• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Świadkowie Jehowy a ślub - czegoś nie rozumię...

  • 22.09.05, 21:38
    Proszę o wyjaśnienie mi pewnej kwestii, szczególnie osoby, które są Świadkami
    Jehowy.
    Moja kuzynka katoliczka miała ślub, jej mąż ochrzczony, był u komunii, ale
    jego rodzice przystąpili do ŚJ i kategorycznie odmówili udziału w ślubie
    kościelnym. Kuzynka wzięła ślub cywilny, być może kiedyś wezmą cichy kościelny
    - dla siebie.
    Druga sytuacja - koleżanka bierze ślub konkordatowy, więc tylko jeden.
    Chciałam iść, inna koleżanka też powiadomiona o ślubie nie pójdzie bo jest ŚJ
    i ona NIE WEJDZIE DO KOŚCIOŁA!!!
    Wg mnie jej zachowanie jest conajmniej nietaktem nie z punktu widzenia
    religii, ale zwykłych zachowań międzyludzkich. Teraz jest dopuszczalny jeden
    ślub, jest zaproszona, nikt nie prosi aby modliła się w kościele czy się
    spowiadała. Chodzi o obecność, złożenie życzeń. Gdzie tam, ona nawet pod
    kościół nie przyjedzie.
    Rozumię,że chodzi o wiarę, symbole itd. Ale czy katolicy nie chodzą np. na
    śluby do cerkwii? Niech ktoś mi proszę wytłumaczy to logicznie. Bo ja niestety
    to odbieram to zachowanie jak coś pomiędzy nietolerancją a bardzo zawężonym
    spojrzeniem na świat (wyłącznie przez pryzmat właśnej religii).
    Koleżanka nie wytłumaczy mi niestety - traktuje to jako "nagonkę" na swoją
    religię i się obraża.
    Czy to na pewno kwestia wyznania, czy te osoby po prostu nie chcą uczestniczyć
    w takich uroczystościach czy nie mogą (jako bierni uczestnicy oczywiście, bez
    angażowania się w jakiekolwiek obrzędy).

    Edytor zaawansowany
    • 22.09.05, 21:57
      Świadkiem Jehowy nie jestem, ale moja szwagierka owszem. Była na naszym ślubie
      (konkordatowym zresztą) i nie stanowiło to najmniejszego problemu. Nie może
      tylko czynnie uczestniczyć we mszy, oddawać czci świętym, przekazywać znaki
      pokoju itp. Nawet konsultowała się w tej sprawie ze swoim zborem (tak to się
      chyba nazywa). Wydaje mi się, że osoby przez ciebie opisane zwyczajnie
      przesadziły, może nie są pewne swojej wiary, albo boją się reakcji innych?
    • 22.09.05, 22:43
      ja miałam przyjemność(?) być na ślubie(tak chyba wypadałoby nazwać tą
      ceremonię) koleżanki,który odbył się u Zielonoświątkowców. Zachwycona ceremonią
      nie byłam,ale nie o gustach ma byc.
      To czy się idzie na uroczystosć do wyznawców innej religii to kwestia tylko
      dobrzego wychowania i dobrej woli. Jezeli jestem zaproszona i wiem ze kolezance
      zalezy to nie widze powodu dla ktorego nie uczestniczyc w tym waznym dla niej
      wydarzeniu.
      --
      Gdyby tylko Bóg dał mi jakiś jasny znak! Na przykład złożył solidny depozyt w
      szwajcarskim banku na moje nazwisko
      • 22.09.05, 23:01
        Moi znajomi, biorąc ślub, zaprosili też kilka osób tego wyznania. Bez problemu
        przyszedł do kościoła kolega, który jest w swoim zborze kimś wysoko postawionym
        rangą (niestety nie wiem jak się ta funkcja nazywa), oraz brat panny młodej,
        natomiast nie stawiła się szwagierka młodej.
        Wydaje mi się, że wszystko zależy od konkretnej osoby i jej mentalności.
        --
        <><><><><><><><>
        ....*....*....*....*....*....*....
        ....*....*....*....*....*....*....
        <><><><><><><><>
    • 23.09.05, 08:02
      Dziękuję za odpowiedzi, właśnie byłam ciekawa co naprawdę kieruje tymi ludżmi
      czy faktycznie religia, jakiś "odgórny" zakaz. Tym bardziej, ze w ciągu
      niedługiego odstępu czasu spotkałam się z dwoma podobnymi przypadkami.

    • 23.09.05, 09:08
      Nie ma żadnego odgórnego nakazu. Ludzie o których piszesz są nadgorliwymi
      neofitami i tyle. A nadgorliwość, jak wiadomo, jest gorsza od faszyzmu wink.
      Też mam takiego znajomego, który z katolika stał się świadkiem Jehowy.
      Stwierdził (wraz z żoną, ku rozpaczy teściowej, która z kolei wykazuje cechy
      zdewocenia, tak dla odmiany) że na Wszystkich Świętych nie pójdzie na cmentarz,
      bo on "nie będzie kłaniał się t r u p o m". Nawet nie chodzi o odmowę
      uczestnictwa w rytuale, upraszczając powiedzmy że go to już nie interesuje bo
      zmienił wydział wink. Ale o samo stwierdzenie, obnażające jego buractwo, moim
      zdaniem. Brak szacunku dla wiary, którą porzucił jest dla mnie świadectwem
      płycizny intelektualnej i cholernej nadgorliwości.
      Nawiasem mówiąc, nie rozumiem ludzi, którzy zmieniają wiarę. Czym innym jest
      przejęcie np. filozofii buddyjskiej jako wyznacznika a czym innym zmiana
      kategorii: to ja zostanę jehowitą, zielonoświątkowcem albo adwentystą - na moim
      niezaawansowanym poziomie znajomości religii w ogóle mogę jedynie stwierdzić, że
      wyznanie to nie fryzura którą zmieniamy, bo nam się nie podoba, a raczej znamię
      (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), które powinniśmy udźwignąć, botak ktoś
      zadecydował na górze. "Przydzielono" mnie do odłamu katolickiego, więc mam w
      pewnym sensie obowiązek podołać temu "zadaniu", a nie kokosić się i wybrzydzać.
      Czym innym jest dla mnie z kolei przejście na Islam - właściwie sama się w tym
      gubię, temat jest mocno skomplikowany smile i nie do końca umiem uzasadnić tolerancję.
      Tak czy inaczej, nadgorliwi, nowi Świadkowie Jehowy są dla mnie śmieszni. A
      wracając do pytania jakie postawiła Gabrysia - ci, którzy odmówili, nie świadczy
      to najlepiej o ich horyzontach. Jak powiedziałam - nadgorliwi neofici.

      --
      Pesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista
      widzi światło pociągu.
      A maszynista widzi trzech debili na torach.
    • 23.09.05, 09:18
      gabrysia_s napisała:

      > Proszę o wyjaśnienie mi pewnej kwestii, szczególnie osoby, które są Świadkami
      > Jehowy.
      > Moja kuzynka katoliczka miała ślub, jej mąż ochrzczony, był u komunii, ale
      > jego rodzice przystąpili do ŚJ i kategorycznie odmówili udziału w ślubie
      > kościelnym. Kuzynka wzięła ślub cywilny, być może kiedyś wezmą cichy kościelny
      > - dla siebie.
      > Druga sytuacja - koleżanka bierze ślub konkordatowy, więc tylko jeden.
      > Chciałam iść, inna koleżanka też powiadomiona o ślubie nie pójdzie bo jest ŚJ
      > i ona NIE WEJDZIE DO KOŚCIOŁA!!!
      > Wg mnie jej zachowanie jest conajmniej nietaktem nie z punktu widzenia
      > religii, ale zwykłych zachowań międzyludzkich. Teraz jest dopuszczalny jeden
      > ślub, jest zaproszona, nikt nie prosi aby modliła się w kościele czy się
      > spowiadała. Chodzi o obecność, złożenie życzeń. Gdzie tam, ona nawet pod
      > kościół nie przyjedzie.
      > Rozumię,że chodzi o wiarę, symbole itd. Ale czy katolicy nie chodzą np. na
      > śluby do cerkwii? Niech ktoś mi proszę wytłumaczy to logicznie. Bo ja niestety
      > to odbieram to zachowanie jak coś pomiędzy nietolerancją a bardzo zawężonym
      > spojrzeniem na świat (wyłącznie przez pryzmat właśnej religii).
      > Koleżanka nie wytłumaczy mi niestety - traktuje to jako "nagonkę" na swoją
      > religię i się obraża.
      > Czy to na pewno kwestia wyznania, czy te osoby po prostu nie chcą uczestniczyć
      > w takich uroczystościach czy nie mogą (jako bierni uczestnicy oczywiście, bez
      > angażowania się w jakiekolwiek obrzędy).
      >

      Dziwne. Ja nie jestem katoliczką, nie chodzę do kościoła, jednak jakbym była
      zaproszona na ślub, komunię, pogrzeb i inne to pójdę, wejdę do kościoła,
      postoję i nie ma to znaczenia jaki to kościół. Robi się to dla zapraszającego w
      takiej sytuacji.
      Nic mi nie ubędzie jak postoję w kościele, nie klękam, nie modlę się, patrzę na
      parę młodą najczęsciej, albo rozglądam się po kościele, patrzę jak jest
      zbudowany itp.
      --
      Wiele kobiet za wszelką cenę pragnie dorównać mężczyznom. Cóż za brak ambicji!
    • 23.09.05, 09:26
      Swiadkowie Jehowy bardzo rygorystycznie przestrzegaja zasad panujących w ich
      zborze czy jak to się nazywa.
      Ostatnio znalazłam taki watek na Przedszkolu:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=587&w=28538571&a=28538571
      poczatkowo żal mi strasznie tego dziecka sie zrobiło, świadkowie Jehowy nie
      obchodzą urodzin, nie mają choinki, a to przeciez w przedszkolu dla dziecka
      cała atrakcja. No ale cóz religia to religia.
      Generalnie ciesze się,że nie jestem świadkiem Jehowy, to dla mnie bezsensowana
      religia.
      • 23.09.05, 09:58
        Po przeczytaniu wątku o cukierku w przedszkolu (link u Kubusali) nie mogę
        wyjść ze zdumienia.
        Nie mam dzieci (heheh, znowu powie ktoś czemu siedzę na tym forum) i dlatego
        mam pytanie - czy to jest możliwe, żeby trzyletnie dziecko straciło przytomnośc
        bo nie może umyć zębów??? Jakoś pojąć nie mogę.
        Druga sprawa - dziecko wspomniało, że dostało klapsa a mamam do psyhcologa czy
        konfabuluje. To nie jest w stanie samam ocenić?

        Rozjaśnijcie mi trochę sprawy, bo ja po przeczytaniu tamtego wątku mam tylko
        jedno zdanie - "Przewrażliwiona"
        --
        www.rumburak.kroliki.net/film.SWF
        • 23.09.05, 10:11
          nie wiem nie znam się na kulturze św, Jechowy ale moja szwagierka jest
          świadkiem J. i dzieci wychowuje w tej wierze jej mąż (mojego męża brat) jest
          katolikiem , ale cała rodzina była w na moim ślubie byli w kościele i bawili
          się na weselu , potem jeszcze raz na pogrzebie widziałam swoją szwagierke w
          kościele , nie modliła się ale na mszy była
          • 23.09.05, 10:36
            przepraszam, ale twoj post swiadczy raczej o twoich waskich horyzontach. nie
            rozumiem, dlaczego mam wyznawac jakas religie, tylko dlatego, ze moja mam z moim
            tata tak postanowili za mnie kiedy mialam kilka miesiecy. dla mnie jest to
            ograniczanie mojej wolnej woli. wierze w co chce i jak chce a decyduje o tym
            wtedy, kiedy w ogole potrafie juz o czyms zadecydowac.
            kazdy chyba moze wybrac w co bedzie wierzyl i jak bedzie to robil. a moze sie myle??
            --
            Kinusia

            Mój kochany kotek
            • 23.09.05, 11:17
              kama_msz napisała:

              > przepraszam, ale twoj post swiadczy raczej o twoich waskich horyzontach. nie
              > rozumiem, dlaczego mam wyznawac jakas religie, tylko dlatego, ze moja mam z moi
              > m
              > tata tak postanowili za mnie kiedy mialam kilka miesiecy. dla mnie jest to
              > ograniczanie mojej wolnej woli. wierze w co chce i jak chce a decyduje o tym
              > wtedy, kiedy w ogole potrafie juz o czyms zadecydowac.
              > kazdy chyba moze wybrac w co bedzie wierzyl i jak bedzie to robil. a moze sie m
              > yle??

              nie wiem czy się mylisz, przedstawiłam tylko swoją opinię na ten temat. wiara to
              nie jest ciastko z kremem, które zmieniasz na pączka, ani nie jest trybem życia,
              który zmieniasz na zdrowszy, ani zainteresowaniami, które się powinno zmieniać.

              powiem coś co zabrzmi może patetycznie, ale na stabilnych podstawach wiary
              została zbudowana kultura świata. dotyczy to zarówno chrześcijaństwa jak i
              wszystkich innych przekonań. cywylizacja europejska, kultura, architektura,
              sztuka, systemy filozoficzne - wiele spraw ma fundament religijny. wolność
              wyboru - podkreślam - moim zdaniem - nie ma wiele wspólnego z wyznaniem, nie
              powinna go dotyczyć. tutaj nie powinno być mowy o tym, w co mi wygodniej
              wierzyć, więc ja to zmienię.
              kama, a jeśli twoje dziecko zechce zmienić wyznanie, to przyklaśniesz temu
              pomysłowi? przypuszczam, że napiszesz że nie miałabyś nic przeciwko temu. a w
              takim przypadku, co to za wiara, jaką wyznajesz? _dla mnie_ kompletnie bez
              wartości, skoro każde kolejne pokolenie ma ją modyfikować wedle własnego
              widzimisię. pokaż mi kościół, który godzi się na coś takiego.
              dla jasności: nie jestem gorliwą katoliczką, i według obrządku w jakim mnie
              wychowano - grzeszę. nie podoba mi się na przykład sakrament spowiedzi, nie
              uczęszczam regularnie do kościoła, popełniam grzechy. jednak uważam, że skoro
              zostałam ochrzczona, przyjęta do społeczności katolickiej, powinnam ponosić tego
              konsekwencje, a nie za przeproszeniem spieprzać do wygodniejszego kościoła.
              dobrze.
              załóżmy że ktoś czuje, że bliższa jest mu doktryna prawosławna zamiast
              katolickiej. w porządku.
              ale jeśli ktoś decyduje się na tą 'przechrztę' a potem przyklaskuje żeby dzieci
              obrały kolejny, nowy odłam, to ja się pytam: po jasną cholere ci człowieku
              religia? traktujesz ją na zasadzie: biorę to, co dla mnie wygodne.
              a dla mnie są pewne sprawy, których nie dotyczą takie hasła jak wolność wyboru,
              feminizm czy równouprawnienie.
              kolejne patetyczne porównanie: kiedyś ludzie ginęli za to, że wierza. jak to się
              ma do dzisiejszej swobody w wyborze kościoła? jeśli zgadzasz się na to, żeby owo
              przykładowe dziecko zmieniło go, to czy właściwie wierzysz?

              --
              Pesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista
              widzi światło pociągu.
              A maszynista widzi trzech debili na torach.
            • 23.09.05, 11:28
              jeszcze jedno.
              nie wiem, jak wygląda to poza katolicyzmem, ale w chwili chrztu rodzice i
              chrzestni składają przecież przysięgę dotyczącą wychowania w wierze. zakładam,
              że każda inna wiara przyjmuje podobne założenie, rodzic bierze na siebie
              obowiązek dotrzymania tego.
              gdyby porównać każdą wiarę do zagrody z owcami wink, w interesie każdego
              gospodarstwa jest, żeby owce nie uciekały do sąsiada. innymi słowy - gdyby każdy
              tak beztrosko i 'wolnościowo' zmieniał narzuconą odgórnie wiarę (boć przeca to
              ograniczanie wolności!), szlag trafiłby jednolitość każdego wyznania, a w domach
              stawialibyśmy cobie co wygodniejsze ołtarzyki.
              słaby ze mnie filozof, ale widzę tu jakiś paradoks. jesteś protestantem.
              przechodzisz na katolicyzm. dziecko znowu chce być protestantem. zgoda na to
              oznacza równocześnie uszanowanie wolności wyboru dziecka ale i GRZECH, bo
              dobrowolnie zgadzasz się na to aby odszedł członek kościoła. zgadzasz się, bo
              nie chcesz ograniczać potomka.
              to w zasadzie po co ci taka wiara, której nie będziesz bronić? nie będziesz
              spełniać wymagań jakie przed tobą stawia?
              pozdrawiam zza moich wąskich horyzontów i czekam na słowa polemiki.

              --
              Pesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista
              widzi światło pociągu.
              A maszynista widzi trzech debili na torach.
              • 23.09.05, 12:10
                a nie pomyślałaś, że w życiu niektórych osób przychodzi moment, że czegoś może
                im brakować np. w wyznaniu katolickim? Niby chrześcijaństwo opiera się na
                Biblii i Chrystusie jednak wybacz, ale widzę znaczące różnice w stylu życia
                katolików a protestantów. Owszem, wszędzie popełnia się grzechy, wszak ludzie
                sa tylko ludźmi z natury grzesznymi, jednak w żadnym innym kościele, tak jak w
                katolickim, nie widziałam takiego rozluźnienia i oddzielenia życia duchowego od
                życia codziennego. Nie zachęcało mnie to do nasladowania a przecież w życiu
                powinniśmy być naśladowcami Chrystusa, prawda? A tutaj widzę, że kościół sobie
                a członkowie tego kościoła, wierni - sobie. Sami ustalają zasady, którymi się
                kierują zapomniając, że chrześcijaństwo (a więc katolicyzm i protestantyzm)
                oparte jest na dekalogu.
                Dlatego jestem protestantką, i rodzice dali mi prawo wyboru, często chodziłam
                na msze do kościoła katolickiego. Sama mogłam wybrać, jaką drogą chcę w życiu
                iść. I nie mam zamiaru krytykowac katolików a wywyższać protestantów,
                bynajmniej. Kładę tylko swoją wypowiedzią nacisk na możność wyboru drogi życia,
                co nie oznacza dla mnie zdrady kościoła.
                Jakie ma znaczenie dla mojego życia fakt, że moi rodzice mnie ochrzcili, kiedy
                byłam małym, niczego nieświadomym dzieckiem (a tak było, moi rodzice byli
                kiedyś katolikami)? Jeśli taką zasadą miałabym się kierować to powinnam
                wszystko podporządkowywać woli rodziców aż do końca życia; każdy mój wybór, czy
                tak?
                Myślę, że na pewno masz w domu Biblię, poczytaj ją więc z dużą uwagą i jestem
                pewna, że spojrzysz na pewne zagadnienia inaczej niż dotychczas. Zasady
                chrześcijaństwa to (ogólnie oczywiscie) dekalog, modlitwa, biblia i
                przestrzeganie prawd w niej zawartych. Każdy rodzic powinien swoje dziecko
                wychować w taki sposób, w miłości do Boga i do ludzi. Chciałabym to widzieć na
                co dzień o ludzi wszystkich wyznań, na pewno by mnie to budowało.
                --
                ZESPÓŁ MUZYCZNY
              • 23.09.05, 13:02
                Podoba mi się jak piszesz, ale ja próbuje też zobaczyć to tak: wiara, czyli w
                coś wierze prawda?? w taką nie inna religię. Skoro poszukuje innnej wiary,
                znaczy to ze nie do konca wierze jednak, zmieniam wiare, czyli jednak
                uwierzylam w cos innego, cos co bardziej mi odpowida. Czy mam tkwić w wierze, w
                której owszem zostalam wychowana, zostaje ona przekazywana z pokolenia na
                pokolenie??? Mam nie wierzyćale należeć, nie być przekonana i tkwić, skoro
                pokusiłam się sama lub los tak się ułożył że poznałam inna wiarę, która
                bardziej odpowiada moejmu wewnętrznemu światu ducha?
              • 23.09.05, 13:27
                Kosheen, ale Ty chyba jednej rzeczy nie bierzesz pod uwagę: wiara Świadków
                Jehowy nie jest odłamem chrześcijańskim. To oddzielna religia, bliżej jej do
                judaizmu (nadal oczekują na Mesjasza i nie wierzą że Jezus był Mesjaszem) niż do
                chrześcijaństwa.
                --
                Forum Avon
                • 23.09.05, 15:11
                  To oddzielna religia, bliżej jej do
                  > judaizmu (nadal oczekują na Mesjasza i nie wierzą że Jezus był Mesjaszem)



                  Oj masz bardzo błędne informacje, zweryfikuj. Wierzą, że jezus był Mesjaszem,
                  że nadal jest. Nie siejmy herezjismile
                  --
                  Co nas nie zabije, to nas wzmocni.
                  • 23.09.05, 15:40
                    Gdybyśmy naprawdę tkwili w wierze naszych ojców i dziadów do dziś dnia
                    czcilibyśmy Światowida i siedzieli w świętych gajach.
                    A jeżeli chodzi o temat wątku-wydaje mi się niegrzeczne takie podejście do
                    sprawy ślubu,jak ktoś już wspomniał,charakteryzuje ono neofitów a także
                    fanatyków,co w przypadku każdej religii jest przykre dla otoczenia.
                    --
                    Motocykl i dziewczyna
                    Borys
                    • 23.09.05, 16:04
                      Misiabella, z ust mi wyjęłaś tego Światowida.smile))))
                      Co do ŚJ i ich doktryny, to ich zdaniem Jezus nie jest Bogiem, nie Mesjaszem. I
                      czekają na jego p o w t ó r n e przyjście - więc w pewnym sensie nadal
                      czekają na Mesjasza, ale to chyba nie jest jakiś szczególny rys w
                      chrześcijaństwie, hm?
                      --
                      Toczy się zażarty spór o imię
                      • 25.09.05, 19:44
                        Co do ŚJ i ich doktryny, to ich zdaniem Jezus nie jest Bogiem, nie Mesjaszem. I
                        >
                        > czekają na jego p o w t ó r n e przyjście - więc w pewnym sensie nadal
                        > czekają na Mesjasza, ale to chyba nie jest jakiś szczególny rys w
                        > chrześcijaństwie, hm?

                        ŚJ wierzą ze Jezus jest Synem Bożym a nie Bogiem a Mesjaszem jest i nic prawdy
                        tej nie zmieni. Wierzymy w jego niewidzialną obecność (paruzja) i czekamy na
                        aktywną działalność jako władcy Królestwa Bożego.
                • 25.09.05, 19:41
                  Kto nie wierzy ??? Wyznawcy judaizmu czekają i w Jezusa nie wierzą. Ja owszem
                  wierzę smile)
        • 23.09.05, 18:00
          chloe, tak, jest możliwa taka reakcja, ale tu wcalenie chodzi o mycie czy
          niemycie, ale o psychologiczną otoczkę pewnego rytuału i związanego z nim
          poczucia bezpieczeństwa (w tym wypadku - jego utrata). To skomplikowane kwestie
          i często niezrozumiałe, zaskakujące, ale uwierz, nie ma w tym nic
          nienormalnego...
          Druga sprawa - dzieci w tym wieku często konfabulują, czyli mówią o zdarzeniach
          z przeszłości, które nie miały miejsca. To norma rozwojowa, te dzieciaki
          czasami jeszcze nie odróżniają rzeczywistości od fikcji i własnych wyobrażeń,
          snów... Dlatego czujna matka woli to sprawdzić niż lecieć z awanturą. Niby
          trzeba słuchac dziecka, wierzyć mu, ale zawsze pozostaje pewien margines błędu.
          Co nie oznacza, ze dzieci to mali kłamcy, to nie zła wola tylko przypadłość
          tego wieku. A czy ono kłamie czy nie doświadczony psycholog na pewno rozpozna.
          --
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33795
          Zapraszam na moje forum smile
      • 25.09.05, 17:18
        Z tymi cukierkami, to się spotkałam niedawno i byłam w szoku. Moje dziecko (I
        klasa)zaniosło do szkoły batoniki imieninowe i jedna z koleżanek za nic nie
        chciała. Słuchałam opowieści i nijak nie moglam zrozumieć, o co u licha a
        chodzi. Myślałam, ze to jakieś nieporozumienie, ze dziecko się krępowało, albo
        ma nabite dogłowy, że nie bierze sie od innych słodyczy. Na drugi dzień już nie
        były imieniny, więc... dziecko wzięło odłożony dla niej batonik! smile))
        Jest to dla mnie bez sensu, bo słodycze w szkole nie mają żadnego zwiazku z
        religią, to nie żaden obrzęd ani kościelny nakaz!!! Nadgorliwosć jest gorsza od
        faszyzmu.
        A co do ślubu, to mój mąż miał kolegę ŚJ. Jakoby bardzo dobrego, w ogóle
        przyjaźń stulecia. O swoim ślubie wspaniały przyjaciel... nas nie poinformował
        !!!
        Bo nie jesteśmy "tej" wiary. Wyświetliło mi się wtedy przejrzyście, co to za
        podejście. Tak jak tu ludzie pisali: brak kultury i ogólne buractwo. Ja bym
        poszłana ślub/zaprosiła na własny muzułmanina, świadka Jehowy, mormona,
        prawosławnego i zdeklarowanego ateistę. BEZ RÓŻNICY. Żal mi ludzi, którzy nie
        umieją wznieść sie ponad tak niskie podziały.
        --
        Na myszach laboratoryjnych udowodniono,
        że spotkanie z czarnym kotem źle się kończy
    • 23.09.05, 12:29
      Jestem protestantką. Zgadzam się z Tobą, że zachowanie osób, o których piszesz,
      było co najmniej nietaktowne. Nie wyobrażam sobie nie pójść na ślub, chrzciny
      czy pogrzeb członków innego kościoła, czy to znajomych czy rodziny. To
      zwyczajna niegrzeczność i brak szacunku, że nie wspomnę już o braku tolerancji.
      Ja chodzę na wszelkie uroczystości kościelne, tańczę na weselach u katolickich
      znajomych i rodziny (bez upijania się smile), życząc młodym szczęścia i życia
      zgodnie z bożymi prawdami. Sama sobie też tego życzę smile
      Pozdrawiam
      --
      ZESPÓŁ MUZYCZNY
      • 23.09.05, 16:55
        to o czym piszecie to nie są zasady, których trzeba sztywno przestrzegać jak np.
        zakaz spożywania krwi czy cudzołóstwo ale to jest kwestia sumienia każdego
        dorosłego, ochrzczonego Świadka Jehowy. W każdej wierze są dewoci i luźno
        podchodzący, także i u Świadków więc nie dziwcie się takim zachowaniom bo
        popadniemy w paranoję religijną. Pozdrawiam
        --
        popatrz na nas

        www.hotofoto.pl/gallery.php?u=Aristoteles&g=MALUSZKI
    • 23.09.05, 17:04
      • 23.09.05, 23:37
        kochana, ja wierze w boga a nie w kosciol. zmieniajac kosciol nie zmieniam tego,
        ze wierze w boga. po prostu uwazam, ze dzieki nowej religii bardziej sie do
        niego zblizam. a to jest wieeeeeeeeeelka roznica.
        --
        Kinusia

        Mój kochany kotek
        • 24.09.05, 14:42
          Najpierw zacytuję:
          "Nawiasem mówiąc, nie rozumiem ludzi, którzy zmieniają wiarę. Czym innym jest
          przejęcie np. filozofii buddyjskiej jako wyznacznika a czym innym zmiana
          kategorii: to ja zostanę jehowitą, zielonoświątkowcem albo adwentystą - na moim
          niezaawansowanym poziomie znajomości religii w ogóle mogę jedynie stwierdzić, że
          wyznanie to nie fryzura którą zmieniamy, bo nam się nie podoba, a raczej znamię
          (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), które powinniśmy udźwignąć, botak ktoś
          zadecydował na górze. "Przydzielono" mnie do odłamu katolickiego, więc mam w
          pewnym sensie obowiązek podołać temu "zadaniu", a nie kokosić się i wybrzydzać"

          i jeszcze jeden cytat:
          "nie wiem, jak wygląda to poza katolicyzmem, ale w chwili chrztu rodzice i
          chrzestni składają przecież przysięgę dotyczącą wychowania w wierze. zakładam,
          że każda inna wiara przyjmuje podobne założenie, rodzic bierze na siebie
          obowiązek dotrzymania tego."

          A teraz moja odpowiedź:
          w wieku 17 lat nawróciłam się, przyjęłam Jezusa do swojego serca, powierzyłam
          Jemu swoje życie. Do tego momentu nie byłam wierząca a wiedząca. Wiedziałam że
          gdzieś tam jest Bóg. Wiedziałam że był Jezus. jakoś tam wierzyłam że może to i
          prawda co mówi biblia a może tylko to literackie przedstawienie , może to i
          prawda że jezus umarł za nas na krzyżu albo i nie. Równie dobrze podchodziły mi
          teorie o kosmitach zakładających ziemie i o tym że wszystkie wiery są dobre bo
          Bóg to tylko taka jakaś siła i każdy w nią wierzy jak chce.
          Kiedy się nawróciłam wszystko uległo zmianie. Nawrócili się potem i moi rodzice
          - oboje.
          Nie mogłabym być dalej katoliczką z prostych powodów: nie wierzę w to co mówi
          religia katolicka. Biblia mówi: ewangelia to ewangelia plus...nic.
          Nie można dodawać sobie co się chce.
          W Biblii nie znajdziesz nakazu czy choćby przyzwolenia na kult świętych, na kult
          marii, na czczenie przedmiotów, na dopisywanie przykazań i praw, na odpusty, na
          instytucię nieomylnego papieża i wiele wiele innych rzeczy które są podstawami
          religii katolickiej a są SPRZECZNE z biblią.
          Ja wraz mężem, córką, rodzicami i siostrą jesteśmy protestantami babtystami,
          choć tak naprawdę najchętniej bym pisała CHRZEŚCIJANAMI.
          Nie zmieniliśmy wyznania bo nam się tak zachciało tylko dlatego że się
          nawróciliśmy i chcemy żyć tak jak pragnie tego Bóg a podstawą naszej wiedzy o
          tym jest Biblia (i tylko biblia, bez żadnych dodatkowych ksiąg oświeconych jak
          to jest w sektach). Byłoby dla mnie grzechcem zostać katoliczką bo grzechem jest
          dla mnie wiera w połowę dogmatów katolickich. I dziękuję Bogu że mi oczy
          otworzył na siebie. Nie pisz więc proszę że to że urodziliśmy się w jakimś
          wyznaniu to znaczy że w takim powinniśmy zostać. To największa bzdura jaką
          słyszałam. Powinniśmy zbliżać się do Boga a jeśli jesteś chrześcijanką i
          wierzysz że Biblia jest słowem Bożym to tak jak już ktoś powyżej napisał:
          poczytaj i postudiuj dokładnie. Biblia jest prosta i nie trzeba jej wielce
          interpretować. Nadinterpretacja wyrwanych z kontekstu cytatów to grzech nie
          tylko sekt ale i katolików.
          I jeszcze jedno - u protestantów malutkich dzieci się nie chrzci, nie przyrzeka
          się też nigdzie że będzie się je wychowywać w wierze chrześcijańskiej (choć to
          jest oczywiste dla każdego wierzącego rodzica) i nie ma niczego takiego jak
          rodzice chrzestni smile
          Na koniec: nie wiem czy moja córka jak dorośnie będzie wierząca. Ja ją wychowują
          jak mogę najlepiej, otwieram jej serduszko na Pana od maleńkiego. Teraz ona ma
          4,5 latek a kocha Boga z taką dojrzałością i pragnie wiedzy o nim w sposób dla
          mnie niezwykły. Czytam jej kawałki biblii a ona to uwielbia. Ja się za nią modlę
          gorąco, bo wierzę w moc modlitwy. Mam nadzieję że całym życiem swoim i męża
          pokażemy jej że warto iść z Bogiem. Jesli kiedykolwiek ona zmieni zdanie to już
          nie będzie nasza decyzja choć wolę na zapas się nie martwić bo wiem że Bóg dba o
          swoje dzieci.
    • 24.09.05, 14:45
      > Wg mnie jej zachowanie jest conajmniej nietaktem nie z punktu widzenia
      > religii, ale zwykłych zachowań międzyludzkich.

      Ja ŚJ na początku traktowałam neutralnie lub miło, dopóki nie pokazali mi kilka
      razy swojego prawdziwego "ja". Pominę to że są namolni, że dzwonią do domu że
      się naprszają. Ale tym co mnie jakiś czas temu z ich strony spotkało
      przekreśliło ich w moich oczach.....
      Kilka dni po śmierci Papieża zaczepiły mnie i coś tam coś tam... Ja im na to że
      nie bardzo mam czas na rozmowę, bo się spieszę do pracy, ale mam do nich prośbę
      niech modlą sie za naszego Ojca Św. A one mi na to że za zmarłych to się modlić
      nie będą. Odwróciłam sie na pięcie bez słowa, nie chcę z nimi gadać. A jak ktoś
      o kimś mówi że jest jakiś Jehowy w sensie negatywnym, nie zaprzeczam, nie mam
      juz sentymentu... To jakieś dziwne ludzie jakby powiedziała moja sąsiadka

      --
      Aneczka
      GG 755590
    • 25.09.05, 19:33
      to jest tak: nie istnieje "odgórny" (czyt. biblijny) zakaz zabraniający nam
      wejścia do miejsca kultu innej religii. niemniej każdy ma swoje sumienie w
      zgodzie z którym podejmuje pewne decyzje (róznorodność w wyszkoleniu owego
      sumienia i różnice osobowościowe sprawiają ze te decyzje są bardzo różne - od
      odmowy kategorycznej poprzez spotkanie pod kościołem na życzenia aż do wejścia
      do kościoła i obecności biernej na uroczystości (bez klękania, wspólnych modlitw
      itp).
      osobiście załatwiam sprawę zależnie od okoliczności; np gdy zmarł brat ojczyma
      byłam na całej uroczystości ze względu na to jakie ważne było dla ojca moje
      wsparcie- przesiedziałam całą uroczystość w ławce. niemniej rozumiem osoby które
      czułyby się co najmniej dziwnie będąc przez 1.5 godz na pręgierzu publicznym
      (ani nie powtarza ze wszystkimi, ani nie klęka, ani nie wstaje... - to może być
      trudne do przetrwania). z kolei jeśli chodzi o śluby, na ogół spotykam się z
      młodą parą pod kościołem gdzie składam im życzenia i ew. uczestniczę w weselu.

      P.S. Jestem Świadkiem Jehowy
      • 25.09.05, 21:25
        ponieważ tez mam w dośc bliskiej rodzinie śj(niestety!!)uważam,że wszelkie
        uczestnictwo w jakichkolwiek uroczystościach religijnych jest TYLKO I WYŁĄCZNIE
        zależne od dobrej woli zainteresowany(śj).poczynając od wchodzenia do kościoła
        kończąc na urodzinach.a co do tej ich niezłomności w wierze itd.co to za
        niezłomnośc która zmienia się co kilka lat-w zależności od tego co wymyślą
        Panowie Ciało Kierownicze!jestem właśnie w trakcie czytania książki"kryzys
        sumienia"-napisana przez byłego śj(jednego właśnie z ciała kierowniczego!)i
        dużo ciekawych rzeczy można się tam dowiedzieć o owej"religi".ja przepraszam,za
        chaotycznośc tego postu ale zawsze kiedy piszę o śj ponosza mnie emocje bo dla
        mnie to spółka z BARDZO ograniczoną odpowiedzialności za to co robią z ludzkim
        zyciem!zauważcie,że zakazy dotyczą w większości kontaktów z rodziną,znajomymi
        itd.jeśli chodzi o zbór-nie ma nic ważniejszego!co za bzdura!!nie życze wam
        bliższych kontaktów.mam jeszcze jedno spostrzeżenie jeśli chodzi o sj-pokażcie
        mi JEDNĄ wybitnią osobę(jakiś polityk,uczony itd)który był sj.precież żeby
        dojśc do wniosku że to jest sekciarskie pranie mózgu wystarczy pomyśleć...no
        góra z 15 min !!
        • 25.09.05, 21:39
          Cóż, napisałabym to innymi słowami ale zasadniczo się zgadzam. Dopóki nie
          poznałam z bliska miałam o ŚwJ bardzo dobre zdanie. Teraz uważam ich za
          fanatyczną i wypraną z umiejętności samodzielnego myślenia sektę. Sektę w
          najgorszym tego słowa znaczeniu: z hierarchicznym podporządkowaniem, izolacją
          od nie Św J, stosowaniem technik psychomanipulacyjnych, wypracowaną odpornością
          na jakiekolwiek argumenty, dominującym poczuciem wyższości nad innymi (biedni
          skazańcy ci co nie wierzą jak Św J) oraz obsesją nawracania.
          • 26.09.05, 18:53
            Zgadzam się w całej rozciągłości, mam (a właściwie miałam fajnego) brata -
            teraz niestety Sj, na pogrzebie własnego ojca stał- tylko pod kościołem - nie
            wszedł nawet do środka, tak mu wyprali mózg.
            • 29.09.05, 13:13
              no to witam w klubie sióstruncertain
              • 30.09.05, 21:24
                A co twój brat też?
                • 01.10.05, 16:07
                  tak:/jakbyś chciała pogadać to pisz na maila,jestem ciekawa czy twój zachowuje
                  się tak samo...
                  • 01.10.05, 21:15
                    Cześc, chętnie pogadam ale w poniedziałek, odezwę się.
                    Pozdrowienia - Basia
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.