Dodaj do ulubionych

Koleżanka pozbyła się psa :(

09.12.19, 12:29
Przepraszam za wpis bez związku z tematem forum, ale jestem wstrząśnięta. Moja dobra koleżanka w sierpniu wzięła sobie psa ze schroniska - szczeniaka. Przez miesiąc było fajnie, ale później zaczęła mieć go dość. Nie chciało jej się chodzić na spacery, sprzątać, uczyć czystości, denerwowało ją szczekania i gryzienie. Krótko: nieprzemyślana decyzja po rozstaniu z byłym. I wczoraj przyznała mi się, że na początku listopada zostawiła tego psa na wsi u swoich rodziców, dalszemu ich sąsiadowi, który wziął go na łańcuch i do budy, a do tej pory przecież żył w mieszkaniu. Wstydziła się zwracać do schroniska czy szukać kogoś, kto by od niej go wziął. Naprawdę przykro mi się zrobiło, bo koleżanka to osoba wrażliwa, wykształcona i profesjonalnie realizująca się, nie rozumiem jej zachowania. Czemu ludzie tak postępują? Ona twierdzi, że schroniska robią problem ze zwrotem psów i to ją też zmusiło do tej trudnej decyzji, czy to prawda?
Obserwuj wątek
    • homohominilupus Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:37
      Nie wiem, czy schroniska robią problem, gdy się chce psa oddać, nigdy nie oddawałam wziętego stamtąd psa.
      Brak słów, jeśli to prawdziwa historia, to nie rozumiem, jak może ta laska być twoją koleżanką. Po tym, co zrobiła, nie wyobrażam sobie pogaduszek z nią przy winku. Nie piszę więcej, bo brzydkie słowa mi się pod palce cisną.

      --
      Never trust a man in a blue trench coat
      Never drive a car when you're dead
    • sofia_87 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:40
      OMG
      Nie masz możliwości poinformować schroniska oraz TOZ o tym zdarzeniu.Moze uda się jeszcze uratować biedaka sad
      Ta kolezanka bylaby już moja była kolezanka.

      Moja była już koleznka oddala do schroniska pieska kilkunastoletniego, ponieważ "jest już stary, wiec można oddac go do schroniska", pieska znalam jako kolege mojego już niezyjacego psa. Zabralam go z tego schroniska, u mnie mialby srednie warunki, a to piesek niedoslyszacy, niedowidzący, a w domu niemowlę, zazdrosny o siostrę dwulatek i kot, wiec znalazłam mu domek u starszej pani, mieszkającej na parterze z ogródkiem. Sa szczęśliwi razem, wet i karma oczywiście na mój koszt.
        • sofia_87 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:51
          Nie wiem czy tak bardzo, ale pewnie często.
          Moja kolezanka miała psa kilkanaście lat i go oddala, dla mnie w tamtym momencie przestala być godna miana człowieka.
          A o tym swojej koleżanki zawiadom schronisko, może jakas fundacje, szkoda psiaka sad
          • fredzia098 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:20
            Nie godna miana człowieka? Nie za mocne słowa? Stary pies ma problemy zdrowotne, np załatwia się w mieszkaniu, wymiotuje, nie zejdzie na sikanie z 3 piętra. Wymaga często opieki jak niedołężny starzec a pracować trzeba. Wydaje mi się, że bardziej akceptowalne jest oddać starych rodziców do domu starców ( bo dla dzieci to trauma żyć z robiącym pod siebie starcem w jednym mieszkaniu) niż starego psa. Patrzenie na niedołężnego psa już nie jest traumatyczne? Całodobowa opieka nad psem jest do zorganizowania a nad rodzicem nie? A to tylko zwierzę, a nie człowiek.
            • sofia_87 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:29
              Nie, nie za mocne słowa.
              A pies jest u starszej pani już ponad 1,5 roku i nie zalatwia się w mieszkaniu. A wymiottowac może w każdym wieku, jak człowiek. No tak, to jak zniedoleznialy, a patrzenie na niego jest "traumatyczne" to można go oddac do schroniska, to będzie mniejsza trauma dla wszystkich.
              Niektórzy ludzie stoja nizej poziomu zwierzat, zdaje się, ze Ty jesteś jedna z nich...
            • aandzia43 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:40
              Trollujesz czy tylko jesteś głupia? Schronisko dla zwierząt to nie jest odpowiednik domu opieki dla ludzi. O ile ciężko chory i nie kumający już rzeczywistości człowiek może mieć lepszą fachową opiekę w placówce typu hospicjum, dom opieki czy szpital, to pies czy kot które spędziły życie w domu lub koło domu przeniesienie do schroniska odczuwają to jak zstąpienie do piekieł. Koty nie przeżywają dłużej niż parę tygodni, psy czasem miewają się lepiej.

              --
              "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
              • sofia_87 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:45
                Dokladnie
                Ja znalam tamtego psiaka niemal cale jego zycie, często bawil się z moim psem, to taki maluch pinczerkowato-liskowaty, fajny, wesoły, po kilku tygodniach w schronisku był przerazona, wychudzona, poraniona kupka nieszczęścia.
                Teraz jest mu dobrze, starszej pani także smile
            • szczypawka100 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:40
              fredzia098 napisał(a):

              > A to tylko zwierzę, a ni
              > e człowiek.
              Jasne- na łańcuch go. Nawet Tobie tego nie życzę, jak będziesz robiącym pod siebie starcem.




              --
              U mnie zawsze wszystko do przodu, wali się i pali ale przynajmniej piękny widok płomieni
              by kryzys_wieku_sredniego
            • 3-mamuska Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 16:45
              fredzia098 napisał(a):

              > Nie godna miana człowieka? Nie za mocne słowa? Stary pies ma problemy zdrowotne
              > , np załatwia się w mieszkaniu, wymiotuje, nie zejdzie na sikanie z 3 piętra. W
              > ymaga często opieki jak niedołężny starzec a pracować trzeba. Wydaje mi się, że
              > bardziej akceptowalne jest oddać starych rodziców do domu starców ( bo dla dzi
              > eci to trauma żyć z robiącym pod siebie starcem w jednym mieszkaniu) niż stareg
              > o psa. Patrzenie na niedołężnego psa już nie jest traumatyczne? Całodobowa opie
              > ka nad psem jest do zorganizowania a nad rodzicem nie? A to tylko zwierzę, a ni
              > e człowiek.


              Jesteś psychicznie chora.
              Już lepiej takiego psa uśpić niż oddać do schroniska.

              --
              -----------------
              Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
            • thea19 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 17:50
              To tylko pies..

              To tylko pies, tak mówisz, tylko pies...
              A ja ci powiem
              Że pies to czasem więcej jest niż człowiek
              On nie ma duszy, mówisz...
              Popatrz jeszcze raz
              Psia dusza większa jest od psa
              My mamy dusze kieszonkowe
              Maleńka dusza, wielki człowiek
              Psia dusza się nie mieści w psie
              I kiedy się uśmiechasz do niej
              Ona się huśta na ogonie
              A kiedy się pożegnać trzeba
              I psu czas iść do psiego nieba
              To niedaleko pies wyrusza
              Przecież przy tobie jest psie niebo
              Z tobą zostaje jego dusza

              B. Borzymowska
            • lily_evans11 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 18:07
              To się nie bierze psa i tyle, nie ma przymusu. Nie będzie potem Sułów, wymiotöw i kosztownych weterynarzy.
              Ciebie fredzia też może rodzina zechce oddać do przytulku, jak na starość zaczniesz robić pod siebie big_grin.

              --
              Zginę, jeśli się obejrzę
    • alpepe Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:40
      Ja bym zerwała znajomość, choć to prawda, że schroniska żądają opłat od właścicieli oddających psy.

      --
      "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
    • 3-mamuska Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:46
      Zgłosiłbym do schroniska miała umowę adopcyjna nich przyjdą sprawdzić ze psa niema.
      Dostanie za swoje.
      I nie kolegowałem się z nią dłużej to potwór bie człowiek wrażliwa dobre sobie.

      --
      -----------------
      Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
      • feliz_madre Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:53
        3-mamuska napisała:

        > Zgłosiłbym do schroniska
        > Dostanie za swoje.

        Ale co dostanie? Jaką karę? Mandat? Reprynendę ustną?
        Nie wiem co jest w takiej umowie, ale nie sądzę, żeby schronisko mogło coś wyegzekwować od takiego nieodpowiedzialne człowieka.
        • 3-mamuska Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 16:49
          feliz_madre napisała:

          > 3-mamuska napisała:
          >
          > > Zgłosiłbym do schroniska
          > > Dostanie za swoje.
          >
          > Ale co dostanie? Jaką karę? Mandat? Reprynendę ustną?
          > Nie wiem co jest w takiej umowie, ale nie sądzę, żeby schronisko mogło coś wyeg
          > zekwować od takiego nieodpowiedzialne człowieka.


          Można wystarczy sprawdzić co zawiera umowa adopcyjna. Jeśli pies był wydany do domu nie do budy to może dostać karę finansową a teraz za porzucenie psa karę więzienia.

          --
          -----------------
          Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • ichi51e Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:48
      Coz byla na wsi sasiad chcial oddala koniec dyskusji. Wszyscy zadowoleni (poza psem) w schronisku nie takie rzeczy widzieli ale coz nikt by jej za oddanie nie podziekowal choc oczywiscie by wzieli.
      Moze nastepny wlasciciel lepszy sie okaze

      --
      wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
    • lilia.z.doliny Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 12:49
      schroniska euforycznie strzelaja foty na fb pod tytulem: Gwiazdeczka ma domek! pod wpisem jest zyliard zachwytow, natomiast zdarza sie, ze zcGwiazdeczka nie zagrzeje miejsca w domku. Wtedy na oddajacych sypia sie gromy i wyzwiska. Byc moze sa to bęcki zasluzone, ale kolejna rodzina juz adoptowanego psa do schroniska nie odda. Tylko do kmiota do budy. 'Ale przynajmniej nie przywiazala w lesie". Krecia robota.
      Zglos schronisku sytuacje, prosze. imo wizyty poadopcyjne maja wiekszyvsens niz ogledziny i wywiady przed adopcją.

      --
      Na miesiąc przed Halloween przestaję sprzątać w domu i dekoracje robią się same.
      • michalinalis Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 23:24
        100% racji Lila.
        Podobnie jest z ogloszeniami na fb, jak ludzie szukają nowego domu dla psa bo z roznych powodów miec go juz nie mogą. Wirtualny pręgież.
        Nieraz mam ochotę napisac pod oburzonymi ludźmi, zeby autorka wypierd.ła tego psa na szosę, bo czy go wypierd.oli czy będzie szukała mu domu, spotka ją tyle samo przykrosci.
        Dopóki nie bedzie mozna normalnie oddać psa, dopóty psy będą lądować w lasach . I moze to nie jest poprawne politycznie ale jest prawdziwe.
    • aandzia43 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:03
      Wrażliwa i wykształcona powiadasz? No cóż, wrażliwym można być wyłącznie na punkcie swoich potrzeb bez uwzględniania potrzeb reszty (narcyzm), a wykształcenie nie wyklucza prostactwa. Poza tym laska ze wsi, to wiele tłumaczy (z góry przepraszam mieszkanki wsi które akurat nie są mentalnymi wieśniarami).

      --
      "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
        • edelstein Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 17:15
          No ci miastowi trzymajacy kaukazy i inne wielkie w dwoch pokojach, iraz male, ktore zalatwiaja sie do kuwet to sa wrecz ostoja szacunku.Nie wiem kiedy ty bylas ostatnio na wsi, za Gierka?

          --
          "Decyzja o poczeciu nazlezy do dziecka. Jak nie zechce, to sie nie pocznie." by plater-2
          • sofia_87 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 17:44
            Pies przymarzajacy zima do łańcucha i podłoża oraz wariujacy z gorąca latem, bez budy , jedzenia i picia to niestety nie przeszłość. Wystarczy dostęp do internetu aby poczytać takie historie i obejrzeć często makabryczne zdjęcia.
            Ja wspieram fundacje opiekujace się zwierzętami i niestety wiem jak jest sad
          • folivora Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 18:35
            Kaukaz może mieszkać nawet w kawalerce, o ile ma zapewnione rozrywki i dużo ruchu na zewnątrz. To jest szkodliwy mit, że duże psy nie mogą mieszkać w bloku, potem pańcie z bloków biorą yorczunie i nie wyprowadzają, bo przecież mały to nie potrzebuje. To tak nie działa.

            --
            Lepiej nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich - mówi. - Zawsze dla niektórych jest gorzej.
              • folivora Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 10.12.19, 00:58
                Nie mam nic do yorczuniów, a do pańć yorczuniów (uwaga, mówię tu tylko o pewnym typie opiekunów!). Yorki to psy jak każde inne i potrzebują ruchu, uwagi i zajęcia dla umysłu, niestety są małe i można je nosić w torebkach i nie wypuszczać z domu - wg niektórych.
                Psy szanuję i nie dzielę na lepsze i gorsze, ani na małe - idealne do bloku i duże - tylko na wieś. Oto mi tylko chodziło.

                --
                Lepiej nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich - mówi. - Zawsze dla niektórych jest gorzej.
    • conena Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:05
      e tam, pełno jest takich ludzi, nie są nauczeni odpowiedzialności za zwierzę, które oswoili.
      mamy taki egzemplarz w najbliższej rodzinie męża. najpierw był oddany kot ("nigdy nie byłam kociarą"), teraz jest piesek ze schronu, jeszcze niedawno było: "zobaczymy, czy zostanie", no ale to tak teraz modnie mieć adopciaka, więc trzymam kciuki za tego pieska, może jako nieliczna z ofiar mody będzie miał szczęście.

      --
      A taki znacie? Idą Nilfgaardczyk, elf i krasnolud. Patrzą: leci mysza...
    • lauren6 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:27
      "Niedojrzała egoistka", "zerwałabym znajomość ", "zgłosiłabym niech dostanie za swoje". To już wiesz czemu psiak zamiast szukać nowego domu siedząc w ciepłymi mieszkaniu tymczasowym wisi na łańcuchu przy budzie.

      Naślij na nią wszelkie możliwe służby tylko się później nie zdziw jak następny psiak "przypadkiem" zerwie się ze smyczy pośrodku zadooopia i umrze z głodu i wyziębienia.

      Ludzi należy edukować, a nie wyzywać, nasyłać na nich wszelkie możliwe służby, bo opieka nad zwierzęciem ich przerosła. Trzeba pomyśleć jak można faktycznie pomóc temu psu, może nakłonić koleżankę by go zabrała z tej budy do jakiejś fundacji, a nie atakować i piętnować. W ten sposób robi się dobrze jedynie swojemu samopoczuciu, a nie porzucanym zwierzętom.
      • alpepe Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 17:01
        lauren6 napisała:

        > "Niedojrzała egoistka", "zerwałabym znajomość "
        >
        > Ludzi należy edukować, a nie wyzywać, nasyłać na nich wszelkie możliwe służby,
        > bo opieka nad zwierzęciem ich przerosła. Trzeba pomyśleć jak można faktycznie p
        > omóc temu psu, może nakłonić koleżankę by go zabrała z tej budy do jakiejś fund
        > acji, a nie atakować i piętnować. W ten sposób robi się dobrze jedynie swojemu
        > samopoczuciu, a nie porzucanym zwierzętom.
        Mam to w dupie, co należy, mój ojciec prawie dwadzieścia pięć lat temu, dzień przed Sylwestrem przyniósł do domu sześciomiesięcznego szczeniaka, którego ludzie wywalili na dwudziestostopniowy mróz, bo... jeszcze nie potrafił się załatwić na zewnątrz. Możliwe, że prezent bożonarodzeniowy. Tu nie ma co edukować. Każdy normalny człowiek wie, że taki pies to jak kilkuletnie dziecko, a szczeniak to już w ogóle osesek. To żywa czująca istota, a nie kamień. Ale ludzie porzucają też swoje dzieci, więc co ja tu o psach?




        --
        "seksualna władza kobiet to jedyna władza kobiet, która się mieści w patriarchalnym etosie" skradzione od bene gesserit
      • aandzia43 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 22:13
        lauren6 napisała:

        > "Niedojrzała egoistka", "zerwałabym znajomość ", "zgłosiłabym niech dostanie za
        > swoje". To już wiesz czemu psiak zamiast szukać nowego domu siedząc w ciepłymi
        > mieszkaniu tymczasowym wisi na łańcuchu przy budzie.
        >
        > Naślij na nią wszelkie możliwe służby tylko się później nie zdziw jak następny
        > psiak "przypadkiem" zerwie się ze smyczy pośrodku zadooopia i umrze z głodu i w
        > yziębienia.

        Podłe jak wmawianie zgwałconym ze sami są sobie winni. Zastanów się co wypisujesz. Ludzie krzywdzą bo mają ochotę, bo nie chce im się dupy ruszyć zeby nie krzywdzić, bo im wolno, bo nie ponoszą za to kary. Następny psiak zerwie się ze smyczy jak tępa baba będzie pewna swojej bezkarności w temacie. I tyle. Przypominam ze piszesz o kimś kto zamiast znaleźć psu (skoro już biedaczka doszła do wniosku po trzech miesiącach ze jednak ach jednak opieka nad pieskiem ją przerasta, nieświadome niczego niebożątko) dobry dom oddał wyniańczonego szczeniaka do budy na łańcuch. Przypominam ze piszesz o wykształconej kobiecie, która ma po kokardkę w telewizji i radiu gadania o prawach zwierząt, złym traktowaniu, dobrym traktowaniu, tym co dobre dla zwierzątek i tym co złe.


        > Ludzi należy edukować, a nie wyzywać, nasyłać na nich wszelkie możliwe służby,
        > bo opieka nad zwierzęciem ich przerosła.

        Im dłużej obserwuję ludzi tym bardziej dochodzę do wniosku, że edukowanie ma sens w przypadku dzieci. W przypadku starych sens ma tylko dobrze egzekwowane prawo. Omawiana pani jak wyżej napisałam jest wykształcona, ma telewizję, prasę i internet które bombardują ją informacjami i propagandą prozwierzątkową. I co I nico, bo to baba ze wsi. Może ona z niej wyszła, ale wieś z niej nie. Znam trochę takich implantowanych do miasta co im się implant z wrażliwością inną niż rzeźnicza nie przyjął. A ich rodzice? Mieszkają gdzie mieszkali i tylko zmieniły się rasy psów wiszących na łańcuchach przy ich stodołach.


        --
        "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
    • frey.a86 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:29
      plaskunka napisała:

      > Czemu ludzie tak postępują?

      Wynoszą to z domu. Jak byłam dzieciakiem spędzałam wakacje u babci. Miała tam sąsiadów (rodzina z dziećmi), którzy dosłownie co lato mieli nowego zwierzaka. Było tam i kilka psów, koty, żółw, jakieś papugi, świnka morska i jeszcze coś. Co roku nowe zwierze, a po starym ani śladu. Na pytanie co się stało z poprzednim padała odpowiedź, że mieszka teraz "u rodziny na wsi" i tyle. Byłam dzieckiem i niewiele z tego rozumiałam, poza tym były to lata 90-te i dorosłych też średnio interesował los zwierząt. Czy one naprawdę były wywożone na wieś, czy coś innego się z nimi działo, nie wiem.

      Mam córkę tych ludzi dodaną do znajomych na fb i niedawno rzuciło mi się w oczy, że dostała od kogoś na tym fejsbuku solidną zyebę za trzymanie psa w kojcu. Pies podobno z tych tych typowo domowych, a ona trzyma go na podwórku, bo w domu brudzi. Ucieszyłam się, że ktoś ją zrugał, chociaż niewiele dotarło i skończyło się kłótnią. Taki typ. Dobrze, że ludzie zaczynają zwracać na to uwagę, jak się nie ma warunków na psa to się go nie bierze, dla mnie to oczywiste.
    • aga_mon_ber Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 13:36
      Ja bym ją delikatnie mówiąc podjebała do tego schroniska. A co do wykształcenia, nie idzie ono w parze ani z inteligencją/dobrym wychowaniem/kulturą czy człowieczeństwem.
      Ne wiem, czemu ludziom się wydaje, że jak ktoś jest wykształcony, ukończył miliony fakultetów, to już jest nie wiadomo kim.
      Otóż nie jest i masz tego przykład w postaci swojej koleżaneczki.
      • ichi51e Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 16:31
        Ale jak to sobie wyobrazasz? Podjezdzasz pod ogrodzenie tam pies buda miska roze etc a ty wchodzisz mowiwisz „nie jestes pan godzien!” I rekwirujesz czlowiekowi psa?

        --
        wszystkie swinie byly rowne ale niektore byly rowniejsze. a to dlatego ze znaly numer tel do kogo trzeba
    • rozalia_olaboga Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 16:24
      Moja koleżanka pozbyła się kota. Oddała do fundacji po 2 dniach. Wiozlam ją z kotem do domu, a potem z powrotem do fundacji sad
      I tak ja pozbylam się koleżanki. Nie byłam w stanie z nią gadać po tym wszystkim.
      Wiem że kot znalazl nowy dom, więc choć tyle dobrego.
          • majenkir Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 18:49
            rozalia_olaboga napisała:
            > No nieco tylko inna bo dla kota skończyło się lepiej. Poza tym wielu różnic nie widzę.


            Naprawde nie widzisz roznicy miedzy oddaniem zwierzaka po dwoch dniach do tego samego miejsca skad przyszed a porzuceniem psa po 3 miesiacachl?


            --
            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/re/qd/3acg/EyS38bArbyduwnye7X.jpg
            Abby&Prada
            • rozalia_olaboga Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 21:05
              Widzę osobę, która wzięła zwierzaka w charakterze zachcianki, bez zastanowienia, i oddała jak buty, które nie pasują do torebki. Jak mówię, kotu krzywda się na szczęście nie stała, ale ja nie potrafię z osobą, która zależne od niej stworzenie potraktowala przedmiotowo, rozmawiać potem o pierdolach. Nie rozumiem poza tym kogoś, kto może i chce wziąć zwierzaka, ma warunki, bierze, kupuje kuwety, zabawki, bawi się z nim wędką, a po dwóch dniach odstawia go znowu na próg, bo nie, jednak nieeee...
          • bialeem Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 09.12.19, 23:47
            Ja nawet z hodowli brałam kota na próbę, bo mąż, który nigdy nie miał zwierząt i miał mocną alergię cholera wie jak zareaguje. Rożne dziwy się zdarzają. Do dziś muszę tłumaczyć mu jakieś kocie zachowania, a kota ma dekadę i jest inteligentny. Ja osobiście bym się nie podjęła wzięcia psa za Chiny ludowe, ale nie wszyscy mają moją zdolność wyciągania wniosków. Nie ukamienowałabym też osoby, która spróbuje i po krótkim czasie zrezygnuje stwierdzając, że to więcej niż na co się pisała. Prawie wszystkie decyzje są odwracalne. Nawet rozwieść się można. Nie widzę ujmy w przyznaniu się do błędu i zwróceniu zwierzaka żeby mogło znaleźć jednak lepszego właściciela jeżeli samemu ma się z kotem 3 lewe ręce. W większości wypadków to lepiej dla zwierza niż gdyby się męczył z właścicielem, który nie ogarnia przysłowiowej i dosłownej kuwety.
            Przykre - jasne, ale na pewno nie powinno skazywać na wieczne potępienie.
            Z tej perspektywy nawet rozumiem fundacje, które mają wielkie obostrzenia przy wydawaniu zwierząt.
            • aandzia43 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 10.12.19, 00:08
              Ja też doskonale rozumiem obostrzenia fundacji, bo jak poczytam i popatrzę jak nikłe wyobrażenie mają ludzie na temat zwierzaków i siebie w kontekście zwierzaków, to mi witki opadają. Laska która oddaje małego kotka po paru dniach bo ją raz drapnął w zabawie (a podobno jakieś koty już miała) jest albo infantylna, albo w inny sposób niedorobiona na umyśle. To ekstremum, ok. Rozumiem natomiast, ze nie zawsze da się z różnych względów spędzić ze zwierzęciem całe jego życie, tak też bywa. To nie zbrodnia, ale należy znaleźć zwierzakowi DOBRY DOM. Nie budę z łańcuchem na zimę dla szczeniaka z kanapy zdjętego.

              --
              "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"
              • bialeem Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 10.12.19, 00:29
                Miałam w życiu jednego kota, a dokładniej mój ojciec miał, który był złośliwym sukinkotem na tyle żeby mój rodziciel dał mu po stalinie ksywkę soso. Gdybym nie widziała, że kot może rzucać się z mebli na głowę, to bym nie wierzyła. Był, a raczej była, bo to kotka, kompletnie niewyuczalna. Ja bym nie oddała, ale ja nie mam dzieci. Zakładam, że gdyby kot rzucał się do twarzy moim własnym genotypowym potomkom, to bym jednak przekazała go w inne, dobre ręce.
                Wątkodajka trolluje. To widać po języku, którego używa. Nie twierdzę, że takie historie się nie zdarzają, ale to nie ten przypadek.
                • aandzia43 Re: Koleżanka pozbyła się psa :( 10.12.19, 00:41
                  O tak, bywają kocie sukinkoty big_grin Zdarzają się też osobniki psychiczne. Oraz takie zasadniczo sympatyczne z pojedynczymi ale trudnymi do zniesienia narowami. Miewałam różne. I też doskonale rozumiem decyzję o oddaniu kota, kiedy człowiek stwierdza, że nie da no nie da się i już. Ja swoje kocie świry trzymałam do końca ich dni, ale właśnie nie miałam już małych ludzkich dzieci. Poza tym miałam więcej kotów, więc zawsze jakiś bardziej satysfakcjonujący w kontakcie osobnik był pod ręką wink

                  --
                  "Nie mam żalu do nikogo, sama sobie krzywdę zrobię"