Dodaj do ulubionych

Padłaś/eś powstań - ile można?

18.10.19, 09:00
Można sobie wytworzyć wytrzymałość psychiczną. "Nie poddawać się", "Padać, powstawać, zakładać koronę i zapier..... dalej", ale im dłużej to trwa, tym cena ostateczna staje się coraz większa.
Cieszę się więc, że ludzie biegają, uprawiają jogę lub mindfulness i mam nadzieję, że połączymy to z myśleniem krytycznym i refleksją nad tym, że jednak nie da rady dalej opierać wszystkiego na nieustannym wzroście. Po prostu: już się nie da.
Dawniej ślady ciężkiej pracy były bardziej widoczne na naszym ciele, teraz mocniej kryją się w naszych umysłach. Ale przecież już wiemy, że nie są to odrębne światy.
Obserwuj wątek
    • aandzia43 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 13:04
      Tak długo jak pozwoli na to konstrukcja psychiczna konkretnego człowieka. "Co nas nie zabije to nas wzmocni" to właściwie bzdura, bo na poziomie biologicznym (psychika to też biologia) stres wyłącznie niszczy. Pozytywną stroną ciężkich przejść MOZE BYĆ wytworzenie sobie nowych, zdrowszych metod radzenia sobie ze światem czyli przeżycie katharsis, przełomu. Może być, jak się komuś akurat uda, jak są ku temu podstawy. Ale najczęściej dochodzenie do siebie po niepowodzeniach czy tragediach to powolne zbieranie do kupy resztek co się ostały i sklejanie ich klejem zapomnienia i nowych pozytywnych emocji.

      --
      "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
    • fawiarina Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 13:34
      No dobra, to tak. Przeżyłam w życiu nieprawdopodobnie wiele stresu, jak na osobę w początkach dorosłości. Przez dziesięć lat straciłam w życiu po kolei wszystko: rodzinny majątek, potem wymarzone studia, potem płodność, potem pracę a na końcu jeszcze męża. Ciągle słyszałam, że "co mnie nie zabije to mnie wzmocni", choć umierałam od środka z każdym kolejnym cierpieniem.
      I umarłam w końcu. Metaforycznie. Byłam wrażliwą, delikatną, a przy tym ambitną dziewczyną, bardzo pomocną, przyjacielską, emocjonalną.
      Stałam się jakimś wdupiemającym zimnym człowiekiem, który wprawdzie pokonał wszystkie przeciwności losu, ale wyszedł z tego ogołocony ze wszystkiego, co było fajne i dobre. Radzę sobie, żyję, ale już niczego nie planuję, o niczym nie marzę, z perspektywy dawnej mnie nie umiem już nikogo kochać, nie mam też żadnych ambicji raczej.
      Moje doświadczenie mówi, że nie da się tak bez konsekwencji powstawać z kolan.
      • bi_scotti Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:01
        Najwieksze wrazenie z kilku odbytych podrozy do Japonii wciaz robi na mnie Hiroshima. Pamietam gdy bylam tam po raz pierwszy i uczciwie przeczytalam wszystko, co bylo do przeczytania w the Peace Memorial Museum. Miedzy innymi, mozna tam poczytac o spekulacjach amerykanskich uczonych, ktorzy obawiali sie, ze zycie w Hiroshima nie odrodzi sie w zadnej formie przez przynajmniej 75 lat … No a Matka Natura "pokazala uczonym srodkowy palec" wink Zycie sie odrodzilo, duzo szybciej niz tych expected 75 lat: piekne zycie ze spiewajacymi ptakami, kwitnacymi kwiatami, zakochanymi parami na ulicach, dziecmi rodzacymi sie nowym pokoleniom … Dla mnie osobiscie Hiroshima stala sie symbolem tego, ze czlowiek tak naprawde jest slabszy od Matki Natury nawet gdy uprze sie zeby cos totalnie zniszczyc. Widze w tym niegasnaca Nadzieje smile I przenosze to na dramaty, wzloty i upadki w indywidualnym zyciu. Gdy juz czlowiek oberwie od zycia tak totalnie i bezwzglednie, ze jedynym pragnieniem jest 'the end", do znakomitej wiekszosci Matka Natura wyciaga jednak reke i daje kolejna sznase, czasem naprawde maciupenka i drzaca na wietrze szansunie no ale daje … Poki zycie trwa, dopoki zycie trwa … smile Podroze (podobno) ksztalca, eh wink Cheers.

        --
        "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
        Leonard Cohen
        • fawiarina Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:14
          Rozumiem intencje tkwiące za tą pararelą. Mam jednak poczucie, że pewnych rzeczy nie tyle nie da się już odzyskać czy odbudować, co sami już nie chcemy powrotu do nich, bo zwyczajnie patrzymy na wszystko z innej perspektywy. W tym przypadku ja nie chciałabym już być tą wrażliwą dziewuszką, bo będąc nią kopniaki na dupę odczuwałam i przeżywałam mocniej. Teraz mam bardziej wyrąbane, dupsko jakby zaleczone, ale życie emocjonalne mam równie głębokie jak przygody bohaterów "na wspólnej", więc no, coś za coś.
            • fawiarina Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:25
              Też tak uważam. Ale jest coś co mnie martwi - obawiam się, że jeśli moja córka okaże się taką delikatną leliją, to się w życiu nie dogadamy. Albo wydam jej się po prostu zgorzkniałym babiszonem. I cały plan rodzicielstwa bliskości o kant dupy potłuc.
              • malgosiagosia Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:42
                Jesli moge Ci cos zasugerowac. Traktuj swoja corke jak odrebnego czlowieka - czyli ma prawo byc jaka jest.
                Daj jej jak najwiecej swobody. Niech bedzie samodzielna jak tylko to mozliwe. Nie lituj sie, nie wyreczaj, nie nadskakuj. Zorganizuj jej zycie troche na podobienstwo szkoly przetrwania. Ucz ja szacunku do siebie. Bedzie dobrze, zobaczysz, tylko zadnego mazgajstwa.
              • kosmos_pierzasty Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:52
                Z kolei ja uważam, że jak człowiek dogada się z własną wrażliwością, emocjonalnością, pogodzi z doświadczeniami i zintegruje to wszystko, to nie ma powodów zakładać, że nie dogada się z młodą osoba, która jest inna,bo raz że właśnie jest odrębnym człowiekiem, a dwa nie ma bagażu doświadczeń i ma prawo wykazywać się pewną naiwnością.
                I... miałam taką znajomą właśnie wrażliwa dziewczyna z matką po przejściach. I ta matka chyba próbowała ją przygotować do życia w świecie. W rezultacie wpoiła jej cynizm, zupełnie niezgodny z jej własną naturą i doświadczeniami, taką młodą starą z niej zrobiła - i znajoma musiała dość długo to wszystko rozplątywać.
          • aandzia43 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:25
            Życie się odradza bazując przede wszystkim na nowych pokoleniach i trochę na tych ze starego pokolenia, co przynajmniej technicznie nieźle funkcjonują mimo traumy. Młodzi wchodzą w rzeczywistość ze świeżym potencjałem, a starzy za bardzo nie przeszkadzają. To o Hiroszimie i podobnych. Ale masz rację, pewnych rzeczy, tych w środku, poczucia sensu i tego żywego i emocjonalnego kawałka siebie, nie da się odzyskać. Szczere relacje ludzi po przejściach jakoś mi to potwierdzają.

            --
            "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
          • kosmos_pierzasty Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:47
            fawiarina napisała:

            Teraz mam bardziej wyrąbane, dupsko jakb
            > y zaleczone, ale życie emocjonalne mam równie głębokie jak przygody bohaterów "
            > na wspólnej", więc no, coś za coś.
            Imo nie musi być to wcale coś za coś. Można odżyć emocjonalnie, a przy tym nie być już tak naiwną i nie dostawać w dupę na każdym kroku. Emocjonalność, ale i rozsądek płynący z doświadczenia. To chyba najlepsza opcja. I to jest do zrobienia.
        • jadwiga1350 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 21:22
          No a Mat
          > ka Natura "pokazala uczonym srodkowy palec" wink Zycie sie odrodzilo, duzo szybci
          > ej niz tych expected 75 lat: piekne zycie ze spiewajacymi ptakami, kwitnacymi k
          > wiatami, zakochanymi parami na ulicach, dziecmi rodzacymi sie nowym pokoleniom
          > … Dla mnie osobiscie Hiroshima stala sie symbolem tego, ze czlowiek tak naprawd
          > e jest slabszy od Matki Natury nawet gdy uprze sie zeby cos totalnie zniszczyc.

          Więc chyba też te biadania o globalnym ociepleniu nie mają najmniejszego sensu?? Matka Natura silniejsza.
          • zona_glusia Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 19.10.19, 10:59
            jadwiga1350 napisała:
            > Więc chyba też te biadania o globalnym ociepleniu nie mają najmniejszego sensu?
            > ? Matka Natura silniejsza.
            Dziwny wniosek. Po pierwsze kwestia skali. Globalne ocieplenie jak sama nazwa wskazuje dotyczy całej planety i czy sobie natura poradzi nie wiadomo. Po drugie, nie żal ci ludzi? Globalne ocieplenie to konflikty, wojny, klęski żywiołowe w których masowo będą ginąć ludzie.
      • takamania Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:36
        fawiarina napisała:

        > choć umierałam od środka z każdym kolejnym cierpieniem.
        > I umarłam w końcu. Metaforycznie. Byłam wrażliwą, delikatną, a przy tym ambitną
        > dziewczyną, bardzo pomocną, przyjacielską, emocjonalną.
        > Stałam się jakimś wdupiemającym zimnym człowiekiem, który wprawdzie pokonał wsz
        > ystkie przeciwności losu, ale wyszedł z tego ogołocony ze wszystkiego, co było
        > fajne i dobre. Radzę sobie, żyję, ale już niczego nie planuję, o niczym nie mar
        > zę, z perspektywy dawnej mnie nie umiem już nikogo kochać, nie mam też żadnych
        > ambicji raczej.
        Mam to samo. Chciałam nawet nie dawno założyć wątek czy po trudnych doświadczeniach to w dupiemanie, coraz większy brak empatii to taki standard czy tylko mnie dopadło. Nie chcę się licytować. Z resztą do szału mnie to doprowadza. Niedawno jakas mamuśka na swoim FB koncie wysyłała po motywacje i docenienie tego co się ma do Centrum Zdrowia Dziecka. Nie wiem co mnie bardziej wkurzyło czy myśl ,że ktoś moim kosztem chce poprawić sobie humor ( mam dziecko niepełnosprawne w sumie z niewidocznym na pierwszy rzut oka problemami) czy to jak to z miękkiej kanapy chce mi dawać rady. Nie dawno usłyszałam ,że powinnam na terapii przepracować swój żal u terapeuty. Serio?! Przerabiałam już żal na terapiach po chorobie onkologicznej, potem po zaburzeniach odżywiania, lękowych w pakiecie ze skrajana otyłością . To ile tego żalu mam się jeszcze wyzbyć. Bo tyle co stanelam na nogi a dostałam kolejny cios. Pewnie, że nauczę się z tym żyć.Jak zawsze. Będę się uczyć jak być terapeuta własnego dziecka, znosić głupie komentarze i będę miała związane ręce w życiu zawodowym. A na koniec usłyszę ,że mam się nie mazać bo inni mają gorzej..


        • yuka12 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:51
          Rozumiem. Też swoje przeszłam. I, oprócz męża, nikt naprawdę nie wie, kim się stałam. Nie wierzę w słowa o doświadczeniach na miarę, "co cię nie zabije, to wzmocni", bo już trochę doświadczyłam, jakim kosztem odbywa się to "wzmocnienie".


          --
          "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
        • fawiarina Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:00
          Takamania, chyba wiele z takich osób tak ma. Znam sporo, wcześniej uważałam ich za cynicznych, zimnych, nieczułych, teraz wiem, że to stan wdupiemania po trudnych przejściach. Nie lubię tego stanu, lubiłam być delikatną dziewuszką, ale cóż, to już nie wróci. Gdybym teraz spotkała dawną siebie, chyba bym się samą zabiła śmiechem.
          Są plusy, w jakimś tam sensie jestem silniejsza, ale jakim kosztem.
          Straciłam też przyjaciół. Nikt nie lubi na dłuższą metę mieć w otoczeniu takich ciągnących się latami pechowych historii, ludzie chcą się mieć z kim pośmiać i pojechać na narty. Poza tym zaczęłam mieć wyrąbane na to, co ludzie powiedzą czy pomyślą. Nie daję się doić, nie lukruję, a to nie jest cecha, która zjednuje ludzi. Mam znajomych, owszem. Ale to są wszystko znajomości na dystans.
          • takamania Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 17:55
            fawiarina napisała:

            > Takamania, chyba wiele z takich osób tak ma. Znam sporo, wcześniej uważałam ich
            > za cynicznych, zimnych, nieczułych, teraz wiem, że to stan wdupiemania po trud
            > nych przejściach. Nie lubię tego stanu, lubiłam być delikatną dziewuszką, ale c
            > óż, to już nie wróci. Gdybym teraz spotkała dawną siebie, chyba bym się samą za
            > biła śmiechem.
            To dokładnie jak ja . Mąż czasami tylko mówi,że mu czasami brakuje tej mojej delikatności sprzed 20 lat, kiedy się poznaliśmy. >. Są plusy, w jakimś tam sensie jestem silniejsza, ale jakim kosztem.
            > Straciłam też przyjaciół. Nikt nie lubi na dłuższą metę mieć w otoczeniu takich
            > ciągnących się latami pechowych historii, ludzie chcą się mieć z kim pośmiać i
            > pojechać na narty. Poza tym zaczęłam mieć wyrąbane na to, co ludzie powiedzą c
            > zy pomyślą. Nie daję się doić, nie lukruję, a to nie jest cecha, która zjednuje
            > ludzi. Mam znajomych, owszem. Ale to są wszystko znajomości na dystans.
            No właściwie mogłabym się pod tym podpisać. To jest mój życiorys. Chociaż jest ten plus ,że toksycznych też się pozbyłam. Kiedy tej odwagi nie miałam
        • kosmos_pierzasty Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:57
          takamania napisała:


          > Mam to samo. Chciałam nawet nie dawno założyć wątek czy po trudnych doświadczen
          > iach to w dupiemanie, coraz większy brak empatii to taki standard czy tylko mni
          > e dopadło.
          Raczej standard.


          Serio?! Przerabiałam już żal na terapiach po ch
          > orobie onkologicznej, potem po zaburzeniach odżywiania, lękowych w pakiecie ze
          > skrajana otyłością . To ile tego żalu mam się jeszcze wyzbyć.
          Pewnie dużo, bo i dużo złego Cię spotkało sad
      • niebieskie_korale Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:41
        Rozumiem cie, tzn nie jestem w stanie dokladnie zrozumiec przez co przeszlas, ale rozumiem, ze po kazdej walce, kawalek ciebie ginie, az w koncu nie ma co ginac i zamieniasz sie w "zimnego czlowieka".
        Rozumiem tez, ze nie znalazlas jeszcze swojego "antidotum" by proces odwrocic, chociac w malej czesci. Ja mam taka obserwacje, ze takie antidotum moze istniec dla kazdego z nas. choc dla kazdego z nas bedzie czyms innym.

        Ja mam swoje antidotum, ktore jak do tej pory dziala bardzo sprawnie.
        • aandzia43 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:33
          Kawałek ginie, a reszta ciebie, jak ciało wokół wyrwanego kawałka, boli i choruje. I często dziura nie ma możliwości zarosnąć i nie możliwości by inne części przejęły funkcję tej utraconej, ale organizm jakoś sobie radzi. Jakoś. Tak bym mogła ująć psychikę po dramatach.
          Jako antidotum rozumiesz coś, co ożywia twoją duszę, ociepla uczucia i pozwala dostrzec jakiś sens w tym chaosie? Jakąś aktywność, cel?

          --
          "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
          • niebieskie_korale Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:53
            aandzia43 napisała:


            > Jako antidotum rozumiesz coś, co ożywia twoją duszę, ociepla uczucia i pozwala
            > dostrzec jakiś sens w tym chaosie? Jakąś aktywność, cel?

            Dla mnie antidotum jest czyms co pozwalam mi na nabraniu dystansu. Mam swoje wlasne, ale nie wiem czy to jest dobre forum i czas na rozdrabnianie watku.
              • niebieskie_korale Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:28
                Wiesz ja sobie tego antidotum nie znalazlam, to raczej ono znalazlo mnie, bo chyba sie z tym musialam urodzic. To piekielnie ciezko jest opisac, i nawet jak staram sie wytlumaczyc to komus (bardzo rzadko w realu) to wychodzi takie nieforemne i ciezkie do zrozumienia.
                Mam swego rodzaju swiadomosc wielopokoleniowa rozwalkowana na osi czasu. Brzmi dosc ciezko, ale dokladnie tym jest. Jestem swiadoma (czuje, mam swiadomosc) wielu pokolen, ktore zylo przed nami i wydaje mi sie ze kilku ktore sa przed nami. Czas w tej swiadomosci nie istnieje bo niejako wszyscy, wlacznie ze mna. zyja w tym samym momencie.
                Wiem, ze moje wytlumaczenie mozna o kant dooopy rozbic, ale nie moge lepiej.
                Ta swiadomosc to dla mnie i blogoslawienstwo i przeklenstwo. Przeklenstwa to zachowam na inna okazje a blogoslawienstwem bo nadaje mi bardzo zdrowy dystans to wielu rzeczy i nadaje rzeczom niesamowita perspektywe. tak troche jakbym patrzyla na zycie swoje i innych z wysokosci. Z tego powodu nie mam zadnych problemow z zaakceptowaniem starosci i nie boje sie smierci.

                Wiem, ze probuje slepemu opisac kolory, ale to najlepsze co moge zrobic.
                • malgosiagosia Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:41
                  Dobrze opisalas swoje antidotum i dla mnie zrozumiale. Czuje podobnie, z tym tylko, ze ja mam nagle i niespodziewane zjazdy z tych wysokosci. Nagle znajduje sie na ziemi i z perspektywy bardzo ktoktkiej i bolesnej musze przezywaz zycie. A potem znow wdrapuje sie na wyskosciowy dystans. Tylko problem w tym, ze coraz trudniej mi sie na ten dystans wdrapac. Kiedys to byl jeden skok. Teraz jakbym na 40-ste pietro wlazila.
      • kosmos_pierzasty Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:45
        Fawiarina, smutno się czyta to, co napisałaś... Przytulam i życzę Ci wszystkiego co najlepsze. Ale tak myślę sobie też, że to jest typowa reakcja człowieka po traumatycznych przejściach, szczególnie wrażliwego. I myślę sobie, że to może być tylko etap. Serio, reakcja jest typowa i dlatego też rozpracowana. Można wrócić do dawnej siebie i się wzmocnić, ale trzeba nad tym popracować. I nie o to chodzi, że 'co cię nie zabije... bla... bla... bla...' (tez uważam to za jedno z bardziej idiotycznych haseł), a raczej o to, że człowiek dopóki żyje to się zmienia. I może warto pogrzebać w sobie trochę, żeby życie odzyskało smak.
        Poczytaj o wzroście posttraumatycznym, ogólnie PTSD, skutkach urazów psychicznych, itd. Nie wiem, jakie zdanie masz o profesjonalistach, ale to też jest jakaś opcja. Imo warto się postarać - dla siebie.

        • fawiarina Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 20:22
          Dzięki za radę. Korzystałam w międzyczasie z pomocy specjalistów, ale nie uważałam, żebym potrzebowała terapii. Daję radę bez tego, jestem dość samoświadoma, nie mam poczucia, że noszę w sobie jakieś nieprzepracowane traumy. Nie rujnuje mi to życia.
          Czasem mi po prostu smutno, gdy wspominam tamte czasy.
          • szafireczek Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 21.10.19, 13:52
            Z boku patrząc - nie do końca..., bo jak na bycie "wdupiemającym zimnym człowiekiem, który wprawdzie pokonał wszystkie przeciwności losu, ale wyszedł z tego ogołocony ze wszystkiego, co było fajne i dobre (...) zaskakująco sporo przejmujesz się, że już nie jesteś taką wrażliwą i delikatną, fajną dziewczyną, nie sądzisz?

            Myślę, że otoczyłaś się kokonem, ale w głębi dalej jesteś taką samą osobą. Teraz masz tylko pancerz, aby nikt i nic Cię nie zraniło. Uczucia pozornie zamroziłaś...

    • nenia1 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:31
      Można wytworzyć wytrzymałość, ale jak dla mnie trzeba mieć zaplecze. Ja je mam w rodzinie, w najbliższych, nie tylko dzięki nim zyskuję wytrzymałość, ale mam również dzięki nim motywację. Natomiast z pewnością są w życiu sytuacje tak tragiczne, z których nie da się podnieść nie będąc równocześnie mocno, czasem trwale pokiereszowanym, ale to są, według mnie, sytuacje ekstremalne, śmierć, nieuleczalna choroba - z całą resztą można sobie lepiej lub gorzej poradzić, ale nie na zasadzie jaki piszesz "zakładać koronę i zapier...dalej", bo tu nie ma miejsca dla siebie, czasu dla siebie, troski o siebie. W życiu trzeba znaleźć balans pomiędzy tym co trzeba a tym co się chce, a przede wszystkim nie bać się troszczyć o siebie i zrozumieć, że nie trzeba być idealnym, bo ideały nie istnieją a perfekcjonizm jest nudny i męczący.
      • kosmos_pierzasty Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 17:15
        Zgadzam się całkowicie, ale dodałabym jedno. To 'pokieroeszkowanie', te ślady, które zostają na zawsze, blizny, które łatwo rozdrapać... można się nauczyć trzymać je w ryzach, umiejętnie z tym obchodzić. Uznać, że są jakieś przestrzenie, gdzie człowiek musi szczególnie o siebie zadbać i dać sobie do tego prawo... O matko, nie umiem wytłumaczyć... Ja np. omijam niektóre filmy czy książki, bo nawiązują do tematyki, która jest dla mnie trudna, a ja nie chcę sobie fundować dodatkowego stresu. I z drugiej strony, gdy w życiu natknę się na tę tematykę, nie w fikcji, nie uciekam od niej, ale wiem, że moje reakcje nie będą adekwatne, więc jestem bardziej uważna i jednocześnie w takich chwilach staram się o siebie zadbać, trochę się rozpieścić, poszukać wsparcia, żeby mi było łatwiej.
      • malgosiagosia Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 20.10.19, 17:24
        nenia1 napisała:

        > Można wytworzyć wytrzymałość, ale jak dla mnie trzeba mieć zaplecze. Ja je mam
        > w rodzinie, w najbliższych, nie tylko dzięki nim zyskuję wytrzymałość, ale mam
        > również dzięki nim motywację.

        Krag bliskich ludzi, to faktycznie zyciowa koniecznosc.
    • jolie Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 14:44
      Powtórzę za kimś - to bzdura z tym, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Są sytuacje, które zabijają i naznaczają na resztę życia. Nie można się z tego podnieść, to się zalecza, ale i tak to się odzywa - jeżeli nie na poziomie świadomym i refleksyjnym, to w ciele.
      • ida_marcowa1 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:22
        Zgadzam się. Każdy z nas to samo doświadczenie przeżyje inaczej. Jeden się otrzepuje i pójdzie dalej a drugi skończy połamany na wieki. Przypomniała mi się książka zjechania przez krytyków z góry na dół: Małe życie. Jeśli bierze się ja dosłownie to wychodzi taki naciągany gniot. Ale dla mnie to historia o tym, że można mieć w życiu wszystko: pieniądze, prestiż, urodę, przyjaciół a mimo to nie dać rady żyć.Ze każdy z nas jest inny, inaczej sobie radzi i nie mamy prawa oceniać tego w kategoriach lepszy/gorszy
        • aandzia43 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:38
          "Ze każdy z nas jest inny, inaczej sobie radzi i nie mamy prawa oceniać tego w kategoriach lepszy/gorszy"

          Tak, każdy ma inne zasoby wewnętrzne. Czyli stopień fizjologicznej odporności na stres, pozbieraną albo nie pozbieraną psychikę, mechanizmy radzenia sobie z przeciwnościami lepsze albo gorsze, choroby psychiczne albo ich brak, itd.

          --
          "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
          • yuka12 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:07
            Do tego każdy ma swoją historię. Bywa, że jakieś normalne, dla niektórych, doświadczenie jak np. utrata pracy dla innych staje się przełomem, po którym nie potrafią się podnieść.

            --
            "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
        • takamania Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:59
          ida_marcowa1 napisała:

          > Zgadzam się. Każdy z nas to samo doświadczenie przeżyje inaczej. Jeden się otrz
          > epuje i pójdzie dalej a drugi skończy połamany na wieki.
          No właśnie i jeszcze to umyka ludziom, w których krok po kroku coś umiera. No chyba ,że jest to ktoś w stylu " wszystko widziałem, wszystko wiem to Ci powiem" . Ale nie o tych ludziach tutaj mowa.
        • jolie Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:05
          W tym przeżywaniu doświadczeń też jest pewien paradoks, bo czasami to, że ktoś się otrzepie i pójdzie dalej nie do końca wynika z jego psychicznej odporności czy dojrzałości. Ma po prostu silniejsze mechanizmy obronne (także te destrukcyjne).
      • nenia1 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:14
        jolie napisała:

        > Powtórzę za kimś - to bzdura z tym, że co cię nie zabije, to cię wzmocni.

        Problem z powiedzeniami jest taki, że zbyt często traktuje się je dosłownie i sądzi, że pasują do 100% tego co się nam przytrafia w życiu. Czasem wzmocni a czasem nie wzmocni, po prostu. Nie jest jednak również tak, że każda trudność jaką napotykamy w życiu wyłącznie nas niszczy, czasem faktycznie wzmacnia, zwłaszcza wtedy, gdy się udało ją pokonać, to daje poczucie wpływu na swoje życie, poczucie wiary w siebie, czasem zmienia, jest wiele przypadków osób, które po doświadczeniu w życiu silnej traumy zaczęły robić coś pożytecznego, przeszły jakąś przemianę, inni zaczynają bardziej doceniać życie, bliskich, żyć tu i teraz. To wszystko nie jest takie jednoznaczne i proste, kluczowe jest również to na jakim etapie trudności się znajdujemy, jak długo trwają, bo w ich wirze czy długotrwałości raczej trudno o wyciąganie pozytywnych wniosków i rozwój, ale też nie można przecież powiedzieć, że każde trudne przeżycie zawsze pozostawia po sobie jedynie zgliszcza.
        • jolie Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:25
          Owszem, masz rację. Ale nawet osoby, które przepracowały traumy i przeszły przemianę mówią wprost, że jakaś część ich umarła i już jej nie ma. Ale może faktycznie ja zawęziłam rozumienie tego powiedzenia odnośnie do nagłych i ekstremalnych ciosów losu i niezawinionego cierpienia.
          • nenia1 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:43
            jolie napisała:

            > Owszem, masz rację. Ale nawet osoby, które przepracowały traumy i przeszły prze
            > mianę mówią wprost, że jakaś część ich umarła i już jej nie ma.

            Bo tak jest, umiera coś, żeby mogło się narodzić coś nowego.

            > Ale może faktycznie ja zawęziłam rozumienie tego powiedzenia odnośnie

            Wiesz co, ja sądzę, że niechęć/bunt przeciwko temu powiedzeniu bierze się z łatwości rzucania go przez innych, bez rozumienia głębszego sensu, a czasem i bez wyczucia odpowiedniej chwili. Gdy cierpisz, jesteś na samym dnie tego cierpienia, a ktoś rzuca beztrosko "co cię nie zabije, to cię wzmocni" człowiek ma ochotę co najmniej dać w pysk. Co innego jednak gdy sobie tu dyskutujemy, nikomu tu niczego nie wmawiam, tylko opisuję swoje obserwacje. Da się w niektórych przypadkach jednak zauważyć wpływ trudnych przeżyć na późniejsze, bywa, że lepsze, funkcjonowanie. I nie sądzę, że tu chodzi o tzw. silny charakter, który często bywa pozą wynikającą z ukrywania słabości pod maską "siły".
            • princesswhitewolf Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 18:31
              > I nie sądzę, że tu chodzi o tzw. silny charakter, który często bywa pozą wynikającą z ukrywania słabości pod maską "siły".

              Wiele wynika z doswiadczenia to jak cos odbieramy. np Ludzie wychowaniu w twardych warunkach wojennych patrza na pewne sprawy inaczej i inaczej reaguja niz ci np ci wychowaniu w zamoznym domu w warunkach pokojowych.

              Sa oczywiscie tez indywidualne roznice. Moja siostra wychowana byla podobnie do mnie i dla niej zmiana pracy byla tragedia ktora spowodowala nerwice. Ja w zyciu wiele razy prace zmienialam. No troche stresu bylo majac kredyt mieszkaniowy, ale bez przesady.
      • princesswhitewolf Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 17:43
        > Są sytuacje, które zabijają i naznaczają na resztę życia.

        zgadza sie. Problem polega na tym jednak, ze wiekszosc ludzi nie przechodzi tych wlasnie sytuacj i podbramkowych i bardzo trudnych a dramatyzuje przy naprawde pierdolach typu: stracilam prace ( rzecz nabyta, znajdzie inna jak bedzie szukac). Rzucil mnie chlop ( chlop nie zajac). Wtedy nalezy im pokazac wlasciwa perspektywe
        • bi_scotti Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 17:50
          princesswhitewolf napisała:

          > Problem polega na tym jednak, ze wiekszosc ludzi nie przechodzi tyc
          > h wlasnie sytuacj i podbramkowych i bardzo trudnych a dramatyzuje przy naprawde
          > pierdolach (…) Wtedy nalezy im pokazac wlasciwa perspektywe

          Ja akurat tak nie mysle. Kontrolowac moge wylacznie siebie, my reactions. Nie mnie "pokazywazywanie komukolwiek jakiejkolwiek perspektywy" jako, ze skad ja (JA!) niby mam wiedziec, ktora to jest ta "wlasciwa" tak ogolnie a dla tego kontretnego czlowieka szczegolowo? Ludzi mozna/nalezy wysluchac, dac im czas, wesprzec gdy artykuluja klarownie czego oczekuja ale wszelkie rady czy inne "pokazywania" to, moim zdaniem, nalezy stosowac wylacznie przed lustrem wobec samej siebie, szczegolnie/especially w sytuacjach gdy czlowiekowi sie wydaje, ze "wie lepiej" albowiem w 99 przypadkach na 100 we know nothing … Life.

          --
          "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
          Leonard Cohen
          • princesswhitewolf Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 18:25
            Wiadomo za kazdy jest indywidualnoscia i ma inna wrazliwosc na inna sprawy. Nie chodzi o to ze ktos " wie lepiej" ale o to by nie byc zwyklym egoista niezainteresowanym drugim czlowiekiem. Mi w zyciu bardzo pomoglo w moich dramacikach ( wszyscy przezywamy w zyciu dramaty i dramaciki) gdy przyjaciele pokazali mi inna perspektywe. Np. Niedawno przezywalam zachowanie pewnej osoby wobec mnie ( dramacik w moim wlasnym sosie), a przyjaciel uswiadomil mi big picture, czyli co powoduje zachowaniem tej osoby i co ona przechodzi aktualnie i dlaczego jest taka... dla wszystkich. Wiedzial lepiej niz ja... jakby nie bylo. Otworzyl mi oczy na to na co nie wiedzialam
        • takamania Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 18:04
          princesswhitewolf napisała:

          > . Problem polega na tym jednak, ze wiekszosc ludzi nie przechodzi tyc
          > h wlasnie sytuacj i podbramkowych i bardzo trudnych a dramatyzuje przy naprawde
          > pierdolach typu: stracilam prace ( rzecz nabyta, znajdzie inna jak bedzie szuk
          > ac). Rzucil mnie chlop ( chlop nie zajac). Wtedy nalezy im pokazac wlasciwa per
          > spektywe
          No widzisz . To nie jest dobre porównanie. Ja np. lepiej przezylam chorobę nowotworową niż utratę pracy. Źle się aklimatyzuje. Wypracowanie relacji z ludźmi bardzo duzo mnie kosztowało . Coś jak ludzi z ZA. I utrata tego kosztowała mnie depresję. A ciosy wobec mnie czy męża i tak łatwiej znoszę niż te , które dotyczą moich dzieci ( przy czym jedno jest biologiczne , drugie nie.).
    • anomalia_pogodowa81 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 15:51
      "Co cię nie zabije, to cię wzmocni" to wyjątkowo skur...yńskie, nieprawdziwe powiedzenie. W naturze jest tak, że jeśli nawet coś cię nie zabije, to na pewno cię osłabi.
      Ja widzę, że im bardziej dostaję w dupę od życia, tym trudniej jest mi znosić kolejne porażki. Nie łatwiej, ale właśnie trudniej. Z wiekiem jestem słabsza, a nie silniejsza. Jasne, doświadczenie wzbogaca w szeroki wachlarz reakcji na trudności, rozwiązań, sposobów rozwiązywania problemów, daje też może dystand do życia w ogóle, to jest bardzo ważne.
      Ale psychicznie każda kolejna porażka czy tragedia pozostawia po sobie wyrwę, blizny i żyje się potem jakby trudniej, trochę smutniej.
      Jasne, życie jest cholernie twarde - człowiek, pies, wszystkie stworzenia, są w stanie znieść niewyobrażalnie wiele i się nie załamać. Ale masz rację - jest określona ilość razy, kiedy da się sensownie powstać po padnięciu.

      Nie wiem, dla mnie to jest żywy temat ostatnio niestety. Trudno jest.
      • bi_scotti Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:04
        anomalia_pogodowa81 napisała:

        > "Co cię nie zabije, to cię wzmocni" to wyjątkowo skur...yńskie, nieprawdziwe po
        > wiedzenie. W naturze jest tak, że jeśli nawet coś cię nie zabije, to na pewno c
        > ię osłabi.

        Bo ja wiem … ? Gdy ktos przywoluje to powiedzonko zawsze mysle o moim Srednim. Facet ma 32 lata, 32 lata mozolnego skladania kolejnych minut w dyskomforcie, bolu, ograniczeniach fizycznych/motorycznych, przechodzeniem infekcji, z ktorych kazda moze zabic (a nie zabiwszy, z jednej strony wzmacnia, z drugiej oslabia …). I tak, co go dotad nie zabilo, codziennie go wzmacnia. To jest dorosly mezczyzna, codziennie moglby podjac decyzje zeby sie po prostu zabic, bo ilez mozna zyc z takimi ograniczeniami? No ale mozna. Mimo pelnej swiadomosci, ze lepiej to juz bylo (wedlug wszystkich smart & good doctors, najlepsze lata moj Sredni ma juz za soba - fizycznie teraz juz bedzie tylko gorzej), facet trwa, kocha, pracuje, jest volunteer, podrozuje, zyje sobie takim "zwyczajnym zyciem" wlasnie dlatego, ze co go dotad nie zabilo, nieustajaco jednak go wzmacnia. Moj syn = my hero smile Ostatni raz uzalal sie nad soba chyba jakos w wieku 14-15 lat; gdy raz podjal decyzje, ze bedzie zyl, przestal sie skupiac na tym, co go wciaz dobija/zabija - skupia sie na swoich "powers" … mimo, ze ich tez z czasem (fizycznie!) ubywa … Life.


        --
        "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
        Leonard Cohen
        • yuka12 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:19
          Bi, ale twój syn wie, że ma ograniczenia. Ma również świadomość ich skutków. Ma więc też możliwość decyzji, co z nimi zrobi. Większość z piszących w tym wątku doświadcza rzeczy nieprzewidywalnych - ot taka cegła która spada na łep na pustej ulicy. I muszą ad hoc sobie ze skutkiem tego uderzenia radzić. Kolejnym razem może to być nóż w plecy, innym razem zemdlenie bez wcześniejszych symptomów. Albo śmierć kogoś bliskiego, nieoczekiwana zapaść finansowa - już tak bardziej dosłownie. Nie, nie można się na takie sytuacje ZAWSZE przygotować i tak ciąg takich i podobnych zdarzeń zostawia ślady. Nawet sekwencja, drobnych dla postronnych, niefortunnych zdarzeń i ciągłe zycie pod napięciem.


          --
          "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
          • bi_scotti Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:40
            Ja sie odnosze wylacznie do interpretacji powiedzonka o niezabiciu vs. wzmocnieniu. To, ze kazdy ma swoje zycie i musi sobie z nim radzic na wlasna miare jest unquestionable smile
            Ja jestem tak bardziej z frakcji "stiff upper-lip" tudziez z wyznajacych filozofie, ze "blogoslawieni, ktorzy sie niczego (dobrego!) nie spodziewaja, albowiem nie zaznaja rozczarowan" i "expect the worst, hope for the best". Podejrzewam, ze moje bycie taka wlasnie mialo/ma jakis tam wplyw na mojego syna wink Pisze tu o nim wylacznie jako counterpoint do jednoznacznego bashing tego nieszczesnego "co cie nie zabije, to cie wzmocni" - obiektywnie rzecz biorac, tak w sumie w zyciu jest. Nawet najbardziej pokonani i sponiewierani, dopoki trwamy, jakas moc a nas jest.
            Wczoraj sluchalam w radiu wywiadu z kobieta, ktora juz iles tam razy otarla sie o smierc (cancer), jej corka umierala na jej rekach (sepsa) i inne takie tam "zyciowe doswiadczenia"... no i ta kobieta tak bardzo na spokojnie powiedziala w pewnym momencie to, co wszyscy doskonale wiemy ale na codzien staramy sie o tym nie myslec "kazdy z nas umrze, sooner or later ale ku temu wlasnie zmierzamy" - gdy sobie czlowiek to tak dokladnie, tak namacalnie uswiadomi, wtedy lepiej wie co robic z kazdym dniem, chocby i najbardziej challenging. Problem w tym, ze tego banalu nie chcemy sobie wyartykulowac, unikamy tego jak ognia a potem zal, ze life sucks … Well … moze lepiej, ze it sucks ale jest, niz by go juz mialo nie byc, eh … Cheers.

            --
            "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
            Leonard Cohen
            • yuka12 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 19:12
              Widzisz, ja uważam, że czasem lepiej jest umrzeć niż bezgranicznie cierpieć. Godna śmierć w odpowiednim czasie jest ogromną wartością. Piszę o tym, bo widziałam dużo cierpienia u ludzi którzy chcieli umrzeć, ale im nie pozwalano i spokojną determinację tych, którzy chcieli odejść na własnych warunkach. I ci ostatni umierali szczęśliwi.
              Podziwiam walkę ludzi o życie pomimo wszystko, przezwyciężanie słabości, przeciwieństw i chorób ale też rozumiem rezygnację i chęć odpoczynku od tego lub tych, którzy żyją z bliznami różnego typu zaprzestając walki o ich leczenie.

              --
              "najlatwiej patrzec przez etykietki, ktore rozdano, swiat jest wtedy taki prosty, a zycie nieskomplikowane" by Undoo
              • bi_scotti Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 20:57
                yuka12 napisała:

                > Widzisz, ja uważam, że czasem lepiej jest umrzeć niż bezgranicznie cierpieć. Go
                > dna śmierć w odpowiednim czasie jest ogromną wartością.

                Zgadzam sie w 100%; problem w tym gdzie dla kogo sa granice owego "bezgranicznego cierpienia". W zyciu rowniez/miedzy innymi sie cierpi. There is no other way. Cierpi z roznych powodow, w roznym wymiarze etc. Wiem, wiem, banal ale mam wrazenie, ze momentami ten watek zmierza ku idei, ze moze jednak daloby sie zyc bez cierpienia. Well, nie da sie. Jest to jakis prog maturity gdy czlowiek to sobie jasno uswiadamia. A nastepnym krokiem jest uswiadomienie sobie jak "ja" jestem w stanie deal z cierpieniem, ktorego doswiadczam tudziez w jakim momencie/z jakiego powodu osiagne poziom "over". Z mojej perspektywy, codzienne wstanie i nie popelnienie samobojstwa jest decyzja rownoznaczna z podjeciem ryzyka, ze znow z jakiegos powodu dzis spotka mnie przykrosc/cierpienie/bol/zawod/krzywda … tak samo zreszta jak i z nadzieja, ze dzis spotka mnie szczescie/radosc/przyjemnosc/cos dobrego smile Na dwoje babka wrozyla wink Codzien jestem gotowa na this and/or that. Ale moze przyjsc dzien gdy tej gotowaosci na "zle" mi zabraknie i wtedy podejme te ostatnia decyzje. Dopoki jednak jej nie podjelam, staram sie "nie marudzic" (mowie o sobie bez zadnego podstekstu i oceniania innych!), bo zawsze jeszcze jest szansa na nastepny dzien … Cheers.

                --
                "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
                Leonard Cohen
                • takamania Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 19.10.19, 08:36
                  Dla mnie ten moment, o którym bi_scotti odpisujesz"obudziłam się po to by przeżyć" był dniem, w którym musiałam iść do psychiatry. I to było po kilkuletniej terapii. Myślę,że te wcześniejsze lata , doświadczdnia ,z którymi poradziłam sobie pozornie lub zrobiły trwałe zmiany w mózgu ( jakieś zniszczone neuroprzekaźniki ) ,że tego terapia nie dało się odbudować. Taki stan podwyższonego napicia pamiętam już jako dziecko. Z resztą po tym wątku w nocy wróciły ,w śnie przykre doświadczenia. Dzisiaj są pierdołą ale ciągle wracają.
          • takamania Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:42
            Ja mam takiego męża. Ze szczeskiwego, wyhuhanego jedynaka został jako dziecko bez matki, potem z kolejnymi partnerkami ojca, którym nie specjalnie na nim zależało. A potem było tylko gorzej....i dla niego wiecznie jest szklanka do połowy pełna. Oczywiście nie wiem co byłoby gdyby mnie bądź synom coś się stało. Ale jak dla mnie to już jest gdzieś na poziomie biologii...Bo ze mnie po takich historiach nie byłoby co zbierać
      • aandzia43 Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 16:44
        > Ale psychicznie każda kolejna porażka czy tragedia pozostawia po sobie wyrwę, b
        > lizny i żyje się potem jakby trudniej, trochę smutniej.

        Mam tak samo. To ze wychodzę z każdej z wiedzą i doświadczeniem i czasem z nowymi mechanizmami radzenia sobie z jakąś przeciwnością nie zmienia faktu, że sił mi ubywa, że z każdym ciosem jestem bardziej obnażona i mam cieńszą skórę. Mam mniej niż kiedyś na starcie zwyczajnej psychicznej odporności na stres. Więc akurat w moim przypadku stwardnienie życiowe i chłód to nie rzeczywista większa odporność tylko zwyczajne wycofanie i wytworzenie w sobie obojętności na bodźce które mogłyby mnie doprowadzić do sytuacji wystawienia się na cios.


        --
        "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
    • hrabina_niczyja Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 18.10.19, 17:27
      Można sie wreszcie zamienić w twarda jak skała babę. Kiedys jak miałam beznadziejna pracę to szukałam innej, jak mnie zwolnili to szukałam innej, aż kolejnym razem po redukcji etatów nie szukałam--założyłam firmę i żyje lepiej i spokojniej. Jak mnie mąż zostawił to mi się świat zawalił, potem trochę mniej się zawalił po kolejnym rozstaniu. Z każdym następnym kolesiem mówiłam spierdolił wszystko, to trza szukać kolejnego. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że człowiek zmienia się w taki kamień, egoista też jest strasznym. Dziś po tych wszystkich latach, przeżyciach najważniejsze dla mnie jest bycie niezależna, z własnym groszem, mieszkaniem i samochodem, bo daje mi wolność. Reszta jak jest to fajnie, jak nie ma to też się żyje.
    • wapaha Re: Padłaś/eś powstań - ile można? 19.10.19, 09:23
      Jaka cena ? Dlaczego patrzysz na życie w kategoriach handlu ? W ten matematyczny sposób zawsze będzie coś na minusie . A głowa pracuje w ten sposób, że jak "minus" to od razu negatyw a stad już bliska droga to dołka psychicznego

      Spójrz bardziej linearnie - idziesz do przodu, nie cofasz się, raz się wspinasz a raz schodzisz, a po drodze zbierasz różne rzeczy - czasem jabłko piękne a czasem z robaczkiem - ale to wciąż jest jabłko - możesz nasycić głód, zaspokoić pragnienie, poczuć smak i zapach - a jak nawet ugryziesz tego robaczka - to chwila skrzywienia , lekki niesmak ale idziesz dalej. Po następne owoce

      Całe życie to suma doświadczeń- nie złych, nie dobrych- tylko łatwych i trudnych -

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka