Dodaj do ulubionych

Latte na tarasie u siebie (pod lasem)

08.10.19, 13:30
Właśnie wróciłam od znajomej (jestem na L4), która zrealizowała swoje marzenie i pije latte na tarasie w swoim domku pod lasem. (Przekwalifikowała się specjalnie, żeby mieć pracę zdalną). Córce (11 l.) podoba się to średnio, tęskni za Warszawą, rozmawiałam z oboma na ten temat i argument matki mnie jednak przekonał: żyje przede wszystkim dla siebie i dla swoich marzeń, a córka, gdy będzie samodzielna, zrealizuje swoje. Gdyby wyrzekła się tego marzenia, na pewno miałaby ukryty (albo i jawny) żal do córki. Dla mnie logiczne. Żyjmy dla siebie, nie dla swoich dzieci. Poza tym pod lasem powietrze zdrowsze wink
Edytor zaawansowany
  • lokalna77 08.10.19, 13:33
    A mogła nie pod lasem tylko pod miastem. Z tarasem, ale bliżej ludzi.

    Współczuję dziecku.
  • czarna_kita 08.10.19, 13:38
    lokalna77 napisała:

    > A mogła nie pod lasem tylko pod miastem. Z tarasem, ale bliżej ludzi.
    >
    > Współczuję dziecku.

    Moje dzieci też wolały jak byłam w domu i przychodziły na ciepły obiadek a mamusia ich w progu witala. Marudzily jak wróciłam do pracy i jęczały że kiedyś było lepiej (jak byłam w domu).
    Ale ja wredna wolałam realizować swoje marzenia.
    Tu jest podobny przypadek. Za kilka lat córka się wyprowadzi i będzie żyła tam gdzie chce ona.
  • lokalna77 08.10.19, 13:39
    Skąd wiesz, że się wyprowadzi? A jak będzie żyć do tego czasu?
  • malamaja7 08.10.19, 18:35
    Normalnie???
    Pod lasem żyje się normalnie smile dzieci mają znajomych, jeżdżą do kina, spotykają się.
    Ja mieszkam pod lasem, wyprowadzilismy się jak syn miał 10 lat. Urodziłam mieszkając pod lasem bliźnięta i córeczkę. Wszystkie dzieci mają się dobrze smile Maja znajomych, jeżdżą do kina, odwiedzają się.
    Mam porównanie z miastem, wychowała się w blokach i nigdy nie zamienilabym życia pod lasem na powrót do miasta. Fakt, że u mnie miasto najbliższe jest 8 km, a bliziutko mam miejscowości gminne w pełni wyposażone, więc może Wy tak demonizujecie jakieś bardzo oddalone od miasta glusze, ale ja uważam, że wszędzie jest lepiej niż w mieście, oczywiście to jest moje zdanie.
  • hanusinamama 08.10.19, 13:43
    Nie to nie ten sam. Bo dzieci twe nie zostały zabrane od swojego towarzystwa, srodowiska bo tobie sie marzy kawa na tarasie (dzisiaj??? 9 stopni!!!!). Jedyne co to moaja obiad w stołóce lub sobie same muszą odgrzać....
  • jowita771 08.10.19, 13:52
    To taką krzywdą dla dzieci jest jedzenie w stołówce albo odgrzanie obiadu? To moje dzisiaj podwójnie straumatyzowane będą - najpierw obiad w szkole, potem odgrzeją sobie ogórkową z lodówki. Nie wiem, co w szkole, ale ogórkową uwielbiają, muszę im powiedzieć, że mają się czuć pokrzywdzone, bo jak nie powiem, to nie mam co liczyć, że się domyślą. Mogłam chociaż zrobić grochówkę, grochówki nie znoszą obie.


    --
    homoseksulaizm jest czyms
    niewlasciwym wrecz obrzydliwym [...]
    I prosze mi tu nie wyjezdzac z homofobia
    by vibe-b
  • jehanette 08.10.19, 14:03
    No własnie chyba chodziło o to, że jedzenie na stołówce nie jest krzywdą tylko jakimś tam utrudnieniem, które krzywdy nie powoduje, tak jak przeniesienie dziecka do zupełnie innego środowiska - w dodatku w wieku przed-nastoletnim, w miejsce gdzie być może takiemu dziecku trudniej funkcjonować samodzielnie - bo np. doajzdy na dodatkowe zajęcia tylko autem, albo koleżanki daleko, a nie w sąsiednim bloku.

    --
    Error 404
  • hanusinamama 08.10.19, 14:06
    Ja nie twierdze ze krzywda...tak jada wiekszosc dzieci. Pisałam tylko ze powrót do pracy a wyprowadzka na zapupie dwie rózne sprawy...
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 13:44
    Moja w tym samym wieku co córka koleżanki Autorki i pod lasem zadowolona. Fascynacji miastem nie odnotowano. Koleżanki zaprasza, kiedy chce, często z nocowaniem i sama też jest zapraszani, ma też przyjaciółkę na miejscu, blisko. Zawsze mnie dziwił te argumenty, jaką to krzywdę się robi dziecku, wprowadzając się z miasta. A nasluchałam się tego trochę.
  • lokalna77 08.10.19, 13:51
    Bo można żyć w domu, ale nie na zadoopiu. Jak dziecko trochę podrośnie, brak transportu i kontaktu z rówieśnikami są się we znaki.

    A teraz i tak trzeba je wozić na wszystkie dodatkowe zajęcia, jeśli na takie uczęszcza.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:14
    Tyle że zapupie właśnie bywa atrakcyjne, a nie przedmieścia, gdzie dom na domu i ludzie sobie w okna zaglądają. U nas są działki wielkości 10 czy 20 tys. metrów, często częściowo zalesione, ten kto wybiera taką opcję, niekoniecznie chce mieszkać między innymi domami przy stosunkowo ruchliwej ulicy.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:16
    Zajęcia dodatkowe natomiast są w szkole głównie zaraz po lekcjach. Kwestia logistyki i odpowiednich wyborów, a nie miejsca zamieszkania.
  • lokalna77 08.10.19, 14:25
    Logistyki....
  • bo_ob 08.10.19, 14:29
    Kosmos ma rację. Logistyki.
  • lokalna77 08.10.19, 14:33
    Ano, gimnastyki...
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:36
    No taka typowa gimnastyka rodzicielska - trzeba dziecko zawieźć do szkoły i odebrać po zajęciach. No kłopot jak licho 😁
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:34
    Jeśli chcesz wszędzie chodzić pieszo, to tylko ściśle centrum ci zostaje, siłą rzeczy mieszkanie, a zaraz...na konie i tak będziesz się musiała przebijać przez całe miasto. Ale ok, jak ktoś chce ustawiać życie wszystkich członków rodziny pod zajęcia dodatkowe dziecka, jego prawo. Ale nie dziwmy się potem dzieciom, a następnie dorosłym, że uważają się za pępek świata i oczekują, że inni zawsze dostosują się do nich, nigdy odwrotnie...
  • lokalna77 08.10.19, 14:41
    Między centrum a domem daleko od szosy jest sporo pośrednich opcji, a Warszawie i innych wielkich miastach mieszka 15% Polaków, więc twoje przebijanie się jest przykładem odnoszący się do niedużej mniejszości.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:44
    Dlatego jest dużo opcji, by każdy mógł wybrać to, co jemu i jego rodzinie najbardziej pasuje. Ty mówiłaś o zajęciach dodatkowych bez kłopotu z dojazdami, czyli jak napisałam, pozostaje ścisłe centrum. Owszem piszę z perspektywy dużego miasta, ale przecież większość emam mieszka w takim lub w okolicach, więc czemu taka perspektywa miałaby być nieodpowiednia dla potrzeb tej dyskusji...
  • lauren6 08.10.19, 17:50
    Poza ścisłym centrum też są szkoły, które są w sensownej odległości od osiedli mieszkaniowych. Zdecydowanym plusem takiego miejsca zamieszkania jest to, że już dzieci wczesnoszkolne mogą same wracać do domu po lekcjach. W przypadku takiego 9-10 latka, nie mówiąc już o starszym dziecku, nie potrzebujesz żadnej logistyki: dziecko samo sobie wróci ze szkoły, odgrzeje obiad i pójdzie na zajęcia dodatkowe po szkole.

    W przypadku wsi jesteś uwiązana do samochodu i stajesz się kierowcą swojego dziecka. A co jeśli zachorujesz? Zdarza się. Gorączka, masz rotę i rzygasz jak kot, a jednak musisz zawcec się do auta i zawieźć dziubdziusia do szkoły.

    Dziękuję za takie atrakcje. Wolę życie w mieście, a las mogę pooglądać w czasie weekendowych wypadów za miasto.
  • jehanette 08.10.19, 15:34
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Jeśli chcesz wszędzie chodzić pieszo, to tylko ściśle centrum ci zostaje, siłą
    > rzeczy mieszkanie, a zaraz...na konie i tak będziesz się musiała przebijać prze
    > z całe miasto.

    Porównaj opcjonalny dojazd "na konie" raz, dwa razu w tygodniu z obowiązkowym dojazdem 5x w tygodniu do szkoły na godzinę 8mą. Jest różnica? W gęściej zaludnionej okolicy oferta jest szersza, więc może akurat to nie będą konie tylko balet albo judo bliżej domu.

    Ale ok, jak ktoś chce ustawiać życie wszystkich członków rodzi
    > ny pod zajęcia dodatkowe dziecka, jego prawo. Ale nie dziwmy się potem dzieciom
    > , a następnie dorosłym, że uważają się za pępek świata i oczekują, że inni zaws
    > ze dostosują się do nich, nigdy odwrotnie...

    Znowu jest albo-albo. Generalnie jak się robi sobie dziecko dobrze jest zdawać sobie sprawę, że trzeba będzie brać to dziecko pod uwagę przy planach życiowych. Nie konsultowałam wyboru mieszkania z dzieckiem, ale wybierałam okolicę pod kątem naszego życia jako rodziny.




    --
    Error 404
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 16:07
    Ja też i uważam, że na wsi dziecko ma znacznie lepsze warunki niż w mieście. W mojej opinii bliskość przyrody i czyste powietrze to są bardzo ważne rzeczy dla rozwoju dziecka.
    A szkoły często ruszają o 8.30 lub nawet 9. Ale to szczegół. Z ciekawości pytałam już kilka razy i wyszło, że moje dziecko nie zrywa się rano jakoś dużo wcześniej niż dzieci w miastach (budzę 7.15).
  • droch 08.10.19, 16:14
    > W mojej opinii bliskość przyrody i czyste powietrze to są bardzo ważne rzeczy dla rozwoju dziecka.

    Czyste powietrze na wsi... No nie wiem, nie wiem... Moje obserwacje wskazują, że śmieci dzielą się na palne w dzień / palne w nocy.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 16:17
    Dlatego dom musi stać w odpowiedniej odległości od dużych kominów.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 16:18
    Nie dużych a cudzych - głupi tel.
  • memphis90 08.10.19, 18:28
    U mnie na wsi szkoła rusza o 7.30 😱

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • mikams75 08.10.19, 15:53
    Wlasnie to zalezy od miejscowosci, nawet nie mieszkajac w centrum mozna miec wszystko dostepne na piechote. Tylko jakby sobie dziecie zazyczylo jakies bardzo malo znane zajecia, to bym musiala dowozic. A tak to w zasiegu pieszego ma wystarczajacy wybor zajec.
  • kk345 08.10.19, 22:19
    To taka miejscowośc, ze mieszkasz pod lasem bez sąsiadów w zasięgu wzroku i jednocześnie jest 5 minut do domu kultury i szkoły ? big_grin
  • mikams75 09.10.19, 00:12
    no nie, z sasiadami w zasiegu wzroku, przeciez nie pisalam o mieszkaniu w gluszy, jest jeszcze cos pomiedzy nia a centrum. I normalny czlowiek, zdrowe dziecko da rade isc 15 minut pieszo.
  • memphis90 08.10.19, 17:05
    U was są zajęcia dodatkowe tuż po lekcjach. U was. A na zadupiu nie za bardzo masz opcję "logistyki i odpowiednich wyborow", jeśli jedyna podstawówka nie ma szerokiej gamy zajęć dodatkowych tuż po lekcjach (oczywiście na jedną zmianę!). Mamcia, która "żyje dla siebie" i ma nie/ujawniony żal z powodu "niezrealizowania marzenia" już, teraz, natychmiast, w tym roku i nie później, niespecjalnie wygląda na taką, która wybiera lokalizację domu na zadupiu pod kątem organizacji i logistyki życia 11 latki.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 17:55
    Ale ja nie posłałam dziecka do pierwszej szkoły, która się nawinęła. Poszukałam takiej, która spełnia określone wymogi, dlatego logistykę mamy ogarniętą. Jak ktoś nic nie planuje, tylko zawsze bierze, co dają i nic ponadto, to nigdzie nie będzie mieć sensownie.
  • lauren6 08.10.19, 18:17
    W okolicach mojego miejsca zamieszkania są 3 sensowne szkoły publiczne, nie licząc prywatnych.

    Jak się planuje zakup domu czy mieszkania obczajenie okolicznej infrastruktury to postawa. Oczywiście można sobie kupić dom 5 km od cywilizacji i być uwiązanym do samochodu, bo przecież nie do podmiejskiej komunikacji, ale to opcja z cyklu "make life harder". Można, ale po co sobie tak komplikować życie?
  • chococaffe 08.10.19, 18:23
    Ile czasu trwa dojazd?
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 19:12
    U nas? 40MIN. w porannym ruchu. Tak, sporo, no ale nie da się mieć tego, co zaplanowaliśmy i jeszcze spelniajacej oczekiwania szkoły pod nosem. Taki koszt.
  • chococaffe 08.10.19, 19:16
    40 minut samochodem. Ok , kazdy żyje jak chce, chciałam tylko uporządkować obraz,
  • malamaja7 08.10.19, 18:42
    kosmos_pierzasty napisała:

    > Moja w tym samym wieku co córka koleżanki Autorki i pod lasem zadowolona. Fascy
    > nacji miastem nie odnotowano. Koleżanki zaprasza, kiedy chce, często z nocowani
    > em i sama też jest zapraszani, ma też przyjaciółkę na miejscu, blisko. Zawsze m
    > nie dziwił te argumenty, jaką to krzywdę się robi dziecku, wprowadzając się z m
    > iasta. A nasluchałam się tego trochę.
    Dokładnie, u nas też wszystko układa się elegancko, u sąsiadów również, nie mam pojęcia skąd ta niby trauma u tych dzieci niby miałaby wynikać smile
    A jeśli ludzie wyprowadzają się z jednego miasta do innego miasta, oddalonego o 600km, to takie dziecko też wyrwane jest ze swojego środowiska, ale jakoś dziwnym trafem nie zaobserwowalam takiej nagonki big_grin ciekawe zjawisko
  • thea19 08.10.19, 13:47
    Warszawa i przyległości jest całkiem przyzwoicie zalesiona, nie trzeba mieszkać na zadupiu by mieć las i sarenki.
  • lokalna77 08.10.19, 13:53
    Ale i tak odległości do duże. Z Lesznowoli dojazd autobusem do centrum to czasem i półtorej godziny. Raj dla nastolatków big_grin
  • bo_ob 08.10.19, 13:55
    lokalna77 napisała:

    > Raj dla nastolatków big_grin

    I co, aby nastolatek krócej podróżował mama musi rezygnować ze swoich marzeń?
  • lokalna77 08.10.19, 14:08
    Skoro nastolatek ma zrealizować swoje marzenia, kiedy dorosnie i się wyprowadzi, zgodnie z opiniami w tym wątku, to mamuśka równie dobrze może poczekać ze swoją latte, do wyprowadzki dziecka big_grin
  • bo_ob 08.10.19, 14:10
    Tak, mama może poczekać z realizacją marzenia do swoich 50 urodzin. Ale właściwie dlaczego ma czekać?
  • lokalna77 08.10.19, 14:13
    W zasadzie masz rację, mogła jechać w podróż dookoła świata, aby się zrealizować big_grin
  • bo_ob 08.10.19, 14:28
    Ale po co piszesz o czymś, co sie nie wydarzyło zamiast odpowiedzieć na moje pytanie?
  • thea19 08.10.19, 14:30
    takie podróże komunikacją można i w obrębie Warszawy uskuteczniać, całe studia jeździłam z jednego końca na drugi. Nie jest podane, że koleżanka wyprowadziła się ze Śródmieścia do wsi koło Zielonki, równie dobrze mogła przeprowadzić się 5km dalej.
  • heca7 08.10.19, 13:59
    I dziki wink U nas dziki już całkiem przestały się obawiać ludzi. Nawet jak mają młode są wobec przechodniów obojętne. Niezbyt to mądre i bezpieczne.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • jusytka 09.10.19, 20:56
    Taki pewnie za drogi, więc do wyboru blok w miescie lub dom na wsi pod lasem. Ja też dziecku współczuję, bardzo to egoistyczne z jej strony!

    --
    ***Gwiazdy 2001*** - miejsce spotkań dla rodziców młodzieży w wieku licealnym
    Austria - miejsce spotkań dla pasjonatów tego kraju
  • heca7 08.10.19, 13:37
    To chyba nieźle wam się zmarzło na tym tarasie bo pod Warszawą dziś 9 stopni wink Ja tam nawet z gorącą herbatą i kocem się nie wychylę. A co do czystszego powietrza to bym nie była taka pewna. U mnie niby dzielnica zagazowana a i tak smog chyba jeden z największych w Wawie.

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • szafireczek 08.10.19, 13:42
    Na L4 poszłaś podzielić się przemyśleniami na temat służby zdrowia ze znajomą, czy lekarz zaordynował Ci kurację "pod lasem"?
  • bo_ob 08.10.19, 13:45
    Myślisz, że jeśli ktoś jest na zwolnieniu lekarskim to zawsze nie wolno mu wychodzić z domu?
  • szafireczek 08.10.19, 13:58
    Tak, wolno - szczególnie na ploty...Przecież to oczywista doskonała kuracja na większość choróbwink
  • bo_ob 08.10.19, 14:00
    Przecież nie wiesz na co choruje autorka? Może na depresję?
  • szafireczek 08.10.19, 14:16
    Patrząc po wątkach, które prawie codziennie zakłada, pt. moja koleżanka...oto jej historia...kuracja polega w dużej mierze na pielgrzymowaniu do kolejnych koleżanek i opisywaniu ich życia w tonie sensacyjnym na ematce...
  • bo_ob 08.10.19, 14:30
    Masz w sobie dużo złej woli, więc nie będę wątku zdrowia autorki kontynuować.
  • szafireczek 08.10.19, 14:36
    ja tych watków o psiapsiółkach nie zakładałamsmilesmilesmile ale jasnowidztwa Ci i tak zazdraszczam...
  • memphis90 09.10.19, 14:48
    Autorka choruje na "lekkie przeziębienie", w sumie to "od weekendu jest zdrowa", ale "wyprosila od lekarza długie L4". Przeziębienie na 100% nie może mieć adnotacji "chory może chodzić".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • motyllica 08.10.19, 14:28
    na l-4 należy siedzieć tam, gdzie jest napisane we zwolnieniu

    i wychodzić tylko do apteki lub lekarza
    chyba, że jest się samotną osobą to na zakupy owszem
  • bo_ob 08.10.19, 14:31
    motyllica napisała:

    > na l-4 należy siedzieć tam, gdzie jest napisane we zwolnieniu


    Widziałaś na własne oczy L-4 tetetany, czy tylko jego scan?
  • motyllica 08.10.19, 15:07
    napisała : wróciłam od znajomej
  • memphis90 09.10.19, 14:50
    Sama napisała w wątku obok, że ma L4 na lekkie przeziębienie i że od weekendu jest zdrowa, więc chodzi po koleżansiach.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • angazetka 08.10.19, 14:52
    Chyba że jest to zwolnienie pozwalające na wychodzenie z domu.
  • hanusinamama 08.10.19, 13:42
    Nie wiem. Ja mam pod lasem, przy łące, obok krowy...jest taras i kawa na nim czarna (jak cieplej). Do tego dziecko ma mase kolezanek sasiadek, do szkoły ma 2km, 3 przystanki autobusem. Jakos do mnie nie przemawia ani mieszkanie w scisłym centrum (mmieszkałam) ani za pupupiu...
  • mikams75 08.10.19, 13:45
    Duzo w tym racji, nie mowie, zevy nie uwzgledniac woli dzieci, ale jestem przeciwna podporzadkowaniu wszystkiego pod dziecko. Z tym domem, to zalezy jak daleko, jakie sa dojazdy, co jest w okolicy. Minus dla matki to robienie za szofera. A dzieci zazwyczaj testknia po zmianie. Jakby sie wyprowadzili w drufa strone, to dziecko by tesknilo za wsia.
  • lauren6 08.10.19, 13:55
    > Poza tym pod lasem powietrze zdrowsze

    Jeżeli sąsiedzi są podłączeni pod sieć CO. Jeśli palą w piecu to w Warszawie może mieć zdrowsze powietrze.
  • pole_koniczyny 08.10.19, 14:03
    Moja koleżanka z klasy tez miała rodziców, którzy zrealizowali swoje marzenie i zbudowali domek pod lasem. 25 minut piechota przez pola do kolejki podmiejskiej, potem super zatłoczona kolejka do miasta i stamtąd jeszcze autobusem do liceum. Jak się zaczęła polska zima to dziewczyna wprowadziła się do mieszkania wujostwa w blokach w mieście.
    Dla mnie to jest egoistyczne podejście. Nie mówię, ze dla dziecka należy się wyrzec wszystkich planów i marzeń - absolutnie nie. Ale co innego powrót mamy do pracy - kiedy obiad trzeba sobie samemu podgrzać i czasem cos posprzątać, a co innego akcje które naprawdę dezorganizują dzieciom życie. Takich decyzji nie powinno się podejmować kompletnie ignorując potrzeby dziecka. 11-latka jest jeszcze mała, ale za trzy lata max zacznie przesuwać rozkwit życia towarzyskiego z rówieśnikami. Wtedy pojawi się realny problem.
  • niebieskie_korale 08.10.19, 13:57
    Dzieciom nie dogodzisz nigdy! Jak bedziesz mieszkac w miescie beda marudzily, ze masz za male mieszkanie, jak pracujesz wolalyby miec cieply obiad podstawiony pod nos, jak nie pracujesz, narzekaja, ze zyjesz ich zyciem i tak w kolko!

    Postawilabym jednak, ze decyduja rodzice, a dzieci.

    Osobscie wybieralabym zawsze miasto, ale rozumiem tez potrzebe zycia wygodnego, na ktore nie mozna pozwolic sobie w miescie, glownie ze wzgledu ograniczen finansowych.
  • memphis90 08.10.19, 17:11
    Moje dzieci nie marudzą na stan faktyczny. Ale może dlatego, że decyzje dotyczące rodziny podejmujemy z uwzględnieniem potrzeb rodziny, a nie "liczą się tylko fanaberie mamusi, a dziecko będzie mieć prawo głosu jak będzie dorosłe i się wyprowadzi".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • niebieskie_korale 08.10.19, 17:37
    co to znaczy dla ciebie z uwzglednieniem potrzeb rodziny?
    Jesli dwie corki nie chca byc razem w pokoju, kupujesz wieksze mieszkanie czy przeprowadzasz sie do pokoju goscinnego z mezem?
    Jesli nadaza ci sie okazja dobrej, ale czasowo wymagajacej pracy, rezygnujesz czy ja podejmujesz, czy moze pytasz sie dzieci?
  • droch 08.10.19, 17:56
    > Jesli dwie corki nie chca byc razem w pokoju [...]

    Decydując się na prokreację chyba zakładasz, że dzieci będą mieszkać razem w pokoju 8m2 tylko do pewnego wieku?
  • niebieskie_korale 08.10.19, 18:11
    chyba zle sie podpielas?..ale jak juz pytasz to odpowiem: podjelabym decyzje z mezem, a nie z dziecmi, oczywiscie chodzi o mieszkanie w jednym pokoju.
  • droch 08.10.19, 20:07
    Jeśli napisałaś "Jesli dwie corki nie chca byc razem w pokoju, kupujesz wieksze mieszkanie czy przeprowadzasz sie do pokoju goscinego z mezem?" to tak, moje pytanie jest dobrze podpięte.
  • taki-sobie-nick 10.10.19, 02:23
    A w razie wpadki...?
  • memphis90 08.10.19, 18:17
    >co to znaczy dla ciebie z uwzglednieniem potrzeb >rodziny
    To znaczy, że staram się znaleźć rozwiązanie optymalne dla wszystkich, nie krzywdzące nikogo. Gdyby chodziło tylko o mnie, to może siedziałabym teraz w stacji Arctowski albo na misji w Afryce. Albo na totalnym zadupiu w Bieszczadach, robiąc eko dżemy z lawendy. A siedzę pod miastem, w domku z dobrym dojazdem do centrum, blisko szkoły podstawowej.

    >Jesli dwie corki nie chca byc razem w pokoju, >kupujesz wieksze mieszkanie czy przeprowadzasz >sie do pokoju goscinnego z mezem?
    Coz, ja na starcie nie urzadzam pokoju gościnnego, żeby stał sobie pusty, podczas gdy dzieci gnieżdzą się np. na 8m2. Staram się, żeby każdy domownik miał podobny standard i komfort życia.

    >Jesli nadaza ci sie okazja dobrej, ale czasowo >wymagajacej pracy, rezygnujesz czy ja >podejmujesz, czy moze pytasz sie dzieci?
    Ja nie "pytam się dzieci", bo dzieci nie decydują. Ja uwzględniam ich potrzeby i opinie. Kiedy brakuje do pierwszego, to się bierze dodatkową pracę, choćby dzieci tesknily, bo ważniejszy jest pełen brzuch i zaplacony rachunek za gaz. Ale już nie wtedy, kiedy dzieci tęsknią, a matka biega z nocki na nockę, bo ma "potrzebę" wakacji w Tajlandii dwa razy w roku i nart w Alpach zimą. Kiedy dzieci jęczą np. o wakacje za granicą, to można im przedstawić sytuację - nie stać nas/stać nas na jakiś kraj ogarnięty wojną/stać nas będzie za 2 lata/wybierajcie co chcecie, byle nie było meduz.

    Aż dziwne, że trzeba tłumaczyć takie rzeczy...?

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • niebieskie_korale 08.10.19, 18:51
    Gdybym ja miala pasje , ochote i warunki by robic eko dzemy z lawendy, a moj maz by je sprzedawal to mieszkalabym w Bieszczadach na zadupiu i moje dzieci musialyby sie dostosowac do nas. Gdybym chciala jezdzic po swiecie i pracowac nockami na dodatkowe pieniadze to tez bym to robila. Dzieci teskna? tak dzieci teskna, ale rowniez do matek ktore pracuja w standardowym wymiarze godzin.
    Kiedy mam realizowac swoje potrzeby? jak dobiegne 60-tki? czy moje dorosle dzieci beda uwzglednialy moje potrzeby jak dorosna?
  • elenelda 09.10.19, 15:20
    Nie decyduję się na drugie dziecko, jeżeli mnie na nie nie stać.
  • niebieskie_korale 09.10.19, 18:44
    Przepraszam a co to znaczy stac cie na drugie dziecko? Bo idac tym rozumowaniem to wiekszosci nawet nie byloby stac na pierwsze dziecko. Podliczajac zlobki, przedszkola, sporty, korepeteycje, college etc, nie stac mnie byloby nawet na cwierc dziecka.
  • milva24 08.10.19, 17:47
    No cóż, a moja starsza marudzi. Chciałaby mieszkać na wsi, mieć duży ogród i własny pokój a nie dzielony z siostrą. I co? Mam się zadłużyć po korek i utrudnić wszystkim życie, żeby spełnić marzenia ośmiolatki? Szczególnie że za dwa czy trzy lata może jej się zmienić.
  • memphis90 08.10.19, 18:21
    No to przecież piszę, że uwzględnia się potrzeby całej rodziny, a nie fanaberie jednej osoby. Zadłużenie się pod korek szkodzi życiu calej rodziny. 8 latka już zrozumie, że rodziców stać na mieszkanie z 2 pokojami, choc oczywiście może marzyć o posiadłości ze stadnina koni. Mój 8 latek "chciałby" mieć park dinozaurów, ale wcale od nas twgo nie oczekuje.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • ira_08 08.10.19, 18:09
    Serio, uważasz, że dom to "fanaberia mamusi"? Fanaberią mamusi może być zwiedzanie Doliny Królów w 40 stopniach, a nie wygodne miejsce zamieszkania. Jak nie teraz dom, to kiedy? "Na stare lata", kiedy człowiek nie wie czy ich w ogóle dożyje?

    Dzieciom dzielącym pokój z rodzeństwem w mieszkaniu 50 m2 też tak współczujecie, czy rozmnożyć się można dopiero mając 100 metrów w dużym mieście wojewódzkim?
  • memphis90 08.10.19, 18:26
    Ten konkretny, w tej lokalizacji, kupiony właśnie teraz, okupiony zerwaniem znajomości z koleżankami - jak najbardziej. Szczegolnie, że to mamusia ma podejście nie w stylu "potrzebowaliśmy więcej miejsca, dzięki temu będę więcej w domu z dziećmi, bo pracuję zdalnie, centrum było pełne smogu, a tu są doskonałe szkoły i dojazd do miasta", tylko "żyje przede wszystkim dla siebie i dla swoich marzeń, a córka może poczekać".

    >Na stare lata", kiedy człowiek nie wie czy ich w >ogóle dożyje
    Idąc tym torem myślenia - córka też może 18 nie dożyć...

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • mikams75 08.10.19, 22:20
    a mieszkaliscie juz w tym miejcu zanim sie dzieci urodzily, badz sie przeprowadzaliscie jak dzieci byly male?
    Dzieci po zmianie beda tesknic do stanu poprzedniego. Ale bywa, ze sie zgadzaja z jednej strony na pogorszenie warunkow (np. dojazdy) a z drugiej strone poprawe warunkow (np. wlasny duzy pokoj, wieksza przestrzen, ogrodek itp.). I momo zgody tesknia i marudza. Przeprowadzajac sie do miasta tez beda tesknic za starym miejscem.
  • jehanette 08.10.19, 13:58
    Żyjmy dla siebie, tak, popieram. Jednak nie raniąc przy tym innych, zwłaszcza tych, którzy są od nas zależni. Jako rodzic, uważam że przy takich decyzjach jak przeprowadzka powinno się brać pod uwagę ich wpływ na dzieci. Albo załatwiłabym taką przeprowadzkę gdy dziecko jest na tyle małe, że zmiana środowiska nie będzie dla niego/niej problemem, nie zerwie więzi które dziecko już zdołało nawiązać, i nie zmieni mu/jej trybu życia - jeśli 11latka wcześniej mieszkała w mieście i miała koleżanki blisko, z którymi mogła swobodnie się spotykać na podwórku, to zmiana na domek pod lasem gdzie nie ma gdzie jexdzić na rolkach a koleżanki są daleko, zamknięte w innych domkach pod lasem, to może to ciężko przeżyć. W tym wieku przecież już sama mogla się przemieszczać do szkoły, do mieszkających blisko koleżanek... Gdzie teraz będzie chodzić do szkoły -daleko? A gdzie do szkoły ponadpodstawowej - co z dojazdami? Będzie uwiązana do podwożących rodziców, czy skazana na autobusy?
    Ewentualnie przeprowadziłabym się dopiero w momencie gdy dziecko już jest trochę na wylocie, albo przynajmniej może bardziej samodzielnie ogarniać swoje życie społeczno-rekreacyjne. Gdy powrót z urodzin koleżanki o 20.00 nie jest problemem, czy dojazd na zajęcia pozaszkolne. Albo gdy zaraz pójdzie na studia/zacznie pracę i może zdecydować czy coś wynajmuje w mieście czy woli taniej z rodzicami jeszcze, ale męczyć się pod lasem.

    Bo to co pamiętam z mieszkania pod lasem jako dziecko i nastolatka, to niestety: długo trwająca zależność od rodziców - bo wieczorem nie chcieli, żeby 12latka sama popylała pod tym lasem, a potem żebym wieczorami późno wracała pociągiem i wieczne bycie na uboczu towarzystwa, bo byłam zależna od podwózki rodziców albo rozkładu pociągów, nie umawiałam się spontanicznie do kina czy na pogaduchy - bo zanim bym dojechała, minęłyby ze 2 godziny. Także nie zrobiłabym tego swojemu dziecku i uważam, ze rodzice powinni przemyśleć takie decyzje jak przeprowadzka z dzieckiem - kiedy, dokąd i jak, żeby dziecku nie zrobić krzywdy.

    --
    Error 404
  • bo_ob 08.10.19, 14:03
    Dziś życie nastolatków to w dużej części różne komunikatory, więc miejsce zamieszkania jest dużo mniej istotne, niż kiedyś.

  • lokalna77 08.10.19, 14:09
    Nieprawda.
  • bo_ob 08.10.19, 14:12
    Prawda wzięta z życia. nie wiesz o tym, jak dużo czasu nastolatki poświęcają na życie towarzyskie w Internecie i że jest to dużo więcej, niż za twojej młodości?
  • lokalna77 08.10.19, 14:14
    W tygodniu, w weekendy mnóstwo czasu spędzają że sobą.
  • joanna_poz 08.10.19, 14:17
    taaa, w tygodniu, akurat, szczegolnie jak koncza lekcje o 17 albo o 18...
  • lokalna77 08.10.19, 14:26
    No przecież piszę, że w tygodniu są online.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:22
    Też właśnie całe weekendy mogą spędzać raz u jednego, raz u innego dziecka.
  • lokalna77 08.10.19, 14:27
    Całe weekendy, nie jest to powszechne.
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:38
    A jak coś nie jest powszechne, to nie wolno! 😊
  • lokalna77 08.10.19, 14:42
    Wszystko wolno, realizujmy się...
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 14:46
    Jestem za 🦄
  • jehanette 08.10.19, 15:22
    Faktycznie, każdy rodzic marzy żeby nastoletnie dziecko siedziało cały dzień z nosem w telefonie. Oh wait

    --
    Error 404
  • lauren6 08.10.19, 17:54
    Na szczęście normalne dzieci używają komunikatora po to by się umówić na spotkanie w realu.
  • lucy_phere 09.10.19, 10:32
    Jehanette, mam identyczne doświadczenie ze swojego okresu szkolnego. Z tym że ja pod tym przysłowiowym lasem mieszkałam od urodzenia, to rodzinny dom mojej Mamy.

    Ale niestety coś w tym jest: kłopot ze spontanicznymi wyjściami, ostatni autobus o 20:15. O ile kiedy byłam całkiem mała to wystarczyły mi dwie koleżanki zza płotu, potem niestety zaczęło mi to doskwierać.

  • jehanette 09.10.19, 11:33
    Zawsze jak w podobnej dyskusji pisze taki post, to pojawiaja sie podobne komentarze, z doswiadczenia wink po prostu wizja pan od kawy na tarasie i "tylko 40 minut samochodem do rogatek miasta" jest nieprawdziwa

    --
    Error 404
  • kosmos_pierzasty 09.10.19, 12:09
    Jakich rogatek, skoro pidajesz czas, jaki podałam, to bądź konsekwentna. To czas do centrum, a 3o min. z tego to przejazd przez miasto właśnie. Czyli ty z tych, co wiesz lepiej, jak inni mają żyć. Bomba... Faktycznie w mieście więcej się wychodzi, bo i po co kisic się w mieszkaniu. Człowiek wychodzi, bo nie bardzo ma inną opcję tongue_out
  • gryzelda71 08.10.19, 14:27
    Córka bedzie miał zal do matki, tez logiczne/
  • escott 08.10.19, 14:39
    Hm... zgadzam się, że powinniśmy żyć dla siebie. Jest mi bardzo trudno to ocenić obiektywnie, bo na samą myśl o mieszkaniu w domku pod lasem ogarniają mnie dreszcze i sama przede wszystkim potrzebuję mieć blisko wszędzie i żadnych samochodów w życiu. Gdyby moja córka zażyczyła sobie mieszkać pod miastem i oprotestowywała blok blisko centrum, z całą pewnością nawet bym tego poważnie nie rozważyła. Niemniej - jest tak częściowo dlatego, że matka mi coś takiego zrobiła. Owszem, gdyby była inna, gdyby chciała mi ułatwiać tak w ogóle życie towarzysko-społeczne, gdyby pomagała w dojazdach a nie generalnie zajmowała się czynieniem z każdego mojego dnia koszmaru, to pewnie byłoby to prostsze. Niemniej, bycie nastolatką jest strasznie trudne, ma się mnóstwo społeczno-kulturalnych potrzeb. Akurat w tym wieku odcinanie dziecka od świata jest wyjątkowo przykre i ryzykowne. Chyba znajoma powinna była jednak jeszcze chociaż te pięć-siedem lat się wstrzymać. Dla niej to mniejsza różnica niż dla córki w tym wieku.

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • jehanette 08.10.19, 15:25
    Piąteczka! Mam wrażenie że efektem wychowania w wymarzonym-przez-rodziców-domku-pod-lasem jest awersja do tegoż w życiu dorosłym i gorące postanowienie, że nie zrobi się tego swojemu dziecku xD

    --
    Error 404
  • malgosiagosia 08.10.19, 16:03
    Twoje wrazenie moze byc mylace, bo moje dziecko wychowane "pod lasem" chce swoje przyszle dzieci tez wychowywac "pod lasem".
  • kosmos_pierzasty 08.10.19, 16:12
    Moje jak dotąd też, ale że stosunkowo małe, to jeszcze się okaże, jak to będzie.
  • malgosiagosia 08.10.19, 16:27
    Moje juz dorosle dziecko zycie w miescie uwaza za absurd. Mozna miasta odwiedzac, ale zyc w nich?

    Internet umozliwil prace i dostep do kultury w stopniu tak wielkim, jakim nie snilo sie sie jeszcze 30 lat temu mieszkancom nawet najwiekszych metropolii.
  • hungaria 08.10.19, 17:02
    Ze przez internet sobie wyskocze do kina, na jakas wystawe albo do restauracji? Tak wiem, spod miasta tez mozna, ale fajnie, jak jest to mile spontaniczne urozmaicenie wieczoru, a nie cala wyprawa.
    Ale ja tez z tych, co wiekszosc dziecinstwa i nastolectwa musieli spedzic na odludziu - teraz kocham miasto ze wszystkimi jego udogodnieniami, bez koniecznosci marnowania czasu na przystankach i w srodkach transportu.
  • malgosiagosia 08.10.19, 17:18
    Ile razy w tygodniu "urozmaicasz" sobie wieczory wyskakujac do kina, na wystawe czy do restauracji majac dzieci w wieku szkolnym? A czy nie codziennie przypadkiem dzieci powinny byc na powietrzu, wybiegane, w kontakcie z przyroda, swobodne, wyskakane, bawiace sie ze zwiarzetami, jezdzace na rowerach itd?
  • hungaria 08.10.19, 17:32
    przeczytalas, co napisalam? Ja bylam takim dzieckiem, z dostepem do tych wszystkich dobrodziejstw. Do wyrzygu nienawidzilam ogrodu, wlasnych jablonek, porzeczek itp. W poblizu mialam tylko jedna kolezanke, cale dziecinstwo marzylam o mieszkaniu w bloku i popudniach na podworku. W liceum bylo jeszcze gorzej, bo zaczelo sie juz jakies prawdziwe zycie towarzyskie, imprezy itp. - wiekszosc znajomych miala to wszystko pod nosem, ja przez 4 lata spedzalam dlugie godziny w autobusach.
    Takze jak pokazuje historia moja, jehanette i jeszcze paru osob powyzej, dziecko naprawde szczerze moze nienawidzic tego raju.
  • malgosiagosia 08.10.19, 18:03
    Urodzilas sie "pod lasem", czy to byl pozniejszy wybor rodzicow?
  • hungaria 08.10.19, 20:12
    Urodziłam się. I czmychnęłam do miasta najwcześniej jak mogłam.
    Nie chodzi o to, że kocham betony i nienawidzę przyrody - w czasie wolnym generalnie staramy się spędzać sporo czasu wśród zieleni, ale tę potrzebę realizujemy w parkach lub podczas weekendowych wyjazdów. W głębi duszy jestem 'miejska' i tyle, ważniejsze są dla mnie udogodnienia dostępne w mieście niż ta kawa na tarasie.
  • malgosiagosia 08.10.19, 21:43
    Co raz mniej wierze w zielen miejska i w te parki. Brudno jakos i psie kupy. Ale wierze, ze istnieja miejskie dusze. Sa ludzie, ktorzy musza mieszkac w miescie. Taka np. Barbara Niechcicowa. smile
  • escott 08.10.19, 23:02
    Kurczę, w Warszawie akurat jest naprawdę mnóstwo przepięknej przyrody miejskiej, w te wakacje spędziłam mnóstwo czasu w zieleni nie ruszając się poza obręb stolicy. W Krakowie miałam z tym dużo gorzej, więc doceniam, że to po prostu wyjątkowo przyjemne pod tym względem miasto. Ludzie mają różne upodobania w każdym wieku - niemniej upodobanie do spokoju pod lasem jest po prostu statystycznie rzadsze w wieku nastoletnim, więc taka zmiana jest ryzykowna. Też kontakt z przyrodą to coś innego niż kawa na tarasie - żeby iść na długi spacer po prawdziwym lesie w weekend nie trzeba cały tydzień mieszkać pod tym lasem, wiem z autopsji wink A do codziennej szybkiej kawy na tarasie wystarcza mi, że, no, mam taras, lawendę na nim i wrony zaprzyjaźnione mimo moich kotów wink

    --
    Sherlockiana - blog o SH

    Forum Sherlock Holmes
  • malgosiagosia 09.10.19, 00:26
    I o to chodzi, zeby kazdy byl zadowolony ze swojego zycia.wink
  • kosmos_pierzasty 09.10.19, 07:41
    Jednak dojeżdżanie codziennie na spacer w prawdziwym lesie jest uciążliwe - wiem, bo przerabiałam przez kilka lat. Zieleń miejska? Taka ujażmiona przyroda? Pełno ludzi, a że zwierząt to najwyżej wiewiórka? Nie, dziękuję. Taką przyjemność z chęcią zostawiam innym 😊
  • chococaffe 09.10.19, 08:25
    Uwielbiam ujarzmioną przyrodę. Nieujarzmioną zostawiam zwierzętom i nie przeszkadzam im w zabawie smile!
  • kosmos_pierzasty 09.10.19, 09:28
    😁 I cudnie.
  • mokka39 09.10.19, 10:39
    ja z kolei uwielbiałam. Najbardziej lubiłam spędzać czas sama z książką, więc żadne bloki, podwórka i stada dzieci mi do tego potrzebne nie były. Dużo bardziej podobało mi się przebywanie wśród przyrody.

    --
    www.perfumanka.pl
  • jehanette 09.10.19, 11:46
    W miescie od jednego do kilku razy w tygodniu. W domku pod lasem od kona września do.konca marca przy rodzicach pracujacych do 16 i tak nie ma kiedy skakac i jezdzic na rowerze, a do kina, na basen czy kawiarni daleko - doliczmy jeszcze czas powrotu z pracy/szkoly i potem dojazdu do miejsc rozrywki To.predzej w miescie mozna wracajac ze szkoly zawadzic o.oswietlony park jesli pogoda jest ladna a tylko.jest ciemno. Odkad przeprowadzilam.sie do miasta jestem zachwycona jak mi sie dzień wydluzyl. Jeszcze w pazdzierniku i już w lutym jestem w stanie skorzystac z dnia, pojsc do parku, corka zdąża pobiegac po podwórku z kolezanka.

    --
    Error 404
  • jehanette 09.10.19, 15:30
    Ha, ja też tak mówiłam... póki nie zmierzyłam się z realiami dorosłego życia, takiego z pracą i dzieckiem i mieszkaniem "pod lasem" naprawdę. Kilka pierwszych miesięcy po przeprowadzce do miasta odpoczywałam!

    --
    Error 404
  • kosmos_pierzasty 09.10.19, 16:06
    Widzisz, a ja żyję sobie dorośle, z pracą i dzieckiem już prawie dziesięć lat pod tym lasem i wszyscy jesteśmy zadowoleni. Nikt nie narzeka. Mam nadzieję, że okoliczności życiowe nigdy nie zmuszą mnie do powrotu do miasta. Ludzie mają różne upodobania i style życia - to cały sekret.
  • afro.ninja 08.10.19, 14:49
    A moje sie chce wyprowadzic na zadupie i w d... ma scisle centrum Warszawy.
  • feliz_madre 08.10.19, 14:59
    Zawsze powtarzałam, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. Odwrotnie to rzadko działa. Ludzie, którzy poświęcają siebie i swoje marzenia dla dzieci prędzej czy pozniej im to wypomną albo wręcz wystawią rachunek. Nie od razu - najczęściej jak już te dzieci będą po 40-tce.
  • pole_koniczyny 08.10.19, 15:08
    Ja tak swoją droga jestem tez ciekawa czy mama będzie dalej tak szczęśliwa z realizacji swojego marzenia jak będzie dla córki wiecznym kierowca. Problem nie jest teraz jak córka ma lat 11 - może i narzeka, ale jak ktoś jest odporny to się przyzwyczai. Problemem będzie życie jak córka wejdzie w starszy wiek nastoletni.
  • joanna_poz 08.10.19, 15:14
    pytanie jak daleko pod lasem, od miasta jest ten domek?
    i jak skomunikowany jest z reszta świata?

    małego dzieciaka faktycznie trzeba wozic, nastolatek przy względnie przyzwoitej komunikacji publicznej świetnie da sobie rade sam.
  • pole_koniczyny 08.10.19, 15:15
    feliz_madre napisała:

    > Zawsze powtarzałam, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. Odwrotnie to rz
    > adko działa. Ludzie, którzy poświęcają siebie i swoje marzenia dla dzieci prędz
    > ej czy pozniej im to wypomną albo wręcz wystawią rachunek. Nie od razu - najczę
    > ściej jak już te dzieci będą po 40-

    A dzieci może i rodzicom nie wypominają... tylko przy pierwszej okazji uciekają z domu im dalej tym lepiej.
    Nie da się życia przeżyć myśląc tylko o innych, ale nie da się tez tworzyć rodziny myśląc tylko o sobie. Równie dobrze można powiedzieć, ze mama może przełożyć swoje marzenie o 7 lat - kiedy córka się usamodzielni (przynamniej zdobędzie prawo jazdy). Te 7 lat może spokojnie wykorzystać np na remont czy urządzanie swojego wymarzonego domu. To marzenie nie ucieknie, nie trzeba sie go wyrzec - tylko odpowiednio umiejscowić w czasow. A wiek nastoletni przeżywa się raz
  • memphis90 08.10.19, 17:22
    >Zawsze powtarzałam, że szczęśliwi rodzice to >szczęśliwe dzieci.
    Patrz, a dziecko tej, co to wrociwszy z UK tańczy radośnie na ojcowskiej łące nucąc Dźwięki muzyki, jest nieszczęśliwe i dopytuje kiedy pozwolą mu wrócić do UK. A dziecko tej pani, co to się radośnie bzykala z kochankiem w hotelu, nie chciało siedzieć w kącie ciche i szczęśliwe radościa matki, tylko marudzilo, aż je nafaszerowali psychotropami.

    >Odwrotnie to rzadko działa
    W sensie nieszczęśliwy rodzic zatruwa życie dzieciom? Tak, zdarza się i tak, bo nie wszyscy rodzice są dobrymi rodzicami. Ale mam w bliskim otoczeniu wdowę i widzę, ile wysiłku wkłada w to, żeby dzieci mogły żyć szczęśliwe, mimo poniesionej straty.

    >Ludzie, którzy poświęcają siebie i swoje marzenia dla >dzieci prędzej czy pozniej im to wypomną albo wręcz >wystawią rachunek
    Za dziecko jesteś odpowiedzialna 18 lat. Na realizację marzeń masz jakieś 80. Jeśli ktoś nie umie zrealizować marzeń przez 60 lat i ma pretensje o te 18, kiedy odpowiada za drugiego człowieka i dla niego musi iść na pewne kompromisy, to ma poważny problem z samym sobą. Jeśli ma marzenie, które wymaga realizacji konkretnie w te 18 lat i żadne inne - nie powinien zakładać rodziny. A nie "ja, pępek świata i jedyny taki plateczek śniegu, mam fanaberię dzisiaj mieć dzidziusia, ale jutro niech ktoś dzisiusia zabierze, bo ja to bym się pobawil czymś innym".

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • malgosiagosia 08.10.19, 18:51
    "Za dziecko jesteś odpowiedzialna 18 lat. Na realizację marzeń masz jakieś 80. Jeśli ktoś nie umie zrealizować marzeń przez 60 lat i ma pretensje o te 18, "

    Zle to jakos obliczylas. Do 22 roku uczymy sie, rodzine zakladamy gdzies pomiedzy 25- 30 srednio liczac i fakt, to jest jakby juz spelnienie pewnych marzen, ale pozniej rodzi sie dziecko, potem nastepne, potem jeszcze jedno zalozmy i co dbamy o te dzieci do 22 roku zycia ostatniego potomka. Czasu na zrealizowanie swoich marzen zostaje bardzo malo, albo wcale.
  • pole_koniczyny 09.10.19, 09:53
    >Zle to jakos obliczylas. Do 22 roku uczymy sie, rodzine zakladamy gdzies pomiedzy 25- 30 srednio liczac i fakt, to jest >jakby juz spelnienie pewnych marzen, ale pozniej rodzi sie dziecko, potem nastepne, potem jeszcze jedno zalozmy i co >dbamy o te dzieci do 22 roku zycia ostatniego potomka. Czasu na zrealizowanie swoich marzen zostaje bardzo malo, albo >wcale.

    Po pierwsze, można mieć jedno dziecko. Bardzo wiele osób decyduje się na jedynaka właśnie z tego względu - finansowo stać ich na więcej dzieci, ale odpowiedzialność trwa przez więcej lat.

    Po drugie, dziecku w wieku studenckim może i pomagamy finansowo, ale mentalnie i organizacyjnie ono jest, albo powinno być, już w pełni samodzielne. Powinno mieć uczelnię, może dorywczą pracę, własne towarzystwo, być może partnera. Jak najbardziej pozostawia to czas na realizację własnych marzeń. A wsparcie finansowe też może być ustalane we w różnym zakresie. Jest zasadnicza różnica pomiędzy pomocą finansową w celu uzyskania wyższego wykształcenia, a wspieraniem realizacji różnych kosztownych fantazji edukacyjnych (kolejne studia nie wiadomo po co, doktorat jako forma ucieczka od ryku pracy, wyjazd za granicę na uczelnię o żadnej renomie, ale za granicą).

    Także realnie jest to 18-20 lat z zycia. Przy czym też są różne fazy - małe dziecko jest czasochłonne, ale łatwiej jest się z nim przenieść do innego miasta, a nawet kraju na jakiś czas niż z dzieckiem w wieku szkolnym. Nastolatek potrzebuje przede wszystkim stabilizacji i stworzenia mu sensownych warunków rozwoju, a za to może sam sobie ugotować makaron na obiad i zostać wieczorem w domu.
    Jeśli się tak na to spojrzy, chyba nie jest tak strasznie.
  • hanusinamama 09.10.19, 11:10
    Tak...tak mowiła mojej mamy kolezanka przeprowadzajaca sie z córka do kolejnego miasta do kolejnego Pana. dziewczyna chyba 5 razy szkołe konczyła. Az bedac w LO kiedy to mama znowu wymysliła przeprowadzkę zbuntowała sie i sie wyprowadziła do babci...do dzisiaj kontakt z mamą ma znikomy, mama ma aktualnie kolejnego Pana na troche...
  • majenkir 08.10.19, 16:07
    tetetana napisała:
    > Właśnie wróciłam od znajomej (jestem na L4)


    To tak tu sie teraz trzeba tlumaczyc? big_grinwink

    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • srubokretka 08.10.19, 16:22
    Popieram jej podejscie.
  • aguar 08.10.19, 16:50
    Trzeba spełniać swoje marzenia, ale jak się zaczęło od spełnienia marzenia o dziecku, to może najpierw poświęcić mu tyle czasu, ile trzeba, a potem przejść do spełniania kolejnych marzeń? Mniej więcej ta dekada między 7-17 to jest chyba najgorszy moment, aby wywozić dziecko na zad.pie. Wcześniej małemu dziecku życie tam może służyć. A po 17-tce zdaje się dzieć może zrobić prawo jazdy, kupi mu się samochód i będzie mógł się samodzielnie wydostawać zad.pia.
  • jehanette 09.10.19, 15:31
    100/100

    --
    Error 404
  • memphis90 08.10.19, 17:00
    Aha, bo gdyby poczekala z tym "życiowym marzeniem" jeszcze 7 lat, to by się zes.ała... Ale nic tam, 11 letnia gowniara może zap..lac PKSem do szkoły w Warszawie, byle mamcia miała swoje latte. Cud, że dziecko już teraz nie musi znosić jawnych i niejawnych zalow mamusi z powodu utrudniania "życia dla siebie" .

    Ale nic, córcia też będzie żyła "dla siebie i swoich marzeń", a mamcia na tym zadupiu będzie jęczeć, że zle dziecko nie chce jej do lekarza zawieźć.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • berdebul 08.10.19, 17:22
    Dzizas. Skąd tyle agresji? Pani za 30 lat moze wrócić do miasta. Teraz jest dla niej ważna kawka i domek, a szkoły pewnie jakiś w okolicy są i nie trzeba dojeżdżać PKS? Od mojej kawki, do szkoły jest 10 minut spacerem. Wspaniała, zaangażowana kadra i fajnie prowadzone zajęcia, sporo aktywności po lekcjach. Plus lokalne świetlice, z zajęciami od chemii po zumbę i szachy. Co kto lubi.
  • memphis90 08.10.19, 17:59
    >Wspaniała, zaangażowana kadra i fajnie >prowadzone zajęcia, sporo aktywności po lekcjach. >Plus lokalne świetlice, z zajęciami od chemii po >zumbę i szachy. Co kto lubi.
    A, znaczy się jesteś sasiadką tej pani?

    > Pani za 30 lat moze wrócić do miasta
    Czyli to nie marzenie życia, tylko fanaberia na tu i teraz? Która absolutnie nie może poczekać, bo przecież żyje się tylko dla siebie i spełnia tylko swoje zachcianki?

    >Teraz jest dla niej ważna kawka i domek
    Szkoda, że jednak nie dziecko.

    --
    "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
  • berdebul 08.10.19, 18:40
    Mam realne podejście, szczerze wątpię że kobieta z dzieckiem wybrała chatę w dzikich ostępach puszczy.

    Czekanie aż dziecko dorośnie i naście lat życia w kurniku.

    Przecież nie porzuciła dziecka, tylko się przeprowadziła. Zyskały świeże powietrze, ogród, bliskość przyrody. Wolałabym, niż miasto.
  • hanusinamama 09.10.19, 11:13
    Majac 12 lat???
  • hanusinamama 09.10.19, 11:13
    Ale to u ciebie. Mam znajomych ktorzy woża dzieci ponad 10 km do szkoły, zadnej w okolicy nie ma. Zadnej sensownej komuniakcji aby powiedzmy 12 latek mogl sam gdzies pojechać....
  • rozalia_olaboga 08.10.19, 18:04
    A na co znajoma się przekwalifikowala, żeby pracować zdalnie?
    Odkąd na mojej wsi jest internet, intensywnie o tym myślę!
  • noltencja 08.10.19, 18:25
    Znam dość podobną historię i to ze znacznie bliższej autopsji smile Moja rówieśnica, siostra cioteczna. Razem z mężem rok temu też zapragnęli latte na tarasie pod lasem, a jako że mąż i tak pracował zdalnie - programista - więc trudno nie było, ona była na wychowawczym i do pracy na stałe wracać nie zamierza, najwyżej jakieś drobne zlecenia od czasu do czasu, jest grafikiem, więc możliwości ogromne. Tylko dzieci mają u nich 2 i 3 lata, więc generalnie nie było problemu z ich rozczarowaniem. Napiszę uczciwie, że podoba mi się u nich, ale sama bym się tam nie odnalazła. Do miasta niecałe 30 km, ale brak kolei, tylko rzadki PKS lub własny jedno- czy wieloślad smile Fajne miejsce na weekend co kwartał, a nie na stałe. Swojemu dziecku też bym tego nie zrobiła. Rozumiem jednak i całkowicie rozgrzeszam tych, którzy uważają, że życie jest jedno, a dzieci sobie poradzą. Jednak to rodzice podejmują decyzje, a umówmy się, że bycie dzieckiem w stosunkowo nieźle sytuowanej rodzinie nie jest wielkim wyzwaniem. Dziecko szybko się przyzwyczaja.
  • noltencja 08.10.19, 19:02
    A w sumie nie wiem jeszcze skąd się wziął ten zwrot "latte na tarasie" - bo jak czytam popularny strasznie w internecie smile Dlaczego akurat latte a nie co innego i akurat na tarasie a nie gdzie indziej? smile
  • lauren6 08.10.19, 19:11
    Pewnie z Instagrama. Niektóre panie lubiły wrzucać zdjęcia, na których widać ich nogi w butach typu emu, kubek kawy z mleczną pianką i oczywiście ogród. To jest niby taki współczesny stan nirwany.
  • wlazkotnaplot 08.10.19, 19:45
    Co Ty robisz na L4 u znajomej, w domu się kuruj 😁.
    Co do tematu. Ja, dzieci, mąż a nawet psy to rodzina. Liczę się ze wszystkimi. Marzenia bardzo osobiste niestety odkładam na później. To na dziś, bo życie od dwóch lat nabrało strasznego tempa i nie mam czasu na siebie (właściwie to chyba nigdy w nadmiarze go nie miałam). Liczę, że z czasem będzie spokojniej i wtedy kto wie..
  • pani-nick 08.10.19, 21:26
    uff... dobrze, że ja i mąż tylko espresso...
  • heca7 08.10.19, 21:31
    Ja tylko herbatę. Powinni mi komisyjnie skonfiskować taras big_grin

    --
    Na Halloween przebiorę się za okres. A potem spóźnię się i wszyscy będą się bali wink
  • rosapulchra-0 08.10.19, 21:32
    A ja w ogóle kawy nie piję.. sad

    --
    Ty milden samotna zdaje jesteś to może się wymienicie usługami? Bo pewnie też masz z tym problem. by bergamotka77
  • valtho 08.10.19, 22:24
    Latte na tarasie już miałam, 3h w samochodzie na dojazdy tez i dziękuje bardzo. Zamieniłam na prawie centrum - dzieci w szkole za rogiem, a ja kilka przystanków tramwajem do pracy. Idealnie dla mnie.
  • vinca 09.10.19, 07:51
    Z ciekawosci-dlugo wytrzymałas w tym domu? Co ostatecznie zadecydowało, że wróciłaś do miasta? Ile dzieci mialy lat?
  • valtho 09.10.19, 23:31
    Mieszkałam tam troche ponad 10 lat. Dopóki nie było dzieci i nie pracowałam na etat było całkiem miło, choć już wtedy dość drogo - ciagle jeździliśmy do miasta - zakupy, znajomi, kino etc Naprawde źle się zrobiło jak dzieci podrosły - około ich 10-12 roku życia. Wtedy zrozumiałam, że jeśli się nie przeprowadzę, to do matury bede ich wozić do szkoły, na zajęcia, do znajomych. Chodzą do tej samej szkoły, ale różnie kończą. Ciagle ktoś siedział po kawiarniach albo u mnie w pracy. Zdecydowałam się zamieszkać obok szkoły i stosunkowo blisko mojej pracy. Oni zyskali niezależność, a ja uwolniłam się od bycia szoferem. Nie mieszkaliśmy daleko - Izabelin, około 15 minut od metra, autobusy podmiejskie etc, ale do przystanku mieli 15 min częściowo przez las. Do szkoły komunikacja by dojeżdżali 1.5h w jedną stronę.
    Poza tym ja zdecydowanie wolę życie w mieście.
  • vinca 10.10.19, 12:13
    ok, dzięki. Ale to znaczy, że dzieci chodziły do szkoly juz w Warszawie i dlatego nie musialy jej zmieniac, czy tak?
    Podpytuję bo tez mieszkam pod Warszawą, no i niby fajnie ale do przystanku z ktorego odjezdza wiekszosc autobusow i skm mamy 1km i idzie się przez mało uczęszczaną okolicę. Nie bardzo wyobrazam sobie też by corka miala dojezdzac stąd codziennie do szkoly sredniejuncertain Pomijam już, że niewiele dzieci w naszej najbliższej okolicy... no i tak dumam co będzie lepsze - czy zostac tu do konca jej podstawówki czy uciekac juz teraz (do zerówki idzie za 2 lata). Wolałabym nie zmieniac szkoly w trakcie.
  • morekac 09.10.19, 07:35
    Ale ona tak pije w obecnych temperaturach? W kurtce?


    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • quilte 09.10.19, 09:02
    Po pierwsze, moje dzieci są pełnoprawnymi członkami rodziny i nie żyją "za karę". Bardzo długo myślałam, czy je w ogóle mieć (jestem strasznie wygodnicka), ale podjęłam tę decyzję, dzieci mam i - póki mogę - chcę im różne rzeczy ułatwiać. Życie ogólnie jest trudne, jeszcze się natrudzą na własną rękę. Egocentryzmu ani oczekiwań ze strony dzieci pt. "każdy ma się dostosować do mnie" nie zaobserwowałam zupełnie. Raczej: "dostosowali się do mnie więc nie będę świnia i teraz ja dostosuję się do nich".
    Po drugie i najważniejsze, CZASU nadal nie da się kupić za żadne pieniądze. Dlatego "domek pod lasem" i dojazdy, dojazdy, dojazdy: do pracy, do szkoły, na zajęcia dodatkowe, do kina, do znajomych to dla mnie opcja "po moim trupie". Mieszkanie w miejscu, które wymaga logistycznej gimnastyki i godzin spędzonych w samochodzie/pociągu/pekaesie ogranicza czas, który rodzina może spędzić razem i po prostu męczy. Straconego czasu nie zrekompensuje mi ani kawa na tarasie, ani choćby i codzienne spacery w lesie (które, nawiasem mówiąc, mogłabym teoretycznie odbywać, bo mogę pracować zdalnie. Ale co mi po nich, skoro mąż w tym czasie w pracy/w drodze z pracy, a dzieci też albo w szkole/na zajęciach/właśnie się przemieszczają).
  • kosmos_pierzasty 09.10.19, 09:26
    Czyli dla osoby, która chce mieć wszystko w zasięgu spaceru zostaje ściśle centrum - pisałam. I ok, tam też ktoś musi mieszkać. Ważne by każdy był zadowolony i nie uważał, że jego wybór jest jedynym najlepszym. Jestem dziwnie pewna, że my pod tym lasem mamy dla siebie więcej czasu niż niejedna rodzina w mieście, szczególnie jeśli nie mieszka w centrum i musi jednak korzystać z komunikacji lub jeździć autem po mieście, co zajmuje więcej czasu niż dojazd za miasto. Wiem, bo mieszkałam i codziennie w samochodzie spedzalam 2-3 godziny. Pracowałam wtedy poza domem i nieopuszczalam granic miasta. Więc ja już wolę tę nasza 'gimnastykę' z przestrzenią, przyrodą i wspólnym czasem (owszem, codziennie mniej więcej od 16.30 plus całe weekendy).
  • quilte 09.10.19, 10:26
    "Ważne by każdy był zadowolony i nie uważał, że jego wybór jest jedynym najlepszym." Oczywiście. Niestety, często zwolennicy "kawy na tarasie" głoszą wszem i wobec, w dodatku niepytani, że to właśnie ich wybór jest jedynym najlepszym, a mieszkający w mieście to idioci i frajerzy oczadziali smrodem i betonem. Mam tego dość. Ty, kosmosie, tego nie głosisz, ale jesteś raczej wyjątkiem.
    " Jestem dziwnie pewna, że my pod tym lasem mamy dla siebie więcej czasu niż niejedna rodzina w mieście." A ja z kolei jestem dziwnie pewna, że my w tym mieście mamy dla siebie więcej czasu niż niejedna rodzina z lasem i tarasem.
    I tak, uczciwie przyznaję, że mieszkam w ścisłym centrum. Sporo się nagłowiliśmy wybierając miejsce do mieszkania, określiliśmy, co jest dla nas ok (mniejszy metraż), a co nie (dojazdy, uzależnienie od samochodu). O rzut beretem mam liczne tramwaje, metro i kolejkę. Autobusy też, ale wolę jechać po torach, bo szybciej. Nie jesteśmy uzależnieni od samochodu. Starsze dziecko jeździ samo do szkoły i na zajęcia, młodsze już niedługo też będzie jeździć samo. Co do samych zajęć - wybór jest po prostu nieporównanie większy niż "pod lasem". Większe jest prawdopodobieństwo, że np. nauczyciel od pianina przyjedzie do mnie. Żeby było śmieszniej, nie wmawiam nikomu, że mój wybór jest obiektywnie najlepszy. Każdemu według potrzeb. Ale jak po raz enty słyszę, że "tylko dom pod lasem!", to mnie to wkurza.

  • kosmos_pierzasty 09.10.19, 11:03
    😊 To dokładnie tak samo jak, kiedy ja słyszę, że dom pod lasem to dla głupkow spędzających życie w samochodzie.
    Nie wiem, skąd to się bierze, że niezależnie od wyboru, niektórzy muszą koniecznie krytykować cudze decyzję, mimo że sami zainteresowani są zadowoleni z tego, co wybrali.

    I zgadzam się, że wybór miejsca do życia to poważna decyzja wymagająca przeanalizowania różnych opcji, ich wad i zalet. My również tak do tego podeszliśmy.
  • berdebul 09.10.19, 09:31
    Domek pod lasem, moze oznaczać 20 minut dojazdu, wlasnie tak mieszkam. W Warszawie dojazdy miałam dłuższe i wieczny problem z parkowaniem.
  • joanna_poz 09.10.19, 09:41
    dokładnie.
    u mnie domek pod lasem oznacza 20 km do centrum Poznania, 5 minut do obwodnicy, dla syna 5 min do stacji PKP i dojazd 10 minut do samego centrum Poznania.
  • kanga_roo 09.10.19, 10:14
    u mnie podobnie, choć z innego kierunku smile
    mieszkałam w mieście pół życia i dojazdy zajmowały mi po 2 godziny dziennie. teraz w 15 minut jestem w pracy, syn ma 5 min do szkoły, córka pkp 15 minut do centrum miasta. życie towarzyskie młodzieży póki co lokalne. zajęcia dodatkowe w 90% ogarniają szkoły - i lokalna, i miejska są super.
    z przeprowadzką jak ze wszystkim, korzystnie jest najpierw pomyśleć big_grin
  • droch 09.10.19, 10:20
    Gdzie pod Poznaniem pociągi jeżdżą z prędkością handlową 120 km/h? No i Poznań Główny to na pewno nie jest centrum Poznania.
  • joanna_poz 09.10.19, 10:27
    przejazd z naszej stacji do Poznania Głownego to 12 minut - sprawdziłam na rozkładzie, nie 10, przepraszam za to wprowadzajace w bład zaokraglenie.
    No i Poznań Głowny to jest centrum miasta.
  • joanna_poz 09.10.19, 10:33
    aha i te 20 km to odległośc drogowa (samochodem), nie kolejowa.
  • kanga_roo 09.10.19, 10:43
    a kto Ci każe jechać na Główny (choć to jest centrum). można wysiąść np na Garbarach.
  • berdebul 09.10.19, 09:29
    Może ma zimowy taras. Z przeszkleniem i podgrzewaniem.
  • morekac 09.10.19, 11:58
    berdebul napisała:

    > Może ma zimowy taras. Z przeszkleniem i podgrzewaniem.

    Ale to już sarenka nie przyjdzie i jeżyk nie przytupta.. 😞


    --
    -------------------------------------------------------------
    "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
  • berdebul 09.10.19, 18:42
    I bardzo dobrze. Później znajdujesz takie potrzebujące pomocy zwierzątka, latasz po całodobowych lecznicach żeby kupić preparat mlekozastępczy i odchowujesz na butli. tongue_out Masakra.
  • marianna1960 09.10.19, 08:17
    Dla mnie najlepsze do mieszkania są małe miasteczka wokół dużych miast nie mieszkasz w betonie smrodzie i korkach, masz sklepy. Domy jednorodzinne też mają bardzo dużo wad wszędzie daleko i dużo pracy.
  • thea19 09.10.19, 11:32
    małe miasteczka wokół dużych miast fajne są tylko jak jest ciepło, zimą zamieniają się w smogogrody.
  • marianna1960 09.10.19, 11:52
    W smogrody tylko wieczorami od 18 do 22 a komfort życia lepszy.
  • thea19 09.10.19, 13:41
    weź nie pitol, smog zaczyna się we wrześniu i kończy w kwietniu/maju zależnie od temperatury. zimą jest dramat wokół Warszawy.
  • marianna1960 09.10.19, 13:53
    Sama Warszawa to jeden wielki zakorkowany zabetonowany smog powinna dopłacać do mieszkania w tym syfie.
  • afro.ninja 09.10.19, 14:01
    Warszawa pod różnymi względami jest zasyfiona. I z centrum trzeba dziecko zabrac na zajecia dodatkowe i zabiera to z 2 godziny. Duze miasto zawsze zabiera dużo czasu.
  • vinca 09.10.19, 15:08
    No nie, nie zgodzę się. W Warszawie masz tramwaje, metro - duzo szybciej w godzinach szczytu sie przemiescisz niz samochodem na przedmiescia lub poza miasto.
    No i nie jestes uzalezniona od rozkładu jazdy autobusu. Wychodzisz z domu, za chwilę zawsze cos przyjedzie. Mieszkam pod Warszawą i mimo, ze dojezdza siedemsetka, to bez samochodu cieeezko byloby tu żyć.
  • thea19 09.10.19, 18:23
    widzę, żeś chorągiewka na wietrze - raz tylko blok w mieście a raz chata pod lasem
  • chococaffe 09.10.19, 20:37
    Kolejny wątek o wyższości xx itd.

    A tak naprawdę to wyjsciowo pytanie było chyba o granice poświęcenia się dla dziecka.

    No więc ja potencjał poświęcania się mam spory big_grin, ale nie musiałam z niego specjalnie korzystać. Gdyby moje oczekiwania dotyczące miejsca zamieszkania diamteralnie różniły się od tych dziecięcych, na pewno wziełabym pod uwagę zdanie dziecka i jego potrzeby. Niekoniecznie bym się z nimi zgodziła, ale rozpatrywałabym poważnie. I jeżeli na przykład marzyłabym o domu pod lasem, a dziecko o szkole muzycznej w mieście to jednak wybrałabym miasto a marzenie o domku odłożyłabym w czasie, ewentualnie bym się udzialkowiła.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka