Dodaj do ulubionych

Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowawcza

05.10.19, 13:03
Moja babcia lat 93, osoba wciąż samodzielna, przytomna, sprawna. Mama mojej mamy i jeszcze dwójki. Dziadek nie żyje od 5 lat. I tak babcia, dobra, kochana, taka od lepienia pierogów i szycia ubranek dla lalek, po raz kolejny opowiada o swoim rodzicielstwie. Dzieci nie chcialy spać (połowa lat 50.) to dawała im "klapa" i od razu zasneły. Któryś z wnuków narozrabiał coś w ogrodzie (lata 80.) to też dała mu klapa itp itd. Nie po raz pierwszy słuchałam tych opowieści. Ze zgrozą, bo babcia w wielu sprawach zweryfikowała swoje podejście, wie co było zle, czy niewłaściwe. A to jedno, określane mianem "klapa" wciąż jest panaceum na wszelkie problemy. I teraz najlepsze. Siedzi obok mnie mama, która słucha o tych klapsach, które dostawała, o konkretnych sytuacjach ze swojego życia i tylko uśmiecha sie głupio. Nawet nie kometuje, choćby żartem, że to o niej mowa... Czy u was w rodzinach też klapsy były czymś "normalnym"?! Nie uwierzę, że wszyscy między 1950, a 1990 rokiem tak wychowywali. (ja klapsów nie uznaję, sama w dzieciństwie kilka dostałam).
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 13:09
      Bardzo wiele osób, pamiętam, jak mnie żenowała, słusznie, czy nie matka, mojej przyjaciółki ze studiów, która mówiła: babcia, a moja mama, mnie bardzo biła... Inni dorośli tego zwykle nie wspominali, ona często, pani nauczycielka. Mojej mamy chyba babcia nie biła, z tego co kojarzę, ale samotnie wychowywała ją i jej brata.

      --
      "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
      • black_magic_women Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 13:26
        Ale wyobrażacie sobie, kochana babuleńka, głaszcze moją 9 miesięczną córeczkę i opowiada, że jak siedząca obok mama (jej córka, rocznik 1950) coś zmalowała to dostawała klapa i pada to w rozmowie z 10 razy. A moja mama nic! Jakby to nie było o niej, a dodam, że zawodowo zajmuje się m. in. pedagogiką i psychologią.
        • aqua48 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 14:55
          black_magic_women napisała:

          > Ale wyobrażacie sobie, kochana babuleńka, głaszcze moją 9 miesięczną córeczkę i
          > opowiada, że jak siedząca obok mama (jej córka, rocznik 1950) coś zmalowała to
          > dostawała klapa i pada to w rozmowie z 10 razy. A moja mama nic!

          A co ma kochanej babuleńce dać teraz klapsa? no weź.. Trochę za późno na wychowywanie babci. Za czasów mojego dzieciństwa klapsy to była lepsza kara, gorsza to było zamykanie ryczącego i awanturującego się dziecka w łazience. U koleżanki jeszcze światło w tej łazience gaszono..
          • tt-tka Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:50
            black_magic_women napisała:

            > > Ale wyobrażacie sobie, kochana babuleńka, głaszcze moją 9 miesięczną córe
            > czkę i
            > > opowiada, że jak siedząca obok mama (jej córka, rocznik 1950) coś zmalow
            > ała to
            > > dostawała klapa i pada to w rozmowie z 10 razy. A moja mama nic!
            >

            A ty ? Zareagowalas czy tez nic ?
            > A co ma kochanej babuleńce dać teraz klapsa? no weź.. Trochę za późno na wychow
            > ywanie babci. Za czasów mojego dzieciństwa klapsy to była lepsza kara, gorsza t
            > o było zamykanie ryczącego i awanturującego się dziecka w łazience. U koleżanki
            > jeszcze światło w tej łazience gaszono..




            --
            Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
            • black_magic_women Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 16:54
              tt-tka napisała:
              i
              >
              > A ty ? Zareagowalas czy tez nic ?

              Zareagowałam i to nie raz, bo słucham tych wspomnień od lat.

              > > A co ma kochanej babuleńce dać teraz klapsa? no weź.. Trochę za późno na
              > wychow
              > > ywanie babci.

              Wystarczyłoby powiedziec "no takie były wtedy czasy" jak to nie raz obie mówią na usprawiedliwianie różnych działań

              >>Za czasów mojego dzieciństwa klapsy to była lepsza kara

              A myślisz, że tego nie było? Były i klapsy i klęczenie i kuzyn, wtedy może 6 letni, do wyrzygu siedzący nad jakimiś śledziem, którego nie mógł przełknąć, a wszystkie dzieci dawno już zapomniały o obiedzie...
              • tt-tka Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 19:08
                black_magic_women napisała:

                > tt-tka napisała:
                > i
                > >
                > > A ty ? Zareagowalas czy tez nic ?
                >
                > Zareagowałam i to nie raz, bo słucham tych wspomnień od lat.

                No i sama widzisz, ze nie skutkuje. Babcia nadal traktuje to jako rodzinna anegdote. Widocznie twoja mama, ktora sila rzeczy zna babcie dluzej wie, ze reagowac nie warto. Dlatego ona "i nic".



                --
                Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
      • m.y.q.2 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 13:28
        Naprawdę klapsy to problem? Moje dzieciństwo w nie obfitowało, zresztą w innych domach również je dawano. Nawet powiedzenie "d*pa nie szklanka" w tych czasach było bardzo popularne.
        Z klapsami nigdy żadnego problemu nie miałam. I nie, to nie jest bicie, ktoś wam mąci w głowie, naprawdę!
        Z dziećmi radziłam sobie bez klapsów, nawet w pampersa nigdy nie oberwały.


        --
        — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
        TerryPratchett
        • m.y.q.2 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 13:39
          Klapsy należy odróżnić od lania. Lanie to było bicie pasem, po tyłku oczywiście. Też żadna tragedia, ale może w wykonaniu silnego faceta, w dodatku brutala, który lubił zadawać ból, to mógł być problem, słyszałam o takim ojcu, co walił w kuper tą stroną paska, która miała klamrę. To podobno bolało.
          Ale w wykonaniu mojej matki, to było symboliczne strugnięcie po tyłku.

          --
          — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
          TerryPratchett
            • m.y.q.2 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 14:17
              Zadaniem klapsów i lania nie było krzywdzenie dziecka, tylko kodowanie w jego psychice, że są pewne granice, których przekroczyć nie wolno.
              Ponieważ należały do metod wychowawczych, nie mogły krzywdzić fizycznie, nie miały nic wspólnego z przemocą, o której pisze przedpiśczyni.
              Jasne, że stosowane przez margines były zwyczajnym znęcaniem się nad młodszymi i słabszymi. Dlatego słusznie zabroniono stosowania tej metody, bo naprawdę, źle stosowana, może spowodować wiele nieszczęść.

              --
              — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
              TerryPratchett
              • bukietlisci Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:17
                a kiedy i gdzie możemy się spotkać?
                zamierzam "symbolicznie strugnąć po tyłku" albo po czymś innym twoją osobę. aby ci zakodować z psychice, że uderzenie kogoś ręką/nogą/pasem czy kamieniem to przemoc. jak rozumiem, uważasz to za metodę wychowawczą i nie złożysz zawiadomienia o pobiciu,
                albo dam ci tego nieszkodliwego klapa. prosto w twarz. wychowawczo.
                • m.y.q.2 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:54
                  Kto nie słucha ojca, matki, posłucha psiej skóry. Różdżką dziateczki duch święty bić każe. Przez setki lat tak wychowywano dzieci, z różnym skutkiem. Były dzieci, które po laniu śpiewały "nic mnie nie bolało, bo było za mało", inne starały się na lanie nie zasłużyć, ale były i takie, które uciekały z domu, lub podejmowały inne środki protestu. Były rodziny, w których dzieci, po wymierzeniu kary cielesnej, przytulano ze słowami: "nie z zemsty i złości, ale z miłości". Różnie to wyglądało, najważniejsze jednak, że się skończyło, bo naprawdę lanie to nie metoda. Wpadliśmy jednak w drugą skrajność - bezstresowe wychowanie.
                  Skutki widać na każdym kroku...

                  --
                  — Wiem tylko, że musi być jakiś policjant dla każdego, nawet dla królów.
                  TerryPratchett
    • nangaparbat3 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 13:20
      Moja mama mniej więcej rówieśnica Twojej babci. Wydaje mi się, że raz jeden oberwała od ojca, ale może coś mi się pokręciło. Mnie nie uderzyła nigdy, brat dostał parę klapów dłonią po spodniach. Babcia, mamy mama, nie biła nigdy. Ojciec mnie zlał dwa razy (też ręką po tyłku), oba jak uważał, że już nie żyję, a ja się znajdowałam cała i zdrowa (z tej radosci chyba).
      Właściwie wychowywano nas bez kar, w przekonaniu, że mamy robić to, o co się nas prosi, bez krzyków i pogróżek, ewentualnie racjonalne argumenty, jak nie chcieliśmy słuchać. Działało.

      --
      "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
      • lalkaika Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 13:49
        Rocznik 72. To nie byly klapsy tylko regularny wpier.....l.Sama kochaniutka babcia ,pamietam w podstawowce bylam ,za czytanie ksiazki w wannie /marnowanie cieplej wody / spuscila mi kula matalowa takie lanie,ze hej.Tatus jak nie chcialam jesc ,marudzilam taki lomot mi spuscil,ze do tej pory rosol jest moja ulubiona zupa,.Wszyscy bylismy bici,nikt sie nie dziwil,dzieciaki posiniaczone lataly.Byly 2 samoboje ,pamietam dziewczynki obie.Taka Goska ,wolala wyskoczyc z balkonu jak matka sznurem lala.Inne przezyly i wyrosly. To BYLO NAJZUPELNIEJ NORMALNA NORMALNOSCIA I TYLE NA TEMAT.
    • kasiaabing Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 14:10
      Moja mama dostawała lanie od swoich rodziców. Mnie nie biła ale przypomniała mi się taka sytuacja z podstawówki.
      To była chyba 3 klasa, było odpytywanie z tabliczki mnożenia. Odpowiada Magda, nieźle jej idzie, Pani ją chwali a Magda mówi z dumą " Jak mnie w domu mama pytała to przy każdej złej odpowiedzi dostawałam kablem od żelazka". Pamiętam to do dziś, Pani przeszła nad tym do porządku dziennego ( w dzisiejszych czasach niewyobrażalne), nawet ona sama nie wyglądała na smutną, zawstydzoną, w ogóle dla mniej to było coś najnormalniejszego w świecie..
      • tt-tka Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 14:23
        No wiec w mojej grupie rowiesniczo-srodowiskowej bicie w sensie lania nie wystepowalo, a jesli, to jako sprawa wstydliwa i starannie ukrywana przez bitego.
        Natomiast klapsy - wyjasniam, uderzenie (tak, uderzenie) otwarta dlonia w pupe, czasem w dlon bylo akceptowane, takze przez dzieci, ktorymi wtedy bylismy. Wiedzialo sie na ogol, za co sie obrywa i traktowalo jak kare taka jak szlaban na telewizor czy odmowe kupna loda. O wiele gorzej notowane bylo osmieszanie czy zawstydzanie, zwlaszcza publiczne niz klaps, nawet wymierzony publicznie.
        Obecnie jestesmy rodzicami, w wiekszosci juz sporych/doroslych dzieci, czesc z nas jest juz dziadkami i babciami. Zmienily sie czasy, swiadomosc i pojecia, zmienilismy sie i my (choc nie wszyscy).

        Dla mnie, pamietam, cezura byly pierwsze trybunaly dzieciece, organizowane gdzies w polowie lat 70-tych i pytanie, ktore tam padlo z ust nastolatki "czemu dorosli uznaja za swoje prawo bicie dzieci, skoro kare chlosty dla siebie zniesli ?" - jakos tak wtedy uswiadomilam sobie, a tez bylam nastolatka, ze nie dam klapsa koledze ani nauczycielowi, ani moj rodzic swemu szefowi, nawet nieznosnemu, bo SA INNE SPOSOBY dyscyplinowania nieznosnych, gdy juz zawiedzie porozumiewanie sie.

        --
        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
          • tt-tka Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:06
            kasiaabing napisała:

            > Mój błąd, przepraszam, zorientowałam się po wysłaniu. Nie chodziło mi o wstyd,
            > bardziej ona opowiadała o tym z uśmiechem i nie widziała w tym nic dziwnego, na
            > gannego. Pamiętam to jak dziś.

            Kasiu, napisalas z sensem i bez bledu smile
            Po prostu w moim srodowisku i grupie rowiesniczej bicie (nie klapsowanie, tylko takie bicie, jak opisalas) bylo czyms ukrywanym przez bite dziecko. One sie wstydzily tego, ze byly bite.

            Natomiast w literaturze mlodziezowej, ktora czytywalam i pamietam, teksty typu "bo jak wezme pasa", "ojciec mnie spierze" itp byly raczej traktowane jako srednia - ani in plus, ani in minus, ot, norma obyczajowa.


            --
            Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
            • ichi51e Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 07.10.19, 07:34
              Oczywiscie ze dzieci ktore byly naprawde lane wstydzily sie tego i wiedzialy ze to nie jest w porzadku. Jak juz pisalam o tych ktore naprawde byly bite dzieciaki sobie nawzajem mowily i nie powiem ze bylo to dziecko wytykane palcami raczej wszyscy patrzyli ze wspolczuciem (byli tez tacy co tym dokuczali w tym celowali siw nauczyciele wiekszosc zreszta takich informacji mam wrazenie byla od nauczycieli) co jest rownie nieprzyjemne dla tej osoby.

              --
              wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
        • tt-tka Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:01
          mauricella napisała:

          > mozesz mi wytlumaczyc czego ma sie WSTYDZIC OFIARA?


          NIE. Ale wstydzily sie bite dzieci. Moze niewychowanych rodzicow, moze tego, ze daly sie zbic, moze tego, ze czuly sie gorsze od innych, nie wiem. Wiem (dowiedzialam sie tego sporo pozniej), ze ukrywaly to, iz byly bite i ze ze wstydu ukrywaly.

          --
          Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
    • black_halo Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 14:29
      Pisałam już kilka razy. Rodzice mnie nie bili a stosowali dość wyrafinowaną przemoc psychiczną. Szczerze wolałabym dostać parę pasów jak moja koleżanka, której po chwili wszystkie grzechy były odpuszczane. Ona nawet jak coś przeskrobała to po prostu kalkulowała ryzyko, czy opłaca się oberwać po tyłku i wiele razy jej się opłacało. Natomiast ja obawiałam się wielogodzinnych wykładów, cichych dni, szantażu i obrażonych rodziców. Dopiero teraz na terapii uświadomiłam sobie, że moja koleżanka się nie boi bo jedyna konsekwencja jaka może ją spotkać, to że dostanie od życia po tyłku. Teraz to przenośnia. Ja zaś nadal się boje, że ktoś się obrazi, będzie mnie traktował jak powietrze albo robił wykłady.

      --
      memphis90: Są mężczyźni, którzy chwalą się wszem i wobec, ze owszem, czasem trzasną w stół jak trzeba. Ale nie mówią przy tym, że robią to głową, kiedy probują "wstać z kolan"
      • pani_tau Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 17:53
        black_halo napisała:

        > Pisałam już kilka razy. Rodzice mnie nie bili a stosowali dość wyrafinowaną prz
        > emoc psychiczną. Szczerze wolałabym dostać parę pasów jak moja koleżanka, które
        > j po chwili wszystkie grzechy były odpuszczane. Ona nawet jak coś przeskrobała
        > to po prostu kalkulowała ryzyko, czy opłaca się oberwać po tyłku i wiele razy j
        > ej się opłacało. Natomiast ja obawiałam się wielogodzinnych wykładów, cichych d
        > ni, szantażu i obrażonych rodziców. Dopiero teraz na terapii uświadomiłam sobie
        > , że moja koleżanka się nie boi bo jedyna konsekwencja jaka może ją spotkać, to
        > że dostanie od życia po tyłku. Teraz to przenośnia. Ja zaś nadal się boje, że
        > ktoś się obrazi, będzie mnie traktował jak powietrze albo robił wykłady.
        >

        Miałam dokładnie tak samo + wielogodzinne awantury.
        Nigdy nie zastanawiałam się czy wolałabym być bita.
        Natomiast jestem pewna, że nie chciałabym być maltretowana w żaden sposób.
        • black_halo Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 06.10.19, 11:52
          Rodzice mojej kolezanki jej nie maltretowali ale od czasu do czasu zdarzalo jej sie dostac pare klapsow czy nawet paskiem, za powazniejsze wyskoki. Nie miala i nie ma nadal zalu do rodzicow. W zyciu radzi sobie swietnie. Ja natomiast sobie radze tak sobie szczerze powiedziawszy, wlasnie dlatego, ze boje sie ryzyka. I tak jest lepiej bo poszlam na terapie i coraz bardziej uniezalezniam swoje wybory od myslenia o tym, jak zareaguje matka. Ale szczerze, to siedzi gdzies tam w glowie caly czas.

          Dla mnie wielogodzinne awantury to tez maltretowanie. Tyle, ze psychiczne.

          --
          memphis90: Są mężczyźni, którzy chwalą się wszem i wobec, ze owszem, czasem trzasną w stół jak trzeba. Ale nie mówią przy tym, że robią to głową, kiedy probują "wstać z kolan"
      • ichi51e Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 07.10.19, 07:58
        U mnie klapsy byly preferowane bo dostawalas klapsa i koniec. Gorsze byly obrazanie sie wyrzuty nie wiadomo co w sumie jakas atmosfera ze wszyscy wsciekli i ze to przeze mnie. Krzykow tez nie lubilam i do dzis nie lubie (balam sie zwyczajnie bardziej) a klapsy nawet niespecjalnie bolaly.

        --
        wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
      • m.y.q.2 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:05
        Rodzice uważali, że lepiej dla dziecka będzie, kiedy oni je upomną "ręcznie", niż żeby obcy, w przyszłości, robili to w sposób nieraz o wiele bardziej drastyczny.
        Taka forma uchronienia dziecka przed złem tego świata, w myśl zasady, że lanie rodzicielskie jest mniejszym złem.
        Do tej pory pamiętam, jak za to, że wraz ze starszą ode mnie o trzy lata koleżanką (5 i 8 lat), wyszłyśmy z ogrodu przy ich domu i odwiedzałyśmy mieszkańców okolicznych willi. Było miło, bawiłyśmy się z dziećmi, głaskałyśmy pieski i kotki, a nasze matki w tym czasie umierały z niepokoju o nas. Znalazły nas po niedługim czasie i matka koleżanki, złapawszy sznur od żelazka, chciała uderzyć nim córkę, ale moja matka zasłoniła ją sobą i została tym sznurem trafiona w nogę. Mnie nic się nie stało, ale od tamtego czasu dobrze pamiętałam, że nie wolno nigdzie się oddalić bez pozwolenia rodziców.

        --
        Ci, co mają ideę wciąż w gębie, mają ją zazwyczaj i w pobliskim nosie,
        St. Jerzy Lec
        • turzyca Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 21:20
          Jako ósmolatka wpadłam na podobny pomysł, wróciłam do domu ze szkoły dwie godziny później. Matka odchodziła od zmysłów. I zobaczenie, jak ona się strasznie martwiła, wystarczyło mi, żeby nigdy więcej nie powtórzyć tej rozrywki. Nie krzywdzimy tych, których kochamy.

          --
          Kółka się kręcą?
          • ichi51e Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 07.10.19, 08:02
            Przepadalam bez wiesci codziennie bo po prostu to bylo silniejsze ode mnie. Klapsa za to nigdy nie dostalam tylko wlasnie byla o to jakas nieokreslona atmosfera zlosci (pewnie juz bylam za stara na klapsy) matka martwila sie tlumaczyla a szkola sie konczyla i ja juz wiedzialam ze do domu nie wracam bo kolezanka zaprosila (moglam od niej zadzwonic do domu ale nie robilam tego bo wiedzialam ze matka kaze wracac i bedzie niezadowolona) bo ulice mnie wzywaly wiec chociaz troche dalsza droga.... w koncu rodzice przywykli

            --
            wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
    • ga-ti Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:06
      Nie pamiętam, żebym dostawała klapsy od rodziców, choć nie wykluczam, bo to była powszechna 'metoda wychowawcza' w czasach mego dzieciństwa. Pamiętam, jak dostałam od matki ścierą przez głowę za pyskowanie. Ba, w początkowych latach podstawówki (druga połowa lat 80.) niegrzeczne dzieciaki (chłopcy przeważnie) dostawali 'po łapach' linijką lub kijkiem bambusowym.
      Moi rodzice bici nie byli, choć klapsy pewnie się zdarzały.
      Ale równocześnie wspominają ze zgrozą swoich kolegów regularnie bitych (teraz bym powiedziała, że katowanych) przez rodziców. Więc istnieje w ich świadomości rozdzielenie klapsa (dopuszczalnego) od bicia (zdecydowanie krytykowanego).
      Babcia moja ma podobne podejście. Choć klapsowaniem własnych dzieci się nie chwali.
    • zielona_strona_swiata Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 15:15
      'Czy u was w rodzinach też klapsy były czymś "normalnym"?! '

      W ogromnym skrocie - tak, klapsy i bicie z uzyciem paska czy kapcia bylo czeste i to niekoniecznie z okazji duzych wykroczen - jesli sie cos nie podobalo, plakalo, nie sluchalo i wykonywalo polecen wystarczajaco szybko. Mowimy o malomiasteczkowej inteligencji w pierwszym pokoleniu, finansowo bez problemow. Z tego co slysze zwyczaj bicia i prawo silniejszego przeszlo na drugie pokolenie.

      Sama nie bije, nie uzywam klapsow, nie wyobrazam sobie stosowania przemocy fizycznej wobec dziecka.
    • vinca Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 17:41
      Mój ojciec uważał klasy za metodę wychowawczą i o ile na mojego brata działały, o tyle sam ojciec przyznawał że w moim przypadku było to bez sensu. Zacietrzewialam się tylko jeszcze bardziej. Jak o tym myślę to zupełnie nie kojarzę bólu a upokorzenie. Co ciekawe dziś z ojcem mam mimo to bardzo dobry kontakt a z matką które nigdy mnie nie uderzył nawet nie rozmawiam. Własnego dziecka nigdy nie uderzylam bo uważam że to całkowicie bez sensu. Nie mam o klapsy żalu do ojca bo wiem że chciał dobrze, po prostu nie umiał inaczej.
    • ruscello Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 17:43
      Nigdy nie dostałam, mój mąż także nie. Znajomi wspominają maksymalnie kilka klapsów w życiu, ale większość nie. Tylko to już były lata 90-te. Wiem, że moi rodzice, ich rodzeństwo oraz teściowa z bratem nigdy nie zostali uderzeni. Teść może tak, na pewno był straszony pasem swojego ojca - pułkownika.
    • lilia.z.doliny Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 18:33
      Problemem, i to ogromnym, byly nie tylko "klapsy". No, bicie po prostu. Wielką, nieuleczalną krzywdą było wtlaczanie do glow upokarzajacego zwrotu "to dla twojego dobra". Zasluzyles, trzeba cie tluc, bez bicia nic z ciebie dobrego nie bedzie, etc.
      Jak, przeoraszam, JAK, z dziewczynki pasionej takim.syfem, ma wyrosnac kobieta, ktora nie pozwoli sobie, zeby pozniej facet strzelil jej na odlew? Przeciez przy takim.ciosie czy razie do niej wroca jak koszmarny sen wdrukowane slowa: z toba inaczej nie mozna sad

      --
      Melisa uspokaja mnie tylko wtedy, kiedy ją gorącą wyleję komuś na mordę.
    • julita165 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 19:21
      Nie to nie była norma. Mnie ani brata żadne z rodziców nigdy nie uderzyło. Ja w ogóle sobie żadnych kar nie przypominam. Jak narozrabialismy to jedyna konsekwencją zawsze była tylko umoralniająca rozmowa i jeśli się dało, naprawienie szkody albo chociaż przeprosiny, o ile sytuacja tego wymagała. O dziwo, myślę że to działało. Rodzice mojej mamy też nigdy jej nie uderzyło, oni o tym mówili i mama to potwierdzała. Babcia była wręcz pelna odrazy dla takich metod wychowawczych..Jeśli chodzi o babcie że strony taty to na sto % nie wiem, nigdy nie było o tym mowy ale nie podejrzewam bo była to kobieta nie tylko anielskiej cierpliwości ale też taka radosna, zawsze pogodna. Dziadek umarł na tyle wcześnie, że go właściwie nie poznałam ale tata był drugim, bardzo późnym dzieckiem, od urodzenia bardzo chorowitym, chuchali i dmuchali na niego więc wątpię aby klaps był w użyciu.
    • aerra Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 19:53
      Tak, było czymś "normalnym". U nas może niezbyt częstym, ale jednak. Klaps ręką a przy cięższych (wg rodziców) przewinieniach skórzanym kapciem ojca.
      Ale mój najmłodszy brat (między nami jest 15 lat różnicy) już z tego co wiem, to bity nie był.
      Mój mąż podobno oberwał tylko raz, coś chyba młodszej siostrze zrobił i za to dostał lanie.
      Nasze dziecka ani ja, ani mąż, nie uderzyliśmy nigdy. I nie planuję. Za dobrze pamiętam uczucia jakie wtedy żywiłam do rodziców i za żadne skarby świata nie chciałabym, żeby moje dziecko tak myślało i tak czuło.

      --
      super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
      <*>
    • ck2 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 20:07
      Niestety, starsi ludzie wychowani w pewnej rzeczywistości, nawet mimo zmian i rozwoju własnego, nie staną się nagle nowoczesnymi, warszawskimi 20-latkami popierającymi Biedronia. Nawet jesli jakiś progres w ich podejściu do różnych spraw nastąpił. Tez mam taką sytuację w rodzinie, zaakceptowałam, bo to najlepsze, co mogę zrobić.
    • konsta-is-me Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 20:39
      Oczywiscie ze dostawalam i przyznam ze dopoki to byly tylko klapsy (bardziej karcace niz rzeczywiscie silne uderzenia ) to..przyjmowalam to jako cos normalnego.
      Mam na mysli takie lekkie klapsy.
      No , nie przesadzajmy, w tamtych czasach to nie bylo nic takiego i nie wierze w traumy.
      Nikt sie tym specjalnie nie przejmowal.

      Ja akurat dostawalam czesto prawdziwe lanie, bardzo bolesne uderzenia po calym ciele, takie w furii.
      To juz co innego.


      Tez
    • bei Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 05.10.19, 21:29
      Moi rodzice ( 1935, 1939)- nie byli bici, i nas nie bili, ja ani ojcowie moich dzieci nigdy dziecka nie uderzyliśmy.
      Mój ojciec świetnie układał psy, tez nigdy nie uderzył zwierzaka. Gdy byłam dzieckiem to pośród znajomych dzieci byłam jedyną, która nie była bita.
    • aankaa Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 06.10.19, 00:21
      jeden z komentarzy pod artykułem
      Za moich czasow na poworku bardzo wspolczulismy dzieciom, ktore nie dostawaly lania. Bo one mialy inne kary, uwazane przez nas za okrutne, jak na przyklad zakaz wychodzenia z domu przez kilka dni a my dostawalismy lanie i zaraz moglismy sie isc bawic z kolegami
      Więcej: weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25226270,w-cieniu-rozgi-bagatelizowane-w-naszym-kraju-klapsy-to-uderzenie.html

      no, tak to wyglądało "w moich czasach"
      podobnie pisała jedna z forumek
      lepiej było dostać "ścierą przez łeb" i zapomniane smile


      --
      jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
    • ponis1990 Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 07.10.19, 06:34
      Tak, były normalne. Z tym, że ja te ,,klapy" pamiętam aż do dzisiaj big_grin Bo może z trzy, cztery razy ,,zarobiłam" i nawet sytuacje pamiętam... Więc traumy nie mam, ale jednak w pamięci zostało... żalu do matki też nie mam, bo poza tym była dla mnie bardzo dobra. Dziwne że cie to szokuje, tak wtedy było i tyle

      --
      Lubię placki
    • ichi51e Re: Ze wspomnień babci czyli zlota metoda wychowa 07.10.19, 06:44
      Bylo dokladnie jak u babci. Z perspektywy dostawalismy kiedy dostalismy glupawki - glownie przed snem. Nie kojarzylam tego z bolem czy przemoca raczej taki wyrazny sygnal ze rodzice sa juz serio wkurzeni i koniec wyglupow.

      --
      wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka