Dodaj do ulubionych

A dziedziczenie majątku przez najstarszego syna?

07.08.19, 16:49
Spotkałyście się z takim zwyczajem?
To chyba raczej w po koleniu co najmniej naszych rodziców, albo i dziadków. Teraz mam nadzieję, nie.
U mnie w rodzinie był taki przypadek. Starszy syn odziedziczył willę w mieście, młodszy nic.
Edytor zaawansowany
  • sofia_87 07.08.19, 16:55
    Tak, ale w rodzinie pradziadka
  • stara.mostowiakowa 07.08.19, 16:59
    Nie, ja raczej spotkałam się z przypadkami, gdzie dziedziczyło to dziecko, które nie wprowadziło się od rodziców.
  • triss_merigold6 07.08.19, 17:21
    Niemożliwe, polskie prawo po wojnie zniosło takie arystokratyczne fumy. Niezależnie od testamentu, istniała instytucja zachowka.
  • ichi51e 07.08.19, 18:11
    A dokladniej byl zakaz dzielenia ziemi czasem. Ziemie dostawalo jedno dziecko i musialo splacic rodzenstwo.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ginger.ale 07.08.19, 18:47
    triss_merigold6 napisała:

    > Niemożliwe, polskie prawo po wojnie zniosło takie arystokratyczne fumy. Niezale
    > żnie od testamentu, istniała instytucja zachowka.


    Wystarczy umowa dożywocia i z zachowku nici ..

    --
    come to the dark side, we have cookies!
  • spanish_fly 07.08.19, 21:26
    W przypadku gospodarstw rolnych to jest cały czas dość częste. Znam kilku mężczyzn, w tym również młodszych ode mnie, którzy dostali od rodziców dom i ziemię, a ich siostry tylko jakiś relatywnie niewiele wart posag.
  • ginger.ale 08.08.19, 10:07
    Mam taką sytuację w rodzinie.

    --
    come to the dark side, we have cookies!
  • sirella 08.08.19, 10:35
    Brat koleżanki dostał duże gospodarstwo, a dla niej rodzice kupili dwa mieszkania w mieście -w jednym mieszka z drugiego ma zysk z wynajmu. Często jeździ do rodziców, dużo pomagała w ich chorobach. Do tego czasem jeździ do brata "pomagać" w pracy w sezonie i brat jej płaci kasę za robotę, bo jeśli płaci się zatrudnionym robotnikom to dlaczego by nie płacić rodzeństwu. Więc nikt się nie czuje pokrzywdzony.
  • hanusinamama 08.08.19, 10:50
    MOj tesc zostal na swojej ziemi. Jego rodzenstwo dostało kase. Tyle ze jednemu i drugiemu pozloliło na otwarcie swoich firm. Jedno ma kilka sklepów drugie sporą firmę. Tesc wyszedł na tym najgorzej..ale on kocha swoja zieie i prace na roli.
  • sirella 08.08.19, 11:23
    tak, warto myśleć nie tylko o tu i teraz ale o szerszej perspektywie.
    Znajoma tak zrezygnowała ze swojej części majątku, bo jak rodzice rozdzielali, to jej się dobrze wiodło w małżeństwie a pozostali byli jeszcze młodzi więc uznała że im bardziej potrzebny. Tylko że 20 lat później realia się zmieniły, tamten majątek mocno wzrósł na wartości, jej mąż zmarł, została z dziećmi sama, w efekcie jest teraz najbiedniejsza z nich wszystkich.
  • lidek0 07.08.19, 17:24
    Nigdzie nie ma obowiązku dzielenia dla dzieci po równo, właściciel ma prawo zrobić z tym co ma co chce. W rodzinie mam przypadki gdzie dziecko, które zostaje z rodzicem dostaje dom, ale czy spłaca pozostałych to nie wiem.

    --
    Lidek mama Maćka /ur.08.06.2001/
    Aniołek VIII 1996 Aniołek XI 1997 Aniołek IX 2005
    zapraszam na forum Dla starających się
  • triss_merigold6 07.08.19, 17:27
    Właściciel może sobie chcieć, testament można podważyć, a bliskim z I grupy przysługuje zachowek.
  • ginger.ale 07.08.19, 18:49
    triss_merigold6 napisała:

    > Właściciel może sobie chcieć, testament można podważyć, a bliskim z I grupy prz
    > ysługuje zachowek.


    Spróbuj podważyć dożywocie, albo odwróconą hipotekę...

    --
    come to the dark side, we have cookies!
  • tol8 07.08.19, 17:39
    Tak, na gospodarce często rodzice tego wręcz wymagają.

    --
    W weekendy ematka staje się matką.
  • turzyca 07.08.19, 17:43
    Tak, mieszkałam kiedyś z von Fürstenbergiem, z tych von Fürstenbergów. Chodziło o to, żeby nie dzielić majątku i nie ryzykować przejścia zamków w cudze ręce. No ale młodsi dostawali porządne uposażenie, nie wychodzili z domu goli.

    --
    Dzenderowy potfur A.D. 1904
  • kieszonkowa 07.08.19, 19:19
    turzyca napisała:

    > Tak, mieszkałam kiedyś z von Fürstenbergiem, z tych von Fürstenbergów.


    Auć a masz jakieś smakowite szczegóły? Czy był piękna i wyniosły jak Diana?
  • chatgris01 07.08.19, 19:35
    Diana była wyniosła??? Kiedy?

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • 35wcieniu 07.08.19, 18:14
    Najstarszego nie, ale znam 2 przypadki kiedy gospodarstwo odziedziczył ten z synów, który został z rodzicami i się nimi opiekował. Ale żadnych kwasów z tego tytułu nie było bo pozostała część rodzeństwa rozjechana po świecie od początku wiedziała że tak będzie i uznawała to za spoko opcję.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bukietlisci 07.08.19, 18:36
    tak, spotkałam się. syn odziedziczył dom po dziadkach ( ojcowizna) . tam były jeszcze trzy córki, dwie dostały sporą gotówkę a trzecia g...o.
  • thaures 07.08.19, 19:07
    Moi rodzice testamentem przekazali cały majątek średniemu wnukowi, przy wiedzy i zgodzie dwóch swoich córek.
    Nie mam pojęcia jaki jest zwyczaj, ale uważam, że każdy powinien robić co chce że swoją własnością.
  • bi_scotti 07.08.19, 19:31
    W dalekiej rodzinie meza podwarszawskie sady by default przejela najstarsza siostra. Poniewaz "od zawsze" bylo wiadomo, ze tak sie stanie, trojka mlodszego rodzenstwa (roznych plci) wybyla z domu jeszcze przed ukonczeniem szkol srednich. Nie mam pojecia jak to zostalo legalized ale wiem, ze nikt z "wyjechanych" nigdy sie o nic nie upominal i chyba nawet nie mial zalu, ze tak sie ulozylo. Moze dlatego, ze wszyscy troje mieli pozniej calkiem successful lives, wiec nie bylo za czym tesknic smile Pewnie gdyby komus bylo zle, to powjawilyby sie i jakies regrets/pretensje/roszczenia. Life.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • pruszynkaaa 08.08.19, 01:15
    Tak jest bardzo często na wsiach - gospodarka zostaje przepisana na najstarszego, który spłaca resztę rodzeństwa, niestety często symbolicznie. W zamian opiekuje się rodzicami.
  • kyrelime 08.08.19, 09:09
    Z drugiej strony, czy sprawiedliwie byłoby, gdyby jedna osoba opiekowała się rodzicami, mieszkała z nimi i dostosowala życiowe plany do nich i gospodarki i jeszcze do tego musiała spłacać rodzeństwu równowartość tego domu? Załóżmy, że jest 5 rodzeństwa, dom o wartości 500 tyś. Ten, który tam mieszka, dba, remontuje, opiekuje się rodzicami na starość, a gdy są jeszcze młodsi i sprawni musi oewniw niejednokrotnie iść na ustępstwa i jakoś się dogadać, ma wyskoczyc z 400tyś i spłacić rodzeństwo? To niejednokrotnie wiązałoby się z koniecznością sprzedaży domu. Za kwotę spłaty ten pierwszy mógłby wybudować sobie mały dom, który będzie tylko jego, bez konieczności mieszkania z rodzicami i opieki nad nimi na starość. Dlatego uważam, że w niektórych przypadkach umowa dożywocia ma sens.
  • sirella 08.08.19, 09:38
    Umowa dożywocia ma sens i zazwyczaj o to nie ma pretensji, jeśli osoba obdarowana faktycznie przyjmując majątek-przyjmuje też na siebie opiekę. Bo inaczej jest niesprawiedliwie wobec tych, co nie dostali gotowego domu, działek, sprzątania i codziennych obiadków od mamusi, remontów domu i skoszonego ogródka od tatusia - i wszystko to robić muszą sami, a jeszcze się na nich patrzy żeby zajęli się opieką nad rodzicami gdy się rozchorują.
    Nie ma obowiązku przyjmowania darowizny- naprawdę.
    A bywa tak, że ta osoba która w domu została, czuje się strasznie skrzywdzona faktem że razem z domem i majątkiem ma też jakieś obowiązki wobec mieszkających rodziców... I zaczyna się litania- że tym co z domu poszli bez majątku, to jest "lepiej" bo się z rodzicami nie muszą "męczyć". To po co ten majątek przyjął? Mógł odmówić i cudownie sobie żyć zapierniczając na spłatę 30letniego kredytu zamiast na rodziców.

    W normalnych rodzinach, jeśli jest co dzielić, to rodzice starają się nie obciążać sobą dzieci, nie robią z nich niewolników do własnej obsługi manipulując majątkiem. Każde dziecko wyposażają na start, typu jednemu kasę, drugiemu działkę, trzeciemu większy dom za dodatkową opiekę. A nie drastyczną nierównowagę. Bo jeśli majątek łączny jest warty 2 miliony, to danie jednemu dziecku 100tys a drugiemu całej reszty jest skrajnie niesprawiedliwe.
    Do tego- rodzice mają swoje emerytury. Czasem wcale nie takie małe. I często te pieniądze pracują na pomnożenie wartości domu, na standard życia tego dziecka co w domu zostało.
    I jeszcze raz- to wybór przyjmującego darowiznę. Zawsze może odmówić i wziąć kredyt na te 400tys zł.
  • kyrelime 08.08.19, 10:29
    Oczywiście masz rację, tylko opisujesz jeden roszaj przypadków. W rodzinach, jakie ja znam domy są przystosowane jako dwurodzinne i każda rodzina sama gotuje sobie obiadki (póki rodzice sprawni), trawę koszą raczej młodzi. Nie opisuję swojej sytuacji, bo nie mam rodzeństwa. Ale wśród kuzynów i znajomych jest zazwyczaj tak jak piszesz, tzn.jedno dziecko dostaje dom (w zamian za wspólne mieszkanie, dzielenie obowiązków i rachunków, a później opiekę), a pozostałe działkę czy gotowkę na pomoc w remoncie czy zakupie mieszkania. Pomimo, że kwoty obdarowania nie są sprawiedliwe to ogólnie taki podział uważam za sprawiedliwy.
  • sirella 08.08.19, 11:15
    Taki jak opisujesz podział uważam za sprawiedliwy. Nie chodzi o identycznie równe kwoty ale o darowizny+obciążenia realnie podobne i praktycznie zorganizowane. Nie da się też z góry wycenić kosztów opieki nad rodzicami, bo może za rok ich zabić rak a mogą żyć do 90tki przy czym ostatnie 15 lat już nie chodząc.
    Bywa tak, że oboje dzieci by wolały zostać w gotowym domu rodziców bo tak im wygodniej, a miejsce jest tylko dla jednego z nich, dodatkowo ten "na wylocie" nie dostaje swojego działu majątku, albo dostaje bardzo mały. Znajoma starsza pani ma np wyobrażenie sprzed 60 lat o cenach i wartości, do tego przekonanie, że ktoś kto mieszka na wsi to zawsze ma gorzej niż ten w mieście bo na wsi się pracuje ciężko fizycznie na gospodarce a w mieście wygodnie siedzi za biurkiem, nie rozumie , że jedna działka w dobrej lokalizacji to 150tys lekko licząc, a zadbany dom to kolejne 400tys. Myśli, że jak uzbiera z emery20 tysięcy zł to jest to wystarczająca kwota by spłacić drugie dziecko (regularnie zaangażowane w kontakty i zajmowanie się problemami rodziców). Więc różnie bywa z pomysłami tych rodziców, na ogół tam gdzie jest konflikt to sprawiedliwości w rodzinie nie było nigdy (np wkodowany przymus że w rodzinie należy sobie "pomagać" za darmo "bo to rodzina", uporczywe nieprzestrzeganie zasady wzajemności-która dużo porządkuje w relacjach)
    Mam znajomych którzy sobie dokładnie pilnują od zawsze by to co dostają od rodziców było w miarę równorzędne. Mają ten komfort że mieszkają w mieście, więc odpada "przywiązanie do ojcowizny" i wartość sentymentalna do bloku, rodzice każdemu zasponsorowali duży wkład mieszkaniowy, już są dogadani czyje będą które "dobra rodzinne" a sami mieszkają oddzielnie- na tym samym osiedlu, więc i pomoc im w chorobie będzie w miarę równa bo łatwa do zorganizowania na miejscu. Zaś kiedyś mieszkanie po rodzicach będzie do podziału kasy ze sprzedaży albo przejmie któryś wnuk za spłatę drugiego dziedziczącego. A póki rodzice sprawni, to mieszkanie jest ich, i jak im się zechce je zmienić, to mogą jako jedyni właściciele. Dużo historii jest że dziecko obdarowane "dożywociem" tymi rodzicami się nie zajmuje, albo nawet stosuje przemoc. A odwołanie darowizny nie jest łatwe. Więc uważam, że przepisywanie na dziecko całego domu w którym się mieszka mając lat ledwo 50+ to głupota. Można dziecku zapisać jedną kondygnację, ale nie pozbawiać się całości własności majątku "za opiekę" gdy jeszcze się jest sprawnym i wiele się zdarzyć może. I w drugą stronę jeśli się chce by dziecko z rodzicem zamieszkało na stałe, to wydzielić mu i przepisać oddzielne mieszkanie w ramach tego domu.
  • wlazkotnaplot 08.08.19, 06:09
    Podobnie, w rodzinie koleżanki. Nie najstarszy ale jedyny syn. Dwie starsze siostry i jedna młodsza nic. Syn odziedziczył pole i dom rodzinny. Kosmos dla mnie.
  • arwena_11 08.08.19, 09:29
    A kto na tym polu robił? Ten syn czy siostry też zasuwały? Kto opiekował sie rodzicami?
  • hanusinamama 08.08.19, 10:58
    Arwena znam sytuacje kiedy za zycia rodzice wszystko przepisali synowi. Jak ojciec zniemogł to go odwieźli spakowanego do jednej z córek. Sprawy sądowe były. Syn zwyczajnie ojca olał (wczesniej mu pozwalał mieszkać u siebie ale ojciec mu na polu robił). Jak sie skonczyła sprawa w sadzie nie wiem bo ojciec umarł. Ostatni rok opiekowały sie nim i utrzymywały (leczenie było drogie) córki...
  • arwena_11 08.08.19, 13:50
    No ja wiem, że tak bywa. Chodzi mi o sytuację z postu wyżej. Czy te córki palcem kiwnęły przy gospodarstwie, że oczekują w nim udziału?
  • sirella 08.08.19, 15:47
    To jest takie typowe właśnie wsiowe myślenie: syn musi dostać, bo przecież umie traktorem jeździć i to on pole orał (a któżby, przecież kobiecie nie wypada i córki się nie dopuści do tego bo co ludzie powiedzą, musi być chłop). To, że w międzyczasie jego siostry dom sprzątały, trzy posiłki dziennie mu przygotowywały, prały, myły gary, ogród warzywny uprawiały, krowy doiły, kury oporządzały na rosół, jajka wyhodowały, robiły przetwory na zimę, zakupy przyniosły - to się nie liczy wcale. Bo praca kobiet co do zasady jest bez wartości.

    Mówisz, że jak syn na polu pracował to to pole mu się należy? Więc jeśli córka w domu sprząta i gotuje- to czemu dom z automatu jej się nie należy tylko też zapisany został synowi? Niech zgadnę - bo syn raz na pięć lat poprawi urwaną rynnę przy domu i to jest więcej warte niż codzienna praca córki w domu?
  • sirella 08.08.19, 08:19
    Moja znajoma starsza pani zawsze powtarzała że gospodarstwo/dom musi być na syna który będzie tym zarządzał i na tym robił, bo córki się nie nadają. I nic nie dało przypominanie jej, że to córki pół życia w tum domu i na tym jej gospodarstwie pracują a synowie głównie imprezują i pozwalają się obsłużyć siostrom. Majątek ma iść na syna a córki na wylocie z marną spłatą -niech sobie znajdą mężów to będą mieć majątek...
  • milva24 08.08.19, 08:50
    Niekoniecznie najstarszego, na wsi to raczej często na najmłodsze dziecko, które zostaje przy rodzicach. Nie mam nic do cudzego rozporządzania własnym majątkiem, nawet jeśli to dotyczy moich własnych rodziców. Nie czuję też, żeby mnie to zwalniało z partycypowania w opiece, choć oczywistym dla wszystkich jest, że głównie będzie ona spoczywała na barkach tego z rodzeństwa, które najwięcej dostało.
  • sirella 08.08.19, 09:02
    A skądżeż to takie "oczywiste" że będzie opieka spoczywała na barkach tego co najwięcej dostał? Mało to przypadków, że ten obdarowany się z opieki wypina i zostawia ją na głowie tych co figę dostali? Wtedy też być radośnie "nie czuła się zwolniona z obowiązku opieki"? Musząc dorabiać się od zera na swoje życie, równocześnie z zajmowaniem się chorym rodzicem (ciążkie do pogodzenia) który cały majątek oddał drugiemu "ukochanemu dziecku", i który to rodzic uważa, że taki podział- dla ciebie obowiązki a dla brata majątek- jest w porządku?
  • milva24 08.08.19, 09:44
    Ta osoba z mojego rodzeństwa, która dostała najwięcej jest pierwszą, która to powie. Z resztą rodzice już są w tym wieku, że potrzebują na razie niewielkiej pomocy więc w praktyce widzę jak to wygląda. Nie wiem co by było gdyby nie chciała tego robić, z resztą trudno mi to sobie wyobrazić bo wychowywano nas tak, żebyśmy znali swoje obowiązki i nigdy żadne z nas nie walczyłoby z rodzeństwem o pieniądze. Jedyne co wchodziłoby w grę to sprzedanie wszystkiego i podział po równo ale tego żadne z nas nie chciało, w końcu to nasza ojcowizna. Poza tym i tak pozostałaby kwestia co z rodzicami. Tak jak to jest rozwiązane wszystkim pasuje.
  • kyrelime 08.08.19, 10:31
    I o czymś takim właśnie pisałam wyżej. W naszej rodzinie tak to właśnie było zazwyczaj praktykowane.
  • feliz_madre 08.08.19, 13:35
    Moja ciotka domagała się połowy spadku po babci z racji bycia pierworodną. Druga połowa miała być podzielona na pozostałą czwórkę. Nie przeszło.
  • sirella 08.08.19, 15:56
    Jak tak myślę o tym pierworodnym, to faktycznie dawniej tak było w poprzednich pokoleniach. Może nawet u jednej prababci by tak było, ale pierworodny zmarł mając ok 20 lat i zaburzył tym "naturalny układ". U drugich pradziadków pierworodny się zbiesił bo się ożenił z dziewczyną z miasta której oni nie znosili, więc go wydziedziczyli a majątek dali najmłodszemu synowi, córki niewiele dostały.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka