Dodaj do ulubionych

problemy z mężem

31.01.07, 14:14
jestem załamana nie wiem co mam robić, może ktoraś mama mi pomoże
pokrótce opowiem.
między mna a mężem zaczelo sie psuć po urodzeniu pierwszego dziecka czyli 20
miesięcy temu, kłótnie codzienne a nawet zaczał mnie popychać i bić,
próbowałam rozmawiać z nim jego rodzicami (oni nawet z nim nie porozmawiali)
z moimi rodzicami i mialo byc ok. Potem okazalo się ze jestem w ciąży - i
dzięki temu obiecywał mi że juz będzie między nami dobrze. i znowu okazało
się zę do czasu przez połowę ciąży płkałam przez nigo, a na 4 dni przed
rozwiązaniem uderzyl mnie w twarz. teraz synek ma 3 tygodnie . wczoraj w nocy
znowu mnie uderzył, kopnał i z całej siły dostałam w twarz od niego a poza
tym wiele wyzwisk nieprzyjemnych. Bardzo ciężko mi o tym pisać ale ja nie
wiem co mam robić. on twierdzi że to wszystko moja wina. wiem że rozmowa z
rodzicami nic nie pomoże Moi rodzice będą mi kazali odejść a ja nie wiem....
pomóżcie proszę
Obserwuj wątek
    • demarta Re: problemy z mężem 31.01.07, 14:17
      jkk3 napisała:

      Moi rodzice będą mi kazali odejść a ja nie wiem....

      ale czego nie wiesz? nie wiesz czy lepiej odejsć razem z dziećmi i przestać żyć
      w strachu, czy nie wiesz, czy to bicie z czasem ci się spodoba i przywykniesz?

      na to drugie bym nie liczyła, raczej konstruktywnie zaczęłabym się skłaniać do
      tego pierwszego wyjścia. i to szybko!!!
    • lola211 Re: problemy z mężem 31.01.07, 14:20
      Zaraz dostaniesz rady, ze natychmiast odejsc.
      Ja bym proponowala najpierw skorzystanie z pomocy profesjonalistow- facet ma ze
      soba problem ewidentnie, mozna spróbowac psychoterapii.
      Nie zawsze takie zachowania musza sie powtarzac, ale ryzyko jest duze, nie ma
      co czekac biernie.
        • lola211 Re: problemy z mężem 31.01.07, 14:50
          Dlatego warto zbadac, DLACZEGO tak sie dzieje i w miare mozliwosci usunac
          przyczyne.Odejsc zawsze sie zdazy.z takim zachowaniem mozna walczyc i wyjsc
          zwyciesko, tylko trzeba wiedziec jak.
          • burza4 Re: problemy z mężem 31.01.07, 16:42
            przyczyną bicia żony jest zbydlęcenie partnera, co da znalezienie odpowiedzi na
            pytanie dlaczego? usprawiedliwianie gnoja tym, że miał trudne dzieciństwo,
            kłopoty w pracy, a dziecko mu przeszkadza? a kogo to obchodzi? niech się nauczy
            radzić sobie z problemami jak normalny człowiek.

            I niestety bez wyprowadzki, odseparowania się nikłe są szanse, że coś do niego
            dotrze. Stare powiedzenie - ON pozwala sobie na tyle, na ile żona JEMU POZWOLI.
            Ona pozwala, bo nie reaguje, więc i jaką motywację miałby do zmiany?

            bije BO MOŻE, bo ma przewagę, bo ona nie odda, bo nie musi się z nią liczyć, bo
            jej nie szanuje...
          • fergie1975 Re: problemy z mężem 31.01.07, 21:48
            lola211 napisała:

            > Dlatego warto zbadac, DLACZEGO tak sie dzieje i w miare mozliwosci usunac
            > przyczyne.Odejsc zawsze sie zdazy.z takim zachowaniem mozna walczyc i wyjsc
            > zwyciesko, tylko trzeba wiedziec jak.

            No własnie jak?
            nauczyc sie robic uniki ....blee pitu pitu piekne słowa


            --
            ..:kissFergie1975*::..
      • kai_30 Re: problemy z mężem 31.01.07, 21:50
        Lola - nic, czego ona by nie spróbowała, nie jest w stanie zmienić jej męża. Na
        krótko, owszem. Pewnie po tym, jak jej przywali, ma poczucie winy (ale zwala je
        na nią: "No widzisz, do czego ty mnie doprowadzasz?", "No i po co mnie
        denerwujesz"). Ona nie jest w stanie go wyleczyć, nie jest w stanie odbębnić za
        niego terapii. Żeby terapia była skuteczna, trzeba chcieć się jej poddać.

        Ona może zmienić tylko siebie - i po prostu przestać tolerować takie zachowania.
        Uderzysz mnie jeszcze raz - i to koniec.
        --
        Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
        Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
        • lola211 Re: problemy z mężem 01.02.07, 15:47
          Ona nie jest w stanie go wyleczyć, nie jest w stanie odbębnić za
          > niego terapii. Żeby terapia była skuteczna, trzeba chcieć się jej poddać.

          I to wlasnie jest jej zadanie- namowienie partnera na terapie.
    • monia145 Re: problemy z mężem 31.01.07, 14:26
      Czy, w razie decyzji o odejściu, mogłabys z dziećmi zamieszkać u swoich
      rodziców?
      Moim zdaniem najważniejsze jest obecnie odseparowanie od męża, on jest
      niebezpieczny, powinnas więc przede wszystki zadbac o bezpieczeństwo swoje i
      dzieci..kiedy już to zrobisz, wtedy przyjdzie czas na zastanowienie się, co
      dalej...
      --
      "Błogosławieni, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie ubierają tego w słowa"
    • ewelka2222 Re: problemy z mężem 31.01.07, 14:32
      Na zajęciach z socjologi prawa profesor mówił, że jesli facet raz cie uderzy a
      ty nie zareagujesz to on to automatycznie odbierze jako przyzwolenie i bedzie
      dalej cie bił, coraz mocniej i częściej!!! Nie czekaj aż zrobi krzywde tobie i
      dzieciom. Spakój siebie i dzieci i uciekaj gdy go nie bedzie w domu (gdybyś
      zrobiła to przy nim mogłoby się to różnie skończyć pamietaj ze masz małe
      dziecko) twoi rodzice ci pomogą. Nie mozesz zyć w ciągłym strachu, taka sytuacja
      żle wpłynie na wasze dzieci, które ucza sie od rodziców patrzac na ich
      zachowanie czerpią wzory, które nie zawsze sa dobre Pozdrowienia trzymaj sie
      cieplutko
    • polonijnamama Re: problemy z mężem 31.01.07, 14:36
      Osobiscie podpisuje sie pod tymi wszystkimi wpisami "ODEJSC". No, moze wczesniej
      (jak bedzie dobry moment) mozesz z mezem porozmawiac o tych zajsciach, i o
      swoich oczekiwaniach w obec niego, ale mysle ze dawanie kilkakrotnie "ostatniej
      szansy" nie wyjdzie na dobre dla Was wszystkich (z dziecmi wlacznie). Zycze
      powodzenia
      • olcia15tosia Re: problemy z mężem 31.01.07, 15:12
        Mojm zdaniem powinnaś porozmawiać z mężem. I zapytać się dlaczego cię bije i
        wyzywa.
        Powiedzieć w prost że jak nadal Cię będzie tak traktował to wybrowadzisz się z
        domu do rodziców, ponieważ nie pozwalsz na takie traktowanie.
        Lepiej to zrobic teraz,niż potem gdy będzie za póżno i nie będzie bił tylko
        Ciebie ale rówież dzieci.
    • czarny.kot997 Re: problemy z mężem 31.01.07, 15:55
      podpisuje sie pod radami "odejdz". jak zaczal bic to sam nie przestanie. jesli
      ma sie cos miedzy wami poprawic to on musi poczuc, ze Ty nie jestes od niego
      zalezna, nie jestes ofiara i nie dasz sobie w kasze dmuchac. to dobra pomysl
      wyprowadzic sie do rodzicow-bedziesz na neutralnym terenie a on zrozumie, ze to
      nie przelewki. jesli zalezy mu na tobie i dzieciach zacznie terapie, jasli nie
      to niestety i tak nic nie poradzisz. jesli nie bedziesz sie bronic on bedzie
      sie posowal coraz dalej... a ty jestes jeszcze odpowiedzialna za dzieci, a
      wierz mi wiem co mowie lepiej zaden ojciec niz ojciec agresywny.
      najlepiej robic wszystko z glowa tak jak radzily ci dziewczyny wyzej-policja,
      obdukcja, niebieska linia- tak aby wszystko bylo udokumentowane. Teraz masz
      male dziecko ale sproboj moze w przyszlosci zapisac sie na kurs samoobrony dla
      kobiet-to naprawde duzo daje smile
      pozdrawiam i trzymam za ciebie kciuki
      czarny kot
      • sebaga Re: problemy z mężem 31.01.07, 16:49
        Ale czego Ty nie wiesz? Dziewczyno, damski bokser Ci się trafił.. Jedyne co
        możesz zrobić to wynieść się i na spokojnie bez strachu zastanowić się co
        dalej.. Dla mnie taki facet to dno...
    • rene-76 Re: problemy z mężem 31.01.07, 17:20
      ciesz sie ze mozesz isc do rodzicow-niektorzy nie maja takiej opcji-rzuc drania-
      i wcale nie jestem za tym zebys z nim spokojnie porozmawiala-on juz swoje
      pokazal teraz czas na ciebie-a na dzieciach taka sytuacja napewno sie odbije-
      tym bardziej jesli sa starsze i widza ze zle sie dzieje-jestes mloda i jeszcze
      masz szanse na spokojne zycie
    • owies8 Re: problemy z mężem 31.01.07, 21:08
      Ciesz sie że to nie ja pierwsza napisałam o tym problemie bedzie mi łatwiej.
      Też mam ten sam problem mój synek ma 20 miesięcy i patrzy na to co zaczyna
      dziać sie w jego domu.
      Niestety ja i mój mąż nie możemy sie porozumiec i też to ja jestem wszystkiemu
      winna, mało tego zaczyna popijać i w poprzedni piątek uderzył mnie - nie
      pierwszy raz.
      Dziewczyny co sie dzieje z tymi facetami a może co z nami że sie na to godzimy
      czas najwyższy z tym zskończyć.
      Czasmi wychowywanie dzieci bez ojcój jest zdrowsze niż z nimi.
      Pozdrawiam wszystkie dziewczyny te mądre i te troszkę zagubione.
      • andzia22l1 Re: problemy z mężem 31.01.07, 21:29
        dziewczyny nie pozwólnie im na to, nie pozwólcie aby Wasze dzieci na to patrzyły!!!!!!!!!
        uważam ze dzieci beda o wiele szczęśliwsze jak ich mama będzie szczęsliwa i zadowolona a nie ciagle smutna itd
        weźcie sie w garść i zacznijcie działac, odejdźcie od tych facetów, nie są Was godni............
        jeżeli macie rodziców czy rodzine na którą mozecie liczyć to super, nie będziecie z tym same a jezeli niestety nie macie nikogo bliskiego w kim miałybyście oparcie to zróbcie to dla dzieci!!!!!!!!!!!!

        życzę powodzenia, trzymajcie sie
        --
        NASZE SŁONECZKO MA-
    • kai_30 Re: problemy z mężem 31.01.07, 21:46
      Kobieto, jest jedna rzecz, którą musisz zrozumieć, żeby podjąć właściwą decyzję.

      Niezależnie od tego, co zrobisz, jak bardzo będziesz się starała, choćbyś
      stanęła na uszach i była najlepszą żoną na świecie - NIE JESTEŚ W STANIE
      DOPROWADZIĆ DO TEGO, ŻEBY ON SIĘ ZMIENIŁ. On i tak zawsze znajdzie jakiś
      pretekst, żeby Ci przywalić i zrzucić winę na Ciebie - ale to NIE TY JESTEŚ
      WINNA. Nikt nie ma prawa Cię w ten sposób traktować, masz prawo do godnego
      życia, bez przemocy i bez cierpienia. Niezależnie od Twojego zachowania, mąż
      jest Ci winien szacunek. Choćbyś była najgorszą zołzą, mąż nie ma prawa Cię bić.

      To, na czym w tej chwili stoisz, to nie jest jakaś "jednorazowa" kłótnia. To
      jest sytuacja, którą musisz sobie uświadomić. Jesteś żoną sprawcy przemocy, i to
      się nie zmieni. Jeśli masz wsparcie w rodzicach, zwróć się do nich. Potrzebna Ci
      będzie pomoc. Jeśli nie, możesz pójść porozmawiać do miejscowego Ośrodka
      Interwencji Kryzysowej albo Centrum Pomocy Rodzinie.

      Szukaj pomocy. Jak najszybciej.
      --
      Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
      Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
      • kai_30 Re: problemy z mężem 31.01.07, 21:55
        I jeszcze jedno - po fazie wściekłej agresji, kiedy Twój mąż nad sobą nie
        panuje, pewnie przez jakiś czas jest spokój, prawda? Obiecuje Ci, że to się już
        więcej nie powtórzy, że bardzo CIę kocha, może nawet rzeczywiście zaczyna się
        poprawiać, może Cię przez jakiś czas rozpieszcza, obsypuje prezentami...

        Skąd wiem? Ano stąd, że nie jesteś jedyną kobietą z takim problemem. Tak właśnie
        wygląda cykl przemocy - najpierw stopniowe narastanie napięcia, potem wybuch, a
        potem faza "miesiąca miodowego". Ale potem znów jest narastanie napięcia...

        Nie wierz w jego obietnice. On ich nie dotrzyma, bo po prostu nie jest w stanie.
        Nie umie nad sobą zapanować. Jest chory, tak jak alkoholik, i potrzebna mu
        profesjonalna pomoc. Ale Ty mu jej nie zapewnisz. Ty możesz jedynie pomóc sobie.

        Nie jesteś sama, naprawdę. Są ośrodki wyspecjalizowane w pomaganiu takim, jak
        Ty. Skorzystaj z nich, dopóki nie jest za późno. Jeśli nie dla siebie - pomyśl o
        dzieciach. Teraz obrywasz Ty, a za jakiś czas jego wściekłość może się przenieść
        też na dzieci.
        --
        Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
        Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
    • inezka To nie są p-r-o-b-l-e-m-y!!! 31.01.07, 21:58
      Problemy małżeńskie to są sprzeczki, znudzenie się sobą albo brak umiejętności
      wypracowania kompromisów...

      A Twój partner Cię po prostu leje, tłucze, kopie, katuje...
      To nie są problemy - to bestialstwo i znęcanie się.

      Co Ty jeszcze z nim robisz pod jednym dachem?!
      NA CO, U LICHA, CZEKASZ? AŻ ZROBI POWAŻNĄ KRZYWDĘ TOBIE LUB DZIECIOM???
      Wyprowadź się, jak masz dokąd i składaj - od razu - wniosek o alimenty, bo jako
      żona dostaniesz wyższe, niż jako rozwódka!
      • l.e.a uwierz kai30 31.01.07, 22:03
        Ta dziewczyna ma rację , niestety kilkakrotnie zangażowałam się w pomoc takim
        dziewczynom jak Ty. On nie przestanie, będzie coraz gorzej, będzie klęczał
        przed Tobą z kwiatami i błagał, prosił nie daj się...

        Masz prawo być sczęśliwa, uciekaj póki Ci nóg nie połamał, tak było z moją
        koleżanką... ona ne mogła uciec...
      • kai_30 Re: To nie są p-r-o-b-l-e-m-y!!! 31.01.07, 22:13
        Uciec jest łatwo, jeśli jest to sytuacja jednorazowa i krótkotrwała. Nie jest to
        takie proste, jeśli przemoc ma miejsce w związku. U ofiar przemocy występuje
        tzw. syndrom sztokholmski - ofiara staje po stronie sprawcy, do tego dochodzą
        jeszcze uczucia, różne dylematy, na przykład poczucie winy. Dlatego właśnie
        warto skorzystać z pomocy specjalistów, którzy pomogą odnaleźć się w tej
        sytuacji, pozbierać i stanąć na nogi. W tych ośrodkach są psychologowie,
        prawnicy, którzy znają się na rzeczy.

        --
        Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
        Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
    • mcpilot Nie rozumiem... 31.01.07, 22:05
      Albo Twój post to po prostu kiepskawy troll, czego Ci życzę, albo mam parszywie
      złe zdanie o Twojej inteligencji.

      Leje Cię? Widzi że może. Obiecuje, że przestanie? Buhahahahaha! A niby dlaczego
      ma przestać, skoro WIDZI, ŻE MOŻE TO ROBIĆ?
      "Moi rodzice będą kazali mi odejść..." Bo mają olej w głowie. "(...)a ja nie
      wiem..." Pewnie dlatego, że go kocham, czy tak jakoś... No to przyjmij do
      wiadomości, że on Ciebie nie. A nawet jeśli tak, to ma nawalone w głowie. Jeśli
      chcesz być z kimś takim i wystawiać DZIECI na ryzyko przebywania z popaprańcem,
      Twoja sprawa. Ale nie mieszaj do tego obcych ludzi na forum.
      Pozdrawiam.
      • kai_30 Re: Nie rozumiem... 31.01.07, 22:18
        Mcpilot - zgłosiłam Twój post do usunięcia.

        G*wno wiesz na temat problemu przemocy w związku. To, co robisz w tej chwili,
        nazywa się tak zwanym wtórnym zranieniem. Nie dość, że dziewczyna cierpi z
        powodu tego, co jej robi mąż, to jeszcze Ty jej dokładasz.

        To tak, jakby poszła na policję zgłosić, że mąż ją bije, a prymitywny
        posterunkowy powiedział jej, żeby mu d*py nie zawracała, tylko dogadała się z
        mężem, bo brudy trzeba prać we własny domu.

        Na takim właśnie podejściu żerują sprawcy przemocy. Na pewności, że dziewczyna
        jest tak stłamszona i tak wbita w poczucie winy, że nie ośmieli się mieszać do
        tego "obcych ludzi", nie tylko z forum, ale też gdziekolwiek indziej.

        W mordę bym Ci dała, wiesz? Tej dziewczynie trzeba pomóc, a nie dokopywać, że
        jest słaba, beznadziejna, głupia i co tam jeszcze. Sam jesteś beznadziejny i głupi.


        --
        Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
        Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
        • inezka Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 09:48
          Ale mcpilot ma rację inie widzę podstaw do usuwania wątku...
          Może ujął to zbyt brutalnie, ale ma, do diaska, rację.
          Możesz sobie tutaj pisać pięknie i terapeutycznie, ale ta laska daje się już
          bić dwa lata. I wszystko pięknie - syndrom ofiary, itp., ale może tej babeczce
          potrzeba kilka mocniejszych słów od obcych?!
          Bo po co pisze na forum? Myśli, że każdy jest tak psychologicznie przygotowany,
          jak Ty do pomocy ofiarom przemocy? A poza tym - jak myślisz, co autorka postu
          zrobi z Twoimi radami? Mogę się założyć, że będzie zwlekać z realizacją Twoich
          zaleceń, aż stanie się naprawdę coś złego...
          I pragnę dodać, że moje podejrzenia, co do dalszego rozwoju sytuacji, opieram
          na obserwacji, a nie wiedzy naukowej.
          Pozdrawiam!
          • kai_30 Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 11:00
            Nie ma racji, inezka. A wiesz, dlaczego? Dlatego, że takie gadanie wbija tylko
            ofiarę w poczucie winy. W jeszcze większe poczucie winy, niż ma. Utwierdza ją w
            błędnym przekonaniu, że jest beznadziejna, że sama sobie na to zasłużyła. Tak po
            prostu nie wolno, no sad Można powiedzieć: uciekaj jak najszybciej. Ale
            absolutnie nie wolno mówić: jesteś głupia, skoro jeszcze tego nie zrobiłaś.

            To podobnie, jak z depresją. Przeciętny, normalny człowiek, na widok kogoś
            cierpiącego na depresję (kto może się nie myć, nie dbać o dzieci, nie jeść i
            całymi dniami patrzeć w sufit) powie: No co ty wyprawiasz, weź się w garść, tak
            nie można, głupia jesteś, czy co?

            Jak myślisz, inezka, jaki skutek ma takie gadanie? Ano odwrotny od zamierzonego.
            To nie jest kwestia tego, że ona jest głupia i "sama się daje". To jest kwestia
            tego, że ona nie potrafi. Żeby to odejść, musi nabrać wiary w siebie i uwierzyć,
            że TO NIE JEJ WINA. A mcpilot i Ty mówicie jej właśnie, że sama jest sobie winna...


            --
            Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
            Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
            • inezka Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 12:10
              Na tym właśnie polega urok zasięgania opinii, czy wyżalania się na takim
              medium, jak forum ogólnodostępne - każdy ma swoje zdanie i może się nim
              podzielić.
              Ty filozofujesz i podajesz linki do fundacji i organizacji specjalistycznych, a
              my mówimy, że dziewczyna ma powiedzieć sobie DOŚĆ i zaczać działać. Jedno
              drugiego nie wyklucza. Może wstać i wyjść z domu z dziećmi i skorzystać z
              Twoich podpowiedzi...
              Ale jak będzie wiedziała, że ma możliwość skorzystania, ale nie musi tego
              zrobić od razu - to będzie zwlekać...
              Dokładnie jak uświadomieni ludzie z depresją. Wiedzą, co POWINNI zrobić, znają
              adresy, numery telefonów, ale jak ich coś nie kopnie w cztery litery, to nie
              podejmą ŻADNEJ decyzji.
              I takie jest moje, prywatne zdanie.
              Każdy widzi inne możliwości rozwiązania tego samego problemu. To akurat, na
              szczęście, jest dopuszczalne.
              • kai_30 Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 13:09
                Inezka - nie widzisz sedna. Nie chodzi o filozofowanie, podawanie linków, czy
                powiedzenie jej, żeby dziada kopnęła w dupę. Masz rację, tu wyrażanie własnej
                opinii jest dopuszczalne - i wszystkie te rady są słuszne, jak najbardziej.

                Niedopuszczalne jest natomiast to, żeby przy wyrażaniu własnego zdania jeszcze
                dziewczynie dowalać, jeszcze bardziej obniżać jej samoocenę i mówić jej, żeby
                nie zawracała d* obcym ludziom na forum. Poniżania to ona ma zapewne dość w
                domu, więcej jej nie trzeba. Tylko tego się czepiłam w poście mcpilota.

                A co do depresji - obyś nigdy nie musiała przez to przechodzić. Jest takie
                powiedzenie: "Syty głodnego nie zrozumie". Doskonale się sprawdza w Twoim przypadku.

                --
                Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
                Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
                • inezka Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 15:51
                  Na początku oświadczam, że teraz to mnie wyprowadziłaś z równowagi.

                  Halo!
                  Nie zauważyłaś, że autorka postu JUŻ podziękowała za WSZYSTKIE wpisy i sama
                  zakończyła temat? To po pierwsze, po drugie - przestań podnosić sobie samoocenę
                  dyskusjami po próżni i wygłaszaniem takiej ilości pięknych słów, bo to męczy.
                  Po trzecie g...o wiesz o mnie, o potencjalnej depresji i o tym przez co,
                  kiedykolwiek, miałam okazję przechodzić.
                  A jak taka z Ciebie Pani Psycholożko-Terapeutka Mistrzyni Przysłowia, od
                  siedmiu boleści, to teraz przeanalizuj moje wypowiedzi raz jeszcze i może
                  zaproponuj mi kozetkę w swoim wyimaginowanym gabinecie!!!

                  A jeśli masz jeszcze COKOLWIEK mi do powiedzenia, to zapraszam do napisania
                  maila na gazetową pocztę. Pozdrawiam!
                  I jak mówią, piloci, over and out! Czyli po polsku - bez odbioru!
                • lola211 Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 15:57
                  Kai- madrze gadasz, szkoda ze cala reszta IGNORANTEK nie jest w stanie
                  zrozumiec, ze nie powinny wypowiadac sie w kwestiach, w ktorych sa zupelnie
                  zielone, choc im sie wydaje, ze wiedza o czym pisza.
                  Mam nadzieje, ze zalozycielka watku skupi sie na Twoich postach, bo tylko te sa
                  na tyle rzetelne, ze zasługuja na uwage, reszta do kosza.

                  • kai_30 Re: Nie rozumiem... 01.02.07, 18:53
                    Dzięki, lola.

                    Chciałam tylko na marginesie zauważyć, że nie jestem ani psychologiem, ani
                    terapeutą, ani nie mam żadnej, nawet wyimaginowanej, kozetki smile

                    --
                    Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
                    Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
    • renked Re: problemy z mężem 31.01.07, 22:16
      A gdyby twoje dziecko przyszło do Ciebie i powiedziało ci że małżonek je bije to
      co byś powiedziała? Dziewczyno! Masz rodziców, którzy cię kochają i chcą dla
      ciebie jak najlepiej. A czy ty chcesz dla swoich dzieci to co najlepsze? Bo jak
      do tej pory to widzę że szykujesz im dzieciństwo pełne strachu i upokorzenia. Ty
      wiesz co masz robić, tylko jeszcze się boisz. Uwierz w siebie, dasz sobie radę
      bez tego popaprańca, tym bardziej że możesz liczyć na wsparcie rodziców. Życzę
      ci wszystkiego najlepszego.
      • jkk3 dziekuje 01.02.07, 12:11
        dziekuje wszystkim za zareagowanie na mój post i wierzcie to nie jest blef.
        odezwe się i powiem jakie kroki poczyniłam czy terapia czy nie dam już szansy
        temu zwiazkowi i odejde. dziekuje jeszcze raz
      • milko2411 Re: problemy z mężem 01.02.07, 15:41
        A co zrobisz,jeśli zacznie okładać twoje maleńkie dzieci???Też będziesz chciała
        pójść z nim na terapię??Myślisz,że dzieci nie czują co się w domu dzieje??Nie
        szkoda Ci ich????Kopnij sku......a w dupę, ułóż sobie życie z kimś,kto będzie
        wart Ciebie i Twoich dzieci,trzymam kciuki,powodzenia!!
        • milko2411 Re: Jeszcze jedno 01.02.07, 15:48
          A na "do widzenia"powinnaś sama mu mordę obić,rozkwasić,żeby krew się lała,w
          mordę damski bokser się znalazł......... wkurzyłam się jakbym Cię znała
    • christych Re: problemy z mężem 01.02.07, 18:01
      Z dnia na dzień będzie coraz GORZEJ !!!
      Odejdź juz teraz!!! Na pewno Twój mąż nie zmieni się pewnego pięknego dnia na
      lepsze. Nie rób sobie złudnych nadzieji. Tobie i dzieciom będzie o wiele
      lepiej bez niego!!!
      --
      Pozdrawiam.
      • bernadetka23 Re: problemy z mężem 01.02.07, 19:10
        witaj!!!naprawdę wspólczuję.ale wiem jedno że o małżeństwo trzeba walczyć,
        musisz szukać pomocy u specjalistów, ale walcz o rodzine, nie wiem jak bo nie
        jestem w twojej sytuacji, chroń dzieci przed nim, musisz mu pokazać że się
        wcale go nie boisz,gdy odejdziesz bez walki, kiedyś w przyszłości dzieci ci
        mogą nie wybaczyć. trzyma kciuki za ciebie i mocno pozdrawiam.
        • wegatka Re: problemy z mężem 01.02.07, 20:06
          W takim przypadku, gdy przemoc trwa od dłuższego już czasu, stosowanie terapii w
          celu uratowania małżeństwa raczej nie ma sensu. Według statystyk po sześciu
          tygodniach od zakończenia terapii połowa sprawców przemocy znowu zaczyna bić, a
          w pół roku po leczeniu – wszyscy. Terapia małżeństw może mieć raczej znaczenie
          prewencyjne i ma szansę się sprawdzić w przypadku młodych małżeństw, które z
          racji swego pochodzenia są zagrożone wystąpieniem przemocy domowej.

          Co do dzieci, to raczej one zwykle namawiają matkę do odejścia, i mają jej za
          złe, jeśli latami, rzekomo dla ich dobra tkwi w beznadziejnym związku. Myślę że
          autorka wątku właśnie ze względu na dzieci czym prędzej powinna poszukać pomocy
          u specjalistów i powoli zacząć oswajać się z myślą, że jeśli ma zamiar
          doświadczyć jeszcze w życiu szczęścia, to nie przy boku obecnego męża.

          --
          <><><><><><><><>
          <> Dla leniwych wink <>
          <><><><><><><><>
    • maga202 Re: problemy z mężem 01.02.07, 20:00
      Ja bym odeszła. Wybaczyć można jednorazowy incydent a nie regularne bicie. Jak można uderzyć kobietę 4 dni przed porodem lub będąca w połogu? Jak dla mnie to nie człowiek to zwierzę (nie obrażając zwierząt), on nie zasługuje na rodzinę.
      Nie ma tu co walczyć o związek, takie kanalie powinny być same, on się nie zmieni, nie można żyć w takim upokorzeniu. Musisz odejść ze względu na dzieci, one nie mogą żyć w takiej atmoswerze, to wypaczy ich psychikę.
      • paulixs1 Re: problemy z mężem 02.02.07, 00:04
        > Ja bym odeszła. Wybaczyć można jednorazowy incydent a nie regularne bicie.
        Jak
        > można uderzyć kobietę 4 dni przed porodem lub będąca w połogu? I to jest
        najmadrzejsza wypowiedz w calym tym poscie.
    • czarna.porzeczka Re: problemy z mężem 01.02.07, 23:10
      Wybacz szczerosc, ale "JAK TY NIE WIESZ" po takich sytuacjach, ktore opisalas,
      CO MASZ ZROBIC, to sorry, musisz chyba porzadmniej oberwac., zeby sie
      DOWIEDZIEC.
      Oj, durna palo, uciekaj od faceta ktory czestuje Cie przemoca, chcesz byc bita,
      byle tylko byl obok?
      Przeciez wyraznie widac ze to damski bokser i ze to sie nie zmieni.
      Jaka Twoja wina? Pewnie Ci mowi ze go sprowokowals...
      Boszszsz, czego Ci potrzeba jeszcze zeby miec dowod?
    • luxure Re: problemy z mężem 02.02.07, 07:49
      Zabrałabym dzieci i wyniosła sie do rodziców i warunek dla chłopa że ma sie
      zacząć leczyć. Acha i oczywiście do lekarza sądowego po obdukcję. Nie słuchaj
      rad że odejść zawsze zdążysz, bo jak mu znowu nerwy za dzień czy dwa puszczą to
      może już nie zdążysz. Jeśli on nie będzie chciał skorzystać z pomocy psychologa
      lub terapii małżeństw, złożyłabym pozew o rozwód.
      --
      ***Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to przez jedną
      chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam przetrwać całe
      wypełnione samotnością życie***
      • ircias Re: problemy z mężem 02.02.07, 09:39
        Nie wiem dlaczego Ona ma odchodzić??? Tzn. Dlaczego to Ona ma się wyprowadzić?
        Nie może go spakować?, wymienić zamki i niech On się wynosi do mamusi...

        Moja koleżanka ma ten sam problem u niej jest jeszcze gorzej. 2 dzieci (4 i 5
        lat). Rodzice mieszkają 300 km dalej i może liczyć tylko na siebie i znajomych.
        Postanowiła się rozwieść. Ma złożyć pozew o rozwód z eksmisją - bo ona nie ma
        gdzie się podziać i nie zostawi mu mieszkania ...!!!!
        Parę razy wzywała policję, ma założone jakieś papiery w pomocy społecznej.
        Wczoraj miała sprawę w sadzie o znęcanie się, bicie.
        Założyła sprawę o alimenty.
        Zastanów się nad podjęciem podobnych kroków.
        Policja, obdukcja po pobiciu, sprawa o alimenty....
        Ona już nie ma siły a ja nie umiem jej pomóc....
        Jej mąż ma też problem z alkoholem
        Trzymaj sie i jak najszybciej z tym skończ.
    • fergie1975 Re: problemy z mężem 02.02.07, 23:31
      Chciałabym napisac coś co byłoby bardzo konkretne i pożyteczne.
      Przede wszystkim musisz zorientowac sie w swojej sytuacji i w tym na czym
      stoisz. Czy mieszkanie jest twoje i czy mozesz go z niego wyrzucic, czy lepiej
      jak ty sie spakujesz, zabierzesz co twoje i odejdziesz z dziecmi. (do tych co
      pisaly dlaczego ma mu zostawiac mieszkanie: to po prostu nie takie proste nie
      zostawiac. Czasem warto zrezygnowac z pewnych rzeczy dla swietego spokoju, dla
      wszystkich zębów, dla braku połamanych żeber i szuflady okularów
      przeciwsłonecznych).
      Musisz też wiedziec na kogo tak naprawdę mozesz liczyc. Rodzice wiadomo będą
      gadac w stylu "a nie mówilismy, było za niego nie wychodzić", ale to można
      puścic mimo uszu, ważne żeby fizycznie ktos był z tobą, żebys miała gdzie
      mieszkac i co jesć, żebys miała wsparcie w każdej postaci. I potrzebny tez jest
      plan na wypadek jak będzie Cie nachodził. Najlepiej nie wpuszczac do
      mieszkania, nie rozmawiać, bo się załamiesz i bedziesz chciała wybaczyc. Unikać
      wspólnych miejsc, wspólnych znajomych itd.
      Kolejną kwestią jest umiejetność poradzenia sobie z samą sobą. To jest
      najtrudniejsze. Tym trudniej jezeli pozostały jakies resztki uczucia (nie
      mówiąc o uczuciu), razem z nimi pozostały na pewno nadzieje, że on sie zmieni i
      jakos to będzie. Jakieś przywiązanie, jakas zależność np finansowa - to
      wszystko przeszkadza.
      Mam nadzieję, że przeważy zdrowy rozsądek ! Nie ma sensu ratowac czegoś czego
      nigdy nie było.

      --
      ..:kissFergie1975*::..
          • dalovay Re: problemy z mężem 03.02.07, 00:44
            tego nie twierdze.troche naciagana historia.bo ktora normalna matka skazywalaby
            siebie i malutkie dzieci na takie zycie.i ona rzekomo waha sie nie wie co ma
            zrobic.ja jej poradze niech jeszcze poczeka az kochany maz porzadnie skopie jej
            tylek nie wykluczajac dzieci to moze wtedy przestanie sie wahac.tak czy inaczej
            zwykla prowokacja ktora doprowadzila do ostrej wymiany zdan.zupelnie
            niepotrzebnie.niech owa bohaterka modli sie aby jej w zyciu podobna sytuacja
            nigdy nie spotkala.
            • kai_30 Re: problemy z mężem 03.02.07, 00:49
              dalovay - wydaje Ci się, że takich sytuacji nie ma? Aż zazdroszczę, że nie znasz
              takich przypadków. Moja siostra była żoną alkoholika i przemocowca, dopiero 10
              lat po ślubie rzecz wyszła na jaw, jak tak ją pobił, że znalazła się
              nieprzytomna w szpitalu. Dzieci miały wtedy 9 i 5 lat... Wcześniej się
              wstydziła, bała komukolwiek powiedzieć, mieszkała 500 km od rodziny, wszyscy jej
              odradzali ślub z nim, więc miała poczucie winy, że nie posłuchała...

              Mój nieślubny ma zawodowy kontakt z takimi kobietami, i z mężczyznami -
              sprawcami przemocy. Prowokacja? Niestety nie. Bywa nawet gorzej.

              --
              Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
              Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
              • wegatka Re: problemy z mężem 03.02.07, 09:15
                Każdemu człowiekowi, który nie miał w swoim życiu takich doświadczeń, wydawać
                się może, że tkwienie latami w takim związku jest niemożliwe. Niestety
                przeważająca większość ofiar przemocy domowej tak właśnie robi. To jest rodzaj
                współuzależnienia.
                --
                <><><><><><><><>
                <> Dla leniwych wink <>
                <><><><><><><><>
                • kai_30 Re: problemy z mężem 03.02.07, 12:14
                  No właśnie. To jest takie błędne koło - po pierwsze kobieta daje się wkręcić, że
                  obrywa, bo coś tam zrobiła źle (słynna za słona zupa). Jak ktoś ma zdrową
                  samoocenę, pozytywny wzorzec związku wyniesiony z domu itp to się tak wkręcić
                  nie da - ja bym się na przykład nie dała. Ale bardzo wiele kobiet wierzy, że
                  rzeczywiście "na bicie trzeba sobie zasłużyć", że to one muszą się zmienić,
                  poprawić, bardziej się postarać - tym bardziej, że są okresy "miodowego
                  miesiąca". Gdyby nie te "przerywniki" pewnie odchodziłyby szybciej.

                  A jeśli jeszcze otoczenie im serwuje teksty typu "jesteś nienormalna, jak Ty
                  możesz się tak dawać" - to poczucie winy i odpowiedzialności za bicie jeszcze
                  się pogłębia. Bo przecież sprawca przemocy mówi to samo - jesteś głupia, to
                  twoja wina, że cię znowu uderzyłem, widzisz, do czego ty mnie doprowadzasz...
                  Niektóre kobiety rzeczywiście same prowokują do bicia, kiedy już czuć to
                  narastające napięcie, żeby już mieć z głowy, żeby szybciej on zaczął
                  przepraszać, przynosić kwiaty, żeby znowu było tak jak kiedyś. Po jakimś czasie
                  przychodzi apatia i jakieś takie bierne zrezygnowanie. Taka wyuczona bezradność,
                  fizyczna niemożność wzięcia spraw we własne ręce. Jeśli nawet odejdą - to często
                  dają się przebłagać i wracają. A wtedy jest jeszcze gorzej.


                  --
                  Na podwórku jest kałuża, a z kałuży się wynurza...
                  Hipopotam, powiadacie? Nie! To tata po wypłacie smile
    • joasol26 Re: problemy z mężem 03.02.07, 16:29
      DO AUTORKI
      JA TEZ MAM PODOBNY PROBLEM. OD ROKU MIESZKAM Z OJCEM SWOJEGO DZIECKA W
      POZNANIU A WCZESNIEJ MIESZKALAM Z RODZICAMI KOLO SZCZECINA. MALY PAWELEK MA DWA
      LATA. W CIAZY BYLAM SAMA BO MNIE ZOSTAWIL PO TRZYLETNIM ZWIAZKU ZUPELNIE
      NIESPODZIEWANIE. ODWIEDZAL RZADKO WIECEJ PISAL I DUZO OBIECYWAL BEZ REZULTATOW.
      JAK PAWELKE SKONCZYL TRZY MIESIACE ZACZELISMY ZE SOBA BYC ALE PRZYJEZDZAL CO
      DWA TYGODNIE. W PLANACH BYLY ZARECZYNY MALZENSTOW I MIESZKANIE. BYLAM BARDZO
      NIEUFNA W STOSUNKU DO NIEGO DUZO ZALU ALE UCZUCIE ZOSTALO. NIE WIEDZIALAM ZE
      AJK SIE PRZEPROWADZE DO NIWEGO DOMU I TAK DALEKO TO ZACZNA SIE PROBLEMY.
      DOWIEDZIALM SIE O JEGO LICZNYCH ZNAJOMOSCIACH Z KOBIETAMI WSZAK MOGLY ONE BYC
      NIE SKONSUMOWANE ALE DLA MNIE TO TEZ ZDRADA. BYL WSCIEKLY ZE ODKRYLAM JEGO
      TAJEMNICE I BYL TAKZE ZLY NA MNIE ZE MU WYPOMINAM ...PRZYZWYCZAIL SIE DO
      PODWOJNEGO ZYCIA A JA NIE MOGLAM TEGO ZAAKCEPTOWAC. NAPISALAM BNAWET DO OSOB
      KTORE WIDZIALAM RAZ NA OCZY ZE ON JEST TAKI I OWAKI. CHYBA STRACIL Z NIMI
      KONTAKT. NIE MOGAC SIE ODNALEZC W TEJ SYTACJI PRZYJEZDZALAM DO RODZICOW I TERAZ
      TEZ TAK ROBIE. KRZSIEK STAL SIE NERWOWY WPADAL W FURIE. JEGO MAMA TWIERZDI ZE
      TO JA GO SPROWOKOWALAM ALE ON POWINIEN ZROZUMIEC MOJE ODCZUCIA. POZA TYM ONA
      UWAZA ZE TO DLATEGO ZE JEST ZE MNA NA SILE ALBO ZE BYL ZAKOCHANY W TEJ
      DZIEWCZYNIE OSTATNIEJ. SAMA NIE WIEM JAK MYSLEC ALE ON ROZNIE TWIERDZI W
      ZALEZNOSCI OD TEGO JAKA PANUJE MIEDZY NAMI ATMOSFERA. RAZ TWIERDZI ZE MNIE
      KOCHA A INNYM RAZEM ZE NIE MOZE ZE MNA WYTRZYMAC.
      ZASTANOW SIE CZY TY GO CZYMS NIE SPROWOKOWALAS ALBO W TAKICH SYTACJACH JAK ON
      SIE DENERWUJE SPROBUJ GO USPOKOIC. ZROB CO SIE DA. NAWET WYJEDZ DO RODZICOW ABY
      ON SIE WYCISZYL. ZOBACZ CO ZADZIALA I CZY W OGOLE ZADZIALA. JESLI WCZESNIEJ NIE
      BYL TAKI MOZE DA SIE COKOLWIEK URATOWAC. TWOJA SYTACJA WYGLADA NA OSTRZEJSZA
      NIZ MOJA ALE U CIEBIE ONA ZA DLUGO TRWA I MOZE MOZNA ZNALEZC PRZYCZYNE. MOJA
      RODZINA I ZNAJOMI TEZ BY NAJCHETNIEJ CHCIELI ABYM GO ZOSTAWILA ALE NIKT NIE BYL
      W TAKIEJ SYTACJI. CZUJE SIE UZALEZNIONA OD NIEGO. MOZE JAKBYM MIALA NORMALEN
      WARUNKI WDOMU ZROZUMIENIE ITD TO BYM MIESZKALA U RODZICOW. WIEM ZE MUSZE BYC
      SILNA. ZAPISALAM SIE NA PSYCHOTERAPIE DARMOWA. MUSISZ OD TEGO ZACZAC ABY
      ZROZUMIEC CZEGO CHCESZ CO JEST WAZNE.NAPISZ DO MNIE I ZOSTAW KONTAKT DO SIEBIE
      697758750 ASIA
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka