Dodaj do ulubionych

Niechęć do wychowywania cudzego dziecka

17.09.19, 00:06
Ostatnio sporo wątków o nieojcach się pojawiło.
I entuzjastyczne głosy ematek, jak to panowie z radością powinni przyjmować przyjście na świat nie swojego potomka, oczywiście z pełnym utrzymaniem i nie wnikaniem za bardzo w ojcostwo. Wszak to radość i zachwyt wychowywać jakiekolwiek dziecko, jakie kobiece łono wydało. A jak nie chce podrzutka, znaczy nieczuły drań.

Otóż nie.

Gdyby to było takie proste, to niepłodne pary nie przechodziłyby przez pińcet nieudanych in vitro byle tylko mieć własne, biologiczne dziecko.
Ja należę do osób, które by nigdy nie adoptowały przypadkowego dziecka. Nie chcę obcego i już. Gdybym nie mogła urodzić własnych biologicznych, to wolałabym pozostać bezdzietna.
Ematkom łatwo jest pisać, bo kobiecie po prostu nie da się wmówić dziecka. Ale jest to trochę podobna sytuacja gdy mąż przynosi do domu własne dziecko spłodzone z kochanką i każe żonie wychowywać.
Już ja widzę tę tolerancję ematek i wypowiedzi na forum...
Edytor zaawansowany
  • mary_lu 17.09.19, 00:24
    Też nie wiem skąd te pomysły na podrzucanie dzieci. Nienawidzę być robiona w balona i sama nie mam tendencji do kombinowania.

    Wszystko po kolei. Zdarzyła się wpadka, to dzieciaka odchować, a facet w końcu jakiś się znajdzie. Albo wróci któryś stary.
  • mary_lu 17.09.19, 00:32
    Ale tak sobie myślę, że to jest tez po prostu instynkt. Większość kobiet zrobi wszystko żeby zapewnić byt swoim młodym, czasem będą w stanie zrobić najgorsze świństwo.
  • cruella_demon 17.09.19, 00:44
    Ale to jest świństwo przede wszystkim wobec dziecka.
    Bo facet się wqi i pójdzie w siną dal, a to biedne dziecko przeżyje traumę.
  • cruella_demon 17.09.19, 00:45
    Może bardziej jednak chodzi o zapewnienie bytu SOBIE?
  • mary_lu 17.09.19, 01:02
    Sobie ale pewnie głównie dziecku. Serio, wiesz co przeszłam i dzięki bogom, mogłam sobie chojrakowac z kasą rodziców a potem własną. Z minimalną krajową możliwe że odwiesiłabym honor na kołek i złapała pierwsze lepsze męskie pięli byle z wypchaną kieszenią. Bez dachu nad głową, bez kasy ćmienia się optyka.
  • mary_lu 17.09.19, 01:02
    Zmienia
  • mary_lu 17.09.19, 01:04
    Portki a nie pięli, co to w ogóle za słowo...
  • bywszy 17.09.19, 10:14
    Pięlne... smile
  • zosia_1 17.09.19, 08:31
    a nie może w ramach instynktu sama mu ten byt zapewnić skoro nie zna ojca? Przypomnę, w Polsce kobiety mają prawo pracować
  • fawiarina 17.09.19, 09:03
    Mają. Ale spróbuj pracować z maluszkiem u boku, żeby zarobić na mieszkanie, lekarzy, wszystkie te dobra dla dziecka, jeszcze jakiś urlop może. I mieć czas na wychowanie dziecka w tym wszystkim. Małe dziecko mocno wyklucza z pracy, która daje porządne pieniądze, gdy nie ma się drugiej pary rąk do opieki i przejmowania obowiązków. Samotną matkę rzadko stać na nianię.
  • mary_lu 17.09.19, 09:14
    Przypomnę, że w Polsce zarobki na wysokości mediany nie pozwalają na wynajęcie mieszkania i przeżycie, nie mówiąc o takich luksusach jak żłobek czy leki
  • amast 17.09.19, 00:27
    Bo emtakom nikt w dzieciństwie bajek nie czytał wink
    Taka historia Śnieżki czy innego Kopciuszka to nic innego jak na piśmie utrwalony ludowy przekaz jak się takie patchworkowe dzieci kocha jak swoje własne...
  • lili_liliana 17.09.19, 00:56
    Ja też uważam, że nie można zmusić, czy nakłonić kogoś do wychowywania nieswojego dziecka. Nie mówiąc już o oszustwie, typu "skarbie, to jest twoje dziecko", podczas gdy się tego albo nie wie, albo wie się, że nie.
    Mnie akurat geny są średnio do szczęścia potrzebne, córę kocham tak samo mocno, jak syna i czasem się dziwię, że nie pamiętam w ogóle, jak ją rodziłam. Serio. Ale ja od razu widziałam, że facet, w którym się zakochałam i który zakochał się we mnie ma córkę, że w jakimś sensie (to ja miałam zdecydować, w jakim) ona zawsze będzie obecna w moim życiu, a ja w jej. I zdecydowałam się na bycie pełnoprawną mamą, choć córa oczywiście wie, że miała też inną mamę. Ale jej niestety nie może pamiętać i tamta mama jest troszkę abstrakcją, a ja byłam "od zawsze", więc mnie jest prościej. I chyba jej też.
    Są jednak ludzie tacy, jak cruella_demon, którym geny akurat są potrzebne do szczęścia, nie chcą wychowywać obcego dziecka i ja to naprawdę rozumiem.
    Wychowanie dziecka to sprawa tak poważna, że nie można niczego wymuszać, albo oszukiwać. Nie i jeszcze raz nie. Krzywdzi się i dziecko i oszukaną/namówioną stronę. Wiem, co mówię, mnie wychowywała mama, ojca nie mam nawet w papierach. Można. Wiem, że mama mnie chciała, choć nie planowała samotnego macierzyństwa. I jestem jej do dziś wdzięczna, że nikogo mną nie uszczęśliwiła na siłę. (Choć jak patrzę na relacje męża z dziećmi, to czasem mi piknie, że jednak coś straciłam. Ale trudno mieć w życiu wszystko).

    --
    "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein/ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein/ich bin nicht das Eigentum von dir/denn ich gehör nur mir"
  • cruella_demon 17.09.19, 01:06
    Rodzina patchworkowa to zupełnie inna sytuacja, tu wszyscy wchodzą w sytuację świadomie i biorą istniejące dzieci na klatę.
  • cruella_demon 17.09.19, 01:08
    A i też zapewne inaczej by by było gdyby matka tej dziewczynki była obecna i brała czynny udział w jej życiu.
  • jola-kotka 17.09.19, 02:05
    Wlasnie ze przyklad dobry. Sa tacy co wchodza w to swiadomi i nie daja rady np. Duzo drugich zon tatusiow ktore sobie mysla ze dadza rade tak zakrecic panem ze nagle zapomni ze ma dzieci z poprzedniego zwiazku a jak sie to nie udaje to dramat. Nie mowiac juz o tym ze czesto tez potrafia zatruc zycie tych dzieci. Zarowno wkrecanie w ojcostwo jak wszystkie te swiadome a jednak nietrafione decyzje to najwiekszy dramat dla dzieci.
  • berdebul 17.09.19, 09:22
    Czasami ideał patchworku trwa do urodzenia biologicznych dzieci. Pani X z synem, weszła w związek z panem Y. Pan Y zajmował się małym x jak swoim, do czasu aż pojawiły się bio dzieci XY. Wtedy nagle dziecko x przestało być takie ważne i widać, ktore dzieci są x, a ktore XY. Chłopca x jest mi szkoda, bo bio ojciec urwał z nim kontakt, po namowach Y.
  • koronka2012 17.09.19, 17:07
    Wiesz, z tą świadomością to akurat bym nie przesadzała. W sensie, że teoria a praktyka to 2 różne rzeczy. Niestety zazwyczaj wchodząc w związek jest się na etapie teoretyzowania, więc opcja "brania na klatę" ma ten minus, że nie sposób przewidzieć REALNIE rozwoju sytuacji, z rozwojem negatywnych emocji włącznie.

    Świadomie to się tę sytuację ocenia dopiero po paru latach razem, a nie na etapie decyzji "jesteśmy razem".
  • jola-kotka 17.09.19, 01:20
    Ja pisalam o swiadomym kochaniu nieswojego dziecka. Jestem przeciwna wszystkim bajkom ze to twoje jak nie jego uwazam to za swinstwo totalne. Ty bys nie mogla ale jest masa osob co by mogly i kochaja zarowno sa to kobiety jak i mezczyzni.
  • cruella_demon 17.09.19, 01:26
    Ale jest masa co by nie mogła. I te osoby są wyzywane od najgorszych, bo chcą sprawdzić ojcostwo (celowo piszę o ojcostwie, bo jak już napisałam kobiecie się nie da wcisnąć dziecka).
    Nie ważne, że pani się puszcza na lewo i prawo i nie wie kto ją zapłodnił, ważne, żeby ten którego wytypuje na ojca według własnego widzimisię bezkrytycznie wziął utrzymanie dziecka i samo ojcostwo na siebie, bo jak nie to jest... i tu padają obelgi.
    Kobiety mają przynajmniej ten komfort, że mogą nie adoptować.
  • jola-kotka 17.09.19, 01:56
    Nie spotkalam sie w realu z sytuacja zeby ktos wyzywal pana co nie chce uznac nie swojego dziecka. Spotkalam sie z takimi co byli pewni ze wychowuja swoje a po latach wyszlo ze nie ich ale tez nie znam takiego co odwrocil sie z tego powodu od dziecka lub dal mu to odczuc. Z trzech takich przypadkow tylko jedna para sie rozwiodla i powiedziala 15 letniemu synowi prawde ale to nie zmienilo podejscia pana do dziecka i odwrotnie.
  • bi_scotti 17.09.19, 02:38
    Czy prawo w PL sie zmienilo? W wiekszosc tzw. cywilizowanych krajow, dziecko urodzone w czasie trwania malzenstwa (a w niektorych jurisdictions i do ilus tam miesiecy po jego zakonczeniu), by default ma za ojca "meza", chyba ze ktos inny sie zglasza i jest w stanie dowiesc, ze to jednak jego baby. Chodzi wlasnie o ochrone owego dziecka - jego tzw. dobrego imienia, roots a przede wszystkim ochrone ewentualnych alimentow. Dawniej i w PL tak bylo. Czy teraz juz nie jest?

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • maniaczytania 17.09.19, 07:12
    Jest, do 300 dni po uprawomicnieniu się rozwodu.
    I chyba nie ma znaczenia, że zgłosi się inny tatuś, trzeba przejść przez sądową procedurę zaprzeczenia ojcostwa, potem ustalenia ojcostwa.

    --
    "Pomyślę o tym jutro"
  • arwena_11 17.09.19, 09:34
    Prokurator może wystąpić o zaprzeczenie ojcostwa jeżeli "ojciec" udowodni, że nim nie jest. I chyba coraz więcej takich spraw.
  • ichi51e 17.09.19, 10:46
    Ale wcale nie jest oczywiste ze sad zwolni „ojca”. Czasem sad uznaje ze mimo wszystko interes dziecka wazniejszy. I wtedy sa dramaty ojcow.

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • arwena_11 17.09.19, 17:15
    Czasami zwolni z alimentów czasami nie. Ale też nie zasądzi dużych - dobry prawnik zredukuje do 200-300 zł. Znam taki przypadek - facet całkowicie urwał kontakt, ustawił stały przelew i miał z głowy.
  • anorektycznazdzira 17.09.19, 07:53
    "Ty bys nie mogla ale jest masa osob co by mogly "
    ... no i te co by mogły powinny ogarniać, że są takie i tacy co nie mogą. I uszanować, a nie zakładać, że skoro samemu ma się jakoś to wszyscy mają obowiązek tak mieć.


    --
    'A teraz wzbudzę w was poczucie niższości. Zresztą uzasadnione.' by król Julian
  • fragile_f 17.09.19, 04:10
    Tak tylko FYI:

    Pary przechodzą przez in vitro nie dlatego, że koniecznie uparły się na swoje geny (a bo to rzadko korzysta się z nasienia z banku? albo jajeczka od dawczyni?), tylko dlatego że chcą być w ciąży (i mieć nad nią kontrolę) i - przede wszystkim - mieć dziecko od momentu narodzin. Zwłaszcza w kraju, w którym prawo adopcyjne jest tak totalnie idiotyczne, jak w naszym.

    Nie zapominaj o tym, że w Polsce adopcja zdrowego, ledwo co narodzonego dziecka, graniczy z cudem. Nie wszyscy są w stanie udzwignąć wychowywanie i pokochanie dziecka z FASem albo takiego, które zostało odebrane rodzicom, bo trafiło do szpitala z pęknietą czaszką i złamaną nogą, czy takiego które w wieku 4 lat nie mówi ani słowa i ma chorobę sierocą. Ja otwarcie przyznaję - nie dałabym rady i już.

    A sytuacja kiedy żona zaszła w ciąże w trakcie przerwy w związku - no cóż, jeśli nadal się kochają a i tak planowali mieć dziecko, to naprawdę nie jest to AŻ taka tragedia. Gdyby mojemu mężowi coś odbiło, rozstał się ze mną, po roku wrócił z dzieckiem - no kurde, nie byłoby mi łatwo, ale gdybym zdecydowała się wziąc to na klatę, to tak, pokochałabym jak swoje. Wiekszą komplikacją byłaby obecność biologicznej matki, kwestie prawne i tak dalej. Najlepsza sytuacja to taka, że zrzeka się praw i znika gdzies hen daleko na horyzoncie. Miłym gestem byłoby poinformowanie o chorobach w rodzinie.

    --
    Fragile
  • sylwester.z.kolonii 17.09.19, 06:30
    Takie "przerwy" w związku nie dla mnie, jeśli kobieta ma wrócić zbałamucona przez innych samców.
  • ponis1990 17.09.19, 08:19
    Rownie dobrze to facet porzuca, obraca kochanki na prawo i lewo a potem chce wrócić do poniżonej żony.

    --
    Lubię placki
  • lauren6 17.09.19, 08:32
    Jakby w czasie takiej separacji w związku facet spłodził dziecko z kochanką i potem chciał do mnie wrócić to również nie przyjęłabym go spowrotem.
  • fragile_f 17.09.19, 20:32
    Jeśli para robi sobie roczną przerwę, to to nie jest kochanka, tylko zupelnie legalna ex.

    --
    Fragile
  • cruella_demon 17.09.19, 20:45
    Generalnie ja bym i bez dziecka nie przyjęła. Zgadzam się z powiedzeniem, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi.
    Skoro się rozstałam, to znaczy, że miałam ku temu powody.
  • sylwester.z.kolonii 17.09.19, 22:18
    Dokładnie, poza tym to jak oddać innym ludziom mieszkanie do używania i potem wrócić po kilku latach. Prawdopodobnie będzie już bardziej zużyte. Nie potrafiłbym wrócić do swojej byłej, wiedząc że przez ten czas inni faceci spuszczali się jej na twarz. Fuj.
  • larix_decidua77 18.09.19, 22:08
    sylwester.z.kolonii napisał:

    > faceci spuszczali się
    > jej na twarz. Fuj.
    Jesteś normalny?
  • agrypina6 17.09.19, 06:38
    Może się wypowiedz w tym temacie jak Ci mąż przyniesie dziecko ze związku czy romansu 😛
  • fawiarina 17.09.19, 09:12
    Dobry komentarz. Ja też mam dziecko z IVF i dla mnie geny nie były najważniejsze. Moja córka ostatecznie jest genetycznie moja, bo oczekiwanie na adopcję zarodka trwało tak długo, że w końcu udało się inną drogą.
    Gdybym miała partnera i on miał dziecko, z którym bym mieszkała, spokojnie bym je traktowała jak własne. Pamiętam jaką więź miałam z synem mojego brata, miłość do mojej córki niczym się od tego nie różni.
    ALE. Warunkiem jest szczerość i znajomość faktów. Jakby mi ktoś wciskał, że dziecko jest moje genetycznie, a by nie było, to bym się wściekła. Nie miałoby to wpływu na moją więź z dzieckiem, a jego rodzicem. Gdybym od początku wiedziała na czym stoję, to inna sprawa.
  • mebloscianka_dziadka_franka 17.09.19, 21:15
    Pary przechodzą przez in vitro nie dlatego, że koniecznie uparły się na swoje geny (a bo to rzadko korzysta się z nasienia z banku? albo jajeczka od dawczyni?), tylko dlatego że chcą być w ciąży (i mieć nad nią kontrolę) i - przede wszystkim - mieć dziecko od momentu narodzin. Zwłaszcza w kraju, w którym prawo adopcyjne jest tak totalnie idiotyczne, jak w naszym.

    Też. Ale jednak wybór in vitro z komórką dawczyni, czy nasieniem dawcy, czy adopcja zarodka jest na samym końcu leczenia, gdy para już wie, że po prostu nie ma innej możliwości. I wtedy owszem wolą wybrać tę drogę, niż adopcję ze względów, które wymianiłaś - czyli, że kobieta będzie w upragnionej ciąży, będzie miała gwarancję, że dziecko nie będzie miało FASu czy RADu.
  • lauren6 17.09.19, 06:04
    "Nigdy jej nie kochał skoro nie chciał wychowywać dziecka innego mezczyzny".
    "Gdyby kochał to dziecko by mu nie przeszkadzało".

    Imo niektóre panie przedawkowały harlequiny.
  • potworia116 17.09.19, 07:13
    Eee, nie. Po prostu doświadczyły w swoim życiu uczuciowym czegoś, co ciebie najwyraźniej ominęło.
  • kornelia_sowa 17.09.19, 08:12
    A ja myślę, że niestety przedawkowały harlequiny.
    Bez obaw-nic mnie w życiu nie ominęło
  • potworia116 17.09.19, 08:13
    Jeśli cię ominęło, to skąd masz wiedzieć?wink
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:15
    Uuu lauren, to kornelia_sowa😂 zenua.

    --
    "po Polsce krąży groźna amerykańska choroba...zwana polityczną poprawnością. Choroba ta atakuje mózg, powodując całkowitą ...utratę zdrowego rozsądku, zdolności do racjonalnego myślenia i - co może najsmutniejsze - poczucia humoru." A. Kołakowska
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:18
    I gdyby byla edycja, nawet 3 min, to by to mogla skasowac. A tak to klops😆

    --
    W co motłoch bez dowodów uwierzył, jakże byśmy to mogli dowodami obalić?
    Fryderyk Nietzsche
  • lauren6 17.09.19, 08:26
    Walnij się w pusty łeb. Jeśli to byłby mój drugi nick to post zostałby wykropkowany. Poleci ci najwyżej ten, w którym cię nazywam pustakiem 😂
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:28
    Nie zostanie wykropkowany poki moderacja nie zauwazy, sieroto.

    --
    "Tak długo trwało, zanim uświadomiliśmy sobie, że celem ludzkiego życia - niezależnie od tego, kto nim steruje - jest darzenie miłością tego, kogo akurat ma się pod ręką."
    Kurt Vonnegut
  • lauren6 17.09.19, 08:33
    W końcu zauważy i zobaczysz które posty polecą.
  • hanusinamama 17.09.19, 08:22
    Oj tak...i co mąz przyprowadza do domu dziecko jego i kochanki a ty je przyjmujesz jak swoje??
  • lauren6 17.09.19, 08:26
    I potem na forum może napisać, że na prawdę nic jej nie ominęło w życiu 🤣
  • potworia116 17.09.19, 09:13
    Nie wiem, ci cię tak śmieszy.
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:31
    Fragile_f tak wlasnie napisala:
    "Gdyby mojemu mężowi coś odbiło, rozstał się ze mną, po roku wrócił z dzieckiem - no kurde, nie byłoby mi łatwo, ale gdybym zdecydowała się wziąc to na klatę, to tak, pokochałabym jak swoje."

    --
    "Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ja jestem największym skurkowańcem w tej dolinie."
    Psalm 23
  • potworia116 17.09.19, 09:11
    To do mnie pytanie? W analogicznej sytuacji, gdybym chciała być z tym człowiekiem, tak, zaakceptowałabym też jego dziecko.
  • gaskama 17.09.19, 09:38
    Mnie jak Lauren też najwyraźniej ominął idiota, który puknął kobitkę na boku i przywlókł dziecko, bym pokochała jak swoje. Ja też nie spadłam z nikim na boku i nie czekałam, aż mój mąż zapała miłością do nieswojego dziecka. Kurczę, tyle rzeczy mnie w życiu ominęło. Tyle bogatych doświadczeń.
    Wiem, przesadzam. Ale cytaty przytoczone przez Lauren są rzeczywiście jak z harlequina.


    --
    "Przy pewnej dozie kretynizmu hipokryzja to po prostu wyraz poczucia przyzwoitości." by asia_i_p
  • potworia116 17.09.19, 10:14
    No, możesz się tarzać w swoim poczuciu moralnej wyższości, a certyfikat monogamicznej praworządności powiesić sobie nad kominkiem, ale nie zmienia to faktu, że jeśli czegoś w życiu nie doświadczysz, to tego nie znasz. Dla mnie nie do zaakceptowania jest sytuacja „chcę ciebie, ale bez dziecka”. Poniekąd rozumiem takie obiekcje, ale facet byłby dla mnie skreślony bez żalu.
    Nb każde zdanie zawierające słowo „miłość” lub „kochać” wyjęte z kontekstu brzmi jak z Harlequina, choćby było z Jeana Geneta.
  • gaskama 17.09.19, 10:29
    Jasne, każda sytuacja jest inna. Każdy rozumie inaczej słowo "miłość" i ma do tego prawo. Nie mam poczucia moralnej wyższości. Absolutnie.
    "Dla mnie nie do zaakceptowania jest sytuacja „chcę ciebie, ale bez dziecka”. Poniekąd rozumiem takie obiekcje, ale facet byłby dla mnie skreślony bez żalu." - Ty dla niego też.
    W tamtym wątku chodziło o konkretną sytuację i do niej odnosiły się zdania Lauren, tak to widzę. Wiadomo, że jak mam dziecko (jestem w ciąży, czy samotnie wychowującą matką, czy coś tam) i zakochuje się we mnie facet, to musi przyjąć na klatę, że mam dziecko. Dla mnie dziecko jest zawsze najważniejsze. Teoretycznie wydaje mi się, że nie zakochałabym się NIGDY w facecie, który nie akceptowałby mojego dziecka. Ale tam byłą sytuacja inna. Para byłą razem, rozstała się, pani zaszła w ciążę z kimś innym. I oczekiwanie, że pan powie "wow, kocham cię, będę nie moje dziecko wychowywał jak swoje" jest naiwnością. Przypuszczam, że takie sytuacje się zdarzają w życiu. Ale nie można mówić, że naprawdę kocha tylko wtedy, gdy zgodzi się na wychowywanie nie swojego dziecka. Kocham mojego męża ponad wszystko. I właśnie dlatego nie zgodziłabym się na wychowywanie jego (a nie mojego) dziecka. Nie dałabym rady. Czy to znaczy, że go za słabo kocham?

    --
    "Przy pewnej dozie kretynizmu hipokryzja to po prostu wyraz poczucia przyzwoitości." by asia_i_p
  • potworia116 17.09.19, 10:57
    Na szczęście każdy ma swoje kryteria, wg których mierzy „prawdziwość” miłości i fajnie, jeśli znajdzie kogoś, kto je podziela. Niefajnie natomiast qyśmiewaćbtych, ktorzy nie podzielają.
    Jeśli wybaczyłabym zdradę (co nie jest oczywiste), mogłabym pokochać także jej owoc. I nie biorę tego z dowolnej lektury, ale z życia.W opisanym wątku nie było zdrady. Była przerwa w związku, gdzie oboje dali sobie przyzwolenie na eksperymenty i oboje z niego skorzystali.
    Rozstanie mnie nie dziwi. Nie zaakceptowałabym natomiast ultimatum, jako sprzecznego z moim rozumieniem miłości.
  • lauren6 17.09.19, 13:38
    > W opisanym wątku nie było zdrady. Była przerwa w związku, gdzie oboje dali sobie przyzwolenie na eksperymenty i oboje z niego skorzystali.

    W opisanym wątku pani nie była pewna kto jest ojcem dziecka czyli sypiała z dwoma facetami w krótkim odstępie czasu. Mi to mocno zgrzyta w obrazie tej prawdziwej, głębokiej miłości, która rzekomo mnie ominęła.
  • potworia116 17.09.19, 14:28
    1. Trochę mnie żenuje, że muszę dorosłej osobie walić komunały w rodzaju: nie cały świat się ktęci według twoich wyobrażeń. A zwłaszcza nie kręci się wokół nich cudze życie erotomiłosne. 2. Polemizujesz nie z dziewczyną z wątku (ona nie ma tu głosu, szkoda, bo pewnie jej obraz sytuacji jest o wiele pełniejszy niż skrótowa relacja w poście startowym) tylko z forumkami, w tym mną, którym miłość kłóci się ze stawianiem ultimatum.
    3. Ktoś tu faktycznie przedawkował Harlequiny, poczytaj może czasem coś, co ci trochę pogłębi spojrzenie na ludzką uczuciowość i seksualność.
  • cruella_demon 17.09.19, 14:44
    Czyli pani sypiająca z kilkoma facetami naraz głęboko kocha pana, a pan jest nieczułym niekochającym draniem, bo chce testu na ojcostwo.
    Ciekawe podejście, nie powiem.
  • potworia116 17.09.19, 15:24
    Skąd mam wiedzieć kogo i jak kocha pani z postu startowego. Nie znam jej, ani jego, nie wiem nawet czy istnieją. Nie o tym mowa, ale o tym, że ja nigdy nie postawiłabym kochanej osoby w takiej sytuacji (chcę cię, o ile dziecko jest moje). I nie ceniłabym zbyt wysoko uczucia, które dopuszcza takie zagrania. Testy natomiast byłyby koniecznością, choćby ze względu na prawa dziecka, jak i prawa wszystkich zainteresowanych do jasnego obrazu sytuacji. Testy to nie problem.
  • alin9 17.09.19, 14:46
    Według Twoich wyobrażeń też się nie kręci.Nie wiem kto i co przedawkował.Jedno jest pewne.Gdyby była wielka miłość nie byłoby rozstania i powrotów.Dla niektórych takie zachowania pod płaszczykiem chorej miłości są żałosne.
  • potworia116 17.09.19, 15:17
    alin9 napisała:

    > Według Twoich wyobrażeń też się nie kręci.

    Wiem i nikomu ich nie narzucam.

    Nie wiem kto i co przedawkował.

    Ja wiem natomiast, kto pierwszy uruchomił ten obraźliwy frazes.

    Jedno jest pewne.Gdyby była wielka miłość nie byłoby rozstania i powrotów.

    W twoim uniwersum.

    Dla niektórych takie zachowania pod płaszczykiem chorej miłości są żałosne.

    To niech niektórzy żyją szczęśliwie w swojej monogamicznej bańce i hamują się trochę z wyrażaniem swojego oburzu i dysgustu. Niezbyt to eleganckie.
  • cruella_demon 17.09.19, 15:30
    Przecież nikt nikomu nie broni nawet z autobusem arabów tongue_out
    Pan nie miał przecież pretensji o to, że pani w przerwie miała kogoś, tylko najzwyczajniej nie chciał być wrobiony w podrzutka.
  • potworia116 17.09.19, 15:37
    cruella_demon napisała:


    > Pan nie miał przecież pretensji o to, że pani w przerwie miała kogoś, tylko naj
    > zwyczajniej nie chciał być wrobiony w podrzutka.

    Nikt go przecież nie próbował wrobić. Powiedziano mu na wstępie, że dziecko może nie być jego. Zażądał testów, dostał testy, wymiksował się z imprezy - jego prawo.
  • alin9 17.09.19, 15:46
    Dokładnie miał do tego prawo.Tu powinna być kropka a nie zarzucanie panu braku uczuć bo...
  • potworia116 17.09.19, 15:51
    Ale dla mnie takie stawianie sprawy dowodzi braku uczuć. Dlaczego mam się wstrzymywać z wyrażeniem takiej opinii na forum, służącym wyrażaniu opinii?
    I co ma sugerować ten trzykropek, bo przyznan, że nie rozumiem?
  • lauren6 17.09.19, 15:58
    Za to bzykanie się z kilkoma osobami na raz to wyraz głębokiej miłości do wieloletniego partnera 🤭
  • potworia116 17.09.19, 16:11
    Skąd wiesz, że na raz? Masz jakieś inne źródło informacji niż post startowy?
    Co do meritum, z seksualnej dyspensy skorzystali oboje. Przypuszczam, że była oba (ta dyspensa) nie tyle wyrazem miłości, ile zagubienia i kryzysu, z którymi nie umieli sobie poradzić. Jak tam było z miłością po stronie pani - nie wiem. Po stronie pana - już się wypowiedziałam.
  • lauren6 17.09.19, 17:59
    > Skąd wiesz, że na raz? Masz jakieś inne źródło informacji niż post startowy?

    Tak. Posiadam tajemną wiedzę na temat cyklu kobiet 🤦‍♀️
  • kura17 17.09.19, 18:47
    > > Skąd wiesz, że na raz? Masz jakieś inne źródło informacji niż post startowy?
    >
    > Tak. Posiadam tajemną wiedzę na temat cyklu kobiet

    e no bez przesady. ludzie "maja przerwe" i sie bawia z innymi. pani jest 1-2 dni przed owulacja, spedza noc z kochankiem. nastepnego dnia "stary pan" dzwoni, ze bardzo chce wrocic, spotykaja sie, seks "na powitanie" - nie uwazam tego za "seks na raz", a dziecko moze byc dowolnego pana.



    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • potworia116 17.09.19, 18:55
    Niestety tajemnej wiedzy o meandrach polszczyzny nie posiadłaś.
  • lauren6 17.09.19, 19:12
    Podobnie jak ty.
  • potworia116 17.09.19, 21:06
    lauren6 napisała:

    > Podobnie jak ty.

    Łooo matko, ale riposta.
  • cruella_demon 17.09.19, 16:19
    > Ale dla mnie takie stawianie sprawy dowodzi braku uczuć.

    Wcale nie. Ludzie mają swoją granicę, której przekroczenie jest dla nich nieakceptowalne, dla jednego będzie to oglądanie porno przez partnera, dla drugiego skoki w bok, a dla trzeciego przytarganie bękarta. Przecież zdradzone żony decydując się na rozwód nie przestają nagle kochać, ale mimo to nie są w stanie z tym człowiekiem dłużej być. Pan mógł panią kochać i jak najbardziej cierpieć przy rozstaniu, ale zaakceptowanie tego dziecka to już było dla niego zbyt wiele.
  • potworia116 17.09.19, 16:46
    Ale oni razem ustalili, że dają sobie seksualną wolność i oboje, za obopólną wiedzą z niej korzystali. Analogia jest więc chybiona, bo nie mamy do czynienia ze zdradą. On nie miał pretensji o seks z innymi, on nie chciał dziecka, jej z dzieckiem. Może z twoim poglądem na miłość się to nie kłóci, z moim - zasadniczo.
  • alin9 17.09.19, 15:43
    To niech niektórzy żyją szczęśliwie w swojej monogamicznej bańce i hamują się trochę z wyrażaniem swojego oburzu i dysgustu. Niezbyt to eleganckie.

    Piszesz o sobie?Masz rację zacznij od siebie zanim skrytykujesz innych.
  • potworia116 17.09.19, 15:49
    Bardzo proszę o dokładny cytat, w którym wyrażam oburz i dysgust.
  • lauren6 17.09.19, 15:56
    "Dla mnie nie do zaakceptowania jest sytuacja „chcę ciebie, ale bez dziecka”. " - nie musisz dziękować
  • potworia116 17.09.19, 16:06
    To ma być wyraz oburzu i dysgustu? Hm, jednak dziękujęsmile
  • memphis90 17.09.19, 07:04

    >I entuzjastyczne głosy ematek, jak to panowie z >radością powinni przyjmować przyjście na świat nie >swojego potomka, oczywiście z pełnym utrzymaniem i >nie wnikaniem za bardzo w ojcostwo.
    Naprawdę? Może wrzuć kilka cytatów, bo póki co to raczej próbujesz nam wmowic dziecko w brzuch...


    >Ale jest to trochę podobna sytuacja gdy mąż przynosi >do domu własne dziecko spłodzone z kochanką i każe >żonie wychowywać.
    Aaaaa, byłam świadkiem dokładnie takiej sytuacji! Pani dziecko adoptowala.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • anorektycznazdzira 17.09.19, 07:49
    Też nie wiem dlaczego komuś się wydaje, że biologię można już nie ignorować ale w ogóle negować.
    Generalnie sądziłam, że "w razie czego mogłabym i chciałabym adoptować"- może i tak, ale odkąd mam własne dzieci, to widzę, że mam fioła tylko na ich punkcie. Inne mnie męczą i denerwują, nie posiadam instynktu macierzyńskiego rozciągającego się na każde, byle tylko dzieckiem było. Krzywdy bym oczywiście nie zrobiła, niektóre lubię szczerze, ale żeby lubić wszystkie hurtem nieważne jakie...? tongue_out


    --
    'Ta opowieść mnie znudziła, albowiem nie była o mnie. Kumasz zależność?' by król Julian
  • malgo21 17.09.19, 08:00
    Adoptowane wpadają w kategorię "swoje" a nie "obce wrzaskuny w parku"
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:04
    "Też nie wiem dlaczego komuś się wydaje, że biologię można już nie ignorować ale w ogóle negować."
    Jak to nie wiesz, przeciez sama to robisz twierdzac, ze nie ma roznic miedzy chlopcami a dziewczynkami. I to ze plod meski dostaje potezne zastrzyki z testosteronu tez nie ma dla ciebie znaczenia.
    A poza tym, to kolejny watek sprowadzamy na lewackie manowce. Chociaz w sumie ostatnio duzo tych najaktywniejszych siedzi cicho... No i gdzie jest gruu, ona jes eksperte w tym temacie...

    --
    "Here is the solution to the American drug problem suggested... by the wife of our President: "Just say no"."
    Kurt Vonnegut
  • anorektycznazdzira 17.09.19, 16:35
    a dajże spokój, nie masz podstawowej wiedzy z fizjologii, oczytałaś się internetów i ciśniesz.


    --
    'Nie musicie dziękować. Wystarczy mnie wielbić na klęczkach' by król Julian
  • 1matka-polka 17.09.19, 18:39
    Znaczy podtrzymujesz, ze testosteron, czy jego brak nie zmienia nic. Lol

    --
    "Tak długo trwało, zanim uświadomiliśmy sobie, że celem ludzkiego życia - niezależnie od tego, kto nim steruje - jest darzenie miłością tego, kogo akurat ma się pod ręką."
    Kurt Vonnegut
  • 1matka-polka 17.09.19, 18:39
    Znaczy podtrzymujesz, ze testosteron, czy jego brak nie zmienia nic. Lol.

    --
    "Here is the solution to the American drug problem suggested... by the wife of our President: "Just say no"."
    Kurt Vonnegut
  • 1matka-polka 17.09.19, 18:39
    Znaczy podtrzymujesz, ze testosteron, czy jego brak nie zmienia nic. Lol.

    --
    "po Polsce krąży groźna amerykańska choroba...zwana polityczną poprawnością. Choroba ta atakuje mózg, powodując całkowitą ...utratę zdrowego rozsądku, zdolności do racjonalnego myślenia i - co może najsmutniejsze - poczucia humoru." A. Kołakowska
  • kura17 17.09.19, 18:45
    > Znaczy podtrzymujesz, ze testosteron, czy jego brak nie zmienia nic. Lol.

    Ty tak po zydowsku uwazasz, ze trzeba powtorzyc 3 razy, zeby bylo prawdziwe? tongue_out




    --
    "out of the ash I rise with my red hair and eat men like air" - sylvia plath
  • 1matka-polka 17.09.19, 18:49
    Aj waj😳

    --
    "W lokalnej dyskotece spotykasz szatana - co mówisz? Zareaguj spontanicznie na zadaną sytuację."
    Dorota Masłowska
  • malgo21 17.09.19, 07:59
    cruella_demon napisała:

    > Ostatnio sporo wątków o nieojcach się pojawiło.
    > I entuzjastyczne głosy ematek, jak to panowie z radością powinni przyjmować prz
    > yjście na świat nie swojego potomka, oczywiście z pełnym utrzymaniem i nie wnik
    > aniem za bardzo w ojcostwo. Wszak to radość i zachwyt wychowywać jakiekolwiek d
    > ziecko, jakie kobiece łono wydało. A jak nie chce podrzutka, znaczy nieczuły dr
    > ań.
    >
    > Otóż nie.

    Piszesz o wątku nt czy żądanie testu na ojcostwo jest uczciwe, tym w którym niemal każdy wpis zaczyna się od "tak, uczciwe"?
    Z czym właściwie polemizujesz?
  • cruella_demon 17.09.19, 10:19
    Przeczytaj go dokładnie, lauren podała przykladowe cytaty.
    Ale też do wątku, w którym facet porzucił żonę i dziecko jak się dowiedział, że został oszukany.
  • memphis90 17.09.19, 13:02
    Wow, dwa, na wątek z 300 wpisami...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • lauren6 17.09.19, 13:33
    Kpisz czy o drogę pytasz?

    Mam tutaj wkleić wszystkie posty bo_ob, iwonyw, joli_kotki (i pewnie kilku innych nicków, których teraz nie pamiętam) z tamtego wątku, żeby zobrazować skalę przedawkowania tanich romansideł?

    Ogarnij się.
  • ichi51e 17.09.19, 08:07
    Ciezko sie wypowidac dopoki nas los nie postawi przed taka sytuacja. Mi sie wydaje ze raczej by mi nie przeszkadzalo ale wolalabym samolubnie zeby to dziecko bylo calkowicie moje tj bylo sierota w najgorszym wypadku. Tak zupelnie rozpatrujac w oderwaniu od oszustwa i kukulczatka.
    Wydaje mi sie ze kobietom jest z jednej strony latwiej (zwlaszcza w wypadku bezbronnego niemowlaka) niz mezczyznom. Z drugiej strony mysle ze facetom jakos latwiej nawiazac wiez z dzieckiem starszym (niz kobietom, te bywaja histerycznie zazdrosne o pasierbow/pasierbice - faceci jednak lepiej do tego podchodza)

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • nangaparbat3 17.09.19, 08:18
    Różnie bywa. W rodzinie mego byłego para, mająca już troje własnych dzieci, przygarnęła siostrzeńca żony (siostra umarła, szwagier w szpitalu psychiatrycznym). Ciotka, w końcu bardzo blisko spokrewniona z dzieckiem, traktowała je źle, odrzucała, wypominała, dawała odczuć, że jest "nie jej". Jej mąż, niespokrewniony z dzieckiem w żaden sposób, opiekował się, wspierał, traktował jak własne.
    Nie od genów zależy, tylko od serca, i tyle.

    --
    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:19
    "Nie od genów zależy, tylko od serca, i tyle."
    A serce zalezy od genow i kolko sie zamyka🙄

    --
    "Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo ja jestem największym skurkowańcem w tej dolinie."
    Psalm 23
  • ichi51e 17.09.19, 08:37
    No wlasnie przyklad wyzej pokazuje ze nie zalezy. Geny z dzieckiem siostry wspolne sa. Tyle ze w tym wypadku pewnie ciotka przeniosla jakies zlosci z matki na dziecko. Poza tym jak masz dziecko w podobnym wieku z kims i porownujesz albo ktos porownuje to bardzo latwo zbudowac w sobie i niechec do dIecka.
    Nie wiem czy serce do konca. Mi sie wydaje ze po prostu mezczyzni latwiej akceptuja dzieci starsze - zwlaszcza jesli sytuacja jest jasna - pasierbica, zony rodzina, przysposobione. Moje do dbania z wyboru. Kobiety za to buduja wiez na emocjach a na te ciazko miec wplyw

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • 1matka-polka 17.09.19, 08:42
    "pokazuje ze nie zalezy. Geny z dzieckiem siostry wspolne sa."
    To byc moze ta matka swoich dzieci tez dobrze nie traktowala, bo ogolnie nie miala do tego drygu. A to co pisze nanga to trzeba dzielic przez trzy.

    --
    "Bardzo wiele rzeczy się dzieje, ale również zdumiewająco wiele rzeczy na świecie się nie dzieje."
    Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
  • rosapulchra-0 17.09.19, 11:25
    A może twoje domysły są mylne? suspicious

    --
    Jeśli cos zdarzyło sie raz- mozliwe, ze zdarzy sie ponownie, ale jesli cos zdarzylo sie juz dwa razy- na pewno zdarzy sie po raz trzeci. by eulalia_bardzo_przecietna
  • ashleigh41 17.09.19, 08:58
    cruella_demon napisała:


    > Gdyby to było takie proste, to niepłodne pary nie przechodziłyby przez pińcet n
    > ieudanych in vitro byle tylko mieć własne, biologiczne dziecko.

    Przechodza glownie ze wzgledu na partnerki, to kobiety maja najwieksze parcie na biologiczne dzieci.

    Gdybym nie mogła urodzić własnych biologicznych, to wolałabym pozostać bezdzietna.

    Tego nie wiesz bo dzieci masz.

    A kobiety jak i mezczyzni wychowuja nie swoje dzieci i kochaja je jak wlasne. To jest bardzo indywidualna kwestia.
  • cruella_demon 17.09.19, 10:24
    Ale wiem jak się czułam jak nie miałam. Bardzo długo byłam bezdzietną z wyboru i wiem jak się czułam starając się i myśląc co będzie jak się nie uda.
    Dziecka męża z kochanką nie potrafiłabym traktować nawet choćby przyzwoicie.
  • arista80 17.09.19, 10:51
    Kategoryczne opowiadanie się "ja w tej sytuacji nigdy...." to czyste teoryzowanie. W rzeczywistości nigdy nie wiadomo w jakiej sytuacji postawi nas życie. Mój kuzn, największy miłośnik imprez i przeciwnik dzieci jakichkolwiek zakochał się w dziewczynie samotnie wychowującej dziecko (tatuś biologiczny dał nogę za granicę). To dziecko pokochał jak własne, walczył o jego akceptację, gdy po jakimś czasie nagle pojawił się biologiczny ojciec mamiący małego drogimi zabawkami, był autentycznie przerażony, że go straci. Cała rodzina z otwartą gebą patrzyła jak on się stara dla tego chłopaka. Teraz jak się na nich patrzy, nikt by nie pomyslał, że ich geny są całkowicie różne. Sam chłopak ma lepszy kontakt właśnie z kuzynem niż matką, w sensie, że mama to mama, a z nim spędzają wolny czas, on go prowadzi na piłkę, kibicuje, pomaga. Między nimi jest niesamowita więź.
    Z kolei w klasie mojej córki jest też dziewczynka, której matka była samotna i poznała nowego partnera i on ją pokochał jak córkę. Finał trochę smutny, bo jej matka zmarła, ale ten partner cały czas ma kontakt z dziewczynka, chodza razem na plac zabaw, on się opiekuje jak może i widać, że mu zależy.
    Także to są sytuacje, gdzie my możemy snuć teorie, a potem nagle okazuje się, że podejmujemy zupełnie inny wybór. Bo widzimy przed sobą realne dziecko, a nie tylko DNA. I żeby nie było, ja nie uważam, że jak się nie chce związku z kimś juz z dziećmi, to jest się złym, jednak myślę, że póki życie naprawdę nie postawi nas przed tego typu sytuacją, to wszelkie kategoryczne wypowiedzi pozostana tylko suchą teorią.
  • koronka2012 17.09.19, 17:13
    arista80 napisała:

    > Między nimi jest niesamowita więź.

    Wiesz, taką niesamowitą więź z pasierbem miał mój kolega. Do czasu aż się małżeństwo nie posypało. I potem się okazało, że ta więź była złudna, bo kontaktu nie mają żadnego, mimo że kolega mimo wszystko chciał go nadal utrzymywać, a dzieciak w momencie rozstania byl już dorosły.
    To samo w dalszej rodzinie - dla dziecka ojczym przestał istnieć, mimo że dbał i wychowywał.
    I to jest ta różnica między biologią a przyszywanym ojcostwem.
  • malgo21 18.09.19, 08:27
    Różnica? Biologiczni ojcowie też tak potrafią
  • ashleigh41 17.09.19, 10:54
    cruella_demon napisała:

    > Ale wiem jak się czułam jak nie miałam. Bardzo długo byłam bezdzietną z wyboru

    Bezdzietnosc z wyboru a z przymusu to jednak co innego.


    > Dziecka męża z kochanką nie potrafiłabym traktować nawet choćby przyzwoicie.

    A to swiadczy tylko o slabosci twojego charakteru, bo dziecko nie jest winne niczemu.
  • sniyg 17.09.19, 11:14
    Kobiety gorzej podchodzą do obcych dzieci niż do własnych, bo mają mniejsze możliwości prokreacyjne niż mężczyźni i na ogół gorszy dostęp do zasobów.
  • zofijkamyjka 17.09.19, 21:10
    sniyg napisał:

    > Kobiety gorzej podchodzą do obcych dzieci niż do własnych

    to bzdura! kiedyś czytałam jakiś artykuł o tym jak łatwo większość ludzi pokocha obce bezbronne pozostawione im pod opiekę na dłużej małe dziecko. I to zarówno kobieta jak i mężczyzna.

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • zofijkamyjka 17.09.19, 21:00
    cruella_demon napisała:

    > Dziecka męża z kochanką nie potrafiłabym traktować nawet choćby przyzwoicie.
    ale pewnie nie dlatego, że to dziecko nie Twoje biologicznie tylko, że to dziecko biologiczne kochanki!




    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.
  • cruella_demon 17.09.19, 22:10
    No oczywiście.
    Ale właśnie z podobnych powodów pan z tamtego wątku nie chciał pani z przychówkiem.
    Porównywanie tego do adopcji ma się nijak, dziecko adoptowane, czy nawet dziecko partnera o ile poznamy go już jak ma dzieci nie niesie za sobą emocjonalnego bagażu.
  • beataj1 17.09.19, 12:05
    Ja wiem trochę. Zanim urodziłam córkę miałam za sobą kilka poronień i informację że bez poważnego leczenia nie będzie dzieci.
    Uznałam, że trudno, leczenia nawet nie zaczęłam.
    Córka urodziła się po 6 latach w efekcie niestosowania antykoncepcji, bo przecież i tak nic z tego nie będzie.
    Syn urodził się po kolejnych paru latach znowu w sytuacji w teorii: przy pani stanie zdrowia ciąży na pewno nie będzie. Mój gin był większym szoku niż ja.
    Teraz już nie wierzę w obietnice niepłodności i się zabezpieczam.
    Także wiem, dzieci mam fajne ale wścieku macicy nigdy nie miałam i bez większego żalu wtedy zaakceptowałam fakt niepłodności.

    --
    Lepiej zużywać się, niż rdzewieć.
  • kropkacom 17.09.19, 11:18
    Adopcja dziecka to nie jest tylko załatwienie sobie nie biologicznego dziecka. Myślałam, że ematki to już ogarnęły. I tak, trzeba mieć ku temu odpowiednio poukładane w głowie. Przy tym in vitro bywa po prostu prostsze. Co się tyczy panów to i tak w jakimś procencie (ponoć) nieświadomie wychowują nie biologiczne dzieci. Dla wielu rodzicielstwo to po prostu coś więcej niż krew. Poza tym dzieci nie są niczemu winne.
  • beataj1 17.09.19, 12:01
    Ja bym rozgraniczyła dwie rzeczy.
    O ile nie bardzo wyobrażam sobie POKOCHANIE jak swojego dziecka, o którym od początku wiem, że nie jest moje, to opcja w której nagle PRZESTAJE kochać dziecko, o którym po latach dowiaduje się, że nie jest biologicznie moje nie mieści mi się w głowie.

    Chodzi mi o to, że faktycznie pewnie nie umiałabym pokochać dziecka z adopcji - i dlatego adopcja nie dla mnie.
    Ale jeżeli nagle dowiedziałabym się że moje dziecko nie jest biologicznie moje. Takie dziecko z którym mam doświadczenia, wspomnienia, które już kocham jak swoje, które mnie kocha jako jedynego znanego sobie rodzica - to opcja odkochania się z minuty na minutę nie mieści mi się w głowie. I tu pewnie wchodzą w rachubę naprawdę trudne emocje - ale porzucenia sobie nie wyobrażam. I facetów którzy potrzebują kurz po np 10 latach kochania dziecka uważam za ostatnie gnidy.


    --
    Ludzie mówią, że ich ciało to świątynia. Moje to dmuchany zamek do skakania.
  • bigzaganiacz 17.09.19, 13:24
    ie wyobrażam. I facetów którzy potrzebują kurz po np 10 latach kochania dziecka uważam za ostatnie gnidy.

    to pomysl sobie gnido ze gdy "Ale jeżeli nagle dowiedziałabym się że moje dziecko nie jest biologicznie m"
    to to dziecko/dorosly chce poznac biologicznego rodzica chociaz "nie mam doświadczenia, wspomnienia, które już kocham jak swoje, "a relacja z rodzicem przyszywanym sie rozlazi
  • alin9 17.09.19, 14:30
    No to pozna biologicznych.Jaki to ma wpływ na dalsze relacje dziecka i niebiologicznego rodzica?Rozłazić się może tylko gdy jest coś na rzeczy(przeważnie ktoś miesza).
  • nenia1 17.09.19, 16:24
    cruella_demon napisała:

    > A jak nie chce podrzutka, znaczy nieczuły drań.

    Podrzutka? Cóż za wyrafinowane określenie. Cofamy się mentalnie szybciej niż sądziłam...
  • tairo 17.09.19, 18:12
    > Gdyby to było takie proste, to niepłodne pary nie przechodziłyby przez pińcet nieudanych in vitro
    > byle tylko mieć własne, biologiczne dziecko.

    Sprawdzić, czy w tym in vitro plemniczek albo jajeczko przypadkiem nie od dawcy, a nie "biologiczne".
  • cruella_demon 17.09.19, 18:20
    Kobieta mając dziecko z komórki dawczyni jednak sama jest w ciąży, rodzi i karmi własną piersią.
    Natomiast sporo facetów nie godzi się na zapłodnienie cudzą spermą, wbrew pozorom to całkiem częste zjawisko.
  • tairo 17.09.19, 20:10
    Wciąż nie jest to jej genetyczne dziecko.
    Sporo facetów nie godzi się na zapłodnienie cudzą spermą, ale i sporo się godzi, więc wbrew pozorom nie wszystkim przeszkadza brak wspólnych genów.
  • cruella_demon 17.09.19, 20:35
    Przecież ja nie napisałam, ze wszystkich, tylko, ze są osoby, które takiego dziecka nie zaakceptują i to ich prawo. I kobieta ma prawo nie wiązać się z dzieciatym i facet ma prawo zażądać badań DNA i się wymiksować gdy dziecko nie jest jego.
    Zresztą nawet i w przywołanym już in vitro są ludzie którzy nie godzą się na skorzystanie z cudzych komórek.
    Dlatego takie bulwersowanie się, że pan nie chciał pani z cudzesem faktycznie świadczy o przedawkowaniu harlekinów.
  • potworia116 17.09.19, 21:05
    Nikt nie negował tego, że ma prawo, nie iem z jakim chochołem polemizujesz i jaki związek przyczynowo-skutkowy między jego prawem, cudzym osądem i zestawem lektur.
  • malgo21 18.09.19, 08:33
    cruella_demon napisała:

    > Przecież ja nie napisałam, ze wszystkich, tylko, ze są osoby, które takiego dzi
    > ecka nie zaakceptują i to ich prawo. I kobieta ma prawo nie wiązać się z dzieci
    > atym i facet ma prawo zażądać badań DNA i się wymiksować gdy dziecko nie jest j
    > ego.
    > Zresztą nawet i w przywołanym już in vitro są ludzie którzy nie godzą się na sk
    > orzystanie z cudzych komórek.
    > Dlatego takie bulwersowanie się, że pan nie chciał pani z cudzesem faktycznie ś
    > wiadczy o przedawkowaniu harlekinów.

    Na razie to ty się głównie bulwersujesz kilkoma wpisami, które uogólniasz do skali która uzasadniałaby ten twój bulwers. Jeszcze raz: nikt nie twierdzi że każdy ma obowiązek akceptować niebiologiczne dzieci. W tamtym wątku przytłaczająca większość uznała że facet postawił sprawę uczciwie.
    Naprawdę nie rozumiem co cię popchnęło do tego wątku. Chciałaś odpisać na te 3 posty potępiające faceta który chciał testów DNA, ale w nowym wątku żeby nikt nie przegapił? No szkoda żeby się taki diament na forum zmarnował w cudzym wątku smile
  • ashleigh41 18.09.19, 09:33
    W tamtym watku nie potepiano tego faceta zauwazono jedynie (i slusznie) ze facet tak naprawde nie kochal tej kobiety a zostalby z nia jedynie gdyby sie okazalo ze dziecko jest jego. Oczywiscie ze nie musi chciec wychowywac cudzego dziecka, jednak nie w tym rzecz, a w motywach jakimi sie kierowal. Poprostu jej nie kochal jako osoby.
  • maly_fiolek 18.09.19, 13:45
    Oj tam, miłość też ma swoje granice, po zastanowieniu chłop pewnie stwierdził że lepiej się odkochać.
  • malgo21 18.09.19, 13:57
    ashleigh41 napisał(a):

    > W tamtym watku nie potepiano tego faceta zauwazono jedynie (i slusznie) ze face
    > t tak naprawde nie kochal tej kobiety a zostalby z nia jedynie gdyby sie okazal
    > o ze dziecko jest jego.

    Tym bardziej teza niniejszego wątku wydaje się z księżyca.
  • fragile_f 17.09.19, 20:30
    I wlasnie tych facetow mam pelne prawo nazwać niedojrzalymi pipkami - bo przez ich fanaberie (i defekt fizyczny) żona nie bedzie miala dziecka. Jesli ktos uwaza, ze wspolne geny sa ważniejsze, niz ciaza, narodziny i wychowywanie, to powinien dac kobiecie spokój i odejść. Może laska trafi na kogoś normalnego, bo to nie rokuje dobrze na przyszłość.

    --
    Fragile
  • cruella_demon 17.09.19, 20:42
    A to jest temat na zupełnie oddzielny wątek.
    Niektóre kobiety są po prostu bardzo naiwne, żeby nie powiedzieć głupie. Płodny pan nie będzie miał obiekcji żeby zostawić bezpłodną panią i machnąć sobie potomka z inną, a kobiety sobie marnują życie z bezpłodnym panem, "bo przecież nie mogą mu tego zrobić".
  • fragile_f 17.09.19, 20:49
    No, zwlaszcza ze chodzi o jednego, smutnego plemniczka. Ale tu imho nie chodzi o geny, tylko o "jajka mi nie dzialaja a innym tak, buuu, jestem taki bieednyy, cierp ze mną!"

    --
    Fragile
  • bistian 17.09.19, 20:58
    cruella_demon napisała:

    > Płodny pan nie będzie miał obiekcji żeby zostawić bezpłodną panią i machnąć sobie pot
    > omka z inną, a kobiety sobie marnują życie z bezpłodnym panem, "bo przecież nie
    > mogą mu tego zrobić".

    Mało widziałaś, są bardzo różne sytuacje rodzinne. Ludzie się decydują na nietypowe rozwiązania z głównego powodu, że chcą być razem. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety.
  • maly_fiolek 18.09.19, 13:48
    Oj znam przypadki i to całkiem sporo gdzie płodny pan jest związany z bezpłodną panią.
    I nie mówię tu tylko o związkach z kobietą po 50tce.
  • zofijkamyjka 17.09.19, 20:45
    miłość nie powstaje ze wspólnych genów!

    --
    Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowywany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka