Dodaj do ulubionych

Co robić, gdy pracodawca łamie prawo

09.10.07, 17:24
Czy kobiety i polski rzad nie moga zrozumiec ze im wiecej glupawych praw maja kobiety w pracy to tym mniej sa atrakcyjne dla potencjalnego pracodawcy ?

Zatrudniam kobiete, kobieta zachodzi w ciaze i chce isc na urop macierzynski - najlepiej zebym jej jeszcze placil za to iz jej nie ma w pracy a po 2 latach nieobecnosci powinieniem ja najlepiej zatrudnic spoworotem...

PARANOJA ! To wlasnie z powodu skrajnie faszystowskich przepisow ktore w zamierzeniu maja pomagac kobietom w pracy, kobiety owej pracy NIE maja.

Ja nigdy w zyciu nie zatrudnie u siebie zadnej kobiety - zajdzie taka w ciaze i niedosc ze moge miec problem z jej zwolnieniem (mimo iz jej nie ma w pracy) to jeszcze najlepiej gdybym placil jej za "prace" ktorej nie wykonuje... Dlaczego przedsiebiorca ma spelniac role dawcy alimentow ?!

Z facetami problemu nie ma. Pracujesz - zarabiasz. Nie pracujesz - do widzenia. Zero problemow.

--
akcje.blox.pl zapraszam na moj blog o gieldzie
"If stock market experts were so expert, they would be buying stock, not selling advice."
Norman Augustine
Edytor zaawansowany
  • 09.10.07, 21:14
    Brawo

    jestem kobieta
    matką
    pracodawcą


    i pracownikiem

    mam rocznego synka
    jestem zdania, że kobiety chcące wychowywać dziecko musza albo pogodzić to z
    praca albo nie brac sie ani za jedno, ani za drugie, bo im sie żadna z
    powyższych nie uda.
    zwolnienia lekarskie na koszt pracodawców,
    zusy za urlopy i te zwolnienia i dni do opieki nad dzieckiem i święta i inne dni
    wolne od pracy - wykańczają pracodawców.
    Dajmy te pieniądze pracownikowi - niech dostanie na rękę te pieniądze i SAM je
    odda państwu - niech poczuje jak to boli.

    Tylko kto sie na to odważy smile
    Pis - na bank nie
    LPR - hahahahahahaha nigdy w zyciu
    PO - no może
    LID - prędzej wytrzeźwieje wink


    Brawo za twoj tekst przedmówco

    Ewa

    --
    a fotki z egiptu wklejamy - tu: tinyurl.com/2f46wf
    cos o mnie ?? prosze bardzo oto-ja-.gu.ma/
  • 10.10.07, 13:03
    Mam w firmie 7 pracowników: 4 matki i 3 ojców! Niestety matki
    (młode) często biorą "wolne"! Poniewaz je rozumiem, więc sie
    zgadzam! Ale zaczynaja mi sie buntować faceci, bo muszą robić
    zastępstwa za nieobecne, wykonując pracę często po godzinach pracy,
    lub jeżdząc w delegację! Pytają mnie jak długo bedą
    jeszcze "frajerami", którzy mają coraz mniej kontaktu ze swoimi
    dziećmi! Moge oczywiscie zatrudnic dodatkowych pracowników, ale
    wtedy wydajność zejdzie na psy, a sam wypadnę z rynku, stracę firmę
    i pójdę "na kuroniówkę"! Więc może mądrale, które piszą takie teksty
    i te które ich wspieraja podpowiedzą mi co mam robić? Sam ma żonę,
    która mi pomaga i trójkę dzieci!
  • 10.10.07, 13:27
    I Twoja żona nigdy, ale to nigdy wolnego nie potrzebuje smile).
    Rozwiązanie może proste nie jest, ale u innych jakoś się sprawdza.
    Wolne - raz Ty, raz ja. Ojciec - nie tylko matka. Wtedy Twój problem zniknie. A
    i faceci przestaną się buntować - nie będzie o co, ich tez ktoś będzie musiał
    zastąpić. Swoją drogą - człowiek pracuje, wścieka się, że za koleżankę coś tam
    zrobić trzeba. Ale kiedy JEGO dziecko jest chore, potrzebuje obecności rodziców
    wtedy jakoś oczywiste jest, że wolne bierze żona.
  • 10.10.07, 14:00
    Słuszna decyzja, bo w Polsce pokutuje, że tylko matka może podać leki dzieciom.
    Mnie denerwuje coś innego, jestem kobietą, przełożoną ok. 50 kobiet. Obecnie 5
    jest w ciąży. Jedna urodziła półtora tygodnia temu, a na zwolnienie z powodu
    ciąży poszła... pod koniec listopada zeszłego roku. Żadna oczywiscie nie
    pracuje, idąc praktycznie na zwolnienie od dnia poczęcia. Czy ciąża jest
    zagrożona, czy nie, już od razu, wprost mówią, pójdziesz na zwolnienie, to sobie
    odpoczniesz. Żeby było "zabawniej" w zeszłym roku jedna z moich pracownic
    zachorowała na raka piersi, na szczęście wszystko zakończyło sie dobrze, miała
    operację (maj) i już w grudniu wróciła po rehabilitacji zdrowa do pracy.
    Okazało się że ciaża jest gorszą chorobą nawet od raka, bo się na niądłużej
    choruje. Mimo że naszemu pracodawcy można wiele zarzucić, to wobec kobiet w
    ciąży przyznaję zawsze był fair. Nawet umowy na czas określony przedłużał, jeśli
    były to dobre pracownice i bez żadnych problemów racały po urlopach
    macieżyńskich. Nie było problemów z karmieniem, nie wymagał zostawania w
    godzinach nadliczbowych. I to wszystko my same kobiety popsułyśmy. W chwili, gdy
    parę poszło na zwolnienia z powodu zagrozonych ciąż pozostałe typowo polsko im
    pozazdrościły, że tamte się "byczą", a one pracują. W efekcie już od
    zapłodnienia sznureczkiem na zwolnienia szły wszystkie, co spowodowało ze
    pracodawca zaczął nie przedłużać umów kobietom w ciąży, oraz zwalniać je po
    powrocie z macieżyńskiego (przez półtora roku, to tą pracę już dobrze a nieraz
    nawet lepiej wykonywał nowy pracownik). I zaczął się krzyk o dyskryminacji, o
    seksistowskim podejściu, ale jak pracuję w firmie od początku, kierownikiem
    jestem dopiero dwa lata i pamiętam co było przyczyną. Mało tego na wiosnę
    chodziła do pracy dziewczyna w ciazy aż do 6 miesiąca. Pozostałe kobierty prawie
    ją żywcem zjeść chciały, za to że pokazuje, iż można pracować w ciąży, i
    pracodawca będzie od nich tego wymagał. Chamskie odzywki do niej KOBIET bez
    względu na wiek były na porządku dziennym. Ja mam 31 lat i sama zamierzam
    wkrótce mieć dziecko, jeśli mi zdrowie pozwoli także pracować, śmiało
    poinformowałąm o tym koleżanki. Zostałam conajmniej lizusem, który chce bez
    papierka wejść w ... przełożonym, występując przeciwko własnej płci (cytat).
    Szkoda, że dziennikarze nie zajmią się tym problemem. Wyłudzeniami lewych
    zwolnień z powodu ciąży. Ja wiem, że część kobiet nie może pracować, ale to
    jesdt 50/60 procent, a nie 100. Przez nich te uczciwe cierpia, bo są wrzucane do
    jednego worka jako wyłudzacze. Gdyby nie było takich zachowań, to wydaje mi się,
    że zniknął by problem ze zwolnieniami po urlopach macieżyńskichj i
    nieprzedłużaniem umów. Zdarzałyby się jakieś wyjatki, ale przestałoby to być
    regułą, a i kobiecie łatwiej byłoby znaleźć pracę.
  • 16.10.07, 21:48
    "frajerzy" powinni podskoczyć do prokuratora aby zajął się sprawą do jakiej
    powstania przyczyniają się mamusie. Chyba, że to są dzieci "frajerów" i strach
    im nie pozwala. A tak na poważnie to poważnie. Jak wyżej.
  • 10.10.07, 14:41
    Jak mam chore dziecko to mi pika pracodawca i jego problemy. Kodeks
    Pracy daje mi 60 dni opieki nad chorym dzieckiem do lat 14 a zdrowym
    lub chorym do lat 7. Prawe to i Sprawiedliwe.
    --
    Ulubione forum Gwiazdki 2001
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=31090
  • 16.10.07, 22:02
    coś "czuć" od ciebie budżetówką. Ale nie w tym rzecz. Twoja postawa to właśnie
    postawa, z jaką od dawna się spotykam. Też jestem pracodawcą i uwierz, że musiał
    bym upaść na głowę aby kiedykolwiek zatrudnić pracownika, który raz na miesiąc
    ma problem z własnym kroczem a na dodatek macierzyństwem chciał by z pracodawcy
    zrobić jelenia. Chcesz dzieci to je miej. Ale nie obarczaj tym całej reszty. Ja
    bym Cię olał. Razem z progeniturą. Niezastąpionych nie ma. A nawet nie wiesz jak
    łatwo się pozbyć kobiety z listy płac. Pozostaje Ci się tylko cieszyć, że ktoś
    ma inne poglądy niż moje.
  • 18.10.07, 13:56
    Oczywiście, że masz prawo olać kobietę i pozbyć się jej z listy
    płac. A ona może uwalić twoją firmę w PIP, ZUS o prawdziwych
    pogromcach duchów w CBA nie wspomnę. Nie po to decyduję się na
    dziecko by je wychowywały niańki, babcie czy ktoś inny. Jak dziecko
    jest chore to ot tak zwyczajnie jako matka zajmuję się nim w domu za
    moje własne odprowadzone wczesniej składki. Nie rozumiem dlaczego
    mam płacić składki a potem jak wymaga tego choroba dziecka płacić
    opiekunce za coś co gwarantuje mi Kodeks Pracy i ma zagwarantować
    pracodawca czyli Ty.
    --
    Ulubione forum Gwiazdki 2001
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=31090
  • 16.10.07, 21:35
    W PiS-owskiej Polsce można tylko pisać artykuły intencyjne w mediach.
    I próbować kruszyć twarde serca biznesmenów. To w naszych czasach wła
    dza życzy sobie by wychowywać i kształcić dzieci do 30 roku życia. A po
    tem niech pracują za marne grosze. Szanowni to nie ten system. Biznes to biznes.
    Ma się miękkie serce, trzeba mieć twardy tyłek. Zejdźcie pro
    szę z biznesmenów. Sam nie jestem biznesmenem. Rzeczywiście tanie Państ
    wo. Zwrot na obywatela i rodzinę. Fundusz pomocowy dla rodziny na okres
    jednego roku ? w zależności od potrzeby / nie znam się przepraszam, dziadek / I
    prawo powrotu do pracy i coś tam jeszcze......
    Ale władza nie może być egoistą. Obywatele to podmiot a nie przedmiot. Kraj to
    nie folwark oddany w arendę władzy na kilka lat.
  • 16.10.07, 21:48
    Cóż.....czasem 1 pensja nie wystarcza a prawie każda chciałaby być mamą,spełnić się także w macierzyństwie.MAcie racje,że jeżzeli komuś zależy to zaraz po macierzyńskim wróci.Ja musiałam wrócić,ale poszłam na 1/2 etatu bo miałam z kim małą zostawić a tez chciałam spedzać czas z maleństwem,ale tak na prawde uważam że raczej roczne dziecko i praca.Chociaż takie małe baaaardzo teskni to się przyzwyczaja i nie miałam potem problemu na przestawienie się na cały etat...A nie mówcie,bo sa staże jeszscze gdzie to UP płaci do roku,albo mozna wziac kogoś na umowe zlecenie wyjściasa.A na wychowawczym to płacicie grosze,mniej czasem niż połowa pensja....
  • 17.10.07, 02:14
    Po pierwsze na zachodzie (no np.w USA) taki pracodawca musialby sie
    wytlumaczyc z "restrukturyzacji" bo w koncu jesli tak bylo to tzw.
    Urzad Pracy (do ktorego mozna zlozyc skarge a tego pracodawcy boja
    sie jak ognia bo przed sadem ten urzad zwykle wygrywa i potem idzie
    smrod a zwiazki sa wcale do tego nie potrzebne) moze zarzadac
    dokumentow restrukturyzacji... no i co wtedy Panstwo Pracodawcy? To
    byla czy nie? sa prawdziwe czy fikcyjne papiery? Ludzie tez sa
    swiadkami a struktury sie dokumentuje (szczegolnie na zadanie
    urzedow federalnych gdy wystapia o to np. do sadu).

    Poza tym odmowa wyjazdu pracodawcy nie jest odmowa wykonainai
    polecenia sluzbowego bo takie to sobie pracodawca moze wydawac na
    terenie pracy i w godzinach pracy a czas prywatny do takich sie nie
    zalicza. Prosty powinien to byc przypadek dla normalnego prawinka i
    czas zaczac uczyc pracodawcow ze nienormowany czas pracy to nie jest
    synonim niewolnictwa (w USA takich uczylem w dosc duzych
    korporacjach i jkakso nikt nie smie mi robic wyrzutow gdy odmawiam
    pracy ponad godziny... bo wiedza ze z Labor Department to nie sa
    przelewki a ja swoja robote w normowanym czasie wykonam).

    Dobrze by bylo gdyby w Polsce nie tylko zwiazki braly sie za sprawe
    naduzyc pracodawcow.

    W przyrodzie nic nie ginie.

    Z New Jersey,
    pocalujta_wujta

    P.S> Chyba jeszcze nie czas wracac...
  • 17.10.07, 10:10
    tylko że problemem nie jest prawne utrzymanie się w pracy ale nasze stosunki tam
    panujące. bo mieć na pieńku z szefem, który jest jakoś zmuszany do świadczeń na
    naszą rzecz - to sytuacja bardzo niewygodna.

    --
    nie dla amatorów
  • 17.10.07, 15:00
    Ja się do macierzyństwa przygotowałam świetnie organizacyjnie -
    wiedziałam, że mam babcię i dziadka, którzy się zajmą na codzień,
    pomogą. W ciąży nie brałam zwolnień, 2 tygodnie przed urodzeniem
    dziecka poszłam już na urlop, żeby wcześniej wrócić, wskutek czego
    po porodzie siedziałam w domu tylko 12 tygodni. Gdyby moje szefostwo
    (nakręcane przez 40-letnie panie, których zegar biologiczny tykał, a
    dawcy nasienia brak lub wkraczające z hukiem w klimakterium) nie
    dało się ponieść stereotypowi, do dziś pewnie mieliby ze mnie
    pożytek, to "śmiałam" zajść w ciążę po 5 latach pracy, nie załapałam
    się na półroczny urlop macierzyński, który przysługiwałby mi jeszcze
    gdybym "zaciążyła" 3-4 miesiące wcześniej, nie chciałam od nikogo
    pomocy i z wielkim brzuchem zasuwałam po schodach z górą
    segregatorów, sama sobie nosiłam krzesła, przestawiałam meble,
    udawałam świetne samopoczucie, choć czułam się fatalnie (miałam w
    ciąży cholestazę - to takie bardzo niebezpieczne schorzenie związane
    z wątrobą), ogólnie nie narzekałam i przepraszałam, że żyję? I co?
    Niby to wszyscy sobie beze mnie dawali radę, jak mnie nie było, a po
    powrocie popracowałam miesiąc i dostałam propozycję nie do
    odrzucenia "pół etatu", co w praktyce oznaczało "won". Zabrano mi
    wszystkie obowiązki i wykończyło mnie "nicnierobienie". Tak się
    załatwia ludzi. Ostentacyjnie dano mi "na szkolenie" dziewczynę,
    którą wcześniej przygotowywano do przejęcia mojego stanowiska.
    Traktowano mnie jak piąte koło u wozu, czułam się jak śmieć. Byłam
    otwarta na każdą formę współpracy, nawet będąc na macierzyńskim
    mogłam spokojnie pracować przez internet, ale to dla firmy było nie
    do pojęcia, bo tam do tej pory liczy się "siedź na tyłku i sprawiaj
    dobre wrażenie". Moje odejście z pracy przypadło na ciężki okres dla
    poszukiwaczy pracy. Miałam przechlapane. Więc jak widzę, że ktoś
    pisze, że kobieta tylko chyha na złapanie stałej posady i chce zaraz
    zajść w ciążę, bzdura !!!
  • 17.10.07, 15:24
    Dać mu porządnie po mordzie! Ale nie przy świadkach.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.