Dodaj do ulubionych

Czy boicie się samotnej starości?

27.08.19, 11:56
Dzień dobry w ten piękny, słoneczny dzień. Spotkałam wczoraj sąsiadkę, w miejscu gdzie mieszkałam jako dziecko/nastolatka. Pani zawsze aktywna w czasach młodości, teraz z wiekiem trochę niedomaga, ale nie to jest jej głównym zmartwieniem. Pozaliła się, ze czuje sie samotna, bo jedyny syn mieszka daleko, wpada nie często, synowa jeszcze rzadziej. Jest zdana na siebie, i sporadyczną pomoc sasiedzką o którą nie śmie prosić. No i myślę tak od wczoraj, ze jak człowiek jeszcze młody i zdrowy, to wszystko jest inaczej. Potem może byc różnie. Dzieci też nie będą gwarancją, bo mają swoje rodziny, lub są daleko. Myślicie czasem o tym? Boicie się tej ewentualnej, nieoczekiwanej samotnosci w starszym wieku? 😕🤔


--
"Alter schuetzt vor Liebe nicht, aber Liebe vor dem Alter"
Coco Chanel
Edytor zaawansowany
  • 35wcieniu 27.08.19, 12:00
    Nie.
    Chyba bym musiała konkretnie oszaleć żeby się bać czegoś co nie wiadomo czy nastąpi.
    Zabezpieczyć się - odkładać kasę na ewentualną opiekę itd. - wiadomo. Ale żeby się bać? Pfff...

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • ajriszka 27.08.19, 12:02
    Boję się niedołężności. Samotności? Nie. Samotność mam opanowaną do perfekcjismile
    E tam, nie wiadomo czy w ogóle dożyjemy tej starości...więc chyba nie ma sensu martwić się na zapas.
  • nota_bene0 27.08.19, 12:06
    Chyba sie trochę nakreciłam, ale sporo jest ludzi i niedołężnych i samotnych.

    --
    "Alter schuetzt vor Liebe nicht, aber Liebe vor dem Alter"
    Coco Chanel
  • 35wcieniu 27.08.19, 12:13
    Młodych i samotnych też. Młodych i chorych, młodych i niepełnosprawnych itd. Ale i starych i zdrowych.
    Czego się bać, nie wiadomo nigdy w której grupie i kiedy się człowiek znajdzie.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • iwoniaw 27.08.19, 12:16
    Cóż, ja rozmawiałam niedawno ze starszą osobą, która nie jest ani niedołężna (wiadomo, nie lata jak kozica ani nie fika jak dwudziestolatka, ale spokojnie sama się porusza, ogarnia podstawowe sprawy), ani samotna w ogólnym sensie (mieszka z rodziną, dbającą o wszystko i służącą wszelką pomocą, towarzystwo też ma więc na co dzień, oprócz tego dalsza rodzina i znajomi normalnie przychodzą) i ona mi powiedziała, że życie jest już teraz takie bez sensu, bo jej rodziców i ciotek/wujków nie ma już dawno, i współmałżonek nie żyje, i koleżanka X umarła, i sąsiad Y, i kuzynka Z, i brat rodzony i bratowa, z którą się przyjaźniły całe życie - a z dziećmi, wnukami i prawnukami jest owszem, fajnie pogadać, ale nie z nimi przeżyła większość życia, nie z nimi dzieliła większość wspomnień i nie oni łapią w lot bez tłumaczenia "a jak w roku x pojechaliśmy do y" czy "a w pierwszej pracy to..." I sądzę, że to faktycznie może być kiedyś dla mnie problem, gdybym tak miała przeżyć wszystkich - że nawet mając opiekę, troskę, towarzystwo, a nawet w miarę zdrowie i środki finansowe będę pozbawiona tych ludzi, którzy są najważniejsi. Ale nie, nie boję się tego i nie rozmyślam o takich wariantach, bo przecież nie wiadomo, komu bliżej, a komu dalej i co się jeszcze zdarzy, po co się więc nakręcać? Trzeba teraz żyć tak, żeby sobie potem w brodę nie pluć i tyle.


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • zosia_1 28.08.19, 06:48
    No ale po co ciągle żyć przeszłością. ?
  • aga_mon_ber 27.08.19, 12:47
    Póki jesteś zdrowa i sprawna, no to ok. Ale co, gdy zaczniesz chorować i pies z kulawą noga się tobą nie zainteresuje?
    To dopiero dramat.
  • ajriszka 27.08.19, 13:21
    Tak, zgadzam się. Ale jaki masz na to wpływ? Oby tylko pielęgniarka środowiskowa zaglądała od czasu do czasu (zanim robale wyjdą z mieszkania na klatkę schodową tongue_out )
  • minerallna 28.08.19, 05:03
    Znam sytuację gdzie samotna osoba dosłownie zaczęła przeciekać przez podłogę, strop, parter do piwnicy.
    A że z tego mieszkania śmierdziało od wielu lat to sąsiedzi długo nic nie robili i nigdzie nie zgłaszali...

    --
    http://supergify.pl/images/stories/impreza/tany/ballo011.gif
  • aga_mon_ber 28.08.19, 09:20
    Bo teraz mamy takie czasy, że nikt nikogo nie obchodzi. Każdy sobie.

  • 1matka-polka 28.08.19, 09:31
    No jak to, przecież mamy te wszystkie rozrywki dla seniorów, uniwersytety trzeciego wieku, wieczorki, wycieczki, potańcówki, nic tylko korzystać. Polska kultura oczywiście utrudnia pozytywne podejście do życia, staruszkowie są leniwi i zgryźliwi, nie to co w Hiszpanii, gdzie seniorzy sami z siebie w wesołych grupach hasają po okolicy...

    --
    Łatwiej jest oszukać ludzi, niż przekonać ich, że zostali oszukani.
    Mark Twain
  • madami 27.08.19, 12:14
    Ja bym chciała żyć w komunie staruszków wink mamy taki pomysł z dobrymi znajomymi - sprzedać nasze mieszkania i domy i kupić jeden wspólny, parterowy, zatrudnić osoby do opieki nad nami, taki społeczny dom starców, może założyć fundację albo stowarzyszenie.
  • ajriszka 27.08.19, 12:19
    smile Dobry plan. Ja jednak wolałabym sama siedzieć w pustym domu. I patrzeć przez okno.
  • bistian 27.08.19, 12:52
    madami napisała:

    > Ja bym chciała żyć w komunie staruszków wink

    Większość będzie zmuszona szukać takich rozwiązań ze względów finansowych
  • iwoniaw 27.08.19, 12:58
    A ja bym w życiu nie chciała żyć w żadnej komunie, a już w komunie staruszków to w ogóle. Chciałabym być sprawna fizycznie i umysłowo po kres swych dni, żyć w swoim domu wśród swoich rzeczy i umrzeć nagle. To znacznie lepsze niż żyć 100 lat otoczona zgryźliwymi tudzież zdemenciałymi starcami.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • madami 27.08.19, 13:19
    Ja zamierzam być wesołą staruszką wink i otaczać się będę podobnymi do mnie.
  • ajriszka 27.08.19, 13:23
    madami napisała:

    > Ja zamierzam być wesołą staruszką wink i otaczać się będę podobnymi do mnie.

    Uwielbiam takich staruszków, żartujących sobie, wesołych, dodających energiismile
  • mae224 27.08.19, 13:06
    Ja też. smile
  • eliksir_czarodziejski 27.08.19, 16:29
    Świetny pomysł i też nie raz mi to przychodzilo do głowy. Ja bym jednak była za blokiem z samodzielnymi mieszkaniami, dom to jednak dużo więcej roboty i mniej osob może tam mieszkać na raz. Kurcze, można byłoby organizować jakieś dansingi, pokazy kinowe, wycieczki, organizować dowóz zakupow i załatwianie innych usług😁
    Aż nie mogę się doczekać 😁😁😁
  • agatazieba 27.08.19, 19:48
    Akademik sobie kupcie
  • ortolann 27.08.19, 12:18
    Tak, boję się niedołężności i samotnej starości. Boję się, że będę już zmęczona wszystkim i będę musiała sama ze wszystkim sobie radzić: wyrzucać śmieci, gotować, sprzątać, radzić sobie z naprawą sprzętów, z dostaniem się do lekarza. To jest moja realna obawa.

    --
    http://s17.rimg.info/5aa663295cabae0e0baed1538c766a3b.gif
  • summerland 27.08.19, 17:16
    Ja tez podobnie. Nie jestem techniczna i boje sie napraw wszelkiwgo rodzaju. Nieraz mam klopoty z komputerem czy komorka teraz. Utrzymanir domu zarowno pod wzgledem technicznym i fizycznym jak i finansowym tez mnie przeraza. No i zalatwianie roznych spraw.
  • potworia116 27.08.19, 12:21
    Nie. Biedy tak, samotności nie.
  • elle_du_jour 27.08.19, 12:28
    starość jawi mi się jako koszmar, a już samotna starość to zupełne tortury. słyszałyście/czytałyście o stuletnim Australijczyku, który poddał się eutanazji, choć nie był śmiertelnie chory, a "tylko" jakość życia tak drastycznie spadła, że nie chciał już żyć?
    www.bbc.com/news/world-australia-43957874

    obawiam się, że nie będę tak bogata by sobie, w razie co, fundnąć eutanazję w Szwajcarii.
  • chatgris01 27.08.19, 12:34
    Nie.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • memphis90 27.08.19, 12:39
    E, rodzina pewnie odda mnie do domu spokojnej starości czy innej jesieni życia i będę mieć towarzystwa po kokardę.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • barattolina 27.08.19, 12:54
    Nie boję się samotności.
    Boje się biedy i tego, że jak już będę niedołężna i niespełna władz umysłowych to nikt mnie nie obroni przed jakąkolwiek krzywdą. Boję się tego, że nawet zwierząt nie będę mogła wtedy mieć, bo pójdą do schroniska jak mnie zabraknie.
    Nie mam dzieci, rodzeństwa a mój obecny mężczyzna jest starszy o 12 lat.

    Ratuje mnie tylko myśl, że może nie doczekam starości big_grin
  • pani_tau 27.08.19, 13:02
    Dziwna sprawa, bałam się tego panicznie gdy byłam młodsza, im jestem starsza tym bardziej samotność wydaje mi się być całkiem fajną perspektywa.
    Natomiast przerażają mnie trzy rzeczy: bieda, niedołężność i proces umierania.
  • summerland 27.08.19, 17:19
    Mnie tez te 3 najgorsze co wymienilas.
  • pani_tau 27.08.19, 19:20
    I dlatego marzy mi się eutanazja. W przyjemnym miejscu, z lekarzami takimi jak ci przedstawieni w Grey's Anatomy. Miło, spokojnie, profesjonalnie. Łagodnie osuwam się w sen i tyle.
    No co w tym złego?
  • summerland 27.08.19, 19:48
    Nie wiem co o tym myslec, kiedys bylam pzeciwna, potem za, a od jakiegos czasu jak troche poczytalam o tym, chyba na forum odnosnie usypiania zwierzat ale dotyczylo tez ludzi to nie jestem pewna co o tym myslec.
  • pani_tau 28.08.19, 09:24
    A o co chodziło? Bo tamtego wątku nie wyłapałam,
  • tryggia 27.08.19, 13:22
    Samotność jest w ogóle tym, co mnie smuci i przestrasza. Taka samotność w słabości tym bardziej.
    Nie wiem czy mam podstawy by realnie się tego bać. W rodzinie jesteśmy ze sobą blisko, starsi ludzie nie mieszkają sami.
    Nie wiem jakie połówki i miejsce do życia wybiorą sobie dzieci. Nie chciałabym codziennego osamotnienia.
    Mamy też z przyjaciolkami opcję wspólnej starości.

    --
    Hope
  • tryggia 27.08.19, 13:26
    Przeraża mnie to co dzieje się np w Szwecji, gdzie rachunki płacone są z konta, dziadek żyje i umiera sam. Dopiero smród lub inne okoliczności długo później są powodem zajęcia się (przez obcych) ciałem. Albo Francja - pomór wśród samotnych staruszków z powodu upałów. I mieszkania zamknięte od środka.
    To jest wizja piekła.

    --
    Hope
  • elle_du_jour 27.08.19, 13:39
    o, właśnie. jeśli dożyję sędziwego wieku to czeka mnie to, co opisałaś. nie mam dzieci, dalsza rodzina praktyczne nieistniejąca, przyjaciół kilkoro, ale to przecież nie na nich będzie spoczywać opieka. czy będzie mnie stać na codzienne wizyty pielęgniarki/opiekunki? jedynym wyjściem jest dom opieki, ale ...co to za życie.
  • mauricella 27.08.19, 17:33
    “ czy będzie mnie stać na codzienne wizyty pielęgniarki/opiekunki? jedynym wyjściem jest dom opieki, ale ...co to za życie.”
    Natomiast osoby bliskie ( np dzieci) , ktore musialby codzinnie do ciebie przychodzic i pielegnowac oprocz swojego zycia zawodowego i rodzinnego to co innego.
    To przeciez ich obowiazek bo NA NICH SPOCZYWA OPIEKA, przeciez nie pojdziesz dobrowolnie do domu opieki – bo co to za zycie…
    who cares ich zycie?
  • szeera 27.08.19, 17:56
    "Natomiast osoby bliskie ( np dzieci) , ktore musialby codzinnie do ciebie przychodzic i pielegnowac oprocz swojego zycia zawodowego i rodzinnego to co innego."

    I to też nie rozwiązuje problemu samotności. Znam staruszki bardzo zaopiekowane przez własne dzieci, które i tak czują się bardzo samotne, bo oprócz opieki chciałby jeszcze relacji, której własne dzieci nie mają czasu/ochoty/możliwości zapewnić.
  • elle_du_jour 27.08.19, 18:09
    spoczywa dobra i wolna wola opieki - czy tak lepiej? nic nie napisałam o obowiązku. zresztą, ja osobiście poczuwam się w pewnym stopniu do obowiązku troszczenia się o dobrostan moich starszych rodziców, których bardzo kocham i z którymi mam dobrą relację. pragnę się zatroszczyć i czuję w obowiązku opiekować się, na tyle na ile mi siły pozwolą, i tak by zachować swoją przestrzeń i życie. czułabym się także "w obowiązku" zatroszczyć o ciężko chorą przyjaciółkę, gdyby była zupełnie samotna, co nie znaczy, że sama wymagałabym takiej postawy i moralnie oceniała, gdyby wybrała inaczej.
    a życie w domu opieki, jeśli byłabym niedołężna, obłożnie chora, niesprawna umysłowo, jest dla mnie trudne do przyjęcia. dlatego chciałabym mieć możliwość dokonania eutanazji, co z wielką dozą prawdopodobieństwa w tym kraju nie będzie możliwe.
    oczywiście jest to daleko posunięte gdybanie, mogę nie dożyć starości, albo nawet jutra, to jasne.
  • qs.ibidem 27.08.19, 13:35
    Do starości jeszcze się nie ustosunkowuję.
    Ale mam nadzieję na duuuużo samotności!
  • bi_scotti 27.08.19, 13:50
    Obserwuje moje stare ciotki. Naprawde juz wiekowe, najmlodsza ma 97 lat, najstarsza 108. Wszystkie sa juz, w pewnym sensie, samotne. Spouses died, znajomi albo umarli, albo sa na tyle niedolezni, ze jakby ich nie bylo, sasiedzi wciaz nowi - trudno budowac jakiekolwiek relationships, dzieci daleko (niektore zreszta tez juz nie zyja) albo jesli blisko, to odwiedzanie matek traktuja zadaniowo a nie spontanicznie/z porywu serca i starsze panie to czuja doskonale. Dalsza rodzina (jak ja et consortes) odwiedza naprawde okazjonalnie, dzwoni "z okazji", niby jest ale jakby jej nie bylo … A to sa wszystko panie 100% sprawne umyslowo, bez dementia (OK, cos tam zapominaja od czasu do czasu, ale definitely sa kompletnie fine "z glowami" z punktu widzenia medycyny), ktore cale zycie byly active etc. No i sa samotne. Nie da sie ukryc. Maja te jakies swoje clubs, do ktorych chodza w okreslone dni, maja poukladane zajecia typu Bingo, basen, zakupy etc. ale jest w tej rutynie cos almost wieziennego uncertain Zycie jest i moze nawet czasami cieszy ale jakies takie ono wylacznie przetrwalnicze. I wiem, ze one same tak to czuja. Jak mi jedna powiedziala "bo widzisz Bi_scotti, ja juz na nic nie czekam!" I tego momentu sie boje, tego ze tez ktoregos dnia przestane na cokolwiek czekac … Life.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • po-trafie 27.08.19, 13:42
    Ostatno mimochodem w czasie rozmowy z przyjaciolka poruszylysmy temat utrzymywania przyjazni jako dosc ciezkiej pracy. Ze w swiecie ludzi doroslych i zajetych (zawodowo, rodzinnie itp) podtrzymywanie wiezi, znajdowanie czasu, dbanie o to, zeby sie bylo blisko i na biezaco a nie tylko "pocztowka na swieta" lub "przyjaciel na facebooku" nie wychodzi samo z siebie, przypadkiem.
    Zazwyczaj wymaga wkladu energi i staran. Pytala mnie, jak znajduje czas na przyjaznie w czasie kiedy moja praca wymaga ode mnie kilkudniowych intensywnych podrozy min 2-3 razy w miesiacu, robie jakies remonty, rodzina tez sporo wymaga.. I jak ja do tego znajduje sile, zeby cos z przyjaciolmi organizowac, wychodzic, byc, pic kawe, dzwonic i pytac co tam.
    Jak to jest, ze nie padam po powrocie plackiem, nie ogrniaczam sie do czasu z mezem, nie odsypiam caly weekend.

    I tlumaczylam jej, ze owszem. Czasem czuje, ze to jest wysilek. Ale ze teraz wszyscy jestesmy mlodzi, piekni, swiezo po slubach, wijacy gniazda, jezdzacy na wczasy i tacy ah oh, moznaby sie w czterech scianach z mezem zamknac, ew czasem do rodziny odezwac i juz, szczescie socjalne na 1010%.
    A z czasem bedzie gorzej. Statystycznie, wkolo mnie prawdopodobnie sporo osob predzej czy pozniej zachoruje na ciezka chorobe lub bedzie mialo chorobe w najblizszej rodzinie, rozwiedzie sie, bedzie mialo dzieci, malzonkow lub rodzicow sprawiajacych spore problemy.. Ze mozemy zostac sami, ze moze nam byc ciezko.
    I ze ten wysilek, to pojscie na kawe, to bycie na biezaco i blisko, bycie zainteresowanym i zaangazowanym w czasie kiedy jest dobrze - to wszystko daje nam szanse, ze jak bedzie zle, to nie bedziemy sami.
    Ze jak bedziemy wdowami, to bedzie z kim pojsc na kawe czasem.
    Ze jak bedziemy chore, to ktos czasem zadzwoni. Ze jak bedziemy przez ciezki rozwod przechodzic, to ktos pojdzie z nami potanczyc. Bo jak sie zainwestowalo 20 czy 40 lat, to sa szanse (nie gwarancje, ale szanse) ze ta relacja przetrwa do smierci.
    A jak sie tej pracy i czasu nie zainwestuje, to sie ma nieomalze gwarancje, ze zadna relacja nie przetrwa.

    Ona popatrzyla na mnie.. popatrzyla.. po czym powiedziala "nie pomyslalam o tym, kiedys mozemy byc same..".
    Jak mozna o tym nie myslec? Jak mozna temu nie probowac przeciwdzialac?
  • evolventa 27.08.19, 14:45
    świetnie napisane..... też się staram tego trzymać........
  • szeera 27.08.19, 16:47
    "A jak sie tej pracy i czasu nie zainwestuje, to sie ma nieomalze gwarancje, ze zadna relacja nie przetrwa.
    Ona popatrzyla na mnie.. popatrzyla.. po czym powiedziala "nie pomyslalam o tym, kiedys mozemy byc same..".
    Jak mozna o tym nie myslec? Jak mozna temu nie probowac przeciwdzialac?"

    To chyba nie jest takie proste. Z tego co obserwuje, osoby 60-70 letnie które miały normalne relacje społeczne do tej pory, raczej nie mają problemu, nawet gdy stały się np. mniej sprawne fizycznie. W ich otoczeniu jest zazwyczaj jeszcze tyle osób sprawnych, że jest ok. Problem zaczyna się dla osób naprawdę starszych. Gdy rówieśnicy są już również niesprawni, albo odeszli. Niesamotne rozwiązania widziałam dwa - nawiązywanie nowych znajomości ze sporo młodszymi osobami i ich podtrzymywanie, albo domy opieki gdzie nawet osobom niesprawnym fizycznie dużo łatwiej podtrzymywać kontakty towarzyskie. Z moich obserwacji dla tych starszych osób nie sprawdzają się jako towarzystwo dorosłe dzieci, nawet mieszkające tuż obok.
  • tairo 27.08.19, 19:41
    W swoim wywodzie zupełnie zapomniałaś o tym, że jeżeli dożyjesz 80+ wyłącznie pielęgnując relacje z plusminus rówieśnikami, posiadane od 20 czy 40 lat, któregoś dnia możesz się obudzić, a nikogo z nich już nie będzie.
    Nawet jak się czas i pracę zainwestuje, to masz nieomal gwarancję, że większość relacji nie przetrwa do twojej śmierci, chyba że to akurat ty umrzesz wcześniej, zostawiając za sobą te przyjaciółki od 20 czy 40 lat.
    Hint: trzeba myśleć też o nawiązywaniu nowych relacji, niekoniecznie z rówieśnikami.
  • sortfort 27.08.19, 13:46
    I tak i nie. Bo zdecydowanie bardziej boję się starości niesamotnej ale w otoczeniu ludzi skłóconych, wrednych i takich dla których jestem kulą u nogi. Widziałam taką relację, gdzie staruszka była tylko problemem który innym zawadzał, więc od tamtej pory nie boję się samotnej starości a nawet w niektórych sytuacjach uważam za luksus.
  • pani_tau 27.08.19, 14:23
    Oj, prawda. Też widziałam takie sytuacje i z całego serca pragnę nigdy w podobnej się nie znaleźć.
    Z przyjaciółmi też różnie - do zabawy do każdy pierwszy, gorzej z konkretną pomocą.
  • mamaafg 27.08.19, 14:13
    Ja chcialabym dozyc starosci, nawet takiej samotnej. To wielki przywilej w dzisiejszych czasach.
  • majenkir 27.08.19, 15:21
    Troche sie boje, chociaz corka mi obiecala, ze bede mieszkac u niej w guest house, a patrzac jaka jest nieogarnieta zyciowo, mysle, ze bede jej potrzebna do konca moich dni big_grin.

    Starosc generalnie nie jest fajna i tak naprawde nie mozna sobie nic zaprogramowac sad.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • kosmos_pierzasty 27.08.19, 16:26
    Nie. Liczę się z tym, że może tak być. Ale nie oczekuję, że świat będzie mnie zabawiał. Dopóki będę wystarczająco sprawna sama o siebie zadbam doskonale, a potem, niech się dzieje, co chce, nad dom opieki ewentualnie też nie będę fukać.
  • vodyanoi 27.08.19, 18:12
    Mam nadzieję, że będę wystarczająco sprawna, żeby odebrać sobie życie na własnych warunkach.
    Pamiętam, jak kiedyś niedaleko moich rodziców powiesiła się 90-letnia kobieta. Pewnego dnia po prostu wzięła sznur i bach. Był to szok dla wszystkich, bo miała dzieci, wnuki, była całkiem sprawna. Wtedy wydawało mi się to dla mnie kompletnym szokiem. A potem widziałam, jak umierali moi dziadkowie... W szczególności babcia. I czuję zazdrość, że takiego Terrego Pratchetta było stać na to, żeby odejść wtedy, kiedy chciał. A mi pewnie zostanie ten sznur. Albo nie wiem... Tabletki na serce?
  • elle_du_jour 27.08.19, 18:18
    vodyanoi napisał:

    > Pamiętam, jak kiedyś niedaleko moich rodziców powiesiła się 90-letnia kobieta.
    > Pewnego dnia po prostu wzięła sznur i bach. Był to szok dla wszystkich, bo miał
    > a dzieci, wnuki, była całkiem sprawna.

    tak, z jednej strony szokujące, a z drugiej ...całkiem zrozumiałe. szokujące tylko w pierwszej chwili. uważam, że prawo o decydowaniu o swojej GODNEJ śmierci, to prawo człowieka. myślę, że kiedyś kiedyś kiedyś tam, eutanazja będzie dopuszczalna w większości krajów.
  • abecadlowa1 27.08.19, 18:29
    Nie boję się samej samotności, ale obawiam się:
    1) niesamodzielności, bycia zdanym na innych,
    2) wykluczenia związanego z nienadążaniem za rozwojem techniki/technologii,
    3) umierania w sytuacji, gdybym chciała nadal żyć. Niepogodzenia ze śmiercią.
  • yuka12 27.08.19, 19:56
    Ja nie lubię starości tak w ogóle. Gdybym miała wybór, odeszłabym bym sobie w zaświaty czy gdzie tam trafię (lub nie) niedługo po 60 urodzinach. Lubię swoje życie, nie chcę widzieć, jak się sypie. Długie życie uważam za przereklamowane. Poznałam b.wielu starszych ludzi, także po 100 rż, wiem, co piszę.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • heca7 27.08.19, 20:13
    Kiedy byliśmy na urlopie moja matka córce naszej tłukła takie głupoty, że ziemniaki mi w piwnicy zgniły wink Córka lat 17,5 została w domu. I podczas codziennych wizytacji (czy aby chłopak się nie szwenda po domu) powiedziała wnuczce, że nie wolno jej studiować za granicą bo nie znajdzie sobie męża i nie będzie w związku z tym miała dzieci big_grin Oraz, że niedaleko niej mieszka pani, której syn wyjechał na zachód (przed 89) i miał na kilka lat a został. I ona jest sama, ma małą emeryturę i jest jej ciężko. Dlatego nie należy pozwalać na wyjazdy dzieci za granicę do pracy i na studia bo potem będzie się samym i bez pieniędzy suspicious Wnuczka przytomnie zapytała jak niby się zmusza człowieka dorosłego (syn sąsiadki wyjeżdżając miał 30 lat) do pozostania w kraju? Ale babcia się zapowietrzyła i zaczęła stałą gadkę o tym jaka ona jest samotna wink

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • jola-kotka 28.08.19, 03:21
    Ja sie nie boje bo gdzies tam sie na nia swiadomie zdecydowalam,biorac pod uwage ze mezczyzni zyja krocej od kobiet ale ja mam 5 lat mlodszego meza to moze nie az tak dlugo bede sama. Moze starosci nie dozyje. Nie mysle najwazniejsze to zabezpieczyc sobie ja finansowo a jak to jest to juz co bedzie to bedzie. Posiadanie dzieci , rodziny nie gwarantuja super starosci, nic jej nie gwarantuje. Czego tu sie bac? Nie my pierwsi i nie ostatni. Mozna ja przezyc super samemu teraz sa miliony mozliwosci.
  • konsta-is-me 28.08.19, 06:09
    Tak naprawde w samotnosci na starość chodzi o brak nadzieji.
    Brak perspektyw.
    Nie ma przyszlosci.
    Wszystko już było i juz nic nie będzie.
    Nic juz nas nie czeka.
    To jest najgorsze.
  • zosia_1 28.08.19, 06:46
    A wiadomo jak często sąsiadka chciałaby, żeby jej syn przyjeżdżał? Starsi ludzie czasem tak mają, że im się nudzi i chcieliby, żeby najlepiej codziennie do nich przyjeżdżać - to raz, a dwa , czasem częstotliwość odwiedzin jest mocno skorelowana z charakterem matki. Mam 2 synów, jestem ciekawa jak będzie u mnie, nie boję się, a właśnie jestem ciekawa

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka