10.10.06, 10:07
Oj pogubilam sie w tym wszystkim, sama nie wiem co zrobic...
Zaczne od poczatku.

Sprawa dotyczy oczywiscie... tesciowej wink.
Moja tesciowa jest ok, dogadujemy sie dobrze, nie wtraca sie do nas, w razie
nieporozmien zawsze staje po mojej stronie wink.
Moj maz jest jedynakiem, niestety ojca stracil jak mial 3 lata. Tesciowa z
nikim sie nie zwiazala (dla dobra dziecka, jak twierdzi). 2 lata temu
przeszla na emeryture. Mieszka oddzielnie, ale niedaleko nas i bardzo czesto
przychodzi do nas. Ja duzo pracuje, wiec czasem zajmie sie dziecmi,
posprzata, cos ugotuje. Ona czuje sie potrzebna, a mnie ta pomoc bardzo
potrzebna tez jest. I wszystko jakos sie kreci. Widac, ze tesciowej jest
bardzo potrzebna swiadomosc, ze my jestesmy blisko, ze moze do nas zawsze
przyjsc, ze nie czuje sie samotna.
Maz ze swoja matka jest zwiazany, ale 'w takich rozsadnych granicach'.

Ja pracuje na uczelni, zrobilam doktorat i teraz dostalam szanse aby wyjechac
na stypendium (2 lata) do Francji zrobic habilitacje (jestem po romanistyce).
Moj maz jest programisa komputerowym, wiec ma nadzieje ze znalazlby tam parce.

Ten wyjazd jest dla mnie ogromnie wazny, mam szanse na bardzo dobrym
Uniwersytecie troche popracowac, a najwazniejsze prowadzic swoje badania.

I tu zaczyna sie problem - BABCIA.
Wiemy, ze strasznie boi sie tego wyjazdu naszego, boi sie samotnosci, jeszcze
nigdy nie zostawilismy jej na dluzej niz 3 tygodnie. Niby nic nie mowi, ale
ciagle widze w jej oczach lzy. Szkoda mi jej, bo wiem jak jest zwiazana z
nami, z dziecmi, no i zostaje zupelnie sama...
Nie mozemy jej ze soba zabrac (ona by nawet nie pojechala), ale mieszkanie,
ktore bedziemy mogli wynajac z Uczelni, zupelnie nie pomiesci nas z 2 dzieci
i jeszcze babcie (to nie jest wyjazd zarobkowy).
Nie wiemy co zrobic. Ja nie chce zrezygnowac ze stypendium, jest to dla mnie
ogromnie wazne w dalszej pracy. Poza tym mamy szanse zwiedzic Francje. Jak
sobie pomysle, ze mam z tego zrezygnowac to jestem wsciekla.

Maz juz sam nie wie co robic. Tesciowa to zupelnie sprawna osoba, nie
potrzebuje opieki, no ale czujemy sie za nia odpowiedzialni i wiemy ze bedzie
jej strasznie smutno i przykro. Co robic??

Edytor zaawansowany
  • demarta 10.10.06, 10:39
    ja pomyślałabym sobie o tym w ten sposób:
    czy chciałabym, żeby mój syn tudzież jego żona za jakieś 30 lat przeze mnie
    zostali w polsce i nie wykorzystali swojej szansy na ciekawe doświadczenia,
    rozwój i przyjemność w jednym? myślę, ze nie, nie darowałabym sobie, gdyby mój
    syn dla mnie zrezygnował z takiego wyjazdu, wyrzuty sumienia by mnie zabiły.

    a swoją drogą ja w swoim życiu dwukrotnie dostałam się na stypendia, jedno w
    niemczech, drugie w moskwie. pełnia szcześcia, tylko, że na żadne się nie
    wybrałam, bo moje aktualne wtedy miłości nie mogły tego przeżyć. do dziś pluję
    sobie w brodę i nie mogę przeżyć mojej młodzieńczej głupoty. no ale czasu nie
    cofnę.

  • lila1974 10.10.06, 10:45
    Przede wszystkim przedyskutuj sprawę z mężem.
    Jesli oboje nie podejmiecie zgodnej decyzji, to te 2 lata zamiast przyjemności
    mogą być koszmarem.

    W tej sytuacji nie możesz za bardzo oglądać się na teściową. Nie jest od Was
    zależna, czyli nie robicie jej krzywdy. A przecież przez te 2 lata różnie może
    się Wam ułożyć.

    Pojedziecie, rozejrzycie się a potem - kto wie - może los będzie łaskawy dla
    Was wszystkich.

    Znasz to przysłowie o żałowaniu, prawda?
    --
    "Mama szczęśliwa, to mama trochę leniwa"
    Koni i Kornelka
    Pijpulkowo
  • syriana 10.10.06, 10:44
    no, lekko nie będzie

    ja bym postawiła jednak na wyjazd, bo to szansa dla całej Twojej rodziny
    babcia - no cóż, sama niejako wybrała taki model życia - najpierw żyła
    sprawanmi syna, teraz Waszym życiem

    zakładam, że jeszcze trochę czasu do wyjazdu jest
    więc należy go wykorzystać do przekonywania babci, że jedziecie tam żeby się
    rozwijać, a nie żeby od niej uciec
    podkreślajcie, że możliwe będą odwiedziny, telefony

    a już teraz spróbujcie ograniczyć zaangażowanie babci w Wasze życie
    i może "wypchniecie" ją trochę do ludzi..?

    znajdziecie jakieś zajęcia, może lekka praca, wolontariat?

    jak będzie miała co robić, nie potraktuje Waszego wyjazdu jako końca świata

    pozdrawiam




    --
    baduizm
  • dagbe 10.10.06, 10:59
    Gdy mój syn miał 2 lata, mieliśmy możliwość wyjazdu do USA (raczej na stałe). Po
    długich wspólnych z mężem dyskusjach postanowiliśmy zostać w Polsce ze względu
    na kontakt syna z babciami i dziadkami. Decyzji nie żałuję.
    Gdyby jednak chodziło o wyjazd tylko na kilka lat, myślę, że byśmy pojechali.

    Pozdrawiam,
    Dagmara
  • karin.dsi 10.10.06, 12:18
    Potem będziesz żałowała całe życie.Dwa lata to nie jest długo a dla ciebie-
    duża szansa. Nie możesz rezygnować z wyjazdu tylko dlatego, że teściowej będzie
    przykro. Każdy ma prawo żyć własnym życiem- przecież jesteście w Europie, są
    telefony, listy, tanie linie lotnicze. Jeżeli mąż chce jechać i Ty... pomyśl
    jaka to szansa dla dzieci . Poduczą się języka- super. Zyj przyszłością, nie
    przeszłością. To, że Twoja teściowa nie ma swojego życia to nie jest twój
    problem.
    --
    Noszę rozmiar 36!
  • 74l 10.10.06, 13:08
    Przede wszystkim chylę czoła. Nie , nie żartuje!
    Bardzo podoba mi sie w Tobie to ,że myslisz o teściowej. Wprawdzie
    wyartykuowałas ,że jesteś wściekła, ale z Twojej wypowiedzi przebija
    troska ,poczucie odpowiedzialności za członka rodziny.
    Przykro tylko,że inne "foremki"utwierdzaja Cię w przekonaniu,że powinnaś
    skorzystać z okazji i wyjechać.No cóż współczesne pokolenie cechuje się
    egoizmem....
    My mieliśmy podobną sytuację...Propozycja pracy w innym-oddalonym o 300km msc-i
    co za tym idzie rozstanie z teściami. Wybraliśmy rodzinę, mimo ,że oferta była
    bardzo ciekawa-stanowisko dyrektora,super auto, dobra pensja, służbowe lokum....
    Trudno, zostaliśmy i jest dobrze.
    To co mamy zawdzięczamy rodzicom, i jesli o nich chodzi nie możemy tylko
    brać.Uważam ,że dzieci powinny też umieć dawać.A to nie wszyscy potrafią...
    Pozdrawiam
  • demarta 10.10.06, 13:19
    bo są dzieci, które to co mają zawdzięczają sobie, a nie mamusio i tatusiom
    (takie świadectwo dojrzałości) i dzięki temu nie muszą ograniczać swoich
    możliwości życiowych i oglądać się na tych, dzięki którym mają to co mają.
  • 74l 10.10.06, 13:29
    Nie rozumiemy się.
    Nie chodzi mi o kwestie materialne, tylko o miłość .
    Proste pytanie
    Czy chciałabys zostac na starość sama ? ( czytaj bez rodziny)
    Ja nie , i dlatego my zostaliśmy.
    Jaka radość z wyjazdu i samorealizacji kiedy masz świadomość ,że bliska Ci
    osoba cierpi??? A ta babcia cierpi
    Czasami trzeba umiec zrezygnować i dokonać właściwego wyboru(takie świadectwo
    dojrzałości....)
    Pewnie , korzystaj z możliwości życiowych i nie myśl o innych .Bo po co , liczę
    się przecież tylko ja!!!
  • demarta 10.10.06, 13:49
    gdyby taki sposób myślenia dominował w naszym społeczeństwie, państwo kowalscy
    od XV wieku mieszkaliby pod kielcami w tym samym miejscu, w zmodernizowanym
    budynku i z czasem musieliby powielać geny chcąc się dalej rozmnażać. rozumiem,
    ze jest to jeden ze sposobów myślenia, ale ciszę się, że on nie dominuje w
    naszym społeczeństwie.
    nie wyobrażam sobie sugerować się sytuacją babć, mam, ciotek, wujków przy
    podejmowaniu decyzji w MOIM życiu, a zwłaszcza jeśli chodzi o decyzję
    podejmowaną w celu mojego dalszego rozwoju.
  • 74l 10.10.06, 14:10
    Tylko nie zdziw się, kiedy -pokazując taki sposób na życie swoim dzieciom- w
    wieku emerytalnym zostaniesz sama.Tak, teraz to jest Twoje życie i podejmując
    decyzję o swoim rozwoju NIEWĄTPLIWIE sugerujesz się tylko i wyłącznie swoim
    dobrem. Ale Twoje życie, masz prawo.
    Zastanawiam się tylko skąd takie podejście do życia, rodziny, bliskich wśród
    młodych ludzi?Taki pęd za pieniędzmi, możliwościami rozwoju....
    Zastanawia mnie jedna rzecz, czy płodząc dzieci nie myslałaś sobie ,że fajnie
    jest mieć rodzinę, kogoś na kogo zawsze można liczyć.
    Okazując szacunek swoim rodzicom to samo otrzymasz od swoich dzieci. One uczą
    się przez obserwację...
    Niestety nie mam czasu na dalszą polemikę...
    Pozdrawiam
  • demarta 10.10.06, 14:23
    niestety dzieci nie rodzi sie dla samych siebie tylko dla swiata. to nie jest
    wlasnosc prywatna, a nauczyla mnie tego moja babcia, ktora ma 85 lat, mieszka
    sama, a prowadzi duzo bogatsze zycie towarzyskie niż my 30-latkowie. i to w
    niej podziwiam, znalazla swoj sposob na swoje zycie, a nie czepia sie swoich
    dzieci jak rzep psiego ogona. gra namietnie w karty codziennie jezdzi po calej
    polsce, odwiedza znajomych, potem oni ja, raz do roku spedza miesiac nad morzem
    dla relaksu, a nie czeka biernie z nosem przy szybie az ktos w koncu do niej
    przyjdzie i bedzie mogla ponarzekac na caly swiat.
  • karin.dsi 10.10.06, 14:02
    74l napisała:



    >> Trudno, zostaliśmy i jest dobrze.
    >

    Skoro zostaliście to dlaczego piszesz "trudno" i jest dobrze" A może
    byłoby "bardzo dobrze" lub "super"?
    --
    Noszę rozmiar 36!
  • 74l 10.10.06, 14:14
    To "trudno" było napisane z przekąsem.


  • karin.dsi 10.10.06, 22:35

    --
    Noszę rozmiar 36!
  • volta2 10.10.06, 14:05
    Ja mam znajomych w podobnej sytuacji, żona dostała pracę w belgii, syn jakoś
    coś tam też znalazł, a z babci się belgijka pełną gębą zrobiła, ostatnio to
    sama samolotem podróżuje, gdy jedzie do polski odwiedzić drugiego syna.
    (drugiego, czyli jednak nie byłaby tu sama)

    Piszesz, że babci nie możecie zabrać? Bo warunki lokalowe nie takie...
    Otóż ja widzę jedno a właściwie 2 wyjśca, brakuje miejsca w mieszkaniu
    uczelnianym, to może wynająć własne mieszkanie(rozumiem że takowe posiadacie,
    że nie mieszkacie u twoich rodziców) tu w polsce i może jeszcze babci
    mieszkanie na 2 lata i za te fundusze wynająć tam babci malutkie lokum, miałoby
    to tę korzyść, że byłaby blisko, ale też nie siedziała by wam na głowie.
    Jeśli babci nie uda się przekonać do podróży, to cóż... jej wybór, ja bym
    jechała nie oglądając się za siebie.
    Piszę to z pozycji jedynaczki(no może niezbyt kochającej i kochanej przez
    rodziców)
  • 74l 10.10.06, 14:19
    Jeszcze tylko jedno-
    Ja jestem dumna z tego ,że mam takich rodziców i teściów.Jedni i drudzy zawsze
    się z nami liczyli, nauczyli nas kochać i wiem że zrobią dla nas wszystko.
    My dla nich też. Bo taka jest istota miłości.
  • zuzanna56 10.10.06, 14:51
    Też jestem po filologii, tyle że angielskiej i byłabym bardzo szczęśliwa gdybym
    mogła pojechac na takie stypendium.
    Tylko zastanawiałabym się nad tym co robiłby tam mój mąż.
    Ja nie jestem aż tak związana z rodzicami i teściową (teść nie żyje od wielu
    lat), to znaczy dobrze się rozumiemy, dziadkowie odbierają moją córkę z
    przedszkola ale nie wyobrażam sobie żeby ktoś miał mi w domu gotować albo
    prasować.
    Myślę że powinnaś jechać. Babcia jest na pewno jeszcze dość młoda. Być może za
    10 lat już nie będziecie mogli nigdzie na dłużej wyjechać.
  • syriana 10.10.06, 18:20
    74l - wszystko piękne co piszesz, ale takie zupełnie .. hmm.. idealistyczne..?

    mowa jest o wyjeździe na dwa lata, nie na stałe

    autorka wątku zapracowała na to stypendium, to jej szansa zawodowa

    a teściowa, mimo że poświęciła życie prywatne dla syna, powinna zrozumieć, że
    ma on teraz swoją rodzinę, której szczęście zależy również od spełniena
    zawodowego żony

    nie pisz, że taki wyjazd równoznaczny jest z zostawieniem teściowej samej
    sobie, bez opieki, wręcz niewdzięcznym odpłaceniem za te lata poświęceń

    bo teściowa nie po to wychowała syna, żeby całe życie przy niej siedział

    i nie pisz, że istotą miłości jest tkwienie do końca życia przy starzejących
    się rodzicach czy teściów, z poświęceniem własnych ambicji i planów

    --
    baduizm
  • malila 11.10.06, 15:46
    74l napisała:

    > Ja jestem dumna z tego ,że mam takich rodziców i teściów.Jedni i drudzy
    zawsze
    > się z nami liczyli, nauczyli nas kochać i wiem że zrobią dla nas wszystko.
    > My dla nich też. Bo taka jest istota miłości.

    Jaka tam istota miłości. Czy jeśli rodzice i teściowie mieszkaliby w miejscach
    oddalonych od siebie o jakieś 500 km, jedni i drudzy chcieliby mieć dzieci koło
    siebie - to gdzie by młodzi zamieszkali? Komu mieliby dać dowód swojej miłości?
    Chociaż z drugiej strony, jeśli istotą miłości jest nieruszanie się z domu
    rodzinnego, to małżonkowie w zasadzie nie mieliby szans, żeby się ze sobą
    związaćwink
    A studia? Studia przecież trwają PIĘĆ lat. Jak można zostawić rodziców i
    wyjechać na pięć lat na studia?!wink

    Istotą miłości nie jest spełnianie wszystkich potrzeb i oczekiwań osoby, którą
    się kocha. Powiedziałabym nawet, że takie działanie to rodzaj
    ubezwłasnowolnienia i uzależnienia. Nie można w dobroci dla innych zatracić
    siebie, bo to się zwykle kiepsko kończy, i dla dobroczyńców, i dla
    dobrobiorców. Brak równowagi prowadzi do chaosu.

    --
    Małgosia
  • madame_edith 11.10.06, 10:36
    Uważam, że wasz wyjazd może paradoksalnie zrobić dużo dobrego dla babci. Być
    może zmobilizuje ją do aktywniejszego życia dla siebie, znalezienia sobie
    jakichś zainteresowań i znajomych w podobnej sytuacji. Do tej pory żyła waszym
    życiem i wiadomo, że perspektywa waszego wyjazdu ją przeraża. Ale jeśli z babci
    kobitka "z jajem" to skorzysta z odzyskanej wolności i nauczy się żyć swoim
    własnym życiem. A i odwiedzi Was pewnie chętnie.
    Absolutnie nie rezygnujcie z wyjazdu, bo jesli zrobicie to wbrew sobie, to
    będziecie mieć do babci o to ukryty żal.
    BTW jestem pewna, że gdyby teściowa potrzebowała waszej pomocy to nie
    zostawilibyście jej samej, więc argument o egoiźmie i "zostawianiu na stare
    lata" uważam za cokolwiek bzdurny.
    powodzenia smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka