Dodaj do ulubionych

Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się uratować

19.10.19, 00:07
W moim małżeństwie dzieje się bardzo, bardzo źle.
Nie ma bliskości, pozytywnych uczuć, nic, pustka. Rozmowy tylko na temat bieżących spraw, dzieci.
Po 24 latach razem, a w małżeństwie 19 czuję, że doszłam do ściany. Nie dam rady dłużej tkwić w takim układzie. Bardziej to przypomina spółkę z oo niż związek dwojga ludzi.
Mąż uważa, że jest normalnie, ok, nie widzi problemu. O terapii nie ma mowy.

Myślę o rozwodzie. Nie chcę dłużej z nim być. Nie kocham go. Nawet chyba nie lubię, bo jego obecność mnie denerwuje.

I teraz się zastanawiam, czy to co przechodzimy to potężny kryzys, który minie i będzie ok, czy nastąpiła totalna rozwałka i nie da się tego posklejać i naprawić.
Nawet nie wiem czy to ma sens, bo mąż się nie zmieni. Taki układ mu pasuje. A sama nie chcę na siłę naprawiać. Bo jak? Pewnie wyglądałoby to tak, że ja organizuję randki, wyjazdy, on biernie korzysta a sam z siebie nic, zero, bo po co? Tak nie będzie, bo we mnie się coś totalnie przez te lata wypaliło.

Próbowałam wiele razy rozmawiać z mężem o nas - nic, cisza, olanie sprawy. Chciałam się dogadać w sprawie rozstania - nie, bo jest ok. Stwierdził też, że się nie wyprowadzi, bo ma prawo ze mną mieszkać (mieszkanie jest tylko moje) i nie mogę go wywalić. Nie wyobrażam sobie z nim mieszkać i jednocześnie się rozwodzić - zrobi mi i dzieciom emocjonalne piekło.

Czy można wyjść z takiego bagna? Da się to małżeństwo jeszcze naprawić? Jak?

Obserwuj wątek
    • ida_listopadowa Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 00:41
      Zwiazku nie da sie uratowac, kiedy w slowach, rozmowach jest pogarda. Poza tym sie da - oczywiscie nie mowie o sytuacjach jasnych, kiedy jest przemoc.
      Z tym, ze aby sie dalo, musza chciec obie strony i obie wniesc wysilek. Jezeli twoj maz absolutnie nie chce nic dla was zrobic, to niestety kanal.
      Faktycznie prawo jest tak skonstruowane, ze nie mozesz go wyprosic ze swojego mieszkania - maz ma prawo do mieszkania w mieszkaniu zony. Jezeli nie zgodzi sie na rozwod bez orzekania, czeka cie 2 lata takiego wspolnego mieszkania z zaostrzajaca sie sytuacja.
      Perspektywy po rozwodzie sa tez takie, ze alimentow pewnie nie zobaczysz, a o nowego partnera w tej sytuacji bardzo trudno.

      Zastanow sie, czy nie da rady jednak czegos zrobic. A potem decyduj.

      Ale... po rozwodzie zyskasz swiety spokoj - to tez rodzaj szczesciasmile
      • tairo Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 16:40
        > Faktycznie prawo jest tak skonstruowane, ze nie mozesz go wyprosic ze swojego mieszkania -
        > maz ma prawo do mieszkania w mieszkaniu zony. Jezeli nie zgodzi sie na rozwod bez orzekania,
        > czeka cie 2 lata takiego wspolnego mieszkania z zaostrzajaca sie sytuacja.

        Nie, nie ma bezwarunkowego prawa do mieszania w mieszkaniu żony.

        KRiO:
        Art. 28.1. Prawo do korzystania z mieszkania małżonka
        Jeżeli prawo do mieszkania przysługuje jednemu małżonkowi, drugi małżonek jest uprawniony do korzystania z tego mieszkania w celu zaspokojenia potrzeb rodziny. Przepis ten stosuje się odpowiednio do przedmiotów urządzenia domowego.

      • samawsnach Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 07:33
        "Zwiazku nie da sie uratowac, kiedy w slowach, rozmowach jest pogarda. Poza tym sie da" Nie. Jesli małżonków nie łączy nic pozytywnego w obszarze emocjonalnym , to sam brak pogardy i przemocy nie wystarczy.
        Niktniewieomnie, czasem zmiana w tobie jest w stanie pociągnąć zmiany w drugiej osobie - choćby w tym, by chciało jej się chcieć zadbać o związek. Więc może twój pomysł, żeby coś dla was zorganizować - wyjście, wyjazd mogłoby coś przełamać, Albo być papierkiem lakmusowym kondycji waszego związku.
    • pani_tau Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 06:43
      Jeśli mąż nie wykaże zaangażowania to w pojedynkę nic nie zrobisz.
      Natomiast zastanawiam się czy jest jakiś klucz, który mógłby twojego męża otworzyć. Nie chciałabyś się skonsultować z mediatorem? Może by coś podpowiedział, pomógł spojrzeć na całokształt problemu.

      Na marginesie, to raz zajrzałam do komentarzy na Pudelku dotyczących jakiejś plotki, i tam zobaczyłam leżące poza kontekstem, nieoczekiwane stwierdzenie: Mam męża a jakbym go nie miała.
      Ktoś odpisał: Cóż poradzisz, 95 procent małżeństw tak ma.

      Z perspektywy własnych doświadczeń "związkowych" mogę tylko powiedzieć, że samotność w parze jest dużo gorsza niż samotność w pojedynkę.
      Ta ostatnia zreszta może się okazać nie taka zła jak wszyscy głoszą.
        • snakelilith Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 15:38
          Ale pani nie jest niedojrzałą nastolatką, która zachowuje i odkochuje się w sekundzie, tylko dorosłą kobietą, która żyje z tym facetem 24 lata. Normalnie jest tak, że już wspólne życie pogłębia więzy między ludźmi, więc nawet gdyby romantyczna miłość kiedyś wygasła, zostaje zawsze jeszcze silne przywiązanie i uczucie bliskości. W tym przypadku pani jest zwyczajnie mocno rozczarowana związkiem, zła na pana, co można zrozumieć, ale to wpływa na jej percepcję swojego uczucia/braku uczucia. A przecież kiedyś go tam kochała, on ją kochał i warto spróbować najpierw przypomnieć sobie to uczucie zanim ostatecznie się zrezygnuje z małżeństwa. Nie neguję, że jest to w tym przypadku bardzo trudne, zwłaszcza, gdy on odmawia współpracy, ale może trzeba skorzystać z pomocy specjalisty, który dałby jakiś pomysł na nawiązanie komunikacji między małżonkami.
          • jola-kotka Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 15:48
            Pani go nie kocha jemu jest tak dobrze terapia nie wchodzi w gre. Tak napisala. Nie ma to z nastolatkami nic wspolnego. Tu romantyczna milosc wygasla , uczuc nie ma jest przywiazanie pana do wygody u boku zony. Co tu mozna ratowac? Zakladam ze facet czuje ze zona go nie kocha i to tez ma wplyw na jego postawe . Moja odpowiedz na zadane pytanie brzmi . Nie da sie tego ratowac. Ratowac mozna cos wtedy gdy emocjonalnie jeszcze cos ludzi laczy i gdy oboje chca i pracuja nad tym.
            • snakelilith Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 16:11
              Jeszcze raz. Pani jest rozczarowana, pan nie przyjmuje niczego do wiadomości, chowa głowę w piasek. Nie wiemy dlaczego. Zakładanie, bo ma wygodną służącą jest dziwne, bo przecież mężczyni też mają jakieś potrzeby bliskości, uczucia i namiętności. Oczywiście, ona nie musi bawić się w terapeutkę dla swojego faceta, nie od tego jest, ale może gdy groźby zamieni w konkretne działanie, to wyrwie go z letargu. Albo i nie. Jakiś wstrząs by się tu jednak przydał. Ale myślę też, że po 24 latach nie podejmuje się decyzji tak prosto i ani ty ani ja, nie wiemy, czy tego nie da się uratować.
              • jola-kotka Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 17:40
                Bo mamy dwa rozne podejscia do tego. Ty uwazasz ze nie kochajac mozna z kims zyc, ratowac zwiazek. Spoko mozna sa takie pary . Ja bym zapytala po co? Ty mi odpowiesz bo nie jestesmy nastolatkami. Ja uwazam ze jak nie kocham to nie ma co ratowac. Obie mamy racje a reszta zalezy od potrzeb, sytuacji i charakteru. Czy tego konkretnego sie nie da to nie wiemy , masz racje.
                • snakelilith Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 17:59
                  Uczucia są czymś płonnym, zmiennym, czasem trudnym do uchwycenia i zdefiniowania. I nie należy mylić przy tym miłości z zakochaniem. W końcu autorka też była kiedyś prawdopdobnie w tym facecie zakochana. Ty masz mocno romantyczne podejście do miłości, ja jestem osobą z dużą potrzebą konsekwencji, nie rezygnuję też tak łatwo z czegoś, w co włożyłam już tyle życiowej energii.
      • ixiq111 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 21.10.19, 08:04
        Klucz, który mógłby tego męża otworzyć?
        Już podaję:
        - pani kończy z fochami i dalej w 100% obsługuje pana męża i resztę rodziny,,
        - organizuje extra wyjazd, wyjścia we dwoje i tam inicjuje atrakcje, sex, wszystko,
        - nie oczekuje nic w zamian
        - dziękuje panu, że z nią jest i pozwala jej się obsługiwać i dopieszczać.
    • anika772 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 07:29
      Dałoby się ratować, gdyby pan zechciał dostrzec problem. Możliwe, że otrzymanie pozwu rozwodowego pomoże; ale może nie.
      Co do mieszkania- że co? Stwierdził że się nie wyprowadzi z Twojego mieszkania? Paradne. W dodatku potrafi urządzić "emocjonalne piekło"?
      Zaproponuj terapię; i tak się nie zgodzi, ale dobra. Potem pozew rozwodowy.
      Albo- znajdujesz kochanka i żyjesz na dwa życia.
    • bistian Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 07:45
      Jesteś już przy ścianie, więc możesz zrobić baranka. smile
      Trudno coś naprawiać, gdy męża nie lubisz i denerwuje Cię jego obecność, mąż sam nie jest w stanie nic zrobić w takiej sytuacji.
      Według mnie, gdy już wchodzi niechęć wobec partnera i traktowanie jak powietrze, to już czas naprawiania dawno minął. Teraz Wam już by tylko pomogła wspólnie przeżyta wojna czy ciężka choroba, po których by się okazało, że się sprawdziliście i jesteście dla siebie oparciem, normalne i spokojne życie w czasie pokoju, już nie.
      • agaagaaga123 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 11:10
        Moje zdanie jest inne. Każde małżeństwo można uratować, jeżeli obie strony chcą je uratować.
        Nawet najbardziej oddalona od siebie i poirytowana sobą para może się ponownie zbliżyć, jeżeli oboje (tzn i jedna i druga strona aktywnie) się ockną i przypomną sobie, czemu zaczęli być razem. Wtedy można wypracować z powrotem emocje i wszelkie motyle oraz serdeczność, usuwając nabytą nudę, irytację, spowodowaną zaniedbaniem lub brakiem komunikacji.
        Natomiast moim zdaniem jest to niemożliwe, kiedy ktoś kogoś w tym małżeństwie świadomie krzywdzi a osoba krzywdzona nie zgadza się na to dłużej.
        Tak samo jest przy trwałej utracie zaufania. Znam sytuację, kiedy taka para wieloletnia właśnie się próbowała pogodzić po różnych wybrykach pana (m.in. alko) i pan, zadbawszy uprzednio o poprawę relacji, zdjął ukradkiem gumkę w czasie seksu, bo sobie wykoncypował, że w ten sposób żonę udupi na jakiś czas i nie będzie musiał nic po swojej stronie zmieniać. Dodam, że żonie kolejna ciąża groziła poważnymi komplikacjami włącznie z zagrożeniem życia oraz zdrowia psychicznego, nie była to młoda kobieta. No i w takiej sytuacji uważam, że uratowanie małżeństwa nie jest możliwe bo nie jest możliwe odbudowanie zaufania.

        Tak czy inaczej sprowadza się to do tego, że można wszystko ale tylko przy aktywnej dobrej woli i pracy obu stron.
      • niktniewieomnie Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:08
        Nie.
        Mąż jest facetem, który uważa, że jeśli pracuje (etat) to jest ok.
        Obowiązki domowe, dzieciaki - to moje obowiązku. Tylko ja też pracuje i po prostu nie daje rady.
        Czuję się jak wielofunkcyjny robot domowy z funkcją bankomatową.
        Mąż paskudny taki wzorzec wyniósł z domu. Mnie natomiast matka wytresowała do bycia "dobrą córką" a potem żoną.
        Tak naprawdę to ja się zmieniłam, a raczej próbowałam zmienić dotychczasowe zasady poprzez rozmowy, prośby - nic zero reakcji.


        • misterni Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:52
          O, to paskudnie.
          Pan, leniwy egoista, czerpie profity ze związku, sam nie dając od siebie nic. Niestety, Ty mu pozwoliłaś ugruntować taką postawę, bo tak zostałaś wychowana.
          Ja się rozwiodłam w takiej sytuacji. Mieszkanie też było moje, pewnego dnia po prostu spakowałam i odebrałam klucze. Przez jakiś czas próbował się dostać, potem odpuścił. I ten moment, był chyba z jednym z najlepszych w moim życiu, no nie mogłam już patrzeć na tego człowieka.
          Wcześniej też próbowałam się dogadywać, ale nic to nie dawało. Jak zaczęłam grozić rozstaniem, to się śmiał, że ma ma mnie "kwit z magistratu". Nie wierzył, że się zdecyduję w końcu.
          Jeśli czujesz się na siłach, spróbuj jeszcze raz. Jeśli nie, rozstań się, szkoda życia.

          --
          Wszystko można, co nie można, byle z wolna i ostrożna.
          Misterni
    • valtho Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 11:43
      Druga strona musi tez chcieć coś zrobić. Jeśli dalej nie chcesz tak żyć, możesz spróbować jeszcze dać ostatnią szansę. Ale bez żartów tzn proponujesz np terapie/mediacje etc dajesz konkretny termin na decyzje i jak nic się nie zmieni znajdujesz adwokata.
      Kiedyś w podobnej sytuacji tak zrobiłam - nie wierzyłam, ze to koniec i nie potrafiłam odejść. Zrobiłam ten ostatni krok - zaproponowałam terapię, dałam tydzień na decyzje. Po tygodniu okazało się, że druga strona ani przez chwile nie rozważała mojej propozycji. Usiedliśmy i uzgodniliśmy zasady rozstania. Dla mnie było to ważne, żeby dać jeszcze tę jedną szansę. Ale tez postawiłam sobie ultimatum - nie ma terapii - odchodzę.
    • magda_100 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 12:26
      W moim małżeństwie dzieje się bardzo, bardzo źle.
      Nie ma bliskości, pozytywnych uczuć, nic, pustka. Rozmowy tylko na temat bieżących spraw, dzieci.


      Podejrzewam, że w Twoim małżeństwie jest jak w wielu innych. Pan uważa, że jest dobrze bo ma gdzie mieszkać, ma posprzątane, uprane, uprasowane, ugotowane i podane pod nos. Za bardzo nie uprzykrzasz mu życia - jak sobie pogadasz to on w końcu nie musi tego słuchać a już na pewno się tym przejmować. Jemu do szczęścia nie jest potrzebna żona a służąca. No i ma służącą.
      Tylko głupi by się wypisał z takiego układu, tym bardziej, że nie miałby nie tylko służącej ale i dachu nad głową (mieszkanie jest Twoje).
      Napisz jeżeli się mylę.
      Ile macie dzieci i w jakim wieku?
        • magda_100 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 21.10.19, 08:07
          Zastanów się jak chcesz żyć dalej. Dzieci niedługo wyfruną z gniazda i zostaniesz sama z nim - fajna perspektywa?
          Ja miałam podobnie ale mój poszedł dalej - chcąc mnie "naprostować" postraszył, że chce się wyprowadzić i zostawi mnie samą z dziećmi. Nie wziął jednak pod uwagę, że ja to wzięłam na poważnie. Przy próbie sklejania po kilku sesjach odmówił terapii - bo jemu psycholog nie jest potrzebny. Teraz jestem rozwiedziona, dzieci są ze mną, układam sobie życie. Fakt - było ciężko, ale za miesiąc będzie pierwsza rocznica rozwodu i chyba wyślę mu szampana, bo gdyby nie jego działania to ja bym chyba trwała w tym układzie "ze względu na dobro dzieci". A teraz uważam, że dzieci więcej zyskają widząc, że rodzina nie wygląda tak - pan i władca, dzieci oraz służąca. Mam nadzieję, że nie wyprodukuję kolejnych takich jak ja czy Ty siłaczek.
          Pozdrawiam i życzę mądrych i przemyślanych decyzji
    • whitney85 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 15:11
      Właśnie niedawno stanęłam przed takim dylematem. Mieszkanie też moje, na szczęście mąż wyprowadził się bez sprzeciwu.
      Ważne jest ze względu na dzieci, żebyście się dogadywali, szanowali.
      Ja też mojego już nawet nie lubię ale staram się, by nie było tego widać.
      Zaczynam nowe życie i jestem z tego powodu podekscytowana. Nawet jeśli będę sama to będzie po mojemu, bez czyjegoś wiecznego focha i tej właśnie bierności, o której piszesz. Ja na razie staram się otaczać fajnymi kobietami i dzięki temu jest mi lżej.
    • alba27 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 15:59
      Ja też doszłam do ściany w pewnym momencie i postanowiłam dać sobie rok. Przez też rok starałam się być wzorową żona 😁 starałam się tłumaczyć, rozmawiać i dbać o siebie. Znalazłam sobie hobby, zaczęłam więcej wychodzić, więcej słuchać, czytać, obserwować. Po roku wiedziałam że albo dalej będę płakała w łóżku z powodu samotności albo odejdę. Potem kolejny rok był już masakryczny, ale dałam radę. Jestem 4 lata po rozwodzie. Cudownie jest. Pomysl czy chcesz się z nim zestarzeć, jeśli nie to zadbaj o siebie.
    • miqotka Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 19.10.19, 16:52
      Jeżeli męża nie lubisz i nie kochasz to raczej nic się już nie da naprawić. Może opowiem Ci o mojej sytuacji, która jest bardzo podobna do twojej.
      Po 10 latach ocknęłam się tak jak Ty. Zdałam sobie sprawę, że męża nie kocham, nie lubię, nie lubię z nim przebywać, rozmawiać. Że jest lepiej jak go nie ma, że mnie denerwuje sama jego obecność, jego głos i śmiech. On nie zrobił nic nagle co mogłoby mnie od niego odrzucić. Po prostu taki jest. Nudny. Mało interesujący. Nie zainteresowany również mną. Rozmowy też tylko bieżące. I zrozumiałam, że tak nie chcę i tak nie powinno być.

      Powiedziałam mu, że ho nie kocham, że chcę odejść i poczułam, że kamień spadł mi z serca. Nawet przez jakiś czas od tej rozmowy patrzyłam już na niego przyjaźniejszym okiem. Dziwne to było, ale gdy już wiedziałam, że nie będę jego to poczułam ulgę i byłam spokojna.
      Nie trwało to długo jednak, bo zaczął mi robić jazdy, doszło nawet do rękoczynów z jego strony, gdy dowiedział się, że się z kimś spotykam.

      Wciąż jednak zastanawiałam się czy dobrze robię i w końcu postanowiłam spróbować jeszcze raz z nim. To była strata czasu. Był Nowy Rok, który do tej pory żałuję, że spędziłam z nim. Ale zrobiłam to dla dzieci. Złapał mnie za rękę wtedy ( a już od wieków nie dotykaliśmy się w ten sposób), pocalowal mnie i powiedział do dzieci " mama kocha tatę ". Nie zapomnę tego do dziś. Czułam się zdrętwiała, nie chciałam by mnie całował i czułam, że to jest kłamstwo co mówi do dzieci. Po tym czasie już wiedziałam, że trzeba to już zakończyć. On też wcześniej mówił, że się nie wyprowadzi ( dom jest na nas oboje). Ale musiał sobie w którymś miejscu znaleźć kogoś, bo w końcu wyprowadził się do innej kobiety.
      Mieszkanie z nim I słuchanie ich rozmów to była porażka. Jeździł do niej co weekend zamiast ostatnie miesiące spędzić z dziećmi.
      Potem był rozwód, na który nawet nie przyjechał.

      Ja mam najlepszego mężczyznę na świecie teraz. Zaakceptował mnie i dzieci (oczekujemy teraz wspólnego bobo ). Gadamy w nieskończoność, śmiejemy się, wszystko robimy razem i w końcu jest tak jak powinno. Dzieci go kochają, a on je. Mamy wspólny dom i w końcu mam kogoś, na kogo czekam, aż wróci do domu, trzymamy się za ręce i cmokamy co chwilę. Może tak jest, bo to jest świeże, a może po prostu on jest innym człowiekiem, którego się po prostu chce traktować inaczej.

      Ale się rozpisalam. Moja mama też się rozwiodła po 30 latach, więc nigdy nie jest za późno. A jest sobie na weekend w Bieszczadach z nowym mężem, a z moim ojcem to nigdy na wycieczkę nie pojechali przez całe małżeństwo.

      Mam nadzieję, że dobrnęłaś do końca. Głowa do góry. Jeszcze możesz się zakochać, a nawet jak nie to życie w pojedynkę może być lepsze, niż z kimś na kogo nie możesz patrzeć. Trzymam kciuki

      Ps. Mogą być jakieś literówki przepraszam. Nie chcę mi się tego czytaćwink
      • malia Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 13:05
        Mąż nie okazuje uczuć, nie pokazuje, że kocha, jest obojetny, nie angażuje się w nic, nie rozmawia, nie żartuje, nie zależy mu na wspólnym spedzaniu czasu. serio sądzisz, że wtakim wypadku problemem małżenstwa jest żona?
        Brak miłości u obojga tak, ale nastawienie żony? Jak wobec tego określisz nastawienie tego konkretnego męża
    • anorektycznazdzira Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 08:13
      Ale jak taki zdechlak urządzi Ci "emocjonalne piekło"???
      Nie przeceniasz trochę gościa? Może to nie jest spółka z oo, tylko wytrenowany przez lata sposób szantażowania Ciebie za pomocą chłodu i obojętności? Przyjrzyj się swoim reakcjom. Może jesteś "grzeczniejsza" i bardziej uległa, bo wierzysz, że i tak nic nie zrobisz? Przypatrz się uważnie: już, zupełnie na zimno i bez większego wysiłku przekonał Cię, że i tak nic nie ugrasz z rozwodem, mało tego, że on się nie wyprowadzi bo tak mówi.
      Ja mam innych charakter, znosiłabym takie gierki tylko do czasu, aż by mi puściły nerwy i przez związek przeszedłby tajfun. Bardzo dużo można zrobić, szczególnie, jak się nie boisz i masz trochę kreatywności. A ten się całkowicie przyzwyczaił i nastawił, że nie robisz nic.



      --
      '[Zwierzęta: I to zadziała???] Nie!!! A nawet tak!!! Maurce, powiedz im. [Maurice: Tak z 50%...] by król Julian
      • niktniewieomnie Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:19
        >>Ale jak taki zdechlak urządzi Ci "emocjonalne piekło"?

        Próbowałam z nim rozmawiać, spokojnie, bez pretensji. Gdy wspomniałam, że nie wiem czy dam radę dalej z nim być na dotychczasowych warunkach i rozważam rozstanie zawołał dzieciaki i im oznajmił, że "mama już nie chce mieć rodziny i go chce wyrzucić" i inne bzdury. Szybko się wycofałam i obiecałam dzieciom, że wszystko jest ok. Wiem, jestem beznadziejna, ale nie potrafię być powodem łez moich dzieci.
        • aqua48 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:59
          niktniewieomnie napisała:

          > Próbowałam z nim rozmawiać Gdy wspomniałam, że nie w
          > iem czy dam radę dalej z nim być na dotychczasowych warunkach
          > zawołał dzieciaki i im oznajmił, że "mama już nie chce mieć rodziny i go ch
          > ce wyrzucić"

          Cóż, ta jedna jedyna akcja go dyskwalifikuje.
        • magda_100 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 21.10.19, 08:13
          No nie mogę! Weź zawołaj dzieci i męża i też coś ogłoś. Najlepiej nowe porządki - ponieważ jest dwoje rodziców i oboje pracują to każde z nich ma etat domowy co drugi tydzień - robi zakupy, sprząta, gotuje, pierze itp. Jeden tydzień Ty, drugi on. Tylko zaciśnij zęby i wytrzymaj jego tydzień, kiedy będzie brudno, nie uprane i nie będzie co jeść. Dzieci zobaczą kto co robi w domu. Albo lepiej nie tygodnie a miesiące. Tydzień bez prania jakoś da radę, miesiąca nie. Twój jest październik, jego niech będzie listopad.
          Wredny typ i wredne zagrywki.
    • nangaparbat3 Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:15
      Nikt nie wie.
      Sama jestem rozwódką, ale znam sporo małżeństw, które przechodziły okropne kryzysy, a teraz, po 30, 40, 50 latach są razem, lubią się, troszczą się o siebie, czasem nawet kochają.
      Jednak jakiś kryzys przeszli wszyscy.


      --
      "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
        • miqotka Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:49
          Musiałabyś go przynajmniej lubić, żeby nawet jak przejmie część obowiązków domowych, móc zostać przy nim. Bo jeżeli tylko o nic nie robienie się rozchodzi, to to jeszcze niż na uratować.
          Mój były robił dużo w domu, a nawet przy wizji rozstania już wiedział co trzeba zmienić. Ale w moim przypadku, to nic by nie dało. Mój były nie powiedział nigdy, że mnie kocha ( może u palców jednej ręki oraz w kartkach walentynkowych itp.) , ale przy rozstaniu wszystkim mówił, że mnie kocha i bardzo to przeżywał, bo po prostu był osobą nieokazującą uczuć.
          Dzieciom też mówił, że rozbilam rodzinę. Grał i gra bardzo nieczysto. Z takimi z daleka. Dzieci cały rozwód przyjęły bardzo dobrze. Są szczęśliwsze niż kiedykolwiek.
          Nie zawsze musi być to trauma.
    • stara-a-naiwna Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 21:27
      nie wiem czy Twój zwiazek da się uratować
      to chyab trudne skoro jedna osoba nie widzi problemu (i mimo sygnałów zobaczych ich nie chce)

      może faktycznie taki wstrząs jak pozew rozowodowy coś w nim zmieni?

      a co przed pozwem
      - zabezpiecz się finansowo
      - idź do dobrego prawnika (nie żałuj tych kilku stów więcej jesli trzeba) i się dowiedz co możesz, a co jest nieosiągalne prawnie + na co faktycznie masz się przygotować


      i jeśli obawiasz się, ze pan mąz urządzi piekło... moja mama w pracy miała kolezankę mężem alkoholikiem (czynnym bywajacym złośliwym i agresywnym) zainstalowała w domu kamery - o czym oczywiscie tamten nie wiedział, każdą agresję zgłaszała na policję. Potem miała w sądzie piękne dowody dziki którym pozbyła się męza z domu.

      wiem, zę brzmi to bardzo ostatecznie ale... jakieś wyjście też jest
    • awanturyna Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 20.10.19, 23:04
      Moje kończyło się powoli. Blisko 5 lat, z czego ostatnie 2 lata wyraźnie wskazywały koniec. Tyle potrzebowałam aby dojść do decyzji - bo dzieci, bo plany, bo marzenia o pełnej rodzinie. Tyle potrzebowałam aby przestać wierzyć, że on chce zmienić cokolwiek. Bo ja chciałam. Prosiłam, namawiałam, błagałam o terapię.
      Świadomość pełnienia "funkcji" w związku. Jego egoizm i inne "atrakcje", moje powolne dojrzewanie do decyzji - pozwoliło mi podjąć najlepszą decyzję w moim życiu. Gdyby nie ta decyzja - mnie by nie było.
    • bebi_nowa Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 21.10.19, 08:41
      Też się nad tym zastanawiam, tylko u mnie nie jest tak jednoznacznie. Też wyjścia, wyjazdy na weekendy, wakacje organizuję ja a on się zgadza albo nie. Jemu nie zależy, on lubi siedzieć w domu. Więc ja sporo też wychodzę sama, z jakimś towarzystwem. Ale robi w domu bardzo dużo, zajmuje się dziećmi znacznie więcej niż ja, zawsze tak było (ja pracuję dłużej i zarabiam więcej). Mówi że mnie kocha, inicjuje czułości. Tylko że ja od jakiegoś czasu się tym irytuję i zastanawiam się czy go jeszcze kocham. Wyszłam za niego wcześnie, w dużej mierze ze strachu że nikt inny mnie nie będzie chciał, choć go kochałam (i być może nadal kocham). Jednak wizja rozwodu mnie przeraża – dzieci, mieszkanie, samotna starość – po rodzicach widzę, jakie to trudne. Na nowy związek nie liczę, owszem jestem jeszcze w wieku ‘poborowym’, regularnie dostaję propozycje łóżkowe, ale od żonatych. Więc jestem jak stereotypowy facet, po prostu wygodniej mi w małżeństwie. Zastanawiam się, czy jeszcze da się przywrócić jakieś uczucia do tego związku.
      • bebi_nowa Re: Kiedy wiadomo, że małżeństwa nie da się urato 10.11.19, 15:17
        Proszę napiszcie coś bo jestem w okropnym stanie . Jestem na wyjeździe tylko z mężem i irytuje mnie, oganiam się od jego dotyku i czułości , wkurzaj mnie różne jego cechy i dziwactwa. Ale jednocześnie przeraża mnie wizja samotnościsad on uważa że wszystko w naszym małżeństwie jest ok A ja odliczam minuty aż wrócimy do domu i będę mogła być dalej od niego albo w pracy. Może wytrzymam choć te 4 lata do matury dziecka? Może w tym czasie jakoś magiczne się poprawi?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka