Dodaj do ulubionych

O co chodzi z tym bieganiem za piłką?

27.11.19, 08:01
Przy okazji wątków z wiekiem ojca w tle po raz kolejny można przeczytać o graniu z synem w piłkę/ uczeniu jazdy na rowerze. W sensie, że starszy pan nie wydoli kondycyjnie i nie wpisze się w jakichś archetyp męskiej aktywności. Ja rozumiem, że na Braciach Samcach młodzi panowie sobie wyobrażają, co robili by z własnymi dziećmi (synami), przy założeniu, że jakaś kobieta podeszłaby do nich bliżej niż na odległość kija.
Chyba jednak w zestawieniu z codziennymi obowiązkami, to granie w piłkę nie jest kluczowe. Bardziej obciążające fizycznie i psychicznie są np. codzienne poranne odprowadzanie do placówek, opieka nad chorym dzieckiem, nadążanie za systemem edukacji, rozumienie dziecięco-młodzieżowych mód i trendów itp. Granie w piłkę jest, szczerze mówiąc, bez znaczenia.
Obserwuj wątek
    • te_de_ka Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:22
      Granie w piłkę ma to samo znaczenie co gra wstępna, niby można pominąć, ale w ogólnym rozrachunku się nie opłaca. Gra w piłkę ma w samczym świecie charakter więziotwórczy, można nawet nie kopać własnymi kopytami, wystarczy mieć wspólne boisko mentalne. Ojciec z synem powinien taki wspólny samczy obszar mieć, to nie musi być piłka, choć w naszej kulturze wysoko się pozycjonuje, może to być fascynacja samochodami, militariami i takie tam męskie klimaty.
            • sowka.szara Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 16:51
              triss_merigold6 napisała:

              > Może nie potrzebować akurat z ojcem, z różnych powodów, a realizować w grupie r
              > ówieśniczej, w klubie, drużynie, z innym mężczyzną z rodziny. Bywają faceci tak
              > denni, że przebywanie z nimi ma ujemną atrakcyjność.

              No i właśnie dlatego bym się martwiła, że rozmnożyłam się z dennym facetem.
              • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 16:59
                sowka.szara napisała:


                > No i właśnie dlatego bym się martwiła, że rozmnożyłam się z dennym facetem.

                I co by Ci dało martwienie się, w takiej sytuacji trzeba stosować program naprawczy, a nie "martwić się", no weź...


                --
                Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
                Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
                  • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 17:03
                    bigzaganiacz napisał(a):

                    > się, w takiej sytuacji trzeba stosować program naprawczy, a nie "martwić się",
                    > no weź...
                    >
                    >
                    > program naprawczy w postaci trzeciego czy czwartego "wujka"

                    Masz lepsze propozycje w przypadku wtopy z ojcem bio i brakiem odpowiednich własnych braci, kuzynów itp?




                    --
                    Spójrzmy na ciąg cyfr: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Gdzie ukryła się ósemka?
                    Na pierwszy rzut oka w podanym ciągu ósemki nie ma. A kiedy przyjrzymy się uważnie jeszcze raz, cyfry osiem nadal nie dostrzeżemy. Ciekawostką jest, że sztuczka ta udaje się tylko wtedy, kiedy w ciągu cyfr nie ma ósemki.
                  • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 17:59
                    No bo niedobrze, ale co to zmienia? W przypadku ojca starszego o 70+ w wieku lat nastu może z dużym prawdopodobieństwem nie mieć w ogóle okazji się przekonać, czy ma taką potrzebę czy nie. Człowiek 80+ będzie raczej sam potrzebował opieki i asysty niż będzie w stanie takowe zapewnić nastolatkowi.



                    --
                    'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
                    'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
    • barattolina Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:26
      Z perspektywy dziecka to granie w piłkę jest właśnie najważniejsze.
      Wszystko co się robi wspólnie - zabawa i spędzanie razem czasu.

      Kiedyś psycholog mi to tłumaczył.
      Dzięki temu tworzy się więź, dziecko czuje się kochane i szczęśliwe.
      Dla niego nie ma większego znaczenia czy ktoś go do szkoły zawiezie czy sam pójdzie na piechotę.
      • lily_evans11 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:42
        Ta... nie ma znaczenia, ale samo jakoś do tej placówki nie dotrze (myślę tu o przedszkolu, ale i o szkołach, które są oddalone od miejsca zamieszkania - ja bym np. musiała puszczać do rejonu 7-latkę tramwajem na okrętkę ileś przystanków, jakby miała sama jeździć, z perspektywy dorosłego coś takiego to czyste zaniedbanie własnego dziecka).
        Niestety, ale przed zabawą jest czysta logistyka dnia powszedniego - dom się sam nie wysprząta, żeby dzieciątko nie siedziało w brudzie i smrodzie, jedzenie samo nie przyjdzie ze sklepu i nie ugotuje, żeby dzieciątko z głodu nie umarło itd. itp.
        Pisać, że to nie ma większego znaczenia może tylko ktoś, kto nigdy nie wychowywał dziecka sam, bez drugiego rodzica i nie wie, jak to jest, kiedy doba nie chce się wydłużyć, a logistyka po prostu wykańcza kogoś, kto w pojedynkę ciągnie ten wózek zwany rodziną.

        --
        Nigdy nie byłam złą babą
        • dziennik-niecodziennik Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 12:07
          ale dla dziecka obowiązek nie jest więziotwórczy. tzn jest, ale o wiele mniej. tak jak dla wiekszosci dzieci ciuch - taki zwykły, nawet i najpotrzebniejszy - nie jest prezentem. mało ktore dziecko cieszy sie ze dostanie na urodziny sweter (no chyba ze o nim marzy i dostanie wlaśnie taki, ale to wiadomo, inna sytuacja).
          dziecko czasu spedzanego samochodzie w drodze do szkoły, przy stole przy obiedzie itd nie odbiera jako czasu poswiecanego mu. a za taki uwazaja np wspolne oglądanie bajki.


          --
          "(...)kieckę rzuciła, kazała do sklepu oddać. W sklepie nie przyjęli bo kod nie wszedł!" - "Kot wszędzie wejdzie..."
          Pietrek + Solejuk wink
          • bi_scotti Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:05
            dziennik-niecodziennik napisała:

            > dziecko czasu spedzanego samochodzie w drodze do szkoły, przy stole przy obied
            > zie itd nie odbiera jako czasu poswiecanego mu. a za taki uwazaja np wspolne og
            > lądanie bajki.

            Niemniej z perspektywy matki odchowanej trojki moge z reka na sercu powiedziec, ze najwiecej spontaneous conversations odbytych z kazdym z moich dzieci odbylo sie wlasnie w samochodzie, gdy ich dokads tam wozilam, na zakupach, nakrywajac razem do stolu, grabiac liscie czy odsniezajac. Wtedy dzieci gadaly wink Ot tak, just because … wink I w takich okolicznosciach dowiadywalam sie najwiecej o ich szkolnych perypetiach, o classmates, o nauczycielach, o pierwszych milosciach, o marzeniach na przyszlosc etc. etc. etc. Wiec choc moze dzieci nie odbieraja/nie odbieraly tego czasu jako meaningful z ich perspektywy, to w sumie byl on bezcenny z mojego point of view, jako rodzica. Oczywiscie, byl fun gdy razem jezdzilismy na camping, na narty, na canoe etc. ale fun to jedna sprawa a taka "do dna" komunikacja to inna para kaloszy smile Cheers.




            --
            "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
            Leonard Cohen
        • milka_milka Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:47
          Ale jedno nie wyklucza drugiego. To nie jest albo albo lecz i.

          --
          Kobieta z racji posiadania dwóch XX ma w pakiecie wbudowaną opcję sprzątania.[...]x wygląda trochę jak kosz na śmieci, a trochę jak kosz na brudną bieliznę. Jak nie pucuje wszystkiego w zasięgu wzroku, to jest godna pożałowania.Facet ma Y a to wygląda jak kieliszek. On może olewać. by beataj1
          • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 12:29
            milka_milka napisała:

            > Ale jedno nie wyklucza drugiego. To nie jest albo albo lecz i.
            >

            To Ty tak rozsądnie stawiasz sprawę, pani powyżej pisze, że dziecku jest obojętne, czy popyla do szkoły w deszczowy poranek na piechotę, czy je rodzic ogrzewaną limuzyną podrzuca pod drzwi. Ja znam jakieś nietypowe dzieci, którym w ogóle to nie jest obojętne, wolą nawet z sąsiadem się zabrać niż zasuwać poboczem wink


            --
            'I don't think you can fight a whole universe, sir!'
            'It's a prerogative of every life form, Mr Stibbons!'
      • little_fish Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:07
        ” Z perspektywy dziecka to granie w piłkę jest właśnie najważniejsze.
        Wszystko co się robi wspólnie - zabawa i spędzanie razem czasu." - no to niech się psycholog zdecyduje, czy najważniejsze jest granie w piłkę, czy spędzanie czasu razem. Bo fantastyczne więzi można tworzyć idąc rano do przedszkola i w czasie zakupów po drodze. Oczywiście, nikt nie neguje roli wspólnej zabawy z dzieckiem, ale nie przesadzajmy
        • iwles Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 10:05
          Raczej chodzi o "rozrywkowe" wspólne spędzanie czasu wolnego, a nie o obowiązki.
          To tak, jakbyś czas wpólny z mężem/partnerem ograniczała do wspólnych zakupów i odwożenia do/z pracy.

          Najważniejsze w tym wolnym czasie jest rodzicielskie "chcę". a nie "muszę".



          --
          Paweł

          Moje dziecko powiedziałosmile
          • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 12:35
            iwles napisała:

            > Raczej chodzi o "rozrywkowe" wspólne spędzanie czasu wolnego, a nie o obowiązki
            > .
            > To tak, jakbyś czas wpólny z mężem/partnerem ograniczała do wspólnych zakupów i
            > odwożenia do/z pracy.

            No, ja właśnie uważam, że bez tych "wspólnych zakupów i odwożenia do pracy" to się niejeden związek posypał - zarówno w wersji "małżeństwo na odległość, wspólne tylko święta i urlopy", jak i mieszkających co prawda razem, ale żadne się nie tyka "działki" drugiego (bez względu na to, jak podzielili obowiązki). Więziotwórcze to jest właśnie wspólne zwyczajne życie, a nie tylko wspólne fajerwerki, bo one mogą być fajne nawet z kompletnie obcymi i obojętnymi ludźmi - w przeciwieństwie do codzienności, w której każdy ma jakieś trudy do pokonania.



            --
            "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
              • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 13:30
                iwles napisała:

                > E no, znowu albo, albo. Nie o to mi chodzi.
                > Ja piszę, że budowanie więzi nie powinno opierać się TYLKO na wspólnych obowiąz
                > kach, ale TAKŻE na wspólnym spędzaniu czasu wolnego.
                >

                No ale z tym nikt przecież nie dyskutuje. Gałąź się wykluła ze stwierdzenia cytowanego przez barattolinę psychologa, że rzekomo dziecku wszystko jedno, w jakim standardzie się odbywa szeroko pojęta opieka i standard codzienny, o ile tych rozrywkowych igraszek nie brakuje. No więc nie.


                --
                "Lubię muzykę poważną, ale nie jestem aż takim zwolennikiem klasyki, żeby puszczać ją sobie w domu." (Zbigniew Boniek)
                • iwles Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 13:43
                  Opieka i standard codzienny dziecku nie jest na tyle obojętny, na ile nie obciąża go za bardzo. Konkretnie JEGO (czyli np. woli jechać, niż iść, żeby się nie zmęczyć itp.)
                  Natomiast wg mnie, nie jest to wspólnie spędzany czas, z perspektywy dziecka.
                  Co więcej, logistyka poranna pracującego dorosłego powoduje, że poranki są nerwowe, w pośpiechu. I dziecko częściej jest dyrygowane i pospieszane, niż są to luźne, swobodne Polaków rozmowy (rodzica z dzieckiem).



                  --
                  Paweł

                  Moje dziecko powiedziałosmile
      • iwoniaw Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 12:26
        barattolina napisała:


        > Kiedyś psycholog mi to tłumaczył.
        > Dzięki temu tworzy się więź, dziecko czuje się kochane i szczęśliwe.
        > Dla niego nie ma większego znaczenia czy ktoś go do szkoły zawiezie czy sam pój
        > dzie na piechotę.

        Dziwny ten psycholog, życia nie zna big_grin Moje całkiem już sporawe dziecię lat 15, dysponujące kartą miejską i przystankiem pod domem (autobus do szkoły ma co kilka minut) jakoś woli się zabrać z tatusiem do auta, jako że ten jedzie do pracy szkołę mijając po drodze. I śmiem twierdzić, że czuje się dzięki temu bardziej kochane i szczęśliwe, niż gdyby tatuś więź tworzył za pomocą wdrażania idei "idź, dziecię, na piechotę, wieczorem sobie za to w szachy pogramy razem" big_grin


        --
        "George, while his intelligence was way above normal (...) was required by law to wear it all the time. It was tuned to a government transmitter (...) to keep people like George from taking unfair advantage of their brains."
      • memphis90 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:47
        >Z perspektywy dziecka to granie w piłkę jest >właśnie najważniejsze
        Mam dwoje dzieci - dla każdego piłka to opcja "za karę". A na rowerze ja nauczyłam jeździć, obydwoje. Więc nie, kopanie piłki nie jest niezbędną częścią ani dzieciństwa, ani ojcostwa.

        --
        "Nie pogardzaj drugim człowiekiem, dopóki nie poznasz jego historii. A gdy tylko poznasz, to bądź sobą i spluń" niezatapialna-armada.blogspot.com
    • 18lipcowa3 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:28
      mysle że granie w pilke to tylko taka ogolna nazwa zabaw-prac ojcowsko -synowskich, rownie dobrze moze byc dłubanie w aucie, chodzenie na ryby, itp

      --
      Akurat w wypadku mężczyzn twierdzenie, że coś tam mają bardzo przemyślane, to idealizacja tej płci.- by Triss
          • z_lasu Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 10:33
            No i właśnie kluczowe jest czy (jakiś, teoretyczny) starszy pan da radę "także". Bo jednak najpierw dziecko musi dostać obiad. I mam wrażenie, że w pytanie o piłkę nie chodzi stricte o rozrywki, tylko o to, czy pan da to i to i to i jeszcze pograć w piłkę.
            • flegma_tyczka Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 10:37
              W dzisiejszych czasach w dużym mieście sięgasz po aplikację i zamawiasz dla dziecka i siebie dowolne jedzenie z dostawą pod sam nos "do 30 minut", tak to kosztuje, ale aktor jest zamożny.
              Może też nająć Panią do gotowania.
              Na mieście ciągle widzę dostawców jedzenia (i mam też swoje przemyślenia odnośnie galopującej otyłości, ale to na inny temat).

              --
              Jestem kobietą jeżeli ma to jakieś znaczenie.
        • dido_dido Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 10:38
          triss_merigold6 napisała:

          > Tu wiek jest bez większego znaczenia, niemniej na co dzień ważniejsze jest poda
          > nie obiadu (wstaw inną codzienną czynność) niż łowienie ryb w sobotę.

          Tak, z twojego dorosłego punktu widzenia tak
          Ale zapytaj dzieciaka co woli - obiad czy ryby/rower/piłkę/wesołe miasteczko smile
          • bi_scotti Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:17
            dido_dido napisała:

            > Ale zapytaj dzieciaka co woli - obiad czy ryby/rower/piłkę/wesołe miasteczko smile

            Z doswiadczenia z trojka koncertowych niejadkow moge zeznac, ze nawet najbardziej wybredny niejadek dochodzi jednak do wniosku po 2-3 dniach BEZ obiadu, ze obiad swaja wartosc ma. Szczegolnie gdy dochodzi element porownywania, co jest u kolegow/kolezanek albowiem peer influence nie jest bez znaczenia! I wbrew pozorom dzieci cenia sobie rutyne, codziennosc, poczucie bezpieczenstwa jakie daja zasady & rules, ktorym sie musza w domu podporzadkowac, lacznie z codziennym wspolnym posilkiem smile Tata, z ktorym sie razem obiera kartofle na obiad jest na dluzsza mete fajniejszym (!) tata niz ten, ktory pojawia sie raz na miesiac i zabiera na 3 godziny na ryby. Sooner or later znakomita wiekszosc dzieci zaczyna doceniac znaczenie tego, ze tata jest na codzien chocby i bez zaplecza wesolego miasteczka na zawolanie. Cheers.




            --
            "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
            Leonard Cohen
            • iwles Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:24
              niby fajnie z tatą obierać ziemniaki, ale dziecko nadal nie umie jeździć na rowerze, na łyżwach, pływać itd.
              Ktoś TAKICH umiejętności też musi dziecko nauczyć. I dobrze, jeśli rodzic znajdzie na to czas.

              --
              Paweł

              Moje dziecko powiedziałosmile
              • bi_scotti Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:29
                iwles napisała:

                > niby fajnie z tatą obierać ziemniaki, ale dziecko nadal nie umie jeździć na row
                > erze, na łyżwach, pływać itd.

                OK, na rowerze nauczylismy my, rodzice. Ale plywac uczyl instructor w YMCA, na lyzwach nauczyciele w szkole a potem hokey coach (Najstarsza i Najmlodszy), my z nimi jezdzilismy rekreacyjnie ale uczyli to ich tacy, ktorzy uczyc umieja wink Tak samo gdy Najstarsza i Najmlodszy zaczynali jezdzic na nartach, zaplacilismy za ski school gdy mieli po 3-4 lata - lepiej dla nich niz by mieli powielac nasze bledy, same with driving smile Life.




                --
                "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
                Leonard Cohen
              • triss_merigold6 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:44
                Dobrze jeśli znajdzie czas i nie połamie się przy pierwszej próbie, nieprawdaż? Nie oczekiwałabym od 70+ latka, że będzie uczył przedszkolaka jeździć na rowerze czy na nartach ani, że będzie towarzyszył nastolatkowi na stoku.
                Zwyczajnie, starzy ludzie - nawet jeszcze dość sprawni - mają ograniczoną wydolność, swoje nawyki, potrzebę odpoczynku etc.
    • kotejka Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:38
      no ja tez tak sadze, ze chodzi o czas sile i jakas taka swiezosc ducha i umyslu
      ale to chyba nie jest zalezne od wieku
      ostatecznie nie musi biegac za ta pilka skoro go to nie rajcuje, ale cos robic razem powinni
      powinien tez zarazac swoimi pasjami, a wiec - jakies posiadac
      nie tylko opowiadanie o schorzeniach
    • daniela34 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:40
      Z perspektywy lat dziecko nie pamięta jak tatuś cudownie odwoził je na zajęcia, tylko właśnie ten wspólnie fajnie spędzony czas- to może być kopanie w piłkę, gra w siatkówkę czy wyjście na sanki. Zajęcia dodatkowe i szkoła są ważne. Ale dla prawidłowego funkcjonowania człowieka w życiu o wiele ważniejsze jest posiadanie więzi- a więź tworzy się wspólnie spędzając czas. Mój ojciec odwoził mnie na zajęcia dodatkowe, skoro na nie docieralam przez 12 lat szkoły. Ale ja pamiętam wspólne wyprawy na zaporę wodną, oglądanie pociągów na dworcu, grę w siatkówkę i sanki a nie cotygodniowe dowożenie na prywatny angielski czy odprowadzanie na tańce.
        • daniela34 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:54
          Ja pamiętam, że było (W sensie, że mnie zawoził- zresztą nie ma innej opcji albowiem mama nie mogła prowadzić samochodu z powodu wady wzroku) ale nie pamiętam co było, co się wtedy działo. Natomiast doskonale pamiętam co było, jak chodziliśmy na zaporę o czym rozmawialiśmy, co robiliśmy.
        • bi_scotti Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 14:25
          ichi51e napisała:

          > Ja swietnie pamietam ze mnie ojciec do przedszkola odprowadzal i przyprowadzal.
          >

          Moi aussi! Gdy mysle o moim tatusiu to czasto wlasnie "widze" nas jak idziemy do przedszkola albo on zmywa a ja wycieram talerze … smile O mamie zreszta tez podobnie, np. jak razem chodzilysmy co roku do zakonnic po ziemie i kwiaty na balkon a potem razem sadzilysmy pelargonie … albo jak mnie uczyla myc "porzadnie" (!!!) wanne … Codziennosc nie byla so bad, eh smile I dla moich dzieci chyba tez. Ostatnio mielismy Skype z Najmlodszym i wlasnie wspominalismy wspolne mycie okien przed zima. Memories, eh ...Cheers.



          --
          "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
          Leonard Cohen
        • daniela34 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:58
          Zgoda. I wcale nie mówię, że codzienne funkcjonowanie rodziny nie jest ważne. Jest, ale też nie jest wystarczające. Wiele rodzin z zewnątrz doskonale funkcjonuje logistycznie, dzieci są nakarmione, zawiezione na zajęcia, potem na zajęcia dodatkowe. A jednocześnie rodzice się z nimi nie bawią, nie rozmawiają i tak naprawdę nie budują więzi.
            • daniela34 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:28
              Codziennością tak, logistyką nie. Triss pisała o logistyce, ona jest istotna dla niej, z punktu widzenia dorosłej kobiety, matki, partnerki. Z punktu widzenia killuletniego dziecka ważny jest czas wspólnie spędzany z rodzicem. Może to być czas wspólnie spędzany przy codziennych czynnościach (W moim wypadku np.wspólne gotowanie z mamą). Ale nie, jeśli rodzic koncentruje się wyłącznie na transporcie dziecka z A do B jak najszybciej i przejściu do kolejnych zadań z listy. Nie chodziło mi też o atrakcyjne spędzanie czasu w stylu weekendowych tatusiów (piłka, basen, kino, park rozrywki). Ale o czas wspólnie spędzany normalnie, codziennie, z tym że spędzany wspólnie a nie obok siebie (dziecko w aucie w foteliku, rodzic za kierownicą przez cały czas rozmawia z szefem). Sanki, spacer na dworzec czy na huśtawki to też jest codzienność a nie atrakcja.
      • lily_evans11 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:49
        Ogólnie kiedyś rodzice byli bardziej zajęci codziennymi obowiązkami, a potem własnymi sprawami i nie wisieli tak nieustannie nad dziećmi - chyba mało kto aż tak animował samodzielnie dzieci, jak to robi się teraz, młodzi ludzie spędzali więcej czasu w grupie rówieśniczej.
        Tata nie grający w piłkę to żaden problem, nawet teraz, są różne klubiki, zajęcia sportowe, gorzej jak stary tata będzie schorowany i ogólnie mało życiowo aktywny.


        --
        Nigdy nie byłam złą babą
    • lajtova Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 08:58
      U syna w pokoju na honorowym miejscu wisi zdjęcie gdzie jako 3latek strzela pierwszego gola tacie.
      Mówi, że to będzie wisieć do końca jego życia. Lubię na nie popatrzeć na ten jeden z najbardziej szczerych i radosnych uśmiechów jakie w życiu widziałam.
      To nie znaczy, że się z Tobą nie zgadzam. To o czym piszesz jest bardzo, ale to bardzo ważne. Ale ta piłka, wspólne granie w wyścigi na xboxie, oglądanie filmów, wyjazdy też są bardzo ważne.
    • gryzelda71 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:10
      Ważna jest logistyka i aktywny w niej ojciec(zwłaszcza dla matki dzieckawink ), ale jak zapytasz dzieciaka co woli, czy żeby ojciec zaprowadzał do lekarza, czy w szachy pograł to hmmm najczęściej wygrywają szachy. Bo ta logistyka to obwiązki, a ta gra w cokolwiek czy wyjście gdzieś razem to przyjemność.
    • princy-mincy Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:13
      Nie chodzi o samo bieganie za pilka, tylko o tworzenie wiezi podczas wspolnych zajec.
      Moja babcia nigdy ale to nigdy nie bawila sie z nami w sensie uzywania zabawek. Za to piekla z nami ciastka, lepila pierogi, uczyla nas wyszywania, robienia na drutach itp. Dzieki temu stworzyla sie wiez.
      KS tez nie musi biegac z synem za pilka, moze znalezc takie zajecie, ktore dla niego i dla jego dziecka (nie wiem jakiej plci) bedzie wspierac tworzenei wiezi.
    • asfiksja Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:15
      Masz rację, w ogóle nie ma tu problemu kondycyjnego, często widuję nawet dziadków grających z wnuczkami, panów z zaawansowaną ciążą spożywczą i fizjonomią apoplektyka też. Przecież nie musi to być na poziomie pucharowym ani nawet b-klasy, wystarczy że taki dziadko-tata będzie podawał/strzelał na bramkę i emocjonował się dokonaniami młodego. Nawet samo wyrażenie emocji w sumie wystarczy.
    • lauren6 Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:28
      Akurat w przypadku małego dziecka taki tata-emeryt to skarb. Zawiezie dziecko na szczepienie, które jest o głupiej porze dnia, gdy normalni ludzie pracują. Zawiezie do przedszkola, odbierze po obiedzie, a potem pójdzie na plac zabaw: dzieciak będzie kopał w piaskownicy, a tatko poflirtuje z okolicznymi babciami i nianiami, które będą się zachwycać jaki jest dzielny skoro zdecydował się na ojcostwo w tym wieku.

      Schody się zaczną przy starszym dziecku, nastolatku, bo te dziesięciolecia różnicy wieku to jest przepaść mentalna. Przykład mamy w wątku obok, gdzie dziadunio dziwi się światu, bo 16 letnia wnuczka każe mu pukać zanim wejdzie do jej pokoju. A takich punktów spornych będzie znacznie, znacznie więcej.
    • rulsanka Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:44
      Nie odkryłaś Ameryki, ale oczywiście masz rację. Oprócz tego, że logistyka jest ważna, to nie wyklucza gry w piłkę z dzieckiem czy też uczenia go jazdy na rowerze. Bo to nie jest tak, że kobieta tylko zajmuje się codziennością, (wbrew pozorom udział facetów jest coraz większy), a już pograć w przysłowiową piłkę nie może. Faceci to z reguły lenie, kobietom więcej się chce. W rezultacie to matka stoi na bramce i ciągnie rower na sznurku (u nas tak wyglądała pomoc dziecku w jeździe).
    • hanusinamama Re: O co chodzi z tym bieganiem za piłką? 27.11.19, 09:54
      I nie jest zależna od wieku. MOj szwagier młodszy ode mnie i nie chciało mu sie dziecka na rowerze uczyc. Tesc po 60 nauczył. Biegał za szkrabem na rowerze tydzien...Ja bym sie bała czego innego. Mam koleżankę, ktorej tata miał dobrze po 60 jak ona sie urodziła (mama miała cos przed 40). Jak miałysmy po 12-13 lat to całe waakcje ze mna spedzała. Ojciec miał dobrze po 70 i niestety wymagał opieki od matki. BYł zwyczajnie starym schorowanym człowiekiem...Nie dozył jej 18.

      --
      "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu