Dodaj do ulubionych

na miłość boską

30.11.19, 12:30
Taka historia sprzed tygodnia: dziewczyna, mieszka sama, kaleczy się tak pechowo, że uszkadza tętnicę. Ma silny krwotok. Dzwoni na pogotowie, słyszy, że szybko nie będzie, bo wybuchł pożar w budynku publicznym, są ranni, ma czekać pół godziny. Jakoś zawija tę krwawiącą rękę, ale nie może krwotoku powstrzymać, boi się, że może zemdleć, a jest sama, więc idzie do najbliższych sąsiadów. I ci jej nie otwierają. Wie, że są, słyszy przez drzwi.
Na szczęście nie zemdlała, rękę zaszyto, OK.
W pierwszej chwili nie wierzyłam, że sąsiedzi nie otworzyli, nie pomogli. Potem jednak przypomniałam sobie tutejsze wątki - o nieodbieraniu niezapisanych numerów, nieodpowiadaniu na domofon, skoro nikt się wcześniej nie zapowiedział.
Jaki to świat? Izolujący się ludzie, którzy nie pomogą - ale też sami nie mogą na pomoc liczyć. Ani oni, ani ich bliscy.


--
"Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
Obserwuj wątek
    • jematkajakichmalo Re: na miłość boską 30.11.19, 12:36
      Ale ma pewnosc, ze tam byli dorosli? Moze w domu byli nieletni i nie wolno im bylo nikomu otwierac drzwi?
      Ale jesli byli, to faktycznie slabo. Niestety w takim swiecie zyjemy, a bedzie coraz gorzej.

      --
      "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
      • przystanek_tramwajowy Re: na miłość boską 30.11.19, 12:49
        To jakaś niemota jest. Zamiast czekać, mogła wezwać taksówkę. Może sąsiedzi ganiali się nago po mieszkaniu albo uprawiali seks?

        --
        A o co? Tak na logikę to żona prezydenta miasta ma więcej kasy i łatwiej jej kupić bilet na samolot niż np. żonie pobitego policjanta, który trafia w ciężkim stanie do szpitala. (by grru, daniej jemgluten, w uzasadnieniu wypowiedzi, że wysyłanie samolotu po żonę zamordowanego prezydenta Gdańska było przesadną troską).
      • jematkajakichmalo Re: na miłość boską 30.11.19, 13:01
        Obawiam sie, ze jakby sie darla i wolala "pomocy" to juz w ogole nikt by nie zareagowal. W takich sytuacjach ludzie boja sie, ze jakis bandzior kogos napada i sami uciekaja byle dalej.

        --
        "Bosze, dziewczyno to tylko wszy!!!! Mogłabyś mieć raka trzustki to był by problem!" by zefirkowapola
        • ira_08 Re: na miłość boską 30.11.19, 17:29
          Nieprawda. Przecież to się działo na korytarzu, nie w ciemnym parku. Nie wierzę w to co pisze Nanga. Może nie słyszeli, może to starsi głusi ludzie, może nie słyszała odgłosów ludzi tylko zwierzaki. Naprawdę nie wierzę, że ktoś krzyczy na klatce: Pomocy! Jestem ranna! - i nikt nie pomaga. Moja siostra wołała kiedyś o pomoc na klatce, mówiła, że zlecieli się wszyscy sąsiedzi.

          Ludzie najczęściej nie reagują ze strachu, np. jak grupa pijanych wyrostków zaczepia kogoś w tramwaju. Na wypadki reagują.
          • sasanka4321 Re: na miłość boską 30.11.19, 17:42
            >Nieprawda. Przecież to się działo na korytarzu, nie w ciemnym parku. Nie wierzę w to co pisze Nanga. [...] Naprawdę nie wierzę, że ktoś krzyczy na klatce: Pomocy! Jestem ranna! - i nikt nie pomaga.<

            Bo tez nanga tego nie pisze. Nanga pisze, ze dziewczyna zapukala do drzwi sasiadow, a ci nie otworzyli. I olaboga jacy bezduszni sasiedzi, jaki zly swiat. Swiat nie jest zly. W kazdym razie w takich, jednorazowych sytuacjach, znakomita wiekszosc ludzi sie ucieszy, ze mam mozliwosc pomoc, zrobic cos dobrego. Natomiast swiat nie uwaza, ze na zwykle pukanie do drzwi powinien byc odruch Pawlowa i bieg do drzwi. Swiat nie uwaza, ze komorki nie wolno wyciszyc, kiedy czlowiek jest zajety. Ja mam bardzo otwarty dom. I wielu przyjaciol, ktorzy przychodza, nocuja, czasem siedza po kilka dni, bo im sie nie chce do chalupy wracac, a tu tak fajnie. Ale czas na to zycie towarzyskie mam miedzy innymi dlatego, ze kiedy pracuje, a pracuje w domu, to nie otwieram drzwi i nie odbieram telefonow, poki nie skoncze tego, co zaczelam. Jesli mialabym na cos narzekac, to na wiecznie narzekajace na swiat dojrzale panie, a nie ten swiat sam w sobie. Ide do sasiadki na tort z bita smietana...
                • iwles Re: na miłość boską 01.12.19, 12:13
                  To byla sasiadka! Serio, nie wiecie jak wygladaja wasi najblizsi sasiedzi?
                  A gdyby ta sasiadka pukala, bo czuje gdzies ulatniajacy sie gaz, albo woda sie leje, bo rura pekla, to tez nie powinni otwierac?


                  --
                  Paweł

                  Moje dziecko powiedziałosmile
                  • tt-tka Re: na miłość boską 01.12.19, 12:23
                    iwles napisała:

                    > To byla sasiadka! Serio, nie wiecie jak wygladaja wasi najblizsi sasiedzi?

                    Wiemy. Ale nie podchodzac do drzwi nie sprawdzisz, czy to sasiadka.


                    > A gdyby ta sasiadka pukala, bo czuje gdzies ulatniajacy sie gaz, albo woda sie
                    > leje, bo rura pekla, to tez nie powinni otwierac?

                    Jestes jasnowidzka ? Slyszac pukanie od razu wiesz, kto i w jakiej sprawie ?

                    Osobiscie, gdyby mi sie woda od sasiadow lala lub poczulabym gaz, narobilabym rabanu na cala klatke schodowa. Jesli nie caly blok. Podobnie, gdybym sie wykrwawiala.
                    Na pukanie reaguje lub nie, w zaleznosci od tego, co akurat robie. Na alarm reaguje zawsze.





                    --
                    Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                      • tt-tka Re: na miłość boską 01.12.19, 13:18
                        iwles napisała:

                        > No jezeli nie podejdziesz i nie sprawdzisz, to nawet wlasnych rodzicow nie wpus
                        > cisz tt-tka.
                        >

                        NIKOGO nie wpuszcze, jesli akurat mam faze na nieotwieranie. Chyba ze alarm.
                        Poza tym rodzicow mialam normalnych i rzadko wpadali niezapowiedzeni, a gdyby sie zdarzylo, uslyszalabym zza drzwi "to ja, otwieraj !!!"


                        --
                        Ignorancja moze byc skorygowana przy pomocy ksiazek. Glupota wymaga strzelby i szpadla (pochwycone w sieci)
                  • flegma_tyczka Re: na miłość boską 01.12.19, 12:45
                    Nie wiemy co kierowało tą parą. Ja stawiam, że raczej byli zmęczeni kolejnymi "świadkami Jehowy" i nie chcieli nawet podchodzić do drzwi, myślę, że nawet nie zerknęli w wizjer.

                    --
                    Jestem kobietą.
                    • cruella_demon Re: na miłość boską 01.12.19, 13:01
                      Zacznijmy od tego, ze nanga nie jest pewna, czy oni w ogóle byli w domu. Dziewczyna słyszała jakiś ruch, ale to mógł być równie dobrze pies, z którym to później ku oburzeniu autorki wyszli na spacer, a sami zainteresowani mogli, jak zdecydowana większość ludzi o takiej godzinie, być w pracy.
                      Mój pies jak nas nie ma śpi, ale wiem od sąsiadki, ze jak coś robi na klatce, to pies podchodzi pod drzwi.
                        • flegma_tyczka Re: na miłość boską 01.12.19, 13:16
                          Może nie tyle "nie wiedzą" co z doświadczenia wiedzą, że najczęściej to komiwojażer, świadek Jehowy, żebrak czy "kominiarz" niż sąsiadka realnie potrzebująca pomocy, niestety.

                          --
                          Jestem kobietą.
                        • cruella_demon Re: na miłość boską 01.12.19, 13:38
                          iwles napisała:

                          > Ale fakt faktem, kilka osob tu piszacych, uwaza, ze nie otworzyloby, tak profil
                          > aktycznie, bo nie wiedza kto i po co puka.
                          >
                          >
                          Nieprawda, nie manipuluj.
                          Większość napisała, ze jak się nikogo nie spodziewa, to nie widzi potrzeby żeby złazić z kibla i lecieć do drzwi, bo to na bank jakiś akwizytor.
                          Nikt nie napisał, ze by nie otworzył sąsiadce w potrzebie.
          • vodyanoi Re: na miłość boską 30.11.19, 13:13
            Gdyby ktoś krzyknął, to niezależnie od uprawianego seksu, maseczki na twarzy, złamanej nogi itp. - wyszłabym.
            Gdy ktoś puka, to jeśli uprawiam seks, mam maseczkę na twarzy lub jestem chora - nie otwieram.
            • verdana Re: na miłość boską 30.11.19, 13:19
              Ja wiele razy nie otwierałam, bo pracowałam. Chodzi sporo różnych przedstawicieli fundacji, kominiarzy itp. Czy ta dziewczyna wołała, że jest w niebezpieczeństwie, czy grzecznie zapukała?
              Mój maż często po prostu pukania nie słyszy.
              • vodyanoi Re: na miłość boską 30.11.19, 13:29
                A, no właśnie. Ja mogłabym nie słyszeć, bo jak coś robię (sprzątam, gotuję), to na bank mam na uszach słuchawki. Nie jestem w stanie słuchać swoich podcastów głośno, bo mnie przeogromnie denerwuje wtedy dźwięk. Jedynie w słuchawkach. A czasem też tak słucham muzyki. I mogę się tak krzątać po domu (głośno), jak również coś tam krzyknąć do męża, który akurat też ma na głowie słuchawki.
                  • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 19:53
                    Chyba okropnie Cię zdenerwowałam. O ile wiem, wypominanie kobiecie wieku to w naszej kulturze ostra jazda.


                    --
                    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                    • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 19:54
                      I jak sama widzisz (?), poza retorycznym czysto, nie zadałam pytania. Postawiłam tezę, licząc na refleksję.
                      Przeliczyłam się, to jasne, ale nie jakoś to przeżyję.

                      --
                      "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                      • m_incubo Re: na miłość boską 30.11.19, 20:13
                        Wyciągnęłaś też niżej wniosek, że 90% piszących w wątku uważa, że nie należy nawet sprawdzić kto puka. Tymczasem nikt tego nie twierdzi. Nie wiek ci wypominam, tylko coś całkiem innego...
    • agonyaunt Re: na miłość boską 30.11.19, 13:16
      Ja bym się wstrzymała z ocenianiem sąsiadów, zwłaszcza jeśli to była jednorazowa sprawa. Ja też często nie otwieram drzwi, najczęściej po prostu dlatego, że nie słyszę, że ktoś się dobija, bo mam na uszach słuchawki. Z drugiej strony może to wyglądać identycznie - jest, a nie reaguje. Jak pracuję i akurat usłyszę domofon, to też się nie ruszam, chyba że czekam na przesyłkę. Ale to wcale nie oznacza, że się izoluję czy jestem aspołeczna, to tylko oznacza, że akurat teraz jestem zajęta.
    • sasanka4321 Re: na miłość boską 30.11.19, 14:06
      Paranoja jakas - chlowiek nie ma prawa spedzic chwili w samotnosci, ciszy, spokoju, nawet popracowac nie moze bez przerywania, bo ma obowiazek otwierania drzwi na kazde pukanie, kazdy dzwonek domofonu, ma obowiazek odebrania kazdego telefonu. Ja to w takim swiecie nie chcialabym zyc przede wszystkim.
    • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 14:23
      Gdybym znalazła się w takiej sytuacji jak ta dziewczyna to pukałabym mocno, czy też raczej waliła w drzwi sąsiada pięścią z okrzykiem "halo, pomocy, proszę o pomoc!". Zwykłe pukanie może nie być skuteczne z wielu powodów, które zostały w tym wątku wymienione (słuchawki na uszach, włączone urządzenie, itd) i odebrane jako jakaś zwykła, nienagląca sprawa, a wtedy, jeśli łazimy w samych majtkach lub jesteśmy zajęci czymś bardzo ważnym (seksem, pisaniem przełomowej książki) to nie czujemy się w obowiązku otworzyć drzwi.

      Do moich drzwi pukają albo dzwonią domofonem regularnie świadkowie Jehowy, sprzedawcy dywanów, nawet "bezdomni" z prośbą o poratowanie groszem. Niestety przestałam reagować. Podchodzę do drzwi tylko wtedy gdy się kogoś spodziewam.
    • cruella_demon Re: na miłość boską 30.11.19, 14:43
      A skąd ci sąsiedzi mieli wiedzieć, że akurat potrzebuje pomocy?
      Telepaci jacyś, czy co?
      Ludzie nie podchodzą do drzwi w 99% przypadkach nie dlatego, że nie chcą otworzyć sąsiadowi, tylko są zajęci, nieubrani, leżą na kanapie i im się nie chce wstać, siedzą na kiblu, a jeżeli się nikogo nie spodziewali, to wiadomo, ze to ulotki albo inne jechowy.
      Może sąsiedzi się akurat bzykali.
      • sasanka4321 Re: na miłość boską 30.11.19, 15:02
        No nie? Gdyby sasiedzi uslyszeli przez drzwi: "Tu sasiadka, prosze otworzyc, potrzebuje pomocy", to jestem pewna, ze kto tylko by mogl, ten by otworzyl. Ale to dla nangi za malo, ona wymaga albo jasnowidzenia, albo zostawiania wszyskiego co sie robi, i zrywania sie na kazdy dzwonek, tak dla zasady.
    • mary_lu Re: na miłość boską 30.11.19, 15:08
      Ludzie są różni. Nadal kilka razy w miesiącu spotykam przypadki nie tylko wezwania pomocy przez sąsiadów, zawiezienie na sor, regularnych odwiedzin w szpitalu, ale i stałej pomocy przy kimś zupełnie bezinteresownej. Dwie sąsiadki zmieniające pampersy swojej koleżance przez ostatnie 5 lat, sprzątające, robiące zakupy, opłaty, sprawdzające opiekunki z mopsu to przykład sprzed 2 dni.
    • mooi Re: na miłość boską 30.11.19, 15:34
      >Jaki to świat? Izolujący się ludzie, którzy nie pomogą - ale też sami nie mogą na pomoc liczyć. Ani oni, ani ich bliscy.

      takie zycie...jeszcze sie nie przyzwyczailaś?
      dziewczyna na czole miała napisane, że potrzebuje pomocy? i widać to było przez wizjer?
      A nawet, jak widać było przez wizjer, że zakrwawiona dziewczyna stoi pod drzwiami to nie bałabys sie? a moze tam dziadki jakies mieszkają? albo przeciwnie, jakaś para oddawała sie własnym przyjemnosciom i akurat nie miała ochoty otwierać drzwi.
      Mnie to zastanawia jedno - to, żesz..., dziewczyna nie ma żadnych znajomych, przyjaciół, chłopaka, nikogo do kogo mogłaby zadzwonić? mając telefon przy doopie? tylko do obcych ludzi dzwoniła?
      Mało operatywna ta dziewczyna generalnie, mogła na policje zadzwonic, straż miejską
      • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 19:17
        Taż zadzwoniła po pogotowie i na nie czekała.
        Raczej mało prawdopodobne, żeby w dużym mieście znajomy/przyjaciel/facet dojechał szybciej niż w pół godziny - a wtedy miała już być karetka, i była.
        Miała krwotok tętniczy - bała się, że zemdleje, nie otworzy pogotowiu. Wszystko jedno zresztą - bała się, bo człowiek w takiej sytuacji się boi.

        --
        "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
        • mooi Re: na miłość boską 30.11.19, 20:26
          piszę, że jak pogotowie odmawia to dzwoni sie na inne służby, np. na policję czy straż, która już nie raz pomagała w takich przypadkach. I akurat nie wyobrażam sobie, że pogotowie odmówiło pomocy przy krwotoku tętnicznym. Dziwne to jakieś, szczerze mówiąc.
          I tak, dzwoni sie do bliskiej osoby, ktora reaguje tak szybko, jak sie da. A może ta bliska osoba ma kogoś znajomego w poblizu tp? albo przynajmniej bedzie robiła cokolwiek.
          Jak się bała, że zemdleje to powinna zostawić otwarte drzwi chocby. Albo wyjśc na klatkę schodową.
          Nie, nie masz racji a dziewczyna histeryzuje i nieporadna jakaś.
          • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 20:36
            mooi napisała:
            > Nie, nie masz racji a dziewczyna histeryzuje

            Tu się nie zgodzę. Krwotok tętniczy to gruba sprawa.

            > nieporadna jakaś.

            Być może nieporadna, bo ...bardzo młoda? 16? 17 lat? Bardzo nieśmiała? Z jakimiś problemami psychologicznymi, emocjonalnymi? Tak mogłoby być i może trochę by ją to usprawiedliwiało, że nie latała po klace z wrzaskiem lub nie wybiegła na ulicę. Nie wiem, trochę snuję sobie teraz teoretycznie.
            • nangaparbat3 Re: na miłość boską 01.12.19, 10:32
              Nie, myślę że dogadali się z nią, że naczynie z tych mniejszych, a naprawdę mieli tego dnia spory problem. Przyjechali, zabrali, zaszyli.

              --
              "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
          • nangaparbat3 Re: na miłość boską 01.12.19, 10:31
            Napiszę po raz enty: zadzwoniła na pogotowie, które NIE odmówiło, ale uprzedziło, że trzeba około pół godziny czekać.
            Dalszy ciąg twego postu to "trzeba było głośniej krzyczeć i nie wkładać krótkiej spódniczki".


            --
            "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
    • flegma_tyczka Re: na miłość boską 30.11.19, 15:34
      Moja znajoma, która notabene chętnie otwierała bezdomnym (mieszka w wieżowcu) opowiadała jak zapukał do niej jakiś żebrak, odmówiła dania pieniędzy i zamknęła drzwi, żebrak kopnął w drzwi.
      Po takim incydencie nie zdziwiłabym się gdyby np. kolejnej pukającej osobie (nie umówionej) nie otworzyła.

      --
      Jestem kobietą jeżeli ma to jakieś znaczenie.
    • mikams75 Re: na miłość boską 30.11.19, 15:39
      roznie bywa, sasiedzi mogli z roznych powodow nie otworzyc, niekoniecznie dlatego, ze im sie nie chcialo. Do mnie tez kiedys sasiad wyskoczyl z pretensja, ze slychac bylo, ze ktos jest a nie otworzylam. Dziecko bylo samo w domu i nie powinno nikogo dziwic, ze nie otworzylo.
      • bi_scotti Re: na miłość boską 30.11.19, 15:57
        Gdybym byla ta sasiadka/sasiadem, ktorzy nie otworzyli bo … mieli sluchawki na uszach, byli w trakcie stosunku, pracowali i by default nie otworali nikomu etc. etc. etc. mialabym strasznego kaca, ze nie otowrzylam! I zapewne immediately zmienilabym swoj stosunek do otwierania "obcym" w niedogodnym dla mnie czasie … just in case …
        BTW, fascynujacy watek w znacznym stopniu, po raz kolejny (!), skupiajacy sie na "prawie" do nieotwierania i obronie tegoz prawa na miare obrony Czestochowy uncertain Nanga, evidently trafilas w czuly punkt, eh … Life.

        --
        "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
        Leonard Cohen
        • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 16:16
          bi_scotti napisała:
          > a "prawie" do nieotwierania i obronie tegoz prawa na miare obrony Czestochowy :

          Nie, to moje święte prawo do obrony spokoju i prywatności. Co więcej, to też troska o moje własne bezpieczeństwo. Wiesz ile razy nie otworzyłam drzwi, bo przez judasza zobaczyłam jakiegoś typa, którego nie znam??? A wiesz, że kiedyś otworzyłam ze zwykłej ludzkiej przyzwoitości i natychmiast pożałowałam, bo w judaszu widziałam jedną osobę, a za węgłem stała druga, którą zobaczyłam dopiero po otwarciu? Oczywiście zawracali mi głowę jakąś pierdołą, typu czy nie mam zbędnego koca.
          Więc proszę, zachowaj dla siebie te wyidealizowane wizje świata, w których wszyscy żyjemy w jednej, miłującej się komunie.
          • cruella_demon Re: na miłość boską 30.11.19, 17:22
            Moja znajoma tak kiedyś w przypływie dobrego serca zatrzymała się jakiejś kobiecie na stopa. Uznała, że samotna kobieta w średnim wieku nic jej zrobi.
            Jak się zatrzymała i kobieta zaczęła wsiadać, to w jednej chwili z krzaków w rowie zmaterializował się pijany żul, który był z tą babą i wlazł do samochodu. Na szczęście nic jej nie zrobili, dowiozła ich do najbliższej wsi, ale skutecznie wyleczyła się z takich porywów serca. Przestraszyła się solidnie i jestem pewna, ze ona by nie otworzyła i w pełni rozumiem.
              • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 19:21
                A ja biorę. Nie każdego, zdarza mi się zwolnić i odjechać. Największym grzechem był niemiły zapach jakiegoś staruszka, ale i tak nie żałowałam.

                --
                "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 19:32
                  Nanga, mogę tylko powiedzieć, że Cię podziwiam; podziwiam, że masz odwagę, że nie czujesz lęku. I czujności przy tym też nie tracisz. Ja bym nie potrafiła, po prostu mam inną konstrukcję psychiczną, co nie znaczy, że czuję jakąś uogólnioną niechęć do ludzi, bo tak nie jest. Być może jestem po prostu w życiu przesadnie ostrożna.
                    • mooi Re: na miłość boską 30.11.19, 20:16
                      >Odwaga przychodzi z wiekiem

                      a ja myslałam, że mądrość....
                      I bardziej "odważni" raczej są ludzie mlodzi. Im mlpodsi to bardziej "odważni" - bo doświadczenia jeszcze nie mają.
                        • sasanka4321 Re: na miłość boską 30.11.19, 21:03
                          >Doświadczenie mi mówi, że sobie radzę, a ludzie w większości są dobrzy.<

                          Niemalze wszystkie Twoje watki sa pasywno-agresywne i skladaja sie z oskarzen. Nie przyjmujesz do wiadomosci, ze ktos moze zyc w innych warunkach, w inny sposob, inaczej sluchac muzyki, inaczej pracowac i odpoczywac niz Ty. Tak jakby byl tylko jeden punkt odniesienia - to co Ty robisz i tak jak to robisz jest slusznie i dobrze. Ludzie sa straszni, sasiedzi sa zli, emamy w 95 % sa rownie zle, bo popieraja tych zlych ludzi i same sie tak zachowuja. A tu raptem - niesamowite - ni stad ni zowad - taka teza. Ty slyszysz siebie?
                        • flegma_tyczka Re: na miłość boską 30.11.19, 22:16
                          Czytałam w jednym z "Detektywów" o takiej dobrej Pani. Pomagającej wszystkim (także długofalowo), lubianej. Skończyła zatłuczona na śmierć we własnym domu przez parę narkomanów, którą sama wpuściła do mieszkania. W dodatku nie umarła "od razu" tylko po kilku godzinach męczarni (na stałe mieszkała sama).

                          --
                          Jestem kobietą.
            • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 17:41
              Ty jako facet nigdy nie zrozumiesz sytuacji kobiety, nad którą niemal każdy mężczyzna, o ile nie jest krasnoludkiem, ma kilkakrotną fizyczną przewagę. Nie pojmiesz tego, że kobieta całe swoje życie musi bezustannie dla własnego bezpieczenstwa myśleć w przód, przewidywać, wyobrażać, rozważać scenariusze, uważać, rozglądać się wokół, bo byle gnój może ją jednym ruchem załatwić. Czy ty wiesz, że CO TRZECIA kobieta na tej planecie doświadczyła molestowania seksualnego? Czy ty wiesz, że gdy miałam 15 lat to słyszałam za sobą na ulicy okrzyki "fajne cycki", i coś tam jeszcze o cipce. Czy ty wiesz, że jak miałam 13 lat to facet w autobusie włożył mi rękę między nogi? Czy wiesz, że na drodze którą chodziłam do szkoły spotykałam faceta, który mijając mnie wyciągał rękę żeby mnie dotknąć? (i inne dziewczęta też, jak się okazało). Od wczesnego dzieciństwa jesteśmy przez WAS uczone, że mężczyzna to potencjalne zagrożenie. Dziękuję za uwagę.
              • wapaha Re: na miłość boską 30.11.19, 19:38
                Pisz za siebie a nie w liczbie mnogiej
                Mężczyźni nie wzbudzają we mnie strachu, nie myślę specjalnie w przód i nie karmię się obawami
                Ba, pracuję z mężczyznami, dużo przebywam z nimi, zazwyczaj patrząc w górę bo dzieli nas kilkadziesiąt cm. I co ? Gucio
                Nie rób z kobiet ameb a z facetów przestępców
                • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 19:45
                  Słuchaj... Chcesz dyskutować ze statystykami przemocy mężczyzn wobec kobiet...? Nie załamuj mnie. Nie sugeruję, że boję się mężczyzn, z którymi na co dzień mam styczność w pracy czy w życiu osobistym, czy w knajpie, czy w kinie, na głowę jeszcze nie upadłam. Ale obcemu mężczyźnie, który z niewiadomych przyczyn puka do moich drzwi kiedy jestem sama w domu, nie ufam, i tyle, i sądzę, że wykazuję się w miarę zdrowym rozsądkiem w takiej sytuacji.
                  • wapaha Re: na miłość boską 30.11.19, 19:53
                    Absolutnie ! Nie polemizuję ze statystykami tylko z Twoją opinią nt kobiet cyt " Ty jako facet nigdy nie zrozumiesz sytuacji kobiety, nad którą niemal każdy mężczyzna, o ile nie jest krasnoludkiem, ma kilkakrotną fizyczną przewagę. Nie pojmiesz tego, że kobieta całe swoje życie musi bezustannie dla własnego bezpieczenstwa myśleć w przód, przewidywać, wyobrażać, rozważać scenariusze, uważać, rozglądać się wokół, bo byle gnój może ją jednym ruchem załatwić."
                    • flegma_tyczka Re: na miłość boską 30.11.19, 22:07
                      Ale ona ma rację. Niemal każda z nas była w młodym wieku molestowana.
                      Ja jako nastolatka nie malowałam się, nie chodziłam w spódnicy, głównie w rzeczy po starszej siostrze więc luźne, nie chodziłam na imprezy ani późno w nocy, a mam podobne incydenty na koncie.

                      --
                      Jestem kobietą.
                    • sirella Re: na miłość boską 30.11.19, 22:41
                      Są faceci którzy rozumieją. Mam znajomego który ciągle pogadanki koleżankom urządza, żeby nie chodziły nigdzie same i uważały na facetów. Żeby nie pozwalały się odprowadzać czy odwozić nowo poznanemu w knajpie facetowi, ani żeby nie chodziły same na wycieczki do lasu, czy na bieganie do parku. Że to niebezpieczne. Że coś może się stać. My mówimy -bez przesady. A on uparcie swoje .
                      • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 23:03
                        Bardzo fajny znajomy : ) Z wyobraźnią i empatią. Oczywiście gros mężczyzn to przyzwoici ludzie, tacy mnie też w życiu otaczają a ja sama za towarzystwem męskim przepadam. Jednak statystyki mówią za siebie; fakt jest faktem, że są oni płcią większą i silniejszą fizycznie, i w ewentualnym starciu nie mamy z nimi praktycznie ŻADNYCH szans. Dlatego wolę dmuchać na zimne, jeśli mogę.
                        • wapaha Re: na miłość boską 01.12.19, 10:25
                          Ależ ja nie mówię o statystykach moje kochane , ale o tym by nie traktować z góry każdego mężczyzny jako wroga, a tym bardziej- nie wychowywać młodego pokolenia w poczuciu, że każdy mężczyzna to potencjalny gwałciciel i przestępca. Bo właśnie takie wychowanie, spojrzenie tworzy "ofiary" w rozumieniu ofiar-wybranych przez przestępcę- oni wiedzą niestety kogo zaatakować.
                          Czytałam kiedyś porady dla kobiet, jak zachowywać się w sytuacji, która może być potencjalnym zagrożeniem - NIE unikać wzroku danego mężczyzny, PATRZEC na niego, wskazać mu , że się go widzi, zapamiętuje ( ponoć, wg badań taka postawa powoduje "wycofanie" się potencjalnego przestępcy, daje mu znać, że nie jest anonimowy, że ma do czynienia z osobą która się obroni i narobi ( jemu) problemów )

                          Dlatego wolę dmuchać na zimne, jeśli mogę.
                          Oczywiście masz rację - ale to dmuchanie to też siadanie w autobusie za kierowcą a nie z tyłu autobusu, to siadanie wśród ludzi a nie w samotności ( i to rady nie tylko dla kobiet, ale również dzieci), kontakt z bliską osobą ( gdzie jadę, jak będę - co jej na ematce nieraz wyszydzane jako "tłumaczenie się" partnerowi co się robi ) itp
                          • elle_du_jour Re: na miłość boską 01.12.19, 10:54
                            No, masz rację.
                            I... właśnie potwierdziłaś to, o czym napisałam wcześniej : ) Mianowicie, że MĘŻCZYZNA nie musi sobie zawracać głowy tym, gdzie lepiej usiąść w autobusie lub czy unikać czyjegoś wzroku czy też wręcz przeciwnie. Lub czy otworzyć drzwi temu obcemu kolesiowi co puka do drzwi. O tym właśnie napisałam – że my, kobiety, musimy mieć oczy dookoła głowy i uczyć się jakichś wyszukanych praktyk w sytuacjach, w których facet w ogóle o zagrożeniach nie musi myśleć. Czyli bardzo często w sytuacjach dość zwykłych i codziennych.

                            I NIE, nie traktuję każdego mężczyzny z góry jak wroga, to jakiś absurd.
                            • sirella Re: na miłość boską 01.12.19, 11:51
                              Ell, nie do końca. Kobiety, dzieci- fizycznie słabsze, wychowywane na takie które mają być grzeczne - więc wiadomo, że to jest problem z obronieniem się i w ogóle reakcją na takie ataki. Ale zapewniam cię, że facet wracający wieczorem sam też bezpieczny nie jest, wystarczy że przejdzie za blisko jakiegoś podjaranego świra albo grupy która chce gdzieś wyładować testosteron. Dziewczyny częsciej są molestowane, a panowie pobici-ot tak, bo się jakiemuś gnojkowi jego czapka nie spodobała. I znowu- ci co biją nie zaczepią większego i wyglądającego na silniejszego, tylko takiego którego mogą zdominować.
                              I tak- trzeba córki uczyć świadomości i prawa do reagowania. To ważne by kobiety wiedziały, że nie muszą być te grzeczne i uległe i np że nie muszą zawsze każdemu otwierać. KAżdy fizycznie słabszy powinien mieć opanowaną strategię przetrwania w sytuacji zagrożenia, rozpoznawać te zagrożenia i im zapobiegać zaczasu, ale też nie przesadzać że każdy mężczyzna to wróg. Oberwać może też facet - staruszek który wpuścił do domu cwaniarę "biednam jes, potrzebujem jedzenia dla horej curki" .
                              Gdybym myślała że każdy facet jest zły i wszędzie muszę iść z kimś w obstawie to strach by było z domu wyjśc i nie udało by mi się świata zwiedzić.
                              Jest trochę buraków którzy sobie więcej pozwalają wobec pojedynczej kobiety, ale to margines patologi jest i tak to trzeba traktować. Szufladkowanie w to wszystkich facetów ne jest wobec nich sprawiedliwe.
                              Trzeba mysleć o swoim bezpieczenstwie i realnych możliwościach, lecz nie ustawiać się od razu w pozie ofiary- bo ta poza przyciąga agresorów jak lep na muchy.
                              • elle_du_jour Re: na miłość boską 01.12.19, 12:48
                                W życiu nie twierdzę, że każdy mężczyzna to wróg; proszę, nie wmawiajcie mi tego po raz kolejny. Twierdzę, że jest więcej sytuacji, w których kobieta (zostawmy dzieci i staruszków) musi zachować większą czujność niż mężczyzna. Wiem, że mężczyźni częściej padają ofiarą przemocy wręcz, przypadkowej przemocy fizycznej na ulicy, bójek, itd – bo lubią się naparzać i mają wyższy poziom agresji. Jednak mężczyzna w starciu z drugim mężczyzną ma dość równe szanse; o ile jeden nie jest mikry, a drugi wielkolud, i pięściami mogą obydwaj zadać sobie potężne, równoważne ciosy. Przeciętny mężczyzna rzadko kiedy obawia się napaści seksualnej ze strony drugiego mężczyzny (że o kobiecie nie wspomnę). Gdy kobietę seksualnie napadnie facet, lub też chce ją obrabować, unieszkodliwić, uciszyć, cokolwiek, ona nie ma prawie żadnych szans fizycznej obrony, ta walka jest po prostu szalenie nierówna, i niemal zupełnie skazana na porażkę.
                                • wapaha Re: na miłość boską 01.12.19, 18:45
                                  Ella, ale sama dałaś powód, by tak odbierac to co piszesz. Jeszcze raz zacytuję, o którą część wypowiedzi mi chodzi :

                                  "Ty jako facet nigdy nie zrozumiesz sytuacji kobiety, nad którą niemal każdy mężczyzna, o ile nie jest krasnoludkiem, ma kilkakrotną fizyczną przewagę. Nie pojmiesz tego, że kobieta całe swoje życie musi bezustannie dla własnego bezpieczenstwa myśleć w przód, przewidywać, wyobrażać, rozważać scenariusze, uważać, rozglądać się wokół, bo byle gnój może ją jednym ruchem załatwić"
                            • wapaha Re: na miłość boską 01.12.19, 18:42
                              Ell- nie stosuj uogólnień. Nie każdy mężczyzna jest postury i mocy Pudziana. Są zwykli faceci, szczupli, niewysocy, słabsi, są intelektualiści a nie mocarze, chorzy, starzy, młodzieńcy Przemoc jak najbardziej może ich spotkać- i oni jak najbardziej zdają sobie z tego sprawę.
          • flegma_tyczka Re: na miłość boską 30.11.19, 21:39
            Masz rację. Do niedawna często czytałam miesięcznik "Detektyw" - pismo o realnych zbrodniach.
            Bardzo duża część historii zaczynała się od "wszystko zaczęło się gdy Pani Teodozja W. (względnie Maurycy C.) otworzyła drzwi nieznajomemu". Potem opis był różnych - od "tylko" kradzieży przez gwałt po morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.

            --
            Jestem kobietą.
            • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 21:51
              Bo to są przecież klasyczne historie o lekkomyślności. Każdy policjant to przyzna, że nie należy otwierać drzwi każdemu jak leci, bez sprawdzenia kto zacz, zwłaszcza gdy jest się kobietą, dzieckiem, starszą osobą.
        • agonyaunt Re: na miłość boską 30.11.19, 17:39
          >Gdybym byla ta sasiadka/sasiadem, ktorzy nie otworzyli bo … mieli sluchawki na uszach, byli w trakcie stosunku, pracowali i by default nie otworali nikomu etc. etc. etc. mialabym strasznego kaca, ze nie otowrzylam!

          I co, już nigdy nie założyłabyś słuchawek, zrezygnowałabyś z seksu i rzuciłabyś robotę, bo może ktoś kiedyś znowu nóż się omsknie?
          • bi_scotti Re: na miłość boską 30.11.19, 19:00
            Well, ja otwieram zawsze, wszystkim i w szedzie (meaning: w PL rowniez), zeje dluzej niez wiele z Was i mam sie dobrze choc rozni ludzie pukali do moich drzwi. Nie rozumiem i pewnie juz nigdy nie zrozumiem grodzenia sie, stawiania plotow (miedzy mna i sasiadami sa krzewy), europejskiego montowania krat w oknach etc. etc. etc. W obliczu codziennego jezdzenia samochodami i wynikajacych z tego zagrozen od wszystkich "obcych" dookola, czynienie z domu twierdzy uwazam za co najmniej nielogiczne. Ufam tysiacom "obcych" na drodze a drzwi jednemu czlowiekowi mialabym nie otworzyc? For me - weird! Cheers.

            --
            "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
            Leonard Cohen
            • bi_scotti Re: na miłość boską 30.11.19, 19:03
              I jeszcze powinnam dodac, ze nie zdarzylo mi sie zeby mnie ktos drzwi nie otworzyl gdy pukalam z jakichkolwiek powodow. People are good a przynajmniej tych good jest bez porownania wiecej na swiecie niz tych no good. Zycie w przeswiadczeniu, ze kazdy "obcy" jest niebezpieczny badz podejrzany musi byc bardzo stressful. Life.

              --
              "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
              Leonard Cohen
            • little_fish Re: na miłość boską 30.11.19, 19:12
              Jak masz słuchawki na uszach i nie słyszysz pukania to też otwierasz? Jak się seksisz z facetem to też przerywasz w każdej chwili bo ktoś zapukał? Jak siedzisz na kibelku z mega sraczką? Przecież nie wiadomo z jakiego powodu ci ludzie nie otworzyli drzwi...
              • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 19:34
                Jeszcze zanim przyjechało pogotowie, wyszli z psem na spacer.
                To zresztą nie ma znaczenia. Może ona ze zdenerwowania źle odczytała słyszane dźwięki, i rzeczywiście wcale ich nie było w domu. To jest zupełnie nieistotne wobec tego, co tu czytam.

                PS
                Słuchawek na uszach nie miewam. jestem też zaskoczona, że tyle osób chodzi ze słuchawkami po domu. U nas tylko babcia zakładała słuchawki, jak oglądała tv - miała 90 plus i spory już niedosłuch.
                Ale - przecież tu siedzą matki. Chodząc po domu w słuchawkach, do pewnego stopnia odcinają się od reszty domowników. Skoro nie słyszą pukania, dziecka pewnie też nie. Trzeba specjalnego starania, żeby je usłyszała matka.
                Nie miałam pojęcia o tym zwyczaju, a z mojej perspektywy- osoby mającej na co dzień do czynienia z atakami tężyczki, hiperwentylacją, rękoma pociętymi w kratkę jak sernik krakowski, bolącymi brzuchami, i tak dalej i dalej - to może problem.

                --
                "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                • kotekfelek Re: na miłość boską 30.11.19, 19:55
                  Chodzenie w sluchawkach wcale mnie nie dziwi, ja na przyklad slucham niemal non stop audiobookow, bo z czytaniem juz troche slabo (powazna wada wzroku). Matka jestem, ale dziecko juz dawno pelnoletnie i nie musze ciagle byc na posterunku. Mimo sluchawek slysze dzwonek do drzwi i w 99% otwieram, ale cichego pukania pewnie bym nie uslyszala.
                • little_fish Re: na miłość boską 30.11.19, 20:49
                  Tak, czasami mam potrzebę odcięcia się od reszty domowników. A czasem mam ochotę posłuchać głośnej muzyki, ale domownicy niekoniecznie.
                  Moja wypowiedź była do bi_sotti, która kategorycznie się wypowiedziała, że otwiera zawsze, wszystkim i wszędzie. Ja generalnie otwieram drzwi lub chociaż interesuję się kto i z czym przybywa, ale naprawdę zdarzają się momenty kiedy nie słyszę/nie jestem w stanie otworzyć drzwi natychmiast.
                • clara.veritas Re: na miłość boską 30.11.19, 21:58
                  Słuchawek na uszach nie miewam. jestem też zaskoczona, że tyle osób chodzi ze słuchawkami po domu. U nas tylko babcia zakładała słuchawki, jak oglądała tv - miała 90 plus i spory już niedosłuch.
                  Ale - przecież tu siedzą matki. Chodząc po domu w słuchawkach, do pewnego stopnia odcinają się od reszty domowników. Skoro nie słyszą pukania, dziecka pewnie też nie. Trzeba specjalnego starania, żeby je usłyszała matka.

                  Bardzo bardzo niefajna sugestia, że osoby (wypowiadające się w wątku) używające słuchawek są kiepskimi matkami. Po co to robisz? Lepiej się czujesz, jak się tak agresywnie zachowasz wobec rozmówców w necie?
                  • cruella_demon Re: na miłość boską 30.11.19, 22:17
                    Skoro nie słyszą pukania, dziecka pewnie
                    > też nie. Trzeba specjalnego starania, żeby je usłyszała matka.
                    >
                    > Bardzo bardzo niefajna sugestia, że osoby (wypowiadające się w wątku) używające
                    > słuchawek są kiepskimi matkami. Po co to robisz? Lepiej się czujesz, jak się t
                    > ak agresywnie zachowasz wobec rozmówców w necie?


                    No chyba. A myślałaś, ze to tak z troski? big_grin
                  • nangaparbat3 Re: na miłość boską 01.12.19, 10:49
                    Oczywiście że czuję się lepiej, jak komuś przywalę.
                    Jestem tu wyjątkiem?

                    Natomiast: całkiem poważne badania naukowe wykazały korelację między ignorowaniem dziecka przez rodziców a zaburzeniami zachowania (spodziewano się, że przemoc będzie na pierwszym miejscu, no i nie). Używanie w domu słuchawek, które uniemożliwiają usłyszenie pukania do drzwi, zapewne utrudnia też kontakt z dziećmi czy w ogóle innymi członkami rodziny. Być może tutejsze matki zakładają słuchawki tylko kiedy dzieci śpią czy wychodzą, bardzo możliwe. Matka ma też absolutne prawo do chwil odcięcia się od wszystkiego, od dzieci też. I wszystko w porządku. Jednak jeśli używanie słuchawek staje się nawykiem, to najprawdopodobniej szkodzi dziecku i relacji matka-dziecko.
                    Liczba dzieci i młodzieży z problemami rośnie, to jest moje czarnowidztwo, tylko twarde fakty.
                    Tak, myślę, że nawykowe używanie słuchawek przez matkę może szkodzić dzieciom, im młodsze, tym bardziej. Być może to co napisałam kogoś zrani - trudno. Nie to jest moim celem, tylko chciałabym, zeby było mniej zaburzonych dzieci.

                    --
                    "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                    • little_fish Re: na miłość boską 01.12.19, 11:28
                      Myślisz, że jak 16 latek zamiast zawołać "mamo", będzie zmuszony podejść do matki, to bardzo zaszkodzi naszej relacji? I będzie biedak zaburzony? Pomijam już kwestę tego, że uczymy dzieci, że jak chcą czegoś od rodziców, to mają do nich przyjść, a nie drzeć się przez całą chatę czy przywoływać rodziców do siebie. To, że słucham muzyki przez słuchawki nie oznacza, że kogokolwiek ignoruję - ignorowała bym, gdybym przy próbie kontaktu przez dziecko tych słuchawek nie zdjęła, żeby go wysłuchać. Przecież równie dobrze można ignorować przy pomocy czytanej książki (czytam teraz, nie przeszkadzaj), odkurzania domu (zajęta jestem, pogadamy później) czy snu. Sugerujesz, że matka ma cały czas żyć w nasłuchu i gotowości porzucenia wykonywanych czynności, żeby dzieci nie czuły się ignorowane, a sąsiedzi bezpieczni?
                      Nasz dużą tendencję do generalizowania. Jedni sąsiedzi nie otworzyli drzwi - co się dzieje z tym światem. Z tego, że ktoś czasem używa słuchawek uczyniłaś niebezpieczny dla otoczenia i więzi rodzinnych nawyk....
                      • nangaparbat3 Re: na miłość boską 01.12.19, 13:36
                        Hola hola. Chcesz dyskutować, to z tym co rzeczywiście napisałam - a napisałam tak:

                        myślę, że nawykowe używanie słuchawek przez matkę może szkodzić dzieciom, im młodsze, tym bardziej.



                        --
                        "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                        • little_fish Re: na miłość boską 01.12.19, 14:41
                          Jasne, ale na wstępie postu powołałaś się na badania o ignorowaniu (czyli słuchawkach w tym przypadku) i tam nie było nic o wieku, a raczej o tym, że ten problem dotyczy całej rodziny "zapewne utrudnia też kontakt z dziećmi czy w ogóle innymi członkami rodziny."
                          Nie wiem ile w wątku wypowiedziało się matek małych dzieci nawykowo noszących słuchawki, ale z pewnością nie była to większość.
                          • nangaparbat3 Re: na miłość boską 01.12.19, 18:18
                            To jednak jest prosty fakt - wkładając słuchawki, odcinasz się od otoczenia. I ja to rozumiem, potrzebę odcinania się mam bardzo silnie rozwiniętą, dlatego jestem sama. Ale są koszty, nie da się ich uniknąć, chyba że ktoś używa słuchawek tylko czasami, kiedy jest sam, albo inni śpią czy są czymś innym pochłonięci.
                            Ludzi łączy wspólne działanie (to nie jest mój pomysł, tylko Aaronsonowi wyszło w badaniach), na przykład w wielu rodzinach bardzo ważny jest rytuał wspólnego oglądania filmów.
                            Pamiętasz chyba popularne kiedyś dowcipy o żonach gadułach i mężach ukrytych za gazetą. Słuchawki na uszach ważnej osoby są analogiczne - jeden kanał komunikacji zostaje nawet jeśli nie wyłączony, to bardzo ograniczony. Tak szczerze - czy to może sprzyjać więziom?
                            W ogóle nie przypuszczam, żeby ktoś do tego dążył świadomie, ale myślę, że nie jest to obojętne.
                            Nie znam badań naukowych, które by się tym zajęły - trzeba by sprawdzić. Intuicyjnie nie może to być bez wpływu na jakość relacji.

                            --
                            "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                            • little_fish Re: na miłość boską 01.12.19, 18:28
                              Zakładanie słuchawek od czasu do czasu ( czy nawet często, ale w określonych sytuacjach) rozdmuchałaś do ogromnego problemu. Nikt z wypowiadających się nie napisał, że łazi non stop w słuchawkach. I że te słuchawki od czasu do czasu wykluczają wspólne wykonywanie czynności. Spora osób pisała, że słuchawki zakłada, gdy pracuje - lepiej dla więzi byłoby, gdyby pracowali bez słuchawek, za to poza domem?
                              Rytuał wspólnego oglądania - nie zawsze da się zrobić to tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Ale np u mnie w domu dziś faceci oglądali wyścigi F1, zamknięci w pokoju, a ja z Paganinim na uszach latałam z odkurzaczem. Pukania do drzwi, albo cichego dzwonka pewnie byśmy nie słyszeli (nawiązując do głównego problemu wątku)
                            • nenia1 Re: na miłość boską 01.12.19, 18:30
                              Może sprzyjać więziom, o ile druga osoba robi coś innego, to przecież nie działa tak, że będąc w domu stale robisz coś wspólnie z innymi domownikami. W końcu wszystkie jak tu piszemy raczej też nie piszemy wspólnie z rodziną. Ja sama słuchawek nie używam, bo nie lubię, ale mój partner już tak i najczęściej na moją prośbę, bo mi przeszkadza hałas i jakoś nie widzę, żebyśmy mieli problem z więzią. Nie ma co demonizować słuchawek o ile ktoś nie chodzi w nich non stop. To podobnie jak z innymi sprzętami, typu telewizor, nie w nim tkwi problem tylko w czasie jaki mu się poświęca.
                              • little_fish Re: na miłość boską 01.12.19, 18:37
                                Dokładnie.
                                A wracając do sytuacji startowej. Żadna więź nie ucierpi, jeśli ktoś z domowników używa słuchawek raz w tygodniu przez godzinę. Niestety, jeśli w tym czasie ktoś zapukał/ zadzwoni do drzwi to wyjdą na izolujących się samolubów...
                    • flegma_tyczka Re: na miłość boską 01.12.19, 13:01
                      Moim zdaniem sugerowanie, że jakieś dziecko jest zaburzone bo jego matka słuchała muzyki/filmu w słuchawkach jest bardzo krzywdzące i przede wszystkim niezgodne z wiedzą naukową.


                      --
                      Jestem kobietą.
                • mikams75 Re: na miłość boską 01.12.19, 00:21
                  tez miewam sluchawki - bywa, ze chce obejrzec czy posluchac cos innego niz reszta domownikow, bywa, ze mam cos pracowego do odsluchania i wole sie odciac. Poznym wieczorem slucham na tyle cicho, ze bym uslyszala dzwonek czy placz dziecka. A zreszta to juz nie taki maluszek, jak spie to tez wszystkiego nie slysze.
    • 3-mamuska Re: na miłość boską 30.11.19, 16:19
      Ja nie otwieram , bo często coś robię z słuchawkami na uszach.
      Jedynie relacja psa skłania mnie do zajrzenia czy ktoś pukał czy nie. Choć nie zawsze go widzę ze biega i się kręci.

      --
      -----------------
      Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • frey.a86 Re: na miłość boską 30.11.19, 16:19
      Jak mnie wk.rwiają ludzie, którzy oczekują, że inni mają być o każdej porze dnia w pełnej gotowości do otwierania drzwi niezapowiedzianym osobom. A ludzie we własnych mieszkaniach mogą np. pracować, słuchać muzyki przez słuchawki (bo bez słuchawek w bloku przecież nie wypada), brać kąpiel/ prysznic/ siedzieć na kiblu, mogą uprawiać seks, być niekompletnie ubrani, łazić po domu z maseczką na twarzy albo biegać z jelitówką na trasie łóżko-kibel. Pierdyliard powodów, dla których akurat ci konkretni ludzie mogli nie móc w danym momencie otworzyć drzwi, Ba, mogli nawet nie móc podejść do tych drzwi.

      Dlaczego dziewczyna z historyjki zamiast jak każdy normalny człowiek pójść poprosić o pomoc do innego mieszkania, wolała zrobić z siebie wielką cierpiętnicę, którą znieczulica sąsiadów niemal pozbawiła ręki? Kupy się ta opowieść nie trzyma. W jakim mieście tydzień temu wybuchł w budynku publicznym duży pożar i było tylu rannych, że aż zabrakło karetek? Powinno być o tym głośno w mediach, a ja nic nie kojarzę.
      • hanusinamama Re: na miłość boską 30.11.19, 19:49
        Ale czym sie ta "gotowość do otwierania drzwi" przedstawia?? Tzn musisz byc ubrana odświetnie i w wyjściowym makijazu?? Pytam bo jakis czas temu owtorzyłam w pizamie, potargana i tak tez poszłam przez ulice do sasiadki wyjmować kleszcze jej dziecku...

        --
        "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu
        • cruella_demon Re: na miłość boską 30.11.19, 20:16
          Ja jak jestem sama w domu, zwłaszcza w lecie lubię sobie chodzić w samych majtach, drzwi tak raczej nie otworzę. Jak się akurat kąpię, też nie. To samo jak siedzę na kibelku. Jak się ułożyłam z dzieckiem na drzemkę i przysypiam, ani myślę wstawać do drzwi, jeżeli się nikogo nie spodziewam, to samo jak budzi mnie dzwonek rano, w ogóle obudzona znienacka potrzebuję kilku minut żeby oprzytomnieć. nie zwlekam się do drzwi jak leżę z migreną. Mój mąż jak siedzi w słuchawkach, mógłby zwyczajnie nie usłyszeć.
          Nie wynika to w żaden sposób z niechęci do pukających, ot względy praktyczne.
          Jak jestem jako tako odziana i nic szczególnego nie robię, to otwieram, w 99,999% przypadków zatrzaskując pukającemu drzwi przed nosem bo to akwizytor/ŚJ/kominiarz/sprzedawca jajek/żebrak.
    • clara.veritas Re: na miłość boską 30.11.19, 17:07
      Ja jestem nieotwierająca, gdy akurat zachodzi jedna z sytuacji opisanych powyżej. Nie uważam się z tego powodu za "izolującego się człowieka, który nie pomoże". Gdy jestem ubrana, przytomna i - przede wszystkim - słyszę pukanie, to przynajmniej sprawdzam, kto zacz. Dziwne natomiast, że ta dziewczyna nie poszła do innych sąsiadów albo nie zadzwoniła po taksówkę, by pojechać na SOR, skoro się obawiała, że karetki nie doczeka. W sumie to jakiego rodzaju pomocy od tych sąsiadów się spodziewała, skoro nie chodziło o wezwanie karetki?
      • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 17:17
        > W sumie to jakiego rodzaju pomocy od tych sąsi
        > adów się spodziewała, skoro nie chodziło o wezwanie karetki?

        Bała się, że zemdleje i myślę, że tak po ludzku chciała by ktoś był przy niej, może dodatkowo uciskał kończynę czy opatrunek.
          • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 19:25
            Może pukała i dzwoniła do innych i też nie było odzewu? Jeśli to w ciągu dnia to mnóstwo ludzi jest wtedy w pracy. Czy próbowała piętro niżej, wyżej? Nie wiemy jaki to rodzaj domu. Czy miała siły, by biegać po piętrach? Może stres ją sparaliżował, a upływ krwi samopoczucia nie poprawiał? Kręciło jej się w głowie? Osunęła się? Kto ostatecznie jej pomógł? Wybiegła na ulicę?
            Nie wiem, wydaje mi się, że mamy trochę za mało informacji o okolicznościach tego zdarzenia.
            • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 19:37
              Ostatecznie przyjechało pogotowie, zwróciło uwagę, że zabrudziła klatkę schodową i własne mieszkanie, i zabrało.

              --
              "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                • nangaparbat3 Re: na miłość boską 30.11.19, 20:00
                  Nie mam pojęcia, to przyjaciółka córki, jak córka mówi "bardzo ogarnięta osoba", wiem tyle, co mi córka opowiedziała. To nie ma znaczenia. Znaczenie ma fakt, że chyba ponad 90% piszących uważa, że nie trzeba otwierać ani nawet sprawdzać, kto dzwoni/puka.

                  --
                  "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                    • elle_du_jour Re: na miłość boską 30.11.19, 20:21
                      Nanga, w skrócie – myślę, że każdy z nas ma prawo nie otworzyć drzwi, w sytuacji kiedy WIEMY, że nie jest to alarm i wołanie o pomoc. Sytuacja zmienia się oczywiście diametralnie jeśli WIEMY, że ktoś potrzebuje pomocy i mimo to nie otwieramy. Takiej postawy bym nie zrozumiała i sama bym nie praktykowała (choć w takim położeniu jeszcze nie byłam).
                  • flegma_tyczka Re: na miłość boską 30.11.19, 22:01
                    Może sąsiedzi mieli dosyć kolędników typu wszelkiej maści żebracy, akwizytorzy, świadkowie Jehowa. Być może założyli (w tym przypadku błędnie), że znowu to ktoś taki, a chcieli mieć święty spokój po pracy. Inna sprawa czy dziewczyna była już kiedyś u nich bo skoro nigdy wcześniej do nich nie pukała to skąd mogli wiedzieć, że tym razem sąsiadka, a nie świadek Jehowy. Święta się zbliżają i pewnie coraz więcej "fałszywych kominiarzy"/"zbieramy na fundację"/ etc.

                    --
                    Jestem kobietą.
                  • hrabina_niczyja Re: na miłość boską 30.11.19, 22:28
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Nie mam pojęcia, to przyjaciółka córki, jak córka mówi "bardzo ogarnięta osoba"
                    > , wiem tyle, co mi córka opowiedziała. To nie ma znaczenia. Znaczenie ma fakt,
                    > że chyba ponad 90% piszących uważa, że nie trzeba otwierać ani nawet sprawdzać,
                    > kto dzwoni/puka.

                    Bo nie trzeba. Ale jak ktoś puka i wali do drzwi krzycząc proszę mi pomóc to zmienia postać rzeczy. Zainteresowałabym się i pomogła. A jakbym widziała nieznajomą mi osobę to zadzwoniła do sąsiada, mężczyzny. To nie wina ludzi, a ciamajdy co nie umiała krzyknąć pomocy.

                • maslova Re: na miłość boską 01.12.19, 15:53
                  elle_du_jour napisała:

                  > Nanga, ale powiedz czy wiadomo ostatecznie dlaczego sąsiedzi nie otworzyli drzwi?

                  No jak to, dlaczego. Przecież nanga wyraznie napisała, że byli to "izolujący się ludzie, którzy nie pomogą".
    • sirella Re: na miłość boską 30.11.19, 19:10
      histerię uprawiasz. To że ktoś nie odbiera niezapisanych telefonów (wszelkie niezapisane jakie do mnie dzwonią od lat to wyłącznie wciskacze ofert posiadający mój numer ze zhakowanej bazy danych), albo nie otwiera jak mu na domofon świadkowie jehowy wydzwaniają, to nie jest równoznaczne że nie otworzy widząc przez wizjer sąsiada albo że sam nie dostanie pomocy od sąsiada.