Dodaj do ulubionych

Przekraczanie własnych ograniczeń dla innych

17.08.19, 11:03
Na fali wątku o wychodzeniu ze strefy komfortu. Załóżmy, ze wasz partner ma sportowe hobby, które rozwija. Niech to będzie turystyka górska lub jazda na rowerze. Wy lubicie przejść się po górach, ale raczej rekreacyjnie, raz na jakiś czas, rower też turystycznie, nie wysiłkowo.
Czy opuszczajcie swoją strefę komfortu wink i dla dobra związku poświęcacie się i zmuszacie do większej aktywności w ramach hobby partnera?
Generalizując - Do jakiego stopnia zmuszacie się do czynności, które niekoniecznie was kręcą i z jakich powodów? Nie mówię oczywiście o pracy lub spacerach z dziećmi. Chodzi mi wyłącznie o wasz czas wolny i zajęcia dobrowolne smile
Edytor zaawansowany
  • cauliflowerpl 17.08.19, 11:29
    Chyba w niewielkim stopniu. Ex swego czasu chodził na skałki, raz spróbowałam, nie spodobało mi się (co ciekawe, na sztucznej skałce było super). I owszem, "dla dobra związku" nie raz przemyśliwałam, że może ja z nimi pojadę, siądę sobie w cieniu z książką, ale wychodziło mi, że na CAŁY dzień to sorry, ale nie.

    Myślę, że na związek równie dobrze wpływa jeśli dzieli się rozsądnie czas na "moje hobby" uprawiane osobno oraz robienie razem tego, co podoba się obojgu.
  • mandarine 17.08.19, 11:52
    Ale siedzenie z książką to nie poświęcenie 😆 jakbyś postanowiła się wspinać mimo wszystko - to jest poświęcenie. Tylko nie wiem, czy na dłuższą metę jest to dobre da związku...
  • cauliflowerpl 17.08.19, 12:01
    A, to w takim razie moja odpowiedź na pytanie czy zmuszam się do czegoś dla dobra związku brzmi: NIE wink
  • mandarine 17.08.19, 12:03
    😃😃😃
  • cauliflowerpl 17.08.19, 12:19
    Ha! Bo mam to szczęście, że mój facet i ja mamy korbę dokładnie na tym samym punkcie wink
  • mandarine 17.08.19, 12:48
    Na jakim?
  • cauliflowerpl 17.08.19, 12:54
    Na kolarskim. Co tez nie znaczy, ze jakos super czesto jezdzimy razem, ale nie wkurza mnie, ze on spedza cala sobote na wyscigu bo najczesciej ja tez tam wtedy jestem, tylko do mety dojezdzam pozniej wink
  • mandarine 17.08.19, 13:14
    I zaczynaliście razem, czy któreś namówiło drugie?
  • cauliflowerpl 17.08.19, 21:50
    Ani jedno ani drugie, poznaliśmy się dzięki sportowi.
  • malia 17.08.19, 15:57
    Jak to nie? Właśnie miałam napisać, że tak się poświęcam. Bo z książką, to wolę sobie na kanapie leżeć, a nie zrywać się, pakować, jechać i siedzieć gdzieś tam w cieple czy chłodzie. To co to jest, jak nie poświęcenie?
  • 35wcieniu 17.08.19, 11:35
    Nie wiem co ma do tego dobro związku. Ma takie hobby to niech je uprawia, nie widzę powodu żeby wszystko robić w parach.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • kosmos_pierzasty 17.08.19, 11:43
    Mogę się nieco nagiąć, ale bez przesady.
  • leni6 17.08.19, 11:49
    Nie, i nie sądzę by to było działanie dla dobra związku. Mogę w ramach kompromisu pojechać na wakacje gdzieś gdzie partner może uprawiać swoje hobby, ale pod warunkiem że ja też mam tam co robić
  • australijka 17.08.19, 11:50
    Po rozwoju osobistym, kołczach, samodoskonaleniach , z których powoli świat się wycofuje, bo nagle dotarło, że to dla pracodawcy te męki i obciążania pracownika a wręcz zwalanie na niego, gdy coś pójdzie źle, to pracownik kradnie sobie i rodzinie te ochłapy wolnego czasu, by pracodawca mógł spokojnie na jachcie w Marbelli cumować, przyszedł czas na nagonkę, by wyjść ze strefy komfortu. Wszędzie modny rysuneczek z konkluzją, że w strefie komfortu nic nie rośnie. Czyli jak go nie kijem to go pałą.
    Jesteś stworzona, by przekraczać granice, rozwijać umiejętności, podejmować sławetne wyzwania od zwalczenia biegunki po wybielenie życiorysu w ciągu 14 dni.
    A ja sobie cenię moja strefę komfortu. I rośnie w niej mój ogród, książki, muzyka, obiady z rodziną, wyjazdy z przyjaciółmi, spacery z psem, mruczando kota, zachody słońca nad morzem. I całe życie na te strefę pracowałam i nic już nie muszę, bo musiałam przez 3/4 życia. I nikt mnie nie namówi na latanie po skałkach, nurkowanie, paralotnię, bo tego nie lubię. Kto lubi, niech robi. Mój związek ma się dobrze. Nie robię z siebie cierpiętnicy, która nie chcem ale muszem, bo to wcześniej czy póżniej zostanie wypomniane, gdy partner nie zechce wianków wić i rzucać ich do falującej wody, bo ja przecież się
    poświęcałam to i on może. Pamiętacie w podstawówce rysunki zbiorów? Dobrze, by zbiór A i B miał sporo wspólnej przestrzeni. Ale i tej osobnej też. Dobrze trochę za sobą zatęsknić.
  • mandarine 17.08.19, 11:54
    Pięknie napisane.
  • miruka 17.08.19, 12:01
    Popieram, też wybieram strefę, wolę żeby w pociągu nie siedzieć naprzeciw innych, bo nie lubię, kiedyś myślałam, że to źle, że trzeba się zmienić, a guzik
  • pade 17.08.19, 12:16
    A nienie. Strefa komfortu to hasełko z "samorozwoju". To jedno i to samo g... Moda na nie jest od kilku lat, tylko ematka nie jest na bieżącosmile
    Ja tam lubię rutynę (której aktualnie nie posiadam) i lubię komfort. Zmuszanie się do zmian na siłę, bo trzeba się rozwijać, a przynajmniej nie stać w miejscu, nie wchodzi w grę.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • mandarine 17.08.19, 13:07
    Ja w ogóle uważam, ze hasło „strefa komfortu” należy rozumieć nieco szerzej. Strefa komfortu to nie jest tylko to, co jest przez nas zdobyte i wypracowane jako komfortowe, satysfakcjonujące nas warunki. To jest tez ta strefa, w której tkwimy wbrew wszelkiej logice, mimo, ze nam szkodzi (np. kiepska praca lub związek) tylko dlatego, ze boimy się ją opuścić, bo wbrew pozorom zapewnia nam właśnie komfort (komfort znanego, zgodnie z zasada, ze lepszy znany wróg niż nieznany przyjaciel). I wówczas nawoływanie do opuszczenia strefy „komfortu” ma jakis tam sens.
  • triismegistos 17.08.19, 13:51
    Amen!

    --
    Żarty z wnoszenia lodówki na czwarte piętro kończą się gdy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro.
  • lot_w_kosmos 17.08.19, 11:51
    Opuszczam. Coraz rzadziej, bo nie mam za dobre i nie dostaje nic w zamian.
    Ale cóż, człowiek się całe życie ucz y.
  • gulcia77 17.08.19, 11:51
    Po dwudziestu latach całkiem udanego związku uważam, że jego tajemnicą jest swoboda w ulubionych aktywnościach. Jeśli mój kocha taekwondo, a ja zloty miłośników winyli, to nie musimy tego robić razem.

    --
    "Emancipate yourselves from mental slavery
    None but ourselves can free our minds"
  • bovirag 17.08.19, 12:02
    Nie. Mój mąż to zapalony motocyklista. Ja motorów się boję, jazda nie sprawia mi przyjemności. Nie jeżdżę z nim mimo ogromnych starań z jego strony. Nigdy jeździć nie będę, ale to nie zepsuło naszego związku. Po prostu on jeździ beze mnie.
  • thaures 17.08.19, 12:14
    Tak, parę razy zmusiłam się i pojechałam na jakiś koncert, na którym wynudziłam się jak mops. Liczy się?
  • mandarine 17.08.19, 12:49
    😆😆😆 tak! Masz już z głowy smile
  • kyrelime 17.08.19, 12:17
    Myślę, że nawet na koloniach nie zmusza się całej grupy do robienia tego samego (byłam na plaży świadkiem, jak wychowawcy pytali dzieciaki i tworzyli grupy, kto woli dziś dyskotekę, kto zajęcia sportowe itd). Ja jestem wielkim przeciwnikiem zmuszania siebie lub kogoś do określonych czynności- zwłaszcza w wolnym czasie każdy powinien robic to, co JEMU sprawia przyjemność. Problem jest wtedy,gdy jesteśmy z partnerem z zupełnie różnych światów i wszystko robimy osobno- tutaj potrzebna jest równowaga, przestrzeń dla nas razem oraz dla każdego z osobna.
  • sumire 17.08.19, 12:18
    Zdarzyło mi się i na dobre mi to wyszło, ale ogólnie uważam, że nie warto. Widziałam kobiety, które zapisywały się na kursy paralotniowe tylko z powodu faceta. To był przykry widok, bo one się męczyły, bały. Z dobrem związku nie ma to nic wspólnego, lepiej dać drugiej stronie robić, co lubi, a samemu robić swoje.
  • australijka 17.08.19, 12:31
    Ja troszkę odejdę od strefy hobby a opowiem o przekraczaniu własnych ograniczeń dla kogoś w strefie zawodowej. Małżeństwo lekarz-pielęgniarka. On chirurg ona neonatologiczna. Czyli on lubi we flakach grzebać (chirurg miękki) a ona tuli luli dzieciaczki mlekiem pachnące.
    A może by tak założyć własny biznes i wynajmować się jako zespół chirurg - instrumentariuszka? Pani kursa odpowiednie ukończyła, bystra była, instrumentowała biegle, zarabiała godnie. Ale .... to nie jej bajka. Męczyła się. Była dobra a więc pracowała więcej niż te mniej dobre, bo każdy chciał mieć asystę na poziomie. Się rozleciało. Pracuje za grosze w poprzednim miejscu. Jest szczęśliwa.
  • mandarine 17.08.19, 12:51
    A związek się utrzymał, czy tez się rozleciał jak biznes?
  • australijka 17.08.19, 13:17
    Rozleciał. Bo pracowała tak dużo, że nie miała czasu dla siebie. Musiała schować do lamusa swoje pasje, chęci, hobby. O ironio, by wydawać zarobione pieniądze też czasu nie miała. No i nie miała urlopu. Pan nadal pracuje. Pewnie tak intensywnie do pierwszego zawału.
  • mandarine 17.08.19, 14:09
    Czyli związek się wypalił, bo zabrakło przestrzeni. Smutna konkluzja
  • jak_matrioszka 17.08.19, 13:05
    Mój pierwszy raz z biegówkami na nogach to 30km po puszczy. Pierwszy raz na nartach zjazdowych miałam farta i czarna trasa była zamknieta, zjechałam po tej drugiej pod wzgledem trudności. Grałam też w tenisa, wszystko ze wzgledu na moja ówczesna miłość. On siedział w kajaku i czekał aż ja przepłyne swoje 10km wpław, oraz nauczył sie (tylko że wzgledu na mnie) grać w brydża. Byliśmy razem 5 lat, od nastolectwa do wczesnej dwudziestki.
    Teraz mam meża o tym samym hobby, wiec nie mam okazji sprawdzać swojej checi do poświeceń. Zdaża nam sie iść razem na spacer, i wtedy dreptam wokół niego, żeby mu dotrzymać towarzystwa, a on robi co może, żeby sie posuwać do przodu wink
  • ajrisz.ka 17.08.19, 13:15
    Odradzam zmuszanie się w imię czyjegoś dobra. Ja żyłam a raczej "żyłam" tak przez parę lat, nie chodziło o hobby ale o coś znacznie poważniejszego.
    I co? I to, że mam żal: do siebie i do całego świata.
    Zgorzkniałam, jestem "zamrożona", nie mam już chyba żadnych ciepłych uczuć...
    Nie pozwalajmy aby nas "psychicznie gwałcono" - to nie jest zdrowe, nie róbmy tego sobie.
  • 3-mamuska 17.08.19, 16:10
    ajrisz.ka napisała:

    > Odradzam zmuszanie się w imię czyjegoś dobra. Ja żyłam a raczej "żyłam" tak prz
    > ez parę lat, nie chodziło o hobby ale o coś znacznie poważniejszego.

    I tu jest clou tak żyłaś latami a to zupełnie co innego pojechać z mężem raz do roku na biwak przespać się w namiocie posiedzieć przy ognisku bo on to uwielbia a ty niekoniecznie.

    > I co? I to, że mam żal: do siebie i do całego świata.
    > Zgorzkniałam, jestem "zamrożona", nie mam już chyba żadnych ciepłych uczuć...
    > Nie pozwalajmy aby nas "psychicznie gwałcono" - to nie jest zdrowe, nie róbmy t
    > ego sobie.



    Widzisz zupełnie myślisz pojęcia spróbować wspinaczki/jazdy konnej/pływania/jazdy na rowerze to coś innego niż totalne podporządkowanie.

    Dobrze jest poczuć pasuje partnera ,spróbować, ,aby zrozumieć partnera. Czasem dla nas samych jest dobrze spróbować różnych rzeczy. Potem np. Gdy wraca można zadać sensowne pytania, rozumieć zmęczenie.
    Zapisać się na jakiś , kursy liznąć jakiś nowości.
    Uważam ze takie odtrącenie hobby żony/męża ,bo ja tego nie lubię ,bo nie chce mi się jest bardzo szkodliwe dla związku, bo ja nic nie muszę księżniczka na ziarnku grochu ,nietykalna.


    U nas mąż mnie w ciągnął w ćwiczenia ja go w konie.
    Kiedyś go nie rozumiałam i denerwowałam się ze spędza na ćwiczeniach 2-3 godziny. Teraz rozumiem.
    On się dziwił ze siedzę w stadninie czasem do późnych godzin wieczornych.
    Dopóki nie spędził tam ze mną kilkunastu godzin czyszcząc myjąc czesząc konia, narazie nie wsiadł ale nabiera przekonania ,teraz sam pilnuje żeby kupić gumki do warkoczyków ,marchewkę zawsze wiezie w kieszeni bluzy. Ale jest tam tylko kilka razy w roku, ale już nie pyta co tak długo.
    Zrozumiał jak to jest przytulić się do tak dużego silnego ciepłego ciała, z aksamitna sierścią a równocześnie delikatnego zwierzęcia. Pomimo niezbyt miłych zapaszków.
    A ja zrozumiałam ze jak się człowiek rozbuja z ćwiczeniami to jeszcze tu jeszcze tam a to jeszcze basen czy saunę ,choć sauny nie lubię ,bo złe się fizycznie czuje.
    To zrozumiałam to ze to daje dobre samopoczucie i radość a kiedyś myślałam tylko o bólu mięśni i spoconym człowieku. Nasze pasje powstawały w rożnym czasie.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • sylwiastka 17.08.19, 13:26
    Cenie partnerow majacych wlasne hobby, ktorego nie dziela ze mna. W czasie gdy sa zajeci, ja realizuje potrzebe bycia samej. Mam tez wlasne hobby na ktore poswiecam czas i pieniadze. Lubie tez probowac nowych aktywnosci, ale tylko gdy mi odpowiadaja.
    Nie cierpie byc zmuszana do dzielenia zainteresowan. Nie poswiecam sie jesli nie sprawia mi to przyjemnosci. Nie godze sie na tresowanie przez partnerow.
    No ale nie jestem tez zazdrosna o czas i uwage i bycie zawsze razem jest dalekie od mojego wyobrazenia o dobrym zwiazku.
    W zle rozumianej strefie komfortu bym tkwila kurczowo trzymajac sie ludzi, idac na kompromisy i poswiecajac swoje potrzeby.
  • ira_08 17.08.19, 13:34
    Nie. Mam za dużo własnych zajęć, żeby angażować się w coś, co mnie nie bawi ani nie rozwija. I odwrotnie, męża do biegania nigdy nie zmuszałam, chociaż chyba mi pozazdrościł i sam zaczął wink
  • triismegistos 17.08.19, 13:48
    Jestem z frakcji twierdzącej, że związki są po to, żeby żyć przyjemniej a nie okazją wykazania się w konkursie na męczennicę roku

    --
    Żarty z wnoszenia lodówki na czwarte piętro kończą się gdy trzeba wnieść lodówkę na czwarte piętro.
  • ajrisz.ka 17.08.19, 14:07
    Często jest tak, że te osoby męczące się - znoszą swój ból w milczeniusmile
    Nie okazują na zewnątrz, a nawet wewnątrz...wolą nie przyznawać się do tego, że robią coś wbrew sobie. Oszukują siebie bo tak łatwiej to znieść.

  • mandarine 17.08.19, 14:10
    Albo dlatego, ze tak bardzo nie chcą rozczarować tych, których kochają.
  • chatgris01 17.08.19, 14:18
    Co to jest ta sławetna strefa komfortu???

    Co to poświęcania się, to dla mnie związek, w którym trzeba by się poświęcać, nie jest wart, aby w nim być (i dotyczy to obu stron tego związku).

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • demodee 17.08.19, 14:39
    > dla mnie związek, w którym trzeba by się poświęcać, nie jest wart, aby w nim być (i dotyczy to obu stron tego związku).

    A ja właśnie odwrotnie. Jeśli ktoś, z kim jestem w związku, nie jest w stanie zrezygnować z części swego komfortu, by mi zrobić przyjemność, nie jest wart, aby z nim być.

    I vice versa.
  • mandarine 17.08.19, 15:02
    Ale jak rozumiesz tę przyjemność? Zrobię Ci przyjemność i skoczę z tobą ze spadochronem? Albo zrobię Ci przyjemność i w furii ledwo żywa pojadę za tobą maraton?
    Bo „zrobie Ci przyjemność i pojedziemy nad morze zamiast w gory” to rozumiem.
  • chatgris01 17.08.19, 15:10
    demodee napisała:

    > A ja właśnie odwrotnie. Jeśli ktoś, z kim jestem w związku, nie jest w stanie z
    > rezygnować z części swego komfortu, by mi zrobić przyjemność, nie jest wart, ab
    > y z nim być.
    >
    > I vice versa.

    A ne ne, jeśli druga strona związku chce mi zrobić przyjemność (albo ja jej), to to nie jest ani poświęcanie się, ani rezygnacja ze swojego komfortu-w dobrym związku, robienie czegoś dla przyjemności partnera, sprawia też przyjemność drugiej stronie, i wtedy nie ma żadnego poświęcania.
    A jeśli miałoby to być coś ekstremalnego (typu lotnia czy spadochron), to jak kogoś nie ciągnie, to lepiej sobie odpuścić, a nie się zmuszać (i nie rozumiem, jak druga strona może w ogóle czegoś takiego wymagać).

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • koronka2012 18.08.19, 20:54
    chatgris01 napisała:

    > A ne ne, jeśli druga strona związku chce mi zrobić przyjemność (albo ja jej), t
    > o to nie jest ani poświęcanie się, ani rezygnacja ze swojego komfortu-w dobrym
    > związku, robienie czegoś dla przyjemności partnera, sprawia też przyjemność dru
    > giej stronie, i wtedy nie ma żadnego poświęcania.

    Nie, no - nie idźmy w ckliwą retorykę, bez przesady. Mój eks uwielbiał narty - i korzystał z każdej okazji, łącznie z weekendem majowym. Jeździłam z nim wielokrotnie, choć zdecydowanie w maju wolałabym zacząć sezon letni, a nie gonić zimę. I jakoś nigdy, nawet w okresie różowych okularów nie czerpałam radości, że wbrew swoim chęciom robię coś dla jego przyjemności. Plusem była fajna paczka przyjaciół z którymi jeździliśmy i w sumie było fajnie - ale wolałabym jednak tak samo fajnie mieć nad morzem.
  • chatgris01 18.08.19, 21:14
    Ja w takiej sytuacji nie czerpałabym radości, że wbrew swoim chęciom robię coś dla jego przyjemności, tylko pojechała nad morze.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • kryzys_wieku_sredniego 17.08.19, 14:32
    Mój mąż lubi piwo, co chwile przynosi coś z lokalnych browarów, ja nie podzielam jego pasji i czasem łyka wezmę, nawet już nie nalewam do szklanki, bo szkoda brudzić. Ale na rowerze czy po górach to bym pochodziła ;P bo lubię.
  • bywalec.hoteli 17.08.19, 15:20
    Myślałem, ze chodzi o akcje typu „Buegniemy dla Kubusia”

    --
    Lato smile
  • jak_matrioszka 17.08.19, 15:26
    Ja myślałam, że bedzie o poświecaniu sie dla obcych, bo tytuł brzmi dla mnie mocno masochistycznie wink
  • eliszka25 17.08.19, 15:38
    Trochę jak o moim mężu 😉. Latem główne hobby mojego męża, to właśnie rower i góry. Najczęściej jednocześnie, bo rowerem jeździ po górach. Do gór przekonywać mnie nie trzeba, bo kocham i na wycieczki piesze chodzimy rodzinnie z wielką przyjemnością. Roweru próbowałam, ale po pierwsze, to nie jest moja miłość, a po drugie, ze względu na wadę kręgosłupa, dłuższe wycieczki odpadają. Zrezygnowałam więc z roweru, bo dla mnie to nie jest żadna przyjemność. Za to dałam się mężowi wciągnąć w narty. Na początku naszej znajomości on jeździł na narty, a ja zostawałam w domu, bo nie umiałam i się bałam. W końcu mąż stwierdził, że to bez sensu, żebym ja siedziała w domu pod mgłą, kiedy on sobie jeździ w śniegu po słoneczku. Wynajęliśmy instruktora, który w kilka dni nauczył mnie podstaw, później jeździłam pod okiem męża. Polubiłam i choć nadal się trochę boję i nigdy nie będę jeździć tak, jak mąż i nasi synowie, to teraz zimą też jeździmy w góry rodzinnie.
  • mrs.solis 17.08.19, 16:13
    Raz poszlam z mezem do kina na "Wladce pierscieni" i nigdy wiecej. Pospac to sobie moge w lozku, a nie w kinie. Teraz do kina na filmy, ktore mnie nie interesuja chodzi z corka, albo z kolega. Co do np. rowerow to maz lubi jazde typowo gorska, ale ze mna i corka jezdzi na trasy, ktore jestesmy w stanie przejechac. Raz bylam na takiej gorskiej jezdzie i dla mnie to byla wspinaczka z rowerem na plecach, wiec nie zamierzam wiecej tego powtarzac.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • mandarine 17.08.19, 18:23
    mrs.solis napisała:

    > Raz poszlam z mezem do kina na "Wladce pierscieni" i nigdy wiecej. Pospac to so
    > bie moge w lozku, a nie w kinie. Teraz do kina na filmy, ktore mnie nie interes
    > uja chodzi z corka, albo z kolega. Co do np. rowerow to maz lubi jazde typowo g
    > orska, ale ze mna i corka jezdzi na trasy, ktore jestesmy w stanie przejechac.
    > Raz bylam na takiej gorskiej jezdzie i dla mnie to byla wspinaczka z rowerem na
    > plecach, wiec nie zamierzam wiecej tego powtarzac.
    >
    A jakie trasy jesteście w stanie przejechać? Tzn ile km?
  • mrs.solis 17.08.19, 20:49
    Z corka lubimy jezdzic po lesnej trasie ma 11 km. i w zupelnosci wystarcza.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • 55555gita 18.08.19, 21:13
    CIężko powiedzieć gdzie jest ta granica. Jak poznałam mojego męża, to byłam dziewczęciem z małego miasteczka, które nic nie robiło poza czytaniem książek i tańczeniem na imprezach. Sport poza lekcją w-f nie istniał. Wiele zrobiłam w tym temacie, wychodząc poza strefę komfortu. Tylko nie wiem czy dla niego?
    Jak mój facet zaczął nurkować, to pojechałam kiedyś z nim. W bazie nurkowej wynudziłam się śmiertelnie i stwierdziłam, ze albo zacznę sama też nurkować, albo będę się ciągle nudzić i czekać aż on wyjdzie z wody. Polubiłam nurkowanie, może mniej często schodzę pod wodę niż mój mąż, ale przynajmniej mam swoje doświadczenia w tym zakresie i o czym pogadać z innymi nurkami. To samo dotyczy nart, gór, żeglowania itp. Nie muszę być sternikiem, ale parę razy wakacje na łajbie spędziłam. Mogłam w tym czasie oglądać krajobrazy lub czytać książki, a mąż ciągnął te wszystkie sznurki smile Wystarczy że tylko trochę zagłębię się w cudzy świat. Na tyle głęboko, by móc potowarzyszyć. By samemu w tym samym czasie sie nie nudzić i też mieć frajdę. Owszem można wakacje spędzać osobno, tylko nie zawsze to jest miłe.
  • ajrisz.ka 18.08.19, 21:28
    55555gita napisała:
    > Wystarczy że tylko trochę zagłębię się w cudzy świat.

    Jesteś hakerem??

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka