Dodaj do ulubionych

Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie.

12.11.19, 10:20
Natchnął mię wątek Milamala, ze zgrozą niejaką przeczytałam jak nawet światłe forumki postrzegają chore osoby, nie mogące z tego powodu podjąć pracy bądź też z powodu swoich schorzeń (zaburzeń) szybko ją tracące.
Ludzie bez pracy zawodowej o ile są w miarę młodzi i fizycznie zdrowi postrzegani są jako lenie, pasożyty, o małej przydatności społecznej, pasożytujący na mężu/matce emerytce, państwie raczej nie bo państwo takim osobom nie daje w praktyce nic (chyba, że mają dzieci).
Postaram się nakreślić sytuację osoby z nerwicą albo spektrum autyzmu, której dzieciństwo przypadało na czasy gdy taka osoba w praktyce nie mogła liczyć na profesjonalną pomoc (diagnozy pod tym kątem w Polsce zaczęły się pod koniec lat 90-tych i jak ze wszystkimi nowościami początkowo były rzadkie).
Osoba ta jako dorosła o ile nie otrzymała wsparcia i nie jest "programistą" ma w życiu, w tym i na rynku pracy bardzo ciężko. Często nie może odnaleźć się w prostych zadaniach życiowych, nie mówiąc o tych bardziej skomplikowanych.
Jest lub bywa powolna, ma niskie poczucie wartości, wspierane przez takie osoby jak Wy - czyli traktujące niepracujących jak ostatnią patologię i pasożytów. Wiele było takich wątków w kontekście niepracujących kobiet.
W pracy z ludźmi się nie odnajduje i w niej również budzi niechęć wśród współpracowników jak można się dowiedzieć z wątku "bo nie lubi zmian i nie bierze zastępstw".
Nerwicy również "nie widać", nie zawsze jej objawem jest nerwowość w zachowaniu czy mycie rąk 100 razy w ciągu dnia. Po wielu osobach nerwicy nie widać, więc osoby mało rozeznane traktują ją jak zdrową "której nie chce się pracować i ani chyb praca by ją uzdrowiła, dać tylko kopa w d.... na rozpęd".
Takie wnioski płyną z tego i podobnych wątków.
Jednocześnie jak wierzyć forum jest tolerancyjne, wyrozumiałe na niezawinione niepełnosprawności, oczywiście jeśli są to niepełnosprawności widoczne gołym okiem.
Nerwicy lub zaburzeń spektrum, innych psychicznych często nie widać gołym okiem. Taka osoba jest po prostu dziwna (ale zdaniem kumoch pewnie dlatego, że nie wychodzi do ludzi), powolna (gdyby poszła do pracy to by się rozkręciła) i oczywiście leniwa, pasożytująca na innych (gdyby emeryturka matki się skończyła to by ozdrowiała).
Nikt oczywiście tego nie powie o osobie fizycznie chorej np, niewidomej (że odzyska wzrok jeśli tylko pójdzie do pracy).
Ale nadal osoby chore na choroby, które wymieniłam niczym w średniowieczu chorzy na padaczkę traktowane są jak zło.


--
Wolność wypowiedzi - dla każdego.
Obserwuj wątek
    • sko.wrona Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 12.11.19, 13:09
      flegma_tyczka
      >
      > Nerwicy również "nie widać", nie zawsze jej objawem jest nerwowość w zachowaniu
      >
      Dokładnie gazet. Nerwicy nie widać. Występuje dość często (internet mówi, że u kobiet 20-25%). Ty tu piszesz jakby problem tylko Ciebie dotyczył. Nie przyszło Ci do głowy, że osoby piszące tutaj mają jakieś doświadczenie z nerwicą?

      Upublicznianie Twoich przemyśleń jakoby z nerwicą nic się nie dało zrobić, jest zwyczajnie szkodliwe. Ktoś, kto niedawno otrzymał diagnozę, mógłby się załamać.
    • iwoniaw Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 12.11.19, 14:44
      Tak, doskonale pamiętamy, jak hejtowałaś matki dzieciom we wszelkich konfiguracjach życiowych, szczególnie te, które ośmieliły się pożalić na jakieś problemy wynikające z (chwilowego lub stałego) braku pracy zawodowej, podupadały na zdrowiu w stopniu wymagającym zwolnienia lekarskiego, czy - nie daj Panie - przytyły parę kilo big_grin

      Doskonale pamiętamy, jakimi epitetami obdarzałaś dzieci forumek, które to forumki szukały porady przy problemach w szkole lub z rówieśnikami big_grin

      Dlatego tak, wiemy, że osoby z nerwicą i innymi zaburzeniami mają na świecie raczej ciężej niż lżej - bo świat jest pełen takich indywiduów jak ty, szukających tylko okazji do ich pognębienia w taki czy inny sposób. Smutne lecz prawdziwe.





      --
      "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
    • sirella Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 12.11.19, 15:41
      Chore osoby idą się leczyć i dzięki temu są w stanie funkcjonowac czasem całkiem sprawnie i ze zrozumieniem otoczenia. Osobę która upiera się żeby nie leczyć swoich problemów zdrowotnych ale chętnie żeruje na innych finansowo - trzeba doprowadzić do lekarza a nie glaskać utrwalając pasożytnictwo.
      W watku Mila... nie widać zdrowej osoby, bo córka niewydolna, matka chora kontrolerka podcinająca skrzydła, do tego mężuś leń. A do tego na "ratunek" temu towarzystwu startuje Miła... mająca ze sobą samą nie mniejsze problemy emocjonalno-psychiczne. Więc jedyne co tu widac to utrwalanie toksycznego domowo-rodzinnego układu i szukanie wymówek by nie iśc do lekarza i przypadkiem nie rozwiązać problemów.
      • 123zielona123 Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 12.11.19, 23:10
        Jasne zaczniesz chodzić do psychiatry to rozwiązanie wszystkich problemów. Naprawdę?

        Owszem schizofrenia czy ostra psychoza tu leczenie daje efekty. Depresja, nerwica niestety najcześciej nie. Jedna i druga zaburza relacje rodzinne i społeczne, a ich odbudowanie bywa niemożliwe.
        • miomamamia Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 09:55
          Co Ty za bzdury piszesz. W przypadku nerwic i depresji leczenie przynosi b. dobre efekty. odpowiednio dobrane leki i psychoterapia pozwalają wrócić do normalnego życia. Inaczej w przypadkach lekoopornych. W moim otoczeniu jest mnóstwo osób chorujących na depresje, które przyjmując leki b. dobrze funkcjonują: pracują, wychowują dzieci, cieszą sie życiem. Miewają gorsze dni, ale kto ich nie ma...
          • szalona-matematyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 11:28
            A ja znam osobe chorujaca od dziecinstwa na depresje, obecnie ma 35 lat i wyobraz sobie zadne leki nie dzialaja. Ta osoba nawet ukonczyla studia, oczywiscie rodzina bardzo w tym pomogla, bo akurat on ma szczescie, ze chociaz rodzina mu pomaga. Ale on nie jest w.stanie normalnie pracowac, po pros tu 8-godzinny wyscig szczurow jego przerasta. Nie ma tez mowy o zalozeni u rodziny, to tez go przerasta a i trudno.znalezc zone bedac biednym.i.psychicznie chorym. Na razie to funkcjonuje, ale co bedzie jak matka umrze?
          • milamala Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 00:04
            Bez checi wspolpracy faktycznie w ogole nie ma co oczekiwac poprawy. Tylko mam wrazenie, ze moja znajoma oczekuje, ze cos sie poprawi, ale chyba nie do konca mysli, ze ona cos moze sama zrobic (poddac sie terapii), raczej liczy, ze wreszcie dostanie taka prace w ktorej ktos sie nad nia zlituje i bedzie ja prowadzic za raczke do emerytury. Chyba nie do konca widzi wlasny problem, albo problem zrzuca (jak jej matka) na innych.
            • double-facepalm Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 00:22
              W innym wątku (Ritalin) tam gdzie mi "zdiagnozowalas dolna normę intelektualną xd"
              wspomniałam o centrach integracji społecznej itp instytucjach świadczących usługi reintegracji z rynkiem pracy. Tej kolezance ze tak powiem "networking" chyba odpada skoro raczej nie utrzymuje kontaktów z ludźmi z poprzednich prac/studiów etc., a od 10 lat nie pracowała nigdzie.
        • aerra Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 00:03
          Ale kto mówi, że hokus-pokus?
          Leczenie czy terapie bywają długotrwałe i wymagają pewnego wysiłku - a przede wszystkim "chcenia".
          Oczywiście, że łatwiej jest płakać jakim się to jest biednym żuczkiem, któremu w życiu tylko pod górkę. Jasne, niektórzy mają bardziej pod górkę niż inni. Bo życie zwyczajnie nie jest sprawiedliwe.
          Tym niemniej są terapie, są leki, jest sporo możliwości, ale żadna nie polega na pstryknięciu palcami i wypowiedzeniu magicznej formułki.

          --
          super_hetero_dyna: Ojciec (adopcyjny) jest jak krzesło (elektryczne), demokracja (liberalna) albo sprawiedliwość (społeczna).
          <*>
          • flegma_tyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 07:41
            I bywają nieskuteczne.
            Tak, nieskuteczne. Jeżeli operacja się nie uda to tak po prostu stało się, nikt nie gwarantował, że się uda.
            Jak terapia nie przynosi trwałego efektu to znaczy, że wina jest chorego - albo za słabo się przykładał albo wybrał złego terapeutę albo za szybko chciał mieć efekty.
            Absolutnie zdaniem kumoch z forum nie ma opcji by terapia nie pomogła i to nie dlatego, że chory się nie starał lub terapeuta był słaby.
            Nie znam absolutnie żadnej osoby (chyba, że powód był jeden i konkretny, a osoba normalna i neurotypowa tylko dotknął ją pech np. rozwód czy gwatł) nieneurotypowej której terapia pomogłaby w sposób trwały, zwłaszcza jeżeli jednocześnie w dzieciństwie też było nie-halo.
            Kiedyś nie można było źle mówić o Kościele, teraz o tym, że terapia nie zawsze działa i nie wynika to z winy ani chorego ani terapeuty.

            --
            Wolność wypowiedzi - dla każdego.
    • zamyslona_ona02 Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 00:46
      Trudno zakładać, że każda osoba, która nie ma sukcesów zawodowych jest chora. Idąc tym tokiem można pomyśleć, że jeśli:
      a) ktoś nas zwyzywa - nie powinniśmy się denerwować może ma jakieś zaburzenie, problemy z agresją, ale leczy się,
      b) komuś trzeba tłumaczyć każdą rzecz 15 razy - może ma problemy z koncentracją wynikające z jakiejś choroby,
      c) ktoś w ciągu dnia zrobi tyle ile inny w godzinę - może nerwica, itp.
      Oczywiście jeśli ktoś naprawdę choruje i o tym powie ok, ale wiadomo nie musi tego robić. Trudno jednak oczekiwać, że u każdej osoby będziemy doszukiwać się chorób. Do wielu zachowań można by coś podciągnąć, ale nie oszukujmy się, na świecie oprócz chorych są też lenie, wygodniccy, bujający w obłokach itd.
      • double-facepalm Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 01:13
        I hmmmm jakbyś zadala sobie minimalny trud zerkniecia w tamten wątek to bynajmniej nie chodzi o żaden brak sukcesow zawodowych bo przez to rozumie się tkwienie np w pracy poniżej kwalifikacji lub brak awansu przez x lat, a o kompletna przerwę w podejmowaniu jakiejkolwiek pracy. Taka subtelna różnica a widać ciężko pojąć.
      • flegma_tyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 07:48
        Jak odróżnisz faktycznego lenia od osoby nieneurotypowej, która z natury jest powolna i nie radzi sobie z ogarnięciem pracy zawodowej?
        Z tamtego wątku niemal jak na dłoni wynikało, że Pani ma co najmniej kilka mocnych cech osoby ze spektrum, przypominam - w latach jej młodości gdy terapie najbardziej (jeśli już) mogą coś zdziałać i być skuteczne nie było to diagnozowane ani leczone.

        --
        Wolność wypowiedzi - dla każdego.
        • double-facepalm Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 11:17
          Aha, w latach jej podlegania obowiązkowi szkolnemu. To powiem Ci ograniczna osobo, ze dziewczeta na spektrum nadal są mało "widzialne" dla takiego bardzo masowego systemu a jak pochodzą z rodziny której to wisi luźnym kalafiorem to tym bardziej

          Zaproponuj nfz-owi żeby w ramach cięcia kosztów przestał refundowac psychoterapię ludziom pełnoletnim trollu. Bo z chwilą otrzymania dowodu ktoś staje się skostnialym betonem.
          • flegma_tyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 11:29
            Nie jestem trollem, a wiek jest istotny przy terapii. Najlepsze efekty są gdy człowiek jest w terapii w młodym wieku. Im ma więcej lat tym trudniej i każdy specjalista Ci to powie.
            Na temat refundowania lub nie terapii na NFZ się nie odzywałam, więc nie wiem czemu nagle z tym wyskakujesz.

            --
            Wolność wypowiedzi - dla każdego.
    • lot_w_kosmos Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 06:26
      W tamtym wątku się nie udzielałam.
      Ale wobec tego, co piszesz - należałoby z mety w codziennym życiu dawać potężny kredyt zaufania wszystkim ludziom, którzy są trudni we współżyciu, leniwi, nieużyci, aspołeczni.
      Nie drążyć, dać się wykorzystać, być tolerancyjnym wobec wielu zachowań, kosztem siebie, swojej godności, swojego komfortu, samopoczucia.
      Z ciągłym założeniem, ze mamy do czynienia z chorym?
      Z złożeniem, że to jest zawsze ktoś chory - bo nie wiemy przecież, co nim kieruje....

      Myślę, że we współczesnym świecie poprawność politycznaxposuwa się jednak za daleko....
      • flegma_tyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 07:44
        Raczej w tym przypadku na forum nie ma jej wcale. Ile razy osoby tylko niepracujące (nie będące alkoholikami, nie zaniedbujące dzieci jeśli je miały, nie agresywne, nie popełniające przestępstw) były tu wyzywane od pasożytów i leni? Jednocześnie o ciemnoskórych którzy niemal na bank nie czytają tego forum nie można nic złego napisać ( i ok, ale czemu o nieneurotypowych można, skoro jest spora szansa, że przeczytają że są leniami i pasożytami i gdyby tylko chcieli to by mogli!).

        --
        Wolność wypowiedzi - dla każdego.
        • flegma_tyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 07:46
          Oczywiście tekstami o leniach i pasożytach moderacji się nie przejmowała w odróżnieniu od ciemnoskórych czy muzułmanów, więc polityczna poprawność jest, ale nie w Tym przypadku - ludzi zaburzonych, najczęściej nie z własnej winy ( nie taki układ nerwowy, neurologia, spektrum).
          Słusznie prawi Taki Sobie Nick, że tylko zaburzone dziubdziusie zasługują na forum na zainteresowanie, dorośli nikogo nie interesują.

          --
          Wolność wypowiedzi - dla każdego.
        • flegma_tyczka Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 08:14
          Prywatna terapia też nie gwarantuje sukcesu w przypadkach ciężkich.
          Wiem, nieładnie tak pisać bo może wejdzie na wątek jakaś chora osoba i się załamie, ale uważam, że warto pisać o wszystkim i nie koloryzować rzeczywistości bo to też nic nie daje.
          Znam osobę po: terapii indywidualnej, grupowej, leczeniu farmakologią (różne kombinacje leków bo gdy nie działały takie zmieniało się na inne), nawet w szpitalu. Brak wyraźnej poprawy, pozostała jeszcze tylko jedna opcja i jeżeli i ona nie przyniesie efektów to w zasadzie współczesna medycyna nic więcej już nie oferuje.
          Niestety obecnie nie jest w stanie podjąć pracy. Fizycznie zdrowa (łącznie z tarczycą), z wyglądu - normalna, jeszcze stosunkowo młoda (nie emerytka), więc trafia do worka "pasożyt/leń".
          Tak, tutaj o tego typu chorobach tylko jak o zmarłym - dobrze (leczenie kończy się sukcesem) albo wcale.


          --
          Wolność wypowiedzi - dla każdego.
    • fawiarina Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 10:40
      Każdy człowiek jest w jakimś sensie atypowy. Rozumiem, że niektórzy mają nieco trudniej, bardziej pod górkę. Ale serio, większość ma jakiś problem, deficyt czy trudność. Jeśli nawet nie wnika to z cech własnych, to jego trudnością są obciążające warunki funkcjonowania w domu (opieka nad kimś starszym, niepełnosprawnym, opieka nad małym dzieckiem, samotne rodzicielstwo, rozwód lub śmierć partnera).
      Gdybyśmy stosowali wobec wszystkich, którzy mają jakieś problemy taryfę ulgową, to świat musiałby się chyba zatrzymać, bo nie byłoby komu pracować.
        • fawiarina Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 12:52
          Ja jestem bardzo za wszelkimi programami aktywizacji zawodowej, kursami, stażami podczas których człowiek miałby sensownego opiekuna stażu. Ale za tym muszą iść konkretne pieniądze, w tym dofinansowanie do przystosowania miejsca pracy oraz dofinansowanie samego wynagrodzenia czy jakieś ulgi (tak jak to ma miejsce w przypadku osób z orzeczeniem o niepełnosprawności i PFRONem). Żaden pracodawca sam z siebie żadnej taryfy ulgowej nie da.
    • smillla Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 10:47
      Winien model zatrudnienia w Polsce. Wpędzający część ludzi w patologię (totalne nieróbstwo i życie z socjalu lub na cudzy koszt) a drugą część we frustrację (wyrabianie na rzesze socjalnych, brak czasu na prywatność, zadbanie o siebie i o zdrowie, niemal niewolnictwo polegające na niemożności negocjacji własnych potrzeb i byciu na potrzeby firmy).
      Zauważcie, że w Danii, Szwecji czy Holandii jest wysoki odsetek zatrudnionych, w tym zatrudnione są osoby z nerwicami i z pogranicza ZA - nikt ich nie releguje z rynku pracy z powodu ich specyficznych cech. To rynek pracy dostosowuje ofertę do możliwości pracownika.
      Szybciej się męczysz pracą w zespole, potrzebujesz więcej odpoczynku? Pracuj na 1/2 etatu, a jeśli zabraknie ci środków, otrzymasz dopłatę. Zawsze to lepiej komuś trochę dopłacić, niż całkowicie go utrzymywać.
      W Polsce nie ma rozwiązań pośrednich: albo patologicznie i trwale nie kiwasz palcem i jesteś całkowicie utrzymywany przez innych, i klasyfikowany jako nierób lub przypadek z dyskredytującym schorzeniem, albo, jeśli idziesz do pracy, to każą ci pracować nie tyle, ile możesz, tylko tyle, ile pracodawcy chcą, i choćby cię zatrudnili na 1/2 etatu, co graniczy z cudem, wkrótce obudzisz się z całym etatem obowiązków, a jeśli zaprotestujesz, nazwą cię dziwakiem i jakimś głupkiem, bo przecież każda minuta spędzana w pracy i każda idąca za nią złotówka powinna być twoim priorytetem. "Wstawać i pracować i mieć - jak śpiewał Janerka. - Nie ma co mogę, nie ma co chcę" - kwitował sytuację. To było ze 30 lat temu i dotąd się nie zmieniło.

      Brak w Polsce akceptacji dla tego, że nie wszyscy chcą dużo pracować i dużo mieć. Niektórzy mogą i chcą mniej pracować i mniej mieć. Za karę są wykopywani ze świata pracy. Albo jesteś pracoholikiem, albo bezrobotnym. Rozwiązań miękkich i pośrednich brak.

      Gdyby znajomej Milamali zaoferowano pracę w OPS-ie jako opiekunka osoby starszej na 1/4 etatu - pewnie dałaby radę. I może nawet, mimo pewnej powolności, byłaby ceniona przez podopiecznych jako spokojna, uczciwa i miła. Ale w Polsce, gdyby zobaczono, że kobieta jest ok, od razu dowalono by jej pracy ponad etat, i znajomą Milamali by "przegrzało", zaczęłaby popełniać błędy i zlądowałaby na niczym.

      Uważam, że w Polsce dla szeregu osób powinno być gwarantowane zatrudnienie w niepełnym wymiarze. Np. rodzice niepełnoletnich dzieci mogliby, jeśli chcą, skorzystać z gwarancji pracy na 1/2 czy 3/4 etatu bez mozliwości przydzielania im nadgodzin. Tak samo osoby z deficytami, po dłuższym bezrobociu. W ogóle każdy, kto by chciał, powinien mieć taką gwarancję. Nie bylby dyspozycyjny, więc nie dostawałby dodatku, który pobieraliby ci, którzy godzą się na prace w nadgodzinach. Wszystko byłoby do zrobienia, tylko nikomu się nie chce ruszyć mózgiem.
          • iwoniaw Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 13:45
            nenia1 napisała:


            > He, he, nawet nie wiesz jak długo szukałam osoby na pół etatu. To znaczy, chętn
            > i są, ale pod warunkiem zarabiania jak na całym.

            No to ja mam doświadczenia z drugiej strony: może by się i znalazła praca na pół etatu, ale pod warunkiem, że będzie polegała na wypłacaniu 1/2 pensji etatowca za tę samą robotę, którą on wykonuje na całym etacie, a najchętniej, żeby jeszcze taki półetatowiec nie wyrywał po 4h do domu, bo jak to tak, idzie sobie, gdy inni zostają big_grin




            --
            'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
            'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
            • nenia1 Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 14:16
              Nie, nie robię takich rzeczy, praca miała być 4 godzinna i tyle.
              Pracownik-niewolnik nie będzie dobrze pracował, albo szybko zmieni pracę, a ja muszę długo szkolić, więc to nie dlatego, że jestem "taka dobra" tylko zwykły interes.
              Niestety praktyczny brak zainteresowania, dlatego niepomiernie mnie dziwi tak częste narzekanie na ematce, bo rzeczywistość z mojego punktu widzenia jako pracodawcy mówi jednak coś odwrotnego.
              • iwoniaw Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 14:35
                nenia1 napisała:

                > Nie, nie robię takich rzeczy, praca miała być 4 godzinna i tyle.

                Nie mówię, że Ty tak robisz (albo że w ogóle wszyscy), ale to się niestety zdarza często. Także w wersji, że ktoś chce obniżyć sobie wymiar etatu (np. na 3/4 i pracować 6 h dziennie), bo z tego czy innego powodu musi być dłużej poza pracą - tak samo, oczekiwanie, że będzie robił to samo i w takiej samej ilości jak dotychczas, plus jeszcze fochy kolegów (podkręcane przez szefa: "no X wychodzi WCZEŚNIEJ, więc wam reszta zostaje do zrobienia" - ani słowa, że X wychodzi dokładnie po takim czasie, za jaki ma płacone, a nie żadne wcześniej) są dość powszechne w opowieściach znajomych, którzy próbowali tej opcji. Właściwie każdy z nich wcześniej czy później albo wolał już wrócić na etat 8h, albo, jeśli naprawdę nie miał logistycznych możliwości, by te 8h dziennie spędzać w pracy, rezygnował z tejże pracy (w przypadku skrajnym - z pracy zarobkowej w ogóle).


                --
                Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
                Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
      • smillla Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 14:00
        Wyznam, że napisałam pod wpływem silnych emocji związanych z tym, że sama walczę o danie mi spokoju na niepełnym etacie, i przez to moje CV wygląda marnie: za dużo zmian miejsc pracy. Nie dlatego, iżbym robiła coś złego. Przeciwnie: jestem dobra w tym, co robię, ale chcę to robić w niepełnym wymiarze. Szefowie totalnie wydaja się tego nie rozumieć i maja swoje stereotypy pt. "pracownik" (istota żadna zarobku bez względu na wszystko), w których ja się nie mieszczę, co ich złości.
        Jest tak: Zaczynam nową prace na odpowiadających mi zasadach, np. 1/2 etatu. Dobrze się wywiązuję, jest miło, więc szefowie uruchamiają sobie taśmę: Jest dobra, damy jej bonus: cały etat i nadgodziny! No co, nie cieszy się pani? Nieźle Pani zarobi! Takie zaufanie na Panią spłynęło, takie wyróżnienie!
        I nagle ja podważam ich racje, bo mówię: Nie, dziękuję. To oni wkurzeni, już sobie zaplanowali, wmuszają te swoje dobra. To ja przymuszona czuje się jak niewolnik, a że z niewolnika nie ma robotnika - tracę cały zapał, gorzej pracuję. To oni: Co się stało? Taka była kiedyś dobra!
        I na nic im tłumaczyć, że jestem dobra tylko w ramach pracy w odpowiadającym mi wymiarze. Zbyt skomplikowane. Tak przecież nie bywa: pracownik nie chce więcej zarobić. Herezja jakaś.

        Robi się przykro, nieznośnie, nie chce mi się żyć z wmuszeniem, odchodzę więc tam, gdzie oferują np. 3/4 etatu i nie mówią o zwiększeniu, ale tam też uznają mnie za tak dobrą, że organizują mi zwiększenie, którego ja nie chcę, i znów się robi nieprzyjemnie - i tak to wszystko toczy się do mojej rychłej nerwicy i postawienia jednak na życie z zasiłków, bo już nie wiem, co mam z tym robić.
        Naprawdę, mimo, że jestem wykształcona i dobra w wykonywanej pracy, wypadnie mi chyba żyć z socjalu. Choć nigdy tego nie chciałam i lubię pracować, a moja praca przynosi pożytki. Nie wiem, dlaczego nigdy nie chcą mi dać spokoju z tymi zwiększeniami wymiaru i nadgodzinami. To jakaś klątwa.
        • nenia1 Re: Nerwica, inne zaburzenia, a bezrobocie. 13.11.19, 19:02
          Trudno mi powiedzieć smilla co robisz źle, bo nie znam cię, nie mam możliwości obserwowania twoich zachowań, a być może zwyczajnie nic nie robisz źle, tylko trafiasz na takich pracodawców. Choć jeśli schemat się powtarza faktycznie czasem dobrze przyjrzeć się sobie, ale nie jest to regułą. Ja wychodzę z założenia, że człowiek dobrze traktowany pracuje lepiej. Mnie nie zależy, żeby nadawać sobie ważności bo mogę pokazać "kto tu rządzi" zupełnie nie mam takich potrzeb, mnie zależy na tym, żeby mieć dobrych pracowników, a dobry pracownik to zadowolony pracownik. U mnie nie ma więc chęci zmiany etatu na siłę, bez wcześniejszej konsultacji z pracownikiem, zresztą zdaję sobie z tego sprawę, bo sama kiedyś pracowałam na etacie, że po prostu nie każdy chce pracować 8 godzin i pieniądze nie wszystko zrekompensują. Zresztą ogólnie nie lubię sztywnych zasad, choć nie jestem też zwolennikiem braku zasad, dlatego np. robię widełki od której godziny kto chce pracować, bo jeden człowiek jest sową, inny skowronkiem. Dla mnie liczy się wykonana praca, a nie siedzenie "od do" dla samego siedzenia. Osobiście również, z pewnej ostrożności, wolę mieć 3 osoby na 3/4 etatu niż 1 na całym plus nadgodziny, bo szansa że wszystkie 3 zachorują, zajdą w ciąże czy odejdą jest mniejsza niż przy jednej osobie. Więc u mnie nic nie musiałabyś robić, żeby mieć to co chcesz, dlatego sądzę, że błąd nie leży po twojej stronie. Po prostu część, może i znaczna część ludzi, nie radzi sobie z tą odrobiną władzy/przewagi jaką ma będąc pracodawcą i zamiast czuć, że z racji tego spoczywa obowiązek większej odpowiedzialności za tworzenie dobrej atmosfery w pracy i troski o wydajność pracowników to starają się pokazać swoją ważność, nieomylność, nadać sobie znaczenia. Być może na takich ludzi trafiłaś i stąd obraza, że nie doceniasz ich cudownych pomysłów. Ja moich pracowników zachęcam do mówienia co im nie odpowiada, z oporami bo z oporami, jesteśmy uczeni czegoś innego od dziecka, ale łamią się i czasem mówią smile Uważam, że to zdrowe, bo jak wiem co im nie pasuje, mogę to zmienić, a im z kolei nie zalega i nie gromadzi się w duszy, coś co przeszkadza w pracy. To powoduje, że pracownik zaczyna pracować optymalnie, drogą do dobrego pracownika nie jest wcale przymus i wykonywanie przez rozkazów pana i władcy, po prostu jesteśmy zespołem, który jedzie na tym samym wózku. Ale może ktoś inaczej nie potrafi i w ten sposób czuje się ważny.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka