zaprezentowaćsmile

  • gulcia77 07.08.19, 16:07
    Ale to zależy od domu, w którym jestem. Są takie, w których wyciągnięta na podłodze obżeeram się z gospodynią pizzą i wołam do gospodarza "zrób mi też kawę", a są takie, gdzie grzecznie krzyżuję stopy w kostkach i zachowuję się, jak idealnie wychowana uczennica pensji dla panien.

    --
    "Emancipate yourselves from mental slavery
    None but ourselves can free our minds"
  • aandzia43 07.08.19, 16:15
    Mam zaprzyjaźnione domy w których nie grzebię sama w lodówce, ale bez problemu mogę powiedzieć ze jestem głodna. Do lodówki bez pytania zaglądam tylko mojej mamie, nawet bratu i bratowej oraz własnej córce nie śmiem wink

    --
    "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
  • chatgris01 07.08.19, 17:24
    Mam tak samo, i przyznam się, że zaskoczyły mnie te teksty o grzebaniu u kogoś w lodówce...

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • saszanasza 07.08.19, 16:24
    Z przyjaciólkami mam tak, że przed imprezą zawsze konsultujemy co zjemy (co ja mam zrobić i co ona zrobi, żeby wszystkim smakowało), jaki alkohol przywieziemy i jaką popitkę😛 I zazwyczaj jak sie spotykamy (rodzinnie czy nie) to jesteśmy wszyscy głodni😁 Natomiast: do lodówek nie zaglądam, no chyba że na specjalne życzenie gospodarzy, moje dzieci tym bardziej, nie mówię, gdy mi coś nie smakuje (jestem w stanie zjeść wszystko😉) Natomiast nie goszczę sie u ludzi, którym nie moglabym powiedzieć „ale jestam glodna”, co nie oznacza, że każdorazowo to mówię, bo i po co

    --
    „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.” S.Kisielewski
  • mauricella 07.08.19, 16:31
    oczywiscie, ze tak sie mowi
    a jak mam powiedziec w goscich, ze jestem godna ?? "Zimno mi"
    Nie mowie "nie lubie tego zrob mi cos innego"
    tylko: Wiesz co za ogorkami nie przepadam masz moze inne jarzyny? Diekuje!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka