Skandal i paranoja. Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Boże, co ja wczoraj przeżyłam. Muszę to napisać, żebyscie wiedziały, co w naszym kraju się dzieje. Wczoraj moja roczną Oliwię zastałam w łóżeczku całą wymazaną kremem. Poczatkowo chciałam pobiec po kamere bo wyglądała cudownie :) ale olśniło mnie za chwilę, że to nie zwykły krem tylko sudocrem, który ma tam tlenek cynku , alkohol,jakieś środki odkarzające. Na wszelki wypadek postanowiłam zadźwonic do mojej przychodni. Pani pediatra kazała natychmiast wywołać wymioty a jeśli nie uda mi się to jechać do szpitala. Po takiej wiadomości nie mogłam małej trafić palcami do gardła z tych nerwów. Nie udało jej się nic zwrócić(nie wiadomo czy w ogóle coś zjadła) więc dźwonię na taxi. Ale mieszkam w jakimś przedziwnie pop...nym miasteczku. Nie złapałam żadnej taksówki. Teściowa miała mój samochód bo dojeżdża codziennie (15 km)pilnować małej, mąż w pracy(45 km) i jak na złość żadnego sąsiada z samochodem (godzina 14). Zadźwoniłam do męża a ten po teściową. W tym czasie dxwoniłam po znajomych ale nie mam ich tu wielu bo mieszkam tu niespełna 3 lata. Dźwonie na pogotowie-Karetka w terenie. Przyjechała teściowa (rekord, w 20 minut) i pojechałysmy do szpitala a tam..........NIE PRZYJĘLI MNIE.............BO NIE MA PEDIATRY .Lekarz pediatra z oddziału niemowlaków nie chciał zejść "bo izba przyjęć to nie jego działka". Kazali mi jechać do mojej przychodni. Nie kłóćiłam sie bo nie chciałam marnować czasu. W przychodni NIE BYŁO LEKARZA bo miał wizytę domową. Możecie sobie wyobrazić sobie co czułam??? Pytam panią co mam robić bo nie będę bezczynnie czekała. Ona na to że jak dziecko bedzie miało płukanie żołądka to nie ma po co czekać bo one i tak nie pomogą. No to ja z pytaniem gdzie mam jechać? Do szpitala dziecięcego 15 km dalej. ALE BEZ SKIEROWANIA BEDZIE TRUDNO. A SKIEROWANIE DAĆ MOŻE LEKARZ, KTÓREGO NIE MA!!!!!!!!!!!!. k.... K.... Pojechałam pożyczyć fotelik (bo nasz miał mąż)a w tym czasie wróciła lekarka. Zbadała małą, skonsultowała się z apteką czy sudocrem jest toksyczny itp. Już po strachu. Nic malutkiej się nie stało. To nie było trujące. Ale jak wróciłam do domu to zwymiotowałam. K...a mać. Co za kraj? Gdzie ja żyję? Płace podatki... (tu stara znana wszystkim śpiewka)i co z tego mam? Jakby liczyły się minuty.......... Nie miałabym samochodu..........itd. Mogłabym stracić dziecko bo... No właśnie. Pojechałam później to z mężem wyjaśnic do szpitala. Okazało sie, że panie nie są niczemu winne. Od roku w naszym szpitalu nie ma pogotowia. Zlikwidowali go. Nie ma ostrego dyżuru. Nie ma też odzdiału dziecięcego a co za tym idzie nie moga pomóc dziecku bo nie maja przyrządów i czegoś tam...Ale dlaczego lekarz w przychodni tego nie wiedział? No i dlaczego , mimo wszystko, lekarz do mnie nie zszedł. Taki zawód zobowiązuje, takie miejsce również. Dowiedziałam sie przynajmniej czegoś ważnego. Muszę w takich wypadkach jechać od razu do szpitala dzieciecego. tylko dlaczego dowiaduje sie tego w ten sposób? Pie...ę te wszystkie reformy. Boże, jaką ja niemoc wczoraj czułam. Nienawidzę tego kraju, tej paranoi. Żadnego poczucia bezpieczństwa. Przepraszam, że tak długo. Musiałam to wylać....
    • Gość edziecko: Gosia1 IP: *.* 25.09.02, 19:24
      Zulo, wcale Ci się nie dziwię. Ja też nienawidzę... A jeśli chodzi o pogotowie - moja Anulka w wieku 1,5 roku dostała drgawek. Dusiła mi się przy nich, siniała, leciała przez ręce. Zadzwoniłam po pogotowie. Pani znudzonym głosem zaczęła mnie wypytywać co się dzieje. Odpowiedziałam. Zapytała o adres. Odpowiedziałam (to logiczne). O wiek dziecka. Jeszcze zdzierżyłam. Ale jak zaczęła mnie wypytywać o inne głupoty nie wytrzymałam i ryknęłam w słuchawkę: moje dziecko właśnie mi się dusi na rękach, czy mogłabyś głupia krowo najpierw wysłać do mnie karetkę, a pogaduszki urządzać potem???!!!!! Babę najpierw zatkało, a potem usłyszałam jak mówi: jedźcie szybko, bo pani się piekli... No coments. Oczywiście na karetkę się nie doczekałam. Po 15 minutach wybiegłam z córką na ulicę i prawie wlazłam komuś pod koła. Facet szybko zapakował nas do auta i na klaksonie, pędem dowiózł nas do szpitalika. Oczywiście potem próbowali obciążyć mnie przejazdem karetki. Ja jednak jestem ostra - poszłam tam, zrobiłam awanturę i...odpuścili. Chyba sami czuli, że mają nieczyste sumienia. Nie będę więcej pisać, bo zacznę używać brzydkich słów. Trzymaj się. Jesteś bardzo dzielna. Pozdrawiam Gosia
    • Gość edziecko: annmro IP: *.* 25.09.02, 19:31
      Naprawdę to STRASZNE co musiałaś przeżyć i mam tylko nadzieję, że ja nigdy nie będę musiała się tak tragicznie czuć-bardzo Ci współczuję. Niestety się zgadzam z tobą co do tej paranoi, która panuje w naszych przychodniach, szpitalach, w ogóle w polskich instytucjach. Państwo w państwie. Można mieć tylko nadzieję, że kiedyś się polepszy (naiwne-prawda). Najgorsze to to, że nikt Ci nie zwróci za twoje zszargane nerwy. Pozdrawiam
    • Gość edziecko: madzia23 IP: *.* 25.09.02, 19:40
      Bardzi Ci wspolczuje wiem co musials przezyc. Ja rowniez jestem strasznie negatywnie nastawiona do funkcjonowania sluzby zdrowia w naszym kraju. mam pieciomiesiecznego synka i niedawno lezalam z nim w szpitalu, gdyz mial przedluzajaca sie zoltaczke. Lekarze ze swojej strony nie zrobili nic. Kazali mi kupic lekarstwa i je podawac, ale ja caly czas musialam byc z malutkim w szpitalu bo On byl na obserwacji. Tylko ze nikt chyba nie zauwazyl ze jesyna odoba, ktora obsrwowala to dziecko jetem ja - jego mama. Za pobyt w szpitalu musialm zaplacic 160 zotych. I gdzie tu logika? A gdzie pomoc i opieka lekarska. Czy teraz naprawde trzeba dac lekarzowi w lape zeby zaja sie pacjente? Tylko dlaczego musimy placic tak wysokie skaldki na Kase Chorych? A moze lepiej by bylo leczyc sie prywatnie?mOe taniej by to wynioslo? Napiszcie co otym sadzicie. pozdrawiam
      • Gość edziecko: bonk IP: *.* 26.09.02, 13:20
        Cześć masz rację, że w Polsce służba zdrowia jest do kitu. Są wyjątki, ale lekarzy z sercem szukać ze świecą. Przeżyłam to parę lat temu, gdy moja córeczka najstarsza (miała 5 lat) dostała zapalenia wyrostka robaczkowego. Mając trójkę (najmłodszy synek miał wtedy 3 miesiące) jakoś z pomocą taxi dostałam się na pogotowie, gdzie lekarz pediatra po badaniu doszedł do wniosku, że nic strasznego się nie dzieje, chirurg pełniący dyżur odmówił zbadania mojego dziecka ponieważ leczył dorosłych. Wtedy pani doktor zadała pytanie czy ma mi wypisać skierowanie na ostry dyżur do szpitala czy poczekam co się z tego wykluje. Na szczęście jestem z zawodu pielęgniarką (niepraktykującą) i niepodobały mi się objawy u mojego dziecka. I dobrze zrobiłam w szpitalu po badaniach dowiedziałam się, że jest ostre ropne zapalenie wyrostka i natychmiast trzeba ją ciąć. Wszystko skończyło się OK!!!!, ale chcę was uczulić dziewczyny nie dajcie się!!!!!!! Ja na twoim miejscu złożyłabym skargę do rzecznika praw pacjenta na lekarza, który odmówił przyjęcia Twojego dziecka Wtedy tego nie zrobiłam i szczerze żałuję. Cieszę się, że małej nic nie jest pozdrawiam Pa.
      • Gość edziecko: bonk IP: *.* 26.09.02, 13:56
        Cześć masz rację, że w Polsce służba zdrowia jest do kitu. Są wyjątki, ale lekarzy z sercem szukać ze świecą. Przeżyłam to parę lat temu, gdy moja córeczka najstarsza (miała 5 lat) dostała zapalenia wyrostka robaczkowego. Mając trójkę (najmłodszy synek miał wtedy 3 miesiące) jakoś z pomocą taxi dostałam się na pogotowie, gdzie lekarz pediatra po badaniu doszedł do wniosku, że nic strasznego się nie dzieje, chirurg pełniący dyżur odmówił zbadania mojego dziecka ponieważ leczył dorosłych. Wtedy pani doktor zadała pytanie czy ma mi wypisać skierowanie na ostry dyżur do szpitala czy poczekam co się z tego wykluje. Na szczęście jestem z zawodu pielęgniarką (niepraktykującą) i niepodobały mi się objawy u mojego dziecka. I dobrze zrobiłam w szpitalu po badaniach dowiedziałam się, że jest ostre ropne zapalenie wyrostka i natychmiast trzeba ją ciąć. Wszystko skończyło się OK!!!!, ale chcę was uczulić dziewczyny nie dajcie się!!!!!!! Ja na twoim miejscu złożyłabym skargę do rzecznika praw pacjenta na lekarza, który odmówił przyjęcia Twojego dziecka Wtedy tego nie zrobiłam i szczerze żałuję. Cieszę się, że małej nic nie jest pozdrawiam Pa.
    • Gość edziecko: madzia23 IP: *.* 25.09.02, 19:44
      Bardzi Ci wspolczuje wiem co musials przezyc. Ja rowniez jestem strasznie negatywnie nastawiona do funkcjonowania sluzby zdrowia w naszym kraju. mam pieciomiesiecznego synka i niedawno lezalam z nim w szpitalu, gdyz mial przedluzajaca sie zoltaczke. Lekarze ze swojej strony nie zrobili nic. Kazali mi kupic lekarstwa i je podawac, ale ja caly czas musialam byc z malutkim w szpitalu bo On byl na obserwacji. Tylko ze nikt chyba nie zauwazyl ze jesyna odoba, ktora obsrwowala to dziecko jetem ja - jego mama. Za pobyt w szpitalu musialm zaplacic 160 zotych. I gdzie tu logika? A gdzie pomoc i opieka lekarska. Czy teraz naprawde trzeba dac lekarzowi w lape zeby zaja sie pacjente? Tylko dlaczego musimy placic tak wysokie skaldki na Kase Chorych? A moze lepiej by bylo leczyc sie prywatnie?mOe taniej by to wynioslo? Napiszcie co otym sadzicie. pozdrawiam
    • Gość edziecko: magusia IP: *.* 25.09.02, 20:14
      Zula! Na szczęście prócz Twoich zszarganych nerwów cała zaistniała sytuacja nie zaowocowała powazniejszymi kłopotami. Swoją drogą reakcja pediatry była trochę na wyrost gdyż np. taki tl. cynku od lat zakładany jest pacjentom do zębów a ludziska żyją.
    • Gość edziecko: magusia IP: *.* 25.09.02, 20:14
      Zula! Na szczęście prócz Twoich zszarganych nerwów cała zaistniała sytuacja nie zaowocowała powazniejszymi kłopotami. Swoją drogą reakcja pediatry była trochę na wyrost gdyż np. taki tl. cynku od lat zakładany jest pacjentom do zębów a ludziska żyją.
    • Gość edziecko: magusia IP: *.* 25.09.02, 20:15
      Zula! Na szczęście prócz Twoich zszarganych nerwów cała zaistniała sytuacja nie zaowocowała powazniejszymi kłopotami. Swoją drogą reakcja pediatry była trochę na wyrost gdyż np. taki tl. cynku od lat zakładany jest pacjentom do zębów a ludziska żyją.
    • Gość edziecko: ivo IP: *.* 25.09.02, 21:27
      Kiedy przeczytałam Twój list odżyły wspomnienia sprzed kilku miesięcy,wspomnienia,o których wolałabym zapomnieć.Było mrożne styczniowe popołudnie.Mój dwumiesięczny synek płakał żałośnie,odmawiał ssania piersi i nic nie było w stanie go uspokoić.Ja cała w nerwach,z obłędem w oczach próbuję znależć przyczynę tego płaczu.W końcu decyzja-jedziemy do przychodni.Jest popołudnie więc na szczęście ludzi niewiele.Wchodzimy do gabinetu,lekarka bada Jasia,stwierdza,że to chyba kolka.Na koniec uciska jeszcze lekko miejsce za uchem-rozlega się przerażliwy płacz.Zmiana diagnozy-zapalenie ucha,żeby mieć pewność Jasia musi jeszcze zbadać laryngolog,więc lekarka z przychodni każe nam jechać do szpitala na ostry dyżur,nie daje nam jednak skierowania twierdząc,że nie jest potrzebne.W szpitalu żądają od nas skierowania,po krótkiej dyskusji i paru ostrych słowach z naszej strony pozwalają wkońcu pójść na oddział,gdzie małego ma zbadać lekarz.Oddycham z ulgą.Moja radość jest jednak krótka.Lekarka nie chce zbadać dziecka,bo nie mam skierowania,więc ona nic nie musi,a poza tym jest zmęczona po kilku godzinach pracy!!!!!!!Wszystko się we mnie gotuje i w końcu wybucham.Wyrzucam z siebie całą złość- na bezmyślną reformę,na znieczulicę lekarzy.Precież ona jest nie tylko lekarką,ale pewnie też i matką.Jak mam powiedzieć dwumiesięcznemu maluchowi,że ze swoim bólem musi wytrzymać do jutra?NIe wytrzymuję i zaczynam ryczeć.Pacjenci i pielęgniarki patrzą na mnie zdziwieni.W końcu chyba sumienie ruszyło panią doktor, bo łaskawie wpuściła nas do gabinetu.Badanie i diagnoza-zapalenie prawego ucha.Dostaliśmy to na piśmie,ale po receptę musieliśmy wrócić do przychodni.Jasiek dostał antybiotyk w zastrzykach.Na szczęście mamy w rodzinie pielęgniarkę,która przyjeżdżała do nas codziennie,o stałej porze aby podać małemu lek.Przynajmniej ten problem mieliśmy z głowy.Teraz modląc się wieczorem dodaję zawsze"od lekarzy strzeż nas Boże". ivo
      • Gość edziecko: joszi IP: *.* 27.09.02, 21:02
        Miałam podobne doświadczenie. Moja trzymiesięczna córeczka dostała w nocy zapalenia płuc i nie mogła oddychać. Pojechaliśmy do szpitala, a tam największym zmartwieniem lekarki było czy mam skierowanie. Tłumaczę jej, że jest druga w nocy i jechałam prosto do szpitala, bo dziecko nie może oddychać. W końcu nas przyjeli, ale to jest naprawdę głupota i nieludzkie traktowanie
    • Gość edziecko: wbk IP: *.* 26.09.02, 09:38
      Paranoja sprzed miesiąca. Dzwonię do przychodni (W-wa), żeby zapisać (tradycyjnie m-c przed) dziecko na obowiązkowe szczepienie. I słyszę "Wszystkie godziny są zajęte". Mówię, że przecież to obowiązkowe szczepienie, że muszę przyjść. "Niestety pani doktor ma już wszystkie terminy zajęte w tym tygodniu" Przecież to nie moje widzimisię tylko OBOWIĄZKOWE SZCZEPIENIE mówię, bo pani chyba mnie nie usłyszała (żałuję że nie umiem kląć). A ona - "Nie ma miejsc". Rybka. Akwarium. "Może pani przyjść i posiedzieć pod drzwiami [kilka godzin]- to może pani doktor panią przyjmie". K... przecież to 2 min pracy lekarki i 5 min pielęgniarki. Wielkie zapisy. I jeszcze, i tak płacę za te szczepienia sama! Finał - pojechałam do przychodni 300km dalej (akurat byliśmy na wakacjach), gdzie można było przyjść, kiedy mi pasowało. Zapłaciłam, szczepili, uśmiechnięci. Kurcze - to tak też można?! (obie przychodnie państwowe)
    • Gość edziecko: Aannia IP: *.* 26.09.02, 10:08
      Zula, jestes wielka, ze reagowalas w sumie tak opanowanie! Ja chyba bym wybuchla w takiej sytuacji tak, ze nikt juz by nie chcial ze mna rozmawiac. Tylko dlaczego tak sie zdarza? nie wierze, ze jest to tylko kwestia "systemu", nowej reformy. Bo przeciez da sie inaczej. a tak wiele zalezy od ludzi, wiec dlaczego nikomu sie nie chce pomyslec, co zrobic zeby bylo lepiej - przeciez to jest ich praca!!!! Gdy w czasie ciazy bylam za granica i zle sie poczulam, to wyobrazcie sobie, BALAM sie isc do lekarza (niezle mnie tu u nas wychowala sluzba zdrowia, co???). A jak poszlam, to od razu zaczelam sie tlumaczyc, ze mam ubezpieczenie, tylko w hotelu itd. A oni powiedzieli, ze o ubezpieczeniu, to bedziemy rozmawiac pozniej, a na razie mam usiasc, napic sie herbaty i spokojnie poddac badaniom!!! W panstwowym szpitalu!!! Dlaczego u nas musi tak byc, ze naszych dzieci i nasze zdrowie zalezy od humoru pani w rejestracji czy na pogotowiu??? caly czas jeszcze glosno mowie, ze stad nie wyjade, bo to moj kraj, ale przyznaje ze gdzies tam w srodku, po kazdej takij historii odzywa sie cichutki na razie glos.... pozdrawiam,ania
    • Gość edziecko: janeczka IP: *.* 26.09.02, 12:44
      Zula, współczuję. A ja kocham ten Kraj. I to od tego jaki On jest zależy także od Ciebie, ode mnie. Czasami nie ma co bezczynnie siedzieć i mimo że skarżenie na kogoś to coś brzydkigo, jednak w takich sytuacjach powinnaś donieść wyższym jednostkom o tym, co Ci się przytrafiło. Przecież ktoś Ci mógł od razu powiedzieć, że dziecku nic się nie stanie, ach....Naprawdę współczuję.
    • Gość edziecko: Zuzanna IP: *.* 26.09.02, 13:08
      Widzę że to już plaga :( Nie dalej jak 2 miesiące temu, nasz mały , 7 miesięczny wówczas synek obudził sie strasznie wymiotując. Po kilku "rzygnięciach" przerażona poleciałam po teściową do drugiego pokoju (byliśmy u niej na wakacjach) - ponieważ nie mam tam przychodni - teściowa załatwiła "znajomą " lekarkę w jej przychodzni rejonowej. Ubrałam małego - wszystko oczywiścuie jak najszybciej - do samochod i do dr.Habrat. A w przychodni nikogo ni widu ni słychu - zaglądamy do okienka a tam pani dr z pielęgniarka piją kawkę. Ja cała zarzygana, dziecko wymiotuje na posadzke a one piją kawkę i podejdą ZA CHWILE!! najpierw pszyszła pielęgniarka - pytając o moje imie, męza, babki ciotki i kogo tam jeszcze wr ..a pani dr dopijała w tym czasie kawkę ... Po tysiącu pytan w czasie których moje dziecko zwymiotowało z 10 razy i dosłaownie lało sie przez ręce pani pielęgniarka stwierdziła że najpierw azeby nas przyjąc musimy pojechac po ksiązeczke ubezpieczeniowa, która w pośpiechu zostawilismy u tesciowej - dwie ulice dalej..Pytamy czy nie mozemy jej dowieżć op zbadaniu dziecka - NIE!! Teraz!!! Więc mąż powiedzał że w takim razie zapłacimy za wizytę - 200zł...Ja sie wsciekłam - zaczełam sie drzec na panią dr czy moze wreszcie ruszy dupę bo dziecko wymiotuje na podłoge a ona do mnie " to co nie moze pani 5 min poczekac??" A ja na to NIE!!!!!!! (boze w zyciu sie tak nie wydarłam ) Odebrałam od nich moją książęczke zdrowia dziecka i inne papierki zapakowałam małego do samochodu, i zatrzymałam sie przed pierwszym lepszym prywatbym gabinetem - a tam - dodam ze była 7 rano - pan doktor wybiegł nie koncząc śniadania, zająs sie małym , zbadał, wypisał skierowanie do szpitala na w razie czego itd i wysłał z uśmiechem do domu, prosząc nas o numer telefonu - potem przez parę dni codziennie dzwonił jak mały sie czuje i jak z wymiotami, siusianiem, jedzeniem.. I za to wszystko wziął 30 zł ...ech... Pozdrawiam - Zuzia
    • Gość edziecko: anna.s. IP: *.* 26.09.02, 13:47
      Zulu, tak doskonale wiem co przezyłaś...niestety... od razu stanęła mi przed oczami moja historia, sprzed 3 lat, ale widzę ,że nic tu się nie zmieniło. 3 lata temu w kupce mojego niespełna miesięcznego dziecka znalazłam krew. Zadzwoniłam do szpitala, powiedzieli,że to nic takiego ,mały pewnie wciągnął z mojej pokiereszowanej piersi. Pojechałam do przychodni, tam lekarz zbadał i powiedział, że nie ma zielonego pojęcia co to może być, mam jechać na pogotowie. Pojechałam na pogotowie. Pani nie chciało się przyjąc. Czekaliśmy pół godziny, gdy wreszcie przyszła zaczęła nas wyzywać, że jej zawracamy głowę itp. Mąż zrobił awanturę , więc zaczęła wypytywać o różne pierdoły, ale dziecka nie badała. W końcu powiedziała, że mamy pojechać do szpitala. Pojechliśmy do szpitala wojewódzkiego. Kazali nam iść na izbę przyjęć, a tam kolejka jakieś 50 osób. I nic ich nie obchodziło, że takie małe dziecko, że płacze, że źle z nim. Kazali cierpliwie czekać w kolejce. Zadzwoniłam do mamy, ma znajomą w szpitalu dziecięcym, powiedziała, że załatwi i możemy przywieźć małego do nich. tam przyjęli nas dopiero na oddział. Okazało się, że to było bardzo poważne i liczyła się każda chwila. Myślę, że taki zawód jak lekarz do czegoś zobowiązuje. Lekarz powinien pomagać. Boże jak w szpitalu nikogo nic nie obchodzi.Brrr
    • Gość edziecko: horac IP: *.* 26.09.02, 13:55
      Dzień dobry Wszystkim! Cześć Gosiu1! Miło Cię widzieć! Jak przeczytałam wspaniały post Zuli (ale masz iskrę dziewczyno! - prawie widziałam tę zrozumiałą wściekłość na Twojej twarzy) i inne porażające historie, to się zaczęłam zastanawiać dlaczego nie ma ogólnie dostępnej listy tych jednostek służby zdrowia/lekarzy/personelu medycznego, które świadczą tak fatalne usługi jak te, opisane w Waszych postach... Skoro jest w Internecie lista dłużników, to dlaczego nie sporządzić listy lekarzy-partaczy-olewaczy czy fatalnie funkcjonujących szpitali, przychodni itp.? A może na eDziecku, albo innym serwisie oddzielne forum tematyczne pt. gdzie warto a gdzie i u kogo nie należy się leczyć? Nie wiem jaką by to miało mieć formę, ale może warto się nad czymś takim zastanowić? Bo to, że sobie tylko pogadamy, pożalimy się, niczego nie zmieni! Ot, taki pomysł... Co o tym myślicie? Matylda
      • Gość edziecko: Gosia1 IP: *.* 26.09.02, 14:06
        Matylda!!! Tak dawno Cię nie bylo! Brakowało Ciebie, brakowało Twoich wypowiedzi, zawsze miałaś inne, takie trzeźwe podejście do różnych sytuacji. Fajnie, że znowu jesteś...ale dlaczego Cię nie było? Pozdrówka Gosia
        • dziewczyny jestem za taka lista. tu, na edziecku, potem moze na osobnej stronie, gdziekolwiek. mozna o liscie zawiadomic prase (podobnie jak o poszczegolnych przypadkach), mozna gdy sie juz troche nazbiera zwolac konferencje prasowa, WYMIENIAC TAKICH LEKARZY Z IMIENIA I NAZWISKA, zapytac ich czy nie maja sobie nic do zarzucenia. wymieniajac nazwy placowek, przystawiajac do sciany szefow tych placowek. Skaldac skargi. Mysle, ze to robota na lata, zanim to cos zmieni, ale do cholery nie mjozemy sie zachowywac jak baranki prowadzone na rzez, zwlaszcza, ze chodzi o dzieci. Moze pomogloby "Dziecko" albo jakas duza gazeta codzienna? Nie mozna wszystkiego tlumaczyc brakiem kasy, bo taka niunia co pije kawe zamiast zbadac dziecko jest opo prostu zwyczajna ... (piiiiiip) Na szczescie nie przezylam niczego takiego w zwiazkju ze smoczurkiem, ale pamietam, ze gdy umieral moj dizadek i blokowala sie pompa infuzyjna, wyjac na alarm, niunki w czepkach nie przerywaly sobie ogladania serialu. Biegalam po nie, krzyczalam, w koncu znudzone przychodzily niespiesznie, kazda zdazyla zerknac po drodze w lustro przy drzwiach. nie nawidze tego. Po prostu cos zrobmy. takie akcje jednak cos przynosza, w koncu akcja wyborczej "Rodzic po ludzku" jednak cos dala. tylko tzreba zaczac. Bo jakis idiota moze w koncu ktores dziecko nieodwracalnie skrzywdzic.
          • Efo Myślę że skargi i zażalenia odniosą skutek w przypadku osoby składającej (żeby mieć z nia święty spokój) lecz ogólnie niewiele dadzą. Jeśli rząd lekceważy pikiety i głodówki pielęgniarek, strajki anestezjologów i pogotowia to co może zmienić kilka pism nieznajomej osoby? W kilku postach emamy opisywały dramatyczne przeżycia w zwiazku z pobytem dzieci w szpitalach. We wszystkich przypadkach największą walkę musiały stoczyć o pobyt wraz z maluchem na na oddziale. Zdarzenia takie miały miejsce także w IMiD.Jakież było moje zdziwienie kiedy przeczytałam że placówka ta jest patronem akcji : szpital przyjazny dziecku". I co Wy na to?!!
        • Gość edziecko: horac IP: *.* 27.09.02, 12:25
          Kochana Gosiu, Dziękuję za pamięć! Już się tłumaczę: niestety, Internet mam tylko w pracy... A tu od pewnego czasu wszystko stoi na głowie - bardzo dużo roboty, ale .... ...to nie znaczy że nie zaglądałam czasem na eDziecko... trochę Was podglądałam, tylko pisać nie mogłam. Oglądałam też na "Zobaczcie" Wasze nowe fotki. I tu, Gosiu, okazało się, że znowu zrobiłaś kawał dobrej roboty - to dzięki Tobie np. dowiedziałam się, że Wiesia ma dzidziucha, nie mówiąc o tym, że wreszcie zobaczyłam jak Ona (i dzidziuch) wygląda. Przy okazji - proszę przekaż Wiesi spóźnione uściski i gratulacje ode mnie (ja mam tylko Jej adres służbowy). Gosiu, a ten Twój post o "Dwóch kilogramach Szczęścia..." Ale się spłakałam, buuu... piękne. Matylda P.S. Jak dziś nie zdążę, to w poniedziałek odezwę się na priva Całuję
    • Gość edziecko: zula IP: *.* 26.09.02, 21:43
      Dziekuję dziewczyny za odzew, chociaż sądząc po treści postów nie ma się z czego cieszyć. Nie wiem jak to wygląda od strony prawnej, czy bedzie to możliwe na forum, ale jestem za stworzeniem takiej listy. Może nazwiemy ją ESKULAPO DO DUPO? :) albo LEKARZE W CZERNI? Ja mieszkam w Pszczynie i to ten miejski szpital radzę omijać w drodze po pomoc. W ogóle mam pecha a propos lekarzy.. Wprowadziłam sie tu 3 lata temu. Nikogo nie znałam co znacznie utrudnia wybór dobrego lekarza. Wybrałam ginekologa, który mieszkał i przyjmował niedaleko.Gorzej nie mogłam trafić ale dowiedziałam się o tym znacznie później. Pan na radosną moją nowinę , że wyszedł mi pozytywny test stwierdził sucho "prosze sie tak nie cieszyć, jeszcze MA SZANSĘ pani poronić". Oczywiście nie zareagowałam właściwie. Stwierdziłam, że mój płacz i poczucie żalu spowodowane jest burzą hormonów. W 4 m-cu miałam przedwczesne skurcze. Przypisał fenoterol i położył do szpitala. A szpital w Pszczynie.........makabra. Ja nie wiedziałam, że jest tak źle(socjalnie). Tylko siostrzyczki były cudowne. Lekarze w ogóle nie patrzyli w twarz, kierując oczy od razu w wiadome miejsce. Miałam wrażenie że byłam dla nich kolejna pochwą ..W szpitalu skurcze spotęgowały się. A to z powodu poszerzenia mojej wiedzy o moim doktorze. Ani jednego dobrego słowa. Skrzywdził wiele kobiet, przypisał złe leki, źle traktował, przez niego utraciły ciąże.Zaczynały dźwonić znajome "dlaczego nie powiedziałaś że chodzisz do niego, przecież to...."konował to najłagodniejsze określenie. Teściowa załatwiła prywatnego, najlepszego-podobno-ginekologa. Strasznie trudno było załatwić wypisanie ze szpitala. Ale się udało. Lekarz stwierdził, że nie ma potrzeby hospitalizacji, niepotrzebny stres. Na szczęście zrezygnowałam z tego konowała we włąściwej chwili. Do tej pory dowiaduję się o nim samych złych rzeczy. Zainteresowanych nazwiskiem zapraszam na priva. Ps. Moja malutka po tej aferze z kremem bez przerwy powtarza "mniam, mniam". W takich okolicznościach nauczyła sie nowego słowa :)
      • Gość edziecko: 6343 IP: *.* 27.09.02, 13:28
        Nie chcę aby to zabrzmiało jak usprawiedliwianie znieczulicy lekarzy, ale ... moja teściowa jest pediatrą, co pozwala mi spojrzeć na sprawę troszkę z innej perspektywy. Otóż nigdy nie domyśliłybyście się jakie kłopoty ma lekarz przyjmujący dziecko do szpitala bez skierowania!!! Czy to nie paranoja, że gdy o życiu mogą decydować minuty kierownictwo szpitala wymaga ogromnej ilości papierów?! Dlatego jestem za tym, aby szpitalami zarządzali lekarze. Dla nich (przynajmniej dla większości) najwazniejsze jest życie. Poza tym głowy do gory. Są jeszcze lekarze z powołania. Naprawdę. Ja dla mojej Julki wybrałam przychodnię tylko ze względu na to, że jest blisko domu. Okazało się, że był to bardzo dobry wybór. Doktor Zajbt, która opiekuje sie moją małą, to naprawdę świetny pediatra. Gorąco polecam ją, nieco mniej przychodnię w której pracuje, gdyz pracujace tam pielęgniarki (z jednym wyjątkiem) niestety nie są najuprzejmiejsze, ale do zniesienia.
        • Gość edziecko: Gosia1 IP: *.* 27.09.02, 17:32
          Babula, chyba o czymś zapomniałaś? ;) Jeśli jest nagły przypadek szpital nie ma obowiązku wymagać skierowania. Do nagłych przypadków należy na pewno przypadek pierwszej dziewczyny (sudocrem), przypadek niemowlęcia 10-miesięcznego "lejącego" się przez ręce i innych. Wiele złego mogę powiedzieć o szpitaliku w Kielcach, ale jedno mogę im zaliczyć na wielki plus: ile razy bym nie przyjechała z dzieckiem (i jednym i drugim), które mi nagle zachorowało (nawet bez ryzyka utraty życia!), niekoniecznie w nocy, NIGDY I W ŻADNYM PRZYPADKU NIE ŻĄDANO ODE MNIE SKIEROWANIA!!! Przecież to absurd!!! Jeśli do szpitalika wpada matka z dzieckiem na rękach, bo coś się stało, to lekarza zafajdanym obowiązkiem jest NAJPIERW ZOBACZYĆ, CO SIĘ DZIEJE (NIE UBĘDZIE GO DO CHOLERY JASNEJ, JEŚLI ZBADA MAŁE, NAWET NIE WPISUJĄC TEGO DO DOKUMENTÓW!!!!), a dopiero potem decyzja: jest źle - przyjmujemy dziecko do szpitala, ewentualnie - proszę pani, nie ma pośpiechu, może pani leczyć dziecko w przychodni. A tam już wedle wskazań lekarza w przychodni - albo skierowanie albo nie. Kurka wodna, to chyba logiczne, a ja mając doświadczenia w naszym szpitaliku mam dowód, że jest to także MOŻLIWE! I nikt żadnego kieleckiego lekarza nie skazał na "karę śmierci", tylko dlatego, że przyjął dziecko do szpitalika bez skierowania! (w dyby też nie zakuł...). Absurd, no absurd! Lubisz teściową? ;) (to żart!) Pozdrówka Gosia P.S. Swoją drogą, ale Ci dobrze...lekarz pod ręką...ech, marzenie...
    • Gość edziecko: Miśk@ IP: *.* 26.09.02, 21:59
      Napiszę krótko,bo juz poruszałam ten temat.Paranoją było przyjęcie mojego synka "od ortopedy" badającego stawy biodrowe przez panią "chirurg-stomatolog".To dopiero paranoja.Nie chodzę juz do publicznych przychodni,jeżdzę do prywatnych przychodni króre mają podpisaną umowę z MKCH.Spokój,kultura,a jak wchodzę od razu wiedzą kim jestem,nawet nazwiska nie podaję i jest tak przytulnie :)
    • Gość edziecko: rudzia IP: *.* 27.09.02, 12:56
      Przykro to stwierdzić, ale takie rzeczy dzieją się nie tylko w twoim miasteczku. Wyobraź sobie, że ja akurat mieszkam w stolicy. Córeczka mojej koleżanki - 10 mc. - wymiotowała przez całą noc i pół dnia. Przez to dostała odwodnienia. Dziewczyna wzięła ją do samochodu i zawiozła do szpitala. A tam co? Pan doktor - pediatra (!) - podłubał w sobie w zębie i spokojnym tonem powiedział, że nie może przyjąć dziecka na oddział, bo matka (co za małpa!) nie ma ze sobą skierowania. Nawet dziecka nie zbadał, mimo że było bardzo osłabione. Koleżanka przytomnie, natychmiast pojechała do przychodni, a potem do innego szpitała. Mała w ciągu pół godziny była pod kroplówką. Pozdrawiam. Rudzia
      • Gość edziecko: efa IP: *.* 27.09.02, 13:54
        magdusia napisala, ze skargi niewiele dadza. Pewnie, ze niewiele. Ale nie chodzi o same skargi ale też o liste, opublikowana w internecie i jesli sie da w prasie, zawierajacej opis zdarzenia, imie i nazwisko lekarza i miejsce gdzie pracuje, co na to jego przelozeni, jaka byla odpowiedz na skarge. nie wiem jak to wyglada prawna, moze pomozecie mamy-prawniczki. wlasciwie niby dlaczego ktos mialby mi zabronic w demokratycznym kraju opisac wizyte u lekarza, ktorego inni powinni sie wystrzegac? zwlaszcza jesli ktos bierze odpowiedzialnosc za swoje slowa, nie wystepuje anonimowo i gotow jest to potwierdzic poza internetem? jest w koncu cos takiego jak wazny interes spoleczny, czy jak to sie nazywa. Dlaczego mamy godzic sie na wszystko, na kazde traktowanie? a wracajac do skarg: uwazam, ze skargi trzeba skladac, bo moze jesli na takiego konowala wplynie dzisiata skarga, ktos bedzie juz tym ciut zmeczony albo komus innemu da to do myslenia. chodzi o to, zeby nie czuli sie bezkarni. jesli nie ma odzewu po takich wyskokach moga myslec ze wszystko jest jak najbardziej cacy. Jesli posypia sie skargi, trzy razy sie zastanowi zanim cos takiego znow zrobi, chocby dla swietego spokoju. mysle ze w duzej mierze czlowiek jest traktowany tak, jak sobie na to pozwoli. Przy kontaktach z lekarzami jest trudna sprawa, ludzie sie boja, nawet najwieksi twardziele zamieniaja sie w trusie. i niektorym lekarzom wydaje sie ze moga wszystko. wiem, ze to trudne, sama dawalam spokoj, ale uwazam, ze to byl blad. kiedyts bylam u babki-ginekologa, ktora zachowywala sie tak, ze zanim zabrala sie do roboty wstalam, ubraklam sie i wyszlam. cos tam za mna wrzeszczala. zabraklo mi pary, zeby pojsc do jej szefa, a szkoda, bo pewnie potraktowala podobnie inne kobiety. gdy lezalam w szpitalu na podtrzymaniu ciazy co chwile przychodzila jakas panna i montowala mi kroplowki, podawala jakies leki. Pozwalalam na to, bo bylam przerazona. w pewnym momencie wkurzylam sie, poprosilam lekarza i powiedzialam mu, ze bez uzgodnienia ze mna moze mi w kroplowce zaserwowac najwyzej dzinb z tonikiem. zdziwil sie, ale odtad zawsze tlumaczyl mi co i dlaczego trzeba bedzie podac. mysle ze oni ciagle mysla ze maja do czynienia z pelnymi nieograniczonego zaufania istotami, ktore oddaja sie w rece zbawcy i mowia, panie doktorze, prosze mnie naprawic. a ja tak nie chce. pozdrawiam efa
        • Gość edziecko: horac IP: *.* 27.09.02, 14:39
          Świetny pomysł, żeby mamy-cywilistki doradziły. Już teraz wiadomo, że mogą być problemy z publikowaniem nazwisk - ustawa o ochronie danych osobowych. No i wiadomo - każdy kij ma dwa końce - jak tu wyeliminować nieuzasadnione oszczerstwa? Trzeba też mieć na względzie to, że łatwo kogoś skrzywdzić ... Na pewno można na takiej liście podać nazwę i adres ośrodka, gdzie się nie uzyskało właściwej pomocy, co do lekarzy - może np. specjalność. Nie bardzo wiem jak to ugryźć... I co gorsza nie mam w ogóle czasu, żeby się zastanowić... Na razie. Matylda. P.S. Z drugiej strony - na pewno nie jest łatwo udowodnić lekarzowi, że się go nie pomówiło bezpodstawnie - Co, brać ze sobą dyktafon do przychodni? Albo ukrytą w bucie kamerę? Jest Ruch na Rzecz Ofiar Błędów Lekarskich, czy jak to się dokładnie nazywa - tak sobie myślę, że członkom tego Ruchu też na pewno przyszedł taki pomysł do głowy, może są w trakcie realizacji? Jeśli znalazłby się ktoś wystarczająco zdeterminowany lub mający trochę czasu, mógłby popytać tu i ówdzie. Tylko czy się znajdzie?
        • Gość edziecko: horac IP: *.* 27.09.02, 14:39
          Świetny pomysł, żeby mamy-cywilistki doradziły. Już teraz wiadomo, że mogą być problemy z publikowaniem nazwisk - ustawa o ochronie danych osobowych. No i wiadomo - każdy kij ma dwa końce - jak tu wyeliminować nieuzasadnione oszczerstwa? Trzeba też mieć na względzie to, że łatwo kogoś skrzywdzić ... Na pewno można na takiej liście podać nazwę i adres ośrodka, gdzie się nie uzyskało właściwej pomocy, co do lekarzy - może np. specjalność. Nie bardzo wiem jak to ugryźć... I co gorsza nie mam w ogóle czasu, żeby się zastanowić... Na razie. Matylda. P.S. Z drugiej strony - na pewno nie jest łatwo udowodnić lekarzowi, że się go nie pomówiło bezpodstawnie - Co, brać ze sobą dyktafon do przychodni? Albo ukrytą w bucie kamerę? Jest Ruch na Rzecz Ofiar Błędów Lekarskich, czy jak to się dokładnie nazywa - tak sobie myślę, że członkom tego Ruchu też na pewno przyszedł taki pomysł do głowy, może są w trakcie realizacji? Jeśli znalazłby się ktoś wystarczająco zdeterminowany lub mający trochę czasu, mógłby popytać tu i ówdzie. Tylko czy się znajdzie?
        • Gość edziecko: horac IP: *.* 27.09.02, 14:39
          Świetny pomysł, żeby mamy-cywilistki doradziły. Już teraz wiadomo, że mogą być problemy z publikowaniem nazwisk - ustawa o ochronie danych osobowych. No i wiadomo - każdy kij ma dwa końce - jak tu wyeliminować nieuzasadnione oszczerstwa? Trzeba też mieć na względzie to, że łatwo kogoś skrzywdzić ... Na pewno można na takiej liście podać nazwę i adres ośrodka, gdzie się nie uzyskało właściwej pomocy, co do lekarzy - może np. specjalność. Nie bardzo wiem jak to ugryźć... I co gorsza nie mam w ogóle czasu, żeby się zastanowić... Na razie. Matylda. P.S. Z drugiej strony - na pewno nie jest łatwo udowodnić lekarzowi, że się go nie pomówiło bezpodstawnie - Co, brać ze sobą dyktafon do przychodni? Albo ukrytą w bucie kamerę? Jest Ruch na Rzecz Ofiar Błędów Lekarskich, czy jak to się dokładnie nazywa - tak sobie myślę, że członkom tego Ruchu też na pewno przyszedł taki pomysł do głowy, może są w trakcie realizacji? Jeśli znalazłby się ktoś wystarczająco zdeterminowany lub mający trochę czasu, mógłby popytać tu i ówdzie. Tylko czy się znajdzie?
          • Świetny pomysł, żeby mamy-cywilistki doradziły. Już teraz wiadomo, że mogą być problemy z publikowaniem nazwisk - ustawa o ochronie danych osobowych. No i wiadomo - każdy kij ma dwa końce - jak tu wyeliminować nieuzasadnione oszczerstwa? Trzeba też mieć na względzie to, że łatwo kogoś skrzywdzić ... Na pewno można na takiej liście podać nazwę i adres ośrodka, gdzie się nie uzyskało właściwej pomocy, co do lekarzy - może np. specjalność. Nie bardzo wiem jak to ugryźć... I co gorsza nie mam w ogóle czasu, żeby się zastanowić... Na razie. Matylda. P.S. Z drugiej strony - na pewno nie jest łatwo udowodnić lekarzowi, że się go nie pomówiło bezpodstawnie - Co, brać ze sobą dyktafon do przychodni? Albo ukrytą w bucie kamerę? Jest Ruch na Rzecz Ofiar Błędów Lekarskich, czy jak to się dokładnie nazywa - tak sobie myślę, że członkom tego Ruchu też na pewno przyszedł taki pomysł do głowy, może są w trakcie realizacji? Jeśli znalazłby się ktoś wystarczająco zdeterminowany lub mający trochę czasu, mógłby popytać tu i ówdzie. Tylko czy się znajdzie?
          • Gość edziecko: 34579 IP: *.* 27.09.02, 19:19
            Lista zdecydowanie by się przydała. Bardzo bym chciała, żeby takie posty jak "skandal i paranoja" się nie pojawiały. Niestety, realia są inne. Ja ubezpieczyłam się w przychodni prywatnej. Drogo, bo drogo, ale mam pewność ze tam nikt nie zbagatelizuje mojego problemu. Dwa miesiące temu podczas kąpieli Kuba wyśliznął mi się z rąk (ma 16 mies.) i uderzył skronią o kran. Polała się krew, płakał tak strasznie, że nie byłam w stanie przemyć mu oczu i sprawdzić, czy powieka została naruszona. Pobiegłam do przychodni (jest blisko). Zapytałam, czy jest pediatra. "Jestem"- odpowiedziała jedna- jak to któraś określiła w poście- "niuńka", wydmuchując w moją stronę dym z papierosa! W przychodni! Nawet nie zbadała Kuby, kazała nam jechać do szpitala. Poprosiłam, żeby choć premyła mu oczko. A guzik! Upierała się, że nie jest w stanie mu pomóc i że "widzi", że potrzebny jest szpital. Dodam, że siedziała jakieś 10 metrów od nas. Musiała być chyba dalekowidzem. W szpitalu chciałam od razu biec na ostry dyżur, ale zatrzymał mnie... stróż. Kazał kupić plastikowe kapcie. Dziewczyny, jak któraś ogląda "monty Pythona" to to była chyba scenka ich produkcji: dzieciak cały we krwi, ja w narzuconym jakimś łachu i spanikowana, a cieć pyta się o jakieś p....ne buciki! Nawet nie miałam przy sobie kasy, bo z domu wybiegłam jak stałam. No i zabrakło 20 groszy. Oczywiście wtedy wrócił mi tupet i zrobiłam awanturę na cały szpital, więc stróż nas wpuścił. Mały nie przeciął sobie na szczęście kącika oka tylko powiekę. Po tym wydarzeniu ubezpieczyłam się prywatnie.
        • Gość edziecko: Gosia1 IP: *.* 27.09.02, 17:41
          Właśnie efa, nawet gadałam dzisiaj z mężem. I On widzisz, jako osoba obyta (heheheh) w świecie, zwrócił mi uwagę na jedno. Mianowicie chyba nie wystarczy asygnowanie takiego opisu swoim nazwiskiem. Taki opisany lekarz może powiedzieć, że to potwarz, paszkwil, donos, niczego takiego nie było, nic takiego nie miało miejsca, ta osoba zmyśla, świadków to on może dać, ale na to, że to kłamstwo...itd, itp. Musi nam pomóc prawnik. Dopiero on pokaże kruczki prawne i jakieś wyjście z tej sytuacji. Bo w internecie możemy takie coś stworzyć, ale co to da? Przydałoby się zrobić z tego dużą sprawę, taką ogólnopolską, wydrukować w gazetach (może Wyborcza?), pokazać "całemu światu", kto tu jest gadem, podłym konowałem, żerującym na dziecięcych cierpieniach. Jeśli chodzi o mnie - zgłaszam gotowość swojej pomocy! Musi być jakieś wyjście, musi! W końcu to "Rodzić po ludzku" doszło do skutku, a mnie się wydaje, że i tak kobiety same w końcu wzięły by sprawę w swoje ręce - ale dzieci? Często pozbawione wyrzuconych za drzwi rodziców są traktowane przedmiotowo. Nie wolno tak tego zostawić, nie wolno! I o kant t...a rozbić akcję "Szpital przyjazny dziecku", bo to nijak się ma do rzeczywistości! Więc apeluję jeszcze raz: PRAWNIK POTRZEBNY OD ZARAZ!! Pozdrówka Gosia (zapalona bojowniczka :lol: :lol: :lol:)
          • Gość edziecko: efa IP: *.* 27.09.02, 18:24
            jasne, nie mozna na wariata, bo racja, ze mozna by przypadkiem popelnic przestepstwo czy cos w tym rodzaju. trzeba by sie dowiedziec jak to mozna rozegrac. moze skoro wyborcza zrobila akcje "Rodzic po ludzku", to zrobi tez "leczyc po ludzku"? a skargi mozna skladac i tak i tak. zeby wiedzieli, ze sie im nie odpusci. a w drastyczniejszych przypadkach - prasa. mysle sobie, ze w sumie nawet nazwisko nie koniecznie jest potrzebne (lekarza) bo moze jak dotrze do takiego patafiana raz i drugi jak go ludzie widza, to cos zmieni. o ja naiwna...
    • Oby nigdy nikomu ten numer telefonu nie był potrzebny, ale strzeżonego... Jest to numer informacji toxykologicznej w Krakowie, czynny (chyba) całą dobę, z tego co wiem, pracują tam rozsądni ludzie, którzy raczej nie lekceważą tego co się im mówi, potrafią podejść do przedstawianego problemu poważnie i rozsądnie, a także powiedzieć coś o pierwszej pomocy, może telefon do nich oszczędziłby Zuli i jej córeczce stresu. Znajoma informowała się u nich właśnie akurat po skonsumowaniu przez synka jakiegoś specyfiku do smarowania pupy, zadzwoniła, uspokoili ją, nawet się potem pośmiali razem... No i ten numer. 0 - prefix – (12) – 647 – 11 - 05
    • Gość edziecko: Reszka IP: *.* 28.09.02, 13:57
      Kochane emamy. Z prawdziwą zgrozą czytam wasze opowieści, ciesząc się że mnie a zwłaszcza mojego synka nigdy nie spotkało nic podobnego, chyba po prostu mieliśmy farta (nie licząc obecnej pediatryczki Michałka, ale to mniejszy problem, po prostu ją zmienię). Chciałabym napisać parę słów o Czarnej Liście Lekarzy (nota bene funkcjonuje cos takiego w internecie, ale o tym za chwilę). Najpierw jednak dwie tezy z dwóch stron barykady. 1. Mamy takich lekarzy jakie mamy społeczeństwo. 2. Mamy takich pacjentów jakie mamy społeczeństwo. Rozwijając punkt pierwszy wyjaśniam, że lekarze z którymi się spotykacie to nie istoty z planety Melmak, ani osoby które przeszły selekcję pozytywną czy negatywną przed lub w trakcie studiów. To są Wasi kuzyni, kuzynki, sąsiedzi, sąsiadki, potem pewno Wasi synowie lub córki. Średnia zaniedbań w kształceniu , średnia chamstwa, prostactwa jest - podejrzewam - taka sama lub podobna jak w reszcie społeczeństwa, jak wśród nauczycieli, urzędników, czy przedstawicieli innych zawodów, bo czemu miałoby być inaczej?. Tak, tak, oczywiście masz rację, że to zawód specyficzny, bo pracuje się z chorymi i cierpiącymi więc powinny być inne/większe wymagania, ale jak to zrobić, skoro nie ma nad tym dozoru i że tak powiem egzekucji teoretycznych wymagań ? Jak to zrobić, skoro nie uczy się szacunku do ludzi od najmłodszych lat, co owocuje potem na oddziałach odzywkami w rodzaju „ten wyrostek po lewej”, „ta obumarła ciąża po prawej”? Przecież na litość boską takie podejście nie bierze się z powietrza, no pewno że się obserwuje nauczycieli, czy starszych lekarzy, ale przecież jak ktoś ma wpisany szacunek do innych od małego to go byle burknięcie pana profesora nie odstraszy. Nikt nie uczy rozmawiać w domu, więc jak student ma porozmawiać z chorym, skoro na studiach nie ma takiego przedmiotu? Czy choćby zwykłych technicznych trików, które sprawiają, że wywiad się lepiej zbiera, a pacjent jest bardziej zadowolony. Jak nauczyć dorosłego empatii? Teraz jest tak, że albo się to ma jako dar Boży lub czując niedostatek samemu się tego nauczy, albo się nie ma. I już. Co do punktu drugiego, związanego z listą. Wiecie co, jakby ktoś chciał umieścić moje nazwisko na CLL, to chciałabym mieć możliwość konfrontacji i wyjaśnienia. Przecież napisanie czyjegoś nazwiska na liście to jest jak osądzenie bez sądu i prawa do obrony, może dotyczyć człowieka nie do końca winnego zarzucanych mu czynów. Jak dla mnie otwiera to zbyt duże pole do nadużyć (patrz teza 2.). Co byś czuła nauczycielko (urzędniczko, lektorko, sekretarko) gdybyś znalazła się na Czarnej Liście Nauczycielek (Urzędniczek, itd.), wymieniona z nazwiska, bez prawa powiedzenia słowa wyjaśnienia? Tak jak na CzLL, lekarze są wymieniani z nazwiska, zaś autorzy opisów pozostają anonimowi... Oczywiście wiem, że wszystkie wasze historie zasługują na opisanie na szerokim forum i nagłośnienie, nie podejrzewam też żadnej z Emam o złą wolę, nadinterpretację czy zgoła konfabulację, ale czy sądzicie że wszyscy tacy są? Z obserwacji mi wynika że nie. Przykład? Proszę bardzo. Pacjent wydarł się na pielęgniarkę a mi zagroził wszelkimi możliwymi sankcjami, od kierownika przychodni po ministerstwo zdrowia (sama mu podpowiedziałam to ostatnie) że musiał czekać aż zakończę diagnozowanie pacjenta z podejrzeniem zawału serca, podczas gdy on przyszedł z dziećmi do szczepienia, zresztą nieobowiązkowego i bez rejestracji (oczywiście że bym przyjęła te dzieci, ale po kolei). Myślę że gdyby miał pod ręką łącze internetowe to zaraz dopisałby mnie do listy, bo w jego mniemaniu stała się mu krzywda. Nie wszyscy potrafią tak jak wy oddzielić ziarna od plew, słuszne pretensje od, co tu dużo mówić, wymysłów, unikać koloryzowania. Takich historii byłoby więcej, pisanych w nerwach i emocjach, nie dających nic poza krótszym lub dłuższym uczuciem zaspokojenia zemsty. No bo czy tak w głębi duszy nie jest to jeden z motywów? Ech, pisałabym jeszcze, ale nie chcę się powtarzać, i żebra już mnie bolą. Uprzejmie dziękuję za przeczytanie do końca jeszcze jednego mojego długaśnego postu, ale temat w duszy mi gra, więc nie potrafię wytrzymać przy każdej okazji.
      • Droga Reszko! Twój post zawiera całą kwintesencję odwiecznych niedomówień pacjent-lekarz. Ukończenie studiów medycznych niestety nie jest jednoznaczne z wysokim stopniem kultury osobistej (patrz dodatkowe punkty za pochodzenie), nie wiąże się obecnie także z poczuciem pełnienia misji. Medycyna od lat nie jest kierunkiem elitarnym, choć ukończenie jej kosztuje na prawdę wiele wysiłku(za egzaminy łapówki płacą obcokrajowcy).A pacjenci- cóż podobnie jak środowisko eskulapów- niektórym bardzo przydałaby sie lekcja dobrego wychowania. Takie są polskie realia. Możemy je choć trochę zmienić nie poprzez pyskówki, lecz naturalną selekcję. Dobrego i rzetelnego medyka polecić innym a tych gorszych-omijać z daleka!
      • Gość edziecko: efa IP: *.* 28.09.02, 21:23
        Mysle, ze nieuzasadnionych oszczerstw mozna uniknac - ktos, kto lekarza oskarza o jakies straszne rzeczy musi sie przedstawic (i nie mowiac jestem Taka Ataka, tylko w taki sposob, zeby ktos, kto nadzoruje liste byl w stanie to zweryfikowac). Przedstawic sie czyli wziac odpowiedzialnosc za swoje slowa i byc gotowym potwierdzic je przed sadem. mysle sobie, ze albo rybka albo akwarium, jesli juz sie czlowiek na cos decyduje, to powinien grac otwarcie i do konca. Reszko, masz racje, lekarz musi miec szanse odpowiedzenia na zarzuty. Upieram sie przy wczesniejszym skladaniu skarg. po pierwsze moze sie cos wyjasni. po drugie samo spisanie wszystkiego i cala procedura skarga-wyjasnianie sprawy-odpowiedz - to wszystko pewnie troche trwa, jest czas na to, zeby emocje opadly. Dziewczyny, nie wiem czy lista do dobry czy zly pomysl, ale cos zrobic trzeba. moze jakos inaczej, moze wlasnie tak jak wyborcza z ta akcja. kurcze, zly lekarz to jak pijany kierowca. w koncu odbiera sie prawo jazdy pijanym kierowcom.
      • Gość edziecko: AgnieszkaP. IP: *.* 29.09.02, 15:41
        Hej, chce dorzucic swoje trzy grosze ... Pracuje na oddziale intensywnej terapii w szpitalu po drugiej stronie ocenu :) System jest taki ze pacjenci i ch rodziny sa w wiekszosci przypadkow dobrze zorientowani co robic w sytuacji kiedy sa niezadowoleni z opieki lekarskiej czy pielegniarskiej. W szpitalu jest rzecznik praw pacjenta, mozna skladac skargi do menadzera, szefa lekarzy, prasa tez zawsze bardzo chetnie podlapie "smakowite kaski ". Mozna tez skontaktowac sie z Izba Lekarska i Pielegniarska. Do czego zmierzam... Moglabym podac wiele przykladow " z zycia wzietych " kiedy pacjenci ( a w szczegolnosci ich rodziny ) zaczynaja szukac winnych kiedy sprawy nie tocza sie tak jak by oni tego oczekiwali, stan pacjenta sie pogarsza, "operacja sie udala" ale pacjent niestety nie dobrzeje ( a wrecz przeciwnie ), wreszcie pacjent umiera ... Byla np. sytuacja kiedy pielegniarka, opiekujaca sie pacjentem w podeszlym wieku ( w koncowym stadium rozedmy pluc, z chorym, niewydolnym sercem ), ktory umarl po dlugiej akcji reanimacyjnej, zostala wyzwana przez czlonkow rodziny od mordercow ( mimo iz rodzina byla wielokrotnie informowana ze stan pacjenta jest praktycznie beznadziejny i nie ma szans na poprawe ). To drastyczny przyklad ale sytuacje kiedy rodziny nie potrafia zaakceptowac faktu ze ich bliski jest ciezko chory, ze niewiele mozna dla niego zrobic, i przede wszystkim szukaja winnych w postepowaniu lekarzy i pielegniarek zdarzaja sie praktycznie na codzien. Probujemy to tlumaczyc, szokiem, negacja, odmowa przyjecia tej strasznej prawdy do wiadomosci. I mimo tego jeszcze nie zdarzyla sie sytuacja w ktorej odbylo sie jakies dochodzenie, czy dowiedzenie ze ten czy inny lekarz, czy ta czy inna pielegniarka w jakis sposob przyczynila sie do pogorszenia stanu, czy smierci pacjenta. Dlatego zupelnie zgadzam sie z tym co napisala Reszka o tzw. Czarnej Liscie Lekarzy. Bardzo, bardzo latwo kogos skrzywdzic w ten sposob. I to bez mozliwosci obrony ze strony "oskarzonego". Przypuszczam ze wiekszosc tych "oskarzen" ktorych swiadkiem jestem na codzien nigdy nie trafia do "odpowiednich organow" ( jak np. ta sprawa z "pielegniarka-mordreca" ). Szok mija i ludzie zdaja sobie sprawe ze rzeczywistosc jest zupelnie inna, oskarzenia nie maja podstaw ... Mowia te rzeczy pod wplywem emocji i to jest w sumie zrozumiale. Ale gdyby mieli dostep do takiej "listy" moze wlasnie te czy inne nazwisko by sie tam znalazlo, bardzo niesprawiedliwie. Dlatego uwazam ze trzeba glownie skoncentrowac sie jakie szanse ma pacjent/rodzina na to aby ich glos byl slyszany ale wg obowiazyjacego prawa. Czyli rzecznicy/adwokaci praw pacjenta, skargi przyjmowane i traktowane z pelna powaga przez Izby Lekarskie, itp. To tyle, Agnieszka
    • Gość edziecko: kozunia IP: *.* 28.09.02, 16:37
      A z drugiej strony paranoją jest też to że na opakowaniu takiego środka nie ma żadnych informacji o jego toksyczności, a jest to środek który ze względu na swoje przeznaczenie łatwo może przecież wpaść w łapki dzieci, pamiętam, że dziecko mojej koleżanki też całe wymazało sobie twarz właśnie sudocremem. Pamiętam, że w Stanach na opakowaniach tego typu środków jest informacja o tym, co robić po spożyciu, np. żeby skontaktowac się z instytucją od detoksykologizacji. I wtedy po prostu się wie, że spozycie jest niebezpieczne i co robić w razie spożycia. Taka informacja byla na przykład zawarta na opakowaniach blokerów słonecznych. Pozdrawiam hala
      • Gość edziecko: Nawojka IP: *.* 28.09.02, 20:33
        Zgadzam się z Wami wszystkimi! Miałam wiele podobnych przykrych sytuacji, do rejonowej przychodni nie chadzam, ale nie można generalizować, bo łatwo można kogoś skrzywdzić. To swoją drogą skandal, żeby przedstawiciele takiego zawodu bywali tak chamscy i gruboskórni! Ale nie o tym chciałam. Trzy lata temu trafiłam z moją córcią do szpitala. Mieliśmy jechać na Litwską, ale w końcu pojechaliśmy na Niekłańską (mieszkamy w W-wie). Myśleliśmy, że po prostu ją zbadają, ale okazało się, że będzie musiala zostać. Ja w panice, przecież jej tu za żadne skarby nie zostawię samej (miała 2,5 roku). I wiecie co? Nikt nie robił z tego problemu. Pani powiedziała: oczywiście, sprawdzimy tylko czy są wolne sale z łóżkiem dla pani, a jeśli nie, to może sobie pani przynieść śpiwór, materac, a nawet polówkę! Trafiłam do salki, gdzie było łóżko dla mnie i małej, było takich kilka na oddziale, ale mamy, dla których ich zabrakło spały w normalnych salach. Polecam ten szpital wszystkim mamom, które w tak trudnych dla dziecka chwilach nie chcą sie z nim rozstawać
        • Gość edziecko: zula IP: *.* 30.09.02, 10:08
          Ta cała dyskusja zaczęła się od mojego postu więc pozwolę sobie na jeszcze jeden wtręt. Zgadzam się z Reszką, rzeczywistość w naszej Polsce jest kształtowana przez nas samych. Ale i nas kształtuje rzeczywistość. Sprzężenie zwrotne. Błędne koło. Kto to zatrzyma? Umywamy od wszystkiego ręce bo po co tykać. Zły lekarz? Znajdziemy innego. Taka postawa nie zmieni rzeczywistości. I masz rację Reszko. Każdy z nas jest po troszce winny. Większość z nas odwala swoja pracę, ściąga na egzaminach, nie rozwija w sobie empatii, zdolności interpersonalnych, zaspomina o samorozwoju, daje łapówki, bierze łapówki. I dużo wymaga od innych. Od lekarzy szczególnie bo ratują życie. Powinni mieć powołanie. Moim zdaniem większość wykonywanych zawodów wymaga takiej postawy. Nauczyciel jest jednak nie mniej ważny. Kształtuje charakter, postawę, wiedzę pokolenia przyszłych lekarzy, prawników, policjantów. I można tu wymieniać mnóstwo innych przykładów zawodów. Każdy z nas jest lub może być dla kogoś przykładem. Coś możemy zmienić. Wychowując nadze dzieci na porządnych ludzi. Wbrew wszystkiemu. A jeżeli chodzi o lekarzy. Może zróbmy na opak. Stwórzmy LISTĘ LEKARZY GODNYCH POLECENIA. Niech powstaną na regionalnych forach. Zawsze to jakiś krok ku dobremu a nikomu nie zaszkodzi.I nie bedzie takich obiekcji. Pozdrawiam wszystkie e-mamy.
    • Gość edziecko: eBeata IP: *.* 30.09.02, 10:32
      Myślę, że Czarna Lista nie przejdzie. Między innymi względy prawne. Nie udało się z listą nierzetelnych firm, które miały sądownie udowodnioną winę. Te wszystkie czarne owieczki miała wyeliminować reforma służby zdrowia. Niestety ... :-( Ma jednak miejsce jakaś segregacja lekarzy i placówek medycznych /dowolny ich wybór - na wsi raczej teoretyczny/, tylko, że to tak powoli idzie... a zdrowie na szali. Pozostaje nam: 1. Zmienianie lekarzy, aż do skutku i modły aby w czasie tej drogi nie zdarzyło się nieszczęście. 2. Poczta pantoflowa - no bo gdzież uzyskać dokładniejsze informacje :-)? 3. W sprawach ważniejszych pisanie skarg, zażaleń. W końcu odniesie to jakiś skutek /chyba?/. Przynajmniej lekarz dowie się co na jego temat sądzą pacjenci /może Go to zainteresuje? a może nie?/. 4. Lista dobrych fachowców /najlepiej regionalne - jest taka w Zachodniopomorskim/. /Istnieje co prawda możliwość samoreklamy/ 5. WIEDZA!!!!! Często jesteśmy niedoinformowani, nie znamy swoich praw. Gdzieś wyczytałam, że lekarz ma obowiązek zbadać dziecko bez papierów. Dokumenty, legitymacje można donieść później?! Nie korzysta się z tego w praktyce, bo lekarzom wygodniej - mają pewność na zwrot kosztów. Chyba wejdę na jakąś stronę prawno-medyczną, to może dowiem się o jeszcze kilku takich cennych informacjach? Tylko jak to później wymóc w praktyce??? Obyśmy zdrowi byli! Beata
      • Gość edziecko: AaniaM IP: *.* 30.09.02, 11:59
        Dziewczyny po przeczytaniu całej dyskusji ogarnęło mnie przerażenie. Dzięki Bogu moja Justynka nie potrzebowała nigdy nagłej pomocy. Ale po przeczytaniu waszych postów włosy mi dęba stają. Co to będzie gdy i my będziemy potrzebować szybkiej pomocy (odpukjuję w niemalowane drewno) Już teraz się boję. Podziwiam was, że byłyście takie dzielne, w starciu z naszą "wspaniałą" służbą zdrowia i mimo wszystko walczyłyście (rozsądkiem czy wrzaskiem i łzami) o zdrowie waszych skarbów. Jak człowiek pomyśli ile mu kasy co miesiąc zabierają z pensji, po to żeby być potem tak traktowanym to naprawdę " nóż w kieszeni się otwiera". Ania z Justynką
    • Gość edziecko: Brenda IP: *.* 30.09.02, 12:45
      Wiecie co? Dawno odpuściłam sobie państwową służbę zdrowia. Nie mam na tyle cierpliwości, nie mówiąc już o moim mężu. 2 historie z czasów, kiedy jeszcze z nich korzystałam: Urodzilam synka, mąż stawił się w przychodni zapisać dziecko do pediatry. Wszystko OK. - po paru dniach przyszła położna, zerknęła na dziecko i szerokim łukiem objerzała się po domu :"no pięknie się teraz młodzi ludzie dorabiają". Wyznaczyła datę pierwszego szczepienia i tyle ją widziałam. Poszłam w wyznaczonym dniu z noworodkiem do przychodni i tu: niespodzianka! Pani położna pomyliła godziny. Moja pediatra (wyjątkowo mądry człowiek)przyjmuje dopiero po południu. Zmęczona i zła wróciłam do domu, po to tylko, żeby za godzinę znowu szykowac małego do wyjścia Po pierwszym dniu w pracy, po powrocie z macierzyńskiego, wróciłam do domu. Godzina 18:30 - dziecko czerwone jak burak i całe rozpalone. Łapię za telefon, czy dr XXX przyjmuje? Nie, ale jest w zastępstwie dr ZZZ. Łapiemy dziecko, pod przychodnią jestem o 18:50 (dziesięć minut do zamknięcia). Wpadam, mówię pani w rejestracji, że przed chwilą dzowniłam i chcę się dostać do pediatry. Ale pani doktor właśnie wyszła. Jak to wyszła, chyba pracuje do 19:00 do cholery!!! Biegnę za panią doktor a ta stara zdzira, ta k..., ten konował mi mówi, że w domu czeka na nią dziecko, musi zwolnić nianię i (to był szczyt!) zaprasza na wizytę domową. Szczęka mi opadła, wpadłam z porwotem do przychodni, żeby opieprzyć kierownika. Pan doktor zgodził się (mój Boże jaki On łaskawy, prawda?) przyjąc mojego synka. Po konsultacji telefonicznej z żoną (dermatologiem) wypisał mojemu synkowi Lamisil (na grzybicę). Synek miał trzydniówkę... Nazajutrz pożaliłam się siostrze a ona mi powiedziała, że Pani ZZZ i pan kierownik to klika od kieliszka... No comments... Aha, jeszcze jednia historia. Zaproponowano mi szczepienie MMR - wszystko gotowe, na miejscu, tylko zapłacić. Zrywam się z roboty o godz. 15:00. O 16:00 jestem w przychodni, płacę 75 zł ale pani nie ma wydać, bo księgowa poszła już do domu. Rozmieniłam, zapłaciłam. Okazało się, że nie ma też pani która szczepi dzieci (też poszła do domu). Idziemy do punktu szczepień z pierwszą lepszą pielęgniarką. Lodówka zamknięta na klucz, klucza nie ma i szukała go pół godziny. Jest klucz, jest szczepionka, dziecko zaszczepione. Ja w skrajnym wyczerpaniu nerwowym, zdobyłam się jeszcze na syknięcie :dziękuję:. I tyle mnie tam widzieli. Chrzanię ten interes. Mam szczęscie, że pracuję w firmie która pokrywa koszty opieki medycznej i pracownika u rodziny (u wszystkich specjalistów). Wystarczy przejechac 40km i czujesz sie jak człowiek. Dzięki Bogu, że po kilku latach płacenia składek, dane mi było urodzić za darmo. Pozdrawiam wszystkich i życzę dużo zdrowia i silnyc nerwów Brenda

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.