Dodaj do ulubionych

Babeszjoza :(

10.11.19, 12:27
Pies mi zachorował. Mimo zabezpieczeń złapała babeszjozę sad Nie wiem, jak to się mogło stać, naprawdę, ale się stało. Po zauważeniu pierwszych objawów natychmiast pojechałam do weterynarza. Od trzech dni leki i kroplówki. Trochę się poprawiło, ale ja strasznie się martwię. Macie jakieś doświadczenia z tą chorobą? Podzielcie się, proszę, radami.
Obserwuj wątek
    • feliz_madre Re: Babeszjoza :( 10.11.19, 14:51
      Moja zlapala kleszcza w styczniu. Od znalezienia go i wyjecia zachorowała w ciągu kilku godzin, jej stan sie pogarszał z minuty na minutę. O 9 rano było wszystko ok, a o 16 niosłam ją na rękach do weta, miała już żółte dziąsła. Leczenie trwało chyba 2 tygodnie, ale już po pierwszej kroplowce było widać poprawę.
      Od tamtej pory minęło prawie 6 lat, wszystko jest ok, ale weterynarz nam wtedy powiedziała, ze z babeszjozy pies może wyjść tylko raz, jak drugi raz by zachorowała, to organizm już tego nie dźwignie. Przez te 6 lat złapał jeszcze kilka razy kleszcza, za każdym razem jest w domu mega panika, ale nic złego się już nie działo.
      Trzymam kciuki!
      • morekac Re: Babeszjoza :( 11.11.19, 11:15
        Mój wyszedł dwa razy. Faktem jest, że niemal natychmiast po pierwszych podejrzanych objawach jechałam z nim do weta. Kleszcze niestety łapie, pomimo zabezpieczeń (czasami podwójnych). Poprzednia psica też wyszła z babeszjozy.

        --
        -------------------------------------------------------------
        "Pan Zenek z Bemowa: Dla mnie super sprawa, że niedziela jest wolna. Uważam, że powinni zamknąć sklepy także w sobotę. Jestem na zakupach tylko ze względu na żonę, która chciała zrobić je przed wolną niedzielą.
    • reinadelafiesta Re: Babeszjoza :( 10.11.19, 14:56
      Trzy lata temu mój labrador złapał babeszjozę. Przez cały dzień chodził osowiały. Kiedy następnego dnia odmówił jedzenia, wiedziałam, że coś jest bardzo źle. Natychmiast pojechaliśmy do weterynarza, który już w progu zaczął go badać (m.in. oczy, żeby sprawdzić stan wątroby). Pies dostał mnóstwo zastrzyków, tabletek, środków przeciwbólowych. Lekarz powiedział, że po 3-4 godzinach powinna być widoczna poprawa i wtedy jest szansa. Jeśli nie, to niestety, kilkanaście godzin i będzie po psie... I rzeczywiście, po kilku godzinach pies wstał i zrobił kilka kroków. Całe leczenie jeszcze trwało, trochę dochodził do siebie, ale dzisiaj żyje, ma się nieźle, miałam okazję go zaprezentować w sąsiednim wątku. Ma tylko nieco pogorszone próby wątrobowe. Też był zabezpieczany, kropelkami na grzbiet (obroża odpada, bo mam zbyt gęstą sierść). Od tamtej pory podaję mu tabletki na kleszcze i pamiętam, że najgorszą porą dla psa jest październik- wtedy te pajęczaki są najbardziej aktywne.
      Skoro Twój psiak do tej pory nie umarł, to znaczy że jest naprawdę duża szansa, bądź dobrej myśli. Przesyłam dobrą energię od moich dwóch łobuzów.


      --
      Żeby dojść do źródła, trzeba iść pod prąď
    • thea19 Re: Babeszjoza :( 10.11.19, 23:49
      moja suczka miała babeszjozę, leczenie dało natychmiastowy efekt ale pies ma powikłania neurologiczne, wyszły po chyba 2 latach. Suczka mojej siostry miała 2 razy - drugi rz był śmiertelny bo każdy narząd w psie był pokryty guzami, które wyrosły w ciągu miesiąca. Leczenie nie dało żadnych rezultatów i psa uśpiono. Nie ma preparatu chroniącego przed babeszjozą, one tylko minimalizują ryzyko.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka