• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Jak pokonać lęk przed prowadzeniem auta? Dodaj do ulubionych

  • 08.07.06, 22:29
    Jak?
    No jak?
    Kiedy dociera do mnie co się może stać na drodze,
    kiedy dociera do mnie jak bardzo się boję,
    kiedy nie umiem zaparkować,
    kiedy przy siadaniu za kierownicę pot spływa mi po plecach...
    Jak mam się sama przekonać że to nie jest takie trudne?
    Prawo jazdy mam od lat. Jeżdżę od roku ale prawie nigdy sama. Sama jeździłam
    tylko do pobliskiego sklepu po zakupy. A i tak udało mi się stuknąć auto przy
    parkowaniu.
    Teraz mamy nowe auto, bez automatycznej skrzyni biegów (dotychczas miałam
    automata) i jestem PRZERAŻONA. Odeszła mi ochota na jazdę. Gaśnie mi to
    cholerstwo co chwila, za duże jakieś takie i to sprzęgło i biegi...
    Kto pokonał strach? I jak?
    --
    "Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co zechce"
    Zaawansowany formularz
    • 08.07.06, 22:44
      Moze sobie po prostu podaruj?..Sorry moze to brzmi okrutnie ale nie kazdy
      nadaje sie na kierowce.Jesli masz juz tyle czasu Pj a sie nie
      przekonałas..?...Sorki ale mam nadzieje ze sie nie spotkamy na drodze dla
      Mojego i moich dzieci dobrasmile..
      • 08.07.06, 22:54
        Wręcz przeciwnie - MUSISZ JEŹDZIĆ. Im więcej, tym lepiej, praktyka czyni
        mistrza. Nikt nie jest superkierowcą od razu po odebraniu prawa jazdy. Z Twoich
        słów wnioskuję, że jeździsz raczej sporadycznie. Nie ma znaczenia, od kiedy
        MASZ prawo jazdy, bo umiejętności nie rosną proporcjonalnie do CZASU POSIADANIA
        prawka, tylko zależą od praktyki.

        Nie ma sie czego bać, trzeba sobie tylko uświadomić, że to nie samochód Tobą
        rzadzi, tylko Ty rządzisz samochodem. To od Ciebie zależy co się stanie, jesteś
        panią sytuacji. Więcej zaufania do siebie i swoich możliwości. Powodzenia! smile

        --
        Leon
        Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
      • 09.07.06, 21:44
        Prawko mam od 11 lat, nie jeździlam przez 10. Rok temu zaczęlam. Co to
        znaczy: "podaruj sobie"???
        Dasz radę, tylko duuuużo samozaparcia i nie daj się zniechecić!
        --
        6000 metrów nad poziomem morza...
    • 08.07.06, 23:03
      ja zaczęlam jeździć, bo musialam.
      pewnego dnia zadzwonila moja mama wczesnym rankiem, że bardzo źle się czuje.
      mama mieszka w Warszawie, a ja pod Warszawą. mąż już wyjechal do pracy, a ja
      musialam do niej szybko dotrzeć. prawo jazdy mialam od kilku lat, ale nie
      jeźdilam. odważylam sie i wsiadlam w samochód. dotarlam na miejsce i
      zadzwonilam po pogotowie, bo mama wyglądala kiepsko. pogotowie zabralo ja do
      szpitala. no to ja w samochód i za nimi. na szczęście nie mialam czasu myśleć,
      że boję sie jeździć. potem moją mamę przewieżli do kolejnego szpitala, gdzie
      zostala. musialam wrócić do niej do domu, żeby zabrać jej najpotrzebniejsze
      rzeczy i wrócić do niej. po caly dniu krążenia po Warszawie stwierdzilam, że
      teraz już sie nie boję. i od tamtej pory jeżdzę.
      --
      Kasia, Ola 10'1994 i Wojtek 10'2004

      Życie jest chorobą śmiertelną i bardzo zaraźliwą.
    • 08.07.06, 23:06
      a jak Ci szło z instruktorem? egzamin sama zdałaś? smile

      1. Nie wyjeżdżaj na ulicę dopóki nie opanujesz nowego samochodu. Jedź z mężem
      (koleżanką, kimś komu ufasz, kto nie krytykuje) za miasto na boczne drogi
      (parking przy markecie wieczorem, jakiś placyk) i potrenuj, trzeba trochę
      wyczucia do sprzęgła i tyle.
      2. Gdy samo auto przestanie być problemem, wyjedź na miasto (nadal w
      towarzystwie) w godzinach kiedy ruch jest znikomy tzn. późnym wieczorem,
      wczesnym rankiem w niedzielę. Opanuj jedną, dwie trasy np. do kogoś z rodziny.
      3. Opanowane trasy przejedź sama w tych samych godzinach (czyli przy braku
      ruchu)
      4. Te same trasy przejedź w godzinach szczytu w pomocnym towarzystwie, a
      następnie sama.
      5. Opracowuj nowe trasy smile mniej więcej przy piątej no max. 10-tej trening
      przestanie być potrzebny smile

      Ważne: musisz jeździć! codziennie trenuj, nie rób przerw. I żadnych wymówek
      typu: deszcz, za silne słońce, głowa mnie boli smileZnam to na pamięć smile
      Nie ma siły, nauczysz się jezeli tylko chcesz. Sposób naprawdę działa.
      Nauczyłam tak jeździć trzy koleżanki, wszystkie panikary, często z kilkuletnim
      prawem jazdy a praktyką taką jaką Ty masz. I jeszcze: na początku spróbuj
      określić, czy wolisz gdy ktos Ci podpowiada co masz robić? czy milczy a odzywa
      się dopiero w przypadku błędu? To tak dla dobrej atmosfery przy naucesmile
      A teraz do samochodu marsz! jest po 23. Pora idealna na naukę.

      --
      sygnaturka gdzieś się zgubiła, podobnie jak ja
    • 09.07.06, 00:21
      Dorzuce troszke "humoru"... mam prawko od 10 miesiecy, przez ostatnie 9 miesiecy
      robilam 50 km dziennie po W-wie. Od miesiaca prawko lezy, jestem w Moskwie, nie
      prowadze boje sie jak diabli...
      Moim zdaniem zacznij jezdzic. Najpierw w nocy, pozniej w dzien, mozesz wziac
      dodatkowe lekcje. Pamietaj ze samochod jest tylko samochodem...jejku to do mnie
      przemawia ale boje sie pojechac...Echhhhh....A jak pojedziesz to napisz surprised
    • 09.07.06, 00:24
      Mamodwojga, masz prawo jazdy i jeździsz od roku, moim zdaniem nie musisz
      trenować z drugą osobą - po prostu wsiadaj i jeździj codziennie.
      Sama, bez opiekuna.
      Na początek "wyczuj" nowy samochód, pojeździj gdy jest mniejszy ruch, może
      wcześnie rano.
      A to,że otarłaś auto? każda z nas tak miała.
      Nie umiesz zaparkować, to podjedź dalej,gdzie jest więcej miejsca, nie musisz
      się od razu wszędzie wciskać.

      Uwierz mi,że jeśli ja się nauczyłam to Ty też możesz.
      Teraz dużo jeżdżę i uwielbiam to robić ale na kursie to chyba byłam największe
      cielę bo prawa strona myliła mi się z lewą a jadąc do tyłu to nie mogłam
      skojarzyć w którą stronę mam kręcić kierownicą.


    • 09.07.06, 00:33
      I żadne tam..."a może sobie odpuść"
      Poradzisz sobie.
      Będziesz przecież wozić dzieci do przedszkola i szkoły.
      A co do automatu zgadzam się,że superwygoda, innego wozu już nie kupię.
      Wspieram Cię mentalnie i życzę by wkrótce prowadzenie samochodu było samą
      przyjemnością.
    • 09.07.06, 00:41
      Na Twoim miejscu darowała bym sobie samodzielną jazdę. Nie każdy może być
      kierowcą. Moją Mamę też paraliżował strach. Zawsze czuła strach przed jazdą.
      Dojeżdżając do krzyżówki cała oblewała się potem, ale nie było jeszcze tak źle,
      bo w miarę ten strach potrafiła opanować. Kiedyś wsiadłam razem z nią i pech
      chciał, że natknęłyśmy się na rozpędzoną ciężarówkę na dość wąskiej drodze. Mama
      zamiast zwolnić i zjechać na pobocze, puściła kierownicę i zakryła dłońmi oczy.
      Gdyby nie moja natychmiastowa reakcja, obie byśmy nie żyły. Powiedziała, że nie
      mogła się opanować i na szczęście zrezygnowała z jazdy całkowicie. Nie chciała
      bym się natknąć na takiego kierowcę na ulicy. Jeśli taki paniczny strach Cię
      ogarnia w czasie kierowania, to zrezygnuj. A co do praktyki. Nie zrobi się
      dobrej pielęgniarki z osoby która mdleje na widok krwi i żadna praktyka tu nie
      pomoże. Zawsze znajdzie się jakaś ekstremalna sytuacja, która będzie nie do
      opanowania przez strach.
      --
      Partner Leń i Egoista
      • 09.07.06, 00:53
        Nie strasz dziewczyny, z nią chyba nie jest tak tragicznie, a strach naprawdę
        można opanować. Wiem po sobie i kilku innych znajomych "przypadkach" smile

        --
        Leon
        Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
    • 09.07.06, 08:12
      Dzięki za słowa wsparcia.Szymanko, Twój plan jest bardzo dobry. Dziękuję.
      Jeździć muszę się nauczyć jeździć bo jest mi to potrzebne w życiu i w pracy.
      Nie mam na szczęście ataków paniki typu- puszczanie kierownicy.
      Ja mam chyba problem z byciem nadmiernie odpowiedzialną.
      A mój mąż to by od razu ze mnie chciał zrobić mistrza kierownicy.
      Trudno jest niestety znaleźć dobry placyk manewrowy ale niedaleko mamy sklep z
      dużym parkingiem. Będę musiała tam jeździć wieczorami.
      A co do tego zdania że nie da się zrobić pielęgniarki z kogoś kto mdleje na
      widok krwi to jest to nieprawda. Akurat mam koleżankę która przy pobieraniu
      krwi mdlała na samą myśl- a teraz jest położną smile)))) Trening naprawdę czyni
      mistrza, he he.

      --
      "Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co zechce"
      • 09.07.06, 08:24
        Egzamin zdawałam 11 razy. Z nerwów robiłam tak głupie rzeczy, że instruktor
        łapał się za głowę. Kiedy w końcu zdałam, ne wsiadłam absoutnie do samochodu
        jako kierowca. Strach totalny. Potem mąż wyjechał na dwa miesiace, ja dostałam
        pracę w któej musiałam jeździć samochodem .Wymiotowałam z nerwów codziennie
        rano, ze muszę znowu wsiaść do tego cholerstwa. Gasł mi na skrzyżowaniach,
        zaliczyłam parę słupków, obkupiłam to największymi nerwami w życiu .Ale te dwa
        miesiace kiedy bylam zdana tylko na siebie nauczyły mni wszystkiego .Teraz
        uwielbiam jeździć, jeżdże dobrze i bezkolizyjnie i codzienniesmile. To była
        terapia wstrzasowa, chyba nic innego nie podziałałoby na mnie. Lęk wg mnie
        przełamiesz tylko nabierając umiejętności. Trudno, posłuchasz trochę wyzwisk
        niekulturalnych kierowócow, trochę popłaczesz ze wsciekłości za kółkiem jak Ci
        się nei uda zaparkować ale się nauczysz , zobaczyszsmile. Mi instruktor
        powiedział, że dawno takiej tępoty jak ja nie widział. A ja logicznie z nerwów
        myśleć nie mogłam. Trzymam za Ciebie kciuki, nie daj się, to tylko maszynasmile
        --
        A to moja Marysia
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=42120952&v=2&s=0
      • 09.07.06, 09:13
        Jasne, że z tą krwią nieprawda. Mam w rodzinie lekarza, który panicznie bał sie
        krwi za młodu, a teraz jest chirurgiem tongue_out.
        Rady Szymanki są dobre, ale w moim przypadku bardziej pomogła samodzielność.
        Dopóki jeździłam z kimś, nigdy tak do końca nie myślałam o jeździe, pozwalałam
        troszkę myśleć osobie towarzyszącej za mnie. Dopiero gdy sama wsiadłam,
        skupiłam się w 100 % na prowadzeniu auta.
        Musisz jeździć codziennie. Zrób z siebie kierowce etatowego dla rodziny, męża w
        ogóle nie wpuszczaj za kierownice, dopóki sama nie będziesz się czuła za nią
        pewnie. I niech zamknie dziób. Gdy będzie Cię namolnie instruował podczas
        jazdy, wysadź go z auta ;-D. Ja tak zrobiłam. Pozdr
        • 09.07.06, 09:40
          Mamodwojga,
          z tego co pamiętam jestes z Wrocka. Jeżeli nauczysz sie jeździć w tym miescie-
          będziesz już mogła jeździć bez problemu po każdymsmile
          Trudno mi się wypowiadać w tym temacie, bo ja nigdy takiego lęku nie miałam.
          Swoje prawo jazdy zrobiłam tydzień po 17-tych urodzinach i od tamtego czasu
          jeżdżę (ale ja jestem córką kierowcy zawodowego więc chyba to geny są:/)Był
          czas że miałam auto z automatyczna skrzynią biegów, ale to z tą tradycyjną
          jeździ mi sie lepiej. Dużo kobiet robi błąd, ze po zdaniu prawa jazdy przez
          długi czas nie jezdzą a daja sie wozic, potem im więcej czasu upłynie tym stres
          jest większy. Wybieraj sobie na jazdę jakies podwrocławskie tereny - gdzie ruch
          jest mniejszy. Potem dopiero po jakims czasie wciskaj się do centrum w
          godzinach szczytu. Na pocieszenie dodam że mimo tych 14 lat za kółkiem ja też
          miałam niezły stresik dwa lata temu na niemieckiej A2 (Berlin-Dortmund). NO, na
          ringu berlińskim można się nieźle spocic....
          Powodzenia- dasz sobie radę.
          <
          • 09.07.06, 10:07
            ja mam tak samo , ale narazie nic z tym nie robię
      • 09.07.06, 10:40
        Nie chciałam Cię urazić, ale gdyby nie Twój własny opis strachu przy wsiadaniu
        do samochodu "oblewam się potem", to nie odradzała bym Ci jazdy, tylko doradzała
        bym Ci daleki wyjazd do nieznanego miasta - u mnie to sie sprawdziło. Po takim
        moim wyjeździe [100km. ode mnie]do Poznania, w dzień po odebraniu prawka, nic
        już nie było w stanie mnie przerazić. Przyznaję co prawda, że po wjechaniu w
        centrum na jakąś mocno rozgałęzioną krzyżówkę, miałam wszystkiego dość gdy się
        pogubiłam z pasem ruchu i za sobą usłyszałam pełno klaksonów. Od tamtej pory nic
        nie jest w stanie mnie na ulicy przerazić, no, ale ja nie bałam sie samej jazdy,
        lecz faktu, że na ulicy jestem nowa i niedoświadczona wśród innych kierowców.
        Nadal będę jednak się upierać co do pielęgniarki - irracjonalnego strachu nie da
        sie tak do końca opanować. Sama mam klaustrofobię i zajęcia psychoterapii
        pozwoliły mi na opanowaniu strachu przy wsiadaniu do windy - do pewnego czasu.
        Raz zacięła się winda w szpitalu i zanim ją odblokowano, to zdążyłam zemdleć z
        braku tlenu. Tak, tak, wiem, że to dziwne bo w windzie tlen jest, a ja mimo
        wszystko się dusiłam - nigdy więcej dobrowolnie do windy nie wsiądę.
        --
        Partner Leń i Egoista
    • 09.07.06, 11:29
      jeździć, jeżdzić i jeszcze raz jeździć.
      Jasne, ze trudno jest przesiąść się z automatu na zwykły samochód ale może
      potrenuj gdzieś na bocznych drogach?
      Nie wiem też, czy boisz sie w ogóle jeździć, czy ten nowy samochód Cie tak
      przeraża?
      --
      "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
    • 09.07.06, 11:33
      Jestem przerazona wasza beztroska .Kobieta jezdzila mniejszym
      samochodem ..tzw.automatem i sobie nie radzila a teraz ma wiekszy i oprocz
      dodawania gazu i chamowania musi pamietac o wrzucaniu biegow i ich redukcji..i
      wy jej radzicie jezdzenie po drodze..?..Sorry ale widze wielka beztroske..SAma
      jestem kierowca , duzo jezdze nie tylko po swoim wojewodztwie i jakos
      przezcztany post wprawil mnie raczej w mieszane uczucia.. Nie piszcie ze dobry
      kierowca sobie poradzi w kazdych warunkach ..bo jakos nie wiele ma sie od
      radzenia kiedy taki delikwent wymusza u ciebie pierszenstwo i wali wam
      centralnie w drzwi z prawej strony gdzie macie zapiety fotelik.. Naprawde wtedy
      tez bedziecie takie tolerancyjne..?...

      Zdanie ze WSZystkim zdarzalo sie obcierac samochod..(o inny,o slupek) wybacz
      ale moj altruizm zdycha w takiej chwili..

      Jesli koniecznie chcesz musisz..jezdzic wez ponowne nauki jazdy..SA szkoly
      jazdy gdzie mozna powtarzac nauke..na wIEKSZYM samochodzie(oczywiscie bez
      egzaminow). Sorry ale w tej chwili stanowisz jedynie zagrozenie..
      • 09.07.06, 11:41
        Ale nie można też dziewczyny dobijać stweirdzeniem, że sobie nie poradzi. Jeśli
        długo nie siedziała za kierownicą to rzeczywiście konieczne będą cwiczenia
        przypominające- drogi leśne lub wykupione lekcje w ośrodku nauki jazdy( tak
        zrobiła moja koleżanka, która nie jeździła kilka lat i tez ogarniał ją paniczny
        strach)
        Natomiast zgadzam sie i nie plecam od razu wyjazdu na ulicę, gdzie wszystko sie
        może zdarzyć i taki przerazony kierowca stanowi wielkie zagorżenie dla innych
        uczestników ruchu drogowego i siebie samego również.
        --
        "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
      • 09.07.06, 11:43
        Ty na pewno od razu po odebraniu papierka umiałaś jeździć lepiej niż Hołowczyc,
        prawda?... wink

        --
        Leon
        Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
        • 09.07.06, 11:51
          Zapewne nie jak Hołowczyc bo jakos bałam sie wtedy przekroczyc magiczna 100 ale
          nie stanowilam w100% zagrozenia dla innych. Jezdzilam wtedy z dwojka dzieci i
          nigdy nie narazilabym ich na najmniejsze ryzyko jakiego moglabym byc powodem
          moj brak kompetencji..
          Doriane a Ty dałabys sie odwozic swoje dzieci do przedszkola?..Jesli odpowiesz
          tak to znaczy ze bardzo beztrosko traktujesz bezpieczenstwo ich..
          • 09.07.06, 11:56
            Nie zrozumiałam Twojego pytania, ale to bez znaczenia, moje dziecko nawet na
            żłobek jest jeszcze za małe wink
            Mniejsza z tym - jeżeli ktoś prosi o pomoc, bo źle się czuje za kierownicą
            nowego samochodu, to nie należy go dobijać stwierdzeniem "daruj sobie, bo kogoś
            zabijesz, nie jesteś kierowcą", tylko trzeba pomóc konstruktywnymi radami, jak
            opanować lęk i jak opanować auto.

            Z takim "faszystowskim" podejściem, jakie prezentujesz, na ulicach nie byłoby
            prawie samochodów... smile


            --
            Leon
            Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
            • 09.07.06, 12:30
              Dorianne.gray. Jeśli któraś z mam napisze, że panicznie boi się wypływać na
              głęboką wodę, ale musi jakoś pokonać strach, bo jest posiadaczką fajnego
              stateczku, który z braku odpowiedniej głębokości przy lini brzegowej stoi na
              kotwicy na większej głębokości, to zaproponujesz jej trening ? Weźmiesz
              odpowiedzialność za swoje rady i jej życie ? Na ulicy więcej osób może stracić
              życie, więc nie ma tu miejsca na sentymenty.
              --
              Partner Leń i Egoista
              • 09.07.06, 12:41
                Tak, zaproponuję treningi. Nie z powodu fajnego stateczku (jak kogoś stać na
                fajny stateczek, to stać go też na motoróweczkę, która go do niego dowiezie) -
                tylko dlatego, że ten ktoś chce przełamać swój strach. I nie wiem, co Cię tak
                dziwi, naprawdę - nie wiem.

                A odpowiedzialność za swoje życie każdy bierze indywidualnie, figrut.

                --
                Leon
                Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
                • 09.07.06, 13:07
                  > A odpowiedzialność za swoje życie każdy bierze indywidualnie, figrut.
                  No właśnie, za swoje, a co z innymi na ulicy ? Samochód to nie rower,
                  rolki, łyżwy czy hulajnoga. Samochód w nieodpowiednich rękach potrafi nieść
                  śmiertelne niebezpieczeństwo na drodze i nie potrzeba do tego dużej prędkości.
                  Dobrych parę lat temu, do sąsiadki jechał syn z synową z Knurowa. Ich dwie córki
                  były na wakacjach u babci [czyli mojej sąsiadki]. Mieli zabrać ze sobą córki i
                  na następny dzień jechać nad morze. Z Knurowa przejechali około 300km [do
                  dawnego bydgoskiego]. Został im tylko kilometr do domu rodziców chłopaka - nie
                  dojechali. Z polnej dróżki wyjechał im maluch [taki niedzielny kierowca, który
                  bojąc się jazdy na "wielkich trasach" jeździł takimi polnymi i podrzędnymi
                  dróżkami], Damian [syn sąsiadki] chciał uniknąć zderzenia i wymanewrował w
                  ostatniej chwili swoim cinqacento w bok. Oszczędził niedzielnego kierowcę, za to
                  jego żona zginęła na miejscu [uderzyli w drzewo], a sam kilka tygodni później
                  zmarł w szpitalu. Osierocili dwoje dzieci. Nadal twierdzisz, że [o ile czuje
                  taki paniczny strach przed jazdą] autorka postu powinna praktykować mimo wszystko ?
                  --
                  Partner Leń i Egoista
                  • 09.07.06, 13:14
                    Oczywiście wiedziałam, że skupisz się na ostatnim zdaniu, które ma raczej
                    zastosowanie ogólne, we wszystkich życiowych sytuacjach, nie tylko w tej - nie
                    odniesiesz się natomiast wcale do pierwszej, bardziej istotnej części mojego
                    postu.

                    Tak, NADAL UWAŻAM, ŻE DZIEWCZYNA POWINNA TRENOWAĆ. Chyba że sądzisz, że pewnego
                    pięknego dnia obudzi się o poranku i poczuje, że jakimś cudem od dziś potrafi
                    jeździć, bo jakaś łaska boska na nią spłynęła...

                    Każda umiejętność jest wynikiem praktyki - dziecko uczy się jeść sztućcami, na
                    czym zazwyczaj ucierpi podłoga, ściany, ciuszki, meble, mama, tata... ale
                    przecież nie jest to umiejętność wrodzona. Prowadzenie samochodu tym bardziej.
                    Każdy, kto jeździ autem, kiedyś zaczynał - uczył się, czuł strach, trenował,
                    przełamywał strach, zaczynał w siebie wierzyć, a w końcu opanowywał tę sztukę.

                    A Ty mówisz: no, jak się boisz, to daj sobie spokój.

                    Swoje dziecko też tak motywujesz?... wink

                    --
                    Leon
                    Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
                    • 09.07.06, 13:20
                      Oczywiście, że może trenować, tylko zbyt duże mam wątpliwości co do
                      pomysłów "jeździj sama". Ktoś, kto się boi, a jego strach wynika z braku
                      umiejętności, nie może siadać sam za kółko nowego nieznanego samochodu. Ryzyko
                      jest jednak zbyt duże. Czym innym jest jednak trening posługiwania się
                      sztućcami, a czym innym trenowanie umiejętności prowadzenia auta.
                      --
                      iron like a lion in zion
                      Bykom STOP
                      dziecineostrady.prv.pl/
                    • 09.07.06, 13:36
                      Dorianne, autorka w pierwszym poście opisała swój strach który czuje przed i w
                      trakcie jazdy samochodem, ten strach skojarzył mi sie z moja Mamą, która na kurs
                      chodziła [więcej, opłaciła sobie podwójna liczbę godzin praktyki], egzamin
                      zdała, ale na kierowcę się nie nadaje. Gdyby nie taki przypadek w rodzinie i
                      świadomość tego, jak taki kierowca może się zachować w ekstremalnych sytuacjach,
                      też pewnie poleciła bym więcej praktyki. Nie jest tak, że dziecku mówię "jak się
                      boisz jeździć na rowerku, to go odstaw, nie nadajesz się do tego". Większość
                      dzieci boi się pierwszej jazdy bez dodatkowych kółek, ale NIE oblewa ich ze
                      strachu pot, a przy pierwszej udanej próbie, dziecko przełamuje ten najgorszy
                      strach i wtedy czuje się na rowerku coraz pewniej. Gdybym zaobserwowała, że moje
                      dziecko na wieść o tym, że zaraz będzie jeździć na rowerze, robi się blade ze
                      strachu i oblewa się potem, czy też trzęsie - zabrała bym rowerek. Autorka wątku
                      pisze, że prawo jazdy ma już dość długo i cały czas jeździła na króciutkie
                      trasy. Jeśli te krótkie trasy do tej pory nie pozwoliły się autorce wyzbyć
                      panicznego strachu, to [moim zdaniem] żadna praktyka tu nie pomoże.
                      --
                      Partner Leń i Egoista
                      • 09.07.06, 22:47
                        Nie.
                        Jeździła starym samochodem, teraz ma nowy, inny, i to ten fakt ją przede
                        wszystkim przeraża. Opanowanie maszyny nie jest rzeczą skomplikowaną. A o to tu
                        przede wszystkim chodzi, nie o strach przed jazdą W OGÓLE smile

                        --
                        Leon
                        Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
                  • 09.07.06, 21:46
                    Demonizujesz.Po pierwsze jazda w miescie , a na trasie to dwie rozne sprawy-
                    taki niedoswiadczony kierowca raczej nie ruszy w trase, tylko bedzie sie
                    szkolił w miescie.
                    Trzeba by naprawde sie postarac, zeby na bocznych uliczkach, gdzie z racji
                    chociazby ich stanu nie da sie jeździc wiecej niz 40 na h kogos potracic czy
                    spowodowac powazny wypadek.Zwlaszcza gdy tak jak ja nie skreca sie w lewo
                    poczatkowo.Taki bojacy sie kierowca jedzie bardzo uwaznie, prawdziwe zagrozenie
                    stanowia Ci, ktorym sie wydaje ze jezdza swietnie i po prostu zbyt ufaja swoim
                    umiejetnosciom.Ci wlasnie przekraczaja szybkosc, zajezdzaja innym droge ,
                    wymuszaja pierwszenstwo i przez to powoduja wypadki.
        • 09.07.06, 12:03
          Z moich obserwacji wynika, że młodzi kierowcy( nie tylko wiekiem ale i stażem),
          raczej nie sa przerażeni siadając za kółkiem, jesli sa bezpośrednio po
          odebraniu prawka. Panicznie boja się osoby, które prawko zrobiły dawno temu,
          wsadziły je z różnych powodów do szuflady gdzie lezało kilka lat i teraz staja
          wobec konieczności jeźdzenia samochodem. Taki obezwładniajacy strach jest tak
          samo niebezpieczny na drodze jak testowanie samochodu przez młodego kierowcę w
          stylu Hołowczycasmile
          Nic innego jak jazda doszkalajaca autorce nie pomoże.
          --
          "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
          • 09.07.06, 21:34
            > Nic innego jak jazda doszkalajaca autorce nie pomoże.

            Sie nie zgodze.Moje prawko lezalo w szufladzie 8 lat.Zadnych jazd dodatkowych
            nie bralam- pocwiczylam jazde ze znajomym, a potem sama siadlam i pojechalam.I
            to pomoglo przelamac lek.Oczywiscie- nie "smigalam" , tylko jechalam na
            poczatek malo uczeszczana droga, ostroznie , nie stworzylam ani jednej groźnej
            sytuacji.
    • 09.07.06, 12:24
      IMO to się da załatwić, ale powoli.
      Ja bym odradzała samodzielne ćwiczenia (no, nie chciałabym się spotkać maska w
      maskę z kimś, kto nie umie zaparkować, komu gaśnie, kto nie umie wyczuć
      gabarytów własnego samochodu), raczej wróciła do szkoły jazdy, jeździła z
      instruktorem, który ma hamulec pod stopą, potem ewentualnie pojeździła swoim
      własnym samochodem z mężem u boku, a dopiero potem sama.
      Strach i brak umiejętności stanowią za duże ryzyko, żeby tak od razu samemu
      siadać za kółko i gnać przed siebie. Nawet po - teoretycznie - pustych drogach.
      --
      iron like a lion in zion
      Bykom STOP
      dziecineostrady.prv.pl/
    • 09.07.06, 13:28
      i zacząć jeździć po Warszawie. To absolutna konieczność bo mieszkamy 24 km od
      centrum, gdzie pracujemy.
      pozdrawiam
      --
      Ania, Oleńka (22.01.2004) i Adunia (28.04.2005)
      wieczorny spacer Olci
      i Adki nad wodą
      • 09.07.06, 14:00
        ...parę jazd u DOBREGO instruktora? Może po prostu jesteś "niedouczona" (bez obrazy, ale jeżeli na kursie 75% czasu spędziłaś na uczeniu sie manewrów na placu, to możesz miec po prostu braki w wiedzy dotyczacej różnych sytuacjiw ruchu). Po spokojnej i rzeczowej rozmowie z nim na pewno dowiesz się, na co powinnaś zwrócic szczególną uwagę.
        A do wszystkich krytykantek, które z góry zakładają, że autorka nie nadaje się na kierowcę, choć w życiu jej za kierownicą nie widzieli:
        1. Czy gdzieś jest napisane, że autorka wymusza pierwszeństwo, notorycznie przekracza dozwoloną prędkość czy nie zna znaków drogowych? A może dla odwagi wypija sobie dwa piwa przed jazdą? To są największe zagrożenia dla innych uczestników ruchu, a nie strach.
        2. A propos strachu - mój znajomy mówi, że boi się jeździć. Zwłaszcza teraz, gdy na drogach szaleją dresiarze, przemęczeni TIR-owcy i pijacy.
        Jeździ mimo strachu bardzo dużo. Przez wiele lat był kierowcą zawodowym, teraz ma firmę transportową. To, że się boi - nie o swoje umiejętności, a o bezmyślność innych uczestników ruchu, jakoś mu nie przeszkadza.
        • 10.07.06, 00:28
          To, że się boi - nie o swoje umiejętności, a o bezmyślno
          > ść innych uczestników ruchu, jakoś mu nie przeszkadza.


          Bo jego strach wynika ze świadomości, co potrafi nieodpowiednia osoba za
          kierownicą.
          Ludzi, którzy się boją, powodują najmniej wypadków. NIe mówię o strachu
          paralizującym, lecz o takim mobilizującym, powodującym wzmożoną koncetrację na
          drodze.
          I zgadzam się z Lolą w kwestii niedoświadczonych kierowców- trudno jest
          spowodować wypadek w mieście, jadąc bocznymi uliczkami 40 km/h. NIe sądzę, żeby
          strach Mamydwojga objawiał się piractwem drogowym. Pozdr
    • 09.07.06, 21:30
      Ten lek da sie opanowac stopniowo.
      Ja poczatkowao jezdzilam tylko w obrebie mojego domu i to taka trasa, zeby nie
      skrecac w lewobig_grin, bo to byl najbardziej stresujacy mnie manewr.Jak juz wyczulam
      auto to odwazylam sie na dalsze jazdy i tak stopniowo przekonywalam sie, ze nie
      taki diabel straszny.Obierz sobie na poczatek latwa trase, tak zebys nie
      musiala za duzo manewrów wykonywac i do dziela- musisz na poczatek pocwiczyc
      biegi, tak zeby skupic sie poźniej tylko na trasie, a nie na tym, co kiedy masz
      wcisnac.
      Co do parkowania- poczatkowo po prostu szukalam takiego miejsca, gdzie bym bez
      nerwow sie zmiescila, chocbym miala dalej zaparkowac.
      Teraz jezdze juz pewnie, nie panikuje, nie boje sie pogrzebac pod maska, gdy z
      samochodem cos sie dzieje(akumulator, chlodnica), czym wprawiam w osłupienie
      kolezanki, ktore na taka okolicznosc dzwonia po mezów.
      I moze naklej sobie zielony listek, zeby zyskac zrozumienie innych kierowcow?
    • 10.07.06, 03:11
      jak sie przesiadlam z automatu do biegowki, przezywalam ten sam stres. gasnie
      na srodku skrzyzowania, trabia, itd. Zaczelam sobie wyjezdzac na treningowe
      przejazdzki o 23 w nocy, gdy jest maly ruch i mozna sie troche wyluzowac.
      pomoglo w opanowaniu plynniejszych zmian biegow.

      Tylko jeden sposbo: jezdzic, jezdzic, jezdzic. Az pewnego dnia obudzisz sie i
      stwierdzisz ze zdumieniem, ze zlapalas bluesasmile

      --
      "Life is not fair. Get used to it" - Bill Gates
      • 10.07.06, 07:23
        Ja tez sie bardzo bardzo boję...zrobiłam kurs ale
        nawet do egzaminu nie podeszłam bo sie boje...


        Doma05.08.99
        Wojtek16.01.06
    • 10.07.06, 07:23
      ja nie jeżdżę jakoś bardzo źle. Zawsze staram się prowadzić z odpowiednią
      prędkością, jeżdżę ostrożnie. Gdyby tylko tacy kierowcy jak ja jeździli to
      byłoby z pewnością mniej wypadków.
      Bardziej chodzi mi o taki wtórny lęk. Tamtym autem pokonałam sporo kilometrów,
      w mieście i poza miastem. Automatyczna skrzynia biegów dawała mi komfort
      niemyślenia o biegach i mogłam się skupić tylko na drodze. Dodatkowo auto było
      dość stare i nie obawiałam się zdarcia lakieru czy stłuczki.
      Teraz, za duże, jak dla mnie, pieniądze kupiliśmy nowszy model tego samego
      samochodu. Jest nieco większy, ma piękny nowy lakier, i powstał we mnie lęk
      przed nawet lekkim otarciem. Poza tym te biegi mnie nieco męczą. A dodatkowo
      mąż oczekuje, że skoro tamtym sobie radziłam to tym też będę i powstaje
      niepotrzebne napięcie.


      --
      "Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co zechce"
      • 10.07.06, 11:54
        >Kiedy dociera do mnie co się może stać na drodze,
        kiedy dociera do mnie jak bardzo się boję,
        kiedy nie umiem zaparkować,
        kiedy przy siadaniu za kierownicę pot spływa mi po plecach...
        Jak mam się sama przekonać że to nie jest takie trudne?
        Prawo jazdy mam od lat. Jeżdżę od roku ale prawie nigdy sama. Sama jeździłam
        tylko do pobliskiego sklepu po zakupy. A i tak udało mi się stuknąć auto przy
        parkowaniu.<
        Co tu jest grane ??? > ja nie jeżdżę
        jakoś bardzo źle. Zawsze staram się prowadzić z odpowiednią
        > prędkością, jeżdżę ostrożnie. Gdyby tylko tacy kierowcy jak ja jeździli to
        > byłoby z pewnością mniej wypadków.
        > Bardziej chodzi mi o taki wtórny lęk. Tamtym autem pokonałam sporo kilometrów,
        > w mieście i poza miastem. Automatyczna skrzynia biegów dawała mi komfort
        > niemyślenia o biegach i mogłam się skupić tylko na drodze. Dodatkowo auto było
        > dość stare i nie obawiałam się zdarcia lakieru czy stłuczki.
        >>>Prawo jazdy mam od lat. Jeżdżę od roku ale prawie nigdy sama. Sama jeździłam
        tylko do pobliskiego sklepu po zakupy. A i tak udało mi się stuknąć auto przy
        parkowaniu.<<< Może ja za tempa jestem, ale urywek z drugiego
        postu jest przeciwieństwem pierwszego.
        >>>Tamtym autem pokonałam sporo kilometrów,
        > w mieście i poza miastem. <<<. Z całą pewnością niekumata jestem.


        --
        Partner Leń i Egoista
        • 10.07.06, 12:24
          Różnica jest w ilości pokonanych kilometrów SAMA i Z MĘŻEM.
          SAMA tylko do sklepu i malutko, Z MĘŻEM - w trasę, po mieście, na zakupy,
          wszędzie.
          Reszta jest spójna smile
          --
          "Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co zechce"
      • 10.07.06, 13:51
        mamadwojga napisała:

        > ja nie jeżdżę jakoś bardzo źle. Zawsze staram się prowadzić z odpowiednią
        > prędkością, jeżdżę ostrożnie. Gdyby tylko tacy kierowcy jak ja jeździli to
        > byłoby z pewnością mniej wypadków.
        > Bardziej chodzi mi o taki wtórny lęk. Tamtym autem pokonałam sporo
        kilometrów,
        > w mieście i poza miastem. Automatyczna skrzynia biegów dawała mi komfort
        > niemyślenia o biegach i mogłam się skupić tylko na drodze. Dodatkowo auto
        było
        > dość stare i nie obawiałam się zdarcia lakieru czy stłuczki.
        > Teraz, za duże, jak dla mnie, pieniądze kupiliśmy nowszy model tego samego
        > samochodu. Jest nieco większy, ma piękny nowy lakier, i powstał we mnie lęk
        > przed nawet lekkim otarciem. Poza tym te biegi mnie nieco męczą. A dodatkowo
        > mąż oczekuje, że skoro tamtym sobie radziłam to tym też będę i powstaje
        > niepotrzebne napięcie.
        >
        >
        Czyli wychodzi na to, że mam rację - nie chodzi Ci o strach przed jeżdżeniem w
        ogóle, tylko przed jeżdżeniem akurat tym nowym samochodem.

        Moja droga, wsiadaj za kółko tak często, jak tylko możesz, to jest tylko
        maszyna, nic się jej nie stanie. Polacy powinni nauczyć się traktować samochody
        tak, jak Francuzi: jak narzędzie, nie jak część majątku. Gdybyśmy podchodzili
        do naszych aut z mniejszym namaszczeniem, na pewno czulibyśmy mniejszy stres
        związany z odpowiedzialnością za lakier zdarty na jakimś słupku... wink

        Tak jak piszą dziewczyny, jeździj wieczorami, w końcu sie oswoisz! I nie daj
        mężowi wywierać na sobie presji (zagroź, że mu lakier porysujesz) wink

        Powodzenia! smile

        --
        Leon
        Przyjdą nocą, dziobami w drzwi załomocą...
    • 10.07.06, 09:48
      Zrobilam prawko jakies 8 lat temu i na poczatku, nie powiem, smigalam po
      miescie, mniej lub bardziej pewnie (chyba raczej mniej pewnie), ale jakos szlo.
      Nawet raz pojechalam sama z Wawy do Plonska!

      A potem mialam wypadek, dosc powazny, zderzenie czolowe, nie ja prowadzilam,
      bylam pasazerem obok kierowcy. I od tego czasu ZA ZADNE SKARBY swiata nie
      usiade za kolkiem, z fotela pasazera nawet zakrywam oczy jak widze, ze
      przeciwnym pasem zbliza sie jakis samochod. No nie do pokonania, niestety. Po
      Warszawie to jeszcze jakos sie trzymam, ale jak mam wyjechac z mezem w jakas
      dluzsza trase, to oblewam sie zimnym potem, nie ma ze mna zadnej rozmowy, bo
      musze sledzic samochody z przeciwka, czy aby zaden na nas nie wjezdza sad Taki
      kliniczny przypadek. A pomyslec, ze przed wypadkiem spokojnie spalam sobie na
      tylnej kanapie w drodze z Wawy do Gdanska i nawet przez mysl mi nie przyszlo,
      zeby zamartwiac sie, co sie dzieje na drodze, czy aby nie wyprzedzamy jakiegos
      tira (teraz trauma potworna).

      Znajomi pytaja sie, kiedy w koncu zaczne jezdzic. A mnie juz tak wk...a te
      pytania, nie da rady i koniec.

      Hm, chyba nie mam zadnej rady dla autorki, ale chyba w jej przypadku nie jest
      tak zle...
      --
      Pozdrawiam
      Karanissa
      • 10.07.06, 10:20
        Hej!Ja mam prawko od 97r.Jeżdzę od wrzesnia ubr.Miałam taki strach,że szok.Pół
        godziny w kiblu zanim wyszłam z domu,nerwy jak kończyłam pracę.Każda wymówka
        była dobra aby nie jechać,a to deszcz,a to korki bo piatek itp.Nowa trasa też
        mnie nerwowo nastrajała.Pozniej jazda z dzieckiem -też się bałam.Walczyłam z
        sobą ,przełąmywałam na siłe strach .Zaczełam pewnie jezdzić i pozwalać sobie...
        Przeszłam stłuczkę niegrozną,po niej też miałam cykora jezdzić ale jeżdzę cały
        czas.Nie mówię,ze dużo ale codziennie coś.Do pracy mam blisko ale tez
        jadę .Myślę,ze kiedyś całkowicie pokonam strach.Narazie w sobotę wybieram się
        do Gdyni z dziećmi,boję się jak cholera ale jadę !
    • 10.07.06, 10:27
      ja tez mialam schize i kompelks ze nie jezdze. Pomoglo mi wykupienie jazd z
      instruktorem. Teraz jezdze i prawie sie nei boje.
      --
      Z wiekiem zrozumialam Babę Jagę z Jasia i Małgosi. Zbudowała sobie wymarzony
      dom a bachory przylazły i zaczęły go jeść.
      Coco:
      tiny.pl/g5v6
    • 10.07.06, 11:17
      Ja tez mam stracha, ale chyba mam jeszcze gorzej bo prawka jeszcze nie
      zrobilam... Ale musze zrobic bo nawet maz naciska... Tez boje sie ze np kogos
      na pasach za skrzyzowaniem walne itp..
      Moze jakims rozwiazaniem jest to zeby zaczac jezdzic najpierw tak treningowo,
      po latwych trasach a potem stopniowac trudnosc i wybierac z czasem coraz
      trudniejsze trasy?
      --
      Mamy z Łodzi i okolic
    • 10.07.06, 12:03
      jeżdzić, jeżdzić, jeżdzić.....
      najpierw po osiedlówkach, potem po osiedlu, potem po dzielnicy, potem po
      miescie, potem po trasie. Parkuj w tym samym miejscu, taka samą metodą
      dopóki "nie wykujesz na blachę", głupie stwierdzenie - na pamięć w twoim
      przypadku brzmi lepiej. Jak się zaklimatyzujesz na drodze, to z czasem nauczysz
      się patrzeć w lusterka i rozumieć znaki drogowe. Pozdrawiam.
      --
      Brygidka
      Mały Wędrowniczek
    • 10.07.06, 12:20
      Mamodwojga!
      To tak, jakbym JA ten Twój post pisała o sobie!
      Z tym, że ja NIE JEŻDŻĘ, a chciałabym.
      Jednak za bardzo się boję ...
      ----------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
      bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
      • 10.07.06, 15:46
        Tez miałam kiedys lęk przed jechaniem innym samochodem niz moj,bo juz wczesniej
        zastanawialam sie,a kiedy bede wiedzieć,ze trzeba bieg zmienic itp.Pewnego dnia
        kolega wsadzil mnie w swój samochod-automat i powiedział jedz sobie,wróc
        wieczorem i od tamtej pory wsiąde i pojade wszystkim.A o lakierze nie mysl,sa
        blacharze i lakiernicy,a samochód przezd wszystkim słuzy do jeżdzeniasmile)),a nie
        ogladania.Powodzenia
    • 10.07.06, 14:12
      Przepraszam Mamodwojga,ze tak Ci sie wcinam w temat, ale nie chce namnazac
      watkow o podobnej tematyce. Bo ja tez od jakiegos czasu boje sie i za nic w
      swiecie nie chce prowadzic samochodu. Prawo jazdy mam od dwunastu lat,
      jezdzilam caly czas mniej lub bardziej chetnie, ale bez wiekszych przerw -
      najdluzsza to ostatnie miesiace ciazy i pierwsze miesiace tuz po urodzeniu
      dziecka. Nigdy nie spowodowalam zadnej kolizji ani nie uszkodzilam samochodu w
      zaden najbardziej blahy nawet sposob. Dwa lata temu odwozilam rano synka do
      opiekunki, stalam na podporzadkowanej i czekalam zeby sie wlaczyc do ruchu
      kiedy wjechal we mnie facet - spieszyl sie, bo byl spozniony do pracy i jakos
      tak nie wyrobil na zakrecie. Na szczescie dziecku ani mnie nic sie nie stalo,
      skasowal nam tylko samochod (wjechal we mnie dostawczym citroenem). No i
      skasowal mnie jako kierowce, bo od tamtej pory mam totalne schizo, z ktorym nie
      moge sobie poradzicsad Teraz widze wypadki i grozne sytuacje wszedzie, kazdy
      dalszy wyjazd to dla mnie od razu wizja naszego wypadku itd. Probowalam z tym
      walczyc, ale poki co bez efektow. Ja sie po prostu boje, bo widze jak
      ryzykownie niektorzy jezdza. Kiedys tez to widzialam, ale kiedys wydawalo mi
      sie ze ryzyko ryzykiem, ale zawsze sie przeciez udaje. A teraz wiem, ze jednak
      nie zawsze, i ze rozne takie zle rzeczy moga przytrafic sie takze i mnie, nawet
      jesli ja robie wszystko prawidlowo i zgodnie z przepisami.
      M
    • 10.07.06, 15:53
      ja cały czas jestem na ETAPIE pokonywania.Ech,że tez ci wariaci w rozlatujacych
      sie autach,którzy ledwo co odebrali prawko nie mają takich dylematów:
      (Pozdrawiam i zyczę wiary we własne siły!Chyba trening czyni mistrzasmile
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.