Dodaj do ulubionych

Czy wstydziliscie sie matki garkotluka a byliscie

09.10.19, 12:25
... dumne ze matka jest lekarzem/prawnikiem? A teraz jestescie dumne? Wstydzicie sie? Inne opcje?
Tak nawiazujac do watku obok...
Moja mama jest filologiem. Jako dziecko nie mialam pojecia co to znaczy i zawsze sie balam ze ktos zapyta co mama robi. Mama na zmiane pracowala i nie. Ale wiekszosc czasu bylam dzieckiem z kluczem na szyi. Chcialam zeby byla ladniejsza w pewnym okresie... nie wiem taka moze bardziej reprezentacyjna? Ale nigdy sie nad jej powolaniem zyciowym nie zastanawialm sie przyznam sie...


--
wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
Edytor zaawansowany
  • mona-taran 09.10.19, 12:31
    Wstydziłam się , bo była alkoholiczką, nie dlatego, że była garkotłukiem.
  • lilia.z.doliny 09.10.19, 13:17
    mona, to juz ktoras twoja wypowiedz tutaj, po ktorej mnie sciska w dolku sad
    podziwiam cie, ze zawalczylas o siebie
    pozdrawiam

    --
    Melisa uspokaja mnie tylko wtedy, kiedy ją gorącą wyleję komuś na mordę.
  • mona-taran 09.10.19, 14:29
    Nie wiem, co powiedzieć 😳 dziękuję 😘
  • rosapulchra-0 09.10.19, 22:36
    Mam podobne odczucia jak lilia. Jestem córką alkoholika. Gdy byłam dzieckiem to zdarzało się, że na widok pijanego ojca uciekałam na drugą stronę ulicy.

    --
    Ty milden samotna zdaje jesteś to może się wymienicie usługami? Bo pewnie też masz z tym problem. by bergamotka77
  • mid.week 09.10.19, 18:25
    Nie wiedziałam, strasznie mi przykro.
    Jesteś mega babką mimo takiego startu - szacun Mona!
  • mona-taran 09.10.19, 22:07
    To bardzo miłe Mid, dziękuję 😘
  • karme-lowa 10.10.19, 15:51
    Mona, super że udało Ci się wyjść na prostą. Jesteś bardzo silna.
  • aqua48 09.10.19, 12:37
    Hmm.. a co z tymi którzy mieli matki normalne? Ani garkotłuki ani celebrytki? Ja z moją rozmawiałam i wiedziałam co robią rodzice, na czym polega ich zawód i czym się zajmują. Mama pracowała w domu, Tato w rozmaitych instytucjach, ale wielokrotnie bywałam u niego w pracy. Z Mamą jako dziecko często chodziłam często na jej uczelnię bo tam przez jakiś czas pracował Tato, uwielbiałam te wizyty, i spotkania z ludźmi.
  • ichi51e 09.10.19, 12:44
    Z tamtego watku wynikalo ze nie ma takiej opcji...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • ichi51e 09.10.19, 12:46
    „Dziecko nawet nie podziękuje ci za twoje wielkie poświęcenie tylko będzie się wstydziło, że mamy jego kolegów to prawniczki, lekarki, a jego mama to garkotłuk. „

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • lauren6 09.10.19, 12:47
    To znaczy, że nic nie zrozumiałaś, a nie, że nie wynikało 😊
  • ichi51e 09.10.19, 12:50
    big_grin mialas na mysli cos innego niz to co napisalas?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • lauren6 09.10.19, 12:52
    Miałam na myśli kontekst, który był tylko przykładem, a Ty oczywiście tego nie ogarnęłaś.
  • ichi51e 09.10.19, 13:02
    Ponioslo cie raczej na fali „musze miec ostatnie slowo” big_grin

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • mebloscianka_dziadka_franka 09.10.19, 14:12
    Lauren, po prostu za wszelką cenę chciała dosrać tej drugiej, której nicku nie pamiętam.
  • pade 09.10.19, 15:01
    a który to wątek?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • mebloscianka_dziadka_franka 09.10.19, 15:19
    Ten o przedszkolach i żłobkach, a propos wypowiedzi śp. Szyszki.
  • pade 09.10.19, 15:45
    Dziękismile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • panna.jezowa 09.10.19, 22:51
    Czy mogę prosić o link? Widzę ten wątek w wyszukiwarce, ale nie ma go gdy klikam.
  • pade 10.10.19, 11:02
    forum.gazeta.pl/forum/w,567,168792355,168792355,Przedszkole_to_komuna_.html
    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • kasiaabing 09.10.19, 12:40
    Moja mama jest księgową, w czasach przedszkolnych mnie to nie interesowało. W szkole zazdrosciłam dzieciom nauczycieli, zawsze jak wracali ze szkoły mama była w domu, ja od 1 klasy byłam dzieckiem z kluczem na szyi.
  • spirit_of_africa 09.10.19, 13:52
    Jestem córka nauczycielki i byłam dzieckiem z kluczem na szyi lub pod opieka dziadków. Kolega z domu obok również.
  • kasiaabing 09.10.19, 14:13
    Moich koleżanek mamy nauczycielki zawsze bywały wcześnie w domu. Nauczycielki z klas 1-3 rzadko kończyły później niż 13. Plus wolne w wakacje. Z perspektywy dziecka uważałam, że praca nauczyciela to wymarzona praca. nawet pytałam mamę czemu nie została nauczycielką.
  • aerra 09.10.19, 16:31
    Też jestem córką nauczycielki i z kluczem na szyi wracałam od 1 klasy podstawówki.

    --
    super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
    <*>
  • z_lasu 09.10.19, 14:16
    Byłam dzieckiem z kluczem na szyi i uwielbiałam być sama w domu. Współczułam kolegom, u których zawsze był w domu ktoś dorosły (przeważnie babcia, rodzice praktycznie wszyscy pracowali). Przerażał mnie taki całkowity brak intymności.
  • kasiaabing 09.10.19, 14:19
    Wiesz, u sąsiada zawsze trawa bardziej zielona.
    Nie powiem, w okolicach liceum już tak bardzo mi to nie przeszkadzało.
  • z_lasu 09.10.19, 14:33
    Ale ja nie piszę o liceum, tylko o wczesnej podstawówce, a nawet o przedszkolu (klucz na szyję dostałam w wieku 5 lat, sama wychodziłam z przedszkola - ale to było na wsi smile). W liceum to ja wracałam do domu ostatnia, bo dojeżdżałam.
  • majenkir 09.10.19, 15:59
    z_lasu napisała:
    > Współczułam kolegom, u których zawsze był w domu ktoś dorosły (przeważnie babcia, rodzice praktycznie wszyscy pracowali).


    Mojej przyjaciolki mama nie pracowala (faktycznie jako jedyna). Ach, jak ja jej zazdroscilam, ze ma mame dla siebie wink.


    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
    Abby&Prada
  • ck2 09.10.19, 16:34
    > Byłam dzieckiem z kluczem na szyi i uwielbiałam być sama w domu. Współczułam ko
    > legom, u których zawsze był w domu ktoś dorosły (przeważnie babcia, rodzice pra
    > ktycznie wszyscy pracowali).

    To tak jak ja. smile
  • rosapulchra-0 09.10.19, 22:39
    Ja tak samo. Najlepiej się czułam sama w domu, zanim reszta domowników wróciła z pracy.

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • rafaleczka 10.10.19, 09:04
    oj tak samo miałam,lepiej bym tego nie napisała. kolezanki się do mnie wpraszały żeby nie siedzieć z babcią
    Jak mi dzis brakuje bycia samej w domu...
  • bywszy 09.10.19, 14:18
    kasiaabing napisała:

    > Moja mama jest księgową, w czasach przedszkolnych mnie to nie interesowało. W s
    > zkole zazdrosciłam dzieciom nauczycieli, zawsze jak wracali ze szkoły mama była
    > w domu, ja od 1 klasy byłam dzieckiem z kluczem na szyi.

    Klucz na szyi był spoko. tongue_out

    Ale w przedszkolu zazdrościłem dzieciom, których rodzice codziennie pracowali do 15-16.
    Te dzieci tworzyły międzyrocznikową grupę tzw. pracujących, zostawały w przedszkolu po obiedzie i leżakowały. A ja z grupką "niepracujących" szedłem do domu już o 14, po zjedzeniu obiadu.

    Moja mama była nauczycielką. tongue_out
  • kasiaabing 09.10.19, 14:21
    Heh, pamiętam jak moja mama pracowała od 7 do 15 i bywały dni, że byłam pierwsza w przedszkolu.
  • hanusinamama 09.10.19, 20:01
    Jestem dzieckiem nauczyciela i byłam dzieckiem z kluczem na szyi....co sobie ceniłam bardzo tak od 7 klasy smile
  • 12gram 09.10.19, 12:48
    Moja mama byla gospodynią domową i wychowywała sześcioro dzieci. Zawodowo pracował ojciec. Mama oprócz dzieci miała do obrobienia gospodarstwo rolne, stado krów, drób, kilka hektarów zbóż i jarzyn. Czyli praca całodobowa na kilka osób. Nigdy się rodziców nie wstydziłam bo byli pracowicie i na tle otoczenia bardzo do przodu.
    Pamiętam jak dziś , poszłam do szkoły średniej w innym mieście, miałam 15 lat a w domu została jeszcze czworo młodszych dzieci do opieki. Trzeba było złożyć jakieś dokumenty do sytuacji majątkowej ucznia, dostarczyłam je i wychowawczyni -baba ok 35letnia (na szczęście szybko ją zmienili) naskoczyła na mnie "dlaczego mama nie pracuje! powinna iśc do pracy i coś robić!", mnie było wtedy strasznie wstyd za mamę czemu ona nie pracuje tylko tak siedzi w tym domu.. wychowawczyni zrobiła to przy klasie.
    Z perspektywy czasu wstyd to za taką babę, że opiekę nad czwórką dzieci i zajmowanie się sporym gospodarstwem uważa za nicnierobienie.

    PAmiętam też z tej szkoły grupę "miastowych" dziewczyn , które się uważały za lepsze od tych które dojeżdżały ze szkoły ze wsi, choćby ta wieś była kilometr od miasta i przechwalały się "pochodzeniem".
  • fazifokus 10.10.19, 21:43
    Straszna nauczycielka sad Również takie spotkałam na swojej drodze. Kiedyś w trakcie jakiejś szarpaniny trzech uczniów, jednemu stukły się okulary i wychowawczyni powiedziała, że ja mam za nie zapłacić, bo moja mama jest bogata.
    A ja w tej bójce udziału nie brałam.
    Po tej i wielu innych sytuacjach - nie znoszę nauczycieli i nie dałabym im grosza podwyżki.
  • ichi51e 11.10.19, 08:02
    Tak mi sie przypomnialo ze zawsze mnie w szkole nekali „dlaczego twoja mama ma inne nazwisko” co komu do tego i jakiej odpowiedzi sie spodziewali w latach osiemdziesiatych od dziecka?

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • hanusinamama 11.10.19, 10:04
    Serio wszyscy nauczyciele maja słabo zarabiac bo trafiłas na jedna beznadziejną. Jaki ty masz zawód? Na pewno i w nim trafiaja sie źli ludzie i co??
  • aga_mon_ber 11.10.19, 07:24
    > i -baba ok 35letnia (na szczęście szybko ją zmienili) naskoczyła na mnie "dlacz
    > ego mama nie pracuje! powinna iśc do pracy i coś robić!"


    Powiedziałabym tej pani, żeby się zamieniła z moją mamą na miejsca.
  • lauren6 09.10.19, 12:51
    > dumne ze matka jest lekarzem/prawnikiem? A teraz jestescie dumne? Wstydzicie sie? Inne opcje?

    Tak jestem dumna.

    > Tak nawiazujac do watku obok...

    Tak nawiązując do wątku obok to powinnaś raczej zapytać czy ematki byłyby gotowe utrzymywać swoją matkę na stare lata za to, że po powrocie ze szkoły mają podany ciepły obiad pod nos. Czy jednak wolałyby by mieć pracującą, samodzielną matkę, której w przyszłości nie będą musiały w 100% same utrzymywać, bo nie wypracuje sobie żadnej emerytury, a ojciec np umrze, zanim będzie jej się należała wdowia emerytura.
  • iwoniaw 09.10.19, 12:58
    a ojciec np umrze, zanim będzie jej się należała wdowia emerytura.

    Serio sądzisz, że jakaś ematka ma matkę jeszcze przed 50-tką?

    Większość ematkowych matek to już chyba z tego pokolenia, że same są na emeryturze, a być może wpadły już nawet w "stary portfel" i same się z emerytury i tak nie utrzymają, choć pracowały zawodowo całe życie, jeśli to czyniły w branżach i na stanowiskach niezbyt dochodowych, więc...



    --
    "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
  • little_fish 09.10.19, 15:49
    Moja mama nie pracowała. Głównie z powodu zdrowia. Miałam ciepły obiad pod nos i wiele innych rzeczy. Byłam gotowa ją utrzymywać, niestety nie miałam i już nie będę miała okazji....
  • mid.week 11.10.19, 08:51
    Ja się z mojej emerytury sama nie utrzymam, mimo ze pracuję od 1 roku studiów.
  • julita165 09.10.19, 13:04
    Moja mama skończyła ekonometrię. Jako dziecko nawet nie rozumiałam tego pojęcia ale wiedziałam że mama jest świetna z matmy. Jak czegoś na lekcji nie zrozumiałam to ona mi wyjaśniała tylko potem nauczyciel się dziwił skąd ja znam taką metodę 😀. Tyle że mama chyba tylko 2 lata pracował w zawodzie. Mniej więcej w zawodzie bo powinna robić pewne matematyczne analizy rynku, którego w Polsce nie było. Po studiach dostała gdzieś tam etat, nie miała tam nic do roboty i dostawała za to byle jakie pieniądze. Została więc prywatna inicjatywa ( tata zresztą też ) , różne rzeczy robiła. Początkowo z koleżanką szyła spódnice z pieluch tetrowych. Szły jak woda i z pół chałupy za to postawiła. Potem przeszła na robienie swetrów, potem na sprowadzanie jeansów z Turcji. Typowa droga "prywaciarzy" w PRL. No ale w miesiąc zarabiała więcej niż w rok na etacie. A ja wstydzić się nie miałam czego. Miałam prawdziwe jeansy, magnetowid jako jedna w klasie, pół klasy przychodziło do mnie na wideo, miałam piórniki z Berlina, buty z Pewexu i inne takie prylowskie oznaki luksusu.
  • piekna_remedios4 09.10.19, 17:06
    Jesteśmy siostrami? Albo może jestem córka tej koleżanki? 😉 moja mama szyła ciuchy z pieluch tetrowych

    --
    Cien años de soledad
  • aankaa 09.10.19, 17:38
    w tamtych czasach 90% umiejących trzymać igłę z nitką szyło ciuchy z tetry (ja np popełniłam bluzkę koszulową. Taką prawdziwą ! Kołnierz na stójce, mankiety, dziurki na guziki w listwie)
    co bardziej ambitne farbowały je w wymyślne wzorki

    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • evee1 10.10.19, 09:29
    Ja szyłam sobie różne ubrania na na maszynie. Czasem z tetry, czasem z wycyganionego prześcieradła. I farbowałam!

    --
    Before internet, it was thought the cause of the collective stupidity was the lack of access to information. Well, it wasn't that.
  • volta2 09.10.19, 13:23
    moja matka pracuje do dziś, no, właśnie w tym tygodniu rozliczyła się ze sprzedaży swojego biznesu i definitywnie zamknęła pracę zarobkową.

    zawodu prestiżowego nie wykonywała, za to mocno dochodowy. prawdziwie wonska speszjalistka, w latach 70-80 ubiegłego wieku były może ze 3-8 w całym kraju.

    no i uwaga uwaga, jako tak wonska speszjalistka, z niemałym zapleczem finansowym dochowała się mnie - garkotłuka.

    tak, ma z tym problem, zdecydowanie większy niż ja czy mój mąż.
    wiec w sumie to nie wiem, czy odpowiedziałam na twoje pytanie.

  • hanusinamama 11.10.19, 10:09
    Ale ma problem ze zajmujesz sie domem czy moze boi sie czy jestes samodzielna finansowo i czy masz zabezpiecznie? Moze wystarczy jej wytłumaczayc ze jestes finansowo zabezpieczona na wypadek odejscia meza czy jego smierci. Ja mam 2 córki i chciałabym aby były niezależne finansowo. Niech sobie robią co chcą ale nie chciałabym aby zostały z niczym jak sie Pan wygumkuje z rodziny w jakikolwiek sposób...
  • mayaalex 09.10.19, 13:43
    Moja mama byla raczej dumna z tego, ze nie pracuje i tak to nam przedstawiano w domu (tzn ta zadbana i dopieszczona ja a potem moja siostra vs te biedne dzieci jedzace na stolowkach i biegajace z kluczem na szyi). Ja oczywiscie zazdroscilam dzieciom stolowkowych obiadow i swobodnego biegania po podworku smile Przez jakis czas moj ojciec zarabial niezle wiec to nie mialo znaczenia ale potem zobaczylam, ze jednak dzieci pracujacych matek (no tak, rzeczywiscie raczej prawniczek i lekarek a nie pan przy kasie) mialy fajniejsze ciuchy, wieksze mieszkania, lepsze wakacje. A potem kase na wklad wlasny albo kawalerke na poczatek. A u nas przez wiekszosc mojego dziecinstwa wszystko z jednej pensji, czasem nienajlepszej.
    Mama do dzis uwaza, ze dobrze zrobila nie pracujac przez wiekszosc zycia, nawet kiedys mi powiedziala, ze ona zawsze miala wygodne zycie bo nie musiala chodzic do pracy (co dla mnie jest kosmosem, jakbym miala siedziec w domu i tylko oporzadzac chalupe to chyba bym wolala isc do kogos sprzatac, byle za pieniadze - a ona sie jarala robieniem przetworow i ukladaniem w szafach). Na szczescie prawie zawsze miala jakies minimalne godziny, ulamki etatu - i jak moja siostra podrosla poszla do pracy w szkole na pare lat, wyrobila konieczne lata skladkowe, szybko przeszla na wczesniejsza emeryture i jest jakos zabezpieczona. Z punktu widzenia zusu to oczywiscie katastrofa no ale dla mnie to wielka ulga.
    Natomiast pamietam ze jak bylam w liceum to troche obciachem w oczach niektorych bylo miec rodzicow bez studiow - i juz AWF mojej matki bywal czasami traktowany z gory (jak sobie o tym dzis mysle, to wydaje mi sie, ze mielismy na.rane w glowach, zeby w ogole takie rzeczy rozwazac, ale pamietam te dyskusje licealistow o frakach dobrze lezacych w piatym pokoleniu i tym podobne bzdury).
  • po-trafie 09.10.19, 13:48
    Duma to moze byc zle okreslenie, ale wiem, ze utorzsamialam sie z tym, ze podawalam dane ze rodzice maja wyksztalcenie wyzsze, dziadek byl nauczycielem, tato byl nauczycielem do pewnego momentu, potem informatykiem.
    Mama piela sie po szczeblach kariery urzedowej (nie, ze politycznej, po prostu pracownik administracji najpierw na poziomie obslugiwania pojedynczych ludzi, potem regionu, potem dzialalnosci gospodarczych a potem firm z kapitalem zagranicznym).
    Lubilam to, wiedzialam na czym ich praca polega, ze ma sens. Mama, w ktoryms momencie sobie prace odpuscila (cos redukowali, cos zmieniali, odeszla na chorobowe, po czym nie miala do czego wrocic) i.. nie pracuje. Siedzi w domu, dba o ogrod. A do emerytury spory kawal czasu, jest zdrowa, niestara (ledwo po 50tce) a zachowuje sie jakby sie miala do grobu klasc wkrotce. Martwie sie i wstydze i zlosci mnie to podejscie bardzo.
  • rosapulchra-0 10.10.19, 02:59
    UtoŻsamiałam się!

    --
    "Dobre wychowanie polega nie na tym, że nie oblejesz obrusa sosem, lecz na tym, że nie zauważysz, kiedy to zrobi ktoś inny" Antoni Czechow
  • rosapulchra-0 10.10.19, 02:59
    UtoŻsamiałam się!

    --
    A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
  • boogiecat 09.10.19, 13:54
    Moi rodzice zawsze mi mowili, w mysl zasady raz pod wozem raz na wozie, ze dumnym to mozna byc albo wstydzic sie glownie wlasnego zachowania.
    Reszta wogole nie ma znaczenia, zostalo mi to do dzisiaj- bardzo pomaga w zyciu moim zdaniem.
    Za bliskich ludzi/siebie moge sie wstydzic albo byc dumna, w zaleznosci od sytuacji, ale to chyba taka podstawa, nie?
    Duma/wstyd z zawodu rodzicow kojarzy mi sie z duma/wstydem z wlasnej narodowosci, nie odczuwam w zadna strone.

    Ale dzieci generalnie chyba maja takie zapedy, ja bedac dzieckiem poplynelam raz jedyny- na letnich koloniach z grupka kolezanek wykpilam jedna dziewczynke "bo jest ze wsi", najgorsze, ze ta dziewczynka byla zupelnie w porzadku, przez dlugie lata mialam to sobie bardzo bardzo za zle.

    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • pade 09.10.19, 15:06
    Bardzo dobre podejście mieli Twoi rodzice.


    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ingryd 09.10.19, 13:56
    Moja matuszka jest inzynierem budowlancem, oprocz tego pasjonatka i silaczka. z rodzenstwem zaliczylismy zlobek, przedszkole, swietlice i klucz na szyi. wlasciwie domem zajmowal sie ojciec, ktory pracowal w administracji, wiec w domu byl czesciej, lubil gotowac, piec ciasta (nie lubil prasowac, ale jak mus to mus), sprzatal... matka zas jest (do tej pory, 80 lat, od samego patrzenia na nia jestem zmeczona) kobieta czynu, uwielbiala swoje budowy, ekipy majstrow (wszyscy czuli do niej wielki respekt), zebrania...
    Ja ja uwielbialam, jestem pierworodna, z podobnym temperamentem, mialysmy i mamy swietny kontakt.
    czy bylo mi jej brak w takim codziennym zyciu ? chyba nie, bo bylismy maksymalnie zaopiekowni, nie bylo miejsca na nude (zajecia z jezykow, zajecia sportowe, kolka zainteresowan)
    czy bylam dumna z niej ??? w sumie to malo ja kto znal, na wywiadowki chodzil ojciec, na zawody tez on wozil, prowadzal do okulisty, ortodonty, zapisywal na gimnastyke korekcyjna...
    Choc pamietam jeden moment, gdy widzialam ja wracajaca z pracy, po wybuchu gazu, w podartych rajstopach i osmolona grzywka i pomyslalam sobie ze moze to i lepiej ze malo kto wie jak wyglada moja mama wink)))
  • bo_ob 09.10.19, 13:58
    Moja mama pracowała, podobnie jak mamy większości rówieśników. Ale mama jednej koleżanki nie pracowała i my jej tego zazdrościłyśmy, bo zawsze była w domu i piekła pyszny placek drożdżowy i smażyła placki ziemniaczane, więc dużo czasu spędzałyśmy w tamtym mieszkaniu. Właściwie to w kuchni.
  • spirit_of_africa 09.10.19, 14:00
    Raz jeden tylko. Miałyśmy w 7 klasie dziewczynę której odwaliło w momencie dojrzewania i dokuczała wszystkim na potęgę. Jak dowaliła mi i przyjaciółce ze mamy stare matki to jej wyjaśniłam ze nasze mamy urodziły nas później bo studiowały, a jej ograniczyła się do szkoły zawodowej i jest kura domowa. I to był jedyny moment jakiejś tam”dumy” z zawodu mamy
  • nenia1 09.10.19, 14:14
    Pamiętam tylko dwie dziewczynki, które się wstydziły swoich matek, bo po prostu te matki piły. Z czego jedną mąż bywało, że do domu nie wpuszczał, więc stała przed oknami i wołała córkę po imieniu, żeby ta jej otwarła.
    Co do reszty dzieci to specjalnie nie pamiętam, abyśmy wiele rozmawiali o rodzicach, raczej szkoła coś tam wymuszała, na podwórku liczyła się sprawność fizyczna i zabawa. Raczej większość matek, z tego co pamiętam pracowała, faktycznie były też niepracujące matki, ale mnie akurat odpowiadał żywot włóczykija z kluczem na szyi, z bandą podobnych do mnie dzieciaków, więc ja tam nigdy nie zazdrościłam dzieciom rodziców w domu, choć na swoich narzekać specjalnie nie mogę.
    Z moją mamą miałam ten problem, że była kierowniczką ośrodka dla seniorów, i wszyscy do niej mówili "pani kierowniczko" więc miałam problem z jej zawodem w szkole, bo najczęściej wychodziło mi coś jak w słynnym zdaniu z polskiej komedii "mój mąż jej z zawodu dyrektorem" wink
  • umi 09.10.19, 14:19
    Garnkotluk to taka, co nie pracuje zawodowo i prowadzi dom, taka co jest bez wyksztalcenia wyzszego czy taka niezbyt lotna? Bo to trzy rozne sytuacje.
    W zandej bym sie matki nie wstydzila. Ojca zreszta tez nie.
    Dozy doskomfort wywolaly u mnie rodzic-dno moralne. Ktos kto rozwala rodziny, zdradza, oszukuje innych ludzi, wyludza pieniadze, jest przestepca itd. Xujowo miec geny osoby o slabym charakterze. Ale nawet taka osoba to rodzic, a rodzicow sie nie wybiera, dostaje sie z przydzialu. Wiec wstydzic sie tez nie ma czego. Wstydzic mozna sie za siebie, albo za wykolejenie wlasnych dzieci - bo na to juz ma sie wplyw.
  • umi 09.10.19, 14:20
    *Duzy dyskomfort wywolalby
  • pade 09.10.19, 15:09
    Czasem nawet za wykolejenie własnych dzieci się nie odpowiada, różne są sytuacje. Z całą resztą się zgadzam.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • princy-mincy 09.10.19, 14:43
    Który to wątek?
  • mokka39 09.10.19, 15:24
    moja była spedytorem międzynarodowym - nie wiem czy to powód do wstydu, że nie profesorem, czy do dumy, bo nie sprzątaczką (według teorii z wątku startowego).

    --
    www.perfumanka.pl
  • thaures 09.10.19, 15:35
    Moja mama była najlepiej wykształcona osoba w rodzinie, pracowała na uczelni. Tata też był dobrze wykształcony.
    Nieraz fajnie było powiedzieć, że mama wykłada-zwłaszcza w czasach okołomaturalnych...
    A jednak się nieraz wstydzilam- rodzice potrafili się poklocic o wszystko... I bez względu kto wtedy przy tym był. Zdecydowanie wolałam przebywać w towarzystwie tesciow-zwyklych, prostych ludzi.
  • daniela34 09.10.19, 15:50
    Moja mama jest technikiem (ma maturę z LO i tzw.panstwową szkołę techniczną po maturze), czyli nie ma wyższego wykształcenia. Ma duży talent plastyczny, chciała iść do szkoły plastycznej, wle nie miała możliwości.
    Nigdy, przenigdy się jej nie wstydziłam ani z powodu wyglądu (był okres, że miała sporą nadwagę) ani wykształcenia. Jest ładniejsza ode mnie (ma lagodniejsze, bardziej regularne rysy i szczuplejsze nogi), mądra i dobra, ma uroczo złośliwe poczucie humoru. Była i jest świetną mamą, zdecydowanie dostałam w życiu wygrany los na rodzicielskiej loterii. Byłam i jestem z niej dumna.
  • daniela34 09.10.19, 16:04
    A, uzupełniająco- mama nie pracowała, odkąd się urodziłam, więc była według niektórych "garkotłukiem" (ale emeryturę sobie wypracowała).
  • kamin 09.10.19, 16:01
    Moja matka pracowała, ale traktowałam to jako oczywistość, bo matki koleżanek z osiedla też pracowały.
    Nie była lekarzem, ani prawnikiem, nie bardzo wiedziałam czym się zajmuje.
    Bardzo źle wspominam 2 lata, kiedy była bezrobotna (lata 90, okres transformacji, wiek powyżej 40 lat uniemożliwiał znalezienie zatrudnienia). Ja wtedy byłam w późnej podstawówce i obecność matki w domu gdy kończyłam lekcje strasznie mnie wpieniała.
    Swoją drogą nie rozumiem nigdy argumentu o ciepłym obiedzie czekającym w domu. Ja obiady jadałam w szkole, ale jedzenie nie było zbyt wysoko na liście moich życiowych priorytetów. W tygodniu w domu obiad mógł dla mnie nie istnieć, rodzice sobie odgrzewali jakieś zupy, ale ja z nimi nie jadłam.
  • karme-lowa 09.10.19, 16:06
    O który wątek chodzi?
  • snakelilith 09.10.19, 16:26
    kamin napisał(a):

    > Swoją drogą nie rozumiem nigdy argumentu o ciepłym obiedzie czekającym w domu.
    > Ja obiady jadałam w szkole, ale jedzenie nie było zbyt wysoko na liście moich ż
    > yciowych priorytetów. W tygodniu w domu obiad mógł dla mnie nie istnieć, rodzic
    > e sobie odgrzewali jakieś zupy, ale ja z nimi nie jadłam.

    A ja pamiętam, że mniej więcej od 6 klasy do końca liceum ciągle byłam po południu głodna. Moi rodzice pracowali, przychodzili późno do domu i mimo tego, że obiady jadłam w szkole (w podstawówce), to w okolicach 16-tej burczało mi już w brzuchu, a rodzice dopiero co wracali do domu. Pewnie dlatego wcześnie nauczyłam się gotować, bo gdy wracałam jako pierwsza do domu, to przygotowywując obiad skracałam sobie czas czekania na żarcie. Czasem pierwszy był ojciec i to on gotował. I zawsze jedliśmy wspólny ciepły posiłek, zwany obiadokolacją, odgrzewanie zupy, to było tylko na przetrwanie. Więc ludzie są różni, ja tam zazdrościłam koleżankom z niepracującymi matkami, że mają ciepły posiłek pod nos zaraz po przyjściu do domu.
  • z_lasu 09.10.19, 17:55
    > odgrzewanie zupy, to było tylko na przetrwanie

    A mówiłaś rodzicom, że jesteś głodna jak wracasz? Bo dla mnie byłoby właśnie oczywiste, że ta zupa zawsze jest i dziecko jak wraca, to ją sobie odgrzeje, żeby mogło spokojnie doczekać do obiadokolacji.
  • snakelilith 09.10.19, 18:21
    Oczywiście. Ale raz ta zupa do odgrzania była, a raz nie, bo to trzeba przecież też przygotować, a nie zawsze się tak dało. I nie chodzi o to, że byłam stale głodna, bo jadłam śniadania, brałam kanapki, w podstawówce miałam obiady w szkole, sowją drogą paskudne, albo brałam drobne na pierogi w mlecznym barze, ale na główny posiłek zawsze trzeba było poczekać i ja chętnie zjadłabym go o 16-tej, a nie o 18-tej. I w sumie była to sytuacja patowa, nie do rozwiązania, bo rodzice nie chcieli bym zjadała zamiast obiadu jakieś substytuty, tylko chcieli zjadać wspólny, porządny rodzinny posiłek. Niestety, nie było nikogo, kto by ten posiłek przygotował. No i był PRL, więc nie było aż takich możliwości gotowych sosów ze słoika.
  • z_lasu 09.10.19, 18:38
    Rozumiem. U mnie (w sensie: obecnie, w moim dorosłym życiu) byłoby tak samo, gdybyśmy oboje pracowali.
  • hanusinamama 11.10.19, 10:14
    U mnie mama obiad gotowała wieczorem, w tygodniu to było jakies danie typu zupa, gulasz czy leczo. Jak wracałam w 7 czy 8 klasie czy potem w LO to sobie odgrzewałam...
  • z_lasu 09.10.19, 17:53
    To wyrazy uznania dla kucharek w szkole. Szkolne jedzenie zawsze było dla mnie niejadalne, zresztą nie tylko dla mnie, dla tych co jedli, bo musieli - też.
  • kamin 09.10.19, 18:01
    Eee tam. Pisałam że jedzenie nie było dla mnie zbyt ważne. W prlowskich stołówkach dawali ochłapy, często tylko ziemniaki jadłam. Chyba, że był makaron z serem albo pampuchy, to zjadałam całą porcję smile
  • nenia1 09.10.19, 18:11
    Nie gadaj, ja do dzisiaj nie potrafię odtworzyć cudnej kwaskowatości ziemniaków wymieszanych z kapustą kiszoną, albo makaron wymieszany z twarogiem i cukrem, mniam, mniam, u mnie w domu nikt tego nie robił, więc tylko na stołówce miałam takie pyszności.
  • z_lasu 09.10.19, 18:46
    We wczesnym dzieciństwie podobno bardzo lubiłam jeść i jadłam dużo, a jak poszłam do przedszkola to dostałam wręcz jadłowstrętu. Potem na każdym etapie edukacji podchodziłam do tematu szkolnych obiadów i zawsze były one dla mnie całkowicie niejadalne. Widzę, że podobnie ma moje dziecko. W obecnej szkole mamy ten komfort, że nie musimy deklarować obiadów wcześniej. Jak dziecko zapomni śniadania to może rano zgłosić, że chce obiad i dostanie. Ja: "Skoro wiedziałeś, że nie masz śniadania, to mogłeś sobie zamówić obiad", syn: "Bleee, one są ohydne". smile
  • nenia1 09.10.19, 19:01
    A ja nie wiem czemu lubiłam takie stołówkowe żarcie jako dziecko. Moi rodzice dobrze gotowali i dużo na słodko.
    O może właśnie dlatego, bo na stołówce częściej było "kwaśne" a ja bardzo lubię kwaśne, szczególnie zupy, taka popularna pomidorówka, pycha, nawet z rozgotowanym ryżem. W każdym razie "na starość" zrobiłam się bardzo wybredna jedzeniowo, pewnie efekt łatwego dostępu do znaczne większej ilości smaków i kuchni z całego świata.
    Inna sprawa, że potrafię wytrzymać długo bez jedzenia i kompletnie o nim nie myślę. Nawet niedawno na forum dowiedziałam się, że jest specjalna dieta, w skrócie IF, w każdym razie ja ją stosowałam już od wielu lat, tylko nie wiedziałam, że się tak nazywa i że to w ogóle dieta smile
  • black.emma 09.10.19, 16:06
    Ja miałam podobnie. Mama jest inżynierem i ciagle musiałam tłumaczyć co takiego właściwie robi. Dzieci lekarek, nauczycielek i kucharek nie musiały wiec w pewnym okresie życia żałowałam, ze sie nie zdecydowała na taki zawód.
    Jako dziecko nigdy nie zastanawiałam sie nad nią w kontekście kobiety. Dla mnie była tylko mama. Natomiast uwielbiałam bycie dzieckiem z kluczem na szyi i współczułem koleżankom, na które czekały mamy lub babcie z obiadem.
  • kamin 09.10.19, 17:21
    No właśnie. Z koleżanką odpwowadzałyśmy się po trzy razy do domu, powrót że szkoły potrafił zająć nam 1,5 h (była kilkaset metrów od bloku). Po drodze kupowaliśmy sobie oranżadę i prażynki ziemniaczane albo andruty. Ostatnie co mi było potrzebne do szczescia, to matka marudząca gdzie byłam i że obiad ostygł.
  • black.emma 09.10.19, 19:37
    Tez sie odprowadzalysmy 😊 Człowiek nigdy nie mógł sie nagadać. Ja tez lubiłam sobie siedzieć i czytać w pustym, cichym domu. Po 15 zaczynał sie popołudniowy rozgardiasz.
  • szeera 09.10.19, 17:47
    "Mama jest inżynierem i ciagle musiałam tłumaczyć co takiego właściwie robi."

    A to ja raz chyba byłam bardzo dumna. Zajęcia techniczne w szkole, wykonałam własnoręcznie cudo które nie miało ani jednego konta prostego tam gdzie mieć powinno. Do tego cuda powinnam mieć projekt w zeszycie. Nauczyciel ogląda cudo, ogląda projekt - wszystko się zgadza. Pyta czy tata mi zwymiarował, mówię "mama" i dostaję maksymalną ocenę big_grin
  • szalona-matematyczka 09.10.19, 19:17
    Szeera, dostajesz "maksymalna ocene" za "kont"?😂
  • szeera 09.10.19, 19:25
    "Szeera, dostajesz "maksymalna ocene" za "kont"?"

    Dobra, dobra z mojego polskiego w piśmie też cały czas jestem dumna. Nie moja wina, że nawet korekta nie podkreśla bo kąty i konta istnieją tongue_out
  • muchy_w_nosie 09.10.19, 16:28
    Nigdy nie wstydziłam się mamy ani taty. Kiedyś tylko ostro byłam wkurzona, że na obiad znowu makaron z sosem ze słoika bo mamunia pojechała na miasto.
    Teraz ją rozumię i sama tak często robię ;P
  • muchy_w_nosie 09.10.19, 16:29
    Ps. tato umiał gotować, prasować, sprzątać.
  • rosapulchra-0 10.10.19, 03:13
    RozumieM twoją mamę 😀

    --
    A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
  • pani_tau 09.10.19, 16:36
    Moja garkotlukiem nie była głównie z tego względu, że wszelkie gary ją przerastały. Sałatka jarzynowa polska to był szczyt jej możliwości.
    Była nieźle wykształcona i miała prestiżowy zawód, nie wspominając o zjawiskowej urodzie i prezencji. Lubiana i poważana dla mnie była potworem w ludzkiej skórze.
    Całe moje życie trwam w strachu, ale tak jak własnej matki to nie bałam się nikogo ani niczego.
  • rosapulchra-0 10.10.19, 03:14
    Dlaczego?

    --
    Głupiemu praca nie pomoże, mądremu brak pracy zarobkowej nie zaszkodzi by Vaikiria
  • rosapulchra-0 10.10.19, 03:14
    Dlaczego?

    --
    Jeśli cos zdarzyło sie raz- mozliwe, ze zdarzy sie ponownie, ale jesli cos zdarzylo sie juz dwa razy- na pewno zdarzy sie po raz trzeci. by eulalia_bardzo_przecietna
  • karme-lowa 10.10.19, 16:05
    pani_tau napisał(a):

    > Moja garkotlukiem nie była głównie z tego względu, że wszelkie gary ją przerast
    > ały. Sałatka jarzynowa polska to był szczyt jej możliwości.
    > Była nieźle wykształcona i miała prestiżowy zawód, nie wspominając o zjawiskowe
    > j urodzie i prezencji. Lubiana i poważana dla mnie była potworem w ludzkiej skó
    > rze.
    > Całe moje życie trwam w strachu, ale tak jak własnej matki to nie bałam się nik
    > ogo ani niczego.
    Bardzo mi przykro😔.
  • snakelilith 09.10.19, 16:56
    Używanie dla gospodyni domowej nazwy garkotłuka jest deprecjonowaniem tzw. "kobiecej" pracy, strzelaniem sobie w stopę. Tak jakby praca zawodowa nobilitowała, a praca domowa była śmieciem niewartym wspomnienia. Albo nawet czymś, do czego lepiej się nie przyznawać i udawać, że do mopa i w kuchni ma się dwie lewe ręce. A prawda jest taka, że wiele kobiet nie ma wyboru, a musi pracować zawodowo, by domowy budżet się zgadzał, wykonując przy tym bardzo często tę samą pracą domową, tylko gorzej, pocieszając się, że sos ze słoika podany z wywieszonym jęzorem po wykonaniu pierwszej części obowiązków w pracy zawodowej, jest tak samo dobry jak ten ugotowny przez garkotłuka. Jak napisałam, ja tam zazdrościłam koleżankom z niepracującymi matkami, z ciepłym obiadkiem, wylizanym mieszkaniem, z wydzierganymi przez matkę sweterkami, czy uszytymi przez nią spódniczkami, z czasem dla rodziny i dzieci. Szkoda, że tak wiele kobiet tego nie ceni.
  • black.emma 09.10.19, 17:01
    snakelilith napisała
    ja tam zazdrościłam kol
    > eżankom z niepracującymi matkami, z ciepłym obiadkiem, wylizanym mieszkaniem, z
    > wydzierganymi przez matkę sweterkami, czy uszytymi przez nią spódniczkami, z
    > czasem dla rodziny i dzieci. Szkoda, że tak wiele kobiet tego nie ceni.
    Juz nie przesadzaj z tymi sosami ze słoika. Miałam pracująca matkę i wszystko o czym piszesz. Sama tez pracuje i moje dziecko nigdy żadnego sosu ze słoika nie jadło.
  • black.emma 09.10.19, 17:02
    PS. Dla mnie garkotłuk to raczej określenie niezbyt bystrej osoby
  • malgosiagosia 09.10.19, 17:18
    A jakie sa powody tej niezbyt bystrosci wg Ciebie?
  • black.emma 09.10.19, 19:28
    Nie wiem jakie powodu. Mowie o samym znaczeniu słowa "garkotłuk", którego nie uważam za określenie kobiety niepracującej a raczej niezbyt bystrej z powodów różnych.
  • boogiecat 09.10.19, 17:11
    black.emma napisała:

    > Sama tez pracuje i moje dziecko nigdy żadnego sosu ze słoika nie
    > jadło.

    NIGDY ZADNEGO? WOW!


    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • z_lasu 09.10.19, 18:21
    Moje by nie znało, gdyby nie to, że mąż ma jeden przepis, do którego wykorzystuje kupny sos (właśnie w słoiku). Mnie się nigdy w życiu nie zdarzyło korzystać z kupnego sosu w jakiejkolwiek postaci.
  • boogiecat 10.10.19, 14:14
    z_lasu napisała:

    > Moje by nie znało, gdyby nie to, że...

    No moje tez- gdyby babcia miala wasy...wink Po prostu zaskoczylo mnie to "nigdy" (ale przyznam sie do pelnej swiadomosci merdeburzowego potencjalu mojego zaskoczenia)






    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • black.emma 09.10.19, 19:29
    Nie, serio. Ale to akurat zasługa męża, który swietnie gotuje i potrafi szybko zrobic fajne danie z niczego.
    PS. Maz tez pracuje 😉
  • boogiecat 10.10.19, 14:22
    black.emma napisała:

    > Nie, serio. Ale to akurat zasługa męża, który swietnie gotuje i potrafi szybko
    > zrobic fajne danie z niczego.
    > PS. Maz tez pracuje 😉

    Wierze ci;p
    Ale musze dopytac (tak bardzo wierze) - nie uzywacie nigdy pomidorow z puszki albo sloika zeby zrobic sos do makaronu?
    To mozliwe bo tutaj chodzi glownie o zakupowe przyzwyczajenia (pomidory z puszki NIE SA "fuujjj" c'monbig_grin)


    --
    Pragnienia sa nieskonczone, ale zycie jest najwazniejsze.
  • hanusinamama 11.10.19, 10:22
    Chyba teraz sobie jaja robisz. Co innego pomidory w puszcze (do ktorych jest dodawana np tylko sól) a co innego zupa w torebki albo sos ze słoika. Mowa o gotowcach, ktorymi to podobno karmione są dzieci rodziców pracujących...
  • purchawka2017 10.10.19, 10:28
    Ja tez pracuję i też nigdy żadnego sosu ze słoika ( fu!!!) - kupiłam nawet raz taki w Lidlu i stoi od roku. Nawet na wakacjach nikt go nie tknął.
    Co więcej, nie korzystamy z żadnych garmażerek.
    Gotuję podobno dobrze i wyroby garmażeryjne lub gotowe mojej rodzinie nie samkują - i mi takoż.
    Gotuję albo wieczorem na nastęne dwa dni ( gulasz, zapikenaka z ryby/pora/ziemniaków, gołabki - to menu z ostatniego tygodnia) - po pracy w 15 minut dogotowujemy ziemniaki/kaszę ( ja) i robimy surówkę ( mąż). Sa też desery - profesjpnalne ciasta piecze moja dziecina.
    Każdy sprząta po sobie co powoduje, ze jao duze sprzątanie pozostaje wytarcie kurzy i konserwacja powierzchni płaskiech ( dwie osoby robią to raz w tygodniu przez 1,5h).

    Uwznioślanie pracy "garkotłuków" jest obraźliwe dla ludzi pracujących, którzy musza zrobić to samo co garkotłuk.
    Samo się mieszkanie nie posprzata ani obad nie ugotuje.
    Kobiety które nie będąc obarczone wieksza liczbą dzieci niż dwoje i pozostające w domu , żeby o ten dom dbać to są dla mnie lenie śmierdzące.
    Ostatnie pół roku spędziłam na zwolnieniu w domu .
    FAktem jest, ze nigdy nie miałam tak czystej chałupy, błyszczało się jak jajak mojego psa na wiosnę.
    Nie jest warte to jednak rezygnacji z pracy i niezależności finansowo - emocjonalnej.
    No więc na sprzątanie domu i inne prace porządkowe ( w tym różne zalgłe szafy itp.i inne czynności niekonieczne) poświęcałam 1 - 1,5 h dziennie. Zakupy i obiad - godzinka. Dalej - bezmiar czasu na czytanie, tv seriale, spacery. Gdyby nie zima ogarniałabym jeszcze ogródek.
    Dziecina jest w wieku nastoletniem więc nie potrzebuje nadzoru a rozmowy - na to zawsze jest czas.


  • pade 10.10.19, 10:44
    Następna zajebista.


    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • komorka25 10.10.19, 15:52
    purchawka2017 napisała:

    > Gotuję albo wieczorem na nastęne dwa dni ( gulasz, zapikenaka z ryby/pora/ziemn
    > iaków, gołabki - to menu z ostatniego tygodnia)

    Nigdy w życiu nie zaryzykowałam jedzenia ryby 2 dni po przygotowaniu

    > -po pracy w 15 minut dogotowujemy ziemniaki/kaszę

    Podziwiam, jeszcze nigdy mi się ta sztuka nie udała, zawsze ziemniaki (pomijam obieranie, co trwa) gotują się dłużej, a i kasze często wymagają więcej czasu

    > Zakupy i obiad - godzinka.

    Zazdroszczę. Umiem zrobić zakupy przez godzinę, obiad w takim czasie też, ale i zakupy, i obiad - bez korzystania z gotowców - ogarnąć w ciągu godziny to wyczyn, w który nie wierzę.
  • pade 10.10.19, 15:54
    Mam tak samosmile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • hanusinamama 11.10.19, 10:26
    Kaszę od zawsze gotuje tak: zagotowuje wodę w odpowiedniej ilosci (jak chce szybciej zagotowuje w czajniku elektrycznym) dosypuje odmierzoną ilość kaszy, przykrywam, na wolnym ogniu pyrka 10 min, kolejne 5 się paruje juz po wyłączeniu palnika...da sie w 15 (no dobra 17) minut ogarnąć. Ziemniaki mozna gotować w szybkowarze, ja mam w zestawie mały włąsnie na ziemniaki np...się chce- sie da.
  • pade 11.10.19, 10:40
    Zapomniałaś dodać, że do sklepu chodzisz w kapciach, bo masz tak blisko, a w sklepie są wyłącznie jaja od szczęśliwych kur i mięso od zaprzyjaźnionego rzeźnika.
    Jak się chce, to się kupuje mieszkanie/dom przy sklepie, prawda?
    Wszystko da się zrobić w 10 minut. Wystarczy chcieć! big_grin

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • hanusinamama 11.10.19, 13:43
    Nie do sklepu mam akurat kawałek. Mam za to spiżarnie, duzą lodówkę i zamrażarkę wiec nie muszę codziennie do sklepu lecieć. Mieso kupuje w Lidlu za to jajka od siasiada ( za ich szczęscie nie ręczę bo nie wiem co jest szczęsciem dla kury, te sobie biegają po podwórku). Jakies jeszcze pytania co do sposobów zaopatrzenia mojego domu??MOge ci napisać gdzie kupuję kasze albo ryż jakbyś chciała...
  • pade 11.10.19, 13:46
    No widzisz, to jesteś słabsza od Purchawki, bo ona w godzinę robi i zakupy, i obiad.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • hanusinamama 11.10.19, 10:27
    Ale godzine stoisz nad garkami?? Bo nap nastawienie zupy czy nawet miesa na sos chyba jedank zajmuje mniej czasu...a reszte sie zywczajnie gotuje/dusi a w tym czasie mozna sobie coś innego probic. Czy stoisz 2 godziny z łychą nad mięsem??
  • hanusinamama 11.10.19, 10:20
    Ale to takie dziwne?? My z rzeczy gotowych jadamy kupne pierogi (kupuje co jakis czas w pierogarni i zamrazam), czasami pizze. Nie stosuje żarcia gotowego w słoikach czy w torebkach. I nie ślęcze godzinami nad kuchnią...wiec nie uwazam ze to jakiej wow.
  • aankaa 09.10.19, 17:58
    black.emma napisała:

    > Juz nie przesadzaj z tymi sosami ze słoika. Miałam pracująca matkę i wszystko o
    > czym piszesz. Sama tez pracuje i moje dziecko nigdy żadnego sosu ze słoika nie
    > jadło.

    czyli twoje dziecko gerberka itp wynalazków nie zna ? big_grin


    --
    jako jedyny gatunek na ziemi znosimy jajo przed wybudowaniem gniazda - K. McCloud
  • z_lasu 09.10.19, 18:17
    Moje nie zna. To takie zdumiewające?
  • snakelilith 09.10.19, 18:27
    Sos ze słoika miał tylko być obrazem dla wszystkich tych półproduktów i gotowców w sklepach, których używa się by było szybciej. Niektóre są dobre, niektóre mniej, tym domowym jednak rzadko kiedy dorównują. Moja mama i tak nie miała wielkiego wyboru, bo PRL mało co gotowego proponował.
  • z_lasu 09.10.19, 18:36
    Wiemy, wiemy, ale wątek (jak zwykle na tym forum) właśnie skręcił gwałtownie w kierunku dziubdziusiów karmionych przepysznym jagielnikiem i wygląda, że zaraz zacznie się jatka p.t. "wyrodne pracujące kontra leniwe niepracujące". Co można było zresztą przewidzieć już na początku big_grin
  • konsta-is-me 09.10.19, 18:52
    Bez przesady, bylo mnostwo garmazerii a za jedzeniem z nich do tej pory tesknie.
  • snakelilith 09.10.19, 19:43
    A przestań, te koszmarne mrożone pyzy z mięsem? big_grin Coś więc z garmażerii było, ale głównie w dużych miastach, a my mieszkaliśmy w małym miasteczku i na takie zakupy trzeba było pojechać pociągiem. Na zakupach zawsze były jednak frytki z barszczykiem i sałatka ziemniaczano-śledziowa, też bym dziś zjadła. big_grin
  • konsta-is-me 10.10.19, 03:42
    No fakt, ja mieszkalam/mieszkam w wielkim miescie i garmazerii/barow mlecznych od groma.
    Zadne mrozonki, swieze bylo.
    Do dzis marze o golabkach albo fasolce po bretonsku chocby.
    Zreszta moja mama akurat byla przez jakis czas kierowniczka kultowego baru mlecznego we Wrocku , wiec moze dlatego mam sentyment do takich jadlodajni.
  • nieprawda.nieprawda 11.10.19, 01:28
    Ooo... którego? Jeśli to nie tajemnica smile
  • snakelilith 09.10.19, 18:23
    No to super, że ty i twoja matka jesteście siłaczkami. Moja nie była, bo nie ma talentu od ogarniania podwójnego obciążenia.
  • z_lasu 09.10.19, 18:36
    I masz o to do niej pretensje?
  • snakelilith 09.10.19, 18:51
    Do mojej ematki nie mam pretensji, bo moja matka nie miała wyboru i rozumiem też, że nie miała ochoty wypruwać sobie żył. Piszę tylko jak było i nie potrafią zachwycać się dziś noszonym kiedyś na szyi kluczem.
  • black.emma 09.10.19, 19:36
    Nie musisz sie zachwycać ale juz skończ ze stereotypami, ze jak nie pracuje to całymi dniami klei jagielniki a jak pracuje to tylko syf ze słoika. Przesadzasz i wyolbrzymiasz.
  • snakelilith 09.10.19, 19:39
    Stereorypami to ty jedziesz i w dodatku nie zrozumiałaś z tego co napisałam nic.
  • black.emma 09.10.19, 19:32
    Ja absolutnie. Nie umiem i nienawidzę gotować. Matka była siłaczka, to fakt. Ja z kolei lubię podział obowiązków w domu.
  • kandyzowana3x 11.10.19, 12:58
    Nawet potrawy hinduskie, tajskie czy chinskie od podstaw przygotowujecie?
  • z_lasu 09.10.19, 18:29
    > ja tam zazdrościłam koleżankom z niepracującymi matkami,

    A ja współczułam. Czyli co? Remis?

    > z ciepłym obiadkiem, wylizanym mieszkaniem, z wydzierganymi przez matkę sweterkami,
    > czy uszytymi przez nią spódniczkami,

    Moja matka pracowała zawsze w pełnym wymiarze. Miałam codziennie świeży obiad, mieszkanie faktycznie wylizane (sprzątali oboje rodzice), wydziergane sweterki (dla lalek, dla siebie nie chciałam) i uszyte spódniczki (dla mnie).

    > Szkoda, że tak wiele kobiet tego nie ceni.

    Po pierwsze: dlaczego ci szkoda, że "wiele kobiet"? Bo rozumiem, że ci szkoda, że nie Twoi rodzice, ale dlaczego martwią Cię w tej kwestii obce kobiety? Po drugie: dlaczego tylko kobiet? Nie martwi Cię, że mężczyźni tego nie cenią i nie chcą gotować obiadków, wylizywać mieszkań i dziergać sweterków?
  • snakelilith 09.10.19, 18:48
    z_lasu napisała:

    > A ja współczułam. Czyli co? Remis?

    A to jakaś walka jest, czy co? Pokazuję tylko, że istniej druga strona medalu, bo nie wszyscy byl tacy zadowoleni z latania z kluczem na szyi. Negujesz istnienie takich osób ja ja?

    > Moja matka pracowała zawsze w pełnym wymiarze. Miałam codziennie świeży obiad,
    > mieszkanie faktycznie wylizane (sprzątali oboje rodzice), wydziergane sweterki
    > (dla lalek, dla siebie nie chciałam) i uszyte spódniczki (dla mnie).

    To gratuluję ogarniętej /ambitnej/pracowitej matki, czy tam rodziców. Moi byli widocznie trochę leniwi, bo im się po pracy zawodowej już nie bardzo w domu chciało. Dlatego bardzo szybko byłam samodziena i już w wiek lat 12 robiłam podczas wakacji bratu na obiad naleśniki. I w sumie była to reguła wśród wszystkich moich znajomych z pracującymi rodzicami, wczesne przejmowanie domowych obowiązków dorosłych, emtakowa nadopiekuńczość to dla mnie kopletny kosmos.


    > Po pierwsze: dlaczego ci szkoda, że "wiele kobiet"? Bo rozumiem, że ci szkoda,
    > że nie Twoi rodzice, ale dlaczego martwią Cię w tej kwestii obce kobiety? Po dr
    > ugie: dlaczego tylko kobiet? Nie martwi Cię, że mężczyźni tego nie cenią

    Strzelasz kulą w płot. Równie dobrze można by powiedzieć, że mężczyzni też nie mają wyboru (praca lub dom) i nie cenią domowej pracy, ale akurat u facetów to nic nowego i nie do facetów na babskim forum piszę. Tu dziwię się, że praca tzw. kobieca czyli także ta domowa u kobiet ma tak niską rangę i dowartościowane czują się tylko, jak wykonują pracę zawodową, najlepiej w zawodach tzw. męskich. I właśnie dlatego też zawody, wykonywane głównie przez kobiety są mniej płatne. Bo nie szanujemy tradycjonalnie kobiecej pracy.
  • z_lasu 09.10.19, 19:14
    > Negujesz istnienie takich osób ja ja?

    No, właśnie odniosłam wrażenie, że to Ty negujesz istnienie takich osób jak ja big_grin Pisząc: "Szkoda, że tak wiele kobiet tego nie ceni" z góry zakładasz, że "dla wszystkich" byłoby lepiej, gdyby wiele kobiet ceniło. Otóż niekoniecznie.

    > To gratuluję ogarniętej /ambitnej/pracowitej matki, czy tam rodziców

    No, właśnie nie "czy tam", tylko to jest kluczowe. Pracami domowymi i opieką nad dziećmi rodzice rzetelnie się dzielili. A tym masz nie wiedzieć czemu żal tylko do matki. I oczekujesz od innych kobiet, że będą rezygnowały z własnych ambicji na rzecz ogarniania domu. Nie tędy droga. I nie dlatego, że "praca tzw. kobieca ma tak niską rangę" tylko dlatego, że to jest de facto praca syzyfowa, większości ludzi nie dająca satysfakcji (ani niczego innego).



  • snakelilith 09.10.19, 19:58
    z_lasu napisała:

    > No, właśnie odniosłam wrażenie, że to Ty negujesz istnienie takich osób jak ja
    > big_grin Pisząc: "Szkoda, że tak wiele kobiet tego nie ceni" z góry zakładasz, że "dl
    > a wszystkich" byłoby lepiej, gdyby wiele kobiet ceniło. Otóż niekoniecznie.
    >

    Jeżeli piszę, że istnieje też B, nie oznacza, że neguję A. Obserwuję jednak ciągle ten sam przebieg podobych dyskusji. Brakiem umiejętności gotowania i posiadaniem dwóch lewych rąk do mopa warto się pochwalić, tak jakby kobietę nobilitowało, że nie musi się już wykonywać tzw. babskich prac. Bo babski eprace są be i tylko pracy zawoodwa jest pracą. Domowa robota robi się też jakby tak niechcący, bez większego wysiłku i w ogóle nie jest ważna. Ktoś tam to robi, ale nie wiadomo kto, albo kobiety w nocy po kryjomu, albo oczywiście mąż, także lekką ręką, bez większego wkładu energii. A gospodyni domowa, która od rana sprząta, pierze, prasuje, gotuje wyrafinowane i zdrowe posiłki, to się leni i jest głupim garkotłukiem. Wkurza mnie taka narracja, bo jest niesprawiedliwa i wpycha wiele kobiet w podwójne obciążenie.


    > No, właśnie nie "czy tam", tylko to jest kluczowe. Pracami domowymi i opieką na
    > d dziećmi rodzice rzetelnie się dzielili. A tym masz nie wiedzieć czemu żal tyl
    > ko do matki. I oczekujesz od innych kobiet, że będą rezygnowały z własnych ambi
    > cji na rzecz ogarniania domu.

    Ale pierniczysz. Po pierwsze nie mam żadnych pretensji do mojej matki. To, że coś tam bym chciała, nie oznacza, że mam do kogokolwiek pretensje, że tak nie było. Po drogie, pisałam, że mój ojciec też gotował, więc obowiązki były dzielone. Poza tym, mieliśmy te działkę i mój ojciec po pracy ją obrabiał, byśmy mieli warzywa, owoce, drób i jajka. Więc pasza w domu to nie ten przypadek. I nie namawiam kobiet by rezygnowały z pracy zawodowej na rzecz pracy domowej, tylko by przestały werbalnie pracę domową deprecjonować i traktować ją jako mniej ważną.
  • iwoniaw 09.10.19, 20:31
    Bardzo słuszne spostrzeżenia.


    --
    "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
  • chatgris01 09.10.19, 22:25
    Zgadzam się ze Snake.

    --
    http://dlssm.free.fr/smileyanimaux/2%20(12).gif
  • black.emma 10.10.19, 09:04
    >I nie dlatego, że "praca tzw. kobieca ma tak niską rangę" tylko dlatego, że to jest de facto praca syzyfowa, większości ludzi nie dająca satysfakcji (ani niczego innego).

    Też tak uważam i szlag mnie trafia, jak te prace nazywa się "kobiecymi". Może nazwijmy je rodzinnymi pracami i zacznijmy traktować nie jak pracę a zwykłą część życia. Jakoś nigdy jeszcze nie wspomniałaś, że dzieci pracujących ojców muszą jeść gotowce i półprodukty więc sama robisz kobietom większą krzywdę. No, ale w pracujące to można uderzać na oślep.
  • pade 10.10.19, 09:57
    black.emma napisała:

    > >I nie dlatego, że "praca tzw. kobieca ma tak niską rangę" tylko dlatego, ż
    > e to jest de facto praca syzyfowa, większości ludzi nie dająca satysfakcji (ani
    > niczego innego).
    >
    > Też tak uważam i szlag mnie trafia, jak te prace nazywa się "kobiecymi". Może n
    > azwijmy je rodzinnymi pracami i zacznijmy traktować nie jak pracę a zwykłą częś
    > ć życia. Jakoś nigdy jeszcze nie wspomniałaś, że dzieci pracujących ojców muszą
    > jeść gotowce i półprodukty więc sama robisz kobietom większą krzywdę. No, ale
    > w pracujące to można uderzać na oślep.

    Rozumiem, ze Cię szlag trafia na takie określenie, ale ono funkcjonuje w społeczeństwie (za sprawą patriarchatu i jego strażniczek) czy tego chcesz czy nie. I jedyne co można zrobić, to uznać właśnie te czynności za pracę i ją wręcz gloryfikować a nie deprecjonować, bo tylko wtedy mężczyźni będą skłonni wziąć część tych prac na swoje barki. Na pewno nie wezmą się za coś, co w rzeczywistości jest żmudne i uciążliwe, a przez same kobiety określane jako syzyfowe i nic nie warte.


    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • black.emma 10.10.19, 10:42
    Ale ja nie chcę gloryfikować tej pracy! Mężczyźni to wezmą się za to, czego zaczniemy od nich wymagać i jako żony i jako matki. Na pewno nie pomoże deprecjonowanie kobiet pracujących i dziwne pomysły typu "emerytura za pracę w domu".
  • pade 10.10.19, 10:47
    Wymagać to Ty możesz od swoich niewolnikówsmile
    Nikt tu nie deprecjonuje kobiet pracujących, to jest wątek o garkotłukach, to je się tutaj deprecjonuje, bo są, jak to ktoś napisał "nic niewartymi, śmierdzącymi leniami".

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • pade 10.10.19, 10:48
    Szczerze mówiąc zastanawiam się, jak niskie poczucie własnej wartości trzeba mieć, żeby się dowartościowywać ocenianiem a właściwie to dewaluacją innych ludzi.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • black.emma 10.10.19, 10:57
    Też się nad tym zastanawiam. Może to nie jest kwestia poczucia własnej wartości a brak pewności co do słuszności swoich wyborów...
  • ichi51e 10.10.19, 10:51
    A „dzieci im nie podziekuja za zabawe w kolko graniaste!”

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • black.emma 10.10.19, 11:03
    pade napisała:

    > Wymagać to Ty możesz od swoich niewolnikówsmile
    Serio? To ciekawe, że wspólna praca w domu jest nową formą niewolnictwa...

    > Nikt tu nie deprecjonuje kobiet pracujących, to jest wątek o garkotłukach, to j
    > e się tutaj deprecjonuje,
    >
    Część deprecjonuje kobiety niepracujące, część pracujące. Może przestańmy w ogóle oceniać kobiety na podstawie poziomu wykonania prac domowych, bo to już na zawsze zostanie tylko i wyłącznie naszą sprawą. A mężczyźni będą mogli nad nami z politowaniem pokiwać głową.

    >bo są, jak to ktoś napisał "nic niewartymi, śmierdząc
    > ymi leniami".
    Nie widziałam tego wpisu i absolutnie się z nim nie identyfikuję. Uważam, że kwestia aktywności zawodowej jest wewnętrzną sprawą każdej rodziny. Nie mam zwyczaju tego oceniać.
  • pade 10.10.19, 11:12
    Nie praca, tylko stawianie wymagań, żądań. Nie odwracaj kota ogonem.
    "Może przestańmy w ogóle oceniać kobiety na podstawie poziomu wykonania prac domowych, bo to już na zawsze zostanie tylko i wyłącznie naszą sprawą. A mężczyźni będą mogli nad nami z politowaniem pokiwać głową."
    Mogłabyś to wyjaśnić?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • black.emma 10.10.19, 14:00
    pade napisała:

    > Nie praca, tylko stawianie wymagań, żądań. Nie odwracaj kota ogonem.
    Myślę, że bardzo nieżyczliwie interpretujesz moje wypowiedzi, ale oczywiście masz prawo mnie nie lubić. Tak, czasem należy stawiać wymagania, oczekiwać czegoś od kogoś. Jakby kobiety nie zaczęły wymagać równego traktowania i szacunku w pracy, to nadal mogłyby najwyżej być co najwyżej ozdóbkami do poklepania po pupie.

    > "Może przestańmy w ogóle oceniać kobiety na podstawie poziomu wykonania prac do
    > mowych, bo to już na zawsze zostanie tylko i wyłącznie naszą sprawą. A mężczyźn
    > i będą mogli nad nami z politowaniem pokiwać głową."
    > Mogłabyś to wyjaśnić?
    >
    Podnoszenie prac domowych do rangi ważnego problemu społecznego jest śmieszne. Do tego głupkowate pomysły, że społeczeństwo ma komuś płacić za zrobienie ciasta i umycie własnej podłogi, sprowadzają dyskusję do absurdu. Wolałabym walczyć o to, by kobieta, która nie angażuje się zawodowo, nie była nazywana mianem "garkotłuka". Tyle. Jak zawsze sprowadza się to do wolności wyboru KOBIETY (bo facet przecież nie jest poddawany wiecznym ocenom).
  • pade 10.10.19, 15:05
    black.emma napisała:

    > pade napisała:
    >
    > > Nie praca, tylko stawianie wymagań, żądań. Nie odwracaj kota ogonem.
    > Myślę, że bardzo nieżyczliwie interpretujesz moje wypowiedzi, ale oczywiście ma
    > sz prawo mnie nie lubić. Tak, czasem należy stawiać wymagania, oczekiwać czegoś
    > od kogoś. Jakby kobiety nie zaczęły wymagać równego traktowania i szacunku w p
    > racy, to nadal mogłyby najwyżej być co najwyżej ozdóbkami do poklepania po pupi
    > e.

    Dlaczego zaraz nie lubić? Nie zgadzam się z tym, co piszesz, po prostu.
    Owszem, należy oczekiwać, ale też czasem trzeba wyjaśnić dlaczego się oczekuje. Wymagania kojarzą mi się z żądaniami. Żadna z kobiet by chyba nie chciała, by mąż wymagał od niej np. prasowania koszul.
    >
    > > "Może przestańmy w ogóle oceniać kobiety na podstawie poziomu wykonania p
    > rac do
    > > mowych, bo to już na zawsze zostanie tylko i wyłącznie naszą sprawą. A mę
    > żczyźn
    > > i będą mogli nad nami z politowaniem pokiwać głową."
    > > Mogłabyś to wyjaśnić?
    > >
    > Podnoszenie prac domowych do rangi ważnego problemu społecznego jest śmieszne.

    Serio śmieszne, no popatrz:
    emocje.pro/obowiazki-domowe-lista-dzielic-obowiazki-uwaznosc/
    Tekst długi, ostrzegam.
    Nie wiem czy to jest śmieszne, skoro ciągle są robione badania na ten temat, ktoś pisze artykuły, inny robi akcje. I to nie tylko w Polsce.
    Na dole jest komiks, ciekawy, polecam.

    > Do tego głupkowate pomysły, że społeczeństwo ma komuś płacić za zrobienie ciast
    > a i umycie własnej podłogi, sprowadzają dyskusję do absurdu.

    Raczej za wychowanie czwórki dzieci. Jeśli kobieta faktycznie się do tego przykłada, to jest za co ją cenić. Samo "ogarnięcie" czwórki to wyczyn, nie mówiąc już o wkładzie w wychowanie.
    A Ty to upraszczasz do mycia podłogi. TY - KOBIETA.

    Wolałabym walczyć
    > o to, by kobieta, która nie angażuje się zawodowo, nie była nazywana mianem "ga
    > rkotłuka". Tyle. Jak zawsze sprowadza się to do wolności wyboru KOBIETY (bo fac
    > et przecież nie jest poddawany wiecznym ocenom).

    Ale pokrętna logika. Naprawdę nie widzisz ciągu przyczynowo - skutkowego? Skoro praca domowa to umycie podłogi czy upieczenie jakiegoś ciasta, czyli takie nic, nawet przy kilkorgu dzieciach, to jak można zmienić stosunek do kobiety, która takie nic wykonuje??
    To kobiety wyzywają się od nierobów, pasożytów czy garkotłuków właśnie. Kobiety z tego forum. Co mają do tego mężczyźni? Oni są z siebie zadowoleni jak śmieci wyrzucą. Palcem pokazane. A kobieta samą siebie opieprzy, a potem koleżanki, że nie wystarczająco się namordowała przy codziennym ogarnianiu domu.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • black.emma 10.10.19, 16:56
    pade napisała:


    > Owszem, należy oczekiwać, ale też czasem trzeba wyjaśnić dlaczego się oczekuje.
    > Wymagania kojarzą mi się z żądaniami.
    Wybacz, ale dopóki będziemy traktować misiów jak dzieci, dopóty oni nie będą się włączać w domowe obowiązki. Nie wymagaj ode mnie, żebym tłumaczyła dorosłemu facetowi po co się pierze skarpetki albo myje gary.

    > >
    Żadna z kobiet by chyba nie chciała, by
    > mąż wymagał od niej np. prasowania koszul.
    Nie, ja mówię o sytuacji, gdy stanęłabym w progu zdziwiona, że MOJE koszule są pogniecione. Wtedy owszem, mąż może mi je wyprasować lub wymagać ode mnie, że zajmę się tym sama. To już wybór męża.

    >
    > Serio śmieszne, no popatrz:
    > emocje.pro/obowiazki-domowe-lista-dzielic-obowiazki-uwaznosc/
    > Tekst długi, ostrzegam.
    Chętnie poczytam w wolnej chwili ale nie teraz.

    >
    > Raczej za wychowanie czwórki dzieci. Jeśli kobieta faktycznie się do tego przyk
    > łada, to jest za co ją cenić. Samo "ogarnięcie" czwórki to wyczyn, nie mówiąc j
    > uż o wkładzie w wychowanie.
    Ja kobieta bronię wolności wyboru. Nie można z jednej strony mieć wolnego wyboru a z drugiej oczekiwać, że ktoś za te wybory zapłaci. Tak, podziwiam za wychowanie tylu dzieci, natomiast nie uważam, że muszę ponosić konsekwencje wyborów obcych ludzi.

    > A Ty to upraszczasz do mycia podłogi. TY - KOBIETA.
    Upraszczam na potrzeby dyskusji, dobrze o tym wiesz, ale wolisz się czepiać słówek.
    I tak na prawdę to bardziej chodzi o tę podłogę i inne ciężkie, niewdzięczne prace, bo akurat wychowanie dzieci daje ogromną satysfakcję i nie nazwałabym tego pracą. No, ale ja tez nie rozumiem sformułowania "praca nad związkiem".
    >
    > Ale pokrętna logika. Naprawdę nie widzisz ciągu przyczynowo - skutkowego? Skoro
    > praca domowa to umycie podłogi czy upieczenie jakiegoś ciasta, czyli takie nic
    > , nawet przy kilkorgu dzieciach, to jak można zmienić stosunek do kobiety, któr
    > a takie nic wykonuje??
    Nie, nie widzę. Doskonale wiem, ile to kosztuje pracy, ale gloryfikowanie tego nie zachęci mężczyzn do przejmowania tych obowiązków. Ten, który teraz się nie włącza co najwyżej poklepie swoją umęczoną żonę po plecach, że taka dzielna. Ten, co rozumie ile to pracy, to już się włącza.

    > To kobiety wyzywają się od nierobów, pasożytów czy garkotłuków właśnie. Kobiety
    > z tego forum. Co mają do tego mężczyźni? Oni są z siebie zadowoleni jak śmieci
    > wyrzucą. Palcem pokazane. A kobieta samą siebie opieprzy, a potem koleżanki, ż
    > e nie wystarczająco się namordowała przy codziennym ogarnianiu domu.
    >
    I właśnie z tym trzeba walczyć, a nie gloryfikować "wyrzucanie śmieci".
  • pade 10.10.19, 19:37
    Widzę, że się kompletnie nie rozumiemy i nie zrozumiemy. Zwłaszcza, że w swoich wypowiedziach sama sobie zaprzeczasz i szczerze mówiąc to się już pogubiłam w tym, o co Ci właściwie chodzi.


    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • nenia1 10.10.19, 15:22
    black.emma napisała:

    > Tak, czasem należy stawiać wymagania, oczekiwać czegoś od kogoś.

    Dokładnie tak samo uważam, innymi słowy odróżniłabym problem nazywania kobiet "domowych" leniami czy garkotłukami, od gloryfikowania prac domowych w celu zachęcenia panów do ich przejęcia.
    Oczywiście, że praca w domu to też praca i nie widzę powodu by kogoś kto pracuje w domu na rzecz swoich domowników nazywać leniem czy w inny obraźliwy sposób, to jest bezdyskusyjne, natomiast nie widzę też powodu, żeby gloryfikować te pracę licząc, że jej wychwalania zachęci panów do przejęcia jej części. Możliwe, że nie jestem dobra w te wszystkie gierki i sztuczki manipulacyjne, ale nie widzę sensu wynoszenia na wyżyny mycia okien czy szorowania wanny. To są zwykłe proste czynności życia codziennego i po prostu z uwagi na sprawiedliwe podejście do pracy, czasu i WSPÓLNYCH obowiązków powinny być dzielone. I to wszystko. Żadna tam apoteoza odkurzania czy ścierania kurzy, która może skusi a może nie skusi.

    Kolejną sprawą jest tworzenie wizerunku szczęśliwej rodziny w wylizanym mieszkanku, z pyrkoczącym garnkiem treściwego rosołu, od progu pachnącego świeżym ciastem, z dziatwą biegającą wesoło w wydzierganych sweterkach przez perfekcyjną panią domu...cudowna wizja rodem z FB.
    Jakby ludzie nie mogli po prostu czuć się szczęśliwi w domu, gdzie czasami zalega trochę kurzu albo zje się pizzę na zamówienie. Te perfekcyjne wyobrażania obracają się przeciwko nam, powodują, że stajemy się ich niewolnikami, zamiast wrzucić na luz i poczuć, że wszystko nie musi być wcale perfekcyjne, że to my jesteśmy ważni, a nie fakt, czy mieszkanko jest na tip top czy nie.
  • pade 10.10.19, 15:45
    Twój partner Neniu zgadza się z Twoim zdaniem na ten temat? Pytam, bo kiedyś pisałaś, że to on ogarnia większość obowiązków domowych.
    Te zwykłe, proste czynności życia domowego inaczej wyglądają w domach, w których mieszka para dorosłych ludzi, a inaczej gdzie jest rodzina z dziećmi. W tej drugiej opcji jest bardzo dużo obowiązków. O ile może są proste czy zwykłe, o tyle nie można o nich powiedzieć, że nie kosztują żadnego wysiłku i nie zabierają czasu. Mnie np. zabierały cały czas wolny po pracy. Mam na myśli i prace domowe i zajmowanie się dziećmi.
    Ja rozumiem, że Ty i Twój partner niewiele macie do zrobienia w domu, jesteście dorośli, nikt Wam nie brudzi poza Wami samymi, możecie jeść poza domem, możecie zlecić sprzątanie komuś innemu, ale warto brać pod uwagę, że tu są o osoby o przeróżnych konfiguracjach i w różnych sytuacjach i Twój standard się do nich nie odnosi.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • nenia1 10.10.19, 17:01
    Tak, zgadza się, ponieważ nie "liczymy się" sztywno i od linijki, tylko plastycznie, w zależności od okoliczności. Zazwyczaj ja nieco dłużej pracuję zawodowo, mam spotkania z klientami w różnych godzinach, prowadzę większą firmę niż jego, więc też i on więcej robi w domu, nie wszystko, ale mniej więcej staramy się tak organizować nasze życie, żebyśmy mieli tyle samo czasu wolnego dla siebie, bo moim zdaniem układ, w którym ktoś, nawet podświadomie, czuje, że ma więcej obowiązków i jest to rozłożenie nierównomiernie, powoduje wzrost niezadowolenia i konfliktów. Ale też jeśli on zaczyna mieć więcej obowiązków zawodowych, pomijam kwestie oczywiste jak np. choroba - nikt nie tkwi sztywno w dotychczasowym podziale.

    Ja nigdzie nie mówię, że prace domowe nie zabierają czasu, czy nie wymagają wysiłku, mnie tylko nie przekonuje konieczność ich gloryfikacji. Po pierwsze nie wierzę, że to z tego powodu mężczyźni mieliby zyskać chęci do ich przejmowania, po drugie uważam, że kobiety ogólnie tracą z powodu rezygnacji z pracy zawodowej czy jej ograniczania na rzecz prowadzenia domu.

    Dlatego z mojego punktu widzenia widzę więcej korzyści w otwartym stawianiu sprawy, czyli mamy wspólny dom i dzieci więc mamy równe obowiązki, a dom jest miejscem dla ludzi, a nie ludzie dla domu, zamiast kreślenia sielskiej wizji cudownej i szczęśliwej rodzinki w cudownym lśniącym czystością domu gdzie królowa matka troszczy się o wszystkich i od rana sprząta, pierze, piecze, gotuje i dzierga sweterki.
  • ashraf 10.10.19, 20:15
    Pade, piszesz, ze Tobie te czynnosci zabieraly caly czas wolny od pracy. A czy tyle samo zabieraly Twojemu mezowi? Nie rozumiem koncepcji „babskich prac“ w czasach, gdzie oboje pracuja na etacie. Razem zarabiamy, razem przynosimy do domu pieniadze, razem je wydajemy, razem dbamy o dom. A juz wychowanie dzieci to wrecz musi byc zadanie obojga rodzicow, wychowanie tylko przez matke (nie mowie o samotnych) nie przynosi nic dobrego. Wychowanie dzieci kosztuje sporo czasu, ale jesli nie sa malutkie, to nie musi oznaczac rezygnacji z pracy i spedzania z nimi calej doby. A reszta? To kwestia wspolnego poczucia odpowiedzialnosci za rodzine i dom. Nie czuje sie z automatu zobowiazana do pamietania o przedstawieniu dziecka, szczepieniu czy kupieniu pasty do zebow. Scisly podzial mamy tylko w rachunkach, zeby bylo wiadomo kto pilnuje jakich platnosci. Reszta - elastycznie, w zaleznosci od dnia. Jak starszak wroci ze szkoly z listem, to maz zajmuje sie jego trescia - przygotowuje, kupuje, wpisuje w kalendarz, jak dostane maila ze szkoly szachowej - to moja kolej. Zazwyczaj maz robi zakupy, ale jak ma caly tydzien proby, to ja ide do sklepu. Wszyscy jestesmy nauczeni dyscypliny, odkladania na miejsce, tego samego wymagamy od dzieci. Duzo daje dobra organizacja - korzystanie ze zsynchronizowanych kalendarzy w chmurze, planowanie z wyprzedzeniem - np. teraz kupilismy juz bilety na urlopy do konca wakacji przyszlorocznych. I to nie jest tak, ze prace domowe nie sa wazne, one sa po prostu czescia codziennego zycia, jednoczesnie dla wiekszosci osob nie stanowia zrodla realizacji talentow, satysfakcji, czy juz bardziej przyziemnie - pensji, emerytury, ubezpieczen. W dluzszej perspektywie mozna spodziewac sie lepszego stanowiska, zarobkow. Obecnie zatrudniamy i nianie i pania sprzatajaca, ale podwyzki (jako bonusu do ciekawej pracy) nie wysiedzialabym w piaskownicy. Nie mieszkamy w syfie, nie jemy dan ze sloika, spedzamy wartosciowy czas jako rodzina i nie mam poczucia, zebysmy cos zaniedbywali - a jesli juz, to nie sa to widac dla nas istotne rzeczy. Mysle, ze kluczowy jest dobor partnera - nie bylabym z kims, dla kogo wspolpraca rodzinno-domowa to obcy koncept. Zreszta moj maz potwarza, ze ciesza go moje sukcesy i to, ze oboje mamy wklad w rozne sfery naszego zycia.
  • pade 10.10.19, 23:32
    Kochana, kiedy moje dzieci były małe, to chmury kojarzyły mi się jedynie z tymi na niebiesmile
    Poza tym, mój mąż pracował do godziny 20 albo dłużej. Nie wiem jak miałabym się dzielić z nim obowiązkami, czekać ze wszystkim aż wróci? Pomimo braku pani sprzątającej i niani byłam mistrzynią organizacji. Nadal zresztą jestemsmile

    Tak czy inaczej wątek nie jest o mnie.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ashraf 11.10.19, 00:38
    No to juz byl wybor meza, ze chcial miec dzieci i prace do 20:00. Jakos jeszcze nie slyszalam o sytuacji odwrotnej, kiedy do pani pracuje do 20, wiec pan rzuca prace i poswieca sie opiece nad domem, bo przeciez inaczej sie nie da. Wiem, sa rozne sytuacje, ale mozna chociaz probowac je zmienic, tak zeby obie strony mogly bardziej rownomiernie angazowac sie w zycie rodzinne. Jeden z najbardziej zaangazowanych ojcow (i to nie jedynaka), ktorych znam, jest ordynatorem duzego oddzialu i spedza wiele godzin przy stole operacyjnym ratujac zycie. Nie przeszkadza mu to jednak w tym, zeby w domu ugotowac kolacje, zmienic najmlodszemu pieluche czy wstawac do niego w nocy... ale on wlasnie czuje sie za dzieci wspolodpowiedzialny, takze w dzialaniu. Chyba Juul o tym pisal - ze nie wazne do konca kto w danjm momencie robi, tylko kto przejmuje odpowiedzialnosc.
  • pade 11.10.19, 09:47
    Ashraf, życie nie jest takie proste, "wystarczy tylko" nie działa w niektórych sytuacjach.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ashraf 11.10.19, 12:24
    Pewnie, ze nie jest. Uwazam jednak oczekiwanie, ze jedna osoba poswieci wazna czesc swojego zycia i swoja finansowa niezaleznosc/przyszlosc dla kariery drugiej osoby za krzywdzace. Dzieci rowniez potrzebuja obojga rodzicow. Czasami rozwiazanie nie jest natychmiastowe, ale warto do niego dazyc.
  • pade 11.10.19, 13:32
    No bo to jest krzywdzące. Ale czasem nie ma innego wyjścia. Za pieniądze, które zarabiał mój mąż, pracując dłużej, mogłam kupić dzieciom terapie, zajęcia, wizyty lekarskie, otrzymać niezbędną pomoc, której nie otrzymałabym państwowo. Gdybym nie ignorowała lekceważących opinii, nie była zdeterminowana na poszukiwanie rozwiązań, każde z moich dzieci miałoby dziś duże problemy. W ogóle byłyby w innych miejscach. Co prawda nie wychowywałam dzieci w epoce kamienia łupanego, ale i tak, w porównaniu do obecnych czasów, było zupełnie inaczej.
    I nie, nikt inny nie mógł mnie zastąpić, bo nikt nie widział tego, co widziałam ja, a co się potwierdzało niestety, po długim pełnym stresu, niepokoju i bezsilności, czasie. Żadna niania czy inna opiekunka ani mój mąż nie wydzwanialiby po lekarzach, nie jeździliby by po instytutach, poradniach. Obce osoby nie miałyby tyle determinacji, a mój mąż z kolei, nie posiadał umiejętności wchodzenia oknem, gdy wywalają cię drzwiamismile
    Owszem, mogłam udawać sama przed sobą, że nic nie widzę, nic się nie dzieje, wyrosną - jak słyszałam od każdego! w otoczeniu, pracować jeszcze więcej, robić karierę - ale nie potrafiłam, bo dzieci były dla mnie najważniejsze. To była moja decyzja, której nie żałuję. Że ja pracuję mniej, a mąż więcej. Bo zawodowo pracowałam mniej, ale domowo wykonywałam ogromną pracę. Nie dałabym rady pogodzić tego, co robiłam, z pracą na pełny etat, z dojazdami i szkoleniami.
    Ja tam jestem z siebie dumna. Mało kto, na moim miejscu, miałby tyle determinacji i zapału, by robić to, co robiłam. Większość by zrezygnowała po tych "uspokajających" komentarzach ze strony nie tylko otoczenia, ale i lekarzy czy poradni.
    Sama widzisz, że życie nie jest zero-jedynkowe, różnie się plecie, różne są determinanty, dlatego nie podoba mi się płytkie ocenianie i wrzucanie wszystkich jak leci do jednego wora. Bo to też jest krzywdzące.

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • nenia1 11.10.19, 14:28
    Sądzę, że głupotą jest uznawanie jednego wzorca za dobrego dla wszystkich, ja ogólnie nie lubię właśnie takich sztywnych ustaleń, że to i to musi być choćby się waliło, okoliczności przecież się zmieniają, i należny myśleć elastycznie a nie upierać się przy czymś co w danej sytuacji nie zadziała. Czym innym jest sytuacja gdy dzieci są malutkie, albo chorują, albo wymagają z różnych powodów zaangażowanej opieki. Kolejną sprawą jest również fakt, że mężczyźni zazwyczaj zarabiają lepiej. Dlatego czasem obruszam się na słowo "wybór" bo tak, na pewnym poziomie rodzina dokonuje wyboru, że jeden z rodziców zostaje w domu, ale problem w tym, że w 99% tym rodzicem jest kobieta. Stąd niby mamy wybór, ale wynik tego wyboru jest przesądzony nieco z góry. Niemniej oczywiście, że po prostu czasem nie ma wyjścia i wtedy faktycznie nie ma co walczyć w domu o równouprawnienie, bo jest tzw. hierarchia wartości, a wiadomo, że zdrowie dzieci powinno być jednak stawiane wyżej i każdy normalny rodzic to pojmuje. Jednak abstrahując od pojedynczych przypadków, spowodowanych okolicznościami losu, trend by kobiety nie zostawały w domach, nie rezygnowały z pracy zawodowej uważam, en masse, dla kobiet korzystny.
  • ashraf 11.10.19, 16:38
    Ale to jest przeciez zupelnie inna sytuacja... Przewlekle chore/niepelnosprawne dziecko czy inny czlonek, czy narodziny trojaczkow nijak sie maja do “normalnej” sytuacji rodzinnej, o ktorej piszemy. Zaczelo sie od dziergania sweterkow, wylizywania mieszkania i pichcenia obiadkow, a nie rehabilitowania dziecka. Bez takich obciazen spokojnie mozna i warto podzielic obowiazki rodzinno-domowe tak, zeby oboje rodzice mieli przestrzen do pracy zawodowej. I jest to sytuacja korzystna zarowno dla pary, jak i dla dzieci, ktore rownouprawnienie wynosza z domu i widza, ze laczenie roznych rol wymaga wspolpracy.
  • ichi51e 10.10.19, 10:50
    Mnie tam sprzatanie wlasnego gniazda daje spora satysfakcje. Ale tylko mnie i najblizszej rodzinie... no trudno medalu nikt za to nie daje - moge tylko wyznac ze tez prywatnie w moim sukieniu brzydze sie brudasami i ludzmi ktorzy maja „the krzeslo” male radosci...

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • pade 10.10.19, 10:53
    Ichi, mogłabyś przetłumaczyć na polski ostatnie zdanie?

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • ichi51e 10.10.19, 11:13
    „The krzeslo”? m.imgur.com/gallery/iYjQC
    Nie mam i nigdy nie mialam!

    --
    wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
  • pade 10.10.19, 11:15
    big_grin
    i tak ładnie zawieszone te ciuchy, widziałam gorsze the krzesłasmile

    --
    "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
  • czekoladazkremem 09.10.19, 20:22
    Lubię to.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka