Dodaj do ulubionych

No to chyba jednak mi się sypie

09.11.19, 10:50
w małżeństwie. Może niektóre z Was miały rację i jestem terrorystą (to by się zgadzało z wersją męża), albo mój mąż jest terrorystą.

Będzie chyba bardzo długo. Przykładem będzie sprzątanie.

Mój małż pracuje ciężko, 8 godzin dziennie. Ja różnie, czasem 6, częsciej 12, 14. Ogarniam chałupę, psa, rachunki (mój małż nawet nie wie ile i kiedy płacimy).

Sytuacja: Wracam po, 12 godzinach pracy (wyszłam o 7, wracam o 20, mąż wychodził na 14. W domu syf. Muszę odkurzyć psie kłaki, wyjść z psem, pozbierać naczynia, złożyć barłóg na łóżku, no ogarnąć. Nie sprzątnąć porządnie, ogarnąć. I tak jest zwykle. Nie jest totalnym nierobem, bo różne rzeczy robi, ale raczej typu naprawy, o czasem coś ogarnie jak mu powiem (zwykle robi to obrażony), jak coś trzeba odebrać, podjechać, załatwić- robi to częściej on. Jednak- mój małż reaguje zawsze obrazą lub aferą jeśli chodzi o domowe sprawy. Każde moje słowo małż traktuje jak atak, niezależnie czy poproszę, czy się wkurzę.

Sytuacja: dzień jak wyżej. Mój małż wraca 22.30, zjada zrobiony i odgrzany prze mnie obiad, wstawia wszystkie naczynia do zlewu, resztę (duże gary, patelnie etc) na blacie, kuchence, wszędzie. Ponieważ jest to milionowy raz i o jeden za dużo, łapie mnie w.krw i niezbyt miło pytam się czy nie może po sobie po prostu włożyć do zmywarki. Afera. Jestem terrorystą. Kurtyna. Po opadnięciu kurtyny tracę głos, mam zapalenie krtani.

Dzień drugi: mój mąż twierdzi, że jest zbyt zmęczony by wyjść z psem, na zakupy tez nie pójdzie , bo woli już nie jeść (a ja?!). Ja i moje zapalenie krtani idziemy z psem, zakupy mamy w d. pie. Afera. Mój mąż wychodzi z domu rano, bo nie może ze mną wytrzymać. Kurtyna.

Dzień drugi wieczorem: chce zakończyć te idiotyczna kłótnie o duperele, pytam się czy naprawdę musimy się kłócić o gary przez trzy dni. Informuje, że jest mi przykro, ze mnie olał chorą, przepraszam za aferę o gary. Okazuje się, że przecież nie byłam umierająca, a resztę mój małż traktuje jak atak i męczenie buły i dręczenie go. Idę spać, bo jestem bezsilna wobec sytuacji.

Dzień trzeci: jest progres. Mój małż wyszedł z psem. Ale na zakupy już nie poszedł. Zabiera swoje zabawki i wychodzi. Wróci pewnie wieczorem, do pracy dziś nie idzie. Kurtyna

Serio, przyjmę na klatę, jeśli mi powiecie, że jestem terrorystą i że dręczę chłopa. Pójdę do psychologa.

Powiedzcie: czy to faktycznie dręczenie. Zwykle wszystko robię w domu sama, nie chce mo się kłócić. Nie lubię się kłócić. Zwykle nie jestem małostkowa i nie robię afer ani o gary w zlewie, ani inne pierdoly, choć z moich powyższych wynurzeń wynika coś innego, ale to tylko przykład.. Mój mąż z rzadka sprząta, zawsze nie proszony i tylko jak ma wolne. Jednak do sedna: czy to normalne, że JA SIĘ BOJĘ własnemu
mężowi powiedzieć, żeby odkurzył. Bo ja powiem- ZAWSZE jest afera jak wyżej. I moje męczenie zdarza się po prostu co jakiś czas, bo co jakiś czas mi się uleje. Gdybym mówiła na bieżąco- afery by były na okrągło. Chciałam tez podzielić się obowiązkami na stałe, żebym mu nie musiała mówić, np. o śmieciach. Była afera. Zresztą nawet nie musi sprzątać, wystarczy że nie nasyci natychmiast po tym jak ja posprzątałam.

Co wy na to, drogie koleżanki? Mam się leczyć?

A, ja wiem że problem nie tkwi w odkurzaniu. To tylko przykład z ostatnich dni. Tylko w komunikacji.

To powiedzcie, jak ja mam z nim gadać, skoro on ZAWSZE wychodzi, jak zaczynam. Sposób mojego małża jest taki: przeczekać aż zmięknę, zamieśc pod dywan i niczego nie ustalić. Wszystko zostaje wtedy po staremu.




Obserwuj wątek
        • aqua48 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:47
          antonina.n napisała:

          > Komunikuję różnie, jednak zwykle z tym samym skutkiem: obraza się i zwykle wych
          > odzi.

          Zachowanie agresywno-pasywne. Foch, unik i wpędzanie drugiej strony w poczucie winy. Zamiast rozmowy, negocjacji i konstruktywnego podejścia do problemu.
          • hamerykanka Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 15:08
            Plus dzieki temu fochowi moze wyjsc z domu nic nie robiac.
            Moj maz uskutecznial dokladnie takie zachowanie ostatnie lata. Pod koniec balam sie go poprosic o skoszenie trawnika (kupil kosiarke, wielkie bydle, ktorym ledwie manewrowalam), na koniec w weekendy przewidujac prosby o skoszenie czy drobne naprawy domowe sam wywolywal awanture, strzelal focha i pojawial sie dopiero o polnocy, pijany.
            Nie wroze dobrze temu malzenstwu, niestety. Bo nie powinno sie bac swojego malzonka.

            --
            Przecież obowiązkiem każdej kobiety jest gotowanie. Przynajmniej w weekendy i na zapas. No nie można inaczej, bo cycki odpadają i wagina murszeje. By Bialeem.
            • hamerykanka Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 15:15
              Powinnam dodac, ze ktorejs nocy przyszedl zalany i wykrzyczal ze jego zachowanie rto moja wina, bo on sie biedaczek czuje sfrustrowany i osaczony, ze ciagle czegos od niego chce.
              A ja w tym czasie ogarnialam corke, dom, psy, konie, ogrod i pastwsko. Mial ugotowane, posprzatane, ubrania uprane. Jedyne o co juz go prosilam to to cholerne koszenie.
              Potem sie okazalo ze biedak szukal zrozumienia u innych pan, i ten foch byl doskonalym wynalazkiem by wyjsc z domu unikajac obowiazkow domowych i sie z nimi spotykac. Bo one go rozumialy, a ja nie.

              --
              Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
                • hamerykanka Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 23:11
                  Dwa konie. Corka bardzo chciala na poczatku dolaczyc do mnie, jezdzic konno, maz tez sie zadeklarowal.
                  Ale skonczylo sie na tym, ze to JA mam te konie, opiekuje sie, karmie, czyszcze, dbam o odrobaczanie, naprawiam ogrodzenia itp.

                  --
                  Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
                  • hamerykanka Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 23:26
                    Czuje sie Teksanka. Mam konie, wielkiego pickupa, kawalek gruntu, dwa pistolety i strzelbe i dwa kowbojskie kapeluszesmile

                    --
                    Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
                      • hamerykanka Re: No to chyba jednak mi się sypie 11.11.19, 16:06
                        Pastuch jest, ale moj sasiad ze swoja firma dolaczyli swoje ogrodzenie do mojego, slupki dali na takiej wysokosci, ze co rusz mi pastucha na nie zarzuca i wszystko sie uziemia. A konie nieglupie i wykorzystuja. Wczoraj mialam chwile zalamania, jak zonaczylam ogrodzenie prawie lezace na ziemi, miedzy dwoma czesciami pastwiska. Bedzie duzo reperowania, ale musi poczekac. Mamy atak zimy, bardzo zimny i silny wiatr, musialam zaderkowac konie i caly czas sprawdzam, czy wszystko jest ok.
                        Z derkami jest tak, ze czasem ktoras sprzaczka potrafi puscic i pasek zwisa, moze sie owinac wokol nogi i przestraszony kon moze przeciac sobie noge do kosci.

                        Maz odpuscil sobie wszystko, rowniez placenie na czas alimentow na mnie i dziecko. Z dwoch tygodni miedzy platnosciami robia sie trzy, a ja musze kombinowac, jak nie zalegac z rachunkami-studnia glebinowa (woda) i ogrzewanie, gotowanie jest na prad, wiec bez elektryki kicha. Dziecko tez nie rozumie, ze niestety budzet jest bardzo ograniczony i nie, nie kupie jej nowego sweterka bo jej sie zachcialo na nastepny dzien.
                        Co nas nie zabije, to nas wzmacnia!

                        --
                        Jak za posiadanie penisa będą przyznawać rentę, to ja będę wtedy honorować wyjaśnienia "czego ty oczekujesz, to przecież facet".by falka32
        • agata_abbott Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 20:15
          Tak sobie myśle, ze kiedys w mega pracowitym okresie stosowaliśmy pewna metodę podziału obowiązków, która mogłaby się tez u Was sprawdzić. Nam pomagało to ogarnąć rożnego typu mniejsze i większe sprawy do zrobienia, w Waszym przypadku mogłoby to być coś, co w rzeczowy sposób, bez rozkazywania komukolwiek, pozwoli zobrazować, co jest do zrobienia (i kto ile robi).

          Otóżsmile kupujesz bloczek kolorowych małych karteczek i wypisujesz na nich wszystkie rzeczy do zrobienia. Od płacenia poszczególnych rachunków (każdy osobno, chyba, ze maja jeden termin i płaci się je razem), przez różne jednorazowe sprawy typu: „wymienić opony w samochodzie”, aż po rzeczy, które robi się codziennie „wyprowadzić psa (pora dnia)”, „zrobić zakupy”, „nastawić zmywarkę” itd. Naklejasz to wszystko gdzieś w widocznym miejscu (u nas na lodowcesmile) i jak coś z tej listy zrobisz, to przeklinasz w inne miejsce. Jeśli chcesz pokazać mężowi, ile faktycznie robisz w domu i ile robi on, to każdy nakleja w swoim miejscu.
          Metoda sprawdzała się u nas, bo widać było, co jest do zrobienia, i dana osoba mogła zrobić to, co akurat bardziej jej pasowało (czyli jak akurat ja siadałam, żeby pozamawiac dzieciakom ubrania i buty na zimę, to mąż robił coś innego, co jemu w danym momencie najbardziej odpowiadało). Cel był wspólny: jak najbardziej wyczyścić listę. Strategie tez bywaly różne - czasami człowiek miał nastrój na robienie najpierw najbardziej pracochłonnych rzeczy, czasami potrzebował zrobić kilka prostszych - różniesmile) nie musieliśmy mówić sobie nawzajem, ze „musisz zrobić to i to” - było napisane, wiadomo, ze zrobić trzeba, i jak miało się akurat na to energię, to się robiło. Plus można było zorganizować to tak, ze każdy widział, co zrobiła ta druga osoba - to dla tych, którzy lubią jakiś element rywalizacji/liczenia punktów smile

          Myśle, ze pomijając lenistwo Twojego męża, to jego dodatkowo wkurza, ze ktoś mu rozkazuje. On pewnie wie, ze powinien, ale wkurza go, ze ktoś mu to wypomina. Nie bronię go, to tylko stwierdzenie faktu.

          W związku partnerskim różne zadania powinny być wspólne - a nie rozdzielane przez jedna osobę. Mnie np. irytowałyby, gdyby jakaś konkretna czynność była tylko moim obowiązkiem - co nie zmienia faktu, ze wiele prac domowych robię albo ja albo moj mąż - ale po prostu tak się wyspecjalizowalismy. Albo, gdyby ktoś mi kazał coś zrobić. Ale jak widzę listę i mogę sobie coś wybrac - to mam poczucie jakiejś takiej sprawczości, dowolności (co jest wrażeniem bardzo złudnym, ale poprawia samopoczucie wink)

          --
          teoriachaosu.blog/
          • rosapulchra-0 Re: No to chyba jednak mi się sypie 10.11.19, 05:12
            Bardzo dobry pomysł z tymi karteczkami.

            Nie dalej jak wczoraj rozmawialiśmy z mężem, że przydałby się nam taki kalendarz ścienny (cos jak schedule) i do niego wpisać wszystkie rzeczy, które trzeba w domu i zagrodzie wink zrobić, np.: zrobić przegląd w samochodzie, oczyścić filtry w pralce, zmywarce, suszarce, ale i odkurzyć i umyć podłogi, itp.
            Ale wasz pomysł z karteczkami podoba mi się bardziej.

            Ja już kilka lat temu się zbuntowałam i przestałam cokolwiek robić w domu. Syf był straszny. Chyba nawet porobiłam zdjęcia na pamiątkę. I co się okazało? Że jednak bozia łapek nie uj..ła ani moim córkom, ani mojemu mężowi. Gotować to się on wprawdzie nie nauczył, ale ogarnia śmieci, zmywarkę, pranie też potrafi wstawić, a odkąd mamy suszarkę, to już w ogóle jest luuz. Dwie z trzech córek już z nami nie mieszkają, a ta, co została, wie jak włączyć odkurzacz czy poskładać pranie.
            Ja nadal prawie nic nie robię w domu, ale teraz to z racji pracy, która broń Boże, nie jest ucieczką od obowiązków.

            --
            Można mieć wykształcenie wyższe, ale niekoniecznie podstawowe. by Figrut
            • agata_abbott Re: No to chyba jednak mi się sypie 10.11.19, 12:07
              Z kalendarzami tez już próbowałam, ale tam sprawdza mi się tylko zapisywanie spotkań. Bo nie mam zwyczaju przeglądać kalendarza w przod i w tyl, czy wszystko zostało zrobione, nie mówiąc już o moim mężu. A jak sobie zaplanuje jakieś zadanie na konkretny dzień, to najczęściej i tak danego dnia coś mi wypada i tego zrobić nie mogę. Tak wiec jeśli chodzi o zadania pracowe, to stosuje system karteczkowy, ale w kalendarzu.

              Jak ktoś jest ambitny, to może w ogóle całość podrasować i stosować różne kolory kartek dla różnych rodzajów zadańsmile

              I przypomniało mi się coś, o czym kiedyś czytałam - to tak w temacie wyliczania, kto ile robi w związku. Ktoś kiedyś wymyślił rodzaj gry/narzędzia, które wyglądało w ten sposób, ze miało się zestaw magnesików (chyba w kształcie trojkata?) w dwóch kolorach. Każdy magnes symbolizował jakiś przedział czasu - chyba 15 minut. Za każdym razem, jak dana osoba zrobiła coś dla związku/gospodarstwa domowego, to przyklejała na lodowce magnes(y), odpowiadający ilości czasu, która poświęciła, w kolorze, który tej osobie odpowiadał. Po np. Tygodniu można było zobaczyc, którego koloru jest więcej.
              To ponoć fajnie wizualizowalo to, jak rozkładają się obowiązki poszczególnych osób. Bo często jest tak, ze jedna osoba w związku widzi tylko to, co dzieje się bezpośrednio na jej oczach, a nie docenia czasu poświęconego na drobiazgi typu odwiezienie dzieci do przedszkola czy zrobienie szybkich zakupów po drodze z pracy - które często są jednak sporym obciążeniem, chociaż nie widać tego na pierwszy rzut oka.

              --
              teoriachaosu.blog/
    • chicarica Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:10
      Nie, to nie jest terroryzm. Zawinięcie się i wyjście, pozostawiając żonę samą z psem i bez jedzenia, za to z zapaleniem krtani, to szczyt chamstwa. Ty z zapaleniem krtani powinnaś leżeć i odpoczywać, a nie latać z psem i do sklepu, a on powinien Ci donosić herbatki z miodem i pytać czy Ci coś nie potrzeba.

      --
      ---
      Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
    • pani_tau Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:13
      Raz zdarzyło mi się zamieszkać z kimś podobnym do twojego męża. Na początku jeszcze sprzątał, potem powoli przybywało rzeczy i czynności, za które się nie brał wychodząc z założenia, że i tak ja się za nie wezmę. Raz czy dwa się nie pomylił, ale bardzo szybko się okazało, że nie mam zamiaru robić za służącą/kucharkę/sprzątaczkę.
      Tyle, że awantur nie było, pan robił minki tlamszonego dziubdziusia i np. przez godzinę rozładowywał zmywarkę emanując poczuciem krzywdy.
      No i poszło tradycyjnie: straciłam ochotę na seks, w międzyczasie doszły inne rozdźwięki i jakoś tak z marszu pewnego dnia się wyprowadziłam.

    • pani-nick Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:15
      😂 przepraszam - wiem ze ciebie to nie śmieszy.
      Na pociechę: u mnie jak nie idziesz za dziećmi albo mezem do kuchni i nie patrzysz znacząco, to tez wszystko do zlewu wkładają, pod którym znajduje się zmywarka. No obok.
      Podobnie z praniem... obok, na ale nie DO kosza smile))
      Ostatnio się zbuntowałam i powiedziałam ze skarpetek im segregować nie będę bo ja nie nosze. Jako jedyna z rodziny nie nosze skarpet, a za każdym razem bawię się w układanie par 4 osób!
      I jak mi się uleje czasami, to słyszę ze jestem uwaga: NIEMIŁA 😂
    • aqua48 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:19
      Przestań gadać, truć za uszami, narzekać że nie zrobione, nie rób sama nic w domu, zatrudnijcie sprzątaczkę i panią do wyprowadzania psa. Jeśli chcesz utrzymać to małżeństwo. Jeśli nie (bo właściwie po co Ci mąż który wychodzi jak jest jakiś problem zamiast go rozwiązać, nie pomaga, nie włącza się obowiązki, a gdy jesteś chora stwierdza że jeszcze nie umierasz, zamiast się Tobą zająć i wyręczyć w podstawowych sprawach) to złóż o rozwód.
      • antonina.n Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:45
        No problem w tym, że a) nie mamy się aż tak dobrze finansowo, żeby zatrudniać kogokolwiek. b) nie chodzi o gruntowne porządki, tylko o ogarnięcie niedużej chałupy. Ja nie jestem pedantką. Złożenie pościeli, odkurzenie, gary do zmywarki. Tyle.

        Pies zaś jest ogarniany przez męża, ale pod warunkiem, ze mnie nie ma w domu. Jak jestem- wychodzę ja. Zresztą na codzień to dla nie nie problem. Problemem jest fakt, że mój mąż zwykle NIE WYJDZIE, gdy go poproszę, lub wyjdzie z fochem.

        Nie chciałabym się rozwodzić. Chciałabym się dogadać. A nie wiem jak.
        • aqua48 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:56
          antonina.n napisała:

          > Nie chciałabym się rozwodzić. Chciałabym się dogadać. A nie wiem jak.

          Do dogadania się potrzebne są dwie strony. Tu, z tego co piszesz wynika że chęć masz jedynie Ty. Twojemu mężowi jest wygodnie tak jak jest i on nie widzi żadnej potrzeby dogadywania się. Oczekujesz od niego tego czego on nie chce, lub nie może Ci dać - pomocy w domowych porządkach, troski gdy jesteś chora, lub wyręki gdy czujesz się zmęczona.. Przestań tego od niego oczekiwać. To są zupełnie normalne oczekiwania w związku między dwiema kochającymi się i szanującymi wzajemnie osobami, ale najwyraźniej Twój związek jest inny. Albo się dostosuj, bo ten układ ma dla Ciebie jakieś wyjątkowe zalety, albo wyjdź z niego. Nic innego zrobić nie możesz.
        • turzyca Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 19:43
          >Nie chciałabym się rozwodzić. Chciałabym się dogadać. A nie wiem jak.

          Moim zdaniem to ten moment, kiedy potrzeba fachowego wsparcia.

          --
          "Mój sąsiad uczy się grać na klarnecie, teraz już mu to jakoś wychodzi, ale wcześniej byłam przekonana, że to jakiś dziwne zwierze wydaje odgłosy godowe. " by Mondovi
        • mimbla125 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 21:08
          Problemem j st fakt, że mój mąż zwykle NIE WYJDZIE, gdy go poproszę, lub wyjdzie z fochem.
          >
          Przestań prosić, zacznij wymagać.

          A tak serio, to nie masz chyba innego wyjścia, niż eskalować ten konflikt.Po dobremu nie zdziałasz nic, bo Twój mąż jest malo(empatyczny (albo wcale), i zapewne leniwy. No i najwyraźniej nie poczuwa się do obowiązku dbania o wasze WSPÓLNE mieszkanie i o Ciebie.
          Sama pisałaś na początku wątku, że bierze Cię na przeczekanie: Ty prosisz o coś (serio, prosisz?), a on robi awanturę, foszy kilka dni i sprawa rozchodzi się po kościach.
          Moim zdaniem to dla niego bardzo wygodnie- żonka pomarudzi, on strzeli focha, kilka dni kwasu, a potem spokój na dłużej.
          Byłam kiedyś w podobnym położeniu, z tym że dość szybko się wściekam i to ja zrobiłam awanturę i nie dałam temu przyschnąć po kilku dniach, tylko jątrzylam aż do skutku. A ze na dłuższą metę skutkiem było rozstanie, to -z perspektywy- tym lepiej dla mnie.
          Nie daj sobie wmówić, że jesteś terrorystką i masz za duże wymagania- sprawiedliwy podział obowiązku to naprawdę jest zaledwie minimum, a nie kaprysy, więc wymagaj, domagaj się, walcz o swoje- jeżeli uwazasz, że warto. Moim zdaniem nie, ale to już inna kwestia...
    • princy-mincy Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:22
      Nie nazwalabym Cie terorystka bo chcesz by maz ogarnal po sobie naczynia czy poczuwal sie do sprzatniecia czy odkurzenia. Za to jego fochy, fakt ze nie mozesz go poprosic o zrobiebie czegos bo skonczy sie afera- to taka bierna przemoc jego wobec Ciebie.
      Nie umiem sobie nawet wyobrazic ze moj maz robi mi awanture bo prosze go by odkurzyl. Tyle ze my sobie wzajemnie pomagamy i wspolnie ogarbiamy dom i sprawy dzieciowe.
      • homohominilupus Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:31
        No, mój były maz taki był. Z wielka łaską odkurzyl raz w tygodniu, czasem wyszedł z psem. Uważał, ze bałagan to mój problem, bo przeszkadza mi, nie jemu. I podobnie jak maz wątkodajki miał ogromny problem z komunikacja, prawie nie rozmawialiśmy. Taki typ raczej się nie zmieni.

        --
        Never trust a man in a blue trench coat
        Never drive a car when you're dead
    • pulcino3 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:26
      On Ciebie tresuje. Wychowuje pod swoją modłę. O jakąkolwiek pomoc poprosisz, jest krzyk. Wyjście z psem, zakupy, sprzątnięcie po sobie, zero wspólnego funkcjonowania. I tak mu wygodnie- ty wymagasz coś nawet drobnego- on od razu się jeży. I obarcza winą, że to ty jesteś ta zła czepialska. I ty dla świętego spokoju, nie tykasz, nie ruszasz, bo będzie znowu dym, robisz sama.
      Czysta manipulacja- popatrz się jakie on ma wygodne życie dzięki temu?, Co nie? Wystarczy tupnąć nóżką i dzieciak nic nie musi, a ty ustępujesz i doszukujesz się winy u siebie.
      Mój ex miał podobny charakter, zabił we mnie poczucie własnej wartości, wszystko dla świętego spokoju robiłam sama. Ale do czasu, kiedyś się obudziłam z tego letargu i w sumie uświadomiłam, że on nie jest mi do niczego potrzebny i bardziej jest balastem niż podporą. I to był jego koniec panowania w moim domu.
      TY też walcz o siebie i zostań królową SWOJEGO życia, a nie służącą pana na włościach.

      --
      --------------------------------------------------------------
      Chociaż runął Ci świat... Wiosna przyjdzie i tak.
      • antonina.n Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:11
        Nie, mój mąż od jakiegoś czasu jest zmuszony pracować znacznie ciężej niż dotychczas. Jest zmęczony. Ja to rozumiałam i dlatego przejęłam cześć spraw domowych. Tylko ze się porobiło tak, ze ja po 12 godzinach pracy tez jestem zmęczona, albo jestem chora, ale JEGO ZMĘCZENIE jest jakby ważniejsze. Niech nawet nie sprząta- tylko niech nie syfi. Albo jak się wkurzę o gary w zlewie- nich powie- dobra, nie przesadzaj, zaraz posprzątał. A nie wychodzi z domu trzy dni pod rząd.

        I zresztą, sytuacja z chorobą tez nie jest codziennością. Olał mnie, bo był na mnie zły. Jak wszystko jest w porządku, to się troszczy. W nocy jechał ze mną do lekarza, z pracy wcześniej wracał. No mówię Wam, nie jest zawsze TAKI. Tylko jakby przewrażliwiony i jak cokolwiek powiem, zaczyna się akcja.

        Ja wiem, ze takie trochę niespójne to moje pisanie. Ale ja mam na serio mętlik w głowie.

        Słowem: z jednej strony uważam ze to dobry człowiek, pomocny i mogę na niego liczyć. Z drugiej - sytuacje konfliktowe wywołują skutki, jakie opisałam. Gdzieś popełniam błąd logiczny. Nie wiem gdzie.
        • aqua48 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:14
          antonina.n napisała:


          > Olał mnie, bo był na
          > mnie zły. Jak wszystko jest w porządku, to się troszczy.

          Tu popełniasz błąd logiczny. Troszczenie się gdy wszystko gra i olewanie gdy ktoś go zdenerwował to nie troska, tylko skrajny egoizm i brak odpowiedzialności.
        • umi Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 19:45
          Nic nie robisz zle, chyba, ze te komunikaty maja zla forme (np. "Ty zawsze zostawiasz balagan.." albo 'Ty nigdy o mnie nie myslisz, zawsze musze sama..."). Mniej konfliktwe jest spokojne nazwanie problemu, czyli np. "Wyrzuc smieci, a ja biore sie za robienie kolacji" albo "Wez psa na troche, ja wrzuce naczynia do zmywarki"). I jeszcze warto tez sie zalic, jesli Ci zle. Sa dwie skrajnosci wsrod ludzi - lenie nieroeformowalne, ktorzy ciagle bez rak, nog i swiat przeciw nim oraz herosi, ktorzy nigdy sie nie skarza i zawsze sa super, nic nie mowia i po prostu pewnego dnia umieraja na posterunku zostawiajac zszokowana rodzine. Oba rownie wq.viajace do zwiazku, bo jeden wykorzystuje a drugiemu nie da sie pomoc. Twoj facet podchodzi troche (z tego co piszesz na szczescie nie calkiem) pod pierwszy, a Ty troche (tez nie calkiem, na szczescie) pod drugi. Zacznij sie zalic. Nie oskarzycielskim tonem i nie w duchu jojczenia, tylko normalnie. Np. wracasz z pracy i mowisz "padam z nog, plecy mnie bola, nie mam sily na nic". Jesli nie komunikujesz jak sie czujesz, to on nie wie. A raczej jest z tych, co maja optyke glownie na siebie. Trzeba mu w spokojny, prosty sposob ja rozszerzyc (pomyl, ze tlumaczysz cos laikowi). Czyli prosto, jasno, bez ladunku obwiniajacego i krotko (faceci sa w wiekszosci uposledzeni przez matke nature, trzeba proste zdania jak do komputera, bardziej zlozonych mozg nie rozpracuje, a to rodzi frustracje i w konsekwencji masz focha).
          I jeszcze - nie bierz wszystkiego na siebie i naucz sie odpuszczac. Nie zawsze musi byc idealnie. Jak jestecie zmeczeni, zamow nawet i pizze, nie bedzie trzeba myc garow ani duzo zmywac. Nie jojcz niepotrzebie. I nie badz za bardzo wyrozumiala, bo masz raczej typ faceta przy ktorym nie mozesz sobie na to pozwolic. Pilnuj swoich granic i swoich potrzeb. On wyraznie nie jest w stanie sam ich dostrzec.
    • frey.a86 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 11:44
      Ja uważam, że w kłótniach o gary ZAWSZE winna jest osoba, która zostawia po sobie syf w kuchni. No kurcze, przychodzi taki na gotowe, obiad ma sobie wyłącznie nałożyć i podgrzać, a i tak nie raczy włożyć naczyń do zmywarki i umyć patelni. Przecież to jest oczywistość, że trzeba po sobie posprzątać talerze, tak samo jak trzeba np. użyć szczotki kiblowej po dwójce, wrzucić skarpety do kosza na brudy, czy zostawić w progu zabłocone buty. Kto tego nie robi, jest syfiarzem i należy mu się zyeba.

      Terrorystą (albo raczej wrednym manipulantem) jest mąż. I do tego jest leniem. Pies to był czyj pomysł?
      • antonina.n Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:00
        Pies był moim pomyslem, i dlatego psa ogarniam głównie ja. Mąż wychodzi, jak mnie nie ma.

        Spróbuje odpowiedzieć tak mniej więcej zbiorczo i jak na spowiedziwink:

        Mój mąż na codzień robi w domu mało. Zdarza się że sprzątnie, najczęściej jednak robię to ja. Ogarnia załatwianie różnych spraw- pojedzie na zakupy, psu po jedzenie, jak nie zauważę że się kończy, podjedzie do apteki itd. To nie jest tak, ze sytuacje jak powyższe są non stop. Coś tam sprzątnie, psa ogarnie jak mnie nie ma i sprawy pozałatwia. Dla innych robi bardzo dużo, zawsze pomocny. Problem zaczyna się, gdy go o coś poproszę. Albo o coś się wkurzę. Wtedy zawsze traktuje moje słowa jak atak. I czuje się przeze mnie terroryzowany. I pokrzywdzony (on dla mnie wszystko robi, a ja mam pretensje).

        Nie potrafię ocenić swojego zachowania. Zastanawiam się, czy faktycznie nie czepiam się non stop i czy on nie ma racji. Proszę go, żeby konkretnie mi powiedział co robię nie tak, a on odpowiada „to, co zwykle”, albo „domyśl się”. Generalnie z jego słów wynika, że on jest przekonany że wszystko co robi, robi dla mnie, a mnie jest ciagle mało. Nie wiem, dziewczyny. Bo ja widzę to tak: wszystko jest ok, dopóki wszystko mi pasuje. Jak mi coś nie pasuje, nie mogę mu tego powiedzieć, bo ze zwykłej dupereli robi się afera na trzy dni.

        Nie jest totalnym leniem, bo jak pisze, jeśli coś trzeba załatwić- robi to. Ale załatwić coś trzeba raz na tydzień. A ja wszystko ogarniam dzień w dzień.

        Pisze Wam szczerze, jak jest. Bo serio, zastanawiam się czy ze mną jest coś nie tak. Widzę po nim, ze on faktycznie wierzy, ze wiele dla mnie robi (nie mówię, że nie), ale w związku z tym tak jakby powinnam trzymać mordę na kłódkę w innych sprawach.
        • aqua48 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:11
          Rzeczy codzienne w związku, te najbardziej nużące są jak najbardziej do ogarniania przez dwie osoby, bez przypominania i próśb, podobnie jak opieka i troska podczas choroby, nawet jeśli to zwykły katar, a nie terminalna postać raka. Foch i wychodzenie z domu gdy trzeba coś zrobić, są postępowaniem, które jest równoznaczne z porzuceniem i zbagatelizowaniem cudzych potrzeb. Twój mąż z tego co piszesz to taki Piotruś Pan, lubi być wyjątkowy, popisywać się. Może być uroczym człowiekiem, ale na życie taki mężczyzna się nie sprawdza. Nie wyobrażam sobie mieć z kimś takim dziecko.
        • sowka.szara Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 13:56
          Brzmi to jak przemocowy typ. Ty masz milczeć bo on wierzy że robi wszystko dla ciebie? Odwróć sytuację, wyobraź sobie że on się boi odezwać żebyś ty nie zareagowała w nieprzyjemny sposób - wydaje się nieprawdopodobne? No to nie macie równowagi w związku
        • default Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 20:33
          >>>>Proszę go, żeby konkretnie mi powiedział co robię nie tak, a on odpowiada „to, co zwykle”, albo „domyśl się”

          Błąd. Nie pytaj go co robisz źle, bo pewnie robisz dobrze, a takie zarzuty to tylko odwracanie uwagi od siebie i swojego lenistwa + dążenie do obniżenia Twojej samooceny. Co działa jak widać, bo się zastanawiasz, dajesz temu wyraz, a to go umacnia.
          Zamiast pytać "co robie źle", powinnaś zawsze mówić, ze nie masz sobie nic do zarzucenia i zawsze odwalasz wspaniałą robotę. A na zarzuty "robisz źle" po prostu wzruszyć ramionami i powiedzieć " dobra, dobra, ja tam swoje wiem, nad sobą się zastanów".
        • mimbla125 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 22:29
          " Bo ja widzę to tak: wszystko
          > jest ok, dopóki wszystko mi pasuje. Jak mi coś nie pasuje, nie mogę mu tego po
          > wiedzieć, bo ze zwykłej dupereli robi się afera..."

          A to nie jest tak, że wszystko jest ok póki JEMU pasuje? Ty sobie możesz być niezadowolona, zmęczona, zła i sfrustrowana, bylebyś tylko siedziała cicho. Dopiero jak zaczynasz burzyć jego słodki spokój prośbą (!) o pomoc, robi się afera.
          I jeszcze:
          "Widzę po nim, ze on faktycznie wierzy, ze wiele dla mnie robi (nie mówię,
          > że nie), ale w związku z tym tak jakby powinnam trzymać mordę na kłódkę w inny
          > ch sprawach. "
          No cóż, z jakichś powodów użyłaś właśnie tego a nie innego sformułowania...
          Już inne osoby pisały: typ przemocowca.
          Awantury, ucieczki i ciche dni zamiast komunikacji. Małe szanse, że ugrasz coś na spokojnie, moim zdaniem...
          • pulcino3 Re: No to chyba jednak mi się sypie 10.11.19, 00:23
            W takim przypadku, zawsze świat jest tylko wtedy piękny, kiedy najjaśniejszy pan jest w dobrym humorze. Kiedy najmiłościwszy ma odrobinę chęci do roboty, praca "wre". A gdy łaskawie do nas przemowi, spijamy każde słowo z jego boskich ust.
            Tak to w skrócie działa.

            --
            --------------------------------------------------------------
            Chociaż runął Ci świat... Wiosna przyjdzie i tak.
      • sasanka5 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:15
        frey.a86 napisała:

        > Ja uważam, że w kłótniach o gary ZAWSZE
        > . Przecież to jest oczywistość, że trzeba po sobie posprzątać talerze, tak samo
        > jak trzeba np. użyć szczotki kiblowej po dwójce, wrzucić skarpety do kosza na
        > brudy, czy zostawić w progu zabłocone buty.

        Oczywistość powyżego stwierdzenia nie jest już taka oczywista dla kogoś za kogo w domu rodzinnym całe życie ktoś talerzyki i kubeczki zbierał po domu a potem mył, zakupy przynosił i lodówkę zapełniał, brudy do prania z zakamarków wyciągał i kibelek pucował.

        • turzyca Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 21:11
          >Oczywistość powyżego stwierdzenia nie jest już taka oczywista dla kogoś za kogo w domu rodzinnym całe życie ktoś talerzyki i kubeczki zbierał po domu

          Oraz dla kogoś, kto był uczony, że trzeba te talerzyki zebrać.
          Wyprowadzka daleko od rodziny pozwoliła mi oderwać się od schematów "właściwego zachowania". A latałam, ogarniałam i kłóciłam się, że przez pół godziny przekonywania mnie, że nie da się powiesić prania, dawno by już pranie powiesił. Kiedyś do mnie dotarło, że nie muszę latać, a jak się facetowi nie podoba to droga wolna.

          --
          Wróżenie z fusów.
    • igge Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:00
      To nie jest dręczenie męża.
      Przyzwyczaił się do obsługi.
      Rozmawiaj wcześniej na spokojnie i ustal z nim raz na zawsze jego zakres obowiązków.
      Współczuję Ci. Sam z siebie powinien chcieć, żeby dom i pies był w miarę ogarnięty, a Ty zadowolona z życia i nie poddana wyzyskowi
    • leni6 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:02
      Nie rozumiem dlaczego męża przepraszasz za aferę o gary, to w końcu uważasz że powinien posprzątać czy zostawić to tobie ?

      To o czym piszesz to wcale nie są "duperele", wam potrzebne jest kompletne rozwiązanie problemu, albo ty zaakceptujesz że to są twoje obowiązki albo mąż zacznie się zachowywać jak pełnosprawny dorosły i ogarniać przestrzeń wokół siebie. Mąż prawdopodobnie został tak wychowany ale ty swoją niekonsekwencja utrwalasz ten stan rzeczy.
      • antonina.n Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:26
        Czemu przeprosiłam:

        Cały czas się zastanawiam, czy on nie ma racji, że non stop che nim rządzić. I faktycznie pomyślałam, ze nie powinnam dorosłego chłopa opieprzać o patelnie, jak gowniarza. To raz. Dwa- chciałam już zażegnać te kłótnie.

        Może jeszcze dodam: ja chyba faktycznie dużo mu mówię, żeby zrobił: Np. Zrób przelew za mieszkanie, bo jest do dziś. Kup karmę, bo zapomniałam zamówić, wyrzuć śmieci, bo śmierdzą. Nie ma nic na obiad, kup coś. Ale robię to tylko w sytuacjach, jeśli z jakichś powodów nie dam rady (np. Jestem w pracy do 21 od rana).
        I jego chyba to meczy. Tylko, kurczę, on sam z siebie NIGDY nie zauważył, ze nie ma jedzenia. A rachunków by nie zapłacił.


        Ale do rzeczy. SPisalam właśnie mężowi kartkę: co, ile i do kiedy się płaci. Plus numery kont i adresy. I to właśnie mój koniec ogarniania spraw rachunkowych. Jak nie zapłaci- nie będzie zapłacone.
        • antonina.n Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:29
          No i teraz właśnie się zreflektował i pewnie jest mu głupio. Zadzwonił, ze jedzie z obiadem.

          To rozwiązuje problem obiadu. Nie rozwiązuje Problemu braku komunikacji.

          Ja mam potrzebę pogadać. Jak spróbuje- afera rozgorzeje od nowa, ja zostanę tereorystką. On będzie chciał temat przemilczeć. Przeszło mu, wiec przywiezie obiad i posprząta, a także wyjdzie z psem. Tylko, ze ja nadal jestem zła, bo problem zamieciony pod dywan nie zniknie.
          • leni6 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 13:14
            Strasznie się miotasz, widać że on nie chce wielkiej rozmowy o podziale obowiązków, więc podejdź do tego inaczej, nie zmienisz z dnia na dzień wszystkich jego zwyczajów. Ustal sobie priorytety i cele, pamiętaj też że ludzie są różni i jedni lepiej nadają się do pewnych obowiązków niż inni. Ja osobiście wolałabym walczyć o te brudne gary niż o płacenie rachunków, ale ty sama musisz wybrać co ci bardziej przeszkadza.
          • mimbla125 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 22:38
            Tylko, ze ja nadal jestem zła, bo proble
            > m zamieciony pod dywan nie zniknie.

            No to go nie zamiataj pod dywan! Robiac to ulatwiasz tylko życie mężowi. Dlaczego on miałby się zmieniać, jeżeli nie musi? Przecież wystarczy powiedzieć żonie, że się czepia i przynieść obiad...

        • kk345 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:37
          >SPisalam właśnie mężowi kartkę: co, ile i do kiedy się płaci. Plus numery kont i adresy. I to właśnie mój koniec ogarniania spraw rachunkowych. Jak nie zapłaci- nie będzie zapłacone.

          No i OK- tylko, czy ty wytrzymasz, by nie interweniować? Bo to trochę jak z alkoholikiem, dopóki nie poniesie konsekwencji błędu, czy zaniedbania, dopóki ty bedziesz naprawiać te błędy i uzupełniać braki za niego, to się nie nauczy odpowiedzialności, bo po co? Lodówka się przecież sama magicznie zapełnia, mieszkanie samo sprzata a pies sam wychodzi na siku, czary takie.
        • nangaparbat3 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 19:35
          Zrób przelew za mieszkanie, bo jest do dziś. Kup karmę, bo zapomniałam zamówić, wyrzuć śmieci, bo śmierdzą. Nie ma nic na obiad, kup coś. Ale robię to tylko w sytuacjach, jeśli z jakichś powodów nie dam rady (np. Jestem w pracy do 21 od rana).

          Traktujesz go jak popychadło, więc stawia opór. Ty jesteś w roli matki nastolatka, on dziecka.
          Napisałaś, że czasem coś zrobi - jak Ciebie nie ma. Jak go nie prosisz.
          A kto podejmuje decyzje dotyczące nowych mebli, sprzętów, koloru ścian?


          --
          "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
    • kk345 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:34
      Z doświadczenia: brudne talerze/szklanki itp., rozwleczone po domu ciuchy i takie tam wylądowały w łozku bałaganiarza, starannie nakryte kołderką. Jesli się strasujesz, ze pobrudzisz łóżko, to połóż je na ręczniku i przykryj ręcznikiemsmile To sposób, w jaki przekazałam nastolatkowi, ze służba ma wolne, ale na męża też zadziała...

      Nikomu się nie chce robić zakupów? OK, nie robimy, każde je coś na miescie, tylko nie złam się pierwsza.

      Komunikacja: nie "ogarnij dom" tylko "odkurz dywan", wstaw talerze do zmywarki"- konkret. Idealnie jeśli to wersja "ty odkurz, a ja pozmywam gary", wtedy delikwent nie czuje się niesprawiedliwie potraktowany big_grin
      Sposoby na wychowanie dziecka, ale skoro pan zachowuje się jak dziecko to i metody powinny być podobne.

      I czy czasem nie jest tak, ze jak już umyje te gary, to słyszy, że do kitu, źle zrobione i poprawiasz? Bo to świętego może doprowadzić do wku...wu: skoro nie umiem, to rób sobie sama, lepiej.

      • antonina.n Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 13:11
        Nie nie. Nigdy nie komentuje, bo nie sprawdzam. Jak jest talerz nie domytą, to nawet nie wiem, kto nie domył.

        Po prostu nie wiem, co to za diabelstwo psychologiczne. Bo albo w nim problem, bo unika każdej konfrontacji, albo we mnie- bo źle się do tego zabieram. Iść do psychologa? Mam zaufana babkę. Ja naprawdę się zastanawiam, czy to nie ze mną problem. Może czegoś nie widzę, co robię nie tak.
    • barbibarbi Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:35
      Nie wiem jak poradzić, bo sama mam podobny problem, robiłam awantury, były obrazy, ale jak zagroziłam że tak dalej być nie może i ja widzę związek pod znakiem zapytania to jest lepiej. Widzę taki problem u wielu domach, u chyba wszystkich moich koleżanek, tradycyjny podział ról, pani się krząta jak mróweczka, a pan się 'napracował" w robocie i czeka na obsłużenie. Same jesteśmy temu winne, jako matki potem zakochane żony na początku małżeństwa, oni się przyzwyczajają do dobrego, do wygody i nie chcą sobie dać potem tej wygody wydrzeć nawet siłą. Przykład - moja koleżanka, zakochana w misiu na początku, obiadki, dogadzanie, przynoszenie pod pyszczek, bo misiu lubi to a tamtego nie, zakupy ulubionego misiowego żarcia, no full wypas. A po latach ona ma pretensje! Oburzona jest, że on jej nie pomaga i nigdy nie pomagał, a ona taka zarobiona, że on się nie domyśla, że trzeba schować do zmywarki, że prania nie umie nastawić, że nie wie jak włączyć piekarnik! A jak ma wiedzieć, skoro najpierw mamusia a potem ona go wyręczały? Często tak to właśnie wygląda, aczkolwiek nie zawsze, facet to wygodna bestia i wykorzysta każdą sprzyjającą okoliczność.
    • sowka.szara Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 12:36
      To nie wymiękaj po prostu. Nie zaczynaj rozmowy po raz kolejny, zobacz ile on potrafi tak pociągnąć. Moim zdaniem to źle wróży, że on tak sobie wychodzi na cały dzień 3 dni po zwróceniu uwagi na syf. Ale nawet jeśli zanosi się na poważne problemy to nie uda Ci się ich naprawić w pojedynkę.
    • agonyaunt Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 13:01
      A po co gadać, myślisz, że uda Ci się zmienić dupka w księcia? No nie, nic z tego, im wcześniej to zrozumiesz tym wcześniej zaczniesz ratować resztę własnego życia. Nie jesteś dla swojego faceta partnerką, jesteś trującą dupę mamusią, żebyś nie wiem jak komunikowała, że ma posprzątać, to i tak palcem nie ruszy, bo to taki typ. Obiadek pod nos, zakupy zrobione, mieszkanie posprzątane, seks pewnie też na żądanie - no fajnie facet ma. I tylko Ty taka coraz bardziej udupiona, w coraz większym syfie. Ja bym wiała.
        • rosapulchra-0 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 14:58
          Jeździć na motorze? Wspinać się?
          Ciekawe co by zrobił, gdyby miał wypadek? Albo gdybyś ty w tym czasie trafiła nieprzytomna do szpitala?
          Rozumiem, że ty, gdy on się świetnie bawi, to ty siedzisz w domu murem i na niego czekasz?
          Powiem ci tak. Mojemu mężowi zdarzało się wyjść z domu podczas awantury i wrócić za godzinę czy dwie. Ale po pierwsze, ja mu nigdy nie odpuszczałam i zawsze musieliśmy skończyć przerwaną awanturę, która przechodziła w spokojną na ogół rozmowę, po drugie zapytałam go kiedyś, co by zrobił, gdyby w czasie takiej nieskończonej awantury, gdy jesteśmy osobno, stałoby mi się coś złego i jak on by się z tym czuł? Bo ja, gdyby tak się stało, to czułabym się bardzo źle, delikatnie mówiąc.

          --
          A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
          • rosapulchra-0 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 15:03
            Dodam jeszcze, że w tym czasie, gdy on wychodził z hukiem z domu, mnie się kilka razy zdarzylo też wyjść, ale wrócić na drugi dzień lub nad ranem. I chyba to na niego najbardziej pozwalało, bo oczywiście nie chwaliłam się, gdzie byłam, z kim i u kogo. Dzieci wówczas zostawały w domu pod opieką mojego ojca.

            --
            "Dobre wychowanie polega nie na tym, że nie oblejesz obrusa sosem, lecz na tym, że nie zauważysz, kiedy to zrobi ktoś inny" Antoni Czechow
                • rosapulchra-0 Re: No to chyba jednak mi się sypie 10.11.19, 05:17
                  To troll. który łazi za mną i usilnie próbuje mnie obrazić pisząc różne kłamstwa na mój temat.

                  --
                  A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
                • szalona-matematyczka Re: No to chyba jednak mi się sypie 10.11.19, 09:57
                  Agresja rodzi agresje i jakies dziwne akcje to dla mnie osobiscie strata czasu. Ja wykladam kawe na lawe, albo sie dogadamy albo nie ( a wtedy do widzenia). Bez sensu poswiecac czas na jakies dziwne akcje, jest tyle drzew w lesie... A juz zwlaszcza jak nie ma dzieci, to po co wiklac sie w chore akcje?? DOrosly czlowiek rozmawia, a nie urzadza dziecinne akcje. Po co byc z dzieciakiem?
      • aguar Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 15:07
        Jest bardzo oklepane winić mamusię obsługującą synka. Ale moim zdaniem o wiele większe znaczenie ma to, czy matka obsługuje ojca tego synka, czyli czy syn obserwuje model, w którym to kobieta pierze, sprząta, gotuje itd. czy model partnerski, w którym oboje rodzice to robią mniej więcej po równo, choćby nawet oboje obsługiwali tego synka (oczywiście nie ma, co z tym przesadzać).
    • muchy_w_nosie Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 13:30
      Po prostu jesteśmy za dorosłe na niańczenie dziubusi którzy mają po 30 pare latek.
      Ja mam wywalone, a jak nie mam to jest tak chujowa atmosfera w domu że nawet pies ucieka.
      Ogólnie zwisa mi czy mąż jest czy nie ma wolę jak go nie ma.
      Dobrze że facet ogarnia dziecko, bo inaczej bylby zupełnie zbędnym gratem na którego łożę w postaci prania i gotowania (środki chemiczne sporo kosztują).
      W sumie jest mi z tym dobrze. Daje mu jeszcze z 2 lata i niech idzie precz. Nowego misia nie chcę za dopłatą nawet. Wolę poruchać na mieście.
      Taka mnie refleksja naszła przy tym wątasku.
    • zla.m Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 13:31
      > Co wy na to, drogie koleżanki? Mam się leczyć?
      >

      Jak najbardziej. Mam nawet diagnozę: skrajny brak wiary w siebie i w swoją ocenę rzeczywistości + przywiązanie do człowieka, co daje w efekcie pokazowe frajerstwo, pozwalanie na wykorzystywanie się i jeszcze na bycie wpędzaną w poczucie winy. Proponuję się (serio) zabrać za siebie i samoocenę. Ewentualnie: jako terapia tańsza i szybsza: przywalenie panu mężu brudną patelnią w łeb i opuszczenie go z podniesioną głową.





      --
      Pracuję z naprawdę wspaniałymi ludźmi. Są godni zaufania, uczciwi,
      nigdy nie powodują problemów. Zupełnie tam nie pasuję.
    • 71tosia Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 14:21
      nastepnym razem gdy uslyszysz ze twoj maz po zakupy nie pojdzie bo jesc nie musi, to wez za telefon i zamow sobe do domu np suszi czy cos co on lubi ALE TYLKO DLA SIEBIE. Zjedz sama wszystko ale w jego towarzystwie, moze mu to da do myslenia? Jezeli nie chce sprzatac, to meza popros o pienadze i dzwonisz przy nim po serwis sprzatajacy. Troche jak z nastolatkiem ale moze zadziala?
    • mrs.solis Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 14:48
      Skoro prosby i grozby nie dzialaja to zacznij olewac wszystko tak samo jak on. Jak pracujesz krocej to wyjdz sobie na miasto , albo wyjdz z psem gdzies na dluzej. Przestan prac jego ciuchy, przestan gotowac nie przypominaj o smieciach czy zakupach. Fakt w domu bedzie przez jakis czas syf kila i mogila, ale wtedy maz zobaczy ile rzeczy musi byc zrobione. Ja kiedys tez zrobilam strajk. Lubie sprzatac , ale moja rodzinka czasem zapomina, ze rzeczy nie odmaszeruja na swoje miejsce. Stwierdzilam, ze skoro nikt z nich nie docenia , ze jest czysto to mieli dla odmiany syf taki, ze az moj maz zaczal narzekac, a on ma bardzo wysoka tolerancje na balagan. Zostawialam sterty garow w zlewie tak dlugo , az ktos sie zlitowal i wlozyl do zmywarki. Narazie jest lepiej, ale jak bedzie trzeba to powtorze lekcje. Ostatnio maz nie proszony umyl wszystkie garnki po obiedzie, ktore zostawilam do zmycia na drugi dzien co mnie nie powiem niezmiernie ucieszylo. Ze zwijaniem skarpet tez zrobilam porzadek. Wolam wszystkich do pokoju siedzimy , rozmawiamy i kazdy ze sterty prania wybiera swoja bielizne i od razu ja sklada. Jak maz zacznie robic ci wyrzuty o zaniedbanie obowiazku to wychodz bez slowa tak samo jak on to robi nawet jesli mialabys wyjsc tylko do lazienki czy innego pokoju.

      --
      http://s17.rimg.info/94f1aa849ae7d6fc1cd7782d5aa29dac.gif
    • ritual2019 Re: No to chyba jednak mi się sypie 09.11.19, 14:52
      Watpie ze sie dogadacie. Podzial rol w waszym zwiazku jest nierowny i to bardzo. Oboje jestescie przytloczeni praca i obowiazkami. Robicie cos razem for fun? Wychodzicie gdzies razem itp? Mozesz sprobowac z nim jeszcze raz porozmawiac, rzeczowo na temat rozwiazania waszych problemow. Powiedz ze rozumiesz ze jest zmeczony ale ty tez jestes. Te przelewy to nie rozumiem troche, nie mozecie zrobic direct debit zeby oplaty schodzily a konta co miesiac zamiast robic te oplaty za kazdym razem? To zaoszczedza czas. Zakupy robcie online, tez zaoszczedzi wam to czas, kupuj wiecej jedzenia gotowego pozwalajacego szybko przygotowac posilki tak jemu jak i tobie. Umow sie z nim zeby zawsze wkladal naczynia do zmywarki (tez nie lubie naczyn w zlewie a dzieci tak robily). Poscielenie lozka to sa sekundy, ogarniecie na biezaco tez nie zabiera duzo czasu a ulatwia zycie. Powiedz mu wprost czego oczekujesz i co ulatwi zycie wam obojgu i ze ani ty ani on nie powinniscie czuc sie zle klocac sie o takie rzeczy. To co robicie powoduje ze narasta w was wzajemna niechec a to doprowadzi do rozpadu wiezi miedzy wami i pewnie tez zwiazku jako takiego za jakis czas. Powiedz ze tego nie chcesz i zapytaj czy on tego chce. Razem ustalcie jak ulatwic sobie zycie, oplaty, zakupy, utrzymanie porzadku w mieszkaniu. Macie dzieci?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka