Dodaj do ulubionych

Straszne prawdziwe opowieści

17.02.06, 17:13

A ja proponuje opowieści straszne, ale prawdziwe. Każdemu czasami w życiu
zdarzają sięjakieś niesamowite sytuacje, sny...
Teraz mam chwilke (niunia śpi) więc opiszę jedna z nich.
Pare lat temu miszkałam sama z siostrą w mieszkaniu. Mój tata pracował za
granicą, i właściwie więcej go niebyło, niż był. Byłyśmy wtedy panmnami, moja
siostra miała narzeczonego, ja własnie rozstałam się z długoletnim
chłopakiem. Pewnej nocy, chłopak mojej siostry Radek został u niej na noc,
zreszta często się to zdarzałosmile
Wszyscy poszliśmy spać, zaraz jak tylko zasnełam, poczułam (w śnie , że coś
jest nie tak, starałam się obudzic, ale nie potrafiłam, wiedziałam, że śpie,
i , że koniecznio muszę wstać...
Nagle znalazłam się na cmentarzu, w tym momencie wydało mi się, ze to jest
ok. , że to mój dom. Penie podeszłam do swojego grobu, obok był grób mojego
mężczyzny (chłopaka, czy męża nie wiem), wiedziałam tylko, ze jesteśmy ze
sobą razem. Na tym cmentarzu było więcej ludzi. Każdy miał swój grób.
Prowadziliśmy tam "normalne" życie, spaliśmy , pamietam dokładnie jak pilosmy
szmpana w pieknych kieliszkach, kładliśmy sie do grobów spać...
Aaaa nie opisałam, ze mój towarzysz, miał dziny wygląd, miał długie białe
włosy i był bardzo szczupły, w pewnym momencie mojego snu, zdałam sobie
sprawe, że coś jest nie tak, spytałam się, mego towarzysz kim jesteś, na co
on mi odpowiedział : nie pamietasz? umarłem w poniedziałek!!!! poczułam, że
zemia sie podemną zapada i sie obódziłam, ale to był dopiero początek,
czułam, że ktos siedzi na mojej klatce piersiowej, tak jakby coś mnie dusiło,
słyszałam wczesniej o jakiś zmorach, ale nigdy w to niewierzyłak, teraz
wierze, cały pokuj wirował, zaczełam sie modlić, trochę pomogło...
Dotarłam do dzrzwi pokoju, weszłam do pokoju Agi, już spali z rradkiem,
obudziłam ich i opowiedziałam im wszystko, poprosiłam, czy mogłabym spac z
nimi w pokoju, na podłosdze, stwierdzili, ze coś mi sie przyśniło, i mam
wracac do siebie do pokoju...
Wróciłam do pokoju, ale to znowu zaczeło wracac, popatrzyłam na zegarek, była
3 w nocy, bałam się strasznie, zadzwoniłam do swojego byłego chłopaka na kom.
nie odbierał, zadzwoniłam na domowy, z płaczem powiedziałam , że muszę u
niego spać, kurde obudziłam, cała jego rodzine, powiedział, że ok. ma
przyjeżdrzać. Hm jego rodzinka myslała, że coś sie stało, jak przyjechałam
taxi, i powiedziałam im o co chodzi to mieli dziwne miny, chyba pomyśleli, że
jestem hjakias z leksza sfiksowamna. Położyli mnie w pokoju gościnnym, długo
niepospałam (aczkolwiek wszystkie "objawy" mineły. O 7 rano zadzwoniła moja
siostra, umarł w nocy mój wójek, brat mojego ojca, lezał w kuchni, nie zdołał
dojść do pokoju mojej babci, czołgał się i chyba szukła pomocy, to był
prawdopodobnie wylew (nie zgodziliśmy sie na sekcje wiec do końca nie wiem),
prawdopodobnie smierć nastąpiła, między 1 a 3 w nocy. kurde nie moge sie
pozbyc wrazenia, ze szukal pomocy, a moze chcial kogos zawiadomic o smierci.
przydazsylo mi sie jeszcze pare takich dziwnych historii... No niunia wstala,
jak bedzie jakis odzew to napisze inne
Obserwuj wątek
            • karolinka123 Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.02.06, 19:07
              kilk lat temu,gdy umarla moja prababcia, ok.miesiac po pogrzebie,(moze
              wiecej,nie pamietam,w kazdym razie mielismy jeszcze zalobe) zapomnialysmy sie z
              siostra i wlaczylysmy muzyke na full. kilka sekund pozniej wieza zaczela robic
              nam "jazdy". raz cichla,raz glosniej sie wlaczala,przelaczala sie na radio,na
              cd,na kasety itp. przestraszlysmy sie i wylaczylysmy,przypomnialysmy sobie o
              zalobiesad(no i juz wiecej tak glosno nie sluchalysmy muzyki dopoki zaloba nie
              minela.

              druga historia,sama tego nie widzialam,ale maz tak...
              po slubie,jak sie wprowadzil do mnie, pewnej nocy ok.2 przebudzil sie(a nigdy
              mu sie to nie zdarzalo) i spojrzal w TV(mielismy naprzeciw lozka) i...stal
              jakis stary czlowiek,ubrany w obdarte ubrania. maz krzyknal"o K...a", przeterl
              oczy i zjawa zniknela.nastepnego dnia rano mi o tym powiezial,ale ja nie
              chcialam za bardzo w to wierzyc,bo on lubi sobie ze mnie zartowac,ale tego dnia
              spotkalam kolege i opowiedzialam o calej historii.on na to ze kiedys w naszych
              blokach chowali sie Żydzi(w trakcie wojny).zamarlam...
              nst.dnia rano jak maz wyszedl do pracy obudzilam sie i sluchalam radia" dzis
              mija rocznica zakonczenia I wojny swiatowej".. myslalam ze zdechne ze strachu i
              ucieklam do pokoju siostry,bo balam sie sama spac.przez pierwszy miesiac bardzo
              balam sie spac w tym pokoju a do tej pory mam manie,ze jak np w nocy pojde do
              wc,lub napije sie to nie patrze w tamtym kierunku brrrr....
          • sabana Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 12:59
            Agata, tak całkiem poważnie to Ty jakieś medium jesteś.Ale takim pozytywnym. Ja
            tey pryzcigam yawsye takie dyiwne historie. Np.23 sierpnia o 3.30 urodziłam
            córeczkę. Moja mama całą noc modlia sie żeby wszystko było dobrze. O 3.30
            dokładnie usłyszała trzask taki trudny do opisania, np. jak nagrzewaja się
            plastikowe okna na słońcu. Parę minut póxniej mój mąz zadzwonił do niej że
            Zuzia urodziła się o 3.30. mama sie popłakała ze szczęścia że to wyczuła.

            W nocy z piątku na sobotę (w ten weekend) zmarł mój ukochany wujek-dziadek po
            cięzkiej chorobie na raka. wiedzieliśmy że to jego ostatnie godziny. moja mama
            do niego pojechała bo to 200km od nas. nie mogłam jechac bo zuzia ma 6mies i
            karmie ją piersią, wiedziałam że długa droga i do szpitala nie wejdę. o 23.00
            zadzwoniła mama że stan jest krytyczny. nie mogłam usnąc. wzielam zuzię do
            siebie zapalilam lampke i czuwałam. była godzina 24.00. chyba przysnęłam, ale
            to nie był głęboki sen bo czułam się dziwnie. 0 2.15 wyrwał mnie z letargu taki
            dziwny trzask jak moja mama w sierpniu. ja opisałam to jak zapalenie przez
            kogoś zapałki. pomyslałam że chyba wujek zmarł i mogę spodziewać się rano
            telefonu. dziwne że się nie bałam, byłam badzo spokojna i z ulga usnęłam. rano
            dostalam telefon że wujek janek (tak też nazwałam starszego synka) zmarł o
            2.15. dzis jestem pewna że wujek w ten sposób się ze mna pożegnał. w
            poniedziałek jedziemy na pogrzeb. pozdrawiam.
            • y_y Re: Straszne prawdziwe opowieści 24.02.06, 21:41
              mi dwa razy przed śmiercią waznych osób śniła się spadająca winda z ludźmi w
              środku. raz to był dziadek przyjaciela, drugim razem - babcia męża. i takie
              bardzo dziwne uczucie niepokoju przez cały wieczór i całą noc.
    • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.02.06, 20:26
      Kolejna opowieść:
      To zdarzyło się przed historią która opisałam wczesniej, nie wiem, z 6 lat temu.
      Tata jak zwykle był w Niemczech. Którejś nocy prawie śpiąc (pół sen pół jawa)
      usłyszałam kroki mojej mamy na klatce (moja mama nie żyje od 11 lat), słyszałam
      je wyraźnie( mój pokój przylegał do klatki schodowej ). Każdy z nas ma
      specyficzny sposób chodzenia, wiedzą o tym zwłaszcza ci co mieszkaja w blokach.
      Zawsze rozpoznawałam chód mojej mamy, jej szpilki tik tik tik tik tik to
      schoty, ta ta ta kroki na międzypiętrze. I tej nocy też tak było, pomyslałam
      sobie mama i zaraz refleksja, przeciez nieżyje, ale nie słysze dzwonek do
      drzwi. Wybiegłam wystraszona do przedpokoju. Tak samo moja siostra Aga. Obudził
      ją dzwonek. Na klatce nikogo niu było. Aga była mocno wystraszona,gdy
      opowiedziałam jej o krokach mamy opowiedziała mi swój sen:
      Sniło się jej, ze była u mamy na cmentarzu, stała przed grobem, nagle...
      pękła płyta nagrobna, i wysuneła się z niej biała ręka, macała wokół po
      pękniętej płycie, z grobu było słychać słowa: Moje, Moje
      I wtedy obódził age dzwonek do drzwi...

      Mineło kilka dni , albo tydzień jakoś tak, dokładnie nie pamiętam, zdołałysmy z
      Aga prawie o wszystkim zapomnieć, przyjechał tato
      Pojechał do mamy na cmentarz...
      okazało się, ze ktoś okradł groby, naszej mamie dosłownie wyrwali z płyty
      lampion i wazon (były z mosiądzu), okradziono w ten sposób wiele grobów.
    • m.online Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.02.06, 22:16
      Koleżanka mieszkała ze swoimi rodzicami w jednym domu, a po sąsiedzku z babcią i
      dziadkiem. Kiedy dziadek umierał jego córka (mama tej koleżanki) czuwała przy
      nim. Kazano jej wrócic do domu i się przespać. Rodzina powiedziała, że zawołają
      ją, jak będzie trzeba. W nocy obudziło ją pukanie w okno i głos mówiący: "Zosiu
      chodź, już czas.". Pobiegła. Ojciec już właśnie zmarł. Nikt po nią nie szedł,
      żeby zawołać... .


      Mój przyjaciel zmarł kilka lat temu. Nagle. Od tamtej pory śnił mi się kilka
      razy, zawsze z jakimś przesłaniem. Np. gdy zmarł mój dziadek, sniło mi się, jak
      wchodze do domu dziadków i widzę jak na dziadka miejscu siedzi mój nieżyjący
      przyjaciel. Witam się z nim, jakos tak przyklękam z szacunku, a on mnie przytula
      i mówi, ze z dziadkiem wszystko dobrze po Tamtej stronie.
      Innym razem widziałam jak przechodzi przez żelazną furtę. Powiedział mi wtedy,
      ze nie mogę z nim isć ani ja, ani mój mąż ani rodzice. Zapytałam o syna, a
      przyjaciel roześmiał się i mówi; "On na samym końcu".


      Chłopak mojej koleżanki zginął w wypadku samochodowym. Było to tuż po tym, jak
      się strasznie pokłócili. Miała tak wielkie wyrzuty sumienia, że próbowała
      popełnić samobójstwo. Uspokoiła się dopiero, gdy przśnił się jej ten chłopak,
      który siedział na jakiejś huśtawce w pięknym miejscu i na jej prośbę: "Zabierz
      mnie, chcę do Ciebie" odpowiedział: "Tu gdzie jestem jest pieknie, ale to nie
      twój czas, teraz do mnie przyjśc nie możesz, jeszcze nie teraz".


      Moja ciotka tuż po smierci przyśniła się wszystkim domownikom na raz w jedną noc
      - w Wigilię. Z każdym robiła coś świątecznego. Ja we śnie ubierałam z nią
      choinkę, mama w swoim snie coś z nią piekła, ojciec nakrywał do stołu chyba.
      Rano przy sniadaniu, gdy sobie o tych snach powiedzieliśmy, wszystkim nam apetyt
      odebrało.


      W moim domu przed smiercią osoba, która odchodzi z reguły widzi kogoś zmarłego
      ze swojej rodziny, kto po nią przychodzi. Po dziadka przyszła jego mama z
      siostrą (o czym nas poinformował będąc w stanie pełnej świadomości, bez choroby
      czy gorączki), po wujka jego brat. Umierali z uśmiechem na twarzy na drugi dzień.

      Tyle na szybko wink


      --
      Nie głosowałam na PiS.
      • mamaemmy Znów włosy mi dęba stoja!:) 17.02.06, 22:50
        Znów się boję,jak czytam te Wasze historie.

        Jak umarł mój dziadziuś,wróciłam na drugi dzień do domu i zaczęłam strasznie
        płakać,niemal histerycznie i ,idiotka,zaczęłam go prosić,żeby dał mi jakiś
        znak,że JEST nadal,że nie przestał istnieć.Nagle patrze a z półki spada mi
        miś...STEFAN.Mój dziadziu tak miał na imię.. Ten mis też-to taki typ maskotki z
        grochem w srodku,zawsze leżał na półce obok łózka,oparty o sciane-nie ma
        siły,żeby sam spadł-jest na to za cięzki.
        Podniosłam go ,oparłam go o scianę i płakałam dalej.I na moich oczach COŚ<KTOS
        zrzucił go raz jeszcze i potem trzeci raz...Wtedy powiedziałam:juz
        wiem,rozumiem,dziadziu,dziekuje.I tyle więcej razy nie spadł.Wieczorem poszlismy
        do znajomych,zaczełam opowiadac tę historię i widze,że mój mąż chce mi
        przerwac.Byłam przekonana,że chce to obsmiac ,bo on raczej z tych sceptycznych.A
        on mnie pyta:a o której dziadek zmarł wczoraj,a ja mu mówię:o dziewiątej,a on:to
        ty nie widziałas,że wtedy ten mis tez zleciał???..

        Mieszkamy teraz w mieszkaniu tego dziadzia Stefana,nim tam zamieszkałam przed
        snem spytałam go czy możemy i on przysnił mi się usmiechnięty,a ja się z nim
        witam( we snie wiedziałam,że nie zyje)-więc zamieszkalismy.Miesiac po
        zamieszkaniu tam w nocy sni mi się,że ktos dzwoni do drzwi-otwieram,patrzę a tu
        dziadziu Stefan,taki szczęśliwy,aż rozjasniony blaskiem,przytuliłam go i
        pytam,czy chce wejsc a on:nie,ja chciałem zobaczyć,czy Wam się tu dobrze mieszka
        i wracamsmile


        --
        Sama jem Danio!!!
        A to historia Emusi
    • mama.3 Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.02.06, 22:57
      Nie wierzyłam w takie opowiesci ale mnie samej przydarzylo sie cos
      niezwyklego.Moja ukochana babcia zmarła w Wigilie w 2003r(nagle).Po jej smierci
      (moze 2miesiace)razem z rodzicami sprzatalismy mieszkanie.Czesc rzeczy po babci
      wyladowala u mnie na korytarzu.No wiec tego wieczora siedzielismy z mezem na
      tapczanie i ogladalismy film.Nagle cos zaszelescilo jakby worki a potem ktos
      centralnie przechadzal sie na bosaka(slychac bylo bose stopy)po korytarzu i
      kuchni.Moj maz ktory w "banialuki"nie wierzy zsinial ze strachu ja sie ruszyc
      nie moglam.Pierwsz mysl:dzieci ale one spaly spokojnie zamkniete w pokoju.Tak
      wiec pewnie babcia przyszla nas odwiedzic.Kroki skonczyly sie w kuchni przy
      skrytce.Calosc trwala moze z 15 min.Ale wrazenie niesamowite.Normalnie czulismy
      czyjas obecnosc.Na drugi dzien posprzatalam skrytke(babcia zawsze mnie
      strofowala za porzadki w niej)
      Poza tym czasem mam dziwne sny unosze sie gdzies ponad wszystkim ale wlasne
      cialo widze.Ludzie moze ktos ma cos podobnego.Ja tego nie moge zrozumiec
      • mami2 Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.02.06, 23:24
        Mi też snią sie schizy. Kilka lat temu, będąc na Krymie z przyjaciólmi, w
        ostatnią noc pobytu śniała mi się...wojna? No w każdym razie finał snu byl taki
        że zobaczyłam mojego ojca lezącego na ziemi z otwartą raną klatki piersiowej,
        jak po wybuchu,wnętrzności na wierzchu...Obudziłam się z krzykiem. Kiedy
        wróciliśmy do naszego wrocławskiego, studenckiego mieszkania , na stole czekał
        już na nas telegram: "Wracajcie szybko do domu. Tata miał zawał" Chodziło o
        mojego teścia, ledwie z tego wyszedł żywy....
        Innych snów raczej nie będe przytaczać, bo to takie kosmosy, że na terapię się
        raczej nadająwink
        --
      • silvik Re: Straszne prawdziwe opowieści 21.02.06, 12:03
        Takie historie zawsze traktowałam trochę z przymrużeniem oka ale raz pamiętam
        poczułam się co najmniej dziwnie i ta historia bardzo przypomina mi historie
        opisaną przez mama.3
        Jakiś czas po śmierci mojej babci zamieszkałam w jej mieszkaniu z mężem.
        Pewnego dnia usłyszałam szelest kroków, byłam pewna,że to idzie w moim kierunku
        mój mąż, zatrzymał sie pod drzwiami a ja zaczynam do niego coś mówić...czekam
        na jego odpowiedź,a tam cisza. Dlaczego się nie odzywa?, wychylam się zza drzwi
        a tam nikogo nie ma...
        Wieczór, cisza w domu,my sami w domu, byłam pewna,że to on...
        Dodam ,że nie było możliwości, aby taki szelest spowodował np przeciąg-okna
        pozamykane, a w tej części mieszkania nie mamy okien.
        Kilka dni później sytuacja sie powtórzyła jeszcze dwukrotnie i nigdy już
        więcej...
    • manka75 Re: Straszne prawdziwe opowieści 17.02.06, 23:54
      No ładnie uncertain za chwilę 12a, cała rodzina śpi, wszędzie ciemno... Nie dojdę do
      łóżka ze strachu.

      U nas w rodzinie jest taki malutki b.stary zegar na ścianę i zawsze jak spada
      to ktoś z rodziny umiera.

      Ojciec któru mieszka w b.starym domu należącym od kilku pokoleń do naszej
      rodziny opowiadał mi jak kiedyś zajżął do pokoju mojego młodszego brata i
      zobaczył tam swojego ojca nieżyjącego od 25 lat, który siedział na fotelu,
      potem wstał,przykrył wnuka i wrócił na fotel. Jak mi o tym opowiedział całą noc
      siedziałam na wyrku i czytałam książkę, byle tylko nie zasnąć.

      Moją koleżankę obudziły kiedyś kroki w mieszkaniu, zobaczyła jak zapada się
      fotel jakby ktoś na nim usiadł, a rano okazało się że mniej więcej o tej porze
      zmarła jej ukochana babcia.

      Brrrr muszę poczytać jakiś inny wątek żeby nie mieć całkowitego pietra przed
      spuszczeniem nóg z kanapy i pójściem spać.
    • figrut Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 00:05
      Moj dziadek maial amputowana noge i zamiast niej mial proteze - specyficzny
      chod. Dziadek [ojciec mojej mamy] od czasu amputacji mieszkal z nami w bloku na
      1 pietrze. Zmarl 13 stycznia w piatek, o godzinie 13.20 - swoja smierc
      przewidzial na trzy dni przed. Po amputacji troche sie zalamal i zupelnie
      stracil apetyt. Trzy dni przed smiercia poprosil moja Mame aby nagotowala mu
      kapusniaku na trzy dni i upiekla mu racuchow, bo jak powiedzial "mam jeszcze
      trzy dni na to, zeby sie najesc ulubionych rzeczy". Mama byla zla, ze tak ja
      straszy swoja smiercia, ale tez zadowolona, ze dziadkowi wrocil apetyt. Trzy dni
      pozniej umarl. Po swojej smierci "chodzil" jeszcze po mieszkaniu - kroki od
      pokoju do kuchni. Pierwszego dnia nawet przybiegla zaprzyjazniona sasiadka z
      dolu, bo stwierdzila ze ktos z nas sie wyglupia i nasladuje kroki dziadka.
      Inne zdarzenie. Kiedy bylam nastolatka,
      mieszkalam w internacie. Przyjezdzalam do domu w piatki po poludniu. Wysiadlam z
      autobusu i zobaczylam ze na swoim bialym skladaku [specyficzny kolor] jedzie moj
      sasiad, pan Polaszewski. Widzac go powiedzialam mu "dzien dobry", a on nie
      odpowiedzial, tylko machnal mi na powitanie reka i zlapal sie za serce z
      grymasem bolu na twarzy - sasiad chorowal na serce. Przyszlam do domu i mowie
      mojej Mamie, ze pan Polaszewski znowu chyba jest chory, bo nawet nie mial sily
      mi odpowiedziec tylko przywital mnie machnieciem dloni i zlapal sie za serce.
      Mama byla przerazona i powiedziala ze sasiad wlasnie zmarl o 6 rano na serce.
      Jeszcze dlugo po jego smierci "chodzil" po korytarzu i "zapalal" swiatlo na
      naszym pietrze - on mieszkal na trzecim.
      --
      PARTNER - LEŃ I EGOISTA <a
      href="forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36737"
      target="_blank">forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=36737</a>
      • malgog Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 08:55
        Kiedyś przyśnił mi się dziadek ze stryjem (obaj nieżyjący od wielu lat),
        stali w kuchni i powiedzieli do mnie
        "przygotuj się, niedługo po ciebie przyjdziemy",
        rano zadzoniłam do pracy, że biorę dzień urlopu, bo byłam taka roztrzęsiona, że
        nie mogłam dojść do siebie
        przeżywałam to kilka tygodni
        od tego momentu minęło 8 lat, żyję i nie wiem, czy czegoś nie uniknęłam
        dodam, że po tym śnie zamówiłam mszę za dusze dziadka i stryja

        kolejna historia, którą opowiedział mi dziadek (ten drugi)
        dawno temu, zaraz po I wojnie światowej mój dziadek (był wtedy malutkim
        chłopcem) miał młodszą siostrę która bardzo chorowała,
        nie pomagały żadne domowe lekarstwa,
        ale prababcia chcąc ratować córeczkę zdecydowała, że pójdzie po lekarza,
        była grudniowa noc, śnieżyca, do przejścia kilka kilometrów
        strasznie wiało, ludzie bali się wychodzic z domów bo można było niewrócić,
        to był rok. 1917,1918, prowincja, do miasta było ok.2,3 km

        kiedy wracała z lekarzem zobaczyła małego białego pieska
        ten piesek towarzyszył babci i lekarzowi całą drogę do domu
        oni podobno kilkakrotnie odganiali się od psa, ale ten nie chciał odejść
        prababcia potem mówiła, że był śnieżnobiały i bardzo malutki, taka miniaturka,
        było to tym bardziej dziwne, że nikt w okolicy nie miał takiego pieknego psa,
        to była wieś, daleko od wszelkiej cywilizacji
        kiedy dotarli do domu piesek znikł,
        w domu okazało się, że córeczka prababci Tereska zmarła godzinę wcześniej

        dziadek zawsze powtarzał, że ten piesek to była Tereska
    • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 09:35

      hej
      No więc kolejna opowieśc:
      Zawsze byłam bardzo dobra uczennicą, miałam troszkę manię więszkości, od
      podstawówki po studia, potem nieco mniejszą , ale zawszw chciałam być najlepsza.
      Najlepiej szły mi przedmioty ścisłe, rodzice byli bardzo ze mnie dumni.
      W 7 klasie szkoły podstawoej, na pierwsze półrocze dostałam 4 z matematyki i z
      jeszcze jakiegoś przedmiotu, juz teraz nie pamiętam. Była to dla mnie osobista
      tragedia, strasznie się wstydziłam, bałam sie, że rodzice będą mogli miec do
      mnie o to pretensje. Postanowiłam uciec z domu do babci, która mieszkała 60
      kilometrów dalej.
      Było juz ciemno, ukratkiem wyszłam z domu (zapomniałam dodac , że na następny
      dzień miała być wywiadówka), postanowiłam iść do babci na piechotę, albo złapać
      stopa. Doszłam do granicy miasta, była to dzielnica, niegdyś wieś przyłączona
      do miasta. Na końcu "wsi" stał kościół.
      Wtedy , gdy przechodziłąm obok niego usłyszałam głoś:"Agatko"...
      To dziwne, bo był on jakby w mojej głowie, ale nie należał do mnie, był we
      mnie, ale to nie były moje mysli
      "Agatko, co robisz?'
      Kurcze uciekam z domu pomysłałam, lekko wystraszona
      "idź do kościoła"
      Bezwiednie skierowałam kroki do tego kościoła , który stał na końcu "wsi"
      Ale znowu usłyszałam "głos'
      "nie , nie do tego, idź do kościoła, do księdza andrzeja"
      Ksiądz Andrzej, był księdzem w naszej parafii, wszystkie dzieci i młodzież
      znały go dobrze, miał z nami super kontakt, taki "prawdziwy" ksiądz, którego
      żadko się spotyka
      Tak tez zrobiłam , poszłam do kościoła, oczywiscie był zamknięty, było późno
      21-22. Poszłam na plebanie. Ksiadz Adndrzej bardzo się zdziwił ja mnie
      zobaczył, a ja z płaczem opowiedziałam mu, że nie mogę wrócić do domu, bo mam 2
      dwie czwórki na swidectwie półrocznym. Ksiądz porozmawiał ze mną poważnie i
      zawiózł mnie do domu. Rodzice już szaleli z zmartwienia, Aga wydzwaniała po
      wszystkich moicg kolezankach. Rodzice kazali mi się położyć. A ksiądz z nimi
      poszedł porozmawiać.
      Na drugi dzień, rodzice rozmawiali ze mną... Oczywiście nie gniewali się za
      oceny, byli zdziweni, że tak bardzo sie ich boje, chyba bylo im przykro.
      Do dziś zastanawiam się co to był za głos, wiem, że to nie były moje mysli,
      lecz, jakaś bardzo delikatna ingerencja w mój umysł...
      Ksiądz Andrzej od wielu lat ma swoją parafie na śląsku, gdzie jedt
      proboszczem...
      Zastanawiam się czego uniknełam wtedy w nocy...
      Brrr 13-latka sama wędrująca nocą
      • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 09:44
        Kalka śpi, więc napisze jeszcze o imieniu mojej córki
        Gdy zaszłam w ciąże strasznie się cieszyłam (nie mam jednego jajnika, a drugi-
        szkoda gadać)
        Oczywiscie obmyslaliśmy z meżem (i całą rodzinką) imiona dla przyszłego potomka)
        Ja chciałam Dominike w przypadku dziweczynki i Adama, gdy chłopiec
        Mąż :Mercedes (wiem wiem ) i Kamila
        Teściowa Nicole, dla chłopca nie miała pomysłu
        Tato i teściu powiedzieli, że sama ma wybrać, ale imiona które mi odpowiadały,
        wydawały im sie nieodpowiednie (oprócz imienia Adam-mój teść tak ma na imie)
        Pewnej nocy przysniła mi się mama...
        Powiedziała mi, że urodze córke, i, że mam dac jej na imię Kalina:
        "pamiętaj, nazwij ją Kalina"
        Powiedziałam rano o śnie rodzince
        O rany jaki był raban, Kalina?, przecież to ruskie imie, ale a się uparłam,
        liczyli chyba, ze będzie chłopiec...
        Sama nie wiedziałam dlaczego mama chce zebym zazwałam tak dziecko...
        Tata podejrzewa, ze dlatego, że mama lubiła aktorkę Kalinę Jedrusik, nie wiem...
        Gdy USG pokazało, że to dziewczynka wiedziałam , ze musi sie tak nazywać...
        Kalinka
        Na drugie ma Maria, ale to juz zupełnie inna historia
            • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 12:16

              Babciny krzyż
              Babcia mojego byłego chłopaka (tego opisanego wcześniej) miała w swoim pokoju
              na półce krzyż (mieszkała z rodzinką chłopaka.
              Był to krzyz taki do powieszenia, lub postawienia, jaki czasami wisi na
              drzwiami w jakimś pokoju w wielu domach, no moze był troche większy.
              Bardzo lubiłam babcie Helcie, spedzałam z nią wiele czasu, własciwie troszku
              tak mi matkowała, uczyła mnie gotować, oglądałysmy razem brazylijskie serialesmile
              Widziałam, że durzo uwagi przywiązuje do tego krzyza, leżał na wigilijnym
              stole, brała go do rąk z wielka czcia...
              Pewnego dnia zapytana skąd go ma opowiedziała mi niesamowita historie, otórz...
              Był rok 1946
              Po wojnie młoda Helena sprowdziła sie z rodzicami do Głuchołaz (woj. opolskie).
              Miała 16 lat. Jej ojcie otzrymał misje tworzenia na śląsku kolei, w
              póxniejszych latach był naczelnikiem w woj. opolskim kolei.
              Zamieszkali w pieknej po niemieckiej willi. Willa była pietrowa z olbrzymim
              strychem, na który nikt nie wchodził.
              Po paru dniach od zamieszkania w nowym miejscu Helenka zaczeła mieć dziwne sny:
              sniło się jej, że idzie korytażem w kierunku schodów prowadzących na strych,
              wchodzi powoli po schodach, otwiera drzwi, po lewej stronie są jeszcze jedne
              białe drzwi, te również otwiera, wchodzi do pustego pokoju, prawie pustego...
              koło okna stoi komoda, mała niedurza komódka, stoi koło niej kobieta, prosi
              Helenke żeby otworzyła szufladę komody , prosi nie wymawiając słów, Helenka
              czuje taki nakaz-prośbę: otwórz, otwórz...
              Iiii, i się budzi...
              Zrozumiałe, że młoda dziewczyna po takich snach nie miała ochoty wchodzić po
              tych schodach, ale sen był tak natarczywy, że w końcu weszła...
              Wszystko było tak jak w jej śnie, i schody i białe drzwi i pokój i komódka...
              Tylko nikogo w pokoju nie było...
              Z duszą na ramieniu Helcia otworzyła szuflady, jedną po drugiej..
              W jednej z nich spoczywał krzyż, wzieła go i uciekła...
              Przestała śnic o dziwnej kobiecie, krzyz zatrzyłała, ale nie dawało jej
              spokoju, pytanie: "dlaczego ten krzyz jest taki ważny?"
              Jakis ksiądz powiedział jej rodzicom, że to krzyz misyjny...
              Wiele lat później, babcia Pani Helena nawiazała kontakt z byłą włascicielka
              wiilli, Niemką. Napisała do niej list z zapytaniem kto mieszkała na poddaszu...
              Okazało sie, że mieszkała tam niemiecka zakonnica, która została brutalnie
              zamordowana przez Rosjan...
              Nic nie wiedziała o krzyżu...
              Ten krzyz towarzyszył w najwazniejszych chwilach życia babci Helci, jak
              widziałam ja ostatnio (3 lata temu) miała go w dalszym ciągu, stał na swoim
              miejscu na półeczce...
              • sowa_hu_hu kalinkaagata 18.02.06, 12:51
                twoja ostatnia historia mnie wzruszyła... naprawde... niesamowite...
                a tak na marginesie - nie tęsknisz za babcia heleną?
                mówiłas że była ci bardzo bliska...


                --
                Ostatnio też była tu jedna pani (a może nawet dwie!!!), co pod zwierzęcymi
                nikami tropiły pewną ptaszynę-jakieś takie pacynki czy cośsmile
                ledzeppelin3
                • kalinkaagata Re: kalinkaagata 18.02.06, 13:46

                  no tęsknię, oj tęsknie, nawet zadzwoniłam sobie do niej pare miesiecy temu ,
                  maz o tym oczywiscie nie wie he he, za niedlugo klade mala n a drzemke to
                  napisze inne historie
                  • sowa_hu_hu Re: kalinkaagata 18.02.06, 14:08
                    a co ma z tym mąż wspólnego?


                    --
                    Ostatnio też była tu jedna pani (a może nawet dwie!!!), co pod zwierzęcymi
                    nikami tropiły pewną ptaszynę-jakieś takie pacynki czy cośsmile
                    ledzeppelin3
                      • sowa_hu_hu Re: kalinkaagata 18.02.06, 14:47
                        aaaaa smile

                        jak ci były jest obojętny to miałabym to gdzies i odwiedziała babcie smile


                        --
                        Ostatnio też była tu jedna pani (a może nawet dwie!!!), co pod zwierzęcymi
                        nikami tropiły pewną ptaszynę-jakieś takie pacynki czy cośsmile
                        ledzeppelin3
                    • kalinkaagata Opowieść 18.02.06, 14:56
                      Opowieśc mojej mamy
                      Moja mam jako mała dziewczyka mieszkała w Jakubowicach w pałacu.
                      Teraz tego pałacu już nie ma, został zburzony ponoć przez pomyłke, pozostawiono
                      inny , ponoć w gorszym stanie, niż ten w którym mieszkała mama.
                      W latach 60 było norma, ze kwaterowano ludzi gdzie się dało, tak więc rodzina
                      mamy, czyli ona, jej rodzice i młodszy brat mieszkali w pałacu otoczonym sadami
                      i... grobowcem poprzednich właścicieli, rodziny niemieckich hrabiów.
                      W pałacu nie było elektryczności, do czasu, aż zaczęto ją zakładać w całej wsi.
                      Przyjechało wielu robotników "obcych" nie z okolicy.
                      Zakładali oni elektrycznośc również w pałacu, no i...
                      Dobrali się do grobowca...
                      Okradli go i zbeszcześcli.
                      Grobowiec miał małe okienko, podówczas już zbite, w tym okienku, czy to dla
                      zabawy, czy przy szabrach, włamywacze postawili jeden szkielet, tzn. twarz.
                      Moja mama mówiła, że wyglądała jak zmumifikowana, była na niej jeszcze skóra i
                      resztki długich włosów.
                      NIkt nie zlitował się nad zwłokami i tak sobie stały w okienku, ku radości
                      piszczących wiejskich dzieci...
                      Wyjątkiem była moja mama, wzieła liść łopianu i popchneła zwłoki, po czym
                      pomodliła się za spokój duszy zmarłej osoby.
                      Tej nocy przyśniła się mojej mamie kobieta w błękitnej sukni, siedziała przy
                      fortepianie i grała jakas melodie. Mama stała tuz za nia, kobieta odwróciła się
                      do mojej mamy i poglaskala ja po glowie. Mama budzac sie czula jeszcze ten
                      dotyk na glowie, mama wiedziala, ze to ta nieboszczka, bo z tej postaci bila
                      wdziecznosc.
                      Po wielu latach, bedac w muzeum w Niemczech, mama zobaczyla ta sama kobiete na
                      obrazie, byla to czlonkini owego hrabiowskiego rodu.
                        • sowa_hu_hu Re: Opowieść 18.02.06, 14:58
                          no skoro była ci taka bliska... a babcia wiecznie życ nie będzie...


                          --
                          Ostatnio też była tu jedna pani (a może nawet dwie!!!), co pod zwierzęcymi
                          nikami tropiły pewną ptaszynę-jakieś takie pacynki czy cośsmile
                          ledzeppelin3
                      • niepytana Re: Opowieść 18.02.06, 19:10
                        Ale fajne historie piszesz Agata. Pisz jeszcze. Ja nie mam prawie zadnych
                        takich zdarzen. Ale jak pisalas o imieniu coreczki to mi sie tez przypomnialo
                        jak nadalismy imie dla syna. Jak jeszcze bylam mala i zaraz jak przyjechalismy
                        do Kanady, moi rodzice poznali pewna pare ludzi, ktorzy mieli dwoch synow,
                        jeden z nich mial na imie Joshua. Pamietam jak mama sie zachwycala tym imieniem
                        i mowila do mnie, wtedy jeszcze malolaty, ze jak bym kiedys miala syna zebym mu
                        dala na imie Joshua. Jak zaszlam w ciaze (zreszta nie az tak dlugo po tym, bo
                        mialam 19 lat) z mezem wymyslalismy imiona dla dziecka. Zupelnie zapomnialam o
                        tym mojej mamy zachwycie imieniem Joshua iles lat wstecz, zreszta mama tez juz
                        nie pamietala. Jak bylam w ciazy, zawsze jak snilo mi sie moje urodzone juz
                        dziecko to byla to dziewczynka. Mialam takich snow no moze z 5-6. Tylko raz
                        przysnilo mi sie ze mam chlopca i ze wolam do niego Joshua. To byl moj ostatni
                        sen w ciazy o przyszlym dziecku. Wtedy z mezem uzgodnilismy ze jak urodzi sie
                        chlopiec to bedzie to Joshua, ku radosci babci. No i miesiac pozniej na
                        ultrasondzie dowiedzielismy sie ze faktycznie bedzie chlopiec. No i dzis mamy
                        9letniego syna o imieniu Joshua smile
                        --
                        Moje koty
    • maw51 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 15:34
      Już opisywałam już kiedyś tu tą historie, ale może nie wszyscy czytali. Moja
      prababcia miała dziesięcioro dzieci z tego 5 zmarło mając 3-4 lata. Wszystkie
      dzieci zmarły w bardzo dziwnych okolicznościach, zupełnie zdrowe dzieci nagle
      umierały. Przed każdą śmiercią dziecka mojej prababci śnił się jej ojciec,
      który patrzył na nią smutnym wzrokiem i wymawiał imię dziecka, które na
      nazajutrz miało umrzeć.
    • elena70 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 20:08
      Mieszkam w mieszkaniu po moich ukochanych dziadkach. Nigdy mnie
      nie "straszyli", ale gdy przywieźliśmy do domu drugą (nowonarodzoną) córkę ze
      szpitala, "Ktoś" ją przyszedł obejrzeć. Ponieważ było koło 2 po południu a mąż
      od rana nic nie jadł zaczął odgrzewać sobie na patelni ziemniaki, które
      wcześniej ugotowała moja mama. Na teflonowejpatelni mieszał sobie te ziemniaki
      drewnianą łopatką, ja byłam w pokoju przy noworodku i na chwilę go zawołałam.W
      tej chwili gdy mąż był ze mną w pokoju oparta centralnie na środku patelni
      łopatka wyleciała jak z procy na środek kuchni. Spojrzeliśmy po sobie z
      uśmiechem, ta łopatka nie miała prawa z punktu widzenia fizyki tak się
      zachować, a jednak...
      Inne zdarzenie spotkało nas w rocznicę śmierci ojca. Dzieci już spały, było po
      22 i my też z mężem kładliśmy się spać. Nagle coś załomotało dwa razy w okno
      (na I piętrze). Dzwięk był taki, jakby ktoś uderzył szybko dwa razy pięścią w
      szybę. Było ciemno więc nie wiem czy zbladłam, ale podeszłam do tego okna. Nic
      tam nie było, żadnych ptaków, nietoperzy i innych. Miałam wyrzuty sumienia, bo
      w tym dniu nie poszłam na cmentarz, ale to nie oto chodziło. Gdy poszłam
      następnego dnia rano,żeby zapalić znicz, okazało się,że ojcu z grobowca ukradli
      płytę z granitu, tzw "napisówkę"

      --
      "Korzenie wychowania są gorzkie, lecz owoce słodkie"
    • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 20:43

      Gdy miałam jakieś 4 lata...
      Rodzice poszli do kina , ja była w swoim pokoju, Aga w swoim, był wieczór
      zimowy, na dworze juz zmierzchało.
      Jak dziś widze mała dziewczynkę skuloną na tapczanie pod sciana, wiedziałam, ze
      coś się wydaży. Zawsze, gdy miało stać się "coś" słyszałam takie łup łup łup. Z
      perspektywy czasu mysle, że to ciśnienie w uszach, spowodowane strachem, tak
      jakbym słyszała własne serce.
      Na śianie naprzeciw mnie pokazał sie jakiś obraz, powoli stawał się coraz
      wyraźniejszy, była to postać, postać mężczyzny...
      Starego, wyglądał jak dzisd, obszarpany, z wielkim worem na plecach i w czapce,
      takie z daszkiem.
      Patrzył na mnie i usmiechał się ironicznie, przechadzał się po scianie.
      Powiedział:
      "i tak kiedyś cie wezmę"
      Zjawa znikła
      Do tej pory pamiętam tamto uczucie, i to jak byłam wcisnieta w sciane...
      • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.02.06, 21:15

        W 1989 r. pojechałam pierwszy raz do Niemiec razem z Aga i rodzicami.
        Pamiętam jakim szokiem był ten wyjazd dla mnie, te różnice pomiędzy Polską a
        Niemcami. Pierwszy raz w życiu jadłam kiwi, tyle słodyczy!!!!!!, tyle bajek w
        telewizji!!!, tyle sklepów!!!!!
        Ale największe wrażenie wywarły na mnie tamte dzieci...
        Zapomniałam dodac, że pojechaliśmy na zaproszenie do rodziny, którą w Niemczech
        mam dość sporą...
        Pamiętam , jak bylismy na obiedzie u wójostwa,mają oni dwójke dzieci, byłam
        zaskoczona, jak zobaczyłam ile te dzieci miały zabawek i, że rodzice pozwolili
        im je przynosić do pokoju jadalnego, szwędały sie wszędzie!!! Dzieciaki cały
        czas przerywały dorosłym rozmowę, biegały pod stołem szczekając i miałcząc
        (zabawa w zwierzęta). SZOK... W obecnych latach nie, ale wtedy...
        My byłyśmy inaczej wychowane,
        nie przerywa się, jak dorosły mówi
        odpowiada się pytanemu
        dla gości ubiera się ładnie, jak na apel
        recytuje sie wierszyki
        pokazuje się piatki w zeszytach
        nie je się smakołyków łapczywie ze stołu
        Taki był schemat, zachowanie moich kuzynostwa było dlamnie nie do pomyslenia
        Dla mojej mamy tez , jej pedagogiczne serce cierpiałosmile
        Odwiedziliśmy tez dziadków moich kuzynów, takich moich ciotecznych dziadków.
        Byli nami zachwyceni, hm no cóz, swoich pociech chyba mieli troszku dość...
        Dziadek Wiktor i babcia Ilona...
        Zwłaszcza b.Ilona bardzo mnie polubiła, uwielbiam śpiewac od dziecka, wtedy też
        wyłam straszliwie (ku utrapieniu sąsiadów)
        Zawsze była w jakiś zespołach, studiach itp.
        Mimo iż b.Ilona nie znała polskiego, a ja Niemieckiego, szybko złapałysmy
        kontakt, była podobna do mojej mamy. Taka sama postura, usmiech.
        Mama dostała od niej dużo ubrań (bidula tak sie cieszyła z futra z lisów, to
        była jedyna ładna rzecz jaka miała, tak starała się nas zawsze ubierac, a
        sama , ech az serce mnie ściska).
        Już nawet po powrocie do Polski, b.Ilona utrzymywała z nami kontakt cały czas,
        ja byłam jej ulubienicasmile
        Mineło pare lat
        Pewnej nocy obudziły mnie kroki, ktoś wszedł do mojego pokoiku, patrze mama...
        Stoi koło dzrzwi i mi sie przygląda:
        -mamo nie śpie wejdź
        mama podeszła, usiadła na skraju łóżka
        -mamo to ty?
        :mmmy
        i przeczący ruch głowy
        Zasnelam
        Na następny dzień pytałam, mamy czy nie umiała spać, czy to ona u mnie była,
        mama była xdziwiona, nie wiedziała o czym mówię!!!
        Przyszedł telegram tej nocy zmarła babcia Ilona...
        Wiem, ze to była ona....
        • tamara30 Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 10:52
          Ja znam z opowiadań taką: moja Babcia najstarsza, miała 2 przyrodnich braci i siostrę. Najmłodszy brat "wyuczył się" na prokuratora w dużym mieście. Ponad, /dokładnie nie pamiętam/ ok. 12 lat temu nagle zmarł. Szok dla wszystkich. Jakoś po pogrzebie, Babcia obudziła się w nocy. Spojrzała na kotarę, oddzielającą łóżko od reszty pomieszczenia, i zamiast kotary zobaczyła okno, za oknem swojego brata, jakby o coś prosił. Nie wiem, jaka była Jej reakcja, ale opowiadała, o tym wydarzeniu, iz odebrała to jako prośbę o modlitwę za jego duszę, co też robi. Chyba też zamówiła mszę w jego intencji. Bo więcej nie przyszedł.

          Druga to: mieszkaliśmy na wsi, w domu, wiem gdzie ten strych, jak o tym usłyszałam to jako dziecko bałam się tam chodzić.
          Babcia wysłała moją Mamę/ jako dziecko- nastolatkę/, po coś na strych. Mama poszła, i po chwili przyleciała z krzykiem, ze koło komina siedzi jakiś mężczyzna i pali fajkę. Raban się zrobił, poszli sprawdzać, nikogo nie było. Babcia powiedziała, ze to musiał być Jej Tato, który zmarł w szpitalu w 2 lata po zakończeniu wojny, / chyba na zapalenie płuc/. Moja Mama już póżniej zawsze miała opory przed wchodzeniem na strych, ja też.
      • sowa_hu_hu Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 10:25
        mój pradziadek wracając w nocy do domu , a musiał przejśc kilka kilometrów... w
        miejscu gdzie do dzisiaj mówią że starszy ukazał mu sie biały koń i przemówił
        do dziadka że ile razy wystuka kopytem to tyle lat dziadek będzie jeszcze żył...
        i faktycznie - dziadek zmarł za tyle lat ile koń wystukał... to chyba było 12
        lat ale nie jestem pewna...

        tego samego pradziadka kiedyś do domu prowadziła biała kuleczka która toczyła
        sie cały czas przed nim i za każdym razem jak chciał ja złapac ona uciekała i
        tak doprowadziła go do samego domu...
        podobno dziadek był bardzo dobrym człowiekiem...

        gdy umierał tez działy sie dziwne rzeczy... niestety już niewiele pamiętam...
        wiem tylko że w czasie jego smierci z domu wyłonił sie biały , prostopadły
        słup...



        --
        Ostatnio też była tu jedna pani (a może nawet dwie!!!), co pod zwierzęcymi
        nikami tropiły pewną ptaszynę-jakieś takie pacynki czy cośsmile
        ledzeppelin3
        • sowa_hu_hu Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 10:28
          pamiętam jeszcze że babcia mojej dawnej kolezanki opowiadała że kiedys w nocy
          sie obudziła i czuła jak ktoś na niej lezy , ewidentnie czuła cięzar czyjegoś
          ciała... modlitwy ponoć nie pomogły...
          dopiero jak zaczeła sypac ku...mi to coś sie ulotniło... brrrr...
          ale na ile prawdziwa jest ta opowieśc to nie wiem bo osobiście jej nie
          słyszałam tylko ktoś mi opowiadał...


          --
          Ostatnio też była tu jedna pani (a może nawet dwie!!!), co pod zwierzęcymi
          nikami tropiły pewną ptaszynę-jakieś takie pacynki czy cośsmile
          ledzeppelin3
    • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 12:24

      Moi rodzice na poczatku małżeństwa mieszkali w strej kamienicy...
      Była w opłakanym stanie, nie była zabytkiem, bo jakiś czas temu (z 10 lat, może
      więcej) została zburzona. Tak stara przedwojenna czynszówka..
      Rodzice mieli w niej trudne warunki, ubikacja na zewnatrz, brak łazienki,
      kąpali się w dzieciecej wanience.
      Tato pracował na eksporcie w Czechosłowacji. Urodziła się Agnieszka, mam była
      sama. NIe wyobrazam sobie jak ona sobie dawała sama rade, bez bierzacej wody z
      niemowlakiem ,bez rodziny i męża, prawie jak samotna matka...
      Na przeciw rodziców mieszało równiez młode małżeństwo, mieli córeczkę juz
      paroletnią. On był milicjantem. Okropnie się kłucili, i to bardzo czesto, mam
      słyszała jak ją bije, jak rzuca nią o szfki. Ona wiecznie zapłakana, urywająca
      siniaki przed sąsiadami, i tak eszyscy wiedzieli...
      Ale on był milicjantem, zresztą to były inne czasy...
      To zdarzyło się zaraz po urodzeniu Agi, mamie jeszcze nie zszedł całkowicie
      brzuszek, śmiała sie, ze wygląda jakby nadal była w ciąży, pisała o tym tacie
      który był W Czechosłowacji...
      Pewnego dnia mieszkanie naprzeciw opustoszało, milicjant pojechał na jakieś
      szkolenia, kobieta zabrała małą i pojechała do swojej matki.
      Mineło pare dni, mama na klatce poczuła dziwny zapach...
      Na drugi dzień zawołała sasiadke i spytała się jej czy coś czuje, tez coś
      czuła...
      Zadzwoniły po milicje i straz pożarną...
      To był gaz, sasiadka z naprzeciwka póściła gaz.
      Zawiozła córeczkę do babci wróciła do domu, odkręciła korki z gazem, zakleiła
      dziurkę od klucza, pod drzwi położyła koc...
      Ta woń, którą poczuła moja mama to był gaz i fetor rozkładajacego się ciała,
      mama widziała, jak ją wynosili na noszach, zobaczyło to strazak, krzykną:
      "niech Pani nie patrzy jest Pani w ciąży!!!!
      Myśłał, że mama jest w ciąży, a to był ten brzuszek poporodowy...
      Minął jakiś czas tydzień dwa...
      Pewnej nocy śpiąc mama usłyszała jak ktoś chodzi po kuchni...
      Tup Tup aaaaaaa westchnienie
      skrzyp skrzyp, skrzypiała stara drewmiana podłoga...
      Mama bała się, ze to włamywacz, cichutko podeszła do drzwi kuchennych otworzyła
      je: a tam nikogo nie było
      Położyła się znowu, i nowu to samo:
      Tup Tup aaaaaaa westchnienie
      skrzyp skrzyp, skrzypiała stara drewmiana podłoga...
      I nowy dxwiek, ktoś otwierał piekarnik!!!
      Wtedy przebiegły mamie ciarki po plecach, zaczeła się modlić.
      Ucichło...
      Tylko skończyła modlitwe i znowu od nowa
      Tak pół się modląc pół śpiąc spędziła całą noc
      Kolejna noc wyglądała podobnie...
      Mama napisała do taty, ze ma przyjeżdrzac...
      Odpisał, ze nie może, mama groziła rozwodemsmile ale tata nie mógł...
      Po pewnym czasie wszystko ucichło.
      Po miesiącu przyjechał tato na 2 tygodnie, mama pojechała z agą do babci, tato
      został sam, tej nocy uwierzył mamie na słowo...
      Tup Tup aaaaaaa westchnienie
      skrzyp skrzyp, skrzypiała stara drewmiana podłoga...
      Po powrocie mamy , rodzice sterroryzowali ksiedza ze swojej parafii, ksiądz
      przyszedł skropił mieszkanie wodą święconą, mama dała na msze...
      Duch przestał chodzić, ale mamie jeszcze pare razy śniła się sąsiadka...
    • rebeka77 Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 13:09
      Rany , przysięgam włosy na łapach mi stoją dęba ...

      Po śmierci moich dziadków , moja mama a ich córka odziedziczyła duży dom , a
      właściwie wolnostojacą kamienicę.Dziadkowie za życia zle żyli z moim tatą ,
      długo nie mogli zaakceptować zięcia.Stosunki przez wiele lat były fatalne)
      Mieszkaliśmy w bloku , więc mama postanowiła wynajmować odziedziczony dom i tak
      zamieszkały tam chyba trzy rodziny .Trwało to jakieś 10 lat.Nie wynajmowany był
      jedynie strych .Czasem tam jezdziłam .Wywoziliśmy na ten strych jakieś
      niepotrzebne rzeczy .Strych był fajny , mój brat nawet chwilę tam pomieszkiwał .
      Pewnej wiosny tragicznie zmarł mój ojciec.Miesiąc po tym moja mama dostała
      telefon od jednego z lokatorów , wynajmującego dom z prośbą od wszystkich
      lokatorów o spotkanie .
      Pojechałam razem z nią .Wszyscy przerażeni i bladzi twierdzili , że coś się
      dzieje w nocy na strychu , totalna demolka , wrzaski , chodzenie po ścianach
      (strych był zamkniety na kłódkę , a klucz miała tylko moja mama ).Prosili ,
      żeby wejść zobaczyć co jest grane .Tak też zrobiliśmy . PO otwarciu zastaliśmy
      wszystko na swoim miejscu , strych jak strych ...ale
      na ścianie wisiała w ramce pamiątka z Komunii Świetej mojego taty , którą sama
      tam wywiozłam z innymi rzeczami i sama powiesiłam na ścianie , zupełnie bez
      zastanowienia .Pierwsze co pomyślałyśmy z mamą ,, acha , to jest to "Pamiatkę
      zabrałyśmy ze sobą i od tamtego czasu na strychu panował spokój . Mój ojciec
      nie cierpiał swojej teściowej a wraz z nią tego domu .
      Bardzo sceptycznie podchodziłam do takich historii, więc tamto zdarzenie
      podwójnie zmasakrowało moją mózgownicęsmile
        • dagmi1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 14:34
          Ja znam trzy takie opowieści z otoczenia moich bliskich.
          Pierwsza:
          19 lat temu zmarł mój dziedek. Choroba rozwinęła się szybko, leżał w szpitalu i
          wiadomo było że umrze, ostatnia wizyta moich rodziców u niego to było
          pożegnanie z ich strony bo on był nieświadomy swojej choroby. Oni wiedzieli że
          ostatni rza go widzą żywego wracali do domu późnym wieczorem (13 luty piątek
          przed północą) droga trwała ok 1,5 godziny bo to ok 75 km. Cały czas przed
          samochodem prowadziło ich małe okrągłe światełko, które w pewnym momencie
          znikło sobie. Dziadek zmarł kilka minut po północy wytrzymał do 14 lutego.

          Po jego śmierci było jeszcze kilka takich dziwnych sytuacji, chociaż pewnie
          dałoby się w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć.
          14 lutego przestał działać zegar który wisiał w kuchni u moich dziadków
          zatrzymał się na godzinie o której dziadek odszedł, w dniu pogrzebu po stypie
          już gdy goście rozeszli siędo domów, siedzielismy w kuchni przy owym zegarze i
          nadle dało się usłyszeć kroki a potem jak ktoś próbuje nakręcić zegar i zgrzyty
          łańcuchów (taki stary zegar z kukółką) nikt potem już tego zegara nie naprawił
          a próbowało kilku zegarmistrzów.
          Potem parenaście minut później babcia robiła herbatę, zaparzyła w szkalnkach,
          kiedyś były takie szklane z uchwytem tak mniej wiecej na 2/3 wysokości szklanki
          zwężenie i uchwyt plastikowy. Przenosiła szkalnki z szafiki na stół i wtedy
          jedna z nich w miejscu zwężenia pękła i spadła na podłogę część, górna została
          babci w ręce z uchwytem a reszta spadła pionowo z dół na podłogę i nie rozbiła
          się, herbata była dosłownie po brzegi i nic się nie wylało.
          W tym dniu jeszcze mama z ciocią siedziły w jednym z pokojów i sobie rozmawiały
          i w pewnym momencie otwarły się drzwi od szafy. Ja wiem że to wszystko można
          sobie wytłumaczyć w jakiś spsób ale wydaje mi sięże dziadek chciał w ten spsób
          zaznaczyć swoją obecność.
          Mnie osobiście przyśnił się po śmierci tylko raz jeszcze przed pogrzebem i w
          tym śnie był już nieżywy, ten sen to pogrzeb, potwornie się bałam. Potem nigdy
          mi się nie śnił.
          Jeszcze w żałobie ok miesiąc po śmierci dziadka tata i moja babcia miała
          kontakt z dziadkiem.
          Pewnej nocy a tata pracował na zmiany wracał z nocki ok 5 rano szedł po
          schodach do naszego mieszkania i na półpiętrze spoglądając w oknoodbiajało się
          jak w lustrze nasze piętro,pod drzwimi stał dziadek w momencie jak tata odwocił
          głowę od okna i spojrzał w górę na pięto postać zniknęła. Okazało się poźniej
          że drzwi do domu były nie zamknięte na klucz i chyba dziadek nas pilnował.
          Natomiast babcia pośmierci dziadka miała kikla spotkań z nim. Mnie najbardziej
          w pamięci zapadły dwa z nich.
          Raz zaraz po pogrzebie przyśnił się jej w tym śnie był bardzo na nią zły i
          wypominał jej że pochowała go w garniturze którego nie lubił, był to czarny
          garnitur ślubny a nie jego ulubiony wysłużony brąowy garnitur który uwielbiał
          (ja to ubranie pamiętam do dziś)
          A drugie jej spotkanie z dziadkiem to widziala go w pokoju jak podlewa kwaity,
          on zawsze dbał o kwiatki w domu, babcia po jego śmierci troche zaniedbala ten
          temat i przyszedl ją upomnieć. To tyle troche dużo. Ale mam jeszcze jedną
          opowieść to z kolei dotyczyło mojej drugiej babci ale może innym razem.

            • malgog Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 15:42
              Zasłyszane od mojej babci
              dawno temu, jeszcze przed II wojną światową moja ciotka miala gromadę indyków,
              kilka sztuk,
              mieszkała na wsi, w domu było biednie,
              z opowieści babci wynikało, że indyki ciężko bylo wychodować, trudniej niż kury
              i kaczki
              i generalnie indyki ciotki to był rarytas na wsi,
              ciotka sprzedawala te indyki i mieli jakieś pieniądze
              no więc pewnego razu te indyki zniknęły, wszystkie,
              ciotka chodziła po wsi, szukała, wolała, nikt ich nie widział
              babcia twierdzi, że to była tragedia dla niej, załamała sie (ciotka była młodą
              dziewczyną, chyba jeszcze przed 20-tką),
              przestała jeść i rodzice ciotki bali się, że zapadnie na jakąś chorobe, tak
              przeżywala zniknięcie tej gromadki indyków.
              Pewnej nocy cioci przyśniła się jej babcia , stanęła w drzwiach i powiedziała,
              Hela nie martw się, twoje indyki są na plebanii..
              no i na drugi dzień ciotka poszła kilka kilometrów do miasta i okazało się, że
              rzeczywiście gromadka indyków zawędrowała aż na plebanię

              mało straszne ale prawdziwe

                • dagmi1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 16:57
                  Moja babcia od strony mamy była raz na cmentarzu z dziadkiem u sowich krewnych.
                  Odchodzili od grobu, dziadek szedł przodem a babcia zatrzymała się nad jednym z
                  grobów, był dość zaniedbany, na nagrobku było zdjęcie młodej dziewczyny (ok
                  dwudziestoparoletniej), babcia mówiął że bardzo ładna, miała dwugie falowane
                  włosy, ładne oczy, napis na nagrobku że zmarła tragicznie. I tak stała nad tym
                  gorbem i jej żałowała że tak młodo zmarła. Potem wrócili z dziadkiem do
                  samochodu i pojechali do rodziny. Wracali wieczorem do swojego domu, była zima,
                  ok 20 km do domu, jadą sobie samochodem i nagle słyszy babcia jakby tupot koni,
                  babcia patrzy przez okno i na wysokości samochodu biegnie jakaś postać, Była to
                  postać kobiety, miała rozwiane włosy, zatrzymali się babcia uchyliła okno i
                  zapytała czy ją podwieźć bo droga była słabo oświetlona i ani żywej duszy, a do
                  miasta jeszcze kawałe drogi, ale kobieta odmówiła, zapytała tylko o której
                  godzinie jest msza w kościele, babcia mówiła że nie widziała dokładnie tej
                  kobiety widać było tylko sylwetkę i że jest ubrana w jasne ubranie, nie było
                  widać stóp. Potem ruszyli i ta kobieta cały czas biegła za samochodem. Gdy
                  dojechali pod dom, dziadek wyszedł z samochodu, żeby otworzyć bramę, a babcia
                  siedziała w samochodzie i patrzyła przez okno a ta kobieta stała o odległości
                  ok 15 m oświetlona uliczną lampą na śniegu a w tle byl kościół, bo dziadkowie
                  mieszkali obok starego kościoła. Potem oddaliła się w kieruku kościoła. Babcia
                  mówiła że trochę ją to zdziwiło, tyle że na gorąco o tym nie myślała, ale było
                  już dośc późno (ok. 23) i kościół był zamknięty dopiero po jakims czasie sobie
                  zdała z tego sprawę.
                  Modliła się za tą kobietę, skojarzyła że mogła być to ta kobieta którą tak
                  żałowała nad grobem, a jak byli u rodziny w tamtych stronach to dowiedziala się
                  że ta dziewczyna zmarła w pracy, była jakąś szwaczką i poraził ją prąd, podobno
                  zwęgliło ciało, stąd też może nie były widoczne rysy twarzy. Jak bywali na
                  cmentarzu to zapalała jej świeczkę.

                  Ja mieszkam w domu męża. Teść zmarł zanim go jeszcze poznałam. Czasem zdarza
                  się tak, że coś dziwnego zaczyna dziać się z wieżą. Mamy taką na kilka
                  kompaktów, i jest to tak jakby się te płyty obracały w wieży i zmieniały, ale
                  sama się nie włącza. Wtedy mówimy z mężem że tata się odzywa.


                  A mój dziadek gdy zmarła babcia (ta o której jest ta poprzednia historia) po
                  jej smierci (6 lat temu) całą noc poprzedzającą pogrzeb rozmawiał z nią i
                  żegnał się, ale nigdy z nim na ten temat nie rozmawiałam.
                  Mojej mamie od czasu do czasu śni się jej dawno nie zyjąca juz jej babcia,
                  mowi że daje jej ostrzezania jak ma się coś wydarzyc, ale nie dosłownie tylko
                  się jej śni.
                  Ja miewam czasem koszmary ale mi przydałby się chyba egzorcysta w moich snach,
                  jak się przebudzam z takiego koszmaru to zawsze mam wrażenie że ktoś wychodzi z
                  mojego pokoju. To tyle więcej takich historii w mojej rodzince się nie
                  przydarzyło.
                  • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 17:34

                    no dobra Kalka zasneła, znając ją to 20 minut, 30 górasmile takie ma drzemki
                    To będzie długa historia, raczej nie zdąrze napisac za pierwszym razem...

                    Moja babcia (mama mamy) urodziła się za Bugiem. Z tamtad pochodziła cała jej
                    rodzina, mieszkali wieki, co z tego, skoro Ukraincy nie uważali ich za
                    pełnoprawnych mieszkańców?
                    Bojówki nacjonalistyczne wygoniły brutalnie Polaków, mordując i gwałcąc, z
                    drugiej strony wiem, ze Ukraińcy byli również czesto represjonowani, w czasie,
                    gdy te ziemi były polskie. Moja babcia przezyła to fatalnie, bo sasiad mordował
                    sąsiada. Ukraincy zabili moją prababcie strzałem w plecy...
                    Czesto robili drzewka z dzieci, mordowali dzieci i niemowlaki, strzaskując ich
                    główki o ziemię, a następnie oplatali je drutem kolczastym wokół drzew...
                    Ale nie o tym chcciałam pisać...
                    To będzie opowieść o mojej pra pra babci, czyli babci mojej babci...
                    Opolwoeść ta opowiedziała mi babunia jak byłam małą dziewczynką, tak ja
                    lubiłam, ze musiała mi ja opowiadać wielokrotnie...
                    Moja pra pra mieszkała w wiosce otoczonej lasami, była to durza wieś, gdzie
                    żadko przybywali "obcy"....
                    Za lasem mieszkała pewna kobieta, stara "znachorka"
                    Leczyli się u niej ludzie, chociaz chyba za bardzo nie mogła im pomóc, ot przy
                    porodach i innych...
                    Pomimo tego, że ich leczyła nienawidzili jej skrycie, dzieci straszyli nią..
                    No bo jak lubic kogoś kto uprawia czary???
                    Ale nie przeszkadzało im to w proszeniu ją o pomoc przy chorobie.
                    Pewnej nocy pod jedną z chałup został podrzucony noworodek, dziewczynka.
                    Gospodarz nie miał pojęcia co z nią zrobic, swojego drobiazgu miał kilkoro..
                    Zaniósł dziecie z rana do znachorki. Dziewczynka była cudna.

                    Mineło 20 lat...
                    Moja pra pra była małą dziewczynka, miała może z 6 lub 7 lat, tego dokładnie
                    nie wiem. Była inna. Dzieci nie lubiły się z nią bawic, a to dlatego, ze miała
                    dziwne oczy.
                    // Ja tez takie mam, chociaz mówia, że oczy to jest jedyna rzecz niezalezna od
                    genów//

                    Więc jej oczy były w plamki i paski (zupełnie jak twoje mówiła Babunia).
                    To byl inny świat, ale dzieci były takie same, jezeli czegoś nie znają to sie
                    tego boją. Teraz wyśmiewały by sie z kalectwa, chociaż...nie wszystkie, jest
                    coraz więcej mądrych mam...
                    Malutka czuła się odrzucona, inne dzieciaki biegały po wsi, a ona cały czas w
                    swoim obejściu.

                    obudzila sie Kalka, reszta później
    • andzina Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 18:01
      Czytam ten wątek drugi dzień i niezmiennie mam ciaaaaary.... cudny! U mnie
      bardziej przyziemnie, może dlatego, że zawsze staram się naprawdę racjonalnie
      tłumaczyc sobie wszystko...

      W nocy w moim mieszkaniu (zapisanym mężowi przez babcię) w kuchni skrzypią
      meble - sosnowe, więc mają prawo. W dzień pewnie też skrzypia, ale w
      hałasach "dziennych" tego tak nie słychac. Teraz przyzwyczaiłam się do tego,
      ale na początku.... Zamieszakliśmy razem dłuuugo przed ślubem i często mój mąż
      pracował w nocy. Strasznie się wtedy bałam. A jeszcze wszyscy dookoła mi
      wmawiali, że to dziadek przychodzi w nocy do siebie (nie żyje od kilkunastu
      lat, podobno był cudownym człowiekiem, malowal piękne obrazy, z zawodu był
      architektem, dusza artystyczna...) Mój mąż z dziadkami był bardzo związany,
      mieszkali przez pewien czas razem, dziadek pomagał mu w nauce etc. Wszyscy mi
      mówili wtedy, że dziadek sprawdza, czy nadaję się dla mojego męża na żonę.
      Bałam się wtedy strasznie, ale potem zaczęłam wypytwac babcię o dziadka,
      pojechałam na cmentarz... i albo się na tyle przyzwyczailam, że nie słyszę tych
      skrzypień, ale dziadek mnie poznał i polubił... A w ogóle to jestem strasznie
      bojaźliwą osobą, ale niestety racjonalną... zawsze szukam wytłumaczenia. Choc
      sam fakt, że mam ciary świadczy chyba, że troszkę wierzę, nie...?
      pozdrawiam i czekam na jeszcze!
      • headonshoulders Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 19:32
        w domu ktory teraz wynajmuje ( stuletni wiejski domek przy lesie na przedmiesciach londynu) dzieja
        sie dziwne rzeczy,, Jako ze jestem osoba racjonalna probuje sie czasem z tego smiac badzto ignorowac
        ale niania mojego syna , kobieta religijna modli sie za zblakana dusze. Udaje ze w to nie wierze ale jak
        tu nie wierzyc kiedy,,,,
        ..w srodku nocy moj dwuletni syn budzi sie z krzykiem pokazuje na sciany i krzyczy, pare sekund
        pozniej zaczynaja sie trzaski. Zaczyna sie w pokoju u nas, halas biegnie przez przedpokoj do pokoju
        nianki. Brzmi to tak jakby ktos walil w podloge butami, nie jak zwykle kroki tylko jak tupanie z calej
        sily. ( W kazdym z tych pomieszczen jest inna podloga, slychac to tak jakby ktos przebiegal z jednego
        konca pietra na drugi) NIGDY nie dzieje sie to jak mnie nie ma w domu w nocy kiedy jestem w
        delegacji. NIGDY nie dzieje sie to kiedy jest u mnie moj mezczyzna przez pare dni. Dzieje sie to tylko
        wtedy kiedy w domu jestesmy w trojke. Ja, malutki i niania. Kiedy nie bylo nas w anglii w grudniu w
        domku mieszkaly kolezanki z polski ktorym uzyczylam gosciny. NIC NIE SLYSZALY.
        Zawsze zanim halasy sie zaczynaja jedne z nas sie budzi. Czasami budze sie w srodku nocy
        polprzytomna i WIEM ze zaraz zacznie sie tupanie i nawet czasem odliczam - 5-4-3-2-1 i idealnie
        trafiam w pierwszy huk. Mimo iz jestem osoba racjonalna sypiam przy zapalonym swietle i wszyscy
        mamy pootwierane drzwi na pietrze....tak naprawde to boje sie dopiero od czasu kiedy poczulam jakby
        ktos dmuchal na moja szyje kiedy lezalam pol rozbudzona na lozku w srodku nocy . Licho nie spi. To
        bardzo dziwne jest wlasnie, ze zanim cokolwiek sie zacznie dziac to my sie budzimy i wiemy ze ktos
        nas odwiedza. Czasami ze snu wybudza mnie ktos szeptem powtarzajacy moje imie. Budze sie i
        normalnie wtedy mam wrazenie ze zaraz popuszcze ze strachu.

        Nianka powiedziala mi kiedys, ze jednej nocy kiedy polozyla malego do lozeczka i polozyla sie spac
        obudzilo ja cos co chodzilo po jej nogach , czolgalo sie. Myslala ze to moj syn i polprzytomna
        podniosla sie zeby go do siebie wziac. Zobaczyla dziecko obok w lozeczku i pustke przed soba.
        Strasznie sie wystraszyla i zapalila swiatlo, pomodlila sie i probowala spac dalej. Wtedy poczula
        ogromny ciezar na piersi i uslyszala pisk malego. Obudzilam sie i przybieglam do nich do pokoju,
        oboje byli przerazeni.. Bala sie spac sama wiec wziela dziecko do siebie a ja wrocilam do swojej
        sypialni...

        nie zostane tam dlugo ale dopoki tam jestem staram sie tolerowac to co sie dzieje. W koncu pewnie
        siedzi tam dluzej od nas.


        --
        ---------
        Good Girls Go To Heaven
        Bad Girls Go To London !
          • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 20:45

            Mam zawsze jej powtarzała, zeby sama nie chodziła do lasu, NIGDY...
            Ale mała poszła. Tuz przed lasem na polance spotkała dziewczyne. Miała śliczna
            niebieską sukienke takiez włosy i bląd włosy zaplecione w dwa grube warkocze.
            Uśmiechneła się zachęcajaco i kiwała reką na małą. Dziewczynka zblizyła sie do
            panny, a ta dała jej narecze kwiatów, i powiedziała, żeby z nią poszła przez
            las do nastepnej polanki, takiej samej jak ta, tylko za lasem. Tam to dopiero
            sa kwiaty!!!
            Ale dziecko pomne upomnien matki i tak juz zle czuło się z tym, że oddaliło się
            tak daleko od domu w strone zakazanego lasu. Podziekowała za kwiatki i poszła
            do domu.
            Pare dni spędziła na samotnej zabawie i pomocy matce w prowadzeniu domu. Ale w
            końcu nie wytrzymała i znowu poszła na polane.
            I znów piekna dziewczyna tam była, bawiła sie z malutką, śpiewała jej piosenki,
            opowiadała o swoim domu za lasem, mówiła jej jak tam jest pieknie, jakie cudne
            kwiatki, jaka miła babcia ...
            Ale robiło się coraz pózniej i dziewczynka musiała wrócic do domu, panna była
            nieco zasmucona, ale malutka obiecała jej przyjść na zajutrz, w koncu miała
            przyjaciółkę...
            Na następny dzień znow poszła na polane, dziewczyna już na nią czekała upletła
            jej piękny wianek z polnych kwiatów, poprzeplatany długimi trawami, kolorowy, i
            znowu kusiła, choc ze mna tam jest tak pięknie, spodoba ci się...
            Ale malutka musiała juz wracac do domu, ale obiecała pannie, że jutro pujdzie
            razem z nia i odwiedzi jej babcie i zobaczy polane i kwiatki cudne.
            Wróciła później niż zazwyczaj, matka była zła, nie było komu pomóc przy robocie
            w zagrodzie, a jak zobaczyła wianek na głowie córki, to bardzo zbladła. Od razu
            się domyśliła gdzie była malutka, postanowiła jej wyjawic dlaczego mała nie
            może chodzic pod las.


              • memphis90 Re: Straszne prawdziwe opowieści 18.04.15, 08:53
                O, na pewno duch zmarłej tragicznie dziewczyny porywa małe dziewczynki, a drugi las z pięknymi kwiatami to zaświaty.

                Nie zadawaj się z utopcami, strzygami i pannami wodnymi.
                --
                "chłop co nie bł w wojsku do dup...a Ale mój mąz był, co sobie chwali, nauczył się jeśc kaszanki, zmeinił sie na plus." by a.n.a0
          • headonshoulders Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 23:51
            uwierz mi , mialam ochote zwiewac ale mam podpisany kontrakt do konca lipca , nie stac mnie zeby
            stracic 5 tysiecy depozytu za jego zlamanie - wiec musze sie przemeczyc...

            teraz jestem u mamy ale musze jutro wracac do mojego domku sad

            --
            ---------
            Good Girls Go To Heaven
            Bad Girls Go To London !
            • dzidecka Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 13:32
              headonshoulders napisała:

              > uwierz mi , mialam ochote zwiewac ale mam podpisany kontrakt do konca lipca , n
              > ie stac mnie zeby
              > stracic 5 tysiecy depozytu za jego zlamanie - wiec musze sie przemeczyc...
              >
              > teraz jestem u mamy ale musze jutro wracac do mojego domku sad
              >

              oj to kiepsko uncertain no ale nie dziwie Ci się. trzymaj sie tam!

              --
              STRONA JULECZKI
    • yenna_m Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 21:04
      Opowieśc jest prawdziwa (co za wstyd).
      Byłaby świetnym materiałem na scenariusz komedii (ktoś chętny? komedia na
      faktach)

      Dwa lata temu wieczorem, dzień przed mymi 32 urodzinami) pojechaliśmy do moich
      rodziców odebrać dzieci.
      Bo ambitne plany miałam, w dzień chciałam naukowo popracować, balkon odgracić,
      garnitur mężowi kupić - więc dzieci dziadkom (wyrodna!) upchnęłam.

      Godzina 20.00 - no to jedziemy po dzieci.

      Ok. 21.00 byliśmy na miejscu.
      Z auta wyszliśmy, do dziadków zadzwoniliśmy. A potem weszliśmy na górę.

      Małżonek postanowił pobawić się z Michałem - to mój starszy syn - (w konia) -
      przed ubieraniem na podróz. I w trakcie zabawy złamał okulary.
      Dramat. Ja nie jeżdzę, mąż bez okularów nie widzący.

      Za oknem rozpętuje się solidna burza.

      Ślubny postanawia okulary załatać taśmą klejącą. Lub czymkolwiek innym.

      Ja: "Nie jadę z dziećmi! Nie jadę w taką pogodę! Może to jakaś przestroga! Boję
      się (patrz: fobia samochodowa). Mam zamiar dożyć do swoich 32 urodzin!".

      Małżonek w tym czasie reanimuje okulary. No i polemizuje zawzięcie.

      W końcu okulary na nos założył. A potem umocował je sobie na głowie... gumką
      recepturką (taki se patent wymyślił na złżenie do kupy okularów)
      A ja? "Nie, nie, nie!".

      W międzyczasie Klucha (młodszy syn) rozpłakał się, bo smoczka nie miał. A
      godzina 23 juz była.

      Co było ślubnemu robić?
      Do auta wsiadł i po smoczek, do nieznacznie oddalonej apteki, pojechał.

      (Wyobraźcie sobie, jaką minę musiała mieć aptekarka, gdy o 11 w nocy do apteki
      wszedł wysoki, mocno zbudowany mężczyzna, lat ok 35, w okularach, z gumką
      recepturką nałożoną na głowę (i podptrzymującą okulary)- jak wianuszek.
      Który zaraz po wejściu zarządał smoczka.
      Cóż, pewnie pomyslała, że z facetem coś nie halo. A to tylko mój mąż był...
      (mniejsza zresztą o mężą) )

      W końcu małżonek do domu ze smoczkiem wrócił. I polemikę zmierzająca do
      zabrania mnie i dwójki dzieci podjął.

      Bezskutecznie.

      Polemika trwała dość długo.
      W końcu stanęło na tym, że ja z dziećmi zostajemy. A małżonek dla odmiany też
      zostaje.

      Wściekła poszłam na dól, przed blok, na papierosa. Już w końcu nie padało.

      -Stuk, stuk, stuk - zadudniły bezpośrednio za mną na klatce schodowej czyjeś
      kroki.Poczułam czyjąś obecność za plecami.
      Odwróciłam się, żeby przepuścić tego kogoś.
      Za mną nikogo nie było.
      Włosy na rękach stanęły mi dęba.
      - Chyba wykiwałam moją śmierć - pomyślałam. I wypaliłam dwa papierosy pod rząd.
      Słuchając opowieści mojej matki, ktora w międzyczasie dołączyła na tego
      papierosa, o czterech pustych, czekających na pogrzeb grobach , które tej nocy
      jej się śniły (moja matka ma często takie dziwne przeczucia i niestety sie toto
      sprawdza).

      Noc byłą koszmarna.
      Po prawdzie prawie wcale nie spałam. Za ciasno nam we 4 było na jednym łóżku. A
      kiedy nad ranem usnęłam - przepracając się z boku na bok - walnęłam łokciem
      śpiącego, jak zwykle w poprzek, Kluchę.

      Ale dożyłam moich 32 urodzin.
      I przeżywszy dziś kilka kolejnych polemik wink z małżonkiem - wróciłam cała i
      zdrowa do domu.

      Ciągle się zastanawiam, co by było, gdybyśmy w tę burzę, wierząc w mężowski
      patent na przełamane okulary, wsiedli do tego auta...
      --
      Blog o moich dzieciach

      Przepraszam za ewentualne literówki.
      • pandora_ Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 22:06
        O rany, ale fajny wątek, nawet jesli nie wszystkie historie sa serio smile
        Ja tu tylko wtrętem, że podobno "wyczuwanie" śmieci bliskiej osoby jest bardzo
        czeste, szczególnie jeśli ta osoba lezy chora - u nas tak było z prababcią.
        Miałam jakieś 17 lat, mieszkałam z rodzicami, prababcia lezała cieżko chora w
        szpitalu. Rano siedziałam w kuchni, rodzice coś tam robili i zadzwonił telefon.
        U nas czesto dzwonił, w weekendy szczególnie bo wtedy przyjeżdżałam do domu na 2
        dni z innego miasta. Ale jak tylko zadzwonił, poczułam, że to TO. Mama też, bo
        zanim podniosła słuchawkę rzuciła mi dziwne spojrzenie i powiedziała, że boi się
        odebrać. No i to było TO. Ale ja bym to nazwała antycypacją.
        Mimo wszystko - kontynuujcie dziewczyny, bo czuje się jak w podstawówce w szatni
        na wf-ie, jak nie mogłam ćwiczyć i zawsze z dziewczynami opowiadałyśmy sobie
        różne niesamowite historie smile
        --
        Blog Pitu i mamy
        Tutaj spełniam się zawodowo
        Wielka wyprzedaż ciuszków dla malucha
      • malgog Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 12:15
        yenna_m
        urzekła mnie Twoja historia
        a raczej powaliła
        przyznaję palmę pierwszeństwa w kategorii komedio-sensacji smile)))

        cały czas mam przed oczami Twojego męża w aptece nocą, z okullarami na gumkę
        recepturkę,kupującego smoczek uspokajający....

    • hop_angel Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 23:09
      Hej,

      no to teraz ja,

      pierwsza opowieść:

      mój tato jest już wiekowy raczej, w zasadzie mógłby byc moim dziadkiem, kiedy
      jako 16 letni chłopiec został zesłany do Łagrów na obóz, tak się trafiło, że za
      dobre sprawowanie pełnił służbe posterunkowego i pracował jako "listonosz".
      Noce na Syberii jak wiecie sa bardzo mroźne no i jednej takiej nocy, kiedy
      pełnił swą służbę, czekał na ważny telefon z rozkazem. Za nie odebranie groziła
      śmierć przez rozstrzelanie lub coś gorszego znacznie. Ale mój tato był bardzo
      zmęczony i po prostu zasnął, na chwilę dosłownie położył się na leżance i oczy
      mu się zamknęły. I nagle poczył, że ktoś go szarpie za rękę, była to świetlista
      postać w koronie, jak twierdzi, potem skojarzył sobie, że to musiała byc Matka
      Boska, a wiem co mówi bo on ateista zgorzały jest, że hej. No i w porę sie
      obudził, na szczęście...

      Druga historia przydarzyła się moje przyjaciółce tuż po śmierci babci, kilka
      lat temu. Było lato, była na papierosie na balkonie i nagle poczuła obecność
      kogoś jeszcze, odwróciła się i zobaczyła postać babci, zadowoloną i
      uśmiechnięta i mówiącą, że u niej wszystko ok.

      Kolejna historia jest również z życiorysu mojej bliskiej koleżanki, na drugi
      dzień jak umarła jej mama (chorowała na raka i umierała w domu) ktoś rozsypał
      płatki róż na podłodze w przedpokoju, a wszystkie figurki słoników (zbierały je
      obie) były poprzewracane w pokoju, koleżanka je zebrała i poszła do pracy ale
      po powrocie one znowu stały tam gdzie wcześniej,

      to tyle jak coś jeszcze sobie przypomnę to dam znać, pozdrawiam
      --
      Hopek i Kubuś (26.02.2005)
      • mamaemmy Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 23:49
        piszcie,czekam na ciąg dalszy!

        opowiem jeszcze historie mojej przyjaciółki- za panny mieszkała ona w starym
        domu z rodzicami -to taki typ domu z sienią pomiędzy pokojami.Z tyłu domu,lata
        temu mieszkała z nimi starsza pani,która się opiekowali(juz nie zyje)w miejscu
        jej pokoju teraz jest warsztat.
        Którejś nocy,Marta obudziła się,czujac,że ktoś jej leży w nogach-dotyka ją coś
        ciepłego,czyjas ręka-popatrzyła a na kołdrze lezał jakiś pijak!Zaczęła krzyczeć
        jak oszalała-z drugiego pokoju przybiegli obudzeni rodzice.Wszyscy byli w
        szoku-jakim cudem ten człowiek wszedł do domu!!!Zapytali go o to,a on mówi,że
        przyprowadziła go starsza pani w chusteczce na głowie,ze świeczką... wszedł
        oknem z tyłu domu...


        Moja druga przyjaciółka,mieszka w totalnym"domu duchów",do czego juz wszyscy się
        chyba przyzwyczaili.Np siedzą raz z mamą w pokoju,słyszą OBIE,że ktoś otwiera
        drzwi wejsciowe,wchodzi,słychać jak wiesza płaszcz w sieni,stukaja zsuniete z
        nóg buty..obie odruchowo patrzą na klamkę-a tu cisza.Były przekonane,że to tata
        wrócił-wybiegają -nie ma nikogo,drzwi zamknięte...Albo na ich oczach nagle
        zaczyna się ruszać klamka,jakby z drugiej strony ktoś ją mocno szarpał.Z drugiej
        strony nie ma nikogo...W tym domu w czasie wojny rozstrzelali wielu ludzi.


        Moja babcia w pierwszą wigilie po smierci swojej mamy,ujrzała ją w
        pokoju.Pobiegła do taty,krzycząc:mamusia przyszła,ale jak wrócili ,w pokoju nie
        było nikogo...

        na razie tyle...

        Przez ten watek miałam jakies koszmary w nocy,że umiera moja babcia i
        woła:"wołają mnie,żebym szła do lasu"a ja krzyczę do mamy:"mamo,zamknij szybko
        drzwi,żeby smierc nie weszła"...
        --
        Sama jem Danio!!!
        A to historia Emusi
      • yenna_m Re: Straszne prawdziwe opowieści 19.02.06, 23:55
        Jak byłam młodą dziewczyną matka zawsze przestrzegała mnie przed wywoływaniem
        duchów. W sensie: żeby tego ne robić.
        Nie wiedziałam, skąd u mojej matki taki lęk przed wywoływaniem duchów, aż do
        momentu, gdy jako dziecko podsłuchałam (wiecie, uszy miałam jak radary wink )
        pewną opowieść mojej matki:

        Było to ze 40 lat temu. Na wsi, na której wychowywała się moja matka, kilka
        młodych dziewczyn postanowiło, że dla żartu powywołują sobie duchy.
        Usiadły przy stole, wyciągnęły talerzyk i heja - odprawiać rytuały.
        Duch przyszedł.
        - Duchu, duchy, daj nam jakiś znak - poprosiły dziewczyny.
        I..... Jak nie huknęło!
        To spadła WYRWANA z impetem i jakby rzucona na ścianę naprzeciwko szafka
        kuchenna wypełniona talerzami, szklankami, chyba jakąś porcelaną - jednym
        slowiem razeczami, które naprawdę dośc sporo ważyły.

        Nikomu nic się nie stało.

        Dziewczyny posprzątały w domu, odwołały ducha i rozeszły się mocno wystraszone
        do domów.

        Ale okazało się, że duch nie odszedł - bo w tym domu zaczęły dziać się różne
        dziwne i przerażające rzeczy. W koncu dziewczyny przyznały się rodzicom, jak
        zabawiały się w wolnym czasie.

        Wiem, że w tym domu potem był ksiądz, nie pamiętam teraz, czy odwołano tego
        ducha.
        Ale z tego, co pamiętam, dziewczyny potem miały poważne kłopoty ze zdrowiem
        psychicznym - nie dały rady udźwignąć ciężaru takie obcowania z paranormalnym.

        I wiecie co?
        Jakos nie kusi mnie to wywoływanie duchów...
        --
        Blog o moich dzieciach

        Przepraszam za ewentualne literówki.
    • weronikarb Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 13:14
      szef mni ezabije zmaiast pisac mu wnioski siedzie i czytam te historie az sie
      ubralam taka gesia skorke dostalam.

      Ja sie wystraszylam jeden jedyny raz.
      Po śmierci taty - nieiwem jaki czas uplynal moze m-c moze rok.

      Spalam, i niewiem czy mi sie snilo czy juz sie obudzilam, patrze na drzwi i
      klamka sie pomalu opuszcza, wiem ze jak drzwi sie otworza to bede sie jeszcze
      bardziej bala. Drzwi sie otworzyly, stanal w nich tata, ale jaki straszny,
      wiedzialam ze to on ale twarz mial taką ZŁĄ.

      poszlam na drugi dzien na cmentarz, zamowilam msze i po tym znowu przyszedl do
      mnie, razem bylismy na jakiejs jakby stacji CPN czy cos takiego. Mialam
      wrażenie że tu jest miejsce dla nieżyjących ludzi i tu ich "segregują" stalam w
      kolejce z tatą i mowie do niego "tatuś jak na trupa to świetnie wyglądasz", on
      do mnie "bo mi tu dobrze, niemam źle" i faktycznie super wygladał tylko trupio
      blady był i doszliśmy do początku kolejki, tata wsiadł do pięknego mercedesa
      jako kierowca - mój tato nigdy nie zrobił prawa jazdy, bo niemiał pojecia o
      prowadzeniu auta.

      Co roku wysylam do Lichenia na Święto Zmarłych na msze za tate i już mnie nie
      odwiedza
      --
      Dominik buduje DOM

      img152.imageshack.us/img152/2231/wielkibudowniczy4ni.jpg
    • wana Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 13:16
      Hej, dziewczyny!
      Dokleję coś, o czym już pisałam, jak któraś czytała, to przepraszam wink)):

      Wiem, że był już podobny temat, ale chciałabym Wam coś opowiedzieć: dziś w
      nocy, dokładnie o 4.20, Julek obudził się, popatrzył w głąb pokoju i zaczął
      przeraźliwie krzyczeć, pokazując na coś. Zaczęliśmy z mężem go uspokajać
      (Julek śpi z nami) i pytać, co się stało. Jako, że Młody mało mówi,
      komunikacja jest utrudniona. Zapytałam, czy mu coś dać? "NIE", czy coś
      zabrać? "TAK!" i pokazywał ręką pustkę. Próbowałam się dopytać, o co chodzi,
      nie chodziło mu o pzedmioty, tylko coś, co było w pustce. Przyznam się, że
      tak po 20 min. zrobiło się mi jakoś dziwnie wink)), a że mieszkamy (moja
      rodzina już ponad 50 lat ) w starej kamienicy, właściwie w dawnym pałacu, to
      wiele mogło się dziać przez wieki
      smile)).
      Przypuszczam, że obudził się i resztki snu wziął za rzeczywistość, ale czy
      mogę mieć pewność? czy Wasze dzieciaczki też tak mają? Julenio ma 2 latka,
      jego 7-letnia siostra nic nie widziała, choćiaż patrzyła w to samo miejsce.
      Jak była mała często mówiła, że widzi "pana" w pokoju...
      Dziewczyny (i chłopaki), co Wy na to?
      Pozdrawiam
      wana

      Historia ta ma o tyle ciąg dalszy, że Julenio przez kilka kolejnych nocy patrzy
      w tamto miejsce, jakby kogoś / czegos szukał - czy kogoś zobaczył? KOgo? Mojego
      dziadka, który umarł 11 lat temu i nbie widział żadnego z moich dzieci? Swojego
      niedoszłego ojca chrzestnego, który umarł rok temu i - jak nam (mi i mężowi)
      się wydaje robi nam różne psikusy, np. "rzuca" w męża płytą CD, którą mu
      podarował, a potem okazuje się, że tego dnia były jego imieniny, itp.?

      Ja tam wierzę w takie różne...

      wana
      --
      Popatrzcie na Julenia wink))
    • wana Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 13:16
      Hej, dziewczyny!
      Dokleję coś, o czym już pisałam, jak któraś czytała, to przepraszam wink)):

      Wiem, że był już podobny temat, ale chciałabym Wam coś opowiedzieć: dziś w
      nocy, dokładnie o 4.20, Julek obudził się, popatrzył w głąb pokoju i zaczął
      przeraźliwie krzyczeć, pokazując na coś. Zaczęliśmy z mężem go uspokajać
      (Julek śpi z nami) i pytać, co się stało. Jako, że Młody mało mówi,
      komunikacja jest utrudniona. Zapytałam, czy mu coś dać? "NIE", czy coś
      zabrać? "TAK!" i pokazywał ręką pustkę. Próbowałam się dopytać, o co chodzi,
      nie chodziło mu o pzedmioty, tylko coś, co było w pustce. Przyznam się, że
      tak po 20 min. zrobiło się mi jakoś dziwnie wink)), a że mieszkamy (moja
      rodzina już ponad 50 lat ) w starej kamienicy, właściwie w dawnym pałacu, to
      wiele mogło się dziać przez wieki
      smile)).
      Przypuszczam, że obudził się i resztki snu wziął za rzeczywistość, ale czy
      mogę mieć pewność? czy Wasze dzieciaczki też tak mają? Julenio ma 2 latka,
      jego 7-letnia siostra nic nie widziała, choćiaż patrzyła w to samo miejsce.
      Jak była mała często mówiła, że widzi "pana" w pokoju...
      Dziewczyny (i chłopaki), co Wy na to?
      Pozdrawiam
      wana

      Historia ta ma o tyle ciąg dalszy, że Julenio przez kilka kolejnych nocy patrzy
      w tamto miejsce, jakby kogoś / czegos szukał - czy kogoś zobaczył? KOgo? Mojego
      dziadka, który umarł 11 lat temu i nbie widział żadnego z moich dzieci? Swojego
      niedoszłego ojca chrzestnego, który umarł rok temu i - jak nam (mi i mężowi)
      się wydaje robi nam różne psikusy, np. "rzuca" w męża płytą CD, którą mu
      podarował, a potem okazuje się, że tego dnia były jego imieniny, itp.?

      Ja tam wierzę w takie różne...

      wana
      --
      Popatrzcie na Julenia wink))
      • natkakoperku Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 13:39
        Mieliśmy podobną sytuacje.miesiąc temu zmarła moja babcia.Bardzo lubiła
        Mateusza.Opowiadała mu że jak wyzdrowieje to zrobi mu piaskownice i ponosi na
        rękach.M jest troche mało rozgadany,praktycznie tylko mama i tata.Na moją mame
        też mówi mama.Nauczył się mówić baba,myśleliśmy że chodzi mu o jego babcie(moją
        mame).Pytamy się gdzie jest baba pokazywał w przestrzeń albo mówił że nie mama
        baby.Kazał powyciągać sobie akcesorja piaskowe i bawił się nimi sam.Żadko mu się
        zdaża tak spokojnie bawić.Pokazywałam mu zdjęcia i na którymś z nich była moja
        babcia.Jak ją zobaczył to zaczął klaskać i krzyczeć baba.Trwało to chyba z
        tydzień.Któregoś wieczoru obudził się usiadł na łóżku pomachał i powiadzieł że
        baby nie mama i że gdzieś pojechała.Od tego czasu przestał się bawić
        wiaderkami.Reszta mojej rodziny daje nam spkój.
        --
        Pozdrawiam Paula i Mateuszsmile
    • be.em nie straszne ale prawdziwe 20.02.06, 13:52
      najmłodsza córa mojej przyjaciółki urodziła się rok po śmierci swojego dziadka,
      czyli ojca mojej przyjaciółki. nigdy go nie poznała, nigdy go nie widziała
      nawet na zdjęciach. pewnego dnia jak już córa miała jakieś 3 lata zaczęły
      oglądać zdjęcia zniesione ze strychu. jedno zdjecie było grupowe ze ślubu mojej
      przyjaciółki. i nagle ta córa patrzy i mówi: "oo dziadek!". na to moja
      przyjaciółka - skąd wiesz, że to Twój dziadek? a córa: bo spotkaliśmy się w
      niebiesmile

      --
      Najgorsze jest jak się komuś coś wydaje
      • malgog co widzą dzieci ??? 20.02.06, 14:45
        Jakiś czas temu na emamie był podobny wątek
        dotyczący widzenia dziwnych rzeczy przez dzieci

        Pamiętam, że jakiś czas po śmierci Misi Delekty, córeczki forumowej emamy
        (z pewnością wiele z Was kojarzy tego Aniołka)
        dziadek Misi pisał, że spacerując po korytarzu szpitala w Prokocimiu Misia
        wielokrotnie mówiła, że spotyka dzieci które odeszły, rozmawiała z nimi na ile
        może kontaktować się 3-letnie dziecko ...

        Misiu (*)
    • zonazona Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 14:19
      Wiecie, tak sobie czytam i czytam (i mam nadzieję na jeszcze wink) i uważam, że
      super są te wydarzenia i opowiadania, wzruszajace i piekne...
      Mnie nic takiego nie spotyka (i dobrze!), chyba ze coś przeoczyłam...
      Monika
      • dagmi1 Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 15:55
        Apropos kontaktów dzieci z duchami, lub jeszcze przed narodzeniem z przodkami.
        Wczoraj ni z tego ni z owego nasza 5 letnia córka rozmawia ze swoim tatą, ja
        akurat prasowalam pranie w lazience ale podsluchiwalam sobie. Pisałam ze moj
        teść nie zyje od 1996 roku, corka urodziła się w 2000. Nie znała dziadka, byla
        kikla razy w zyciu na grobie (zazwyczaj z okazji świeta zmarlych). Siedzi i
        mowi do taty wiesz ja znałam mojego dziadziusia, jeszcze zanim się urodziłam
        jak bylam aniołkiem (nie jestesmy praktykujący i tematów religijnych w domu
        raczej nie poruszamy w przedszkolu nie ma religii dopiero od przyszlego roku) i
        wiesz on mi powiedzial ze jeszcze kiedys się spotkamy ale jeszcze nie teraz, mi
        szczena opadła tym bardziej ze ostatnio sledzę ten wątek. Chyba jest życie
        pożyciu i życie jeszcze przed narodzinami.
      • kalinkaagata Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 16:10

        Wróciła później niż zazwyczaj, matka była zła, nie było komu pomóc przy robocie
        w zagrodzie, a jak zobaczyła wianek na głowie córki, to bardzo zbladła. Od razu
        się domyśliła gdzie była malutka, postanowiła jej wyjawic dlaczego mała nie
        może chodzic pod las.

        Opowieść mamy malutkiej:
        Keidyś, a było to na długo przed twoimi narodzinami, ktoś podrzucił sasiadowi
        pod drzwi niemowle. Na peno to dziecko nie urodziło sie w naszej wsi. Ani w
        okolicznych wsiach. Była to dziewczynka. Sasiad nawet chciał ją zatrzymać ale
        jego żona sie nie zgodziła. Nie wiedział co z nią zrobić, zaniósł ja więc do
        znachorki za las.
        Na początku stara nie chciała jej wziąść, ale chłop zabrał się bez słowa z jej
        chałupiny, więc co miała robić.
        Wylozyła stary kosz gałdankami i połozyła w nim dziecie, poszła do wsi, i w
        końcu znalazła gospodynie która miała mleczne kozy do sprzedazy, kupiła jedna
        kuzkę, aby mała miała mleko. Dziewczynka otrzymała na imę Wanda. Znachorka
        miała problem z ochrzczeniem dzieciecia, ksiądz zdecydowanie odmówił, zeżliło
        to starą, i jeszcze bardziej zniecheciło do ludzi...
        I tak chowała się Wanda w ubogiej chacie starej, kochała ją jak babkę, zdołała
        zmiękczyc jej serce, i była chyba jedyną istota, którą stara pokochała.
        Mijały lata Wanda wyrosła na śliczna młodziutką dziewczyne, dobrze jej było
        mieszkac za lasem ale osiagneła wiek, kiedy ciągnie młodą osobe do
        towarzystwa , do ludzi, babcia już jej nie wystarczała, martwiło to babine,
        wiedziała jacy ludzie mieszkają we wsi, wiedziała, jacy potrafią być...
        Jednakże tak bardzo kochała Wandzie, że na usilne jej nalegania w końcu
        zgodziła się zabierac ją do chorych, gdy była wzywana...

        W sasiedniej wsi mieszkał najbogatszy gospodarz w okolicy. Jedynym jego
        ubustwem było to, że posiadał tylko jedno dziecko, syna, chłopaka młodego,
        wesołego, pracowitego i ... troche próżnego, bo kochały sie w nim wszystkie
        panny z okolicznych wiosek. Cóż sie dziwić, każda matka która miała panne pod
        dachem mażyła o wyswataniu swej pociechy z młodym Wacławem.
        Jemu nie w głowie na razie była żeniaczka, dobrze mu było w domu ojcowym, gdzie
        koło niego skakała matka.
        Raz stało się tak, że w noge gospodarza wdało się zakażenie. Poprzedniej imy
        skaleczył się w nogę, rana na początku dobrze sie goiła, potem zaczeła się
        paskudzic, zawezwano znachorke...


    • pietscharka Re: Straszne prawdziwe opowieści 20.02.06, 16:46
      Zajrzałam na to forum przypadkiem...
      Mnie nigdy nic niesamowitego się nie przydarzyło - ale mojej mamie...

      Kiedy chodziła do technikum mieszkała w internacie.
      Którejś nocy ( około północy ) gdy położyła się spać poczuła,
      że coś lub ktoś ściąga z niej kołdrę. Pomyślała, że to koleżanka, ale ona spała
      sobie w najlepsze. Potem to "coś" położyło się na niej, a mama poczuła dwie
      lodowate ręce na piersiach. Usłyszała chrapliwy męski głos, który wyszeptał jej
      do ucha - "jutro będą chrzciny".
      Wyskoczyła z łóżka jak oparzona...
      Opowiedziała później wszystko koleżankom z internatu, które oczywiście ją
      wyśmiały. Jednak identyczna sytuacja powtórzyła się następnej nocy, ale u
      dziewczyny, która mieszkała piętro wyżej - nad mamą. Wszystko powtarzało się
      przez kilka tygodni w jednym pionie. Mama mówi, że był u niej kilka razy i
      miała go dość do tego stopnia, że wyganiała faceta mówiąc, że ma jutro klasówkę.
      Podobno interweniowło nawet kierownictwo internatu...
      Po wizycie księdza skończyło się...
      Mama do tej pory twierdzi, że nie dość że duch zboczeniec to jeszcze głupi
      jakiś. O co chodziło z tymi chrzcinami nie wie do tej pory.
      Podobno w pobliżu internatu było stare cmentarzysko...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka