Dodaj do ulubionych

Czy ematka zdecydowałaby się na dziecko sama?

07.10.19, 17:23
Dziś wysyp wątków na tematy związków i oczekiwań, to i ja.

Wyobraźcie sobie, że dobijacie do czterdziestki, macie dobrą sytuację finansową, rodziców teoretycznie chętnych do pomocy z wnukiem pod ręką, ale nie macie faceta, który by Was zadowolił jako ewentualny partner.
I bardzo chcecie mieć dziecko.

Czy zdecydowałybyście się na zapłodnienie nasieniem anonimowego dawcy?

Nie, nie przycisnęło mnie big_grin ale znam przypadek i... i właściwie to nic, jako że nigdy nie doświadczyłam uczucia "chcę mieć dziecko" to nie oceniam w żadem sposób, ale jestem ciekawa, co zrobiłaby ematka.

Pomijając ten brak instynktu macierzyńskiego uważam, że w zasadzie w zaistniałych warunkach lepiej samej niż z "byle kim" i potem, w razie rozstania, musieć znosić w swoim życiu obecność tego ojca dziecka minimum do pełnoletności potomka. Jestem zwolenniczką palenia mostów po rozstaniu.
Pozostaje mi tylko aspekt moralny w stosunku do dziecka, którego zupełnie nie potrafię w sobie określić.
Kwestię "co ludzie powiedzą" odrzućmy.

Co zrobiłaby ematka?
Edytor zaawansowany
  • kamin 07.10.19, 17:30
    Kiedyś, będąc jeszcze bezdzietną z tykajacym zegarem na serio rozważałam tę opcję. Teraz, jak już wiem jak to jest mieć dziecko jestem mniej stanowcza w przekonaniu, że sama dałabym radę.
    Ale myślę, że lepiej spróbować, niż nie spróbować.
  • mayaalex 08.10.19, 11:04
    Ja tez, ale nie balam sie bycia samotna matka (teraz mam dwojke i w praktyce jestem z nimi sama bo maz jest w tej chwili weekendowy i widze, ze mozna to ogarnac jak sie ma srodki, zwlaszcza z jednym dzieckiem). Ja bardziej sie balam, ze dorastajace/dorosle dziecko bedzie czulo brak ojca/korzeni/historii rodziny i nie bylam przekonana, ze bede umiala jakos to dziecku wytlumaczyc. Ale to moje podejscie, no i ja bylam wtedy mlodsza i nie czulam, ze to moja jedyna szansa, potem ojciec sie znalazl i zadzialalismy tradycyjnie wink
    I zgadzam sie z Toba - jesli kobieta jest przekonana, ze to dobra opcja, to niech probuje.

  • aerra 07.10.19, 17:36
    Tak, w takiej sytuacji zdecydowanie wolałabym mieć dziecko sama, niż jakby miał mi się pętać po życiorysie jakiś przypadkowy człowiek.

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • escott 07.10.19, 17:51
    Nie wyobrażam sobie, absolutnie, że mogłabym chcieć mieć dziecko sama, tzn. że ja chciałabym być matką, a nie, że chciałabym mieć dziecko z kimś konkretnym. Oczywiście nie wykluczam, że to możliwe. W takiej sytuacji jednak dla mnie pozbawianie dziecka ojca z premedytacją to moralny absolutny i niedopuszczalny skandal. Mam poważne wątpliwości co do instytucji anonimowego dawcy nawet w przypadku pełnych związków (oczywiście niezależnie od płci osób wchodzących w ich skład) a co dopiero w przypadku samotnych w punkcie wyjścia i z premedytacją matek.

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • stephanie.plum 07.10.19, 20:03
    no cóż, właśnie, niestety, też by mnie powstrzymał fakt, że wtłaczam dziecko w układ, który po prostu ma mi zrobić dobrze - chcę dziecko, to mam prawo do dziecka, czyż nie...? otóż moim zdaniem nie, więc jakieś banki spermy by raczej odpadały, zwłaszcza, że czego to się nie czyta o panach, którzy naiwnie spermę oddali, a tu hop siup, mają chmarę dzieciaków w tej samej wsi, albo o doktorach, co to podmieniali słoiczki i zrobili sobie setkę progenitury.

    ale byłoby mi ciężko, bo wiem, że nawet gdybym była sama, to dziecko chciałabym mieć.
    i nie bałabym się wyzwania, wsparcie mojej rodziny potrafi mieć siłę wstrząsu sejsmicznego.

    pozostawałaby adopcja, ale nawet nie wiem, jak to dziś w Polsce wygląda, jeśli chodzi o napalone stare panny.
    może adopcja czyjegoś "mroziaka?"

    one night stand byłby zapewne wielką pokusą. cóż, na szczęście w moim przypadku skuteczność raczej zerowa...



    --
    idę tam, gdzie idę
  • kamin 07.10.19, 21:35
    ,,..niestety, też by mnie powstrzymał fakt, że wtłaczam dziecko w układ, który po prostu ma mi zrobić dobrze - chcę dziecko, to mam prawo do dziecka, "

    W ogóle nie rozumiem tego fragmentu. Tak to się właśnie odbywa w parach. Pani z panem chcą dziecka i mają do tego prawo, mogą zrobić sami, mogą skorzystać z pomocy medycyny, mogą adoptować. Również wtłaczają dziecko w układ, który ma im zrobić dobrze, spełniają swoje potrzeby i pragnienia. I bardzo dobrze, bo lepiej gdy dzieci są chciane niż niechciane. A to, że się często rodzą w nieidealnych rodzinach? Życie. Akurat samotna matka i ojciec z banku nasienia może być lepszą opcją niż przykładne, katolickie małżeństwo z przemocą w tle.
  • stephanie.plum 08.10.19, 21:12
    pełna zgoda.
    ale dalej sama piszesz, że albo własne geny, albo nic.

    no i sorki, ale "własne geny" gwarantuje konkretnie układ, który wypracowała biologia, a nie wymyślił człowiek: dziecko może mieć baba z chłopem.

    a nie na przykład trzech panów, albo cztery panie, którzy "bardzo się kochają", więc mają "prawo do dziecka".

    --
    idę tam, gdzie idę
  • aerra 08.10.19, 22:29
    Własne geny - jak dobrze wiesz - to jest coś, co tylko dla niektórych ma znaczenie.
    Trzech panów albo cztery panie mogą akurat należeć do tej grupy, dla której nie jest to aż tak istotne.
    A zamiast "prawa do dziecka" może być po prostu chęć wychowania małego człowieka, ofiarowania mu miłości, pomocy i lepszego startu, nieprawdaż?

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • karola2122 07.10.19, 22:51
    stephanie.plum napisała:



    >
    > pozostawałaby adopcja, ale nawet nie wiem, jak to dziś w Polsce wygląda, jeśli
    > chodzi o napalone stare panny.
    > może adopcja czyjegoś "mroziaka?"
    >

    "Mroziak" jest obcy, nie masz z nim wspólnych genów. Na takie coś nigdy bym się nie zdecydowała. Raczej pomagałabym komuś z rodziny, nawet dalszej, bo w taki sposób pomogłabym w przekazaniu MOICH genów, a przynajmniej jakich wspólnych. Adopcja "mroziaka" niczym się nie różni od zwykłej adopcji, ale jest o wiele bardziej niebezpieczna i nieprzewidywalna. Więc albo moje geny, albo nic
  • kamin 07.10.19, 23:05
    Dlaczego adopcję mrozaka uważasz za bardziej niebezpieczną? PRzy takim rozwiązaniu masz kontrolę nad przebiegiem ciąży, możesz dbać o odżywianie, nie pic alkholu itp, dziecko od początku jest w kochającej rodzinie, nie jest zaniedbywane, malterowane itp. W przypadku adopcji "gotowego" dziecka bywa różnie - w Polsce rzadko oddają dzieci do adopcji studentki, którym przytrafiła się wpadka. stosunkowo często zdarza się, że dziecko już na wstępie ma mnóstwo obciążeń zdrowotnych i emocjonalnych z powodu swej rodziny pochodzenia.
  • fawiarina 07.10.19, 23:14
    Więc albo moje geny, albo nic

    Matulu, co wy z tymi genami?
    Ja mam geny moich rodziców, a za Chiny nie mam z nimi niemal nic wspólnego. A z bratem to już w ogóle.
  • aerra 08.10.19, 11:15
    Tak nic nic?
    Bo ja mam inne poglądy i inne podejście do wielu spraw, emocjonalnie też mało mnie z nimi łączy, ale np. charakter trochę wychodzi (niestety, chociaż w przeciwieństwie do matki staram się go opanować, a ona nie). A do rodziny ojca jestem z kolei podobna fizycznie.

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • black_magic_women 08.10.19, 22:20
    fawiarina napisała:

    >o. A z
    > bratem to już w ogóle.

    Miałam nawet zakładać wątek, jaką burę dosta) am od mamy za takie słowa (ja mam 2 braci).
  • black_magic_women 08.10.19, 22:21
    *dostałam.
    Ciągle mi się jeszcze trzęsą łapy..
  • molnarka 07.10.19, 18:07
    Miałam doķładnie taki plan zyciowy wink
    Tzn zakladalam ze jak mi sie nie pouklada zycie do 36 lat to sobie zrobie dziecko. Bo dziecko zawsze chcialam miec a facet jest albo i nie.
    Bralam pod uwage i anonimowego dawce jak i szalony strzal z kims aktualnie dochodzacym. Mam w swoim otoczeniu faceta z ktorym od zawsze mamy chemie, miete i wogle gwiazdy ale oboje jestesmy w zwiazkach wiec sie nic nie dzieje. Więc jego tez brakam pod uwagę wink
    Rozwazania byly stricte teoretyczne bo faceta zawsze mialam i wyszlam szczesliwie za maz przed magivznymi 36 urodzinami.
    Ale tak ... taki mialam plan B.
  • kosmos_pierzasty 07.10.19, 18:12
    Zdecydowałabym się.
  • alpepe 07.10.19, 18:17
    Nie, chyba tylko przysposobiłabym jakieś dziecko lub adoptowała, gdybym miała taką możliwość, ale urodzić, nie. Sądzę, że dziecko powinno mieć ojca i matkę, wiadomo, los nieraz się inaczej potoczy, ale z egoizmu własnego bym tak nie postąpiła.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • asia-loi 07.10.19, 18:20
    alpepe napisała:

    > Nie, chyba tylko przysposobiłabym jakieś dziecko lub adoptowała, gdybym miała taką możliwość, ale urodzić, nie. Sądzę, że dziecko powinno mieć ojca i matkę, wiadomo, los nieraz się inaczej potoczy, ale z egoizmu własnego bym tak nie postąpiła.

    >
    Ja tak jak Ty. Uważam, że przede wszystkim liczy się dobro dziecka. Co innego jak los napisze inny scenariusz, a co innego zaplanować że dziecko nigdy nie będzie miało ojca.



    --
    Gdy jedna osoba cierpi na urojenia, nazywamy to szaleństwem.
    Gdy wielu ludzi cierpi na urojenia, nazywamy to religią.
  • aguar 07.10.19, 18:53
    Ja właśnie mam do tego aspektu moralnego "zaplanować że dziecko nigdy nie będzie miało ojca" duże wątpliwości. 1) Bo po pierwsze można wcale nie zakładać, że dziecko nie będzie miało ojca, tylko, że tego ojca znajdzie się mu później. Bo na to będzie czas podczas, gdy na rodzenie czas jest ograniczony.
    2) Po drugie czy taka kobieta jest gorsza od takiej głupiej, naiwnej, co wyjdzie za nałogowca, przemocowca czy innego nierokującego typa, gdy sygnały, że z nim coś nie tak, są już wcześniej, a ona jest ślepo zakochana i to ignoruje? Czy to nie jest większy egoizm?
    3) Po trzecie taka kobieta przynajmniej dziecka chce. A wg mnie to jest jedyny dobry powód do sprowadzania na świat dziecka. Lepiej tak niż jak się np. przytrafi w małżeństwie, kobieta jest przerażona, ale nie usunie, bo to ZUO, a potem nie cieszy się z macierzyństwa tylko traktuje to jako poświęcanie się czy obowiązek, któremu musi sprostać. Czy to nie jest większy egoizm sprowadzać na świat dziecko, tylko po to, aby mieć czyste sumienie?
  • alpepe 07.10.19, 19:38
    Nie rozumiem twoich rozkmin w związku z moim i asi loi zdaniem. Przecież to jest inna para kaloszy. 3. Napisałam, że nie powoływałabym nowego życia na świat, tylko zaopiekowałabym się już powołanym.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • aguar 07.10.19, 20:14
    Tak masz rację. Pisałam to zbyt niezależnie od Waszych postów, aby umieszczać to pod nimi.
    Ja mam duży sprzeciw w stosunku do złego oceniania kobiet, które rodzą, bo chcą i kiedy chcą, a nie pozwalają, aby o ich rozrodczości decydowały zupełnie niezależne od nich rzeczy, jak to czy się uda trafić na odpowiedniego faceta, czy ich organizm będzie w stanie zajść naturalnie, od tego czy są w optymalnym wieku itd.
  • alpepe 07.10.19, 21:45
    Rozumiem, o czym piszesz. Mamy jedno życie.

    --
    "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
  • escott 08.10.19, 10:49
    Popieram absolutnie wszystkie formy kontroli nad rozrodczością - ale „czy uda się trafić na odpowiedniego faceta” to akurat naprawdę dobre ograniczenie. Wyobraź sobie, że facet argumentuje, że ma prawo do wynajęcia anonimowej surogatki, bo on ma prawo do ojcostwa bez względu na to, czy uda mu się raki szczegół jak znalezienie odpowiedniej matki dla swojego dziecka.

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • aguar 08.10.19, 10:53
    Akurat znam takiego jednego i nie potępiam, lekarz ortodonta, mądry, sensowny facet. Nie jest hetero, ale nie jest też aktualnie w związku z facetem.
  • escott 08.10.19, 17:57
    Ja z całego serca popieram prawo do adopcji, być może dałabym pierwszeństwo dwuosobowym rodzinom (bez względu na płeć), ale tylko pierwszeństwo. Natomiast to jest dla mnie bardzo bardzo wątpliwe. Korzenie, i to takie genetyczne korzenie są po prostu dla ludzi ważne, a taka tajemnica dla mnie byłaby zupełnie nieznośnym ciężarem, nie wyobrażam sobie nie wiedzieć NIC o tym, kto naprawdę mnie sprowadził na świat, kogo fizycznie w sobie mam.|


    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • karola2122 07.10.19, 22:53
    aguar napisała:


    > 3) Po trzecie taka kobieta przynajmniej dziecka chce. A wg mnie to jest jedyny
    > dobry powód do sprowadzania na świat dziecka. Lepiej tak niż jak się np. przytr
    > afi w małżeństwie, kobieta jest przerażona, ale nie usunie, bo to ZUO, a potem
    > nie cieszy się z macierzyństwa tylko traktuje to jako poświęcanie się czy obowi
    > ązek, któremu musi sprostać.

    10/10
  • hanusinamama 07.10.19, 22:41
    Ale nie wiadomo czy nie bedzie miało. MOja kolezanka urodziłą dziecko zupełnie sama. Tzn Pan ojciec biologiczny sie wypisał z imprezy jak była w 4 mcu. Tak wpadka. Powiedział ze da jej kase, bedzie płącił co miesiac ale znać dziecka nie chce...ona kasy nie wzieła. Urodziła sama, wychowywałą sama, jak dzieciak miał coś koło 4 lat spotklała faceta ktory chciał być z nią i z dzieckiem. I teraz jest tatą tego dzieciaka...
  • ga-ti 07.10.19, 18:21
    Gdy byłam piękna i młoda to taka opcja nawet się nie zrodziła w moim umyśle, bo chciałam mieć męża i dzieci. Szczęśliwie tak się stało. Natomiast nie wiem, co by było gdyby się odpowiedni facet nie znalazł.
    Znam panią, która ma dziecko z panem, który ma swoje życie i zgodził się na taki układ (nie został wrobiony w dziecko), ale w tym swoim życiu ma też miejsce dla tego dziecka. Wszyscy wydają się być szczęśliwi.
    Mam też znajomą, która co jakiś czas przebąkuje, że chyba 'sobie zrobi dziecko', bo czas leci, a faceci nadający się na męża i ojca się rozpierzchli jakoś. Rozważa różne opcje ojcostwa.
    Dla mnie takie działanie z premedytacją jest moralnie kiepskie, pozbawianie dziecka ojca już na samym starcie, zalatuje samolubstwem. Ale ja dzieci mam, więc łatwo mi mówić.
  • karola2122 07.10.19, 22:56
    ga-ti napisała:



    > Mam też znajomą, która co jakiś czas przebąkuje, że chyba 'sobie zrobi dziecko'
    > , bo czas leci, a faceci nadający się na męża i ojca się rozpierzchli jakoś. Ro
    > zważa różne opcje ojcostwa.
    > Dla mnie takie działanie z premedytacją jest moralnie kiepskie, pozbawianie dzi
    > ecka ojca już na samym starcie, zalatuje samolubstwem. Ale ja dzieci mam, więc
    > łatwo mi mówić.

    Moi rodzice są po rozwodzie, dorastałam bez ojca, i wiem, że samotna lub rozwiedziona matka jak najbardziej może dobrze wychować dziecko i dać dobry start w życie
  • chococaffe 07.10.19, 18:31
    Nigdy nie byłam w sytuacji "bardzo chcę mieć dziecko" więc nie wiem jak się mierzy takie uczucie.

    Ale tak na zimno - to nie. I nie chodzi o to, że nie dałabym rady, bo pewnie bym dała. Ale uważam, że dziecku należy się dwoje rodziców i tylko z powodu nieszczęsliwych zbiegów okoliczności itd może zdarzyć się ich brak - planowac na zimno bym nie umiała.
  • aguar 07.10.19, 18:36
    Jak najbardziej. Ja zawsze bardziej chciałam mieć dziecko/dzieci niż męża. Obawiałam się związku, nie wiedziałam, czy się nadaję, podczas gdy w stosunku do bycia matką nie miałam takich obaw ani wątpliwości. Trochę nawet posiadanie partnera wydawało mi się takim warunkiem, abym mogła osiągnąć cel, chociaż nie niemożliwym do obejścia (tylko wtedy byłoby trudniej). Ale życie, jak to życie - małżeństwo zaskoczyło mnie pozytywnie, mąż udał mi się jak mało co (odpukać), a za to po urodzeniu dziecka zdrowie posypało mi się na tyle, że mogłabym sobie sama nie poradzić. Ale generalnie twierdzę, że jedna zdrowa, ogarnięta kobieta poradzi sobie z jednym dzieckiem.
  • jak_matrioszka 07.10.19, 18:47
    Ja zawsze byłam zdania, że dziecko to jedno, a ślub to co innego. I poza zapłodnieniem da sie bez meżczyzny to ogarnać. Osobiście nigdy nie odczuwałam tak silnego "instynktu macieżyńskiego", ale jak ktoś tak ma, to może nie widze przeciwwskazań. Moralnie też nie, bo zwiazek miedzy kobieta a meżczyzna nie ma gwarancji powodzenia, a dużo może sie zdażyć nawet jeśli plany zakładaja pełna rodzine.
  • basiastel 08.10.19, 00:20
    ale nawet jeśli rodzina nie przetrwa, dziecko będzie miało matkę i ojca, a o to tu chodzi
  • potworia116 08.10.19, 21:50
    Znam całkiem sporo osób, które z premedytacją pozbyłoby się swoich ojców z życiorysów. Tak, że nie wiem, o co chodzi
  • heca7 07.10.19, 19:14
    Widząc tytuł wątku byłam pewna, że nawiązujesz do dzisiejszego artykułu w Angorze wink Czyli- Mama i tata z internetu. To się nazywa coparenting. Podobno chętni szukają się na portalach coparentingowych. To zwykle ludzie po trzydziestce, niezależni finansowo, w których obudził się instynkt rodzicielski a zegar tyka. Część nie wyklucza zaangażowania emocjonalnego w związku. Inni chcą tylko mieć dziecko i uczestniczyć w jego wychowaniu bez wiązania się z jego matką. A jeszcze inne kobiety szukają po prostu dawcy.
    Cytat z anonsu pana- Mam 35 lat, własną firmę i bardzo dobre geny*. Jestem atrakcyjnym i inteligentnym facetem. Szukam kobiety, która chce mieć dziecko ale nie planuje małżeństwa. Chciałbym zostać ojcem i pomóc w wychowywaniu dziecka.
    I przykład pani-Mam 31 lat. Jestem samotna. Obudził się we mnie instynkt macierzyński, ale nie szukam żadnej relacji. Moja aktywność zawodowa mi na to nie pozwala, zależy mi tylko na zajściu w ciążę.

    * ciekawe skąd pan wie , że ma dobre geny? I co to są dobre geny?

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • memphis90 07.10.19, 19:21
    * ciekawe skąd pan wie , że ma dobre geny? I co to są dobre geny?
    Zalozylabym, że pan wygląda bardziej jak Aquamen niż Danny DeVito (wliczając łysienie) i mózg ma bardziej jak Stephen Hawking niz Forrest Gump. Ale kto go tam wie....?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • escott 07.10.19, 19:34
    Z czystego trollingu dałabym ogłoszenie "Mam własną firmę i dobre geny. Chciałabym zostać matką i pomóc w wychowywaniu dziecka" <3

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • cauliflowerpl 07.10.19, 19:44
    Dobre
  • heca7 07.10.19, 20:25
    big_grin

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • hanusinamama 07.10.19, 22:44
    A mnie zastanowiło to:
    Moja aktywność zawodowa mi na to nie pozwala, zależy mi tylko na zajściu w ciążę.

    Pani ma chyba jakiąś nierealną wizje macierzyństwa. Praca nie pozwala na związek z dorosłym facetem...a co dopiero na związek z malenkim człowiekiem....serio rozumiem ze ktos nie chce sie wiazać. Ale skoro uwaza ze praca na to nie pozwala...to tym bardziej dziecka miec sie nie powinno. Bo bycie rodzicem jest duzo bardziej wymagające i absorbujące niz bycia partnerką/partnerem...
  • karola2122 07.10.19, 23:03
    heca7 napisała:




    >
    > * ciekawe skąd pan wie , że ma dobre geny? I co to są dobre geny?
    >

    Proste. Jestem inteligentna/y, zdolna/y, ładna/y, zdrowa/y, itd. mimo że specjalnie nad tym nie pracuję. Moja rodzina jest długowieczna, mam ładnych i inteligentnych babcię, dziadka, mamę, ojca, kuzyna, jego dzieci, mają dobre zdrowie itd. itp

    To tak ogólnie..

    No i też uważam, że mam dobre geny wink
  • memphis90 07.10.19, 19:16
    W ogóle bym się nie wahała.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • azja001 07.10.19, 19:23
    Z obecnym doświadczeniem życiowym absolutnie nie. Dziecko potrzebuje obojga rodziców a tłumaczenie że taty nie ma i nie będzie bo nasionko z probówki jest dla mnie nie do przełknięcia
  • karola2122 07.10.19, 23:08
    azja001 napisała:

    > Z obecnym doświadczeniem życiowym absolutnie nie. Dziecko potrzebuje obojga rod
    > ziców a tłumaczenie że taty nie ma i nie będzie bo nasionko z probówki jest dla
    > mnie nie do przełknięcia

    Czemu? da się wychować dziecko bez ojca, i da się wytłumaczyć na pewnym etapie, że nasionko było od nieznanego mężczyzny, ale najważniejsze jest, że TY, MOJE dziecko, istniejesz. I gdyby to się stało miesiąc później lub 10 lat wcześniej, to byłoby INNE dziecko, nie TY. A CIEBIE by nie było. Ale chciałam właśnie CIEBIE, i w tej sytuacji mogłaś/eś zaistnieć tylko TY
  • joanna05 07.10.19, 19:23
    Nie. Wolałabym adoptować, tak myślę. Ale to tylko w teorii, tak naprawdę nie wiem, jak bym się czuła. Na dziś - nie chciałabym nosić dziecka obcej osoby w brzuchu, jakoś tak... brrrrr. Prędzej adoptowałabym, a najpewniej - nie miałabym dzieci.
  • bi_scotti 07.10.19, 19:32
    Of course yes! Na ksiecia na bialym koniu mozna czekac i do 80tki, milosc zawsze moze przyjsc a z fertility jest jak jest - przychodzi czas gdy it’s over. Wiec gdybym nie miala z kim a chcialabym, to w try miga bylabym w ciazy. Szczegolnie, ze znam iles tam (kurcze, nie chce mi sie liczyc ale na pewno ponad 10) dzieciakow w wieku od po 30tce do niemowlat urodony h wlasnie ... just because ... Matki happy, kids happy, swiat wzbogacil sie o iles tam fajnych humans - same zyski smile No dilemma! Cheers.

    --
    "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
    Leonard Cohen
  • lili_liliana 07.10.19, 19:29
    Ponieważ wychowywałam się bez ojca, tak zupełnie bez, żadnych alimentów, ani nawet wpisu w dokumencie, tego bym dziecku nie zrobiła. A zaznaczam, że ja nie mam traumy, mama była cudowną osobą, bardzo ją wspierali jej rodzice, jej siostra z rodziną i w efekcie naprawdę czułam się szczęśliwa. I kocham mamę za to, że mnie urodziła, choć radzono jej aborcję. Niemniej dziś, kiedy sama jestem matką i patrzę na cudowne relacje mego męża z dziećmi, miewam świadomość, że coś bezpowrotnie straciłam. Oczywiście, życie się różnie układa, sama jestem tego najlepszym przykładem. Ale świadomie "na starcie" nie pozbawiłabym dziecka ojca.

    --
    "Ich will nicht gehorsam, gezähmt und gezogen sein/ich will nicht bescheiden, geliebt und betrogen sein/ich bin nicht das Eigentum von dir/denn ich gehör nur mir"
  • bulzemba 07.10.19, 21:06
    Wiem, że patrząc na kontakt dzieci z mężem widzisz co straciłaś. Jednak gdy ojciec nie znika nie zawsze jest tak fajnie. Bywają też fatalni ojcowie. A patrzeć jak rodzice prowadzą jawną wojnę też nie jest super.
  • mildenhurst 07.10.19, 19:35
    Nie.
  • australijka 07.10.19, 19:43
    Szczególnie super brzmi w tym ogłoszeniu, że pani nie zależy na relacji z ojcem dziecka, bo nie pozwala jej na to aktywność zawodowa. Kochanie a jak znajdziesz czas na relacje z dzieckiem? Myślisz, że to przytulanka ? Że masz czas, gdy ty masz a nie masz, gdy nie masz. a ono poczeka te kilka dni, miesięcy, lat aż się spełnisz i znajdziesz czas. To na co komu dziecko skoro nie chce być przy nim. Dorośli rozdają karty a dziecko musi nimi grać. To nie fair.
  • daniela34 07.10.19, 19:54
    Przyznam, ze to mnie też zafrapowało. Nie ma czasu na relację z facetem, to jak wychowa dziecko? Odda mamce i bonie?
  • livia.kalina 07.10.19, 19:37
    Też nie oceniam takiego postępowania ale sama nie zdecydowałaby się nigdy. Wdzę jak dzieci potrzebują swojego taty, jaki jest dla nich ważny. Nie dałabym rady go zastąpić.

    --
    super_hetero_dyna:
    "Stalin, choć ludobójca, był jednak człowiekiem dużego formatu."
  • madame_edith 07.10.19, 19:39
    Zdecydowanie tak.
  • julita165 07.10.19, 19:46
    Ja znam taki przypadek w swoim otoczeniu. To znaczy chłopak jest efektem krótkotrwałego gorącego romansu z człowiekiem z drugiego końca Europy a nie skorzystania z anonimowego dawcy ale wiem na pewno że nie mają żadnego kontaktu. Został wpisany do aktu urodzenia chłopca ale na tym koniec. Chłopak ma już 10 lat i chyba temat braku ojca nie jest mu obojętny. To była jedna z pierwszych informacji która pochwalił się mojemu synowi. Dosłownie na dzień dobry było " cześć, a wiesz ja nie mam taty". To jest jednak zupełnie inna sytuacja niz rodzice po rozwodzie, myślę że znacznie trudniejsza dla dziecka
  • skarolina 07.10.19, 23:02
    julita165 napisała:

    >To jest jednak zupełnie inna sytuacja niz rodzice po rozwodzie, myślę że znacznie trudniejsza dla dziecka

    Z punktu widzenia dorosłej już kobiety, która ojca nigdy nie miała, więc owszem, odczuwała brak, ale nie odczuła jego straty, uważam, że to jest jednak łatwiejsze. Zwłaszcza, jak patrzę, co przeżywali znajomi, których rodzice się rozstali i ojciec znikał. Zdecydowanie to mnie było łatwiej.

    Natomiast w temacie wątku - nie zrobiłabym tego dziecku.Kiedy urodziła się moja młodsza córka i miała spore problemy zdrowotne, brakowało mi bardzo wiedzy o moim pochodzeniu, stanie zdrowia rodziny ojca, ewentualnych chorobach genetycznych, zagrożeniach. Los sprawił, że wiedzę tę w dość zaskakujący sposób uzupełniłam po kilku latach, kiedy już była mniej istotna i bardzo się ucieszyłam, że miałam taką możliwość. Dziecko z banku nasienia ma raczej marne szanse świadomie zdobyć wiedzę na ten temat, a jednak to może się okazać w życiu dość istotne.




    --
    "To jest tylko smutne miasteczko, ono sobie kiedyś pojedzie" - W.Młynarski
  • aerra 08.10.19, 18:13
    Akurat w bankach to robią chyba pełen wywiad dotyczący chorób i zagrożeń (i takich dawców chyba nie przyjmują).

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • cauliflowerpl 08.10.19, 18:17
    A myślisz, że ktoś się przyzna? Za nasienie płacą. Czytałam kiedyś, że studenci tak sobie dorabiają. W wywiadzie można powiedzieć wszystko.
  • zazou1980 07.10.19, 19:46
    Mysle, ze nie mialabym specjalnych dylematow. Na poczatku doroslosci mialam plan, ze adoptuje i wychowam tak jak chce i zaden chlop nie bedzie mi sie mieszal, a musze przyznac, ze jestem dosc nieustepliwa. Zycie zweryfikowalo moje plany. Mam konkubina, ktory chcial i bardzo kocha nasze dzieci, odwala przy nich kawal roboty...
  • leanne_paul_piper 07.10.19, 19:54
    Nie, nie zdecydowałabym się. Nie chcę mieć dziecka nawet z mężem, a co dopiero sama.
    Ale ja już zdecydowałam, że mam tak fajnie ułożone życie, że nie chcę już niczego zmieniać.
    Mam swoje życie zawodowe, trochę czasu na fajne wyjazdy i trochę codziennych przyjemności.

    Nie chcę też zajmować się tymi wszystkimi sprawami okołodzieciowymi typu szkoła, wywiadówki, odrabianie lekcji, odpieranie ataku na światopogląd w tym naszym, znaczy moim kraju.
    I naprawdę jednym z największych moich koszmarów było do niedawna co ja zrobię z włosami tego biednego dzieckawink. Skoro jestem kompletnie nieutalentowana manualnie.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/9/sf/he/nft5/lIUJpO7mZgNlsRczAA.jpg
  • cauliflowerpl 07.10.19, 19:59
    No wiesz, zalozeniem tego watku bylo, ze sie tego dziecka jednak CHCE wink bo jak sie nie chce, to celowe zrobienie sobie dziecka ma sens podobny do obciecia sobie zdrowej nogi.
  • mrs.solis 07.10.19, 20:03
    Gdybym bardzo, bardzo chciala to bym to dziecko miala. Gdybym skorzystala z banku spermy dziecko wcale nie musialoby o tym wiedziec. Jest wiele kobiet , ktore maja dziecko z jednorazowej przygody i moze nawet nie znaly prawdziwego imienia faceta, ktory je zaplodnil i tez jakos zyja.

    --
    http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
  • jolie 07.10.19, 20:11
    Bardzo abstrakcyjna sytuacja. Instynkt macierzyński mam bardzo silny, ale trudno mi odpowiedzieć, czy aż tak by mnie przycisnęło, że zdecydowałabym się na anonimowego dawcę. Raczej nie. Bliższa chyba jest mi wersja - dziecko jako owoc romansu z kimś, kto mnie przynajmniej fizycznie pociągał, czy nawet zauroczył. Zresztą prawdopodobieństwo ciąży, gdy jest obopólna chemia znacznie wzrasta (nie w każdym przypadku, ale jednak).
  • karola2122 07.10.19, 23:13
    jolie napisała:

    > Raczej nie. Bliższa chyba jest mi wersja - dziecko jako owoc ro
    > mansu z kimś, kto mnie przynajmniej fizycznie pociągał, czy nawet zauroczył. Zr
    > esztą prawdopodobieństwo ciąży, gdy jest obopólna chemia znacznie wzrasta (nie
    > w każdym przypadku, ale jednak).

    Oj niekoniecznie... Kiedyś gdzieś czytałam, że zgwałcona kobieta ma o wiele większą szansę zajść w ciążę, niż w normalnej sytuacji. Z powodu stresu zmienia się termin owulacji czy coś w tym stylu. Nie wiem, czy to jest prawda, ale może być...
  • princy-mincy 07.10.19, 20:22
    Nie wiem czy zdecydowałabym się na samotne macierzyństwo z anonimowego dawcy.
    Nie wiem też czy potrafilabym świadomie zataić istnienie dziecka przed jego ojcem ani czy ukrywała bym tożsamość ojca przed dzieckiem.
    Myślę że dziecko ma prawo wiedzieć kim jest jego ojciec jeśli matka wie. To przecież jedno z fundamentalnych praw człowieka i bardzo ciężki składnik tożsamości własnej.
    Najlepsza chyba opcja by miec dziecko z gościem, który zgadza się być tatą dochodzącym, skoro z pewnych względu związek takich ludzi nie wchodzi w grę
    Wszystko trudne sprawy, dużo pewnie zależy od zaplecza finansowego i jak silne jest pragnienie dziecka.
  • triss_merigold6 07.10.19, 20:29
    Nigdzie nie jest powiedziane, że każde pragnienie, życzenie czy fanaberia muszą zostać spełnione/zrealizowane.
    Jeśli pani pragnęła dziecka, to mogła poszukać faceta, z którym chciałaby (z wzajemnością) stworzyć trwalszy związek.
  • fawiarina 07.10.19, 20:50
    Jako osoba, która zawsze chciała być matką i nią jest powiem zdecydowanie: NIE.

    1. Nie dałabym rady finansowo: pierwsze dwa lata to były tylko kolki, wizyty lekarskie, rehabilitacje. Same problemy. Nie mogłam jej dać do żłobka, nie stać mnie było na nianię. Pracowałam, ale niewiele, zarabiałam więc też mało.

    2. Nie dałabym rady organizacyjnie. Wstaję o 6, w pracy jestem o 8.30, pracuję do 15. 30, zanim pojadę po młodą do przedszkola i wrócę do domu jest prawie 17. Zostaje tak niewiele czasu na zabawę, wizyty lekarskie, nie mówiąc o codziennych obowiązkach.

    3. Dzieci w placówkach opiekuńczych chorują. To oznacza ciągłe zwolnienia dla rodzica. I ogromne ryzyko i stres gdy się jest jedynym żywicielem rodziny i jedyną opiekunką zarazem.

    4. Bałabym się, że dziecko zostanie zupełnie samo po mojej śmierci.

    Gdybym jednak miała babcię do pomocy na pierwsze lata chociaż, to bym w to weszła. Zupełnie sama nigdy.
  • aerra 08.10.19, 18:16
    Ale przecież w poście startowym miałaś założenia:
    "Wyobraźcie sobie, że dobijacie do czterdziestki, macie dobrą sytuację finansową, rodziców teoretycznie chętnych do pomocy z wnukiem pod ręką (...)"

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka