Dodaj do ulubionych

Powiedzcie, jak dalismy rade funkcjonowac, calkiem

16.08.19, 06:23
tak calkiem niedawno, bez smarphonow, google-map, bez google, youtuba, dostepnosci do miliona filmow, seriali muzyki, aplikacji do kazdej dziedziny zycia
wyszukiwania odpowiedzi w sekunde na najprostsze czy najglupsze pytanie


a rowniez ogladalismy filmy, sluchalismy muzyki, szukalismy pracy, poruszalismy sie wszedzie, nikt by teraz bez telefonu nie dal rady (z mlodego pokolenia)

a to bylo tak niedawno, kiedy majac 20 lat wyjechalam na studia do innego miaste, do innej czesci Polski, z ogloszen szukalismy mieszkania do zamieszkania, pracy, z gazeta w reku, z budki telefonicznej dzwonilismy, I z mapa papierowa wszedzie, gdzie bylo potrzeba trafialismy.

Jak to wszystko sie zmienilo, jak teraz jest latwiej

jeszcze mi taka mysl przyszla do glowy, ze od kilku juz lat w sumie weszly kasy samoobslugowe, ale to bylo jeszcze sporadyczne, a w tym roku sa juz wszedzie, mysle ze 2-3 lata I zawod kasjerki zniknie zupelnie

swiat sie ciagle zmienia, ale my dzieci PRL chyba przezylismy taki najwiekszy przelom
Jak uwazacie, co bedzie przelomem dla naszych dzieci, w jakim kierunku swiat pojdzie dalej?
Edytor zaawansowany
  • jehanette 16.08.19, 06:29
    Najwiekszy przelom, nie zartuj. Moj dziadek.urodzil.sie w latach 20tych XXw., w chalupie bez elektrycznosci i wody, i dozyl czasow smartfonow etc.

    --
    Error 404
  • ajaksiowa 16.08.19, 08:30
    Mówią że prze£om będzie jak zabraknie energii elektrycznej.

    --
    ,,Oddajemy sprawiedliwość w ręce skazanych,,to Twój ideał?
  • manon.lescaut4 16.08.19, 13:45
    No właśnie, bo największe przełomy nastąpiły w XX wieku, a teraz, póki co przynajmniej, jest to wszystko rozwijane i udoskonalane. Gdyby porównać rok 2019 z 99/2000, to właściwie wszystko już było, tylko bardziej toporne. Były już komórki, oczywiście nie smartfony i cała dziwna kultura ich użytkowania: puszczanie bitów, smsy bez spacji, by zmieścić wiadomość w jednym, pamięta ktoś?smile Filmy i rozrywka- było już kilkadziesiąt kanałów w tv, do tego Vhs i dvd, czasem brakuje mi tej ekscytacji czekania na coś wyczekanego. Wyszukiwarka Google działała inaczej, w niektórych sytuacjach to było lepsze, wyszukiwała dokładna frazę, zamiast podsuwać sklepy i oferty i wiedzieć lepiej niż my, czego chcemy.
    Itede itepe.
  • chlodne_dlonie 16.08.19, 16:11
    > Były już komórki, oczywiście nie smartfony i cała dziwna kultura ich użytkowania: puszczanie bitów, smsy bez spacji, by zmieścić wiadomość w jednym, pamięta ktoś?smile

    big_grin moja znajoma zatrzymała się na dokładnie takim etapie - to chyba jedyna osoba, która pomimo wymiany telefonu co rok na nowy (ma firmę wink ) wciąż pisze wiadomości 'jednym ciągiem' i chyba w życiu nie zastosowała żadnej emotki (przynajmniej w korespondencji ze mną tongue_out big_grin)

    --
    Together is me
    Only me

    And now, weak or strong, I can only go
    And I believe that there are flowers yet to be opened in the world
    Even if I feel something in me died
  • manon.lescaut4 16.08.19, 16:21
    big_grin
  • 35wcieniu 16.08.19, 17:11
    Ale to nie jest az takie głupie bo nadal naprawdę sporo osób ma problemy z dłuższymi smsami. Z czego wynika- nie wiem. Do mojej matki posługującej się starą nokią takie smsy dochodzą rozerwane, tzn dochodzi tylko jedna część. Do mnie, a mam smartfon, dochodzą obie części, ale druga długo po pierwszej. Jednym ciągiem nie piszę i nigdy nie pisałam, ale zawsze staram się w 1 smsie zmieścić, bo nigdy nie wiadomo...


    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • 35wcieniu 16.08.19, 08:33
    Gdzie niby wszedzie sa te kasy samoobslugowe? Natrafiam sporadycznie.
    A co do reszty, no, jest latwiej. "Sluchalismy muzyki i ogladalismy filmy" owszem, ale takie jakie sie akurat trafily a nie jakie kto chcial. Mapy papierowe sa i beda, a aplikacje do kazdej dziedziny zycia to wybor a nie koniecznosc. Ja np. uwazam za wariactwo aplikacje przypominajace o piciu wody albo odkurzacze pamietajace rozklad domu ale to ja, jak tam kto lubi, niech uzywa.
    Co do najwiekszego skoku to nie wiem, podejrzewam ze wyzej wspomniana elektryfikacja jednak byla wiekszym skokiem. Albo idea wody biezacej w kazdym domu. Albo toalet. Wynalezienie samochodu, o samolotach nawet nie mowie. Sadze ze wiekszym szokiem dla ludzkosci byl fakt ze oto mozna znalezc sie po drugiej stronie oceanu w kilka godzin, a nie plynac kilka tygodni, niz to ze mozna miec mape w wersji elektronicznej a nie papierowej. Telefon tez ulatwil sporo.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • mika_p 16.08.19, 10:08
    > "Sluchalismy muzyki i ogladalismy filmy" owszem, ale takie jakie sie akurat trafily a nie jakie kto chcial.

    Nie przesadzaj, płyty z muzyką i kasety to nie jest wynalazek nie wiadomo jak świeży, od bardzo dawna można sluchać takiej muzyki, jakiej się chce. Z filmami gorzej, ale przypomnę, że istniało coś takieog jak kasety wideo, mozna było film wypozyczyć z wypozyczalni (jaki się chcialo z oferty)

    --
    Dziewczyna, która opanowała mechaniczną skrzynię biegów, poradzi sobie w życiu. Carrie Bradshaw
  • memphis90 16.08.19, 10:30
    Eeee, kasety VHS to zagościły w polskich domach w latach 90, czyli całkiem niedawno. A na kasetach miało się to, co udało się "zdobyć", przegrać jako 48585 kopię albo nagrać z tv. Poooozniej dopiero pojawiły się wypożyczalnie, a ich często skromną ofertę trudno porównać z dzisiejszym vod czy platformami. Wcześniej oglądało się tylko to, co leciało w tv - Stawkę, Czterech pancernych, teleranek, tiktaka czy misia z okienka.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • bywszy 16.08.19, 10:55
    memphis90 napisała:
    > Eeee, kasety VHS to zagościły w polskich domach w latach 90, czyli całkiem nied
    > awno. A na kasetach miało się to, co udało się "zdobyć", przegrać jako 48585 ko
    > pię albo nagrać z tv. Poooozniej dopiero pojawiły się wypożyczalnie, a ich częs
    > to skromną ofertę trudno porównać z dzisiejszym vod czy platformami.

    Eeee, niezupełnie. smile
    Magnetowidy VHS pojawiły się w Polsce w latach '80, w pierwszej połowie były symbolem luksusu, pod koniec - wypadało już to mieć w domu (oczywiście pozyskany w Peweksie lub przywieziony w walizce z "drugiego obszaru płatniczego"). Ale dostęp (czy brak dostępu) do filmów taki, jak mówisz.
    Wypożyczalnie - w 1989 ruszyła lawina, w 1990 były wszędzie (choć oczywiście nie każda miała wszystkie filmy), ~1992 niektóre zaczęły się zwijać (rynek był już przesycony).

    > Wcześniej oglądało się tylko to, co leciało w tv - Stawkę, Czterech pancernych, teleranek
    > , tiktaka czy misia z okienka.

    Tak.
  • 35wcieniu 16.08.19, 11:05
    To chyba zależy jeszcze gdzie. U mnie w ogóle nie było parcia na magnetowidy, bo jak niżej napisałam - okoliczna wypożyczalnia i tak nic nie miała w ofercie, poza tym chyba nigdy nie dotarła do nas moda na posiadanie. Moi rodzice nie mieli, miało kilka koleżanek i to u nich się spotykało na oglądanie filmów, które wcześniej ktoś nagrał z tv albo gdzieś zdobył.

    No tak czy inaczej dostępność wtedy a dziś to jest przepaść.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bywszy 16.08.19, 11:39
    Zgoda, wiele osób się dystansowało (ja oczywiście też tongue_out), głównie z powodu trudności ze zdobyciem sensownych filmów.
    Oglądactwu VHS u znajomych zawdzięczam Łowcę jeleni, Blaszany bębenek, i chyba tyle.
  • 35wcieniu 16.08.19, 11:41
    Ja z 5 razy "Facetów w rajtuzach", bo z nieznanych przyczyn to był jedyny szeroko dostępny tytuł uncertain

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bywszy 16.08.19, 12:16
    Jakieś komedie, action movies, thrillery oczywiście też oglądałem na video, i to niekoniecznie klasy C. Ale nie był to powód, żebym kupował swój sprzęt. Tym bardziej, że domu nie miałem. tongue_out

    Gdyby jakieś art-house'owe kino chodziło na kasetach... Ale gdzie tam, takie rzeczy w PRL-u lat '80 można było oglądać tylko w DKF-ach albo w TVP2 po godz. 23.
  • memphis90 16.08.19, 12:20
    To ja chyba w innej rzeczywistosci mieszkałam...
    Tak, pierwsze magnetowidy były już w latach 80 - raz (!) rodzicom udało się wypożyczyć (!) od znajomych na jedną noc, oglądaliśmy do rana. Moja ciotka nabyła cudo w 1990, my jakoś w 1992, ale niewiele dzieciaków z sąsiedztwa miało wowczas "wideo". U mojego męża podobnie - w latach 90 robili za wypożyczalnię odtwarzacza... W latach 80 nie było w mojej okolicy żadnej wypożyczalni, pierwsza pojawiła się na pewno już po 1992, może w 1993 albo 1994.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 35wcieniu 16.08.19, 12:29
    Mi się też wydaje że wypożyczalnie to był okres tak od 94 w górę, a zamykać się zaczęły już w latach dwutysięcznych, ale mogło być różnie w różnych rejonach.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bywszy 16.08.19, 15:37
    Bywszej chronologii, czyli w wersji mojej smile

    1 poł. lat '80 - VHS mają bogaci. Czyli badylarze (ogrodnicy), prywatna inicjatywa (drobni - wg dzisiejszych standardów - przedsiębiorcy), nieliczni powracający (ludzie pracujący na Zachodzie, legalnie lub nie);
    Filmów na kasetach nie ma prawie wcale.

    2 poł. lat '80 - na Zachodzie sprzęt wciąż tanieje (standard VHS się upowszechnia), w Polsce na VHS stać tych, którzy mają jakieś kontakty z Zachodem. A z tym jest coraz lepiej - ludzie jeżdżą za granicę do pracy (dniówka ciężkiej pracy na czarno "tam" to miesięczna pensja w Polsce) lub na handel (w sklepach w Polsce nic nie ma), poza tym liczna emigracja początku lat '80 stabilizuje się w swoich nowych krajach i zaczyna wspomagać rodziny w Polsce.
    W Polsce VHS przestaje być rzadkością - mają ci, których stać (ale nie wszyscy - wielu nie czuje potrzeby), oraz ci, których nie stać, ale chcą się pokazać (10 lat później ci sami ludzie będą kupować zbyt duże/drogie samochody). Generalnie jest bardziej powszechny w środowiskach, które lubią pieniądze (a wtedy rozgraniczenie pomiędzy statusem materialnym i społecznym w ogólności było bardzo wyraźne).
    No i Młodzi jeszcze, byłbym zapomniał. Państwo Młodzi, ma się rozumieć - "kamerowanie" ślubu i wesela było poza dyskusją, tylko patola tego nie robiła. (Ubocznym skutkiem "kamerowania" była teatralizacja obyczaju weselnego, wskrzeszenie i pompowanie tych wszystkich oczepin-srepin.) A co było począć z taką pamiątką bez własnego "wydeło"? Magnetowid stał się must-have na nową drogę życia, bez tego ani rusz. suspicious
    Filmów na kasetach było coraz więcej, ale dla masowej publiczności; z legalem jak z Yeti - wszyscy słyszeli, nikt nie widział.

    1988 - schyłek komuny, rewolucyjne ustawy gospodarcze min. Wilczka (w skrócie: co nie jest zabronione, jest dozwolone)
    1989-90 - obrady Okrągłego Stołu, W kamiennym kręgu, rząd Mazowieckiego, plan Balcerowicza;
    Eksplozja prywatnej przedsiębiorczości opartej głównie na bagażnikowym/walizkowym imporcie; kto handluje, ten żyje. Gospodarka niedoborów odchodzi do przeszłości, kto może, próbuje łatać braki w wyposażeniu domu, w VHS też.
    Na chodnikach masowo pojawia się rąbanka ('naczy mięso), kasety z disco polo ('naczy też rąbanka tongue_out), a w zaadaptowanych komórkach, wózkowniach, dziuplach, w boksach wydzielonych w pawilonach handlowych - wypożyczalnie kaset video.
    Repertuar wciąż taki sobie (na lepsze tytuły ludzie zapisywali się w kolejki!), prawa autorskie wciąż jak Yeti.

    1991 i dalej - to samo co w 1989-90, tylko bardziej;
    Co do wypożyczalni - w 1992 roku mój sąsiad zwijał interes, argumentując: "żyć się z tego jakoś da, ale dochody ledwo nadążają za inflacją, otwieranie nowych punktów raczej nie ma sensu, na rynku zrobiło się ciasno, wypożyczalnie zaczynają konkurować cenami. Poza tym nie wiadomo, jak długo będzie tak jak jest (należy się spodziewać, że koncerny medialne wezmą za twarz w kwestii praw autorskich, co - delikatnie mówiąc - utrudni "konkurowanie cenami", poza tym wcześniej czy później wejdą na rynek wypożyczalnie sieciowe powiązane z dystrybutorami). Zadowolony byłby może ktoś, kto wcześniej dorabiał klucze czy prowadził punkt repasacji pończoch i to mu wystarczało, ale na rozwój szans raczej nie ma."
    Tyle usłyszałem wtedy od sąsiada. I mniej więcej to samo (z wyłączeniem szczegółów na temat możliwości "konkurowania cenami") od innego człowieka (mniej znajomego) wychodzącego z tego interesu w innym mieście, w którym też bywałem.


    memphis90 napisała:
    > To ja chyba w innej rzeczywistosci mieszkałam...

    Ja w takiej jak powyżej. smile

    > Tak, pierwsze magnetowidy były już w latach 80 - raz (!) rodzicom udało się wyp
    > ożyczyć (!) od znajomych na jedną noc, oglądaliśmy do rana. Moja ciotka nabyła
    > cudo w 1990, my jakoś w 1992, ale niewiele dzieciaków z sąsiedztwa miało wowcza
    > s "wideo".

    Widzisz, sama przyznałaś - ciotka w 1990! big_grin Musiały być jakieś kasety...

    > W latach 80 nie było w mojej okolicy żadnej wypożyczalni,

    Oczywiście, że nie było - przy niewymienialnej lokalnej walucie, w kraju $1-a-day nie miało to racji bytu, poza tym działalność gospodarczą spuszczono ze smyczy dopiero 1 stycznia 1989 (wspomniana wyżej rewolucja Wilczka).

    > pierwsza pojawiła się na pewno już po 1992, może w 1993 albo 1994.

    Kto wie, być może otworzył ją człowiek, który od mojego sąsiada odkupił kasety (bo to kosztowało w tym biznesie, nawet wtedy trzeba było mieć trochę legalu).

    Ja nie twierdzę, że wypożyczalnie zaczęły masowo znikać w 1992; biznes trwał, ale przestał żywiołowo się rozwijać. A wykończył go oczywiście dopiero Internet.
  • chlodne_dlonie 16.08.19, 16:19
    bywszy napisał(a):

    > Eeee, niezupełnie. smile
    > Magnetowidy VHS pojawiły się w Polsce w latach '80, w pierwszej połowie były s
    > ymbolem luksusu, pod koniec - wypadało już to mieć w domu (oczywiście pozyskany
    > w Peweksie lub przywieziony w walizce z "drugiego obszaru płatniczego").

    Ciut inaczej to pamiętam, ale może to kwestia miejsca zamieszkania (moje - miasto wojewódzkie ok. 400 tys. mieszkańców w omawianym okresie). W drugiej połowie lat 80-tych chadzało się jeszcze na tzw. seanse organizowane w salkach kinowych (sic!!) , gdy z magnetowidów (być może bardziej wypasionych niż te 'domowe') puszczano najbardziej aktualne hity wink Sama pamiętam randkę z 'Top Gun' w roli głównej big_grin

    ..domowe odtwarzacze posiadał mało kto (przynajmniej w moim otoczeniu) - moja koleżanka z klasy w LO, której rodzice prowadzili intratny biznes 'prywaciarski' (najbogatsza z domu w klasie - maluch na 18-tkę itp., itd. wink ) była szczęśliwą współposiadaczką tegoż i urządzała prywatki z obowiązkowymi seansami dla nas, koleżeństwa z klasy. To był mój 'pierwszy raz' z 'Dirty Dancing' : P big_grin




    --
    What we need, sustain, exhale and breathe again
    Stop and watch, don't complain
    Hope remains, we still have love (we are back to life)
    We are all insane
  • m.y.q.2 16.08.19, 10:34
    Jak na razie, to nie bardzo się zanosi na jakiś rozwój. Wojną śmierdzi, domową i światową też.

    --
    Niektórzy są przekonani, że ich kaganiec to przyłbica.
    St.Jerzy Lec
  • tiszantul 16.08.19, 14:46
    Od dwóch lat opozycja nie zmobilizowała ludzi na żadną większą manifestacje, a zmobilizuje do wojny domowej? Może znajdźcie najpierw godnego następcę Mateusza Kijowskiego, bo bez charyzmy Kijowskiego opozycja cienko przędzie smile

    Społeczeństwo zadowolone, stabilne, zatrudnione i najedzone, partia rządząca ma poparcie na progu większości konstytucyjnej - ciekawe jak chcecie wywołać wojnę domową - tym bardziej że Wasze media od 30 lat tlumaczą ludziom, ze nie należy walczyć, tylko uciekać smile
  • bywszy 16.08.19, 10:34
    Mogłabyś podać swoją datę początku świata? smile
  • snakelilith 16.08.19, 12:42
    big_grin
  • 35wcieniu 16.08.19, 10:55
    Nie przesadzam, tylko pamiętam jak było. Ile zespołów człowiek odkrył dopiero dzięki internetowi. Kasety byly, często pirackie i tragicznej jakości, zdobycie graniczyło z cudem, ludzie sobie to pożyczali, przegrywali, ale i tak była z tym lipa. Nie było opcji: o, spodobał mi się ten zespół, chciałabym całą dyskografię -no bez szans dla przeciętnego człowieka, a juz nastolatka to w ogóle. Dzisiaj nawet jak go nie stać żeby kupić to odpala youtuba i slucha.
    Wypożyczalnie wideo, a owszem. Ale co z tego, jak był tam sam chłam. Tzn. w mojej. Bardziej popularne było nagrywanie z tv, więc kaset krążyły i normalne były rozmowy co to komu się udało nagrać i co mógłby pożyczyć. Ale nijak nie było opcji takiej jaką mamy dzisiaj: "polećcie film na wieczór" "o, ten wydaje się spoko, cyk, vod, youtube, cda, chomik, cokolwiek" - w zależności od indywidualnych zapatrywań na kwestię legalności, i można ogladać co kto chce kiedy chce.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bramstenga 16.08.19, 13:31
    >Nie przesadzam, tylko pamiętam jak było. Ile zespołów człowiek odkrył dopiero dzięki internetowi. Kasety byly, często >pirackie i tragicznej jakości, zdobycie graniczyło z cudem, ludzie sobie to pożyczali, przegrywali, ale i tak była z tym lipa.

    Wiesz, dawniej było normalne radio. Nie słup reklamowy, ale miejsce, gdzie można było posłuchać świetnej muzyki z komentarzem ludzi, którzy naprawdę znali się na rzeczy (Beksiński, Kaczkowski, Niedźwiecki).
  • 35wcieniu 16.08.19, 13:42
    No było, ale co to ma wspolnego z tym co napisałam?
    Radio miało to do siebie że słuchało się tego co prowadzący audycję chciał puścić, a jak coś z tego się człowiekowi spodobało, to mógł nagrać (jak miał stosowny sprzęt) żeby móc posłuchać później, albo polować na kasety danego wykonawcy i tu patrz wyżej- było to często zadaniem niewykonalnym. Usłyszał człowiek jakiś kawałek, zapragnął poznać wszystko inne tego artysty - teraz w klepie w kompa czy nawet telefon -i ma. A wtedy mógł pomarzyć.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • 35wcieniu 16.08.19, 13:44
    wklepie*

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bi_scotti 16.08.19, 13:50
    bramstenga napisała:

    >
    > Wiesz, dawniej było normalne radio

    smile
    Radio forever! Mialo umrzec po rozpowszechnieniu sie TV, nie umarlo big_grin Kocham radio, mam kilka swoich stacji (non-profit, bez reklam!) & life goes on … wink
    W temacie watku, kwestia samodzielnosci w swiecie to kwestia indywidualnego wyboru. Moj Najmlodszy pracuje w gorach, od kilku lat prowadzi takie "survival" camps dla kids & teens, zarowno w lecie jak i w zimie, tudziez podobne zajecia dla doroslych. I to nie chodzi o zaden hardcore survival, ot takie basics typu, co zrobic gdy namiot sie rozedrze, zapalki zamocza, kolega skreci noge, nie ma zadnych devices typu cellphone a trzeba przenocowac/dojsc do ludzi/zorientowac sie gdzie sie jest/pomoc sobie lub kontuzjowanemu koledze etc. Basic, total basic smile Camps jak i zajecia sa bardzo popularne, wielu ludzi chce wiedziec "jak". Przeciez nie dlatego, ze wszyscy zyja w strachu przed wojna czy utrata elektrycznosci ale glownie dlatego, zeby miec poczucie, ze nie jest sie totalnie zaleznym od devices, ze tak naprawde kazdemu z nas do przetrwania a czesto i do dobrego zycia wystarczy old fashion common sense i pare nabytych umiejetnosci. Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • tiszantul 16.08.19, 14:52
    A potem pół Polski miało taki sam gust jak Kaczkowski i Niedźwiecki. Przyzwyczailiśmy się przez lata do oferty Niedźwieckiego i tolerujemy ją, ale dopiero dzięki internetowi widać, jak wąski to wycinek
  • double-facepalm 17.08.19, 01:22
    mika_p napisała:

    > > "Sluchalismy muzyki i ogladalismy filmy" owszem, ale takie jakie sie akur
    > at trafily a nie jakie kto chcial.
    >
    > Nie przesadzaj, płyty z muzyką i kasety to nie jest wynalazek nie wiadomo jak ś
    > wieży, od bardzo dawna można sluchać takiej muzyki, jakiej się chce. Z filmami
    > gorzej, ale przypomnę, że istniało coś takieog jak kasety wideo, mozna było fil
    > m wypozyczyć z wypozyczalni (jaki się chcialo z oferty)
    >
    Nie do konca- w przypadku muzyki chodzi o serwisy streamingowe (np Spotify), bez konieczności klecenia sobie własnych skladanek na nośniku typu kaseta czy płyta.
  • bywszy 16.08.19, 11:23
    35wcieniu napisał(a):
    > ...
    > Co do najwiekszego skoku to nie wiem, podejrzewam ze wyzej wspomniana elektryfi
    > kacja jednak byla wiekszym skokiem. Albo idea wody biezacej w kazdym domu. Albo
    > toalet. Wynalezienie samochodu, o samolotach nawet nie mowie. Sadze ze wiekszy
    > m szokiem dla ludzkosci byl fakt ze oto mozna znalezc sie po drugiej stronie oc
    > eanu w kilka godzin, a nie plynac kilka tygodni, niz to ze mozna miec mape w we
    > rsji elektronicznej a nie papierowej. Telefon tez ulatwil sporo.

    Elektryfikacja tak. Doprowadzenie prądu przynosi skokową, radykalną zmianę sposobu i jakości życia.
    Samolot - niekoniecznie. Zmiana sposobu podróżowania było rozciągnięta w czasie. To odbywało się stopniowo, przez dziesięciolecia podróżowano skokami. Najpierw łodzie latające, po II wojnie samoloty lądowe (wojna pozostawiła obfitość betonowych pasów startowych), potem napęd odrzutowy, powiększanie zasięgu i niezawodności, i wreszcie bezpośrednie loty transoceaniczne Zmiana odbywała się przez całe dekady.

    Za naszych czasów rewolucją (wg mnie na miarę elektryfikacji) w sposobie życia był telefon komórkowy i związana z nim natychmiastowość.
    Z każdym można się skontaktować w każdej chwili, a przynajmniej wiedzieć, że komunikat na pewno dotrze do adresata i adresat będzie mógł równie szybko odpowiedzieć.
    Tego nie było nigdy wcześniej w historii.
  • 35wcieniu 16.08.19, 11:33
    No rozciągnięta, przecież nie twierdzę że zaczęto latać z dnia na dzień. Elektryfikacja też była rozciągnięta i wszystko o czym tu piszemy.

    Komórka jak dla mnie nie jest żadną rewolucją, ale uważam że był nią telefon, taki tradycyjny i ogarnięcie przekazywania głosu, fakt że można słyszeć co ktoś mówi na drugiej półkuli w dokladnie tym samym momencie. To uważam za mega rewolucję, i owszem.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bywszy 16.08.19, 12:01
    Nie nie nie.

    Podciągają ci prąd do domu, i z dnia na dzień zmienia się wszystko (nie wspominając o gospodarstwie rolnym nie wspominam -tam to jest wręcz skok w nadprzestrzeń). Za miesiąc żyjesz zupełnie inaczej. Oczywiście jeśli stać cię na AGD, etc.

    Z komórką vs stacjonarny to nie jest na zasadzie "i to telefon, i to telefon". Z komórką w kieszeni z założenia osiągalna jesteś zawsze, cały świat dla ciebie też zawsze. smile
    Tego nie było nigdy wcześniej.
  • 35wcieniu 16.08.19, 12:22
    Nie było nigdy wcześniej, ale dla mnie komórka w kieszeni to po prostu udoskonalenie tego co było rzeczywistym krokiem milowym, czyli przekazu głosu. Tak to widzę. Jak dla mnie dużo ważniejsze jest to że to ogarnięto i coś takiego powstało, niż to że później się rozwinęło w telefony indywidualne. No ale kwestia spojrzenia. Z mojej perspektywy nie chce być inaczej.

    Z elektryfikacją też to widzę inaczej. Z dnia na dzien? Elektryfikacja wsi mojej matki nastąpiła dopiero pod koniec lat 60 i nawet wtedy nic się nie działo z dnia na dzień. Najpierw ludzie nie chcieli, później nie ogarniali, później napotykali problemy, później się bali, później we wsi pojawił się telewizor - jeden, więc się przekonali do prądu i chodzili oglądać do tego sąsiada, który go miał, a zanim cała wieś zaczęła z prądu normalnie korzystać, każdy dokonał stosownych podłączeń, nabył lampy do każdego pomieszczenia, pralki i miksery, to minęły lata.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • bi_scotti 16.08.19, 13:53
    Niemniej wciaz pozostaje problem "charging" (cellphone czy innych portable devices), wiec mysle, ze jednak elektryfikacja wygrywa wink Lenin wciaz ma racje big_grin big_grin big_grin Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • bialeem 16.08.19, 14:23
    Akurat wbrew pozorom nie trzeba być zelektryfikowanym żeby korzystać z komórki. To było dla mnie niesamowite w Afryce. Tam "naładowanie" telefonu jest swojego rodzaju walutą. Telefon służy w 90% do płatności. Możesz mieszkać w glinianej chacie, a telefon to twój bon na nawóz, portfel i w ogóle pół życia, ale nie takiego w sensie zachodnim. Niby to samo, ale wykorzystywane kompletnie inaczej.

    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • kokosowy15 16.08.19, 15:18
    Po pierwsze, jednak prąd jest potrzebny do naładowania tego telefonu. Może być oczywiście z lokalnego źródła, ale jest konieczny. Po drugie, nie mówię o sytuacji gdy prądu nie wynaleziono, ale o takiej, gdy z powodu użycia broni elektromagnetyczne, impulsu pochodzącego że Słońca lub dalekiego kosmosu wszystkie urządzenia elektryczne ulegną trwałe u uszkodzeniu. Wtedy przeżyją tylko Amisze, Buszmeni i niektórzy Papuasi.
  • asia_i_p 16.08.19, 11:40
    Największym szokiem, moim zdaniem, był zmiana kulturowo-cywilizacyjna po pierwszej wojnie światowej. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że jeżeli się weźmie serię zdjęć z miasta 1900, 1920 i 2019, to większa zmiana będzie w zestawieniu 1900-1920 niż 1920-2019 - mówię tu o ubiorach ludzi, ale też o ich zachowaniu.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • kokosowy15 16.08.19, 12:12
    Rozrywka, rozumiana jako słuchanie i oglądanie jest teraz łatwo dostępna. Jednak większą dostępność nie poprawiła jakości. Na świecie produkuje się ogromną liczbę filmów, muzyki z czego większość jest bez wartościowa. Kiedyś sprowadzano znacznie mniej filmów, za to były wybrane. To samo było z muzyką. Koncert Rolling Stonesow, Animalsow, Kinksow to były wydarzenia.
    Prawdziwa rewolucja było by wyłączenie zasłania w skali globalnej. Bez kasy elektronicznej nikt by nie mógł zrobić zakupów, bez komputera nie dało by się policzyć, napisać. Cywilizowany społeczeństwa chyba już nie potrafią żyć bez wspomagania.
  • potworia116 16.08.19, 12:38
    Na jakiej podstawie i wg jakich kryteriów twierdzisz, że obecna produkcja kulturalna jest bezwartościowa?
  • kokosowy15 16.08.19, 13:20
    Nie powiedziałem, że jest bezwartościowa. Jest produkowana w takiej ilości, że nikt nie jest w stanie ocenić CAŁEJ żeby wybrać WARTOŚCIOWA, lub choćby akceptowana. Wyobraź sobie kogoś, kto ma tylko telewizor (naprawdę, jest spora grupa ludzi, którzy tak mają) Prawie całość muzyki tam prezentowanej to disco polo.
  • chatgris01 16.08.19, 08:49
    Nadal daję radę funkcjonować bez smartfona tongue_out

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • znowu.to.samo 16.08.19, 18:20
    A jak piszesz na ematce? Ja już wyłącznie ze srajfona 😂

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • z_lasu 16.08.19, 20:03
    Nienawidzę pisać na smartfonie. Ematkę na smartfonie tylko czytam, odpisuję dopiero jak usiądę do kompa.
  • chatgris01 16.08.19, 20:49
    Piszę na lapku tongue_out
    (mam trzeci kolejny, lubię)

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • aqua48 16.08.19, 08:49
    fabryka.lodow.napatyku napisał:

    > tak calkiem niedawno, bez smarphonow, google-map, bez google, youtuba,

    Przypomniało mi się jak parę lat temu chciałam nabyć nowy telefon i poszłam w tym celu do punktu w którym pan z obsługi usilnie zachwalał mi jakiś model opisując go - bo on ma GPS. Ja na to - ale na co mi GPS? A pan z autentycznym przerażeniem w oczach - a co pani zrobi jak pani się gdzieś zgubi? Ja - zapytam kogoś o drogę... Zostawiłam go z opadniętą szczęką.
  • pani_tau 16.08.19, 08:56
    Zależy gdzie i kiedy się zgubisz. Mnie się to przytrafiło w jakiejś wsi, kiedy o 21.00 było ciemno jak w grobie i takie też wrażenie sprawiała sama wieś. Nigdzie żywego ducha. Nie wiem - wchodzić na podwórze i dobijać się do domów czy ze względu na ewentualne psy lepiej nie ryzykować. Do dziś pamiętam tamto uczucie.
  • alpepe 16.08.19, 09:03
    Chyba nie mam gps...

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • saskia44 16.08.19, 09:18
    Tiaa, zapytasz jesli bedziesz miala kogo.
  • aqua48 16.08.19, 10:49
    saskia44 napisał(a):

    > Tiaa, zapytasz jesli bedziesz miala kogo.

    Wiesz mam już parę lat i jakoś nigdy nie było opcji żebym nie miała kogo się zapytać, na wyprawy po pustyni, nawet Błędowskiej się nie wybieram, a jedynie jadąc z koleżanką która polega całkowicie na GPS zagubiłyśmy się totalnie smilesmile
  • 35wcieniu 16.08.19, 11:07
    Dowód anegdotyczny o niczym jeszcze nie świadczy. Tak, można wjechać do jeziora na GPSie, co z tego? Można nie mieć żadnej mapy i się nie zgubić.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • kropkacom 16.08.19, 09:23
    To jest jedna z tych opcji, które kocham miłością szczerą. Bo niby czemu nie? Dobre mapy i GPS i znajdziesz wszystko. Zwłaszcza tam gdzie jesteś pierwszy raz.
  • taki-sobie-nick 17.08.19, 00:50
    Biedaczek. Może doszedł do siebie. tongue_out
  • andaba 16.08.19, 09:23
    Szczerze mówiąc, to z tego wszystkiego wymienionego w pierwszym poście, to korzystam tylko z wyszukiwania na wyciągnięcie ręki - co jest cudowne i wygodne, ale nie tak istotne, żebym bez tego żyć nie mogła.
  • kobieta_z_polnocy 16.08.19, 09:35
    Fukcjonować przecież można również bez dostępu do bieżącej wody i elektryczności. Smartphony i internet nie są niezbędne do życia, lecz po prostu je - w większości przypadków - ułatwiają.

    Ja też wszędzie trafię z papierową mapą, ale z gps i google maps też korzystam. Pracy też kiedyś szukałam przez gazetę, teraz robię to przez internet. Dało się wtedy jak najbardziej, teraz jest jednak łatwiej.

    Szczerze, nie czuję, żebym przeżyła przełom. To były stopniowe zmiany, a nie rewolucje. Moje dzieciństwo to lata 90.: MTV, mnóstwo nowych kanałów, itd. Żałuję tylko, że powszechnie dostępny internet pojawił się w moim życiu za późno. Myślę, że niektóre aspekty mojego życia z początku nastolęctwa byłyby łatwiejsze z internetem (niekoniecznie smartphonem).
  • aqua48 16.08.19, 10:53
    kobieta_z_polnocy napisała:

    > Ja też wszędzie trafię z papierową mapą, ale z gps i google maps też korzystam.
    > Pracy też kiedyś szukałam przez gazetę, teraz robię to przez internet.

    Nie chodzi o to by ostentacyjnie ignorować ułatwienia które niesie technologia, ale by zdawać sobie sprawę, że i bez tych ułatwień się da.
    Białka na sztywną pianę można szybko i bez wysiłku ubić w mikserze planetarnym, ale przypadku awarii miksera da się i zwykłym widelcem.
  • z_lasu 16.08.19, 11:20
    Problem z tym, że "widelce" przestają istnieć. Świat analogowy znika. Wielkopolski Park Narodowy na swoich parkingach wprowadził możliwość płacenia smartfonem. Problem z tym, że na większości parkingów można płacić wyłącznie smartfonem, co powoduje, że starsze osoby nie mają możliwości legalnego zaparkowania auta. Dawno temu w najbliższym miasteczku była stacja kolejowa z kasą i w kasie można było zasięgnąć informacji o bardziej skomplikowanych połączeniach (ustnie lub korzystając na miejscu z książkowego rozkładu jazdy). Teraz kasy nie ma i moja nieinternetowa mama nie ma jak sprawdzić połączeń PKP. Szkoła mojego syna informację o godzinie rozpoczęcia roku umieściła wyłącznie na facebooku (na tablicy przed szkołą czy też na drzwiach informacji nie było - sprawdzałam).
  • 35wcieniu 16.08.19, 11:38
    To akurat prawda. Czasami głupiego biletu nie da się kupić u kierowcy, bo ten kieruje do aplikacji. Oczywiście da się kupić w kiosku, ale jak się człowiek w trakcie podróży zorientuje że nie ma, a kierowca mowi: "kup pan w aplikacji"to masz wyjście jechać na gapę albo wysiąść.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • simply_z 16.08.19, 12:44
    podobnie zreszta jest z szynobusami. wystarczy, ze padnie elektronika przy wysokich temperaturach i pociag nie pojedzie.
    Nie zawsze jest to takie dobre..inna sprawa, ze opcja mozliwosci sprawdzenia wszystkiego w telefonie sprawia, ze ludzie paradoksalnie glupieja.
  • 35wcieniu 16.08.19, 12:58
    Dodałabym jeszcze, kontynuując wątek z biletami, że często idzie to wszystko w kierunku komplikowania,a nie upraszczania tych procesów. Bo wyżej wspomniana aplikacja, jak już uznałam że no ok, ściągnę i zainstaluję, co mi tam, wywaliła mi komunikat że da się ją ściągnąć ze sklepu google ale muszę mieć konto google. No mogę założyć, wiadomo, ale zanim założę konto google, żeby ściągnąć aplikację, założyć na niej swoj profil czy konto czy jak tam się to nazywa, doładować je odpowiednią kwotą (bank w telefonie, też nie każdy lubi) i za nią kupić bilet - to już dojadę do celu, z kanarem lub bez.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • snakelilith 16.08.19, 13:02
    Ktoś kiedyś napisał, że beneficjentami ery cyfrowej jest pokolenie pomiędzy, znaczy te posiadające analogowe umiejętności i analogową wiedzę, i używające cyfrowych narzędzi w celu usprawnienia sobie życia, ale nie jako coś, co za ciebie się uczy i podejmuje decyzje. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że asystenci, platformy jak google, czy inni dostarczyciele informacji, są ukierunkowani i w zależności od potrzeb (np. politycznych) mogą nawet manipulować to, co nam pokazują. Ludzie bez analogowej wiedzy nie są w stanie tego zauważyć i będą głupimi baranami idącymi na rzeź. Nie mówiąc o tym, że bez smartfona są często w świecie kompletnie zagubieni.
  • konsta-is-me 16.08.19, 13:28
    Jak ktos jest baranem to szedl i przed czasami internetu.
    Co najwyzej srodki maniplacji byly inne.
  • snakelilith 16.08.19, 15:34
    Nic nie zrozumiałaś. Używając twojej narracji, mogłabym dodać, że jak zwykle. Ludzie są jacy są, mają IQ rozłożone na krzywej Gaussa i świat nie należy się tylko tym wybitnie mądrym, do których się prawdopodobnie chętnie byś zaliczyła. Także baranom nie powinno organiczać się dostępności do informacji, a nowe cyfrowe życie właśnie na tym polega. Dobrze znanym faktem jest bowiem, że pokolenia wychowane analogowo potrafią dłużej koncetrować się na czytanych tekstach, przerabiają więc większą ilość informacji i ponieważ analoge publikacje często pełne są sprzecznych informacji, zmuszeni byliśmy do oceny tychże i wyrobienia sobie samodzielnego zdania. Dzisiaj każdy skanuje pobieżnie informacje i koncentracja mocno szwankuje, więc teksty są krótkie, uproszczone i przemielone przez tych, których ci ich dostraczają, niejednokrotnie orientując się na twoich preferencjach, bo maszyny dokładnie rejestrują kim jesteś, czego szukasz i do jakiej grupy ludzi należysz. W rezultacie dostajesz więc mocno okrojony wyrywek świata i nawet jak nie jesteś baranem, to twoje wiedza jest mniejsza, spłycona, byle jaka, orientująca się na ilości lajków i wyśrednionych ocen dla wyśrednionych konsumentów. Mnóstwo ludzi nie zadaje sobie już w ogóle trudu samodzielnego szukania czegokolwiek, a używa "praktycznych" aplikacji, albo od razu usług typu Alexa, pozbawiając się twórczego i kreatywnego procesu zbierania informacji w samodzielny sposób, stając się jedynie powierzchownymi konsumentami bez ambicji wolnego wyboru i przyswojenia sobie czegokolwiek na dłużej. To wpływa dodatkowo zubażająco na nasze poznawcze kompetencje. Pewnie dlatego naukowcy obserwują spadanie średniego IQ u dzieci urodzonych po latach 90-tych.
  • konsta-is-me 17.08.19, 14:13
    Zabwane jest, ze zgozilas sie z moja wypowiedzia ale tego nie zauwazasz.
    W gruncie rzeczy rozwinelas dokladnie to co napisalalm w skrocie-barany to baran.
    Jakbys miala troche orientacji w internecie, wiedzialabys ze sporo ludzi WIE (serio, serio!!) metodach google, facebooka itp.
    Potrafia formulowac wlasne opinie.
    To jest kwestia obycia z internetem, czego twoje pokolenie nie rozumie i jest przerazone.
    To TOBIE sie wydaje, ze wszyscy sa glupi, nieswiadomi , jak te ...barany...
    Ciekawe dlaczego...?
    Czyzbys zobaczyla wlasne odbicie i to cie "ubodlo" ?
  • z_lasu 16.08.19, 13:03
    A to jest osobna kwestia, że w razie braku zasilania kraj (obszar) zostaje całkowicie sparaliżowany. Ale tu bardziej chodzi o to czy da się w dzisiejszych czasach żyć analogowo. No, nie bardzo, bo coraz mniej różnych funkcjonalności jest dostępnych w wersji analogowej. Sama już od dawna nie kupuję np. atlasów samochodowych, myślę, że są jeszcze dostępne na rynku, ale podejrzewam, że wybór jest dużo mniejszy niż 20 lat temu. Może się więc okazać, że takiego jak chcę/potrzebuję już na rynku nie ma.

    > sprawia, ze ludzie paradoksalnie glupieja.

    Dlaczego paradoksalnie? Jak dostają wszystko na tacy bez wysiłku to logiczne, że głupieją.
  • 35wcieniu 16.08.19, 13:20
    Po prostu to co dostępne na wyciągnięcie ręki przestaje być atrakcyjne. Ale nie dotyczy to tylko czasów smartfonów i internetu, zjawisko odwieczne smile Jest taka fenomenalna scena w "Siedem" jak Morgan Freeman wchodzi w nocy do biblioteki i mówi do ochroniarzy czy innych policjantów (nie pamietam) - "Panowie, nigdy nie zrozumiem, tyle książek, cała wiedza na wyciągnięcie ręki, a wy co robicie całą noc? Gracie w pokera." wink

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • z_lasu 16.08.19, 13:36
    Tak, ale to inne zjawisko niż to, o którym - jak sądzę - pisze simply_z. Odczytanie informacji z papierowej mapy wymaga jednak więcej wysiłku umysłowego niż uruchomienie google.maps i powiedzenie do głośniczka "Swornegacie Fiołkowa 7", a potem podążanie jak stado baranów po narysowanej kresce.
  • simply_z 16.08.19, 13:42
    haha otoz to. Zreszta podam wam taki przyklad. Lata temu mieszkalam w miescie, ktore wymagalo ode mnie uzywania mapek papierowych, inaczej po prostu pogubilabym sie kompletnie. Do dzisiaj potrafie sie tam odnalezc bez problemu, a w przypadku gpsa totalnie nie kojarze drogi. Nie musze sie wysilac.
  • bialeem 16.08.19, 14:35
    Żeby jeszcze wszyscy potrafili z tego gpsa używać...
    Za młodu jeździłam z ojcem po Polsce i kalibrowałam mapy pod gps. Jechało się na marker, rozstawiało antenę, kolejny marker, czekało aż załapie i tak w kółko macieju. GPSy wtedy były osobnymi walizeczkami + oczywiście ręczna cegła żeby znaleźć współrzędne opatrzone błędem wojskowym.
    Niedawno byłam na króciutkim spacerze i trafiłam na grupkę, która z zacięciem latała w lewo i w prawo wpatrzona w telefon, bo nie wiedzieli w którą stronę porusza się strzałka.
    Osobiście mam to cholerstwo na stałe wyłączone. Zżera baterię. Jakoś nie udało mi się zgubić korzystając tylko z (elektronicznej) mapy.

    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • snakelilith 16.08.19, 12:55
    Do szału mnie te smartfonowe "udogodnienia" doprowadzają. Należę do ludzi, którzy z rewolucji cyfrwej korzystają, ale nie mam zamiaru robić wszystkiego przez smartfon. To najmniej pewna droga przenoszenie informacji, wszystkie te aplikacje są wyjątkowo łatwe do zhakowania i ja wiem, że dzieci XXI nie odczuwają żadnego dyskomfortu gdy są inwigilowane, ale ja należę do generacji, która zdaje sobie sprawę, że nic nie jest wieczne i wszystko można wykorzystać przeciwko ludziom. Nie jestem jednak sama, nie jest prawdą, że cały świat posługuje się dziś już tylko smartfonem, ja znam mnóstwo ludzi, którzy wracają do analogowego życia, bo nieraz się na tym cyfrowym przejechali. Tyko do tego trzeba zebrać więcej doświadczeń, znaczy być ciut starszym.
  • yuka12 16.08.19, 14:34
    Mam to samo Snake. Korzystam ze zdobyczy, ale zdaję sobie sprawę z różnych niebezpieczeństw. Zresztą kiedyś w pracy odczuliśmy na własnej skórze. Padła sieć i gdyby nie MOJE parcie na przechowywanie niektórych danych w formie papierowej, nie bylibyśmy w stanie udzielać informacji przez kilka dni, do czasu sprawnego przywrócenia aplikacji.
    Młodzi współpracownicy wyśmiewali moje stare przyzwyczajenia, od czasu awarii już je rozumieją 😀.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • bi_scotti 16.08.19, 15:50
    W mijajacym tygodniu wspominalismy w Toronto (i okolicy) blackout, ktory nam sie zdarzyl byl (juz!) 16 lat temu. Ludzie wysiadali z aut i kierowali ruchem na drogach, bo nie bylo street lights, w niezliczonej ilosci domow grupy sasiadow grilled co sie dalo zeby sie nie zmarnowalo, w biurowcach ludzie sobie wzajemnie pomagali wydostac sie z zatrzymanych wind, w lokalnych sklepikach mozna bylo "pomoc" wlascicielowi zjadac jakas crazy ilosc lodow wink Policja nie zanotowala zadnych napadow, niszczenia etc. Czesc ludzi/miasta miala prad juz po kilku godzinach ale w wielu czesciach miasta przywracanie electricity trwalo dobrze ponad 24 godziny. I przezylismy smile I nawet bylismy dla siebie zyczliwsi niz "z pradem" … hmmm … Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • ck2 17.08.19, 13:11
    O rany, tez pracuję z kobietą, która drukuje wszystko co zobaczy. Powinni jej potrącać z pensji za zużycie papieru i eksploatację drukarki. Ale ona jest 60+, więc raczej wybaczam. Raczej, bo jak widzę drukowanie trzeciej wersji "na brudno" w liczbie kilkudziesięciu stron, to czasami mnie strzela.
  • aerra 16.08.19, 17:52
    Wyjść masz więcej: możesz np. ściągnąć aplikację i kupić bilet wink

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • bi_scotti 16.08.19, 13:58
    aqua48 napisała:

    > Białka na sztywną pianę można szybko i bez wysiłku ubić w mikserze planetarnym,
    > ale przypadku awarii miksera da się i zwykłym widelcem.

    I o ile mniej mycia gdy uzyjesz tylko widelca. Biorac pod uwage rosnaca (finally!) swiadomosc i troske o czystosc environment, niemarnowanie wody etc. widelec okazuje sie byc jednak more progressive/modern niz jakikolwiek mixer! Wracamy skad przyszlismy smile Cheers.


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • konsta-is-me 17.08.19, 14:21
    A ile wiecej wysilku i czasu ?
    Co tam, wrocmy do czasow jaskiniowych.
    Tylko wtedy wrocimy razem z cala cywilizacja i juz nie bedzie tak rozowo.
  • bialeem 16.08.19, 14:37
    Żeby porządnie ubić pianę widelcem, to trzeba mieć łapy jak pudzian. Nie lepsza trzepaczka?

    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • bi_scotti 16.08.19, 15:58
    bialeem napisał:

    > Żeby porządnie ubić pianę widelcem, to trzeba mieć łapy jak pudzian. Nie lepsza
    > trzepaczka?

    Nie wiem co to "pudzian" ale domyslam sie, ze cos duzego wink Moja mama byla petite kobietka z delikatnymi raczkami ale piane widelcem ubijala dokladnie tak jak nalezy: po odwroceniu talerza, piana "stala" big_grin
    Mam w okolicy sklepik prowadzony przez Korean-Canadians. Rodzicom, po szkole, pomagaja ich 2 corki. Teens. Maja obowiazek policzyc w glowie cala naleznosc (including tax!) zanim zaczna wbijac ceny na kase wink Tata lub mama sprawdzaja czy rachunek sie zgadza. Dziewczyny sie z tego troche smieja ale nigdy nie widzialam zeby zaprotestowaly. Fajne sa smile Cheers.


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • simply_z 16.08.19, 16:04
    pudzian to taki strongman, big man, ya know
  • bi_scotti 16.08.19, 16:13
    big_grin
    Skorzystalam z Auntie Google i, oczywiscie, znalazlam big_grin
    Faktycznie, gdyby nie Internet & Google, pozostalabym w nieswiadomosci forever tongue_out Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • edelstein 16.08.19, 09:39
    Ty wiesz,je juz kolejne pokolenie ma dzieci. Ja nie jestem dzieckiem PRLu np. Urodzilam sie gdy sie konczyl.


    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • kalina_lin 16.08.19, 10:07
    Dzieci zaczyna mieć nawet pokolenie Milenialsów, tylko co to ma wspólnego z tematem?
  • edelstein 16.08.19, 20:17
    Bo autorka zaklada,je ematki funkcjonowaly bez i sa w podobnym wieku.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • kalina_lin 16.08.19, 20:35
    Bo funkcjonowały bez smartfonów, gpsu w telefonie, robienia telefonem zdjęć i wysylania ich od ręki i wielu innych udogodnien. Ty też już piszesz na ematce na tyle długo, że nie możesz udawać, że smartfona na pierwszą komunię dostałaś, nawet jesli prl cię ominął.
    W ciagu naszego życia zachodzą olbrzymie zmiany technologiczne przekladające się ns zmiany w sposobie spędzania wolnego czasu. Sam fakt pisania na forach intnernetowych jest oldskulowy, młodzi ludzie już tego nie tobią.
  • bywalec.hoteli 16.08.19, 10:51
    Nie wiem czy w dobrym

    --
    Lato smile
  • asia_i_p 16.08.19, 11:32
    Ilekroć tłumaczę tekst, zwłaszcza z jakiejś bardzo nowej dziedziny, tylekroć się zastanawiam jak, do cholery, tłumacze robili to w czasach przed internetem. I czasami dochodzę do wniosku, że po prostu na czuja i czasem wychodziły dziwne rzeczy - kiedy się poczyta opisy ubrań w "Ani z Zielonego Wzgórza" po angielsku i po polsku w pierwszym tłumaczeniu, to problemy były na poziomie mylenia czapki z płaszczem.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • kokosowy15 16.08.19, 11:54
    Gdy czytam tłumaczenia tekstów fachowych (elektrotechnika, sieci energetyczne) to często żeby zrozumieć szukam oryginału. Poziom tłumaczeń opartych o internet bywa tragiczny.
  • asia_i_p 16.08.19, 12:56
    Bo internet nie załatwi sprawy za ciebie. Plus nie wszyscy tłumacze mają cierpliwość szukać.

    Podam ci przykład z ostatniej mojej roboty. Dostaję termin związany z badaniami socjologicznymi opartymi na analizie jakościowej dłuższych tekstów. Bez problemu na podstawie bibliografii i Google Books odnajduję angielskie podstawowe pozycje w temacie. Sprawdzam, czy zostały przetłumaczony na polski - niespodzianka - nie zostały. Wyszukuję po nazwiskach najważniejszych ludzi związanych z tematem - i już się trafi jakaś polska strona, czy artykuł. W ostateczności posuwam się do tego, że ryzykuję stworzenie swojego terminu, w kilku wersjach i wyszukuję, kiedy mi się zwróci w odpowiednim kontekście. To wszystko bez internetu to byłaby mordęga na tyle duża, że pewnie zostawiałabym termin angielski albo tworzyła swój polski i tak potem jedno zjawisko miałoby sześć polskich nazw w zależności od tłumacza.

    Przy technicznych tłumaczeniach problem polega na tym, że po prostu musisz zrozumieć - w dużym uproszczeniu, rzecz jasna - jak to działa. Pamiętam, jak tłumaczyłam dla taty podręcznik jakościowy Lloyd's - i oprócz słowników musiałam sięgnąć do jego podręczników z czasów studiów, żeby ogarnąć, że słowa "welding" używają raz w znaczeniu spawanie, raz napawanie - i tu już na logikę musiałam ogarnąć, kiedy w jakim.

    Tym niemniej, prawidłowo używany internet jest potężnym źródłem. Jeżeli idziesz do biblioteki i dostajesz dwie książki, w których ta sama sprawa jest potraktowana zupełnie inaczej, to nie wiesz, na której polegać - w internecie wyszukujesz sobie recenzje + biografie recenzentów, z której uczelni pochodzą, itd.. To jest jakbyś miał w ścianie domu drzwi do ogromnej biblioteki ze szczegółowymi katalogami.

    Oczywiście, jest mnóstwo śmieci, ale jeżeli masz mniej więcej doprecyzowane, kto jest autorytetem w dziedzinie i z jakiej pochodzi uczelni, to możesz te śmieci przy pewnym wkładzie pracy wyeliminować.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • valla-maldoran 16.08.19, 14:23
    Ja codziennie dziękuję wszystkim mądrym ludziom, którzy stworzyli Internet i piję za ich geniusz. smile Dzięki niemu mogę lepiej i szybciej tłumaczyć materiały o różnej tematyce - medycyna, biologia, technika, kuchnia itp. Też się zastanawiam, jak tłumacze radzili sobie wcześniej. Myślę, że częściej siedzieli w bibliotece i korzystali z konsultantów. Mnie też się zdarza dzwonić z pytaniami do hotelu, więzienia, na policję. smile
  • kokosowy15 16.08.19, 15:26
    Widocznie nie wszyscy tak się przykładają do pracy jak Ty. Niechlujnych tłumaczeń jest teraz cała masa, poczynając od tekstów fachowych, a na programach popularno - naukowych w Discovery kończąc.
  • valla-maldoran 16.08.19, 15:49
    kokosowy15 napisał(a):

    > Widocznie nie wszyscy tak się przykładają do pracy jak Ty. Niechlujnych tłumacz
    > eń jest teraz cała masa, poczynając od tekstów fachowych, a na programach popul
    > arno - naukowych w Discovery kończąc.

    Wiem, niestety.
    Nie mogłabym wypuścić gniota firmowanego moim nazwiskiem.
    Ostatnio dwa dni szukałam pewnej informacji do filmu dokumentalnego. Mogłam to olać i w tym czasie zrobić kolejny program, ale zwyczajnie nie umiałam, musiałam to znaleźć, musiałam się dowiedzieć, o co chodzi, żeby widzowie dostali jak najlepsze tłumaczenie.
  • piataziuta 16.08.19, 11:51
    Tak samo jak dzisiaj.

    Z tą różnicą, że jak umówiłam się z chłopakiem na rogu ulicy, a rodzice zabronili mi wyjść z domu, to chłopak czekał półtorej godziny na mrozie, a dzisiaj bym mogła wysłać smsa. big_grin
  • z_lasu 16.08.19, 13:12
    Ej, no, nie robiło się takich rzeczy. Wysyłało się koleżankę albo kolegę żeby powiadomił.
  • piataziuta 16.08.19, 14:11
    Coś ty, nie miałam jak!
    Starzy próbowali za wszelką cenę wybić mi chłopaków z głowy, także ten. wink
  • z_lasu 16.08.19, 14:16
    To szło się do koleżanki pożyczyć zeszyt albo do sąsiadki o coś zapytać, przekazywało się wiadomość i za 2 minuty wracało. Albo umówiony sygnał "2x w rynnę, raz w parapet" i sąsiadka przychodziła pożyczyć zeszyt smile
  • piataziuta 16.08.19, 14:31
    Jakby coś się dało zrobić, to bym zrobiła. wink
  • thaures 16.08.19, 12:10
    W tym roku zrobiliśmy objazdowkę po Europie, jadąc trzymałam papierową mapę na kolanach, bo lubię wiedzieć gdzie jestem, a na telefonie niewiele widać. W pewnym momencie mąż stwierdził, że niewiele osób już jeździ z papierową mapą. Faktem jest, że w dużych miastach nie byłabym w stanie wskazywać drogi tylko z mapy. Po prostu nie nadążałabym.
    Ale z drugiej strony mąż zawsze wszystko sprawdza z google maps i pamiętam jak w Londynie wyszliśmy z metra ( byliśmy tam pierwszy raz) i mówił co miniemy po drodze, że przy czerwonym domu mamy skręcić i dojść do ogromnego drzewa ... Trochę tak bez tego dreszczyku emocji.
    Siedząc w tym roku na naszej zagranicznej wsi, gdzie mamy polskie programy tv, światłowód i takie tam wspominaliśmy czasy, gdy jeździliśmy tam 30 lat temu i przez tygodnie nie wiedzieliśmy co się dzieje w Polsce. Sam powrót do PL też był w tamtych czasach przytłaczający- szaro, buro, pusto w sklepach. A teraz nawet nie wiadomo co przywieźć jako prezenciki z wyjazdu- bo wszystko jest u nas.
  • default 16.08.19, 14:00
    >>>>>>>jadąc trzymałam papierową mapę na kolanach, bo lubię wiedzieć gdzie jestem, a na telefonie niewiele widać.

    Tez zawsze tak robie smile w ogóle lubie papierowe mapy, ojciec mi to zaszczepił - on uwielbiał podróże "palcem po mapie", w domu było zawsze mnóstwo map i atlasow, ojciec nie czytał mi bajek, tylko razem czytaliśmy mapy - odkąd pamiętam smile
  • z_lasu 16.08.19, 14:13
    Ja (jadąc jako pilot) weryfikuję na papierze to, co mi pokazuje nawigacja. I często się z nią nie zgadzam i robię po swojemu smile Niestety jako kierowca nie mam takiej możliwości więc zapoznaję się z trasą przed wyjazdem (żeby nie polegać wyłącznie na nawigacji). Ostatnio dwukrotnie nawigacja zaprowadziła mnie na właściwą ulicę tylko w niewłaściwej miejscowości (sic! odczyt mowy był poprawny - zawsze to sprawdzam - i nie chodziło o zbieżność nazw, to były dwie sąsiednie miejscowości o różnych nazwach).
  • norra.a 16.08.19, 12:56
    Radę dawaliśmy, ale o ile więcej było stresu i zachodu. Teraz można jechać przed siebie 1000km i w miejscu docelowym poszukać w kilka minut noclegu korzystając z bookingcom czy googla. Pamiętam jak w 2004 jechaliśmy z chłopakiem o Chorwacji i na Węgrzech przegapilismy zjazd z autostrady, ile było nerwów, czasu zmarnowanego, irytacji.
  • princesswhitewolf 16.08.19, 13:21
    >mysle ze 2-3 lata I zawod kasjerki zniknie zupelnie


    nie. Bedzie ich po prostu mniej. Tak jak to wyglada w UK.Kasjerki sa potrzebne bo jest masa inwalidow, osob starszych itd ktorzy nie moga obslugiwac kas samoobslugowych. No i przy bardzo duzej ilosci produktow jest za malo miejsca w nich
  • konsta-is-me 16.08.19, 13:23
    Bylismy bez porownania glupsi (nie, ze twierdze ze jestesmy wszyscy medrcami teraz) ale ta dostepnosc informacji do wszystkiego jest nieporownywalna z niczym innym w dziejach ludzkosci.
    Mozemy miec, ot, tak kontakt i to na video czyli na zywo z kims na drugiej polkuli.
    Co za tm idzie mozemy poznawac ludzi i swiat, o ktorym nie mielibysmy pojecia ani szansy by sie o nim dowiedziec.
    Oczywiscie, jak kos siedzi tylko w swoim grajdolku , to widzi tylko "smieszne mapy" i w ogole "kiedys to bylo , a nie te internety" i dziwi sie po co to komu.
    Oczywiscie ze da sie przezyc, nawet tysiace lat temu sie dalo, ale co to za zycie ?
  • 35wcieniu 16.08.19, 13:28
    "Bylismy bez porownania glupsi (nie, ze twierdze ze jestesmy wszyscy medrcami teraz) ale ta dostepnosc informacji do wszystkiego jest nieporownywalna z niczym innym w dziejach ludzkosci."

    Już wyżej jest to rozkminiane.
    To że mamy dostęp to jeszcze nie znaczy że jesteśmy mądrzejsi. Nie ma już autorytetów, wszystko można podważyć, każdy może być ekspertem od wszystkiego bo przeczytal 2 zdania w internetach i mu się coś wydaje, ludzie nie potrafią selekcjonować informacji, sprawdzać źródeł - ci, którzy uczyli się tego na tradycyjnych źródłach jeszcze sobie radzą, młodsi są w stanie uwierzyć we wszystko co przeczytają na dowolnej stronie w internecie. Zięba zbija kokosy, antyszczepionkowcy, foliarze, teorie spiskowe - takiej skali dezinformacji też nie mieliśmy nigdy wcześniej, wiec wszystko ma wady i zalety.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • simply_z 16.08.19, 13:43
    czy ja wiem czy glupsi..? ludzie korzystali w wiekszym stopniu z szarych komorekwink.
  • a23a23 16.08.19, 14:45
    35wcieniu napisał(a):

    > każdy może być ekspertem od wszystkiego bo prz
    > eczytal 2 zdania w internetach i mu się coś wydaje, ludzie nie potrafią selekcj
    > onować informacji, sprawdzać źródeł

    Tak, tutaj się w pełni z Tobą zgadzam - ludzie na równi traktuję informacje znalezione na blogu parentingowym jakieś influencerki, stronie uniwersytetu medycznego i wszelkiej maści ziębów. Ale...

    > ci, którzy uczyli się tego na tradycyjnyc
    > h źródłach jeszcze sobie radzą, młodsi są w stanie uwierzyć we wszystko co prze
    > czytają na dowolnej stronie w internecie. Zięba zbija kokosy, antyszczepionkowc
    > y, foliarze, teorie spiskowe

    tutaj mam zupełnie odmienne zdanie. Do 'ziębów' i 'antyszczepionkowców' nie dorosło jeszcze pokolenie, które nie pamięta analogowego świata. Aktualne madki to w najbardziej optymistycznej wersji dzieci przełomu, które z internetem zetknęły się już jako co najmniej nastolatki (szeroko pojętym internetem, taki jaki znamy dzisiaj). A co do selekcji informacji - mam wrażenie, że to właśnie starsze pokolenie ma z tym problem jeśli chodzi o internet - znajomi moich rodziców, którzy poznali sieć jako mocno już dojrzałe osoby (w okolicy 50 albo i potem) zupełnie bezkrytycznie podchodzą do wszelkich filmów z żółtymi napisami, teoriami o zgubnych promieniach(sic!) 5G i wszelkiej maści ziębów - wychodzą z założenia, że skoro ktoś to napisał, to musi być prawda, bo przecież skoro pisze, to tak jest (tutaj jest dziwny mix i traktowanie często internetu jako "niezależnego") źródła. Młodsi do wszystkiego podchodzą z rezerwą, we wszystkim widzą możliwość fake newsów i zdają sobie sprawę z tego, w jak prosty sposób można np. sfabrykować dowolne zdjęcie - więc z definicji mało czemu ufają.
  • konsta-is-me 16.08.19, 21:42
    A wczesniej co bylo?
    Masa przesadow, bzdur i glupot powtaezanych jak w gluchym telefonie".
    "Podobno", "ktos mowil ze slyszal" itd.
    Teraz przynajmniej mozna latwiej potwierdzic u źródła.
    Nie tozumiem tych "autorytetow". Wczesniej tez byly i plotly czasem bzdury az echo lecialo, tylko, poniewaz nie bylo jak tego sprawdzuc wsztscy wierzyli "ze tak na pewno jest".
    Ze jrst duzo smieci? - OCZYWISCIE, ze jest duxo smieci!
    To nieuniknione, w czasach gdy jest taki zalew informacji
    Tak, jestesmy mądrzejsi, choc niekoniecznie lepsi.Zasoby wiedzy do ktorej mozna dotrzec sa nieporownywalne do tego co kiedys.
    Wczesniej mozna bylo miec, niby "solidna" specjslistyczna wiedze, ale czesto od dawna nieaktualna, bledna, a poza tym-jak ktos przytomnie zauwazyl-dostepna NIELICZNYM!
    Wiedza byla limitowana i udzielana tylko wybranym-np. dostep bibliotek uniwersyteckich.
    Reszta musiala sie zadowolić tym, co powiedzialy "autorytety" i siedziec cicho.
    Dzisiaj, jesli tylko wloze troche wysilku, moge sie dowiedziec prawie wszystkiego, wczesniej musialabym sie zadowolic jakimis bazowymi, bardzo ogolnymi szczatkami.
    Po prostu zylabym w waskim, malym swiatku, bez zadnej mozliwosci chocby wyjrzenia na zewnatrz.

    W dzisiejszych nejczasach NIKT nie jest w stanie miec doglebnej wiedzy na kazdy temat, po prostu fizycznie sie nie da, to bylo mozliwe ostatnio w Oswieceniu?
    Poza tym wiedza i ktos "wszechstronnie wyksztalcony" to wlasnie ktos z grubsza orientujacy sie we wszystkim.
    Inaczej wracamy do podzialu na "uczonych" (autorytety i "plebs".
    Oczekiwanie, ze wszyscy nagle stana sie wybitnie obyci w kazdej dziedzinie jest smieszne, bo nigdy tak nie bylo. I nie bedzie.
    Mnie chodzilo o DOSTEP do wiedzy, a ze wiekszosc i tak go nie wykorzysta, to inna sprawa, ale to kwestia ludzkiej natury, nic nowego.
    Istotne, ze ci, ktorzy chca, maja szanse, ktorej wczesniej nie mieli.
  • bialeem 16.08.19, 14:48
    No... nie.
    W czasach sprzed google scholar żeby coś znaleźć u źródła, to trzeba było przekopać się przez tonę literatury fachowej, pogadać z odpowiednim profesorem, który wskazywał kilka publikacji itd. Zanim dowiedziałam się rzeczy mnie interesującej dowiedziałam się też tony rzeczy pobocznych. Może mnie mniej interesujących ale prawdziwych, sprawdzonych, które przeszły prawdziwe (przynajmniej na tyle na ile to możliwe) peer review.
    Jak zapytałam matki na czym polega jakiś proces, to mi wskazała książkę na półce. Ja, wściekła (bo ona tego przecież uczy) musiałam kopać i dowiedziałam się przy tym 10x więcej niż gdyby mi po prostu odpowiedziała na pytanie.
    Obecnie cały ten proces się odbywa maksymalnie na skróty.
    Dlatego śmiem wątpić w mądrość w czasach internetu. To jest wszystko wiedza po łebkach, niesprawdzona, często po prostu błędna. Dzięki temu min mamy teraz płaskoziemców, antyszczepów i wyborców trumpka. Wcześniej też istnieli, ale nie mogli się... rozprzestrzeniać.


    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • a23a23 16.08.19, 15:04
    bialeem napisał:

    > No... nie.
    > W czasach sprzed google scholar żeby coś znaleźć u źródła, to trzeba było przek
    > opać się przez tonę literatury fachowej,

    Do której musiałaś mieć dostęp - czyli de facto mieć dostęp do dobrze wyposażonej biblioteki. Nierealne, żeby którakolwiek polska biblioteka (nawet uniwersytecka) miała potrzebną mi literaturę fachową.

    > pogadać z odpowiednim profesorem,

    Znowu - trzeba było mieć dostęp do odpowiedniego profesora. Czyli często było się skazanym na "lokalne" autorytety. Teraz jak mam wątpliwości, tylko jeden mail dzieli mnie od kontaktu z światowym ekspertem w danej dziedzinie.

    > który wskazywał kilka publikacji itd.

    Znowu - te, do których miał dostęp, te, o których istnieniu wiedział i wszystko było ograniczone do jego wiedzy.

    > Zanim dowiedziałam się rzeczy mnie interesują
    > cej dowiedziałam się też tony rzeczy pobocznych.

    Co po pierwsze zajmowało dużo więcej czasu, a po drugie - często nie były to ani najlepsze możliwe do zdobycia ani najświeższe dane.
    Teraz jak potrzebuję się dowiedzieć, czy gdziekolwiek na świecie ktokolwiek opublikował coś o białku PX mogę to sprawdzić w ciągu kilku minut.

    > Może mnie mniej interesujących
    > ale prawdziwych, sprawdzonych, które przeszły prawdziwe (przynajmniej na tyle
    > na ile to możliwe) peer review.

    I często nie uzyskać odpowiedzi na pytanie wcześniej stawiane.
  • bialeem 16.08.19, 15:15
    Tak. To prawda, że pod tym względem byłam dzieciem bardzo uprzywilejowanym i miałam dostęp do kilku świetnych bibliotek i bardzo wielu profesorów nie tylko lokalnych.
    Prawda też, że akurat w dziedzinach tak zmiennych jak biologia o literaturę było koszmarnie ciężko. Ale tu wskakujemy już w zdobywanie wiedzy na poziomie realnie naukowym/doktoranckim wzwyż. Z tej bazy korzysta promil ludzkości. Pokolenie jako takie (ze studentem włącznie) wpisze w googla i skorzysta z wiki. Ambitniejszy spojrzy w wikiowy odnośnik.
  • konsta-is-me 16.08.19, 21:43
    Oo a23a23-jedna osoba, ktora zrozumiala o co mi chodzilo... 👍
  • bialeem 16.08.19, 21:49
    Twierdzisz, że dostęp do bibliotek był jakoś ograniczany? Ktoś komuś nie pozwolił korzystać z biblioteki uniwersyteckiej? To akurat jest ciekawe.
    Wiedza jest egalitarna. Umiejętność korzystania z niej zanika. Zresztą zanika pomimo tego, że 50% społeczeństwa kończy szkoły wyższe.

    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • konsta-is-me 17.08.19, 02:05
    Dostep do biblioteki uniwersyteckiej (nie pamietam konkretnie ktorej )we Wrocku byl tylko tylko za okazaniem legitymacji studenckiej.
    Kropka.
    Twiedzisz, ze nie bedac studentem kazdy mogl tam wejsc i wypozyczyc dowolna ksiazke ?
    Pamietam, bo kolezanka ,studentka psychologii, starsza kilka lat ode mnie, pozyczala na swoja legitymacje , jakas pozycje dla mnie.
    Wiedza na pewnym poziomie zawsze bedzie egalitarna, istotne jest DLACZEGO jest taka.
    Oczywiscie, ze wiekszosc nawet nie bedzie zainteresowana korzystaniem z niej.
    Ale to juz wybor kazdego.
    Skoro 50 procent, to przestaje byc, na logike egalitarna, prawda?
    Mnie chodzi o WOLNOSC dostepu do informacji w takim stopniu w jakim ja chce, a nie w takim , jakim to "egalitarne" elity ustalily ze moge/wolno mi.
  • valla-maldoran 16.08.19, 15:53
    konsta-is-me napisała:

    > Bylismy bez porownania glupsi

    O nie, byliśmy nieporównanie mądrzejsi. To, że dziś każdy ma dostęp do nieograniczonej ilości wiedzy, to nie znaczy, że jesteśmy mądrzejsi. Internet jest pełen głupot i trzeba naprawdę dużej wiedzy, żeby wyłuskać z tego to, co mądre i wartościowe. Przykładem niech będą wszelkie mody i ruchy typu antyszczepionkowcy. Jak raz przeczytali głupotę, to w nią wierzą i dalej bezmyślnie powielają.

  • kokosowy15 16.08.19, 16:31
    To prawda. Wiedza zdobyta i zweryfikowane zostaje na długo. Poza tym, większości na wiedzy nie zależy, mało tego, szczyca się tym, że nie wiedzą. Teraz są czasy wąskich specjalistów, którzy nie wiedzą co to jest DNA i kim był Wellington, bo to nie potrzebne w życiu.
  • al_sahra 16.08.19, 13:52
    Historycznie - dla mnie takim przełomem jest wynalazek telegrafu. Teraz to się wydaje zupełnie oczywiste, że wiadomości roznoszą się błyskawicznie po całym świecie, ale jeszcze 200 lat temu, żeby przekazać informację z punktu A do punktu B, trzeba było osobiście przemieścić się między tymi punktami (istniały jeszcze gołębie pocztowe, ale miały ograniczony zasięg i zastosowanie).

    Jeśli słońce w tej sekundzie przestałoby istnieć, my nie dowiedzielibyśmy się o tym przez następne 8 minut, ale oczywiście to nie ma dużego praktycznego przełożenia. Szybkość przemieszczania się człowieka na koniu (albo na statku) była przez wieki uniwersalnym ograniczeniem w przekazywaniu informacji, jakim obecnie jest tylko prędkość światła. Kiedy amerykańscy koloniści podpisali Deklarację Niepodległości, Londyn dowiedział się o tym po miesiącu, a wydane z tego powodu wojskowe rozkazy dotarły do Ameryki po kolejnych 4 tygodniach.
  • yuka12 16.08.19, 14:43
    Przełomem dla mnie była informatyzacja i internet, reszta to tylko udoskonalenie istniejących rozwiązań. Dla moich rodziców natomiast zmianą życiową była przeprowadzka z biednych wsi bez prądu i kanalizacji najpierw do domu z normalną podłogą, piecami kaflowymi i toaletą, a potem do suchego i ciepłego mieszkania z łazienką i ogrzewaniem miejskim. I telewizja i samochody oczywiście.
    Dla moich dzieci przełomowe jest życie bez komórek, tv i normalnej łazienki 😁.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • anorektycznazdzira 16.08.19, 15:41
    Sorry, ale "uwielbiam" takie geriatryczne nostalgie tongue_out

    --
    'Na słońcu jest rzeczywiście znacznie mniej cienia, wiesz?' by król Julian
  • yuka12 16.08.19, 17:04
    Czasem dobrze sobie przypomnieć, co było przed naszą erą (nie mylić z czasem przed Chrystusem) 😉😀.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • znowu.to.samo 16.08.19, 17:10
    Ja sama sie nad tym zastanawiam, choć pamiętam czasy sprzed internetów 😂 i gpsów
    Ludzie żyli a nawet podróżowali po całym świecie 😲
    Powiem szczerze że gdybym miała taki dostęp do info jak dziś, być może podejmowałabym inaczej niektóre ważna decyzje 🤔

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • bi_scotti 16.08.19, 19:30
    A tak bardziej filozoficznie-humanistycznie ... wink Myslicie, ze dzieki temu wszystkiemu, co nas teraz laczy (communication, transportation, info exchange etc.), jestesmy, ujmujac rzecz gornolotnie (!), lepsi dla siebie? Lepiej sie rozumiemy? Bardziej o siebie wzajemnie dbamy? Wiecej sobie wybaczamy? Mamy dla siebie wiecej cierpliwosci i zyczliwosci? Are we better? Better humans?

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • bialeem 16.08.19, 19:41
    Nie. Transport pozwala się oddalić ze złudzeniem, że będzie się odwiedzać.
    Komunikacja jest powierzchowna i trwa tylko tyle ile trzeba. Informacje są filtrowane i docierają głównie (jeżeli nie tylko) te które chcesz słyszeć. Zdecydowanie nie jesteśmy dla siebie lepsi. Dawno nie było takiej polaryzacji tak wielu grup.



    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • bi_scotti 16.08.19, 19:49
    bialeem napisał:

    > Dawno nie było takiej polaryzacji tak wielu grup.

    On the other hand, mojemu niepelnosprawnemu Sredniemu jest coraz latwiej poruszac sie po coraz wiekszej liczbie krajow/regions/miast - zmieniaja sie przepisy (na korzysc takich jak on) i to nie tylko w podstawowej kwestii przemieszczania sie czy korzystania z WC ale rowniez w modyfikacji miejsc do mieszkania, pracy, rozrywki etc.
    LGBTQ community wciaz ma w wielu krajach mocno "pod gorke" ale i ich sytuacja powoli, powoli sie poprawia.
    Kobiety w nawet najbardziej paternalistic societies zaczynaja malenkimi kroczkami (!) swoja dluga (!) droge do emancypacji ...
    Czy to nie sa benefits wynikajace chocby z tej lepszej komunikacji w swiecie? Wymiany info ...?


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • bialeem 16.08.19, 19:58
    I myślisz, że to kwestia internetu?
    Być może. Natomiast moim zdaniem jest to kwestia tego, że większy odsetek niepełnosprawnych/kobiet/LGBT zaczął uczestniczyć w życiu politycznym i publicznym (sporo jest np mniejszościowych dziennikarzy) i niektóre zmiany zostały narzucone odgórnie. Tak jest np w UE.
    Zapewne zmiany technologiczne pomogły. Nie twierdzę, że bez nich by było lepiej, ale to nie tylko tęcze i jednorożce.

    --
    "weź takie rady, zwiń ciasno i rozważ znaczenie słowa "czopek""
  • bi_scotti 16.08.19, 20:10
    Nie mam zludzen w kwestii unicorns & rainbows big_grin Niemniej sama widze np. o ilez latwiej rodzicom z chorymi na rozne przypadlosci dziecmi skomunikowac sie z reszta swiata dzieki tonie websites, support groups dostepnych przez social media etc. Gdy moj Sredni urodzil sie w 1987 roku, byla biblioteka i kontakty umozliwiane przez lokalna sluzbe zdrowia (lekarze, roznej masc therapist etc.) - nieporownywalne to w ogole z tym, co jest dostepne/mozliwe dzis.
    Nawet zmiany polityczne w wielu miejscach zaczely sie/zaczynaja/twaja dzieki/poprzez social media. Oczywiscie, jak to w zyciu, for better or worse ...
    Sama nie mam zdania. Nie mam pojecia czy benefits przewyzszaja straty, czy sie z nimi rownowaza. Stad i moje pytanie smile Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • konsta-is-me 16.08.19, 21:51
    W pewnych aspektach jestesmy lepsi, w pewnych gorsi.
    Czyli jak zwykle a czasy sie zmieniaja, nie po raz piwrwszy w historii ludzkosci, przypominam.
    Akurat LBGT to kwestia pewnej filozofii i nie widze zwiazku koniecznie z technologia, to podejrzewam ze np. niepelnosprawni maja lepiej, chocby dlategob, ze technologia poszla naprzod i nie sa tak odizolowani spolecznie jak kiedys.
    Kobiety mialy lepsze i gorsze czasy w historii niz teraz, i w ogole w calym tym piepszeniu o tym jak to swiat bedzie teczowy bo homoseksualisci wyjda na ulice jest duzo wiecej demagogii niz jakiegokolwiek sensu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka