Ja swoich rodziców zrozumiałam i doceniłam, tak na prawdę, nie gdy zostałam
mamą, ale gdy poczułam pierwsze trudy i wyżeczenia związane z rodzicielstwem.
Doceniam ich mimo wszystko, a to wszystko, to całkiem sporo, staram sie nie
powielać, ale są rzeczy, które cisną się przez moją całkiem pokręconą osobowość
i wiem z czego to wynika. Też jestem jedną z tych matek, które kochają całą
sobą swoje dzieci, nic nie ukrywają. Moje dzieci znają mnie taką jaka jestem,
widzą kiedy płaczę, kiedy się wkurzam i wychodzi ze mnie ta druga niechcioana
strona, znają mnie szczęśliwą i trochę zwariowaną, mają narzucone normy, ale
wiedzą, że niektóre normy uważam za głupie i nie trzeba ślepo się stosować.
Tylko jak one w tym bałaganie moich sprzeczności się odnajdą, nie wiem. Nie
jestem mamą domatorką i jestem jedną z tych mam, które są bardziej kreatywne,
po 10 godz. pracy, niż po 3 domowych obowiązków. Wiem, że mnie to męczy, a mimo
to wygrywa przesąd, że powinnam byc z dziećmi, nie potrafię, odkarmic i wrócić
do pracy, choć są chwilę kiedy tego bardzo chcę... Traktuje to jako sytuację
przejściową i mam nadzieję, że te kilka lat nie przesądzi o tym, ze będę
zgożkniałą, sfrustrowaną babą moim dzieciom.
--
Analizując Twoje wypowiedzi dochodze do konkluzji, iż Twoje aforyzmy sa mylne
ze wzgledu na niezbyt planowe selekcjonowanie pryncypiów.
fotoforum.gazeta.pl/72,2,621,59476215.html?s_action=w_add