Dodaj do ulubionych

Agresor w klasie - studium przypadku

13.09.19, 19:36
Przesyłam ciekawy link pod dyskusje - rodzice nie puszczają dzieci do szkoły w obawie przed agresywnym kolegą: radom.wyborcza.pl/radom/7,143526,25186617,piatoklasisci-nie-chodza-juz-drugi-tydzien-na-lekcje-boja-sie.html znamienne jest to, ze oczywiście rodzice agresora nie wyrażają zgody na diagnozę. Ta sytuacja po raz kolejny pokazuje, ze system jest bezradny i bezsensowny.
Edytor zaawansowany
  • skumbrie 13.09.19, 19:45
    System nie jest bezradny. Wystarczy konsekwentnie wzywać policję, a potem powiadomić sąd rodzinny. Dyrektor d...
  • asia_i_p 13.09.19, 19:51
    To teraz jeszcze powiedz, kiedy będzie w takim wypadku sprawa, co grozi rodzinie na pierwszej sprawie poza przyznaniem kuratorak, co ten typ rodzica robi sobie z kuratora i kiedy może być następna sprawa.

    --
    The conceptual penis [...], is exclusionary to disenfranchised communities based upon gender or reproductive identity [...] and is the conceptual driver behind much of climate change.
  • ajriszka 13.09.19, 19:51
    Ale kto ma wzywać policję? Dyrektor czy rodzice tych dzieci?
  • starczy_tego 13.09.19, 19:56
    I co policja zrobi? Wsadzi dzieciaka do pierdla?
  • mgla_jedwabna 13.09.19, 20:12
    Ostatecznie można rodzicom odebrać władzę rodzicielską, a agresora umieścić w poprawczaku. Raczej wiazaloby się to że zmiana szkoly
  • marta.graca 14.09.19, 09:12
    Właśnie, ostatecznie. A sąd rodzinny jest tak rychliwy, że prędzej dzieciak 18 lat skończy.
  • jasnoklarowna 15.09.19, 08:35
    chyba nie jest tak źle. Jak syn miał potrącenie na pasach, to kurator dość szybko nas odwiedził. Zawsze w przyapdku jakichś sytuacji z dziećmi sąd rodzinny jest zawiadamiany przez policję, i pierwsze co to wysyła kuratora. dopiero od opinii kuratora zależy czy coś się dalej dzieje. Tzn jak kurator stwierdzi że dziecko jest niedopilnowane/zdemoralizowane/zaniedbane czy coś innego to sąd podejmuje dalsze czynności.
  • lauren6 13.09.19, 19:59
    Przeczytałaś zalinkowany artykuł? Dyrekcja powiadomiła s ąda rodzinny i czekają na jego decyzję.
  • ichi51e 13.09.19, 19:53
    Diagnoza diagnoza a to jest po prostu bezradnosc szkoly i spychanie odpowiedzialnosci na rodzicow - rodzice maja zalatwic kartke (z miesiac najmarniej zajmie, nim dzieciak trafi na terapie z poltora nim bedzie efekt - pol roku)rodzice jak wam sie nie podoba to nie posylajcie dzieci. A szkola rozklada rece - co my biedni mozemy?
    A moga tylko moze trzeba nauczyciela przeszkolic?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 13.09.19, 19:55
    Doczytalam - dzieciak jeszcze sie nie zdazyl popisac a rodzice juz mu latke przypieli. Rece opadlyz

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • starczy_tego 13.09.19, 20:00
    Popisywał sie wcześniej. Mieli czekać, aż komuś zrobi krzywde? Gdyby dzieciaka dało sie kontrolować, nikt by takich cyrków nie robił, przecież dla rodziców to musi być problem logistyczny. Na terapie chyba mogli isc wcześniej jak juz pojawiły sie problemy? Nie próbuj przerzucać winy
  • malgo21 13.09.19, 20:02
    ichi51e napisała:

    > Doczytalam - dzieciak jeszcze sie nie zdazyl popisac a rodzice juz mu latke prz
    > ypieli. Rece opadlyz
    >

    I co, przypadkowo w jednej klasie spotkało się 30 par rodziców - pieniaczy? Czy to może wyraz ich bezradności wobec wcześniejszych popisów dzieciaka?
  • mari.sol 13.09.19, 20:00
    Gdybyś była nauczycielką tego chłopca lub dyrektorem szkoły, co byś zrobiła?
  • ichi51e 13.09.19, 20:49
    Odseparowac.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • dziennik-niecodziennik 13.09.19, 22:05
    Jak?...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • minniemouse 14.09.19, 01:59
    Biedne dziecko. jego to wszyscy maja w dooopie. pies z kulawa noga sie nie zainteresuje jak po prostu mu pomoc sad

    Minnie

    --
    Savoir Vivre czyli jak się zachować
  • ajaksiowa 14.09.19, 05:45
    Temu że nikt z rodziców się nie wyłamał się nie.dziwię bo to wymaga odwagi,przecież opiekun pomocniczy załatwia sprawę_współczuję dzieciakowi😟

    --
    ,,Bóg dał nam Wolną Wole i Rozum,od Nas zależy co z Tym zrobimy,,
  • sofia_87 14.09.19, 08:49
    A może w jego przypadku nie do końca załatwiał, pomyslalas o tym?
    A jego ofiarom nie wspolczujesz?
  • bistian 14.09.19, 09:38
    ajaksiowa napisała:

    > współczuję dzieciakowi😟

    A może takie zachowanie rodziców uratowało mu zdrowie? W końcu mógł ktoś nie wytrzymać?
    Rodzice postąpili rozsądnie, zamiast zastosować przemoc, wycofali się z chorej sytuacji. Dziecko niech się terapeutyzuje, można mu załatwić na ten czas edukację domową, to i tak jest tańsze, niż poprawczak. Może za jakiś czas będzie się nadawał do życia?

    Obecnie, nic się nie stało strasznego. Chłopak zachowuje się w sposób nie do zaakceptowania przez środowisko, powinien o tym wiedzieć. Teraz już wie.
  • sofia_87 14.09.19, 09:00
    Zdaje się, że to zadanie dla jego rodziców, szkoła też pewnie od dawna walczyła żeby poszedł na terapię, teraz chyba rekomendują mu szkole specjalna.
    Rodzice innych dzieci mają obowiązki wobec swoich
  • ichi51e 14.09.19, 09:27
    Ale szkola nie ma zadnych kwalifikacji zeby komus cokolwiek rekomendowac. „Nie dajemy sobie rady moze w spacjalnej dadza rade”.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • sofia_87 14.09.19, 09:35
    Stąd desperacja rodziców innych dzieci. Może jeszcze kilka takich przypadków i uda się coś zmienić
  • dziennik-niecodziennik 13.09.19, 22:02
    Nie no, przeszkolenie nauczyciela z pewnoscia zajmie mniej niz miesiac...

    --
    "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
    Pietrek + Solejuk wink
  • ichi51e 13.09.19, 19:57
    Chyba nie czytalas co linkujesz - skoro dzieciak ma wspomagajacego ma jaks opinie do trgo
    „Dyrektor poinformował jednak, że zapewnili, iż dziecko od wakacji jest poddane terapii. – W ciągu dwóch miesięcy mogło się sporo zmienić w nagannym zachowaniu ucznia. Chłopiec nie dostał nawet takiej szansy, żeby to pokazać – mówi kierujący placówką. – Rodzice podtrzymali swoje stanowisko, że dopóki ten uczeń jest w klasie, to oni swoich dzieci nie przyślą do szkoły. I faktycznie: ani wczoraj, ani dzisiaj dzieci do szkoły nie przyszły – mówił nam we wtorek dyrektor.”

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • starczy_tego 13.09.19, 20:03
    Zawsze czytam, co linkuje tongue_out myślisz, ze dwa miesiące terapii zdziałały cuda? Bez przesady, mam nieco
    Doświadczeń z terapiami wink Ja jak najbardziej jestem za wspieraniem takich dzieci, ale jeśli cała klasa odmawia chodzenia do szkoły, to musiało być grubo.
  • ichi51e 13.09.19, 20:53
    Mi sie wydaje ze tam problem jest taki ze to dziecko ma orzeczenie. Tyle ze szkola by chciala zeby rodzice je przeniesli do szkoly specjalnej a tego rodzice nie chca. W przeczeniu mas znapisane jaka szkola dla dziecka - zwykla/integracja/specjalna (przewaznje masz wszystko, dziecko musi byc mozcno zaburzone/ponizej normy intelektualnej zeby dostalo wylacznie specjalna) Szkola by chciala zeby to dziecko dostalo orzecznie „tylko do specjalnej” i wtedy rejonowka ma spokoj bo nie sa specjalna wiec nie ich broszka.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • larix_decidua77 13.09.19, 22:24
    W przeczeniu mas znapisane jaka szkola dla dziecka - zwykla/integracja
    > /specjalna (przewaznje masz wszystko, dziecko musi byc mozcno zaburzone/ponizej
    > normy intelektualnej zeby dostalo wylacznie specjalna)
    Dziecko musi być poniżej normy intelekualnej, żeby w ogóle jedną z opcji była szkoła specjalna. Chyba, że cjodzi o dziecko np głuche.
    Szkola by chciala zeby
    > to dziecko dostalo orzecznie „tylko do specjalnej” i wtedy rejonowka ma spokoj
    > bo nie sa specjalna wiec nie ich broszka.
    >
    A skąd masz takie info?
  • ichi51e 14.09.19, 06:47
    „Dyrektor podstawówki deklaruje, że współpracuje z rodzicami tego chłopca od dłuższego czasu i szkoła wyczerpała już wszystkie środki pomocy. – Problem polega na tym, że nasza szkoła jest szkołą masową. W związku z tym mamy ograniczoną liczbę specjalistów, którzy mogliby mu pomóc, bo na pewno ten chłopiec wymaga pomocy. To jest 12-letnie dziecko i z pewnością można go jeszcze ukształtować na wspaniałego obywatela. Natomiast my nie potrafimy już tego w szkole masowej zrobić, on powinien znaleźć się w szkole specjalistycznej przeznaczonej dla niego – tłumaczy. – Tylko żeby się tam znaleźć, musi mieć orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej. To orzeczenie jest wydawane po badaniach, które uczeń przeszedł za zgodą rodziców, ale jeszcze jest jeden warunek – orzeczenie jest wydawane na wniosek rodziców. I tu jest cały problem – zaznacza dyrektor.”
    A wczesniej bylo ze dziecko mialo wspomagajacego - jak mialo wspomagajacego to nie z dobrej woli szkoly tylko dlatego ze mialo na niego jakis papier.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • larix_decidua77 14.09.19, 10:29
    Nie wynika z tego nic co napisałaś wyżej.
  • ichi51e 14.09.19, 11:36
    Nie wynika z tego ze szkola chcialaby zeby rodzice przeniesli dziecko do specjalnej do czego jest potrzebne orzeczenie?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • larix_decidua77 14.09.19, 17:08
    Szkoła sobie może chcieć. Nawet jeśli dziecko będzie miało 10 orzeczeń, to rodzice muszą wyrazić chęć przeniesienia dziecka. Nie decyduje o tym ani poradnia ani szkoła.
  • sofia_87 14.09.19, 17:23
    To właśnie jest chore i należy to zmienić
  • larix_decidua77 14.09.19, 18:48
    Zgadzam się. Natomiast na razie prawo jest takie i nie ma co się czepiać szkoły.
  • szeptucha.z.malucha 14.09.19, 11:15
    Nie musi być poniżej normy intelektualnej. Są bowiem szkoły specjalne, które przyjmują dzieci w normie, np. z autyzmem.
  • ichi51e 14.09.19, 11:35
    No ile jest tych panstwowych szkol co przyjmuja dzieci z autyzmem w normie intelektualnej?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • szeptucha.z.malucha 15.09.19, 13:01
    Znam niewiele, jedna przyjęła moje.
  • malgo21 13.09.19, 20:06
    Agresywny 12 latek na terapię trafił 2 miesiące temu? Rozumiem że lepiej później niż wcale, ale nie dziwię się rodzicom tych dzieciaków (w dodatku młodszych od niego), że nie chcą go w klasie, mają posyłać dzieci do pierwszego wypadku? Za to klasa z której spadł (nie zdał) za to otwiera szampana wink
  • ninanos 14.09.19, 10:40
    Dokładnie, w połowie przypadków będą to dzieci 10 letnie z 2009r., rocznika który w całości przymusowo posłano do szkoły jako 6 latki.
  • misterni 13.09.19, 20:15
    Dziecko jest w trakcie terapii, a rodzice nie chcą mu dać szansy.
    Niech nie posyłają dalej i czekają na wezwanie do sądu.

    --
    Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
    Misterni
  • sofia_87 13.09.19, 20:32
    Może na tyle znają jego możliwości, że po prostu nie chcą ryzykować. Tu nie chodzi o dawanie szans agresywnemu bachorowi tylko o bezpieczeństwo ich dzieci.
    A wezwanie do sądu to powinni dostać rodzice agresora
  • iwoniaw 13.09.19, 21:17
    Już widzę, jak dyrekcja, która nie potrafi sobie poradzić z jednymi rodzicami, doprowadza do wezwania do sądu pozostałych 24 (czy tam ilu), którzy w dodatku z dużym prawdopodobieństwem będą wszyscy wzajemnie świadczyć na swoją korzyść i oskarżać szkołę (czyli w praktyce tęże dyrekcję) o niezapewnienie ich dzieciom bezpiecznych warunków do nauki.


    --
    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
  • saszanasza 14.09.19, 09:10
    misterni napisała:

    > Dziecko jest w trakcie terapii, a rodzice nie chcą mu dać szansy.
    > Niech nie posyłają dalej i czekają na wezwanie do sądu.
    >
    Szkoda że sąd nie zawezwał rodziców agresora. Jeśli tak działa system w tym kraju to i rodziców pozostałych dzieci nic nie grozi. I bardzo dobrze! To nie winni-to ofiary, gdybyś nie zauważyła.



    --
    „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.” S.Kisielewski
  • lacunalegis 14.09.19, 12:11
    misterni napisała:

    > Dziecko jest w trakcie terapii, a rodzice nie chcą mu dać szansy.

    Wiesz co. Mi tam tego ucznia też żal, ale mam ten komfort, że żaden administracyjny przymus nie może mnie zamknąć w jednym pomieszczeniu na kilka godzin z jednostką agresywną i groźną. Więc mogę sobie współczuć, ile wlezie. Jest to łatwe.

    Natomiast jakby mi kazano pracować z jakimś oprawcą, zabraniając nawet swobodnego wyjścia z budynku, w którym dzieje mi się krzywda i na dodatek kazano by mi znosić wszystko z godnością, "bo orzeczenie", to, uwierz, i agresywny kolega, i ten kto mnie z nim zamknął pożałowałby dnia swoich urodzin.
  • sofia_87 14.09.19, 12:20
    Dokładnie, żaden dorosły nie chciałby pracować z kimś takim, od dzieci wymaga się aby przebywały w jednej klasie z kimś niebezpiecznym, a gdy ich rodzice starają się je chronić, to jest zdumienie, że "nie dają mu szansy, a przecież chodzi na terapię ".
    Tymczasem można śmiało przyjąć, dzieciak powinien być na terapii od 10 lat, a nie od dwóch miesięcy
  • saszanasza 15.09.19, 13:53
    sofia_87 napisał(a):

    > Dokładnie, żaden dorosły nie chciałby pracować z kimś takim,

    Do „obsługi” kogoś takiego wręcz wynagani sa specjaliści, którzy wiedzą, jak z takim dzieckiem funkcjonować, dlatego nie rozumiem, jak jednocześnie można wymagać od dzieci, żeby funkcjionowały i „dogadywały się” z tym chlopakiem na równi ze specjalistami.




    --
    „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.” S.Kisielewski
  • woman_in_love 13.09.19, 20:20
    a nie, chwila, przecież zamiast coś z nim zrobić to już go przeniesiono.
  • samawsnach 13.09.19, 21:07
    Ale co ten chłopak robi, że uznano go za aż tak zagrażającego? To w ogóle z artykułu nie wynika. Za to wyraźnie wynika z niego to, że w obecnej klasie nic nie zrobił, co uzasadnialoby tak histeryczną reakcję rodziców.
  • iwoniaw 13.09.19, 21:13
    Jakoś trudno mi uwierzyć, że 20-30 rodzin z jednej klasy postanowiło zaprezentować "histeryczną reakcję" bez konkretnego powodu. Skoro nikt się nie wyłamał z protestu, który przecież jest dla nich, nie ukrywajmy, utrudnieniem logistycznym, to musiało tam być grubo - inaczej przynajmniej z 2-3 rodziców by jednak prezentowało postawę "bez przesady", "nie jest aż tak źle" czy "ok, dajmy mu ostatnią szansę". Co innego narzekać, pisać skargi czy domagać się działań od szkoły, a nawet nasyłać policję czy sąd rodzinny, a co innego konkretnie zatrzymać dziecko w domu, dopóki agresor będzie w klasie.


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • misterni 13.09.19, 23:00
    Nie no, powód mieli - zachowanie w poprzedniej klasie. Jednak okoliczności trochę się zmieniły - chłopak od wakacji zaczął chodzić na terapię, może z tego względu należałoby mu dać szansę? Nimi kieruje strach, a nawet nie wiadomo, w jakim stopniu jest uzasadniony. Przecież można było sprawdzić, jak się będzie sprawował w nowej klasie i nie ma mowy tu o narazaniu kogkolwiek, przydzielić nauczyciela pomocniczego.


    --
    Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
    Misterni
  • misterni 13.09.19, 23:01
    Zjadło mi "wystarczyło" wink

    --
    Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
    Misterni
  • iwoniaw 13.09.19, 23:10
    No właśnie, a tymczasem szkoła ma tych wszystkich rodziców w dudzie - najwyraźniej nikt tym ludziom nie wytłumaczył, jakie kroki zostały podjęte, ani w jaki sposób ich dzieci będą mieć zapewnione bezpieczeństwo. Dyrekcja wiedziała, że problem jest - głupotą było puszczenie tego wszystkiego "na żywioł", a teraz jeszcze zdziwienie i oburzenie, że ludzie się boją o własne dzieci. Gdyby mieli podstawy przypuszczać, że ktoś na serio monitoruje tę sprawę i dba o dobrostan ich dzieci, to by nie protestowali w taki sposób, to jest dla mnie oczywiste. Sama pomyśl, przecież nie przestałabyś posyłać dziecka do szkoły tylko dlatego, że jest tam "zaburzony Jasio", gdybyś wiedziała, że Jasio jest pilnowany i uniemożliwia mu się atakowanie innych dzieci.


    --
    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
  • sofia_87 14.09.19, 08:56
    Może w jego przypadku dwa miesiące terapii to nic, Radom to stosunkowo małe miasto; rodzice mogą znać sytuację dzięki poczcie pantoflowej i wiedza jak on się zachowuje. Danie mu szansy oznacza narażenie własnych dzieci na przemoc albo po prostu na stres. Skoro chłopak ma 12 lat, to można przyjąć, że tych szans on i jego rodzice dostali sporo, skoro wciąż jest w tej szkole, problem nie minął, a rodzice innych dzieci chcą dla nich spokoju i bezpieczeństwa
  • rosapulchra-0 15.09.19, 13:25
    A wiesz, że Radom jest większy od Paryża? Czyli nie takie znowu małe miasto.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • arwena_11 14.09.19, 10:38
    Ale jak sprawdzić? Pozwolić aby ich dziecku coś się stało? Zadziałali prewencyjnie. Lepiej zapobiegać niż leczyć.

    Znam przypadek, gdzie rodzice dzieci chodzących z agresorem do przedszkola w podaniach do szkoły pisali prośbę aby ich dziecko nie było z X w klasie. Uszczęśliwieni nim zostali rodzice, których dzieci nie chodziły do tego przedszkola i nie mieszkali obok niego.
    Skończyło się wbitym w dłoń dziecka ołówkiem, rozwaloną głową o kaloryfer i skierowaniem sprawy do sądu rodzinnego przez rodziców z tej klasy. Do rozprawy nie doszło, bo rodzice agresora poszli po rozum do głowy i zgodzili się na nauczanie indywidualne.
  • nangaparbat3 15.09.19, 12:30
    iwoniaw napisała:

    > Jakoś trudno mi uwierzyć, że 20-30 rodzin z jednej klasy postanowiło zaprezento
    > wać "histeryczną reakcję" bez konkretnego powodu.

    Mnie nie jest trudno.
    Znam dziewczynę, która - prawdopodobnie z ZA, a na pewno zaburzeniami komunikacji - poruszała się dziwnie, mówiła coś dziwnego nie w porę, przez dzieci była zaczepiana, wyśmiewana, popychana. I rodzice - to było w nauczaniu początkowym - zażądali, żeby ją usunąć ze szkoły jako agresywną. Nauczyciele nie dali. Widzieli, co się działo, widzieli, kto jest agresorem, kto się broni. Ale to nie zawsze widać. Często w grupie jest dziecko, które zaczepia, trąca, wyśmiewa "agresora", kiedy nikt (dorosły) nie widzi. Jednocześnie jest niezwykle grzeczne w stosunku do dorosłych, w ogóle zawsze, kiedy dorośli patrzą.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • elenelda 15.09.19, 14:58
    Doświadczony nauczyciel z łatwością wyłapie, kto jest zaczepiającym a kto zaczepianym. Nie od razu, dzieci trzeba poznać i poobserwować, ale to widać. Znam sporo „agresorów”, których jedyną winą jest to, że się bronią. Niestety jest też wiele zaburzonych dzieci, bez diagnozy, bardzo agresywnych, których rodzice uważają, że zas...nym obowiązkiem szkoły jest wychowywać i wspierać ich bombelka. Kolejna grupa to królowie i królowe grupy, czyli dzieci, które uprawiają przemoc w białych rękawiczkach. Trudno jest ich zlokalizować w grupie, są zwykle grzeczni i czarujący. Po zidentyfikowaniu takiego delikwenta następuje detronizacja (w humanitarny sposób oczywiściesmile
  • iwoniaw 15.09.19, 16:18
    To jednak co innego - żądać to rodzice mogą różnych rzeczy, jednak na ogół nie posuwają się do tego, żeby przestać (wszyscy, całą klasą) posyłać dzieci do szkoły. Jeśli dochodzi do czegoś takiego, to po prostu trudno uwierzyć, że ze wszystkimi coś jest nie tak, tylko nie z agresorem. W przypadku przywoływanym przez Ciebie też nie było ani jednego rpfzica, który by się przynajmniej dystansował od tych żądań i wszyscy zatrzymali dzieci w domu, twierdząc, że to kwestia bezpieczeństwa?


    --
    "My jesteśmy Rada Puchaczy - każdy w lesie wie, co to znaczy"
  • nangaparbat3 15.09.19, 17:47
    Tego nie wiem, dziewczynę poznałam, kiedy już była nastolatką, o żądaniach rodziców i o tym, ze nauczyciele ją wybronili, wiem od kogoś, kto chodził z nią do szkoły.
    Jednak to o czym pisze Elenelda zdarza się naprawdę często: na pozór grzeczne, kulturalne dziecko, które za plecami dorosłych prowokuje, dokucza, obraża. Jeśli ma w grupie/klasie dzieciaka mniej odpornego, a już zwłaszcza ze spectrum - w to mu graj.
    Opowiedziała mi parę dni temu kleżanka, że jej córeczka, sześciolatka w pierwszej klasie, zaczęła pocieszać płaczącą taką właśnie agresorkę, co to wszyscy wiedzą, ze "agresorka" (chodzili z nią do zerówki). Od razu zamieszanie wśród dorosłych, jakieś interwencje, bo z "agresorką" dzieci znające ją wcześniej nie kontaktują się. Rodzice małej powiedzieli nauczycielkom, że nie mają nic przeciw kontaktowaniu się ich córeczki z "agresorką". Ciekawa jestem, co będzie dalej.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • iwoniaw 15.09.19, 18:09
    Pozornie grzeczne dziecko będące w rzeczywistości prowodyrem prześladowań to inna sprawa - też znam takie przypadki, niestety. I tak, zdarzają się też bezpodstawne oskarżenia wobec faktycznej ofiary, która tylko się broni. Ale faktyczna reakcja _wszystkich_ pozostałych rodziców i nieposyłanie dzieci do szkoły sugeruje jednak, że to kwestia czegoś więcej niż tylko niezadowolenia i mniej czy bardziej uzasadnionych oskarżeń - ci ludzie są zdeterminowani i skłonna jestem uznać, że naprawdę boją się o bezpieczeństwo dzieci. Inaczej by poprzestali na skargach i zwyczajnych procedurach. Naprawdę nie znam nikogo, kto by zatrzymał dziecko w domu, gdyby sytuacja nie była poważna. Nie mówiąc już o tym, że jeśli nawet grupa rodziców/dzieci przesadza, to nie jest tak, że wszyscy się dołączają - i to jeszcze nie tylko w narzekaniu, ale w działaniu, w dodatku takim, które utrudnia życie. Sama widzisz jak to działa w Twoim przykładzie - od razu się znalazło dziecko, które nie podziela ostracyzmu grupki. I podobnie tu - nie wierzę, że gdyby nie było bardzo źle, nie znalazłby się rodzic, który by dziecko do szkoły posłał, choćby pod hasłem "to już ostatnia szansa, ogarnijcie się".


    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • bistian 15.09.19, 18:05
    iwoniaw napisała:

    > Jeśli dochodzi do czegoś takiego, to po prostu trudno uwierzyć, że ze wszy
    > stkimi coś jest nie tak, tylko nie z agresorem.

    Widocznie cała klasa jest agresywna, a ten jeden jest wyjątkiem, więc tę agresywną klasę, trzeba izolować. wink
    Też uważam, że dzieci się obciąża obowiązkami, których by się nie podjęli dorośli i nie jest to rzadkie.
  • burgundisa 13.09.19, 21:39
    Dzień dobry, ja się tu potwornie rzadko udzielam, ale czytam i tak chciałam pokazać historię z naszego podwórka. Uczeń agresywny, ale starszy. Klasa 7 wrzesień - zgłoszenie na policję. Dużo załatwiania, składania zeznań, nauczyciele zeznają, uczniowie, rodzice. Rozprawa w kwietniu. Upomnienie. Następny rok szkolny, od nowa to samo. Wrzesień - wzywana policja, październik - zgłoszenie do sądu. Rozprawa w styczniu. Wyrok - ośrodek. Ale nie ma miejsc. Dzięki uruchomieniu wszystkich możliwych kanałów uczeń przeniesiony do ośrodka w marcu. Popatrzcie, ile to trwało w przypadku starszego, a taki mniejszy to pewnie jeszcze ze trzy razy upomniany zostanie. Chyba że to tylko w moim mieście tak działa...
  • sofia_87 13.09.19, 21:47
    Dlatego tamci rodzice są aż tak zdesperowani.
  • ninanos 14.09.19, 10:53
    Takie dzieci powinny być kierowane do ośrodków terapeutycznych, w zwykłej masowej szkole nie powinno być dla nich miejsca. Nie może być zgody żeby dobro jednostki (w tym przypadku agresywnego dziecka i ich rodziców ) było ważniejsze niż dobro i bezpieczeństwo całej klasy, zwłaszcza że to są dzieci młodsze od agresora, często nawet dwa lata.
  • ichi51e 14.09.19, 11:04
    Proste. Nie ma na to kasy.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • sofia_87 14.09.19, 11:11
    Kasa jest na tyle różnych bzdur, że i na to by się znalazła
  • elenelda 15.09.19, 11:57
    Przede wszystkim takie dzieci nie powinny czekać na orzeczenie aż państwu rodzicom się zachce zabrać dziubaska do poradni. Dzieciak powinien zostać zdiagnozowany na wniosek szkoły (i rodzice diagnozują albo z marszu dostają nauczanie indywidualne - w takim przypadku częściowo płatne - choćby zabranie im 500) a w zespole orzekającym powinien siedzieć szkolny psycholog lub pedagog, którzy znają dziecko i jego sytuację rodzinną.
  • ichi51e 15.09.19, 12:33
    Jakby to mialo dzialac w obliczu tego ze nauczanie jest obowiazkowe?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • elenelda 15.09.19, 14:47
    Zapomniałam dodać, że jestem za tym, żeby nauka nie była obowiązkowa, ale jednocześnie skorelowana z wszelką pomocą od państwa (np. 500 plus).
  • pelissa81 14.09.19, 12:12
    Chyba większość w klasie miała takie typki. Ja miałam 2. Jeden lał tylko chłopaków, dziewczyny tylko przezywał. Drugi był agresywny i wredny dla wszystkich. Do dziś pamiętam bóle brzucha, strach przed chodzeniem na lekcje. Nigdy nie było wiadomo czy nie dostaniesz kapciem w głowę czy nie ściągną spodni itd. Mój dyrektor się nie certolił i we wczesnych latach 90-tych normalnie lał go po łapach linijką. Do dziś wspominam swoją szkołę jako straszne miejsce, w którym taka patola zastraszała fajne dzieciaki, którym się chciało. LO już sama sobie wybrałam sobie dobre, nigdy więcej nie spotkałam się z takim gnębieniem.
  • arwena_11 15.09.19, 10:31
    A ja doskonale pamiętam, jak sprawę kolegów, którzy bardzo chcieli, żebym ich pocałowała i nie wypuszczali mnie ze szkoły przez kilka godzin, rozwiązała moja mama. A wróciłam tego dnia w porwanej bluzce - piąta klasa podstawówki. Nigdy więcej nie podnieśli ręki na dziewczynę, a mojej mamie to dzień dobry mówili jak tylko ją zobaczyli.
    No jednym zajął się jego ojciec, jak się od mojej mamy dowiedział o co chodzi. Przez tydzień nie było go w szkole. Potem relacje mieliśmy całkiem fajne. Oni lekcję zapamiętali.
  • larix_decidua77 15.09.19, 12:28
    Nie te czasy. Teraz za zwykłe opierniczenie cudzych dzieci można mieć kłopoty.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka