Dodaj do ulubionych

Przemoc w klasie

16.09.19, 19:32
Może coś podpowiecie, bo mam pustkę w głowie. A jednocześnie aż za dużo myśli.
Jest sobie 5 klasa SP. Klasa żywiołowa, rozgadana. Nauczyciele ich lubią ale jednocześnie narzekają na zachowanie.
I jest w klasie konflikt, jeden chłopiec jest dręczony. Raczej fizycznie niż psychicznie. Nie ma tygodnia, żeby go ktoś nie walnął, popchnął. Niestety coraz częściej są bójki. Chłopaki potrafią M. przewrócić i pokopać. Reszta stoi i nie reaguje.
Chłopiec jest dzieckiem z zaburzeniami, ma m.in nadwrażliwość słuchową. Jak jest przestymulowany to wybucha,krzyczy, złości się.
Dzieciakom to przeszkadza, nie rozumieją tego, wzajemnie sie nakręcają i sytuacja się zaostrza.
Nie jest to klasa integracyjna, zwykła klasa - aż 28 osób w szkole molochu.

I teraz tak: ja jestem mamą agresora sad

Absolutnie nie daję przyzwolenia na takie zachowanie. Problem jest taki, że moj syn w domu, na podwórku, na zajęciach pozaszkolnych nie wykazuje ani cienia agresji. Do ideału mu daleko, jest obrażalski, lubi pogwiazdorzyć, robi wszystko żeby się nie narobić ale nigdy nie wykazuje zachowań agresywnych. Wchodząc na teren szkoły zmienia się nie do poznania.

Minęły 2 tygodnie szkoły a już wisi nad nim widmo nagany.

Rozmowy z nami, regularne wizyty u psychologa w zasadzie nic nie dają. On twierdzi, że nie wie dlaczego miesza się w te bójki. Że kolega go strasznie wkurza tymi krzykami i czasami faktycznie go walnie. Ale jednocześnie mówi, że M. ma fajne pomysły i że często można z nim pogadadać.
Po ostatnim zebraniu, na którym się okazało że była kolejna bójka zażądałam od wychowawczyni spotkania rodziców agresorów, rodziców M z pedagogiem szkolnym. Czekamy na termin. Nie mam pojęcia czego oczekiwać w takiej sytuacji. Nie wybielam winy syna, ale jednocześnie nie pozwolę na robienie z niego bandyty. Gdzieś jest punkt zapalny. Niestety jak do tej pory szkoła umywa ręce. Słyszymy: prosimy o rozmowy z dziećmi bo tak nie można. I tyle.

Może podpowiecie jak do tego podejść. Może wiecie czy jest możliwość (jakie są procedury) wprowadzenia niezależnej osoby w postaci np psychologa z PPP do ogarnięcia tej trudnej sytuacji.

--
Bocianom już dziękuję smile
Edytor zaawansowany
  • oqoq74 16.09.19, 19:45
    Z doświadczenia wiem, że punktem zapalnym może być szkoła, atmosfera w niej i ... nauczyciele. Tak było w klasie syna. Ówczesna wychowawczyni zamiast łagodzić podobne sytuacje doprowadzała do eskalacji konfliktów. My, rodzice, ze swej strony staraliśmy się ze szkołą współpracować, wnioskowaliśmy o spotkania z dyrekcją, psychologiem, pedagogiem, warsztaty dla dzieciaków. Niestety zmieniło się dopiero, gdy zmienił się wychowawca i dyrektor szkoły.
    Czy podobnie jest u Ciebie, nie wiem. Na pewno warto rozmawiać, próbować jakoś zapanować nad sytuacją. Nie mniej jeśli do konfliktów dochodzi w szkole, to od szkoły wymagać działań. Zwrócenia szczególnej uwagi na te dzieciaki. Samo "tak nie można: nie wystarczy.
  • triss_merigold6 16.09.19, 19:57
    Przypuszczam, że w takiej sytuacji zasadne byłoby rozdzielenie klasy i wymieszanie z innymi, po to, żeby rozbić klasowe układy.
  • oqoq74 16.09.19, 20:08
    Problemem nie były klasowe układy.
  • karme-lowa 16.09.19, 19:51
    mea8 napisała:

    Może wiecie czy jest możliwość (jakie są
    > procedury) wprowadzenia niezależnej osoby w postaci np psychologa z PPP do ogar
    > nięcia tej trudnej sytuacji.
    Tak, jest taka możliwość. U nas tak było.
  • scarlett74 16.09.19, 19:52
    Chwila moment, twój syn dręczy nadwrażliwca, a ty szukasz punktu zapalnego, co by wybielić syna-szkolną gwiazdę . No sorry, zamiast szukać terapii/pomocy psychologa dla syna, szukasz drogi , aby umniejszyć jego winę. Straszne. Pomyśl, jak czuje się ten chłopiec, ofiara celowo dręczona, przewracana, kopana, może zaraz napiszesz , że to jego wina, po co wybucha i krzyczy. Smutne, to...☹
  • bergamotka77 16.09.19, 20:10
    Dokladnie. Syn ma bandyckie zapedy skoro sie tak zachowuje - dostałby u mnie wszelkie możliwe kary np. szlaban na gry dopoki jego zachowanie sie nie zmieni i nie poprawi. Wybielasz syna i tyle. Tez mieliśmy w klasie takiego gwiazdora - agresora. Odszedl w tym roku ku radości wszystkich. Mamusia jego twierdziła ze to my, rodzice nieagresywnych dzieci nie umiemy ich wychowac a u niej panuja zasady 😅

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • 45rtg 16.09.19, 20:19
    bergamotka77 napisała:

    > Dokladnie. Syn ma bandyckie zapedy skoro sie tak zachowuje - dostałby u mnie ws
    > zelkie możliwe kary np. szlaban na gry dopoki jego zachowanie sie nie zmieni i

    Tak się właśnie niszczy dzieci i wychowuje na bandytów. Zgnoić i zrobić pokazówkę objawową, zamiast wykonać trochę pracy, odżałować trochę wysiłku i znaleźć, a potem usunąć przyczynę. Gratuluję Twojemu dziecku patologicznej matki.

    > nie poprawi. Wybielasz syna i tyle. Tez mieliśmy w klasie takiego gwiazdora - a
    > gresora. Odszedl w tym roku ku radości wszystkich. Mamusia jego twierdziła ze t
    > o my, rodzice nieagresywnych dzieci nie umiemy ich wychowac a u niej panuja zas
    > ady 😅

    Nie rozumiesz prostego postu, a bierzesz się do wydawania innym zaleceń, jak mają wychowywać dziecko.
  • bergamotka77 16.09.19, 20:26
    Ty niczego nie rozuniesz. Patologią jesteś pewnie ty. Ja ta orace dobrze wykonałam bo moi synowie nie maja agresywnych zapedow, nie musza bic ludzi . Tylko slabeusze uzywaja sily, tacy jak ty usg.






    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • 45rtg 16.09.19, 20:35
    bergamotka77 napisała:

    > Ty niczego nie rozuniesz. Patologią jesteś pewnie ty. Ja ta orace dobrze wykona
    > łam bo moi synowie nie maja agresywnych zapedow, nie musza bic ludzi . Tylko sl

    I wielkie to Twoje i ich szczęście, bo gdyby mieli choćby najmniejszy problem z przemocą, to od Ciebie pomocy by nie uzyskali i skończyliby, zgnojeni uprzednio karami przez własną matkę, gdzieś na ulicy krając frajerów. Swoim nieopanowanym, zadowolonym z siebie darciem się na nich zepsułabyś wszystko.

    > abeusze uzywaja sily, tacy jak ty usg.

  • bergamotka77 16.09.19, 20:44
    Co masz podobny problem ze sie tak podniecasz? Niedaleko pada jabłko...strach pomyśleć kim są twoje dzieci.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • bergamotka77 16.09.19, 20:45
    Ja dzieci wychowuje a nie chowam jak ty.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • 45rtg 16.09.19, 22:37
    bergamotka77 napisała:

    > Ja dzieci wychowuje a nie chowam jak ty.

    "Dostałby wszelkie możliwe kary" i foch na próby zrozumienia: dlaczego? to nie jest wychowywanie, tylko jakiś Oświęcim.
  • bergamotka77 17.09.19, 00:28
    Na szczęście moje dzieci nie wymagają kar, zachowują sie normalnie, nikogo nie krzywdza, maja prawidłowo rozwinięte uczucia wyższe. Rozwielitka to ty.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • karotka_plus 22.09.19, 20:36
    45rtg napisał:

    > znaleźć, a potem usunąć przyczynę.

    Wierz mi, że nie zawsze się da. Mam dziecko które jest mieszanką agresora i ofiary. Dziecko z problemami, pod opieką psychologa, psychiatry, PPP i pedagoga szkolnego. Ubiegły rok wykończył mnie psychicznie, dziecko swoim zachowaniem ma łatkę niegrzecznego i wszystkie winy zwalane są na nie, bywa agresorem (niestety) ale też ofiarą. Tyle, że przez jego zachowanie nikt mu nie wierzy. Temat rzeka generalnie. Ale do czego zmierzam - u niego usunięcie przyczyny jest niemożliwe. Dlaczego? Przyczyną jest jego biologiczny ojciec, z którym dziecko MUSI się widywać (postanowienie sądowe). Ponad rok czasu walczyłam z polskim sądownictwem aby tych widzeń nie było. Przegrałam. Mimo, że mam stabilną sytuację rodzinną, męża, który wychowuje syna dłużej jak jego biologiczny ojciec nim nas zostawił i przez lata się nim nie interesował sąd orzekł, że dziecko MUSI się widywać bo to jest jego tata... Nieważne, że dzieciak u niego się moczy, nieważne, że jest tam zaniedbany, nieważne, że im bliżej terminu wizyty tym większy stres i wyżywanie się na innych, nieważne, że po wizycie odreagowanie bo musiał pojechać, nieważne że mimo, że do kolejnej wizyty dziecko ma 3 tygodnie już się stresuje i myśli non stop o tym i tak się zapętla wszystko. To jest nasza przyczyna. Na chwilę obecną NIC nie mogę z tym zrobić.
    Dziecko ma terapię, ma wsparcie od nas ale to za mało. Główna przyczyna jest zbyt silnym bodźcem stresującym dla 10-latka i mamy problemy a w tamtym roku byłam stałym gościem w szkole. I wiesz co? Jest mi wstyd bo mam wrażenie, że zawiodłam własne dziecko.
  • ninanos 22.09.19, 21:55
    Ale co robi konkretnie ten ojciec, że 10 latek się go boi? czy boi się, bo jest przez ciebie tak nastawiony na biologicznego ojca?
  • karotka_plus 22.09.19, 22:07
    ninanos napisała:

    > Ale co robi konkretnie ten ojciec, że 10 latek się go boi? czy boi się, bo jest
    > przez ciebie tak nastawiony na biologicznego ojca?

    Z relacji dziecka - boi się bo ten jest nerwowy, ma duże oczekiwanie wobec niego, dziecko często skarży się, że jest u niego głodne a jak już coś daje to np. zupki chińskie. Nie ma warunków lokalowych (kawalerka) śpi z dzieckiem na materacu położonym na ziemi na 1 poduszce i pod 1 kołdrą, nie ma pralki, dziecko jak pojedzie w 1 zestawie ubrań tak w nim chodzi i śpi, nawet w bieliźnie (ojciec mu nie kupuje ubrań), czasem każe mu prać w rękach. Raz w roku ma ustalone sądownie widzenie 2 tyg w wakacje. W ubiegłym roku dziecko 2 tygodnie spędziło na jakiejś kolonii organizowanej w mieście (od 8 do 17) a tym roku tydzień w domu koleżanki taty a drugi tydzień na kolonii, gdzie się struło posiłkiem i mimo wymiotów i tak tam je posyłał, bo praca (twierdził, że miał ważniejsze sprawy i nie starczyło mu rozplanować urlopu tak, by te 10 faktycznie spędzić z dzieckiem). O higienę dziecka też nie dba, wiele razy syn mówił, że jak w piątek przyjechał tak w niedzielę, przed powrotem do domu się mył.
    Zaskoczę Cię, ale nie nastawiam ani nie nastawiałam dziecka przeciwko ojcu. Syn sam dojrzał a musiał to niestety zrobić wcześniej, niż jego rówieśnicy. Nasza sytuacja jest naprawdę trudna i złożona. To, co opisałam to wierzchołek sytuacji i problemów.
  • szmytka1 16.09.19, 20:28
    Nie myslalam, ze to naisze, ale zgadzam sie z bergamotka
  • 45rtg 16.09.19, 20:17
    scarlett74 napisała:

    > Chwila moment, twój syn dręczy nadwrażliwca, a ty szukasz punktu zapalnego, co
    > by wybielić syna-szkolną gwiazdę . No sorry, zamiast szukać terapii/pomocy psyc
    > hologa dla syna, szukasz drogi , aby umniejszyć jego winę. Straszne. Pomyśl, ja

    Straszna to jest Twoja głupota. Ona bardzo dobrze robi - działa od razu i celowo, żeby osiągnąć skutek. Takie, jak Ty są całe szczęśliwe jak uda im się znaleźć "winnego" i rozłożyć z satysfakcją ręce oświadczając, że cóż wy możecie, przecież to taki młodociany bandyta i trzeba go po prostu jak najstraszniej ukarać i będzie git. Przyczyny nie szukacie nigdy. Klasyczne leczenie syfa pudrem.

    > k czuje się ten chłopiec, ofiara celowo dręczona, przewracana, kopana, może zar
    > az napiszesz , że to jego wina, po co wybucha i krzyczy. Smutne, to...☹

    Już? To się teraz obetrzyj. Bo aż bryzgasz tą empatią wobec jednego dziecka, dzięki której możesz sobie bezkarnie w swoim mniemaniu pojeździć po wielu innych i poczuć się od tego och, jakże lepszą.
  • bergamotka77 16.09.19, 20:30
    No jak to przyczyna jest przeciez wymieniona. On go wkurza...pochylmy sie nad nim.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • 45rtg 16.09.19, 20:33
    bergamotka77 napisała:

    > No jak to przyczyna jest przeciez wymieniona. On go wkurza...pochylmy sie nad n
    > im.

    Tak, pochylmy. Bo żeby rozwiązać taki problem, to trzeba dojść, dlaczego wkurza. A nie zaplutym pyskiem drzeć się, że ma być grzeczny, bo jak nie, to będzie szlaban na smartfona. Jak nie wiesz, jak się wychowuje dzieci, to się po prostu nie odzywaj, a nie nadymaj bezzasadną wspaniałością, jak to sprawnie i zdecydowanie usuwałabyś skutki problemu.
  • zwierzakowa13 16.09.19, 23:38
    No tak pochylić się trzeba to racja ale pierw należy zapewnić bezpieczeństwo ofierze przemocy.
    A nie jak to ładnie określiłas ,zaplutym pyskiem drzec sie , że agresor biedny ma powód i jakiś problem.
    Może ma ale to ten bity i wyzywany w pierwszej kolejności potrzebuje pomocy.
    Jaki by był twój stosunek do sytuacji gdyby kilku kolegów regularnie się nad twoim dzieckiem znęcało?
  • scarlett74 16.09.19, 21:12
    45 ty nie możesz być prawdziwa 🤢Szkoda czasu na jakiekolwiek rozmowy z tobą👎
  • memphis90 17.09.19, 09:02
    To chłop jest.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • karmelowa_bombonierka 16.09.19, 21:32
    Absolutnie tego tak nie odebrałam a ja na szkolnych przemocowców mam uczulenie i pierwsza bym ich często w kosmos wysłała wink. Autorka wątku szuka rozwiązania sytuacji. Nie wybiela syna - jest jego matką więc trudno by z miejsca go traktowała wyłącznie jako bandytę - i tak powinno być. Dzieje się w klasie coś bardzo złego. W takich aktach przemocy tak naprawdę ofiar często jest wiele. Zachowanie chłopca odbiega w znaczny sposób od normy znanej dzieciom, łatwo go przebodźcować zapewne, krzyczy wtedy, robi inne rzeczy które działają jak płachta na byka i denerwuje inne dzieciaki.
    Pytanie - co robią z tym nauczyciele?
    Jaka jest ich postawa?
    Rozmawiali z dziećmi?
    Tłumaczyli skąd się te zachowania biorą?
    I w drugą stronę - czy chłopiec ma możliwość się wyciszyć? Ma możliwość nie być narażonym na regularne przebodźcowanie? Czy ma wsparcie w nauczycielach? Czy po prostu cierpi ile może, jak już nie daje rady to zaczyna wrzeszczeć, podskakiwać, piszczeć, krzyczeć na dzieci czy co tam jeszcze robi? I co wtedy robią nauczyciele? Rozladowują sytuację czy ją zaostrzają?

    Mój syn chodził do wspaniałej klasy, był w niej i silnie autystyczny chłopiec i drugi, silnie nadpobudliwy, wybuchowy, drażliwy drugi młodzian. Nie usiedział dłużej niż kilka minut, zrywał się, latał po klasie, jednego klepnął w plecy czasem, drugiemu zabrał długopis, trzeciego szturchnął, gadał. Bez wspaniałej pracy nauczycieli obydwaj ci młodzi ludzie byliby zupełnie odtrąceni przez klasę zapewne - w najlepszym przypadku. Ten drugi dawał im się dodatkowo bardzo w kość. Był trudny do lubienia. A dzieciaki potrafiły pisać pisma w jego obronie do jego rodziców gdy przegiął - np. niechcący bo niechcacy ale tak palnął mojego syna w oko że ten na sorze wylądował i za karę miał nie jechać na wspólną wycieczkę a dzieciaki wiedziały jak bardzo się starał by jednak na nią jechać.

    Czasem taka agresja wobec jednego dziecka bywa objawem tego że jest w klasie (lub w innej) jakiś cichy (dla dorosłych) dominant którego inne dzieciaki się boją i by zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa gnębią grupowo najsłabszego.
    Bardzo często przemocowe zachowania w szkole wykazują dzieciaki wcale nie silne psychicznie ale wręcz przeciwnie.

    Gdy zacznie się już przemoc wobec jednej ofiary, szczególnie taka grupowa, trzeba mądrej pracy nauczycieli i rodziców, psychologów. Łatwo podzielić się na (nauczyciele kontra rodzice, rodzice dziecka gnębionego kontra rodzice dzieciaków które mu dokuczają etc) obozy i zwalać winę nawzajem na siebie i umywać ręce, znaczne trudniej zebrać do kupy i powiedzieć: mamy problem, musimy go wspólnie rozwiązać.
  • kornelia_sowa 17.09.19, 09:55
    Dokładnie.
    Sorry, ale teksty w stylu- "w domu, na treningu i u cioci Jadzi na imieninach to takie dobre dziecko. Tylko w tej szkole...."

    Wiesz, w dorosłym zyciu tez pełno przemocowców- żona z podbitym okiem bo "sie potknęła" a le w pracy to taki miły gość. Nie do uwierzenia.

    Znaczy winna szkoła i ta żona w domu głupia, tak?

    Grozi mu nagana?

    No i słusznie.

  • lianis 16.09.19, 20:10
    Biedny ten dziubdzius, taki anioleczek, tylko ta straszna szkola tak na niego zle dziala ze tlucze i kopie lezacego...

    --
    "Age is an issue of mind over matter. If you don't mind, it doesn't matter." - Mark Twain
  • bergamotka77 16.09.19, 20:16
    U nas też tak tłumaczyły mamusie agresorow. W domu anioly tyle ze bez skrzydel a szkola klasa grupa ich prowokuje i musza komus przywalić, podreczyc i ponekac...bo się udusza smile Zrobilam rozpierduche i w miesiac sytuacja sie poprawila. Ale skonczylo się na dyrektorce, pedagogu i psychologu szkolnym i pozaszkolnym dla dziubdziusiow. No i fochu wychowawczyni bo "podwazylam jej kompetencje" a to taka sierota Boza byla.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • 45rtg 16.09.19, 20:21
    lianis napisała:

    > Biedny ten dziubdzius, taki anioleczek, tylko ta straszna szkola tak na niego z
    > le dziala ze tlucze i kopie lezacego...

    Lepiej jest szukać i usuwać przyczyny, niż drzeć się, że ma nie być skutków. No ale nie każdy rozumie te podstawowe zasady wychowywania dzieci. Sporo ludzi musi mieć jakieś dziecko postawione tam, gdzie stało ZOMO i wtedy ich świat staje się prosty i przejrzysty.
  • nangaparbat3 16.09.19, 20:16
    Też myślę, że w szkole jest coś nie tak.
    Ustaliłabym najpierw, w jakich konkretnie okolicznościach dochodzi do pobicia - bo "bójką" bym tego nie nazwała. Na przerwie? Na lekcji? W szatni ? W toalecie?
    Gdzie wtedy jest nauczyciel dyżurujący?
    Szkoła, w której powtarza się pobicie tego samego dziecka, powinna po pierwsze zapewnić temu dziecku fizyczne bezpieczeństwo - nawet z wyznaczeniem nauczycieli, którzy w kolejne dni będą towarzyszyć dziecku od wejścia do szkoły, poprzez przerwy, szatnię na w-fie (w tym miejscu wyjątkowo często dochodzi do przemocy), do wyjścia. Zakłądam, że na lekcjach nic złego się nie dzieje - to znaczy nie dochodzi do przemocy fizycznej, bo że do psychicznej owszem, to mi się wydaje bardzo prawdopodobne.
    Drugi krok to praca psychologa z całą klasą i wychowawcą oraz z nauczycielami. Być może z częścią klasy, tą bardziej agresywną, dodatkowo też, ale tego nie jestem pewna. Trzeba by poszukać specjalistów od socjoterapii, może z poradni ped.-psych., może z jakiejś fundacji. Taka osoba (najlepiej osoby) powinna stworzyć program pracy z dziećmi i nauczycielami.
    Jaki jest wychowawca? Czy ma autorytet? Czy uczy ważnego przedmiotu? Jeśli nie - jak funkcjonują polonista, matematyk?
    Czy w klasie uczniowie silnie z sobą rywalizują? Jakie są relacje między chłopcami, rywalizacja (też w sprawach nieszkolnych)? Czy jest uczeń, który wywiera wpływ na resztę dzieci? Jak się zachowuje w kontekscie pobić? Czy jest nauczyciel nieradzący sobie z utrzymaniem dyscypliny w klasie? Jak nauczyciele traktują M.?

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • milka_milka 16.09.19, 20:32
    Jasne, psycholog, pedagog i ci jeszcze?

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • 45rtg 16.09.19, 20:37
    milka_milka napisała:

    > Jasne, psycholog, pedagog i ci jeszcze?

    Następna, której wiedza o wychowaniu ogranicza się do: "trzeba dziecku twardo i głośno powiedzieć, że ma tak nie robić"?
  • milka_milka 17.09.19, 08:07
    Następna, która o wychowaniu wie więcej zapewne niż ty.

    --
    Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
  • nangaparbat3 16.09.19, 21:06
    Może się okazać, że psychiatra czy prokurator.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • bergamotka77 16.09.19, 20:35
    Nanga teraz przemoc to mega problem w szkolach a nauczyciele sa kompletnie bezradni i bezsilni i "nic nie moga. To rodzice działają najczęściej, proszą o pomoc, interweniuja itd. a wychowawcy sobie zwykłe nie radza z agresją.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • paskudek1 17.09.19, 06:52
    Kobieto w szkołach brakuje nauczycieli do dyzurowsnai w czasie przerw a ty chcesz znaleźć kogoś kto będzie opiekunem jeden na jeden dla ucznia przez cały dzień?

    --
    nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
  • nangaparbat3 17.09.19, 07:17
    Obowiązkiem szkoły jest zapewnienie uczniom bezpieczeństwa. Niech z nim chodzi sprzątaczka, selretatka, pan dyrektor. Nie może być tak, że dziecko jest bite i kopane przez kilku kolegów. To kryminał.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • nangaparbat3 17.09.19, 07:23
    Albo niech rodzice bijących wyznaczą sobie dni, kiedy przychodzą do szkoły dyżurują przy małym. Jeśli jest ich, załóżmy, 5, każdy ma dwoje rodziców, wypada po 2 dni w miesiącu na rodzica. Zresztą jacyć rodzice innych dzieci mogliby się zgłosić na ochotnika - być biernym świadkiem przemocy to niewiele mniej szkodliwe psychologicznie niż bycie bitym, powinno im zależeń, żeby tę sytuację przerwać. To jasno pokazałoby agresorom, że dorośli są zdeterminowani, że sprawa jest ważna. Może niektórzy inaczej by się odnieśli do sprawy.
    Szkoła potrzebuje czasu, żeby zmienić strukturę klasy, wpłynąć na dzieci - bijące i bierne, oraz samego M. W tym czasie M. musi być chroniony, bez tego nic się nie zmieni.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • edelstein 17.09.19, 07:35
    Skoro jestes nauczycielka to powinnas wiedziec, je dwoje rodzicow to sie ma na pewno w sensie biologicznym, ale zalozenie , ze kazde ma dwoje rodzicow co beda pilnowac jest glupie.Pomysl bardzo mi sie podoba.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • nangaparbat3 17.09.19, 07:51
    Tak, nawet pisząc myślałam o tym, ale wybrałam prostotę przekazu.
    Teraz myślę, że byłoby super, gdyby dało się zaangażować babcie, pradziadków, wujków, starsze rodzeństwo czy nawet sąsiadkę na wcześniejszej emeryturze. Taki zryw dorosłych, którzy POKAZALIBY dzieciom, że sprawa jest ważna, że im zależy - z karania i morałów nic nie wynika.
    Pomyślałam też, że można by bijące towarzystwo zaangażować przy różnych działaniach szkoły - niech na przykład opiekują się pierwszakami, opiekowanie się daje poczucie siły i władzy, może nie musieliby udowadniać sobie, jacy są dzielni, bijąc kolegę. To pod okiem dorosłych, oczywiście, ale nie jako kara.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • mia_mia 17.09.19, 08:08
    Szkoła to chyba nie jest miejsce, gdzie każdy komu się nudzi może wejść i powychowywać sobie cudze dzieci. Nie są potrzebne jakieś minimalne kwalifikacje i takie drobiazgi jak zaświadczenie o niekaralności?
  • arwena_11 17.09.19, 11:21
    zaświadczenie o niekaralności to w sumie nic ci nie da. Wyroki się zacierają po kilku latach ( chyba max 10 ). Gdyby było inaczej to ta dewiantka co zakatowała Danielka, nie uczyłaby, po odsiedzeniu kary, w szkole.
  • nangaparbat3 17.09.19, 17:30
    Nie mieliby wychowywać, mieliby życzliwie i spokojnie towarzyszyć dziecku. We wszystkich miejscach, gdzie by byli, powinni z zasady być dyżurujący nauczyciele. Myśę, ze przy dobrej woli rodziców i szkoły, dałoby się.
    Jest takie powiedzenie: Kto chcę, szuka sposobów, kto nie chce, szuka powodów.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • paskudek1 17.09.19, 07:44
    O widzisz, pomysł z duzurami rodziców agresorów jest bardzo dobry tylko niewykonalny. Szkoła ma mnóstwo obowiązków, szkoda tylko że zwłaszcza w tym roku żaden nauczyciel nie potrafi się multiplikować. Albo chociaż telepoetować z sekundę. Bardzo by się przydało.

    --
    nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
  • nangaparbat3 17.09.19, 07:54
    Może gdyby pogadać z rodzicami, wytłumaczyć, że to co się dzieje jest niszczące dla WSZYSTKICH dzieci w klasie, nie traktować tych dyżurów jako kary, ale jako wspólną sprawę - może by się dało. Wspólnymi siłami, trochę nauczyciele, trochę rodzice. Czasem uczeń/uczennica z siódmej/ósmej klasy. Czasem szkolny psycholog.pedagog, a nawet pani ze stołówki. Da się.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • b.bujak 17.09.19, 19:12
    paskudek1 napisała:

    > O widzisz, pomysł z duzurami rodziców agresorów jest bardzo dobry tylko niewyko
    > nalny. Szkoła ma mnóstwo obowiązków, szkoda tylko że zwłaszcza w tym roku żaden
    > nauczyciel nie potrafi się multiplikować.

    nie trzeba się multiplikować, wystarczy sięgnąć po dostępną technologię, ot banalny monitoring - w naszej szkole w sekretariacie na przeciw biurka pani sekretarki wisi ogromny monitor z obrazami z kamer rozmieszczonych w szkole; to oczywiście jako narzędzie dodatkowe bo tradycyjne dyżury na korytarzach też są;
    oczywiście zaraz pojawi się kwestia kosztów (choć bezpieczeństwo to priorytet nad kosztami) - jak już naprawdę jest bieda to nawet atrapy kamer mogłyby powstrzymać dzieciaki przed głupimi akcjami....
    niestety śledzę ten wątek z bagażem doświadczeń mojego dziecka jako ofiary; wiem, że system szkolny jest niewydolny i zależy od chęci albo częściej niechęci do działania pracowników szkoły...
    my zmieniliśmy szkołę, jest zaangażowana kadra, monitoring, nad problemami pracuje się od razu bez przyglądania się jak narastają - można? można!

    --
    bb
  • mia_mia 17.09.19, 07:46
    Rodzice agresorów chodzący za biednym dzieciakiem, co za koszmarny pomysł. A inni zwalniający się z pracy, w tym celu to pomysł absurdalny.
  • nangaparbat3 17.09.19, 07:59
    Nie "chodzący za". Rozmawiający, idący razem z dzieckiem. Wycofujący się (nie tracąc go z oczu), kiedy może się bezpiecznie bawić z innymi czy chce pobyć sam.
    Uważasz, że to bardziej koszmarne niż kiedy leży, kilku go kopie, a reszta stoi i się gapi?
    KOmunikat: przez pewien czas zawsze ktoś będzie obo, żebyś był bezpieczny.
    Równolegle praca z klasą i z nauczycielami. Organizacją dyżurów w szkole.
    I stopniowo wycofywanie się z "eskortowania".
    Samemu M. powiedziałabym, że będzie miał ochroniarzy, jak pan prezydent.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • mia_mia 17.09.19, 08:21
    Tatuś jednego czy drugiego agresora będzie sobie miło konwersować z M i z wyczuciem usuwać się w cień, kiedy będzie chciał pobyć sam? Myślałam, że takimi rzeczami zajmują się nauczyciele wspierający po studiach, a nie operator wózka widłowego czy prezes banku.
    A kto odpowie, kiedy „opiekun” postanowi sobie popatrzeć na dziewczynki na wf?
  • nangaparbat3 17.09.19, 17:37
    Jak wyzej - wszędzie, gdzie by się znaleźli, i tak powinien być nauczyciel dyżurujący. To obowiązek szkoły, żeby był. I proszę o odrobinę zaufania do ludzi - naprawdę większość to przyzwoici, chcący jak najlepiej.
    Wydaje mi się jednak, ze w ogóle nie dociera do Ciebie idea pomysłu: trzeba ochronić to dziecko, to raz, i trzeba pokazać dzieciom, że wszystkim, a przynajmniej wielu, dorosłym na tyle zależy na rozwiązaniu tego problemu, że są gotowi poświęcić dzień- dwa dni urlopu. Trzeba tym dzieciakom - nie tylko bijącym , ale też biernym, pokazać, że to, co się dzieje to katastrofa, i że dorośli są gotowi ich ratować. Bo to katastrofa dla całej klasy.
    Ale może nie zalezy.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • mia_mia 17.09.19, 18:30
    Idea pomysłu zupełnie mnie nie przekonuje, choćby dlatego, że w życiu nie wzięłabym odpowiedzialności za opiekę nad obcym dzieckiem z problemami, jego bezpieczeństwo w szkole ani w życiu nie zgodziłabym się na taką formą opieki nad moim dzieckiem. Przecież dla tego M., który ma jakieś swoje zaburzenia konieczność przebywania z obcymi dorosłymi i prowadzenia nawet najmilszych konwersacji z cudzymi ojcami i emerytkami byłaby bardzo stresująca.
  • nangaparbat3 17.09.19, 19:53
    Możliwe. Wtedy wracamy do nauczycieli. Szkoła ma stanąć na głowie, żeby dzieciak był bezpieczny. To jest pierwsze zadanie w tej sytuacji, bezdyskusyjnie. A równolegle praca z klasą i nauczycielami.
    Jednak nawet jeśli pomysł z opiekujacymi się M. rodzicami jest głupi, trzeba by wymyślić coś, żeby dzieci dowiedziały się, że rodzice, jako całość:
    nie akceptują bicia
    nie akceptują bierności, kiedy ktoś jest krzywdzony, a ich dziecko to widzi
    Uważam, ze to ważniejsze niż karanie sprawców, zwłaszcza że możliwe kary są raczej mało dolegliwe i dzieci czesto je lekceważą.



    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • ichi51e 17.09.19, 07:59
    I jeszcze nauczyciele zachwyceni ze codziennie maja wizytacje znudzonych rodzicow ktorzy jak wiadmo na wszystkim znaja sie lepiej...
    ale zgadzam sie ze w obliczu takiej opcji szkola na pewno by cos wymyslila

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • szpil1 17.09.19, 19:31
    nangaparbat3 napisała:

    > Też myślę, że w szkole jest coś nie tak.

    A ja myslę, że w domu. I że mamusia się ocknęła jak jej aniołkowi zagrożono naganą.
  • nangaparbat3 17.09.19, 20:00
    Nie wiem. Tym się może zająć psycholog, do którego rodzice mają zaufanie.
    Być może szkoła powinna zwrócić się do sądu rodzinnego o zbadanie sprawy. Ale to nie rozwiąże problemu biernych świadków. Z nimi też trzeba pracować, zaopiekować się, zrozumieć, co się w tej klasie dzieje.
    NAtomiast szkoła nie może pozwalać na powtarzające się znęcanie się nad dzieckiem. Dziwię się, że rodzice M. nie zwrócili się do kuratorium czy nie złożyli skargi na policji.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • bergamotka77 16.09.19, 20:22
    Twoj przewraca bezbronnego autyste i kopie czy "chlopcy"? Gnoja bym zatlukla gdyby dreczyl kogos, słabszego szczególnie. Uwazaj bo ci mogą sad rodzinny na kark ściągnąć jesli psycholog mu nie pomaga. Dostanie kuratora i będzie miał problem.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • szmytka1 16.09.19, 20:25
    Jeden chlopiec u nas w klasie ma kuratora. Spadochroniarz. Agresywny i bezczelny. Wiele sobie z pieczy kuratora nie robi niestety.
  • jola-kotka 17.09.19, 00:04
    Ja sie dziwie ze rodzice tego chlopaka nie zglosili tego na policje a powinni bo dla tych co go drecza to mogloby byc zbawienne za 5 lat zabija kolege nie tego to innego a mamunia bedzie twierdzic ze w domu nikogo nie zabil 😀😀😀
  • szmytka1 16.09.19, 20:23
    U nas wezwano policjanta. Opowiedzial jKie sa konsekwencje karne takiego zachowania. Potem bylo spotkanie dyrektor, pedagog, wychowawca, dzieci i rodzice. Wszyscy razem. Z ppp przychodzila psycholog na wniosek rodzicow.
  • scarlett74 16.09.19, 21:41
    Tylko jak mea zacznie działać w tą stronę, to przecież jeszcze jej dzieć dostanie kuratora ...
  • 45rtg 16.09.19, 22:49
    scarlett74 napisała:

    > Tylko jak mea zacznie działać w tą stronę, to przecież jeszcze jej dzieć dosta
    > nie kuratora ...

    Kuratora to się dostaje za zaniedbania wychowawcze, a nie za to, że się szuka rozwiązań problemu.
  • bergamotka77 17.09.19, 00:22
    To jest właśnie zaniedbanie wychowawcze. Cos poszlo nie tak, skoro syn mei zachowuje sie tak agresywnie wzgledem bezbronnego rówieśnika. I nic na niego nie działa. Nie ma poczucia wstydu, niestosownosci i podlosci tego, co robi. A na gwiazdorkow i gwiazdorskie zachowania takich cwaniaczkow jestem wyjątkowo uczulona.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • kryzys_wieku_sredniego 16.09.19, 20:28
    Robisz tak: syn wchodzi do domu po szkole. Ty zaczajasz się za drzwiami, jak tylko ściągnie buty ty rzucasz się na niego, z całej siły go o ścianę, przypierasz mocno, jak zaczyna cos mówić to rzucasz nim o ziemię, następnie szybko musisz wstać i zaczynasz kopać go po nogach brzuchu, plecach. No koniec odchodzisz do kuchni i pytasz się spokojnie czy chce zupy. I tak do czasu aż zrozumie o co chodzi.
    Pomogłam?
  • bluea.nne 18.09.19, 07:20
    Widzę to🙂🙂🙂🤣🤣🤣
  • ichi51e 16.09.19, 20:30
    ciezka bardzo ciezka sprawa.
    Mialysmy z kolezanka podobny problem. swietnie sie dogadujemy nasz dzieci tez ale... jej dziecko terroryzowalo moje. (i nie tylko moje) sciskal dusil, jak twierdzil z sympatii. ale w oczach bylo widac ze mu to przyjemnosc sprawia. ona gadala ja gadalam dziecko gadalo a ten tylko czekal az sie odwrocimy...
    co ja bym zrobila - sama mowisz ze dziecko nie wie czemu - moze wie a moze nie wie, moze wie ze odpowiedz bylaby dla ciebie trudna do przyjecia? przydalby sie ktos z zewnatrz kto z nim pogada. Dwa to dziecko moze go zloscic. bog mi swiadkiem ze to jest meczace - dzieci zaburzone bardzo czesto padaja ofiara przemocy na liscie nr 1 sa ich wlasni rodzice ktorzy nie moga tego zniesc - a co dopiero dziecko? Warto popracowac nad samokontrola i panowaniem nad zloscia, moze sztuki walki? Dlaczego tak go to tak zlosci? to przeciez nie jest jego problem? sek w tym ze dziecko jest istota spoleczna, one sa jak malpy gnoja dla dobra krzywdzonego - no bo on wystaje! trzeba nauczyc dystansu - a co ci to szkodzi? jego sprawa... nie da sie kontrolowac swiata zewnetrznego mozna kontrolowac swoje emocje i zachowania. do tego - jak grupowa mobbuja to nikt nie jest winny a wiekszosc ma racje - ciezko sie w takiej sytuacji wylamac. dobrze ze podchodzicie do tego grupowo - tak wlasnie trzeba.
    Przydalyby sie jasne zasady - moze niech te dzieci powiedza CO im najbardziej przeszkadza i sprobujcie zaadresowac ich problemy?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • b.bujak 16.09.19, 20:31
    to jakiś horror!
    nie oglądaj się na system;
    pracuj nad własnym dzieckiem, bo to, co robi JEST BANDYCKIE! jeśli nie umiesz sama (??) to z pomocą specjalisty, jak jeden psycholog jest nieskuteczny to szukaj drugiego, to trzeba zatrzymać za wszelką cenę;
    zastanowiłabym się nad jakimś spotkaniem chłopców poza szkołą, poza grupą, żeby poobserwować relacje

    --
    5/4 Polaków nie zna się na ułamkach!
  • bukietlisci 16.09.19, 20:47
    przede wszystkim: brawo. widzisz problem, przyznajesz że syn jest bandycki i chcesz to zmienić. brawo. najczęściej mamunie takich sadystów problemu nie widzą.
    a teraz z punktu widzenia ciotki chłopaka takiego jak ofiara: nogi bym z d...y powyrywała twojemu synowi. bez znieczulenia. prawdopodobnie ofiara przeżywa prawdziwe piekło w szkole. banda g...niarzy znęca się nad nim a nikt nie chce realnie pomóc.
    co masz zrobić? dobrze robisz. psycholog, to dobry trop. a dalej : kary. kary tak dotkliwe, żeby twój syn wiedział : nie opłaca mi się tknąć palcem M. kary konsekwentne, dotkliwe i tak niefajne, jak się da.
    bo z ogromną przykrością stwierdzam: zanim twój syn "zrozumie" że robi źle - życie tamtego dziecka może być nie do zniesienia. może się skończyć. jak wtedy spojrzysz sobie w oczy?
  • bergamotka77 16.09.19, 20:53
    Zapewne dziubdzius mae nie zna pojęcia kary bo to taaakie stresogenne....

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • bukietlisci 16.09.19, 21:00
    nie ma u mnie przyzwolenia na przemoc w szkole. kopany, bity, przewracany??? serio??? autorka nie godzi się na robienie z syna bandyty, bo gdzieś musi być punkt zapalny??? serio/??
    nie. droga autorko. nie. nie znęcamy sie, nie kopiemy, nie bijemy innych. bez względu na wszystko. twój syn ma rodziców, i mam nadzieję,że rodzice wezmą go pod but i obrazowo wytłumaczą, dlaczego nie wolno być bandytą.
  • milva24 16.09.19, 20:55
    Ale wiesz, że kary niczego nie załatwią? Ten chłopak musi zrozumieć, że robi komuś krzywdę, że po drugiej stronie jest żywy człowiek, który cierpi przez niego.
  • bukietlisci 16.09.19, 21:03
    ale wiem. natomiast nie znam chłopaka, nie wiem,co konkretnie jest robione aby się zmienił.
    wiem także, że ofiara nie powinna, nie może czekać aż oprawcy zrozumieją że źle robią.
    zabezpieczmy dobrostan ofiary, a potem pracujmy nad oprawcą. jeśli da się to zrobić za pomocą pierdyliona kar - niech to zrobią. ludzie, te małolaty znęcają się nad słabszym! a mamy tu relację matki oprawcy, więc należy przypuszczać że mocno wybieloną relację.
    zero tolerancji dla przemocy w szkole.
  • scarlett74 16.09.19, 21:04
    Mea, podam Ci słowo wytrych:kuratorium. Hasło kuratorium rozwiązuje wszelkie problemy . Skoro rzecz się dzieje na terenie szkoły, a szkoła radośnie radzi: "rozmawiać z dziećmi", grzeczne pismo do kuratorium z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu ( skoro szkoła taka nieudolna☹). Zobaczysz dyrekcja zacznie trząść portkami i zacznie działać.
  • mia_mia 16.09.19, 21:36
    To chyba rada dla rodziców ofiary.
  • scarlett74 16.09.19, 21:42
    Dla mei też, bo pisze że szkoła nic z problemem nie robi. A wiesz mi , postraszenie kuratorium ma dużą moc sprawczą😉
  • mia_mia 16.09.19, 21:46
    Straszenie kuratorium w takiej sytuacji pokazuje olbrzymią bezradność rodziców.
  • scarlett74 16.09.19, 22:27
    Gdyby mea miała pomysł na rozwiązanie problemu, nie pytałaby się na forum...
  • mama.nygusa 16.09.19, 21:13
    U mnie na wsi, w wakacje, chlopcy z klasy teraz 5 wyzywali strasznie swoja klasowa kolezanke.Nie wiem jak to sie stalo, ale ojciec nagral ich zachowanie, dzwiek.Prawdopodobnie corce gdzies podlozyl dyktafon, tak ze ona nawet o tym nie wiedziala.
    Co zrobila jedna z matek "agresoera" ano kazala przyniesc skarbonke, wysypac wszystkie pieniadze, ktore uzbieral i poszli razem kupic kwiaty, slodycze i jakas maskotke.Nastepnie chlopak poszedl kolezanke przeprosic.Do tego byly kary, nie wolna bylo mu wychodzic poza swoje podworko, zero netu, zabrane kiezonkowe.Pomoglo.Drugi z agresorow oprocz rozmowy , nie posiosl zadnych namacalnych konsekwencji. Wczoraj tebn drugi do matki w kosciele powiedzial -zamnkij sie, bo ks.mowil cos o tym, ze dzieci sluchajcie sie rodzicow, a mama na to z usmiechem do synka-slyszysz co ks.mowi? Dostala odpowiedz.

    Droga autorko, teraz nie chcesz robic z niego bandyty, to poczekaj jeszcze troche sam z siebie zrobi bandyte, za twoim przyzwoleniem.Lepiej yteraz spojrzec prawdzie w oczy i zmierzyc sie z problemem, a nie wyciszac go.

    --
    bip.inowroclaw.pl/?cid=72759&bip_id=8677
    78,954,90zl tyle zarabia nauczyciel.
  • scarlett74 16.09.19, 21:17
    Ale widzisz , to u ciebie na wsi...
    Dla wąskich specjalistek w mieście wina leży po stronie ofiary...
  • mama.nygusa 16.09.19, 21:26
    U mnie na wsi... a powinna moze zaczac inaczej, chlopak, ktory poszedl przeprosic pochodzi z takiej zwyczajnej rodziny, tu na forum to plebs, rodzice pracuja, zadnego pijanstwo etc.Druga rodzina to z kolei rodzice, a zwlaszcza mama aspiruje do bycia taka ematka, a, ę, bulke przez bibulke.A ja od dluzszego czasu widze, ze ten drugi ma zadatki na bycie negatywnym bohaterem.

    --
    bip.inowroclaw.pl/?cid=72759&bip_id=8677
    78,954,90zl tyle zarabia nauczyciel.
  • scarlett74 16.09.19, 21:33
    Bardzo dobrze wychowawczo rodzice postąpili.
    Ale trzeba widzieć nie tylko swojego dziubdziusia, ale i drugie pokrzywdzone dziecko.Tego jednak rodzice ( szczególnie mamuśki ) szkolnych agresorów nie robią . A taki młody agresor, bezstresowo wychowywany , beż żadnych kar i ograniczeń , widzi że rodzice/szkoła/nauczyciele nic nie robią i ma zielone światło do dalszego działania. ..Przykre.🤢
  • bergamotka77 16.09.19, 21:32
    Obawiam się, że długo nie zrozumie skoro robi to nadal. Ja nie jestem fanką kar, ale w takich sytuacjach jak najbardziej bym je zastosowała.

    --
    bardoszka: Powinnam swoje 15-letnie dziecko upchnąć w jakimś oknie życia?

    morekac: Nie da rady, nie zmieści się. Gdyby się mieściło, byłoby zbyt wielu chętnych.
  • kocynder 16.09.19, 22:20
    Nie, Milva. Pierw małoletni bandyta ma PRZESTAĆ tłuc, kopać i atakować inne dziecko. Kropka. Nie ważne z rozumu czy ze strachu przed mamusią. Ma przestać i już. Potem może mu mamusia do wyrzygu tłumaczyć i pracować itd. Ale w pierwszej kolejności ma zakichany obowiązek nauczyć swojego sununia - aniołeczka, że wara mu tknąć inne dziecko! Serio - gdybym była starszą siostrą tego chłopca, bitego, poniżane4go przez syncia watkodajki - spuściłabym mu taki łomot, że by trafił na SOR. Za nic, dlatego tylko, że mnie wnerwia, że jestem starsza i silniejsza. Jakby pojął jak to działa - to wówczas zakichana mamunia może mu spokojnie tłumaczyć, że i dlaczego. Ale dopiero jak już wbije do tępej pały swojego rozpuszczonego synka, że łapy trzyma przy sobie.
    Miałam w klasie takie "dobre dziecko". Uwziął się na jednego chłopca, bo niski, drobny, z biednej rodziny i rudy. Dobry powód? I tak samo jak tu, mamuśka go tłumaczyła, ze to szkołą źle działa, bo Marcinek w domu nigdy... I wiesz co? Całkiem serio - pomogło dopiero jak jej Marcinek oberwał potężny łomot od starszego kuzyna ofiary. Dopiero wówczas do gnojka dotarło tłumaczenie mamuńci, że lepiej jednak nie bić...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • milva24 16.09.19, 22:33
    Potrafiłabyś stluc tak kogoś, żeby trafił na sor? I to na zimno, w celu dania nauczki?
  • kocynder 16.09.19, 22:54
    Nie wiem. Nie wykluczam, że gdyby ktoś świadomie i z premedytacją, długotrwale znęcał się nad kimś mi bliskim - to i owszem. I właśnie na zimno - może gdyby mały bandyta - aniołek autorki raz a dobrze odczuł, jak to jest zostać pobitym, skopanym, zgnojonym za nic, właśnie nie w emocjach, a po prostu dlatego, że kogoś wkurza, że ten ktoś jest większy, silniejszy i może - może by pojął w swojej tępocie co robi? Sorry, ale to już nie jest maleńkie "dzidzi"! Dziesięciolatek, który od co najmniej kilku lat szczuje kolegę, zastrasza, kopie, popycha itd? A autorka twierdzi, że to "dobre dziecko"? No, wybacz, ale chłopak w tym wieku już powinien doskonale wiedzieć, że łapska na innych podnieść mu nie wolno! Autorka tłumaczy synunia, że to nie on tylko grupa. Ale jej synuś niejednokrotnie był w grupie, która wspomnianą ofiarę gnębiła, kopała, popychała itd. I to nie wzbudziło niepokoju mamuni? No, nie, bo przecież jej synuś jest w domu grzeczny. Autorka pisze, że matka ofiary chciała przedstawić dzieciom aspekty choroby/zaburzeń swojego syna - nie dostała na to zgody wychowawcy. Czemu jakoś wówczas autorka ani nie poczuła potrzeby dania po durnym łbie wychowawczyni ani nie poczuła potrzeby by SAMA uświadomić swe "grzeczne dzieciątko", że ów chłopiec ma po prostu takie czy inne dysfunkcje?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • bigzaganiacz 16.09.19, 22:39
    go chłopca, bo niski, drobny, z biednej rodziny i rudy. Dobry powód? I


    Jednak rudy
  • noemi29 17.09.19, 13:17
    milva24 napisała:

    > Ale wiesz, że kary niczego nie załatwią? Ten chłopak musi zrozumieć, że robi ko
    > muś krzywdę, że po drugiej stronie jest żywy człowiek, który cierpi przez niego
    > .
    Skoro do tej pory tego nie zrozumiał, to nie wiem, czy zrozumie. Może wyuczy w sobie (pod presją strachu, czy potem norm społecznych) przekonanie, że ludzi się nie bije, ale czy to będzie podyktowane empatią?
  • turzyca 17.09.19, 14:13
    >Może wyuczy w sobie (pod presją strachu, czy potem norm społecznych) przekonanie, że ludzi się nie bije,

    Raczej że nie należy dać się przyłapać.

    >czy to będzie podyktowane empatią?

    Nie. A przecież można pomóc dziecku wyrobić sobie empatię.

    --
    Czajniczek Pana R.
  • alpepe 16.09.19, 21:01
    Gdybym była matką agresora, to bym swojego syna przeniosła do innej klasy.
    I to jest jedyne wyjście.
    Oczywiście, najpierw bym synowi zapowiedziała, że jeszcze jeden incydent z jego udziałem i to zrobię.


    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • milva24 16.09.19, 21:08
    O, i to jest dobre rozwiązanie.
  • ginger.ale 16.09.19, 21:34
    Dobry pomysł.

    --
    come to the dark side, we have cookies!
  • scarlett74 16.09.19, 21:15
    Ale widzisz, tu wątkodajka wcale nie widzi winy synusia, a wręcz przeciwnie " moj syn w domu, na podwórku, na zajęciach pozaszkolnych nie wykazuje ani cienia agresji. Do ideału mu daleko, jest obrażalski, lubi pogwiazdorzyć, robi wszystko żeby się nie narobić ale nigdy nie wykazuje zachowań agresywnych. Wchodząc na teren szkoły zmienia się nie do poznania."
    W szkole gwiazda, w domu aniołeczek. To ten wstrętny nadwrażliwiec, jest wszystkiemu winien.
  • alpepe 16.09.19, 21:17
    Ja ją nawet rozumiem, ale sądzę, że to, co napisałam, jest jedynym rozsądnym wyjściem, nie przeniesienie ofiary, a właśnie kata.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • scarlett74 16.09.19, 21:18
    W przypadkach które znam, to niestety ofiary zmieniają klasę /szkołę ...🤢
  • karmelowa_bombonierka 16.09.19, 21:46
    Problemem jest to że z tego co zrozumiałam to tam spora część klasy dokucza chłopcu. Z tego co autorka wątku napisała - dzieciaki nie rozumieją jego zachowań, denerwują ich. Dlatego tak jak napisałam wyżej - bardzo mnie interesuje jaka jest postawa nauczycieli, innych rodziców, szkolnego psychologa etc. Na jakie wsparcie może liczyć biedny chłopiec, jaką opieką jest otoczona klasa która ma specyficznie zachowującego się kolegę. Ja sama bym oprawców najchętniej wychłostała na środku rynku w dybach - bo ich zachowanie budzi moją złość i jakieś dzikie instynkty. Ale życiowe doświadczenie - zawodowe w sumie też - mówi że nie tędy droga.
  • mea8 16.09.19, 21:54
    Postawa nauczycieli jest nijaka. Na lekcjach jest jako tako. M potrafi wstać i w złości rzucić zeszytem, wyjść i trzepnąć drzwiami. Dopóki nie rozwala lekcji jest ok. Chyba do tej pory nie bylo momentu kiedy klasa miała wyjaśnione, że kolega inaczej się zachowuje bo to rodzaj "choroby". Wiem doskonale, że to nie choroba ale do dzieciaków może by tak dotarło. Podobno mama M, chciała przyjść na lekcje wychowawczą, żeby wyjaśnić klasie co, jak i dlaczego ale wychowawczyni nie wyraziła zgody. Mamy również w klasie dziewczynkę z cukrzycą, dzieciaki wiedzą wszystko o jej chorobie i kiedy widzą, że z koleżanką jest coś nie tak od razu zgłaszają. A tu tego brak, oni nie wiedzą jak na niego reagować i reagują niestety agresją.


    --
    Bocianom już dziękuję smile
  • karmelowa_bombonierka 16.09.19, 22:11
    No i takiej odpowiedzi się niestety spodziewałam sad
    Serce się kraje sad
    Tym bardziej gdy czytam że mama gnębionego chłopca chciała przyjść na lekcję i porozmawiać z dziećmi. I w rezultacie biedny dzieciak w szkole tak naprawdę jest sam, musi walczyć nie tylko ze swoimi słabościami i trudnościami, to jeszcze z emocjami dzieciaków które go nie rozumieją, które wkurza i które posuwają się do tak fatalnych zachowań sad

    Skoro szkoła tak staje okoniem a jeśli rodzice mają dobry kontakt ze sobą - może udałoby się zorganizować jakieś spotkanie poza szkołą - np. ognisko, gdzie mama chłopca miałaby okazję powiedzieć to co ma do powiedzenia? Dzieciaki spotkałyby się na neutralnym gruncie, miałyby też okazję wysłuchać razem ze swoimi rodzicami skąd biorą się pewne zachowania chłopca, co można zrobić by mu pomóc i pokazać że ma wiele wspaniałych cech.

    W szkole działać trzeba - bo jedno spotkanie sprawy nie załatwi, ale pomyślałabym właśnie o takim ognisku.

    Bo bez Waszych działań lepiej nie będzie sad
    Póki co - pogadaj ze swoim synem. Jeśli jesteś z Warszawy mogę zaproponować też swoją pomoc.
  • berdebul 16.09.19, 22:12
    Jest bardzo prosta metoda. Zapraszasz agresorów do siebie. Ustawiasz muzykę na full i czekasz. Tak czuje sie X kiedy krzyczycie. Tak czuje się X na korytarzu. Tak czuje się X, kiedy zachowujecie się w klasie jak stado pawianów.
  • nangaparbat3 16.09.19, 22:23
    Popieram, ale to powinno wydarzyć się w szkole i w obecności dzieci, rodziców i nauczycieli uczących w tej klasie.
    Niedopuszczenie do spotkania mamy M. z klasą jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Chyba że wychowawczyni bała się "wystawić" tę panią - ale to by znaczyło, że jest jeszcze gorzej niż się wydaje.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • mia_mia 16.09.19, 21:30
    Wyobraź sobie swoje dziecko na miejscu ofiary, czego byś oczekiwała od rodziców agresorów? Jeszcze w przypadku kilkulatków można sobie jakoś tłumaczyć i usprawiedliwiać różne zachowania, ale w przypadku nastolatków to już oszukiwanie się, szukanie usprawiedliwień tam gdzie ich nie ma. Żaden dochodzący psycholog nie rozwiąże waszego problemu z agresją syna, to wy jako rodzice musicie się wykazać. Może nagana dobrze mu zrobi, chyba jest lepsza niż sprawa przed sądem rodzinnym, bo przyłoży koledze za mocno. A najlepiej byłoby przyjrzeć się całej rodzinie, bo takie zachowania nie biorą się z niczego.
  • elenelda 16.09.19, 21:32
    Czego oczekujesz od psychologa z PPP? Jak wyobrażasz sobie ogarnięcie sytuacji? Uważam, że oprócz rozmów, zabaw uspołeczniająco-integracyjnych, wyzwań (typu dzisiaj jestem miły dla X ), dziecko musi mieć wprowadzone zasady przez rodziców i świadomość, że złamanie zasad = zabranie określonych przywilejów.
  • nangaparbat3 16.09.19, 22:24
    Że doradzi nauczycielom, jak postępować?

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • elenelda 16.09.19, 22:32
    Psycholog szkolny tego nie potrafi? Może czas go zmienić?
  • little_fish 17.09.19, 06:34
    O ile w ogóle jest...
  • nangaparbat3 17.09.19, 07:25
    Psycholog szkolny jest zanurzony w swoją szkołę, a tu trzeba spojrzenia z zewnątrz, osoby zupełnie niezależnej, nieuwikłanej w szkolne układy.
    I na koniec - "nikt nie jest prorokiem we własnym kraju".

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • slonko1335 17.09.19, 07:28
    ale to autorka wątku ma go zmienić? czy matka bitego chłopca? jaki one mają wpływ jakiego psychologa zatrudnia dyrekcja? o ile oczywiście zatrudnia jakiegokolwiek bo to akurat rzadkie u nas w gminie...

    --
    Sygnaturka się zgubiła....
  • taki-sobie-nick 17.09.19, 00:16
    wyzwań (typu dzisiaj jestem miły dla X )

    A jutro go leję?
  • conena 16.09.19, 21:42
    Piąta klasa to zdaje się teraz są dzieci z rocznika 2009, prawda? I tak na luzie piszesz, że dziesięciolatki przewracają i kopią kolegę z klasy, bo kolega krzyczy? Ojp...
    myślę sobie naiwnie, że dziesięciolatka można jeszcze wyprostować i penerstwa oduczyć. W moim przypadku byłoby to krótkie i bolesne dla agresora, a opis sytuacji zagotował mnie podwójnie, bo mam w domu małego nadwrażliwca słuchowego i jak sobie pomyślę, że to moje dziecko jest tak traktowane to, wybacz, ale mam jak najgorsze zdanie o agresorach i ich rodzicach.

    --
    Szumią jodły na gór szczycie, kocham disco ponad życie.
  • elenelda 16.09.19, 22:06
    Skoro masz nadwrażliwca to naucz go odpowiednich reakcji. Niech uprzedza, że jest mu źle / za głośno i za chwilę wybuchnie / nakrzyczy/ pobije kogoś itd. Wychowawca musi wiedzieć, że dziecko potrafi zakomunikować złe samopoczucie i do wychowawcy należy przekazanie tego reszcie klasy. To się sprawdza. Dobrze wytrenowana klasa doskonale reaguje na komunikaty (też dobrze wytrenowanego) nadwrażliwca.
  • conena 16.09.19, 22:24
    Nie wiem jak doszłaś do wniosku, że jest mi potrzebna jakakolwiek porada. Trenuj swoje dzieci.

    --
    Szumią jodły na gór szczycie, kocham disco ponad życie.
  • 45rtg 16.09.19, 22:48
    conena napisała:

    > Nie wiem jak doszłaś do wniosku, że jest mi potrzebna jakakolwiek porada. Trenu
    > j swoje dzieci.

    A choćby i na takiej podstawie, że ośmieliłaś się stwierdzić, że pytająca pisze o czymkolwiek "na luzie". Skoro w takiej sprawie nie potrafisz rozmawiać, tylko gardłujesz przeciwko swoim wyobrażeniom, to jakim prawem rwiesz się z łapami do dzieci (co jasno napisałaś), które mają konflikt z Twoim? Kolejna matka szczególnego dziubdziusia, któremu cały świat powinien schodzić z drogi, bo jak nie, to mamusia ruszy do bicia... Pięknie...
  • conena 17.09.19, 06:56
    „Krótko i boleśnie” wcale nie oznacza przemocy fizycznej, rozumiem jednak, że to przerasta twoje ograniczone pojmowanie świata. To, że ty i twoje dzieci rozwiązują każdy problem agresją nie oznacza, że inni tak robią, nie projektuj.


    --
    Szumią jodły na gór szczycie, kocham disco ponad życie.
  • nangaparbat3 16.09.19, 22:25
    Jakoś niemiło czytać, co piszesz. Nie dość Cię wytrenowali.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • karme-lowa 17.09.19, 14:45
    conena napisała:

    > Piąta klasa to zdaje się teraz są dzieci z rocznika 2009, prawda? I tak na luzi
    > e piszesz, że dziesięciolatki przewracają i kopią kolegę z klasy, bo kolega krz
    > yczy? Ojp...
    > myślę sobie naiwnie, że dziesięciolatka można jeszcze wyprostować i penerstwa o
    > duczyć. W moim przypadku byłoby to krótkie i bolesne dla agresora, a opis sytua
    > cji zagotował mnie podwójnie, bo mam w domu małego nadwrażliwca słuchowego i ja
    > k sobie pomyślę, że to moje dziecko jest tak traktowane to, wybacz, ale mam jak
    > najgorsze zdanie o agresorach i ich rodzicach.
    >
    5 klasa to roczniki 2008 i 2009.
  • mea8 16.09.19, 21:47
    Wiedziałam, że zostanę zjechana. Niestety wiekszość z Was sie myli. Syn ponosi konsekwencje swoich czynów. Reaguję natychmiast jak tylko się dowiem o sytuacji. Niestety zwykle dowiaduję się po kilku dniach. Po ostatnim incydencie poprosiłam mamę M. o natychmiastowy kontakt gdyby dotarły do niej jakiekolwiek sygnaly od syna. Zagroziłam, że jeżeli jeszcze raz wyrządzi jakąkolwiek krzywdę M. od razu zmienia klasę. Wie, że dotrzymam słowa.
    Problem jest nie tylko z moim dzieckiem, ta grupka jest spora. Usiłuję właśnie doprowadzić do tego, żeby po tylu latach w koncu załagodzić ten konflikt. Lubić się nie muszą - ale na przemoc w jakiejkolwiek formie nie pozwalam. Dlatego pytam co mogę jako rodzic wymóc na innych rodzicach, dzieciach, szkole itp. Na razie wymogłam od wychowawcy obietnicę spotkania z pedagogiem.

    --
    Bocianom już dziękuję smile
  • mama.nygusa 16.09.19, 21:56
    Niestety bardzo czesto pedagogowie sa bardzo nieudolni, albo zwyczajnie im sie nie chce.Osobistych doswiadczen nie mam z nasza pedagog, ale od innych rodzicow slyszalam nie raz-pedagog, a po co do niej isc, daj spokoj itp.Niby wyslucha, pokiwa glowa, ale nic nie zrobi.

    --
    bip.inowroclaw.pl/?cid=72759&bip_id=8677
    78,954,90zl tyle zarabia nauczyciel.
  • nangaparbat3 16.09.19, 22:28
    Bo nie ma czarodziejskiej różdżki. Zrobić mogą nauczyciele, bo są w ciągłym kontakcie z dziećmi. Ale też nie w ciągu tygodnia, czy nawet miesiąca.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • mia_mia 16.09.19, 22:09
    Ty nie masz zbawiać świata, a tylko spowodować, aby Twoje dziecko zachowywało się akceptowalnie dla Ciebie, innych rodziców do tego nie zmusisz. Piszesz, że sytuacja trwa od lat, więc błędem było, że nie zgasiliście tego w zarodku. Co tata na takie zachowania?
  • vinca 16.09.19, 22:24
    Znam taką jedną mamę która również twierdzi, że ona przemocy nie toleruje. I co z tego, skoro jej syn bezkarnie bił moją córkę i to często w połowie wypowiadanego przez nią zdania, że ona "nie toleruje". To pusty frazes jeśli konkrety za tym nie idą. Bogu dzięki mialam z nią tylko kontakt przez krótki okres wakacji.
  • odnawialna 16.09.19, 23:49
    Ja nie podam rozwiązania, bo go nie znam, ale gdybym była na Twoim miejscu poszukałabym innego psychologa dla syna. Coś jednak musi być na rzeczy, że syn w domu "normalny", a w szkole agresor. Czy te spotkania z psychologiem obejmują tylko syna? czy całą Waszą rodzinę? bo ja jednak szukałabym przyczyn w domu, w Was. Trochę uproszczone myślenie, ale często jest tak, że dzieci poza domem odreagowują to, czego nie mogą odreagować w domu. Może w zasadniczym domu zwyczajnie brak mu oddechu?
    To trudna sytuacja i podziwiam odwagę napisania szczerze na forum. Oczywiście, że większość po Tobie pojedzie, to najłatwiej. Tymczasem wychowanie wcale łatwe nie jest. Ważne, że widzisz problem i szukasz rozwiązania. Powodzenia.
  • jola-kotka 16.09.19, 23:59
    Ty zrob tak zeby twoj syn nie bral
    W tym udzialu to jest twoje zadanie ktore ci nie wychodzi. A nie chcesz odwalic robote za reszte. Z wlasnym dzieckiem sobie nie radzisz wiec innych co i jak maja robic nie nauczysz.
  • rozaly 17.09.19, 06:40
    Po tylu latach..... - matko, to to znęcanie się trwa latami i nikt z tym nic nie robi?
  • saszanasza 17.09.19, 12:08
    mea8 napisała:

    > Dlatego py
    > tam co mogę jako rodzic wymóc na innych rodzicach, dzieciach, szkole itp. Na ra
    > zie wymogłam od wychowawcy obietnicę spotkania z pedagogiem.
    >
    Czy diagnozowalaś syna w PPP, czy ma orzeczenie. Należałoby od tego zacząć. Jeżeli piszesz że problem trwa latami, to w pierwszej kolejności należałoby ustalić, co jest nie tak z moim dzieckiem a dopiero później ustalać, co jest nie tak z innymi.



    --
    „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać.” S.Kisielewski
  • kropka_kom 17.09.19, 14:00
    miee masz kontroli nad własnym synem? ...
  • dorotkamaskotka 22.09.19, 19:28
    Proponuję wymóc na dyrekcji szkoły zajęcia z psychologiem na temat umiejętności panowania nad stresem i agresją. Dla całej klasy. Szkoła powinna skontaktować się z fundacją Epsilon i poprosić o warsztaty dla klasy. Nie wiem, czy te warsztaty można indywidualnie dopasować. Na stronie piszą, że tak.
    To na początek.
    To są 10-cio latki. Za moment wejdą w okres nastolatków, gdzie zdarzają się wybuchy złości, problem z emocjami etc.
    W ppp często organizowane są warsztaty dla dzieciaków mającymi problem z emocjami i samokontrolą. Warto się dowiedzieć. Takie zajęcia z umiejętności rozładowania agresji i złości mogą i indywidualnie się przydać,
  • kryzys_wieku_sredniego 16.09.19, 21:51
    Dobra opisze moje uczucia w stosunku do "wariatów".
    Przychodzi do nas jedna kobieta, wygląda normalnie, zadaje pytania, w miarę udzielania jej odpowiedzi nie po jej myśli zaczyna się rozkręcać, zaczyna oskarżać, robi się purpurowa na twarzy, wykrzykuje, ze wszyscy są w zmowie, że to Pani wina!
    Ogólnie mam taki odruch że chce jej po prostu przypierdolić. Czemu tego nie robię? Bo zdaje sobie konsekwencję z takiego czynu, typu: wywalenie z pracy, zarzuty pobicia, i tylko to mnie trzyma ... nie żadne moralne oblicze. Teraz już się nauczyłam cierpliwości, i od dobrych kilku lat po prostu obserwuję jak się pogrąża, ale pamiętam tę chęć przywalenia jej.
    Diagnoza: twoje dziecko nie robi sobie nic z konsekwencji swych czynów. Nagana mu średnio pomoże, bo tu policja i sąd rodzinny powinien wejść.
  • kryzys_wieku_sredniego 16.09.19, 22:03
    A ty możesz syna nauczyć reakcji na krzyki, na zaczepki kolegi, który jest zaburzony.
    Ma się nie mieszać, ma odchodzić, niech stanie z boku, niech obserwuje jak ofiara się pogrąża, niech studiuje przypadek, niech oddycha spokojnie, nie wolno mu podejść, nie wolno mu się mieszać w tę sytuację, jak zaburzony kolega rzuca się z pretensjami i krzykami na innych to niech inni się martwią, niech to inne dzieci mają kłopot, jemu nie wolno, bo będzie miał sprawę w sądzie.
    To nie dobra rada to nakaz rodzicielski. Od dziś nie może reagować za innych, bo nie umie tego robić.
  • scarlett74 16.09.19, 22:38
    Chwila, nadwrażliwiec krzyczy , wybucha, złości się, bo jest popychany, bity, kopany przez ufoludki? Nie przez dzieciaki z klasy .
    OMG, ja się nie dziwię wątkodajce, ja się dziwię -serio-rodzicom chłopca , że nie robią afery u dyrekcji. Pismo do organu zwierzchniego natychmiast...
    Teraz popychanie, kopanie, a za chwilę co : podpalenie/głowa w sedesie/ściągniecie bielizny i nagrywanie ...🤢
  • odnawialna 16.09.19, 23:58
    Różnica jest taka, że Ty jesteś dorosła, a bohaterem wątku jest 10-latek. On dopiero uczy się swoich emocji i radzenia sobie z nimi. I przepraszam Cię bardzo, ale jeśli Ciebie przed przemocą fizyczną powstrzymuje kara, to niestety ale Ty też masz problem z emocjami i nie radzisz sobie z nimi. A oczekujesz tego od 10 latka?
  • turzyca 17.09.19, 10:31
    >Diagnoza: twoje dziecko nie robi sobie nic z konsekwencji swych czynów. Nagana mu średnio pomoże, bo tu policja i sąd rodzinny powinien wejść.

    A może najpierw zacznijmy wymagać od szkoły kroków dyscyplinujących? Czy te dzieci spotkały konsekwencje ze strony szkoły? Czy szkoła po każdym incydencie przemocowym sporządza notatkę? Czy są wpisy w Librusie? Czy dzieci były na dywaniku u wychowawcy? U dyrektora? Dostały naganę? Zawieszono je w prawach ucznia?
    No do jasnej anielci szkoła nie jest placówką wyłącznie dydaktyczną, praca pedagogiczna też jest niezbędna.

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • berdebul 16.09.19, 22:03
    Znaczy, że banda niewychowanych bachorow świadomie, lub nieświadomie rozwala lekcje i pośrednio prowokuje nadwrażliwego słuchowo chłopca. Następnie grupowo(!) chłopcy spuszczają mu wpier...l. A Ty rozkminiasz zły wpływ szkoły? Serio? Jak wychowałaś dziecko, że kopie leżącego? Że dołącza do grupy, która atakuje słabszego? Wychowujesz bandytę.
  • 45rtg 16.09.19, 22:43
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • berdebul 16.09.19, 23:17
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • kocynder 16.09.19, 23:41
    A teraz serio: gdyby twoje dziecko, gdy tylko spuścisz je z oka było zdolne do skopania bezbronnego, znęcania się nad kocięciem, rzucania kamieniami w psa zapędzonego w kąt - więc nie mogącego uciec - uznałabyś że to wina szkoły, kolegó9w, wszystkich świętych, a nie że ty dałaś ciała jako osoba wychowująca dziecko? Przypomnę - tu nie mamy do czynienia z dwu czy trzylatkiem, który jeszcze nie widzi ciągu przyczynowo - skutkowego, nie zna podstawowych zasad społecznych i który dopiero uczy się socjalizacji. Tu mamy opisanego dziesięciolatka, krzepkiego, gwiazdorzącego i LUBIĄCEGO się znęcać, lubiącego podszczuwać grupę na jednego, słabszego. Serio, w takiej sytuacji uważałabyś, że TY dobrze wychowałaś synka, a to cały świat jest winien, że on, aniołek, MUSI kogoś popchnąć, kopnąć, walnąć?

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • turzyca 17.09.19, 00:34
    A teraz serio: nie zdarzyło się Wam nigdy, że w jednej konkretnej sytuacji Was zaczyna trafiać szlag? Nie miałyście nigdy w pracy na kolegi, z którym komunikujecie się wyłącznie na piśmie, nie przestałyście bywać u jakiejś jadowitej ciotki, nie zerwałyście znajomości z jakąś durną znajomą, nie zaczęłyście przechodzić na drugą stronę ulicy na widok sąsiadki? Zawsze ze wszystkimi w idealnej zgodzie, nie ma niczego, co Was błyskawicznie wytrąca z równowagi?


    Dorośli mają wybór, mogą uciec z sytuacji, w których źle się czują. A jednocześnie mają już dojrzałe mózgi. Młodzież jest zdecydowanie mniej zrównoważona oraz często znajduje się w sytuacjach bez wyjścia. A skoro ucieczka nie jest możliwa, to podejmują walkę.
    Fakt, idiotyczną.
    Ale równie głupie jest upieranie się przy sankcjach, zanim się stworzy możliwość zmiany/unikania sytuacji wzbudzającej agresję.

    --
    "Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach, dlatego myją te naczynia w krowim moczu."
  • kocynder 17.09.19, 05:22
    Zdarza się. Ale uważaj, skup się: nie tłukę przez kilka lat w ciągu osoby, która mnie wkurza. Nie popycham. Nie kopię leżącej. I tak, bywa że nie mam wyboru i muszę kontakty utrzymywać np w pracy. I nadal nie zmawiam się z fajniejszymi koleżankami przeciw tej nielubianej, nie urządzamy jej "kocówy" po wyjściu z pracy. Autorka nue pisze o trzylatku, który w piaskownicy walnął łopatką innego berbecia za zdeptanie babki z piachu. Pisze o już całkiem sporych bo 10 letnich chłopakach! I uważa za godne łagodzenia i wybielania, że jej gwiazdorzący synek od kilku lat regularnie zaszczuwa i leje klasową ofiarę...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • turzyca 17.09.19, 10:27
    >nie tłukę przez kilka lat w ciągu osoby, która mnie wkurza.

    No brawo Ty! Zdaje się że jesteś kilka razy starsza od tego dziesięciolatka, nie? I masz od dłuższego czasu dojrzały mózg, nic Ci się nie przebudowuje. Zakończyłaś też proces socjalizacji. Ten chłopiec zdecydowanie nie. I owszem może z niego wyrosnąć bandyta, ale można jeszcze zawrócić proces. Ale sami rodzice nie są w stanie tego zrobić, kiedyś potrzeba było wioski, żeby wychować dziecko, teraz w tej roli jest też szkoła. Sprawcy przemocy powinno zostać wezwani na dywanik i to już w zeszłym roku, kolejno celem ustawienia do pionu, a potem grupowo, żeby zaproponować, jak wyjść z tej sytuacji. Z drobnymi wskazówkami nauczyciela, oczywiście.

    --
    Wróżenie z fusów.
  • kocynder 17.09.19, 16:59
    A wątkodawczyni miała dziesięć lat na nauczenie swojego małoletniego bandziora, że NIE BIJEMY. i co? Ano zero. Bo on w domu jest grzeczny. To ma w zadku, że OD KILKU LAT (!!!) ona WIE o jego sadystycznych skłonnościach. I nie wmawiaj nikomu (a już zwłaszcza mamuńci i tak zadurzonej w synku!), że zamiłowanie do "gwiazdorzenia" - polegające na popychaniu kolegi, by się przewrócił, kopaniu przewróconego, szczucie na niego grupy zafascynowanej "liderem - gwiazdorem" to nie jest sadyzm i długotrwałe znęcanie! Bo jest. I dopóty, dopóki jej aniołeczkowi - sadyście nie groziła za znęcanie nad słabszym kolega naganą - miała to dokładnie w zadku!
    I tak, gdybym była starszą siostrą ofiary "grzecznego" synka autorki - to ów synek dostałby za każdym razem gdyby tknął mojego brata taki sam łomot - albo i znacznie dotkliwszą "karę" poniżającą, ośmieszającą, taką, żeby go maksymalnie upodlić - nie z zemsty, a dlatego, że mnie wkurza, mogę i guzik mi zrobi. Może jakby raz czy dwa poczuł na własnej wychuchanej skórze zgnojonym - to by zajarzył prosta prawdę "nie rób drugiemu co tobie nie miłe"? A gdybym była rodzicem tego dziecka - to autoressa wątku i jej bachor już dawno mięli by na pustych łbach kuratora, sad, policję i wszystkich świętych, włącznie z lokalną prasą. Inna kwestia, że szkołą także, za to, że nie zapewnia mojemu dziecku podstawowego bezpieczeństwa.

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • anoraak 17.09.19, 17:09
    Strach czytać takie bzdury. Po paru zdaniach autorki diagnoza bandzior plus sposób rozwiązania problemu: łomot
    Straszne że w naszym społeczeństwie żyją takie matki.
  • szeera 17.09.19, 17:19
    "Strach czytać takie bzdury. Po paru zdaniach autorki diagnoza bandzior plus sposób rozwiązania problemu: łomot"

    To jest dokładnie ta sama agresja którą przejawia syn autorki wątku: jego kolega łamie reguły właściwego zachowania, syn autorki nie ma narzędzi żeby sobie z tym poradzić, więc reaguje nieadekwatną agresją. Niektóre uczestniczki dyskusji też widzą łamanie reguł przez dziesięciolatka, nie mają narzędzi żeby sobie z tym poradzić i reagują agresją.

    Tylko, że dziesięciolatka łatwiej nauczyć nowych sposobów radzenia sobie z problemem niż dorosłą kobietę.
  • taki-sobie-nick 18.09.19, 02:38
    syn autorki nie ma narzędzi żeby sobie z tym poradzić, więc reaguje nieadekwatną agresją

    I tak w kilku na jednego nie mają biedactwa narzędzi?
  • turzyca 17.09.19, 17:23
    >szczucie na niego grupy zafascynowanej "liderem - gwiazdorem"

    A to gdzie wyczytalas? Bo ja czytam "miesza się w te bójki". Miesza, nie zaczyna.


    >I tak, gdybym była starszą siostrą ofiary "grzecznego" synka autorki - to ów synek dostałby za każdym razem gdyby tknął mojego brata taki sam łomot

    U nas byl taki szeryf, osmoklasista. No tylko jeden przeciwko 6 dzieciakom to wiesz, i Herkules d...., kiedy ludu kupa.
    A zorganizowania paczki kumpli, zeby sprac paczke dzieciakow tez nie si.

    >to autoressa wątku i jej bachor już dawno mięli by na pustych łbach kuratora, sad, policję i wszystkich świętych, włącznie z lokalną prasą.

    Autoressa jak ja sympatycznie okreslasz, moglaby wraz z reszta rodzicow zrobic z Ciebie wariatke, ktora sie rzuca, bo nie umie upilnowac, zeby jej bachor nie rozwalal lekcji. Zaczyna, zaczepia, wrzeszczy, szturcha, reszta sie tylko broni. Swiadectwo jednego przeciw kilkorgu, bo szkola ma sytuacje w d...
    Jak sie eskaluje przemoc, to mozna oberwac.

    > Inna kwestia, że szkołą także, za to, że nie zapewnia mojemu dziecku podstawowego bezpieczeństwa.

    No w koncu doszlismy do sedna. Tak, szkola powinna zainterweniowac. Zarowno wtedy, gdy chlopiec jest bity, zeby przerwac bojki, jak i powiadamiajac rodzicow agresorow, ze taka sytuacja miala miejsce, oraz wdrazajac plan naprawczy. Co szkola robila przez ostatnie miesiace?

    --
    "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
  • szeera 17.09.19, 17:30
    "Swiadectwo jednego przeciw kilkorgu, bo szkola ma sytuacje w d..."

    A ja się zastanawiam czy szkole to wręcz przypadkiem nie pasujuje. Ofiara jest dzieckiem sprawiającym jakieś problemy na lekcjach, nauczyciele nie są w stanie z tym poradzić. Więc pałeczke przejmują koledzy i "uspokajają" problematycznego ucznia.
  • kocynder 18.09.19, 22:29
    Wiesz co? Nie życzę twoim dzieciom. Ale Tobie bym jak najbardziej życzyła, żebyś się cofnęła w czasie do wieku 10 lat i była w klasie z takim "gwiazdorzącym" dobrym dzieckiem. Co to za każdym razem jak koło ciebie przechodzi to cię popchnie. Kopnie. Opluje. Zwali ci z ławki zeszyty. I tak dalej. Dzień w dzień. I z klasą, która swojemu "liderowi" gwiazdorzącemu kibicuje. Może jakbyś sama dostała solidny wpierdol kilka razy to umiałabyś poczuć empatię z ofiarą a nie z oprawcą? I tak, owszem, trzeba z agresorem pracować itd. Ale po pierwsze: gdzie była jego "troskliwa" mamunia, skoro dopiero kiedy ta zła szkoła zagroziła jej aniołkowi naganą to zauważyła, że jej synuś od kilku lat znęca się nad kolegą - o czym WIEDZIAŁA, tylko miała to w zadku. Po drugie: pr5zede wszystkim trzeba oduczyć małoletniego bandytę bicia. I już. Metody dla mnie, jako osoby niezaangażowanej ale raczej odczuwającej solidarność z bitym za nic kolegą niż z małoletnim katem - im dotkliwsze tym lepiej - bo będą po prostu skuteczniejsze. Po trzecie: zadufana w sobie mamusia niech zauważy, że to nie zła szkoła tak stresuje jej aniołka tylko po prostu dała ciała jako rodzic. No i na koniec: ciekawi mnie czy równie wyrozumiała byłabyś gdyby twój mąż po powrocie z pracy przywalił ci w twarz a potem poprawił z kopa? Bo się biedaczek zdenerwował. Bo ma stresująca pracę. I mogłaś się serdeczniej uśmiechnąć. Albo w ogóle go nie zaczepiać tylko domyślić się, że jest nie w humorze i zejść mu z drogi...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • turzyca 20.09.19, 00:24
    >Ale Tobie bym jak najbardziej życzyła, żebyś się cofnęła w czasie do wieku 10 lat i była w klasie z takim "gwiazdorzącym" dobrym dzieckiem. Co to za każdym razem jak koło ciebie przechodzi to cię popchnie.

    To dla mnie te jakże empatyczne życzenia? No więc been there, done that. Tylko z twistem, bo zmieniałam szkołę. Żeby było ciekawiej obydwie były w mieszanej okolicy, od patologii do inteligencji, i w obydwu pojawiały się zjawiska typu "kilku uczniów zaczepia kolejnego". Tylko w szkole numer jeden pierwsza taka próba została natychmiast ukrócona. Nauczycielka przechodziła w zupełnie innym celu, usłyszała rozmowę, która szła w kierunku "głupek nie nadaje się do naszego fajnego towarzystwa", taki jeden z pierwszych kroków, a chłopak był idealnym materiałem na ofiarę, pod chyba każdym kątem, i od razu wkroczyła, ochrzaniła "lepsze" towarzystwo, a potem zrobiła parę pogadanek. I zasadniczo był spokój, tzn. spontaniczne solówki jeden na jednego, bo atmosfera dyskusji była za gorąca, się zdarzały (i wiązały się z konsekwencjami ale innej kategorii), ale grupowe prześladowanie było tępione w zarodku metodami różnorakimi i do końca mojej nauki się nie pojawiło.
    Jeśli chodzi o drugą szkołę, to tam nie było pracy pedagogicznej w ogóle. Pamiętam żywe zdumienie z początków września, gdy bójka rozkręcała się dość głośno, a dyżurująca nauczycielka nie reagowała, stała też strategicznie tak, żeby widzieć jak najmniej korytarza. Umiejętności w zakresie budowania grupy w klasie były ujemne, wykrycie konfliktu spowodowało jeszcze większą antagonizację i wyoutowanie aktualnego kozła ofiarnego, wystawienie go na odstrzał. Aktualnego - bo mam wrażenie, że w tamtej szkole nie było ucznia, który nie spotkał się z przemocą, konstelacje się zmieniały. Ja sobie zapewniłam w którymś momencie spokój, bo zaczęłam udzielać korepetycji spadochroniarzowi i za to miałam jego ochronę, a spadochroniarz był nieco większy i miał większych kolegów. Ale zupełnie serio to była bardzo zła szkoła właśnie na poziomie pracy pedagogicznej. Przy czym parę lat temu okazało się, że moja znajoma mieszka w okolicy i posyła dzieci do tejże szkoły i mówi, że jest zachwycona, jak świetnie nauczyciele reagują na przemoc. Zmieniła się kadra, zmieniło się podejście.

    Może moje doświadczenia nie są reprezentatywne, ale ja wyniosłam naukę, że najważniejsza jest praca pedagogiczna szkoły. Że natychmiastowa reakcja na najmniejsze objawy przemocy i wychowywanie dzieci w szacunku powoduje, że one same trzymają sznyt, zaś brak reakcji nauczycieli to przyzwolenie na przemoc, która eskaluje i powoduje krzywdę u wszystkich. Postawa rodziców jest drugorzędna, w obydwu szkołach był pełen przekrój.

    --
    Wróżenie z fusów.
  • kocynder 22.09.19, 16:52
    I zapewne twój chłopak - spadochroniarz z twoimi dręczycielami odbyłby pogawędkę uświadamiającą? Czy raczej potencjalni dręczyciele WIEDZIELI, że właśnie nie będzie się "cackał" tylko na zaczepkę dziewczyn odpowie mantem level master? Bo ja jednak uważam, że to drugie... Czyli potwierdziłaś dokładnie to, co napisałam: ów gwiazdorzący grzeczny synuś musi nabrać przekonania, że jak tknie kolegę - to JEGO zaboli.
    Zgodzę się natomiast z tobą w kwestii, że w tej sytuacji WSZYSCY dorośli dali ciała. Na czele z mamunią "gwiazdora" kopiącego leżącego kolegę... Sorry, ale dziesięciolatek to nie maluszek, który wali łopatką innego brzdaca, za zniszczenie babki z piasku! Dziesięciolatek powinien już od dawna mieć wdrukowane w podświadomość, że NIE BIJEMY. Nigdy. Nikogo. Nie zależnie jak bardzo jest wkurzający. Kropka. Jeśli tego nie wie - to głównie mamusia (i tatuś!) potężnie nawalili jako osoby mające nauczyć dziecię podstawowych norm społecznych. Ewentualnie mamusia jest typem patologicznej "Karyny", dla której wszystko było ok, dopóki jej dziubuńkowi nic się nie działo, a lament i larum podnosi, kiedy zła szkoła zagroziła naganą... Szkoła też, jak najbardziej, ewidentnie postępuje źle itd. Ale to nie szkoła nauczyła "gwiazdorka" rozbujanych rączkek...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • turzyca 20.09.19, 01:20
    >ciekawi mnie czy równie wyrozumiała byłabyś gdyby twój mąż po powrocie z pracy przywalił ci w twarz a potem poprawił z kopa? Bo się biedaczek zdenerwował. Bo ma stresująca pracę. I mogłaś się serdeczniej uśmiechnąć. Albo w ogóle go nie zaczepiać tylko domyślić się, że jest nie w humorze i zejść mu z drogi...


    Jesteśmy dorośli i umiemy nazwać swoje emocje, określić ich przyczyny i stopień natężenia. I mamy wyćwiczone metody radzenia sobie ze stresem, medytacje, oddechy. Jeśli jednak w pracy zdarzy się coś takiego, że po godzinach nadal dym idzie uszami, to się informuje drugą stronę o fakcie i potrzebach i np. zabiera rower i jedzie do upadłego, idzie na siłownię czy jakoś inaczej rozładowuje wściekłość. Albo przychodzi i się gada. Albo przychodzi i się milczy. Po to jesteśmy rodziną, żeby się wzajemnie wspierać w kryzysie.
    My ogólnie jesteśmy fanami czegoś, co się obecnie modnie nazywa self-reg. Czyli dbanie o to, żeby się nie zajechać, żeby nie ciągnąć na rezerwie. Wysypiać się, jeść regularnie posiłki, nie mnożyć stresorów. I zdarzało nam się przełożyć jakieś trudne zakupy, bo któreś miało bardzo zły dzień w pracy. Pracę też zasadniczo dobraliśmy do potrzeb. Przez pewien czas pracowałam w biurze z jednostką, która robiła mi awantury, że ja latam za jej plecami i ją to rozprasza. Wstawałam zgodnie z zaleceniami fizjoterapeuty, miałam nakaz ćwiczeń co godzina, rozciągnięcia przykurczów, to nie są dynamiczne ćwiczenia, ale wstać musiałam. I to ograniczenie możliwości ruchu było potwornie stresujące, skończyło się rozdzielniem nas na różne biura. Dzieci niestety nie mają takiej możliwości. Natężenie dźwięku, ludzie w tej samej sali, światło, niewygodne krzesła. I często szkoły nie pozwalają radzić sobie z tym problemem, na przerwach jest zakaz biegania, słuchawki wyciszające są zakazane itd itp. A dzieciom dym idzie uszami i nie wiedzą, co się z nimi dzieje i odreagowują agresją. A to właśnie brak zadbania o własne potrzeby. Mądre szkoły ustępują w takich punktach, głupie trzymają się kurczowo zasad i tworzą problemy.

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • kocynder 22.09.19, 17:02
    A tu masz opisanego dziesięciolatka. Czyli nie maluszka. A całkiem już sporego chłopaka, który potrafi wraz z kolegami KOPAĆ LEŻĄCEGO. Potrafi długofalowo się nad kolega z klasy znęcać. Tak, popychanie "czasem", kopanie, plucie itp - to JEST znęcanie! Bardzo dobrze, że pani matka w tytule nazwała rzecz po imieniu - "przemoc". Szkoda tylko, że później już tak słodko wybiela swojego "grzecznego synka", że on w domu nigdy, że on tylko "lubi pogwiazdorzyć", że on nie zawsze... Może gdyby przyznała, że od co najmniej dziewięciu lat dała plamę wychowawczą, skoro nie potrafiła przekonać swojego dziubdziulka, że NIE BIJEMY miałabym dla niej więcej wyrozumiałości. Ale nie, to zła szkoła go denerwuje, on jest dobry, tylko go czasem coś wnerwi w koledze to go skopie... Dobry? Serio?
    Szkoła jest zła. Nie neguję. Ale nie podałaś ani jednego argumentu, na obronę zafajdanej mamuńci, które miała w zadzie przez kilka lat (wiedziała o sytuacji!), że jej syn jest dręczycielem i agresorem, a obudziła się, jak w końcu szkoła mają dość "gwiazdorzenia" jej skarbeczka zagroziła naganą... Z próbami wychowania dziecka spóźniła się o około dziesięć lat...

    --
    Kocynder - w gwarze śląskiej słowo określa sytuację ciężką do ogarnięcia, którą ciężko unieść - a wszyscy myślą, ze to coś od "kotka"... 3smile
  • turzyca 20.09.19, 01:20
    >ciekawi mnie czy równie wyrozumiała byłabyś gdyby twój mąż po powrocie z pracy przywalił ci w twarz a potem poprawił z kopa? Bo się biedaczek zdenerwował. Bo ma stresująca pracę. I mogłaś się serdeczniej uśmiechnąć. Albo w ogóle go nie zaczepiać tylko domyślić się, że jest nie w humorze i zejść mu z drogi...


    Jesteśmy dorośli i umiemy nazwać swoje emocje, określić ich przyczyny i stopień natężenia. I mamy wyćwiczone metody radzenia sobie ze stresem, medytacje, oddechy. Jeśli jednak w pracy zdarzy się coś takiego, że po godzinach nadal dym idzie uszami, to się informuje drugą stronę o fakcie i potrzebach i np. zabiera rower i jedzie do upadłego, idzie na siłownię czy jakoś inaczej rozładowuje wściekłość. Albo przychodzi i się gada. Albo przychodzi i się milczy. Po to jesteśmy rodziną, żeby się wzajemnie wspierać w kryzysie.
    My ogólnie jesteśmy fanami czegoś, co się obecnie modnie nazywa self-reg. Czyli dbanie o to, żeby się nie zajechać, żeby nie ciągnąć na rezerwie. Wysypiać się, jeść regularnie posiłki, nie mnożyć stresorów. I zdarzało nam się przełożyć jakieś trudne zakupy, bo któreś miało bardzo zły dzień w pracy. Pracę też zasadniczo dobraliśmy do potrzeb. Przez pewien czas pracowałam w biurze z jednostką, która robiła mi awantury, że ja latam za jej plecami i ją to rozprasza. Wstawałam zgodnie z zaleceniami fizjoterapeuty, miałam nakaz ćwiczeń co godzina, rozciągnięcia przykurczów, to nie są dynamiczne ćwiczenia, ale wstać musiałam. I to ograniczenie możliwości ruchu było potwornie stresujące, skończyło się rozdzielniem nas na różne biura. Dzieci niestety nie mają takiej możliwości. Natężenie dźwięku, ludzie w tej samej sali, światło, niewygodne krzesła. I często szkoły nie pozwalają radzić sobie z tym problemem, na przerwach jest zakaz biegania, słuchawki wyciszające są zakazane itd itp. A dzieciom dym idzie uszami i nie wiedzą, co się z nimi dzieje i odreagowują agresją. A to właśnie brak zadbania o własne potrzeby. Mądre szkoły ustępują w takich punktach, głupie trzymają się kurczowo zasad i tworzą problemy.

    --
    Świruska od Krzyżaków.
  • berdebul 17.09.19, 09:10
    Najpierw trzeba zapewnić bezpieczeństwo chłopcu, ktory jest bity. Na miejscu matki tego chłopca poszłabym na policję, bo szkoła lekceważy problem, rodzice agresorów rownież. Jeżeli przez kilka lat nie mogą zatrzymać przemocy, to coś mocno nie gra.
  • turzyca 16.09.19, 22:47
    Może daj synowi narzędzie do natychmiastowego uspokojenia się?
    Robi się wydech, na maksa, potem wdech nosem licząc do 4, zatrzymać oddech licząc do 7, wydmuchać ustami licząc do 8. Maks 4 powtórzenia. Zaczyna się od dwóch sesji, rano i wieczór, chodzi o wyćwiczenie sekwencji ruchów, można z czasem zwiększać liczbę sesji w ciągu dnia, do ośmiu. Po czym używa się tej techniki, poza poranną i wieczorną sesją, gdy człowiekowi zaczyna żyłka skakać. Powinno pomóc, bo piszesz, że on sam nie wie, co się dzieje, że noszą go emocje i przestaje myśleć. Niech ma tę chwileczkę zatrzymania. Poza tym ta medytacja oddechowa pomaga się wyciszyć tak ogólnie.
    Dlatego właśnie polecam ćwiczenie oddechowe, ale metod na takie zatrzymanie się jest sporo, gumka recepturka na ręce, pomalowanie jednego paznokcia, chodzi o to, żeby się zatrzymać i nie dać ponieść nagłym negatywnym emocjom. Są treningi z opanowywania agresji, poszukaj w tym kierunku.

    A z drugiej strony skoro z mamą M macie dobry kontakt i chłopaki w zasadzie się lubią, to dbajcie o tę znajomość. Bo bullying wiąże się z dehumanizacją ofiary, z przypisywaniem jej złych cech, wykazywaniem jej odmienności. Niech na ile to możliwe M. pozostaje fajnym kumplem, z którym dobrze jest pograć w grę czy spotkać się na rowery. To powinno też ułatwić powstrzymywanie ataków wściekłości.

    Z trzeciej - dlaczego M. nie może nosić słuchawek wyciszających? Córka Agaty Abbott takie nosi do przedszkola, może podpowie Wam, jak załatwić odpowiednie orzeczenie?

    I po czwarte - szkoda, że szkoła jest taka toporna, ale dobrze, że Wy, rodzice, nie widzicie w sobie wrogów. Próbujcie współpracować, żeby wyrwać obydwu chłopaków z ich ról. Bo żadnemu to dobrze nie zrobi.

    --
    "Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach, dlatego myją te naczynia w krowim moczu."
  • paskudek1 17.09.19, 07:39
    Szkoła zazwyczaj nie jest toporna tylko odebrano szkole większość narzędzi dyscyplinujacych agresorów. Wiesz co może nauczyciel kiedy widzi taką sytuację? Może stanowczo zaprotestować i zwrócić uwagę agresorom. O ile prywatnie każdy z nich po prostu złapałby jednego i drugiego agresora i przytrzymał dopuki ten się nie uspokoi o tyle służbowo może stanowczo powiedzieć "nie kop kolegi bo się spocisz". Tyle mniej więcej dzieci robią sobie z gadania nauczycieli. Przykre ale niestety prawdziwe.

    --
    nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
  • turzyca 17.09.19, 10:14
    >Szkoła zazwyczaj nie jest toporna tylko odebrano szkole większość narzędzi dyscyplinujacych agresorów.

    Z opisu Mei wynika, że szkoła jest oporna, że nie pozwolili nawet wytłumaczyć, co się z tym kolegą dzieje, dlaczego on jest taki dziwny.
    A mogliby więcej, mogliby wprowadzać metody wyciszania, medytacje to całej klasie by dobrze zrobiły, uczyć metod redukcji agresji, rozładowywania emocji, zająć się rozpraszaniem agresji w grupie. Czy ja czytam, że przez cały poprzedni rok na godzinach wychowawczych były zajęcia z tego cyklu i nic nie dało? Czy że wychowawczyni zachowuje się pasywnie?

    Ten wątek jest kolejnym przykładem jak bardzo w polskiej szkole leży praca pedagogiczna, budowanie grupy itd.

    --
    Entropia i chaos dnia codziennego
  • paskudek1 17.09.19, 10:25
    Leży, niestety. Ale leży często nie przez samych nauczycieli tylko przez ogrom durnot które na nich nakłada system oraz niemoc w reagowaniu na zło. Tak, zwykła niemoc bo tak na prawdę jedyne co może naucyxiel to pogadanka. Och jak się agresorzy tych pogadanek boją. A jak ich słuchają chętnie. Różnego rodzaju warsztaty też często o kant można potłuc. Pedagog szkolny zawalony pierdyliardem papierów, opinii, orzeczeń, bez realnego czasu na pracę z uczniem. Wpada i gasi pożar najczęściej. Psychologowie zatrudniani na pół etatu i gabiający od szkoły do szkoły. W chwili kiedy dzieje się źle, kiedy powinien zareagować, porozmawiać z uczniem toon musi lecieć bo już za 20 minut zaczyna pracę w innej szkole. Albo go dzisiaj WCALE nie ma bo jest tylko dwa dni. Tak wyglądają realia.
    A jak szkoła jako instytucja reaguje ostro czyli właśnie od razu wzywana jest policja, rodzice to.... Szkoła sobie nie radzi. I tak się to kręci.

    --
    nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
  • turzyca 17.09.19, 10:51
    Ja wiem, że deforma dobiła system, że brakuje czasu, że brakuje specjalistów. Ale cholera, brak reakcji pedagogicznych to nie jest nowa sprawa i nawet jeśli pedagogom się wydaje, że pogadanka nic nie daje, to z punktu widzenia ofiary wygląda to mniej więcej tak: "Wiecie jak się to skończyło? Myślicie, że zapewne poważną rozmową z wychowawcą i pedagogiem? A gdzie tam, sprawa została zamieciona pod dywan, dostałam krótki komunikat, że mam się nie przejmować i im się znudzi i nie histeryzować. " Pierwsza strona piekielnych, nawet szukać nie musiałam. Brak nawet tej pogadanki jest zły zarówno dla ofiary jak i dla sprawców. No sorry ale nikt nie mówił, że nie wolno. To wolno.

    --
    "Masajowie uważają, iż mycie wodą naczyń do mleka daje mleku przykry zapach, dlatego myją te naczynia w krowim moczu."
  • turzyca 17.09.19, 10:55
    A i w sumie dopiszę jeszcze - możliwe że jakieś warsztaty są o kant szklanej kuli potłuc. Ale nie wszystkie. Jak znaleźć tę lepsze niż ich aktywnie szukając i wypróbowując?
    Fun fact: na potrzeby tego wątku zrobiłam szybkiego googla po polsku i po niemiecku szukając tych samych informacji, np. jak nie dopuszczać do rozwoju przemocy w klasie. Po niemiecku błyskawicznie znalazłam wiele scenariuszy lekcji i zajęć, po polsku wyniki są bardzo skromne. Dlaczego?

    --
    Czajniczek Pana R.
  • q_fla 18.09.19, 23:01
    Głupoty wypisujesz. Mam porównanie dwóch sąsiadujących podstawówek, gdzie w pierwszej moje dziecko było ofiarą. Debilne pogadanki, z których nikt sobie nic nie robił. Pani pedagog na każdą skargę rodziców miała jedną i tę samą odpowiedź: nic się nie stało, oni się tylko bawili. Wszystko zamiatane pod dywan, nikt nic nie wie, nikt nic nie słyszał i nie widział.
    W drugiej szkole jest spokój, bo dyrektor się nie cacka i stosuje metody uważane przez Ciebie " że szkoła sobie nie radzi".

    --
    "Jeżeli z dłoni Narodu wypadnie Ewangelia, nie uratują jego poziomu moralnego, społecznego i kulturalnego żadne manifesty, czy programy polityczne." Kard. Stefan Wyszyński
  • paskudek1 19.09.19, 06:39
    Widzisz, to nie ja tak uważam tylko na ogół tzw opinia publiczna uważa że sięganie po wszystkie przewidziane prawem środki to jest nieradzenie sobie szkoły. Oraz, niestety, także presją samego środowiska i np organu prowadzącego i nadzoru. Ja bym bardzo chciała żeby tak to działało w KAŻDEJ szkole..

    --
    nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
  • 123zielona123 16.09.19, 22:50
    Byłabym przerażona taka sytuacją. Odkrycie, że mój syn potrafi kopać leżącego razem z grupą było by szokiem.
    To, że Twój syn nie wykazuje agresji w innych sytuacjach jest niestety bardzo złą widomością. Bo to oznacza że bardzo łatwo sprowadzić go na złą drogę, ulega wpływom i nie ma podstawowych zasad moralnych. Gdyby bił się z kolegąi wybił mu zęby to naganne, ale akceptowalne.
    A druga strona medalu to szkoła ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo. Oczywiście Twoja dobrą wolą jest rozmowa z synem, ale w domu tak się nie zachowuje. Nie kopie kotów czy pijanych bezdomnych. I to nauczyciel powinien odpowiednio zaregować OD RAZU w takiej sytuacji. Nie wiem gdzie zdarzają się takie sytuacje,ale nauczyciele powinni tego pilnować. Nie wierzę w pomoc psychologa czy pedagoga po to jest jedna dwie pogadanki i tyle.
    Na twiom miejscu próbowałaby zawstydzić syna, na pewno ma jakiegos bohatera który nie kopie leżących.Czyli przedstawić czyn jako coś co robią słabeusze tchórze itp. Zwłaszcvza jak lubi gwiazdorzyć. I ewentualnie lekko postraszyć typu ktoś zgłosi na policję, dostaniesz kuratora, Zadne porządne Lo cię nie przyjmie, będziesz i tu jakaś dołujaca dla nie go przyszłość.
  • edelstein 17.09.19, 12:07
    Szkola ma zapewnic bezpieczonestwo, ale nie ma zadnych srodkow by takiego agresora przyprowadzic do porzadku.W niemieckiej szkole dawno wylecialby na zbity pysk i trafil do placowki dla niedostosowanych i ma tym by sie jego kariera zakonczyla.Polska szkola moze tylko ucznia odeslac do innej szkoly., a i tak ciezko to wyegzekwowac

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • paskudek1 17.09.19, 13:40
    Nie może. Zwłaszcza jeśli uczeń jest z tzw rejonu można mu natrukać.

    --
    nagle się okazało, że link do innego forum gazety w sygnaturce to spam smile
  • edelstein 17.09.19, 16:21
    Moze, tylko jest to ciezko do przepchniecia

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • zwierzakowa13 16.09.19, 23:29
    Można zorganizować obserwacje klasy przez psychologa z poradni. Zadzwoń do poradni i zapytaj. Wiem, że z reguły ubiega się rodzić, żeby poobserwowac jej dziecko w grupie. Trzeba się zapytać kto ma wnioskowac w waszej sytuacji.
  • edelstein 16.09.19, 23:50
    Czasami jednak stary dobry wpieprz jest uzasadniony.
    Sie bandyta poczuje jak ofiara to mu dobrze zrobi.
    Jakby moj syn cos takiego robil to chlasnelabym go tak by sie odnalazl na scianie.



    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • jola-kotka 16.09.19, 23:53
    Czyli pokazalabys mu ze to co robi jest ok smile. Przemoca chcesz pozbyc sie przemocy? Troche nielogiczne.
  • zwierzakowa13 17.09.19, 00:14
    Niby nielogiczne ale czasem taki jednorazowy szok potrafi dużo więcej zdziałać niż miesiące pogadanek.

    Mowa jest o znęcaniu się od kilku lat. To bite dziecko jest już okropnie skrzywdzone na całe życie.
    To trzeba przerwać po prostu nie oglądając się chwilowo na " krucha psychikę" agresorow.
  • jola-kotka 17.09.19, 01:02
    Przypominam ze bicie dziecka przez rodzicow jest tak samo prawnie zabronione jak bicie kolegi itd. Tu jest jedno rozwiazanie zeby dzieciak doznal szoku.Policja, sad rodzinny.
  • edelstein 17.09.19, 07:15
    Mnostwo rzeczy jest prawnie zabronionych, ale ja nie jestem praworzadna.Wiec man w d... zarowno polskie prawo o zakazie aborcjo jak i zakazie klapsow

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • zwierzakowa13 17.09.19, 07:57
    Na ten moment policja i sąd rodzinny oczywiście też. Ale..
    Cokolwiek zrobiła matka dotychczas, zrobiła za mało . Jej syn ma 10 lat, zaczął bic jak miał tylko okolo osiem. Najwyraźniej konsekwencje były zbyt mało dotkliwe.
    Agresorzy już z dwa lata temu powinni być rozdzieleni po równoległych klasach.

    Łatwo się mówi o procedurze, prawie, psychologu, problem w tym że np dziś, za dwie godziny ten chłopiec może dostac kopa, tym razem w głowę .

  • edelstein 17.09.19, 08:23
    Albo zostanie popchniety tak,ze uderzy w cos i juz nie wstanie.Ja sie dziwie rodzicom ofiary.Pewnie dorwalabym gnojkow sam na sam.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • edelstein 17.09.19, 07:13
    To jest bardzo logiczne.Pokazanie jak czuje sie ofiara.Naczytalas sie pseudopsychologicznego belkotu jak to Klapse skrzywia dziecko i teraz czestujesz mnie tymi bzdurami.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • jola-kotka 17.09.19, 15:09
    Zobacz jak to dziala. Zabraniasz bic a sama bijesz. Gdzie konsekwencja. To sensu nie ma. Tego autorce bym nie proponowala.
  • edelstein 17.09.19, 16:22
    Nigdy nie zabranialam mojemu dziecku bic sie.Zabraniam dreczenia slabszych.

    --
    "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
  • jola-kotka 16.09.19, 23:51
    No ale twoj syn jest jak to okreslilas bandyta. Sory ale potrafi uderzyc jakby nie bylo chore dziecko. Czego oczekujesz od szkoly? Jest jedno rozwiazanie albo ty zrobisz cos zeby twoje dziecko nie podnosilo lap na innych. Albo moze niech szkola zorganizuje dla niego izolatke skoro jedynym sposobem u niego na rozwiazanie problemu jest bicie. Pytanie gdzie sie tego nauczyl.
  • hanusinamama 16.09.19, 23:52
    Nie wiem jak ma pomóc psycholog....skoro wy sobie nie radzicie. Szukasz punktu zapalnego? Dzisiaj to jest nadwrażliwy chłopak, pózniej to będzie żul w branie a jeszcze pózniej kierowca ktory mu droge zajedzie. To twoje dziecko, kochasz...pomyśl ze idzie prostą drogą na bandytę. Jak teraz nic nie zrobicie to skonczyć się to moze kiepsko. Tak znam takiego chłopaka...dobry był tylko mu mało było trzeba zeby kogoś stłuc do krwi. Az tak pobił ze wylądała w pierdlu. Tak na krótko..ale takie miejsce zmieniło go na zawsze (na gorsze)...
  • turzyca 17.09.19, 00:43
    >Nie wiem jak ma pomóc psycholog....skoro wy sobie nie radzicie

    No ja nie wiem, zatrudnianie profesjonalisty do znajdowania wyjścia z sytuacji jest takim dziwnym pomysłem. Może mógłby spędzić z klasą cały dzień i obserwować jej funkcjonowanie, zidentyfikować, w jakich sytuacjach następuje atak, jaką strukturę ma atak, jakie role mają poszczególne osoby w grupie. Może wprowadzić gry zmieniające pozycje w grupie, może przeprowadzić ćwiczenia, może nauczyć innego rozładowywania złości - przy okazji jego propozycje prawdopodobnie spotkają się z większą akceptacją niż rodzicielskie.


    >Jak teraz nic nie zrobicie to skonczyć się to moze kiepsko.
    No to chcą zrobić.

    --
    Kółka się kręcą?
  • hanusinamama 17.09.19, 08:28
    Nie wiem czy chcą zrobić. Jak narazie ona go wybiela i szuka "zapalnika" czyli innego winnego. Dzieciak sie nauczy ze mamuisa zawsze bedzie szukać winnego ze zawsze go wyciagnie za uczy. Serio widzisz w tym wpisie zrozpaczoną matkę agresora, ktora widzi ze jej bandzior rośnie pod dachem??? Ja widzę teksty typu "tak to on pobił ale moze miał powód, moze jest jakiś zapalnik"...NO teraz zapalnikiem jest ten dzieciak za chwile chłopak dostanie prawko i skopie kogoś, bo mu drogę zajechał. Wtedy winny będzie za duzy ruch na drodze...
  • elenelda 17.09.19, 09:18
    Dokładnie tak to się dzieje w kilku znanych mi placówkach. Psycholog lub pedagog wchodzi do klasy/świetlicy i obserwuje. Po zidentyfikowaniu problemu podejmuje się odpowiednie działania. Najczęściej dotyczą one całej grupy, nie tylko agresorów i ofiary.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka