Dodaj do ulubionych

mieć dziecko w Polsce?

13.12.04, 15:21
Kochani,
Na pewno wiecie, że w Polsce rodzi się z roku na rok coraz mniej dzieci.
Chcielibyśmy zająć się tym tematem. Jak myślicie - dlaczego tak jest? Co nas
hamuje w podejmowaniu decyzji o pierwszym (kolejnym) dziecku? Co musiałoby
się zmienić w tym kraju? w nas? żeby łatwiej było mieć dziecko?
Z góry dziekuję za wszystkie refleksje.
Pozdrawiam

Justyna Dąbrowska
red.nacz. dziecka
Obserwuj wątek
    • maja45 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 15:34
      Zmienić( poprawić) musi się sytuacja ekonomiczna w Polsce.Gdy ludzie mają pewną
      pracę lub przynajmniej szansę na jej szybkie znalezienie, nie muszą sie
      obawiac , ze nie zapewnią swojemu dziecku przyzwoitych warunków bytowych.
      Zmienić musi sie równeż polityka państwa w stosunku do rodziny, bo nasze
      panstwo prowadzi politykę anty-rodzinną. Nie mówie tu tylko o takich rzeczach
      jak wysoki Vat na artykuły dla dzieci, ale przede wszystkim promowanie rodzin
      niepełnych , konkubinatów, samotnych matek itd, wszystkich form, oprócz rodziny
      tradycyjnej. Bo jakże inaczej nazwać fakt, że samotnej matce z określonym
      dochodem nalezy sie jakis zasiłek, a rodzinie pelnej z tym samym dochodem nie.
      Toż to idealne pole manewru dla rozmaitych kombinatorów.
      Pozdrawiam.
      Marta
      • elad30 Re: mieć dziecko w Polsce? 24.02.05, 15:44
        powinno sie wydłuzyc urlop macierzynski, to co teraz jest to jest nic ,jeszcze
        w 2001 roku macierzynski trwal prawie poł roku ,to jest wielka róznica dla
        dziecka ,takiego maluszka trzeba zostawiac niejednokrotnie z obca osoba ,czyli
        dziecko wychowywane jest przez opiekunke lub babcie ,wiec dla kogo my te
        dzieci mamy rodzic? W pracy jestesmy traktowane jako gorsze,ale pracodawcy nie
        biora chyba pod uwage tego ze wszyscy na swiat przychodzimy w ten sam sposoba
        wec i oni , a czasy kiedy kobiety zamkniete w domu siedzialy z gromadka dzieci
        dawno minely wiec dlaczego im sie nie pomaga?
        • gukinga Re: mieć dziecko w Polsce? 10.03.05, 13:45
          Jestem ciekawa, czy politycy, który podjął decyzje o skróceniu urlopu
          macierzyńskiego widzieli kiedyś 3,5 miesięczne dziecko i czy swoje tak malutkie
          i bezbronne oddali by bez obaw obcej opiekunce?
          • ciemna1 mieć dziecko w Polsce? 10.03.05, 14:46
            Mieć dziecko-bardzo chętnie!!!!Zdecydowałam się na dziecko późno, bo pierwsza
            praca, później nowa praca, za mała pensja.Kiedy w końcu doszłam do wniosku ze
            tak można w nieskończoność, fakt ciąży ukrywałam w pracy tak długo jak się
            dało. Po urlopie macierzyńskim (o zgrozo 3 m-ce!!!!!!!!!)pracodawca znalazł
            pretekst by rozwiązać ze mną umowę. Teraz jestem na własnym rozrachunku - bo
            małe dziecko (skończył 1 i 4 m-ce). Mąż stracił pracę jeszcze jak byłam w
            ciąży. Problem opiekunki mam więc z głowy-MĄŻ. Ale najpiękniejsze chwile mnie
            omijają -pierwszy krok, pierwsze słowo itd. Własna firma nie jest jednak
            rozwiązaniem. W domu moge pracować tylko jak dziecko pójdzie spać, bo mama
            przebywająca tak rzadko w domu wieczorem jest wielka gradką dla dziecka i chce
            się bawić tylko z mamą. Chciałabym mieć drugie dziecko, ale czy dam radę dbac o
            siebie, dziecko i firmę. A potem ja urodzę a wychowywać będzie ktoś inny? A
            poza tym jak zabezpieczyć byt- podstawowe szczepienia są płatne, resztę
            miałabym po starszym dziecku. ALE PRZERAŻA MNIE TYLKO JEDNO, ALE NAJWAŻNIEJSZE
            ZNOWU NIE BĘDĘ ŚWIADKIEM NAJPIĘKNIEJSZYCH CHWIL -jako jedyny żywiciel rodziny
      • ana_tlen Re: mieć dziecko w Polsce? 09.03.05, 12:33
        Cieszę się w twoim życiu wszystko układa się pomyślnie i nie jesteś samotną
        matką ,ale nie nazywaj wspierania ludzi ,których życie nie jest usłane różami
        formą antyrodzinna.Jeżeli ludzie mają rzeczywiście wsparcie w rodzinie nie
        potrzebuja tego wsparcia od Państwa.Problem zaczyna się właśnie wówczas gdy
        sytuacja przekracza pewne ogolne normy...ale to zdaje się rownież przekracza
        twoje pojmowanie świata...
      • stokrotka21 Re: mieć dziecko w Polsce? 10.03.05, 21:37
        Droga Maju,
        polityka tego rzadu w żadnym wypadku nie promuje rodzin niepełnych. Gdyby tak
        było nie zostałby zlkwidowany Fundusz alimentacyjny pozbawiajacy miliony dzieci
        (najczęśćiej urodzonych w pelnych rodzinach) opuszczonych przez ojcow, podstwy
        bytowej. Ta polityka jest anty-rodzinna w całej rozciagłosci.
        Jaka rozsądna kobieta zdecyduje się na więcej niż jedno dziecko, jeśli ma
        świadomość,że zostając sama z dzieckiem (większość samotnych matek - sprawdż to
        w roczniku GUS - to wdowy)jest pozbawiona pomocy? A nawet będąc szczęśliwą
        mężatką musi liczyć się z tym,że mąż straci pracę i to na niej spocznie
        obowiążek utrzymania także jego. Mam wiele takich kolezanek, które są w takiej
        sytuacji. Dobrze, gdy mężowi przysługuje zasiłek dla bezrobotnych (a zasiłek
        dla samotnej matki jest właśnie próbą wyrównania braku tego dochodu w jej
        budżecie). A kombinowanie? To nasza cecha narodowa - zamiast tworzyć spójne,
        przychylne obywatelom prawo, państwo traktuje ich jak niedorozwinięte dzieci,
        które nakazami i zakazami trzeba trzeba dyscyplinować. I one - jak dzieci w
        szkole -wszelkimi sposobami starają się te restrykcje ominąć. Nie pochwalam
        takich metod,ale rozumiem mechanizm jaki je rodzi. Nie szukaj winnych tam,
        gdzie ich nie ma. Pozdrawiam. wink
      • labirynt Re: mieć dziecko w Polsce? 15.04.05, 14:45
        chciałabym dodać jeszcze parę pomysłów, które na pewno wiele mogłyby zmienić:
        - wspólne rozliczanie się rodziny z fiskusem, co dałoby prawdziwy obraz dochodu
        na osobę w rodzinie;
        - nie likwidowanie placówek oświatowych, ponieważ są "nierentowne" - dzieci są
        najważniejsze, a finansowanie można przeorganizować, szukając dodatkowych
        źródeł dochodu, albo oszczędności w istniejącym sysytemie /redukcja
        administracji/. wiadomo nie od dziś, że im dziecko ma dalej do szkoły, tym
        krócej trwa jego edukacja;
        - jeśli kobiety będą miały pewność, że po urlopie wychowawczym nie zostaną
        zwolnione z pracy, chętniej zdecydują się na dziecko;

        na razie tyle, ale jest tego dużo więcej.
        póki decydenci nie zrozumieją, że stabilna sytuacja ekonomiczna jest główną
        przyczyną problemu, to nic się w tej sprawie nie zmieni i nie pomoże tu
        żadne "becikowe" /choć na pewno każda kwota na początek się przyda wink/.
        pozdr.aga

    • andaba Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 15:34
      Co musiało by się zmienić? Zarobki mojego męża, bo 750zł za pracę świątek,
      piątek i niedziela, dzień i noc, po dwudziestu latach pracy, to jest skandal. I
      rodzinę trudno utrzymać.
      • anecia001 Re: mieć dziecko w Polsce? 07.02.05, 12:27
        Kocham dzieci i chciałabym ich mieć przynajmniej trójkę. Ale mam jedno i więcej
        już mieć niebędę, tylko dlatego że niemam warunków, mieszkamy z rodzicami bo
        niestać nas na własne mieszkano.
        Jestem magistrem ekonomii, ale pracy znaleźć nie mogę, mój mąż ma pracę ale na
        kredyt mieszkaniowy niestać nas napewno( i tak byśmy go niedostali).
        Jak w takim kraju można mieć dużą i szczęśliwą rodzinę??????
    • agata_to_ja Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 15:38
      Ja myslę, że w dużej mierze jest to kwestia relacji zarobków do kosztów
      utrzymania. Mam na myśli to, że gdyby ojcowie byli w stanie na dobrym poziomie
      utrzymać rodzine przez czas pobytu żony z dzieckiem w domu, decyzje
      przychodziłyby łatwiej. Uważam, że jest to kluczowy problem - zarabianie tyle,
      aby tylko związać koniec z końcem, gdy oboje małżonkowie pracują. Gdy więc
      jedno przez jakiś czas nie pracuje - sprawa przybiera dramatyczny obrót.
      Świadomie nie poruszam kwestii długości urlopów macierzyńskich, gdyż trudno mi
      znaleźć złody środek między długościa urlopów a pozycją kobiet na rynku pracy.
      Obecnie długa nieobecność w pracy (gdy np kobieta chce wykorzystać także urlop
      wychowawczy) wpływa negatywnie na szanse kobiet na tymże rynku, więc sprawa nie
      jest taka prosta.
      Zupełnie inna kwestia to podejście do rodziny i rodzicielstwa samych
      potencjalnych rodziców. Myślę, że bardzo wiele zmienia się w modelach życia i
      coraz bardziej popularny staje sie model 2+0, ostatecznie 2+1 i to wcale nie ze
      względów finansowych. I raczej nie dotyczy to tylko naszego kraju, jak
      przypuszczam.
      • ageman Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 15:50
        Dla mnie - poza wczesniej wymienionymi już problemami - organizacja czasu pracy
        poszła w bardzo złym kierunku. Większość biur jest czynna obecnie w godz. 9-17,
        ja osobiście pracuję w godz. 10-18 a przedszkola są czynne w godz. 7-17, więc
        muszę dodatkowo zatrudniać osobę, która odbierze moje dzieci z przedszkola albo
        zdecydować się na przedszkole prywatne, które jest o wiele droższe od
        państwowego. Takie godziny pracy dodatkowo utrudniają zorganizowanie dziecku
        jakichś zajęć popołudniowych, utrudniają też np.: bywanie na zebraniach
        przedszkolnych/szkolnych, gdyż wymaga to zwolnienia się z pracy a to znowu nie
        jest mile widziane przez przełożonych. A gdzie czas na odrabianie z dzieckiem
        pracy domowej ? A przecież rano dzieci i tak są poza domem a kiedy wracają -
        nie ma w nim rodziców. Rodzice wracają, aby zjeść z nimi kolację i ucałować na
        dobranoc. To utrudnia budowanie więzi emocjonalnych z dzieckiem.

        Sama nie wiem, kto upowszechnił takie godziny pracy i dlaczego ? Czemu to
        służy ? Bo moim zdaniem tylko utrudnia życie.

        Pozdrowienia
        Aga

        --
        -Ale powiedz, Tośka, kochasz swoją siostrę ? Kochasz ? Tak ?
        -Yhy
        -No to dobrze dzidziusiu, bo ja Ciebie też kocham.
        (z rozmówek siostrzanych smile
      • dotima Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:00
        Podpisuję się pod opiniami moich przedmówczyń. Sytuacja prawno-ekonomiczna w
        naszym kraju jest zdecydowanie any nie pro-rodzinna. Więcej par decydowałoby
        się na jedno i więcej dzieci, gdyby nie groźba, że jest to równoznaczne z
        utratą pracy przez kobietę (ja swoją straciłam, gdy dyrektorka dowiedziała się
        o mojej ciąży na szczęście znalazłam inną, ale to kwestia szczęścia..) lub w
        najlepszym przypadku, z jakże trudnym i popularnym w dzisiejszych
        czasach, "wiązaniem końca z końcem". Już nie wspomnę o trudnej sytuacji na
        rynku mieszkaniowym. Reasumując, jak tu świadomie podjąć decyzję o prokreacji,
        gdy cztery ściany (często nie przysłowiowe) "włażą na głowę", a decyzja "co
        włożyć do garnka" staje się pytaniem retorycznym....?
        --
        A to mój Mateuszek smile
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14413389
    • aneczkakaka Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 15:44
      Myślę podobnie jak poprzednicza, że chodzi głównie o politykę państwa.
      Chodzi także o stosunek pracodawców do młodych mam. Z wypiekami na twarzy
      czytałam kiedyś na tym forum wypowiedzi mam z zachodnich państw europejskich,
      które pisały, że młode matki + oczywiscie dzieci nie muszą płacić za leki
      oprócz tego są tam darmowe przedszkola, a kobiety mają prawo pracować tyle
      godzin ile chcą. W Polsce przyczyną pogłębiającego się dołka demograficznego
      jest czynnik finansowy. Tak przynajmniej uważam. Perspektywa utrzymania na
      godziwym poziomie i wyskształcenia trójki dzieci jest dla większości polskich
      kobiet przerażająca. Co wcale mnie nie dziwi.
      • jutka7 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:05
        Zgadzam się, że sytuacja finansowa ma duży wpływ na decyzje o urodzeniu
        dziecka, ale sądzę, ze zmieniło się równiez podejście kobiet do faktu
        posiadania dzieci. Patrząc po sobie i swoich koleżankach- bardzo wazna jest dla
        mnie dobra i satysfakcjonująca praca ( nie tylko finansowo, ale i
        ambicjonalnie), której szkoda mi będzie zostawić nawet na tych kilka miesięcy.
        Chciałabym podróżować, jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć, a nie
        będzie to możliwe z dzieckiem ze względu na jego zdrowie i bezpieczeństwo, mam
        poczucie, ze wielu rzeczy jeszcze nie zrobiłam, nie spróbowałam itp. Piszę,
        jakby po urodzeniu dziecka życie miało się skończyć- wiem, ze nie, ale zmieni
        się równiez moje myślenie, więc co teraz zobaczę/zrobię/osiągnę to moje.
        Jednym słowem- myślę, ze kobiety zaczęły wiecej oczekiwać od życia, od mężczyzn
        itp. Nie wspomnę o tym, jak wielu młodych ludzi nie pozostaje w żadnym związku,
        bo coraz trudniej iść na kompromisy i znaleźć tego/tą właściwego.
        My z mężem niedawno podjęliśmy decyzje o dzidziusiu i bardzo byśmy chcieli już
        mieć (mój mąż od dawna), ale ja zwlekałam z podanych wyżej powodów.
        Pozdrawiam.
        • labirynt Re: mieć dziecko w Polsce? 15.04.05, 14:58
          pary dojrzewają do rodzicielstwa w różnym momencie trwania związku i rozumiem
          doskonale chęć realizowania się w zawodzie, rozwój kariery itp - sama mam to za
          sobą. ale problem jest taki, że gdy już "chcą", to często okazuje się , że ich
          na to po prostu nie stać, bo w zasadzie ledwo wiążą "koniec z końcem".
          OKROPNE!!!
      • hankalukawska1 Re: mieć dziecko w Polsce? 24.02.05, 20:29
        zgadzam się z przedmuwczynią,system edukacji nardodowej też nam nie sprzyja.
        Pamietam te czasy kiedy to młodsze rodzeństwo dziedziczyło podręczniki szkolne
        po starszych siostrach czy bracich. Dzieci które nie miały rodzeństwa po prostu
        odkupowały podręczniki od strszych uczniów za połowę ceny. Rodzice wówczas nie
        odczuwali w kieszeni kosztów przygotawania wyprawki szkolnej dla kilkorga nawet
        dzieci. W dzisiejszych trudnych czasach takie praktyki sa stosowane w wielu
        uczelniach UE. Studenci , ci mniej zamożni maja możliwość zakupienia pomocy
        naukowych , materiałów do nauki po obniżonej cenie od swoich starszych
        kolegów , którym juz to nie jest potrzebne. I jak to w wykształcić 2 lub 3
        dzieci, kiedy koszty nauki (niby bezpłatnej) na kieszeń przeciętnego Polaka sa
        ogromne. Z tego powodu ja zdecydowałam się tylko na jedno dziecko i wiem , że
        to była słuszna decyzja.
        Hania
    • isma Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 15:54
      Czynnik finansowy? Owszem, wazny. Ale nie jako przyczyna, raczej jako skutek.

      Lubimy moc sobie zaplanowac zycie. Nie lubimy w nim niespodzianek (a dziecko to
      nieustajace niespodzianki, nieustajace wyzwania, nieustajace zmiany planow). W
      chwiejnej rownowadze miedzy samowystarczalnoscia a dyspozycyjnoscia, wolnoscia
      a odpowiedzialnoscia - chetniej wybieramy, dla siebie i dla naszych dzieci,
      samowystarczalnosc i wolnosc. Nie chcemy, zeby nasze dzieci musialy byc od
      czegos zalezne: od kiepskich lekarzy, od majacych lepsze zabawki rowiesnikow,
      od braku wlasnego pokoju.

      I czasem nie zauwazamy, ze taka jednostronna postawa niesie ze soba tylez
      szans, co i zagrozen.

      --
      Is.
    • aneta76 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:07
      Wiele czynnikow sie na to sklada, wedlug mnie najwazniejsza jest perspektywa utraty pracy po urodzeniu dziecka i marne szanse na znalezienie nastepnej jako "mloda matka" (wiadomo, bez przerwy zwolnienia na dzieci itp.). Poza tym wazne jest tez to, ze jak juz sie utrzyma prace to widzi sie dziecko z rana robiac mu papa na dowidzenia i wraca sie wieczorem zeby je wykapac i polozyc spac. Jaki jest sens posiadania wtedy dziecka? My dodatkowo czekalismy z decyzja o dziecku az sie usamodzielnimy i bedziemy miec wlasne mieszkanie. No bo dla mnie tez jest bezsensowne zakladanie rodziny, gdy sie wynajmnuje mieszkania i trzeba sie co chwile przeprowadzac (ciagla zmiana kolegow, przedszkola czy szkoly chyba nie najlepiej wplywa na rozwoj dziecka).

      --
      Pozdrawiam

      A oto nasza Wiki wink
    • vievioora Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:07
      Jako finishująca ciężarówka postaram się wymienić problemy, które oddalały moją
      (naszą wspólną z mężem) decyzję o rozpoczęciu starań o potomka:

      a) potrzeba stabilizacji finansowo- mieszkaniowej: tzn posiadanie swojego kąta
      i stała praca (pierwsze będzie nas męczyło o raty przez 20 lat, mimo swoich
      malutkich rozmiarów, drugie mam nadzieję, że utrzyma swoją nieco wyższą relację
      w stosunku do kosztów opłacenia opiekunki po macierzyńskim)

      b) długo oczekiwałam na powrót dłuższego macierzyńskiego, złoty środek
      pozwalający na zarobkowanie i jednoczesne pozostanie w domu z maluchem po
      macierzyńskim - niestety tu nadal bez zmian, więc zmieniłam spsób postrzegania -
      trzeba będzie sobie poradzić inaczej.

      c) długie nocne dyskusje o ewentualności emigracji do kraju, który naszemu
      dziecku zapewni łatwiejszy start, a nam da wytchnienie finansowe.

      Zostaliśmy, zdecydowaliśmy się i czekamy smile ale nie była to łatwa decyzja.

    • madzesa Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:18
      Jest wiele powodów, i na pewno nie wynikają one z naszego egoizmu czy pędu do
      kariery, ani z wygody. Chcemy po prostu aby nasze dzieci miały lepiej w życiu
      niż my, lub tak dobrze jak my, a to wiąże się z duuuużą ilością pieniążków,
      które trzeba zarobić. Chcemy dać naszym dzieciom dobrodziejstwa tego świata,
      naukę języków, chcemy aby mogły rozwijać swoje zainteresowania, podróżować. Ale
      nie tylko to : chcemy dać im miłość i nasz czas, którego mamy nie tylko dla
      nich coraz mniej. Przecież mamy nie siedzą często z dziećmi w domu(ja mam to
      szczęście , że mogę z moją 2 latką), pracują, zajmują się domem( w tej sprawie
      nie zmieniło się wiele od lat, a szkoda ...). Trzeba myśleć o czasie dla męża
      bo szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko. Wiem, że kobiety mogą znieść
      wiele, ale może Pani minister Środa miała trochę racji... Więcej czynów a mniej
      gadania i pustych obietnic też byłoby wskazane.Pozdrawiam emamy i przyszłe
      emamy.
    • gonia1000 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:21
      No cóż ja po urodzeniu dziecka straciłam pracę, teraz mam nowa i chciałabym
      miec drugie dziecko, ale najprawdopodobniej i tę pracę bym straciła. To jest
      główny powód dla którego drugiego dziecka na razie nie mam..
    • miniakoz Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 16:26
      zgadzam sie, ze nie ma polityki prorodzinnej ci którzy o tym decyduja dawno
      odchowali swoje dzieci i w innych czasach i zapomnieli jak to jest. Prawo i
      ustawy zmieniaja sie tak czesto raz przysługuje jakis zasiłek za jakis czas juz
      sie nie należy - trudno za tym nadażyć.Oczywiscie duzą bariera sa finanse , ja
      zarabiam tyle ile bym musiała zapłacić niani jakbym chciała wrócić do
      pracy.Kobiet nie chroni wcale prawo pracy i jak pójda na wychowawczy to nie
      wiedza czy beda miały do czego wracac.Wszystko jest niestabilne nie wiadomo czy
      stac nas bedzie w przyszłości na ksiażki , angielski, basen i tp czyli na
      edukacje a nie mówiąc juz o mieszkaniu dla dziecka w dalekiej przyszłości.Ja np
      chetnie bym została z dzieckiem w domu gdyby mąz mógł nas utrzymać i nie
      zajmowałabym komus miejsca pracy a dziecko miałoby to co najlepsze - mame przy
      sobie a potem mówia, że dzieci wychowuje ulica bo rodzice zabiegani!
      --
      mój skarbek forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=14033249 nie ma
      zbiegów okoliczności są tylko znaki
    • gagunia Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 17:16
      Dzisiejsze czasy nie sprzyjaja rodzeniu dzieci w Polsce. Dwa najważniejsze
      powody, ktore powoduja odkladanie decyzji o urodzeniu dziecka to brak
      stabilizacji i niepewnośc jutra w pracy. Polityka wewnetrzna firm jest
      najczesciej skierowana przeciwko kobietom. Decydujac sie na dziecko zdawalam
      sobie sprawe, ze strace prace i tak sie tez stalo. A bylam lojalnym
      pracownikiem, doprowadzilam wszystko do konca bedac w ciazy i nie biegalam na
      zwolnienia, chociaz mialam taka mozliwosc.
      Drugiego dziecka nie planuje, poniewaz kolejna ciaza wykluczylaby
      prawdopodobnie znalezienie jakiejkolwiek pracy w przyszlosci (a mam juz 1,5
      roku przerwy i prawie 30 lat).


      Kacper
      • wio_sna Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 17:55
        Mam 37 lat i dwoje dzieci, 4,5 i 2,5 roku. Od urodzenia starszego byłam na
        wychowawczym, w ciąży z drugim wróciłam do pracy, a tam czekało na mnie
        wypowiedzenie. Oczywiście cofnięto je, ale zlikwidowano moje stanowisko pracy,
        próbowano obniżyć mi pensję o połowę.
        Teraz też jestem na wychowawczym, młodszy syn niedługo pójdzie do przedszkola, a
        ja zaczynam szukać nowej pracy.
        Zawsze z mężem chcieliśmy mieć troje dzieci, ale na pewno świadomie nie
        zdecydujemy się.
        Powodem są tylko i wyłącznie pieniądze. Mąż od kilku lat sam utrzymuje rodzinę.
        Stać nas na nowe buty dla dzieci, tańsze ubranka, ale żyjemy od pierwszego do
        pierwszego, licząc każdą wydawaną złotówkę.
        W zasadzie mogłoby tak być nadal, gdybym miała pewność, że za emeryturę będą
        mogła godnie żyć. Zniosłabym to, że mąż jest po 14 godzin w pracy, że sama sobie
        szyje ubrania, bo na kupno eleganckich za 500 - 600 zł mnie nie stać, że kupuje
        najtańsze kosmetyki, a żeby kupić karnet na basen muszę z czegoś zrezygnować.

        POza tym nie ceni się kobiet będących w domu z dziećmi, to raczej druga
        kategoria. Ostantio w szpitalu, gdy powiedziałam że wychowuję dzieci pani
        wpisała mi w rubryce zawód: bez zawodu, i już nawet nie spytała o wykształcenie.
        A właścicielka sklepu, do którego zaglądałam w czasie spacerów z wózkiem
        zaniemówiła, gdy zobaczyła jak elegancko ubrana wysiadam z dobrego samochodu. To
        czemu pani nie idzie do pracy - zapytała.
        JA właśnie zostawiłam pracę za kilkakrotność średniej krajowej, żeby towarzyszyć
        moim dzieciom w poznawaniu świata. NIe chcę powierzać opieki nad moimi dziećmi
        obcym osobom, a na samodzielne wychowanie następnego dziecka, już nas nie stać.
        POza tym chciałaby choć zbliżyć się do poziomu życia jaki mieliśmy przed
        urodzeniem dzieci.
        Niestety, państwo nie wspiera matek, a pracodawcy raczej je tępią.
        Wiosna
    • g_kasia Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 17:26
      Wydaje mi się, że jest wiele powodów, które prowadzą do tego, że rodzi się
      coraz mniej dzieci...
      Na pewno sytuacja ekonomiczna, ale nie ona wydaje mi się głównym powodem, bo
      przecież podczas wojny, potem w czasie stanu wojennego rodziły się dzieci, ba
      tak wiele urodziło się dzieci w stanie wojennym, że można mówić o wyżu
      demograficznym... więc chyba nie tutaj pies pogrzebany.
      Najważniejszy w dzisiejszych czasach stał się pieniądz, odpowiednia pozycja
      społeczna, obracanie się w kręgach ludzi bogatych i wpływowych... a trudno jest
      zapracować na sukces mając na głowie na przykład dwójkę dzieci. Dziecko wszak
      jest skarbonką bez dna... Młodzi ludzie chcą więc najpierw pokończyć szkoły,
      znaleźć dobrą pracę, kupić mieszkanie, samochód... ustawić się... ale gdy
      osiągną już minimalny, założony sobie, status już nie są wcale tacy młodzi...
      Kiedy ma się dwadzieścia, dwadzieścia - kilka lat jest się bardziej cierpliwym
      rodzicem niż trzydziesto kilku letni młody rodzic... dlatego też im ma się
      więcej lat, tym mniej myśli się o kolejnym dziecku... taka jest moja teoria na
      ten temat, poparta jednak sporymi obserwacjami smile
      Pozdrawiam Kasia
      • a_weasley Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 13.12.04, 17:53
        Pani Justyna napisała "kochani", a nie "kochane", więc rozumiem, że to i do
        mnie.
        Czytam tutaj o złej sytuacji ekonomicznej. A kiedy była wyraźnie lepsza?
        Drogie mieszkania... Kiedy było łatwo o mieszkanie? Za Stalina, potem za
        Gomułki, w kołchozach mieszkalnych? Czy później, kiedy na mieszkanie czekało
        się naście lat (dobrze jak), a na rynku ceny były nieporównywalne z obecnymi? A
        dzieci rodziło się więcej.
        Drogie mieszkania... Ja się wychowałem z bratem (i rodzicami oczywiście) w
        mieszkaniu dwa pokoje z kuchnią, 36 metrów. Dobrze mieć wlasny pokój, ale nie
        jest on dziecku niezbędny do życia, z bratem czy siostrą w pokoju można żyć.
        Po wychowawczym nie ma gdzie wracać... Kiedyś w ogóle nie było urlopów
        wychowawczych, kobieta po macierzyńskim szła do pracy, a dzieckiem zajmowała
        się babcia czy inna podobna opiekunka. I ludzie mieli dzieci.
        Myślę, że złożyło się kilka elementów.
        Przede wszystkim zbyt wielu ludzi, obojga zresztą plci, uwierzyło, że jeżeli
        nie mają szans być dobrymi rodzicami, to lepiej,żeby nimi wcale nie byli (co ma
        sens) oraz że nie jest dobrym rodzicem ten, kto dziecku nie zapewni dobrobytu
        materialnego, ktorego wzorów (kosztownych) dostarczają mu środki masowego
        ogłupiania.
        Z drugiej strony lansowana obecnie ideologia głosi ujednolicenie ról
        społecznych kobiety i mężczyzny. Awansem społecznym kobiety ma być kariera
        robiona ramię w ramię z mężczyznami, a niestety praca zawodowa w pełnym
        wymiarze czy nadwymiarze kłóci się z macierzyństwem o wiele skuteczniej niż z
        ojcostwem. W takiej wizji dla dziecka jest miejsce o tyle, o ile nie
        przeszkadza ono w samorealizacji zawodowej - czyli bardzo często nie ma go
        wcale.
        • wio_sna Re: Złe czasy, złe czasy. 13.12.04, 18:16
          Zrezygnowałam z kariery i zarobków większych niż męża, żeby być z dziećmi. To
          była nasza wspólna decyzja. Ale niestety mój mąż zarabia za mało, by utrzymać
          mnie i troje dzieci, więc pozostaniemy przy dwójce. Są tygodnie, że mąż w domu
          jest dwa dni od 19 w pozostałe dni nie ma go wcale.
          POdział ról mamy więc bardo tradycyjny, on w pracy, ja w domu z dziećmi. Mimo to
          jestem na wychowawczym tylko dzięki oszczędnościom, które zgromadziliśmy przed
          pojawieniem się dzieci. Ale oszczędności też się kończą.
          I jeszce, nie trzeba iść na wychowawczy, żeby starcić pracę. Często matka traci
          ją, zaraz po macierzyńskim. Kiedyś nikt matki z pracy nie wyrzucał za sam fakt
          urodzenia dziecka, teraz jak najbardziej.
          • anna.przybylo Re: Złe czasy, złe czasy. 14.02.05, 14:14
            Ja własnie otrzymałam wypowiedzenie w dniu powrotu do pracy po urlopie
            macierzyńskim. Tak postępuje się z kobietami w ramach polityki prorodzinnej
            naszego kraju (pracowałam w jednostce samorządu terytorialnego) !!! Więc nie ma
            co się dziwić, że kobiety świadomie odkładają decyzję o macierzyństwie. Często
            decyduje o tym po prostu strach - przecież dziecko to mały wspaniały
            człowieczek, któremu trzeba zapewnić byt, a to bez źródła dochodów niestety nie
            jest możliwe...
        • melmire Re: Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 13.12.04, 20:20
          W "dawnych" zlych czasach uswiadomienie seksualne i mozliwosci antykoncepcji
          byly bardzo, bardzo nikle. Teraz mamy ,i zle czasy, i MOZLIWOSC WYBORU. A malo
          kto podejmuje decyzje zeby swiadomie miec dziecko kiedy moze stracic prace,nie
          ma szansy na mieszkanie itp.
          A propos mieszkan, dawniej byly chyba spoldzielcze, na przydzial - ile mieszkan
          wybudowalo w tym roku panstwo dla rodzin o malych dochodach? Bo prywatne
          molochy 170 m na Ochocie stoja pustkami, kogo na nie stac?
          Dawniej dziecmi zajmowala sie babka - dziesiejsze babki czesto pracuja. Jesli
          ja mam utrzymac prace to moja mama musialaby ja stracic! Jeszcze 10 lat jej
          brakuje do emerutury!
        • gagunia Re: Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 13.12.04, 21:16
          a_weasley napisał:


          > Czytam tutaj o złej sytuacji ekonomicznej. A kiedy była wyraźnie lepsza?
          > Drogie mieszkania... Kiedy było łatwo o mieszkanie? Za Stalina, potem za
          > Gomułki, w kołchozach mieszkalnych? Czy później, kiedy na mieszkanie czekało
          > się naście lat (dobrze jak), a na rynku ceny były nieporównywalne z obecnymi?
          A
          >
          > dzieci rodziło się więcej.
          >

          Kiedy ja bylam dzieckiem moi rodzice postawili dom z wlasnych pensji -
          przecietnych, chyba nawet nie srednich krajowych. fakt, ze odmawiali sobie
          wszystkiego, ale dzis nie jestem w stanie domu z takiej pensji wybudowac, nawet
          kosztem wyrzeczen. ba, nie moge nawet zaciagnac kredytu na mieszkanie. wtedy
          praca byla dla kazdego, teraz praca to luksus. moze trzeba bylo kombinowac, ale
          dalo sie zyc. W kazdym zakladzie pracy byl fundusz socjalny, ludzie nie
          martwili sie, ze jutro moga stracic prace. zylo sie na mniejszych obrotach, w
          mniejszym stresie. kobiety mialy zapewnione dluzsze urlopy macierzynskie,
          powrot do pracy po wychowawczym. teraz drza na mysl o tym, ze kilka dni po
          powrocie dostana wypowiedzenie. czekaja w strachu zeby minely trzy pierwsze
          miesiace ciazy i pracodawca nie dowiedzial sie o niej wczesniej. polityka
          prorodzinna jest na poziomie zenujacym. dzieciom odebrano pielegniarke i
          dentyste w szkole, likwiduje sie zlobki i przedszkola. za moich czasow
          wszystkie dzieciaki pily kubek mleka i jadly obiad w szkole, bo rodzicow bylo
          na to stac. jak jest teraz, kazdy wie. nie ma funduszu alimentacyjnego, a
          zasilki rodzinne sa po prostu smieszne.
          czy to sa dbre czasy do zakladania rodziny?


          --
          Kacper
        • izka100 Re: Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 13.12.04, 22:40
          Troszkę to uprościłeś!!
          Ja marzę aby miec takie 38 metrowe mieszkanie, poniewaz z moim mężęm i
          dzieckiem mieszkam u rodziców w jednym pokoju 11m2, w drugim pokoju mieszkają
          rodzice a w trzecim moj brat. Ja marzę o drugim dziecku ale powiedz mi może
          gdzie je położę. Mamy z męzem oboje wyższe wyksztalcenie ja pracuję w szkole za
          1200 zł mój mąż w drukarni za 1000 zł - oczywiscie w papierach na 1/4 etatu
          zeby pracodawca placil mniejszy ZUS - szukal tej pracy przez 2 lata, wiec ja
          wzial bo innej nie bylo. Nie mamy więc szans na kredyt na mieszkanie.
          Kocham dzieci, chcę je miec i nie chcę aby mój synek był jedynakiem ale
          powiedz mi gdzie mam wstawić drugie łóżeczko, gdzie? To mieszkanie w kórym
          mieszkamy wraz z rodzicami to było mieszkanie zakladowe. Teraz jest już
          wlasnościa moicg rodziców. Teraz juz nie ma mieszkan zakladowych. W komunie
          choc to było dobre. Moi rodzice maja wiec gdzie mieszkac i tylko dzięki nim i
          my mamy jakiś marny kąt.
          W Polsce nie istnieje polityka prorodzinna.
          Ostatnio matka mojego ucznia powiedziała ze myślą z męzem o rozwodzie. Będą
          mieszkać dalej ale jako rozwiedzeni bo wtedy państwo da im więcej na wychowanie
          dzieci. To jest jakis koszmar. W jakim państwie my żyjemy
          izka
        • blue25 Re: Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 11.01.05, 13:39
          a_weasley napisał:

          > Pani Justyna napisała "kochani", a nie "kochane", więc rozumiem, że to i do
          > mnie.
          > Czytam tutaj o złej sytuacji ekonomicznej. A kiedy była wyraźnie lepsza?
          > Drogie mieszkania... Kiedy było łatwo o mieszkanie? Za Stalina, potem za
          > Gomułki, w kołchozach mieszkalnych? Czy później, kiedy na mieszkanie czekało
          > się naście lat (dobrze jak), a na rynku ceny były nieporównywalne z obecnymi?
          A
          >
          > dzieci rodziło się więcej.
          > Drogie mieszkania... Ja się wychowałem z bratem (i rodzicami oczywiście) w
          > mieszkaniu dwa pokoje z kuchnią, 36 metrów. Dobrze mieć wlasny pokój, ale nie
          > jest on dziecku niezbędny do życia, z bratem czy siostrą w pokoju można żyć.
          > Po wychowawczym nie ma gdzie wracać... Kiedyś w ogóle nie było urlopów
          > wychowawczych, kobieta po macierzyńskim szła do pracy, a dzieckiem zajmowała
          > się babcia czy inna podobna opiekunka. I ludzie mieli dzieci.
          > Myślę, że złożyło się kilka elementów.
          > Przede wszystkim zbyt wielu ludzi, obojga zresztą plci, uwierzyło, że jeżeli
          > nie mają szans być dobrymi rodzicami, to lepiej,żeby nimi wcale nie byli (co
          ma sens) oraz że nie jest dobrym rodzicem ten, kto dziecku nie zapewni
          dobrobytu
          > materialnego, ktorego wzorów (kosztownych) dostarczają mu środki masowego
          > ogłupiania.
          > Z drugiej strony lansowana obecnie ideologia głosi ujednolicenie ról
          > społecznych kobiety i mężczyzny. Awansem społecznym kobiety ma być kariera
          > robiona ramię w ramię z mężczyznami, a niestety praca zawodowa w pełnym
          > wymiarze czy nadwymiarze kłóci się z macierzyństwem o wiele skuteczniej niż z
          > ojcostwem. W takiej wizji dla dziecka jest miejsce o tyle, o ile nie
          > przeszkadza ono w samorealizacji zawodowej - czyli bardzo często nie ma go
          > wcale.

          Nie potrafie zgodzić się z tym, co napisałeś. Moze to i prawda, że kiedys czasy
          nie były lepsze, natomiast fakt, że wtedy rodziło się dużo więcej dzieci niż
          teraz świadczy raczej o tym, że wtedy młodzi ludzie mieli zaszczepiony często
          jeden model rozwoju: rodzina, dzieci a praca jako dodatek. W dzisiejszych
          czasach młodzi ludzie widza świat szerzej, widzą więcej możliwości. To, że ktoś
          decyduje się na dziecko, świadczy teraz o bardziej przemyślanej i świadomej
          decyzji. Nie jest to tylko "zwyczaj" czy wpyw rodziny

          Nie sądzę, by czynniki ekonomiczne były jedynymi czy głównymi, które powoduja,
          że młodzi ludzie przekładają decyzję o dzoecku na bliżej
          nieokreślone "później". Moze jest to przyczyna bardziej widoczna na zewnątrz.
          Czasami wydaje mi sie jednak, ze czynnikiem, który najbardziej wpływa tu na
          decyzje, są wzory wyniesione z domu. Jeśli ktoś został bardzo skrzywdzony w
          dzieciństwie moze nie chciec powielać błędów swoich rodziców albo też może nie
          mieć wzorców dobrych kontaktów z dzieckiem... Szukając przyczyn na zewnątrz
          (ekonomicznych, społecznych), warto też poszukac przyczyn takiej sytuacji w
          sobie. Mój przykład: dobra praca, za chwilę mieszkanie, a dziecko?... Możde
          jeszcze nie teraz... moze jeszcze pojadę tam, gdzie zawsze chciałam... Skoczę
          ze spadochronem... lub cokolwiek innego...
          Pozdrawiam
        • luccio1 Re: Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 11.02.05, 18:54
          >Ja się wychowałem z bratem (i rodzicami oczywiście) w
          > mieszkaniu dwa pokoje z kuchnią, 36 metrów. Dobrze mieć wlasny pokój, ale nie
          > jest on dziecku niezbędny do życia, z bratem czy siostrą w pokoju można żyć.
          Oczywiście, można tak żyć. Żyłem podobnie na 48 metrach. Nie wiem, czy podobnie
          jak mnie dokuczały Ci zazębiające się i przecinające się w jednym
          pokoju "strefy wpływów" dwóch czy dwojga ludzi, którzy wyszedłszy od tych
          samych rodziców jednak z każdym kolejnym dniem żyli coraz bardziej swoimi
          odrębnymi sprawami? I czy odczuwałeś coś jakby przymus, by wujść z domu kiedy
          tylko się da - i wrócić jak najpóźniej? Przykład owszem - ale nie jest to
          stan, do którego należałoby wracać!
          >Kiedyś w ogóle nie było urlopów
          > wychowawczych, kobieta po macierzyńskim szła do pracy, a dzieckiem zajmowała
          > się babcia czy inna podobna opiekunka. I ludzie mieli dzieci.
          Owszem. Tyle że wówczas babcia, będąca przedtem latami "panią domu" przy
          dziadku, zostawała z emeryturą wdowią starego portfela, tj. z niczym (Polska
          Ludowa przejęła te emerytury po Polsce "sanacyjnej" kwotowo, cyfra do cyfry - a
          czym było 400 zł w II RP, a czym 400 zł za Gomułki?)- bycie przy synu/córce i
          opieka nad wnukami był to sposób na życie dla niej samej.
          > Czytam tutaj o złej sytuacji ekonomicznej. A kiedy była wyraźnie lepsza?
          To nie chodzi wprost o sytuację ekonomiczną. Bardziej o klimat społeczny
          przymykania oczu na różne rzeczy (na zasadzie: "wiadomo, takie jest
          życie...", "Każdy wie, jak jest..."), przez co dzień powszedni w komunie zdawał
          się nie mieć ostrych narożników, o które możnaby się poranić, przynajmniej w
          pewnych dziedzinach. Najbanalniejszy przykład to możliwość urwania się z pracy
          żeby pójść w kolejkę i stanąć za czymś, co akurat rzucili. U schyłku lat 50.
          moja Mama, gdy miała wyjść (ze mną kilkuletnim) na rundę zakupową, mogła sobie
          pozwolić gdy dzień był chłodny, na wypicie gorącej herbaty tuż przed wyjściem z
          domu - jakiś czas potem po prostu kucała gdzieś między jednym sklepem a drugim;
          zwyczaj przyznawał wówczas matce z dzieckiem (w sytuacji, gdy toaletę na
          mieście trudno było znaleźć) prawo do takiego zachowania. Dość spory stres
          związany z wyjściem z domu wraz z dzieckiem w ten sposób odpadał. Ale do tego
          też nie sposób wracać.
          • mandarynka333 Re: Złe czasy, złe czasy. A kiedy były dobre? 07.03.05, 17:05
            ...a teraz za te "dobre czasy" kiedy to ludzie zamiast pracować udawali że
            pracują i dostawali "od państwa" mieszkania wszycy płacimy. Przecież ani Gierek
            ani inni "wodzowie" nie dali z własnej kieszeni
            - "kieszeń wspólną" (czyli cudze) łatwo było rozdać. Tymczasem okazuje sie że
            nie ma wspólnej kieszeni i żeby ktoś dostał socjalne, dłuzszy urlop czy darmowe
            przedszkole to podatnik musi najpierw za to zapłacić. Z z czego zapłaci jeak
            nie ma pracy? Nie ma pracy - nie ma podatków. A najbogatsi podatków płacić nie
            muszą - bo stać ich na ryzyko związane z omijaniem prawa.
      • gumitex Re: mieć dziecko w Polsce? 07.01.05, 15:44
        Ja jestem mamą po trzydziestce i wydaje mi się, że mam więcej cierpliwości i
        dojrzałości niż gdy miałam dwadzieścia kilka lat. Poza tym wtedy nie było nawet
        kandydata na ojca. Skończyłam studia, trochę się wyszalałam i dużo
        popracowałam. Teraz wiem, że chcę się zajmować moimi dziećmi i nie będę im
        robić wyrzutów, że przez nie czegoś nie osiągnęłam. Oczywiście ciężko jest się
        zdecydować, bo urodzenie dziecka wywraca do góry nogami całe nasze życie. Teraz
        kobiety mogą się realizować poza domem, a nie tylko poprzez rodzenie potomków.
        Chociaż nadal na kobiety bezdzietne dziwnie się patrzy. Z drugiej strony o
        kobietach zajmujących się wychowaniem dzieci mówi się, że siedzą w domu (jak
        bym rzeczywiście miała czas siedzieć) lub że są bezrobotne. Po prostu nadal nie
        docenia się tej pracy i wysiłku uznając, że jest to obowiązek kobiet i już.
        Może uda się wywalczyć, żeby przynajmniej w statystykach określać te kobiety
        jako pracujące w domu.
        • zuzulek Re: mieć dziecko w Polsce? 08.01.05, 15:12
          gumitex napisała:
          Z drugiej strony o
          > kobietach zajmujących się wychowaniem dzieci mówi się, że siedzą w domu (jak
          > bym rzeczywiście miała czas siedzieć) lub że są bezrobotne. Po prostu nadal
          nie
          >
          > docenia się tej pracy i wysiłku uznając, że jest to obowiązek kobiet i już.
          > Może uda się wywalczyć, żeby przynajmniej w statystykach określać te kobiety
          > jako pracujące w domu.

          To jest fantastyczny pomysł, w dodatku wprowadzenie go nie wymaga żadnych
          nakładów finansowych, a jak mogłoby to zmienić świadomość społeczną!
          Zuza
      • alojzyszmurek Re: mieć dziecko w Polsce? 09.01.05, 18:26
        Dzieci sie rodzily w stanie wojennym i po wojnie - a jakże. Tylko byla wtedy
        jedna zasadnicza różnica - w sklepach nic nie bylo, ale ludzie mieli prace. Bo
        choc mogla to byc szmatlawa posada to nikt cie z panstwowej firmy nie wyrzucal
        z dnia na dzien i zawsze mozna bylo znalezc nowa!! I to byla stabilizacja -
        jakze wazna - ktorej teraz wiekszosci z nas brakuje!!
    • le_lutki Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 17:32
      Witam,
      Na pewno musi zmienic sie status kobiety dzieciatej w oczach pracodawcy
      polskiego i panstwa. Panstwo musi jej gwarantowac minimum witalne dla niej i
      dla dziecka/dzieci, rygorystycznie powinno sie tez podchodzic do pracodawcow i
      przestrzegania przez nich prawa (a nie obchodzenia go).
      Jest dla mnie niepojete, ze urlop wychowawczy jest wlasciwie bezplatny. Jedna
      na ile kobiet stac, aby nie pracowala a jeszcze sie do tego rozmnazala?
      Z urlopu macierzynskiego trzeba sie prawie ze tlummaczyc w pracy a szef ma caly
      wachlarz metod aby sie takiej pracownicy, ktorej sie zachcialo miec dzieci -
      pozbyc.
      Potrzebna jest tez absolutnie "zacheta", ktora mozna okreslic jako "polityke
      prorodzinna" , ktora nasz kraj zna jedynie ze slyszenia.
      Ulgi podatkowe + zasilki na kazde kolejne dziecko, ulgi transportowo-wakacyjne
      dla tzw licznych rodzin (powyzej 2 dzieci), moze tez byc jednorazowa premia od
      narodzin (od zeszlego roku wprowadzona we Francji, niezaleznie od tego, czy to
      pierwsze czy piate dziecko).
      Cytuje tu to, co praktykowane jest chociazby we Francji, ktora sie
      naprawde "odbila" i ma coraz wiecej dzieci (nie tylko dzieki Maghrebinczykom i
      ich licznym rodzinom!). Kobieta ma teraz prawo do urlopu wychowawczego juz od
      pierwszego dziecka (dotad - od drugiego dopiero). Urlop wychowawczy platny jest
      nie w calosci przez pracodawce tylko na spolke z ubezpieczeniami spolecznymi, w
      wysokosci jakichs 70% dotychczasowej pensji kobiety.
      Wiekszosc znanych mi matek pracujacych pracuje na 3/4 lub pol etatu i
      pracodawcom rowniez taka forma odpowiada - nikt nie jest z tego powodu
      dyskwalifikowany.
      W Polsce znane mi matki albo marza o kolejnym dziecku, ale boja sie: wyleciec z
      pracy, wrocic na nizsze stanowisko, narazic sie na gniew szefa, ze finansowo
      nie podolaja z dwojka, marza o urlopie wychowawczym, na ktory - ze wzgledow
      finansowych - nie ma szans, albo wrecz z gory zakladaja jedno dziecko, dla
      ktorego istnieja minimalne szanse ze zapewni mu sie to, co najlepsze w
      przekonaniu rodzicow...
      W dodatku nalezaloby sie postarac (panstwo) o zlikwidowanie szarej strefy nian
      i stworzenie panstwowych dyplomowanych opiekunek do dzieci, oplacanych jak
      kazdy inny pracownik, ktorego sie zatrudnia. To gwarantuje nie tylko
      przejrzystosc zatrudnienia ale i bezpieczenstwo, ze zatrudni sie do dziecka
      osobe wykwalifikowana, nie przypadkowa, albo polecona przez sasiadke. Nie
      mowiac juz o tym, ze wiele niewykwalifikowanych kobiet, w tym matek! -
      znalazloby zatrudnienie, bo popyt na nianie zawsze jest duzy.
      Moze gdyby Panstwo polskie respektowalo bardziej matki, one rowniez wykazalyby
      sie patriotyzmem i np nie naciagaly ubezpieczen spolecznych na wydatki biorac
      np nieuzasadnione zwolnienia zdrowotne.
      Pozdrawiam

      --
      le_lutki
      A tu jest moj Grubcio - nowe zdjecia smile

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13443973
      • maja45 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 17:43
        Piękne to co piszesz Le_Lutki ale to niestety utopia, której w Polsce nie
        będzie nigdy.
        Francja jest krajem bogatszym od Polski wielokrotnie-stać ją wiec na trwonienie
        pieniedzy na rozmaite zasiłki , dodatki itd.Choć z tego co słyszłam jest to już
        w tym momencie tak powazny problem, że rząd kombinuje jak się z tego socjalu
        wymiksować, aby nie zostać krajem z największym w Unii Europejskiej deficytem
        budżetowym.Francja to kraj tradycyjnie socjalistyczny, ale mi szcerze mwiąc to
        nie odpowiada.
        Ja jestem za radykalnym obniżeniem kosztów pracy i podatków, tak , by opłacalo
        sie zakładac własne biznesy i zatrudniać nowych pracowników-jak każdego stać na
        to by się samodzielnie utrzymac, nie potrzebuje żadnych zasiłków i dodatkow.
        No i kwestia tych nian-kto niby miałby im płacic?
        Czy ty wiesz , że ZUS odprowadzany za pracownika to dziś minimum 700 zlotych.
        CZyli 700 ZUS plus pensja dla niani , plus podatek-sorry ale w Polsce stać
        byłoby na to 4000 tys osob, bo tylu mamy ludzi o najwyższych dochodach.
        Pozdrawiam.
        Marta
        • le_lutki Re: mieć dziecko w Polsce? 14.12.04, 09:24
          Hej Maju,
          masz racje odnosnie tego, ze z jednej strony Francje na wiecej stac, a z
          drugiej sama "dorobila sie" wielkiej dziury w budzecie ubezpieczen spolecznych.
          Z tym, ze co zauwazylam - teraz obcina sie rozne "przywileje" zeby latac te
          dziure stopniowo, ale nie odbywa sie to kosztem matek! Tnie sie tam, gdzie
          zaobserwowano naduzycia, albo wprowadza sie wrecz symboliczne oplaty przez
          pacjentow, albo ogranicza dostep do niektorych specjalistow bez potrzeby.
          Natomiast te restrykcje jak dotad nie dotycza ciazy i wychowywania dziecka,
          poniewazzdano sobie sprawe, ze najwazniejszy jest przyrost naturalny, aby mial
          kto placic nasze emerytury. Dlatego nie postrzega sie tego jako "trwonienia"
          pieniedzy na zasilki tylko jako dlugofalowa inwestycje spoleczna, ktora sila
          rzeczy sie zwroci. W mojej pracy nie ma osoby z mniej niz trojka dzieci, a dwu
          moich szefow ma 5 i 6cioro potomstwa. I z samej pensji by raczej tego
          towarzystwa nie wychowali, albo sie na tyle nie decydowali. OK, jest to tzw
          klasa srednia, ale bynajmniej nie ta najzamozniejsza.
          Kazdemu ma prawo nie odpowiadac dany system - tak jak Tobie socjalistyczny.
          Nawiasem mowiac znani mi tutaj Polacy wlasnie na to najbardziej nadaja, choc
          bardzo z niego korzystaja smile
          Co do nian - juz wyjasniam. Nianie panstwowe (jest ich zdecydowana wiekszosc,
          bo o przedszkolu mozna pomarzyc, niestety - za malo, za drogie i nie
          refundowane), w wiekszosci kobiety bez wyzszego wyksztalcenia, albo po prostu
          kury domowe chcace zasilic budzet rodzinny, sa oplacane przez rodzicow dziecka,
          wg odgornych stawek, w zaleznosci od tego, czy pracuja na pelny, czy niepelny
          etat i tego, co wchodzi w zakres ich obowiazkow. Raz na kwartal wysyla sie
          deklaracje do Kasy Rodzinnej, ktora na podstawie dochodow rodzicow za zeszly
          rok i pensji zaplaconej niani zwraca danej rodzinie mniej wiecej 1/3 tej kwoty
          kwartalnie. Pieniadze te pochodza wlasnie z podatkow. I jest to najlepszy uklad
          wlasnie dla rodzin srednio zamoznych, bo tym bardzo zamoznym Kasa nie zwraca za
          nianie ani grosza (kazdy musi dostarczyc swiadectwo dochodow za ostatni rok).
          Nam np przyslano w zeszlym kwartale ostrzezenie, ze jesli nadal bedziemy placic
          niani najwyzsza stawke, to w przyszlym kwartale nie dostaniemy zadnego zwrotu,
          bo juz sie nie kwalifikujemy (byl to wynik blednego obliczenia z naszej
          strony).Dodam, ze stawki za nianie sa takie, ze z jednego dziecka nie wyzylaby
          na pewno (wiec nie ma tak, ze rodzice funduja niani utrzymanie, na to nikogo
          nie stac), dlatego dyplomowane nianie pilnuja do trojki dzieci (w tym jedno
          niemowle i dwa przedszkolaki, najczesciej). Kazde z rodzicow placi im osobno i
          to juz daje jakas w miare sensowna pensje. Kiedy slysze, ze w Polsce matka
          chrzestna mojego synka placi niani pensje (jakies 900 PLN), co stanowi gros jej
          wlasnej pensji i z czego nie zwraca jej sie oczywiscie ani grosza a w ogole to
          jest to "prywatnie" i panstwo ma z tego rowniez guzik z petelka, to dochodze do
          wniosku, ze we Francji malo kogo na takie cos byloby stac. W takiej sytuacji
          kolejne dziecko planuja juz chyba drugi rok i nadal sie wahaja - co rozumiale.
          Dlatego wydaje mi sie, ze jednym z dobrych posuniec panstwa polskiego byloby na
          pewno uregulowanie kwestii urlopow macierzynskich, wychowawczych i kwestii
          opieki nad dzieckiem w pierwszych latach jego zycia i wyprowadzenie tego z
          szarej strefy i totalnej dowolnosci. Ale to byc moze tylko moja opinia.
          Jestem w stanie zgodzic sie z zarzutem, ze przebywanie od kilku lat poza Polska
          z pewnoscia rzutuje na moje poglady, tym niemniej staram sie byc na biezaco z
          sytuacja w Polsce (w ktorej w koncu tez bywam i jestem z nia silnie zwiazana)i
          nie uwazam, ze przytaczane przeze mnie rozwiazania sa jedyne i najlepsze na
          swiecie. Przytaczam je, bo je znam z autopsji.
          Sorry za te wyjasnienia przydlugie.
          Pozdrawiam
          --
          le_lutki
          A tu jest moj Grubcio - nowe zdjecia smile

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13443973
          • maja45 Re: Le_Lutki 14.12.04, 09:57
            Witam i dziękuje za odpowiedz!
            Propozycje o ktorych piszesz, sa oczywiście bardzo dobre, ale niestety moim
            zdaniem w Polsce nie do zrealizowania jeszce przez wiele lat z powodu ubóstwa
            naszego kraju.
            Co do nian-rzad planuje podobne do francuskiego rozwiązanie, ktore w skrócie ma
            polegac na tym, że wydatki poniesione na nianie będzie można sobie odpisać od
            podatku.Ulga jednak ma być na tak smiesznym poziomie, że raczej malo kto z tego
            skorzysta. Nie znam jeszce szczegółów( bo na razie nikt tego nie upublicznił),
            więc nie wiem kto płaciłby w takim wypadku ZUS za ową nianie.
            Rozwiązania w zakresie urlopów macierzynskiego i wychowawczego moim zdaniem
            mamy takie na jakie obecnie Polskę stac.Macierzynski nie jest jakoś specjnie
            długi, ale sa kraje ,które maja jeszce krótszy.Wychowawczy jest bezpłatny,
            budzet panstwa odprowadza za kobietę składki na ubezpiecznie społeczne i
            zdrowotne, a płatny jest on przez Opiekę Społeczną gdy dochód na członka
            rodziny nie przekracza 504 zł.Moim zdaniem jest to niesprawiedliwe, bo skoro
            kobieta iles tam czasu przed urodzeniem dziecka pracowała, to te pieniadze bez
            żadnej łaski sie jej należa-wypracowała je sobie.
            Krzywdzące jest również to, ze tylko kobiety z przyznanym zasiłkiem
            wychowawczym , moga liczyć na jednorazowy zasiłek porodowy ( 500 zł)-a przeciez
            powinno się go przyznawać własnie jako formę premii porodowej każdej
            ubezpieczonej kobiecie.
            Też trochę sie rozpisałam. Bo z jednej strony patrze na sprawę realnie-kołdra
            jest krótka i gdy dadzą kobietą , to zabiorą szpitalom, szkołom, emerytom,
            wszystkim tylko nie administracji rządowej i samorządowej. A z drugiej wiem, ze
            francuskie rozwiazania, choć drogie, są skuteczne.
            Pozdrawiam Cie cieplutko.
            Marta
            • le_lutki Maju 14.12.04, 11:02
              napisz mi, prosze, czy w Polsce istnieje cos takiego, jak niania "oficjalna",
              chocby na papierze? Wszystkie znane mi w Polsce osoby zatrudniaja nianie "na
              czarno" - jest to albo niepracujaca sasiadka, albo jakas pani z osiedla, z
              ktora sie jakos tam "umawia" i jakos sie to kreci. Zdarza sie tez, co wynika
              chociazby z tego forum, ze podpisuje sie niania umowe oficjalna. Natomiast
              interesuje mnie czy jest oficjalnie taki zawod "opiekunka do dziecka", ktory
              sie wpisuje w papiery i kto taki zawod "sankcjonuje" - panstwo? Bede wdzieczna,
              bo w tym zakresie mam luki smile
              Pozdrawiam
              --
              le_lutki
              A tu jest moj Grubcio - nowe zdjecia smile

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13443973
              • maja45 Re: Niania w Polsce 14.12.04, 11:32
                Czy jet taki zawód oficjalnie-dobre pytanie.
                Wiem, że mozna zdobyć takie wykształcenie( kiedyś był taki profil w liceach
                medycznych), traz podobno znowu powstają takie szkoły.
                Ale oficjalnie to takiego zawodu chyba nie ma-kobiecina musiała by rejestrować
                działalnośc gosp. a to wiazałoby się z tymi wszystkimi obciązeniami , o jakich
                Ci pisałam.
                Rzeczywiście najczęściej jest tak, że dziećmi zajmują sie osoby niekoniecznie
                do tego przygotowane, choć co raz więcej świadomych mam decyduje sie albo
                skorzystać z usług agencji opiekunek, która jakoś tam sprawdza referencjie i
                przydatnośc do tego zawodu, albo na wlasną ręke szuka emerytowanych
                pielęgniarek, przedszkolanek czy nauczycielek, chętnych oczywiście do pracy.
                Pozdrawiam.
                Marta
      • nelka25 do le lutki 13.12.04, 20:28
        czy ty nie przesadzasz-FRANCJA,FRANCJA,FRANCJA......juz oczy bolą.
        Chwalisz sie na każdym kroku ta francją--post był do mam polek a ty juz się do
        takich nie zaliczasz.Idź na forum świat i tam pisz o tej francji bo tu juz mamy
        jej dośc.
        Co ty wiesz jak w Polsce traktuje się kobiety w ciązy czy z dzieckiem---od
        koleżanek???
        • umasumak Re: do le lutki 13.12.04, 23:09
          nelka25 napisała:

          > czy ty nie przesadzasz-FRANCJA,FRANCJA,FRANCJA......juz oczy bolą.
          > Chwalisz sie na każdym kroku ta francją--post był do mam polek a ty juz się
          do
          > takich nie zaliczasz.Idź na forum świat i tam pisz o tej francji bo tu juz
          mamy
          >
          > jej dośc.
          > Co ty wiesz jak w Polsce traktuje się kobiety w ciązy czy z dzieckiem---od
          > koleżanek???

          Le_lutki wychowała się w Polsce, jest silnie z nią związana i nie widzę powodu,
          dla którego nie mogłaby się wypowiadać w tym wątku. To że mieszka we Francji,
          nie oznacza, iż nie ma pojęcia o tym, co dzieje się w Polsce. Pzdr


          --
          Anielka, Gama i Dinozaur wink)

          Moje córki - bzdurki wink)
        • nanuk24 Re: do le lutki 14.12.04, 01:02
          Cos Ty Nelka zaczepna jestes. Czyzby kompleks jakis doskwieral?
          Le-lutki, jakby nie bylo, jeszcze Polka jest i dlugo nia jeszcze zostanie, czy
          Ci to odpowiada, czy nie. Mimo, iz miesazka we Francji, to nt Polski jakies
          pojecie zielone ma(przynajmniej ma porownanie).
          I jesli jej nie chcesz czytac, zaloz sobie forum prywatne, bedziesz mogla sobie
          robic selekcjesmile
          pzdr
        • le_lutki Re: do le lutki 14.12.04, 08:55
          Droga nelko,

          nie rozumiem ani troche Twojego ataku na mnie i na przyklady rozwiazania, ktore
          znam. Przytaczajac przy tym dokladnie zupelnie odmienna sytuacje w Polsce.
          Widocznie musialas sie wyzyc i teraz Ci jest lepiej.
          Wyobraz sobie, ze wlasnie mi zalezy na tym, aby w Polsce kobiety byly
          traktowane lepiej - stad moja interwencja w watku. Ale Ty wolisz myslec tylko o
          tym, ze ktos tu komus czyms oczy wykluwa - to zalosne i znaczy, ze mnie
          kompletnie nie zrozumialas.
          W Polsce mam cala rodzine, w tym kilka osob z malymi dziecmi i pragnacymi
          kolejne - wyobraz sobie ze na codzien wymieniamy poglady i opinie, i ze jestem
          na biezaco z problemami, jakie zwykla, polska matka spotyka na codzien. Ty -
          nie wiem jakim prawem - odmawiasz mi polskosci, Twoja sprawa. Zyczysz mi,
          zebym sie wypiela na moja polska czesc, na moich bliskich i znajomych zamiast
          starac sie wczuc w ich problemy. Tak chcialabys mnie widziec i wtedy bylabys w
          pelni usatysfakcjonowana. Powtarzam - jestes zalosna i zamiast skupic sie na
          odpowiedzi zadanej w poczatkowym watku musisz mi dokopac, bo Cie inaczej zolc
          zaleje. Moze Ci chociaz na zdrowie wyszlo i Ci lepiej.
          Bez pozdrowienia
          --
          le_lutki
          A tu jest moj Grubcio - nowe zdjecia smile

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13443973
          • ania.silenter_exunruzanka Aniu Le_lutki:))) 14.12.04, 10:28
            le_lutki napisała:

            > Droga nelko,
            >
            > nie rozumiem ani troche Twojego ataku na mnie i na przyklady rozwiazania,
            ktore
            >
            > znam. Przytaczajac przy tym dokladnie zupelnie odmienna sytuacje w Polsce.
            > Widocznie musialas sie wyzyc i teraz Ci jest lepiej.
            > Wyobraz sobie, ze wlasnie mi zalezy na tym, aby w Polsce kobiety byly
            > traktowane lepiej - stad moja interwencja w watku. Ale Ty wolisz myslec tylko
            o
            >
            > tym, ze ktos tu komus czyms oczy wykluwa - to zalosne i znaczy, ze mnie
            > kompletnie nie zrozumialas.
            > W Polsce mam cala rodzine, w tym kilka osob z malymi dziecmi i pragnacymi
            > kolejne - wyobraz sobie ze na codzien wymieniamy poglady i opinie, i ze
            jestem
            > na biezaco z problemami, jakie zwykla, polska matka spotyka na codzien. Ty -
            > nie wiem jakim prawem - odmawiasz mi polskosci, Twoja sprawa. Zyczysz mi,
            > zebym sie wypiela na moja polska czesc, na moich bliskich i znajomych zamiast
            > starac sie wczuc w ich problemy. Tak chcialabys mnie widziec i wtedy bylabys
            w
            > pelni usatysfakcjonowana. Powtarzam - jestes zalosna i zamiast skupic sie na
            > odpowiedzi zadanej w poczatkowym watku musisz mi dokopac, bo Cie inaczej zolc
            > zaleje. Moze Ci chociaz na zdrowie wyszlo i Ci lepiej.
            > Bez pozdrowienia



            Le_lutki! Natychmiast przestań się denerwować! NIE WOLNO CI! A zawiść tej osoby
            widoczna jest na kilometr i, moim zadniem, należy pominąć tę wypowiedź pełnym
            politowania milczeniem. A Twoje francuskie opowiadania... Większość mam bardzo
            je lubismile. Pamiętam zwłaszcza opowiadanie o Waszej wycieczce do Paryża.
            Siedziałam w pracy w ponury dzień i nagle przypamniała mi się moja własna
            wyprawa do Paryża i w dolinę Loary (oj, jak to było dawnowink) i od razu dzień
            stał się piękniejszysmile)).
            pozdrawiam
            --
            Ania, Oleńka (22.01.2004) i Ktoś (8.05.2005)
            strona rodziny Cichoniów
            Olcia - listopad cd
            • le_lutki Re: Aniu 14.12.04, 10:53
              Zdenerwowalam sie faktycznie ogromnie, bo nie ma nic gorszego od darmowej
              ludzkiej zlosliwosci, ktora w dodatku pomija kompletnie merytoryczny aspekt
              mojego postu (jesli "wyciac" aspekty francuskie, to co w opisanej przeze mnie
              sytuacji polskich matek jest nieprawda?? Gdzie niby mam przeklamane informacje?
              W czym sytuacja mojej polskiej rodziny odbiega od wszystkich innych Polakow?
              Gdyby to napisal ktokolwiek inny, to nelka by go po glowie poglaskala albo w
              najlepszym razie zmilczala, ale poniewaz to ja, ktora smiem zyc gdzie indziej
              niz w Polsce i jeszcze sie wypowiadac - wiec nalezy mi dojesc. Paranoja,
              naprawde.)

              Zdenerwowanie mi przeszlo pod wplywem naglego ataku mdlosci wiec pozywiam sie
              jablkiem i czekam az mi przejdzie...

              Aniu, sciskam Cie cieplo i glaskam po brzuszku. Jak Ci dobrze, ze juz czujesz
              fikanie smile

              --
              le_lutki
              A tu jest moj Grubcio - nowe zdjecia smile

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=13443973
              • mimka21 Re: Aniu 14.12.04, 11:40
                Nie, no bez nerwow le?lutki. Nie trac czasu na tlumaczenie sie. Ja tez bardzo
                francuskie posty cenie, bo zanim zamieszkalam w Niemczech, przez trzy lata
                mieszkalam we Francjismile I mi sie duzo rzeczy przypomina, jak tak sobie czytam.
                I tesknie czasem za Francja, bo to fajny czas byl, co nie znaczy absoutnie, ze
                teraz niefajny.
                pozdrawiam
        • szyszunia75 Re: do le lutki 14.12.04, 09:13
          Ojej, nelka25, przecież le_lutki opisuje tylko to, jaką francuski rząd prowadzi
          politykę, by RZECZYWIŚCIE wspierać rodziców i zestawia to z trudną, jeśli nie
          beznadziejną sytuacją wielu polskich rodzin. To się nazywa kontrast, dzięki
          któremu można nakreślić pełniej niejedną sytuację. Dla mnie post bardzo
          ciekawy, lubię wiedzieć, jak się żyje ludziom gdzie indziej. Pozdrawiam!
          --
          Sygnaturka. Ładne imię dla dziewczynki.
        • le_lutki w odpowiedzi do nelki 14.12.04, 11:32
          Skoro naupychawszy mi na privie zablokowalas najwyrazniej odpowiedzi ode mnie
          (coz za odwaga, pogratulowac), naszla mnie nieprzemozna ochota zeby Ci odpisac
          publicznie na Twoj stek bzdur. Jedyne, co mnie przed tym powstrzymuje, to jaka
          taka kultura, ktorej Tobie brak chocby w formie szczatkowej.
          Postronne osoby przepraszam, za to odgalezienie watku a do admina zwracam sie z
          prosba o skasowanie "odnogi".
    • aari Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 17:45
      CHyba nie będę oryginalna.
      Przedewszystkim możliwości zatrudnienia i zarobki.
      Cóż z tego,zę człowiek pracuje, kiedy nie ma go całymi dniami w domu i zarabia
      grosze ??? Jak małżeństwo ma decydować się na większą gromadkę dzieci kiedy
      matka ma być całymi dniami sama w domu a mąż pracując od rana do wieczora
      zarabia tyle,ze nie starcza na utrzymanie nawet rodziny z jednym dzieckiem.
      My świadomie zaplanowalismy rodzinkę 2+2 i tak miało zostać. Nespodzianką była
      dla nas trzecia ciąża - no ale jest ... dlaczego ??? Bo za mało było pieniążków
      na założenie spirali ( pigułki mijały by się z celem - strasznie jestem
      zapominalska hehe ). I tak będzie 2+3 ale zamiast cieszyć się maleństwem, które
      pojawi się w maju - piękną wiosną - zamartwiam sięjak sobie poradzimy, kiedy
      już teraz brakuje nam pieniędzy.
      Co z tego, że skończyłam studia ??? Teraz kiedy jestem w ciąż nikt mnie nie
      zatrudni, brak tez uczciwych możliwości pracy wykonywanej w domu - szukałam -
      nie znalazłam nic oprócz czytania meili, namawiania innych na kupowanie bzdur,
      które nie są do niczego ptrzebne - albo zwykłe oszukańcze programy typu
      łańcuszek.
      Ciężko jest naprawdę bardzo ciężko - dletego większoś małżństw decyduje się na
      jedno - góra dwoje dzieci.

      --
      pozdrawiam cieplutko
      Aari ( wioleta - mama Kuby, Krzysia
      i ... fasolki
    • jasmina251 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 18:22
      Ja nie będę oryginalna
      powinna się zmienić sytuacja ekonomiczna w kraju
      Państwo powinno zachęcać ludzi do tego aby mieli dzieci.
      Jednak wszystko jest odwrotnie.
      Bycie matka wymaga od nas nerwówki chociażby dlatego że nie mamy stabilności
      zawodowej i nikt nie jest nam w stanie zagwarantować miejsca pracy po powrocie
      z urlopu.
      Gdzie podziały się te wyprawki od państwa???
      Jakiś pakietr socjalny???
      To są juz moje marzenia ale miałabym drugie dziecko gdybym wiedziała że kiedyś
      znajdę wreszcie te pracę i że nie będę się bała (tak jak jest dziś ) czy
      starczy mi pieniedzy na lekarstwa czy buty dla dziecka
      Justyna
      --
      mama Julki(26,01,2001)
    • fiszerowa Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 18:43
      No to ja ze swojego podworka wink
      Poza wymienionymi wyzej czynnikami dodam jeszcze NIEPLODNOSC.
      Ponoc ostatnie badania wykazaly, iz niemal polowa malzenstw w wieku rozrodczym
      boryka sie z problemami z poczeciem potomstwa (jesli sie juz na nie zdecyduje).
      We wszystkich cywilizowanych krajach nieplodnosc traktowana jest jako choroba
      spoleczna, a cierpiacy na nia otoczeni troskliwa opieka. U nas niestety
      zostawieni sami sobie bez mozliwosci korzystania z nowoczesnych metod leczenia.
      A jesli juz zdecyduja sie na leczenie, to prywatnie za straszne pieniadze.
      Ped cywilizacyjny, walka o prace i towarzszacy temu stres w ogromny sposob
      odbila sie na naszych mezczyznach. A jedyne co zrobiono w kwestii nieplodnosci
      meskiej to zanizono normy: kiedys norma bylo 40 mln plemnikow, dzisiaj 20!

      Kilka miesiecy temu bylam na 2 urodzinach coreczki znajomych. Na 6 malzenstwo:
      2 byly z dziecmi adoptowanymi, 2 byly z dziecmi z in vitro, 1 z biologicznym
      naturalnie poczetym i jedno bezdzietne szykujace sie do sztucznego
      zaplodnienia. Z jednej strony na pawno zbieg okolicznosci... Ale przyjrzyjcie
      sie swojemu otoczeniu, kazdy z nas zna malzenstwa bezdzietne, zaloze sie ze 9
      na 10 ma problemy z zaciazeniem.

      pozdrawiam
      nieplodna Fiszerowa
      --
      A moze pojde na ryby?
      A moze pokaze Wam Tunia?
      • twinmama76 Re: mieć dziecko w Polsce? 14.12.04, 12:42
        O właśnie, czekłam aż ktoś napomknie o tym problemie.
        W naszym państwie wogóle nie zauważa sie problemu niepłodności jako choroby
        obecnej w coraz większej ilości związków. To przerażające jak wiele z moich
        znajomych, młodych przeciez dziewczyn, ma problemy z zajściem w ciążę.
        Ja również miałam podobne kłopoty i chociaż nie musiałam sięgać po in vitro,
        to koszt mojej kuracji był ogromny. Wizyty lekarskie i badania (oczywiście
        prywatnie, bo liczył się okreslony dokładnie termin) + lekarstwa (z których
        refundowane są chyba dwa specyfiki tzw. pierwszego rzutu) pochłonęły tyle
        pieniędzy, że strach mówić.
        Na szczęście wtedy oboje z mężem pracowaliśmy i mogliśmy sobie (chociaż kosztem
        wielu wyrzeczeń) na tę kurację pozwolić. I nawet, gdy nagle straciłam pracę
        postanowilismy kontynuować, na ile oszczędności pozwolą. PO prostu żal było
        utopionych funduszy. Na szczęscie niedługo po tym udało się i mamy dwójkę
        wspaniałych dzieciaków.
        Choc tak naprawdę zdroworozsądkowo myśląc powinnam odpuścić, ponieważ nie
        miałam ani zasiłku porodowego (właśnie zlikwidowali), ani macierzyńskiego, ani
        wogóle NIC. Na pracę teraz też nie mogę za bardzo liczyć...
        --
        Pozdrawiamy
        Ania +Zuzia i Szymonek (23.09.2003)
        Nasze fotki
    • gupik Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 18:43
      Mam 30 lat, spodziewam się pierwszego dziecka. Najpierw były studia (2
      kierunki), szukanie pracy, ślub, zakup mieszkania (mały kredycik), po trzech
      latach od ślubu zdecydowaliśmy się na dziecko.
      Myślę, że i tak mieliśmy lżej niż większość ludzi zakładających rodziny. Fakt,
      musieliśmy o niemal wszystko postarać się sami, ale lata samodzielności
      (przyjazd do innego miasta na studia) zaprocentowały.
      Mogliśmy wziąć mały kredyt mieszkaniowy, biedy nie klepaliśmy i nie klepiemy,
      choć momentami z moją pracą było krucho. Szczególnie po ślubie uncertain
      Strata pierwszej pracy, kolejne rozmowy kwalifikacyjne, kolejne (to
      niewiarygodne!!) pytania o planowane powiększenie rodziny. Wkurzały mnie tym
      bardziej, że zupełnie o tym jeszcze nie myślałam. Na moje zapewnienia, że nie
      planuję, teksty: Noooo, teraz, że niby nie, a przyjdzie maj i zobaczymy.... Z
      koleżanką miałyśmy juz zamiar zrobienia wystawy-instalacji o szukaniu pracy
      przez kobiety, za podkład dźwiękowy miały nam posłużyć nagrania (dyktafon w
      kieszeni) takich własnie tekstów :pracodawców" wygłoszonych podczas rozmów
      kwalifikacyjnych. Gdybym w ciągu dwóch miesięcy (i tak świetnie - dwa kierunki
      studiów, dobre dośw. zawodowe w marketingu) nie znalazła pracy, wystawa by
      powstała.
      Piszę to wszystko, bo sądzę, że uprzedzenia "prokreacyjne" pracodawców
      przynajmniej o rok opóźniły mój rozwój zawodowy, na którym mi zależało w
      pierwszej kolejności. Większość kobiet tak czy siak w końcu się na dziecko
      zdecyduje, więc rząd powinien coś z tym zrobić. To upadlające. mam znajome,
      które chcą oczywiście przede wszystkim pracować, latami nie mogą pracy znaleźć
      lub jej utrzymać, dochodzą problemy finansowe, aż w końcu przy najbliższej
      okazji znalezionej pracy faktycznie zachodzą z wyrachowaniem w ciążę, bo kto
      wie, kiedy następnym razem będą mogły pozwolić sobie na taki konfort utrzymania
      pracy (kobiety w ciąży nie można zwolnić).
      Zazdroszczę koleżance, która założyła rodzinę w Wielkiej Brytanii - nawet przy
      zarobkach męża mają jeszcze z tej okazji stałe dofinansowanie, opieke państwa z
      każdej strony, po prostu konfort.
      W Polsce mówiło sie dużo o polityce prorodzinnej - w tej kwestii rząd
      skompromitował się na całej linii. Wprowadził większy wat na zabawki i wózki,
      kobiety ciążarne za dokładniejsze badania w ciąży muszą płacić, wszelkie
      witaminy dla ciężarnych są kilka razy droższe od zwykłych (kobieta ostatni
      grosz wyda dla zdrowia swojego dziecka, więc można dokręcić śrubę cenową),
      piętnuje sie kobiety chcące usunąć ciążę (szczególnie z powodów socjalnych),
      nie proponując faktycznie żadnej opieki socjalnej i finansowej w zamian.
      Kobieto, radź sobie sama, ale jak porzucisz dziecko, jesteś dziwką i tyle!

      Patrzę na moich znajomych, którzy się na dzieci jednak jeszcze nie decydują.
      Większość z nich: ma problemy z pracą, nie ma własnego mieszkania (wynajem), do
      utrzymania rodziny potrzeba zarobków dwóch osób - wiedzą, że nie mogą liczyć na
      pomoc rodziny (odległość) w opiece nad dzieckiem, a opiekunka kosztuje, albo
      też po prostu nie chcą drastycznie obniżać sobie standardu zycia. A to się
      często w Polsce wiąże z pojawieniem sie dziecka, niestety.

      --
      lilypie.com/days/050417/1/0/1/+1
    • linkaa3 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 18:43
      Witam,

      W podjeciu decyzji o pierwszym dziecku hamowal mnie
      1) brak wlasnego mieszkania, w ktorym moglibysmy sie w miare wygodnie pomiescic
      (nie pisze tu o wielkim metrazu, mysle, ze nawet 36m2, ale wlasnych by
      wystarczylo)
      2) odkladanie decyzji o slubie na swiety nigdy - oboje chodzilismy kolo tematu
      jak pies wokol jeza. Slub do dziecka potrzebny nie jest, ale decydujac sie na
      nie chcielismy deklaracji, ze to juz na zawsze, ze chcemy byc ze soba. W
      aspekcie psychologicznym mialo to ogromne znaczenie.
      3) strach przed zmiana, ze przyjda ograniczenia, ze nic nie bedzie jak bylo, ze
      nie bedzie mozna w 5 minut zwinac zagli i nad morze ruszyc.
      4) strach o prace, czy bede miala gdzie wrocic po macierzynskim, czy nie
      wypadne z zawodu, bo w moim zawodzie kazda dluzsza przerwa to jednak problem.
      5) problem ze znalezieniem ewentualnej opiekunki - ceny w agencjach byly i sa
      porazajace, znalezc kogos tak o - ryzyko.
      6) nieelastyczny czas pracy. Praca w godzinach 9-17 + dojazdy wyklucza zlobek.
      A co jak dzieko zachoruje? Brak mozliwosci pracy w domu, jesli charakter pracy
      na to pozwala.
      7) dyskryminacja w miejscu pracy, mimo przywilejow dla mlodej mamy. Mi sie nie
      nalezy podwyzka, bo nie pracuje po godzinach. Nie przychodze do biura w
      weekendy, nie wyjezdzam na spotkania integracyjne itd. Nic to, ze z moja praca
      wyrabialam sie w czasie pracy, ze pracowalam wtedy gdy bylam potrzebna
      niejdnokrotnie przesuwajac urlop.
      8) panstwowe przychodnie podobnie jak zlobki i przedszkola maja godziny
      otwarcia zupelnie nieprzystosowane do rzeczywistosci. Zeby zaszczepic dziecko w
      poradni dla dzieci zdrowych musialam ja lub maz brac dzien urlopu. Przeciez to
      paranoja, zeby takie miejsca zamykac o 15 lub 13.
      9) brak sil na wychowanie wiekszej liczby dzieci, szczegolnie gdy oboje rodzice
      pracuja. Nasze matki nie mialy takich stresow. My mamy pampersy i sloiczki, ale
      musimy sie martwic za co je kupic, one nie martwily sie o swoje posady. Troche
      inne perspektywy mamy.
      10) brak srodkow na utrzymanie wiekszej rodziny

      Zdecydowalismy sie na pierwsze dziecko z zalozeniem, ze wracam do pracy. I
      wrocilam zaraz po macierzynskim. Bylo ciezko, musialam walczyc o swoje i
      przypominac, ze mimo, ze stalam sie mama, to mi to mozgu nie wypralo, o co
      niektorzy koledzy wprost mnie podejrzewali.

      Teraz czekamy na drugie upragnione dziecko i nie wiem, co zrobie, czy wroce do
      pracy czy nie. Boje sie, co moze przyniesc przyszlosc, mimo ze naprawde mamy
      dobrze - dobra i ciekawa praca, wlasne mieszkanie itd. Ale tez wiem, ze zdrowie
      bywa kaprysne.

      Chce BYC, a nie MIEC, ale zeby BYC, trzeba MIEC, zbey nie martwic sie za co BYC.
    • gupik Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 18:49
      Ach - i coś jeszcze - posiadanie dziecka w Polsce automatycznie wiąże się z
      ograniczeniami w życiu społecznym - chyba tylko w Ikei i nielicznych
      restauracjach są miejsca, gdzie można nakarmić i przewinąć dziecko, nie mówiąc
      o podjazdach dla wózków, zadymionych restauracjach. Masowo likwiduje sie
      przedszola i żłobki, co sprawia, że matki dłużej zostaja z dziećmi w domu -
      nieprędko zdecydują się na następne dziecko, jeśli chciałyby realizować się
      także na zewnątrz domu i mieć własne pieniądze i niezależność (to ważne, nawet
      jeśli mąż jest aniołem).

      --
      lilypie.com/days/050417/1/0/1/+1
      • dzidek33 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 20:06
        A ja bym nie zwalała wszystkiego na sytuację ekonomicznasmile Niewątpliwie jest to
        bardzo ważne ale nie najważniejsze. Dzieciom oprócz najdroższych zabawek i
        markowych ubrań potrzebna jest przede wszystkim miłość. Mam dwoje dzieci. Córka
        (8lat) nie była planowana a urodziłam ją mając 19 lat. Udąło mi się zdać maturę,
        skończyć studia i nawet jednoczesnie pracować. Nie mówię ze było łatwo ale jest
        to możliwe. Potrafiłam sama z nią pojechac nad morze ( ponad 300km) potrafiłam
        razem z męzem pójść do restauracji, kina teatru czy na zakupy. Dziecko nie było
        żadną przeszkodą. Mój syn ma 1,5 roku. Planowany, wyczekany, kochany... i
        wrócłam do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim. Na pewno planując drugie
        dziecko liczyłam sie z tym że coś mnie ominie. I tak sie stało nie awansowałam a
        po macierzyńskim zostałam zdegradowana... ale co tam mam cudowne dzieciaki i
        nigdy przez głowę nie przeszło mi że czegoś żałuje. a naprawde nie przelewa nam
        się ale fajnie miec taką rodzinkęsmile a zawodowo realizuję się teraz...a oprócz
        tego jestem mamą i jestem z tego dumna...
        Więc nie sytuacja ekonomiczna , godziny pracy czy ograniczenia w życiu
        społecznym tylko wy sami podejmujemy takie decyzje...ale obawiam się ze kiedyś
        tego będziecie żałować...
        pozdrawiam
        --
        Gosia gg 3796613
        Moje Szczęścia
        • gupik Re: mieć dziecko w Polsce? 14.12.04, 12:50
          dzidek33 napisała:

          > A ja bym nie zwalała wszystkiego na sytuację ekonomicznasmile

          Nie zwalam WSZYSTKIEGO na sytuację ekonomiczną, tylko mówię, co większość par w
          Polsce hamuje przed podjęciem poważnej decyzji o rodzicielstwie. Sytuacja
          ekonomiczna jest głównym czynnikiem tej decyzji, nie da się ukryć niestety. Co
          nie znaczy, że wiele par decyduje się na dziecko mimo to.

          Niewątpliwie jest to
          > bardzo ważne ale nie najważniejsze. Dzieciom oprócz najdroższych zabawek i
          > markowych ubrań potrzebna jest przede wszystkim miłość. Mam dwoje dzieci.
          Córka
          > (8lat) nie była planowana a urodziłam ją mając 19 lat. Udąło mi się zdać
          maturę
          > ,
          > skończyć studia i nawet jednoczesnie pracować. Nie mówię ze było łatwo ale
          jest
          > to możliwe. Potrafiłam sama z nią pojechac nad morze ( ponad 300km)
          potrafiłam
          > razem z męzem pójść do restauracji, kina teatru czy na zakupy. Dziecko nie
          było
          > żadną przeszkodą.

          Brawo, tylko pogratulować. Wiele osób może tak powiedzieć. Nie przekreśla to
          jednak moich spostrzeżeń, że w polskich restauracjach na parę z niemowlęciem
          nadal patrzy się jak na raroga, że mamusie muszą sobie opracowywać plan miasta,
          zaznaczając nieliczne punkty, gdzie w razie czego można przewinąć dzieciaka wink
          To, że chwalisz się, że "potrafiłaś" też właśnie wskazuje na to, że jednak
          borykałaś się z trudnościami. A tego właśnie dotyczy pytanie założycielki wątku
          i to własnie do macierzyństwa bynajmniej nie zachęca.

          Mój syn ma 1,5 roku. Planowany, wyczekany, kochany... i
          > wrócłam do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim. Na pewno planując drugie
          > dziecko liczyłam sie z tym że coś mnie ominie. I tak sie stało nie
          awansowałam
          > a
          > po macierzyńskim zostałam zdegradowana...ale co tam mam cudowne dzieciaki i
          > nigdy przez głowę nie przeszło mi że czegoś żałuje.

          Nie każda kobieta ma takią hierarhię wartości i trzeba się z tym liczyć. Dla
          wielu (dla mnie również) praca jest bardzo ważna, choć pewnie nie ważniejsza
          niż dziecko. I szlag by mnie trafił, gdyby coś takiego mi się zdarzyło. Na
          pewno zastanowiłabym się dziesięć razy bardziej nad decyzją o następnym
          dziecku, gdybym brała ewentualność takiego obrotu sprawy w pracy. Takich kobiet
          jest coraz więcej. Dla jednych jest to sprawa hierarhii wartości, ambicjonalna
          czy honorowa, dla drugich wiąże się ze sprawami czysto rkonomicznymi
          (szczególnie samotne matki) - degradacja, brak podwyżki czy awansu równa się
          mniejsza pensja.

          a naprawde nie przelewa nam
          > się ale fajnie miec taką rodzinkęsmile a zawodowo realizuję się teraz...a oprócz
          > tego jestem mamą i jestem z tego dumna...

          Prawidłowo.

          > Więc nie sytuacja ekonomiczna , godziny pracy czy ograniczenia w życiu
          > społecznym tylko wy sami podejmujemy takie decyzje...ale obawiam się ze kiedyś
          > tego będziecie żałować...

          Na szczęście życie to rozsądza smile Niektórzy żałują, inni nie. pewnie gdybym
          żyła w jakimś "dzieciakowym raju), np. w Wielkiej Brytaniii, miałabym już
          dwójkę dzieci i mimo to przyzwoity poziom życia i fajną pracę. Tymczasem mam
          trzydziechę na karku, oczekuję pierwszego dziecka i nie żałuję, że się nie
          rozmnożyłam wcześniej, bo dzięki temu dzieciak nie wychowywał się w
          przeprowadzkach i nie widział swojej matki jak sie miota od jednej rozmowy
          kwalifikacyjnej do drugiej, usiłując zdobyć w Polsce doświadczenie zawodowe
          będąc w tzw. wieku produkcyjnym wink
          I będzie miał np. trochę lepszy wózek - i nie chodzi tu o podkreślenie statusu
          czy luksus, tylko o komfort maleństwa i jakość wózka, który nie spowoduje u
          malucha wady ortopedycznej, jak to bywa w tanich "badziewiach". Tak samo ma się
          sprawa z opieką lekarską (niestety mocno wiąże się to z kasą), edukacją dziecka
          i innymi rzeczami.

          > pozdrawiam

          Pozdr. smile


          --
          lilypie.com/days/050417/1/0/1/+1
          • luccio1 Re: mieć dziecko w Polsce? 15.01.05, 19:30
            >mamusie muszą sobie opracowywać plan miasta,
            >
            > zaznaczając nieliczne punkty, gdzie w razie czego można przewinąć dzieciaka wink
            Nasze Mamy i Babcie musiały mieć grubszą, mniej wrażliwą skórę. Jeszcze 20 lat
            temu można było zobaczyć "zaparkowany" na chodniku wózek z dzieckiem,
            dźwigający dodatkowo siaty z zakupami - obok wózka kucała załatwiająca się
            mama. Te rzeczy w oficjalnej, zawartej w druku pamięci nie istnieją, a przecież
            istniały w rzeczywistości. W taki oto sposób macierzyństwo oznaczało wprost
            poniżenie kobiety przez samą sytuację życiową. Jak bardzo kaleczyło to
            psychikę, tłumaczyć nie trzeba, jak również, że choć teraz upokorzenie kobiety-
            matki przeniosło się gdzie indziej (praca, jej warunki, wynagrodzenie za nią,
            wreszcie trwająca nadal niemożność utrzymania rodziny tylko siłami męża), to
            tamto doświadczenie: macierzyństwo=upokorzenie, przeszło "w geny" i ciąży do
            dziś.
        • olenka_p Re: dzidek33 - o czym ty mówisz??? 14.03.05, 15:37
          >Dzieciom oprócz najdroższych zabawek i
          > markowych ubrań potrzebna jest przede wszystkim miłość.

          nie wiem jak pozostali forumowicze, ale ja mówiąc o trudnej sytuacji
          ekonomicznej mam na myśli problemy z zapewnieniem minimum socjalnego, a nie
          dylematy czy stać mnie na dresik adidasa rozmiar 68... mówię o sytuacji, kiedy
          pensja wystarcza na czynsz, prąd, gaz i wodę, zakupy spożywcze trzeba już robić
          z kalkulatorem w ręku, a wszelkie "extrasy" jak nowe buty czy zimowa kurtka to
          luksusy opłacane z "kopertowych" prezentów od krewnych lub zbieranych
          miesiącami zaskórniaków. jeśli nie znasz z autopsji TAKIEJ sytuacji
          ekonomicznej - jesteś szczęśliwym człowiekiem...
    • danik1 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 20:08
      Moim zdaniem obecna sytuacja, gdzie kobiety rodza mniej dzieci nie zmieni sie,
      a przynajmniej nie szybko. Mielismy epoke kobiet - matek a teraz nadeszla epoka
      kobiet biznesu. Idziemy z postepem, cos za cos. Kobiety zasmakowaly wolnosci,
      slawy i pieniedzy i nie jest im latwo z tego zrezygnowac, czemu trudno sie
      dziwic.
      --
      Danielek
      Jaki bylem malutki!
      • blum5 Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 20:41
        zgodze sie z tym ze sytuacja finansowa nie pozwala nam pdejmowac decyzji o
        posiadaniu dzieci , brak pracy i ta niepewnosc pracy jak sie ja juz ma. ja
        jestem na emigracji, wiec nie powinnam sie wypowiadac, ale mieszkalam
        wystarczajaco dlugo w Polsce zeby sie zorientowac co jest nie tak. po za tym
        jest jeszcze jedna wazna sprawa, postrzganie kobiety matki siedzacej w domu
        jako kogos przegranego,matka bezrobotna(czesto z wyboru) to ktos gorszy niz
        matka robiaca kariere, zajeta, douczajaca sie, i zarabiajaca kupe kasy. otwarto
        nam kobietom drzwi do kariery do wiekszych zarobkow i wiele z nas chce z tego
        korzystac a jak wiadomo macierzynstwo to utrudnia. wiec dla mnie glownym
        powodem nieposiadania dzieci jest to ze kobiety poczuly sie takie wolne ,
        wyzwolone, wyszly z kuchni usiadly na stolki kierownicze i zaczelo im sie to
        podobac, a w swiecie karierowiczek miejsce dla dzieci przychodzi pozno albo
        wcale.
        • linkaa3 Re: mieć dziecko w Polsce? 14.12.04, 10:53
          nam kobietom drzwi do kariery do wiekszych zarobkow i wiele z nas chce z tego
          > korzystac a jak wiadomo macierzynstwo to utrudnia

          Otwarto? Moim zdaniem pokazano przez szybke, a dla uwiarygodnienia mitu
          wpuszczono tam 1 czy 2 kobiety. Ile znacie kobiet na stanowiskach
          kierowniczych, a ilu mezczyzn? W ilu rodzinach to kobieta zarabia wiecej? I jej
          mezczyzna znosi to ze spokojem?wink
      • cruella Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 22:25
        Nie będę pisała o czynniku ekonomicznym. Drugi syn pojawił się w zaplanowanym
        przez nas czasie. Wybraliśmy model: mąż pracuje, ja zajmuję się dziećmi.
        Świadomie, choć nie do końca. Mąż przyzwoicie zarabia a ja...miałam wrócić do
        pracy niedługo po wychowaniu młodszego syna.
        Nie przyszło mi wtedy do głowy, że posiadanie dzieci może zupełnie przekreślić
        plany zawodowe. Miałam swoje poczucie wartości: ukończone studia, potem drugi
        kierunek, język na bardzo dobrym poziomie.
        Nawet do głowy mi nie przyszło, jaką cenę zapłacę za kilka lat pracy na czarno
        (taki rejon), potem kolejne lata "wychowawczego". Oczywiście bez żadnych
        świadczeń.
        Żyje nam się dobrze, łatwo powiedzieć. Przyszedł jednak czas, bym
        zaczęła "budować ścieżkę kariery zawodowej". Dzieci są na tyle duże, że nie
        wymagają ciągłej opieki. Zdaję sobie sprawę z braku doświadczenia, dlatego
        szukam pracy adekwatnej do umiejętnoścismile
        I cóż z tego, skoro moje CV lądują w koszu?
        Teraz żyje nam się dobrze. Ale co będzie, gdy mąż straci pracę?

        Dlatego mam pytanie. Dlaczego państwo dofinansowuje program "pierwsza praca",
        kredyty "dla młodych (do 28 r.ż.) zakładających własną firmę"..... Dlaczego nie
        zrefunduje kosztów pracy matki wracającej do pracy? Ile kobiet zdecydowałoby
        się na kolejne dziecko wiedząc, że pracodawca z chęcią je zatrudni. Dlaczego
        nie ma promuje się wykonywania pracy w domu (praca zdalna), pracy w niepełnym
        wymiarze godzin. Przecież nie każda praca wymaga odsiedzenia w biurze, pod
        okiem szefa, 8 godzin.

        Ot, taki mój żal.


        A przeszkody??? Prozaiczne:
        - miejsce w przedszkolu, żłobku zarezerwowane jest dla rodziców pracujących (ma
        to sens); co mam jednak zrobić jeśli w maju pracy nie mam a we wrześniu już
        tak? miejsc wolnych już nie ma
        -rodzice pracują lub mieszkają (czasem) kilkaset km dalej
        -pracodawca wymaga ode mnie "dyspozycyjności" (jak pogodzić w takim razie jego
        wymagania z dziećmi, zebraniami o 16, kontrolną wizytą u lekarza w środku dnia,
        szkolną gwiazdką, występami....i innymi niezaplanowanymi sytuacjami)
        -opiekunka? taka od 7 do 19?
        -gdzie czas na dokształcanie i nadrabianie zaległości?

        Nie nadążam.

        --
        Pomóżmy Małgosi.

        www.pomoc.pinezka.pl/
    • odalie Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 22:33
      Dlaczego coraz mniej dzieci w Polsce?

      Według mnie - przyczyną jest rozdarcie pomiędzy dobrobytem a biedą. No i tak
      wieczna młodość.

      Dobrobyt - to wszystko, co można mieć, co jest takie miłe i wygodne w użyciu,
      te ciuszki, kosmetyki, urlopy, samochody, sprzęt... ale także pozycja społeczna
      (wywalczone, wydrapane pazurami i zębami miejsce pracy, i dla jednych to może
      być PR officer w korporacji, a dla innych kobiet sprzedawczyni w spożywczym,
      ale na etat), możliwość kształcenia się, poznawania świata.

      Jest tak wygodnie i miło, że szkoda to zmieniać. Tyle jeszcze dóbr do zdobycia,
      tyle niezaliczonych imprez, wypadów w góry, tyle nieprzesłuchanych płyt.

      Na dodatek jesteśmy wiecznymi dziećmi, na kobietę koło 40-stki mówi się
      nadal "dziewczyna", nie chcemy dorastać, odcinać się od dzieciństwa, brać
      odpowiedzialności za siebie i jeszcze, nie daj Bożesz, za potomstwo.

      Druga strona zagadnienia - bieda. Nie tyle nawet rzeczywista nędza, chociaż ona
      dotyka tylu z nas. Ale brak poczucia stabilizacji, uczucie zagrożenia, życiowej
      gorączki. Dawniej życie toczyło się prostym korytkiem, nic nadzwyczajnego się
      nie działo. Teraz wszystko jest płynne i zmienne, na nic nie można liczyć,
      świat jest jak kalejdoskop, ale niestety, w naszym kraju barwy szkiełek dalekie
      są od słodkiego różu.

      Dwadzieścia lat temu nie było pampersów (zdaje się, że nawet na Zachodzie
      dopiero co wchodziły na rynek), ale nikomu pampersy nie chodziły po głowie.
      Teraz żeby na te pampersy, bez których nie wyobrażamy sobie wychowania dziecka,
      mieć pieniądze, trzeba mieć pracę i zarabiać (samo posiadanie pracy nie
      gwarantuje, że pracodawca będzie płacił). Ale jak zarabiać, skoro tyle kobiet
      po macierzyńskim dostaje elegnackie wypowiedzenie? Jak zdecydować się świadomie
      na dziecko?

      Bieda i nadmiar, ale jednak chyba przede wszystkim zmieniony styl życia,
      myślenie o sobie w kategoriach wiecznej młodości, niekończącego się dzieciństwa.

      ..............

      Co by się musiało zmienić:

      - mentalności, jaka przyjmujemy, nikt nie zmieni. Ludzie będą wydłużać młodość,
      jak się tylko da (tak sądzę). Owszem, ciepła, nienachalna polityka prorodzinna,
      marketing rodzicielstwa, wprowadzenie rodzicielstwa jako stylu trendy, mogłoby
      wpłynąć na niezdecydowanych.

      - potrzeba nam większej stabilizacji, pewności jutra! nie tylko po to, aby
      rodziło się więcej dzieci, ale żebyśmy po prostu nie zwariowali (statystyki
      depresji i samobójstw są w Polsce ponoć przerażające). Nie chodzi o dobrobyt
      dla wszystkich od ręki - ale o realne, prawdziwe, namacalne i wiarygodne
      _bliskodystansowe_ szanse na jakąkolwiek poprawę - i stabilizację. Ludzie mają
      dość zapewnień, że lepiej będzie ich wnukom. Chcą wierzyć, że im samym nie
      będzie przynajmniej gorzej.



      --
      Jestem świrnięta, jestem świrnięta smile)))))))))
    • sdomitrz Re: mieć dziecko w Polsce? 13.12.04, 22:33
      niepewność
      brak nadziei na lepsze
      brak warunków do wychowywania potomstwa (żłobki, do których trudno się dostać,
      przedszkola czynne tylko do 17)
      koszty utrzymania rodziny, leków, zabawek, kosmetyków nieporównywalnie wysokie
      do zarobków
      perspektywa utraty pracy przez kobietę, niechęć pracodawców do matek, częste
      nadgodziny w pracy
      brak pomocy ze strony męża i rodziny

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka