Dodaj do ulubionych

Macie chęć gotować

03.09.19, 09:46
Wracacie z pracy i się zaczyna szybko ziemniaki surówka,mięso itp.Ja to zawsze co tu szybko zrobic i kombinuję wyczaroać coś szybkiego i taniego.Nie zawsze sie da.Ale w ciągu pół godziny się wyrobię.np ziemniaki pulpety ,surówka- nie liczę czasu gotowania.Jak nie mam checi kupuje paczke pierogow.Najgorzej zacząć.
Edytor zaawansowany
  • 35wcieniu 03.09.19, 09:53
    Aha.Przyjęłyśmy do wiadomości.Informuj dalej.PS.Taka awaria że spacja działa między wyrazami a po kropkach już nie ma jakąś swoją nazwę?

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • solejrolia 03.09.19, 09:53
    Mamy chęć.
    Ale fakt, zestaw: ziemniaki, surówka i mięso jest u nas sporadycznie, może raz na 2 tygodnie?


    --
    Ile rzeczy należy mieć w d...e, to się w głowie nie mieści!
  • korniz 03.09.19, 10:02
    u nas tez coraz rzadziej taki zestaw. Teraz to wszelkiego rodzaju sałatki wchodzą w rachubę. Aby było syto i szybko.
  • saphire-2 03.09.19, 23:13
    U mnie jeszcze rzadziej. Raczej w niedzielę raz na miesiąc.
  • jehanette 03.09.19, 10:07
    Nie gotuję w tygodniu po pracy. Dziecko je w szkole obiad dwudaniowy, w domu jemy kolację - kanapki, kaszę mannę, koktail owocowy, jajko, parówki, czasem pomidorową z domowego przecieru od mamusi, kluski leniwe, czasem jakieś racuchy. My tez w pracy jemy obiad, zwykle własny, ale to już gotujemy późniejszym wieczorem, zwykle potrawy jednogarnkowe.

    --
    Error 404
  • kamin 04.09.19, 22:00
    Zaraz przybiegnie triss i zacznie dowodzić, że dziecko musi koniecznie zjeść drugi obiad po szkoke/przedszkolu.
  • kanga_roo 03.09.19, 10:08
    nie mamy chęci. moja rodzina wie doskonale, że jakbym chciała się zajmować gotowaniem, to bym została kucharką. więc oczywiście pierwszym kryterium przygotowywania posiłków jest u mnie efektywność; potrawy, przy których trzeba się napracować, odpadają od razu. potrawy, których części rodziny nie zje, też. gdyby nie dzieci, pewnie częściej bym nie gotowała niż gotowała, bo sama mogę zjeść niewiele i niekoniecznie musi to być "zestaw obiadowy". szczególnie od kiedy nie jem mięsa doceniam szybkie i proste dania, z minimalną ilością obróbki.
  • mama_duzych_dzieci 03.09.19, 13:34
    W tym roku mija ami 35 lat pracy zawodowej, zdążyłam wypuścić 2 dzieci w świat i nic się nie zmieniło, wracam z pracy i siadamy do obiadu. Najczęściej wieczorem gotuję zupę ( bo jesteśmy uzależnieni od zup ). Potrafię podszykować ileś tam porcji tylko do odgrzania, robimy tylko ziemniaki, kaszę, ryż, makaron co akurat pasuje i po chwili przerwy leci drugie danie.
    Ale ja uwielbiam gotować, karmić jednostki - wynosząc gotowe dania do pracy , częstować nawet panie z gazetamismile
    Ten tydzień jestem sama i w niedziele ugotowałam sobie zupę krem na 3 dni. Ja przy gotowaniu potrafię odpoczywać. Zawsze sprawia mi to przyjemność.
  • alpepe 03.09.19, 13:40
    Jesteś w stanie jeść trzy dni te samą zupę? Ja bym chyba tylko z pomidorową i ogórkową potrafiła.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • kosheen4 03.09.19, 13:50
    no co ty, a krupnik? kapuśniak? rosół? żurek? barszcz? smile

    --
    Wrzucony papier zapycha pisuar, zachodni wiatr spienione goni fale.
  • alpepe 03.09.19, 13:57
    trzy dni pod rząd? Zresztą ja robię zwykle zupę na jeden raz.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • aerra 03.09.19, 14:21
    Trzy dni bez przerwy? Nie ma opcji.

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • mama_duzych_dzieci 03.09.19, 13:57
    Czy jestem w stanie? Tak - bo w pierwszy dzień jadłam zupę krem z bagietkami czosnkowymi, w drugi dzień wsypałam sobie ziarna dyni i słonecznika, dzisiaj zjem zupę dodając łyżkę kaszy jaglanej ( która została ze śniadania ) i natka pietruszki w ilości hurtowej. Każda zupa z tego samego gara musisz przyznać jest inna. A tak jak napisała kosheen4 to żurek jadłam 3 dni i był super i kapuśniak również mogę jeść ( zwłaszcza w zimie ) Rosół natomiast lubię najbardziej w pierwszym dniu. Myślę że to sprawa bardzo indywidualna.
  • mamaafg 03.09.19, 14:19
    U mnie to w ogole zup nikt nie je. Dla mnie tez zupa to nie obiad. Mamy zupe srednio dwa razy...do roku i zawsze powtarzam sobie, ze to ostatni raz. I nie to, ze nie umiem zrobic. Podobnie jest gdy ugotuje moja mama czy ktos inny. Moja rodzina nie potrafi sie zupa najesc. Moj chlop powtarza, ze jedzenie w stanie cieklym to napoj wink a w ogole jesc 3 dni taka sama to az zazdroszcze. Nie znosze gotowac, wiec dla mnie byloby idealnie, no ale co zrobic, skoro nie lubimy.
  • aankaa 04.09.19, 00:59
    a zupa to obiad ?

    ematka to rosół za pełnowartościowy uzna big_grin

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • mama_duzych_dzieci 04.09.19, 08:39
    wklejam mój poprzedni wpis - W tym roku mija ami 35 lat pracy zawodowej, zdążyłam wypuścić 2 dzieci w świat i nic się nie zmieniło, wracam z pracy i siadamy do obiadu. Najczęściej wieczorem gotuję zupę ( bo jesteśmy uzależnieni od zup ). Potrafię podszykować ileś tam porcji tylko do odgrzania, robimy tylko ziemniaki, kaszę, ryż, makaron co akurat pasuje i po chwili przerwy leci drugie danie.
  • summerland 04.09.19, 01:44
    Zupa jako pierwsze danie. Ja bardzo polubilam ostatnio zupy a mialam przerwe wieloletnia w ich gotowaniu/jedzeniu.
  • mama_duzych_dzieci 04.09.19, 08:39
    W tym roku mija ami 35 lat pracy zawodowej, zdążyłam wypuścić 2 dzieci w świat i nic się nie zmieniło, wracam z pracy i siadamy do obiadu. Najczęściej wieczorem gotuję zupę ( bo jesteśmy uzależnieni od zup ). Potrafię podszykować ileś tam porcji tylko do odgrzania, robimy tylko ziemniaki, kaszę, ryż, makaron co akurat pasuje i po chwili przerwy leci drugie danie.
  • szafireczek 03.09.19, 13:56
    Gotować, to nie bardzo, ale zjeść mam zawsze chęć...smile Gotowych dań garmażeryjnych zdecydowanie nie lubię.
  • hanusinamama 03.09.19, 14:02
    W tygodniu jadamy zupy, sosy, dania jednogarnkowe. Czasami sa ziemniaki ale zazwyczaj rano ugotuje kasze czy makaron. W weekend dania wymagajace wiecej czasu.
  • daniela34 03.09.19, 14:10
    Jestem ematka (nie-matka) karmiąca- uwielbiam gotować i karmić ludzi. Ale u mnie gotowanie wygląda inaczej-obiady jem albo w biurze (przynoszę sobie z domu), albo w domu, jeśli uda mi się skończyć wcześniej, ale i tak gotuję zwykle wieczorami na kolejny dzień. Czasem jeszcze przygotowuję coś ciekawszego na kolację - wczoraj wieczorem gotowałam krem z selera naciowego na dziś do pracy, dziś wieczorem będę piekła tartę z kozim serem i figami, część pewnie zjemy na wczesną kolację, a część będzie na jutro do pracy.
    Oprócz tego w weekendy piekę ciasta, a teraz - w sezonie, robię przetwory, więc na przykład całą sobotę spędziłam przygotowując wytrawne muffiny, ciasto drożdżowe z jagodami, dżem jagodowy i warzywa w zalewie octowej w słoikach. Kocham takie soboty.
  • czekoladazkremem 03.09.19, 21:44
    O matko i córko, cała sobota przy garach!! Podziwiam. Ja bym nie mogła. Zresztą moja rodzina kremu z selera, tarty z kozim serem i innych tego typu "wynalazków" nie tknęłaby kijem. Kiedyś próbowałam gotować różne nowe dania, narobiłam się, naszykowałam, pieniądze wydałam - nie tknęli i jeszcze pretensja, że po co cudaczę, oni wolą prosto, tradycyjnie. Ciasta piekłam kiedyś świetne, torty też, już mi się nie chce, wolę kupić w cukierni, a w sobotę iść z dzieckiem i psem na spacer, rower, siłownię, odczyt, do muzeum, teatru, kina. Albo wskoczyć sobie w samochód i odwiedzić Mazury Moje Ukochane. Ale dla mnie gotowanie przerodziło się w przykry obowiązek, pisałam już kiedyś.
  • daniela34 03.09.19, 23:23
    A dla mnie nadal jest frajdą- bo jeśli akurat nie mam ochoty, to nie gotuję- ugotuje kto inny, nie jestem jedyną gotującą w domu. Moi domownicy akurat lubią jak testuję na nich wynalazki, nie muszą jeść prosto i tradycyjnie. A dla mnie taka sobota w kuchni to relaks, a wyjazdy, spacery, teatr, muzeum, kino załatwiam w niedzielę, w niektóre soboty (bo przecież nie spędzam w kuchni wszystkich), albo czasem w tygodniu. Z kolei siłownia byłaby dla mnie największą karą.
  • aankaa 04.09.19, 01:04
    czekoladazkremem napisała:

    > O matko i córko, cała sobota przy garach!! Podziwiam. Ja bym nie mogła. Ale dla mnie gotowanie przerodziło się w przykry obowiązek, pisałam już kiedyś.


    nooo, całkiem niedawno big_grin
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,168588339,168588339,Menu_na_ognisko_ocencie_poradzcie.html?so=0


    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • umi 04.09.19, 16:51
    To lubisz, czy nie lubisz gotowac i jak bylo z tym ogniskiem? Ono Ci tak w piety poszlo, czy jak?

    A ja tak zalowalam po tym spisie potraw, ze sie nie znamy osobiscie.
  • escott 03.09.19, 14:20
    Ja nie gotuję prawie w ogóle - to znaczy robię ciepły obiad mniej więcej raz w tygodniu. Dziecko ma obiady w przedszkolu. Ponieważ mąż też nie, dokupuję jedzenie na wynos z knajp, różne gotowe rzeczy na ciepło (typu chaczapuri z gruzińskiej piekarni), ew. potrawy wymagające minimalnej obróbki (w sezonie letnim szparagi z jajkiem). Jakoś nie fetyszyzuję "domowego jedzenia", a już szczególnie zup, których po prostu nie znoszę, obiadów z kotletem też bym nigdy nie szykowała, bo nie jem mięsa. Z dzieciństwa natomiast pamiętam, jak nienawidziłam jak wracałam głodna ze szkkoły i musiałam jeszcze czekać na ryż abo ziemniaki do zdrowego obiadu, już wtedy zdecydowanie wolałam jeść poza domem big_grin

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • aerra 03.09.19, 14:23
    A ja nawet lubię gotować, chociaż bardziej lubię jak nie muszę wink

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • iimpala 03.09.19, 16:25
    ja akurat nie cierpię gotować. I nie dla "samego gotowania" a dlatego, ze "musze". Nienawidze być zmuszana do czegokolwiek.
    A poza tym...od początku mowię, że to wszystko o kant doopy potłuc. Człowiek najpierw musi wymysleć, co ugotowac, potem kupić produkty, potem stać nad garami, potem pół godziny żarcia, z czego zwykle polowa rodziny kreci nosem "bo cos nie tak", i w końcu zostaje cały "pier.dolnik" do posprzątania, po gotowaniu i jedzeniu.
    To ja przepraszam, ale ja kręce taką przyjemnosć. Przyjemnosc to jest, jak cos tam gotujesz raz na jakis czas, np. raz na miesiąc/rzadziej, kiedy gosci zapraszasz. I wymyslasz jakieś oryginalne dania.
    Natomiast.. co do codziennego gotowania....
    U mnie w domu rodzinnym, gdzie przez długi czas byłam tylko ja + matka, pracująca matka, która gotowła zupe, kotlety, i jadlo sie az się zjadło. Tak, czasem nawet 3 dni zupa była. Albo kotlety, szczególnie, ze ja za miesem nigdy nie przepadałam, na pewno za tym PRLowskim, pełnym żył i chrząstek, ktorych pogryźć się nie dało. Na zawsze mnie to zniechęciło do jedzenia mięsa.
    Nic się nie marnowoło w związku z tym, a mnie w zasadzie było wszystko jedno, co jem (niemal - bo miesa nie lubilam).
    Teraz, w moim domu, obiad jest na 2 dni, przecietnie (naleśnikow nie jemy 2 dni).
    Dla pracującej kobiety to i tak jest wyzwanie.
    Dlatego ja dokladnie ustałam menu na cały tydzień a w weekend, po zakupach, przygotowuję półprodukty. W tygodniu wystarczy "dokonczyć" obiad.
    I wiele dań, a zupy na pewno, mozna "zapasteryzować", czyli wrzucić do słoika, odwrócić do góry dnem i zostawic do wystygniecia. Potem w chlodzie (lodówka lub piwnica, balkon wiosenno/jesienno/zimowy) może stać do 3 tygodni.
    Jesli ktos nie lubi zup na 2 dni to resztę ugotowanej zupy wrzuca do słoika i otwiera za 2-3 tygodnie - ma gotową zupe.
    Podobnie moze być ze wszystkimi miesami w sosach.
    Można też mrozic część dań.
    Tylko wcześniej trzeba wszystko dokladnie zaplanować i przygotować się do obiadów.
    No i przyznam, że praca "na zmiany" (a tak zawsze pracowałam) ma tu zdecydowana przewagę.
    Nie wyobrażam sobie wracać po pracy o 17.00 i stawać uchetana przy garach.
  • bergamotka77 03.09.19, 20:19
    Rodziny nie masz że tylko Ty gotujesz, podajesz i sprzątasz? Dwa, po takich doświadczeniach jak bym jadła 3 dni to samo, to tez bym miala uraz do domowych obiadów. U mnie odwrotnie: moja mama gotuje od prawie pół wieku codziennie świeży dwudniowy pyszny obiad. Dla mnie jest bohaterką smile Ja staram się gotować ale nie codziennie to robie, no i mam francuskie pieski w domu - każdy lubi co innego wink W sumie mąż najmniej wymagający.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • iimpala 04.09.19, 00:51
    >U mnie odwrotnie: moja mama gotuje od prawie pół wieku codziennie świeży dwudniowy pyszny obiad. Dla mnie jest bohaterką

    no...nie dziwię się, że jest "bohaterką". CVhyba bym zeszła....śmiertelnie...po tygodniu najpóźniej.
    Osobiscie to NIGDY nie przywiazywałam jakiegos specjalnego znaczenia do żarcia. Nie przeszkadzało mi jedzenie pomidorowej 3 dzień z rzędu. Jadłam po to, żeby żyć a nie żyłam po to, zeby jeśc.
    Może dlatego zawsze byłam szczupla.
    Mam (miałam bo część juz "wyprowadzona") wyłącznie 3 facetów w domu. Oczywiscie, że cos tam posprzątali np. zmywarkę wstawili czy smieci wyniesli, odkurzyli tp.
    Niemniej, zebym mogla poruszac sie po kuchni to, w trakcie gotowania, sprzątam na beżąco. Nie będę meża wolała zeby mi wyrzucił obierki po obraniu ziemniakow, na przyklad.
    Już nie wspomnę, że często gotuję (gotowałam) wtedy, kiedy byłam sama w domu bo mąz w pracy, dzieciaki w szkołach a ja ide do pracy po południu. Zostawiałam im gotowy obiad + ziemniaki w garnku do ugotowania, czy tam ryż do ugotowania.
    U mnie obiad jest zwykle na 2 dni. Na poczatku mąż kręcil nosem (bo mamusia niepracująca też codziennie gotowała obiadki). Jednak szybko sie "odzwyczaił" Także od wielu innych rzeczy, np tego, ze mam mu koszule pracować.
    Jak chce mieć "Maryche" w domu to niech na nia zapracuje i ja zatrudni - tak mowilam.
    I tu widze przewagę pracy kobiet, nad siedzeniem w domu, jako służąca pana i władcy.
    Ponieważ pracuje i zarabiam to mój "pan władca" moze mnie cmoknąc w odwłok - nie musze mu być "wdziączna" za utrzymywanie. Przeciwnie, zawsze moge powiedzieć, że "również pracuje i zarabiam".
    Szczerze mówiąc to i tak gotowałam/gotuję wyłącznie ze względu na dzieci. Gdyby nie dzieci ("ktore niczemu nie sa winne") to chyba prowadziłabym kuchnie typu Czubaszek, czyli parowki.
  • ga-ti 03.09.19, 23:27
    Z roku na rok coraz bardziej mi się nie chce. Czekam z utęsknieniem na uruchomienie stołówek w szkołach, najważniejsze to nakarmić w miarę zdrowo i różnorodnie dzieci, my sobie jakoś poradzimy wink a jak przyjdzie gotować rzadziej to i pomysłów będzie więcej i dzieci z wdzięcznością przyjmą niestołówkowe jedzenie wink
  • malgosiagosia 04.09.19, 01:04
    Ja ostatnio wysiadlam. Paleczke w gotowaniu przez ostatni tydzien w 100% przejal maz. Kazal mi sie polozy i odpoczywaccsmile)
  • zazou1980 04.09.19, 14:25
    Nie mam checi i nie gotuje. Prace tak mam ustawiona, ze to konkubin robi obiady. Jak ja wracam z roboty, to juz jest gotowe 😀
    Tez nie jest jakims wielkim fanem gotowania i na codzien robi szybkie dania, czasami gotowce albo zamawiamy cos na wynos.
  • pulcino3 04.09.19, 18:48
    Dziś do pracy wyjechałam o 9:30. Rano ugotowałam rosół, makaron, w międzyczasie posprzątałam chałupę i powiesiłam pranie na dworze. Lubię jak wracam do domu na gotowe big_grin i nie robię tego za karę!

    --
    ...........................................................
    Skąd tyle goryczy, czy wszystko można tłumaczyć nieudaną miłością?
  • cauliflowerpl 04.09.19, 18:58
    Nie znosze. Kiedys bardzo lubilam, przeszlo mi.
    W zimie jeszcze ujdzie bo w kuchni przytulnie. W lecie jem byle co, glownie salaty i salatki.
  • stephanie.plum 04.09.19, 22:17
    wracam do domu i wmaszerowuję do kuchni z zakupami, gotowa pitrasić.

    to dla mnie chyba najfajniejszy moment dnia.

    --
    idę tam, gdzie idę
  • astramastra 05.09.19, 10:37
    Uwielbiam gotować. Mogłabym to robić zawodowo. Nie jest to dla mnie problem zrobić obiad, upiec chleb, ciasto, pizze, zrobić makaron itd. To mnie odpręża. Lubię jeść nowe rzeczy, testować. Jasne,że zdarzają się dni, że źle się czuję bądź nie mam na nic siły więc wtedy gotowiec, ale jest to bardzo rzadkie. Lubię też zjeść coś dobrego w knajpie i potem staram się to odtworzyć w domu. Nie wyobrażam sobie stałego żywienia się na mieście.Córka od zeszłego roku odmówiła jedzenia obiadu w szkole, bo paskudny.Szkoda, bo mając 7 lekcji mogłaby chociaż zupę zjeść. Jednak nie zmuszam bo obiad będzie czekał w domu. Z racji pracy obiad przygotowuje albo rano albo wieczorem dnia poprzedniego. Czasem jest już cały gotowy, w zależności co to jest, czasem córka czy mąż musi ugotować ziemniaki/makaron/ryż.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka