Dodaj do ulubionych

No dobra...a co myslicie

01.12.19, 23:02
o Katarzynie Miller (terapeutce)? Czytalyscie jej ksiazki? Nie smiem nawet pytac czy bylyscie pacjentkami bo to prywatne. Z racji 'kryzysu' posluchalam kilka jej wywodow i mam mieszane uczucia (nie do konca sie z nia zgadzam w temacie zdrady). Z jednej strony madrze mowi o zwiazkach i podejsciu do siebie samego a z drugiej troche to wszystko splyca.
Obserwuj wątek
    • ajr27 Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:14
      Ja myślę nie tylko o K.Miller, ale i o całym nurcie psychologii humanistycznej, że zjada własny ogon. Trend na tolerowanie wszystkiego, w tym zdrady- dziękuję, nie kupuję. Nikt mi nie wmówi, że po zdradzie można w związku być szczęsliwym. Życie po zdradzie to pudrowanie trupa, który prędzej czy później i tak zacznie gnić. W tym temacie pani Miller i jej optymizmowi od razu mówię nie.
      • chocolatemonster Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:21
        Ja mysle, ze roznie ludzie do zdrady podchodza i jest mozliwe zycie w zwiazku po zdradzie choc ja nie wiem jakbym to zniosla i do tego podeszla. Ja jestem z frakcji, ze jesli kocham to nie zdradzam. Wiem, ze to teraz 'trendy' takie luzne podejscie 'ze sie nie wymydli i co ci szkodzi, ze chlop sobie uzyje' ale jakos mi sie to gryzie.
      • daisy Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:23
        zawsze mnie to zdumiewa... jeden skok w bok i wieloletni związek staje się pudrowanym trupem? to jakiś słaby on musi być, jak rany
        chyba trzeba być strasznie młodym, żeby tak myśleć

        --
        Fajna książka dla dzieciaka
            • daisy Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 23:12
              to też mnie dziwi. egocentryzm zawsze szkodzi. skąd pomysł, że cokolwiek mąż robi z inną kobietą, robi to TOBIE? że łapiąc za cudzy jędrny biust, zapomina o kobiecie w domu? etam

              i łatwiej by mi przyszło wybaczyć zakochanie, które może zwyczajnie spaść na człowieka, niż numerki na boku, od których, jak ktoś chce, można się doskonale powstrzymać. gdyby mi mąż powiedział, że się zakochał i nie wie, co robić, to bym mu zwyczajnie po ludzku współczuła. ale ja kocham męża i nie uważam go za swoją własność, produkt, który mi ksiądz sprzedał przy ołtarzu

              --
              Fajna książka dla dzieciaka
              • pani_tau Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 06:57
                Daisy:
                >
                > i łatwiej by mi przyszło wybaczyć zakochanie, które może zwyczajnie spaść na cz
                > łowieka, niż numerki na boku, od których, jak ktoś chce, można się doskonale po
                > wstrzymać. gdyby mi mąż powiedział, że się zakochał i nie wie, co robić, to bym
                > mu zwyczajnie po ludzku współczuła. ale ja kocham męża i nie uważam go za swoj
                > ą własność, produkt, który mi ksiądz sprzedał przy ołtarzu
                >
                Miałam koleżankę, która twierdziła to samo, aż do chwili, w której doszło do zdrady na bazie zakochania. Armageddon to najlepsze określenie dla tego co się potem wydarzyło.
                Nie powiem, że mnie zaskoczyła sama reakcja koleżanki, jednak skala tej reakcji już tak.
                Natomiast totalnie zaskoczony był zdradzający mąż, który chyba wierzył w to, że jak przyjdzie co do czego to żona będzie się trzymać swojej filozofii.
                Nie trzymała się.
                • sirella Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 10:48
                  Znaczy, ona wcześniej, nie będąc zdradzana, głosiła że jakby się zakochał to mu wybaczy?
                  To głupia jakaś. Takie gadanie to zachęta do luzowania morale partnera.
                  Lepiej twierdzić, że się absolutnie nie wybaczy i być wielkodusznym, gdy się raz przydarzyło, niż odwrotnie. Jeśli ona bez zaistniałego problemu o tym gadała mężowi , że takie zakochanie to drobiazg do wybaczenia- to cos miała skrzywionego w swoich emocjach z czym sobie nie radziła już przed mężem, albo mąż nie taki święty że to tylko raz było.
                  • pani_tau Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 12:55
                    Nie wiem czy mu to jasno wyłożyła czy też słyszał jak to deklaruje w luźnej rozmowie (mnie to przedstawiła podczas babskiego spotkania). Założyłam, że mąż zna deklarowane stanowisko żony, bo gdy wpadła w szał był tak ogłupiały jakby go lodówka z pralką zaczęły ganiac naokoło domu.
                    Z żadnym z nich o tej katastrofie nie rozmawiałam.
                  • odzyskanaka Re: No dobra...a co myslicie 04.12.19, 08:45
                    "takie zakochanie to drobiazg do wybaczenia"

                    Ale co tu wybaczać? Zakochanie? Uczucie? Przecież to nie jest coś, co można wybaczyć.
                    Wybaczyć można właśnie zdradę fizyczną wynikającą z głupoty / ciekawości / uchlania się / innego durnego powodu.
                    Wybaczyć można zło. Uczucie nie są złem, one po prostu są.
                      • odzyskanaka Re: No dobra...a co myslicie 05.12.19, 09:56
                        "Można się zakochać platonicznie, skonsumowanie zakochania w uroczym hotelu w tajemnicy przed żoną to już konkretna osobista decyzja. "

                        Przecież ja nie piszę o konsumowaniu, ale o zakochaniu jako o uczuciu:
                        Ale co tu wybaczać? Zakochanie? Uczucie? Przecież to nie jest coś, co można wybaczyć. (...)Wybaczyć można zło. Uczucie nie są złem, one po prostu są.
        • ajr27 Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:52
          Przeciwnie- trzeba mieć swoje lata i swoje przejść, żeby dojść do takich wniosków. Zdradzałam i byłam zdradzana i uwierz, że niewiele jest w życiu sytuacji, które dawałyby w życiu poczucie podobnego szamba.
          • nangaparbat3 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 07:37
            Znam ludzi, którzy się zdradzali, cierpieli, chcieli rozwodzić, teraz szczęśliwych w tym samym, kiedyś burzliwym, teraz spokojnym związku. Nawet małżeństwo, gdzie mąż zmajstrował dziecko na boku.


            --
            "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
            • hanusinamama Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 10:20
              Pytanie czy sa szczęsliwi czy za takich uchodzą...Ja tez znam panią ktora przez 40 lat przymykała oko na wyskoki Pana. Teraz Pan jest po 60, troche schorowany, juz nie taki przystojny, nie taki majętny....zwyczajnie nie ma chętnych. Pani uwaza ze ma najszczęsliwszy związek. NO fakt teraz małżeństwem są fajnym ale kurła jakim kosztem...

              --
              "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu
              • nangaparbat3 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 14:27
                Myślałam przede wszystkim o dwóch małżeństwach, gdzie panie zdradzały mężów. Na odwrót też, ale był znaczny asynchron.
                Tylko na ematce utrzymuje się, że jedynie mężczyźni zdradzają big_grin

                --
                "Tolerancja u nas od wieków kwitła i dlatego nie musimy jej już praktykować."
                • hanusinamama Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 15:42
                  A nie...znam takie gdzie oboje sie zdradzali, oboje wszystkim psioczyli na partnera zdrjace...a teraz sa mega szczęsliwi i :jaka zdrada?? Zośka tak gada bo nam zazdorsci. Wiesiu nigdy mnie nie zdradził"...a Pan juz mieszkał z inną, a Pani była bardzo zakochana w innym. Jakos takie głosne zapewnienia "taaaaaaaaaaaaaacy jestesmy szczesliwi" są 1) mało wiarygodne, 2) mało mnie to obchdozi

                  --
                  "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu
        • 21mada Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:58
          No nie? Myśle ze osoby zazdrosne nie kochają tak naprawdę tej drugiej osoby tylko siebie samego. Dlatego tak ich boli własne urażone ego. Nie ma to nic wspólnego z miłością do partnera.
        • rosapulchra-0 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 09:44
          21mada napisała:

          > Ale nie dla każdego bzykanie na boku to "zdrada". Po co od razu używać wielkich
          > słów i robić z igły widły?


          Dla twojego męża to też nie zdrada?

          --
          A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
            • chicarica Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 12:26
              Ona się nie puszcza. Ona by się chciała puszczać. To jest różnica.
              Problem polega na tym, że z nią za bardzo nikt się nie chce puścić. Co najwyżej na zupę zaproszą. Widać wygląda na zagłodzoną wink

              --
              ---
              Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
          • swinki_trzy Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 13:03
            rosapulchra-0 napisała:

            > 21mada napisała:
            >
            > > Ale nie dla każdego bzykanie na boku to "zdrada". Po co od razu używać wi
            > elkich
            > > słów i robić z igły widły?
            >
            >
            > Dla twojego męża to też nie zdrada?
            >


            Rosa, przypomnij, skąd ty wzięłaś sobie męża.
      • maly_fiolek Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 12:50
        Chcesz powiedzieć że dzieci, wieloletni związek, zżycie rodziny mają zostać zniszczone przez zdradę?
        Nie.
        W mojej rodzinie były różne numery, łącznie z tym że ciotka w pewnym momencie miała wścieklizną macicy i poszła do innego na pół roku. Wróciła.
        Bogu dzięki wuj jej przebaczył i nadal są razem, mają szczęśliwe dzieci, sami wyglądają na szczęśliwych.
        • chicarica Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 12:30
          Właśnie tak sobie myślę, że radykalne stwierdzenia się bardzo łatwo czyni, gdy człowiek nie znajdzie się w takiej sytuacji. Życie się różnie układa, czasem niby poukładany człowiek a dostanie właśnie wścieklizny ch.ja czy macicy i potem wróci. Jeden wybaczy, inny nie... niekoniecznie musi to być koniec szczęścia w związku. Czasami jest wręcz odświeżające. Oczywiście nikomu specjalnie takiego odświeżacza nie życzę, ale człowiek to skomplikowana istota.

          --
          ---
          Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
    • ajr27 Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:18
      Ale po lekturze Twojego wątku o kryzysie stwierdzam, że pod tym względem jesteśmy podobne ( też mam obsesje zadrady, jestem zazdrosna, takie rzeczy jak zwierzenia przyjaciołom widzę jako nielojalność), więc słuchaj kobiet o odmiennym światopoglądzie, nie mnie😉
        • bi_scotti Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:40
          Kontynuujac "co powiedziala Triss" tongue_out ja sie np. calym sercem z nia zgadzam, ze szczerosc bywa mocno przereklamowana. Wiem np. ze marzeniem mojego meza jest goracy romans w nocnym pociagu z jakas nieznajoma wink I gdyby mu sie trafilo spelnienie tego marzenia to prosze mi o tym nie mowic! Please keep me in the dark … forever! Z tym, ze ja nie jestem zazdrosna, nigdy nie bylam i zapewne juz nie bede podejrzliwa/sprawdzajaca - zakladam, ze albo ufam, albo nie - nie ma stadiow posrednich. Rozumiem tez, ze humans are humans i czasem zgrzesza/zejda na manowce/zrobia cos glupiego … whatever. Maz tez human, eh wink Ale ja nie musze (and definitely nie chce!) znac wszystkich jego trespasses a te, o ktorych on wie, ze by mnie zabolaly, mogly zniszczyc bezporowtnie nasza relationship to bardzo prosze niech trzyma dla siebie. Tak dlugo jak, ze tak powiem, caloksztalt nam sie uklada, to przyjmuje do wiadomosci, ze things can happen … zarowno po jego "ciemniejszej" stronie jak i mojej. Life

          --
          "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
          Leonard Cohen
          • bi_scotti Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:45
            I jeszcze cos dodam a propos przyjaciol. Ja jestem juz w takim wieku, ze sie autentycznie ciesze, ze moj maz ma friends, z ktorymi jest na tyle blisko, ze powie im to czego nie powie mnie. Bo mezczyzni zazwyczaj maja bez porownania mniejsze circles of friends niz kobiety i gdy kobiety odchodza z tego swiata, zostaja kompletnie sami. Ja sie na temten swiat nie wybieram so far ale … who knows etc. wiec gdyby mial zostac wdowcem to super, ze ma bliskich sobie ludzie dookola. Ja lubie bardzo tego mojego meza i zycze mu jak najlepiej … nawet (szczegolni?) gdy mnie juz z nim mogloby nie byc wink Cheers.

            --
            "There is a crack in everything, that's how the light gets in"
            Leonard Cohen
            • minniemouse Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 02:15
              Nawiązując do tego co napisała Bi.
              dawno temu jedna z moich internetowych psiapsiółek napisała mi ze nienawidzi swojego męża nie za to ze ja zdradził, ale za to ze jej to powiedział.
              bo, napisała mi, on jej to wyznał gdyż głównie dręczyło go sumienie za zdradę i za ukrywanie przed nią.
              a teraz on się czuje cudownie!! - bo mu kamień z serca spadł. za to ona się strasznie meczy ze świadomością ze oszukiwał, ze zdradzał, zdradził, ze 'ona' to ta której święcie wierzyła ze w życiu by jej nie skrzywdziła (boże, jak-ona-mogła-mi-jednocześnie-w-oczy-patrzeć), no i w ogóle różne takie. po prostu maż ten kamień zwalił na nią,
              i to jest najgorsze chamstwo jakie on mógł jej zrobić.

              zdradziłeś? to teraz się z ta świadomością męcz sam . i bój, zawsze się już bój ze moze się wydać.

              Minnie

              --
              Savoir Vivre czyli jak się zachować
    • rozalia_olaboga Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:50
      Jej podejście do zdrad nie jest mi znane. Jej podejście do samej siebie i książka "Chcę być kochana tak jak chcę" uratowała mi życie. A całkiem prywatnie podoba mi się, jak mówi o swojej tuszy, i o tym, że psycholog /psychoterapeuta też może mieć problemy - tyle że jest ich świadomy i nie przenosi tego na pacjentów.
    • hrabina_niczyja Re: No dobra...a co myslicie 01.12.19, 23:56
      Nie wiem, ale pamietam taką blondyne sepleniacą, która któregoś razu ukazała się mym oczom w tv. Akurat temat był u mnie bardzo na czasie. Leżałam od 3 dni w dresach pod kołdrą, na dmuchanym materacu, bo mi wszystko z domu powynosił, jadłam lody, bo nic innego nie byłam w stanie, w domu miałam syf i sterte rachunków do zapłacenia, a kasy zero. Nazajutrz czekała mnie kolejna sprawa rozwodowa. A ta wyjechała tekstem, że kobiety, które piorą brudy w sądach nie mają klasy, bo trzeba umieć odejść z klasą nawet jak ktoś nas porzuci. Tak mnie poniosło, że wstałam, nawsadzałam babie do telewizora przeszło 20 minut, umyłam się, ubrałam, zrobiłam obiad i zapakowalam rachunki do torby, a potem się upiłam qiąc na babe ile wlezie. Następnego dnia odpicowana weszłam do sądu, pod drzwiami naplułam na eksa, który stał z kochanicą i dzieciakiem i pojechał mi jakimś chamskim tekstem, a na sali sądowej wręczyłam mu rachunki, które mi zostawił i poszedł oczekując albo zapłaty albo zabezpieczenia potrzeb rodziny. A potem wyszłam z podniesionym łbem jak żyrafa jakaś i wlazłam w gówno 😀 Nie powiem, ale mi te brednie baby w pewien sposób pomogły 😀
      • ajr27 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 00:27
        Miałam podobnie, tylko w innym temacie. Jak Natalia Przybysz wyjechała ze swoim coming outem skrobankowym, bo miała 60 m kw mieszkania. Ja wtedy byłam na początku późnej, nieplanowanej ciąży, w dwupokojowym mieszkaniu my i dwójka nastolatków, wielki dylemat, co robić. Do tego czarny marsz, atmosfera walki o ustawę... Jak przeczytałam te jej wypociny, te opowieści o tabletkach na wrzody i tym za małym mieszkaniu, dostałam takiego wścieku, że postanowiłam urodzić, choćbym miała stanąć na rzęsach.
        • flegma_tyczka Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 09:26
          Nie rozumiem, przecież te wszystkie kobiety (choć akurat Przybysz jest dość kontrowersyjnym przykładem) nie walczą o to by zmusić każdą kobietę w niechcianej czy przypadkowej ciąży do aborcji tylko o legalny wybór.
          Czemu ludzie tak "wściekają" się o możliwość wyboru?

          --
          Jestem kobietą.
          • kropkaa Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 14:13
            Też mnie to zastanawia - krzyk taki, jakby walczyły o nakaz co najmniej. Zwykle są to panie z zaburzeniami kościelnymi albo starsze osoby, którym ciąża nie grozi. A bzdety typu, że niepełnosprawne dziecko wyniosło do domu miłość, szczęście, radość i nie wiadomo jeszcze co, wypowiadane zwykle przez tatusiów w stylu Jakiego, który w domu chyba na święta bywa, powodują u mnie odruch wymiotny.
            • ajr27 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 15:29
              Problem z Przybysz polegał na tym, że swoim pretensjonalnym, z d..py wyjętym coming outem osiągnęła efekt odwrotny do zamierzonego. Wśród tysięcy historii aborcyjnych, pokazano akurat tą jedną- sfochowaną panią artystkę z za małym mieszkaniem na Starej Ochocie, z kasą, ustawioną sytuacją rodzinną i skrzywieniem na punkcie wolności wypowiedzi. Taki przykład był wtedy bardzo potrzebny, ale to powinna być historia w stylu Alicji Tysiąc, a nie takie coś. To było po prostu niesmaczne.
              • flegma_tyczka Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 07:27
                Przybysz jest kontrowersyjnym i niekontrowersyjnym przykładem. Bo skoro walczymy prawo do legalnej aborcji na zasadach takich jak w większości krajów europejskich to tak - kobieta tam może usunąć z dowolnego powodu - mogą to być warunki mieszkaniowe, odejście partnera, jak i planowana wcześniej wycieczka na Kanary. Nie nam oceniać - tak wygląda prawodawstwo za granicą, masz się tylko "zmieścić" do 12 tygodnia.
                Alicja Tysiąc to inny przykład - nie służący walce o prawo do aborcji takie jakie jest za granicą czyli swobodne do 12 tygodnia tylko walczące o to by tzw. kompromis był chociaż przestrzegany.

                --
                Jestem kobietą.
              • kropkaa Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 07:53
                Nie, Natalia pokazała, że ciąża może być po prostu niechciana. Czytałam ten wywiad wtedy przy porannej kawie i nie było w nim nic wydumanego - kobieta ma ułożone życie rodzinne i zawodowe, nie ma siły na zmiany. Przecież na ematce 3 pokoje przy trójce dzieci to patologia, tym bardziej więc dziwi niechęć do NP. Dla mnie pokazała, że to tak naprawdę to może spotkać każdego - w pewnym momencie życia można po prostu nie chcieć być w ciąży, a chcieć decydować o swoim życiu.
            • chicarica Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 12:46
              "Zwykle są to panie z zaburzeniami kościelnymi albo starsze osoby, którym ciąża nie grozi."

              Moja teoria, potwierdzona przykładami z życia, to że są to panie które same w młodości skrobały się aż furczało, a teraz zagłuszają swoją walką dysonans poznawczy. Bardzo wiele pań posiadających w młodości bujne życie osobiste, gdy wdzięki przeminą i krąg adoratorów się skurczy, doznaje religijnego olśnienia i staje się nagle najświętszą w całej wsi.

              Oczywiście zakładam u siebie jakieś uprzedzenie poznawcze, ale same takie właśnie przykłady widzę w realu. Najzabawniejsze jest, że te panie mają jakby amnezję. Szczytem jest jedna, która jeszcze lekko licząc 7-10 lat temu brała kasę za seks (będąc jednocześnie w stałym związku i zdradzając w ten sposób swojego partnera - sic! nie, nie żartuję... facet się ostatecznie dowiedział i co najciekawsze, nadal są razem), a obecnie jest wielce religijna i próbuje pouczać innych jak trzeba żyć. Ja tylko czekam aż ktoś jej kiedyś publicznie wygarnie, bo zrobiła się w tej swojej religijności i pouczaniu nieznośna.


              --
              ---
              Sundry: "Chcesz dowcipu, obejrzyj komedię. Chcesz inteligencji, idź do Mensy. To jest forum, tu się tylko bzdury wypisujesmile"
              • kropkaa Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 14:40
                Bo te niewiasty zrozumiały, że zgrzeszyły i teraz prowadzą krucjatę, by inne, niewinne dusze ustrzec przed błędami młodości.
                Tylko jakoś do ich pustych głów nie dociera, że każdy ma swoje życie, musi popełnić swoje błędy, a ich błędy nie są błędami innych.
      • triss_merigold6 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 07:01
        Jak w dowcipie "Stefan wstawaj, zesr.... eś się".

        Skarbie, to się kupy nie trzyma.

        - rozwody bezdzietnych mogą (mogły te 8-10 lat temu) zamknąć się na jednej rozprawie,
        - podział majątku czy zabezpieczeniepotrzeb rodziny, alimenty to inna sprawa, nie rozwodowa,
        - rzekomo świetnie szło Ci finansowo, skoro dziecko Twojego męża zrobione kochance już było na świecie, to jakim cudem - po odejsciu kosztownego męża - nagle miałaś finansową zapaść,
        - nikt nie zabiera dzieci na cudze sprawy rozwodowe, wymysł że kochanka była tam z dzieckiem jest kuriozalny.

        Niedawno pisałaś, że już zapomniałaś, że był jakiś eks, po natężeniu emocji śmiem wątpić.
          • hanusinamama Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 10:31
            NO ja tez. Kochanica zabrała dziecię i z wielkim brzuchem tez przyszła...tak sie zastanawiałam, czy ona sie aby nie bała ze Pan sie rozmyśli i ona musi przypilnować.

            --
            "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu
        • flegma_tyczka Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 09:24
          To troll z kategorii trolli stosunkowo nieszkodliwych typ "fantasta". Trochę dziwię się, że na innych wątkach forumki zażywnie z nim rozmawiają dając realne rady, ale każdemu jego porno lub jego troll smile

          --
          Jestem kobietą.
        • rosapulchra-0 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 09:51
          Znałam historię hrabiny do momentu zastania pustego mieszkania. Potem nam się urwał kontakt na kilka lat, aż wróciła pod tym nickiem. Wierzę, że mogła mieć zapaść finansową po odejściu męża, który przy tej okazji ogołocił jej mieszkanie dokładnie ze wszystkiego, włącznie ze sztućcami i garnkami.

          --
          A to nie wiesz, że jak kobieta "rozkłada nogi", to jej się otwiera taka czarna dziura, co zasysa z niespotykaną siłą wszystkie samce jak leci, aż po horyzont zdarzeń...? by memphis90
        • hanusinamama Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 10:30
          Byłam z kolezanka na jej rozprawie...prawie ex przyprowadził kochanice w ciązy oraz dziecię (ona o tym dziecku sie dowiedziała jak miało ono 3 lata i drugie było w drodze).
          Kolega miesiac temu rozwiódł sie na jednej rozprawie...

          --
          "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu
    • alba27 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 07:33
      Mi książki Millerowej też pomogły przejść przez rozwód. Zwłaszcza " być kobietą i nie zwariować" ale pierwsza część bo chyba są dwie. Takiej mocy nabrałam że w sądzie pograzylam exa bez adwokata☺️ słuchać też jej lubię.
    • triss_merigold6 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 07:52
      Ogólnie ją lubię i w dużej mierze zgadzam się z wersją, że najczęściej okazjonalny skok w bok to nic osobistego, że to akt spontaniczny i nie mający nic wspólnego zaletami i wadami partnera czy partnerki. Ot, potrzeba nowości, dowartościowania się, za dużo alkoholu.

      Tematu solidarności z innym kobietami nie kupuję kompletnie, niby dlaczego miałabym wykazywać się cieniem zrozumienia dla kogoś, kto chce się zamachnać na moje dobro.
      • hrabina_niczyja Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 08:57
        Ależ oczywiście, że się zgadzasz. Tyle co ty się bokiem nachodziłaś to dziwne by było, żebyś jeszcze polemizowała 😀 Co do solidarności masz rację, twoje dobro to twoje dobre, cudze dobro to można było brać. Typowe dla ciebie 😀
        • triss_merigold6 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 09:10
          Właśnie z uwagi na doświadczenia, mam taki, a nie inny stosunek do incydentów (nie romansów, gdzie w grę wchodzą zaangażowanie, czas, emocje i inne zasoby), co nie oznacza przyzwolenia. Nie oznacza też odcięcia uczuć, osoba zdradzona ma prawo do rozgoryczenia, żalu, wściekłości, utraty zaufania, chęci odwetu etc.

          Tak, moje dobro jest istotne na tyle, że racje i emocje obcej kobiety raczej mnie nie interesują w kontekście mojego związku. W sumie są bez znaczenia.
      • aandzia43 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 12:34
        Zgadzam się co do nie demonizowania pojedynczego wybryku współmałżonka pod warunkiem, że nie jest to seryjne kur....e się z pojedynczych wybryków złożone. Ilość też robi różnicę.
        Solidarność w sensie ze nie wykazuję się cieniem zrozumienia dla pańci co się z moim bzyknęła rekreacyjnie? Nie, nie wykazuję się, w dudzie mam jej potrzeby wink

        --
        "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
    • flegma_tyczka Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 09:21
      Pamiętam jak kiedyś w jednej z książek nie bojąc się histerii antyaborcyjnej w naszym kraju opisała przypadek pacjentki, która zaszła w przypadkową ciążę z Romem poznanym na imprezie.
      I tam było mniej więcej coś takiego, że doradziła jej może nie wprost aborcję, ale rozwiązanie które dla niej będzie najlepsze czy to aborcja czy kontynuacja ciąży.
      Przyznam, że pierwszy raz ktoś wprost napisał, że kontynuacja ciąży to nie koniecznie zawsze dobry pomysł.


      --
      Jestem kobietą.
      • minniemouse Re: No dobra...a co myslicie 04.12.19, 03:23
        flegma_tyczka napisała:
        > Pamiętam jak kiedyś w jednej z książek nie bojąc się histerii antyaborcyjnej w naszym kraju opisała przypadek pacjentki, która zaszła w przypadkową ciążę z Romem poznanym na imprezie. I tam było mniej więcej coś takiego, że doradziła jej może nie wprost aborcję,

        bo Rom w Polsce to takie ufo ze nie daj borze takiego urodzić. ksiądz wyklnie z ambony, rodzina wydziedziczy, a na spacerze ptaki z krzykiem przed wózkiem uciekać byndom...

        Minnie

        --
        Savoir Vivre czyli jak się zachować
    • jola-kotka Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 10:01
      Pisalam juz tu ze osobiscie mialam okazje przekonac sie i jest to swietny fachowiec . Kwestie podejscia do np. Tematu zdrady to sa bardzo indywidualne i uwazam ze nie warto tego oceniac. Kto ma inne i tak go nie przekona.
          • jolie Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 12:42
            Nie wiem, czy chodzi o jej atrakcyjność fizyczną (i tuszę), ale coś jest nie tak. Ponoć (również wg lektury forum) mężczyznom podobają się grube kobiety, zatem ona może miała amatorów.
          • pade Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 13:19
            Ona ich wcale nie ukrywasmile W necie jest sporo wywiadów z jej udziałem, w co najmniej dwóch mówiła o swojej tuszy.
            To, że kobieta nie smaga się biczem publicznie za "brak atrakcyjności", nie oznacza, że jest fałszywa i coś ukrywa.

            --
            "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
          • black_halo Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 23:42
            Mozesz tak uwazasz, bo naprawde otyla kobieta pokazuje sie w mediach zamiast nalozyc worek pokutny i przemykac po zmroku ciemnymi ulicami na tajny fitness dla grubasow. Bo jak wiadomo normalny fitness jest tylko dla mlodych, ladnych i oczywiscie szczuplych. Jeszcze wieskszy dysonans poznawczy wystepuje kiedy czlowiek dowiaduje sie, ze ona od 30 paru lat ma tego samego partnera, ze miala meza i ze ogolnie na brak partnerow zyciowych nie narzekala. A przeciez tu na forum lansowana jest teza, ze jak nie nosisz rozmiaru 36 to maz pojdzie do innej.

            --
            memphis90: Są mężczyźni, którzy chwalą się wszem i wobec, ze owszem, czasem trzasną w stół jak trzeba. Ale nie mówią przy tym, że robią to głową, kiedy probują "wstać z kolan"
            • flegma_tyczka Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 07:22
              W telewizji polskiej od lat jest lansowana otyła kobieta i to jeszcze w czasach gdy nie było mody na "rozmiar XXL to kochanie siebie i pozytywność".
              Na forum raczej lansowana jest teza, że po wielu latach mąż może odejść, a bycie grubym nie jest zdrowe. Forumowe grubcie lub byłe grubcie oczywiście dopisują sobie coś innego.

              --
              Jestem kobietą.
        • pade Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 13:22
          Akceptacja jest pierwszym krokiem do zmiany. Jeśli ktoś ma ochotę na zmianęsmile
          Relatywizmu żadnego u Miller nie zauważyłam, raczej tolerancję i zrozumienie. Tyle, że ona wyraźnie mówi, w każdym wywiadzie, w każdej książce, jakie zachowania u kobiet i u mężczyzn są nie ok. To, że nie poucza gromkim głosem i nie grozi palcem, nie oznacza, że wszystko rozmydla.

          --
          "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
          • yennefer.00 Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 14:07
            Właśnie czasami mam wrażenie, że idzie w drugą skrajnośc, ja nie jestem za pouczaniem gromkim głosem. Tolerancja jest ważna, ale tez ma swoje granice, a właściwie ważne jest zrozumienie skąd pewne rzeczy wynikają, ale niekoniecznie tolerowanie wszystkiego i umniejszanie pod hasłem realizowania swoich potrzeb. Jakoś coś mi zgrzyt, jak ktoś wyżej napisał.
            • pade Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 14:26
              Yennefer, mało kto tak łopatologicznie jak Miller, tłumaczy skąd się "pewne rzeczy" biorą.
              Warto poczytać jej książki i na ich podstawie wyrobić sobie opinię.

              --
              "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
            • pade Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 14:25
              Masz na myśli wizerunek medialny czy jej twórczość?
              Bo jeśli to drugie, to się nie zgadzam zupełnie.

              --
              "Na berge trzeba mieć wygląd i pieniądze🤣 Dla Ciebie jestem pani bergamotka77."
      • australijka Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 15:47
        Dziękuję Sirello. To o moim małżeństwie "ty miałeś kogoś, dobrze wiem i nie bez grzechu byłam ja". No bywają gorsze momenty , ochota na chwileczkę zapomnienia , ktoś, kto zawsze ma dla nas czas. Było- minęło. Jesteśmy 45 lat razem. I nie dlatego, że musimy. Teraz już po ptakach. Fajnie jest być z kimś przy kim nie trzeba udawać, kto nas zna do cna i gdy myślę o herbacie on przełyka ślinę. Pewnie, że każdy związek jest inny ale warto czasami przeskoczyć tę przepaść.
        • sirella Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 10:36
          Z perspektywy czasu też tak to widzę. Każdemu w dłuższym związku się może zdarzyć potknięcie, zauroczenie- ważne co z tym dalej zrobi, jeśli ludzie się w związku tak po prostu lubią i szanują w szerokim aspekcie to potrafią na to popatrzeć z perspektywy. Nie zakładając, że partner musi nie mieć wad i musi być ściśle wtopiony we mnie, podległy, zapatrzony ślepo. Nieobwinianie za każdy błąd i umiejętne, konstruktywne przyjmowania krytyki to spora sztuka. Starsi państwo, którzy po 70tce ciągle chodzą razem na spacery to nie są osoby, które nigdy w związku nawet nie pomyślały o kimś innym lub rzuceniu związku w cholerę... zapewne myśleli niejeden raz.. ale każdorazowo wybierali siebie nawzajem.


          Oczywiście zdarzają się wypaczenia tej teorii, gdzie całość to błąd i zło i tuszuje się to złudzeniami, gdzie nie ma miłości tylko strach, uwikłanie, współuzależnienie, przymus - i to trzeba przecinać jak najwcześniej - bo można i tak :
          www.youtube.com/watch?v=logZCswGZCo




          • fawiarina Re: No dobra...a co myslicie 03.12.19, 12:03
            Mądrze gadacie, dziewczyny.
            Mi jest niezwykle szkoda, że u mnie nie potoczyło się inaczej, nie potrafiłam wybaczyć romansu, a mąż nie zawalczył o nas jak lew. Z perspektywy czasu już się pewnie tych życiowych potknięć sprzed nastu lat nie pamięta, a jakże miło przeżywać życie u boku kogoś, kogo się zna na wylot.
              • sirella Re: No dobra...a co myslicie 04.12.19, 11:02
                To istotne. Widziałam taki związek po zdradzie, gdzie się nie rozstali ale żona nigdy nie wybaczyła i gnoiła męża przez resztę życia.
                Jesli nie ma woli przepracowania z obu stron "dlaczego do tego doszło" to nie ma co tkwić w związku napędzanym przymusem i nienawiścią.
                Decyzja w tym temacie jest bardzo indywidualna, bo jeśli dla jednego wiernośc jest jednym z filarów związku a drugi każdorazowo po większej kłótni będzie się pocieszać na zewnątrz to efektu wystarczająco dobrego związku się nie osiągnie..


    • 35wcieniu Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 14:42
      Jak dla mnie to ona takie truizmy wali że aż dziw bierze że ktoś ją bierze na serio. Owszem, wydaje się być sympatyczna, jak się natknę w necie to pooglądam czasami, ale jak zaczyna tłumaczyć że 2 + 2 to 4 i dlaczego, to nie mogę. big_grin Aczkolwiek zapewne ludziom jest potrzebna jakaś łopatologiczna forma wyjaśniania rzeczywistości, stąd pewnie jej popularność.

      --
      - Napiszcie czy korzystają z toalety trzeba się totalnie z tego rozebrać? Fryzura się rozwalił, kombinezon upaćka makijażem.
      - Ale jak przez głowę?
      - Mam jeden jedyny, który właśnie tak się wkłada i zdejmuje. Wkładam obie nogi w nogawkę, ręce wkładam w otwory i naciągam ku górze. Tak jak kombinezon do nurkowania. (mildenhurst)
    • hanusinamama Re: No dobra...a co myslicie 02.12.19, 15:44
      Jak dla mnie bardzo uogólnia...tzn zdrada jest taka, zachować sie trzeba tak. A są rózne zwiazki, rózne sytuacje. Jak dla mnie Pani kreuje świat bardzo czarno-biały bez odcieni szarości.

      --
      "Kury zostają dalej w hodowli, żeby dawać nowe jajka, często nawet dożywotnio." Stwory_z_mchu

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka