Dodaj do ulubionych

Czyje potrzeby ważniejsze/na pierwszym miejscu?

11.09.19, 14:33
Twoje czy Twojego dziecka?

Czytam w sąsiednim wątku o tym aby mieć szacunek do samego siebie, rozpoznawać swoje potrzeby i nie stawiać ich na drugim czy kolejnym miejscu.
A teraz przykład: czy zmieniłybyście całe dotychczasowe życie dziecku (10 lat), tylko dlatego, że pojawiła się przed Wami możliwość lepiej płatnej pracy?
Chodzi tutaj o zmianę miejsca zamieszkania, szkoły, wszystkiego...
Dziecko jest bardzo na nie. Płacze, nie chce, buntuje się.
Co robicie? Czyje potrzeby są na pierwszym miejscu?
Edytor zaawansowany
  • ichi51e 11.09.19, 14:37
    Ja tam patrze co dlugoterminowo jest lepsze dla wszystkich. Ale z lekkim sklonem w strone doroslej czesc rodziny

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 11.09.19, 14:38
    A gdybym miala ustawiac zycie tak zeby dziecko nie plakalo chcialo i nie buntowalo sie to musialabym zrobic wilki fort z poduszek i siedziec tam z latarka podczas gdy dziecko uwiloby sobie tam gniazdo z kolderek i lezalo ogladajac youtuba. Zycie boli.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • memphis90 11.09.19, 15:02
    Ale czemu ma boleć dziecko, a nie mamusię? Może niech mamusia odrzuci nową pracę i cierpi z powodu niespelnienia, a dziecko nadal ma swoje życie, swoich przyjaciół, swoją szkolę?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • vasaria 11.09.19, 15:45
    Bo za parę lat dziecko będzie boleć np brak markowych ciuchów i najnowszego iphone. A wtedy mamusia powie, no cóż ... wink
  • memphis90 11.09.19, 15:52
    No, jak się dziecko wychowuje tak, że szlocha z powodu braku najnowszego iphona, to znaczy, że sie zamiast potrzeb spełniało zachcianki... Zresztą wówczas też można mu powiedzieć "życie boli, life itd".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • srebrnarybka 12.09.19, 06:26
    Bo za parę lat i tak szkołę dziecko zmieni. A jeśli praca jest lepiej płatna, to dziecko na niej skorzysta. Zmiany pracy osób dorosłych są najczęstszym powodem zmian miejsca zamieszkania i nic w tym dziwnego nie ma.
  • ichi51e 11.09.19, 16:08
    bo niestety panstwo mnie zmusza do posylania do szkoly. I nic na to nie poradze.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • berdebul 11.09.19, 22:20
    ED?
  • ichi51e 12.09.19, 06:19
    No w tym roku juz sie nie da bo tutaj trzeba sie zdeklarowac do 1 wrzesnia. Wiec pewnie w przyszlym roku a w tym bedzie(my) sie meczyc.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • triss_merigold6 11.09.19, 14:40
    Jak bardzo lepiej płatnej? Czy to szansa życia i pracy w MIT czy CERN?
  • vasaria 11.09.19, 14:40
    Jeśli praca jest naprawdę lepiej płatna, ale konkretnie lepiej, a nie np 500-1000 zł, to oczywiście, że wybieram pracę. Dziecko w tym wieku nie ma szerszego oglądu sytuacji.
  • edelstein 11.09.19, 14:42
    Zalezaloby od tego czy to orzeprowadzka w obrebie kraju czy poza oraz od dziecka,jego charakteru.Moj sie do przeprowadzek nie nadaje,bardzo sie przywiazuje do miejsc i ludzi.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • aguar 12.09.19, 11:57
    O, jak mądrze piszesz. Są dzieci dla których płacz z powodu zmiany szkoły to nie jest zwykły foch. Dla dziecka nieśmiałego, które się powoli przystosowuje, potem mocno przywiązuje (mój też taki jest) taka zmiana życiowa to mega stres. Zwłaszcza, że wchodzi jako nowy do zgranej grupy, to zawsze jest trudne (zmiana podstawówki na liceum to co innego, bo wtedy nowa grupa się dopiero tworzy).
    Nie mówię, że bym nigdy tego nie zrobiła, jak by okazja była niebywała, ale na pewno bez lekceważenia tego co dziecko przeżywa.
  • milka_milka 11.09.19, 14:43
    Zależy. Jeśli różnica jest znaczna i szansa dalszego rozwoju to przyjmuję, jeśli kwestia różnicy 1000 zł i perspektywy marne, to nie.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • an.16 11.09.19, 14:45
    To tak jak z maska w samolocie. Najpierw sobie, potem dziecku. Nie zaspokoisz potrzeb dziecka, skoro twoje własne wyją.
  • memphis90 11.09.19, 15:05
    Strata-tata. Co innego, kiedy w rodzinie brakuje do pierwszego, co innego, jeśli mamusia musi sie "spełnić", a dziecko ma się dostosować kosztem swojego życia. To jak z tą forumką, co to wraca i wraca z UK. Jej dziecko nijak nie będzie szczęśliwe tylko z tego powodu, że matula tańczy z pieśnią na tych polach zielonych...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • 3-mamuska 11.09.19, 16:13
    memphis90 napisała:

    > Strata-tata. Co innego, kiedy w rodzinie brakuje do pierwszego, co innego, jeśl
    > i mamusia musi sie "spełnić", a dziecko ma się dostosować kosztem swojego życia
    > . To jak z tą forumką, co to wraca i wraca z UK. Jej dziecko nijak nie będzie s
    > zczęśliwe tylko z tego powodu, że matula tańczy z pieśnią na tych polach zielon
    > ych...
    >
    Dziecko nie zna całego obrazu sytuacji finansowej rodziny i ono chce coś tam.... nie koniecznie iphone a np. Naukę gry na gitarze czy język obcy a matkę stać nie będzie.
    To po pierwsze.
    A po drugie ,dziecko za 10-lat wyfrunie z gniazda i będzie żyć po swojemu ,a matka dalej zostanie z marna praca czy niespełnionymi marzeniami, których z racji wieku już nie nadrobi. Albo z powodu długów kredytów ,które zaciągnęła na lepsze życie/ studnia dla dziecka.

    Matka wracająca z UK do PL nie miała na szans na lepszą prace i generalnie na szczęście, taki typ. Którego nic nie jest w stanie zadowolić. Dużo kobiet z dziećmi wraca ,bo i tak nie widują ojca ,bo tyra od rana do wieczora albo obojga rodziców ,żeby związać koniec z końcem.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • imie.deszczu 11.09.19, 16:15
    memphis90 napisała:

    > To jak z tą forumką, co to wraca i wraca z UK. Jej dziecko nijak nie będzie
    > szczęśliwe tylko z tego powodu, że matula tańczy z pieśnią na tych polach zielon
    > ych...

    Znam matkę z dzieckiem, którzy wrócili z UK. Do 3 klasy szkoły podstawowej. Był płacz i histeria przez równy rok bo dziecko tęskniło za dawnym życiem, szkołą. Po roku spokój, zaakceptowało to co jest.
    I teraz: czy ta matka powinna była wrócić do UK (ojciec dziecka/mąż tam został zarabiać) w momencie kiedy dziecko nie chciało zostać w PL?
    Czy powinna zrobić tak jak zrobiła? I pomimo płaczów i grymasów, zostać w PL - bo tak zaplanowała...
  • 3-mamuska 11.09.19, 16:30
    teraz: czy ta matka powinna była wrócić do UK (ojciec dziecka/mąż tam został zarabiać) w momencie kiedy dziecko nie chciało zostać w PL?
    Czy powinna zrobić tak jak zrobiła? I pomimo płaczów i grymasów, zostać w PL - bo tak zaplanowała...

    Zależy jakie mieli życie w UK z jakich powodów wrócili czy tylko dla matki, i czy ojciec planuje zjechać w najbliższym czasie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • malgo21 11.09.19, 17:50
    imie.deszczu napisała:

    > memphis90 napisała:
    >
    > > To jak z tą forumką, co to wraca i wraca z UK. Jej dziecko nijak nie będ
    > zie
    > > szczęśliwe tylko z tego powodu, że matula tańczy z pieśnią na tych polach
    > zielon
    > > ych...
    >
    > Znam matkę z dzieckiem, którzy wrócili z UK. Do 3 klasy szkoły podstawowej. Był
    > płacz i histeria przez równy rok bo dziecko tęskniło za dawnym życiem, szkołą.
    > Po roku spokój, zaakceptowało to co jest.
    > I teraz: czy ta matka powinna była wrócić do UK (ojciec dziecka/mąż tam został
    > zarabiać) w momencie kiedy dziecko nie chciało zostać w PL?
    > Czy powinna zrobić tak jak zrobiła? I pomimo płaczów i grymasów, zostać w PL -
    > bo tak zaplanowała...

    Matka nie powinna w ogóle wracać. Co to w ogóle za pomysł, wracać w 3 klasie, wyrywać dziecko ze znanego środowiska, zabierać od ojca (!), w imię czego? Bo matka tak zaplanowała?
  • szeera 11.09.19, 16:16
    "Strata-tata. Co innego, kiedy w rodzinie brakuje do pierwszego, co innego, jeśli mamusia musi sie "spełnić", a dziecko ma się dostosować kosztem swojego życia. To jak z tą forumką, co to wraca i wraca z UK. Jej dziecko nijak nie będzie szczęśliwe tylko z tego powodu, że matula tańczy z pieśnią na tych polach zielonych..."

    Forumka o której piszesz miała inne, poważniejsze problemy i dlatego całe forum ją potępiało. A normalne jest, że ludzie się przeprowadzają, zmieniają kraje, szkoły, prace, otoczenie i razem z nimi są dzieci. To co obserwuję dookoła, to dzieci podążające za rodzicami i jednocześnie rodzice myślący o dobru całej rodziny. Demonizowanie jakiejkolwiek zmiany w życiu dziecka to wg mnie duża przesada.
  • przystanek_tramwajowy 11.09.19, 16:28
    Czy tylko mnie się zdaję, że autorka i ta forumka, o której piszeci, to dokładnie ta sama osoba?

    --
    A o co? Tak na logikę to żona prezydenta miasta ma więcej kasy i łatwiej jej kupić bilet na samolot niż np. żonie pobitego policjanta, który trafia w ciężkim stanie do szpitala. (by grru, daniej jemgluten, w uzasadnieniu wypowiedzi, że wysyłanie samolotu po żonę zamordowanego prezydenta Gdańska było przesadną troską).
  • asia_i_p 11.09.19, 17:55
    W obecnej sytuacji, kiedy na emerytury średnio można liczyć, lepiej płatna praca matki niekoniecznie oznacza "spełnienie", może oznaczać, że na starość matka nie zostanie na utrzymaniu tego dziecka. Dziecko ma prawo widzieć tylko najbliższy tydzień swojego życia i z tej perspektywy podejmować decyzje, rodzic ma obowiązek patrzeć jak najdalej się da.
    Tyle, że dziecku należy się wtedy rekomepnsata - ja w takiej sytuacji włożyłabym sporo wysiłku w to, żeby dziecko utrzymało kontakt ze starymi znajomymi, włącznie z zapraszaniem znajomych na tydzień w ferie czy wakacje.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • dziennik-niecodziennik 11.09.19, 14:46
    Zalezy. Trzeba zrobic bilans doglebny. Na ile ta praca lepsza, ile dziecko traci realnie, jaki bedzie problem z oswojeniem nowosci itd.

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • madami 11.09.19, 14:46
    Każda sytuacja wymaga rozważenia i osobnej analizy. Nie ma uniwersalnych rozwiązań.

    Czy zmieniłabym życie dziecku? No zależy od wielu czynników, od aktualnej sytuacji finansowej, rodzinnej, od samego dziecka. Nie wiem.

    I o jakich potrzebach tu mowa?
  • jak_matrioszka 11.09.19, 14:51
    Tak, bez wachania ale stosujac daleko posuniete "damage control". Jak z jednej strony mamy "co chce dziecko" a z drugiej odpowiedzialność dorosłych za ekonomiczne i nie tylko dziś i jutro dla całej rodziny, to nie ma zmiłuj, czasem trzeba podjać niepopularne decyzje.
  • kosmos_pierzasty 11.09.19, 14:59
    Zależy od wielu czynników, przede wszystkim chyba obecnych zarobków. Jeśli byłyby bardzo niskie i rodzina nie miała zaspokojonych podstawowych potrzeb, zmieniłabym pracę, w normalnej sytuacji jednak nie. Uznałabym argumenty dziecka za przekonujące i nie wywracała mu życia.
  • mika_p 11.09.19, 15:01
    Dwukrotnie w tym wątku padła kwota 1000 zł jako niewarta wysilku zmiany.
    Ciekawa jestem, od jakiej kwoty warto. I drugie pytanie, jaki procent dochodów rodziny jest wart zmian.

    --
    "Podczas każdej oficjalnej wizyty powinno być obecne dziecko jako zapasowy temat rozmowy." J.Austen
  • bi_scotti 11.09.19, 15:12
    Pewne decyzje dorosli po prostu podejmuja i o nich dziecko informuja. Kazda inna opcja jest de facto not fair towards the kid(s). Bo dzieci nie sa w stanie zrozumiec/przewidziec wszystkich potencjalnych konsekwencji konkretnej decyzji. I w moim przekonaniu, jesli decyzja dotyczy calej rodziny to dobro (badz jego brak) calej rodziny nalezy brac pod uwage. I warto pamietac, ze zadna decyzja nie bedzie perfect. Zawsze bedzie jakies issue, cos bedzie zgrzytac. Czasem dziecku/dzieciom, czasem rodzicowi/rodzicom, czasem wszystkim naraz. Life.


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • violent_green 11.09.19, 17:33
    Dokładnie to samo sobie pomyślałam. Dla mnie taka kwota to szał, ale ja nie mieszkam w Warszawie...
  • ira_08 11.09.19, 18:11
    Jeśli się zarabia 1500, to 1000 zł robi różnicę. Jeśli się zarabia 5, to 6 już nie robi aż takiej, żeby sobie całe życie przeorganizować (bo to też kosztuje).
  • mika_p 11.09.19, 20:14
    > Jeśli się zarabia 5, to 6 już nie robi aż takiej, żeby sobie całe życie przeorganizować (bo to też kosztuje).

    20% większy dochód to drobiazg? W sytuacji, gdy po opłaceniu czynszu, raty kredytu/wynajmu, jedzenia, abonamentu telefonicznego i przejazdów zostaje nic lub prawie nic?

    --
    Odrobina strachu przed żoną jeszcze żadnemu mężczyźnie nie zaszkodziła. Alutka Kosoń
  • triss_merigold6 11.09.19, 20:21
    Jeśli wymagałoby to przeorganizowania całego życia, a jedynym zyskiem byłby nieco większy dochód to tak, drobiazg. Czas i stres (własny, dzieci) to też koszt. Zmiana pracy lub bezrobocie pana męża w nowym miejscu to koszt.
  • mika_p 11.09.19, 21:20
    OK, jaki poziom różnicy dochodu rodziny nie jest drobiazgiem?

    I nie wiem czemu przyjęłaś zalożenie, że te 5000 to jest dochód jednej osoby, a nie dwóch. Tak, ludzie tak zarabiają, i jeśli zarabiają mniej więcej po równo, to zarabiają wyraźnie więcej niz minimalna.

    Żeby wywrócić dziecku życie do góry nogami, nie trzeba się przeprowadzać za granicę, wystarczy inna dzielnica, konieczność zmiany szkoły.

    --
    "Podczas każdej oficjalnej wizyty powinno być obecne dziecko jako zapasowy temat rozmowy." J.Austen
  • triss_merigold6 11.09.19, 17:41
    Czasem żaden. Nie przeprowadziłabym się do innego miasta czy za granicę, ponieważ nie lubię radykalnych zmian i zwyczajnie mi się nie chce.
  • asia_i_p 11.09.19, 17:58
    Też mnie to zafascynowało, zwłaszcza, że jak dostaję podwyżkę rzędu 250 zł to mi ją zawsze pół Polski wypomina wink

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • chococaffe 11.09.19, 15:09
    To zależy jaki jest obecny poziom życia. Jeżeli dziecko nie jeździ na szkolne wycieczki, brakuje na lekarstwa, dentystę, porządne buty itd to perspektywa poprawy tego stanu rzeczy jest wskazana. I wtedy należy zrobić wszystko, żeby zminimalizować dziecku stres.

    Jeżeli mówimy tylko o zamianie "volkswagena na mercedesa" , w dodatku nie wiążącej się z jakimś szczególny rozwojem zawodowym (typu profesura na Harvardzie), brałabym pod uwagę zdanie dziecka na równi z innym czlonkami rodziny (jego rodzeństwo, ojciec dziecka itd)
  • memphis90 11.09.19, 15:20
    Dziecka. Zawsze dziecka. Z tym, że jeżeli dotychczasowa praca nie pozwala na zaspokojenie potrzeb rodziny, to praca stanie wyżej niż np. szkoła.

    "Rozpoznawanie potrzeb" jest przereklamowane, bo niezwykle łatwo jest wmówić samemu sobie, że nasze zachcianki są baaaaaardzo ważnymi potrzebami. To, czego nam trzeba, to zdrowa równowaga.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • forumologin 11.09.19, 15:46
    no dobra a co zrobisz jesli masz dwoje dzieci i jedno wyje bo nie chce zmian a drugie wyje bo jest nieszczesliwe, gnebione w szkole, zestresowane, teskni za rodzicami ( a w nowym miejscu powiedzmy matka moze pracowac na pol etatu). i co wtedy Salomonie?
  • memphis90 11.09.19, 15:54
    Wówczas zatrzymuję sobie to mniej upierdliwe.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • ichi51e 11.09.19, 16:05
    No wlasnie nie wiesz co wtedy

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • vasaria 11.09.19, 16:14
    Ja mam nadzieję, że to co pisze memphis to ironia. Nie biorę pod uwagę, że ona tak poważnie. Że zdanie 10 latka ma być kluczowe przy podejmowaniu życiowych decyzji osoby dorosłej.
  • agaagaaga123 12.09.19, 08:19
    Zdanie 10-latka często bywa traktowane jako kluczowe, kiedy życiowa decyzja dotycząca wyboru nowego partnera nie spodoba się dziubdziusiowi i nie zaakceptuje nowego partnera. Za to jak chodzi o przeniesienie całego życia do innego kraju, to już dziubdziusia zdanie się nie liczy, dziubdziuś musi zrozumieć i się dostosować. Zaciekawił mnie ten dualizm. Chciałabym go zrozumieć.
  • ichi51e 12.09.19, 08:54
    Serio nie wyszlabys za maz za super goscia bo 10latek tego nie czuje?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • malgo21 12.09.19, 11:06
    ichi51e napisała:

    > Serio nie wyszlabys za maz za super goscia bo 10latek tego nie czuje?
    >

    Bagatelizujesz. Ja bym na przykład nie wyszła za gościa i nie sprowadzała do domu faceta którego moje dziecko nie znosi (a nie "nie czuje", trudno oczekiwać entuzjazmu, ale jednak silny opór musi z czegoś wynikać). To się nie skończy dobrze.
  • agaagaaga123 12.09.19, 12:55
    malgo21 napisała:

    Ja bym na przykład nie wyszła za gościa i nie sprowadzała do do
    > mu faceta którego moje dziecko nie znosi (a nie "nie czuje", trudno oczekiwać e
    > ntuzjazmu, ale jednak silny opór musi z czegoś wynikać). To się nie skończy dob
    > rze.

    Mówisz tak, bo teraz nie jesteś w tym abstrakcyjnym gościu zakochana, nie chcesz z nim ułożyć sobie życia. Wcale niekoniecznie ten opór dziecka wynika z tego, że facet jest nie halo. Twojemu związkowi z miłością życia, szansie na szczęście do późnej starości może stanąć na przeszkodzie foch dziecka, które jest ewidentnie po prostu zazdrosne o to, że to nie jest tata i chce mu zabrać mamę. I co wtedy?
  • malgo21 12.09.19, 13:32
    Mówię tak, bo zdanie mojego dziecka w kwestii tego z kim ma mieszkać nie traktuję w kategorii "focha". A jeśli jest zazdrosne to wierzę że to można przepracować zanim zawali się mu obcego faceta na chatę.

    To moje spojrzenie, nikomu go nie narzucam.
  • agaagaaga123 12.09.19, 14:29
    Nie obcego faceta tylko miłość twojego życia, z którą ty chcesz mieszkać, kochasz go i nie wyobrażasz sobie życia bez niego. Obcego faceta to ja bym też nie postawiła ponad potrzeby a nawet ponad fochy dziecka.
  • malgo21 12.09.19, 15:55
    Dla dziecka obcy. Można go wprowadzać stopniowo, można się przyjrzeć co stoi za takim silnym oporem dziecka (bo przypomnę że nie chodzi o brak entuzjazmu i o fochy tylko o poważny sprzeciw). Ale nie na chama, bo się zakochałam.
  • 3-mamuska 12.09.19, 20:13
    malgo21 napisała:

    > ichi51e napisała:
    >
    > > Serio nie wyszlabys za maz za super goscia bo 10latek tego nie czuje?
    > >
    >
    > Bagatelizujesz. Ja bym na przykład nie wyszła za gościa i nie sprowadzała do do
    > mu faceta którego moje dziecko nie znosi (a nie "nie czuje", trudno oczekiwać e
    > ntuzjazmu, ale jednak silny opór musi z czegoś wynikać). To się nie skończy dob
    > rze.


    Bzdura dziecko może czuć opór z zazdrości o matkę. Z racji dzielenia się matka. Niezależnie co zrobi facet. I z wielu innych powodów.
    A wieku 16 lat będzie kolegowało się nawet z tymi, którzy nie będą się podobać matce. I będzie zdanie marki miało głęboko w duszy.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • malgo21 12.09.19, 20:40
    3-mamuska napisała:

    >
    > Bzdura dziecko może czuć opór z zazdrości o matkę. Z racji dzielenia się matka
    > . Niezależnie co zrobi facet. I z wielu innych powodów.
    > A wieku 16 lat będzie kolegowało się nawet z tymi, którzy nie będą się podobać
    > matce. I będzie zdanie marki miało głęboko w duszy.
    >

    A ty byś chciała wybierać z kim się twoje 16 letnie dzieci kolegują? Zresztą ty też możesz się kolegować z kim chcesz, nie rozmawiamy przecież o kolegowaniu się.
  • 3-mamuska 12.09.19, 21:00
    malgo21 napisała:

    > 3-mamuska napisała:
    >
    > >
    > > Bzdura dziecko może czuć opór z zazdrości o matkę. Z racji dzielenia się
    > matka
    > > . Niezależnie co zrobi facet. I z wielu innych powodów.
    > > A wieku 16 lat będzie kolegowało się nawet z tymi, którzy nie będą się p
    > odobać
    > > matce. I będzie zdanie marki miało głęboko w duszy.
    > >
    >
    > A ty byś chciała wybierać z kim się twoje 16 letnie dzieci kolegują? Zresztą ty
    > też możesz się kolegować z kim chcesz, nie rozmawiamy przecież o kolegowaniu się

    Tak chce i wybieram poniekąd nie puszczają dziecka na imprezy lub nocowanie po koleżankach.

    No a dziecko ci wybiera i ty na to pozwalasz, skoro jemu nie chcesz wybierać? Podlegasz decyzji dziecka w sprawie twojego dalszego dorosłego życia.
    I nie do końca jest mowa o kolegowaniu się.
    Bo pierwsze miłości dziecka tez często nie są w „ guście” rodzica.
    Tyle ze u 16-latka wiązanie się z pierwsza miłością to raczej mniej prawdopodobnie (wiec jest duża szansa ze przeminie i dziecko zwiąże się w swoim czasie z wartościowa osoba) .niż wspólne życie mężczyzny z kobieta 35+ i z dzieckiem.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • malgo21 12.09.19, 21:18
    Wiesz, trochę się pogubiłam w tej analogii do kolegowania się i tego kto komu na co pozwala. Może po prostu pogódź się z tym, że uważam że zdanie dziecka nie jest zupełnie bez znaczenia w przypadku ponownego zamążpójścia.
  • 3-mamuska 12.09.19, 21:28
    malgo21 napisała:

    > Wiesz, trochę się pogubiłam w tej analogii do kolegowania się i tego kto komu n
    > a co pozwala. Może po prostu pogódź się z tym, że uważam że zdanie dziecka nie
    > jest zupełnie bez znaczenia w przypadku ponownego zamążpójścia.



    Żadna analogia ,bo dziecko się ciebie pytać nie będzie za kogo może wyjść za mąż albo z kim się ożenić.
    Wiec z jakiej racji ty masz pytać tym bardziej ze kobiecie 35+ ciężko znaleść w miarę normalnego faceta ,którego w dodatku się kocha i można na niego liczyć.
    I raczej nie ma szans na przebieranie w kandydatach żeby dziecku się spodobało. A za chwile dziecko wyfrunie z gniazda i mamusia będzie wisieć na dziecku bo ja dla ciebie zrezygnowałam z miłości/życia /szczęścia.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • malgo21 12.09.19, 22:58
    To ty zaczęłaś tę analogię, moim zdaniem zupełnie bez sensu.
  • agaagaaga123 12.09.19, 11:06
    ichi51e napisała:

    > Serio nie wyszlabys za maz za super goscia bo 10latek tego nie czuje?
    >
    Ja? To nie jest mój dylemat tylko tysięcy matek. Dziecko jest zazdrosne o mamę i nie akceptuje nowego partnera. I matka czuje sie zobowiązana dostosować do woli dziecka, bo inaczej zostanie potem oskarżona, że dla "jakiegoś obcego chłopa" zaniedbała dziecko, a nie jest tak w tym kraju?
  • sko.wrona 12.09.19, 10:45
    Ja tu widzę inny dualizm:
    Forumka chce wrócić do Polski- krzywda dla dziecka.
    Forumka chce wyjechać za granicę- „nie przejmuj się dzieci się przystosują”
    A życiowa decyzja o rozwodzie? Dziubdziusz decyduje, czy zostawimy tatusia, czy zostaniemy z nim?
  • malgo21 12.09.19, 11:01
    sko.wrona napisała:

    > Ja tu widzę inny dualizm:
    > Forumka chce wrócić do Polski- krzywda dla dziecka.
    > Forumka chce wyjechać za granicę- „nie przejmuj się dzieci się przystosują”

    Chodzi o konkretną decyzję, dotyczącą powrotu i de facto rozbicia rodziny. Wyjazd za granicę to najczęściej połączenie rodziny.
  • szeera 12.09.19, 15:10
    "Ja tu widzę inny dualizm:
    Forumka chce wrócić do Polski- krzywda dla dziecka.
    Forumka chce wyjechać za granicę- „nie przejmuj się dzieci się przystosują”"

    Osoby wracające traktowane są w dyskusjach ostrzej, bo często nie widzą właśnie skali zmiany. Gdy ktoś całą rodziną wyjeżdża do Niemiec, to nie ma wątpliwości, że jest do duża zmiana i każdy członek rodziny będzie musiał się zaadaptować do obcego kraju. Kiedy rodzina z dzieckiem wychowanym za granicą, jedzie do kraju pochodzenia rodziców, to dla tego dziecka jest to kraj obcy. Dla rodziców nie jest, ale dla dziecka jest.
  • daniela34 12.09.19, 15:51
    sko.wrona napisała:

    > Ja tu widzę inny dualizm:
    > Forumka chce wrócić do Polski- krzywda dla dziecka.
    > Forumka chce wyjechać za granicę- „nie przejmuj się dzieci się przystosują”
    Tamta konkretna forumka była o ile pamiętam mocno krytykowana nie za kierunek ruchu (Do Polski), tylko za kompletne oderwanie od rzeczywistosci- jej powrót z dzieckiem oznaczał rozdzielenie dziecka od ojca, w Polsce nie miała nic (pracy ani mieszkania) ani nikogo (bo ta rodzina, do której usilnie chciał w wrócić żadnego entuzjazmu nie wykazywała). Dziecko wracać też nie chciało. Tam nie było tak, że niechęć dziecka była jedynym czynnikiem przemawiajacym przeciwko powrotowi. A "za" przemawiało tylko bliżej niesprecyzowane odczucia forumki pt. "Do kraju tego...tęskno mi Panie"
  • malgo21 12.09.19, 11:03
    agaagaaga123 napisała:

    > Zdanie 10-latka często bywa traktowane jako kluczowe, kiedy życiowa decyzja dot
    > ycząca wyboru nowego partnera nie spodoba się dziubdziusiowi i nie zaakceptuje
    > nowego partnera. Za to jak chodzi o przeniesienie całego życia do innego kraju,
    > to już dziubdziusia zdanie się nie liczy, dziubdziuś musi zrozumieć i się dost
    > osować. Zaciekawił mnie ten dualizm. Chciałabym go zrozumieć.

    Ja ci pomogę zrozumieć. Otóż ci którzy twierdzą że zdanie dziecka się liczy przy wyborze partnera który będzie mieszkał razem z nim w domu to nie są ci sami ludzie, którzy mówią: pakuj dzieciaka, popłacze i przestanie.
  • agaagaaga123 12.09.19, 11:14
    ja sądzę, że to raczej są ci sami ludzie, którzy nie mogą przez 3 godziny wyjść z domu i spóźniają się do pracy bo "dziecko nie chciało sie ubrać".
  • malgo21 12.09.19, 11:17
    I to też ci sami którzy pakują dziecko w 2 dni i jadą na drugi koniec świata?
    Naprawdę traktowanie całego świata jak jedną jednostkę od której wymaga się konsekwencji to nie jest dobry pomysł.
  • malgosiagosia 11.09.19, 15:20
    imie.deszczu napisała:

    > Dziecko jest bardzo na nie. Płacze, nie chce, buntuje się.
    > Co robicie? Czyje potrzeby są na pierwszym miejscu?

    W tym wypadku potrzeby rodzica sa na pierwszym miejscu. Nawet gdyby to byla chec zmainy zamieszkania tylko, a co dopiero chec zmainy pracy.
  • imie.deszczu 11.09.19, 16:07
    malgosiagosia napisała:

    > W tym wypadku potrzeby rodzica sa na pierwszym miejscu. Nawet gdyby to byla c
    > hec zmainy zamieszkania tylko, a co dopiero chec zmainy pracy.

    Czy to ironia?
  • malgosiagosia 11.09.19, 16:34
    imie.deszczu napisała:


    > Czy to ironia?

    Absolutnie nie. smile
  • ruscello 11.09.19, 15:25
    Zależy od wcześniejszej sytuacji finansowej oraz od charakteru dziecka. Mojej córce bym tego nie zrobiła, chyba że brakowałoby na podstawowe wydatki. Jeśli dziecku trudno nawiązywać kontakty, jest nieśmiałe, bardzo się przywiązuje do otoczenia, ma w obecnym miejscu bliskich, to przeprowadzka raczej okaże się porażką. I co by mi było po lepszej pracy, gdyby dziecko nie potrafiło wejść w klasę, siedziałoby samo w domu, itd.
  • australijka 11.09.19, 15:49
    Życie jest nieprzewidywalne. Jutro tata zarabiający na bardzo godne życie dowiaduje się, że ma 1% szans na przeżycie. Lub mama wychodzi po cukier (przykładowo, bo tu się cukru nie kupuje i nie spożywa) i potrąca ją szalony motocyklista. Leży w śpiączce. Trzeba na now zmienić dotychczasowe życie. I wcale nie z perspektywą, że będzie lżej, łatwiej i przyjemniej. Będzie gorzej, mniej pieniędzy, może zmiana mieszkania/domu, może pójście do byle jakiej szkoły. I jakoś to trzeba przekazać i plasterek na bolącą duszę nałożyć. Więc póki jest dobrze a może być jeszcze lepiej póty się o to starajmy. Dziecko za chwilę i tak zmieni szkołę, przyjaciół a potem miasto ze względu na studia a potem może i kraj a potem i stan cywilny i wcale nas za bardzo o zgodę prosić nie będzie. Dobrze jest nauczyć członków stada, że czasami całe stado się łączy i trochę poświęca dla jednej osoby. Dziś dla mnie, jutro może dla ciebie. Teraz jak nigdy ludzie emigrują, dzieci muszą szybko nauczyć się języka, zwyczajów. Są w zupełnie nowym, obcym otoczeniu. A ja jeszcze poczytałabym te posty o konieczności pomocy starym rodzicom co to sobie nie zapewnili godnej starości i teraz trzeba im te 10 złotych do emerytury dokładać. Jest szansa, łap. Bo może drugiej nie będzie. A co będzie jutro nikt nie wie.
  • konsta-is-me 11.09.19, 16:09
    Porownanie od czapy.
    Wypadek losowy to sila wyzsza.
    Poza tym skoro "za chwile"a ta chwila jest krotka tylko dla ciebie, zapewniam cie ze dla 10-latka to wiecznosc i w ogole czas niemozliwy do wyobrazenia.
    Co jest mgnieniem oka dla np.60-latki , dla dziecka jest poteznym kawalem zycia.
    Przypomnij sobie jak bylas w tym wieku moze?
    Dasz rade ?
    Wiec skoro za chwile, to moze poczekac te chwilke i wtedy mu zmieniac srodowisko?
  • ichi51e 11.09.19, 16:14
    Nie da sie generalizowac w tym wypadku tak naprawde. Sa tacy ktorzy nigdy sobie juz zycia nie uloza i sa tacy po ktorych splynie jak po kaczce. Kazdy boi sie nieznanego to oczywiste. Ale zmiana jest rzecza dobra. Ja np nie mam pretensji do rodzicow ze mi zmieniali szkoly 4 razy. Najbardziej mi zal ze nie wykonali zadnego ruchu zeby mi pomoc utrzymac znajomosci.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • konsta-is-me 11.09.19, 16:42
    Nie, nie kazda zmiana jest dobra.
    Po prostu.
    Akurat te DLA CIEBIE byly dobre.
    A tu nie ma potrzeby generalizowac.
    Dzieciak placze i sie buntuje.
    A ty wlasnie teraz generalizujesz pt"zmiana jest dobra".
    Ja tez plakalam wtedy i wwsciekle sie buntowalam i po mojej matce splynelo to jak po kaczce.
    A powod byl KAPRYSEM, nic istotnego ani waznego.
  • ichi51e 12.09.19, 06:24
    Naprawde nie kazdy az takto przezywa.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ewiedzma 12.09.19, 09:24
    Współczuję. Miałam podobne przeżycia w tym samym wieku powtórzone później kilkakrotnie, więc rozumiem lepiej niż bym chciała. Natomiast myślę, że taki dramat dla dziecka zachodzi głównie wtedy, kiedy nie ma ono żadnego wsparcia po zmianie, zostaje de facto SAMO w nowym środowisku. Nie wszyscy rodzice skłonni od czasu do czasu stawiać swoje potrzeby na pierwszym miejscu kierują się kaprysami i są emocjonalnie niedostępni. Zmiany są dobre, ale trudne i decydując się na wywrocenie dzieciakowi życia warto też przemyśleć czy w tym wszystkim będziemy w stanie poświęcić mu tę dodatkową uwagę, żeby czuło się ważne a nie jak jeden z mebli.
  • bywalec.hoteli 11.09.19, 15:54
    Chyba po równo smile

    --
    Lato smile
  • konsta-is-me 11.09.19, 15:59
    Nie wiem.
    Moja mama dla kaprysu wyrwala mnie ze srodowiska i wstawila w nowe co spowodowalo wieloletni ciag komplikacji i generalnie mnie unieszczesliwilo na lata.
    Mialam 7 lat.
    Chyba jednak bym nie zmieniala dziecku srodowiska w tym wieku...
    A nie sadze zeby chodzilo o zarobki 50 razy lepsze.
  • 3-mamuska 11.09.19, 15:59
    Tak zmieniłabym dzieci generalnie się boją nie lubią zmian. To ostatni dzwonek na zmiany. Bo za 2-3-4 lata już nie.

    Lepsza praca lepsze pieniądze lepsze życie dziecka większe możliwości.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • mikams75 11.09.19, 16:08
    to zalezy - z uk do pl? Nie.
    A poza tym zalezy jakie sa szanse na inna prac w obecnym miejscu zamieszkania, jakie sa obecne warunki zycia a jakie beda po zmianie. Dla malej i niepewnej zmiany - nie. Z klepania biedy bez przyszlosci do swietnych warunkow - tak.
  • kafana 11.09.19, 16:12
    No cóż ja miałam 12 lat jak dowiedziałam się ze z dużego miasta przeprowadzamy się na zadupie którego nazwę pierwszy raz słyszę. Tez płakałam buntowałam się i nie chciałam. Zadupie okazało się przeurocza miejscowością uzdrowiskowa i dziś jak odwiedzam rodziców w ich przedwojennej willi to niemal płacze ze szczęścia jakie mam, ze tam mieszkająsmile w takiej sytuacji liczy się dobrostan całej rodziny a nie jednostki, która nie wie nic o życiu.
  • edelstein 11.09.19, 16:42
    A ja mam odwrotnie,do tej pory zaluje, ze przeprowadzilismy sie na zadupie i wcale tam nie lubie jezdzic, bo to jest zadupie.A ja lubie miejskie zycie.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • konsta-is-me 11.09.19, 16:44
    Ciekawe co bys mowila gdyby to spowodowalo katastrofe dla ciebie?
    Poswiecmy jednostke dla wygody reszty?
  • jak_matrioszka 11.09.19, 21:05
    Ja rozumiem, że Ty masz złe doświadczenia, ale w tej obronie jednostki widzisz tylko dziecko. Rodziców można poświecić, bo starzy i i tak im czas szybciej mija, że już o szansie że wcześniej niż dziecko kopna w kalendarz nie wspomne... Nie każdy rodzic radośnie wywraca dzieciom życie tylko po to, by móc sie w macierzance tarzać w nowym miejscu. Wielu rodziców też by wolało zostać w starym miejscu, ale nie moga sobie pozwolić na podjecie takiej decyzji "bo tu mam kumpele z przedszkola jeszcze, 40 lat sie znamy". Rodzice najcześciej podejmuja decyzje które im samym wywracaja życie majac na wzgledzie długofalowe dobro całej rodziny. Nie każda decyzja jest dobra, ale posadzanie rodziców jako grupy o złe intencje to jednak przesada?
  • kryzys_wieku_sredniego 11.09.19, 16:44
    To zależy o ile i w jakim państwie. Perspektywa zarabiania 250 tyś dolarów rocznie gdzieś w okolicach Los Angeles mnie nie kusi. Perspektywa zarabiania 250 tyś zł. rocznie w okolicach Gdańska kusi bardzo i tu bym się przeprowadziła nawet z dzieckiem na nie.
  • konsta-is-me 11.09.19, 16:48
    Za 250 tys moglas bys pewnie wynajac helikopter zeby dziecko moglo dojezdzac do szkoly tongue_out
  • jematkajakichmalo 11.09.19, 16:53
    To zbyt ogólnie napisane.
    Jeśli w rodzinie się nie przelewa, ale starczą na wszystko to na pewno przemyślałabym czy warto coś zmieniać. W przypadku gdy pieniędzy nie starcza, jest np. jakiś kredyt do spłacania a wizja choroby jednego z rodziców przedstawia się jako horror i wręcz przymieranie glodem to nie zastanawialabym się ani sekundy.
    Po drugie zależy gdzie miałabym się przeprowadzać. Jeśli mialabym mieszkać w innym mieście to zupełnie co innego jak przeprowadzka do innego kraju, gdzie np. nie zna się języka.

    --
    "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
  • pani-nick 11.09.19, 18:41
    Wszystko zależy od różnych okoliczności i czynników.
  • pani-nick 11.09.19, 18:42
    A! To znowu Ty big_grin
  • imie.deszczu 11.09.19, 21:32
    Cześć. A chociażby na moim przykładzie...napiszesz coś więcej? Nie tak ogólnie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka