Dodaj do ulubionych

Przedszkolne zawirowania

05.09.19, 10:49
Dzięki zasadom naboru do przedszkola i systemowi punktowemu prawie wszyscy u nas w przedszkolu mają zgryz. Było 40 miejsc w przedszkolu i gdyby przyjmowali wiekowo, to nie byłoby problemu, a przynajmniej nie taki duży...a tak to 2 grupa przedszkolna została de facto rozmontowana, a dzieci poprzerzucane jak jakieś przedmioty do innych grup...w 3, do której miały iść 2-go grupowicze zostało 4 dzieci, większość trafiła do 5 ( najstarszej, zerówki; w tym moja córka, która w listopadzie skończy 5 lat), a część do 4. Grupa była już zintegrowana, dzieci nie trafiły z przyjaciółmi (starano się rozrobić, ale nie zawsze się udało). Rodzice 5latkow niezadowoleni, bo dzieci smutne i nikt o niczym nie powiadomił, rodzice 6 Latków niezadowoleni, bo mają ponad 10ro pięciolatków w grupie i boją się jak będzie wyglądać zerówka. Generalnie sajgon... Moja córka raczej z tych co sobie radzą w różnych warunkach, ale widzę, że jest przejęta i przeżywa utratę pań i większości dzieci. Na szczęście trafiła ze swoim przyjacielem do grupy, ale on w styczniu się wyprowadza, więc nie wiem jak to będzie...
I generalnie rozumiem i rodziców, którzy mają słuszne pretensje, że nikt nic nie powiedział i dyrektorkę, która musiała to wszystko jakoś spiąć, ale jestem zła. Bo przedszkole miało nie być przechowalnią, miało być pomocą dla rodziców, a okazuje się, że dzieci tu nie są najważniejsze... Sorry, udało mi się.
A jak u Was?
Edytor zaawansowany
  • mama.nygusa 05.09.19, 10:58
    Za co te punkty? podzial inny niz wg.wieku to chyba glupota.

    Druga glupota top nazywanie przedskzolnych kolezanek/kolegow przyjaciolmi.

    --
    bip.inowroclaw.pl/?cid=72759&bip_id=8677
    78,954,90zl tyle zarabia nauczyciel.
  • ichi51e 05.09.19, 11:04
    Dlaczego?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 45rtg 05.09.19, 11:25
    ichi51e napisała:

    > Dlaczego?

    Bo przyjaciel to nie jest byle przypadkowy kolega. Różnica znaczeniowa między "przyjacielem" a "kolegą" powinna być jasna dla każdego znającego język polski od urodzenia.

  • agata_abbott 05.09.19, 12:25
    To zdefiniuj, proszę, "przyjaciela".

    --
    teoriachaosu.blog/
  • 45rtg 05.09.19, 12:51
    agata_abbott napisała:

    > To zdefiniuj, proszę, "przyjaciela".

    Osoba, z którą wiążą szczególnie silne, długotrwałe pozytywne relacje towarzyskie (w odróżnieniu od rodzinnych, czy pararodzinnych typu "chłopak"/"dziewczyna").
  • agata_abbott 07.09.19, 08:06
    Moja córka ma w swojej grupie koleżanki. Wiążą ja z nimi długotrwałe, pozytywne relacje towarzyskie.

    --
    teoriachaosu.blog/
  • ichi51e 05.09.19, 12:58
    Raczej dlaczego - podzial inny niz wg wieku to glupota pytam

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • magdzialena78 05.09.19, 11:07
    Dlaczego boisz sie polaczonych grup ? Przy dobrej organizacji to jest na plus dla dzieci tak jak grupy przedszkolne ,szkolne montessori
  • blablanie 05.09.19, 16:23
    Ja nigdzie nie napisałam, że się boję czy mi się to nie podoba. Dla młodej to w pewnym sensie lepiej, bo w poprzedniej grupie było sporo młodszych/mało rozmownych/słabo mówiących dzieci. Szkoda mi tylko tych pań, bo były fajne i córka je bardzo lubiła...
    Mieszane grupy są dobre, ale tu dobro dzieci nie było brane pod uwagę, tylko organizacja pracy przedszkola...owszem starano się jak najbardziej dogodnie wymieszać dzieci, ale i tak cześć na tym straciła...w naszej najstarszej grupie jest dziewczynka, która słabo mówi i spi w dzień, ostatnio zasnęła na dywanie... Moja akurat nie znosiła leżakowania, więc jest zadowolona...
    Nie podoba mi się brak informacji i postawienie przed faktem dokonanym.
  • beverlyja90210 05.09.19, 11:10
    Ja bym z tymi wielkimi przyjazniami w wieku lat 5 nie przesadzała, ludzie teraz sa bardziej mobilni,dzieci zmieniaja szkołu wiec roznie jeszcze moze sie w zyciu ułożyc, twoja córka moze miec przyjaciołkę ktora sie przeprowadzi i tyle bedzie ja widziała. Najbardziej rozumiem rodziców 6 latków ktorzy nie chca swoich dzieci z 5 latkami w grupie
  • martialis 05.09.19, 12:00
    To też nie problem, 5-latki zazwyczaj z łatwością równają w górę, jednocześnie nie obniżając poziomu grupy, a uwaga nauczyciela jest kierowana w głównej mierze na 6-latki, młodsze uczą się niejako "przy okazji". Jedynym chyba problemem (i tego się obawiałam początkowo) byłaby sytuacja, gdyby w kolejnym roku te 5-latki miały te same podręczniki, w przedszkolu córki na szczęście były inne.
  • blablanie 05.09.19, 16:25
    Tego się nie boję, bo po pierwsze zawsze są inne książki, a po drugie córka w przyszłym roku idzie do zerówki do szkoły razem ze starszą, więc to dla nas nie problem.
  • kamin 05.09.19, 12:33
    "Najbardziej rozumiem rodziców 6 latków ktorzy nie chca swoich dzieci z 5 latkami w grupie"

    U mojego syna w grupie były dzieci w wieku 3-6 lat. Jedna z fajniejszych rzeczy w tym przedszkolu.
  • rulsanka 05.09.19, 23:23
    Jak najbardziej można mieć/nie mieć przyjaciół w wieku 5 lat. Po prostu są różni ludzie i z niektórymi nie ma się wspólnego języka. Co nie znaczy, że dzieci nie bawią się razem itp. Ale nie ma chemii i rozumienia się bez słów. Mój starszak przez dwa lata był w przedszkolu, w którym miał tylko kolegów, ale nie miał przyjaciół. Natomiast w żłobku, pierwszym przedszkolu i w szkole - przyjaciele byli/są.
  • leni6 05.09.19, 11:18
    Nie wiem gdzie mieszkasz ale tak to wygląda właśnie w Warszawie (nie wiem czy we wszystkich dzielnicach). Dzieci są rekrutowane do przedszkola niezależnie od wieku, a potem dyrekcja układa od nowa grupy. Nie wiem czy wynika to z przepisów ogólnopolskich czy interpretacji miasta/dzielnicy.
  • turzyca 05.09.19, 11:38
    A gdzie dzieci mają się uczyć, jak funkcjonować w nowej grupie, w innych układach, jak nie w znanych sobie placówkach edukacyjnych? Dzieci znają przedszkole: nauczycieli i resztę personelu, rozkład pomieszczeń, rytm dnia, smak posiłków, znają część towarzyszy. Zmiana grupy to nie jest olbrzymia zmiana, choć oczywiście wymaga wysiłku.
    W Polsce jest duży strach przed takimi zmianami w trakcie edukacji, ale one przecież właśnie dają okazję w cieplarnianych warunkach nauczyć się przeżywania zmian. A bez tej umiejętności ludzie boją się zmienić pracy, w której jest im źle, bo boją się, że będą musieli wejść do nowego zespołu.

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • leni6 05.09.19, 12:30
    Zwolenniczki takich zmian chyba zapominają że przedszkolaki realizują program. A przy takim systemie to samo dziecko może najpierw być w 3-latkach a potem dwa lata w 5-latach (znam taki przypadek), nie jest to sensowne rozwiązanie.
  • turzyca 05.09.19, 12:45
    Jeśli patrzymy na grupy jako "trzylatki", "czterolatki" i "pięciolatki" to faktycznie kółko zębate ma problem, że wylądowało w niewłaściwej przegródce. Jeśli patrzymy, że Maciuś musi rozwinąć motorykę małą, dużą, umiejętności społeczne i parę jeszcze innych obszarów, to skupiamy się na dziecku i nie jest problemem, że koło niego siedzi trzylatek lub pięciolatek.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • elenelda 05.09.19, 19:15
    Dzieci w przedszkolu to się przede wszystkim socjalizują.
  • potworia116 06.09.19, 19:01
    Jaki program realizują przedszkolaki?
  • rulsanka 05.09.19, 23:24
    Dzieci będą miały jeszcze sto okazji w życiu nauczyć się zmian. A przedszkole ma dawać poczucie bezpieczeństwa, małemu dziecku, które dużo czasu spędza poza domem.
  • flo-bo 07.09.19, 08:29
    Zgadzam się. Obtym poczuciu bezpieczenstwa poza domem zapomina się często, podobnie jak o wieku przedszkolaków, dopasowujac je do swiata doroslych pelnych zmian, rywalizacji. Zapomina sie o ich wieku -jeszcze zdażą się wszystkiego nauczyć, nie muszą tego robić w pierwszych latach życia.

    --
    Domownicy.com.pl
  • turzyca 05.09.19, 11:38
    A gdzie dzieci mają się uczyć, jak funkcjonować w nowej grupie, w innych układach, jak nie w znanych sobie placówkach edukacyjnych? Dzieci znają przedszkole: nauczycieli i resztę personelu, rozkład pomieszczeń, rytm dnia, smak posiłków, znają część towarzyszy. Zmiana grupy to nie jest olbrzymia zmiana, choć oczywiście wymaga wysiłku.
    W Polsce jest duży strach przed takimi zmianami w trakcie edukacji, ale one przecież właśnie dają okazję w cieplarnianych warunkach nauczyć się przeżywania zmian. A bez tej umiejętności ludzie boją się zmienić pracy, w której jest im źle, bo boją się, że będą musieli wejść do nowego zespołu.

    --
    "Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach, dlatego myją te naczynia w krowim moczu."
  • antonina.n 06.09.19, 08:35
    Jezuniu, dzieci w przedszkolu maja się uczyć jak wejść do nowego zespołu w nowej pracy?! Litości. Dzieci w tym wieku przede wszystkim mają nawiązywać więzi, przyjaźnić się, kolegować się z innymi, jak tolerować nielubianych. A nie, jak te więzi rozwiązywać i budować powierzchowne relacje.

    Żeby dobrze znosić życiowe zmiany zawodowe, to trzeba mieć silne poczucie stabilizacji na pozostałych płaszczyznach, a nie na wszelki wypadek nie przywiązywać się do ludzi.
  • turzyca 06.09.19, 12:30
    >Jezuniu, dzieci w przedszkolu maja się uczyć jak wejść do nowego zespołu w nowej pracy?!

    Nie, mają się uczyć, jak wejść do grupy. Żeby nie było dramatu, gdy z grupy przedszkolnej do tej samej podstawówki pójdzie tylko troje kolegów lub gdy się wyląduje w grupie na angielskim bez najlepszego kumpla. Nie mieszkamy już w maleńkich wioskach, gdzie grupa się zmieniała tylko z przyczyn biologicznych. Uczmy dzieci jak sobie radzić ze zmianą a nie starajmy się je chronić przed zmianami za wszelką cenę.

    >Dzieci w tym wieku przede wszystkim mają nawiązywać więzi, przyjaźnić się, kolegować się z innymi, jak tolerować nielubianych.

    I której części tych postulatów nie da się realizować mieszając grupy?
    Przy okazji dziecko nie petryfikuje się w jednej roli i nie petryfikuje innych w jednej roli. Często zmiana układu grupowego powoduje, że dzieci, które się do tej pory nie lubiły i należały do różnych grupek, nagle odkrywają coś, co ich łączy.

    >na wszelki wypadek nie przywiązywać się do ludzi.

    A może moglibyśmy uczyć, że do utrzymywania więzi nie trzeba się spotykać codziennie przez X lat? Że przyjaźń nawiązana w warunkach częstych spotkań można też utrzymywać spotykając się np. podczas zajęć łączonych czy w ogrodzie przedszkolnym? Czy to nie mówi też sporo o nas jako o społeczeństwie, że nie umiemy sobie wyobrazić utrzymywania przyjaźni bez wymuszonych ram organizacyjnych?
    No i dlaczego dziecko ma sobie znaleźć przyjaciela akurat w grupie Prosiaczków, bo tak nam wypadło z podziału trzylatków? Może w grupie Puchatków jest ktoś, z kim się zaprzyjaźni na śmierć i życie, a my przez dzielenie ich na Puchatki i Prosiaczki nie damy im tej szansy? Dlaczego Puchatki nie mogą stać się Kangurami i Tygrysami i sprawdzać w której roli lepiej się czują?

    --
    Świruska od Krzyżaków.
  • antonina.n 06.09.19, 14:02
    Wybacz, ale takie kombinacje to po prostu głupota. Jak się dziecko z kimś zaprzyjaźni i lubi chodzić do przedszkola, bo bawi się z Piotrusiem, to nie ma co kombinować. A takie testowanie i eksperymenty są po prostu na siłę i wymyślają je ludzie, którzy w życiu nie pracowali z dziećmi w wieku przedszkolnym.

    A to, co piszesz, to brzmi jak szkółka dla przyszłych korposzczurów. Dorosłym takie stresujące kwiatki funduje rzeczywistość i dla każdego zmiana środowiska jest stresem, choćby i najbardziej odpornego. Dzieciom taki stres w ramach „przyzwyczajania” fundują dorośli. Naprawdę, super. Tak jakby cykliczna zmiana środowiska była dla dzieci cenniejszą lekcją niż budowanie TRWAŁYCH, przyjacielskich więzi. Brrr.
  • turzyca 06.09.19, 14:33
    >Wybacz, ale takie kombinacje to po prostu głupota.

    Merytoryczny argument, nie ma co.

    >A takie testowanie i eksperymenty są po prostu na siłę i wymyślają je ludzie, którzy w życiu nie pracowali z dziećmi w wieku przedszkolnym

    Nie żałuj sobie, nawet w ogóle ich nie mieli! Nie, lepiej: nawet w ogóle czterolatka na oczy nie widzieli!
    Przecież to są systemy, które działają w innych krajach, dobrze zbadane, przetestowane przez dziesięciolecia. Przy czym mówię ogólnie o koncepcji mieszania grup, nie o szczególnej sytuacji autorki wątku.

    >Jak się dziecko z kimś zaprzyjaźni i lubi chodzić do przedszkola, bo bawi się z Piotrusiem, to nie ma co kombinować.

    A ktoś zabrania mu bawić się z Piotrusiem w ogrodzie przedszkolnym? A ktoś zabrania rodzicom spotykania się co tydzień w czwartek, żeby dzieciaki mogły się wybawić?
    A jeśli dziecko w ogóle nie zgrało się z grupą? Jeśli nie znalazło żadnej pokrewnej duszy? Ma się pół życia męczyć i dorastać w przeświadczeniu, że nie pasuje do społeczeństwa?

    >A to, co piszesz, to brzmi jak szkółka dla przyszłych korposzczurów. Dorosłym takie stresujące kwiatki funduje rzeczywistość

    Dlaczego korposzczurów? Ile znasz zawodów, w których można pracować od końca szkoły do emerytury w jednym miejscu? Bo jak ja patrzę po znajomych to środowisko zmieniają i naukowcy, i budowlańcy, ci ostatni to powiedziałabym że zgoła najczęściej. No nie jesteśmy już społeczeństwem rolników, całe życie w jednej wsi, więc może dostosujmy edukację do potrzeb ludzi, a nie twórzmy jakieś idealistyczne bańki, z których dzieciaki wychodzą w prawdziwe życie bez potrzebnych umiejętności.

    >i dla każdego zmiana środowiska jest stresem, choćby i najbardziej odpornego.

    Ale może być większym lub mniejszym stresem. No i może być wyłącznie stresem negatywnym, a może mieć pozytywne aspekty, radość z tego, że spotka się nowych ludzi i nawiąże nowe przyjaźnie.

    >Dzieciom taki stres w ramach „przyzwyczajania” fundują dorośli.

    Wiesz, możemy robić wszystko, żeby zaoszczędzić dzieciom stresów. I w Polsce to robimy, trzy lata w bardzo stabilnej jednolitej grupie rówieśniczej, potem osiem lat w kolejnej i trzy do pięciu w następnej. A potem wychodzą nam ludzie, którzy nie umieją wchodzić do nowych środowisk i utrzymywać przyjaźni, gdy przeprowadzili się dwa osiedla dalej, bo znają tylko jeden sposób prowadzenia przyjaźni.
    Ale przede wszystkim czy celem naszej opieki nad dziećmi ma być tu i teraz czy ich życie w przyszłości? Gdy dziecko przeżywa stres, to możesz o nie zadbać, możesz je przytulić, możesz zapewnić stabilność w innych dziedzinach życia, możesz gotować w kółko pięć ulubionych potraw, możesz nie planować remontu pokoju na sierpień-październik, możesz grać w ulubione gry, możesz chodzić na spacery w ulubione miejsca, możesz słuchać z nim muzyki, możesz nauczyć technik relaksacyjnych. Bo teraz broń boże zmienić grupę w przedszkolu, a potem nagle studia, nowi ludzie, nowy budynek, nowi wykładowcy, nowe miasto, nowe mieszkanie, nowe wszystko i brak technik radzenia sobie.

    --
    "Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach, dlatego myją te naczynia w krowim moczu."
  • turzyca 06.09.19, 14:35
    *nie twórzmy jakichś idealistycznych baniek

    --
    "Zaproszenie wykonane jest z białego gładkiego papieru i ma zaokrąglone rogi. Na rzeczenie Klienta rogi mogą pozostać ostre."
  • antonina.n 06.09.19, 15:06
    O nie, dzieci, podobnie jak dorośli, nader często funkcjonują wśród bardzo częstych zmian. Takich zmian, które w sposób nieunikniony funduje im rzeczywistość. I bynajmniej nie należy dzieciom zmiatać spod nóg każdego pyłka. Ale żeby celowo fundować stres w ramach przyzwyczajenia, to upiorne. No cóż, był czas bezstresowego wychowania, jest czas zimnego chowu. Szczęśliwie większość znajdzie się gdzieś pośrodku, a czas zweryfikuje metody.

  • turzyca 06.09.19, 15:40
    >No cóż, był czas bezstresowego wychowania, jest czas zimnego chowu.

    Nieważne jaką etykietkę nadasz metodzie wychowawczej, która Ci się nie podoba, czy "zimny chów" czy "głupota". To nie zwiększa siły Twoich argumentów.
    Badania dość dobrze pokazały, że dzieci biorąc udział w zmianach, uczą się, jak sobie ze zmianą radzić. Przy czym muszą być spełnione takie warunki, jak dobre nastawianie do zmiany oraz one muszą mieć poczucie sprawczości, trzeba im dać wrażenie, że są podmiotem, a nie przedmiotem zmiany. Np. pozwolić w jakimś zakresie meblować pokój po przeprowadzce. Co nie znaczy, że mogą podjąć decyzję, czy się przeprowadzają.

    >O nie, dzieci, podobnie jak dorośli, nader często funkcjonują wśród bardzo częstych zmian. Takich zmian, które w sposób nieunikniony funduje im rzeczywistość.

    Kto ma zmiany ten ma zmiany, ale są też całe rodziny, które funkcjonują od lat w tym samym mieszkaniu, dzieciak chodzi od początku przedszkola do końca podstawówki do tego samego budynku i w ogóle nic się w życiu nie zmienia.
    To po pierwsze.
    Po drugie zmiany typu "babcia umarła" czy "rodzice się rozwodzą" nie są zmianami, których oczekujemy i nie można ich przeprowadzać w warunkach kontrolowanych i przy wsparciu dorosłych, bo dorośli sami sobie zazwyczaj z rzeczywistością w takich sytuacjach nie radzą. Za to zmiana grupy w przedszkolu czy zmiana usadzenia w ławkach jest taką małą zmianą, która spełnia kryteria.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • barattolina 05.09.19, 12:08
    Mam koleżankę ze studiów która mieszka we Francji i której dzieci CO ROKU są mieszane w klasach - od pierwszej klasy. Celowo. W tym roku jej syn trafił tak, że najlepsi koledzy są już w innych klasach.

    I co byś wtedy zrobiła?


  • eliksir_czarodziejski 05.09.19, 15:11
    A co takie mieszanie ma na celu?
  • barattolina 05.09.19, 18:53
    Nie mam pojęcia. Koleżanka mówi, ze dzieci są przez to bardziej otwarte i uczą się adaptacji do zmian.
    Żeby w dorosłym życiu lepiej radzić sobie w sytuacjach stresowych.
  • antonina.n 06.09.19, 08:27
    barattolina napisała:

    > Nie mam pojęcia. Koleżanka mówi, ze dzieci są przez to bardziej otwarte i uczą
    > się adaptacji do zmian.
    > Żeby w dorosłym życiu lepiej radzić sobie w sytuacjach stresowych.

    Głupie to jest. Powinny być tez rotacje nauczycieli- co rok w innym przedszkolu. Moim zdaniem malutkie dzieci będę miały sporo innych okazji na takie nauki. Przedszkole powinno dawać poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa.
  • barattolina 06.09.19, 12:04
    Może głupie, a może nie.
    Prawda jest jednak taka, że dzieci są teraz i mniej samodzielne i bardziej wydelikacone w porównaniu z tym, co było 30lat temu.
    Rozmawiałam niedawno z dyrektorem szkoły podstawowej i powiedział mi, że wtedy dzieciaki umiały same spakować się do szkoły na następny dzień, a teraz nie umieją nawet zamknąć piórnika bez pomocy rodziców.

    Oczywiście to przenośnia, ale coś w tym jest.
  • bywszy 06.09.19, 17:36
    barattolina napisała:

    > Mam koleżankę ze studiów która mieszka we Francji i której dzieci CO ROKU są mi
    > eszane w klasach - od pierwszej klasy. Celowo. W tym roku jej syn trafił tak, ż
    > e najlepsi koledzy są już w innych klasach.

    Gdzie indziej, w ten sam deseń:

    Jedna rzecz, która mnie bardzo wkurza w kanadyjskiej szkole synów
  • drobnostka7 05.09.19, 12:43
    U nas bardzo podobnie. Moja pięciolatka, urodzona z końcem lipca, na całe szczęście, została w zeszłorocznej sali z zeszłoroczną panią, z kilkoma psiapsiółami i, dokoptowanymi, 10 - cioma 4-latkami. To była jedna jedyna w naszym przedszkolu grupa składająca się z dzieci jednego rocznika, aczkolwiek z 2 już zmianami wychowawczyń. Kompletnym przypadkiem dowiedzieliśmy się o tym misz maszu w przedostatni tydzień sierpnia. Mam poczucie, że zasada podmiotowego traktowania dzieci została kompletnie zapomniana, przerzuca się je to tu to tam, bo tak wygodniej, po przyjęło się dzieci z różnych roczników i od paru lat, do małych grup zerówkowiczów dołącza się 5 latków, nie wiem po co, być może po to by je zmotywować do wytężonej pracy i doścignięcia 6-latków? Tylko po co? Przedszkole powinno zapewniać dzieciom spokój i bezpieczeństwo, a nie zapoznawać z wysćigiem szczurów które panują w podstawówkach...

    --
    Drobnostka, Mama Natki i Ali
  • nightdream 05.09.19, 19:34
    U mnie w przedszkolu to samo - 3 dni przed rozpoczęciem roku dowiedzieliśmy się ze nasza (bardzo zgrana i fajna) grupa została rozmontowana a mój 5letni syn zostal przeniesiony do małego oddziału zerowkowego - 15 dzieci w tym 6 sztuk pięcioletnich a reszta to sześciolatki. Na szczescie przeniesiony został razem ze swoimi najlepszymi kumplami.
    Wszystkie dzieci, ku mojemu zdziwieniu, będą robić program dla sześciolatków - czyli syn pomija program pięciolatków. Nie wiem czy to dobrze czy złe. Generalnie planowałam go wysłać do podstawówki dopiero za 2 lata ale nie wiem czy będzie miało sens żeby zerówkę robił dwa razy. Zobaczymy.
    Natomiast o ile moja pierwsza reakcja była raczej negatywna to po zastanowieniu widzę same plusy - dzieci maja małą grupę, nową ale fajniejszą panią, która jednostkowo będzie im poświęcać więcej czasu...
    Natomiast według mnie informowanie dzieci i rodziców o takich zmianach na ostatnia chwile jest karygodne.
    Dzieci to przyjęły dobrze bo zostały przeniesione grupą natomiast i tak pojedyncze jednostki to przeżyły mocno.
    Zmiany są zrozumiałe ale komunikacja - poniżej poziomu według mnie...
  • ichi51e 05.09.19, 21:30
    Ludzie podstawa przedszkolna jest jedna - walkuja ja najpierw 3 latki w swoim zakresie potem 4 potem 5 a potem 6.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • asfiksja 05.09.19, 22:07
    > A jak u Was?
    U mojej córki w przedszkolu OBIE jej nauczycielki odeszły, w tym jedna uwielbiana. Nowa pani jest na szczęście raczej fajna, drugiej ciągle szukają, łatając zastępstwami.
  • jowita771 06.09.19, 19:18
    Nie rozumiem, mieli przyjmować określoną liczbę pięciolatków np. nawet, gdyby dziecko miało więcej punktów, to by wypadało z przedszkola, bo brakuje dzieci w konkretnym wieku? To bez sensu. To by dopiero było nie w porządku i tylko dla wygody personelu.

    --
    Nie o te Hiny chodziło

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka