Dodaj do ulubionych

Pokolenie bez relacji

12.09.19, 08:55
Taki troche ciag dalszy dyskusji o toksycznych rodzicach ...

Siegnelam w ramach cwiczenia pamiecia w glab i stwierdzilam, ze pokolenie naszych rodzicow, to pokolenie ktore raczej nie mialo relacji ze swoimi rodzicami (oczywiscie generalizuje, pewnie sa tacy co mieli). Mowie to na przykladzie wlasnej matki, ktora relacji ze swoja matka raczej nie miala. Byl to raczej chow a nie wychowanie. Wnioskuje tak poreakji mojej matki na smierc babci, ktora zostala skwitowana krotkim "moze lepiej sie stalo, w sumie latwego zycia nie miala". Oczywiscie ciezko oceniac po samych slowach, moze gdzies tam w srodku przezywala jednak zalobe, ale nauczona przez lata, ze okazywanie uczuc na zewnatrz to oznak slabosci, tak po prostu sie zachowywala.
Potem w podobny sposob budowala relacje ze mna: w sumie jedyne czego ode mnie wymagano to dobre oceny w szkole. Poza tym moglam w domu i poza domem robic co chcialam. W domu panowalo przekonanie, ze dzieci raczej nie sa partnerami do rozmowy, wiec z rodzicami praktycznie wymienialam informacje, ale raczej rozmowa ciezko to nazwac. Bylam dzieckiem materialnie dosyc zadbanym i wlasciwie na tym sie konczyly obowiazki moich rodzicow.
Anegdotka: w III klasie liceum ktoregos dnia zaproponowali mi, ze mnie podrzuca do szkoly, bo i tak jada w tym kierunku rano do miasta. He, he wysadzili mnie przed drzwiami liceum - tyle ze nie mojego smile

No a pozniej o maly wlos przenioslabym te wszystkie schematy na swoje dzieci ... gdyby nie moj maz.
I wlasciwie tak caly lancuch zostal przerwany.

A wzielo mnie na takie przemyslenia, bo panie w watku obok argumentowaly, ze to wina naszych rodzicow, ze nie zbudowali relacji, bo przeciez jest tyle mozliwosci naprawy wlasnych bledow. No jak widac, jakos strasznie duzo tych mozliwosci chyba jednak nie ma.
Nawet ja nie wpadlam na to, ze w moich relacjach z synem cos jest nie tak, bo przeciez wychowana bylam w takim kokonie i skad mialam wiedziec jak byc powinno.
Po ksiazki psychologiczne nie siegalam, bo zeby po nie siegac, to musi ci przynajmniej cos dzwonic, ze jest problem. Porownac sie nie za bardzo mialam z kim. Poczytac w internecie tez nie za bardzo (moj syn urodzil sie kiedy internet w domu byl jeszcze liczony w minutach a jedna strona otwierala sie 5 minut smile).
W sumie gdyby moj maz nie tupnal noga, to pewnie by na mnie to oswiecenie nie splynelo ...
Edytor zaawansowany
  • lilia.z.doliny 12.09.19, 09:12
    Ciekawy post, w sumie i smutny, i optymistyczny.
    Dobrze. ze bylas otwarta na wychowawczą innowacje, ze tak ujmę smile.
    Ja od poczatku podskornie czulam, ze cos jest nie tak "ustalone z gory", ze to prawo boskie i rodzicielskie wadliwie jednak skonstruowano, że cos nie gra. Dzieci i ryby glosu nue maja, pruski dryl, bicie to jedyny sposob, by wychowac. No i wychowano...Bardzo, bardzo zle skonczyly wszystkie dzieci mojej babci, ktora do konca swoich dni przekonana byla o wlasnej wspanialosci macierzynskuej. Mi też wtlaczano do lba farmazony wychowawcze, ktore, chwalic pana, oszczalam. Nie od razu, bi nie od razu czlowiek uwalnia sie od emocjonalnej patologii.
    Dziekuje ci za ten glos smile

    --
    Melisa uspokaja mnie tylko wtedy, kiedy ją gorącą wyleję komuś na mordę.
  • berber_rock 12.09.19, 09:21
    lilia.z.doliny napisała:

    > Ciekawy post, w sumie i smutny, i optymistyczny.
    > Dobrze. ze bylas otwarta na wychowawczą innowacje, ze tak ujmę smile.
    _ nie za bardzo mialam wybor. Malzonek postawil bana na drugie dziecko, poki nie pojme, ze dziecko to cos wiecej niz lalka do przewijania, karmienia i ubierania smile No to zabralam sie za pojmowanie ... dzieki bogu z jego pomoca ...

    Bardzo, bardzo zle skonczyly wszystkie dzieci mojej babci,
    _ U mojej babci bardzo roznie. Moja matka jako zawsze uznawana za najwspanialsza z calej trojki jej dzieci i stawiana wszystkim za przyklad sokonczyla srednio: nie utrzymuje kontaktow ze swoimi bracmi, od opieki nad matka sie odciela (bo "mieszka 250 km dalej i pracuje na etat", w sumie widziala ja ostatni raz jakies 5 lat przed smiercia). Ku mojemu zdziwieniu bracia mimo podobnego chowu jednak zbudowali normalniejsze rodziny chociaz materialnie powodzi im sie gorzej. Ale jak sie z nimi rozmawia to jednak szczesliwi sa ze swojego zycia od 60 lat w tej samej miejscowosci, gdzie o 16.00 po pracy mozesz w ciagu 15 minut znalezc sie w lesie albo na lodce na jeziorze. Tylko zeby byc szczesliwym, trzeba najpierw wiedziec czego sie chce i ogarnac swoje priorytety ...
  • wapaha 12.09.19, 09:18
    Ale to o czym piszesz- nie wywoływało w Tobie jako dziecku/nastolatce sprzeciwu ? Poczucia żalu, buntu, jakiegoś braku ? Pamiętasz dużo, jesteś rozsądna i logiczna ( pewnie te cechy miałaś też jako natolatka) więc pewnie zauwazałaś, że coś jest "nie halo ".
    Normalne jest , że rodzic chce "by dzieci miały lepiej niż on" - więc skoro ( jesli) było ci niefajnie to dokładnie to samo "niefajnie" przenosiłaś na dzieci ? Jak to działało ?

    Może ja jestem dziwna ale od dziecka miałam duże poczucie samoświadomości, widzenia "dobra i zła" i od dziecka wiedziałam, że jeśli będę miała dzieci to na pewno będę "inna"..
  • berber_rock 12.09.19, 09:28
    wapaha napisała:

    > Ale to o czym piszesz- nie wywoływało w Tobie jako dziecku/nastolatce sprzeciwu
    > ? Poczucia żalu, buntu, jakiegoś braku ?
    _ alez oczywiscie ze wywolalo. Jako nastolatka bylam nie do zniesienia. Potrafilam nic nikomu nie mowiac wychodzic z domu na kilka dni, wracac urabana w trzy doopy, fajki palilam nie odchodzac od biurka we wlasnym pokoju, bo w sumie, co mi moga zrobic, na wakacje wyjezdzalam z 200 PLN w kieszeni i gitara na plecach, bo "jakos to bedzie". Te rzeczy nie wywolywaly zadnej reakcji, bo jednoczesnie mialam dobre oceny, wiec wychodzili z zalozenia ze "wyjde na ludzi".


    > Normalne jest , że rodzic chce "by dzieci miały lepiej niż on" - więc skoro (
    > jesli) było ci niefajnie to dokładnie to samo "niefajnie" przenosiłaś na dzieci
    > ? Jak to działało ?
    _ To jest dobre pytanie. W wolnej chwili musze sie nad tym zastanowic. Na szybko moge odpowiedziec jedynie, ze tak, chcialam zeby dzieci mialy lepiej, ale oprocz tego musisz jeszcze wiedziec, jak do tego doprowadzic, miec jakis przyklad. Ja nie umialam z dziecmi rozmawiac, bo u mnie w domu sie raczej nie rozmawialo. W sumie kiedys bardzo zdziwila mnie tesciowa, ktora stwierdzila ze dla niej 4 latek jest takim samym partnerem do rozmowy co 40 latek.
  • wapaha 12.09.19, 09:32
    Czyli typowe testowanie i wołanie o uwagę. Dziecko- czuję się bezpiecznie i czuje się kochane, gdy ma granice- Ty przekraczałaś kolejne bez reakcji, ergo - nie miałaś ani poczucia bezpieczeństwa ani miłości.

    Piszesz o rozmowie - nie umiałaś rozmawiać ze swoimi dziećmi ? Z dziećmi w ogóle ? Czy w ogóle z ludźmi ?
    I czy to się faktycznie jakoś zmieniło ?

    Bo może też jesteś dla siebie za surowa i być może masz takie a nie inne usposobienie i charakter i być może również nadmierna uwaga ze strony rodzica, nadmierne interesowanie się, rozmawianie sprawiłoby że miałabyś tak serdecznie dosyć, że absolutnie nie chciałabyś tego dla swoich dzieci i ( poniekąd) też byś popełniała błąd w zależności od tego, jakie usposobienie mają Twoje dzieci ? wink

    rozumiesz do czego dążę ? Nie ma i nie będzie rodziców idealnych. Zawsze albo będziemy uciekać od jakiegos schematu i przedstawiać dzieciom inny ( i one może tez będą od niego uciekać) albo będziemy go powielać i nasze dzieci tak samo mogą chcieć go nie powielac

    Kochasz. Nie krzywidzsz. Dbasz. Robisz to, co dla nich i dla Ciebie najlepsze
  • berber_rock 12.09.19, 10:22
    Piszesz o rozmowie - nie umiałaś rozmawiać ze swoimi dziećmi ? Z dziećmi w ogóle ? Czy w ogóle z ludźmi ?
    I czy to się faktycznie jakoś zmieniło ?

    Na etapie szkoly sredniej mialam kilku zaufanych kumpli, z ktorymi lubilam rozmawiac o zyciu i filozofowac. Od niektorych to nawet sporo sie nauczylam ... Lubilam rozmawiac i wydaje mi sie ze potrafilam to robic.
    Z mezem rozmawiamy bardzo duzo i duzo sie przy tym od siebie nawzajem uczymy.
    Z dziecmi faktycznie mialam problem: albo wydawalam polecenia albo przyjmowalam ton mentorski. Wlasciwie musialam sie tego uczyc w biegu ...
    Z rodzicami do tej pory jedyne tematy to pogoda albo polityka (tego nienawidze).
  • yuka12 12.09.19, 11:41
    Robiłaś podobnie jak wciąż robi mój mąż. U niego dochodzą jeszcze żarty, nie zawsze fortunne. I chociaż wie, że coś w tym wszystkim nie tak, zazdrości mi fajnych relacji z dziećmi, już chyba zrezygnował z chęci zmiany. Bo ta zmiana wiązałaby się z przemyśleniami nt. rodzinnego domu, przyznania, że rodzice byli nieidealni i choć się starali, jak mogli, polegli w warstwie emocjonalnej. Zmiany oznavcałyby przyznanie, że on sam nie jest idealny i że popełnia błedy, a że jest dumnym mężczyzną, nie sądzę, żeby przyszło mu to łatwo. No i uczucia, przemyślenia, zmiany bolą. Dlatego wygodniej machnąć ręką. Niestety.
    A ze mną i innymi rozmawia jak najbardziej. Za to zupełnie nie potrafi z własną córką.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yuka12 12.09.19, 11:42
    *oznaczałyby

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • berber_rock 12.09.19, 11:59
    A wiesz, ze rozpoznaje ten opis? wink

    Mnie sie chcialo, bo jednak tak jest fajniej. Nie wyszedl z tego ideal, ale na przyklad cholernie jestem szczesliwa, ze moj syn robi to co w zyciu lubi i mial odwage dokonac takiego wyboru.
  • wapaha 12.09.19, 12:01
    Yka, naprawdę sądzisz, że Twój zakładając , że zdecydowałby się na terapię-stawił czoła demonom z dzieciństwa, przyznał i zauwązył swoje słabości i to co robi niepoprawnie- że to wszystko by go odczarowało i stałby się czułym, empatycznym i umiejącym rozmawiać z nastolatką człowiekiem >?
  • pade 12.09.19, 12:10
    Ja tak sądzęsmile Może nie od razu czułym, empatycznym, ale czulszym i empatyczniejszym niż jest. Zawsze to jakiś krok do przodu. I zysk dla relacji.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • yuka12 12.09.19, 12:56
    Nie o to chodzi. Raczej miałby większą samoświadomość i rozumiałby, skąd takie a nie inne zachowania prezentuje i które są jego, a które kopiuje z domu rodzinnego. Co uważa za warte zachowania w pamięci, a co lepiej przebaczyć, przetrawić i zapomnieć. Lepiej umiałby stawiać granice własnej matce bez poczucia, że jest niewdzięczny, bo ona się tak stara i kocha. Byłoby lepiej dla niego, bo umiałby się polubić i dzięki temu potrafiłby polubić tą jego cząstkę w dzieciach zamiast z nią walczyć.
    Nie piszę tego vzysto teoretycznie. Sama przeszłam podobny proces, bez terapeutów, ale dzisiaj widzę, kiedy zaczynam powielać błędy rodziców 😊.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • wapaha 12.09.19, 11:48
    Kurde, bo wiesz, nie każdy potrafi dogadać się z dziećmi . To nie jest umiejętność, której można się nauczyć ale raczej dar wink
    Ja np. od zawsze lubiłam dzieci, jako nastolatka opiekowałam się maluchami, lubiłam towarzystwo dzieciaków z rodziny, na wyjazdach jakoś zawsze lądowałam w roli niani wink
    ale znam takich, którzy nie znosi dzieciarów, wręcz dzieciaki doprowadzały ich do złości
  • yuka12 12.09.19, 13:03
    Ja nie lubiłam dzieci i nie umiałam się nimi zajmować (i nie chciałam), a jakoś z własnymi dziećmi się dogaduję, choć czasami ich absolutnie nie rozumiem 😁. Może dlatego ze uważam ich za ludzi rozsądnych i myślących, którzy mimo wszystko chcą dobrze, choć nie zawsze wiedzą jak. I moje zadanie jako rodzica jest im pomóc znaleźć odpowiedzi na to "jak". Odpowiedzi, bo przecież różne są sytuacje, ludzie i rezultaty.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:14
    No ale widzisz, jako mlodziusienka Berber I Bergamotka, nie bylabys na tyle rozwinieta emocjonalnie zeby dzieci uwazac za ludzi i ich ksztaltowac, ale male zawiniatko ktore wlasnie powilas uwazalabys za cos w rodzaju lalki ktorej musisz zmienic kaftanik i nakarmic…..
  • yuka12 12.09.19, 13:37
    Nigdy nie uważałam dzieci za lalki (za zwierzątka tym bardziej), dlatego tak bardzo nie chciałam ich mieć 😁.
    Jak już pisałam- do 3 razy sztuka. Trafiaj dalej 😀.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • eukaliptusy 13.09.19, 05:45
    wapaha napisała:

    > Kurde, bo wiesz, nie każdy potrafi dogadać się z dziećmi . To nie jest umiejętn
    > ość, której można się nauczyć ale raczej dar wink

    Nie masz racji.
    To jest na 100% umiejetność nad którą należy pracować.
    Takie myślenie jest szkodliwe i uwalnia rodziców od obowiązku zbudowania relacji z własnym dzieckiem.
    Budowanie relacji jest wrodzoną umiejętnością każdego człowieka. Dzieci są świetne w budowaniu relacji i dawaniu miłości. Dorosły, a zwłaszcza rodzic, który nie potrafi tego przyjąć ma problem ze sobą wynikający z deficytów więzi w dzieciństwie, a nie brak magicznego „daru”.


    > ale znam takich, którzy nie znosi dzieciarów, wręcz dzieciaki doprowadzały ich
    > do złości

    Emocje nieadekwatne do sytuacji to pewny znak, że coś z przeszłości rozbrzmiewa dla tej osoby.
  • wapaha 13.09.19, 08:39
    Nie jest. Inteligencji emocjonalnej nie nauczysz. To rowniez kwestia budowy mózgu ( hipokamp, ciało migdałowate) , chemii mozgu itp


    A cos z przeszłosci - ma kazdy z nas
  • pade 13.09.19, 10:35
    Daniel Golman twierdzi, że jak najbardziej można zwiększać inteligencję emocjonalną.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • eukaliptusy 13.09.19, 13:36
    pade napisała:

    > Daniel Golman twierdzi, że jak najbardziej można zwiększać inteligencję emocjon
    > alną.
    >

    Dokładnie.
    Inteligencja emocjonalna w jednej z definicji (którą biorę z treningu rozwoju inteligencji emocjonalnej nota bene) ma cztery obszary:

    - Samoświadomość (własnych emocji, przekonań, motywacji)
    - Zarządzanie własnymi emocjami
    - Empatia (rozpoznawanie emocji, stanów umysłu, osobnego punktu widzenia u innych ludzi)
    - Zarządzanie relacjami z innymi ludźmi

    Nie widzę żadnej magii w powyższym. Pracować nad tym można jak nad wszystkim innym. Tylko najpierw trzeba zauważyć problem.

    Wapaha - widzisz, może jest nadzieja dla osób w twoim otoczeniu, które pochopnie spisałaś na straty?
  • eukaliptusy 13.09.19, 11:04
    wapaha napisała:

    > Nie jest. Inteligencji emocjonalnej nie nauczysz. To rowniez kwestia budowy mó
    > zgu ( hipokamp, ciało migdałowate) , chemii mozgu itp

    Nie wiem na czym opierasz to twierdzenie.
    Mózg jest najbardziej plastycznym organem w organizmie. I zmienia się przez całe życie.
    Gdyby co to mówisz było prawdą to żadna terapia czy psychologiczna, czy wspomagająca leczenie psychiatryczne, czy terapia osób z zaburzeniami ze spektrum autystycznego nie dawałyby żadnych rezultatów, a wszyscy przeżywalibyśmy życie od 18 do 80 tak samo durni jak byliśmy w młodości wink
  • wapaha 13.09.19, 14:03
    To nie moje twierdzenia - o tym pisze wspomniany wyżej Goleman ( s.21, s,27, przykłady dzieci z trudnymi doświadczeniami, które " cyt. są niezmiernie trudne do zrozumienia przez człowieka dorosłego, ponieważ przechowywane są w ciele migdałowatym jako nie ujęte w słowa a jedynie jako z grubsza naszkicowane schematy życia emocjonalnego (...), o sanitariuszce wojennej ( co jej po samoświadomości, skoro otwierając szafę CZUŁA smród wojny, opis "pomyłek" gdy "uczucie wyprzedza myśl", wyjasnienie ( s.32) na jakiej zasadzie emocje zaburzają proces myślenia..) etc etc-naprawdę nie chce mi się po kolei cytowac całej książki - jeżeli znasz tezy Golemana z pewnością wiesz o co mi chodzi
    I albo się nie rozumiemy
    Albo inaczej rozumiemy
    wink

    Jakby nie było-ja nie NEGUJĘ, ale ZAPEWNIAM, że możliwe jest wyuczenie pewnych zachowań.
    A ten tekst :
    "Wapaha - widzisz, może jest nadzieja dla osób w twoim otoczeniu, które pochopnie spisałaś na straty?"
    To skąd wytrzasnęłaś ?- Twoje rozumienie, empatia i świadomość podpowiadają ci, że moje otoczenie jest spisane PRZEZE MNIE na straty ?
  • eukaliptusy 14.09.19, 09:11
    wapaha napisała:

    > To nie moje twierdzenia - o tym pisze wspomniany wyżej Goleman

    Goleman pisze o wpływie traumy na budowę mózgu i późniejsze funkcjonowanie.

    Tak się składa, że Goleman również obszernie pisze o treningu i rozwoju inteligencji emocjonalnej.


    > Jakby nie było-ja nie NEGUJĘ, ale ZAPEWNIAM, że możliwe jest wyuczenie pewnych
    > zachowań.
    > A ten tekst :
    > "Wapaha - widzisz, może jest nadzieja dla osób w twoim otoczeniu, które pochopn
    > ie spisałaś na straty?"
    > To skąd wytrzasnęłaś ?- Twoje rozumienie, empatia i świadomość podpowiadają ci,
    > że moje otoczenie jest spisane PRZEZE MNIE na straty ?

    Skoro uważasz, że cytuję „Inteligencji emocjonalnej nie nauczysz” to co za tym idzie musisz uważać, że jest to cecha niezmienna i wrodzona i ludzie dookoła ciebie (z tobą włącznie) ale ją mają albo nie. A tymczasem wszyscy ludzie, przy odpowiedniej motywacji i warunkach, mają ogromny potencjał rozwoju w tej dziedzinie.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 09:34
    No ale dlaczego taka wczesna decyzja o dziecku skoro kompletnie cie to nie interesowalo I nie krecilo????

    Taki model przyjmuja osoby nie wyksztalcone dla ktorych dziecko to jedyne sensowne zajecie, ty niby taka wyksztalcona I z perspektywami matarialnymi zapewnionymi przez rodzicow, dlaczego z tego nie skorzystalas tylko zagrzebalas sie w pieluchach?
  • berber_rock 12.09.19, 10:25
    zlota.ptaszyna napisała:

    > No ale dlaczego taka wczesna decyzja o dziecku skoro kompletnie cie to nie inte
    > resowalo I nie krecilo????
    26 lat to wczesna


    > I z perspektywami matarialnymi zapewnionymi przez rodzicow,
    _ perspektywy materialne to ja mialam do czasu jak mieszkalam pod ich dachem i realizowalam ich scenariusz na zycie. W wieku 22 uznalam, ze jednak wole dokonywac wlasnych wyborow za wlasne pieniadze i po podpisaniu pierwszej stalej umowy o prace sie wyprowadzilam.
    > dlaczego z tego nie skorzystalas tylko zagrzebalas sie w pieluchach?
    _ od kiedy skorzystanie z 4 miesiecznego macierzynskiego to "zagrzebanie sie w pieluchach"?
  • alpepe 12.09.19, 10:35
    Ona cię pomyliła chyba z bergamotką.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 10:50
    Bergamotka i Berber graja w jednej lidze, obie z bogatych rodzin z perspektywami rozwoju osobistego, mimo tego ze swiat stal przed nimi otworem to nie zadbaly o siebie, tylko zagrzebaly sie najszybciej jak mogly w pieluchach a teraz w kolko smeca na forum....
  • umi 12.09.19, 10:56
    Tak z ciekawosci - masz cos przeciwko przyrostowi naturalnemu, czy tak hobbystycznie nie lubisz dzieci?
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 11:38
    Nie zrozumialas, szkoda mi mlodych dziewczyn ktore zostaly zapedzone do pieluch, kiedy powinny siedziec na dyskotece.

    Macie racje, jak was czytam, to jakies odpryski z przejeciem zachowan pokolenia powojennego, gdzie nie dbano w ogole o siebie, tylko o zaspokojenie podstawowych potrzeb typu kupienie butow i jedzenie.

    Teraz norma jest ze sie zaklada rodzine pozniej, jak jest sie juz na to gotowym i sie zadbalo w pierwszej kolejnosci o SIEBIE.

    I mowimy tu o osobach ktore mialy bardzo duze perspektywy wiec tym bardziej dziwi ze wybraly pieluchy zamiast podrozy do okola swiata itp
  • pade 12.09.19, 11:53
    A kto ocenia tę gotowość?
    Jest jakiś specjalny urząd do tych spraw?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • umi 12.09.19, 11:56
    Wpędzone, to jakby musialy sie nagle zajac czyims dzieckiem, albo jakby sie dorobily swojego wbrew swojej woli. 26 lat, to zdaje sie jest wiek po-studencki. Na studiach mozna zadbac o czesc kulturalną, potem zwolnic, chociazby dla watroby wink Według mnie całkiem praktycznie zajac sie dziubdziusiem, a jak dziubdzius podrosnie, mozna sobie pozwiedzac swiat z podrosnietym nielatem.
    Ale to moje zdanie oczywiscie wink
    Plus powod praktyczny - ktos musi pracowac na cała starzejaca sie Europę, wiec im wiecej dziubdziusiatek, tym lepiej.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 10:48
    Jejku, ale majac 26 lat to sie jezdzi po swiecie, siedzi w pracy do poznych godzin zeby sie uczyc I robic kariere, tudziez po pracy siedzi sie w pubie.

    No i dobrze ze sie wyprowadzilas i usamodzielnilas, ale po co to dziecko, zamiast skorzystac z zycia i poszalec skoro bylas na swoim? Taki wiek to czas DLA CIEBIE a nie do powaznych obowiazkow i problemow
  • pade 12.09.19, 10:52
    "Jejku, ale majac 26 lat to sie jezdzi po swiecie, siedzi w pracy do poznych godzin zeby sie uczyc I robic kariere, tudziez po pracy siedzi sie w pubie."

    W jakim kodeksie jest zapisany taki obowiązek?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • berber_rock 12.09.19, 11:40
    zlota.ptaszyna napisała:

    > ale po co to dziecko,
    Juz ci napisalam, ze widocznie mialam swoje powody, o ktorych na forum pisac nie zamierzam. Ot, life ...
  • yuka12 12.09.19, 12:01
    Ja tam żałuję, że zagrzebałam się w pieluchach mając 26 lat zamiast robić swoją oszałamiającą nie-karierę (czytaj- pracować po godzinach codziennie za średnią krajową i utrzymanie pracy).

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • berber_rock 12.09.19, 12:07
    yuka12 napisała:

    > Ja tam żałuję, że zagrzebałam się w pieluchach mając 26 lat zamiast robić swoją
    > oszałamiającą nie-karierę (czytaj- pracować po godzinach codziennie za średnią
    > krajową i utrzymanie pracy).

    _ he, he - wiesz, jak odchodzilam ze swojej ostatniej pracy w Polsce (przed wyjazdem za granice - to byl 2004 rok) to mialam ponad 3 miesiace zaleglego urlopu, ktore wyplacili mi w pieniadzach. No przeciez w korpo nigdy nie bylo dobrego czasu na wziecie 2-tygodniowego urlopu ...

  • yuka12 12.09.19, 13:06
    Przepraszam, miało być NIE ZAGRZEBAŁAM SIĘ, bo mamą zostałam dużo później. Wtedy wydawało mi się, że idealnie (miałam męża, mieszkanie i stałą pracę), dzisiaj widzę że min. o 10 lat za późno. Wychowywanie małych dzieci po 40 to sport nie dla każdego 😉.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:14
    Inna sprawa czy tych dzieci trzeba miec od razu cale stadko, to tez jest kwestia do dyskusji
  • bo_ob 12.09.19, 13:16
    zlota.ptaszyna napisała:

    > Inna sprawa czy tych dzieci trzeba miec od razu cale stadko, to tez jest kwesti
    > a do dyskusji

    Nie. Co cię obchodzi kto ile i kiedy ma dzieci?
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:20
    jak ktos pisze ze nie daje rady I nie cieszy go macierzynstwo to moze ma za duzo?
  • yuka12 12.09.19, 13:38
    A ktoś tu to napisał? Znowu chybienie 😂.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • 71tosia 12.09.19, 11:03
    jedni rodzice na takie zachowanie nastolatki które Bebek opisuje reagują panika, szlabanami i dyscyplinowaniem - reakcja dzieci - rodzice byli toksyczni i nie dalo się z takimi rodzicami wytrzymać, inni rodzice -ignoruja myslac ze dziecko z tego wyrośnie - rekacja dzieci - im na mnie nie zależało. Rodzice wychowują jak potrafią, dzieci interpretują zachowania jak potrafią - partkycznie nigdy sytuacje nie sa bialo czarne.
  • pade 12.09.19, 11:08
    To prawda, ale właśnie opisałaś dwa SKRAJNE sposoby reagowania. Jest jeszcze środek.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • zona_glusia 12.09.19, 11:32
    71tosia napisała:

    > inni rodzice -ignoruja myslac ze dziec
    > ko z tego wyrośnie - rekacja dzieci - im na mnie nie zależało.
    Jednak w wyżej opisanym przypadku trzeba patrzeć na sytuację całościowo. Jej rodzice nawet nie wiedzieli do jakiej szkoły ich córka chodzi.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 11:40
    Aha, a na wywiadowke to kto niby chodzil? Wierzysz w bajeczki ze dobrze wyksztalceni rodzice JEDYNACZKI nie wiedzieli do ktorej szkoly chodzi dziecko i nigdy przez 4 lata nie pokazali sie na wywiadowce ? he?
  • wapaha 12.09.19, 11:50
    mój Tata z którym miałam rewelacyjny kontakt, dużo rozmów, spędzania czasu ZA KAŻDYM razem dopytywał , w której jestem klasie i zawsze się mylił. wink Ale śmiechu zawsze z tego było wink
  • majenkir 12.09.19, 16:04
    zlota.ptaszyna napisała:
    > Aha, a na wywiadowke to kto niby chodzil? Wierzysz w bajeczki ze dobrze wykszta
    > lceni rodzice JEDYNACZKI nie wiedzieli do ktorej szkoly chodzi dziecko i nigdy
    > przez 4 lata nie pokazali sie na wywiadowce ? he?


    Moje dzieci (co prawda nie jedynaki wink) ukonczyly wlasnie liceum, a ja nie bylam na ani jednej wywiadowce. Ale szkola wiem gdzie stoi big_grin.




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 16:56
    Ale ich ojciec byl, tak? czy juz nie ma teraz wywiadowek tradycjnych? ale za czasow Berber raczej byly wiec sila rzeczy musieli byc w tej szkole smile
  • majenkir 13.09.19, 06:18
    Nie, ich ojciec też nie był 😉. Wywiadówki nie są obowiązkowe. Skoro problemów w szkole nie było nie widziałam sensu zajmować czas nauczycielom i sobie.

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • morekac 12.09.19, 20:21
    Podejrzewam, że moja mama też pewnie nie wiedziała, jak dotrzeć do mojej szkoły. Z zasady nie chadzała bowiem na wywiadówki, tę dziedzinę obsługiwał tata. A mnie z kolei zawsze myliło się, do której klasy (w sensie tych wszystkich literek po oznaczeniu poziomu) chodzi dana delikwentka.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • morekac 12.09.19, 13:28
    >_ alez oczywiscie ze wywolalo. Jako nastolatka bylam nie do zniesienia. Potrafilam nic nikomu nie mowiac wychodzic z domu na kilka dni, wracac urabana w trzy doopy, fajki palilam nie odchodzac od biurka we wlasnym pokoju, bo w sumie, co mi moga zrobic, na wakacje wyjezdzalam z 200 PLN w kieszeni i gitara na plecach, bo "jakos to bedzie". Te rzeczy nie wywolywaly zadnej reakcji, bo jednoczesnie mialam dobre oceny, wiec wychodzili z zalozenia ze "wyjde na ludzi"

    Okres nastoletni to okres buntu. A co zrobiłabyś, gdyby rodzice stawiali ci szlaban, nie puszczali na wakacje itp. Też miałabyś żal. Tylko o co innego.
    Mam dwie koleżanki: jedna narzeka, że matka jej nie kontrolowała, nie motywowała i nie przejmowała się ocenami; druga narzeka na młodość pełną zakazów, szlabanów i innych restrykcji. 😜

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • summerland 12.09.19, 15:41
    Zadne ekstrema nie sa dobre. Chyba chodzi o zloty srodek.
  • morekac 12.09.19, 19:55
    Chciałam koleżance uświadomić, że mogłaby mieć zakazy i szlabany - i byłoby teraz "matka nie ufała mi za grosz", "uważała, że bez jej kontroli stoczę się" itp. To, jak widzimy rodzica (pomijam tu przypadki rodziców ewidentnie do niczego: alkoholików, przemocowców) to w dużej mierze trochę nasze wyobrażenia i interpretacje.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • zona_glusia 12.09.19, 20:41
    Takie pretensje do rodziców, jeśli oczywiście nie przesadzili jakoś bardzo mocno, mijają ludziom koło 30.
  • morekac 14.09.19, 09:42
    zona_glusia napisał(a):

    > Takie pretensje do rodziców, jeśli oczywiście nie przesadzili jakoś bardzo mocn
    > o, mijają ludziom koło 30.

    Im też minęły. Chociaż moim zdaniem wpłynęło na wybrany model życia.


    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • 71tosia 14.09.19, 10:00
    no czytajac to forum jestem w 100% pewna ze wielu nigdy nie mijaja wink
  • pade 12.09.19, 10:39
    "Może ja jestem dziwna ale od dziecka miałam duże poczucie samoświadomości, widzenia "dobra i zła" i od dziecka wiedziałam, że jeśli będę miała dzieci to na pewno będę "inna".."
    Wapaha, wiele dzieci ma takie postanowienia, a już zwłaszcza nastolatkismile
    Ja też miałam takowe, co nie zmienia faktu, że i tak trochę z tego, czego nie chciałam, się powtórzyło. Zupełnie nieświadomie i zupełnie w inny sposób. Możemy się zarzekać, że my to nigdy, ale to 'nigdy' i tak się zdarza, tylko, że w inny sposób, nie 1:1. Najczęściej w silnych emocjach.
    Był tu kiedyś wątek, w którym ematki pisały, jak zdały sobie sprawę, że czasem zachowują się jak kopie własnych rodziców, używają tych samych słów, tych samych gestów. To jest biologia. Nie twierdzę, że własną pracą nie można wyjść z utartych kolein, nie, ale że bardzo, bardzo ciężko jest stać się zupełnie innym człowiekiem niż własny rodzic. Choćby z powodu ścieżek neuronowych.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • alpepe 12.09.19, 12:19
    No wiesz, ja jestem innym rodzicem, ale moja matka nie była nigdy praktycznie moją matką, a dzieckiem swojej matki, a mojej babci, która mnie wychowywała...

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • pade 12.09.19, 12:27
    A ja sądzę, że ewentualnie dzieci mogłyby ocenić (mając oczywiście żyjących dziadków, będąc z nimi w relacji) czy faktycznie nie ma żadnych, ale to żadnych podobieństw między nami a naszymi rodzicami. Chociaż i tak mogą nie być obiektywne. Ale my to już na pewno obiektywne nie jesteśmysmile No dobra, nie do końcasmile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • summerland 12.09.19, 15:45
    U mnie tez bylo podobnie, wiedzialam, ze cos jest nie tak, nie chcialam tego powielac ale nie wiedzialam jak.
  • majenkir 12.09.19, 16:10
    pade napisała:
    > "Może ja jestem dziwna ale od dziecka miałam duże poczucie samoświadomości, wid
    > zenia "dobra i zła" i od dziecka wiedziałam, że jeśli będę miała dzieci to na p
    > ewno będę "inna".."
    > Wapaha, wiele dzieci ma takie postanowienia, a już zwłaszcza nastolatkismile
    > Ja też miałam takowe, co nie zmienia faktu, że i tak trochę z tego, czego nie c
    > hciałam, się powtórzyło.


    A mnie sie udalo! Chcialam byc fajna mama (nie taka jak moja) i jestem. Moje dzieci ciagle mi mowia, ze jestem najlepsza, a corka, ze tez chce byc taka dla swoich dzieci smile. I to duzy komplement dla osoby, ktora nie "przezywala" tak macierzynstwa wink.

    > Był tu kiedyś wątek, w którym ematki pisały, jak zdały sobie sprawę, że czasem
    > zachowują się jak kopie własnych rodziców, używają tych samych słów, tych samyc
    > h gestów.


    A to inna sprawa wink.




    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • pade 12.09.19, 16:21
    Może Twoja mama nie była taką złą mamą?smile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • summerland 12.09.19, 19:26
    To gratuluje, mi sie nie udalo, niestety crying
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 09:32
    Bardzo ciekawe rozmyslania ale kompletnie sie to kupy nie trzyma. Wychowana na zimno, bez rodzicow wiec po kiego licha zdecydowalas sie na dziecko prawie jako nastolatka zamiast sie wyszalec I zobaczyc czy chcesz sama miec rodzine czy nie skoro jak piszesz nie nauczono cie ze rodzina jest do czegos potrzebna?????

    Widze ze panuje tu mocny trend do obwiniania rodzicow o wszystkie OSOBISTE bledy crying
  • berber_rock 12.09.19, 10:17
    zlota.ptaszyna napisała:

    > Bardzo ciekawe rozmyslania ale kompletnie sie to kupy nie trzyma. Wychowana na
    > zimno, bez rodzicow wiec po kiego licha zdecydowalas sie na dziecko prawie jako
    > nastolatka

    Smierdzi trollem lub prowokacja, wiec powiem jedynie ze 26 lat to nie nastolatka. A powody, dla ktorych sie zdecydowalam byly dosyc powazne, ale nie bede tutaj o nich pisac.
  • pade 12.09.19, 10:40
    Bo to jest troll, zafiksowany na jednym temacie.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • asfiksja 12.09.19, 09:33
    pokolenie ktore raczej nie mialo relacji ze swoimi rodzicami (o
    > czywiscie generalizuje, pewnie sa tacy co mieli). Mowie to na przykladzie wlasn
    > ej matki,
    Relacje rodzice-dzieci, miłość, rozmowy, zabawy, czytanie, dbanie nie jest nowym wynalazkiembig_grin
    Tylko możliwości finansowe w czasach tużpowojennych były inne i ludzie "nieco" bardziej straumatyzowani.
  • lilia.z.doliny 12.09.19, 09:42
    Relacje rodzice-dzieci, miłość, rozmowy, zabawy, czytanie, dbanie nie jest nowym wynalazkiem

    dla mnie jest
    ps spx, dzieki za współczucie

    --
    Melisa uspokaja mnie tylko wtedy, kiedy ją gorącą wyleję komuś na mordę.
  • berber_rock 12.09.19, 10:31
    lilia.z.doliny napisała:

    > Relacje rodzice-dzieci, miłość, rozmowy, zabawy, czytanie, dbanie nie jest nowy
    > m wynalazkiem
    _ wedlug mnie bardzo nowym. Siegnij do literatury pozytywistycznej: tam rzadza mamki. Okres miedzywojenny: dosyc surowe wychowanie wlacznie z waleniem linijka po lapach w szkole. Pokolenie naszych dziadkow - trauma powojenna etc.
    Tak naprawde dopiero pokolenie naszych rodzicow realnie moglo cos z tym zrobic, chociaz zastanawiam sie jak.

    Zreszta w pokoleniu powojennym tez byly wyjatki. Moj ojciec miala bardzo madrych rodzicow, tyle ze mial pecha, bo dosyc wczesnie odeszli, wiec za duzo na tym nie skorzystal.
  • beverlyja90210 12.09.19, 09:39
    U nas inaczej bo się razem z mężem wychowywaliśmy w dużych rodzinach wielodzietnych i relacje mieliśmy z rodzicami bardzo dobre.Moja mama mimo ze miała nas tak dużo zawsze miała dla nas czas nie wiem jak ona to robiła serio,może nie tak jak to teraz modne spędzać z każdym dzieckiem trochę czasu jeden na jeden,ale często siedzieliśmy wszyscy w kuchni i rozmawialiśmy o swoim dniu co tam u każdego słychać,mama chciała wiedzieć.Wspolne gotowanie czy nawet to głupie obieranie pyr którego nie nawiedziłam a teraz z chęcią bym ze wszystkimi znów te pyry odbierała smile to był fajny czas razem. Nie wiem jak relacje moich rodziców z dziadkami bo mama wychowała się w domu dziecka a tata w sumie nigdy o rym nie mówił.
  • mail-na-gazecie 12.09.19, 09:56
    Pokolenie naszych rodziców zostało wychowane przez pokolenie, które przeżyło wojnę i miało inne problemy na głowie. Także nie obwiniałabym. Wojna to straszna rzecz również w wymiarze budowania dorobku pokoleń.
  • pani-nick 12.09.19, 10:13
    smile na ostatnim spotkaniu z terapeutką poruszyłyśmy właśnie ten temat. dotarło do mnie, że w mojej rodzinie dzieci nie traktowane były jak ludzie, tylko jak dzieci po prostu. zresztą nie pamiętam, żeby była mowa o uczuciach wogóle. moja ciocia zaszła w ciążę z chłopakiem, jak ja miałam 5 lat. pamiętam, że głównym problemem było szybkie zorganizowanie ślubu. nikt się jej nie pytał, ani chłopakowi, czy chcą, czy się kochają, co będzie potem. nie było emocji.
    jako dzieci, nie istnieliśmy w rodzinie. dziadek był jedyną osobą, którą pytałam o cokolwiek, mając poczucie, że nie pozostanę z tym pytaniem sama. tylko, że jako sześciolatka wyprowadziłam się od dziadka i jedynie co któryś weekend mogłam się poczuć bezpieczna i zrozumiana. w domu było tylko odrabianie lekcji i zdawkowe pytanie: "co w szkole".
    na jakiekolwiek narzekania, czy płacz, że koleżanka to czy tamto, słyszałam tylko, że takie są dziewczyny / chłopacy i po co się z tą czy tamtą zadaję.
    W porównaniu do mojej obsesji na punkcie bycia na bieżąco z życiem wewnętrznym dzieci i ich wspieraniu, to kolosalna różnica.
    I tak jak mówisz, nie było wtedy szans na stwierdzenie, że coś jest nie tak, bo nie było netu, dostępu do literatury i takiej jak dziś świadomości.
  • kosmos_pierzasty 12.09.19, 10:45
    pani-nick napisała:


    > I tak jak mówisz, nie było wtedy szans na stwierdzenie, że coś jest nie tak, bo
    > nie było netu, dostępu do literatury i takiej jak dziś świadomości.

    Zaskakujące jest dla mnie takie podejście. Wy jako dzieci zwyczajnie po ludzku nie cierpiałyście przez złe traktowanie rodziców? Nie przysięgałyście sobie, że o ile będziecie mieć w ogóle dzieci, to tak ich traktować nie będziecie? Jak to możliwe? Nie jestem oburzona, żeby mnie źle nie zrozumieć, a zaskoczona. Trzeba netu itd, żeby wiedzieć, że się boisz, że coś jest przykre, że nikt się z tobą nie liczy, czy co tam akurat dana osoba przeżywa?

    Jeszcze zanim miałam własne dziecko, to broniłam cudzych, gdy podejrzewałam, że może jest spotykać coś podobnego, jak mnie.

    Nie wiem, czy to kwestia wrażliwości? Czy czego? Od czego to może zależeć?

  • kosmos_pierzasty 12.09.19, 10:52
    Może to jest ten element, który rozstrzyga, czy dalej bezrefleksyjnie się przekazuje, co się dostało, czy jednak próbuje się działać? Tylko co by to było?
  • pade 12.09.19, 11:05
    To jest bardzo, bardzo subiektywne. Choćby dlatego, że każdy inaczej rozumie pojęcie krzywdy (i nie mam tu na myśli ciężkiej patologii, picia, bicia, gwałtu, molestowania).
    Rodzice mogli np. wcześnie stracić własnych rodziców albo cierpieć potworny głód. I to są ogromne traumy, determinujące życie, bo naruszają fundamentalne poczucie bezpieczeństwa. Podstawę piramidy. I Ci rodzice mogą sobie np. obiecać, że ich dzieci nigdy nie będą cierpiały głodu, albo że zawsze będą blisko swoich dzieci. A już cała reszta miała mniejsze znaczenie, bo podstawy, tak ważne dla rodziców, kojące ich ból, zostały zapewnione.
    Dla dziecka tych rodziców pełna lodówka i rodzice na wyciągnięcie ręki to absolutna norma. Podstawa podstaw. Wszyscy z jego otoczenia to mają. Ono chce być zauważone, rozumiane, wspierane, a nie karcone czy wyśmiewane. Rodzice tego nie widzą, bo ich uwaga jest skupiona na czymś innym, na przetrwaniu. W ich mózgach jest zapisany lęk przed śmiercią z głodu lub z powodu opuszczenia. Albo na zaspokajaniu własnych potrzeb emocjonalnych, które wcześniej nie doszły do głosu.
    To tylko uproszczone wyjaśnienie. I nie dotyczy każdej bez wyjątku rodziny, chociaż prawie każda ma w genomie konsekwencje wojny.
    Ja często mam wrażenie, że zadaniem naszego pokolenia jest przerwanie sztafety pokoleń. Sztafety negatywnych doświadczeń i wzorców. Tyle, że opcja: przekazuję same pozytywne - nie istnieje.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • kosmos_pierzasty 12.09.19, 11:08
    pade napisała:


    > Ja często mam wrażenie, że zadaniem naszego pokolenia jest przerwanie sztafety
    > pokoleń. Sztafety negatywnych doświadczeń i wzorców.

    Ciekawa myśl. Może faktycznie tak jest, takie podejście w sumie byłoby optymistyczne.
  • pani-nick 12.09.19, 16:24
    Bardzo ciekawa i bardzo się z tym zgadzam.
  • umi 12.09.19, 11:31
    Zgadzam się z tym.
  • yuka12 12.09.19, 12:12
    Zgadzam się. Widzę poonej mamie. Bardzo się starała dać nam miłość i ciepło, których nie dostała od matki (chociaż od ojca już tak), ale pewne braki emocjonalne, niedostatek empatii czy zrozumienia pozostał. Czyli zaspakajała swoje potrzeby ale nie zawsze nasze. Kiedyś z nią o tym rozmawiałam. Wie, o co mi chodzi, choć nie do końca rozumie, bo takie wzory w jej rodzinie, środowisku byly normą.
    O właśnie- otoczenie. O tym też należy wspomnieć.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yuka12 12.09.19, 12:13
    *mojej

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • pade 12.09.19, 12:16
    Więź z matką jest silniejsza i jednak ważniejsza, bo ona gwarantuje życie. Czas niemowlęctwa ma ogromne znaczenie dla psychiki człowieka, również w jego dorosłym życiu.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • berber_rock 12.09.19, 12:26
    pade napisała:

    > Więź z matką jest silniejsza

    _ tutaj to ja nawet dokonalam na wlasnym przykladzie dosyc przelomowego okrycia (wiem, Ameryki nie odkrylam). Moj syn urodzil sie w 2001 w PL. Procedury byly wtedy takie, ze bezposrednio po porodzie noworodka zabieralo sie na oddzielna sale na kilka godzin "aby mamusia odpoczela (Karowa, Warszawa).
    Moja corka urodzila sie Belgii i praktycznie od pierwszych minut zycia az do wyjscia ze szpitala byla przy mnie.
    Ja sobie nie zdawalam sprawy, ze te kilka godzin fizycznej nieobecnosci dziecka jest tak silnie uwarunkowane biologicznie, ze robi az taka roznice! Z synem to ja sie musialam uczyc czytac jego mowe ciala od nowa. Z corka poszlo jak automat.

  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 12:31
    Jejku idze ty na terapie bo juz zacynasz odplywac, akurat po porodzie jak lezalas ledwo zywa to ty nawiazywalas wiez, na pewno byl ojciec dziecka z toba i on przejal dziecko I sie najpierw nim zajal, wiec po prostu dorabiasz sobie jakies historyjki….mowa ciala po kilku godzinach kiedy ty odpoczywasz a dziecko spi?

    Lista winnych sie wydluza:
    - rodzice
    -tescowie
    -brak internetu
    -szpital KArowa
  • majenkir 12.09.19, 16:19
    zlota.ptaszyna napisała:
    > Jejku idze ty na terapie bo juz zacynasz odplywac, akurat po porodzie jak lezal
    > as ledwo zywa to ty nawiazywalas wiez,


    Ptaszyno, to instynkt, zwykla biologia. Ja nie pozwolilam zabierac dzieci "zebym sobie odpoczela". Moze nie ubieralabym tego w takie gornolotne slowa, chcialam po prostu miec dziecko na oku wink.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 16:52
    ja tez niby mialam dziecko obok ale nie przesadzajmy z budowaniem wiezi, ocjec niech sobie buduje wiez a matka odpoczywa po procedurach porodowych
  • wapaha 12.09.19, 12:38
    Nie odkryłaś Ameryki ale tylko o tyle, że to nie tylko kwestia tego "odseparowania" co po prostu twojego innego podejścia, nabytego już doświadczenia i nowej ciebie ( byłas już matką) jak również usposobienia dziecka
  • yuka12 12.09.19, 13:17
    Nie do końca. Mój syn przeleżał kilka tygodni na oddziale noworodkowym. Byłam z nim, karmiłam nawet piersią, ale wiadomo- musiał i tak większość czasu leżeć w inkubatorze i później podgrzewarce + pod lampami (żółtaczka). W dodatku w domu było drugie małe dziecko, które też mnie potrzebowało. Skutki są do dzisiaj. Syn- nastoletni już- nadal jest niesamowicie do nas przywiązany i ciężko znosi rozstania. Tak jakby wciąż gdzieś w środku bał się oddzielenia od rodziny. Córa, choć też z nami bardzo związana, nie prezentuje takich postaw.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:22
    Ale zakladam ze ciebie tez zabrano rodzicom po porodzie ( wtedy to byl standard), twojego meza, rodzenstwo, znajomych, czy wszyscy Macie te leki I boicie sie rozstan?
  • yuka12 12.09.19, 13:43
    A wiesz, że długo tak było? Tylko ciii 🤫, nikomu o tym nie mów.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • kropka_kom 12.09.19, 15:37
    kolejny mit...wiele pokoleń dzieci odłączonych od matek zaraz po porodzie, ba...nie KP świetnie sobie radzi w życiu a dzisiejsze pokolenia już niekoniecznie...dużo depresji i samobójstw młodych ludzi i dzieci...
  • pade 12.09.19, 15:50
    ty to masz talent do opowiadania bajekbig_grin

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • kropka_kom 12.09.19, 20:46
    to chyba życia nie znasz...caly czas trąbi się o przepełnionych szpitalach psychiatrycznych dla dzieci i o tym że choroby psychiczne będą plagą ...oszukuj się dalej
  • morekac 12.09.19, 13:41
    >Moj syn urodzil sie w 2001 w PL. Procedury byly wtedy takie, ze bezposrednio po porodzie noworodka zabieralo sie na oddzielna sale na kilka godzin "aby mamusia odpoczela

    Rodziłam córkę w 1999, na Karowej. Zabierali dzieciaki, jeśli ktoś sobie tego życzył.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:52
    No prosze trolling sie sypie jak domek z kart, Berber na drugi raz nie pisz nazwy szpitala i daty, to moze przelkniemy woje rewelacje
  • berber_rock 12.09.19, 13:55
    Nie, zabierali tez dzieciaki bo na przyklad trzeba bylo pozszywac mamusie smile
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 14:13
    Aha, czyli mialas cesarki to przeciez i tak musialas lezec na sali pooperacyjnej nawet w Belgii, a maz sie zajmowal dzieckiem ,wiec co to za historyjki o odebranych dzieciach z ktorymi stracilas kontakt?
  • berber_rock 12.09.19, 15:14
    he, he - widze ze o porodzie tez masz pojecie. Nie - nie mialam CC i w zyciu bym sie na CC nie zdecydowala.
    W Belgii tym bardziej - tutaj nie ma CC na zyczenie.

  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 16:49
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • pade 12.09.19, 17:07
    żałosne wypociny

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • morekac 12.09.19, 16:45
    Ale to oznaczało, że mama wymaga po prostu pomocy medycznej i dlatego zabrali, a nie tego, że taka była procedura. Mnie tam dzieciaka dwa lata wcześniej zostawili.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • milka_milka 12.09.19, 17:24
    Naprawdę? Urodziłam w 2000 i od początku cały czas dziecko było ze mną.

    berber_rock napisał(a):

    > pade napisała:
    >
    > > Więź z matką jest silniejsza
    >
    > _ tutaj to ja nawet dokonalam na wlasnym przykladzie dosyc przelomowego okrycia
    > (wiem, Ameryki nie odkrylam). Moj syn urodzil sie w 2001 w PL. Procedury byly
    > wtedy takie, ze bezposrednio po porodzie noworodka zabieralo sie na oddzielna s
    > ale na kilka godzin "aby mamusia odpoczela (Karowa, Warszawa).
    > Moja corka urodzila sie Belgii i praktycznie od pierwszych minut zycia az do w
    > yjscia ze szpitala byla przy mnie.
    > Ja sobie nie zdawalam sprawy, ze te kilka godzin fizycznej nieobecnosci dziecka
    > jest tak silnie uwarunkowane biologicznie, ze robi az taka roznice! Z synem to
    > ja sie musialam uczyc czytac jego mowe ciala od nowa. Z corka poszlo jak autom
    > at.
    >




    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • kropka_kom 12.09.19, 15:32
    czyżby? a skąd tyle depresji wsród ludzi młodych czy dzieci , skąd tyle chorób psychicznych czy aspergerów...no ja nie wiem czy przerywamy jakąkolwiek sztafetę pokoleń..
  • pade 12.09.19, 15:52
    A Ty umiesz czytać?
    Mamy za zadanie, a nie, że to robimy. Widocznie część przekazuje pałeczkę dalej.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • kropka_kom 12.09.19, 20:44
    a może nadopiekuńczosc jednak szkodzi ...
  • an.16 12.09.19, 11:59
    Nie było dostępu do literatury. Lał. Nie wpadłabym na to.
  • konsta-is-me 12.09.19, 13:48
    O boziu boziu,jaka trauma, nie odpowiadali na kazde pytanie i zorganizowali slub kuzynki bo zaszla w ciaze....
    Po tak wstrzasajacych przezyciach ciezko sie pozbierac...
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:54
    I te ciuchy z zagranicy ktore przywozil ojcec, w latach 90 bylo widac kto ma ciuchy zagraniczne, co to za stygmatyzacja musiala byc paradowac w markowych zachodnich sweterkach posrod klasy ubranej w tureckie swetry I katany z bazaru, z tego nie mozna sie juz nigdy podniesc …..
  • malgo21 12.09.19, 16:18
    To cię tak boli?
  • pani-nick 12.09.19, 16:27
    🤦‍♀️
  • morekac 12.09.19, 16:52
    >zresztą nie pamiętam, żeby była mowa o uczuciach wogóle. moja ciocia zaszła w ciążę z chłopakiem, jak ja miałam 5 lat. pamiętam, że głównym problemem było szybkie zorganizowanie ślubu. nikt się jej nie pytał, ani chłopakowi, czy chcą, czy się kochają, co będzie potem. nie było emocji.

    A był jakiś problem z tymi uczuciami? Może pamiętasz zamieszanie ze zorganizowaniem na szybko ślubu (ostatecznie ze ślubem organizowanym w trybie normalnym też jest mnóstwo zamieszania), a z uczuciami młodej pary nie było specjalnego problemu? Zresztą - nawet jeśli - to nie sądzę, by zasadnicze rozmowy z ciotką i jej absztyfikantem przeprowadzane były w obecności 5latki.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • pani-nick 12.09.19, 17:46
    Był. Nie było nigdy mowy o uczuciach. Nigdy. Ani o emocjach.
  • morekac 12.09.19, 18:07
    A skąd ta wiedza u pięciolatki?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • pani-nick 12.09.19, 19:23
    Z obserwacji.
  • morekac 12.09.19, 20:26
    Myślałam, że może z późniejszych rozmów z cioteczką przymuszoną do małżeństwa. Wybacz - jako, że nie nam zamiaru cię urazić - ale 5latki niekoniecznie mają pełny obraz sytuacji , o pamięci po latach nie wspominając.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • pani-nick 12.09.19, 22:04
    Niekoniecznie. Ale zdarzają się takie jednostki. Zwłaszcza odcięte od towarzystwa rówieśników, nieuczeszczajace do przedszkoli / zlobkow, pozostające ciagle w towarzystwie tylko dorosłych.
    Ps. W wieku 30 lat niestety nikt nie prosił mnie o dowód. Ba! W wieku 13 lat również nie.
  • morekac 14.09.19, 09:28
    Przede wszystkim 5latki nie mają na tyle rozwiniętego aparatu pojęciowego i myślenia abstrakcyjnego, żeby mieć taki ogląd sytuacji jak osoba dorosła.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • 35wcieniu 12.09.19, 20:29
    Bo to ematka. W wieku 5 lat była rozwinięta jak przeciętna trzydziestolatka, co nie przeszkodziło w tym żeby w wieku 30 lat pytano ją o dowód. Czego nie rozumiesz?

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • morekac 12.09.19, 20:37
    Oj, zapomniałam.😁

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • konsta-is-me 12.09.19, 22:18
    A kto i co mial wlasciwie mowic o ich emocjach ??
    W koncu ich emocje to ich sprawa, nie twoja albo ciotek.
    A jakby mowili to co mieliby powiedziec, szczegolnie do 5-latki??
  • pani-nick 13.09.19, 06:41
    Chodzi mi o emocje nas, dzieci przede wszystkim.
  • baba67 13.09.19, 07:05
    Dziecko było obwiniane o wszystkie swoje problemy i w przypadkach poważniejszych mogło spodziewać sę kary . Masz problemy=nie słuchałeś dorosłych=lanie albo inna kara.Jeśli natomiast dziecko próbowało poopowiadać co się dzieje w szkole nikogo to nie interesowało. To dlatego były takie zżyte grupy rówieśnicze-dorośli to był obojętny, nieprzyjazny świat.Kiedy słucham jak to dzieci były wtedy dobrze wychowywane to mi sie bejsbol otwiera.Cos drgnęło w połowie lat 80tych, zaczęto więcej czasu i uwagi poswięcać dzieciom.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • ferra 13.09.19, 09:15
    Ależ schemat przedmiotowego (jak rzecz) traktowania dzieci jest nadal bardzo aktualny. Bardzo często, na tym forum także jest wręcz widoczny jak neon. Przewija się obraz dzieci - co prawda ogarniętych logistycznie, nakarmionych i ew. uczęszczających na zajecia dodatkowe, natomiast zaniedbanie emocjonalne ma się "cały czas dobrze".

    Poczawszy od łzawych historyjek - o rozwodach (przerzucanie dzieci jak worek z domu do domu- bez wnikania w ich uczucia, emocje, samopoczycie), w sądach decydowane odgórne co ma dziecko chcieć (paranoja), parcie na najważniejsze to ulozyc sobie zycie bo mam do tego swiete prawo a dziecko mi nie będzie dyktować (cokolwiek to znaczy to ułożenie sobie życia).

    Dzieci nie są głupie, ślepe i głuche. Są jak radar i bezbłędnie wyczuwają fałsz. Mogą nie rozumieć motywacji zachowań innych (zwłaszcza gdy dorosły mówi co innego, a zachowuje się odwrotnie), ale cały czas czują i naśladują silniejszy wzorzec. Nawet jeśli ten wzorzec jest negatywny.

    Jest multum materiałów dostępnych we wszystkich językach świata, na temat relacji, dysfunkcji, co robić, jak się komunikować (co niee oznacza wygłaszania komunikatów i komend)ale to wymaga pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Najważniejszej pracy przez całe życie - nad sobą.
  • pade 12.09.19, 10:27
    "W sumie gdyby moj maz nie tupnal noga, to pewnie by na mnie to oswiecenie nie splynelo ..."
    Zapomniałaś o Życiu Rodzinnymwink

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • berber_rock 12.09.19, 10:34
    Zycie Rodzinne to odkrylam jakos tak juz po wyprowadzce z PL.
    W PL dostep do internetu w poznych latach 90 to jednak byl inny temat ....
    Ale tak - calkiem sporo mozna sie stamtad nauczyc smile
  • pade 12.09.19, 10:42
    Napisałam tak, bo pamiętam Twój wątek o synusmile
    Tak, całkiem pożyteczne forumsmile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • berber_rock 12.09.19, 11:55
    pade napisała:

    > Napisałam tak, bo pamiętam Twój wątek o synusmile

    _ Chyba nawet domyslam sie, ktory.
    _ He, he - lata temu. Syn jest juz bardzo fajnym i rozsadnym mlodym czlowiekiem, ktory wlasnie zaczal studia w dziedzinie, ktora fascynowala go od 8 roku zycia. Wyprowadzil sie do innego kraju, podoba mu sie miejsce i uniwerek , a ja mu zazdraszczam.
  • pade 12.09.19, 12:07
    Zdaje się, że tam była też teściowasmile
    Gratuluję synasmile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 12:21
    Ciekawe jaki syn ma stosunek do swojej mamusi I czy/ co wypisuje na forach dla studentow, szkoda ze on nie moze sie wypowiedziec, ale slyszac ciagla krytyke rodzicow Berber I tesciow nie moze chyba miec pozytywnego stosunku do dziadkow a co za tym idzie I mamusi….
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 11:02
    ale to trzeba miec dostep do internetu zeby stwierdzic ze zakladanie rodziny to powazny obowiazek? Tym bardziej ze jak piszesz nie doswiadczylas fajnej atmosfery rodzinnej, to po co chcialas sama rodzine?

    Jejku, w wieku 26 lat to ja jaralam sie jeansami Levisa, koncertem kasi kowalskiej i wycieczka do Paryza, wyjazdem do Stanow, jakie sluby i jakie pieluchy wtedy mozna miec w glowie?

    Czyli brak internetu i rodzice sa winni twoich zlych wyborow, ty jestes calkowicie bez winy?
  • berber_rock 12.09.19, 11:49
    zFantastycznie zatem ze w wieku 26 lat bylo cie stac na wycieczke do Paryza i do Stanow.

    Mnie nie bylo. Tak - mam pelna swiadomosc, ze byla to kosekwencja moich wczesniejszych decyzji podjetych swiadomie na podstawie priorytetow, ktore w danych okolicznosciach przyrody mialam.

    Ty masz jakas obsesje na punkcie pieluch? Sama nosisz? wink
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 12:27
    Co za brednie, na pewno bylo mnie stac mniej niz ciebie, bo nie bylam jedynaczka ktorej ojciec pracowal na zgnilym zachodzie. Na studiach sa rozne mozliwosci zeby jezdzic niskobudzetowo. Tym bardziej ty moglas sobie zalatwic taki wyjazd gdybys tylko chciala, w ogole z palcem w nosie z pomoca kasy rodziny.

    Trollujesz bardzo nierowno, jeszcze duzo pracy przed toba bo ciagle jakies wpadki, juz ten coroczny watek o unikaniu swiat z tesciami jako ty albo jako twoja kolezanka to po prostu kultowy watek I trolling wink

  • berber_rock 12.09.19, 12:41
    1. NRD i Bulgaria to nie zgnily zachod.
    2. Chcialam zauwazyc ze na trzecim roku studiow wyprowadzilam sie z domu, wiec jedyna dostepna dla mnie od tej pory kasa to ta, ktora sama zarobilam. I tak jest do tej pory. jakby moi rodzice byli takimi adwokatami jezdzenia po swicie za ich kase, to pewnie skorzystalabym juz w liceum ...
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:02
    No ale ja tez jezdzilam z kasy zarobionej bo dorabialam podczas studiow , I tez sie praktyczie wyprowadzilam z domu juz na pierwszym roku bo studiowalam daleko od domu ale tak naprawde daleko ty wychowana pod kloszem bys tego nie pojela, co mi nie przeszkodzilo pojezdzic po swiecie i odlozyc macierzynstwo, no o czym w ogole jest ta dyskusja?
  • pade 12.09.19, 15:54
    No właśnie o czym? Wpieprzasz się w wątek i mącisz, jak zwykle.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • morekac 12.09.19, 16:41
    Wyprowadzka z domu na studia z reguły nie oznacza odcięcia funduszy.

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 16:59
    Jak zrozumialam to Berber wlasnie odcieto czy tam sama sie odciela
  • berber_rock 12.09.19, 17:12
    Nie, zwykle nie oznacza, ale wiesz ... niezaleznosc piekna rzecz. Wolalam realizowac WLASNE plany za WLASNE pieniadze.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 17:18
    A gdybys posluchala mamy w sprawie swoich mlodzienczych planow ? ona na pewno by ci doradzila nauczona doswiadczeniem zyciowym , zeby odlozyc macierzynstwo na pozniej
  • yuka12 12.09.19, 12:20
    Jak ja miałam 26 lat, to ciężko pracowałam, żeby się utrzymać w dużym mieście i utrzymać pracę, kiedy wokoło zamykano zakłady pracy i fabryki. Po Francji i dyskotekach buszowałam na studiach. Zawsze myślałam, że właśnie stufia są najlepszym czasem na cieszenie się wolnościa, żeby potem zacząć realnie żyć. A tu proszę okres zabaw ma się przedłużać do 30? 40? 50? Ciekawe więc kiedy należy zacząć pracę i normalną codzienność. Kilka lat przed emeryturą, jak wątroba zacznie wysiadać?

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 12:22
    to w dniu obrony pracy magisterskiej trzeba zrobic test ciazowy czy jakie sa wytyczne?
  • yuka12 12.09.19, 13:19
    Trafiłaś jak kulą w płot 😀. Próbuj dalej, do trzech razy sztuka 😂.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • katja.katja 12.09.19, 10:41
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 10:54
    No dokladnie, tragedia i rozdizeranie szat bo podwiezli pod niewlasciwe lyceum. Rozumiem ze to po prostu zwykla pomylka w porannym pospiechu, bo pewnie rodzice zapracowani zeby zarobic na zachcianki jedynaczki, a przeciez w szkole bywali np z tytulu wywiadowek wiec wiedza ktora to szkola.

    A ktos inny musial dralowac pod to liceum sam na nogach w dziurawych butach i w starej kurtce ojca, to ona tego nie widzi i nie bierze tego pod uwage crying
  • yuka12 12.09.19, 12:28
    Nie wiem, czy taka pomyłka. Liceum trwało 4 lata. Dość długo żeby się zorientować, w której części miasta się znajdowało. Zwłaszcza po 8 klasowej podstawówce. Czyli AŻ 2 szkoły do ogarnięcia. Ale może dla niektórych z pokolenia gimbazy to trudne do zrozumienia, bo oni mieli trochę więcej szkół 😁.
    Ps. W moim liceum sporo rodziców nie chodziło na żadne wywiadówki uznając, że skoro dziecko sobie radzi, nie ma potrzeby chodzić w jego sprawie do szkoły. Poniekąd słusznie, gdyż nieradzący sobie uczniowie zostawali na drugi rok, a rozrabiający, dziewczyny w ciąży czy inni problematyczni po prostu wylatywali.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • katja.katja 12.09.19, 16:23
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • pani-nick 12.09.19, 16:28
    To nie są tragedie. To są różnice między naszym a poprzednimi pokoleniami.
  • basiastel 12.09.19, 10:49
    Ludzie byli i są różni. Mój dziadek był podobno kochany, babcia zimna. Byłam przy śmierci babci i wcale mnie to nie ruszyło, nic a nic, bo mentalnie była to dla mnie obca osoba, choc mama się o nią troszczyła i chyba kochała. Śmierć mamy przeżyłam bardzo, bo była normalna i były między nami więzi. Mam 3 rodzeństwo i 2 jest chłodniejsza emocjonalnie. Najstarszy brat ma wręcz mentalność wstrętnego, odpychającego trepa, choć na zewnątrz jest odbierany za takiego, że go do rany przyłóż. Bił i terroryzował gniewem swoja córkę, a gdy na świecie pojawiła się moja ( dużo później ), brał się też za "wychowywanie" mojej. Córcia nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych, była dobrym, przemiłym i do przesady grzecznym dzieckiem. Bardzo ją ceniłam i cenię, zawsze miałyśmy serdeczne, fajne kontakty. Ale mój brat, przekonany, że dzieci należy należy traktować jak "koty" w wojsku nie mógł tego przeżyć i wcinał się w nieswoje sprawy i urządzał mi awantury. Zerwałam z nim kontakt prawie 10 lat temu, bo jego chorych ataków nie mogłam dłużej tolerować, a ten wciąż skołczy, że miał dobre intencje. Ma tak silne przekonanie, że jego metody wychowawcze, za które w cywilizowanym kraju poszedłby do więzienia, są jedynie słuszne, że wrzaskiem próbuje je innym narzucać. Sądzę, że nikt za nim nawet nie zatęskni, kiedy odejdzie. On nawet pomaga swojej córce finansowo, bo ponoć pomaga jej spłacić dom, ale emocjonalnie jest okaleczony i zachowuje się tak okropnie, że nie chcę go więcej widzieć. Tyle złego wnosił do mojego życia, że mi siebie obrzydził i nasze kontakty nie są do naprawienia. Ludzie kochają dobrych, ciepłych ludzi, a nie każdemu jest to dane, nie każdy potrafi kochać i tworzyć więzi.
  • kosmos_pierzasty 12.09.19, 10:50
    Wg mnie co innego na płaszczyźnie ludzkiej rozumieć takie postępowanie i współczuć, tak jak można rozumieć i współczuć przestępcom, bo ich czyny też nie biorą się z powietrza, a co innego osobiście się angażować, ciągnąć taką wypaczoną relację. Tak jakby ci jakiegoś skazanego bandytę kazano zaprosić na niedzielny obiad, bo biedny nie miał 100 proc. wpływu na to, co robi. Ok, jest biedny, ok, nie miał 100 proc. wpływu, ale ja nadal mam prawo nie siadać z nim do stołu i pobyt w więzieniu uważam za całkiem zasadny. Ale na płaszczyźnie ogólnoludzkiej, duchowej czy religijnej, można mu współczuć czy się za niego modlić, zależnie od światopoglądu, bo czemuż by nie.
  • kropka_kom 12.09.19, 10:56
    nie wiem od czego to zależy ale moi rodzice mimo że z pokolenia urodzonego w czasie wojny które mialo rodziców tego pokroju o ktorym piszesz...bardzo dbali o relacje z nimi. W sensie że do konca się opiekowali , bywali u nich i martwili się o nich mimo że akurat matki byly raczej surowe w wychowaniu , no ojcowie może bardziej empatyczni... moja mama nie miała jakiegos przykładu jak wychowywać dzieci ale miała w sobie ogromne pokłady dobroci, miłości i cierpliwości ...i dlatego była innna. Co najlepsze ja uważam ze mama mamy była cudowną babcią ale mama twierdziła ze jest lepsza dla wnuków niz dla swoich dzieci...i tak bywa, choć ja potrafię to trochę wytlumaczyć...
  • morekac 12.09.19, 11:14
    >Wnioskuje tak poreakji mojej matki na smierc babci, ktora zostala skwitowana krotkim "moze lepiej sie stalo, w sumie latwego zycia nie miala".

    A jaka reakcja miałaby być twoim zdaniem właściwe? Szloch? Rzucenie się do grobu na trumnę matki?

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • malgo21 12.09.19, 11:15
    To może wynikać z tego, że pokolenie naszych rodziców było wychowywane przez pokolenie wojenne. Nawet jeśli wojna nie dotknęła ich osobiście, to jednak były czasy zaspokajania potrzeb niższego rzędu, a nie rozmowy z dziećmi o ich samopoczuciu.

    Moja babcia przeżyła wielką tragedię i nie wiem czy to nie było powodem dla którego była zupełnie niedostępna dla swoich dzieci. Jej dzieci jakoś z tego wyszły, nawet się starają być dobrymi rodzicami, ale po prostu nie wiedzą jak. Albo powtarzają schematy, albo zasypują swoją pustkę nadopiekuńczością. A przede wszystkim nie są szczęśliwymi ludźmi po prostu.
  • wapaha 12.09.19, 11:55
    ", to jednak były czasy zaspokajania potrzeb niższego rzędu, a nie rozmowy z dziećmi o ich samopoczuciu."

    wydaje mi się, że każde pokolenie jest tym naznaczone
    zaspokaja się wszystkie inne potrzeby , które sa po drodze - kariera, własne pasje, własne ambicje, brak czasu, przebodźcowanie informacjami z zewnątrz, nieumiejetne korzystanie z dobrodzejstwa jakim jest internet i informacja itd
  • pade 12.09.19, 12:05
    "zaspokaja się wszystkie inne potrzeby , które sa po drodze - kariera, własne pasje, własne ambicje,

    to są potrzeby, ale nie podstawowe, tylko wyższego rzędu

    brak czasu, przebodźcowanie informacjami z zewnątrz, nieumiejetne korzystanie z dobrodzejstwa jakim jest internet i informacja itd"

    a to nie są potrzeby tylko zagłuszacze

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • wapaha 12.09.19, 12:10
    może źle myślę o nas, współczesnych ale dla naszego świata właśnie to sa potrzeby podstawowe bo tych innych (biologia/fizjologia/etc) już się nie zauważa...są tak oczywiste..
  • pade 12.09.19, 12:13
    Serio oczywiste?
    To ja myślę odwrotnie, że ludzie nie doceniają biologii czy fizjologii i kojarzą ją tylko z odżywianiem, wypróżnianiem i seksem. No, ewentualnie ze stereotypowymi różnicami między kobietą a mężczyzną.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • wapaha 12.09.19, 12:40
    Chyba nie odwrotnie - niedocenianie wynika z tego, że oczywistością jest, że pewne rzeczy po prostu sa
  • maly_fiolek 12.09.19, 11:44
    Może problemem są osobne pokoje dla każdego dziecka? Każdy zamyka się w swoim świecie i nie uczestniczy w życiu rodzinnym.
  • 35wcieniu 12.09.19, 11:51
    Drogie koleżanki - proszę bardzo. Troll idealny.
    Po kilometrowych wątkach o krzywdzeniu dzieci brakiem osobnych pokoi taki wpis musi "zażreć" - do dzieła!

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • alpepe 12.09.19, 13:26
    Fiołka nie da się brać na poważnie, więc może jednak nie zażre. Ale nick ładny.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • 35wcieniu 12.09.19, 13:32
    Każdego się da, co wnosze po powyższej dyskusji, którą widzę jako pociętą, a wygaszone mam tylko największe trolliszcza. I będą tak dywagować z trollem przez setki wpisów, żadnej do głowy nie przyjdzie że coś tu nie teges. big_grin

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • yuka12 12.09.19, 13:49
    Ale ja b. lubię sobie od czasu do czasu pogawędzić z trollem. Rzadko co prawda. Zwłaszcza z trollem wybitnie nieumiejącym wyciągać wniosków. Bo może jednak do realnej osoby za trollonikiem coś tam dojdzie, jak któryś raz wystawi się na pośmiewisko (a ja popraktykuję język polski)?

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • yuka12 12.09.19, 12:38
    Moje uczestnictwo w zyciu rodzinnym w dzieciństwie- odrabianie lekcji z grającym telewizorem za plecami, wyrzucanie moich zabawek do kosza, bo się plątały pod nogami w pokoju dziennym, który jednocześnie był moją i mamy sypialnią, naszą jadalnią i moim pokojerm do nauki, oraz spanie do 11 rż w jednym łóżku z matką, bo na drugą sofę w pokoju dziennym nie było miejscu (w drugim pokoju na swoich łóżkach spali ojciec z bratem).
    Taaak, było bardzo rodzinnie. Szkoda tylko że zapomniano w tym wszystkim o jakimkolwiek prawie dziecka do czegoś swojego i do odrobiny prywatności.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • black_halo 12.09.19, 18:48
    Glupie pytanie ale dlaczego nie spalas w pokoju z bratem na oddzielnych lozkach a rodzice w pokoju dziennym razem na jednym?

    --
    memphis90: Są mężczyźni, którzy chwalą się wszem i wobec, ze owszem, czasem trzasną w stół jak trzeba. Ale nie mówią przy tym, że robią to głową, kiedy probują "wstać z kolan"
  • yuka12 12.09.19, 12:42
    Moja córka ma swój pokój, ale uwielbia spędzać czas ze mną. Ale już z tatą- niekoniecznie, wtedy woli siedzieć w swoim pokoju.
    Syn ma własny pokój, w którym tylko śpi, resztę czasu jest z nami.
    To nie własne pokoje czy dostępność technologii są przyczyną ale relacje, więzi, emocje.

    --
    "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
  • aguar 12.09.19, 13:30
    "Może problemem są osobne pokoje dla każdego dziecka? Każdy zamyka się w swoim świecie i nie uczestniczy w życiu rodzinnym."
    Coś w tym jest. Na pewno wyrzucanie małego dziecka z sypialni rodziców do osobnego pokoju nie jest dla niego korzystne. Chociaż od pewnego wieku (szkolnego) młody człowiek ma potrzebę posiadania własnej przestrzeni.
  • malgo21 12.09.19, 15:57
    Przecież male dziecko nawet jak ma swój pokój to się w nim nie zamyka izolując od rodziny..
  • baatexja 12.09.19, 16:21
    Tak naprawdę każdy ma inne doświadczenia i wychował się w innych warunkach.
    Rodzinę mojego męża bardzo dotknęła wojna, a moja rodzina tej wojny w zasadzie nie widziała.
    Inaczej było na wsi, inaczej w miastach. W mojej rodzinie byli sami abstynenci od pokoleń,a wy piszecie, że wszyscy pili. Zawsze był obiad w domu, lekcje muzyki, angielski, spacery, imprezy sportowe z rodzicami, pomoc w lekcjach (lata 60/70)
  • jola-kotka 12.09.19, 11:57
    To nie pokolenie a indywidualne jednostki. Moje obserwacje sa inne. Relacje moich dziadkow z ich dziecmi rewelacja ale moja matka juz tej relacji nie umiala przeniesc do swojego domu czyli tez charakter.
  • bo_ob 12.09.19, 12:03
    To, o czym piszesz to problemy sytego, zamożnego i bezpiecznego świata - dowód na to, że dziś w takim świecie żyjemy.

    Zapewnienie dziecku dachu nad głową, pożywienia, odzienia, opieki zdrowotnej, edukacji to obowiązki rodzica. Reszta to bonus, dostępny wtedy, gdy inne potrzeby zostały zaspokojone i rodzice mają rezerwę możliwości, sił i środków, aby budować z dorastającym dzieckiem relacje emocjonalne.
    Ale nie ma tak łatwo. Znam nastolatki, które narzekają na matkę, że ta ma silną potrzebę relacji emocjonalnej a one, te nastolatki, takiej potrzeby nie mają - cóż, matka zawsze jest zła a w domyśle "ja na pewno będę lepsza wink
  • berber_rock 12.09.19, 12:09
    bo_ob napisała:


    > Zapewnienie dziecku dachu nad głową, pożywienia, odzienia, opieki zdrowotnej, e
    > dukacji to obowiązki rodzica.

    Czym zatem rodzic rozni sie od kibucu?
  • bo_ob 12.09.19, 12:15
    Co mam ci odpowiedzieć, jeśli zacytowałaś tylko fragment mej wypowiedzi i to tak, żeby zmienić jej sens?

    Powtórzę więc: Zapewnienie dziecku dachu nad głową, pożywienia, odzienia, opieki zdrowotnej, edukacji to obowiązki rodzica. Reszta to bonus, dostępny wtedy, gdy inne potrzeby zostały zaspokojone i rodzice mają rezerwę możliwości, sił i środków, aby budować z dorastającym dzieckiem relacje emocjonalne.

    Z tym dyskutuj.



  • berber_rock 12.09.19, 12:19
    OK.

    Tylko ze rezerwe mozliwosci, sil i srodkow to w pokoleniu naszych rodzicow mialo wielu, a jednak tych relacji nie budowalo, wiec to nie tylko te czynniki za tym stoja.
  • bo_ob 12.09.19, 12:29
    Oczywiście. Bo ludzie są różni, jedni urodzili się z emocjami na wierzchu, inni nie. Zawsze były ciepłe, opiekuńcze - często niepracujące - mamy, przytulające wszystkie dzieci do obfitego biustu i chłodne, zajęte tym, aby zapewnić dzieciom lepszy byt, edukację itp i nie mające już miejsca w sobie na czułość.
    Myślę też, że komuś, kto jako dziecko otrzymał dużo czułości łatwiej jest potem tę czułość oddać własnym dzieciom.

    Przed wojna sytuacja dzieci wiejskich była, patrząc na nią dzisiejszymi oczami, nieciekawa a ponieważ ogromna większość babć i dziadków pokolenia dzisiejszych 40-latków pochodziła ze wsi, przekazywali takie wzorce, jakie znali.

    Dziś mamy syty i bezpieczny świat, choć nie wiemy jak długo jeszcze i bardzo dobrze, że jest postęp i coraz więcej matek i ojców ma rezerwy na to, aby o swoje dzieci dbać również emocjonalnie.

  • aguar 12.09.19, 13:26
    "Zapewnienie dziecku dachu nad głową, pożywienia, odzienia, opieki zdrowotnej, edukacji to obowiązki rodzica. Reszta to bonus, dostępny wtedy, gdy inne potrzeby zostały zaspokojone i rodzice mają rezerwę możliwości, sił i środków, aby budować z dorastającym dzieckiem relacje emocjonalne."
    Potrzeby emocjonalne to też są podstawowe potrzeby człowieka!!! Potrzeba bycia kochanym, rozumianym, akceptowanym, możliwość wytworzenia bliskiej więzi. Jak ktoś nie chce lub nie może spełniać tych podstawowych potrzeb, to najprościej po prostu nie mieć dzieci. A jak się sprowadza człowieka na świat, to się zostaje za to odpowiedzialnym!
  • bo_ob 12.09.19, 13:29
    aguar napisała:


    > Potrzeby emocjonalne to też są podstawowe potrzeby człowieka!!!

    Na miarę możliwości, sił i środków rodziców.
  • aguar 12.09.19, 13:33
    Milion razy nie! Jak ludzie nie mają sił, możliwości i środków, aby kochać, wspierać swoje dzieci i spędzać z nimi czas, no to lepiej, żeby się w ogóle nie zabierali za rozmnażanie.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 13:55
    No ale ona juz ma dzieci, nie cofnie tego
  • aguar 12.09.19, 14:02
    No to pozostaje wziąć odpowiedzialność za to, że się je urodziło i starać się wszystkie ważne potrzeby zaspokajać. Jak o czas może być trudno, to chociaż zadbać o jego jakość, poza tym dzwonić, pisać...I przy wszystkich możliwych okazjach okazywać miłość, szacunek, zainteresowanie.
  • bo_ob 12.09.19, 14:47
    aguar napisała:

    > Jak ludzie nie mają sił, możliwości i środków, aby kochać, wsp
    > ierać swoje dzieci i spędzać z nimi czas, no to lepiej, żeby się w ogóle nie za
    > bierali za rozmnażanie.

    Ależ mają - na miarę możliwości, sił i środków rodziców.

    Ty też tylko tyle możesz dać innym, ile masz - w każdej dziedzinie.


  • aguar 12.09.19, 15:23
    "Ależ mają - Ależ mają - na miarę możliwości, sił i środków rodziców. ."
    Nie, nie. Nie mają mieć na miarę możliwości, sił i środków rodziców. Tylko na miarę potrzeb dzieci.
  • bo_ob 12.09.19, 15:26
    aguar napisała:


    > Nie, nie.

    Tak, tak, ty też - jak każdy - widzisz tylko tyle, ile jest w zasięgu twojego horyzontu.
  • aguar 12.09.19, 15:47
    No ale moje dziecko jest w zasięgu mojego horyzontu. I obserwując je, wysłuchując, spędzając z nim czas jestem na bieżąco z jego potrzebami.
  • bo_ob 12.09.19, 15:53
    aguar napisała:

    > No ale moje dziecko jest w zasięgu mojego horyzontu. I obserwując je, wysłuchuj
    > ąc, spędzając z nim czas jestem na bieżąco z jego potrzebami.

    To oceni twoje dziecko za ileś tam lat.


  • aguar 12.09.19, 16:04
    Z tym się zgadzam.
  • kokosowy15 12.09.19, 21:55
    Wiesz, ludzie mieli dzieci w czasie wojny, w czasie II RP w rodzinach chłopskich i robotniczych też, nawet w gettach żydowskich rodziły się dzieci, podobnie jak teraz w Strefie Gazy czy Syrii. Tyłu nieodpowiedziaalnych ludzi bylo jest i bedzie na świecie.
  • 35wcieniu 12.09.19, 13:34
    I jak nie karmi piersią, to też nie powinien mieć dziecka. Tak tylko podsuwam bo widzę że tym razem zapomniałaś dodać.

    --
    - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
    - Ale jak przez głowę?
    - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
  • aguar 12.09.19, 13:41
    Ja pisząc to kiedyś, uważałam, że zakładanie z góry, że się nie będzie karmić, bo nie, świadczy o zbyt luźnym podejściu do potrzeb dziecka. Jak pisałam milion razy, żałuję, że to napisałam, ale się nie da już "odnapisać". Mimo wszystko kp nie jest tak ważne smile jak miłość, akceptacja, obecność rodzica.
  • berber_rock 12.09.19, 12:17
    Juz nie mowiac o tym ze opieka zdrowotna i edukacja to za PRLu byla za darmo, wiec tutaj nie za bardzo rodzic gra jakas role.
    Zreszta w pewnym sensie dzisiaj tez jest za darmo.

    Pozywienie, dach i odzienie to juz sie bardziej zgodze, tylko nie wiedziec czemu przypomina mi to potrzeby psa (no moze z wyjatkiem tego odzienia smile)
  • bo_ob 12.09.19, 12:18
    A możesz napisać z czym się nie zgadzasz ze mną? Tak konkretnie?
  • bi_scotti 12.09.19, 14:11
    berber_rock napisał(a):

    > Pozywienie, dach i odzienie to juz sie bardziej zgodze, tylko nie wiedziec czem
    > u przypomina mi to potrzeby psa

    Easy to say … gdy masz wszystko z listy bez problemu. Dla milionow rodzicow na calym swiecie wciaz jest to problem, na tyle significant problem, ze kwestia zaspiewania lullaby dziecku idacemu spac to niedosiegalny luxus. Tak krawiec kraje, jak materii staje. I dla wielu rodzicow w PRLu codzienne basics (szczegolnie ten dach nad glowa) byly wyzwaniem. Gdy sie wielu z nich urobilo po lokcie zeby rodzinie zapewniec M2 czy M3, wielu mialo poczucie, ze zrobilo dla rodziny/dzieci more than enough. Nie da sie w 100% uczciwie/obiektywnie/z pelnym zrozumieniem oceniac tamtych wyborow z obecnej perspektywy. Life.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • berber_rock 12.09.19, 14:21
    Tak zupelnie OT: zadziwiajaca jest ludzka pamiec: pamieta przyslowia w rodzimym jezyku, ale juz slowo kolysanka przerasta jego mozliwosci wink

    BTW: bzdury z tym dachem nad glowa w PRLu. Nie przypominam sobie w PRLu zjawiska typu bezdomni na dworcach ... Owszem, rodziny przez pewien czas mieszkaly z rodzicami zanim nie doczekaly sie swojego przydzialu i bylo ciasno, ale nie tworzmy opowiesci z mchu i paproci. W PRL trzeba sie bylo M2 doczekac a nie dorobic. Podobnie bylo z Malym Fiatem, dostawa pralek frania, wymiana 20-tomow dziel zebrnych Lenina na mielonke w puszce oraz reponserow na proszek do prania.
  • bi_scotti 12.09.19, 14:50
    Nie mam pojecia ile masz lat, w jakich warunkach sie wychowalas, w jakich latach. Czy bywalas w polskich miastach/miasteczkach w latach 60tych, 70tych, 80tych (PRL!) i co w nich widzialas. Jak zyli ludzie. Conditions bywaly okropne, zawstydzajace … Sure, nie bylo homeless ale to tylko kwestia nomenklatury, bo czyz nie jest homeless rodzina mieszkajaca bez podlogi (klepisko), opalajaca pomieszczenie tym, co ukradnie w lesie, woda zamarza przez noc w wiadrze i trzeba lod rozbijac rano siekiera - oboje doroslych pracuje daleko od domu, chodza do PKS zeby zlapac autobus, dzieci radza sobie same … I nie, nie … it's not a story sprzed WWII, to jest jak obrazek z polowy lat 70tych z miejscowosci w okolicach jednego z miast wojewodzkich … Rodzina jak najbardziej NIEpatologiczna, zdecydowanie nie jedyna w takiej sytuacji … Kazdy widzi (i pamieta), co chce zobaczyc. Life.


    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 15:01
    Berber chyba nie widziala tak jak wiekszosc nas i nie musiala ratowac sie ucieczka od tej biedy na drugi koniec swiata, podobnie jak robia to teraz uchodzcy z Afryki jadacy do Polski, zamiast sie przeprowadzic np do wiekszego miasta i zyc na poziomie u siebie a nie u obcych.
  • baba67 13.09.19, 07:14
    No i stała ta kara na kornerze niekiedy.

    --
    Starość posiada te same apetyty co młodość tylko nie te same zęby.
  • bo_ob 12.09.19, 14:55
    berber_rock napisał(a):

    Masz wąskie horyzonty, Berber_rock. W PRL ogromna większość ludzi mieszkała na wsi i w małych miasteczkach, w wielkiej biedzie i w bardzo trudnych warunkach i nie w żadnych blokach.
    Serio nie masz o tym pojęcia?
  • berber_rock 12.09.19, 15:03
    O tym co opisuje bi_scotti rzeczywiscie nie mam pojecia.
    Sama wychowalam sie w miescie i te realia sa mi znane.
    Co do wsi i malych miasteczek: sporo czasu spedzalam u babci i rzeczywiscie warunki byly tam nieco inne, bo byl to stary poniemiecki dom, z koza, ciepla woda jedynie jak sie ja zagrzeje, kury na podworku, zima zamarzajace instalacje czy rynny etc.

    Ale z plusow jej miejsca zamieszkania: jedzenie roslo w ogrodku albo wloczylo sie po podworku, a nie trzeba bylo odstac go na kartki. Jesli chodzi o dostepnosc miesa czy niektorych rzeczy, ktore kupowalo sie na kartki, to akurat babcia i jej dwoch synow byli w ciekawszej sytuacji niz my w Warszawie. Jasne, babcia dzielila sie tym co mogla - ale ile do cholery jajek rocznie da sie przewiezc zatloczonym PKSem raz w roku w trakcie 6-godzinnej podrozy?
  • bo_ob 12.09.19, 15:24
    berber_rock napisał(a):

    > O tym co opisuje bi_scotti rzeczywiscie nie mam pojecia.

    Tak myślałam smile
    Życie w przedwojennej Polsce było strasznie ciężkie dla ogromnej większości kobiet, w PRL trochę lepsze, co nie znaczy że łatwe. Nawet dziś bywa ciężko, choć dziś są czasy dobrobytu jakiego nigdy w kraju nie było.

    Nie można wymagać od kobiet, które w dzieciństwie nie otrzymały ciepła i troski, same miały bardzo trudne życie, aby przekraczały własne możliwości i stawały się mamami z podręcznika. Możemy wymagać tylko, wyłącznie od siebie: aby w czasach gdy mamy łatwe zycie i wiemy to wszystko co wiemy dawać swoim dzieciom ciepło i troskę.

    I, na litość, wybaczyć swoim rodzicom, bo naprawdę nie wiemy jakie byłybyśmy na ich miejscu.

  • umi 14.09.19, 09:58
    Nie można wymagać od kobiet (...) i troskę. - Z tym sie zgadzam. Dzisiaj jest duzo łatwiej wychowac dobrze dzieci, niz kiedys. Fachowa wiedza praktycznie na kazdym kroku. Jak nie książka, to internet, szkolni psycholodzy i pedagodzy, mnostwo zaburzen znanych, ponazywanych, opracowane sposoby radzenia sobie. Nawet to i kilka innych forow. Jak ktos chce, moze duzo znaleźć. Kiedys bylo duzo trudniej i jesli ktos nie mial wzorca/talentu/intuicji duzo ciezej bylo sie dowiedziec co robic dobrze. Tym bardziej, ze teraz ludzie sa dzieciocentryczni i kazdego otaczaja raczej ogarnieci rodzice. Te x lat temu nawet jak ktos mial wokol siebie grupe innych rodzicow, to ta grupa byla duzo mniej ogarnieta.
  • bi_scotti 12.09.19, 20:53
    berber_rock napisał(a):

    > Sama wychowalam sie w miescie i te realia sa mi znane.

    To zawsze byla i jest kwestia wyboru czy sie jakies realia zna, czy nie. Urodzilam sie i wychowalam w centrum Warszawy, so what? Ani wtedy, ani teraz Warszawa nie byla/nie jest w zaden sposob jednolita w kwestii mozliwosci finansowych, mieszkaniowych, spolecznego awansu etc. Wystarczylo wyjsc z wlasnej klatki schodowej i popatrzec dookola. A wyjazdy wakacyjne po Polsce otwieraly/otwieraja oczy szerzej i szerzej ... A jesli juz czlowiek koniecznie nie chce sam jezdzic i patrzec, to mozna sobie poogladac zdjecia fotografow, reportazystow typu Zofia Rydetowa itp. zeby miec lepszy poglad/oglad reality spoza wlasnego podworka. A czasem i z innych katow tegoz.
    Stwierdzenie, ze w PRLu jedynym problemem w kwestii mieszkaniowej bylo doczekanie sie na swoj przydzial M2 czy M3 jest wybitnie nieprawdziwe tudziez bardzo krzywdzace wobec tych, ktorzy w tamtych czasach zyli w bardzo trudnych warunkach, starali sie jak umieli zeby ich dzieci mogly (przynajmniej!!!) chodzic do szkoly w miare nakarmione i ubrane a option czekania na jakiekolwiek mieszkanie w bloku byla dla nich tak odlegla jak idea wakacji na Capri czy na Bali.
    Kazdy ma prawo nie wiedziec, nie ma wstydu w pytaniu gdy sie czegos nie wie. It's better to ask niz pisac rzeczy wylacznie w oparciu o one's own imagination czy inne "wydaje mi sie". Life.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • an.16 13.09.19, 09:02
    A co takiego rosło w ogródku, czego nie musieli odstać z kartki? Cukier, mięso czy może też buty? Oj, pojęcia o PRLu to ty żadnego nie masz. A babcię tez niepotrzebnie męczyliście, bo jajek akurat nie brakowało.
  • zlota.ptaszyna 12.09.19, 15:05
    Bez przesady z ta bieda, blokow budowalo sie na peczki nawet w malych miasteczkach, dostac mieszkanie nie bylo trudno, co innego je urzadzic, chyba piszecie o ludziach calkowicie niezaradnych, tacy sa i dzis i nawet dzis klepia biede.
  • kokosowy15 12.09.19, 21:32
    Spróbuj czegoś dowiedzieć się, zanim coś powiesz. Nie każdy musi znać historie swojego kraju, tym bardziej nie musi pisać o niej.
  • an.16 13.09.19, 09:04
    Kolejna specjalistka od peerelowskich realiów. To naprawdę wstyd tak zupełnie nic nie wiedzieć o najnowszej historii.
  • kokosowy15 12.09.19, 21:48
    Bezdomnych na dworcach nie było, za to ludzie mieszkali w pięć osób na dwunastu metrach kwadratowych. Do tej pory takich domów i mieszkań w mojej dzielnicy jest wiele. Nie wszyscy żyją jak emama. Poziom wykształcenia, kultury też jest inny. W większości mieszkań nie było żadnej książki, podobnie zresztą jak teraz, dzieci rodziły się i były wychowywane tak, jak rodzice potrafili. Nawet patologiczni rodzice byli gotowi zrobić wszystko dla dziecka, ale miłości okazywać nie umieli. Teraz za to te dzieci lub wnuki są wykształcone, i całkiem świadomie "mszcza" lub "odgrywają się" na poprzednich pokoleniach, identyfikujac je jako toksyczne, wredne itp. Nie jestem pewien, czy bardziej nieludzkie jest krzywdzenie innego człowieka z powodu niewiedzy czy świadome, w ramach odpłaty.
  • hungaria 12.09.19, 13:54
    Nastolatki zaczynają zrywać pępowinę. Chyba że chciałabyś nam podać przykład małego dziecka, które nie ma potrzeby emocjonalnego kontaktu z rodzicami?

    Gdyby było tak, jak sobie roisz, dzieci można by hodować przemysłowo - w końcu wystarczy ubrać, nakarmić i zapewnić dach nad głową. A w ogóle to dzieci w Afryce mają gorzej i nie narzekają, prawda?

    W ogóle to śmierdzi mi to trollowaniem.
  • berber_rock 12.09.19, 14:00
    Nastolatki zaczynają zrywać pępowinę. Chyba że chciałabyś nam podać przykład małego dziecka, które nie ma potrzeby emocjonalnego kontaktu z rodzicami?

    _ Tak. Kiedys byl taki eksperyment z malpa z drutu owinieta szmatkami. W sumie dawala te trzy rzeczy ... ale jednak cholera cos nie gralo.
  • hungaria 12.09.19, 14:08
    Tak, też chciałam o tym napisać - małpki wybierały mamę miękką i bezpieczną, choć były przy niej głodne.
  • bo_ob 12.09.19, 14:52
    hungaria napisał(a):

    > Tak, też chciałam o tym napisać - małpki wybierały mamę miękką i bezpieczną, ch
    > oć były przy niej głodne.

    Otóż to.
    Jeśli w PRL mama nie pracowała, zajmowała się domem i dziećmi, przytulała, czasem przejechała szmatą przez łeb, jak pacholę zasłużyło, była dobrą mamą, pomimo tego, że w domu było biednie i czasem głodno-chłodno.


  • berber_rock 12.09.19, 15:07
    No tyle, ze w PRL to prawie kazda mama prcowala bo taka byla obowiazujaca linia partii.

    I zeby nie bylo, ze nie mam pojecia to zastrzegam: w moim otoczeniu tak bylo. Autentycznie jak siegam pamiecia to nie pamietam mam niepracujacych i siedzacych w domu. Pamietam za to dzieciaki w szkole z kluczami na szyi (sama zreszta tak biegalam cala podstawowke).
  • bo_ob 12.09.19, 15:18
    Jestem od ciebie sporo starsza i dobrze pamiętam, że część kobiet pracowała, część - na pewno mniejsza - nie.
    Od urodzenia mieszkam w kamienicy w dużym mieście, w mieszkaniu w którym mieszkali moi dziadkowie przed wojną, więc temat "sąsiedzi" mam świetnie obcykany. W latach 60. XX wieku nie pracowała tak mniej więcej 1/3 kobiet, u jednej jadałam jako dziecko pyszne placki kartoflane, bo to mieli codziennie na obiad, z biedy. Ale dom był super: gromadka dzieci, duża i ciepła mama i chudy ojciec, który pracował w fabryce i nigdy go nie było. a jak był, to przeważnie pijany. Inna niepracująca mama to żona faceta, który był z zawodu dyrektorem, inna była krawcową, kolejnej mąż był taksówkarzem, dzieci nie mieli. tyle pamiętam tak od ręki.
  • berber_rock 12.09.19, 14:02
    O tutaj:
    www.psychologicalscience.org/publications/observer/obsonline/harlows-classic-studies-revealed-the-importance-of-maternal-contact.html
  • kafana 12.09.19, 18:04
    Teraz ludzie maja narzędzia do pracy nad sobą i społeczne przyzwolenie na przyznawanie się do błędów i slabosci. Na szczęście!
  • olamka1 13.09.19, 12:34
    "Siegnelam w ramach cwiczenia pamiecia w glab i stwierdzilam, ze pokolenie naszych rodzicow, to pokolenie ktore raczej nie mialo relacji ze swoimi rodzicami (oczywiscie generalizuje, pewnie sa tacy co mieli). "

    mam wrażenie, że wręcz przeciwnie smile
  • morekac 14.09.19, 09:37

    >No a pozniej o maly wlos przenioslabym te wszystkie schematy na swoje dzieci ... gdyby nie moj maz.
    I wlasciwie tak caly lancuch zostal przerwany.

    Takie mam pytanie: czy twój mąż jest z innego pokolenia niż ty? Bo jakby miał inne wzorce relacjo dzieci- rodzice niż ty.
    Można się zgodzić z twierdzeniem, że dawniej trudniej było znaleźć pomoc przy poprawianiu relacji w rodzinie, jak również z twierdzeniem, że część rodziców (w tym twoi) miała problem z nawiązaniem relacji z dziećmi - ale przecież nie wszyscy, ale nie z "dawniej wszyscy rodzice mieli problem z nawiązaniem relacji z potomstwem".

    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • kokosowy15 14.09.19, 10:48
    Zależy, co rozumiemy pod pojęciem "dawniej". Kiedyś, w czasach młodości mojej Mamy, inne były wzorce wychowania dzieci w rodzinach robotniczych, inne w chłopskich, inne u zamożnych mieszczan a jeszcze inne wśród bogaczy. Żona jednego z Sapiehow, gdy dziecko było w szpitalu, pojechała "odstresowac" się do Paryża. Zamożni mieli mamki i nianie, z którymi więź dzieci była silniejsza niż z rodzicami. Biedni, na wsi i w mieście opiekowali się dziećmi sami, i wymagał od dzieci dużo, łącznie z pomocą w domu i zarabianie na rodzinę. Sądzę, że te rodziny, gdzie syn oberwal ściera przez łeb bardziej związany emocjonalnie z rodzicami niż ten z zamoznej rodziny, którego kontakt był znacznie mniejszy.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka